<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>wiara &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/wiara/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "wiara"</description>
	<pubDate>Fri, 16 May 2008 15:23:25 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[W imię Ojca i Syna i Ducha świętego?]]></title>
<link>http://aniaipawel.wordpress.com/?p=54</link>
<pubDate>Thu, 15 May 2008 20:22:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>Ania</dc:creator>
<guid>http://aniaipawel.wordpress.com/?p=54</guid>
<description><![CDATA[Wiara zawsze była, jest i będzie przedmiotem chyba najbardziej żarliwych dyskusji i polemik. Przy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Wiara zawsze była, jest i będzie przedmiotem chyba najbardziej żarliwych dyskusji i polemik.</strong> Przynajmniej tych, które czasem sam na sam ze sobą prowadzę: tych dyskusji, podczas których moje ja kłóci się same z sobą, tych polemik, kiedy to mieszają się we mnie argumenty za i przeciw, a zderzenie się tych dwóch frontów, ciepłego i zimnego chciałoby się powiedzieć, prowadzi do tornada, jakiego nawet w "Twisterze" zobaczyć się nie da. Tornada w duszy.</p>
<p>Z jednej strony dzwony nawołują do wierzenia, z drugiej wszystko zaprzecza jakoby Ktoś tam w górze patrzył na nas i nam pomagał ( pomagał? gdzie?- nasuwa mi się od razu- harujemy, jak mrówki w mrowisku, a złośliwość świata i tak daje sie we znaki <strong>). Więc co robić?  Czy my ( jeszcze się z nimi utożsamiam ) katolicy, mamy w co wierzyć? Mamy z czego być tak dumni?</strong></p>
<p>Wiara z własnej woli mogłaby być wartościową, ale narzucona przez media katolickie, wpajana przez ortodoksyjnych księży i wtykająca swój spiczasty nos w sprawy polityki i życia osobistego jest obowiązkiem prawie tak męczącym, jak szkoła dla ucznia. Aż żałość bierze, kiedy słyszę słowa poetki- Krystyny Sylwestrzak: <strong>"Najwięcej wyznawców ma wiara w plotkę"</strong>. Są tak prawdziwe...</p>
<p><strong>"Schody do nieba"</strong></p>
<p><strong>Brakuje nam<br />
kilku schodów<br />
by w jasność<br />
z ciemności<br />
wkroczyć</strong></p>
<p><strong>jeszcze modłów<br />
godzin brak<br />
gdy dusza pości<br />
by z bogiem się<br />
zjednoczyć<br />
by do nieba<br />
podejść w gości</strong></p>
<p><strong>brakuje<br />
poręczy<br />
by nie spaść<br />
w dół<br />
wody rześkiej<br />
łyku<br />
chleba pajdy pół.</strong></p>
<p><strong>my biedni<br />
my straceni<br />
my laicy<br />
niedziele świętujemy<br />
dewotki<br />
przy niemej dzwonnicy</strong></p>
<p><strong>w święta ucztujemy<br />
my dumni<br />
papieża rodaka mamy<br />
my katolicy</strong></p>
<p><strong>od siedmiu boleści<br />
słów świętych schody<br />
runęły<br />
zanim poznaliśmy<br />
ich święte treści<br />
dziś wiemy tylko,<br />
że On pościł<br />
dni czterdzieści</strong></p>
<p><strong>z ambony<br />
oczekujemy zbawienia<br />
my zmęczeni<br />
my pokutujący<br />
my- grzesznicy</strong></p>
<p><strong>nie wierzymy w świątyni<br />
w ciemnicy<br />
się nie modlimy<br />
nie mnożymy chleba</strong></p>
<p><strong>w szarówce wiary żyć wolimy<br />
daleko schody<br />
daleko nam do nieba.</strong></p>
<p><img src="http://www.obrazki.info/obrazy/swie_candles4.jpg" alt="" width="300" height="280" /></p>
<p>(...)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Człowiek jest Bogiem!]]></title>
<link>http://sielakos.wordpress.com/?p=92</link>
<pubDate>Wed, 14 May 2008 15:28:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>sielakos</dc:creator>
<guid>http://sielakos.wordpress.com/?p=92</guid>
<description><![CDATA[Nie wierze w boga, nie wierze w duchy ani inne zjawiska nadprzyrodzone, a jeśli już takie istniej]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nie wierze w boga, nie wierze w duchy ani inne zjawiska nadprzyrodzone, a jeśli już takie istnieją (odnośnie zjawisk) to zawsze istnieje możliwość ich wyjaśnienia za pomocą praw nauki panujących w przyrodzie tylko nie wszystkie te prawa jeszcze odkryliśmy dlatego też wydają się takie niezwykłe. Zresztą mniejsza już o to w co nie wierze, chciałabym wam przedstawić moją "wiarę". Cudzysłów jest zamierzony, bo oczywiście nie jest to żadna wiara ogólnie pojęta jako system religijny tylko przekonanie jakiemu jestem w pełni oddany. Pokrótce brzmi ono jak w temacie tego posta. Trzeba jednak uściślić, że rozchodzi mi się tutaj o całą ludzkość jako grupę nie pojedynczą jednostkę naszego gatunku, a samo pojęcie "Bóg" nie jest tutaj użyte w sensie istoty wszechmogącej. No więc dlaczego tak uważam?</p>
<p>Zacznijmy od początku jak to zwykle bywa. Powstał świat, minęło kilka miliardów lat na trzeciej planecie układu słonecznego zakiełkowało życie, być może jedyne we wszechświecie, a być może nie, w każdym razie nie o tym mowa. Pierwotna ziemia była światem bardzo brutalnym w którym panowało jedno i tylko wyłacznie jedno prawo: "Przetrwa najsilniejszy". Wszystkie chwyty były dozwolone, nie obowiązywały żadne inne zasady liczyło się tylko to aby żyć dalej, często kosztem innych. Po pewnym czasie na tej planetce pojawiła się istota ludzka, z początku kolejne zwierze jakich pełno, lecz z jedną bardzo ważną różnicą. Posiadała pewną cechę, która odróżniała je od innych zwierząt, mianowicie inteligencje. Wkrótce istota ta zaczęła budować osady i rozprzestrzeniać się po całym globie ziemskim (z pewnymi wyjątkami oczywiście). Gatunek ludzki szybko zapanował nad każdym innym obecnym na ziemi, ale mało tego zaczął powoli opanowywać naturalne siły ukryte w naturze uzyskując w ten sposób dostęp do tego co dla ludów pierwotnych byłoby wręcz boską mocą. Lecz nie to jest w tym najważniejsze, nie to stanowi to, że uważam iż człowiek jest "Bogiem". Tym czymś jest to, iż człowiek obalił odwieczne prawo natury sprawiając, że już nie zawsze przetrwa tylko najsilniejszy. Wprawie prawo siły fizyczne przerodziło dalej trwa pod innymi formami np. "Wyścig Szczurów", ale na świecie wreszcie jest miejsce dla słabszy i nie do końca użytecznych, a więc pradawne prawo zostało obalone.</p>
<p>Jak widzicie dla mnie jedynym, choć nie absolutnym i nie wszechmogącym Bogiem jest tylko i wyłącznie człowiek. Sami kreujemy świat, sami tworzymy życie, sami je niszczymy i tylko sami sobie możemy pomóc lub zaszkodzić. Jak dzieje się coś złego nie jest to czas na modlitwe do nie istniejącej istoty tylko na działanie. Nie polegajmy na czymś nieznanym, bo od samego początku naszego istnienia tylko i wyłącznie my dokonywaliśmy cudów i dokonywać ich możemy dalej.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Keith Urban - You’re Not Alone Tonight]]></title>
<link>http://egotrippin.wordpress.com/?p=66</link>
<pubDate>Tue, 13 May 2008 21:31:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>Matt</dc:creator>
<guid>http://egotrippin.wordpress.com/?p=66</guid>
<description><![CDATA[
Keith Urban
You’re Not Alone Tonight
Kolejne tłumaczenie tekstu Keitha Urbana, wraz z piosenką.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://egotrippin.files.wordpress.com/2008/05/kub2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-69" src="http://egotrippin.wordpress.com/files/2008/05/kub2.jpg" alt="" width="495" height="100" /></a></p>
<p align="center"><strong><span style="font-size:20pt;font-family:'Times New Roman','serif';">Keith Urban</span></strong><br />
<span style="font-size:12pt;font-family:'Times New Roman','serif';">You’re Not Alone Tonight</span></p>
<p style="text-align:center;">Kolejne tłumaczenie tekstu Keitha Urbana, wraz z piosenką.<br />
Część poprzednia: <a href="http://egotrippin.wordpress.com/2008/03/23/41/">część 1</a><br />
<a href="http://matthew8888.wrzuta.pl/audio/a2LRaOMTo7/">POSŁUCHAJ (klik)</a></p>
<p><!--more--></p>
<p><strong>ANGIELSKI</strong></p>
<p>We all drink to forget<br />
Some of us more than most<br />
When reality gets too real<br />
And the fires of hell to close<br />
But I'm here to let you know that<br />
That you can make it through<br />
If you believe that someone is watchin' over you</p>
<p>And call it an angel<br />
Call it a muse<br />
And call it karma that you've got comin' to you<br />
What's the difference<br />
What's in name<br />
What matters most is never ever losin' faith<br />
'Cause it's gonna be alright<br />
You're not alone tonight</p>
<p>We all have our days<br />
When nothing goes as planned<br />
Not a soul in the world<br />
Seems to understand<br />
And for someone to talk to<br />
You'd give anything<br />
Well go on and cry out loud<br />
'Cause someone's listenin'</p>
<p>Yeah, and call it an angel<br />
Call it a muse<br />
And call it karma that you've got comin' to you<br />
What's the difference<br />
What's in name<br />
What matters most is never ever losin' faith<br />
'Cause it's gonna be alright<br />
You're not alone tonight</p>
<p>Keep your faith alive<br />
You're not the only one</p>
<p>Yeah, and call it an angel<br />
Call it a muse<br />
Call it karma that you've got comin' to you<br />
What's the difference<br />
What's in name<br />
What matters most is never ever losin' faith<br />
Yeah, you're gonna be alright<br />
You're not alone tonight</p>
<p>Oh you can cry if you want to, go on</p>
<p><strong>POLSKI</strong></p>
<p>Wszyscy pijemy by zapomnieć<br />
Niektórzy z nas więcej niż większość<br />
Kiedy rzeczywistość staje się zbyt prawdziwa<br />
I ognie piekielne za bliskie<br />
Ale jestem tu, by dać ci znać<br />
Że możesz to przetrwać<br />
Jeśli uwierzysz, że ktoś czuwa nad tobą</p>
<p>I nazwij to aniołem<br />
Nazwij to muzą<br />
I nazwij to karmą która przychodzi do ciebie<br />
Co za różnica<br />
Jak to nazwiesz<br />
Co ma znaczenie największe to nigdy nie stracić wiary<br />
Ponieważ będzie dobrze<br />
Nie jesteś sam tej nocy</p>
<p>Wszyscy mamy swoje dni<br />
Gdy nic nie idzie jak zaplanowaliśmy<br />
Żadna dusza na świecie<br />
Zdaje się rozumieć<br />
I za kogoś do rozmowy<br />
Dałbyś wszystko<br />
Więc idź i zapłacz głośno<br />
Ponieważ ktoś słucha</p>
<p>Yeah, I nazwij to aniołem<br />
Nazwij to muzą<br />
I nazwij to karmą która przychodzi do ciebie<br />
Co za różnica<br />
Jak to nazwiesz<br />
Co ma znaczenie największe to nigdy nie stracić wiary<br />
Ponieważ będzie dobrze<br />
Nie jesteś sam tej nocy</p>
<p>Utrzymaj swoją wiarę przy życiu<br />
Nie jesteś jedyny</p>
<p>Yeah, I nazwij to aniołem<br />
Nazwij to muzą<br />
I nazwij to karmą która przychodzi do ciebie<br />
Co za różnica<br />
Jak to nazwiesz<br />
Co ma znaczenie największe to nigdy nie stracić wiary<br />
Yeah, będzie dobrze<br />
Nie jesteś sam tej nocy</p>
<p>Och możesz zapłakać jeśli chcesz, no dalej</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jak sprawić by inni uwierzyli we własne siły?]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=564</link>
<pubDate>Mon, 12 May 2008 22:43:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/?p=564</guid>
<description><![CDATA[
ZASADA:  Zachęcaj innych do poprawy. Spraw, aby uwierzyli, że mogą się zmienić.
Jeden z moich ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.files.wordpress.com/2008/05/1help.jpg" alt="" /></p>
<p><em>ZASADA:  Zachęcaj innych do poprawy. Spraw, aby uwierzyli, że mogą się zmienić.</em></p>
<p>Jeden z moich przyjaciół, kawaler zbliżający się do czterdziestki, zaręczył się i narzeczona namówiła go na lekcje tańca. Lepiej późno niż wcale. „Mój Boże, naprawdę potrzebowałem lekcji tańca, bo tańczyłem dokładnie tak jak wtedy, gdy zaczynałem 20 lat temu. Nauczycielka, do której najpierw poszedłem, pewnie powiedziała mi prawdę. Stwierdziła, że wszystko robię źle.<br />
Musiałbym po prostu zapomnieć wszystko, co umiem, i zacząć jeszcze raz od początku.<br />
Ale to odebrało mi chęć do nauki. Nie dała mi bodźca do dalszych lekcji, więc zrezygnowałem z niej — opowiadał mi później;<br />
— Możliwe, że kolejna nauczycielka kłamała, ale tym mnie kupiła. Powiedziała szarmancko, że tańczę może trochę staroświecko, ale podstawy mam dobre i nie będę miał żadnych trudności z nauczeniem się nowych kroków.<br />
Ta nowa nauczycielka zrobiła więc coś zupełnie odwrotnego.<br />
Chwaliła to, co robiłem dobrze, i lekceważyła moje błędy. «Ma pan naturalne poczucie rytmu. Naprawdę jest pan urodzonym tancerzem» — zapewniała mnie. Zdrowy rozsądek podpowiada mi, że zawsze byłem i będę kiepskim tancerzem.<br />
A mimo to, gdzieś w głębi serca, lubię czasem pomyśleć, że może mówiła prawdę.<br />
Wiem przecież, że płaciłem jej za lekcje, a więc również i za to, co podczas nich mówiła. Ale czy muszę o tym pamiętać?<br />
Tak czy owak, tańczę lepiej, niż tańczyłbym, gdyby mi nie powiedziała, że mam naturalne wyczucie rytmu. To mnie zachęciło. To dało mi nadzieję. To sprawiło, że postanowiłem się podciągnąć."</p>
<p>Powiedz dziecku, małżonkowi albo pracownikowi, że jest głupi, tępy i nie potrafi czegoś robić, a na pewno nie zachęcisz go do lepszego działania.<br />
Ale spróbuj odwrotnej metody — zastosuj umiarkowaną zachętę, spraw, aby rzecz wydawała się łatwa do zrobienia, daj do zrozumienia, że wierzysz w jego umiejętności, okaż wiarę w jego naturalne zdolności, smykałkę do robienia czegoś — a będzie ćwiczyć, aż zmierzch zajrzy do okna.</p>
<p>Lowell Thomas, prawdziwy artysta w kontaktach z ludźmi, stosował tę technikę. Dawał d pewność, inspirował do działania.<br />
Spędziłem kiedyś weekend z nim i jego żoną. W sobotę wieczorem poproszono mnie, abym zasiadł do stołu brydżowego na przyjadelską partyjkę przy kominku. Brydż? O, nie. Nie! Nie! Beze mnie! Nie mam o tym pojęcia. Ta gra zawsze była dla mnie czarną magią. Nie! To niemożliwe!<br />
„Ależ, Dale, to nie jest żadna magia! Brydż to nic innego jak dobra pamięć i ocena sytuacji. Sam pisałeś przecież artykuły o ćwiczeniu pamięd. Poradzisz sobie, zobaczysz! To dla dębie pestka" —powiedział Lowell.<br />
Zanim się zorientowałem, siedziałem już przy stoliku brydżowym. Tylko dlatego, że powiedziano mi, iż mam do tego smykałkę i jest to całkiem łatwe.</p>
<p>Brydż przypomina mi o Elym Cułbertsonie, którego książki o tej grze przetłumaczono na dziesiątki języków i sprzedano ich ponad milion. On właśnie powiedział mi, że nigdy nie zostałby zawodowcem, gdyby pewna młoda kobieta nie zapewniła go, że ma do brydża naturalny talent.</p>
<p>Kiedy przybył do Ameryki w 1922 roku, starał się o pracę nauczyciela filozofii i socjologu, ale mu nie wyszło. Potem próbował sprzedawać węgiel, ale skończyło się to fiaskiem. Jeszcze później zajął się handlem kawą, ale i tym razem była klapa.<br />
Grywał w brydża, ale wówczas nie przyszło mu nawet do głowy, że może tego uczyć. Nie tylko był kiepskim graczem, lecz był też bardzo uparty. Tak szczegółowo analizował każdą skończoną partię, że nikt nie chciał z nim grać.</p>
<p>Potem spotkał piękną nauczycielkę brydża, Josephine Diiion, zakochał się w niej i pojął ją za żonę. Zauważyła, jak dokładnie analizuje on swoje karty, i przekonała go, że jest potencjalnym geniuszem karcianego stołu. Cułbertson powiedział mi, że to właśnie skłoniło go, aby potraktować grę w brydża zawodowo.</p>
<p>Cłarence M. Jones, jeden z wykładowców naszego kursu w Cindnnati w Ohio, opowiadał, jak zachęta i wiara, że błędy można naprawić, całkowicie zmieniły żyde jego syna.<br />
„W 1970 roku mój syn David, który miał wtedy 15 lat, zamieszkał ze mną w Cindnnati. Nie miał łatwego żyda. W 1958 roku jako dziecko uczestniczył w wypadku samochodowym i na czole pozostała mu straszna blizna. W 1960 roku rozwiodłem się z jego matką i razem przenieśli się do Dallas w Teksasie. Do piętnastego roku życia uczył się głównie w specjalnych klasach dla dzieci z problemami w nauce w okręgu szkolnym w Dallas.<br />
Możliwe, że z powodu blizny władze szkolne stwierdziły, że ma uszkodzony mózg i nie może funkcjonować normalnie. Miał dwa lata opóźnienia w nauce w stosunku do rówieśników, chodził więc dopiero do siódmej klasy. I będąc w siódmej klasie znał tylko tabliczkę mnożenia, potrafił dodawać na palcach i ledwie czytał.</p>
<p>Jedno w tym wszystkim napawało optymizmem.<br />
Uwielbiał bawić się odbiornikami radiowymi i telewizyjnymi.<br />
Chciał w przyszłości zostać mechanikiem telewizyjnym. Zachęcałem go do tego i powtarzałem, że potrzebna mu do tego matematyka. Postanowiłem pomóc mu w opanowaniu tego przedmiotu. Kupiłem zestaw kart do gry, które uczyły mnożenia, dzielenia, dodawania i odejmowania.<br />
Gra polegała na odrzucaniu kart na kupkę po poprawnej odpowiedzi. Podpowiadałem mu poprawną odpowiedź, jeśli nie wiedział, i wkładaliśmy taką kartę z powrotem do talii. Powtarzaliśmy tak długo, aż wszystkie karty zostały odłożone.<br />
Za każdym razem, kiedy odpowiedział poprawnie, robiłem z tego wielką sprawę, zwłaszcza jeśli poprzednio nie wiedział. Każdego wieczoru graliśmy ze stoperem. Obiecałem mu, że jeśli potrafi skończyć grę w 8 minut bezbłędnie, będzie mógł zająć się czymś innym. Ale wydawało się to dla Davida nie do osiągnięcia. Pierwszy raz test zajął mu 52 minuty, potem 48, 45, 44, wreszcie 41 i 40 minut.<br />
Świętowaliśmy każdy lepszy wynik.<br />
Wołałem żonę, obydwoje ściskaliśmy go i wszyscy razem odstawialiśmy taniec radości. Pod koniec miesiąca bezbłędnie radził sobie ze wszystkimi kartami w czasie krótszym niż 8 minut. A jeśli postępy były małe, sam chciał robić wszystko jeszcze raz.<br />
Odkrył, że nauka może być przyjemna i wesoła.</p>
<p>Oczywiście, podskoczyły w górę jego oceny z algebry. O ile łatwiejsza jest algebra, jeśli zna się tabliczkę mnożenia. Był bardzo zaskoczony, kiedy po raz pierwszy przyniósł do domu czwórkę z matematyki. To nie zdarzyło się nigdy przedtem.<br />
W niewiarygodnym wręcz tempie nastąpiły inne zmiany. Znacznie lepiej czytał i okazało się, że ma naturalne zdolności do rysunku. Podczas kolejnego roku szkolnego nauczyciel matematyki polecił mu przygotowanie gazetki. David postanowił opracować skomplikowaną serię modeli demonstrujących działanie dźwigni. A to wymagało nie tylko umiejętności rysunku i wykonania modeli, ale również znajomości matematyki.<br />
Jego modele zajęły pierwsze miejsce w konkursie szkolnym, zakwalifikowały się do konkursu międzystanowego i otrzymały trzecią nagrodę w całym Cincinnati.<br />
I to pomogło.<br />
Dzieciak, który stracił dwie klasy, któremu mówiono, że ma «uszkodzony mózg», którego koledzy z klasy nazywali Frankensteinem i dokuczali mu, że mózg wyciekł mu na pewno przez dziurę w głowie, odkrywa nagle, że naprawdę coś potrafi. Skutek?<br />
Od ostatniego semestru w ósmej klasie przez całą szkołę średnią nigdy nie otrzymał świadectwa bez wyróżnienia. W szkole średniej wybrano go do stowarzyszenia najzdolniejszych uczniów w kraju. Kiedy odkrył, że nauka może być przyjemna, zmieniło się całe jego życie.</p>
<p>Jeśli chcesz innym pomóc w osiągnięciu sukcesu, pamiętaj o tej regule:<br />
<em>Zachęcaj innych do poprawy. Spraw, aby uwierzyli, że mogą się zmienić.</em></p>
<p><strong><em>Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi - DALE CARNAGIE</p>
<p></em>Powiązane posty:<em></p>
<p></em></strong><a href="../2008/01/07/nie-istnieja-bledy-tylko-lekcje/"></a>• <a href="../2008/02/09/czy-warto-sie-klocic/">Czy warto się kłócić?</a><br />
• <a href="../2008/02/20/usmiechaj-sie-przelamuj-schematy/">Uśmiechaj się, przełamuj schematy!</a><br />
• <a href="../2007/10/29/koniec-walki-oznacza-zwyciestwo/">Koniec walki oznacza zwycięstwo</a><br />
• <a href="../2008/01/28/jak-przejsc-przez-zycie-nie-majac-wrogow/">Jak nie mieć wrogów?</a><br />
• <a href="../2007/11/18/czy-umiesz-wybaczyc-calkowicie/">Czy umiesz wybaczać?</a><br />
• <a href="../2008/01/07/nie-istnieja-bledy-tylko-lekcje/">Nie istnieją błędy - tylko lekcje</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Strach przed śmiercią, a moje szczęście - z punktu widzenia ateisty]]></title>
<link>http://sielakos.wordpress.com/?p=91</link>
<pubDate>Mon, 12 May 2008 16:40:35 +0000</pubDate>
<dc:creator>sielakos</dc:creator>
<guid>http://sielakos.wordpress.com/?p=91</guid>
<description><![CDATA[Piszę tego posta jako swojego rodzaju odpowiedź do ostatnich komentarzy jakie pojawiły się na mo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Piszę tego posta jako swojego rodzaju odpowiedź do ostatnich komentarzy jakie pojawiły się na moim blogu pod postem o tytule <a href="http://sielakos.wordpress.com/2008/05/01/swiat/">"Jaki jest sens życia? - pisane przez ateistę"</a>, ale także jako przedstawienie mojego poglądu na temat jaki wpływ ma strach przed śmiercią (odczuwany przez ateistę) na możliwość odczuwania szczęścia w życiu. Nie ukrywam, że będę opierał się na tylko własnych doświadczeniach, jednak pomimo to zapraszam do lektury. Jeden z komentarzy zarzucał mi, że "człowiek, który w nic nie wierzy, jest głęboko nieszczęśliwy..". Pozwolę sobie nie zgodzić się z tym poglądem. Dlaczego? Ponieważ sam absolutnie i całkowicie świadomie w nic nie wierze, ale pomimo to jestem całkiem szczęśliwym. Nie odczuwam żadnego przygnębienia z powodu mojej nie wiary, a nawet jest wręcz przeciwnie jestem z tego powodu bardzo zadowolony. Nie mam ochoty uczestniczyć w machinie ciemnoty jaką jest kościół katolicki i mam nadzieje, że na stara lata nie zgłupieje aż tak bardzo, żeby w niej uczestniczyć. Wprawdzie jak to już wcześniej napisałem odczuwam strach przed śmiercią i wcale go nie lubię, jednak mogę się z nim pogodzić i mimo niego dalej jakoś żyć, a te "jakoś" nie jest wcale takie złe. Poza tym strach ten wcale wbrew temu co niektórzy mogliby myśleć nie występuje u mnie codziennie, a w miarę rzadko. Dodam tylko, że nie wierze w to, iż istnieje człowiek, który prawdziwie szczerze i bez oporów mógłby powiedzieć, że jest tak naprawdę całkowicie pozbawiony strachu przed śmiercią. Według mnie nie jest to możliwe, a jak ktoś tak mówi (np. różni duchowni) to najzwyczajniej w świecie kłamie lub oszukuje w sam siebie.</p>
<p>Co do drugiego komentarza dotyczącego mojego kochania innych ludzi, to nie jest to tak, że kocham każdego człowieka na świecie i jestem do nich nastawiony bardzo ciepło i pozytywnie. Opisałbym to raczej jako coś takiego, iż mam w sobie dużo pozytywnej energii i staram się być miły i pomocny dla nieznajomych, oczywiście w miarę ogólnie pojętego zdrowego rozsądku i jeśli nie szkodzi to moim interesom. Jak to się mówi: "Wszystko ma swoje granice".</p>
<p>ps. Co do mojej kilku dniowej nieaktywności na blogu było to związane z wizitą pewnej osoby w moim domu i ogólnym brakiem czasu, ale postaram się to nadrobić ;]</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Elfickie przekazy o stworzeniu świata.]]></title>
<link>http://egotrippin.wordpress.com/?p=54</link>
<pubDate>Sat, 10 May 2008 13:48:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>Matt</dc:creator>
<guid>http://egotrippin.wordpress.com/?p=54</guid>
<description><![CDATA[
Powiązane: Bitwa pod Asmadronem część 1, część 2, część 3.
Główny wątek: Fantasy Story]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://egotrippin.wordpress.com/files/2008/05/elf1.jpg"><img src="http://egotrippin.wordpress.com/files/2008/05/elf1.jpg" alt="" width="495" height="100" class="aligncenter size-full wp-image-61" /></a><br />
Powiązane: Bitwa pod Asmadronem <a href="http://egotrippin.wordpress.com/2008/05/04/bitwa-pod-asmadronem-cz1/">część 1</a>, <a href="http://egotrippin.wordpress.com/2008/05/05/bitwa-pod-asmadronem-cz2/">część 2</a>, <a href="http://egotrippin.wordpress.com/2008/05/08/bitwa-pod-asmadronem-cz3/">część 3</a>.<br />
Główny wątek: <a href="http://egotrippin.wordpress.com/tag/fantasy-story/">Fantasy Story</a></p>
<p>Tym razem przeniesiemy się w najodleglejsze czasy by poznać historię stworzenia świata jaka została zapisana w świętej księdze Elfów, księdze Auin. Let the story begin. ;) <!--more--></p>
<p>Na początku chaos ogarniał wszelką materię istnienia. Nieskończona czeluść wypełniona nieznanymi mocami i energią przepełniała sobą wszystko. Całe stworzenie pogrążone w mroku nie rozwijało się przez wieki. Na północy otchłani znajdowała się kraina lodu, Nifergard, zaś na południu kraina żaru zwana Dunreon. Czeluść zaś, zwana Issangot zamieszkiwana była przez Istotę, tajemniczy byt zwany Iknu. Był on najwyższym i jedynym prawdziwym Bogiem, dawcą życia. Obok Niego istniały także wielkie moce, nazwane z języka elfickiego Odessart. Były to światłość/chwała – Evingard oraz mądrość – Asandot. Pewnego pamiętnego dnia, ciepło płynące z Dunreonu poczęło ogrzewać  źródła Abistema w górach Ria w Nifergardzie. Topniejący lód utworzył potężną rzekę zasilaną po dziś dzień przez źródła Abistema a także zbudził boginię zwaną Dudrinaa. Wodna bogini była uosobieniem piękna, jej smukła i powabna sylwetka, na którą opadały długie, tajemnicze, srebrzyste włosy, zrodziła w Iknu pożądanie. Postanowił on więc złączyć się z nią i w akcie miłości dać początek wspaniałemu światu, gdzie dobro i miłość stanowiły by podstawowe wartości, gdzie wszystkie istoty żyły by godnie wiodąc beztroski żywot. Bogini zachwycona planami Iknu zrodziła mu siedmiu synów zwanych Dronami. Byli to: Tasnod, Awr, Ueni, Eome, Iawa, Reurr oraz Nor. Dudrinaa zawładnęła Evingardem, mocą chwały by stworzyć Sol czyli manifestacje światła. Byt dający możność egzystencji. Dudrinaa za sprawą Sol rozdarła ciemność otaczającą Nifergard dając życiodajny blask. Wydarzenie to zapisało się w historii jako Sol-akszeda. Tak zapanowała pierwsza era pierwszej Emy. Era światła. Od tego momentu rozpoczynają się dzieje świata jakim go znamy.</p>
<p>Iknu w swej mocy, w dwa lata po Sol-akszeda postanowił stworzyć miejsce, w którym mógł by zamieszać wraz ze swymi dziećmi. Jedyny bez wahania oblał nicość otaczającą Nifergard wodami Adsada czyli wielkiego oceanu, formując kształt przyszłego świata, w którym miała zamieszkać iskra jego boskości. Dla siebie zaś w miejscu otchłani stworzył duchową krainę zwaną Aszkelon. Zawieszona w niebycie była miejscem tak doskonałym, że jej istnienie przekraczało wszelkie pojęcie. Iknu zamieszkał w niej wraz ze swoimi synami, po czym postanowił stworzyć zewnętrzny świat. Wody Adsada wyznaczały już formę przyszłego lądu. Jedyny używając zaledwie cząstki swej mocy tchnął energie w krainę lodu, która pod jej wpływem rozrosła się nad i pod obszarem wielkiego oceanu rozdzielając wodę od lądu, dając granice świata. Iknu nadał wyraz nowemu lądowi formując pasma górskie, doliny, równiny, wyznaczając bieg rzek, tworząc przepiękne lasy i łąki. Następnie rzekł:<br />
- Niechaj ziemia wyda rośliny zielone: trawy dające nasiona oraz drzewa owocowe rodzące na ziemi według swego gatunku.<br />
I tak też się stało, ziemia wydała rośliny, które pokryły cały obszar nowej krainy. Po pewnym czasie Iknu powiedział:<br />
- Niech powstaną ciała niebieskie świecące na sklepieniu nieba. Niechaj rozdzieli się dzień od nocy i powstaną cykle wyznaczające czas.<br />
Jak rzekł tak się stało. Sol górujące nad Nifergardem poczęło chylić się ku horyzontowi zza, którego wyrósł Nera czyli rządzący nocą. Gwiazdy zapłonęły jaskrawym blaskiem obejmując całe niebo, tworząc malowniczą mozaikę świateł. Tak rozdzielona został światłość od ciemności. Następnie Iknu rzekł aby wody zaroiły się od istot żywych oraz aby w powietrze wzbiły się podniebne stworzenia.  Tak wodny świat został zamieszkany przez potwory morskie i wszelkie stworzenia wodne a na niebie pojawiły się ptaki dumnie dominujące nad ziemią. Dalej w kolejności Iknu stworzył zwierzęta lądowe według ich gatunku i rodzaju by cudna kraina nie stała się pustkowiem. Gdy wszystko było już gotowe Jedyny wrócił do Aszkelonu by zaznać wytchnienia. Tak powstał Heszbon, a było to na początku trzeciego roku pierwszej Emy.</p>
<p style="text-align:center;"><strong>C.D.N. Zapewne</strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[S.P. O. Krapiec ]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/?p=547</link>
<pubDate>Fri, 09 May 2008 20:54:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/?p=547</guid>
<description><![CDATA[(prawy.pl)
Odwaga bycia sobą
Zmarł wielki człowiek
Są tacy ludzie koło których nie da się prz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(prawy.pl)</p>
<p><strong>Odwaga bycia sobą</strong><br />
Zmarł wielki człowiek</p>
<div class="index_wiadomosc_content_pierwsze_intro">Są tacy ludzie koło których nie da się przejść obok nie przystając choć na moment. Wyróżniają się z jednolitego tła codziennej przeciętności. Mają odwagę powiedzieć coś mocnego, wielkiego, odważnego. Takiego człowieka poznałem w czasach przygotowań do mojego egzaminu maturalnego. Dzięki niemu zainteresowałem się św. Tomaszem z Akwinu i pośrednio dzięki niemu moja praca pisemna z języka polskiego była dowodem istnienia Miłości czystej i pięknej. Tym człowiekiem był o. Mieczysław Krąpiec.</div>
<table style="border:1px double #d1d4db;float:left;width:420px;margin-right:0;margin-bottom:10px;" border="0">
<tbody>
<tr>
<td style="width:410px;text-align:center;"><img class="index_wiadomosc_content_pierwsze_img" src="http://prawy.pl/r2_grafa_prop.php?nazwa_obrazka=./admin/felietony/gfx/38258.jpg&#38;px=400" alt="" /></td>
</tr>
<tr>
<td></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p><span class="index_wiadomosc_content_pierwsze_tresc">“Człowieczeństwo jest odwagą bycia sobą w sytuacji kolizji wartości, z których należy wybrać to, co słuszne” - można powiedzieć, że całe jego życie było spełnianiem tych jego słów. W codzienności był twardy w obronie Prawdy, ale jednocześnie dobry i łagodny wobec każdego spotkanego człowieka.</p>
<p>Pozostawił po sobie piękny ślad w duchowości i nauce – lubelską szkołę filozoficzną, zwaną czasem “polską szkołą filozofii klasycznej”. Powstała ona podczas ogromnych trudności których źródłem była oczywista niechęć władz komunistycznych wobec Kościoła i rozwoju nauki poza skrzydłami komunizmu. Program tej szkoły nakierowany był na wypracowanie nowej wersji klasycznej filozofii realistycznej, tak, by mogła ona stanowić odpór dla marksizmu ogłaszającego się jako realizm. Dziś spuściznę tych badań zawiera “Powszechna Endyklopedia Filozofii”.</p>
<p>O. Krąpiec całe życie poświęcił krzewieniu kultury i humanizmu chrześcijańskiego wśród młodych.  Ludziom których spotykał na codzień dodawał swą szlachetnością I pogodą ducha sił I wytrwałości w pracy. Apelował kiedyś: “Zadaniem odpowiedzialnych wychowawców i nauczycieli jest pokazać uczniom, że prawdziwą wartość ma jedynie to, co przychodzi z trudem. Polsce i światu potrzeba ludzi o mocnych charakterach.” Był narodowcem. Nie zgadzał się na kompromisy gdy chodziło o sprawy polskie.  “Życie wasze nic nie będzie znaczyć, jeżeli nie przekażecie kultury narodowej, niezależnie od nakazów ministerstwa” - mówił do nauczycieli w czasach liberalnych rządów.</p>
<p>Czy wypełnimy jego wolę?</p>
<p><strong>Jan Kotlarz</strong></p>
<p></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Osadzanie a przebaczanie]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/?p=544</link>
<pubDate>Thu, 08 May 2008 15:30:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/?p=544</guid>
<description><![CDATA[(prawy.pl)
Po pierwsze posłuszeństwo
Kto wam dał prawo wyrzucić Wielgusa?
&#8220;Rzeczpospolita]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(prawy.pl)</p>
<p><strong>Po pierwsze posłuszeństwo</strong><br />
Kto wam dał prawo wyrzucić Wielgusa?</p>
<div class="index_wiadomosc_content_pierwsze_intro">"Rzeczpospolita" poinformowała wczoraj o kolejnym polskim biskupie z "przeszłością" w teczkach IPN, którą to informację podchwyciły od razu niektóre "katolickie" portale. Prymas Tysiąclecia napisał kiedyś: "Nie ma takiej krzywdy, której by nie można przebaczyć". Wyraził się tak o krzywdzie uczynionej drugiemu człowiekowi z premedytacją. Dzisiaj niektóre środowiska używające słowa "katolickie" zapominają o tym przebaczeniu, natomiast - trzeba to wyraźnie powiedzieć - wyłuskują co drobniejsze przewinienia i poszlaki w celu pohańbienia ludzi odpowiedzialnych z racji sukcesji apostolskiej za Kościół. Nie chcę tu używać szyldów ani nazwisk, bo nie mam na celu oskarżenie kogokolwiek. Chcę zwyczajnie zapytać - jakie motywy kierują tymi działaniami?</div>
<table style="border:1px double #d1d4db;float:left;width:420px;margin-right:0;margin-bottom:10px;" border="0">
<tbody>
<tr>
<td style="width:410px;text-align:center;"><img class="index_wiadomosc_content_pierwsze_img" src="http://prawy.pl/r2_grafa_prop.php?nazwa_obrazka=./admin/felietony/gfx/38219.jpg&#38;px=400" alt="" /></td>
</tr>
<tr>
<td><span class="index_wiadomosc_content_pierwsze_img_podpis"> Graf. Jan Kotlarz </span></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p><span class="index_wiadomosc_content_pierwsze_tresc"> Ilekroć słyszę o ujawnianiu kolejnej teczki biskupa odszukanej gdzieś w archiwach IPN, to zastanawiam się kto dał prawo osądu nam szarym katolikom, nam dziennikarzom nad tymi biskupami. Kto dał prawo wyrzucenia ze stolicy biskupiej ks. abp Wielgusa? Ale co ważniejsze - w imię jakiej prawdy i jakiego dobra się to czyni?</p>
<p>Mówią niektórzy, że w imię oczyszczenia. Zapytajmy zatem o jaką czystość chodzi. Czy ktoś z nas jest bez winy? Kościół jest wspólnotą grzeszników. Ludzie zapatrzeni w ową "czystość" sprawiają na mnie wrażenie ludzi zniewolonych, bijących pięścią na oślep. I znowu mogę przytoczyć słowa prymasa Wyszyńskiego: "Przebaczenie jest przywróceniem sobie wolności, jest kluczem w naszym ręku od własnej celi więziennej." Mam przytłaczające wrażenie, że ludzie w takich celach są użytecznym narzędziem rozbijającym Kościół. Wbrew ich intencjom - nie budują wielkości czystej wspólnoty Kościoła.</p>
<p>Wraz z żoną wybrałem się na ingres abp Wielgusa (ten, podczas którego abp zrezygnował). Dziennikarka zapytała nas co sądzimy o tamtej sytuacji. Odpowiedzielśmy, że jako katolicy po pierwsze powinniśmy być posłuszni Stolicy Apostolskiej. To w ręku Ojca Świętego znajduje się władza nad naszymi pasterzami. Chrystus nie powierzył jej nikomu z nas. Tej władzy winniśmy posłuszeństwo, a sięgając po nią stajemy się ludźmi małymi. Apeluję dziś do wszelkich instytucji i środowisk mieniących się jako katolickie: zamieńmy pychę i gniew na posłuszeństwo Kościołowi, zaufanie Stolicy Apostolskiej i umiarkowanie w osądach.</p>
<p><strong>Jan Kotlarz</strong> dla Prawy.pl</span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bitwa pod Asmadronem cz.3]]></title>
<link>http://egotrippin.wordpress.com/?p=50</link>
<pubDate>Thu, 08 May 2008 11:43:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>Matt</dc:creator>
<guid>http://egotrippin.wordpress.com/?p=50</guid>
<description><![CDATA[
Poprzednie części: część 1, część 2.
Główny wątek: Fantasy Story
Rozpościerający się ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://egotrippin.files.wordpress.com/2008/05/bit.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-47" src="http://egotrippin.wordpress.com/files/2008/05/bit.jpg" alt="" width="495" height="100" /></a><br />
Poprzednie części: <a href="http://egotrippin.wordpress.com/2008/05/04/bitwa-pod-asmadronem-cz1/">część 1</a>, <a href="http://egotrippin.wordpress.com/2008/05/05/bitwa-pod-asmadronem-cz2/">część 2</a>.<br />
Główny wątek: <a href="http://egotrippin.wordpress.com/tag/fantasy-story/">Fantasy Story</a></p>
<p>Rozpościerający się na co najmniej pięć kilometrów obóz tętnił życiem, zewsząd dobiegały wspaniale zapachy pieczonego mięsa, wina i owoców. Rozbrzmiewała wzniosła muzyka napawająca dumą i mobilizująca do walki, ucztowano tak jakby bitwa już dawno się skończyła. Kenoch wiedział jednak, że najgorsze dopiero przed nimi, że walka rozpocznie się na dobre dopiero z nadejściem Cienia, musiał jednak pozwolić wszystkim nabrać sił przed tym ważnym wydarzeniem. <!--more-->Posuwając się naprzód ku wielkiemu namiotowi stojącemu majestatycznie na środku obozu, zahaczał co jakiś czas o stojące przy głównej drodze namioty by sprawdzić jak mają się ludzie, jakie nastroje panują tuż przed bitwą. Wśród żołnierzy, choć niechcących dać po sobie poznać, dało się wyczuć niepokój wzbudzony osobą Cienia. Ten niematerialny byt budził lęk i podziw wśród wszystkich ludów Heszbonu. Od dawna znana była jego potęga, nie kto inny jak on był niegdyś wśród Irodynów będących najbliższymi bytami Wszechmogącego. Wychodząc z namiotu, spoglądając na gwiazdy rozpościerające się na niebie, migotające niczym stado świetlików w ciemną noc, okalając wzrokiem bezmiar i ogrom kosmosu Kenoch przypomniał sobie opowieść pewnego starego Druida, który to studiował księgi pamiętające czasy pierwszej Emy. Przypomniał sobie słowa, które na zawsze pozostaną w jego pamięci.</p>
<p>To był dzień jak każdy w krainie Trachonu. Słońce dostojnie górowało w zenicie na błękitnym niebie nad wspaniałym zamkiem Bet-Gilea. Przepiękna, imponująca konstrukcja dominowała nad rozpościerającymi się wkoło zielonymi, tętniącymi życiem łąkami. Biała marmurowa fasada kontrastowała z aż gryzącą niczym nieskalaną zielenią otaczającego świata. Okazałe ogrody rozpościerające się po południowej stronie kompleksu dodawały uroku i majestatu i tak fenomenalnej konstrukcji. Trzy wieże górowały nad całym grodem, każda większa od poprzedniej. Największa niczym dobry pasterz doglądający swojej trzody z wysokości ponad trzystu metrów spoglądała na leżącą wokół krainę. Wieże wyrastały ze wspaniałej zabudowy jaką stanowił zespół budowli mieszkalnych, sakralnych i warownych. Monumentalne mury okalały całość niczym ojciec ściskający z miłością swoje jedyne dziecko. Od frontu rozciągał się malowniczy prostokątny dziedziniec z półkolistym zakończeniem przy wyzywająco pięknej bramie, która nie była częścią żadnych fortyfikacji lecz lśniła w świetle słonecznym nadając jeszcze większego blasku znajdującej się nieopodal Świątyni Światła. Była to budowla niczym nie przypominająca innych, otoczona oazą zieleni, z jednej strony przylegająca do ściany skalnej z przeszklonymi ścianami i dachem wydawała się tak lekka i delikatna, że dziecko mogło by ją podnieść czy zniszczyć. W środku przytłaczała urodą, wyłożona najszlachetniejszymi diamentami, konstrukcja praktycznie w całości szklana, powabnie wkomponowana w środowisko naturalne. W istocie była miejscem świętym, nieskalanym punktem wyjścia wszelkiego istnienia, miejscem, gdzie znajdowała się chwała Jedynego. Służyli Jej najwyżsi kapłani, wybierani spośród najczystszej krwi elfów. Nieopodal dziedzińca po wschodniej stronie znajdowało się zejście do ogrodów. Cudne, boskie, powalające świetnością, musiały być szczytem osiągnięć osoby, która je zaprojektowała. Zdawało się, że ręka kreatora była prowadzona przez jakąś nieznaną boską moc. W środku mistycznego ogrodu, w cieniu ogromnych drzew, wśród lekkiej bryzy powiewającej z zachodu znajdowała się skryta baśniowa brama prowadząca do innego świata, była to brama Aszkelonu. Tajemne przejście do krainy tak niezbadanej, że nie stanęła w niej jeszcze stopa ani elfa, ani człowieka, ani żadnej innej istoty całkowicie związanej z tym światem. Było to przejście do świata duchowego, do którego wstęp spośród istot nam znanych mieli tylko synowie Efra, pół ludzie pół duchy, formy należące do obu światów, połączenie piękna, wiedzy i miłości Jedynego, stworzone na Jego podobieństwo od wieków egzystujące u Jego boku.</p>
<p>W tej sielankowej krainie elfy, efry i lorchowie wiedli wspaniałe niczym usypane różami życie. Każdy dzień był jakby spędzony w raju, był idylliczną egzystencją. Każdy posiadał niczym niezmąconą dusze, beztroską jak małe dziecko. Żyło się godnie, w obfitości, natura składała swe dary w nieprzerwanym cyklu zbiorów. Kraina ta zawsze wydawał się Kenochowi bajkowa, nieosiągalna, uważał ją bardziej za legendę i tak mistyczne miejsce, że aż niewyobrażalnym było by jej rzeczywiste istnienie. Teraz jednak gdy bitwa z oddziałami Cienia miała się na dniach, historia ta przypominała mu się co noc gdy tylko spojrzał w gwiazdy. Gdyż to w niej po raz pierwszy poznał swojego przeciwnika, po raz pierwszy miał kontakt, chociaż mglisty i nierealny, z jego mocą. Cień bowiem występował w niej jako najwyższy z Irodynów, bytów najbliższych Jedynemu zamieszkujących Aszkelon, a także jako jeden z siedmiu Dronów. Jego potęga i przyjaźń jaką darzył go Iknu, znana była zarówno w Aszkelonie jak i całej ziemi Trachonu. Odpowiedzialny był za doglądanie dobrobytu i porządku aż po granice kraju daleko w górach Ilyho. Iknu w darze swej miłości ofiarował mu cząstkę swej mocy, cząstkę która dawała niewyobrażalną moc, nieporównywalną z żadną znaną mu ziemską energią. Kenoch co dnia zastanawiał się co skłoniło Cień do sprzeciwienia się Iknu, do zdrady przyjaciela jakiego miał w osobie Jedynego, co sprawiło, że obrócił się przeciwko Niemu i opuścił Aszkelon, krainę, która musiała być jeszcze doskonalsza niż znany mu z opowiadań Trachon. Nie to jednak było teraz najważniejsze, musiał on brać pod uwagę, że w jakiejś części ta opowieść może być prawdziwa. Myśli Kenocha zaprzątała cząstka mocy Iknu, którą zapewne ciągle posiadał Cień. Bo jak pokonać taką potęgę? Co uczynić by uchronić swych ludzi od klęski? Zadając sobie te pytania udał się w stronę łopoczącej na wietrze flagi z wizerunkiem czarnego Gryfa na szarym tle, udał się do głównego namiotu dowództwa.</p>
<p style="text-align:center;"><strong>C.D.N. Zapewne<br />
</strong></p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://egotrippin.files.wordpress.com/2008/05/herb-gandamu2.jpg"><img class="size-full wp-image-53" src="http://egotrippin.wordpress.com/files/2008/05/herb-gandamu2.jpg" alt="" width="200" height="207" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Templariusze]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/?p=541</link>
<pubDate>Wed, 07 May 2008 20:01:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/?p=541</guid>
<description><![CDATA[(prawy.pl)
Templariusze
Papież nigdy nie potępił
Barbara Frale jest doktorantem na Uniwersytecie ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(prawy.pl)</p>
<p><strong>Templariusze</strong><br />
Papież nigdy nie potępił</p>
<div class="index_wiadomosc_content_pierwsze_intro">Barbara Frale jest doktorantem na Uniwersytecie w Wenecji, zajmuje się historią końcowych lat zakonu templariuszy. W Polsce wydano już kilka jej książek, teraz ukazała się ostatnia – „Templariusze” (wyd. włoskie 2004). Lekturę polecam wszystkim, którzy fascynują się literaturą komercyjną, zalewającą księgarnie, by wspomnieć tylko „Kod Leonarda da Vinci”. Praca Frale jest stricte naukowa, oparta na wnikliwych badaniach archiwów watykańskich, a więc w pełni wiarygodna.</div>
<div>
<table style="border:1px double #d1d4db;float:left;width:420px;margin-right:0;margin-bottom:10px;" border="0">
<tbody>
<tr>
<td style="width:410px;text-align:center;"><img class="index_wiadomosc_content_pierwsze_img" src="http://prawy.pl/r2_grafa_prop.php?nazwa_obrazka=./admin/felietony/gfx/38188.jpg&#38;px=400" alt="" /></td>
</tr>
<tr>
<td></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p><span class="index_wiadomosc_content_pierwsze_tresc"> Autorka nie ukrywa, że pomimo wielkiego zainteresowania tematem, wciąż nie wiemy wszystkiego, nie znamy wszystkich tajemnic Zakonu, ale wiemy już na pewno, że proces, jakiemu zostali poddani templariusze po ich aresztowaniu przez króla Francji Filipa Pięknego – był sfingowany. Autorka odkrywa jego kulisy, posiłkując się dokumentami papieskimi. Papież Klemens V prowadził bowiem swoje własne śledztwo, które było uczciwe i wolne od metod stosowanych przez króla Francji (tortury, fałszowanie dokumentów, „kruczki” prawne, naciski). Papież początkowo był skłonny wierzyć, że w Zakonie nie dzieje się dobrze, dlatego dawał posłuch propagandzie króla, która od miesięcy starała się zdyskredytować zakonników jako heretyków i bluźnierców. Francuski monarcha sprytnie wykorzystał inkwizycję jako narzędzie zniszczenia templariuszy i właściwie nigdy nie wypuścił śledztwa ze swoich rąk. Kiedy Klemens V zorientował się, że wcale nie chodzi o prawdę i o obronę wiary – podjął starania, by proces zakonników był wewnętrzną sprawą kurii rzymskiej. Wszak Zakon podlegał od samego początku papieżowi. Jednak nie było to takie proste – Filip Piękny umiejętnymi działaniami i szantażem opanował sytuację. Papieskiemu sądowi udało się jednak przeprowadzić procedurę, która wykazała jedynie uchybienia w funkcjonowaniu Zakonu (chodzi o praktyki stosowane przy inicjacji nowo przyjmowanych – żądanie zaparcia się Chrystusa, plucie na krzyż, podejrzany kult figury głowy brodatego mężczyzny itp.). Nie stwierdzono jednak, by doszło do odrzucenia wiary czy herezji. Praktyki te miały początkowo być próbą dla nowicjuszy, badano przy ich pomocy ich reakcje na sytuacje ekstremalne, jednak z czasem stały się czymś niezrozumiałym i podejrzanym. To właśnie wykorzystali królewscy agenci zbierający materiał mający na celu zdyskredytowanie Zakonu.</p>
<p>Kluczowy dla sprawy jest dokument papieski sporządzony po przesłuchaniu wielkiego mistrza Jakuba de Molay na zamku w Chinon w sierpniu 1308 roku przez trzech pełnomocników Klemensa V. Podczas przesłuchania de Molay zaprzeczył, by Zakon popadł w herezję, ale wyraził skruchę za złe praktyki i prosił o przebaczenie. Oskarżeni zostali rozgrzeszeni i pojednani ze wspólnotą sakramentalną. Dokument na ten temat odnaleziono dopiero niedawno – był w XVII wieku błędnie sklasyfikowany w archiwum watykańskim i dlatego trudno było do niego dotrzeć. Jak wiadomo, nie uratowało to Zakonu ani większości templariuszy, bo król nie wypuścił zdobyczy. De Molay, już na stosie, żałował że wyraził skruchę, bo to oznaczało, że jednak Zakon popełnił grzechy. Jednak na zamku w Chion wydawało mu się, że jest już w gestii władzy papieża, dlatego przyjął propozycje jego wysłanników. W planie papieskim po tym akcie pokuty Zakon miał, po reformie wewnętrznej, działać dalej (być może po połączeniu ze szpitalnikami). Kiedy okazało się, że tak nie będzie, de Molay na stosie zaprzeczył jakiejkolwiek winie. Zginął jak prawdziwy chrześcijanin. Klemens V był za słaby, by przeciwstawić się władzy króla, był szantażowany, wybrał zachowanie jedności Kościoła i poświęcenie Zakonu. Do końca życia miał wyrzuty sumienia.</p>
<p>Zakon powstał w okresie wielkiego napięcia religijnego, jaki miał miejsce na początku ruchu krucjatowego. Regułę Zakonu tworzył m.in. Bernard z Clairvaux. Wpisywało się to w proces odnowy Kościoła, w jego powrót do ascezy i dyscypliny. Reguła była bardzo surowa, templariusz musiał oddać samego siebie wspólnocie, wyrzec się dóbr materialnych i uciech. Pomimo pewnych niedociągnięć, system funkcjonował bez zarzutu – Zakon był sprawną machiną wojenną, dzięki której chrześcijanie odnosili takie zwycięstwa. Muzułmanie nienawidzili ich, bo to był przeciwnik najgroźniejszy, nawet Saladyn, który uchodził za miłosiernego, kazał ich wyciąć po wzięciu do niewoli po bitwie pod Hattin. Autorka nie uważa, by pod wpływem Wschodu Zakon stał się podejrzany pod względem ortodoksji. Pewne niezrozumiałe dla współczesnych obrzędy, jakie funkcjonowały wśród templariuszy, były wynikiem oddziaływanie nie tyle islamu, lecz tradycji wczesnochrześcijańskiej. Chodzi tu np. o kult Męki Pańskiej, związany z obchodami pamiątki ostatniej Wieczerzy. Po dziś dzień jest to przedmiotem badań, także Papieskiego Instytutu Wschodniego. Sądzi się, że ten obrządek miał swoje źródło w tradycji religijnej Jerozolimy. Od niego też wzięła się legenda o świętym Graalu, podsycana przez promasońskie ośrodki.</p>
<p>Od 1312 roku funkcjonowanie Zakonu jest decyzją papieską zawieszone. Decyzja ta nigdy nie została zmieniona, dlatego nie mają żadnych praw do tradycji templariuszy różne inicjatywy mające na celu kontynuowanie jego działalności (w większości są one antychrześcijańskie). Templariuszy upodobała sobie masoneria, bo historia Zakonu, a raczej jego końca – była dla niej bardzo ponętna. Przez lata wykorzystywano symbole templariuszy i ich nazwę do działań jawnie antykościelnych i antychrześcijańskich. Bezprawnie i z pogwałceniem prawdy. Zakon, jak wynika z badań, nigdy nie zdradził Kościoła, a jego członkowie byli wzorem cnót chrześcijańskich. Padł ofiarą sytuacji i własnego bogactwa. Władza kościelna nigdy Zakonu nie potępiła ani go nie rozwiązała.</p>
<p><em>za myslpolska.pl</em> </span></div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Gdyby kamień potrafił mówić...]]></title>
<link>http://egotrippin.wordpress.com/?p=48</link>
<pubDate>Tue, 06 May 2008 14:00:06 +0000</pubDate>
<dc:creator>Matt</dc:creator>
<guid>http://egotrippin.wordpress.com/?p=48</guid>
<description><![CDATA[
„Gdyby kamień potrafił mówić, jaką historię by opowiedział?”
Tyle, ile na świecie kamie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://egotrippin.files.wordpress.com/2008/05/kam.jpg"><img src="http://egotrippin.wordpress.com/files/2008/05/kam.jpg" alt="" width="495" height="100" class="alignnone size-full wp-image-49" /></a></p>
<p><strong>„<em>Gdyby kamień potrafił mówić, jaką historię by opowiedział?</em>”</strong></p>
<p>Tyle, ile na świecie kamieni, tyle historii. Każdy z nich mógłby przytoczyć całkiem prywatną opowieść, okalaną chmurą tajemnic, złożonych z garści prawdy, szczypty ironii i ziarenka niedopowiedzeń. Idąc przed siebie, goniąc za własnym szczęściem, doczesnymi dobrami, deptamy kolejne kamienie, nie zastanawiając się, co mogłyby nam powiedzieć. <!--more--> Może wytknąć nasze wady, naprawić nasze życie? Gdybyśmy choć na chwilę zatrzymali się. Przestali być… zresztą, na co komu przydadzą się moje, dziecinne, nic nie znaczące słowa? Przecież jestem tylko dzieckiem, rozwrzeszczaną nastolatką, wiedzącą o życiu tyle, co nic. A co może wiedzieć głupi, niepotrzebny nikomu kamień? Zapewne miliard razy więcej, niż wszyscy rodzice, niż wścibska sąsiadka, niż uparty nauczyciel historii, czy biedak, żebrający obok kościoła…</p>
<p>Cicho leżę w ukryciu, patrząc na Ciebie. Obserwuję, jak coraz bardziej zataczasz się, spadasz w otchłań swojego pustego życia, jednocześnie upadając na ziemię. Skrawki stłuczonego na ziemi szkła przedziurawiły Ci skórę dłoni, jednocześnie powiększając bliznę na Twoim starym, zimnym sercu. Jest zimniejsze niż temperatura powietrza w ten grudniowy wieczór. Spoglądasz przed siebie, widzisz świecące lampki na szyldzie zamkniętego, monopolowego sklepu. Jest wigilia. Prychnąłeś lekceważąco, przecież to zwykły, przereklamowany dzień dla zaimprowizowania rodzinnej sielanki, dla wszystkich snobów i pseudo-katolików. <span style="text-decoration:underline;">Nie dla Ciebie</span>. Resztką sił siadasz na pokrytej lodem starej, drewnianej ławce, wycierając krew o rąbek kurtki. Uważnie oglądasz ten przerażający nocą park. Pamiętasz, jaki wydawał Ci się piękny dwadzieścia lat temu? <em>Leżałem tutaj i wtedy.</em> Widziałem, jak rozradowany patrzysz na swojego pięcioletniego syna, biegającego za waszym psem po trawie. Jaką radość przynosiło mu rzucanie tego spróchniałego patyka i obserwowanie jak zwierzę przynosi go z powrotem. Wierzchem dłoni ocierasz mokre od łez oczy. Ile to już lat, od kiedy nie widzieliście się? Trzy, może cztery, komu chciałoby się to liczyć? <em>Może Twojej cudownej żonie</em>. –podpowiadam cicho, lecz nie słyszysz. Nie mogła znieść faktu, że Twoja miłość do butelki jest silniejsza od tej, którą przyrzekałeś jej przy ołtarzu.  Wracając do waszego zadbanego domu, późną nocą zwyczajnie zobaczyłeś swoje rzeczy przed drzwiami. I tą kartkę z mrożącą krew w żyłach wiadomością, że zmieniła zamki i że… że nie potrafi dalej cierpieć, kochając Cię.</p>
<p><em>Co mogłeś zrobić?</em> Odszedłeś, topiąc swoje smutki w butelce. Pierwszej, drugiej, czterdziestej, setnej… Czasem widziałeś ją. Jak pięknie, z godnością starzała się, nie próbując ukrywać coraz to większej ilości siwych włosów. Widziałeś też swojego syna. Widziałeś jak przychodzi do parku z kolegami, paląc za starym murem tanie papierosy. Odwracałeś wzrok, kiedy patrzył na Ciebie z pogardą, nie mogąc znieść faktu, że ten obrzydliwy alkoholik jest jego ojcem. Nie mogłeś nawet zwrócić mu uwagi, że używki nie są dla niego, że nie warto się przy nich zatrzymywać. Co by odpowiedział? „<em>I kto to mówi?</em>”<br />
- <span style="text-decoration:underline;"><em>Zniszczyłem to.</em></span> – mówisz cicho. Tak, żeby nikt przypadkiem nie ujrzał Twojej słabości. Zresztą, kto mógłby ją teraz ujrzeć? Wszystkie szczęśliwe rodziny teraz stoją, zgromadzone wokół stołów pełnych wyszukanych smakołyków, może właśnie dzielą się opłatkiem? Ile byś dał, żeby tam być? Żeby syn objął Cię tak, by zabrakło tchu w Twoich starych płucach i żeby żona patrzyła na was ze łzami w oczach?</p>
<p>Bezradność zniosła Cię na drugi plan, alkoholowa powódź znieczulała Cię na szept własnego serca.  Powoli kładziesz się na ławce. Zaciskasz powieki, spod których wymykają się dwie zbłąkane łzy. Trzęsiesz się z zimna, łkając cicho. Pierwszy raz czujesz ten nieludzki strach, bo oto minął Twój czas. Jedna, najjaśniejsza gwiazda świeci Ci prosto w oczy, przypominając, że za kłębem brudnej pary ze spalin jest coś ważniejszego od Twojego przywiązania do alkoholu.</p>
<p>Nie wspomnienia bolały Cię najbardziej. Spośród wszystkich wymyślonych przez człowieka sposobów zadawania bólu sobie samemu jest miłość. Cierpimy zawsze dla kogoś, kto nas nie kocha, kto nas porzucił, dla kogoś, kogo sami opuściliśmy. Żyjesz samotnie od tylu lat, chociaż wcale tego nie chcesz. Każdego dnia masz nadzieję, że ktoś usłyszy Twoje niewerbalne, rozpaczliwe wołanie o pomoc.</p>
<p><strong><em>Krzyczysz, lecz nikt nie słyszy.<br />
Biegniesz, lecz stoisz w miejscu.<br />
Wstajesz, by za chwilę upaść.</em></strong></p>
<p>Jeszcze żyjesz, czy już umarłeś? Śmierć duchowa już dawno przyszła, by Cię zabrać, wiedząc, że już nigdy nie zmienisz swojego nędznego życia; że nie wrócisz do żony na kolanach, prosząc, by w końcu Ci wybaczyła; że nie wynagrodzisz swojemu dziecku tych wszystkich lat nieobecności. Pozostało Ci przejść się tylko po granicy dobra ze złem, usiąść na zerwanej skarpie życia i przytulić się do własnej samotności…</p>
<p>Kamień mógłby opowiedzieć miliony podobnych historii. Może wiedział też, jak bardzo Syn chciał mu pomóc, a bał się postawić ten pierwszy, decydujący krok? Pewnie zauważył łzy w oczach jego żony, kiedy widziała go, żebrującego pod supermarketem? Zapewne zastanawiał się, jak mogli go tak zostawić, jak mogli z kamienną twarzą wracać do mieszkania w swojej kamienicy, znikając jak kamień w wodę. Nie próbując pomóc mu ukamienowali go pretensjami i oszczerstwami. Wyciągnięcie do niego ręki byłoby jak kamień milowy, decydujący o ich dalszym, rodzinnym życiu. Być może wszystkim spadłby kamień z serca? Gdyby wszystkie historie mogły kończyć się szczęśliwie…</p>
<p><strong>Autor: Alicja M. </strong></p>
<p>Z mojej strony wielki respekt za ten genialny tekst ;)<br />
Należą się brawa, bez dwóch zdań...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA["Przepraszam"]]></title>
<link>http://alex118.wordpress.com/?p=167</link>
<pubDate>Tue, 06 May 2008 10:47:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>Qualite</dc:creator>
<guid>http://alex118.wordpress.com/?p=167</guid>
<description><![CDATA[Pomimo faktu że zawsze chcę robić dobrze,
nie zawsze mi dobrze wychodzi wbrew sobie
dlatego chce ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pomimo faktu że zawsze chcę robić dobrze,<br />
nie zawsze mi dobrze wychodzi wbrew sobie<br />
dlatego chce wam dać parę tych wersów,<br />
<strong>przeprosić za to na co nie ma miejsca w sercu. </strong></p>
<p><strong>Przepraszam bliskich, że mnie ciągle nie ma, </strong><br />
że <strong>gdy jestem potrzebny jest tylko pokój pusty</strong> i brzmienia z płyty<br />
zamiast prawdziwego głosu tak bardzo bym chciał na to znaleźć sposób,<br />
ale jestem jeden ciężko się rozdzielić czyli być w dwóch miejscach<br />
wiec musze dzielić, ale <strong>przyjdzie dzień w którym będziecie mnie widzieli </strong><br />
i ten utwór będzie, historią kiedyś.<br />
<strong>Przepraszam przyjaciół jeśli jeszcze mam takich, że często jestem w drodze<br />
do wszystkich tylko nie do was ale myślę o was, o tych sytuacjach które były</strong> i będą tak to moje słowa.</p>
<p><strong>Chcę by było dobrze, ale czasem jest nie tak.</strong></p>
<p><strong>Wciąż jednak wierzę, że kiedyś uda się.</strong></p>
<p><strong>Przepraszam ludzi, którzy się zawiedli, nie odpisałem oddzwoniłem to że coś ważnego mieli. </strong><br />
Nie nagrałem, dograłem się do waszych tekstów,<strong> nie miałem czasu od tak pogadać w przejściu. </strong><br />
Przepraszam tych, którzy wciąż czekają bym nagrał coś innego na jakiś inny temat,<br />
może z innym producentem pod inne bity inne rytmy tak by zrzedły miny.<br />
<strong>Przepraszam Boga, że czasami wątpie w dobroć tego świata w ludzi ich intencje,<br />
że chciałbym być innym a jestem jaki jestem, </strong>przepraszam siebie że muszę przepraszać.<strong><br />
Że chcę być ideałem. Innym szczęście dawać</strong>, że po prostu doszło do tej sytuacji ,<br />
że za pomocą tekstu prosić o to <strong>byście zrozumieli i dali szanse nową</strong>.</p>
<pre style="text-align:right;"><span style="color:#181818;">DKA "Przepraszam"</span></pre>
<p><a href="http://qualite.wrzuta.pl/audio/yM9LaXs6Lc/dka_-_przepraszam_by_pit" target="_blank"><img src="http://www.wrzuta.pl/images_2/audio.gif" border="0" alt="Dka - Przepraszam (by pit)" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bitwa pod Asmadronem cz.2]]></title>
<link>http://egotrippin.wordpress.com/?p=46</link>
<pubDate>Mon, 05 May 2008 13:38:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>Matt</dc:creator>
<guid>http://egotrippin.wordpress.com/?p=46</guid>
<description><![CDATA[Poprzednie części: część 1
Główny wątek: Fantasy Story
Z daleka było już widać łunę roz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Poprzednie części: <a href="http://egotrippin.wordpress.com/2008/05/04/bitwa-pod-asmadronem-cz1/">część 1</a><br />
Główny wątek: <a href="http://egotrippin.wordpress.com/tag/fantasy-story/">Fantasy Story</a></p>
<p>Z daleka było już widać łunę rozdzierającą ciemność, rozpościerającą się nad miejscem, w którym rozbito namioty. Na kilometr przed obozem napotkali patrol strzegący bezpieczeństwa pozostałych. Kenoch widząc nadchodzących zbrojnych postanowił ukryć się za niskim wzniesieniem wyrastającym z ziemi niczym garb. Nakazał oddziałowi rozdzielenie się i sprawdzenie czujności patrolujących. <!--more-->Już po chwili wszyscy przyjęli pozycje, bezdźwięcznie niczym pikujący orzeł przemykając się między zaroślami. Niczego nie spodziewający się aczkolwiek jak zawsze czujni żołnierze zatrzymali się w pobliżu wzniesienia aby rozeznać teren.<br />
- Stać! – powiedział grzmiącym głosem Laeb dowodzący patrolem, nakazując podzielić się oddziałowi na cztery części. Dwie grupy miały okrążyć wzniesienie od obu stron, trzecia wspiąć się na nie a czwarta wraz z dowódcą pozostać na straży polnej ścieżki wiodącej do obozu. Już po chwili odnaleziono czających się za wzgórzem żołnierzy Kenocha.<br />
- Nakaż swoim ludziom złożyć broń! – rzekł donośnym głosem lekko zaniepokojony przewagą liczebna przeciwnika dowodzący grupy.<br />
Żołnierze przyjęli bezzwłocznie szyk bojowy słysząc odmowę ze strony tajemniczych gości. Kenoch znając możliwości własnych ludzi nie mógł pozwolić aby doszło do niepotrzebnego rozlewu krwi. Reagując natychmiastowo wydał rozkaz do przyjęcia szyku znanego tylko Madryjczykom. Następnie powiedział:<br />
- Jam jest Kenoch, syn Asbara, syna Ektrona, potomka Eleszbara wstrzymaj swych ludzi!<br />
- Wybacz o Panie – z przerażeniem wykrzyczał dowodzący.<br />
Dało mu to bowiem do zrozumienia, że zostali poddani testowi sprawdzającemu ich zaangażowanie w powierzone im zadanie. Minuty później trzecia grupa odkryła kryjówkę pozostałych żołnierzy.<br />
- Dobra robota bracie, wykazaliście się pełnym profesjonalizmem, a Ty Laebie trzeźwością myślenia, rozwagą i rozsądkiem. Jestem z was dumny. Nie mogłem spodziewać się niczego innego. – powiedział ze wzniosłością Kenoch do dowódcy oddziału, po czym zmobilizował swoich ludzi do dalszego marszu.<br />
Oddalając się spostrzegł znikający za wzgórzem patrol, idący w pełnym szyku, z gracją, dostojeństwem, dumny ze swoich czynów. Wiedział, że przyczynił się do podniesienia morali swoich wojowników. Z uśmiechem na twarzy i umocnionym przekonaniem o potędze swoich żołnierzy wkroczył do wielkiego i wspaniałego obozu.</p>
<p>C.D.N.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bitwa pod Asmadronem cz.1]]></title>
<link>http://egotrippin.wordpress.com/?p=44</link>
<pubDate>Sun, 04 May 2008 12:53:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>Matt</dc:creator>
<guid>http://egotrippin.wordpress.com/?p=44</guid>
<description><![CDATA[Główny wątek: Fantasy Story
Losy Madryjczyków podczas starcia z oddziałami Cienia na polach Asm]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Główny wątek: <a href="http://egotrippin.wordpress.com/tag/fantasy-story/">Fantasy Story</a></p>
<p>Losy Madryjczyków podczas starcia z oddziałami Cienia na polach Asmadronu za panowania króla Mesesa II. Pod wodzą  Kenocha, syna Asbara, syna Ektrona, potomka Eleszbara. Roku 1354 drugiej Emy.</p>
<p>Niebo było ciemnozłote, chmury pokrywały zachodnią część nieboskłonu, rozpościerały się niczym żagiel od północy aż po południowy kraniec gór Arma. W oddali rysowały się ośnieżone szczyty Dea. Słońce mozolnie chyliło się ku horyzontowi. To był przepiękny letni wieczór, Kenoch spoglądał przez przymrużone oczy na tysiące żołnierzy majestatycznie sunących po równinie Asmadronu. </span><!--more-->Błyszczące w świetle zachodzącego słońca zbroje napawały go dumą i nostalgią. Wiedział, że tam w dole maszerują najlepiej wyszkoleni i najdzielniejsi wojownicy w tej części ziemi Heszbonu. Wzgórze na, którym się znajdował kończyło się klifem, z którego rozpościerał się widok aż po pola Ekronu. Miał stamtąd doskonały ogląd sytuacji, jego wzrok powoli i dokładnie analizował każdy skrawek terenu znajdującego się poniżej. Mimo, że nie przystąpiono jeszcze do rozbijania obozu w jego umyślę rodził się już plan walki, doskonały, wręcz bezbłędny. Widział oczyma wyobraźni padających niczym muchy żołnierzy wroga. Jego serce przepełniało się gniewem na przemian z rozczarowaniem i smutkiem. Zaiste fakt zdrady napawał go bólem, jednak dobrze wiedział, że po przeciwnej stronie staną jego bracia, ludzie, których znał od urodzenia, u boku, których się wychowywał. Zimny dreszcz przeszywał jego plecy na myśl o walce z nimi. Buntownicy, głupcy, skazani na śmierć przez swoją własną pychę. Z drugiej jednak strony, co jakiś czas, uświadamiał sobie fakt obecności Cienia w ich szeregach. Mimo odwagi i walecznego ducha jakiego w sobie posiadał, miewał chwilę, w których musiał wziąć pod uwagę inną opcje niż wygrana, musiał rozważyć potęgę jaką dysponuje Cień. Wiedział, że nie będzie to łatwe starcie i, że nikt nie przyjdzie mu z pomocą. Wiedział, że musi liczyć tylko na siebie i swoich ludzi, że to od niego zależą losy Gandamu. Nagle jego rozmyślanie zostało przerwane przez huk trąb, dudniący dźwięk rozpływał się w dolinie wzbudzając ogólne zainteresowanie żołnierzy.<br />
- Panie, przybył posłaniec królewski, szuka Cię. – rzekł do Kenocha sługa, który niezwłocznie przybył aby poinformować go o fakcie.<br />
- Wiem, biegnij i powiedz, że już nadchodzę. Przekaż tez Kachedowi, aby zatrzymał wojska na tej równinie, tu rozbijemy obóz i przenocujemy. – powiedział dowódca łamanym głosem spoglądając ku zachodzącemu Słońcu.<br />
- Tak Panie. – odrzekł bez namysłu sługa pospiesznie oddalając się.<br />
Nie minęło trzydzieści minut a Kenoch był już u podnóża góry. Bez pośpiechu z dostojeństwem zbliżył się do oddziału, który pozostawił tu przed wejściem na szczyt. Nie okazujący zmęczenia żołnierze oddali cześć dowódcy a następnie na rozkaz zaczęli maszerować na północ ku obozowi.<br />
C.D.N.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Religie solarne]]></title>
<link>http://watadze.wordpress.com/?p=136</link>
<pubDate>Fri, 02 May 2008 22:06:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>watadze</dc:creator>
<guid>http://watadze.wordpress.com/?p=136</guid>
<description><![CDATA[Większość religii monoteistycznych, które cieszą lub cieszyły sie popularnością ma cechy wsp]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Większość religii monoteistycznych, które cieszą lub cieszyły sie popularnością ma cechy wspólne. Wszystkie nawiązują do starych wierzeń Egipskich. W wszystkich Syn Boży narodził się 25 grudnia. W wszystkich prorocy mają podobne nazwiska. Przypadek? A może są to po prostu swobodne interpretacje starych wierzeń, przeniesione przez dawnych kapłanów na współczesny świat? A może wszyscy prorocy chcąc pozyskać więcej wyznawców, bazowali swoje religie na znanych przez wszystkich starych obiektach kultu?</p>
<p style="text-align:center;"><img class="aligncenter" src="http://www.racjonalista.pl/img/strony/bzodiak11.jpg" alt="Krzyż zodiakalny" width="399" height="342" /></p>
<p style="text-align:justify;">Od początku istnienia ludzie czcili Słońce. Uważali je za istotę boską. Wiedzieli, że z nadejściem dnia będą mogli ujrzeć czyhające na nich w ciemnym lesie zwierzęta, a rośliny rozkwitną. Nocne gwiazdy natomiast skatalogowali w konstelacjach. Krzyż Zodiakalny przedstawia wędrówkę słońca przez 12 najważniejszych dla ówczesnych konstelacji (znaków zodiaku). Odzwierciedla też miesiące, cztery pory roku, przesilenia i równonoce.</p>
<p style="text-align:center;"><img src="http://www.nada.kth.se/~asa/Mage/Egypt/till/Horus.GIF" alt="Horus" width="288" height="395" /></p>
<p style="text-align:justify;">W Egipcie bogiem Słońca był Horus. Wszyscy późniejsi Synowie Boży mieli jego cechy. Otóż Horus urodził się 25 grudnia z dziewicy Izydy, która notabene według niektórych źródeł była jego siostrą (ale mniejsza z tym). Jego narodzinom towarzyszyła także gwiazda na wschodzie oraz 3 królowie. W wieku 12 lat pierwszy raz nauczał. Gdy osiągnął wiek 30 lat Anub (Anubis) przeprowadził na nim coś na styl chrześcijańskiego chrztu. Horus posiadał także 12 apostołów z którymi podróżował i uzdrawiał. Został zdradzony i zabity. Po trzech dniach zmartwychwstał.</p>
<p style="text-align:justify;">Czy nie jest to podobna postać do Jezusa? Oczywiście, że tak. A w historii wielu starożytnych kultur można odnaleźć jeszcze nie jedną podobną postać. Choćby Attis z Frygii. Posiada wszystkie te same cechy co Horus. Jego matką była natomiast Nana. Tak samo Indyjski Krishna, Dionizos, Perski Mithra oraz wielu innych.</p>
<p style="text-align:justify;">Ale dlaczego posiadali oni właśnie takie atrybuty? Dlaczego 25 grudnia? Dlaczego 12 uczniów?</p>
<p style="text-align:justify;">Powodem tego jest zapewne astrologia. Otóż 24 grudnia najjaśniejsza gwiazda na niebie, Syriusz, leży w jednej linii z trzema gwiazdami Pasa Oriona, które już w starożytności były nazywane "Trzej Królowie". Te cztery gwiazdy skazują miejsce wschodu Słońca 25 grudnia. Dlatego trzej królowie podążali za gwiazdą z wschodu.</p>
<p style="text-align:center;"><img class="aligncenter" src="http://z.about.com/d/astrology/1/0/K/-/-/-/Virgo.gif" alt="Znak - Panna" width="155" height="189" /></p>
<p style="text-align:justify;">Imiona prawie wszystkich matek-dziewic rozpoczynały się na literę "M". Jest tak ponieważ konstelacja Panny była także znana jako "Dziewica Panna", a starożytnym symbolem panny, była przerobiona litera "M".<br />
Panna była także reprezentowana z kłosem pszenicy i odnosiła się do "domu chleba" czyli okresu żniw, a tak w dosłownym tłumaczeniu nazywa się miasto בית לחם, znane jako Betlejem.</p>
<p style="text-align:center;"><img class="aligncenter" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/pl/e/ea/Pp3_pl_crux.jpg" alt="Krzyż Południa" width="534" height="357" /></p>
<p style="text-align:justify;">22 grudnia Słońce osiąga najniższy punkt na niebie. Przez kolejne 3 dni nie zmienia swojego położenia. Przebywa wówczas w sąsiedztwie konstelacji Południowego Krzyża. Dopiero 25 grudnia podnosi się o 1 stopień na północ, czyniąc ten dzień, pierwszym dniem dłuższym, od najkrótszego w roku i zapowiada nadejście wiosny i odrodzenie się życia, czyli ponowną wegetację.<br />
Jako, że często Syn Boży był utożsamiany z Słońce, mówi się, że umarł na krzyżu i zmartwychwstał trzeciego dnia.</p>
<p style="text-align:justify;">12 uczniów oznacza natomiast dwanaście znaków zodiaku. Jest to liczba często powtarzana w Biblii.</p>
<p style="text-align:justify;">Teraz trochę z fizyki. Ruch precesyjny to zjawisko zmiany kierunku obracającego się ciała w przestrzeni. Zakreślana jest wówczas przeważnie powierzchnia stożka. Dotyczy to także Ziemi. Okres pełnego okręgu trwa około 26 tysięcy lat. Okres ten został także podzielony na dwanaście części (er, która każda obejmuje 2150 lat), przez co krzyż zodiakalny może odnosić się także i do niego. Często nazywany jest "Wielkim Rokiem".</p>
<p style="text-align:justify;">od 4300 p.n.e. trwałą Era Byka, do 1 roku n.e. Era Barana, do 2150 trwać będzie Era Ryby, później nastąpi słynna Era Wodnika.</p>
<p style="text-align:justify;">Niektórzy badacze uważają, Złoty Cielec, którego wielbili Izraelici, gdy Mojżesz zszedł z góry z Dziesięcioma Przykazaniami, z Erą Byka. Mojżesz ma symbolizować nową erę, czyli barana. Dlatego do tera Żydzi trąbią w barani róg. W Persji Mithra także zabił byka. Może to oznaczać zerwanie powiązań z wcześniejszą erą. W Erze Ryby religią przewodnią zostało Chrześcijaństwo. Jezus jest często przedstawiany przy pomocy znaku ryby.</p>
<p style="text-align:justify;">W Ewangelii św Łukasza (22,10) znajduje się następujący fragment: "Odpowiedział im: «Oto gdy wejdziecie do miasta, spotka się z wami człowiek niosący dzban wody. Idźcie za nim do domu, do którego wejdzie,". Niektórzy uważają, że może to symbolizować nadejście nowej ery. Osoba z dzbanem oznaczać ma wodnika.</p>
<p style="text-align:justify;">Ponadto wielu religiach pojawia się motyw potopu. Motyw ten pojawia się już w Eposie o Gilgameszu, który był piątym historycznym królem Uruk z pierwszej dynastii.</p>
<p style="text-align:justify;">Motyw otrzymania praw na górze od Boga także powtarza się innych wierzeniach. W Indiach odpowiednikiem Mojżesza był Manu, na Krecie Minos, w Egipcie Mises.</p>
<p style="text-align:justify;">Czy to zbieg okoliczności, czy może chęć pozyskania wiernych, poprzez nawiązywanie do innych wierzeń? A może to wszystkie podobne do siebie postacie, w każdej religii, to jedna i ta sama osoba, której imię i historię lekko przekształcono w taki sposób, aby dopasowała się do danej kultury? A może osoby piszące Biblię celowo chciały tak przedstawić życie Jezusa, aby jeszcze mocniej podkreślić jego prawdziwość? Niestety stu procentowej pewności nigdy nie będziemy mieli. Moim zdaniem wiara to sprawa osobista. Można wierzyć w rzeczy nie potwierdzone naukowo i nie wierzyć w to, co udowadniają naukowcy. Bo w końcu wiara to przekonanie i subiektywne odczucie pewności.</p>
<p style="text-align:justify;">
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nie chcę już wierzyć w cud.]]></title>
<link>http://alex118.wordpress.com/?p=163</link>
<pubDate>Thu, 01 May 2008 17:49:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>Qualite</dc:creator>
<guid>http://alex118.wordpress.com/?p=163</guid>
<description><![CDATA[Nie znam już takich słów, aby móc być z Tobą znów,
 Nie chcę już wierzyć w cud,
 Mówią m]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nie znam już takich słów, aby móc być z Tobą znów,<br />
<strong> Nie chcę już wierzyć w cud</strong>,<br />
<strong> Mówią mi: nie trać sił, bo z tego już nie będzie nic,</strong><br />
bo z tego już nie będzie nic, nie będzie nic już więcej...</p>
<p>Uczucia zagubiłam, utraciłam to, co piękne<br />
Może na szczęście nigdy nie było wieczne<br />
Nigdy nie będę już śnić o tym, by ponaprawiać błędy<br />
Nie będę szukać chwil - tych, które odeszły<br />
Teraz wiem, że nigdy się nie złamię już więcej<br />
<strong> Smutek to szczęście, gdy z kamienia mam serce</strong><br />
Nagle zawiodła pamięć, zgubiłem gdzieś wspomnienia<br />
<strong> Miłość to piękne uczucie - zwłaszcza gdy jej nie ma</strong><br />
Od teraz muszę iść, muszę żyć bez uczuć dalej<br />
<strong> To, co jest popiołem kiedyś było żarem</strong> i niech to już tak zostanie<br />
Niech to już zostanie, bo tak lepiej<br />
<strong> Mam już święty spokój, wolę żyć bez Ciebie</strong><br />
Teraz telefon milczy, skasowane wiadomości<br />
<strong> Nie uwierzę już nigdy nawet szczerej miłości</strong><br />
Jestem sama i tylko jedna myśl porusza<br />
- jak zaufać teraz komuś, skoro anioł mnie oszukał?</p>
<p>Stoję samotnie pośród tłumu, zostałam z niczym, bez uczuć<br />
<strong> Jak coś poczuć, gdy serce milczy?</strong><br />
Dziś widziałam zbyt wiele, o jeden obraz za dużo<br />
<strong> Dla Ciebie nie mam już miejsca, gdy marzenia się kruszą</strong><br />
Wiesz, stoję <strong>sama między szeptem a ciszą</strong><br />
Wiesz jak to jest gdy się myśli kołyszą w głowie, która nie chce już tego, co było<br />
Jesteś nie wywołaną kliszą dla mnie, jesteś ciszą, która <strong>usypia mnie, gdy próbuję powstać</strong>, męczy mnie, <strong>zabija, gdy nie zamierzam poddać się</strong><br />
Stoisz obok, ale jakby Cię nie było,<br />
zapomniałam o tobie, nawet jeśli byłaś słodką chwilą<br />
<strong> Stoję sama, tak bez uczuć</strong>, wiesz<br />
Które zgasiłam właśnie, ugasiłam wszystkie je<br />
Może łatwiej będzie po prostu nie rozmawiać,<br />
<strong> zamykam rozdział ten</strong>, z mego życia spadaj...</p>
<pre style="text-align:right;"><span style="color:#202020;">Verba "Nic więcej"</span></pre>
<p><a href="http://qualite.wrzuta.pl/audio/dK475k4ix6/verba_-_nie_wiecej_remix" target="_blank"><img src="http://www.wrzuta.pl/images_2/audio.gif" border="0" alt="Verba -  Nie Wiecej (Remix)" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jaki jest sens życia? - pisane przez ateistę]]></title>
<link>http://sielakos.wordpress.com/?p=10</link>
<pubDate>Thu, 01 May 2008 11:38:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>sielakos</dc:creator>
<guid>http://sielakos.wordpress.com/?p=10</guid>
<description><![CDATA[Nachodzą mnie ostatnio różnego rodzaju przemyślenia nad wszystkim. Nad sensem życia, nad kierun]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nachodzą mnie ostatnio różnego rodzaju przemyślenia nad wszystkim. Nad sensem życia, nad kierunkiem rozwoju świata, dosłownie na każdy temat. Jako, że jestem osobą, która z natury lubi rozmawiać o tym co ją trapi postanowiłem przedstawić moje rozterki na tym blogu, a poza tym lubię pisać, przychodzi mi to jakoś naturalnie.</p>
<p><strong>Czy warto żyć? Po co żyjemy? Jaki jest sens tego wszystkiego?</strong></p>
<p>Jedne z rzeczy nad którymi bardzo często myślę tuż przed zaśnięciem. Zastanawiam się nad tym czy naprawdę warto żyć skoro i tak wszyscy kończymy jednakowo, nie ważne czy było się dobry czy złym człowiekiem. Koniec każdego z nas jest taki sam - śmierć. Czy nie lepiej skończyć z tym wszystkim skoro i tak wszyscy umrzemy? Jedyna odpowiedź do jakiej dochodzę to jest to, że warto żyć, warto kontynuować swoją wędrówkę przez czas, warto kroczyć wciąż tą drogą, ponieważ daje mi ona wiele przyjemności. Kocham życie, kocham świat, kocham te niebieskie chmury sunące po niebie, kocham ludzi. Tak do cholery kocham ten zasrany świat! Więc dlaczego muszę umrzeć? Dlaczego czeka mnie koniec tak jak wielu przede mną? Dlaczego?! Nie wiem i nie potrafię znaleźć odpowiedzi. Wiem jedno źle jest być człowiekiem, źle jest być świadomym swego końca, źle jest wiedzieć, że czeka na mnie śmierć. Wolałbym żyć w błogiej nieświadomości, ale nie mogę. Mógłbym uciec do wiary, do irracjonalnej religii, którą żyją miliony słabych duszyczek. Jednak nie, zdrowe zmysły podpowiadają mi, że wszystko to nie prawda. Bóg nie istnieje, nie ma życia po śmierci, jest tylko nicość, czystka próżnia, kompletne nic. Tej pustki, tej nicości właśnie się boje, nie chce tego! Jest to moja największa słabość, jednak czuje się silniejszy od tych milionów co wierzą. Dlaczego skoro aż tak bardzo się boje, a oni mają spokój i błogą nieświadomość końca? Ponieważ mimo strachu, mimo tej świadomości brenę dalej, mimo mojej słabości stawiam czoła życiu. Jestem słaby, tak to prawda, ale na tyle silny, iż mogę spojrzeć prawdzie w oczy i z tego jestem dumny. Chociaż wolałbym się nigdy nie narodzić, ale skoro już żyje to trwam w stanie w jakim jestem.</p>
<p>Uff... No to koniec. Wiem, wiem namieszałem, ale pisałem to głównie dla siebie. Podsumowując boję się śmierci, bo wiem, że ona jest końcem. Mimo tej mojej słabości czuje się silny, bo potrawie spojrzeć prawdzie w oczy.</p>
<p>edit: Zapraszam do przeczytania <a href="http://sielakos.wordpress.com/ja-ateista/">Ja - Ateista</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pochwała człowieczeństwa]]></title>
<link>http://robertszymczak.wordpress.com/?p=207</link>
<pubDate>Sat, 26 Apr 2008 16:30:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>Robert Szymczak</dc:creator>
<guid>http://robertszymczak.wordpress.com/?p=207</guid>
<description><![CDATA[

&#8220;Wybudujemy wieżę -
wierzę, wierzę, wierzę&#8230;
Choć różne słowa, różny kolor s]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-medium wp-image-208" src="http://robertszymczak.wordpress.com/files/2008/04/babilon.jpg?w=500" alt="" width="368" height="277" /><br />
<em></em></p>
<p><em>"Wybudujemy wieżę -<br />
wierzę, wierzę, wierzę...<br />
Choć różne słowa, różny kolor skór<br />
Byle się tylko znaleźć<br />
w pozaziemskiej sferze<br />
Gdzie szczyty gór<br />
Gdzie pośród chmur<br />
Można się z Bogiem samym oko w oko zmierzyć."</em></p>
<p><em>Metro (musical) "Wieża Babel"</em></p>
<p>Człowiek jest słaby i grzeszny. Człowiek to zwierze, człowiek to puch marny, to śmiertelna kupa białka, to nicość wobec istnień wielkich, tak wielkich, że malutki homo sapiens nic przy nich nie znaczy. I nie jest to Nic w sensie przytłaczającej pustki, jest to drobniutkie przez nikogo nie zauważone nic.</p>
<p>Wszechświat, Bóg, Śmierć etc. jakie to są dumne słowa. Takie Pompatyczne, Wzniosłe, Nieśmiertelne i Wielkoliterowe. Od zawsze głoszono, że człowiek to maluczki jest przy nich, że się właściwie nie liczy, że jest o taki, taki drobniutki. Właściwie jakby go nie było, jego życie, uczucia czy śmierć przy czymś tak ogromnym się nie liczy. Człowiek jest niżej.</p>
<p>Zawsze mnie takie myślenie mierziło, średniowieczna filozofia o marności człowieka, o pochwale upodlania się, utrzymywania własnej niemocy i błagania, na kolanach, na podłodze, czołgania się, ślinienia, stękania i umęczania. Tak jakby człowiek od zawsze musiał przepraszać cały świat za to kim jest, za to, że nie jest lepszy, idealny, wręcz boski, tylko tak dojmująco ludzki.</p>
<p>Nie twierdzę wcale, że człowiek jest ideałem i że powinien być stale pyszny i dumny z każdego swojego zachowania. Bo to prawda, w człowieku jest wiele słabości, lecz nie powinno się tylko na nich skupiać. Wręcz nie wolno.</p>
<p>Bo przecież człowiek codziennie dokonuje czynów, które muszą być pamiętane, które może i nie są tak medialne zamiana wody w wino, ale równie wspaniałe, jak nie bardziej. Potrafimy wszak kochać, kochamy pięknie i namiętnie, kochamy różnie, deszczowo i pogodnie, ale kochamy. Mamy marzenia i dążymy do nich. Zachwycamy się nawzajem Umiemy się wspierać, podnosić się z bruku i iść dalej. Umiemy być piękni i tworzyć piękno, a na dodatek mądrze łączymy to z mądrością. Zdarza nam się odwaga i dobroć, oraz solidarność.  Powiedzcie, czy to nie jest piękne?</p>
<p>Zaraz jakiś Ważny Czytelnik powie z cynicznym uśmieszkiem, że wybrałem tendencyjnie tylko pozytywne cechy. Oczywiście, że tak. Ale szczerze mówiąc wolę bardziej na nie zwracać uwagę, niż na zawiść, głupotę i agresje. Człowiek w końcu jest mieszaniną jednego i drugiego i w tym wszystkim jest na swój sposób wspaniały. I ja to wielbię i chwale! I wierzę, że człowiek może stanąć oko w oko z Bogiem. Jak syn przed ojcem, a nie sługa przed panem.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[„parodia”]]></title>
<link>http://kariatka.wordpress.com/?p=62</link>
<pubDate>Sat, 26 Apr 2008 10:01:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>kariatka</dc:creator>
<guid>http://kariatka.wordpress.com/?p=62</guid>
<description><![CDATA[„parodia”
runęłam z mostu
na twarz
padam z nóg i drżę
a podobno
lekarstwa pomagają
dali mi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em><strong>„</strong></em><span style="font-family:Arial,sans-serif;"><em><strong><span style="font-size:small;">parodia”</span></strong></em><span style="font-size:small;"></p>
<p>runęłam z mostu<br />
na twarz<br />
padam z nóg i drżę<br />
a podobno<br />
lekarstwa pomagają<br />
dali mi<br />
elastyczny krzyż<br />
owinę go wokół palca<br />
nie ja za nim<br />
on za mną pójdzie<br />
ukrzyżować słowa<br />
na nic się zdały<br />
modlitwy do ścian<br />
pokuta i msza<br />
i tak tlenu brak</span> </span></p>
<p>Karia</p>
<p>Stare, aczkolwiek ma w sobie cos... cos ze mnie z tamtych lat, te moje czarne mysli, te moje schizofrenie... to tanie pijanstwo, beztroskosc pelna problemow egzystencjonalnych... ta ja, 16, 17 lat?</p>
<p>I jeszcze poszukiwanie tej zagubionej wiary, ktora do dzis sie nie onalazla. Z kazdym dniem chyba coraz bardziej trace poczucie jakiejkolwiek boskosci.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sens.]]></title>
<link>http://bardziej.wordpress.com/?p=17</link>
<pubDate>Fri, 25 Apr 2008 22:58:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>bardziej</dc:creator>
<guid>http://bardziej.wordpress.com/?p=17</guid>
<description><![CDATA[&#8220;Kto nigdy nie żył, nigdy nie umiera, nigdy nie kochał, kto nie wie co tęsknota&#8230;]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>"Kto nigdy nie żył, nigdy nie umiera, nigdy nie kochał, kto nie wie co tęsknota..."</p>
<p>Czy tęsknić to zapominać szczegóły?<br />
Czy tęsknić to biec w poszukiwaniu głosu, zapachu, spojrzenia?</p>
<p>"-Bo Ty wierzysz. Tak bardzo, prawda?"<br />
"-Wiary się nie stopniuje."</p>
<p>Po omacku szukam tego okna, które otwiera się wtedy, kiedy Pan Bóg zamyka drzwi.</p>
<p>
Bywam tam. Nie da się ukryć. Od razu po zajęciach dziś( tak wróciłam, tak próbuję chodzić grzecznie) z hałasu ulicy i szybkiego pędu rowerowego zrobiłam myk w klasztorne mury. W ogrodzie modlił się jeden z braci. Klasztor ma to do siebie, że są chwile, kiedy wydaje się zupełnie pusty, potem szelest habitu, odgłos, jaki wydaje różaniec, odgłos kroków...Pojawić się tam, to na jakiś czas przyjąć reguły tam panujące.
</p>
<p>
<b>Już drugi tydzień i jeden dzień. I boli. I pierwsza rozmowa o pogrzebie.</b></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O masonerii z czeskiej perspektywy]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/?p=518</link>
<pubDate>Thu, 24 Apr 2008 19:38:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/?p=518</guid>
<description><![CDATA[(Nasz Dziennik)
Z dr. Radomirem Maly, z Uniwersytetu w Czeskich Budziejowicach, autorem książki ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(Nasz Dziennik)</p>
<p><strong>Z dr. Radomirem Maly, z Uniwersytetu w Czeskich Budziejowicach, autorem książki "Przeciwko człowiekowi, rodzinie i Bogu. Liberalizm, lewica, relatywizm, masoneria", rozmawia Stanisław Krajski</strong></p>
<p><strong>Jest Pan adiunktem w Katedrze Historii Kościoła i Patrystyki na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu w Czeskich Budziejowicach, ale przez wiele lat pracował Pan jako sprzedawca w księgarni i archiwista w fabryce. Czy to był Pana wybór, czy zmusiły Pana do tego okoliczności?</strong><br />
- To było podczas reżimu komunistycznego. W 1972 r., po ukończeniu historii na uniwersytecie, zacząłem pracować w muzeum. Po krótkim czasie zostałem zwolniony z pracy. Komuniści zadecydowali też, że nie mogę wykonywać żadnej pracy zgodnej z moimi kwalifikacjami.</p>
<p><strong>W jaki sposób naraził się Pan tak bardzo władzy komunistycznej? Co Pan takiego robił w tamtym okresie?</strong><br />
- Jako pracownik naukowy muzeum chodziłem codziennie do kościoła na Mszę św., co - jak stwierdzono - było wielką "bezczelnością" z mojej strony, bo nie odpowiadało ideologicznym wymaganiom ustroju socjalistycznego. W każdym następnym miejscu pracy, do którego się zgłosiłem, posiadano już opinię o mnie jako "religijnym fanatyku". Ta opinia znajdowała się w mojej teczce personalnej. Skutek był taki, że nie mogłem uczyć w szkole, na uniwersytecie, pracować w naukowych albo oświatowych instytucjach.</p>
<p><strong>Co Pan robił po upadku komunizmu w Czechach?</strong><br />
- Jeszcze przed upadkiem komunizmu byłem zaangażowany w działalność katolickiego "samizdatu" - ruchu zajmującego się upowszechnianiem książki katolickiej, przede wszystkim publikacji, które były w tzw. drugim obiegu. Publikowałem tam swoje artykuły. Byłem za to prześladowany przez StB [Státní Bezpečnost - komunistyczny czeski urząd bezpieczeństwa]. W 1990 r. zaproponowano mi, bym objął stanowisko zastępcy redaktora naczelnego chrześcijańskiego dziennika "Lidová demokracie" ukazującego się w Brnie, gdzie mieszkałem i mieszkam do dziś. Wtedy pojawiły się pewne kłopoty. Wydawcą tego dziennika była chrześcijańska partia KDU-˘CSL. Moje artykuły podobały się katolikom na Morawach, ale nie panom z kierownictwa partii. Uznali je za zbyt pobożne i antykomunistyczne. Szczególnie nie podobały im się moje artykuły przeciw aborcji i pornografii. Partia KDU-˘CSL nie miała sama odwagi zlikwidować dziennika, bo to mogłoby nastawić przeciwko niej opinię katolicką. Ogłosiła zatem, że nie ma pieniędzy na wydawanie gazety i sprzedała ją prywatnemu przedsiębiorcy o nieciekawych powiązaniach, który po pół roku czasopismo zlikwidował. To był 1994 rok. W tym okresie Wydział Teologiczny na Uniwersytecie w Czeskich Budziejowicach chciał zatrudnić historyka Kościoła. Zgłosiłem się i zostałem przyjęty do pracy na stanowisku adiunkta.</p>
<p><strong>Czy mógłby Pan powiedzieć parę słów o swojej twórczości?</strong><br />
- Moją specjalizacją jest apologia dziejów Kościoła. Czeskie społeczeństwo jest w dużej mierze socjalistyczne i liberalne, w znacznej mierze nastawione krytycznie wobec Kościoła. Ta postawa nie jest tylko wynikiem działania komunistów, ale pochodzi jeszcze z czasów przedwojennej republiki. Podejmuję takie tematy, jak: husytyzm, rekatolizacja w czasie baroku, relacje Kościoła z Habsburgami, których wielu Czechów wręcz nienawidzi, rzekoma współpraca Kościoła z nazizmem. Ukazuję te wszystkie kłamstwa, które rozpowszechnia również współczesna "demokratyczna" propaganda w mediach i w szkole.<br />
Konkretny przykład: w okresie nazizmu ponad 500 czeskich katolickich księży znalazło się w obozach koncentracyjnych, 60 poniosło śmierć za wiarę i ojczyznę, wszystkie katolickie szkoły zostały zamknięte, katolickie organizacje i prasa zawieszone. Napisałem o tym książkę, by ludzie wiedzieli i nie dali się zwieść kłamstwom o "kolaboracji" Kościoła z hitlerowcami. Napisałem też obszerną książkę o historii Kościoła i wiele publikacji ukazujących prawdę o inkwizycji. Trzeba przeciwdziałać oszukańczej propagandzie.</p>
<p><strong>Jest Pan autorem pierwszej czeskiej książki o masonerii napisanej z katolickiego punktu widzenia. Jak to się stało, że podjął Pan ten temat?</strong><br />
- Kiedyś, w połowie lat dziewięćdziesiątych na uniwersytecie w Brnie wystąpił przedstawiciel francuskiej masonerii. Wygłosił cykl wykładów o wolnomularstwie jako "humanitarnej organizacji" i proponował obecnym wstąpienie do loży. Niektórzy księża mówili mi, że odwiedzali ich wtedy masoni i proponowali wstąpienie do masonerii. Do francuskiego masona zgłosiło się, jak podawała prasa, ponad 3 tysiące studentów. W tym samym czasie wielki mistrz francuskiego Wielkiego Wschodu Ragache odwiedził Moskwę i chełpił się, że to wolnomularze mają główną zasługę w legalizacji rozwodów, aborcji, wolności seksualnej i że jeszcze będą walczyć o legalizację eutanazji i "ślubów" homoseksualistów. Informacje o tym podały również czeskie media.<br />
Już wcześniej jako publicysta i historyk Kościoła wiedziałem co nieco o wolnomularzach, ale ta ich działalność, która została przedstawiona przez Ragache'a, była dla mnie czymś wstrząsającym. Uświadomiłem sobie, jakie niebezpieczeństwa powoduje masoneria, i napisałem na ten temat książkę. Informacje czerpałem przede wszystkim z zagranicznych źródeł pisanych w katolickim duchu. Moją intencją było w pierwszym rzędzie ostrzec czeskich katolików.</p>
<p><strong>Czy mógłby Pan w kilku słowach scharakteryzować rolę masonerii we współczesnym świecie i zagrożenia, jakie stwarza dla nas, dla katolicyzmu, dla Kościoła?</strong><br />
- Gdy ukazała się moja publikacja o masonerii, "Katolicky, ty, deník" - czeskie pismo kościelne o największym nakładzie, w którym znaczne wpływy posiadają tzw. postępowi katolicy, opublikowało materiał, w którym napisano, że cierpię na "antymasońską paranoję", ponieważ "masoneria już nie jest tym, czym kiedyś była".<br />
Nie cierpię na żadną paranoję! Nigdy nie prezentowałem jakichś pogłosek czy przypuszczeń jako prawdy. Zawsze przedstawiałem fakty na podstawie publikacji samych masonów. Oni wielokrotnie przyznawali się publicznie do tego, że legalizacja aborcji i eutanazji w zachodnich państwach to ich zasługa. To oni głośno domagają się już od dawna legalizacji tzw. małżeństw homoseksualnych. To oni propagują badania na embrionach ludzkich prowadzące do ich zniszczenia. Nie tak dawno chełpił się tym francuski senator Caillavet, czołowy mason, a także senator Marsaudon, również mason, wielki mistrz Wielkiego Wschodu Ragache. Moje twierdzenia nie są zatem bezpodstawne. Nie bez powodu wielu papieży w ubiegłych stuleciach bardzo energicznie występowało przeciwko masonerii. I tak np. Leon XIII w encyklice "Humanum genus" z 1884 r. nazywa masonerię szatańską sektą. Lekceważenie jej przez współczesnych katolików jest czymś naiwnym i niebezpiecznym. Przecież Papież Jan Paweł II potwierdził wszystkie wypowiedzi Kościoła ostrzegające przed masonerią. Przypomnieć tu warto choćby Oświadczenie Kongregacji Nauki Wiary z 26 listopada 1983 r., które zabrania masonom uczestnictwa w Eucharystii. Program masonów był i jest antykatolicki. To oni przede wszystkim występują przeciwko "zabobonnej etyce Kościoła", która nie dopuszcza aborcji, eutanazji i "ślubów" homoseksualistów. Masoneria jest tym bardziej niebezpieczna, że jest organizacją tajną i jako taka przenika do Kościoła i stara się paraliżować, co jej się często udaje, jego opór przeciw temu złu, którego ona jest przyczyną.</p>
<p><strong>O czym opowiada Pana książka pt. "Przeciwko człowiekowi, rodzinie i Bogu", która trafia w tych dniach do rąk polskiego czytelnika?</strong><br />
- Jest to książka przede wszystkim o wartościach, tych, które są dziś najbardziej zagrożone. Ta praca przybliża też współczesne ideologie, które najbardziej atakują wartości. Cechą charakterystyczną katolików z byłych krajów komunistycznych jest, moim zdaniem, to, że zauważają tylko zło, które niósł ze sobą komunizm. Zrodził on wiele przerażającego zła, które do dziś wydaje zatrute owoce, ale takim samym złem jest liberalizm, masoneria, postmodernistyczny relatywizm i inne prądy myślowe, które są wymierzone w katolicką wiarę i moralność.</p>
<p><strong>Jakie dostrzega Pan największe dziś zagrożenia dla wiary, dla Kościoła?</strong><br />
- Za największe zagrożenie uznałbym to, co nazywam katolickim neomodernizmem. Jak wiadomo, Papież św. Pius X potępił na początku XX wieku herezję modernizmu. Ta herezja jest w ostatnich dziesięcioleciach obecna w bardziej niebezpiecznej formie niż wtedy. Francuski filozof Jacques Maritain napisał przed swoją śmiercią, że modernizm potępiony przez Piusa X ma się tak do współczesnego modernizmu jak katar sienny do raka.<br />
Neomodernizm jest dzisiaj obecny na zdecydowanej większości zachodnioeuropejskich uczelniach teologicznych. Dotarł także do nas, do Czech i jest tu bardzo agresywny. Z tego, co wiem, w Polsce jest pod tym względem dużo lepiej. Współczesny neomodernizm już nie ukrywa, że odrzuca dogmaty i naukę moralną Kościoła. Papieże Jan Paweł II i Benedykt XVI są przedstawiani przez jego reprezentantów jako zacofani dyktatorzy, którzy siłą narzucają swoje poglądy całemu Kościołowi. Relatywizuje się na przykład Zmartwychwstanie Pańskie, realną obecność Chrystusa w Eucharystii itd. Najgorzej jest z etyką. Młodzi ludzie, katolicy, zmanipulowani przez neomodernistów, nie widzą powodów, by zachowywać czystość przedmałżeńską i nie stosować środków antykoncepcyjnych. Niektórzy z nich nawet nie rozumieją, dlaczego aborcja jest grzechem. To jest współczesna tragedia Kościoła.</p>
<p><strong>Co mamy robić, by się ratować, by trwać przy Chrystusie, by budować królestwo Boże na ziemi?</strong><br />
- To, co powiedziałem wcześniej, brzmi pesymistycznie. Ale nie jestem pesymistą. Ostatnie słowo będzie miał, tak jak zawsze, Bóg. Nie wolno nam rezygnować i popadać we frustrację. Myślę, że jest niezbędne, abyśmy trwali przy nauce św. Pawła: "Wiem, komu uwierzyłem". Dlatego, według mnie, wystarczy, by katolik trwał słowem i czynem przy swojej wierze, przy nauce Kościoła i był zdolny tej nauki bronić przed wrogami zewnętrznymi i wewnętrznymi.</p>
<p>Dziękuję za rozmowę.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pytania graniczne Wilhelma z Baskerville]]></title>
<link>http://lunetarius.wordpress.com/?p=179</link>
<pubDate>Tue, 22 Apr 2008 17:14:23 +0000</pubDate>
<dc:creator>lunetarius</dc:creator>
<guid>http://lunetarius.wordpress.com/?p=179</guid>
<description><![CDATA[Przed ponad dwudziestu laty po raz pierwszy przeczytałem Imię róży - książkę włoskiego filoz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><img class="alignleft" style="float:left;margin-left:10px;margin-right:10px;" src="http://www.bibliofilur.republika.pl/ekran/29.jpg" alt="" />Przed ponad dwudziestu laty po raz pierwszy przeczytałem <strong><em>Imię róży</em></strong> - książkę włoskiego filozofa Umberto Eco. Rok później obejrzałem nakręcony na podstawie tej książki, w którym Wilhelma z Baskerville - mnicha, znawcy filozofii Arystotelesa i wybitnego błyskotliwego  logika  - kreował znakomity Sean Connery.</p>
<p style="text-align:justify;">Przywołuję z pamięci scenę, w której pod okiem legata papieskiego odbywała się dysputa teologiczna nt. tego, czy Jezus był ubogi i jakie z tego mogą wynikać konsekwencje dla Kościoła. Na dysputę zjechali uczeni mnisi z wielu klasztorów, które w owym czasie były miejscem swobodnego dyskursu teologicznego. Sprzyjały temu autonomia i bogactwo księgozbiorów, którymi opiekowali się kopiowali mnisi.</p>
<p style="text-align:justify;">Zwolennicy ubóstwa przywoływali ewangelie,  w których Jezus nie był dysponentem żadnej sakiewki. Nie wnikając w dystynkcje i niuanse dysputy przytoczę z pamięci wypowiedź legata, która zmierzała do podsumowania toczonego sporu po myśli zarządców instytucji Kościoła:</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;"><em>- Nie chodzi o to, czy Jezus był ubogi. Chodzi raczej o to, czy z tego wynika, że Kościół ma być ubogi?</em></p>
<p style="text-align:justify;">Konkluzja wyłożona przez przedstawiciela władzy kościelnej dawała jednoznaczną odpowiedź, że ubóstwo nie odnosi się do instytucji Kościoła jako takiego. Myślę, że to rozstrzygnięcie - co prawda tylko literacko ujęte - obowiązuje do dzisiaj. Niestety Kościół ma z tym co raz większy problem.</p>
<p style="text-align:justify;"><img class="alignleft" style="float:left;margin-left:10px;margin-right:10px;" src="http://www.tutej.pl/pliki/cms/3875/weclawski_ico.jpg" alt="" width="156" height="179" />Dziś wielu ludzi Kościoła w oparciu o dyskurs teologiczny dochodzi do wniosków, które przeczą zasadności i prawomocności istnienia tej instytucji. Do ciekawych wniosków, które rodzą kolejne pytania doszedł wybitny profesor teologii ksiądz <em><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tomasz_W%C4%99c%C5%82awski" target="_blank">Tomasz Węcławski</a></em>. Facet - że wyrażę się kolokwialnie - swoimi poglądami i decyzjami wywołał sensację. Może nie na miarę skandali wywołanych przez Dodę, czy podobnego pokroju gwiazdki, ale było dość głośno w środowisku naukowym i kościelnym. Przez wiele lat był profesorem i rektorem seminarium arcybiskupiego w Poznaniu, później organizował i był dziekanem wydziału teologicznego na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza. W pewnym momencie dyskurs teologiczny doprowadził go w miejsce, w którym musiał podjąć decyzje dotyczące swego miejsca w Kościele. Najpierw zrezygnował z kapłaństwa, a kilka miesięcy później opuścił Kościół poprzez akt apostazji.</p>
<p style="text-align:justify;">Wolna refleksja - wolna od aksjomatów w postaci dogmatów - zaprowadziła go do zaprzeczenia bóstwa Jezusa i poddaniu w wątpliwość tego, co o nim wiadomo.  Późniejszy dyskurs skłonił go do rozpoczęcia poszukiwań odpowiedzi na pytanie <em>w jaki sposób można pomyśleć o świecie jako całości wychodząc poza wąski dyskurs poszczególnych dyscyplin wiedzy.</em> Dziś prof. Tomasz Węcławski prowadzi arcyciekawy projekt badawczy na UAM o wdzięcznej i wiele mówiącej nazwie <a href="http://www.graniczne.amu.edu.pl/"><strong><em>Pracownia Pytań Granicznych</em></strong>.</a></p>
<p style="text-align:justify;">Myślę, że Wilhelm z Baskerville i jemu podobni byliby znakomitymi interlokutorami w zakresie poszukiwań odpowiedzi na pytania graniczne.</p>
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;"><em>(15,834)</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Barr]]></title>
<link>http://jerzysurma.wordpress.com/?p=10</link>
<pubDate>Mon, 21 Apr 2008 21:08:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>jerzysurma</dc:creator>
<guid>http://jerzysurma.wordpress.com/?p=10</guid>
<description><![CDATA[Fizyka a Wiara w ujęciu Stephana Barr&#8217;a
Książka absolutnie genialna, wielkie odkrycie po pr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<h2>Fizyka a Wiara w ujęciu Stephana Barr'a</h2>
<p>Książka absolutnie genialna, wielkie odkrycie po prawie 25 latach czytania popularno-naukowych książek tego pokroju. Kupiłem ją i … leżała, zrażał mnie tytuł, ilość stron, i generalne brak czasu. Wielka radość czytania, gorąco polecam.</p>
<p><img src="http://jerzysurma.wordpress.com/files/2008/04/zima.jpg" alt="" /></p>
<div class="entry">
<p><strong>Autor i tytuł: </strong>Stephen M. Barr - “Fizyka współczesna i wiara w Boga”<br />
<strong>Tytuł oryginału:</strong> MODERN PHYSICS AND ANCIENT FAITH</p>
<hr />Barr dotyka spraw najważniejszych i rozwija tzw. pięć zwrotów akcji, czyli pięć odkryć z obszaru współczesnej fizyki, które zmieniąją percepcję dyskusji pomiędzy materializmem a religią chrześcijańską:</p>
<p><strong>I. Zwrot pierwszy</strong></p>
<ul>
<li>
<p align="left">Materializm: Wszechświat istnieje od zawsze</p>
</li>
<li>
<p align="left">Chrześcijaństwo: Wszechswiat mial poczatek i zostal stworzony przez Boga</p>
</li>
<li>
<p align="left">Nauka: Teoria wielkiego wybuchu</p>
</li>
</ul>
<p><strong>II. Zwrot drugi</strong></p>
<ul>
<li>
<p align="left">Materializm: Oczywiste jest istnienie wszechświata i że ma jakieś prawa</p>
</li>
<li>
<p align="left">Chrzescijaństwo: Istnienie, piękno i harmonia praw przyrody jest dziełem Boga</p>
</li>
<li>
<p align="left">Nauka: Odkrywanie coraz głebszych poziomow praw i dostrzeganie ich matematycznego piekna, unifikacja praw, czyli stawianie pytan bardziej “dlaczego prawa fizyki sa wlasnie takie” ? dostrzeganie “projektu”, zamyslu w calej tej subtelnej konstrukcji …</p>
</li>
</ul>
<p><strong>III. Zwrot trzeci</strong></p>
<ul>
<li>
<p align="left">Materializm: Powstanie człowieka jest wynikiem szczęśliwego trafu</p>
</li>
<li>
<p align="left">Chrześcijaństwo: Wszechświat został stworzony z myślą o człowieku</p>
</li>
<li>
<p align="left">Nauka: Zasada antropicznych koincydencji, tj. niektóre prawa fizyki wydaja się przypadkowo dokładnie takimi, jakie są potrzebne, by życie we wszechświecie było możliwe</p>
</li>
</ul>
<p><strong>IV. Zwrot czwarty</strong></p>
<ul>
<li>
<p align="left">Materializm: Istnieje tylko materia i ludzki umysł jest maszyną</p>
</li>
<li>
<p align="left">Chrześcijaństwo: Ludzki umysł nie jest mechanizmem, człowiek ma świadomość i duszę</p>
</li>
<li>
<p align="left">Nauka: Kryzys sztucznej inteligencji, argument Luasa-Penrose bazujący na tw. Goedla</p>
</li>
</ul>
<p align="left"><strong>V. Zwrot piąty</strong></p>
<ul>
<li>
<p align="left">Materializm: Świat jest deterministyczny i nie istnienie wolnej wola</p>
</li>
<li>
<p align="left">Chrześcijaństwo: Człowiek ma wolną wolę</p>
</li>
<li>
<p align="left">Nauka: Teoria kwantów, która nie dowodzi istnienia wolnej woli ale falsyfikuje jeden z najmocnijeszych argumentów materialistów, czyli deterministyczną fizykę Newtona</p>
</li>
</ul>
</div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[PIERŚCIEŃ CZYSTOŚCI]]></title>
<link>http://aulaitt.wordpress.com/?p=297</link>
<pubDate>Mon, 21 Apr 2008 16:48:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>Ole</dc:creator>
<guid>http://aulaitt.wordpress.com/?p=297</guid>
<description><![CDATA[Macie na familii stanie jakieś 9-letnie dziewczę, które w okolicach maja, na mocy przepisów koś]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Macie na familii stanie jakieś 9-letnie dziewczę, które w okolicach maja, na mocy przepisów kościoła katolickiego, zostanie wbite w koronkową sukienusię albo obojnaczą sukmanę zwaną albą, a następnie odpytane z pacierzy i postawione przed pierwszokomunijny ołtarz, celem zaślubin z naukami JCh? Jeśli tak i jeśli przez pokrewieństwo z owym dziewczęciem będziecie uczestniczyć w wiadomych uroczystościach, to prawdopodobnie właśnie główkujecie nad prezentem. Myślicie: co by tu? Kilkudziesięciogigabajtowy MP3 Player? Komputer? Wystrzelony w kosmos rower z pięciuset przerzutkami i wbudowanym GPSem? Gruba na dwa palce, nieśmiertelna koperta?...</p>
<p style="text-align:justify;">E, dajcie spokój. Podarkowa klasyka - trywialnie przyziemne podarunki bez szczególnego związku z komunijnym świętem - jest passé. W niebyt spycha ją szlachetna i wcale niekosztowna symbolika:  <a href="http://www.pz.lap.pl/?id=news&#38;pokaz=newsa&#38;news_id=360" target="_blank"><span style="color:#3366ff;">pierścień dziewictwa błogosławionej Karoliny</span></a> <em>(patrz foto niżej)</em> - oto, co aktualnie okupuje pierwsze miejsca rankingów <em>najbardziej en vogue komunijnych prezentów</em>. Jedyne 50 zł i problem z głowy. Co więcej, zyskujecie władzę nad ścieżką rozwoju życia seksualnego komunizującej się dziewięciolatki...</p>
<p><a href="http://aulaitt.files.wordpress.com/2008/04/pierscien-dziewictwa.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-298" src="http://aulaitt.wordpress.com/files/2008/04/pierscien-dziewictwa.jpg" alt="" width="400" height="439" /></a></p>
<p style="text-align:justify;"><!--more-->"Jak to: władzę?", zapytacie. A tak to. Bo ofiarowanie, przyjęcie i noszenie rzeczonego pierścionka oznacza mniej więcej <em>"daję sobie na wstrzymanie z seksem aż do ślubu"</em>. Taka jego idea.</p>
<p style="text-align:justify;">Szlachetne, prawda?, uwiązać dziewczyninę obietnicą trwania w czystości dla <em>"miłości, która poczeka"</em>. I nieobłudne - wierzyć, że niedorosła panna zrozumie głębokie przesłanie daru. No i całkowicie nienaiwnym jest przekonanie obdarowującego, że człowiek płci damskiej - na całe dziewięć lat stary i na tyle też mądry - będzie wiedział, co czystość, co wstrzemięźliwość, co dziewictwo, co dotrzymanie zobowiązania. Nie lepiej od razu wręczyć komplet stalowej bielizny <em>(patrz foto niżej)</em> i zadrutować na oczach rodziny? Rozwiązanie tyleż proste, co nie pozostawiające jak pierścionek miejsca na wątpliwości: a po co, a do czego, a w jakim celu.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://aulaitt.files.wordpress.com/2008/04/pas-cnoty.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-299" src="http://aulaitt.wordpress.com/files/2008/04/pas-cnoty.jpg" alt="" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Ciekawam, kto pierwszy wpadł na pomysł obrączkowania pierwszokomunistek? Inspiracji odgórnych, kościelnych mimo wszystko nie wietrzę (<a title="Nowy komunijny prezent (za Gazeta.pl)" href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5127558.html" target="_blank">wystarczy poczytać spowiedzi księży w temacie</a>). Prędzej  o agitację propierścieniową podejrzewałabym cnotliwą panią Rzecznik Obrony Praw Dziecka, Ewę Sowińską (<a title="Seks dozwolony od lat 18 (za Gazeta.pl)" href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5052720.html" target="_blank">tę od</a><a title="Seks dozwolony od lat 18 (za Gazeta.pl)" href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5052720.html" target="_blank"> obostrzonego cenzusem pełnoletności</a><a title="Seks dozwolony od lat 18 (za Gazeta.pl)" href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5052720.html" target="_blank"> przyzwolenia na seks</a>). Albo jakieś stowarzyszenie papiesszych od papieża ciotek, zapatrzonych na szalejący za oceanem żywioł ruchów czystościowych (jak <a href="http://www.lifeway.com/tlw/" target="_blank">True Love Waits</a> czy <a href="http://www.silverringthing.com/" target="_blank">Silver Ring Thing</a>), których członkowie emblemują się a to pierścionkami, a to wisiorkami na znak ochrony kwiatów swoich kobiecości i męskości przed pokusami, na jakie wystawia je rozerotyzowana współczesność...</p>
<p style="text-align:justify;">Polska... (nie wspomnę już nawet, że zamieszkała przez śliczne, katolickie małpy, które zeżrą każdego banana, byleby miał na skórze wypalone "made in USA") ...to dziwny kraj. Jak słowo daję.</p>
<blockquote><p><a title="...czyli o pierścieniu dziewictwa pisze gazeta.pl" href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5127558.html" target="_blank"></a></p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Żyję w celibacie, bycie kurwą i z kurwą - z wyboru.]]></title>
<link>http://mojstary.wordpress.com/2008/04/20/zyje-w-celibacie-bycie-kurwa-i-z-kurwa-z-wyboru/</link>
<pubDate>Sun, 20 Apr 2008 22:10:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>mojstary</dc:creator>
<guid>http://mojstary.wordpress.com/2008/04/20/zyje-w-celibacie-bycie-kurwa-i-z-kurwa-z-wyboru/</guid>
<description><![CDATA[Jako, że dzisiaj miałem wolne od pracy a, i nikomu nigdzie nie chciało się iść włączyłem te]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jako, że dzisiaj miałem wolne od pracy a, i nikomu nigdzie nie chciało się iść włączyłem telewizor który od pewnego czasu pełni w moim domu funkcję półki na kurz. Jak zwykle w takich chwilach oglądałem mało muzyczne Mtv i program True Life, który w moim odczuciu jest jedynym wartościowym programem w całej pierdolonej kablówce. Przedstawiono historie trójki ludzi którzy żyli, a raczej próbowali żyć w celibacie. Zaskakującym było to, że byli młodzi, piękni, obcowali z wieloma ludźmi, mieli bardzo dużo znajomych a co najważniejsze większość z nich wielokrotnie uprawiała seks, dokonali tego wyboru w momencie kiedy pukali wszystko i wszędzie – czyli generalnie pozazdrościć – nie był to przypadek w którym wybrali celibat tylko i wyłącznie dlatego, że nikt przed nimi nie chciał rozkraczyć nóg.<!--more--></p>
<p>Ich wybory miał całkowicie różne podstawy:</p>
<p>Jeden i tu szczerze się przyznam, że rozumiem tego człowieka bo umie sobie wyobrazić przez co przeszedł postanowił, żyć w celibacie po wypadku samochodowym, kiedy ciężarówka uderzyła w jego samochód na autostradzie. Tak, takie przypadki zostawiają większą, lub mniejsza bliznę na psychice i postanowienia i wnioski jakie wyciągamy w takich momentach są często niedorzeczne. Uznał, że miał tego wypadku nie przeżyć od tego momentu, zaczął żyć w zgodzie z Biblią. No i spróbujcie sobie wyobrazić jaka była jego desperacja, skoro umawiając się z modelką pozująca dla Playboya – tym bardziej jest mi przykro, która w dodatku leciała na niego – nie puknął jej! Przecież to przechodzi ludzkie pojęcie. Żaden normalny mężczyzna nie opanowałby się i powiedziałby: "Jebać Biblię i dałby się nawet pokroić, żeby podupić obiekt westchnień milionów amerykanów". Rany boskie… przecież tego wymaga honor mężczyzny. Skończony kretyn. Skończony kretyn i pedał.</p>
<p>Następnemu szczerze współczułem bo nie chciał kochać się ze swoją dziewczyną… która była brzydka i gruba, chociaż dla niego to nie stanowiło problemu dalej nie mógł – dlaczego? – dlatego, że jego dziewczyna przespała się z innym, a on obawiał się, że ona jest zarażona adidasem. Z tego co wnioskowałem, ona się przeleciała z swoim byłym z powodu celibatu jej chłopaka. Zaskakujące prawda?  A on ją przyjął z otwartymi ramionami, twierdząc, że "czuje coś do niej i nie chce tego zniszczyć". Chłopie o czym ty gadasz, ona nie potrzebowała miłości, czułych słówek i macania. Tylko ostrego jebania. Ot co, jest taki niezindeksowany rodzaj kobiet które pod otoczką niezmiarkowanych uczuć i górnolotnych wyznań, tudzież od czasu do czasu pokazowych aktów oddania czekają z upragnieniem, żebyś skończył pierdolić głupoty i zabrał się za nią od tyłu. Nie polecam nikomu mieć takiej dziewczyny. Naprawdę. No i w tym przypadku było tak samo, ona obiecała się przebadać pod względem adidasa a on obiecał się zabrać za nią. Czysta kalkulacja. Ku jej zdziwieni po wyniku negatywnym, on w dalszym ciągu nie chciał na nią wejść – nie trzeba być idiota, żeby stwierdzić, że on po prostu nie chciał się z nią ruchać i każdy pretekst był dobry na odwleczenie tej chwili. Męska pizda.</p>
<p>Ostatnia historia była opowiadana przez kobietę. Średnio ładna, wielkie piersi, długie nogi, blondynka- czyli w zasadzie normalna, bez rewelacji. Taki opis plus celibat brzmi obiecująco, ale nic mylnego. Kolejny przykład kobiety o której wspominałem wcześniej. Zaczęła się umawiać z chłopakiem – którymś już z rzędu – i postanowiła, że przestanie zdradzać swoich partnerów obiecując im oddanie – dobre postanowienie, uwarunkowane beznadziejną przeszłością. Tak to już jest, że szmata zostanie szmatą. Kurwy z kobiety nie da się wyrwać w żaden sposób. Dlatego też nie potrafię zrozumieć chłopaka który wiedząc, że ona pracuje w barze nocnym, że była dymana milion razy w najróżniejsze sposoby i jak się postarasz, zrobi Ci loda na 1 randce i tak ją przygarnął, w dodatku poszedł z nią do jakiegoś popierdolonego programu w którym bez pruderii opowiada o swoim przebiegu miliona i jednego bata w dupie. Ach ta pierdolona subtelność. Dziewczyna przez cały program mówi o swoim oddaniu dla chłopaka, że przestanie zdradzać – co to za oddanie? Wydaje mi się – wiem, staroświecki jestem – ale oddanie, wierność nie powinno być zaznaczane, po prostu jest i koniec albo nas nie ma, o tym się nie rozmawia, to MUSI być i jest gwarantą normalnego związku – robisz mu łaskę, że jesteś mu wierna? - a nie w tym przypadku namiastką normalności. I co się dzieje, ona chodzi po najróżniejszych imprezach – sama, na których spotyka mężczyzn, byłych chłopaków i grono ludzi nazwanych dla potrzeb politycznych "oni mnie jebali" – i na każdym kroku zaznacza, że musi być oddana swojemu chłopakowi, tudzież od czasu do czasu dzwoniąc do niego i opowiadając z trumfem w głosie o odparci kolejnych zalotników. I jak to się wszystko kończy? Chłopak nie interesuje się ludźmi z którymi obcuje jego dziewczyna, nie chcę jej wyrwać stamtąd, ale to nie najlepsze w tej historii - zaczyna ją zdradzać z jakaś inną dziewczyną, a to świnia- pomyślicie? Po raz kolejny nic mylnego. On był taki sam jak ci którzy ją ruchali, po prostu liczył na udany seks za darmo w każdą chwilę kiedy przyjdzie mu na to chęć, usłyszał celibat i doszedł do wniosku, że nie będzie się umawiać z kurwą tylko dla umawiania i mówienia sobie słodkich słówek, a jego czasowa tolerancja i wyrozumiałość wynikała z jego sądów, że ona po pewnym czasie przestanie zatruwać swoje i jego życie krótkim, a jakże uciążliwym w znaczeniu słowem - celibat.</p>
<p>Każda historia smutniejsza i bardziej chora od poprzedniej, a ostatnimi czasy rzadko zdarzało się, że jedna notka zajmowała wszystkie (prawie) kategorie.</p>
<p>Taka rada od mnie: nie umawiajcie się z kobietami które zrobią Wam na pierwszej randce loda bo w związku z nią nie znajdziecie niczego więcej poza wstydem, udawanymi uczuciami i nieprzespanymi nocami pełnymi myśli "już ją ktoś przeleciał czy jeszcze nie".</p>
<p><em>Tak właśnie będą wyglądać najbliższe notki, nie mam czasu pisać rozwiązłych tekstów będę wszystko wrzucał w formie, prostych, nieposegregowanych myśli.</em></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
