<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>z-zycia-wziete &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/z-zycia-wziete/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "z-zycia-wziete"</description>
	<pubDate>Mon, 12 May 2008 12:28:18 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Ratunek z nieba w wiosennym klimacie]]></title>
<link>http://marcincinek.wordpress.com/?p=112</link>
<pubDate>Sat, 10 May 2008 21:25:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>marcincinek</dc:creator>
<guid>http://marcincinek.wordpress.com/?p=112</guid>
<description><![CDATA[












]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://marcincinek.files.wordpress.com/2008/05/lpr080510-1.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://marcincinek.files.wordpress.com/2008/05/lpr080510-2.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://marcincinek.files.wordpress.com/2008/05/lpr080510-3.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://marcincinek.files.wordpress.com/2008/05/lpr080510-4.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://marcincinek.files.wordpress.com/2008/05/lpr080510-5.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://marcincinek.files.wordpress.com/2008/05/lpr080510-6.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://marcincinek.files.wordpress.com/2008/05/lpr080510-7.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://marcincinek.files.wordpress.com/2008/05/lpr080510-8.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://marcincinek.files.wordpress.com/2008/05/lpr080510-9.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://marcincinek.files.wordpress.com/2008/05/lpr080510-10.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://marcincinek.files.wordpress.com/2008/05/lpr080510-11.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://marcincinek.files.wordpress.com/2008/05/lpr080510-12.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:center;"><img class="aligncenter" src="http://marcincinek.files.wordpress.com/2008/05/lpr080510-13.jpg" alt="" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Podniebne wyścigi??]]></title>
<link>http://marcincinek.wordpress.com/?p=98</link>
<pubDate>Sat, 10 May 2008 11:20:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>marcincinek</dc:creator>
<guid>http://marcincinek.wordpress.com/?p=98</guid>
<description><![CDATA[
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><a href="http://marcincinek.files.wordpress.com/2008/05/samoloty_slonce.jpg"><img class="size-full wp-image-97" src="http://marcincinek.wordpress.com/files/2008/05/samoloty_slonce.jpg" alt="" width="341" height="512" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bądź. ]]></title>
<link>http://pasazernagape.wordpress.com/?p=90</link>
<pubDate>Tue, 06 May 2008 05:50:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>pasazernagape</dc:creator>
<guid>http://pasazernagape.wordpress.com/?p=90</guid>
<description><![CDATA[&#8220;Był równocześnie Światłem i Mrokiem, Harmonią i Chaosem, Muzyką i Ciszą, Zieloności]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;">"Był równocześnie Światłem i Mrokiem, Harmonią i Chaosem, Muzyką i Ciszą, Zielonością i Błękitem, Nieruchomością i Wiatrem. Był Jednością. Był Wielością. Był Wszystkim. Był Niczym. Był."</p>
<p style="text-align:center;">[Dorota Terakowska [w:] "Poczwarka"]</p>
<p style="text-align:center;"><img class="aligncenter" src="http://lh6.ggpht.com/3488505/SB9wQt8E99I/AAAAAAAABeI/i8Cri2L3SvI/DSCN5201.JPG?imgmax=512" alt="" width="512" height="384" /></p>
<p>I Ty też bądź.</p>
<p>Oddychaj, mów, tańcz i śpiewaj.</p>
<p>Żyj. Skoro Ci dano, to nie po to, żebyś siedział na stołku i trafiał śliną w robaki.</p>
<p>Rozwijaj się i twórz.</p>
<p>Męcz się pracując i narzekaj, ale bądź.</p>
<p>Czuj, do cholery!</p>
<p>Śmiej się, jak chce Ci się płakać.</p>
<p>Nie myśl, że jesteś samotny, kiedy dobrze wiesz, że nie jesteś.</p>
<p>Pomyśl, czasem. Że inni mają gorzej, że tak naprawdę nie jest źle. W końcu masz co jeść i gdzie mieszkać.</p>
<p>Bądź Sobą - holistycznie i drobiąc się na krople myśli. A potem znów złóż się w całość.</p>
<p>I Żyj. Bo przecież to o to w Życiu chodzi.</p>
<p>...</p>
<p>..</p>
<p>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wiosna]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=166</link>
<pubDate>Mon, 05 May 2008 14:04:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=166</guid>
<description><![CDATA[
Niespodziewanie chłód mnie opuścił.
Przedwczoraj z ostatnią, zimną, kroplą deszczu
Powitał ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="margin:0;">
<div class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:medium;font-family:Times New Roman;">Niespodziewanie chłód mnie opuścił.<br />
Przedwczoraj z ostatnią, zimną, kroplą deszczu<br />
Powitał przeszłość, bez ukłonu<br />
I drzwi za sobą zamknął z trzaskiem.<br />
</span></div>
<div class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:medium;font-family:Times New Roman;"><br />
Pozostawił mnie samego, nagle<br />
Stojącego pośród słonecznego blasku<br />
Zaskoczonego, bo okazało się, że nagi jestem<br />
Z bezwstydnie zwieszonymi w smutku ramionami</span></div>
<p><span style="font-size:medium;"><span style="font-family:Times New Roman;">Zęby, wciąż jeszcze mocno zaciśnięte,<br />
Zimową bielą znaczą szczękę,<br />
</span></span><span style="font-size:medium;font-family:Times New Roman;">Lecz ciało ciepła już nabiera<br />
Myśl, zazielenia się w jutro.</span></p>
<div><span style="font-size:medium;font-family:Times New Roman;"><span style="font-size:medium;font-family:Times New Roman;">Niech jeszcze tylko do uszu dotrze<br />
Śpiew z drzew przydrożnych<br />
Trel nocny niech mnie ze snu ocuci<br />
I pośród mroku poda talerz pełen życia.</span></span></div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dzień Asystentki]]></title>
<link>http://kobietapracujaca.wordpress.com/?p=22</link>
<pubDate>Tue, 29 Apr 2008 04:58:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>kobietapracujaca</dc:creator>
<guid>http://kobietapracujaca.wordpress.com/?p=22</guid>
<description><![CDATA[W środę nasza firma obchodziła Dzień Asystentki. Mimo, że juz dobre kilka lat pracuje w tym fac]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W środę nasza firma obchodziła Dzień Asystentki. Mimo, że juz dobre kilka lat pracuje w tym fachu, po raz pierwszy dowiedziałam się o tym dniu nie z wiadomości i internetu, że takie coś się gdzieś obchodzi, ale z maila zapraszającego wszystkich pracujących w tej roli w naszej firmie na śniadanie serwowane przez szefostwo. Już samo śniadanie było miłą niespodzianką, a kiedy po południu każdemu dostarczono do biurka małe pudełko czekoladek i kupon na $25 to już moje zdziwienie sięgnęło prawie zenitu. W piątek natomiast "nasi" prawnicy już zupełnie zbili mnie z tropu. Każda z nas dostała kwiatki i taki oto certyfikat:</p>
<p><img style="vertical-align:middle;" src="http://www.resvaria.net/magda/dyplom.jpg" alt="" width="490" height="370" /></p>
<p>Do wykorzystania po uzgodnieniu daty z szefostwem. Całkiem to mi się podoba.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[E-Banking w UK]]></title>
<link>http://mtronic.wordpress.com/?p=12</link>
<pubDate>Mon, 28 Apr 2008 19:52:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>mtronic</dc:creator>
<guid>http://mtronic.wordpress.com/?p=12</guid>
<description><![CDATA[Większość ludzi wyjeżdżających na wyspy z jakiegoś powodu, czy to zarobkowego czy bo ‘w Pol]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Arial;"><span>Większość ludzi wyjeżdżających na wyspy z jakiegoś powodu, czy to zarobkowego czy bo ‘w Polsce jest do dupy’ wychodzi z założenia, że w UK jest wszystko lepiej. </span>No cóż.. nie jest.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Arial;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Arial;">Dobrym przykładem tego jest bankowość elektroniczna w tym kraju, która niestety jest z 10-15 lat za naszymi polskimi bankami a przynajmniej moim BZWBK. No bo jaki normalny bank ma przy opcji logowania CheckBoxa ‘Save my logon credentials’ Jak pierwszy raz logowałem się do swojego banku to prawie upadłem z wrażenia. Owszem jest SSL no ale co z tego. SSL to ja mam jak łącze sie do serwerka w domu.. Szary user jak znam życie zaznaczy wyżej wymienioną opcje żeby ułatwić sobie życie, niech jeszcze siedzi w kafejce to powodzenia. Pomijam już takie zagrożenia jak co sprytniejszy malware/spyware bo tego typu soft rozwali w pył ten system zabezpieczeń robiąc zwykle zrzuty ekranu.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Arial;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Arial;">Największym security feature jakie zauważyłem w moim banku jest uwaga - hasło maskowane, gdzie wybieram sobie z ComboBoxa literki i cyferki, co już jak na UK wydaje się całkiem niezłe. Przeczytałem w jakieś gazetce typu PCcostam w pracy art, w którym mój bank dostał 4 na 5 gwiazdek w kategorii E-Security! (5 to juz kosmiczny poziom zabezpieczeń, który dostał tylko NatWestNiestety potem znów plama. Przechodzę do sekcji Money Transfer podaje dane etc. Klikam OK, i co.. pyta mnie o podstawowe hasło logowania nawet nie to maskowane</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Arial;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Arial;"><span>Moja rada dla wyspiarzy: Transferuj swoją kasę na polskie konto walutowe w normalnym banku albo zmień bank na NatWest, ponoć mają tam już tokeny albo.. </span>nie korzystaj z E-Bankowości.</span></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kości zostały rzucone]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=163</link>
<pubDate>Mon, 28 Apr 2008 07:39:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=163</guid>
<description><![CDATA[
Czasy mamy tak bezwstydnie rozpasane, że kiedy się spędza weekend we dwoje nigdy nie wiadomo, co]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="margin:0;">
<div class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:medium;font-family:Times New Roman;"><a href="Brak"></a><a href="http://smutas.wordpress.com/files/2008/04/pies12.jpg"></a>Czasy mamy tak bezwstydnie rozpasane, że kiedy się spędza weekend we dwoje nigdy nie wiadomo, co nam po<br />
nim zostanie. Najczęściej są to wspomnienia i to jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Nie ma jak soczyste poweekendowe wspominki przy kominku w towarzystwie zasłuchanych do nieprzytomności kapci i pieniącego się z zazdrości kufla piwa. Czasami jednak pozostaje coś więcej. Pół biedy (bez względu na płeć), jeżeli pamiątka wiosennej eskapady wymaga jedynie konsultacji medycznej, ale jeżeli...<br />
Zaczyna się od tego, że delikatna i wypielęgnowana kobieca dłoń ląduje na twardej męskiej, pod skórą, której w żyłach płynie testosteron nieobojętny na kruchość i ślozy wszelakie. Potem słyszysz głośne, a pełne przejęcia: „Och”. Wreszcie oczy kobiety robią się wilgne, wzruszone, pełne nieokiełznanej, matczynej nieprzytomności i już jest po wszystkim. Ona już zrobiła wszystko żeby facet stanął na wysokości zadania, a nieszczęśnik wpadł. No i wpadłem.<br />
Ta historia skończy się remontem. Czuję to w kościach, a tych, w moim nowym, lepszym życiu nie zabraknie. Tylko jak ja mu dam na imię? Może jakieś pomysły?</span></div>
<p><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;"><img class="aligncenter size-medium wp-image-160" src="http://smutas.wordpress.com/files/2008/04/pies1.jpg?w=225" alt="" width="225" height="300" /></p>
<p> </p>
<p></span></span></p>
<p> </p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Inauguracja]]></title>
<link>http://mtronic.wordpress.com/?p=8</link>
<pubDate>Thu, 24 Apr 2008 14:01:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>mtronic</dc:creator>
<guid>http://mtronic.wordpress.com/?p=8</guid>
<description><![CDATA[Myślałem troche czy pisać tu coś o sobie ale moze pożniej lub co bardziej prawdopodobne nigdy, ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Arial;">Myślałem troche czy pisać tu coś o sobie ale moze pożniej lub co bardziej prawdopodobne nigdy, pozatym z tytułu bloga wynika ze siedze w IT do tego w UK i tyle styknie. Jakoś tak zawsze szło mi opornie pisanie czegokolwiek o sobie (ktoś spyta: to po ch.. Ci ten blog?).<span>  </span>Bo chciałem to mam, czasem dobrze jest mieć miejsce gdzie mozna sie wypowiedzieć na jakis tam temat. No..to tyle słowem wstępu życze udanej lektury w przyszłości.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Odgrzewane w mikrofali]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=157</link>
<pubDate>Tue, 22 Apr 2008 17:01:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=157</guid>
<description><![CDATA[Mocuję się z pewnym tematem już od jakiegoś czasu. Spędza mi on sen z powiek i słowa inne wyp]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Mocuję się z pewnym tematem już od jakiegoś czasu. Spędza mi on sen z powiek i słowa inne wypędza z głowy. Co po pióro sięgnę to nabzdycza się we mnie, że krew się gotuje i ciska "kurami" na prawo i lewo. Żeby jednak zachować ciągłość (coś dziać się musi), włączyłem mikrofalę i odgrzewam to danie. Chociaż ono nie jest pierwszej młodości, to mam nadzieję wybaczycie mi i uśmiechniecie się  mimo wszystko.</p>
<p>__________________________________________________________________________________________________<br />
 <br />
Głupich nie sieją.<br />
Siedzę sobie opromieniany rytmicznymi rozbłyskami stroboskopowego światła i tak sobie myślę, czy to aby nie o mnie te słowa? Chciałbym w to wątpić, no chciałbym kurcze bardzo, ale jakieś ziarenko albo orzeszek, na barowym stołku zawieruszony uwiera mnie w dupsko, jak wyrzut sumienia.<br />
Zachciało mi się empirycznie  poprzeć teorię, jakoby młodzież była wspaniała, niegroźna i przyjaźnie nastawiona do tych, co jej brzemię, przynajmniej fizycznie, już z barków zrzucili. Natężając, więc szare komórki (szare to są u normalnych ludzi, co je do pracy zaprzęgają, u mnie w bieli nieskalanej się pławią), jąłem szukać odpowiedniej metody.<br />
Pierwszą - spacer w sobotnią noc, odrzuciłem posiadając resztki instynktu samozachowawczego.<br />
Drugą – posiłek w studenckiej stołówce, skreśliłem z dwóch powodów. Po pierwsze: nie wiem czy takie jeszcze są. Po drugie: jeżeli są, młodzież chciałem wysondować, nie wytrzymałość własnego żołądka.<br />
Gdzie zatem młodzież chodzi? Gdzie można ją spotkać w obfitości i w naturalnym dla niej środowisku?<br />
Za moich czasów masowo chodziło się na dyskoteki. Słusznie mniemając, iż niewiele w kwestii młodzieżowej kultury może się zmienić, odnalazłem kilka w moim mieście. Wybrałem oczywiście największą, żeby ogląd na tę wspaniałość mieć jak najszerszy. Odziawszy się, znów mniemając, w ciuch młodzieżowy ruszyłem w miasto.<br />
Auto przezornie zaparkowałem w pewnej odległości od miejsca doświadczeń empirycznych i <em>przetuptawszy</em> dziarskim krokiem kilkadziesiąt metrów stanąłem przed pierwszym problemem, bynajmniej nie akademickim.<br />
Najpierw to ja muszę się jakoś przedrzeć przez zwartą grupę nasto- i dwudziestolatków szturmujących wejście. Na szczęście barczysty jegomość z karkiem grubości mojego uda, pilnujący, by walka przy drzwiach przebiegała w sposób zgodny z zasadmi fair play, bezbłędnie wyłowił czerwone odblaski neonów na moich zakolach i zachęcająco jął machać na mnie ręką. Małoletni rozstąpili się jak Morze Czerwone a ja przez moment poczułem się jak Jack Nicholson paradujący po czerwonym dywanie.<br />
- Stówka – uśmiechnął się „kark”, przemawiając do mnie ludzkim głosem i wyciągając rękę.<br />
„Droga jest droga empiryzmu, a chwila nie trwa wiecznie” - pomyślałem wręczając banknot, dając się jednocześnie ostemplować niewidocznym stemplem przed przekroczeniem progu świątyni bitów.<br />
Trasę do barowego blatu pamiętam mgliście ogłuszony, tuż za drzwiami, miarowym dudnieniem i kakofonią świateł.<br />
Świat nabrał niejakiego sensu po pierwszym drinku wciśniętym mi w dłoń przez życzliwego barmana. Nie wiem, dlaczego uśmiechał się z politowaniem. A może to była troska?<br />
Pokrzepiony nieco zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu przyjacielskich gestów, jakimi ta młodzież wspaniała miałaby mnie raczyć. Póki, co jedynie raczyłem się jej wspaniałością. Ta wspaniałość i kilka drinków doprowadziła mnie do wniosku, że ni jak nie da się oddzielić dojrzałego mężczyzny od samego mężczyzny, a wspaniałość jest wprost proporcjonalna do niedojrzałości zachowania. Niestety wniosek przyszedł, kiedy ja ze stołka zszedłem, dając się porwać transowemu rytmowi, więc mnie nie spotkał. Nie żeby taniec był zły, uwielbiam tańczyć, w parach szczególnie. Niestety moda poszła nieco do przodu, a ja nie poszedłem za nią, zatrzymując się gdzieś w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia.<br />
Po kilku nieudanych próbach integracyjnych postanowiłem wrócić na barowy stołek. Droga nie była prosta, jakby sie zdawać mogło, skręcała do toalety... Były dwie, jedna bez kółka, druga trójkącika. Przy czym: ta bez trójkącika nie miała też kółka, a ta bez kółka nie miała trójkącika (tak nadmieniam żeby to było jasne). <br />
"Może ta dzisiejsza młodzież posiada talenta nieznane mojemu pokoleniu i takie drobiazgi nie są jej potrzebne?" Pomyślałem i zgodnie z własnymi przekonaniami otworzyłem te po prawej. Przy umywalce stały dwie panny z cudnej urody pępkami, więc wycofałem się szybko kierując się do drzwi po lewej. Na pewniaka pchnąłem je, jak John Wayne, te od saloon’u i wkroczyłem w świat… koedukacji. Całe szczęście, że oglądałem Ally McBill. Zamykając się w kabinie, słysząc za cienkim plastikiem dziewczęce chichoty i chłopięce rozbawione pomruki, poczułem się ciut nie na miejscu. Szybko opuściłem krainę, gdzie król już nie jest nigdy sam i przedarłem się zakosami do baru. Tu, wspomniane na początku, ziarenko vel orzeszek zaczęło mnie uwierać. Dotarło do mnie, że już życzliwości doświadczyłem. Nikt mnie, póki co, nie wyśmiał, od wujków, dziadków nie wyzwał. Wypiła nawet ze mną młodość zdrowie „troszkę starszej młodzieży”, co już samo w sobie stanowi pewien dowód na to, że nowe pokolenie jest przyjaźnie nastawione do świata. Mój eksperyment zaś zaczyna wkraczać na niebezpieczny grunt, wraz z uśmiechem i wilgnym wzrokiem, chyba dwudziestolatki, dwa stołki dalej. Zachowując resztki dojrzałej godności i rozsądku (jak bym go miał), pytając o drogę, dotarłem do wyjścia. Muszę uczciwie przyznać, że nie rzucił mi się w oczy, tak chętnie pokazywany przez filmowych twórców, obrazek z lekko przyprószonymi bielą nosami, ani połykanymi w pośpiechu pigułami, nieznanego pochodzenia.<br />
Po samochód przyjechałem nazajutrz. Niedziela była piękna, słoneczna. Pospacerowałem trochę powolnym i dojrzale statecznym krokiem. Przechodząc zaś koło ulubionej kawiarni wstąpiłem na małą czarną i sernik na ciepło z zamiarem bliższego przyjrzenia się własnemu pokoleniu…</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jesteśmy narodem brudasów]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=71</link>
<pubDate>Fri, 11 Apr 2008 14:16:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=71</guid>
<description><![CDATA[Polacy to naród brudasów - mówi się o tym nie od dziś, a na poparcie tej tezy przywołuje się]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Polacy to naród brudasów - mówi się o tym nie od dziś, a na poparcie tej tezy przywołuje się różnorakie przykłady, z wewnątrzautobusowym odorem w upalny letni dzień na czele. Ale tym razem nie będzie o konieczności utrzymywania higieny osobistej, tysiące słów napisano na ten temat. Tym razem będzie o śmieciach i śmietnikach.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Ten temat męczy mnie już od miesiąca, odkąd wróciłam do biegania. Skąd ten kontekst? Ano stąd, że do stanu ciężkiego szoku nerwowego doprowadza mnie to, co za każdym razem widzę na Łosiowych Błotach; na marginesie przypomnę, że ich fragmenty są chronionym przez państwo polskie rezerwatem przyrody.</p>
<p style="text-align:justify;">Las Bemowski w całości rezerwatem nie jest. Jest sobie po prostu takim niewielkim, niepozornym kawałkiem lasu, dawniej był częścią Puszczy Kampinoskiej, z którą łączność - po tym, jak zaczęły się rozbudowywać północno-zachodnie dzielnice Warszawy - została bezpowrotnie przerwana. W latach powojennych Las Bemowski upatrzyło sobie wojsko i założyło tu bazę radarową czy też radiolokacyjną, never mind; wojsko nabudowało w lesie rozmaitych umocnień, bunkrów, pozostawiło po sobie zasieki i obrośnięte roślinnością resztki wojskowej infrastruktury. Podobno - czytałam gdzieś - w okresie kolonizowania lasu przez armię, żołnierze sadzili tutaj własnoręcznie drzewka. W połowie lat 80-tych armia z lasu się wyniosła, do Lasu Bemowskiego weszli zwykli ludzie, mieszkańcy okolicznych miejscowości oraz oczywiście bemowiacy. Wydawać by się mogło: oddano nam las, wymarzone miejsce do spacerów i rodzinnej rekreacji, doceńmy to!</p>
<p style="text-align:justify;">Niestety: wszędzie tam, gdzie w ilościach stadnych pojawia się Polak oraz wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z własnością wspólną, a także tam, gdzie nie ma pałkarza pilnującego porządku i wlepiającego mandaty - otóż wszędzie tam, w ślad za Polakiem, pojawia się beztroskie i bezmyślnie niszczenie wszystkiego dookoła oraz... śmiecie.</p>
<p style="text-align:justify;">Wyróżniłabym kilka typów śmieci oraz śmieciarzy, którzy grasują po Łosiowych:</p>
<ul style="text-align:justify;">
<li><strong>Odmóżdżeni imprezowicze</strong> - typ najsilniej namnożony, który panoszy się wszędzie tam, gdzie państwo zasponsorowało lokalnej ludności ławeczki, wiaty piknikowe, małe drewniane kosze na śmieci. Ten typ charakteryzuje się ograniczoną zdolnością percypowania rzeczywistości, ponieważ nie wie na przykład, do czego służy kosz na śmieci albo popularne, tanie i do dostania w każdym sklepie worki śmieciowe. Każde miejsce, w którym rozpanoszy się imprezowicz, przypomina wkrótce pobojowisko: rozrzucone w promieniu stu metrów od miejsca imprezowania butelki szklane i plastikowe, plastikowe torby po chipsach, opakowania po mcdonaldach, papiery, kapsle, papierosowe pety. Krajobraz po bitwie.</li>
<li><strong>Śmieciarstwo miejscowe</strong>. Typ równie rozpowszechniony jak przyjezdny bezmózgi imprezowicz, ale trudniej zrozumieć jego intencje, bo przecież <em>Zły to ptak, co swoje gniazdo kala</em>. Jaki jest sens robienia wysypiska śmieci z lasu, który przylega do mojego własnego  domu? Pojąć trudno, ale zaobserwować za to łatwo: dzikie wysypiska śmieci w każdym, nawet najbardziej niedostępnym miejscu, gruz z budowy, stare opony (standard!), popsute lodówki (też standard), plastikowe odpady, jakieś zwęglone fragmenty czegoś nie wiadomo czego; są to śmiecie trudniejsze do usunięcia, niż te pozostawione przez imprezowicza, ponieważ ukryte są w leśnych zakamarkach i przyroda bardzo szybko je na swój sposób kolonizuje. Absolutnym kuriozum jest - muszę to kiedyś w końcu sfotografować - stelaż od wózka dziecięcego, który wisi na jednym z drzew, na gałęzi, na wysokości około pięciu metrów nad ziemią. Jakie motywy kierowały debilem, który ten wózek tam zawiesił, pozostanie na wieki zagadką.</li>
<li><strong>Bezmyślni spacerowicze</strong>. Gatunek, podobnie jak imprezowicze, na ogół przyjezdny, który traktuje Łosiowe, i słusznie, jako miejsce rekreacji. Że co pięć metrów, jak w Łazienkach, nie stoją tutaj kosze na śmieci, to jeszcze jednak nie powód, aby wygenerowanych przez siebie i swoje potomstwo odpadków nie zabrać ze sobą albo nie przenieść ich pół kilometra dalej do najbliższego śmietnika. Bezmyślni i rozkoszni spacerowicze popełniają grzech hipokryzji zachwycając się z jednej strony urodą rezerwatu, a z drugiej zostawiając w nim butelki po fancie, coca-coli i innych tego typu napojach, puste pudełka po papierosach, niedopałki, zużyte chusteczki higieniczne, plastikowe torebki po chipsach i słonych paluszkach, ogryzki jabłek - chociaż te ostatnie są akurat zupełnie niegroźne, bo rozkładają się na ściółce w przeciągu kilku dni.</li>
</ul>
<p style="text-align:justify;">Wydaje mi się, że biegacze nie zaliczają się do żadnej z tych kategorii. Co prawda ujrzałam ostatnio porzuconą beztrosko pustą butelkę po Gatorade i aż mnie zatrzęsło, gdy pomyślałam, że to mógł być któryś z "naszych", ale po namyśle skłaniam się bardziej ku opinii, że my - biegacze - raczej nie śmiecimy. Dlaczego? Po prostu nie leży to w naszym interesie.</p>
<p style="text-align:justify;">Syf, jaki obecnie panuje na Łosiowych Błotach, przechodzi ludzkie wyobrażenie i psuje mi przyjemność z każdego biegu. Oczywiście - można by się czepnąć służb porządkowych, które takie publiczne lasy mają obowiązek sprzątać. Sęk w tym, że one robią to systematycznie. Tylko widocznie nie nadążają. Najbardziej dla nich wymagające są niedzielne poranki. Nie dalej jak w ostatnią niedzielę obserwowałam, już po zakończonym treningu, jak dwuosobowa ekipa, jeden pan w małej ciężaróweczce z odkrytą paką, a drugi uwijający się po terenie, sprzątali w pocie czoła burdel pozostawiony na WAT przez studencką młodzież, która imprezowała na stadionie poprzedniego wieczora.</p>
<p style="text-align:justify;">Nawyki śmiecenia lub nieśmiecenia, jak zresztą wszystko co się tyczy manier, wynosi się z domu. Jeżeli więc młodzież mamy nieprzyuczoną do utrzymywania wokół siebie porządku, oznacza to, że i rodzice śmiecą ile popadnie. Młodzież za kilka lat zacznie płodzić i rodzić dzieci: co im przekaże w spadku? jakie wartości...?</p>
<p style="text-align:justify;">Przypominają mi się pamiętne słowa:</p>
<p style="text-align:justify;"><em>I'd like to share a revelation that I've had, during my time here. It came to me when I tried to classify your species I realized that you're not actually mammals. Every mammal on this planet instinctively develops a natural equilibrium with the surrounding environment, but you humans do not. You move to an area, and you multiply, and multiply, until every natural resource is consumed. The only way you can survive is to spread to another area. There is another organism on this planet that follows the same pattern. A virus. Human beings are a disease, a cancer of this planet, you are a plague, and we are the cure.</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Szczera prawda, powiadam wam,]]></title>
<link>http://pasazernagape.wordpress.com/?p=89</link>
<pubDate>Mon, 07 Apr 2008 18:31:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>pasazernagape</dc:creator>
<guid>http://pasazernagape.wordpress.com/?p=89</guid>
<description><![CDATA[że lepszy pęknięty paznokieć, niżeli pęknięta gumka.
Ot, pierwsza refleksja  nowego tygodn]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>że lepszy pęknięty paznokieć, niżeli pęknięta gumka.</p>
<p>Ot, pierwsza refleksja  nowego tygodnia.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bilardowo]]></title>
<link>http://marcincinek.wordpress.com/?p=45</link>
<pubDate>Sat, 05 Apr 2008 10:02:40 +0000</pubDate>
<dc:creator>marcincinek</dc:creator>
<guid>http://marcincinek.wordpress.com/?p=45</guid>
<description><![CDATA[


]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://marcincinek.wordpress.com/files/2008/04/bilard_080320_-3.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-44" src="http://marcincinek.wordpress.com/files/2008/04/bilard_080320_-3.jpg?w=497" alt="" width="497" height="331" /></a></p>
<p><a href="http://marcincinek.wordpress.com/files/2008/04/bilard_080320_1.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-42" src="http://marcincinek.wordpress.com/files/2008/04/bilard_080320_1.jpg?w=497" alt="" width="497" height="332" /></a></p>
<p><a href="http://marcincinek.wordpress.com/files/2008/04/bilard_080320_-2.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-43" src="http://marcincinek.wordpress.com/files/2008/04/bilard_080320_-2.jpg?w=497" alt="" width="497" height="332" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Budzik idealny]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=29</link>
<pubDate>Tue, 01 Apr 2008 07:49:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=29</guid>
<description><![CDATA[Rano - klęska. Zaplanowałam sobie wczoraj wieczorem, że wstanę o piątej na bieganie. Wszystko p]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Rano - klęska. Zaplanowałam sobie wczoraj wieczorem, że wstanę o piątej na bieganie. Wszystko przygotowane: ubranko złożone w kostkę na krześle, buty wyjęte z szafy i czekające w przepokoju, elektronika w gotowości. Przygotowana mentalnie również ja. Nawet poszłam wcześniej spać. Budzik nastawiony był na godz. 04:55.</p>
<p align="justify"><!--more--></p>
<p align="justify">Gdy zadzwonił - obudziłam się, a jakże. Budzik w moim telefonie wymaga kilku czynności, zanim wyłączy się jego natrętny świdrujący dźwięk. A więc trzeba wysunąć patyczek z obudowy (bo ten telefon to jest MDA), a następnie wykonać nim serię precyzyjnych sześciu dotknięć ekranu w różnych jego punktach. Dopiero wówczas budzik jest wyłączony lub też przestawiony na późniejszą godzinę.</p>
<p align="justify">A więc wydawałoby się, jest to na tyle upierdliwa czynność, iż największego śpiocha doprowadzi błyskawicznie do pełnej świadomości. Jednak nie mnie. To prawda: ostatnio czuję się wyjątkowo zmęczona i niedospana, i tylko to mam na swoje usprawiedliwienie. Nigdy dotąd nie miałam generalnie problemu ze wstawaniem o wyznaczonej godzinie. Ale ostatnio mam.</p>
<p align="justify">Wyłączywszy budzik, błogo spałam do 06:15, po czym zaczęliśmy z Piotrem motywować się nawzajem do wstania z łóżka. Zwlekliśmy się pięć minut później i był to już naprawdę przysłowiowy ostatni dzwonek. Moje poranne bieganie w każdym razie przepadło.</p>
<p align="justify">Sprowokowało mnie to do rozmyślań, jakiego rodzaju urządzenie byłoby w stanie postawić mnie na nogi. Przy śniadaniu Piotr opowiadał mi o jednym z <a href="http://pl.asus.com/products.aspx?l1=11&#38;l2=55&#38;l3=527&#38;l4=0&#38;model=1919&#38;modelmenu=1">modeli PDA Asusa</a>, który to model ma dość nietuzinkowe opcje ustawień budzenia. Pierwsza opcja jest całkiem zwyczajna - po prostu wyłączasz dzwonek za pomocą standardowej kombinacji dotknięć ekranu. Średnio inteligentna małpa po kilku dniach wykona tę czynność bezbłędnie i zamkniętymi oczami, śpiąc nadal smacznie. Druga opcja jest już bardziej angażująca: otóż na ekranie wyświetla się kod liczbowy, który należy wpisać w specjalne okienko. Dodam, że kod trzeba wpisać poprawnie; dopiero wówczas znienawidzone urządzenie milknie. Trzecią opcję wymyślił zapewne człowiek, którego nie jest w stanie obudzić nawet grzmot przelatującego nad jego domem odrzutowca: na ekranie telefonu pojawiają się kulki, w dwóch kolorach, powiedzmy żółtym i czerwonym. Aby wyłączyć budzik, należy te kulki policzyć i wpisać w odpowiednie okienka ilość kulek żółtych i ilość kulek czerwonych. Oczywiście każdego dnia kombinacja ilości kulek w poszczególnych kolorach jest inna. Przyznam, że mi to zaimponowało.</p>
<p align="justify">Nie dysponując jednak tym nowatorskim urządzeniem, będę musiała znaleźć jakiś inny sposób na poranne budzenie o trudnych porach. Może po prostu zastosuję brutalne rozwiązanie i będę wstawała o piątej codziennie; czy przyzwyczaję się po kilku dniach?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Szpitalne gawędy, czyli: lać - jak to łatwo powiedzieć.]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=152</link>
<pubDate>Fri, 28 Mar 2008 14:15:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=152</guid>
<description><![CDATA[Nic tak nie pomaga wyjść z dołka jak opowiadanie o mało istotnych pierdołach. Niech, więc stan]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nic tak nie pomaga wyjść z dołka jak opowiadanie o mało istotnych pierdołach. Niech, więc stanie to opowiadanie.</p>
<p>Errata - Niech się stanie opowiadanie. <br />
"Niech stanie" może zabrzmieć dwuznacznie i mało poprawnie, w kontekście zwłaszcza.<br />
____________________________________<br />
Stoję i leję. Jezu, ale to fajne uczucie - lać.<br />
Takie sikanie to frajda jak jasny gwint. Gdyby tylko nie ta rurka z przymocowaną na jej końcu butelką… Eee, co tam, po obchodzie ją wyjmą, a tymczasem leję sobie beztrosko i jest bosko. Wczoraj tak nie było.<br />
Zabrali mnie z samego rana, zaraz po tym jak, nieświadom następstw, odlałem się przed operacją (nigdy nie miałem z tym problemu). Właściwie, co to za operacja? Laparoskopia to nie jest prawdziwa operacja, kilka dziur w brzuchu, które będą wyglądać jak blizny po postrzałach… Kurcze! Można do nich taką historię dorobić, że żadna laska się nie oprze! Trzeba tylko wymyślić jak w nią wpleść dwa zdania: „Co ty wiesz o postrzeleńcach?” i „ Nie chce mi się z tobą gadać”… To drugie to chyba rano? O czym to ja mówiłem...? Acha.<br />
Odlałem się przed tym „laparoskopowaniem” jak baran jakiś, albo inny zwierz mało rozumny, wskoczyłem na łóżeczko a siostry powiozły mnie na blok operacyjny.<br />
Ocknąłem się na "podwójnej" pooperacyjnej w towarzystwie Krzysia i tą rurką wystającą z brzucha. Jeszcze mi nie przeszkadzała, ba, nie wiedziałem, że ją mam.<br />
Chociaż dopiero co otworzyłem oczy to i tak chciało mi się spać dlatego mało zainteresowała mnie pielęgniarka mówiąca „Na siusiu” stawiając w zasięgu mojej ręki kaczkę. „No jasne, że na siusiu” pomyślałem i zapadłem w sen. Gdybym sobie przypomniał, że to siusiu to czynność nadrzędna za nic bym nie zasnął. Oczy zamknąłem „W samo południe” otworzyłem koło „15.10 do Jumy”. Nade mną znowu stała pielęgniarka.<br />
- I jak? Jest siusiu?<br />
Co ona tak się przykleiła do mojej uryny?<br />
- Nie<br />
Odpowiedziałem i już miałem zapaść w dalszą drzemkę…<br />
- Oj, to trzeba zrobić, bo będziemy musieli cewnikować.<br />
Nie lubię tego słowa jeszcze bardziej od rurek wystających z brzucha. Spojrzałem na Krzysia, który z kaczką w dłoni patrzył na mnie nieprzytomnym, a jednak już przestraszonym wzrokiem. Poznałem po tej minie, że próbował.<br />
- Ale ja miałem tam wszystko znieczulane. Nic nie czuję. Jak mam zrobić?<br />
Wyszeptał trwożliwie.<br />
- Niech się pan oklepuje.<br />
Poradziła siostra wesoło i wyszła. Krzyś odprowadził ją tępym wzrokiem do drzwi, a ja brutalnie i bezdusznie roześmiałem się. Od razu dźgnęło mnie sumienie od środka tępym bólem i umilkłem łapiąc oddech. Przy okazji odkryłem rurkę i buteleczkę. Przez dren sączył się powoli krwistordzawy płyn. Kurna, to ze mnie? To dobrze, czy źle? Matko jedyna, ile tego ma wyciec? Dlaczego ta butelczyna taka mikra?<br />
- Nie dam rady. Flaka tam mam…<br />
Wdarł się między wewnętrzne rozterki głos współtowarzysza. Spojrzałem na niego. Lewą ręką uniósł kołdrę, a prawą sięgał gdzieś głęboko pod nią nadzorując uważnym wzrokiem czynności wynikające z „sięgania”. Pościel na jego łóżku poruszała się niespokojnie.<br />
- Tylko sobie krzywdy nie zrób.<br />
Poradziłem odwracając się. Facet majstrujący w tych okolicach przy drugim facecie jakoś mnie rozbił wewnętrznie. Dla złagodzenia wrażeń zacząłem się wiercić. Tak zeszła nam godzinka lub dwie do ponownego pojawienia się, w otwartych drzwiach sali, pielęgniareczki.<br />
- Jakieś nowiny?<br />
Nie wiem jak udaje jej się zawrzeć taki ładunek dobrego humoru w tak krótkim pytaniu.<br />
- Ja nic nie czuję.<br />
Oświadczył Krzyś kategorycznie postanawiając widocznie iść w zaparte.<br />
- Wolno mi już pić?<br />
Zapytałem przytomnie.<br />
- Może pan sobie zwilżyć usta, ale proszę nie pić.<br />
”No to jak ja mam się odlać? Przed operacją byłem w kiblu!” Zawołała przerażona wyobraźnia oglądająca właśnie cewnik ładujący się w…<br />
- Do której mamy czas?<br />
- O 18 kończę dyżur.<br />
I wyszła.<br />
Jasne! Idź sobie kobieto bez serca! Zostaw to wszystko w naszych bezsilnych, schorowanych dłoniach!<br />
- Kurwa<br />
Czego by o Krzysiu nie mówić potrafił w jednym słowie zmieścić wszystko to, na co mi było potrzeba kilku zdań. Chwyciłem kaczkę i wcisnąłem pod kołdrę. Przyszedł czas na czyn. Jednak od zamiaru do wspomnianego czynu droga daleka. Nierzadko przesiąknięta potem, nasączona czerwienią nabrzmiałej od wysiłku twarzy.<br />
- Ni chuja  <br />
Dotarło do mnie tuż przed 18.<br />
- I jak?<br />
Zapytałem bez sensu, odpowiedź bowiem padła z góry.<br />
- Gdzie tam. Nawet goła dupa nie tchnęłaby w niego teraz życia.<br />
Pożalił się przy akompaniamencie głośnego pierdyknięcia plastiku o metalową szafkę.<br />
- A ja się odlałem wcześniej. Żebym mógł chociaż pić…<br />
Zajęczałem spoglądając tęsknie na butelkę mineralnego żywca.<br />
- Miałeś kiedyś cewnik?<br />
W zadanym pytaniu zabrzmiało wyraźne zaniepokojenie.<br />
- Miałem. Podobno wiele zależy od tego kto i jak zakłada. Może boleć jak cholera. Potem to też żadna frajda.<br />
- Kurwa<br />
Znów celnie podsumował Krzyś.<br />
- Pewnie zaraz przyjdzie?<br />
Nie przyszła aż do 19.30. Objawiła się podwójnie, jako nowa, nocna zmiana.<br />
- Jak się panowie czują?<br />
Zapytała troskliwie chyba ta ważniejsza. Przysiągłbym, że obłudnie, bo zaraz padło:<br />
- Kaczuszki pełne?<br />
No jasne, że pełne! W mojej, na ten przykład, jest pełno powietrza, aż po sam wylot!<br />
- Jeszcze nie? Umówmy się tak: Macie czas do 21. Połóżcie się na boczku i samo poleci. Jak się nie uda to nie będzie wyjścia, więc się postarajcie. Możecie się trochę napić, mały łyczek.<br />
Ta milcząca przytaknęła i zostawiły nas. Rzuciłem się na wodę. Wciąż jest nadzieja…<br />
Jeden mały łyczek, drugi mały łyczek, trzeci mały łyczek… Nie mówiła ile tych łyczków, tylko, że małe. Po piątym zdałem sobie sprawę, że jestem pełny, co w niczym nie ułatwiało sprawy. Położyć się na boczku... Na tym bez rurki znaczyło patrzeć na Krzysia podczas czynności pojedynczo intymnej. Krzysiu też się na mnie gapił, tak mu wypadało ze szwów.<br />
Do dupy z takim laniem! Zakorkowałem się na dobre. O 20.30, tonąc w pocie, skrajnie wykończony, błagałem o śmierć. Miała mnie gdzieś, nie przyszła. W akcie desperacji przekręciłem się na ten „zarurkowany” bok. Na bezdechu skupiłem całą wolę i resztkę sił. W głowie zaczęło szumieć jak po bąbelkach…<br />
Tryumfalne „Cha” i potężne westchnienie pełne ulgi oznajmiło mi tryumf Krzysia nad martwą postacią rzeczy. Spiąłem się jeszcze mocniej w sobie i…<br />
Wzruszenie było tak silne, że pociekły mi także łzy. Odstawiłem chlupoczące wesoło narzędzie tortur na szafkę.<br />
- Zapaliłoby się teraz…<br />
- No<br />
Wyszeptałem przez łzy. Było bosko, prawie beztrosko.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ewolucja kąpieli, czyli wanna i rozmowy bez sensu]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=137</link>
<pubDate>Thu, 13 Mar 2008 09:05:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=137</guid>
<description><![CDATA[Bosko jest wyciągnąć się w wannie. Ciepła woda, cisza, oczy lekko, albo i całkiem przymknięte]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Bosko jest wyciągnąć się w wannie. Ciepła woda, cisza, oczy lekko, albo i całkiem przymknięte, ech…<br />
Zachciało mi się wczoraj takiej kąpieli beztrosko rozleniwionej, gdybym jednak wiedział wtedy to, co wiem dziś olałbym chęć moczenia ciała w ukropie.<br />
Tak w ogóle trzeba by zacząć od remontu, jaki łazienka, razem z sąsiadami, przeżyła jakiś czas temu. Wtedy to właśnie podjąłem, brzemienną w skutkach, decyzję o pójściu z duchem czasu i zastąpieniu wanny natryskiem. Taki natrysk to fajna rzecz można piorunem załatwić wieczorną, albo poranną toaletę. Można też zafundować sobie rozluźniający masażyk po nużącym dniu. Nie da się jednak wyciągnąć nóg w poziomie, bo w pionie i owszem wyciągać można wszystko.<br />
   Stoję, więc sobie prawie wieczorową porą w drzwiach łazienki, nasączony kąpielową ochotą, kiedy nagle ni stąd, ni zowąd myśl odkrywcza moją jaźń ubodła:<br />
- Kabina prysznicowa jest ewolucyjną emanacją homo sapiens, w pionie. Ostatecznym oddzieleniem człowieka od człekokształtnych. Kropką nad drzewem, z którego zleźliśmy.<br />
Pożałowałem, że nie jestem małpą, gdybym był pewnie miałbym wannę do dziś…<br />
Takie rozważania snułem kłując rozczarowanym wzrokiem w szklane drzwi natrysku.<br />
Jest jednak we mnie, wbrew Darwinowi, coś z muła, więc nie zrezygnowałem z kąpieli, nie pamiętałem tylko, kto tę wannę może mieć…? Postanowiłem wykonać „telefon do przyjaciela”. Oczywiście, na moje nieszczęście, do tego, który mieszka najbliżej.<br />
- Jerzy, czy wy macie wannę?<br />
Posapująca cisza.<br />
- Jurek?<br />
- Wielkanoc teraz będzie, prawda?<br />
Padło ni z gruszki, ni z pietruszki. Pewnie z drzewa…<br />
- Nooo, Wielkanoc.<br />
- No to, po co ci wanna?<br />
Nie powiem, zbił mnie trochę z tropu, ale Jerzy myśli nieszablonowo, jak to psycholog, trzeba się skupić żeby nadążyć za wartkim nurtem skojarzeń.<br />
- Jak to, <em>po co</em>?<br />
Zdziwiłem się, by zyskać na czasie, jednocześnie myśląc intensywnie, co ma piernik do wiatraka? Wiecie: przyjaciel przyjacielem, a psychologiem nie przestaje być.<br />
- Nie wiem, po co ci wanna przed Wielkanocą. Karpia pławi się do Bożego Narodzenia.<br />
Strzelił i już wiedziałem, że nie będzie łatwo.<br />
- Nie lubię karpi, wolę pstrąga…<br />
- Baraninę na święta będziesz robić?<br />
- A masz tę wannę, czy nie?<br />
Starałem się wrócić do meritum, jednak w przypadku Jerzego nie jest to takie proste. Kiedy już raz „załapie” temat ciężko go od niego "odkleić", tym bardziej, że poczucie humoru przewyższają w nim jedynie kwalifikacje zawodowe.<br />
- Chyba nie masz żywego barana? - zapytał się <em>chyba</em> drwiąco...?<br />
- A co, myślisz, że barany też się „pławi”?<br />
- Przed Wielkanocą, czy Bożym Narodzeniem?<br />
- ??? Wigilia jakby postna jest…<br />
- Niby tak, ale my mamy wino.<br />
Jezusie Nazareński, ile się człowiek namęczy zanim się wprosi do kogoś na kąpiel…<br />
- W wannie?<br />
- Nie, na stole. Myśl logicznie Tomuś.<br />
Pomyślałem.<br />
- Staram się, jak mi Bóg miły, staram się.<br />
- To co, przyjdziesz?<br />
- Teraz?<br />
- No, a kiedy jak nie teraz? Niby, po co o tej wannie jęczysz?<br />
- To macie wannę?<br />
Ucieszyłem się, że udało mi się w końcu wyciągnąć jakąś konkretną informację.<br />
- Ja o winie mówię.<br />
Tu mi ramiona opadły, a oczy zaszły łzami. Odpowiedziałem krótkim:<br />
- No<br />
- Tylko pieszo, nie samochodem.<br />
- Przecież to oczywiste.<br />
Oburzyłem się.<br />
- Auta nie da się pławić w wannie przed Wielkanocą.<br />
Dokończyłem i odłożyłem szybko słuchawkę.<br />
No i dziś boli mnie głowa, przez kąpiel. Jakby się ktoś pytał i chciał dobrej rady to powiem krótko: Nie rezygnujcie z wanny w domu! Wasz przyjaciel (niech go w butelkę nabiją), też jej nie ma, ma za to głowę mocniejszą od was.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[zima, zima, zima...]]></title>
<link>http://kobietapracujaca.wordpress.com/?p=20</link>
<pubDate>Thu, 13 Mar 2008 01:36:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>kobietapracujaca</dc:creator>
<guid>http://kobietapracujaca.wordpress.com/?p=20</guid>
<description><![CDATA[17 grudnia 2007

2 stycznia 2008

10 lutego 2008

16 lutego 2008

a potem była burza śniegowa z pi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><b>17 grudnia 2007</b></p>
<div style="text-align:center;"><img src="http://www.resvaria.net/magda/grudzien.jpg" /></div>
<p align="left"><b>2 stycznia 2008</b></p>
<p><img src="http://www.resvaria.net/magda/styczen.jpg" align="middle" /></p>
<p><b>10 lutego 2008</b></p>
<p><img src="http://www.resvaria.net/magda/luty.jpg" align="middle" /></p>
<p><b>16 lutego 2008</b></p>
<p><img src="http://www.resvaria.net/magda/luty2.jpg" align="middle" /></p>
<p>a potem była burza śniegowa z piorunami i opady jakich to miasto nie widzialo od wielu lat.  Zamiast wiosennych tulipanów i innych żonkili natura podarowała wszystkim kobietom kolejną dawke białego szaleństwa...</p>
<p><b>8 marca 2008</b></p>
<p><img src="http://www.resvaria.net/magda/marzec1.jpg" align="middle" /></p>
<p><img src="http://www.resvaria.net/magda/marzec2.jpg" align="middle" /></p>
<p><img src="http://www.resvaria.net/magda/marzec3.jpg" align="middle" /></p>
<p>i <b>9 marca 2008</b>, kiedy to miasto zamieniło się w miejscowość górską z saneczkarzami, narciarzami i innymi miłośnikami sportów zimowych. Niektórzy nawet zamiast aut parkowali narty pod domem...</p>
<p><img src="http://www.resvaria.net/magda/marzec4.jpg" align="middle" /></p>
<p><img src="http://www.resvaria.net/magda/marzec5.jpg" align="middle" /></p>
<p>Nie muszę dodawać, że wszyscy już mają nadzieję, że to już koniec na ten rok i u nas też zjawi się kiedyś wiosna...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Tylko Koni Żal]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=135</link>
<pubDate>Mon, 10 Mar 2008 13:36:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=135</guid>
<description><![CDATA[&#8220;To, co dobre broni się samo.&#8221;
Tak też jest w istocie, dlatego nie będę bronić, bę]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>"To, co dobre broni się samo."<br />
Tak też jest w istocie, dlatego nie będę bronić, będę reklamować.<br />
Cóż takiego mam zamiar reklamować? Ano to, co najzdrowsze w tym rozdygotanym i rozhisteryzowanym świecie: UŚMIECH! <br />
Jak głosi bowiem piosenka pewnych Panów z "majem w sercu", "Uśmiech jest dobry na wszystko". Uśmiech tym bardziej cenny, bo nie pojawia się na twarzy z powodu śliskich schodów i znienawidzonego sąsiada tańczącego na nich polkę. Ten uśmiech to inteligentna rozrywka z kroplą goryczki, jaką jest trafna satyra.<br />
Zachęcam do niej, tej rozrywki "ow kors", tym bardziej, że zapowiedziano jej zniknięcie, więc cieszcie oczy i duszę póki jest.</p>
<p>A teraz kochani to, co najważniejsze, miejsce które skłoniło mnie do napisania tych kilku zdań (mam nadzieję, że Autorka mi wybaczy)</p>
<p>                                     <a target="_blank" href="http://czkawka.wordpress.com/"><strong><em>CZKAWKA CODZIENNA</em></strong> </a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[My Generation]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=134</link>
<pubDate>Sun, 09 Mar 2008 13:34:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=134</guid>
<description><![CDATA[Na imię mam Tomasz. Mam 39 lat i jestem uzależniony od walki z komuną.
Moje uzależnienie zaczę]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Na imię mam Tomasz. Mam 39 lat i jestem uzależniony od walki z komuną.<br />
Moje uzależnienie zaczęło się od tego, że z powodu daty urodzenia nie mogłem z nią walczyć, tak jak bym chciał, chociaż całe dzieciństwo i dorastanie spędziłem w PRL-u.<br />
Rozpięty przekonaniami między Kuroniem, Wałęsą a Wajdą, przesiąknięty pytaniami Zanussiego,<font size="2"> </font>ugrzęzłem pamięcią w czasach buntu do tego stopnia, iż stał się on częścią mnie samego.<br />
Urodziłem się za późno, by świadomie móc przeciwstawić się porządkowi świata, który zastałem i za wcześnie by potraktować go jak „<em>dziadkowe opowieści”.</em><br />
Jestem emigrantem we własnym kraju, określającym swój byt z perspektywy świata, którego już nie ma.<br />
Nie potrafię zrozumieć nonszalancji i uśmiechu politowania na twarzach nastolatków, kiedy mówi się o czołgach i strzałach na ulicach, więzieniach, represjach, <em>UB-ecjach, SB-ecjach</em>.<br />
Trudno jest mi też się pogodzić z prawdą o tym, że małostkowość i prywatne animozje mogą stanowić o tym czyją osobę uhonorować za ofiarność i wkład w dzisiejszą demokrację, a którą pominąć z powodów bliżej nieokreślonych. Nazbyt takie zachowanie przypomina mi „cenzorskie nożyczki”. W takich momentach zastanawiam się nad spuścizną zachowań, którą pozostawiła komuna i doprawdy nie wiem, czy aby została ona pokonana bezapelacyjnie.<br />
Wydawało mi się, że historia to nauka ścisła, opierająca się na faktach, pozbawiona tak szeroko rozprzestrzenionej dziś zazdrości o wszystko: stanowiska, wpływy, władzę.<br />
Wolność to dla mnie między innymi prawda, jej hołubienie i poszanowanie.<br />
Demokracja zaś to nie tylko wolne wybory, to także szacunek władzy do praw jednostki i nie obrażanie jej inteligencji przez podchodzenie do minionych wydarzeń poprzez pryzmat własnej urażonej dumy.<br />
Może się zdarzyć, że małym okazuje się człowiek na wysokim stanowisku. Może się zdarzyć, że ponad tę swoją małość będzie potrafił się wznieść i to uczyni go jeżeli nie wielkim, to, chociaż uczciwym.<br />
Może się jednak stać i tak, że otoczy się ludźmi mniejszymi od siebie, by móc z góry przyglądać się swemu otoczeniu i przez jego pryzmat postrzegać wszystko. Nic mu wtedy nie pomoże, zostanie zapamiętany właśnie taki.<br />
Któż pamięta dziś ludzi „mizernych”, na siłę chcących wdrapać się po drabinie nieśmiertelności?<br />
Zacząłem od <em>komuny</em> i na <em>komunie</em> chcę skończyć.<br />
Wrażliwy jestem na słowa, zachowania, gesty, jakich świadkiem było moje dzieciństwo i dorastanie, z tego powodu czasami krzyczy we mnie teraźniejszość: Precz z komuną!<br />
Nie chodzi tutaj tylko o zagłuszanie pielęgniarek, czy o pominięcie Michnika, ale o całokształt kilku ostatnich lat…</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[MTV presents...]]></title>
<link>http://pasazernagape.wordpress.com/?p=88</link>
<pubDate>Thu, 06 Mar 2008 22:38:13 +0000</pubDate>
<dc:creator>pasazernagape</dc:creator>
<guid>http://pasazernagape.wordpress.com/?p=88</guid>
<description><![CDATA[Ostatnimi czasy, oglądam nieco więcej niż zwykle wspomnianej Music Television. I tam, przynajmnie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatnimi czasy, oglądam nieco więcej niż zwykle wspomnianej Music Television. I tam, przynajmniej wieczorami, mają coś takiego, jak:</p>
<p>"Chcesz zaimponować swoim znajomym wiedzą na temat seksu? Wyślij sms, a będziesz<br />
dostawał interesujące ciekawostki na ten temat..." - dałam "", ale tak naprawdę, to raczej jest tylko podobne, do tego 'ogłoszenia'.</p>
<p>Ciekawe, co tam ludziom piszą...</p>
<p>Bo mnie na przykład, podobała się informacja z porannego "Mad Labs" - program National Geographic albo z Discovery Channel, możecie uściślić. No, ale w każdym bądź<br />
razie pan naukowiec, pokazywał ślimaki, w dużym zbliżeniu. Rzecz się miała tyczyć ich<br />
wyginięcia,czy ochrony, nie wiem, akurat byłam w łazience, jak o tym mówili. A potem<br />
było coś o podaniu im Prozacu, i informacja, że po nim, ślimaki mogą wybrać płeć, czy coś<br />
takiego. I większość,nawet te niby żeńskie, wybierają być panami ;) I wiecie co? Mają<br />
erekcję przez 48 godzin!!<br />
Pan lektor skwitował to "Pozazdrościć..." Tyle, że podobno ta erekcja nic nie daje, bo te<br />
męskie,ale żeńskie nie są w stanie kopulować jak stuprocentowo męskie osobniki.<br />
Pozazdrościć..?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dżaaaastiiiiinn... 8)]]></title>
<link>http://pasazernagape.wordpress.com/?p=87</link>
<pubDate>Thu, 06 Mar 2008 14:30:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>pasazernagape</dc:creator>
<guid>http://pasazernagape.wordpress.com/?p=87</guid>
<description><![CDATA[Zajęcia z edukacji medialnej. Może właśnie dlatego, dziewczyny skupiły się nad telefonem jedne]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zajęcia z edukacji medialnej. Może właśnie dlatego, dziewczyny skupiły się nad telefonem jednej z nich? M.numer 1 ogląda zdjęcia.</p>
<p>- To jest ten sam, co tutaj? (oba zdjęcia faktycznie pzedstawiały, jak się dowiedziałam, wciąż<br />
jeszcze aktualnego bożyszcza nasto..znaczy się, dziewczyn - Justina T.)</p>
<p>-  Tak, ten sam, Dżaastiin... (odpowiada M. numer 2)</p>
<p>- Tu jakoś mądrzej wygląda (Stwierdza M. numer 1, a Dżastin siedzi, i udaje, że myśli)</p>
<p>JA:</p>
<p>- A to on w ogóle wygląda?? (Lekki szok..?)</p>
<p>Wzrok M. numer 2 i M. numer 3, dosłownie palił się do tego, by mnie killnąć na miejscu.</p>
<p>Uch, ludzie, nim naprawdę się jeszcze można zachwycać? A może: dopiero teraz Znaczy w sumie są gusta i bezguścia,ponoć należę do tych drugich, możliwe całkiem,<br />
ale jaaa... Dżastinem się dzieciaki podniecały razem z całym N'Sync i innymi<br />
bekstritbojsami...  I to było bardzo dawno...</p>
<p>Mieć plakat Dżastina nad wyrkiem, i zasypiać i budzić się `przy nim`? O niee...<br />
...jakie szczęście, móc mieć bardziej przyziemne marzenia:)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wrrr]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=133</link>
<pubDate>Thu, 06 Mar 2008 11:06:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=133</guid>
<description><![CDATA[Wrrr 
Zaczęło się od tego, że w szpitalu pielęgniarka zrobiła mi lewatywę przez pomyłkę. P]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wrrr <br />
Zaczęło się od tego, że w szpitalu pielęgniarka zrobiła mi lewatywę przez pomyłkę. Pomyliła się czytając moje nazwisko. Majtnęła się w tym czytaniu akurat tak, jak nazywał się facet, który tę lewatywę miał mieć robioną. Durny jestem mogłem protestować. <br />
W nazwisku regularnie mylą się wszyscy, na przelewach zwłaszcza.<br />
Wrrr<br />
Dobrej duszy popieprzyły się dni i nie odebrała mnie ze szpitala, więc kiwając się z lewa na prawą dyrdałem do domu sam. Dodam że spory kawałek i w korku. Nie mogłem przecież iść w "pasiaki" na miejscu, tylko tam gdzie jest dobrze!<br />
Cóż, dobra dusza nie jest od tego by pamiętać tylko od tego żeby być dobrą, a że masła za dużo je...<br />
Na domiar złego zamiast zrobić awanturkę, to kryłem duszyczkę przed wszystkimi żeby się wstydu nie najadła. No durny jestem normalnie i kumuluję jak lotto.<br />
Wrrr (dygresja)<br />
Nie pamiętam już, kiedy padł ostatni "szczęśliwy numerek", jeszcze nie wyję i twarz mam mniej więcej ludzką, ale...<br />
Wrrr<br />
Jakiś gnojek wymoczkowaty stwierdził, że nic nie jest w stanie mi teraz dać do roboty, bo sobie nie poradzę - tzn. - fatalnie stary wyglądasz. A czy ja tego pierdołę po wyglądzie oceniam?! Twardy ze mnie gość, nie takich przeskakiwałem.<br />
Wiem! Przemaluję się na czarno i zacznę straszyć uprzedzeniami rasowymi! "No ale będzie jatka" - jak mawiał pewien osioł.<br />
Wrrr<br />
Od wczoraj zimno, deszcz, śnieg i nawet jak bym chciał gdzieś tę złość wyjeździć, to nie mogę, bo mam już letnie "kapcie" w pakiecie z instynktem samozachowawczym.<br />
Wrrr<br />
Obok Kadarka, zlitowała się nade mną, a pies z kulawą nogą zasnął i nie przyszedł, nawet po to żeby ugryźć.<br />
Wrrr<br />
Mógłby ktoś zadzwonić, miałbym szansę odbić sobie i zjechać go, że dzwoni z komórki.<br />
 "Czy on sobie nie zdaje sprawy jaki rachunek zapłaci? I niech się nie rusza bo trzeszczy, a jak trzeszczy to go nie słyszę, a jak go nie słyszę to mnie to wnerwia jeszcze bardziej! A tak w ogóle, to niech nie dzwoni jak o to nie proszą, bo mam zły nastrój i mogę go niechcący opieprzyć za darmo!" No chyba że lubi promocje i usługi łączone, w takim przypadku zapraszam do mnie osobiście przedstawię pełną ofertę...  </p>
<p>A do tego wszystkiego zmarł Gustaw Holoubek i z tego powodu jest mi po prostu smutno...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[But I want one!]]></title>
<link>http://pasazernagape.wordpress.com/2008/02/26/but-i-want-one/</link>
<pubDate>Tue, 26 Feb 2008 17:12:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>pasazernagape</dc:creator>
<guid>http://pasazernagape.wordpress.com/2008/02/26/but-i-want-one/</guid>
<description><![CDATA[
Najlepsza reklama, jaka ostatnio była w naszej telewizji  
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/ZjWYc30itxA'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/ZjWYc30itxA&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>Najlepsza reklama, jaka ostatnio była w naszej telewizji ;)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[`Lubię tęsknić...`]]></title>
<link>http://pasazernagape.wordpress.com/?p=85</link>
<pubDate>Wed, 20 Feb 2008 17:57:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>pasazernagape</dc:creator>
<guid>http://pasazernagape.wordpress.com/?p=85</guid>
<description><![CDATA[***
lubię tęsknić
wspinać się po poręczy dźwięku i koloru
w usta otwarte chwytać
zapach zma]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div ALIGN="center">***</div>
<div ALIGN="center">lubię tęsknić<br />
wspinać się po poręczy dźwięku i koloru<br />
w usta otwarte chwytać<br />
zapach zmarznięty</div>
<div ALIGN="center">lubię moją samotność<br />
zawieszoną wyżej<br />
niż most<br />
rękoma obejmujący niebo</p>
<p>miłość moją<br />
idącą boso<br />
po śniegu</p></div>
<div ALIGN="center"></div>
<div ALIGN="right"> [Halina Poświatowska]</div>
<div ALIGN="right"></div>
<div ALIGN="right">
<div STYLE="text-align: center"><img BORDER="0" SRC="http://lh4.google.pl/3488505/R7xhIADPtYI/AAAAAAAABXA/LOyUhM9TyoU/DSCN4334.JPG?imgmax=512" /></div>
</div>
<div ALIGN="right"></div>
<div ALIGN="right"></div>
<div ALIGN="left">Ciężko mi z tym nieraz, a mimo to, czasem lubię. Skoro się za kimś tęskni, przynajmniej istnieje ta pewność, że jest do kogo. Czeka się za czymś, goni króliczka. Podobno właśnie w tym gonieniu jest największa frajda, nie w samym tylko posiadaniu.</div>
<div ALIGN="left">Tęsknię za Tobą,  wspinam po poręczy dźwięku i koloru. Dodałabym jeszcze smaku i zapachu. Każdym zmysłem Cię rozbieram na czynniki pierwsze, by nauczyć się, zapamiętać i móc wspominać. Nieraz nieświadomie badam linie papilarne Twego ciała, by móc odtworzyć je w jakichś skomplikowanych procesach myślowych. Nie mam genialnej pamięci, ale czuję Cię obok, nawet gdy jesteś daleko stąd.</div>
<div ALIGN="left">I to jest trochę jak wspinanie się na szczyt góry. Idziesz, niezależnie od pogody, skoro już</div>
<div ALIGN="left">zacząłeś. Stawiasz kroki na tyle ostrożnie, by nie zsunąć się w przepaść.  Co jakiś czas przystajesz, oglądając się w dół, by spojrzeć, jakie trudy już pokonałeś. Innym razem przebierasz w przydrożnych kamyczkach, by zabrać na pamiątkę te najciekawsze, czy najładniejsze, lub paradoksalnie te, które najbardziej wbijały Ci się w podeszwę buta, czy wpadały w sandały.</div>
<div ALIGN="left">A potem znów ruszasz w drogę, wdychając zieleń powietrza, czując jakiś przedwieczny</div>
<div ALIGN="left">pierwiastek życia. Wtedy wiesz, że nie jesteś sam we wszechświecie, choć chwilowa</div>
<div ALIGN="left">samotność tak bardzo smakuje.  Rozkoszuj się nią między tym zejściem, a kolejnym wejściem. Zbieraj siły, by dotrzeć do końca szlaku.</div>
<div ALIGN="left">I idź dalej, bo kiedy już znajdziesz się na szczycie i obejrzysz ponownie na drogę, którą</div>
<div ALIGN="left">właśnie przebyłeś, będziesz miał nieskończone wrażenie, że było warto, choćbyś miał tu</div>
<div ALIGN="left">spędzić tylko chwilę...</div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O czymś]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=128</link>
<pubDate>Tue, 19 Feb 2008 11:19:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=128</guid>
<description><![CDATA[Slowa potrafią zaboleć, nie dlatego, że niosą ze sobą złośliwość, czy przykrość, ale prz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Slowa potrafią zaboleć, nie dlatego, że niosą ze sobą złośliwość, czy przykrość, ale przez bliskość rzeczywistości. Takie słowa są nazbyt znajome, za bardzo "moje" one są niż "cudze". Zapewne jest też tak z tymi ode mnie. A kot siedzi na biurku i domaga się uwagi. Już piszę jedną ręką. Druga nieopatrznie, przez chwilę, znalazła się w pobliżu jego głowy i została sprowadzona do roli poduszki. Miauczy, to też słowa, więc i ja odzywam się do niego. Za chwilę wejdzie mi na kolana, zaczaruje mrucząc. Wtedy wstanę i pójdę do salonu, włączę muzykę, lubi Pat'a Metheny, potem zajmę miejsce w fotelu, a on rozłoży sie na moich kolanach ponownie, już wygodnie, pewnie, bez zadrości. Nie lubi komputera i stukania klawiszy, znikam mu wtedy z oczu. Jak już będziemy siedzieć on zamiauczy ostatni raz przed zaśnięciem i z kuchni przydrepta drugi. Przeciągając się odpowie coś z progu, zaanektuje sąsiedni fotel, zwinie się w kłębek i zasną obaj. Ze stolika obok wezme książkę, którą kupiłem przedwczoraj - "Kapłan" Krzysztofa Kotowskiego i zniknę pozostwiając dłoń w rzeczywistości, by mogła przez sen upewnić go, że jestem.   </p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
