<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>v-rp &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/v-rp/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "v-rp"</description>
	<pubDate>Sun, 18 May 2008 17:33:45 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Wy łobuzy!]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/?p=634</link>
<pubDate>Tue, 13 May 2008 06:50:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/?p=634</guid>
<description><![CDATA[
- Mówię wam chłopaki, wczoraj wieczorkiem, z dużą  Zośką&#8230;
- Rudą?
- No z cycatą, nie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><img style="margin-top:10px;margin-bottom:10px;" src="http://img205.imageshack.us/img205/1377/fraglesi20080513qs4.jpg" alt="" width="473" height="329" /></p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Mówię wam chłopaki, wczoraj wieczorkiem, z dużą  Zośką...<br />
- Rudą?<br />
- No z cycatą, nie przerywaj mi kurna!<br />
<!--more-->- i co? i co?<br />
- Więc wieczorkiem, żeśmy w parku obalili mordotłuka a potem.... uuuuu!<br />
- Panowie, znowu idą te dwa lizusy.<br />
- Jacek i Placek?<br />
- Taaa, Donek skitraj szybko maryśkę bo gotowi jeszcze nas zakablować.<br />
- A piwo?<br />
- Może zostać, pełnoletni jesteśmy kurna nie?<br />
- Ale się porypańce wystroili jak stróże w Boże Cialo<br />
- Mamuśka ich tak ubiera<br />
- Czołem koledzy!<br />
- Czego?<br />
- Tu nie wolno palić!<br />
- G* cię to obchodzi.<br />
- Uprzejmie proszę kolegę aby nie przeklinał.<br />
- Bo co?<br />
- Bo, bo.. bo.. zawiadomimy milicję!<br />
- Jarek, proszę cię, chodźmy, Mamusia czeka z obiadem<br />
- Cicho młody. Jeszcze wam pokażemy wy.. wy.. łobuzy!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Na kocią łapę]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/?p=619</link>
<pubDate>Tue, 22 Apr 2008 18:22:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/?p=619</guid>
<description><![CDATA[
Nad miastem wstawał dzień. Wozy zaparkowali w bocznej uliczce. Ubrani w czarne, polowe mundury, w]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><img style="margin-top:10px;margin-bottom:10px;" src="http://img182.imageshack.us/img182/5189/fraglesi20080422ys4.jpg" alt="" width="473" height="672" /></p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Nad miastem wstawał dzień. Wozy zaparkowali w bocznej uliczce. Ubrani w czarne, polowe mundury, wysypywali się niemrawo, na mokry, po nocnym deszczu bruk. Każdy  dzierżył długą białą pałę i kask bojowy. Wyglądali naprawdę groźnie.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more-->- Oddział wysiadać. No ruszać się mówię – rozkazuje plutonowy – Kowalski k*! po akcji se zapalicie! Gdzie wasza pała?</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Szeregowy Czesław Kowalski zdusił peta i uśmiechając się szelmowsko, zamachał wyciągniętym z wozu, narzędziem przymusu bezpośredniego.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Co my tu mamy oddział? - rzucił dowódca, gdy już się oporządzili i stanęli w szeregu.<br />
- Żeński akademik, Panie Plutonowy! - wyrwał Nowak a reszta oddziału rozjarzyła się  jak koty na widok waleriany.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Komu nie wolno tu przebywać?<br />
- No... - Nowak podrapał się po płowej czuprynie.<br />
- Co mówi pierwsze prawo Gowina? - naciska plutonowy.<br />
- “Dziecko rozwija się naprawdę dobrze i harmonijne tylko wtedy, gdy ma ojca i matkę” - wyrecytował Czesio i dodał - Matka plus Ojciec równa się dziecko. Matka minus dziecko równa się... Ojciec?<br />
- Wy się k* Kowalski nie mądrzcie, bo od tego jestem tu ja. - rzucił plutonowy - Więc co będziemy szukać?<br />
- Samotnych matek? - odpowiedział szybko Nowak.<br />
- Dureń!  Facetów, którzy tu nie mają prawa tu przebywać, o ile nie są mężami!<br />
- Jego świętobliwość Gowin mówił: Nie chodzi o to, żeby mieć dziecko, tylko żeby tworzyć rodzinę – wtrącił gorliwie Czesio.<br />
- Bardzo dobrze Kowalski, bardzo dobrze. Więc oddział mamy tu nowe koczowisko dekadencji.<br />
- Likwidujemy jedno, a na to miejsce powstają  następne! O co im chodzi? - pyta Nowak.<br />
- Ciurlać im się chce – wtrąca Czesio.<br />
- Tylko żebym potem nie słyszał skarg, jak po tym ostatnim razie w hotelu pielęgniarek, rozumiemy się? Bo wyśle na dwa tygodnie mycia sraczy!<br />
- Się rozumie Panie Plutonowy -  odpowiadają hurralnie<br />
- No! Odechce się im tej dekadencji. Ruszać się! Szybko!<br />
- Albercik wchodzimy! – rzucił ni z gruszki ni z pietruszki Czesio.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">---</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><a href="http://fraglesi.wordpress.com/2007/12/19/szosta-rano/">Poprzedni odcinek</a></p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Lody przełamane]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/?p=600</link>
<pubDate>Sun, 30 Mar 2008 11:22:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/?p=600</guid>
<description><![CDATA[
Siedzieli na tarasie w jego ukochanej nadmorskiej rezydencji. W oddali rysowało się portowe miast]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://img100.imageshack.us/img100/3359/79999140qh7.jpg" height="317" vspace="10" width="473" /></p>
<p>Siedzieli na tarasie w jego ukochanej nadmorskiej rezydencji. W oddali rysowało się portowe miasto, gdzie tak silnie splotły się losy Polaków i Niemców. Kiedyś ich miasto. Dogorywała zima. Na falach dryfował samotny biały łabędź.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;text-decoration:none;" align="left"> <!--more-->Zamyśleni. kawa powoli stygła. Zaproponował papierosa. Tamten odmówił. Rozmowa nie kleiła się. Tamten był uparty, jak to Kaszub. Przed spotkaniem brat długo klarował mu, na co może się zgodzić.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;text-decoration:none;" align="left"> Kiedyś byli przyjaciółmi, ale potem ich drogi rozeszły się. Brat nienawidził tamtego. Podobno za dziadka w Wermachcie. Zerwał znajomość. Podejrzewał, iż tamten czuje coś do Angeli. Zresztą to nie miało już znaczenia, odkąd poznał bliżej Annę.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;text-decoration:none;" align="left"> Tamten sprawiał wrażenie energicznego, młodego jak na swój wiek. On czuł się staro. Wiele razy zwierzał się Annie, iż tak bardzo pragnie zrzucić jarzmo, jakie nałożył mu brat.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;text-decoration:none;" align="left"> - Wiosna zawitała do naszego miasta – przerwał milczenie tamten.<br />
- poopowiadaj mi o tym – powiedział cicho. Dawno tam nie był.<br />
- Wczesne kwiaty już rozkwitły. na drzewach pojawiły sie pąki. Widać, że zieloność rozsadza je od środka.<br />
- Pięknie - zaskoczył go. Skąd w nim taka delikatność?<br />
- Drzewo powstrzymuje jeszcze ale długo nie da rady. Otworzy się na słońce. Uwierzy, że zimne wiatry, które tak je chłostały już nie wrócą. zapomni na parę miesięcy o zimie zajęte tym co robi od dziesiątków lat a co nie dzieje się za sprawą człowieka. Pojawiły się też owady. Ciężkie pszczoły i zwinne osy oraz bąki. Małe muszki i żółte motyle. A na wodzie śmigają hoże nartniki. Pod powierzchnią też budzi się życie. I tak co roku.<br />
- I co roku jest pięknie- potwierdził sięgając po wyziębłą filiżankę.<br />
- I zapach ziemi, który niesie się od pól. I zapach lasu, który się budzi. Inny świerkowego inny bukowego. Świerkowego jest ostrzejszy, zimniejszy bo ten las nie spał w zimie. Bukowy, liściasty jest świeży, młody, ledwo co obudzony z długiego snu.
</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;text-decoration:none;" align="left"> Uśmiechnął się po raz pierwszy. Poczuł, że pierwsze lody zostały przełamane. Tylko co na to brat?</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;text-decoration:none;" align="left">---</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;text-decoration:none;" align="left"><a href="http://fraglesi.wordpress.com/2008/01/28/stary-czlowiek-i-morze/">Poprzedni odcinek</a></p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;text-decoration:none;" align="left">&#160;</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;text-decoration:none;" align="left">&#160;</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Polskie drogi]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2008/03/18/polskie-drogi/</link>
<pubDate>Tue, 18 Mar 2008 07:21:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2008/03/18/polskie-drogi/</guid>
<description><![CDATA[
Zapuszczony bar, na obrzeżu wielkiego miasta, zwał się “Pod Papugami”. Informował o tym krz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://img134.imageshack.us/img134/8863/fraglesi20080318sm9.jpg" height="310" vspace="10" width="473" /><br />
Zapuszczony bar, na obrzeżu wielkiego miasta, zwał się “Pod Papugami”. Informował o tym krzywo wiszący, na wpół przepalony neon. Zawsze zadymiony. Nikomu to nie przeszkadzało. Zaglądali tylko tubylcy.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more-->Jednym z nich był “prezydent”. Bezdomny. Strasznie stary. Lubił wypić, nie zawsze alkohol. Nikt nie znał jego imienia. Nazywali go tak, bo z pijackim uporem powtarzał, iż był kiedyś prezydentem. Przychodził, żeby ogrzać się. Tolerowali go, można było pośmiać się.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Wystarczyło rzucić o Niemcach albo udać pedała. Toczył pianę. Wykrzykiwał o dobru ojczyzny. Jakieś karcie. Groził bratem, który podobno ukrywał się w Toruniu, ale powróci.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Teraz siedział przy barze, z głową smętnie zwieszoną nad szklanką z piwem. Zobojętniały.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Klezmer grać! - rzucił nagle</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">A klezmer wzruszył tylko ramionami i zagrał ulubioną melodię prezydenta - walc Polskie Drogi.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Cuchnący pisuar]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/?p=582</link>
<pubDate>Fri, 14 Mar 2008 17:54:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/?p=582</guid>
<description><![CDATA[ 
Scyzoryk w kieszeni się otwiera kiedy słucham cuchnący pisuar w temacie traktatu Lizbońskiego
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p> <img src="http://img503.imageshack.us/img503/2462/37376547ma6.jpg" height="507" vspace="10" width="473" /><br />
Scyzoryk w kieszeni się otwiera kiedy słucham cuchnący pisuar w temacie traktatu Lizbońskiego</p>
<p><!--more-->Nie umiem skomentować. Brak mi dystansu, choć wiem, że to bezczelne gierki polityczne. Jakim prawem, ośmieszają nas ponownie wobec Europy?</p>
<p>Mam dwie propozycje rozwiązania sytuacji:</p>
<ul>
<li>Wynająć Jurka Killera, ewentualnie Szakala</li>
<li>Zafundować Jarkowi dożywotnie wczasy na Madagaskarze w towarzystwie 10 młodych kobiet (niech nawet będą dziewice, choć będzie problem ze zdobyciem) Oczywiście co roku zestaw byłby zmieniany.</li>
</ul>
<p>Co wy na to? Jakie są wasze propozycje?</p>
<p>Dopisek: Zdjęcie to jeden z pierwszych, wykonanych ponad 20 lat temu przeze mnie, fotomontaży. Jakże proroczy! Prawda?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kolorowe jarmarki]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2008/03/14/kolorowe-jarmarki/</link>
<pubDate>Fri, 14 Mar 2008 08:35:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2008/03/14/kolorowe-jarmarki/</guid>
<description><![CDATA[
Czekaliśmy na Niego odświętnie ubrani. Był piękny słoneczny dzień. Wiosna wybuchła zieleni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://img442.imageshack.us/img442/3656/w171ezx4.jpg" height="355" vspace="10" width="473" /><br />
Czekaliśmy na Niego odświętnie ubrani. Był piękny słoneczny dzień. Wiosna wybuchła zielenią.<br />
- Jedzie! - krzyknęli z bramy i rzucili się otwierać.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more-->A trzeba wam wiedzieć, że brama była prawie zawsze zawarta. Z rzadka ją uchylono, gdy pastuszkowie pędzili bydło albo ktoś jechał do miasta. Na zewnątrz czaił się bezlitosny wróg,   chcący zawładnąć naszymi sercami. Podeptać wiarę ojców naszych. Zgiąć karki w Brukselskiej niewoli.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Mężczyźni zdjęli kapelusze, obciągnęli marynarki. Kobiety poprawiły chustki na głowach, skarciły  niesforne dzieci. Nad głowami powiewały biało-czerwone flagi. Nad burmistrzem wisiał ogromny napis: Nie oddamy piędzi naszej ziemi !</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Wysiadł. Chleb pocałował. Dziewczynkę z kwiatami, córkę burmistrza, w stroju ludowym, po główce pogładził. Kwiaty przyjął. Uśmiech okrasił jego, zwykle smutną i surową, twarz. Był wśród swoich.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Wyglądał tak niepozornie przy ochroniarzach. Kruchy i malutki, ale jakże wielki duchem. Nasze Słońce, Nasz Ojciec, przewodnik.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Ciszę się, że was widzę – powiedział cicho.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Kobiety rzuciły się całować po rękach. Mężczyźni nabożnie trzymali kapelusze w rękach. Wiatr szarpał ich słomiane czupryny. Dzieci pochowały się za matkami.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Bo my Panie, ludzie może i proste, ale uczciwe – odparł Kowal Macieja – U nas spokojnie, choć na świecie wszędzie wojna.<br />
- Lud u nas głęboko wierzący i patriotyczny – wtrącił pleban - Jak kioskarz chciał świństwa sprzedawać, to ludzie zagrozili, że mu budę spalą. A tego, jak mu tam, Interneta nie ma. Bezeceństwa nie docierają.<br />
- I konta, u tych żydów lichwiarzy, nikt ni ma – krzyknął ktoś z tyłu – Zresztą żyda u nas nie uświadczysz!<br />
- Jak się raz niemieckie turysty zapędziły, tośmy Panie, wszystkie okna w autobusie wytłukli. Zwiewali aż kurzyło – zaśmiała się rezolutna Nowakowa, żona piekarza.<br />
- Dobrze zrobiliście. Niemcy to wróg nasz śmiertelny. A wódki i piwa nie nadużywacie? – spytał troskliwie.<br />
- Skądże Panie! - zaprotestowali
</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Otoczyli go ciasno, mimo protestów ochroniarzy. Każdy chciał dotknąć choćby rękawa. Mówił o świecie, o wrogach, o kłamstwach w telewizji i radiu. Odpowiedzieli, że słuchają tylko Radia Maryja. Pochwalił.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Muszę wracać kochani – spojrzał na zegarek – Panie Burmistrzu, tniemy!</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Burmistrz podał nożyczki. Załopotała wyprężona wstęga biało-czerwona. Błysnęły nożyczki w jego   dużych, gospodarskich rękach.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Jarmark uważam za otwarty – powiedział z uśmiechem.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Tak bardzo żałowali, że nie może zostać z nimi dłużej.</p>
<p>--</p>
<p><i>Zdjęcie ze strony <a href="http://pismoprofile.com">pismoprofile.com</a></i></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kupę mi się chce]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2008/03/07/kupe-mi-sie-chce/</link>
<pubDate>Fri, 07 Mar 2008 07:11:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2008/03/07/kupe-mi-sie-chce/</guid>
<description><![CDATA[- Co się stało synku? Czemu płaczesz?
- Mamusiu, buuuuu, ja nie chcę już chodzić do przedszkol]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>- Co się stało synku? Czemu płaczesz?<br />
- Mamusiu, buuuuu, ja nie chcę już chodzić do przedszkola!<br />
- Synku, nie możesz sam siedzieć w domy, gdy ja idę do pracy.<br />
<!--more-->- Ale ja nie chcę i już! buuu....<br />
- Powiedz, co się stało?<br />
- Leszek nazwał mnie durniem! buuu....<br />
- Powiedziałeś Pani Przedszkolance?<br />
- Tak Mamusiu, ale odpowiedziała, że to brzydko być skarżypytą i ukarała mnie.<br />
- A to zła kobieta jest! Bratu powiedziałeś?<br />
- Tak, Schowaliśmy się za zjeżdżalniami i stamtąd pluliśmy na Leszka i jego bandę. Jarek nawet kamieniami zaczął w nich rzucać bo bał się podejść.<br />
- Moje zuchy! Jestem z was dumna synku. Wyrosną z was wielcy ludzie!<br />
- Kupę mi się chce!<br />
- Idź zrób synku i zamelduj kiedy skończysz, to pomogę ci pupcię wytrzeć.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Polaczki naiwniaczki]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/?p=553</link>
<pubDate>Sat, 16 Feb 2008 16:23:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/?p=553</guid>
<description><![CDATA[- Panie Prezydencie, przepraszam, że przeszkadzam, ale mamy problem z satelitą..
- Wilson! Co mnie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>- Panie Prezydencie, przepraszam, że przeszkadzam, ale mamy problem z satelitą..<br />
- Wilson! Co mnie, do k* nędzy, obchodzi jakiś satelita?<br />
- Nasz szpiegowski. Fotografował Rosjan.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more-->- Trzeba było od razu tak mówić Wilson. Co z nim?<br />
- Straciliśmy kontrolę. Podobno system mu się zawiesił, a ci z Redmond wypięli się<br />
- Kill Bill!<br />
- Słucham panie Prezydencie?<br />
- No tego, no, zestrzelcie go!<br />
- Wojskowi chcą odzyskać jakąś ważną aparaturę. Nie zdążyli wszystkich danych odczytać.<br />
- Niech ich ręka Boska broni zrzucać go na nas. Niech spada do oceanu.<br />
- Greenpeace się wścieknie.<br />
- A nad Europą, Niemcy?<br />
- To nasz sojusznik Panie Prezydencie.<br />
- Wojna się skończyła? He, he, żartowałem. Francja?<br />
- Odpada. Wojskowi proponują Polskę.<br />
- Polska? Polska? Gdzie to jest?<br />
- Pan Prezydent był tam w zeszłym roku. To nasz wierny sojusznik.<br />
- A już kojarzę, Walesa, Dansk, Papież! Ten śmieszny prezydent i jego bliźniak, premier.<br />
- Gdańsk Panie Prezydencie. Premiera mają już nowego. Donald Tusk się nazywa.<br />
- Ty Wilson, Prezydenta USA geografii uczyć nie będziesz! Jak mówisz? Donald? Kaczor? ha ha ha.<br />
- Kondoliza proponuje, aby powiedzieć im, że gdyby była tarcza, to by im na głowę nie spadł.<br />
- Kocham ją! Chcą coś w zamian?<br />
- Nic Panie Prezydencie.<br />
- Widzisz Wilson, jakie naiwniaczki te Polaczki? Są z nami w Iraku?<br />
- Są, Panie Prezydencie. Także w Afganistanie. Bezinteresownie.<br />
- To mi się podoba! Ale zwolnienia z wiz nie dostaną, bo jeszcze wszystkie auta nam ukradną, ha ha ha!<br />
---
</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><a href="http://fraglesi.wordpress.com/2007/06/08/szklane-paciorki/">Poprzedni odcinek </a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Układ bis]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2008/02/16/uklad-bis/</link>
<pubDate>Sat, 16 Feb 2008 06:53:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2008/02/16/uklad-bis/</guid>
<description><![CDATA[Odezwał się stary przyjaciel ze studiów. Kiedyś tyle nas łączyło. Niestety z czasem, nasze dr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Odezwał się stary przyjaciel ze studiów. Kiedyś tyle nas łączyło. Niestety z czasem, nasze drogi po cichu się rozeszły. Ja zbudowałem dom, spłodziłem syna. On został pilotem. Bez rodziny i zobowiązań. Czasem mu zazdrościłem.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more--> Domyślałem się, po co chce się spotkać. Od paru miesięcy media trąbiły: “To układ planetarny, prawie taki jak nasz. Gwiazda i osiem planet, są oddalone o pięć tysięcy lat świetlnych od nas.”. Leciał tam.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Umówiliśmy się w pubie, w centrum. Niewiele się zmienił. Może trochę spoważniał.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Kiedy wrócicie? - zapytałem gdy kelnerka postawiła przed nami drinki.<br />
- Tego nie wiem, przyjacielu, to naprawdę daleko – odparł zaciągając się (trującym) dymem.
</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">W tajemnicy zdradził, że odebrali stamtąd prymitywny sygnał audio-wizyjny. Po rozszyfrowaniu, okazało się, że tubylcy, całkiem od nas odmienni, dyskutowali o jakimś zagłuszaniu. Mowa też była o grożącym im niebezpieczeństwie ze strony służb związanych z układem. Nie udało się ustalić, o jaki układ chodzi. To zdecydowało o podjęciu tego kosztownego przedsięwzięcia. Czuliśmy się w obowiązku, wspomóc braci w rozumie.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Powodzenia zatem - odparłem</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Uśmiechnął się. Dopił ciekły Azot, wstał, dotknął przyjaźnie moich czułków i wyszedł bez słowa.  Długo patrzyłem za nim.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">---</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><a href="http://www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4930484.html">Inspiracja </a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Radio niemieckie]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/?p=550</link>
<pubDate>Tue, 12 Feb 2008 08:38:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/?p=550</guid>
<description><![CDATA[Lutowe słonko przygrzewa zadziwiająco mocno. Ćwierkają ptaszki. Pielęgniarze Heniek i Zdzisiek,]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Lutowe słonko przygrzewa zadziwiająco mocno. Ćwierkają ptaszki. Pielęgniarze Heniek i Zdzisiek, stoją przed wejściem do Psychiatrycznego Zakładu Opieki Zdrowotnej. Palą. Czasem któryś splunie.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more-->- Co ci się w rękę kurna stało? - Zdzisiek zauważa zabandażowaną prawicę kolegi.<br />
- Prezes mnie podczas zabiegu ugryzł – odpowiada rosły pielęgniarz Heniek.<br />
- To skórkojad jeden – mówi Ździsiek – trzeba mu jakiś numer wyciąć, ale wieczorkiem, jak gruba  pójdzie do domu.<br />
- Ale co ? - Heniek drapie się po głowie.<br />
- Widziałeś kurna jaki on cięty na Niemców?<br />
- Taaa, omal Donalda nie zatłukł, gdy bawili się w czterech pancernych – przypomina sobie Zdzisiek – Ubzdurał, że Donald miał dziadka w Wermachcie.<br />
- No właśnie – Zdzisiek uśmiecha się złośliwie – wstawimy mu do celi radio po niemiecku gadające<br />
- Trzeba go będzie, kurna, w kaftan wsadzić, do łóżka przywiązać, bo gotów łbem radioprijomnik rozp* - zauważa przytomnie Heniek<br />
- I zagłuszyć! – dopowiada Zdzisiek – szmatę w gębę wetknąć, bo gotów cały blok pobudzić.<br />
- Dobre – rechocze Heniek – rano, zanim piguły wrócą, się go cacy oporządzi, piankę z ust obetrze, he he, pięć razy zastanowi się nim znowu kąsać zapragnie.
</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">---</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><a href="http://fraglesi.wordpress.com/2007/05/14/lot-nad-kukulczym-gniazdem/">poprzedni odcinek</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nocna zmiana]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2008/02/07/nocna-zmiana/</link>
<pubDate>Thu, 07 Feb 2008 14:51:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2008/02/07/nocna-zmiana/</guid>
<description><![CDATA[
- Halo, Koala?
- Słucham.
- To ja, Mefisto.
- Kto?
- Mefisto, pacanie jeden, od małego płatnika.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://img412.imageshack.us/img412/9374/fraglesi20080207xj6.jpg" height="300" width="473" /><br />
- Halo, Koala?<br />
- Słucham.<br />
- To ja, Mefisto.<br />
- Kto?<br />
- Mefisto, pacanie jeden, od małego płatnika.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more-->- Jarka?<br />
- Tyle razy ci powtarzałem misiu kolorowy: bez nazwisk i imion!<br />
- Podaj hasło.<br />
- Najlepsze kasztany są na placu Pigalle.<br />
- Zgadza się, cześć Mefisto.<br />
- Gadaj, jak było?<br />
- Dobrze.<br />
- Co to znaczy dobrze? Pytali o kwity? Mam nadzieję, że nie puściłeś farby?<br />
- W życiu Mefisto!<br />
- Już ja bym ci drugą nocną zmianę urządził, Koala!<br />
- Wiem Mefisto.<br />
- Ksero wynieśliście i dyski są u cioci Gieni?<br />
- Wszystko schowane.<br />
- Dobrze Koala, dobrze. Pamiętaj : język za zębami bo nam mały płatnik jaja pourywa!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zima wasza, wiosna nasza]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2008/02/03/zima-wasza-wiosna-nasza/</link>
<pubDate>Sun, 03 Feb 2008 11:48:47 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2008/02/03/zima-wasza-wiosna-nasza/</guid>
<description><![CDATA[Szef Potworów i spółka siedzi nad laptopem. Mozolnie coś wstukuje jednym palcem, zerkając co ch]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Szef Potworów i spółka siedzi nad laptopem. Mozolnie coś wstukuje jednym palcem, zerkając co chwila znad okularów na ekran. W zaaferowaniu, raz po razie, koniuszkiem języka oblizuje wargi. Czoło potem sperlone.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more-->Cicho wchodzi Kuchcik i zza pleców pyta - Co Szef robi?<br />
- Aaaaa - Szef podskakuje przerażony i strąca laptopa, który z hukiem uderza o podłogę.<br />
Kuchcik z troską podnosi go – Nic się nie stało, działa Szefie. O nasza-klasa!<br />
- No i czego ludzi straszysz – oburza się Szef  - A co, nie mogę kolegów szkolnych poszukać?<br />
- Szef profil Donaldu Tusku ogląda...<br />
- Muszę wiedzieć, kto jego przyjacielem jest!
</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Wchodzi Gosiu, zwany nie wiadomo czemu Edgarem Peron. Od ostatniego czasu jeszcze bardziej się zaokrąglił. Przybyły mu dwa złote sygnety i grubo ciosana (również złota) bransoleta.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Coś ty się tak złotem obwiesił, jak Biskup w Boże Ciało? – zaciekawia się Szef<br />
- Musiałem w coś zainwestować oszczędności. gdy z funduszy wycofałem – odpowiada skwaszony
</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Szefowi obce są bóle giełdowe rodaków. Nie posiada konta, a wszystko co zaoszczędzi, oddaje Mamie.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"> - Rozmawiałeś ze Śniadętym? - pyta go Szef.<br />
- Si, Boss – Gosiu lubi się popisywać znajomością włoskiego, który zna od dziecka -  Listę z datami dał.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Szef przegląda listę a uśmiech na jego twarzy robi się coraz szerszy.<br />
- Na to na długo odechcę się władzy naszemu Donaldu – uśmiecha się złośliwie.<br />
- Zima wasza, wiosna nasza – rechocze Gosiu<br />
- Pielęgniarki kiedy?<br />
- Jak się zwiedziały, że Szef kazał je zagłuszać, to powiedziały Śniadętemu, że ma się w d* pocałować i one same zdecydują kiedy zaczną strajkować. - odpowiada Gosiu.<br />
- Kij im w oko, niech w ich miejsce wepchnie inspektorów drogowych.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Gosiu wychodzi a Szef wraca do przerwanego żeglowania po narodowym systemie wszystkich Polaków.<br />
- A skąd Szef ma laptopa? - pyta nagle Kuchcik, które zna leworęczność Szefa w sprawach technicznych.<br />
- Zbysiowi Niszczarce zabrałem. Czego to tak wolno, do cholery działa!? - Szef robi się czerwony na twarzy wali pięścią w stół. Kuchcik znając krewki charakter pryncypała, zapobiegawczo się odsuwa.<br />
- No nie!!!! - krzyczy Szef, wstaje i rzuca laptopem o podłogę, po czym skacze po nim.
</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><font size="3">Z laptopa odzywa się nagle piskliwe ciche: SILENCE!!! I KILL YOU!</font></p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">---</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><a href="http://fraglesi.wordpress.com/2007/11/17/trzy-zdania/">Poprzedni odcinek</a></p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">&#160;</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Obóz]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2008/01/29/oboz/</link>
<pubDate>Tue, 29 Jan 2008 14:43:40 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2008/01/29/oboz/</guid>
<description><![CDATA[Wiosenne słońce przygrzewało mocno. Ktoś prowadził dzieci do szkoły. Kobiety szły rozwiesić ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wiosenne słońce przygrzewało mocno. Ktoś prowadził dzieci do szkoły. Kobiety szły rozwiesić pranie. Szczekał pies. Zaczynał się kolejny dzień naszego czekania.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more-->Tylko starsi znali powód czekania. Mówili coś o granicy, jakiś celnikach, strajku. Młodzi,  urodzeni w obozie, nie wierzyli. Obóz był dla nich domem. Światem jaki znali.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Obóz ciągnął się przez całą Polskę a podobno dalej, po krańce Europy. Składał się ze stojących zderzak w zderzak Tirów. Koła zarosły trawą. Silniki umilkły na zawsze.  Kontenery przystosowano do mieszkania. Pojawiły się ogródki. Powstały sklepiki, kina, a nawet i kościoły. Czego chcieć więcej?</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Nikt nie miał adresu ale poczta działała. Wystarczyło adresować “Dorohusk – dziesiąty kilometr, albo Hrebenne - trzysetny kilometr. . Wieczorami eter rozbrzmiewał od rozmów na CB. Rodziły się przyjaźnie, miłości. Czasem ktoś komuś dał w ryja. Było o czym opowiadać.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Jakiś nawiedzony twierdził, że zaraz ruszymy... Oszalał?</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Stary człowiek i morze]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2008/01/28/stary-czlowiek-i-morze/</link>
<pubDate>Mon, 28 Jan 2008 11:19:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2008/01/28/stary-czlowiek-i-morze/</guid>
<description><![CDATA[
Stał na brzegiem stalowego morza. Zimny wiatr bielił czubki fal. W dali, w kierunku miasta, suną]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://img100.imageshack.us/img100/4505/fraglesi20080128kx4.jpg" height="271" vspace="10" width="473" /><br />
Stał na brzegiem stalowego morza. Zimny wiatr bielił czubki fal. W dali, w kierunku miasta, sunął biały prom. Do wiosny jeszcze tyle dni – pomyślał. Czuł się bardzo zmęczony i stary, choć miał tylko 66 lat.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more-->W gruncie rzeczy, cieszył się, że z jego pleców zostanie zdjęte jarzmo. Dawno temu, gdy byli dziećmi, obiecał bratu, iż pomoże mu w realizacji planów. Błąd. Nie przypuszczał ile będzie to wymagało  wysiłku. Zawsze był tym drugim, młodszym, popychadłem. Wykonywał rozkazy.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Podupadł na zdrowiu. Nic dziwnego. Ciągły stres, awantury, nieudolność pomocników, których wskazał brat. Marzył tylko o jednym: odpocząć. Żyć z dala od tego całego zgiełku. Może napisze książkę?</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Żal mu było tego miejsca. Pokochał je. Tyle wspomnień. Tyle rozmów, we dwoje, z Anną. Zwykłe szczęście, gdy nie musiał grać wyznaczonej roli. Bycie sobą.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Panie prezydencie – odezwał się cicho sekretarz – pora jechać.<br />
- Tak wiem. Jeszcze chwilę – odparł i po raz ostatni spojrzał w dal.
</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Hel 2015.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">---</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><a href="http://fraglesi.wordpress.com/2007/06/17/pierwiastek-i-pierwiastek/">Poprzedni odcinek</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czujni Bojowi Anonimowi ]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2008/01/22/czujni-bojowi-anonimowi/</link>
<pubDate>Tue, 22 Jan 2008 19:45:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2008/01/22/czujni-bojowi-anonimowi/</guid>
<description><![CDATA[
Drużyna mrocznych Wojowników Ninja czuwa, w pogrążonej w półmroku harcówce. Panuje ciężka ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://img144.imageshack.us/img144/1503/fraglesi20080122kn2.jpg" height="266" vspace="10" width="473" /><br />
Drużyna mrocznych Wojowników Ninja czuwa, w pogrążonej w półmroku harcówce. Panuje ciężka cisza. Wojownicy z niepokojem w sercach, czekają na powrót drużynowego.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more-->Nagle skrzypią drzwi i wchodzi oczekiwany.<br />
- Czołem drużyna! - wyrzuca z siebie.<br />
- Czołem druhu drużynowy! - odpowiada mu gromkie echo odbijające się od ścian harcówki.<br />
- I jak? jak? - padają liczne, zniecierpliwione głosy. Dyscyplinę diabli biorą.<br />
- Ok – odpowiada zdawkowo drużynowy.<br />
- Znaczy druha nie zwolnią? - pyta z nadzieją w głosie zastępowy Piotruś.
</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Zamiast odpowiedzi, na twarz przybysza wypełza uśmiech numer 5a. Taki od ucha do ucha.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Czyli ta p...<br />
- Józiu! - przerywa zastępowy Piotruś.<br />
.... zła kobieta nic nie zdziałała? - ciągnie dalej zastępca zastępowego, Józio.<br />
- Spokojnie drużyna! Nowy komendant, na moich oczach, raport podarł i życzył mi dalszych, owocnych sukcesów. Na koniec poklepał po plecach i tak rzekł: Wicie, rozumicie, władza was potrzebowała, potrzebuje i będzie potrzebować.<br />
- Ufff! – rozlega się z wielu gardeł<br />
- Co więcej.... – drużynowy zawiesza głos i patrzy wkoło – dostaniemy znacznie większe fundusze.<br />
- Hurra! - Wojownicy Ninja podskakują pod sam sufit.<br />
- Kupię sobie ten śmigłowiec zdalnie sterowany z kamerą – wykrzykuje Piotruś klaszcząc.<br />
- A ja rakietę ziemia-powietrze – krzyczy ktoś z tyłu<br />
- I czołg! - Józio z radości fika koziołka<br />
- Nazwiemy go rudy!<br />
- Spokojnie chłopcy – mówi drużynowy – Nasz nowy komendant kazał nam w pierwszej kolejności  zabrać się za pielęgniarki. Więc do roboty! Rozejść się!<br />
- Tak jest! - odpowiada radośnie zastęp i po chwili rozlega się hymn, którym zawsze wieńczy spotkania – My Czujni! Bojowi! Anonimowi!
</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">---</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><a href="http://fraglesi.wordpress.com/2007/10/29/wrog-nadal-nie-spi/">Poprzedni odcinek</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Szósta rano]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2007/12/19/szosta-rano/</link>
<pubDate>Wed, 19 Dec 2007 14:24:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2007/12/19/szosta-rano/</guid>
<description><![CDATA[- To tu?
- Tak, Panie plutonowy – odpowiada szeregowy Czesław Kowalski.
- Mocne, zbrojone – mó]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>- To tu?<br />
- Tak, Panie plutonowy – odpowiada szeregowy Czesław Kowalski.<br />
- Mocne, zbrojone – mówi zatroskany plutonowy gładząc drzwi.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more-->- Nie takie się otwierało – odpowiada Czesław i wyciąga olbrzymi łom – a jak nie, to się Maliniaka przez okno wrzuci.<br />
- Znowu ja? Mnie głowa boli – protestuje Maliniak.<br />
- Którą mamy? Jest już szósta? - pyta plutonowy<br />
- Szósta punkt – odpowiada szeregowy Maliniak<br />
- No to zaczynamy, Maliniak włączcie kamerę a wy Kowalski przyjcie aby mocno.<br />
- Się rozumie, jak na porodówce! - rechocze Kowalski.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Panowie władza napierają na drzwi, które po chwili ustępują pod naporem dobrze odżywionych ciał. Wpadają do środka. Rozbiegają się we wszystkie strony świecąc latarkami.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Leżeć! Ręce na głowę! - rozlegają się wrzaski – Policja!<br />
- Ale.... Ja.... - próbuje protestować młody mężczyzna w samej koszulce polo<br />
- Ty w ząbek czesany! W majtki zainwestuj bo ci widać – wydziera się na niego Kowalski<br />
- Nieuzbrojony? - pyta plutonowy<br />
- Nie Szefie, chociaż....<br />
- Kowalski, przestańcie se k* żartować! Na glebę i skuć! - rozkazuje plutonowy<br />
- <span><span style="font-size:small;">Masz prawo milczeć gołąbeczku – mówi czule Kowalski - Wszystko, co powiesz, może być.....<br />
- Kowalski! To nie Stany! - przerywa plutonowy – do wozu z nim, prokuratory czekają<br />
- Szefie a on nie był czasem kiedyś jakimś prokuratorem abo nawet ministrem?<br />
- Był, był, Dlatego już tam niego z chlebem i solą czekają, he he<br />
- Panie Plutonowy, to może mała ścieżkę zdrowia? Tak od nas?</span></span></p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">---</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><a href="http://fraglesi.wordpress.com/2007/11/07/palenie-albo-zdrowie/">Poprzedni odcinek</a></p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dobry dzień]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2007/12/07/dobry-dzien/</link>
<pubDate>Fri, 07 Dec 2007 15:13:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2007/12/07/dobry-dzien/</guid>
<description><![CDATA[- Ufff, to był dzień – wzdycha zmęczony Padre Directore
- Tak Ojcze – potakuje młody kleryk,]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>- Ufff, to był dzień – wzdycha zmęczony Padre Directore<br />
- Tak Ojcze – potakuje młody kleryk, pomagający Padre rozebrać się z ciężkiego od złota ornatu.<br />
- Duże zestawów poszło?<br />
- Dobre czterysta sztuk<br />
<!--more-->- To dobrze, bardzo dobrze – Padre uśmiecha się od ucha do ucha i zapada się głęboko w skórzanym fotelu.<br />
- Podać coś do picia i cygaro? - pyta usłużnie kleryk<br />
- Jasia Wędrowniczka ale bez lodu</p>
<p>Padre Directore jest miłośnikiem dobrych alkoholi i cygar. Kleryk stawia przed Padre srebrną tacę. Światło obija się w kryształowej szklance.</p>
<p>- Na tacę ile zebrali?<br />
- Dużo Ojcze, dokładnie nie wiem, bo jeszcze liczą.<br />
- A dary?</p>
<p>Kleryk spogląda w notes.</p>
<p>- Kilkanaście złotych monet, dwadzieścia dwie obrączki ślubne, osiem sygnetów, jeden naszyjnik....<br />
- Jaki? - wtrąca Padre.<br />
- Z pereł.<br />
- A to dobrze, bo bałem się, że znowu z bursztynu.<br />
- Prałat przysłał skrzynkę wina.<br />
- Tego sikacza? Wylać!<br />
- Tak im powiedziałem – Zaufany kleryk doskonale zna stosunek Padre do wyrobów sygnowanych przez Prałata.<br />
- No to może w końcu kupię sobie ten jacht, co to mi Janek pokazywał – mówi rozmarzonym głosem Padre - a zapomniałbym, zapisałeś kto był z PiS?<br />
- Oczywiście Ojcze, oto lista</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Koryto v.2.0]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2007/12/05/koryto-v20/</link>
<pubDate>Wed, 05 Dec 2007 12:13:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2007/12/05/koryto-v20/</guid>
<description><![CDATA[
Koryto było już tak blisko. Prawie na wyciągnięcie ryja. Niestety przed nimi kłębił się tł]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://img360.imageshack.us/img360/5084/fraglesi20071205rx3.jpg" height="505" vspace="10" width="437" /><br />
Koryto było już tak blisko. Prawie na wyciągnięcie ryja. Niestety przed nimi kłębił się tłum. Tłuste zady co chwila przesłaniały cel</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><a title="more-347" name="more-347"></a><!--more--> - Weź się pan posuń! – zakwiczał sąsiad z lewej w obowiązkowym zielonym krawacie<br />
- A pan gdzie pchasz ten ryj? - odparował zaatakowany – krawat se pan popraw<br />
- Ryje w kubeł! Nie pchać się! Dla wszystkich starczy – odezwał tłusty knur z przodu, bez krawata ale pomalowany na zielono. Funkcyjny znaczy.<br />
- Akurat , nażrą się a dla nas nic nie zostanie – odezwały się głosy tych z tyłu<br />
- Widzisz pan tych z samego przodka? Tłuści, nażarci a wkoło same młode maciory.<br />
- Każdy chce mieć coś z życia – odparł ten lewej
</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Zarechotali i zaczęli napierać. Wiedzieli, że w gruncie rzeczy może i dla wszystkich starczy ale najlepsze kąski dostawały się tym pierwszym. W progu stał gospodarz. Uśmiechał się tajemniczo i powoli ostrzył o siebie dwa lśniące noże.</p>
<p>—–</p>
<p><a href="http://fraglesi.wordpress.com/2007/04/30/koryto/">Koryto v. 1.0</a></p>
<p><a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4733790.html">Inspiracja </a></p>
<p style="margin-bottom:0;">&#160;</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Smutek w sieci]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2007/12/01/smutek-w-sieci/</link>
<pubDate>Sat, 01 Dec 2007 07:36:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2007/12/01/smutek-w-sieci/</guid>
<description><![CDATA[
Prawdą jest, że to co mówimy (przekaz werbalny) to tylko ułamek całego przekazu. Cytuje: “Ja]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://img151.imageshack.us/img151/9432/44208096mf3.jpg" height="442" vspace="10" width="500" /><br />
Prawdą jest, że to co mówimy (przekaz werbalny) to tylko ułamek całego przekazu. Cytuje: “Jak dowodzą badania na temat komunikacji interpersonalnej poszczególne kanały przekazu informacji maja zróżnicowany wpływ na kształtowanie ogólnej oceny wypowiedzi. I tak treść wyrażona słowami wpływa jedynie w 7%, przekaz zawarty w tonie głosu decyduje w 38%, przekaz zawarty w mimice twarzy decyduje w 55%.”</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more-->Internet jest cudownym środkiem komunikacji. Niestety posługujemy się w nim tylko słowami a raczej słowem pisanym. Trzeba by być Mickiewiczem, aby móc wyrazić za pomocą owych 7%, to co chce się przekazać. Żadne emotikonki, choćby używać ich 2500, nie zastąpią tzw. mowy ciała, tembru głosu. Siłą rzeczy dochodzi do nieporozumień, a w dalszej kolejności kłótni, czy nawet karczemnych awantur.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Przekonałem się o tym po raz pierwszy w 1994 roku, gdy zainstalowałem w mojej firmie pocztę elektroniczną. Zaczęły się “wojny mejlowe”. Dwóch pracowników, coraz ostrzej dyskutowało, cytując się, obrzucając inwektywami a reszta firmy była niemym świadkiem wirtualnej bijatyki.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Dlaczego o tym piszę? Pierwotnie chciałem całą sprawę pominąć milczeniem, ale poczytałem wypowiedzi Moon5 na jej blogu i zmieniłem zdanie.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Moon5 długo była milczącym czytelnikiem mojego bloga. Pewnego dnia odważyła się zabrać głos. Odtąd było jej coraz więcej. Użyje teraz porównania: sala pełna ludzi, jedna osoba zaczyna brylować. Dobrze gdy robi to inteligentnie, z polotem, humorem. Staje się duszą towarzystwa, wodzirejem. Gorzej gdy zaczyna czepiać się wszystkich. Robi się namolna. Ludzie dają dyskretne znaki, unikają. Niektórzy próbują tłumaczyć, prosić. Nic nie dociera. Coraz głośniejsza, coraz jej więcej. Wtedy musi zaingerować gospodarz. Prosić a jeżeli nie skutkuje, podać palto.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Tak to właśnie było z Moon5. Na 200 komentarzy, prawie połowa od niej. Komentarze stanowią istotną część bloga. Inni użytkownicy zaczęli sygnalizować mi, że nie sposób je czytać bo to jeden wielki bełkot.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Ci, co mnie bliżej znają, wiedzą, że jestem człowiekiem spokojnym i tolerancyjnym. Typowa zodiakalna Waga.  Korzystając z mechanizmów jakie daje Wordpress, stworzyłem osobną stronę pt. “Hyde Park”. Poprosiłem o Moon5, ale także o inne osoby o dyskutowanie na tej namiastce forum. Uff, udało się.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">W pewnym momencie Moon5 pożaliła się, że tam ją obrażają, że to miejsce jej internetowego linczu. Ponieważ nie mam czasu czytać i analizować wszystkie wypowiedzi, robić za moderatora, poradziłem jej aby dała mi znać kiedy będzie ją ktoś obrażać. Próbowała kontynuować swój proceder pod kolejnymi wpisami. Prosiłem, prosiłem, prosiłem. Grochem o ścianę. Odpowiadała: “zbanuj mnie! zbanuj!”. Koniec końców uczyniłem to. Dołączyła do blizny.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"> Krótko później zastąpiłem Hyde Park, forum z prawdziwego zdarzenia. Moon5 nie chciała tam długo wejść. W końcu nie wytrzymała.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Nie czytałem tego o czym się tam dyskutuje. Doba ma tylko 24 godziny. Bodajże przedwczoraj rzuciłem okiem i zauważyłem, iż Moon5 zaczyna rzucać ch*. Obraża wszystkich wkoło, w tym mnie. Na marginesie, już wcześniej pozwoliła sobie parę razy nazwać mnie w dość niewybredny sposób. Po mojej reakcji, przeprosiła. Teraz zablokowałem dostęp do forum osobom nie zalogowanym i zbanowałem Moon5.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Napisałem: “<em>Nie chcę oceniać Moon5 ale widzę, że kobieta ma problemy z sobą. Gdybym był złośliwy to poszedłbym na policję i zgłosił fakt obrażenia mnie oraz innych osób na tym forum wulgarnymi epitetami. Mogę zrozumieć takie zachowanie w przypadku nastolatki ale Moon od dobrych 20 lat nastolatką już nie jest. Jeżeli Moon myśli, że wszystko jest jej wolno, bo jest anonimowa, to się głęboko myli. Mógłbym w przeciągu 30 sekund namierzyć jej komputer i prawdopodobnie dowiedzieć się znacznie więcej o niej samej. Ale tego nie zrobię. Mówię to jak informatyk zajmujący się zawodowo administrowaniem serwerów internetowych.</em>”</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Teraz Moon5 wyżala się na swoim blogu. Dalej obraża. Nie będę z nią polemizował. Jej zachowanie mogę wytłumaczyć tylko problemami emocjonalnymi, w najgorszym razie pewną formą masochizmu. A być może, jest tak, że w realu jest szczęśliwą kobietą. Matką, żoną, obywatelką V RP. W sieci przeradza się w kogoś zupełnie innego? Kto wie....</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ona i on ]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2007/11/29/ona-i-on/</link>
<pubDate>Thu, 29 Nov 2007 13:01:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2007/11/29/ona-i-on/</guid>
<description><![CDATA[
Wiszące tak nisko listopadowe słońce, wpadało do gabinetu. Złociło leżące na stole przedmio]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://img152.imageshack.us/img152/9792/0kochabitanci450km3.jpg" height="480" vspace="10" width="437" /><br />
Wiszące tak nisko listopadowe słońce, wpadało do gabinetu. Złociło leżące na stole przedmioty. Oświetlało jego spokojną twarz. Milczał, ona siedziała weń wpatrzona.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more-->Nie umiał ładnie mówić. Miał przykry zwyczaj cmokania. Złośliwcy (a tych było mnóstwo) przezywali go mlaskaczem. Bolało ją to. Długo próbowała go oduczyć. W końcu dała spokój. Wydawał się starszy od brata bliźniaka. Pozostawał w jego cieniu. Cichy, stonowany.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Anno – odezwał się po chwili<br />
- Tak? - ocknęła się z zadumy – Coś mówiłeś, miły?<br />
- Odtąd będziemy razem – powiedział i uśmiechnął się serdecznie
</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Uśmiech nie często gościł na jego twarzy. Wielu brało to za grymas. Dla niej był to najpiękniejszy uśmiech na świecie. Gdy byli sami, potrafił śmiać się pełną piersią. Jakby ktoś zdejmował z niego całun jego smutków. Niestety tak rzadko mogli pozwolić sobie na takie chwile. Czasem spacer po molu, nad zimnym morzem. Czasem wizyta w innym mieście, kraju.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Teraz będziemy częściej się widywać – uśmiechnęła się ciepło ale jej oczy były nadal smutne<br />
- Tak, codziennie Anno, cieszysz się?<br />
- Jestem bardzo szczęśliwa
</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Poznała go w mieście na północy. Ona była studentką, on wykładowcą. Złączyła ich wspólna praca. Musieli ukrywać przed złymi ludźmi uczucie, które ich złączyło. Mieli swoje życia. Bliskich, których nie mogli skrzywdzić. Wspierał ją.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">---</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><em>Fot. Witold Rozbicki / REPORTER</em></p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">&#160;</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Cud nad Wisłą ]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2007/11/24/cud-nad-wisla/</link>
<pubDate>Sat, 24 Nov 2007 08:09:29 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2007/11/24/cud-nad-wisla/</guid>
<description><![CDATA[
Miał do załatwienia parę spraw w stolicy. Wybrał pociąg. Jazda autostradą nużyła go. Samolo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://img515.imageshack.us/img515/7928/59336536bh4.jpg" height="499" width="473" /><br />
Miał do załatwienia parę spraw w stolicy. Wybrał pociąg. Jazda autostradą nużyła go. Samolotem (własnym) w niepogodę nie latał. Za półtorej godziny wysiądzie w Warszawie.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more-->Miał trzy auta. Po mieście dla szpanu jeździł Hummerem. Latem, gdy wyskakiwał za miasto z narzeczoną, brał porsche. Na długie trasy wybierał Lexusa. Żona miała dwa własne.  Dzieciaki też. Chcąc nie chcąc, musiał dobudować garaż z tyłu domu.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Mieszkał w sześciuset metrowej, podmiejskiej rezydencji. Musiał utrzymywać parę osób służby. Płacił niskie podatki i stać go było. Trochę grywał na giełdzie. Marzył o małym jachcie. Domek letniskowy na Kaszubach już miał.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Na peron nowoczesnego i czystego dworca Gdańsk-południe wjechał Polski TGV. Za oknami widać było budujące się ekspresowym tempie nowoczesne centrum handlowo-biurowe. Wysokościowce strzelały w niebo. Stal i szkło. Trochę dalej piękny, zbudowany już po Euro 2012, stadion. Stadionów ci u nas dostatek – pomyślał.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Tuż obok niego stała rozbawiona grupa emerytów. Pewnie jechali na zagraniczną wycieczkę. Bahamy?  Trochę dalej wycieczka szkolna. Grzeczne i dobrze wychowane dzieci z nauczycielką z darmowej szkoły prywatnej. Darmowej dzięki rządowemu bonowi edukacyjnemu. Musowo pałac kultury.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Usiadł w przedziale. Wyjął laptopa, podłączył się do Internetu. Za darmo. Sprawdził stan konta. Nie źle. Zarabiał uczciwie, jako skromny pracownik, w państwowej firmie. Chyba kupi żonie ten obiecany apartament w Hiszpanii. Udobrucha ją. Wściekła się gdy sprawił narzeczonej sportową furkę.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Pociąg ruszył i bezszelestnie pomknął.  Zapatrzył się w okno. Migały dostatnie miasteczka, autostrady, stadiony. Gdy wjechali na most nad Wisła, na niebie pojawiła się podwójna tęcza. Cud nad Wisłą – pomyślał.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">&#160;</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">&#160;</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pyrobolus znaczy bomba]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2007/11/21/pyrobolus-znaczy-bomba/</link>
<pubDate>Wed, 21 Nov 2007 14:01:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2007/11/21/pyrobolus-znaczy-bomba/</guid>
<description><![CDATA[Książe Jarosław, zwany przez złośliwców karłowatym, pobity doszczętnie przez rycerza Herr Tu]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Książe Jarosław, zwany przez złośliwców karłowatym, pobity doszczętnie przez rycerza Herr Tusk von Danzig, schronił się z najwierniejszymi wojami w zamku brata, Lecha.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more-->Bramy zamknięto. Straże na mury wystawiono. Zapasami jadła i trunków zacnych a  krzepkich,  piwnice napełniono. Z okolicznych wiosek, pomimo kmieci larum, zastęp młódek słuszny porwano. Ponoć ku pomocy kuchennej, ale kto tam panów rycerzy wie. Chędożenia wielcy to Fanaticus.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Rycerze Herr Tuska Wolskę opanowują. Bezlitośnie tropią wojów Księcia Jarosława. Wspomagają ich kmiecie pod wezwaniem Księcia Waldemara z Pawlakowa. Takie jest prawo zwycięzcy.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Książę siedzi chmurny w swojej komnacie. Giermek Kuchcik troskliwie Pana futrami otula. Zimno bowiem jak w psiarni.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Jaśnie Panie, co zrobić ze zdrajcami – pyta wąsaty rycerz Krzysztof z Putra, mieściny na dalekiej północym, podle Litewskiej granicy.<br />
- Powiesić! - odpowiada głucho Książe – albo łby poucinać i na pale nasadzić<br />
- Jaśnie Panie, nie przystoi, zwłaszcza rycerza zaciężnego, Louis des Dornes. Rycerstwo gotowe się zbuntować!<br />
- Zatem puścić wolno<br />
- Wolno Jaśnie Panie? - wtrąca, drapiąc się po głowie, durnowaty giermek Joachimek z Brudzina<br />
- A wolno! Ale najpierw ślepiów pozbawić! Nie będzie więcej tych swoich szkalumni wypisywał<br />
- Zacne! - rechocze Joachimek – to może jeszcze Castratium Panie? Sam z chęcią zrobię...<br />
- Tobie trzeba Castractium zapodać, Durniu – wybucha giermek Zbyszko z Giżyńska – mało żeś dziewek schędożył? Kmiecie odszkodowań żądają<br />
- Chłopcy spokojnie – wtrąca dyszkancikiem Kuchcik, któremu na słowo Castractium, zimny dreszcz po plecach przechodzi – Nie kłóćcie się proszę. Nie wolno Jaśnie Pana teraz nerwować<br />
- Dobrze, niech sprawiedliwości stanie się zadość – odzywa się po chwili Książę – Rycerzy Pawła z Zalewa i Kazimierza z Ujazdowa przed sądem uczciwym postawić. Racji wysłuchać a potem powiesić albo skrócić o głowę, he he<br />
- Mój ty Misiu Pysiu! Ale ty męski jesteś, grrr – wymruczała milcząca dotąd księżniczki Joanna, siedząca na kolanach Księcia.
</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Wtem do komnaty Rycerz Adam z Lipna wbiega. Pada do stóp Księcia, pierścień całuje.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Jaśnie Panie, Pyrobolus... Pyrobolus...  znaczy bomba.. - nie może złapać tchu<br />
- Wybuchła? - podrywa się Książę<br />
- Rozbroili Panie! Herr Tusk, w porę ostrzeżony<br />
- Stercum! - zaklął Książe – Wóz złota i futer za tę nowość z Chin oddałem!
</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">---</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><a href="http://fraglesi.wordpress.com/2007/10/15/boj-to-jest-nasz-ostatni/">Poprzedni odcinek</a></p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">&#160;</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Trzy zdania]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2007/11/17/trzy-zdania/</link>
<pubDate>Sat, 17 Nov 2007 11:13:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2007/11/17/trzy-zdania/</guid>
<description><![CDATA[
- Siadaj Kuchcik, bierz pióro, będziesz pisał, podyktuje.
- Ja? - dziwi się Kuchcik - Stawiam l]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://img221.imageshack.us/img221/6177/fraglesi20071117mb5.jpg" height="355" vspace="10" width="473" /><br />
- Siadaj Kuchcik, bierz pióro, będziesz pisał, podyktuje.<br />
- Ja? - dziwi się Kuchcik - Stawiam litery niezbyt skoro.<br />
- Siadaj!</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more-->Kuchcik siada przy stole i zaczyna z mozołem gryzmolić. Szef nachyla się nad nim<br />
- Co to jest?<br />
- B – odpowiada Kuchcik<br />
- To? - pokazuje Szef i robi się czerwony na twarzy<br />
- B duże – odpowiada ponownie Kuchcik - A capite, Proszę Pana.<br />
- B? - to kreska - gdzież dwa brzuszki?<br />
- Jeden w spodzie, drugi w górze.<br />
- Do cholery! - Szef bierze papier - B, B duże. Kto pomyśli, może zgadnie. No, no, pisz Kuchcik a dokładnie.
</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Szef  dyktuje:</p>
<p>Bardzo proszę... prę panie...<br />
Prę panie... me wezwanie...<br />
Prę panie, wziąć w sposobie,<br />
Prę panie... wziąć w sposobie,<br />
Jako ufność ku osobie...<br />
Prę pana, sił  i wytrwałości<br />
Prę pana, w niełatwej działalności</p>
<p>Przerywa i pokazując palcem<br />
- Cóż to jest?<br />
Kuchcik podnosi się<br />
- Kleks, proszę Szefa, lecz w literę go przerobię.<br />
- Jak mi jeszcze kropla skapie, to cię trzepnę tak po łapie, aż platformę wspomnisz sobie. Czytaj!<br />
Kuchcik obciera pot aż po karku.<br />
- No! jak tam było? - ponagla Szef</p>
<p>Kuchcik czyta:<br />
Bardzo proszę, prę panie,<br />
prę panie, me wezwanie,<br />
prę panie, wziąć w sposobie....</p>
<p>Szef wyrywa i drze papier<br />
- Niech cię szatani chwycą, z taką pustą mózgownicą! “Prę panie" - cymbał pisze! Wynocha! Sam napiszę! Trzy zdania, nie więcej!</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">---</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><a href="http://fraglesi.wordpress.com/2007/10/22/przegrana-bitwa-a-nie-wojna/">Poprzedni odcinek</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Na podwórku]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2007/11/09/na-podworku/</link>
<pubDate>Fri, 09 Nov 2007 17:38:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2007/11/09/na-podworku/</guid>
<description><![CDATA[
- Psze Pani a Jarek i Leszek rzucają w nas kamieniami.
- Jak to rzucają kamieniami?
- Psze Pani, ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://img149.imageshack.us/img149/299/40271609dn8.jpg" height="335" vspace="10" width="500" /></p>
<p>- Psze Pani a Jarek i Leszek rzucają w nas kamieniami.<br />
- Jak to rzucają kamieniami?<br />
- Psze Pani, oni powiedzieli, że z taką hołotą nie będą się zadawać.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more-->- Jarku! Leszku! Proszę do mnie, czy to prawda?<br />
- Tak proszę Pani! my jesteśmy inteligencja żoliborska, a nie żadna podwórkowa hołota!<br />
- Jarku! Bój się Boga! Kto wam tego naopowiadał?<br />
- Mama, proszę Pani.<br />
- Widzieli ludzie, pierwsze słyszę!<br />
- Mama powiedziała, że nie mamy się bawić z tym, z tym.... ele....ele....<br />
- Przestępczym elementem, proszę Pani – dopowiada milczący dotąd Leszek – poza tym Donek  mnie opluł!<br />
- Donek cię opluł? Donaldzie, proszę do mnie!<br />
- Ja? Skądże proszę Pani! - odpowiada Donek – to oni wykopali dół, tam za trzepakiem i przykryli go gałęziami i śmiali się, gdy ktoś wpadł<br />
- Czy to prawda Jarku?<br />
- Eeeee, proszę Pani, to ten z młodszej grupy, Zbyszek Ziober<br />
- Macie natychmiast przeprosić koleżanki i kolegów<br />
- Takiego wała czerwone gnoje! - Jarek robi gest kozakiewicza<br />
- Co ty powiedziałeś smarkaczu? Panie woźny proszę natychmiast zadzwonić po matkę!<br />
- Jeszcze  wam pokażemy!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Palenie albo zdrowie]]></title>
<link>http://fraglesi.wordpress.com/2007/11/07/palenie-albo-zdrowie/</link>
<pubDate>Wed, 07 Nov 2007 18:03:52 +0000</pubDate>
<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
<guid>http://fraglesi.wordpress.com/2007/11/07/palenie-albo-zdrowie/</guid>
<description><![CDATA[- Dorzuć Czesiu, bo zimno się robi
- Już się robi Panie plutonowy
Szeregowy Czesław Kowalski ws]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>- Dorzuć Czesiu, bo zimno się robi<br />
- Już się robi Panie plutonowy</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><!--more-->Szeregowy Czesław Kowalski wstał, schylił się nad kupą papierzysk i wyciągnął dwie grube teczki. Usiadł na pieńku. Obejrzał.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Papier dobry, szkoda palić<br />
- Pal! – padło krótkie polecenie<br />
- Proszę, proszę, ten też? - zaśmiał się Czesio – W życiu by się Pan plutonowy nie domyślił, że.....<br />
- Tylko k* bez nazwisk szeregowy! wrzucaj!<br />
- A jakie fajne foty! o ta blondi.. uuuu ale duże niebieskie oczy! A pan poseł, obroża, he he....<br />
- Pal k* mówię!</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Kowalski wziął zamach i dwie kolejne teczki wylądowały w ogniu, który już przygasał. Noc była zimna, listopadowa. Plutonowy wyjął papierosy.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- Masz ognia?<br />
- Ognia ci dzisiaj dostatek, Panie Plutonowy – zaśmiał się Czesio – Pan poczęstuje</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Zaciągnęli się dymem.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">- A pan wie, panie plutonowy, że mój ojciec w 89 też palił?<br />
- Widzisz Czesiu – odpowiedział po chwili plutonowy - Jak się władza zmienia, to się pali. Mój dziad palił, ojciec palił, ja palę, a i syn będzie palić.<br />
- Palenie albo zdrowie – zażartował Czesio<br />
- Wybór należy do ciebie – dopowiedział Plutonowy</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">Zarżeli w nocnej ciszy.</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;">---</p>
<p style="margin-top:0.3cm;margin-bottom:0;"><a href="http://fraglesi.wordpress.com/2007/10/18/470/">Poprzedni odcinek</a></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
