<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>wisnie &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/wisnie/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "wisnie"</description>
	<pubDate>Mon, 08 Sep 2008 08:28:24 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[wiśnie i zielony fotel]]></title>
<link>http://purepleasure.wordpress.com/?p=88</link>
<pubDate>Thu, 17 Jul 2008 21:01:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>ola</dc:creator>
<guid>http://purepleasure.wordpress.com/?p=88</guid>
<description><![CDATA[




kilka takich sobie zdjęć, jeszcze z niedzieli. za ostatnie mnie Kaśka zabije jak już wróci]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/136.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/137.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/138.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/139.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/140.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">kilka takich sobie zdjęć, jeszcze z niedzieli. za ostatnie mnie Kaśka zabije jak już wróci ;) <a href="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/141.jpg">tutaj</a> do obejrzenia takie zielone coś bekstejdżopodobne. ściśle rzecz biorąc nie ma to w sobie nic z bekstejdżu właściwego. ale jest zielone, a to ładny kolor. mój ulubiony, ha! ;)</p>
<p style="text-align:justify;">zajmuję się teraz bieganiem to tu, to tam. rano do WORDu, bo Łoś miała egzamin na prawo jazdy. do domu. z domu. na starówkę. na piwo. na piccę. i jeszcze na kawę miałam ochotę, ale to jeszcze zanim zjadłam przydzieloną mi rację żywnościową, bo później to już było ponad moje siły.</p>
<p style="text-align:justify;">wiem, że to nieładnie tak mówić o miejscu, w którym się wychowało, ale po raz kolejny muszę stwierdzić, że Zamość to jednak straszliwa dziura. kompletne zadupie. koniec świata totalny. armageddon. jądro nicości. i nie przesadzam mówiąc, że tęsknię za śmierdzącym spalinami Lublinem, bo tam przynajmniej czuję się swobodnie i... właściwie 'jak w domu', chociaż na razie akurat tam kumuluje się moja bezdomność w całej swej okazałości. ostatnio przyłapałam się nawet na tym, że potrafię wytłumaczyć znajomym przez telefon (operując przy tym najwymyślniejszymi nazwami ulic) jak się po Lublinie poruszać żeby trafić tam, gdzie akurat chce się trafić, a tu nie odnajduję się w ogóle, o jakiejkolwiek znajomości nazw własnych i ich lokalizacji nawet nie wspominając. niedobrze. trzeba stąd uciekać.</p>
<p style="text-align:justify;">na całe szczęście dostałam dziś do rąk trzeci sezon Ally McBeal. śmierć z nudów już mi nie grozi! :)</p>
<p style="text-align:justify;">[<a href="http://www.youtube.com/watch?v=oGNLGJxPwRo">karolina kozak - razem zestarzejmy się</a>]<br />
bo mi się podoba melodia. trochę naiwne, ale w gruncie rzeczy ładne. czytałam kiedyś historię powstania tej piosenki. też mi się podobała.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[wiśniowy sad]]></title>
<link>http://purepleasure.wordpress.com/?p=77</link>
<pubDate>Sun, 13 Jul 2008 14:47:24 +0000</pubDate>
<dc:creator>ola</dc:creator>
<guid>http://purepleasure.wordpress.com/?p=77</guid>
<description><![CDATA[
bo mi dziewczyny we wtorek za granicę wyjeżdżają, więc zrobiłyśmy małą sesję na świeżym]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/112.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">bo mi dziewczyny we wtorek za granicę wyjeżdżają, więc zrobiłyśmy małą sesję na świeżym powietrzu. wiem, że to zdjęcie po lewej się żadnych zasad fotografii portretowej nie trzyma, ale tak mi się podoba, że nie mogłam się powstrzymać ;)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rozbudź w sobie wielki apetyt na seks]]></title>
<link>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=80</link>
<pubDate>Fri, 22 Feb 2008 11:03:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mała dziewczynka</dc:creator>
<guid>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=80</guid>
<description><![CDATA[Za Dziennikiem:
Rozbudź w sobie wielki apetyt na seks
Racjonalna dieta zapewni Ci nie tylko zdrowie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Za <strong>Dziennikiem</strong>:</p>
<blockquote><p><strong><a href="http://www.dziennik.pl/kobieta/seksiemocje/article127557/Rozbudz_w_sobie_wielki_apetyt_na_seks.html" title="Rozbudź w sobie wielki apetyt na seks" rel="nofollow" target="_blank">Rozbudź w sobie wielki apetyt na seks</a></strong></p>
<p>Racjonalna dieta zapewni Ci nie tylko zdrowie i urodę, ale także udane życie seksualne. Pragniesz cieszyć się miłością? Przyjrzyj się dokładnie temu, co ląduje na Twoim talerzu. Jeśli żywisz się głównie tłustym smażonym mięsem i słodyczami, nie dziw się, że nie chce Ci się kochać...<br />
Niektóre potrawy wpływają na podniesienie potencji. Za afrodyzjaki od wieków uchodzą ostrygi, szparagi czy owoc rozpusty, czyli awokado. Teraz jednak dietą najlepszą dla kochanków zajęli się naukowcy i stwierdzili, że nie chodzi o to, żeby jeść konkretne produkty, ale by nasze menu obfitowało w bogate składniki, które zapewnią organizmowi siły witalne, a w konsekwencji rozbudziły pragnienie miłości.<br />
Posiłki powinny być zawierać nienasycone kwasy tłuszczowe Omega 3, które podnoszą ciśnienie krwi, a przez to zwiększają wrażliwość skóry na dotyk. Znajdziemy je przede wszystkim w rybach morskich, ale także drobiu, wołowinie i nabiale. Trzeba jednak pamiętać, by potrawy były odpowiednio przyrządzone. Należy unikać smażenia, lepiej piec, dusić lub gotować na parze.<br />
Poza tym musimy dbać o dostarczanie organizmowi składników mineralnych. Po pierwsze - żelaza, które zapewni nam energię i żywotność potrzebną do miłosnych igraszek. Należy więc jeść sałatę, bazylię w dużych ilościach, a także czerwone mięso, jajka i sardynki.<br />
Dla naszej aktywności seksualnej ważny jest też cynk. Przez jedzenie pestek dyni, ostryg i pełnoziarnistego chleba nasze zmysły - dotyku, powonienia i zapachu wciąż będą zaostrzone, a my będziemy mogli rozkoszować się wszystkimi bodźcami.<br />
Właściwa dieta to również ratunek dla panów, którzy boją się, że nie staną na wysokości zadania. Mogą dodawać sobie pewności siebie, zajadając się czerwonymi owocami i warzywami - m.in.: czereśniami, porzeczkami, malinami, bakłażanami. Są one bogate w antyoksydanty, które powodują, że krew będzie płynąć wartko i wszystkie organy zostaną odpowiednio ukrwione.<br />
Wiadomo też, czego powinni unikać kochankowie. Jedzenie z fast-foodów, białe pieczywo i słodycze zbyt drastycznie podnoszą poziom cukru, powodując ospałość, senność i zmęczenie. A jak wiadomo, brak chęci to największy wróg miłości.</p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Znicze]]></title>
<link>http://robertszymczak.wordpress.com/2008/01/24/znicze/</link>
<pubDate>Thu, 24 Jan 2008 21:04:24 +0000</pubDate>
<dc:creator>Robert Szymczak</dc:creator>
<guid>http://robertszymczak.wordpress.com/2008/01/24/znicze/</guid>
<description><![CDATA[
&#8220;- Nie czas na tańce, kiedy ziemia ma się lada chwila rozlecieć.
-Ale jeżeli w ogóle chc]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://robertszymczak.wordpress.com/files/2008/01/groby1.jpg" alt="groby1.jpg" /></p>
<p><i>"- Nie czas na tańce, kiedy ziemia ma się lada chwila rozlecieć.<br />
-Ale jeżeli w ogóle chcemy jeszcze potańczyć, to trzeba to zrobić zaraz. Kochany! Ona się przecież rozleci dopiero za dwa dni!"</i></p>
<p align="center"> ***</p>
<p>Szłam powoli w jego stronę, stawiając kolejne kroki jeden za drugim, jak modelka, która chce wyglądać na wybiegu jak najseksowniej. Delikatnie obciągnęłam czarną sukienkę, żeby lepiej przylegała do gorącego ciała i pogładziłam krwistoczerwoną szminką usta. Nie zauważył mnie z początku, stał w świetle księżyca i patrzył na groby. Znicze oświetlały drogę między nagrobkami niczym reflektory, czułam się jak na czerwonym dywanie idąc tak między zmarłymi. Byłam podniecona, moje ciało całe drżało i nie byłam w stanie tego opanować. Podeszłam do niego powoli i pogładziłam jego ramie. Spojrzenia jakim mnie wtedy obdarzył nie zapomnę już nigdy. Jego twarz wyrażała tak rozmaite emocje, od ogromnego smutku siedzącego w jego oczach, po lekkie znudzenie krążące po niedogolonych polikach, aż po jakąś dziwną radość leżącą na kącikach ust i pieprzącą się ze wstydem. Wstydem, że w takim momencie patrzy mi w dekolt i myśli o czymś zupełnie przeciwnym do żałoby. Ucałowałam go w usta, czując smak krwi, którą miał je wypełnione, mówił o niej, myślał o niej, gorąca krew wprost przelewała się z jego języka na mój. Był w tej myśli jakiś perwersyjny erotyzm, właściwie to w tym jednym pocałunku zdążyliśmy wejść w siebie bardziej niż przy stosunku.</p>
<p>Kiedy oderwałam się w końcu od niego, zwróciłam uwagę na to, co się dzieje wokół nas. Cmentarz wieczorem nie był wcale straszny, przynajmniej dla mnie, za to był potwornie wręcz nudny. Tu się naprawdę nic nie działo, znicze płonęły, lecz nie było czego oświetlać, wiatr grał tango, ale nie było komu go słuchać. To była jedna wielka pustka.</p>
<p>Odwróciłam się do niego i powiedziałam <i>Zatańczmy, mój piękny. Zatańczmy tutaj, między grobami, wśród świateł zniczy, blasku nagrobków i cieniu cmentarnych drzew. Stańmy się jednością i krążmy pomiędzy krzyżami, całujmy Chrystusa w usta i zapadnijmy się w wieczność do cna!</i></p>
<p>Jego drugiego spojrzenia również nie zapomnę. Na czoło wylazło mu zdziwienie, we włosy na brwiach wkręciło się zgorszenie, a na język wypłynął niesmak. <i>Nie bluźnijmy, nie depczmy pamięci tych którzy tu leżą. Nie będziemy tutaj tańczyć, najdroższa, to jest cmentarz. Uczcijmy pamięć umarłych.</i></p>
<p><i>To zatańczmy dla nich, mój Piękny! Zatańczmy dla tych którzy leżą tutaj i nie mają już okazji żyć i ich jedynym przeznaczeniem jest leżenie tutaj, a jedynym światłem są nagrobne świece. Dajmy im trochę szczęścia, uczcijmy ich pamięć, niech wspomną życie i tańczą z nami. Niech trwa bal!</i></p>
<p>I zaczęliśmy tańczyć. Z początku powoli, nieśmiale, on trzymał mnie w talii, ja położyłam mu ręce na ramionach, z czasem jednak nasz taniec stawał się coraz szybszy, coraz dzikszy, coraz bardziej namiętny. Stuk naszych butów odstraszał ptaki z drzew, krążyliśmy zespoleni razem między grobami, nasze ciała pracowały szybko, mocno i nieprzerwanie, wiatr dął nam swoje tango, drzewa szumiały do rytmu, nawet wosk ze świec wydawał się przepełniony melodią. On miotał się we mnie, ja miotałam się w nim, czułam pełnie życia, pełnie człowieczeństwa i pragnęłam, och, jak pragnęłam żeby ten dziki, wręcz zwierzęcy taniec, trwał cały czas, żebym postradała w nim zmysły, upiła się nim i w końcu utonęła. Utopiła się w tej gorącej, gorzkiej krwi która płynęła teraz strumieniami przez moje ciało. Krew o smaku wiśni.</p>
<p><img src="http://robertszymczak.wordpress.com/files/2008/01/tango.gif" alt="tango.gif" /></p>
<p>To był najpiękniejszy bal na jakim byłam w życiu.</p>
<p><i>  </i></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Heaven Can Wait]]></title>
<link>http://bawidelka.wordpress.com/2008/01/02/heaven-can-wait/</link>
<pubDate>Wed, 02 Jan 2008 00:20:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mag</dc:creator>
<guid>http://bawidelka.wordpress.com/2008/01/02/heaven-can-wait/</guid>
<description><![CDATA[Celebruję pierwszy dzień nowego roku. Może nie jestem jakoś zbytnio zabobona i nie wierzę w te ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Celebruję pierwszy dzień nowego roku. Może nie jestem jakoś zbytnio zabobona i nie wierzę w te przepowiednie z malowniczej chatki na kurzej nóżce rodem - że jakie pierwsze dwudziestoczterogodzinnienie, takie i trzysta sześćdziesiąt pięć kolejnych dni - niemniej warto zainwestować w siebie i swój dobry humor.<br />
Po łuskaniu fasoli i piciu kawy z nieznajomymi w kawiarniach zaległam pod wieczór w pościeli pachnącej różą i jaśminem, z kandyzowanymi wiśniami w słoiku, herbatą, do której wrzucam kostki czekolady i patrzę, jak mi się z tego bagienny budyń robi.<br />
Leżę na boku, lewym biodrem i lewym kolanem prowokuję zadziorność i jakieś świństwa okołomyślowe, prawym wybijam o pierzynę rytm <span style="font-style:italic;">Delikatnienia</span>, przygryzam dolną wargę, jak zwykłam to robić w chwilach głębokiego rozpieprzenia i... rytualnie wylewam herbatę na pościel. Błoto w łóżku - prawie jak Woodstock.</p>
<p>Dziesięć minut ze ścierką, suszarką i zmienianiem pościelladła.<br />
Śmieję się do siebie i zlizuję z palców tę masę błotno-czekoladową. Umazałam się po czubek głowy, bo tylko ja tak potrafię, żeby przy zdejmowaniu pościeli podwójnie w nią paść - i ryczę na cały głos z Dickinsonem<span style="font-style:italic;"> Seaaaaaa oooooof madneeeeessss.</span> Jestem zboczona na punkcie Dickinsona. To taka młodzieńcza miłość z czasów, kiedy glany były butem obowiązkowym do munduru, sukienki na studniówkę, spódnic rodem z musicalu <i>Hair</i> i spodni dzwonów. Ponawlekane zielonymi sznurówkami, zdarte po lasach i bunkrach, pamiętające rumianą szesnastkę, krnąbrną siedemnastkę, gorącą osiemnastkę i kawałek zwodniczej dziewiętnastki. Glany skaczące na koncertach metalowych, kopiące doły, noszone do zwiewnych sukienek z babiego lata i suszące się po wyprawie na mokradła.<br />
Nieodłącznie kojarzące mi się właśnie z Dickinsonem, z pierwszymi fascynacjami, wielkimi miłościami i pasjami przekładającymi się na nieskończoność. I dziś, kiedy tak ubabrana czekoladą w wieku namiętnym dwudziestu lat i trzech skaczę po pokoju w szafach mając wyjściowe marynarki, stonowane koszule, spódnice za kolano i czerwone szpilki - śpiewając stare szlagiery Ajronów i wyczyniając pląs na miarę pogo - wiem, że w życiu są takie rzeczy, których się nigdy nie da zapomnieć i które budują ten mój mały, prywatny świat, maczając go w szczypcie transcendecji. Już zawsze na zawsze. Są znakami pierwszych zachwytów i będą uśmiechami ostatnich chwil - to takie motyle, które buszują po krwiobiegu nadając żyćku sens.</p>
<p>Do nich należą właśnie: Dickinson w lateksowych czarnych gatkach, krówki ciągutki zaklejające buźki, pierwsze letnie dmuchawce, które żółte mlecze przeobrażają w królowe puchu; okoliczne bunkry, gdzie się pierwszy raz poznawało historie prawdziwe, w których się glany zdzierało, pierwszy raz całowało i budowało Wymarzone Domy. To także kakao podawane przed snem przez mamę, portret Dziadka i Babci w cynamonowych ramach i piosenka Klenczona: <span style="font-style:italic;">Historia jednej znajomości</span>.<br />
Siala la la la la la la la la...</p>
<p>Przysiadam zmęczona na brzegu łóżka, śmieję się serdecznie do siebie opierając rozpalone czoło na ręku i myślę o tych dniach, co przede mną. Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy. Taki banał, a jak cieszy.</p>
<p>PS. ;)</p>
<p><a href="http://bawidelka.wordpress.com/files/2008/01/ja-z-brucem.jpg" title="ja-z-brucem.jpg"><img src="http://bawidelka.wordpress.com/files/2008/01/ja-z-brucem.jpg" alt="ja-z-brucem.jpg" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jam Session]]></title>
<link>http://bawidelka.wordpress.com/2007/12/29/jam-session/</link>
<pubDate>Sat, 29 Dec 2007 03:07:13 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mag</dc:creator>
<guid>http://bawidelka.wordpress.com/2007/12/29/jam-session/</guid>
<description><![CDATA[Zanurzyłam dzisiaj palec w dżemie z wiśniami; głęboko, słodko, ślisko i klejąco. Jednym zdec]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zanurzyłam dzisiaj palec w dżemie z wiśniami; głęboko, słodko, ślisko i klejąco. Jednym zdecydowanym i namiętnym ruchem dotarłam do dna rozkoszy tak nagle, że aż krzyknęłam cicho zatykając momentalnie usta dłonią i po cichutku, po malutku zaczęłam wysuwać ubabrany po główkę palec wskazujący - zaklejony i mokry. Żeby zatrzeć wszystkie ślady mojego słodkiego występku wsadziłam jej dowód do ust, poddałam torturom pomniejszym i oczyściłam z zarzutów, które mogłyby świadczyć przeciwko niemu. W taki też sposób stałam się współuczestnikiem jego zbrodni, którą w głębi duszy pochwalałam, niemniej dobrze zamaskowana, wilgotna i lekko przygryziona dolna warga świadczyła o mojej całkowitej niewinności i grzeczności w tej dziedzinie. Pozory wszak od tego są, żeby się mylić.</p>
<p>W takim dżemie drzemie występność i gwałt. Pierwsza z nich dokonana na wiśniach - rozdziewicza je pojedynczymi, szybkimi i mocnymi ruchami - negliżując i obezpestkowywując, by potem poddać je - już omdlałe i rumiane - falowaniom i wirowaniom soków.</p>
<p>Zawsze w dżemie najbardziej lubiłam właśnie ten jego klejący się <b>sok </b>- lepki, słodki i zostający na palcach, w kącikach ust. Można było go wtedy zlizywać językiem szorstkim, a spragnionym z dłoni, warg, palców - i rozkoszować się jego <b>cierpkością</b> połączoną z gryzącą <b>goryczą</b>.</p>
<p>Zwłaszcza ranem, indianer, po przebudzeniu, kiedy bosą stopą zaczyna się dzień celebrując go nagą łydką, pełnym kolanem i mlekiem rozlewanym w pościeli - sok ten smakuje najpełniej i najbardziej - a klejenie jego jest wówczas świńskie i sprośne - tak, jak na dobry początek dnia przystało.</p>
<p>Każdy powinien mieć taki dżem na <b>stanie</b>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Regina Coeli]]></title>
<link>http://bawidelka.wordpress.com/2007/12/05/regina-coeli/</link>
<pubDate>Wed, 05 Dec 2007 22:52:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mag</dc:creator>
<guid>http://bawidelka.wordpress.com/2007/12/05/regina-coeli/</guid>
<description><![CDATA[Mam ochotę na wieczór ciepły, nabrzmiały i długi. Na buszujące w oknach mokre od pary wodnej f]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Mam ochotę na wieczór ciepły, nabrzmiały i długi. Na buszujące w oknach mokre od pary wodnej firanki, pająki kroplenia się na szybach rozpływających się w zachwycie; pościel pachnącą jaśminem i pieprzem, rozdrabniającą się w cierpkości ust i drżeniu łydek. Na zlizywanie z pozostałości dnia śmietanki wieczności, która zawiera się w cieple dotyku i słodyczy warg. Ochotę mam.</p>
<p>Na filiżanki czekolady z bitą śmietaną i rozpuszczonymi krówkami ciągutkami z odrobiną rumu i cykorii; pomarańcze nurzane w roztopionym lukrze i marcepan przekładany truflami. Na cierpkość wiśni w gorzkiej czekoladzie i anyż poprzetykany wanilią.  Żeby parnym wieczorem wchodząc po cichu, przy zdjęciu płaszcza zbić cukiernicę i wdepnąć bosą stopą w tę słodycz piętrzącą się w miliardach kawałków codzienności. Żeby oprzeć się o kuchenny stół,  biodrem zahaczyć o dzban pełen mleka, wylać go na kolana i spijać śmietankę wieczności z rozpalonych ud.</p>
<p>Mam ochotę na koc poprzetykany drżeniem i plamiony nocą. Krem orzechowy rozmazany na palcach i policzkach. Zaklejenie totalne gdzieś na prześcieradle, które jest żaglem podczas długich nocy bezśnienia i zapamiętania. Żeby wkołysać się w ruch warg i bioder, i popłynąć hen za horyzont, gdzie biegną wszystkie zdrożne myśli.</p>
<p>Żeby pełną garścią rozetrzeć Ci na klatce piersiowej sos malinowy i przykleić się do Ciebie bezwstydnie, bezsilnie, bezpruderyjnie. Wpakować Ci do ust śliwki w czekoladzie i przy ich pomocy mierzyć długość języka. Mam ochotę nie dać Ci spać do rana i poddawać Cię wyszukanym torturom na bazie mleka i czekolady.</p>
<p>Na sam koniec zaś poczęstować Cię śmietanką wieczności w obiciu bioder, bez której już nie będziesz mógł żyć.</p>
<p>Wchodzisz?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[zimowe wspomnienie lata, czyli przetworów kilka]]></title>
<link>http://cuppediae.wordpress.com/2007/09/19/zimowe-wspomnienie-lata-czyli-przetworow-kilka/</link>
<pubDate>Wed, 19 Sep 2007 19:58:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>cuppediae</dc:creator>
<guid>http://cuppediae.wordpress.com/2007/09/19/zimowe-wspomnienie-lata-czyli-przetworow-kilka/</guid>
<description><![CDATA[Niezbyt słodkie, zwykle odrobinę alkoholizowane. Moje trzy ulubione: z moreli, z owoców leśnych ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Niezbyt słodkie, zwykle odrobinę alkoholizowane. Moje trzy ulubione: z moreli, z owoców leśnych i taka zza chałupy, czyli z sadu.</p>
<p><!--more--><!-- more --><br />
Najpierw morele. Najlepsze w sierpniu, chyba że się trafi takie lato, jak w tym roku, kiedy nic nie jest na swoim miejscu. Mogą być drobniejsze, byle bez plam. Na dwa kilogramy potrzeba kilogram cukru (góra półtora), sok z jednej lub dwóch cytryn, laskę wanilii (ewentualnie paczkę cukru z prawdziwą wanilią), pół szklanki brandy, garść płatków migdałowych (opcjonalnie). Gotuje się cukier z odrobiną wody, a dla lubiących mieszać — od razu z morelami (wypestkowanymi, w połówkach). Kiedy zaczną bulgać, dodaje się wanilię, sok z cytryny (zapobiega ciemnieniu) i brandy. Chwilę się gotuje — aż się się zrobi złocisty syrop. Wtedy już tylko do słoików i zamykamy na spirytus.<br />
Inspiracją dla owoców leśnych był tradycyjny zimowy francuski przepis na <em>confiture de vieux garçon</em>. Tę ostatnią (czyli konfiturę starego kawalera) robi się metodą starego kawalera: przez całe lato dokłada się warstwami owoce sezonowe (truskawki, maliny, porzeczki, wiśnie, jagody, jeżyny, mogą też być morele, brzoskwinie itd., raczej miękkie owoce), dając na 4 części owoców 3 części cukru i na każde sto gramów owoców mniej więcej 40 ml czystej wódki). Stoi to sobie i się maceruje aż do Bożego Narodzenia. Pod choinką się to wyjada. Konfitura inspirowana składa się tylko z jagód, jeżyn i malin — po równo (ja daję 3 razy po pół kilo), a do tego cukru połowę tego, co owoców. Gotuje się to krótko, tylko do pojawienia się pianki (owoce powinny być całe), dodaje się brandy albo lepiej — słodkie wino (marsala, malaga, porto) — mniej więcej szklankę na podane tu proporcje. Do słoików, spirutus, płomyk, pokrywka i gotowe.<br />
Konfitura zza chałupy też jest potrójna: tyle samo jabłek, gruszek i śliwek (węgierek), a cukru — tyle, ile połowa tej masy. Napierw rozgotowuje się jabłka i część śliwek na pulpę, potem dodaje gruszki pokrojone w paski i resztę pokrojonych na cztery śliwek. Krótko się gotuje — żeby gruszki zmiękły, a śliwki były na krawędzi rozpadu. I do słoików!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[kisiel inaczej, czyli Grütze]]></title>
<link>http://cuppediae.wordpress.com/2007/08/25/kisiel-inaczej-czyli-grutze/</link>
<pubDate>Sat, 25 Aug 2007 21:46:23 +0000</pubDate>
<dc:creator>cuppediae</dc:creator>
<guid>http://cuppediae.wordpress.com/2007/08/25/kisiel-inaczej-czyli-grutze/</guid>
<description><![CDATA[Kisiel jest nudny i dziecinny, ale nie ten.
Kisiel to glut, kolorowy sok z dodatkiem mąki kartoflan]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Kisiel jest nudny i dziecinny, ale nie ten.<br />
<!--more-->Kisiel to glut, kolorowy sok z dodatkiem mąki kartoflanej. Kupuje się w torebce i rozrabia według przepisu — nadaje się to na wieczór przy ognisku, ale na deser trzeba czegoś lepszego. Na przykład kiślu żurawinowego albo tradycyjnego (północno-)niemieckiego grütze.</p>
<p>To kisiel z czerwonych owoców, tradycyjnie podawany z sosem waniliowym. Dość kwaśny, z całymi owocami, odświeżający. Potrzebne są wiśnie, porzeczki (czerwone), truskawki, czarne porzeczki, maliny itd., nawet rabarbar — byle czerwone (powiedzmy, w sumie pół kilo),  z miększych owoców (np. z czarnych porzeczek i malin) zagotować sok z pół litrem wody, przetrzeć go, trochę zredukować, dodać cukru (brązowego) lub miodu, ewentualnie wytrawnego wina, odrobinę cynamonu. Potem w niewielkiej ilości chłodnego soku rozrobia się mąkę kartoflaną (lub mączkę kukurydzianą, a w najstarszej wersji grysik) i dodaje stopniowo do gorącej całości. Potem całość trzeba wymieszać, zabulgotać, rozlać do miseczek. Z mleka, jajek, cukru i wanilii przygotowujemy sos waniliowy, którym polewa się grütze przed podaniem.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
