<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>zycie-codzienne &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/zycie-codzienne/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "zycie-codzienne"</description>
	<pubDate>Thu, 21 Aug 2008 08:09:10 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Home sweet home]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=551</link>
<pubDate>Sun, 17 Aug 2008 19:05:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=551</guid>
<description><![CDATA[
Jesteśmy od piątku w domu. Jak dobrze! A jednak na wspomnienie plażowego dolce far niente robi m]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/08/human_race_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-552" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/human_race_banner.jpg" alt="" width="500" height="269" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Jesteśmy od piątku w domu. Jak dobrze! A jednak na wspomnienie plażowego <em>dolce far niente</em> robi mi się smętnie i popadam w prawie jesienny spleen. To był udany urlop - można powiedzieć, że pierwszy tak udany urlop od trzech lat. Jutro już do pracy.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Zapisałam się do Nike+ The Human Race. Na zdjęciu powyżej mój numer startowy wdrukowany w koszulkę; taką koszulkę <em>dry-fit </em>dostaje każdy uczestnik biegu. Bieg odbędzie się 31 sierpnia; zapowiada się niezwykła impreza. Nie może mnie tam zabraknąć. Trochę się tylko niepokoję stanem mojego kręgosłupa. Mało biegam, bo ilekroć wracam z biegania, tyle razy włazi mi ból w odcinek lędźwiowy; moje stare i niestety przewlekłe dolegliwości odzywają się ostatnio bardzo często, praktycznie uwiera mnie to bezustannie i przeważnie kończy się na środkach przeciwbólowych. Nie jest dobrze. Nawet zaczęłam ostatnio myśleć o tym, że chyba będę musiała zrezygnować z biegania całkowicie. To byłby dla mnie dramat, bo co w zamian? Rower? Blee. Pływanie? Umarłabym z nudów w basenie. Joga? Dobra i zdrowa alternatywa, niestety zbyt czasochłonna. Jednocześnie boję się iść do lekarza, bo który ortopeda, znając historię mojego kręgosłupa i dowiadując się, że boli mnie między innymi od biegania, potraktuje mnie poważnie?</p>
<p style="text-align:justify;">Póki co planuję zadzwonić do mojego dobrego znajomego - rehabilitanta i masażysty, który stawiał mnie na nogi po drugiej operacji kręgosłupa. Może coś poradzi.</p>
<p style="text-align:justify;">
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Świat jest śmieszny.. i..]]></title>
<link>http://zgromadzeniedusz.wordpress.com/?p=71</link>
<pubDate>Sun, 17 Aug 2008 12:50:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>Thunder</dc:creator>
<guid>http://zgromadzeniedusz.wordpress.com/?p=71</guid>
<description><![CDATA[Nieprzewidywalny, nie można go ogarnąć umysłem,
Chociaż nie wiem jakbyś się starał,
Choćbym]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nieprzewidywalny, nie można go ogarnąć umysłem,<br />
Chociaż nie wiem jakbyś się starał,<br />
Choćbym nie wiem jak pragnął tego,<br />
To Ty i ja nie pojmiemy tego wszystkiego, wszechogarniającego,</p>
<p>Im dowiadujesz się coraz więcej,<br />
Tym Bardziej świat Jest dla Ciebie obcy,<br />
Przygnębiający, pustoszący umysł zaciekle,<br />
Jak na złość, wiedza - jest gorsza od niewiedzy...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nasza-klasa. Co jest z tym portalem?!]]></title>
<link>http://bdowski.wordpress.com/?p=20</link>
<pubDate>Thu, 14 Aug 2008 22:29:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>bdowski</dc:creator>
<guid>http://bdowski.wordpress.com/?p=20</guid>
<description><![CDATA[Od pewnego czasu zastanawiam się czy portal społecznościowy łączący ludzi o nazwie nasza-klas]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Od pewnego czasu zastanawiam się czy portal społecznościowy łączący ludzi o nazwie <strong>nasza-klasa</strong> powstał z myślą o odświeżaniu starych przyjacielskich więzi z przeszłości.  Nie dawno powstała funkcja "<em>konto fikcyjne</em>", która, ma za zadanie odróżnić konta założone z myślą o zawiązaniu ponownych znajomości od propagandowych kont typu "<em>Nie wojnie w Gruzji.... Nie olimpiadzie w Pekinie</em>". Konta tego typu powinny być usuwane, ponieważ zaśmiecają i psują urok takowego portalu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Baj baj morze]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=545</link>
<pubDate>Thu, 14 Aug 2008 20:52:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=545</guid>
<description><![CDATA[
Urlopu dzień ostatni. Jutro zwijamy manatki i wracamy na południe, do Warszawy. Mieliśmy jechać]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/ponton_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-546" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/ponton_banner.jpg" alt="" width="500" height="224" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Urlopu dzień ostatni. Jutro zwijamy manatki i wracamy na południe, do Warszawy. Mieliśmy jechać w sobotę, ale prognoza na jutro zwiastuje gwałtowne załamanie pogody, więc nie ma co tracić czasu, zwłaszcza, że już cała nasza trójka przebiera nóżkami w kwestii powrotu do domu. Morze żegnało nas klasyczną bałtycką pogodą plażową, a więc silnym słońcem i silnym południowo-zachodnim wiatrem, który sypał nam piaskiem w oczy. W morzu dużo meduz, a ponieważ boję się meduz, więc moczyłam dzisiaj nogi w sposób bardzo ograniczony. Maksio powiedział mi jednak, żebym się nie bała, bo meduzy są bardzo sympatyczne, więc już się nie boję.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Żegnaj Bałtyku!</p>
<p><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/my_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-547" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/my_banner.jpg" alt="" width="500" height="679" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[W skrócie]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=524</link>
<pubDate>Wed, 13 Aug 2008 20:56:12 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=524</guid>
<description><![CDATA[
Mój urlop szczęśliwie zmierza ku końcowi. Szczęśliwie, bo prawdę mówiąc nie mogę się ju]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Verdana;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/przed-burza_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-527" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/przed-burza_banner.jpg" alt="" width="500" height="270" /></a></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Verdana;">Mój urlop szczęśliwie zmierza ku końcowi. Szczęśliwie, bo prawdę mówiąc nie mogę się już doczekać powrotu do Warszawy i do kieratu mego codziennego. Tęsknię za moim łóżkiem, za moją łazienką, świeżymi ręcznikami i za pralką. Tęsknię za myjnią samochodową. Tęsknię za dużą lodówką. Tęsknię za codzienną dyscypliną i pobudkami przed szóstą rano - tutaj tak się rozbestwiliśmy, że chodzimy spać po północy, a wstajemy wpół do dziewiątej, zgroza. </span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Verdana;">Tęsknotę za Warszawą odczuwa nawet Maksio, który codziennie pyta, czy już jedziemy <em>do Warsiawy</em>. Wracamy do domu w sobotę, a jeżeli w piątek będzie lało (takie są prognozy) - to może w piątek. </span></p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Verdana;">W skrócie wydarzenia ostatnich trzech dni. </span></p>
<p style="text-align:justify;">Poniedziałek - plaża. Wspaniała pogoda, morze spokojne, nasz kawałek plaży prawie pusty. Jest idyllicznie. Piotr zrobił mi <em>Portret z gałęzią</em>. I z krzywym horyzontem :-)</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/portret-z-galezia_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-528" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/portret-z-galezia_banner.jpg" alt="" width="500" height="308" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Wtorek - poranek zapowiada lekkie załamanie pogody, postanawiamy więc jechać samochodem do Gdyni, tam w wodolot i na Hel (na Hel próbowaliśmy się dostać w zeszłym tygodniu, jednak okazało się to niemożliwe drogą lądową i utknęliśmy we Władysławowie; nie przypuszczałam, że w drodze na półwysep mogą być tak koszmarne korki). Upragniony Hel okazuje się miejscem nieprawdopodobnie zatłoczonym - natychmiast mija mi ochota na odwiedziny w fokarium i na włóczenie się po tej skądinąd uroczej miejscowości. Doznaję ciężkiego szoku. Ostatni raz na Helu byliśmy z Piotrem w roku 2000; wówczas Hel był już dość chętnie uczęszczanym, aczkolwiek wciąż nieco sennym portem, gdzie swobodnie można się było przemieszczać po głównym deptaku. Wczoraj, gdy tylko wysiedliśmy z wodolotu, ogarnął nas zwarty, nieprzenikniony tłum. Na nabrzeżu niezliczone smażalniane budy, ogródki piwne i rybne oraz wszechobecny zapach frytek i oleju. Po drodze stragany z najstraszliwszą tandetą, wśród której pierwsze miejsce przyznaję <em>poduszkom z szumem morza</em>. Na czym ten szum morza w poduszce ma polegać - nie mam bladego pojęcia, został on jednak wyceniony dość wysoko, bo aż na 25 złotych. Przedzierając się przez tłum docieramy w końcu do Maszoperii - celu naszej podróży. Kto nie był - polecam. Osiem lat temu jedliśmy tam <em>solę ze szpinakiem zapiekaną w mozarelli </em>i ta potrawa nadal figuruje w menu. Jest naprawdę warta grzechu: w naszych wspomnieniach Hel łączy się nierozerwalnie z solą przyrządzaną w Maszoperii. Z Helu uciekamy rączym wodolotem prawie natychmiast po obiedzie w Maszoperii; w czasie podróży z Gdyni do Jantaru śpię w samochodzie, śmiertelnie zmęczona tłumem.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/hel_tlum1_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-529" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/hel_tlum1_banner.jpg" alt="" width="500" height="308" /></a></p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/hel_tlum2_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-530" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/hel_tlum2_banner.jpg" alt="" width="500" height="284" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Czwartek, czyli dzisiaj. Dzień zaczyna się ulewnym deszczem, ale około południa pogoda robi się jak drut. Plażujemy więc do późnego popołudnia. Maks pławi się w morzu jak ryba, robimy sobie zdjęcia, bawimy się w berka. Dobrze mi. Na obiad wygania nas dopiero wielka chmura burzowa (na pierwszym zdjęciu).</p>
<p style="text-align:justify;">Tymczasem dobija się do mnie świat z zewnątrz. Mam już w głowie listę spraw do załatwienia w ciągu pierwszych dni po powrocie do domu. Ważna rzecz czeka mnie w najbliższy wtorek - aż boję się o tym myśleć.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Przekop Wisły]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=515</link>
<pubDate>Sun, 10 Aug 2008 21:24:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=515</guid>
<description><![CDATA[
Dzisiaj kilkukilometrowa wycieczka plażą z Mikoszewa aż do ujścia Wisły, czyli tak zwanego p]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/ujscie_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-516" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/ujscie_banner.jpg" alt="" width="500" height="259" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Dzisiaj kilkukilometrowa wycieczka plażą z Mikoszewa aż do ujścia Wisły, czyli tak zwanego przekopu. Bardzo lubię to miejsce: rzeka łączy się tutaj z morzem, dwa żywioły ścierają się ze sobą, mieszają swoje wody, jest głęboko i miejscami groźnie, a wszystko można obserwować z bliska, stojąc na betonowym falochronie sięgającym ze dwieście metrów w morze.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Przekop zbudowany został w latach 1890-1895, kiedy tereny Żuław Wiślanych należały jeszcze do Prus. Okazuje się, że decyzję o budowie przekopu podjął pruski parlament po serii szczególnie niszczycielskich powodzi na Żuławach. No i potem budowano, kopano, umacniano, raptem tylko przez pięć lat. Spore osiągnięcie inżynierskie, zważywszy na rozmiary inwestycji: przekop ma 7 km długości i 250-400 metrów szerokości.</p>
<p style="text-align:justify;">Ciekawe zdjęcie znalazłam na stronach Urzędu Morskiego w Gdyni - tak to wygląda z powietrza (poniżej). <em>Fotografia obszaru stożka napływowego Wisły wykonana w dniu pomiarów batymetrycznych - 28.06.2004 o godzinie 11:00. Piaszczysta ławica usytuowana na przedłużeniu osi nurtu rzeki - przy stanie wody wyższym o 0.20m od średniego poziomu morza. Piaszczyste ławice przed wejściem na Przekop Wisły zostały zawłaszczone przez wiele gatunków ptaków. Jest to jeden z najciekawszych terenów w kraju pod względem ornitologicznym. W 1991 roku utworzono rezerwat przyrody "Mewia Łacha", który obejmuje obszar stożka ujściowego Wisły oraz okresowo wynurzające się piaszczyste ławice. Na obszarze rezerwatu zabrania się m.in. przebywania od 1 kwietnia do 15 sierpnia oraz refulacji piaszczystych ławic, znajdujących się w kierunkach od NW do NE od ujścia Wisły.</em></p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/przekop-wisly.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-518" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/przekop-wisly.jpg" alt="" width="500" height="232" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wiatr]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=508</link>
<pubDate>Sat, 09 Aug 2008 20:45:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=508</guid>
<description><![CDATA[
Dzisiaj tylko zdjęcia. Dzień plażowy. Słońce, wiatr, sporo malowniczych chmur. Wyszaleliśmy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/plaza_chmury2_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-507" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/plaza_chmury2_banner.jpg" alt="" width="500" height="241" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Dzisiaj tylko zdjęcia. Dzień plażowy. Słońce, wiatr, sporo malowniczych chmur. Wyszaleliśmy się: budowanie portów morskich, bieganie, berek, turlanki po piasku. Maks wieczorem padł jak kawka. Teraz siedzimy, pijemy białe wino, oglądamy w tv film bardzo <em>á propos</em>, a mianowicie <em>Gniew oceanu</em> Wolfganga Petersena. Stwierdziliśmy właśnie z Piotrem, że jesteśmy już bardzo wypoczęci. Drugi tydzień urlopu minie nam pewnie pod znakiem niecierpliwego oczekiwania na powrót do naszej codzienności :-)</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Poniżej autoportret z wiatrem we włosach ;-)</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/ja_plaza3_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-510" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/ja_plaza3_banner.jpg" alt="" width="500" height="397" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Półmetek]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=496</link>
<pubDate>Fri, 08 Aug 2008 20:58:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=496</guid>
<description><![CDATA[
Z rzeczy wartych zanotowania: rozpoczęły się dziś igrzyska olimpijskie w Pekinie. Gdy pisałam ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/plaza_chmury_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-501" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/plaza_chmury_banner.jpg" alt="" width="500" height="260" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Z rzeczy wartych zanotowania: rozpoczęły się dziś igrzyska olimpijskie w Pekinie. Gdy pisałam pierwsze posty na tym blogu, znicz olimpijski właśnie ruszał w trasę dookoła świata, a dzisiaj jednym okiem, między kawałkami naleśnika z twarogiem, którymi karmiłam Maksa, a moim pstrągiem i frytkami, oglądałam ceremonię otwarcia igrzysk. Robiło wrażenie. Zwłaszcza te układy synchroniczne w wykonaniu setek, czy może nawet tysięcy tancerzy w białych strojach. Zawieszona jestem między protestem i potępieniem wobec chińskiej polityki wewnętrznej, a absolutnym zachwytem nad ogromem zaangażowanych w olimpijskie przedsięwzięcie środków. Chińczycy to dziwny naród. Myślę, że z perspektywy europejskiej nie jesteśmy w stanie zrozumieć, co im w duszy gra, jacy są naprawdę. Muszę przeczytać jakąś książkę o historii Chin - znam wyłącznie jej dwudziestowieczny fragment.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Mój urlop powoli przekracza półmetek. Dziś grana była plaża pod lekko zachmurzonym niebem i zamglonym słońcem. Na plaży spokój, luźno - specjalnie wybieramy taki kawałek plaży, aby nie było tłumu (ach, tłum plażowiczów polskich: temat na poemat). Na morzu flauta, niepozorne falki ledwo, ledwo lizały brzeg. Maks mocno zaangażowany w budowanie autostrady dwupasmowej. Wieczorem spacer przez las nad morze, nad zachodnim horyzontem jakiś deszczowy front. Dzień dobiega końca. Chyba powoli się regeneruję, bo coraz później chodzę spać.</p>
<p style="text-align:justify;">Poniżej: autoportret w lusterku samochodowym :-)</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/autoportret-w-lusterku_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-502" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/autoportret-w-lusterku_banner.jpg" alt="" width="500" height="292" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Słońce]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=487</link>
<pubDate>Thu, 07 Aug 2008 20:53:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=487</guid>
<description><![CDATA[
Dzień plażowy z prawdziwego zdarzenia. W porównaniu z zeszłym rokiem, kiedy na czternaście dni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/plaza_slonce_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-486" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/plaza_slonce_banner.jpg" alt="" width="500" height="286" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Dzień plażowy z prawdziwego zdarzenia. W porównaniu z zeszłym rokiem, kiedy na czternaście dni pobytu nad morzem tylko jeden mieliśmy słoneczny i ciepły, mamy stuprocentową poprawę sytuacji, ponieważ obecnie mija nam dzień wakacji szósty i zaliczyliśmy już drugi (niesamowite!) dzień na plaży: z kocykiem, smarowidłami przeciwsłonecznymi i kąpielami w morzu.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Działo się niewiele. Słońce, morze leniwe. Jedynym wspomnieniem po sztormie są wyrzucone na brzeg muszelki, obrobione przez wodę patyki, potargane wodorosty. Na plaży prawdziwy festiwal nieidealnych ciał, ale każde bez kompleksów. Jak daleko zaszła nasza cywilizacja, że zaczęliśmy się rozbierać na potęgę i nie wstydzimy się ani naszych brzuchów, ani blizn czy żylaków, ani zwęźlonych ścięgien, ani nawet uciętej pod kolanem nogi. Bo też czego tu się wstydzić? Wszak nic co ludzkie, nie jest nam obce. A jednak to ciekawe, że to tylko plaża jest takim egalitarnym miejscem, gdzie nie ma drogich samochodów i wypchanych portfeli, a są tylko niedoskonałe ludzkie powłoki.</p>
<p style="text-align:justify;">Najpiękniejszym stworzeniem na dzisiejszej plaży było oczywiście moje dziecko. Mała rozbrykana rybka w granatowo-błękitnych kąpielówkach, szprotek uwijający się z łopatą większą od niego, oblepiony piaskiem od stóp do głów. Czasami chciałabym zatrzymać go jak w stop-klatce: aby zawsze był taki mały, wesoły, beztroski, ciekawski.</p>
<p><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/maks_tata_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-489" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/maks_tata_banner.jpg" alt="" width="500" height="274" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Odnośnie testu religijności; Brak ciepłej wody]]></title>
<link>http://tuluttut.wordpress.com/?p=89</link>
<pubDate>Thu, 07 Aug 2008 14:55:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>tuluttut</dc:creator>
<guid>http://tuluttut.wordpress.com/?p=89</guid>
<description><![CDATA[Parę dni temu dałem na blogu post odnośnie testowania religijności. Pisałem tam też, że jedno]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Parę dni temu dałem na blogu<a href="http://tuluttut.wordpress.com/2008/08/04/testowac-religijnosc/"> post</a> odnośnie testowania religijności. Pisałem tam też, że jednocześnie wrzuciłem link do tego testu na <a href="http://www.wykop.pl/link/83283/test-religijnosci-zdaniem-okiem-pl">wykop</a>. Co prawda na stronę główną nie poszło (w tej chwili 17 wykopów), za to, tak jak się spodziewałem, w <a href="http://www.wykop.pl/link/83283/test-religijnosci-zdaniem-okiem-pl#">komentarzach</a> rozpoczął się istny <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Flamewar">flamewar</a>. Typowe przy wstawianiu linków kontrowersyjnych, szczególnie związanych z religią, ale jak widać sama bitwa w komentarzach nie wystarczy na stronę główną.</p>
<p>Z innych ciekawostek:</p>
<p><img src="http://tuluttut.wordpress.com/files/2008/08/zdjecia-0010.jpg" alt="" width="500" height="375" class="aligncenter size-full wp-image-90" /></p>
<p>A myślałem, że takie rzeczy już się nie zdarzają, tymczasem po dwóch latach przerwy znowu nie będę miał ciepłej wody w domu, i to tym razem na 16 dni. Jak w takiej sytuacji poradzić sobie z myciem? Proste - grzać wodę w garnkach. Może i proste, ale czasochłonne, szczególnie jak czyjeś włosy wymagają codziennego mycia, jak w moim wypadku. Cóż, z większymi problemami sobie jakoś radziło.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dzień Świstaka]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=477</link>
<pubDate>Wed, 06 Aug 2008 21:31:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=477</guid>
<description><![CDATA[
Dużo się dzisiaj działo. Mieliśmy pojechać na Hel, skończyliśmy w zatłoczonym, gwarnym Wła]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/zachod_banner2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-479" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/zachod_banner2.jpg" alt="" width="500" height="209" /></a><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/zachod_banner.jpg"></a></p>
<p style="text-align:justify;">Dużo się dzisiaj działo. Mieliśmy pojechać na Hel, skończyliśmy w zatłoczonym, gwarnym Władysławowie. Prześladował nas pech (deszczowe chmury, deszcz, korki po drodze, w restauracji zostawiłam torbę foto), ale wszystko skończyło się dobrze. Słońcem i czystym niebem. Wieczorem byliśmy na długim spacerze: przez las nad morze, potem po plaży, i z powrotem. Zachód słońca, morze rozbujane po wczorajszym sztormie, Maks z piskiem uciekający przed falami - chwilo trwaj!  </p>
<p style="text-align:justify;">P.S. Te dwie sylwetki z lewego krańca kadru, to moi panowie. Poniżej - port rybacki we Władysławowie.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/port_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-484" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/port_banner.jpg" alt="" width="500" height="238" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sztorm]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=463</link>
<pubDate>Tue, 05 Aug 2008 21:20:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=463</guid>
<description><![CDATA[
Lało i wiało dziś w sposób straszny. Moja ogólna frustracja i - mam nadzieję, że mocne - pos]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/sztorm_banner1.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-465" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/sztorm_banner1.jpg" alt="" width="500" height="311" /></a><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/sztorm_banner.jpg"></a></p>
<p style="text-align:justify;">Lało i wiało dziś w sposób straszny. Moja ogólna frustracja i - mam nadzieję, że mocne - postanowienie, że nigdy więcej urlopu nad Bałtykiem. Jutro ponoć ma się przejaśnić, osuszyć i ocieplić. Jedziemy więc na Hel oglądać foki. Maks stał się dzisiaj posiadaczem traktora z talerzówką i nauczył się <em>taleziowania ziemi</em>. Kto nie wie, co to talerzowanie - niech zajrzy do encyklopedii rolnictwa :-)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Północne niże]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=454</link>
<pubDate>Mon, 04 Aug 2008 20:35:47 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=454</guid>
<description><![CDATA[
 
Głównym tematem dzisiejszego dnia była pogoda, a właściwie jej brak. Ja lubię Bałtyk, ale]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;margin:0;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/deszcz_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-455" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/deszcz_banner.jpg" alt="" width="500" height="285" /></a></p>
<p style="text-align:justify;margin:0;"> </p>
<p style="text-align:justify;margin:0;">Głównym tematem dzisiejszego dnia była pogoda, a właściwie jej brak. Ja lubię Bałtyk, ale Bałtyk nie lubi mnie. Ilekroć tu przyjeżdżam, tyle razy natychmiast psuje się pogoda i trzeba być prawdziwym fascynatem tych zimnych plaż, żeby tu wytrzymać i nie popaść w depresję. Obiecałam sobie, że jeżeli tegoroczny urlop znowu upłynie mi pod znakiem obserwacji przesuwających się po niebie deszczowych chmur i zgadywania, czy następnego dnia będzie lało, czy może się trochę przejaśni, to w przyszłym roku pakujemy po jednej torbie na osobę, wsiadamy w samolot i lecimy do ciepłych krajów. Gdzie oczywiście będę umierać z upału i tęsknić za deszczem.</p>
<p style="text-align:justify;margin:0;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;margin:0;"> </p>
<p style="text-align:justify;margin:0;">Mimo tego, że nad regionem przeszła dziś kilkugodzina burza z ulewą, humory nam jednak dopisują. Czerpiemy z urlopu całymi garściami. Łopatki, kopanie dołów i budowanie dróg, szukanie w piasku muszelek, dziubanie patykiem w kałuży z wodorostami – oto moje rozrywki. Minimum wysiłku wkładam w to, aby ‘wyglądać’. Cały dzień latałam w biegowych legginsach i butach żeglarskich założonych na gołe stopy, i nikogo to nie obchodziło. Nie chce mi się ani stroić, ani robić porządnego makijażu.</p>
<p style="text-align:justify;margin:0;"> </p>
<p style="text-align:justify;margin:0;">Jutro ma być sztorm, nawet do dziesięciu w skali Beauforta. Jutro też jedziemy do Gdańska odebrać z pociągu moją siostrę, która spędzi z nami resztę urlopu. Aha – dzisiejsza burza powaliła na drogę drzewo między Mikoszewem a Jantarem, dokładnie na naszej trasie, tuż przed naszym samochodem. Musieliśmy szukać objazdu – oto do czego przydaje się GPS. Kończę, bo moja druga połowa trochę się niecierpliwi :-)</p>
<p style="text-align:justify;margin:0;"> </p>
<p style="text-align:justify;margin:0;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/ja_plaza2_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-456" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/ja_plaza2_banner.jpg" alt="" width="500" height="343" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wyjeżdżam]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=440</link>
<pubDate>Fri, 01 Aug 2008 20:35:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=440</guid>
<description><![CDATA[
Dzisiaj wpis ekspresowy, w locie między pakowaniem traktorów i dmuchanych materacy, a wieszaniem ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/szosa_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-452" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/08/szosa_banner.jpg" alt="" width="500" height="259" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Dzisiaj wpis ekspresowy, w locie między pakowaniem traktorów i dmuchanych materacy, a wieszaniem ostatniego prania. W domu mam prawdziwy, za przeproszeniem, mess. Ledwo utłukłam Maksia do spania - taki podekscytowany. Piotr objuczony jak wielbłąd kursuje między mieszkaniem a samochodem. A mi właśnie opadły ręce. Do samej ziemi. Zamieszanie jest niebywałe, chociaż jeszcze ani razu się nie pokłóciliśmy :-)</p>
<p style="text-align:justify;">A wszystko dlatego, że jutro z samego rana wyjeżdżamy nad morze. Wymarzony urlop zaczął się dla mnie dziś o 17:30, ale od tamtej pory ani razu nie usiadłam, co niestety źle wróży na najbliższe dwa tygodnie. Generalnie wywozimy ze sobą cały dom i jestem po prostu przerażona ilością bambetli, które będziemy taskać przez pół Polski. Nie wiem, jak Piotr ma zamiar to wszystko upchnąć do samochodu, który wprawdzie jest kombi i ma na dachu wielkie pudło, ale mimo wszystko jego pojemność jest ograniczona. Na szczęście w tym roku - jako że nasze dziecko osiągnęło już całkiem przyzwoity wiek lat trzech - nie musimy ze sobą ciągnąć wielkiego wózka, łóżeczka z siatką, materacyka i składanego fotelika do karmienia. Co za ulga. Doszło nam za to kilka ciężkich maszyn roboczych, stos książeczek o Bobie Budowniczym oraz dinozaur.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Na urlopie mam zamiar biegać. W tym celu zostało zapakowane ubranie biegowe, buty, forerunner. Marzę o rześkim świcie na pustej plaży. Muszę się zresetować.</p>
<p style="text-align:justify;">Będę się odzywać, może nawet coś czasem tu wystukam, o ile nie ulegnę scrabblowemu terrorowi, a towarzystwo zezwoli mi na odpalenie laptopa.</p>
<p style="text-align:justify;">Bywajcie! Do zobaczenia, do przeczytania :)</p>
<p style="text-align:justify;">joy</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[astro-kot-omia]]></title>
<link>http://kotdante.wordpress.com/?p=41</link>
<pubDate>Mon, 28 Jul 2008 08:12:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>analog</dc:creator>
<guid>http://kotdante.wordpress.com/?p=41</guid>
<description><![CDATA[
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://kotdante.files.wordpress.com/2008/07/astronomia.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-40" src="http://kotdante.wordpress.com/files/2008/07/astronomia.jpg" alt="" width="700" height="454" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Stranger]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=355</link>
<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 21:15:40 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=355</guid>
<description><![CDATA[
Jestem w przedziwnym stanie ducha i umysłu. Piątkowy wieczór po ekstremalnie pracowitym tygodniu]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/07/zach_granica_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-353" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/07/zach_granica_banner.jpg" alt="" width="500" height="287" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Jestem w przedziwnym stanie ducha i umysłu. Piątkowy wieczór po ekstremalnie pracowitym tygodniu. W głowie kłębią mi się tysiące myśli, idei, obaw. Kilka ważnych, dobrych rzeczy wydarzyło się w tym tygodniu - nie byłam na nie mentalnie przygotowana i nie wiem, jak się wobec nich zachować. Wpędzają mnie w niepokój. Wracają moje obsesyjne sny o walce z nieubłaganie upływającym czasem, kiedy każda minuta jest na wagę złota, a ja nie mogę za nimi nadążyć. Powiedziałam o tym dzisiaj Piotrowi, a on się zaśmiał, że to taki sam sen jak ten, który mam zawsze przez ważnymi zawodami: spóźniam się na start i potem w panice zakładam buty biegowe, aby biec przez kompletnie wymarłe miasto w poszukiwaniu stawki zawodników, która jest gdzieś tam daleko przede mną, a której nie mogę dogonić. W tym śnie zawsze gubię drogę i błąkam się po pustych, pozbawionych kibiców ulicach w poczuciu totalnej porażki.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Dzisiaj rano dowiedziałam się, co sprawiło, że Sycylia jest zacofanym zaściankiem Europy, mimo że jest częścią zamożnego państwa włoskiego. Otóż antysemityzm. Niewiarygodne, prawda? Dzisiaj rano przejechałam przez pół miasta słuchając koncertowych <em>Confessions</em> i śpiewając na całe gardło <em>I feel love</em> z <em>Future Lovers</em>. Dzisiaj rano idąc chodnikiem ulicą Jana Pawła II potknęłam się o wystającą płytę chodnikową i prawie wybiłam sobie zęby. Potem, jadąc do pracy, myślami odleciałam w inne strony świata i zupełnie nie pamiętam trasy. Potem - ciągle było rano - musiałam doprowadzić się do porządku i wmaszerowałam jak zwykle pewnym krokiem do biura, układając w myślach kolejność tematów, które oczekują moich szybkich i pozbawionych wahań decyzji. I znowu grałam.</p>
<p style="text-align:justify;">Potem - już pod wieczór, w domu - zamiatałam z podłogi piasek naniesiony z piaskownicy przez Maksia i w trakcie tej całkiem relaksującej czynności przypomniałam sobie moją pierwszą książkę. To znaczy pierwszą napisaną książkę. Były to mianowicie <em>Przygody kota Jonatana</em>, spisane w zgrzebnym 16-kartkowym zeszycie w kratkę, moim wówczas jeszcze niezgrabnym charakterem pisma, pamiętam, że zielonym flamastrem. Dlaczego były to przygody kota i to w dodatku Jonatana, to już nie jestem w stanie odtworzyć, nie pamiętam również, co konkretnie było treścią tego wiekopomnego dzieła, nie mam jednak żadnych wątpliwości, że wzbudziło ono furorę wśród moich premierowych czytelników. Dużo później, gdy wkroczyłam w wiek nastoletni, nadeszła era moich memuarów, które spisywałam, z niewielkimi przerwami, chyba przez całą dekadę. Apogeum mojego gorączkowego pisarstwa nastąpiło w latach 1990-1996, kiedy dzień po dniu opisywałam moją młodą egzystencję, najeżoną trudnościami emocjonalnymi i problemami w stylu <em>czy nie pozwoliłam mu wczoraj na zbyt wiele</em>. Równolegle spod mojego pióra wyszła chyba z setka listów adresowanych do najbliższych mi osób. Dzisiaj to wszystko - pamiętniki, dzienniki i kopie listów - zalega w szufladach naszego przepastnego biurka. Nie chcę do tego wracać.</p>
<p style="text-align:justify;">Wieczorem przeszła nad Jelonkami burza. Zaczęła się od ćwiartki tęczy. Potem były ostrzegawcze grzmoty, niby potrząsanie włócznią przed przystąpieniem do pojedynku. Lunęło: południowa część nieba była czarna od chmur, a północna - rozżarzona zachodzącym słońcem. Tęcza rozwinęła się na całej wschodniej stronie nieba. Stałam na balkonie, nie zważając na deszcz i robiłam zdjęcia. W bloku naprzeciwko dwie młode dziewczyny również wyszły na balkon: jedna z głową w turbanie z ręcznika, papieros, druga z aparatem. Zaczęły sobie robić zdjęcia ustawiając się trochę pod słońce. Ta z turbanem zdjęła w końcu ręcznik i rozpuściła długie kasztanowe włosy, potrząsając nimi efektownie przed obiektywem koleżanki. Zrobiłam im zdjęcie. Musiały to zauważyć, bo po chwili wycelowały we mnie aparat i - jak sądzę - również zostałam uwieczniona. Czegoś im zazdrościłam, sama nie wiem czego. Przecież miałam kiedyś dokładnie to samo. A je obie kiedyś czeka dokładnie to samo, co ja mam teraz.</p>
<p style="text-align:justify;">Wieczorem urządziliśmy sobie disko-błysko. W radiu internetowym Piotr ustawił strumień <em>Hot House</em>. Jeeeeezu, tysiąc lat nie byłam na porządnej imprezie, takiej z obcisłymi kieckami, wysokim obcasem, szminką i kolorowym drinkiem, od którego kręci się w głowie. Maks szalał z radości, a jego rodzice w kompletnie niepoważnym transie skakali i machali rękami. Mam nadzieję, że sąsiadom pod nami tynk się sypał na głowy. Kolejny dziwny moment w tym dziwacznym dniu.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>Stranger<br />
We belong in a world that's too strange for this world<br />
Stranger<br />
We do long for a fatamorgana dream world</em></p>
<p><em>Where people love each other<br />
greedy in love</em></p>
<p><em>Stranger<br />
touch my face to prove I'm awake in this world<br />
Stranger<br />
gently blow some life into hope for a strange world </em>
</p>
<p style="text-align:justify;">Hooverphonic,<em> Stranger</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nie wiem, nie orientuję się, zarobiona jestem]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=247</link>
<pubDate>Thu, 17 Jul 2008 10:45:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=247</guid>
<description><![CDATA[
Nie wiem, jak to możliwe: nie dodaję nowych notek, ale blog chyba ma czytelników, bo statystyki ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/07/burza3_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-246" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/07/burza3_banner.jpg" alt="" width="500" height="324" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Nie wiem, jak to możliwe: nie dodaję nowych notek, ale blog chyba ma czytelników, bo statystyki idą powoli, acz systematycznie w górę. Ale jeżeli ktoś tu znajduje dla siebie jakieś ciekawe treści, a nie tylko moje bezustanne narzekanie na Wszechwładny Niedoczas, który trzyma mnie w swych szponach - to ja się bardzo cieszę.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie piszę, bo zarobiona jestem po uszy. W pracy wakacyjny wysyp projektów i tematów o Priorytecie Zero Absolutne. I to akurat na dwa tygodnie przed moim wyjazdem na urlop. Codziennie więc nerwowo zerkam w kalendarz i przerażeniem napawa mnie fakt, że do urlopu pozostało mi tylko jedenaście dni roboczych, w trakcie których wszystko będziemy musieli rozkopać, zamontować, a potem zakopać, przyklepać i jeszcze zaplanować tematy na najbliższe pół roku. Horror. Moja aktywność w pracy polega ostatnio głównie na chodzeniu na Szalenie Ważne Spotkania i wykasowywaniu z poczty maili, które nie dotyczą Szalenie Ważnych Spraw. Pozytywnym jednak objawem jest fakt, że nie imają się mnie nerwy. Bo też chyba już nic nie jest w stanie mnie zadziwić. Przetrzymaliśmy rozmaite trzęsienia ziemi, przetrzymamy i to. Notesy pęcznieją mi od notatek, ale głowa dziwnie lekka.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Tyle o pracy. Biegowo nic się wciąż nie dzieje, buty wiszą na kołku, jak również moje wszelkie plany startowe. Odkąd jednak wpisałam sobie w kalendarz na każdy dzień o godzinie trzynastej obowiązkowy obiad, to przestałam z profilu - gdy oglądam się w lustrze - przypominać wieloryba i odzyskałam coś na kształt talii. To się nazywa Samoodchudzanie.</p>
<p style="text-align:justify;">Jest jednak nadzieja, że w mojej leniwej duszy coś drgnie i znowu poczuję zew biegowej ścieżki. Otóż wielkimi krokami nadchodzi sobota 19 lipca, a wraz z nią: SBBP Reaktywacja! Zainteresowanych odsyłam tutaj: <a href="http://www.sbbp.pl/">SBBP</a>. Ech, moje drogie SBBP... Ileż wspólnych kilometrów za nami, ileż litrów potu wylanego na bielańskich, łosiowych, kampinoskich i łosiowych ścieżkach. Ile godzin rozmów podczas długich wybiegań... Ech - kiedy to było? I dlaczego się skończyło? Czy tylko dlatego, że coraz więcej mamy pracy i że nam wszystkim porodziły się dzieci...? Miło będzie zobaczyć stare kochane gęby moich przyjaciół z SBBP. Niesamowicie się cieszę, że się z nimi zobaczę. Może też odzyskam chęć do biegania - kto wie. Byłoby warto, bo za półtora tygodnia Bieg Powstania Warszawskiego, a za miesiąc z niewielkim okładem Nike The Human Race, w którym nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie wystartować.</p>
<p style="text-align:justify;">Zdjęcie na górze to wspomnienie z burzy, która w niedzielę wieczorem przeszła nad Warszawą. Byłam nią absolutnie zafascynowana i z aparatem oraz w towarzystwie mojego ciekawskiego syna (<em>Buzia, buzia!</em>) biegałam między balkonem a oknem na klatce schodowej, żeby obserwować rozwój wypadków po wschodniej i zachodniej stronie świata. Burza była niesamowicie inspirująca i pełna grozy: chmura burzowa nasunęła się nad miasto cicho i bez grzmotów niczym statek kosmitów z filmu <em>The Independence Day</em>, zabierając całkowicie światło i pogrążając świat w mroku. Co zresztą zostało uwiecznione na wielu zdjęciach umieszczonych w sieci przez warszawskich internautów. No więc u mnie też będzie takie zdjęcie - na wieczną burzy pamiątkę.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[i ty Kot-usie przeciwko mnie?]]></title>
<link>http://kotdante.wordpress.com/?p=38</link>
<pubDate>Fri, 11 Jul 2008 07:01:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>analog</dc:creator>
<guid>http://kotdante.wordpress.com/?p=38</guid>
<description><![CDATA[
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://kotdante.files.wordpress.com/2008/07/starozytnosc.jpg"><img class="size-full wp-image-39 alignnone" src="http://kotdante.wordpress.com/files/2008/07/starozytnosc.jpg" alt="" width="700" height="424" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[le-kot-ura]]></title>
<link>http://kotdante.wordpress.com/?p=37</link>
<pubDate>Tue, 08 Jul 2008 10:58:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>analog</dc:creator>
<guid>http://kotdante.wordpress.com/?p=37</guid>
<description><![CDATA[
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://kotdante.files.wordpress.com/2008/07/czyta.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-36" src="http://kotdante.wordpress.com/files/2008/07/czyta.jpg" alt="" width="700" height="469" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Working, working]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=244</link>
<pubDate>Mon, 07 Jul 2008 19:26:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=244</guid>
<description><![CDATA[
Tak w charakterze update&#8217;u, co u mnie słychać. Nie piszę na blogu (inspiracji biegowych i ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/07/praca_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-243" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/07/praca_banner.jpg" alt="" width="500" height="319" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Tak w charakterze update'u, co u mnie słychać. Nie piszę na blogu (inspiracji biegowych i okołobiegowych chwilowo brak), ale piszę gdzie indziej i co innego. Oto mój domowy warsztat pracy: stary i rozchybotany kuchenny stół, którego jednak nie opłaca nam się ani skręcać, ani sklejać, ani tym bardziej wymieniać na coś bardziej stabilnego, ponieważ już niebawem czeka go zasłużona emerytura po - bodajże - trzydziestu latach wiernej służby. Zastąpi go inny stół, który będzie stał w innej kuchni. Mam na razie mgliste o nim wyobrażenie: wiem tylko, że ma być długi. Czy jednak będzie równie atmosferyczny? Czy nadal będę wolała rozrzucanie moich papierów w kuchni, zamiast w pokoju przeznaczonym do pracy?</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Stół, jak widać na załączonym obrazku, zarzucony jest papierami. W jednych coś czytam, na innych piszę. Otwarty laptop. Ten dualizm w zakresie stosowanych narzędzi pisarskich wynika z tego, że mam, oprócz wielu innych, dwie pasje. Pierwsza, dość banalna, to umiłowanie miękkiej klawiatury laptopa, po której moje palce śmigają jakby grały na fortepianie: na klawiaturze piszę zdecydowanie szybciej niż odręcznie. Druga moja pasja, trochę staroświecka, to słuchanie tego subtelnego dźwięku, jaki wydaje wieczne pióro ocierające się o papier podczas pisania i obserwowanie cienkiej linii czarnego atramentu, która wysnuwa się powoli ze stalówki. Klawiatura komputera i wieczne pióro są sprzecznościami, których nie da się pogodzić: wywodzą się z odmiennych epok i wydawać by się mogło, że pióro z klawiaturą pojedynek na użyteczność musi przegrać. A jednak wciąż trzyma mocną pozycję w moim prywatnym rankingu Przedmiotów Bez Których Nie Umiem Się Obejść. W związku z tym za żadne skarby świata nie mogę się zdecydować, czy wolę osobiste zapiski prowadzić w notesie, czy w telefonie komórkowym, i nie potrafię również podjąć decyzji, jak wolę pracować: czy od razu elektronicznie, czy też wprowadzać etap pośredni, czyli robienie notatek za pomocą powolnego i majestatycznego prowadzenia pióra po papierze. Dlatego zawsze tracę mnóstwo czasu, energii i atramentu na robienie obszernych, odręcznych notatek. A ponieważ mam dość zamaszysty charakter pisma i zużywam mnóstwo papieru, więc cierpią na tej mojej manii również lasy. Jak być bardziej ekologiczną, gdy kocha się pióro wieczne i atrament?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Podsumowanie czerwca]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=240</link>
<pubDate>Wed, 02 Jul 2008 14:12:24 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=240</guid>
<description><![CDATA[

W zasadzie to nie ma co podsumowywać. Czerwiec był totalną katastrofą. Coś jest dziwnego z ty]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/07/zboze2_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-241" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/07/zboze2_banner.jpg" alt="" width="500" height="237" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">W zasadzie to nie ma co podsumowywać. Czerwiec był totalną katastrofą. Coś jest dziwnego z tymi dwoma miesiącami kończącymi półrocza - czerwcem i grudniem - że wszystko się w nich zawsze spiętrza, kumuluje i wpędza mnie w permanentny niedoczas. Wyjątku od reguły nie było i tym razem. Właściwie to nawet nie wiem, kiedy ten miesiąc minął. Tylko mignął mi przed oczami, jakbym jechała pociągiem TGV.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">W czerwcu przebiegłam oszałamiające 30 km. Ostatni "trening" zrobiłam 10 czerwca, wcześnie rano; to bieganie sprzed trzech tygodni straszliwie mnie zmęczyło, pozbawiając za jednym zamachem energii i motywacji do kolejnych treningów. W pierwszej dekadzie czerwca upały na dobre zadomowiły się w Warszawie, a ponieważ nie jest to moja ulubiona pogoda, więc nawet wcześnie rano nie chciało mi się już wychodzić. Potem Piotr wyjechał na jakiś czas, więc byłam sama z Maksiem. A potem Piotr wrócił, ale ja miałam z kolei mnóstwo roboty. No i tak dopełzłam do końca miesiąca z szalonym urobkiem trzydziestu kilometrów.</p>
<p style="text-align:justify;">Ten żałosny wynik nie kwalifikuje się oczywiście do liczenia na jego podstawie jakichkolwiek statystyk. Forma, która na początku czerwca była w stadium poczwarki (z nadzieją na rozwinięcie skrzydeł w nadchodzących miesiącach) pewnie zredukowała mi się do poziomu marcowego; nie wiem, bo jeszcze nie sprawdzałam. Plany maratońskie powinnam chyba powiesić na kołku. Trzeba to sobie jasno i wyraźnie powiedzieć, że z wielkiego powrotu joycat na maratońskie trasy w tym roku nici. Na pewno pobiegnę w Biegu Powstania Warszawskiego (26 lipca, 10 km) i w Biegu Nike + (31 sierpnia, 10 km), ale na maraton robi się już za późno.</p>
<p style="text-align:justify;">Cóż. Może to jeszcze nie jest ten moment w moim życiu. Maraton wymaga poświęceń, a ja nie mogę poświęcić żadnej z rzeczy, które mnie obecnie angażują. Wszystko jest Ważne i Pilne, i niczego nie mogę przesunąć w dół na liście priorytetów, a doba tymczasem nie jest z gumy: nie rozciąga się. Dodatkowo (z żalem uświadamiam sobie tę moją młodzieńczą ułomność i mam nadzieję, że minie mi to z wiekiem) potrzebuję niestety około siedmiu godzin snu na dobę. Zazdroszczę Grzegorzowi Kołodce, który nie dość, że potrafi efektywnie pracować do późnej nocy, to jeszcze zrywa się z łóżka zanim kur zapieje i wychodzi na 10-kilometrowy bieg. Prawda, że piękne? Też bym tak chciała.</p>
<p style="text-align:justify;">Ale żeby się pocieszyć, że przecież to nie jest żadna życiowa tragedia, zanucę sobie kawałek piosenki Hooverphonic <em>50 Watts</em>:</p>
<p style="text-align:justify;"><em>Oh no it's not a catastrophe<br />
Although it's not what it used to be<br />
We can go on, ignore the need to fall</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[martwa natura z kotem w tle]]></title>
<link>http://kotdante.wordpress.com/?p=35</link>
<pubDate>Mon, 30 Jun 2008 17:03:24 +0000</pubDate>
<dc:creator>analog</dc:creator>
<guid>http://kotdante.wordpress.com/?p=35</guid>
<description><![CDATA[
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://kotdante.files.wordpress.com/2008/06/dante.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-34" src="http://kotdante.wordpress.com/files/2008/06/dante.jpg" alt="" width="700" height="469" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[To naprawdę nie jest żadne bohaterstwo]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=236</link>
<pubDate>Thu, 26 Jun 2008 20:38:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=236</guid>
<description><![CDATA[Oczywiście mam na myśli bieganie. Ale wiem, że to tak na pozór wygląda: te dystanse, które cz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Oczywiście mam na myśli bieganie. Ale wiem, że to tak na pozór wygląda: te dystanse, które człowiek zwykle  przemierza głównie miejską komunikacją, względnie rowerem lub - w ostateczności - na wrotkach, tymczasem ja potrafię je przebiec; te barbarzyńskie poranne pobudki, kiedy zrywam się na bieganie nieprzytomna jak poborowy w trakcie pierwszego roku służby, podczas gdy normalni ludzie przekręcają się wówczas na drugi bok i naciągają kołdrę na głowę. Ale to naprawdę nie jest żadne bohaterstwo. Nazwałabym to raczej ciężkim uzależnieniem.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Kto raz przebiegł maraton, ten jest naznaczony piętnem uzależnienia do końca życia. Gdy myślę o swojej starości, to widzę często czerstwą, chudą staruszkę w białych butach biegowych i z numerem startowym przypiętym do zbyt obszernej koszulki, która dreptu-dreptu podąża do mety maratonu, aby ukończyć go z czasem powyżej pięciu godzin, i bynajmniej nie umiera po drodze na serce. Miałam zaszczyt znać osobę, której bieganie przedłużyło życie o ponad rok, wówczas gdy zachorowała na raka. Jeżeli chcesz sprawdzić, czy masz charakter - poddaj się próbie maratonu. Może właśnie dlatego jest to tak fascynujące. 1 lipca minie siedem lat, odkąd biegam.</p>
<p style="text-align:justify;">Bieganie jest proste. Jest wręcz banalne. Wystarczy zrobić postanowienie i założyć odpowiednie buty. I wcale nie trzeba lecieć od razu na złamanie karku i po stu metrach dostać morderczej kolki oraz rozległego zawału serca. Cały sekret pierwszej fazy przygody z bieganiem polega na tym, żeby krótkie odcinki <span style="text-decoration:underline;">baaaardzo wolnego truchtu</span> przeplatać z odcinkami energicznego marszu, podczas którego organizm może odpocząć. Te początkowe treningi rozpisane są aż na 10 tygodni po to, aby organizm łagodnie mógł się zaadaptować do nowego rodzaju wysiłku fizycznego. W ciągu kolejnych tygodni odcinki marszu ulegają skróceniu, a odcinki truchtu - wydłużeniu. Po dziesięciu tygodniach początkujący biegacz jest w stanie przebiec bez zatrzymywania się dystans pięciu kilometrów (to daje około 30 minut ciągłego truchtu w tempie 6-7 min/km). W detalach plan dziesięciotygodniowy rozpisany jest <a href="http://bieganie.pl/index.php?cat=6&#38;id=81&#38;show=1">tutaj</a>.</p>
<p style="text-align:justify;">Zachęcam wszystkie dotychczasowe komentatorki moich notek, które chętnie by coś przedsięwzięły w zakresie ćwiczeń fizycznych i szeroko rozumianego chudnięcia, ale trochę się boją i nie dowierzają, że umieją, że mogłyby, że dałyby radę biegać - aby jednak się odważyły i <strong>spró-bo-wa-ły</strong>. Ze swej strony służę wszelką radą i wsparciem motywacyjnym :-)</p>
<p style="text-align:justify;">A na zachętę obrazek z mojego pierwszego maratonu. Ta na pierwszym planie, samotnie drepcząca za odległą grupą biegaczy, to właśnie ja. Joycat sprzed pięciu lat. Relacja z tego biegu jest w zakładce <em>x-files</em>.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/06/25mw_foto.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-237" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/06/25mw_foto.jpg" alt="" width="500" height="500" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Takie tam babskie popołudnie spędzone na zakupach]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=228</link>
<pubDate>Sun, 22 Jun 2008 20:52:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=228</guid>
<description><![CDATA[Przerzuciłam trzy tony węgla i miałam chwilowo trochę oddechu. I trochę wolnego czasu - całe j]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Przerzuciłam trzy tony węgla i miałam chwilowo trochę oddechu. I trochę wolnego czasu - całe jedno popołudnie tylko dla siebie - z którym nie za bardzo wiedziałam, co zrobić. Cierpię na ostry syndrom pracoholika: życie tak wypełnione harmonogramami, obowiązkami, zadaniami i celami do zrealizowania, że gdy w międzyczasie pojawia się taka kategoria zdarzeń, jaką jest <em>Czas Wolny</em>, to kompletnie głupieję. Tak było dzisiaj w południe. Rodzina na wyjeździe, właśnie skończyłam z ostatnim wagonem i nagle się okazało, że nie mam nic do zrobienia. Rzecz niebywała. Co począć z tak nieoczekiwanym prezentem od losu?</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Było kilka koncepcji. Pierwsza: wybrać się na szalone zakupy. Druga: pojechać do domu po sprzęt i iść na fotograficzny spacer po warszawskich mostach. Trzecia: wrócić do domu, zalec na kanapie i zasnąć. Bieganie odpadało, bo dzisiaj w Warszawie w południe temperatura dochodziła do 28 stopni, a wiadomo, że ja nie trawię biegania w takim piecu. Ostatecznie, po dłuższej chwili namysłu, wybrałam opcję pierwszą.</p>
<p style="text-align:justify;">Szalone zakupy w moim wykonaniu wyglądają w ten sposób, że z błędnym wzrokiem snuję się po sklepach i robię wszystko, aby z nich jak najszybciej uciec. Nie znoszę przeszukiwania wieszaków w pogoni za okazją; wszystko, co w danym sezonie jest na topie, odrzuca mnie na kilometr. Mam ultra-konserwatywny gust i gdybym była facetem, to chodziłabym wyłącznie w garniturach. Przymierzalnie przyprawiają mnie o klaustrofobię i zły humor, bo czy istnieje na świecie kobieta, która w krzywych lustrach i w trupim świetle sklepowych przymierzalni dobrze wygląda? Czasami jednak głos rozsądku zmusza mnie, abym poszła na zakupy - tak nas cywilizacja ukształtowała, że coś przecież trzeba na ten grzbiet wciągnąć.</p>
<p style="text-align:justify;">Jednak jakimś cudem przetrwałam dzisiejszą wędrowkę po centrum handlowym w całkiem niezłej kondycji i samopoczuciu. Trochę podręczyłam miłego sprzedawcę w jednym ze sklepów, przymierzając po kolei dziesięć par spodni, aby ostatecznie kupić wyłącznie spódnicę. Pooglądałam sobie, co piszczy w trawie modowego światka i po raz kolejny nie mogłam wyjść z podziwu nad kreatywnością projektantów damskiego obuwia na wysokim obcasie.</p>
<p style="text-align:justify;">Ale oczywiście nie obyło się bez przygód. Wchodzę do sklepu X. Błądzę bezradnie między stojakami na wieszaki, kręcę się, nie widzę tego, czego szukam. A szukam mianowicie sukienki w stylu militarnym lub safari - coś bezpretensjonalnego, prostego, w kolorach piasku względnie khaki. Zaczepiam subiektkę; ta od razu prowadzi mnie do przymierzalni i już po chwili niesie mi naręcze sukienek. Zakładam jedną: odpada, wyglądam jak w worku pokutnym. Zakładam drugą: pogrubia. Zakładam trzecią: za krótka, nie na moje nogi. Zakładam czwartą. Tu krótki przypis na marginesie, przeznaczony dla czytelnika płci męskiej: większość sukienek zakłada się przez głowę, a jeżeli są guziki, to czasami tylko od szyi do wysokości talii. Zakładam więc tę czwartą, lnianą, khaki, przeciskam się przez nią ledwo, ledwo, okulary gdzieś mi lecą w dół, masakra. Gdy mam ją już na sobie, czuję, że jest mi w niej dość ciasno. Oho, myślę sobie, będą kłopoty. Oglądam się ze wszystkich stron: żadnego suwaka, żadnych guzików, żeby je rozpiąć, coś rozsunąć, poluzować, żeby mi teraz było łatwiej wyjść z tej ciasnej sukienki. No ale nie ma nic, więc próbuję jakoś - znowu przez głowę - ściągnąć ją z siebie. Ale nie idzie. Utknęła na wysokości ramion.</p>
<p style="text-align:justify;">I teraz sytuacja jest taka, że: primo - jestem na tych zakupach <span style="text-decoration:underline;">sama</span>, nikt mi nie przyjdzie na pomoc, sekundo - stoję w przebieralni w samych majtkach i staniku z sukienką zakleszczoną na głowie, tertio - na zewnątrz przebieralni, wiem to na pewno, stoi kilku facetów czekających na swoje panie, przymierzające ciuchy w kabinach obok, quarto - słyszę, że zmierza do mojej kabiny moja subiektka z kolejną sukienką i zamieram ze zgrozy na myśl, że zaraz odsłoni kotarę i wszyscy ujrzą mnie roznegliżowaną i w tym dziwnym położeniu. Przez głowę przemyka mi pomysł, że może poszukam w torebce nożyczek, a może szarpnę, sukienka puści w szwach, a ja zostanę uwolniona. Już pomijając kwestię, jak miałabym niby szukać tych nożyczek (których oczywiście w torebce nie mam) z sukienką na głowie i z ramionami uwięzionymi w ciasnej tkaninie, to jednak myśl o potencjalnych kosztach dokonania radykalnego cięcia skutecznie studzi moje zapały.</p>
<p style="text-align:justify;">Kurcząc się więc w sobie, siłą woli uszczuplam się z rozmiaru 38 do 36 i w końcu, w ostatniej chwili, bo subiektka już pod kotarą stoi i mówi, że ma jeszcze jedną sukienkę, milimetr po milimetrze udaje mi się wykaraskać z opresji. Sukienka nienaruszona, ja czerwona, spocona i z potarganą fryzurą; wychylam się zza kotary z uśmiechem i pobieram od subiektki kolejną sukienkę, tym razem rozpinaną od góry do samego dołu.</p>
<p style="text-align:justify;">Ostatecznie, po kolejnej półgodzinie  bezustannego  ubierania się i rozbierania  odniosłam niespodziewany sukces, bo wyszłam ze sklepu z AŻ dwoma sukienkami. Będą mi pasowały do kowbojskiego kapelusza :-)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jestem na głodzie]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=226</link>
<pubDate>Thu, 19 Jun 2008 20:29:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=226</guid>
<description><![CDATA[

Mija dziewiąty dzień, odkąd biegałam po raz ostatni. I jestem już na ostrym głodzie, czego o]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/06/budapest_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-227" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/06/budapest_banner.jpg" alt="" width="500" height="286" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Mija dziewiąty dzień, odkąd biegałam po raz ostatni. I jestem już na ostrym głodzie, czego objawem jest myślenie o butach biegowych, wspominanie ostatnio przebieganych tras oraz żenujące oglądanie się za wszystkimi biegaczami napotkanymi na ulicy. Dzisiaj przez takiego jednego o mały włos, a spowodowałabym wypadek. W sposób klasyczny zawiesił mi się twardy dysk na widok zgrabnego chłopaka, przebiegającego przez jezdnię na skrzyżowaniu Prymasa Tysiąclecia z Górczewską.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Gapiłam się na niego przez dłuższą chwilę, stojąc do skrętu w lewo na rondzie, bo miał na sobie bluzę z kapturem, a była już godzina dziewiąta, więc zaczęłam się zastanawiać, czy nie jest mu za gorąco. A potem odprowadziłam go wzrokiem wzdłuż Al. Solidarności, bo biegł na wschód, w stronę centrum, i moje myśli pożeglowały w kierunku Parku na Moczydle, bo chłopak zapewne stamtąd właśnie wracał. A skoro Park na Moczydle, to od razu przypomniały mi się treningi maratońskie zimą, wiosną i latem 2004, kiedy całą wyżyłowaną hałastrą ganialiśmy po parkowych alejkach i robiliśmy mordercze podbiegi pod moczydłowską górkę, po których to podbiegach  mięśnie brzuchate łydek oraz czworogłowe miałam jak kamienie i rosnącą z  dnia na dzień formę. Ani się spostrzegłam, a stałam na starcie maratonu w Budapeszcie, no i w tym momencie światło zmieniło się z czerwonego na czerwono-żółte. Ponieważ ciągle stałam na starcie maratonu, więc puściłam sprzęgło, dodałam gazu i prawie wjechałam pod tira, który czekał na światło obok mnie i też skręcał w lewo, z tym że manewr skrętu zaczął wykonywać kilka sekund wcześniej.</p>
<p style="text-align:justify;">Otrzeźwiałam w ułamku sekundy. No-mo-ja-dro-ga: poobuudkaaaa!</p>
<p style="text-align:justify;">Bieganie jest mocno uzależniające. W sensie zarówno psychicznym, jak i fizycznym. Napisano o tym całe tomy. Endorfiny - ten tajemniczy związek chemiczny, który wprawia nasz mózg w stan euforii po każdym wysiłku fizycznym (łącznie z seksem) - to wyjątkowo paskudny narkotyk. Po pięciu dniach niebiegania zaczynam odczuwać ich ostry niedobór, co skutkuje ultrawrednym nastrojem, którego ofiarą padają wszyscy, którzy staną mi na drodze. Wyżywam się na mężu (tym razem awantura odbyła się via międzykontynentalny SMS) i uprzykrzam mu życie. Dziecko musztruję jak rekruta w koszarach. W pracy, dbając o BHP kolegów, zamykam się profilaktycznie w pokoju, a na spotkaniach wykłócam się z Szefem i artykułuję kąśliwe uwagi pod adresem każdego, kto mi się pod rękę nawinie. Jestem złośliwa na drodze, nie wpuszczam bez kolejki i palę gumy, notorycznie ulegając prowokacjom pod tytułem: Kto Pierwszy Spod Świateł. Podsumowując: bez kija ani przystąp.</p>
<p style="text-align:justify;">Kto mnie zna, ten wie, że gdy wpadam w ten dziwny i nieprzyjemny dla otoczenia stan, wówczas należy mnie zmusić - nawet pod groźbą użycia broni palnej - do założenia butów i zielonych gaci. <em>Idź, pobiegaj babo, przestań nam życie zatruwać.</em> Po dziesięciu kilometrach wszystko wygląda inaczej, świat jakiś taki bardziej kolorowy, twarz w lustrze już nie przypomina maszkarona, ciepło myślę o Moich Ogonach (Piotr, jak to przeczyta, to znowu się na mnie obrazi), no i w mięśniach ten przyjemny błogostan. Endorfiny znieczulają.</p>
<p style="text-align:justify;">Mężu, wracaj już do domu - biegać mi się chce ;-)</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
