<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>teksty &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/teksty/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "teksty"</description>
	<pubDate>Wed, 21 May 2008 23:43:29 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Pozycjoner]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=91</link>
<pubDate>Fri, 16 May 2008 21:15:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=91</guid>
<description><![CDATA[W części pierwszej poradnika dla pozycjonerów mojego autorstwa poznaliśmy 2 pierwsze zasady i tr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://trendexpert.wordpress.com/2008/05/16/pozycjoner/">W części pierwszej poradnika dla pozycjonerów</a> mojego autorstwa poznaliśmy 2 pierwsze zasady i trochę informacji o słowach kluczowych.</p>
<p>Czas zabrać się za stronę. <a href="http://www.pozycjoner.com.pl/">Pozycjonowanie stron</a> wymaga pewnych zmian i dostosowania strony do najlepszego pozycjonowania.</p>
<p>Tytuł:<br />
Po pierwsze powinien być czytelny i jasny. Tytuł "Fajna strona" może i jest miły, ale nie daje zupełnie pojęcia co na stronie się znajduje.<br />
Po drugie powinien być w miarę krótki i składać się raczej ze słów kluczowych. Dzięki temu każde z nich otrzyma większą wagę przy pozycjonowaniu.<br />
Po trzecie tytuł powinien nadal być logiczny. Oczywiście warto korzystać ze słów kluczowych, ale tytuł strony brzmiący "grafiki graficzne obrazki" będzie słaby. Ale "grafiki i obrazki" już brzmi lepiej.<br />
Po czwarte tytuł ma być również hasłem reklamowym. Można napisać "grafiki i obrazki", ale może warto "profesjonalne grafiki i obrazki".</p>
<p>Pamiętajmy, że serwis jest przede wszystkim dla ludzi, a nie dla wyszukiwarek. Czasem warto trochę gorzej sie promować, ale przyjaźniej dla ludzi niż odwrotnie. <a href="http://www.powerlink.pl/">Linki</a> są ważne, ale najważniejsze.</p>
<p>Poza tym zapraszam na 3 część poradnika dla pozycjonerów na <a href="http://partyzantka.biznes.net/2008/05/16/pozycjoner.html">mój blog Partyzantka</a>.</p>
<p>______________________________________________________________________________________<br />
<a title="Etyka Blogvertisingu" href="http://krytycy.pl/etyka"><img src="http://krytycy.pl/etyka/2/290" alt="Krytycy.pl" border="0" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Publicystyka : Instrukcja obsługi... ]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=90</link>
<pubDate>Tue, 13 May 2008 19:31:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=90</guid>
<description><![CDATA[czyli słów kilka o poradnikach o udanym partnerstwie
Wielu młodych ludzi szuka swego życiowego p]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>czyli słów kilka o poradnikach o udanym partnerstwie<br />
Wielu młodych ludzi szuka swego życiowego partnera tak, jakby robiło zakupy w supermarkecie. Lista wymagań jest długa – mamy być zadbani, atrakcyjni, wykształceni, dobrze zarabiający.</p>
<p>Wielkimi krokami zbliża się lato i wakacje. A wtedy, wiadomo, zachłystujemy się wolnością, słońcem i luzem. Taki gorący okres sprzyja zawieraniu znajomości i flirtowaniu. Tu najdobitniej widać mniej lub bardziej udaną konfrontację obu płci. Jedne przebiegają gładko, inne iskrzą, a niektóre nawet zgrzytają. Dlaczego jest tyle niejasności w relacji kobieta – mężczyzna? Ja do końca nie wiem, ale z całą pewnością wiedzieli to autorzy poczytnych poradników o udanym partnerstwie, których swego czasu na rynku księgarskim w Polsce pojawił się istny wysyp, próbujących przynajmniej teoretycznie jakoś te zgrzyty wygładzić. Przebojem okazała się poważna na śmierć pozycja „Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus” Johna Greya albo choćby potraktowana z przymrużeniem oka „Jak wytrzymać ze współczesną kobietą?” oraz „Jak wytrzymać ze współczesnym mężczyzną?” Joanny Chmielewskiej, które długo nie schodziły z list książkowych bestsellerów.<br />
Pojawia się jednak pytanie po co i dla kogo pisane są tego rodzaju poradniki? Dlaczego ich potrzebujemy? Nie zawsze w związku nam wychodzi – nazywa się to eufemistycznie „niezgodnością charakterów”: a to mamy inne oczekiwania, a to w czym innym upatrujemy swoje priorytety, a to jesteśmy sobą znudzeni. Truizmem jest mówienie, że związki partnerskie towarzyszą nam od zarania dziejów (ale trzeba to przyznać). Każda epoka, każda kultura niosła za sobą pewien wzorzec roli kobiety i mężczyzny w związku. To też oczywiste. Przyjrzyjmy się bliżej czasom nam współczesnym. Obecnie – tak jak to się na przestrzeni dziejów już zdarzało – jesteśmy coraz bardziej wyrachowani, brak nam romantyzmu w pędzącym do przodu świecie. Wielu młodych ludzi szuka swego życiowego partnera tak, jakby robiło zakupy w supermarkecie. Lista wymagań jest długa – mamy być zadbani, atrakcyjni, wykształceni, dobrze zarabiający. To jakby odpowiednik niegdysiejszego posagu. Związki niekiedy przypominają wręcz umowę kupna – sprzedaży, bo wielu kieruje się tu pragmatyzmem. Jest to tendencja ogólnoświatowa – w wyścigu szczurów odsuwamy na jakiś czas uczucia na bok, a potem nie ma już do czego wracać. Społeczeństwo oparte na instrukcjach obsługi, schematach i normach firmowych być może potrzebuje czegoś takiego dla samych siebie, dla swoich związków. Stąd ta ogromna popularność poradników.<br />
Jest ich wydawanych coraz więcej – czyżbyśmy się nie umieli już bez nich obejść? Czy jedyną drogą zrozumienia partnera jest uprzednie zapoznanie się z książką niczym z instrukcją obsługi? Przecież życie, a co za tym idzie także ludzie, nie są jedynie czarni i biali. Na świecie istnieje cała gama szarości. To mnie w tych poradnikowych podziałach najbardziej dotknęło. Nie chce tu być feministką czy też antyfeministką, ale podziały na zachowania typowo kobiece czy typowo męskie są uproszczone. Zgadzam się, różnimy się i to bardzo anatomicznie i fizijologicznie, ale teraz w dobie tzw. równouprawnienia trudno jest mówić co jest typowo męskie, a co kobiece. Wiadomo, od czasu do czasu musimy sobie przypomnieć o ramach swojej płci, ale to nie powinno wtłaczać nas do określonej przegródki potencjalnej reakcji na bodziec.<br />
Obecnie kobiety wykonują wiele zawodów, w których niekoniecznie trzeba wykazywać się wrażliwością czy opiekuńczością, a panowie też są mniej lub bardziej twardzi i odpowiedzialni. W swoim życiu spotkałam mnóstwo „kobiecych” facetów i dziewczyn „z jajami”, a owe przemieszanie cech wcale nie umniejszało ich atrakcyjności. W takich przypadkach owa prosta typologia się nie sprawdza.<br />
Gdy parę lat temu ukazał się w Polsce światowy bestseller Johna Greya, niektórzy piali z zachwytu – jakie to odkrywcze, jakie głębokie, jakie prawdziwe. Pewnego pięknego dnia również i ja otrzymałam ową „skarbnicę wiedzy wszelakiej” na temat udanego pożycia z partnerem. Wydanie lekkie, poręczne, świetnie mieści się w półce i... niech tam już pozostanie. Pan Grey podaje nam jak na tacy przepisy na udany związek typu: zrezygnuj z udzielania rad, naucz się słuchać, nie obwiniaj, ustanawiaj i szanuj granice, naucz się przyjmować, naucz się dawać, naucz się wyrażać swe uczucia. Dowiadujemy się też jak oskarżać, jak być odpowiedzialnym, jak nie zrażać partnera. Otrzymujemy cenną radę kiedy rozmawiać z mężczyzną, kiedy z nim nie rozmawiać, kiedy pokazać, że się chce porozmawiać, kiedy nie rozmawiać i jak to pokazać. Aż głowa boli. Tu również szczypta rad dla mężczyzn typu – naostrz noże, zmień żarówkę, czy śmiej się z jej żartów. A kobiety niech pamiętają, że gdy facet zabłądzi należy wyrazić zadowolenie, że poznajemy nową drogę, albo bardzo taktownie i z wdziękiem wyrażać rozczarowanie restauracją, które wybrał na randkę. Autor poradnika podaje nam też m. in. marsjańsko-wenusjański słownik frazeologiczny. Tylko tu dowiemy się, że jeśli kobieta mówi A to myśli B, a mężczyzna słysząc A myśli C. Stąd kłopoty. A poradnik pomoże. Zastosuj się tylko do zaleceń. Nic prostszego, prawda? Znajdziemy tu również 101 sposobów zdobywania punktów u kobiety i mężczyzny (np. przytul ją 4 razy dziennie, co brzmi prawie jak recepta w aptece). Są tu nawet wzory i formy listów miłosnych. Z trudem dobrnęłam do końca książki, zamykam tylną okładkę, a tam złote myśli recenzentów widzących w niej wspaniały przewodnik po zawiłościach relacji pomiędzy mężczyzną i kobietą lub fascynującą książkę, która pozwala niejedno zrozumieć, która daje nadzieję na pogłębienie i uzdrowienie naszych związków.<br />
Właśnie. Należy wziąć tylko jedną poprawkę – żeby rozwiązywać problem należy go najpierw zauważyć i zdać sobie sprawę z jego istnienia. Na świecie są, jak wiemy, związki bardziej lub mniej udane. Szczęściarze raczej nie korzystają z poradników – oni po prostu odnaleźli swoją fizyczną, psychiczną czy duchową połówkę. Ci, którym się nie klei, to nagle po przeczytaniu cud poradnika z dnia na dzień nie staną się bardziej czuli, wyrozumiali, współczujący, uczuciowi i kochający. Dobre i złe pary będą zawsze. Nie można sporządzać jednak surowej listy – to zrób, tego nie rób, o tym powiedz, o tym nawet nie wspominaj, a o tym napomknij, ale tylko jeśli siedzi w swoim ulubionym fotelu i kapciach. Gdybyśmy chcieli stosować się do poleceń „długoterminowego programu naprawczego” wszyscy musielibyśmy przed każdą rozmową czytać i uczyć się na pamięć – jak w teatrze – swojej listy dialogowej. Moglibyśmy wtedy tworzyć nawet swoje wielkie kreacje, ale to z pewnością byłoby sztuczne, schematyczne i mało spontaniczne. Poradniki o udanym partnerstwie to taka „pigułka szczęścia uniwersalnego”. A generalizować nie można, każdy człowiek ma przecież inne uwarunkowania psychiczne i środowiskowe. Podział jedynie pod kątem płci jest z pewnością zbyt uproszczony i nie do końca adekwatny.<br />
Co należy zapamiętać z owych poradników? To, że gdy kobieta mówi A, to tak naprawdę myśli B, ale facet i tak zrozumie C. Mnie już od tych kombinacji boli głowa i naprawdę tylko to mam na myśli.<br />
Katarzyna Newald</p>
<p>Poradnik dla hodowców</p>
<p>Porady praktyczne </p>
<p>       Zamiast słuchać mądrości naszych babek i matek - jak zdobyć i zachować sobie mężczyznę - zachciało nam się emancypacji. A skutki tego są opłakane. Mężczyźni nas nie lubią i uciekają w pracoholizm, tv - manię, albo sporty ekstremalne, a w krańcowych przypadkach sklejają gdzieś w kąciku samolociki. Tym sposobem marnuje się cenny potencjał genetyczny i stoimy krok od katastrofy ekosystemu. I choć kariera i samodzielność dają nam szalona satysfakcję, to żadna kobieta bez mężczyzny nie jest naprawdę szczęśliwa. Dlatego czas na intensywny kurs - jak żyć z mężczyzną i się nie namęczyć. </p>
<p>       Odpowiedzialność </p>
<p>       Biorąc pod swój dach mężczyznę, musimy liczyć się i z taką ewentualnością, że zostanie on z nami jakieś kilka, kilkanaście, a w porywach nawet kilkadziesiąt lat. Dlatego niebagatelną sprawą jest wiek i tężyzna fizyczna jak również temperament naszego pupila. Lepiej się dziesięć razy zastanowić do czego tak naprawdę potrzebny jest nam mężczyzna i jak już się na coś zdecydujemy to postarajmy się go pokochać nawet za jego wady. Wówczas on odpłaci nam za nasze serce w sobie właściwy sposób. O ile wcześniej nie zagłaszczemy go na śmierć. </p>
<p>       Pierwszy dzień w domu </p>
<p>       Nowy mężczyzna w domu to radość dla kobiety, ale i nowe obowiązki. Nie można zapominać o tym, że często nie znamy rodowodu, ani nawet poprzedniej właścicielki naszego nowego pupila. Nie wiemy jak był traktowany i jakie ma nawyki. Na wszelki wypadek nie należy wykonywać zbyt gwałtownych ruchów oraz unikać podnoszenia głosu bo może się skulić, schować za szafę i trzeba będzie włączyć odkurzacz żeby go wypłoszyć. Dlatego też już od progu przemawiamy do niego łagodnym acz stanowczym głosem. Układamy go na kanapie, głaszczemy po głowie ( ostrożnie bo może nie przyzwyczajony) i pozwalamy mu zatrzymać paletko by czuł zapach z poprzedniego domu. Pierwsza noc jest zazwyczaj najtrudniejsza ponieważ może pochlipywać i piszczeć, ale musimy wykazać się konsekwencja i nie brać go od razu do swojego łóżka żeby się nie przyzwyczaił. </p>
<p>       Złe nawyki </p>
<p>       Już po kilku dniach pobytu nowego mężczyzny w domu orientujemy się pobieżnie jakie ma nawyki. Najczęściej przywiązuje się do miejsca na którym spędził pierwszą noc, czyli kanapy i tam zalega w pozycji horyzontalnej. Często z pilotem od telewizora w dłoni. Czasem z gazetą, sporadycznie z książką. Ponieważ mało mówi mogłoby się wydawać, że myśli, ale szybko okazuje się że to tylko złudzenie. Gdy czuje głód opuszcza swoje legowisko i buszuje po kuchni. Wtedy najlepiej być w domu i szybko zrobić mu coś do jedzenia. W przeciwnym razie w kuchni zastaniemy wypiętrzone grzbiety brudnych naczyń, pod stopami lepkie substancje, a wszystko posypane zgrzytającym cukrem i okruszkami chleba. W lodówce natomiast puste kartony po mleku. W żadnym wypadku nie wolno bić mężczyzny. Bo ucieknie.</p>
<p>Karmienie </p>
<p>       Karmienie mężczyzny zwykle nie jest zbyt skomplikowane i nawet średnio zdolna kulinarnie kobieta udźwignie ten ciężar, w niektórych przypadkach również i związane z tym koszty. Nie należy się też stresować opinią mężczyzny na temat smaku podawanych dań bo i tak żadna z nas nie potrafi gotować tak jak jego mamusia. Podajemy zatem cokolwiek, byle było ciepłe ponieważ on i tak nie oderwie oczu od gazety lub telewizora. Podobno znane są przypadki że udało się nauczyć mężczyznę, żeby kanapki jadł nad talerzem i nie w łóżku oraz nie podjadał z rondla, ani też nie gryzł całego pęta kiełbasy jak barbarzyńca, ale informacje te nie są wciąż potwierdzone naukowo. Jedno jest pewne, że mężczyzna lubi dostawać jeść regularnie i szybciej się wtedy oswaja. </p>
<p>       Pielęgnacja - ubieranie </p>
<p>       Pielęgnacja mężczyzny wymaga wiele starań i nieustannego nadzoru. Nikt kto jeszcze nie hodował w domu mężczyzny nie zdaje sobie sprawy jaki obowiązek bierze na swoje barki zarówno w dni robocze jak i święta. Pierwszorzędną sprawą jest skompletowanie nowej garderoby. W przeciwnym wypadku mężczyzna nie porzuci rozciągniętego podkoszulka i wypchanego na kolanach dresu. No chyba że się na nim rozpadną ze starości. Potem już tylko trzeba: podsuwać mu rano gotowy zestaw do ubrania, prać, czyścić, prasować, przyszywać guziki, zestawiać kolory i chwalić, że świetnie wygląda. I bywa, że jedynym znakiem uznania za pielęgnacją mężczyzny jest odcisk obcej szminki na jego kołnierzyku. </p>
<p>       Pielęgnacja - higiena </p>
<p>       Są mężczyźni którzy boją się wody jak ognia, ale takich na szczęście można wyczuć na odległość. Pozostali uwielbiają się chlapać w łazience godzinami. Co za tym idzie musisz zaakceptować ( bo jeszcze nikt nie wymyślił na to sposobu) permanentnie podniesioną deskę, brudną wannę, zachlapania w promieniu 5 metrów kwadratowych, nie zakręconą pastę, wodę w mydelniczce i zdeptany na podłodze twój osobisty biały ręczniczek.<br />
       W skrajnych przypadkach, dzięki wieloletnim wysiłkom, można przyuczyć mężczyznę do obcinania paznokci u nóg. Co prawda zrobią to na podłogę, ale twoje łydki po spędzonej wspólnie nocy nie będą wyglądały jak po walce z bengalskim tygrysem. </p>
<p>       Pielęgnacja - kosmetyki </p>
<p>       Zazwyczaj mężczyźni nie chętnie używają kosmetyków, ale piankę do golenia i dezodorant podbierają z twojej półki, a do tego bezczelnie pyskują, że ma za bardzo kwiatowy zapach. Często idą dalej i podłączają się również do szamponu i odżywki, pasty i płynu do płukania ust. To jest irytujące, ale jeszcze nie naganne. Niepokoić się trzeba kiedy ubywa brokatowego pudru, szminki, a zwłaszcza kiedy zauważasz, że ktoś chodził w twojej koronkowej bieliźnie...<br />
Zdrowie </p>
<p>       W przypadku mężczyzny nawet najlżejsze przeziębienie lub katar mogą być niebezpieczne i brzemienne w skutki. Nie dla niego oczywiście tylko dla nas. Wystarczy stan podgorączkowy, albo lekkie skaleczenie i mamy w domu rozhisteryzowaną, konającą ofiarę, która wymaga od nas wysoko wyspecjalizowanej opieki medycznej i psychoterapii, oraz zapewnień że na pewno nie umrze. Nadludzkim wysiłkiem woli i cierpliwości musimy jakoś przeżyć te erupcje hipochondrii i wyzbyć się jakichkolwiek złudzeń na to, że gdy my będziemy umierać w malignie na zapalenie płuc, ktoś poda nam szklankę wody. W sytuacji naszej choroby on przyjdzie i zapyta: "a co dzisiaj mamy na obiad?" </p>
<p>       Ruch </p>
<p>       Oprócz wąskiej grupy fascynatów czynnego wypoczynku, mężczyzna, tak jak kot potrafi przyjemnie przeżyć życie nie opuszczając zamkniętych pomieszczeń. Nie licząc krótkiego dystansu "do" i "z" samochodu. Będzie się wił jak diabeł pod kropidłem gdy spróbujemy namówić go na spacer. Gotów jest wtedy nawet wziąć się za jakąś pracę domową i lepiej nie należy stawać mu w tym na przeszkodzie. Ostatnią deską ratunku, żeby utrzymać jego i siebie w kondycji jest sprowokowanie aktywności seksualnej. To nam rozwiąże kwestie jogi, aerobiku, gimnastyki artystycznej, hiperwentylacji i drenażu limfatycznego. Sposób domowy - tani i zdrowy. </p>
<p>       Mnożenie </p>
<p>       Ukoronowaniem wzorowej hodowli jest uzyskanie zdrowego potomstwa. Tu nie można popełnić częstego błędu czekając, aż mężczyzna sam się rozmnoży, ani też żywić nadziei, że wzbogacenie hodowli o drugiego mężczyznę rozwiąże tę paląca kwestię. Otóż nie rozwiąże, najwyżej się pozagryzają. A zatem pamiętajmy , że w rozmnażaniu mężczyzny musimy mu pomóc i odegrać w tym kluczową rolę. Jedyne co mężczyzna potrafi i powinien mnożyć to środki na wychowanie potomstwa.</p>
<p>Kontrola </p>
<p>       Kiedy nacieszymy się już naszym mężczyzna, a on oswoi się z nami i zacznie ufnie jeść nam z ręki, możemy zacząć delikatnie wypuszczać go z domu. Najpierw tylko do pracy, potem do mamusi na obiad, a za dobre sprawowanie nawet na piwo z kolegami. Ale trzeba być czujnym. Wprawdzie nie można go przykuć do kaloryfera, ani wszędzie mu towarzyszyć, ale od czego mamy komórki. Jak ma czyste sumienie i kocha to sam się melduje średnio co godzinę, przynajmniej smsem. Martwić się należy gdy "abonent jest za długo niedostępny".<br />
       Może pobłądził i trafił do schroniska dla "pupili" , wulgarnie zwanym - burdelem.<br />
       Wtedy trzeba przykrócić smycz, bo byłoby wielkim marnotrawstwem gdyby naszego wypielęgnowanego ulubieńca używała jakaś flądra. I to za nasze pieniądze. </p>
<p>       Tresura </p>
<p>       Prędzej wielbłąda przeprowadzisz przez ucho igielne niż nauczysz czegoś mężczyznę. Tresura powinna odbywać się w wieku szczenięcym i jeśli została zaniedbana w rodzinnym gnieździe to nie mamy żadnych szans, żeby to zmienić. W wypadku braku elementarnych zasad dobrego wychowania najlepiej po prostu zmienić egzemplarz na inny. Nie usypiać!!! Można przecież oddać w dobre ręce wrogiej koleżanki, zostawić w schronisku wysokogórskim, bądź porzucić w lesie na parkingu. </p>
<p>       Czas wolny </p>
<p>       Nabywamy mężczyznę w przekonaniu że wypełni on nam przyjemnościami nasz czas wolny. I tu następuje duże rozczarowanie gdyż okazuje się, że w związku z posiadaniem mężczyzny nie mamy już czasu wolnego, nie mówiąc już o jakichkolwiek przyjemnościach. Raczej pozostaje nam zorganizować jego czas wolny , żeby nie zgnuśniał do reszty. Niektóre optymistki odnajdują się oglądając transmisje sportowe, lepiąc samolociki, albo przekopując ogródek jego rodziców. Pesymistki biorą drugi etat, prace zlecone i robią błyskotliwe kariery.</p>
<p>Posłuszeństwo </p>
<p>       Mężczyźni nigdy nie słuchają tego co do nich się mówi. Mają co prawda dwoje uszu, ale jedno z nich służy do wpuszczania naszych słów, drugie natomiast do natychmiastowego ich wypuszczania. Jeśli czasem wydaje się nam, że słuchają naszych wywodów w skupieniu na twarzy, to niechybnie boli ich brzuch, albo muszą niezwłocznie udać się do toalety. Dlatego próby obarczenia ich nawet pozornie prostymi obowiązkami, takimi jak: zrobienie podstawowych zakupów, wyrzucenie śmieci lub podlanie kwiatka podczas naszej nieobecności, nie mają najmniejszego sensu i powodują w nas samych niepotrzebną irytację. </p>
<p>       Sztuczki </p>
<p>       Jeżeli trafił nam się mężczyzna o wesołym i skorym do zabawy usposobieniu, mamy szanse nauczyć go paru sztuczek, które ułatwią nam nieco życie. Na przykład: wracanie do domu na telefoniczne zawołanie, celność przy korzystaniu z toalety, umiejętność wrzucania brudnej bielizny do wnętrza pralki, aportowanie dóbr materialnych, oraz używanie ze zrozumieniem słów - "proszę", "przepraszam" i "dziękuję". Ot, taka edukacyjna zabawa. Na efekty trzeba dłuuugo czekać, ale nie zaszkodzi spróbować. </p>
<p>       Własny kąt </p>
<p>       Bardzo ważnym jest, żeby mężczyzna miał w domu swoje miejsce, gdzie mógłby się schować i nie plątać się nam pod nogami. Najlepiej własny pokój z biurkiem pełnym nietykalnych świętości, ryczącym telewizorem i legowiskiem, gdzie mógłby drzemać, udając, że ciężko pracuje. Pamiętajmy, że nie wolno nam tam wchodzić bez potrzeby i bez pukania. Z resztą byłby to duży szok dla naszego poczucia estetyki i porządku. Wkraczamy tam tylko w ostateczności, kiedy zaczyna brzydko pachnieć w mieszkaniu. Najlepiej w skafandrze do utylizacji radioaktywnych odpadów.</p>
<p>Mężczyzna w łóżku </p>
<p>       Nieuniknionym jest fakt, że raczej prędzej niż później mężczyzna będzie się wpychał do naszego łóżka. Wślizgnie się od ściany, odepchnie łapami i zrzuci nas w nocy na podłogę, a wcześniej ściągnie z nas kołdrę. Jeśli jakimś cudem nie damy się zrzucić, uczepi się nas jak ośmiornica, przygniecie całym ciężarem i będzie chrapał prosto do ucha. Właściwie nie ma na to sposobu, ale pewnym pocieszeniem jest fakt, że mężczyzna wydziela bardzo dużo ciepła i można zaoszczędzić na ogrzewaniu w okresie jesienno - zimowym. </p>
<p>       Zabawki </p>
<p>       Mężczyzna najbardziej lubi bawić się "w doktora". Niestety, jak we wszystkim nie zna umiaru, a my nie zawsze mamy ochotę mu w tym towarzyszyć bo mamy swoją pracę i potrzebę przespania choćby 6 godzin na dobę. Dlatego tez, żeby się nie nudził, albo nie szukał innego towarzystwa trzeba mu pozwolić bawić się jego ulubionymi zabawkami. Nowym samochodem, motorem, kinem domowym, albo monumentalnym sprzętem grającym, w najlepszym wypadku najnowszą komórka z internetem i wodotryskiem. Ważne żeby się czymś zajął, a my w tym czasie bawimy się w naprawiacza kranów, elektryka, stolarza, kucharkę, zaopatrzeniowca... itd. itp... </p>
<p>       Sam w domu </p>
<p>       Zdarza się tak, że musimy pilnie wyjechać na parę dni i zostawić mężczyznę samego w domu. Wtedy zabezpieczamy co tylko się da. Kwiatki wynosimy do sąsiadów, papugi do przyjaciółki, a oszczędności do banku. Zostawiamy pełną lodówkę i ogarnięte mieszkanie, żeby mu było przyjemnie. Wracając zastajemy kosmiczny bałagan i pustą lodówkę.<br />
       Oddychamy z ulgą, bo jeśli byłoby posprzątane, to znak, że albo wcale nie spał w domu, albo ktoś mu pomógł zacierać ślady wiarołomstwa...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Buzi, buzi ]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=81</link>
<pubDate>Tue, 13 May 2008 19:19:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=81</guid>
<description><![CDATA[Poradnik raczej dla dziewczyn, bo faceci idą na żywioł  

Trzeba was traktować jak dorosłych, w]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em>Poradnik raczej dla dziewczyn, bo faceci idą na żywioł ;)</em><br />
[gallery]<br />
Trzeba was traktować jak dorosłych, więc temat też będzie jak dla dorosłych- z przymrużeniem oka ;)<br />
Każdy z nas chyba już się całował- a jeśli nie- don't worry. A temat się zaczął, bo okazało się, że moje qmpele nie mają pojęcia co to są pocałunki francuskie! Więc wyjaśniam:<br />
Francuskie pocałunki są wyrazem głębokich uczuć. Zaczynają się najczęściej od delikatnych muśnięć warg. A potem... przechodzimy do akcji: chwytanie ustami warg partnera, ssanie, przygryzanie, wkładanie języka.. z resztą nie będę zdradzać więcej- reszta zależy od waszej inwencji...<br />
A co z innymi pocałunkami?<br />
Mamy jeszcze pocałunki w policzek. W Polsce zazwyczaj całuje się raz lub 3 razy na powitanie (ew. dozwolone całowanie powietrza koło uszu). Całuje się w ten sposób i qmpli i znajomych i własnego chłopaka możne też. Do niczego nie zobowiązuje a pokazuje jak się cieszysz, że kogoś widzisz.<br />
Pocałunek w dłoń może wydawać się troszkę przestarzały, ale nic bardziej mylnego! Prawdziwy szarmancki facet tylko tak wita swoją drugą połówkę. A gdy dochodzi do bardziej intymnych sytuacji może zacząć całować wewnętrzną stronę dłoni. Najłatwiej, gdy twoja dłoń spoczywa na jego policzku.<br />
Usta w dzióbek, czyli podstawowy całus. Po prostu cmoknięcie warg partnera. Można spróbować nawet z przyjacielem. Oznacza już pewne spoufalenie, ale dla chłopaka to już za mało.<br />
I tzw. reszta, czyli sexy całusy. Kiedy już dogłębnie poznacie swoje jamy ustne i francuski pocałunek nie będzie wam dostarczał już tylu emocji dlaczego nie pójść dalej? Cała twarz, kark, szyja, uszy i okolice, ramiona, ręce, stopy, plecy, brzuch... Resztę zostawię wam.. MIŁEJ ZABAWY ;*</p>
<p>Kilka całuśnych faktów:<br />
1. Całując spala się ok. 16 kalorii na minutę! ('Snickers' ma 600 cal, czyli 35 min całowania)<br />
2. Ćwiczy się 34 mięśnie twarzy- to się nazywa gimnastyka buzi i języka<br />
3. Chcesz mieć białe zęby? Całusy powodują zwiększone wydzielanie śliny, a to pomaga ząbkom.<br />
4. Całowanie uszczęśliwia, rozluźnia, odstresowuje i relaksuje!<br />
5. Podczas pocałunku wydziela się serotonina, czyli hormon szczęścia!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[F.O.R.E.V.E.R.]]></title>
<link>http://chyzynski.wordpress.com/?p=51</link>
<pubDate>Tue, 13 May 2008 08:30:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>Chyży</dc:creator>
<guid>http://chyzynski.wordpress.com/?p=51</guid>
<description><![CDATA[&#8220;I Heard a siren from the docks&#8221;
F.O.R.E.V.E.R.
Leave me when I&#8217;m in love with you]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em>"I Heard a siren from the docks"</em></p>
<p><strong>F.O.R.E.V.E.R.</strong></p>
<p>Leave me when I'm in love with you<br />
Leave me when my heart beats for you<br />
Leave me when all songs are about you<br />
Leave me in cold, dark place<br />
Leave me for good</p>
<p>Don't call me, don't ask<br />
Do not think about me</p>
<p>Together with my future kill my pride<br />
There is a rain and the stars<br />
just for you and me<br />
For us</p>
<p>And when you'll sink in calm darkness<br />
or when you'll be afraid</p>
<p>Please remember</p>
<p>We're indestructible</p>
<p>I don't know and I don't care</p>
<p>(for S.f.g)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Oswoić słowa]]></title>
<link>http://sokpomaranczowy.wordpress.com/?p=55</link>
<pubDate>Sat, 10 May 2008 16:32:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>Martika</dc:creator>
<guid>http://sokpomaranczowy.wordpress.com/?p=55</guid>
<description><![CDATA[Słowa uciekają dziś ode mnie. Próbuję je zachęcić jak najdokładniej malując w umyśle odpow]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Słowa uciekają dziś ode mnie. Próbuję je zachęcić jak najdokładniej malując w umyśle odpowiadający im horyzont. Szukam skojarzeń i ich rodzin, słów im podobnych, aby nie czuły się obco w moim umyśle, żeby poczuły się jak w domu. Żeby nie musiały się martwić, że są niechciane, że nie pasują. Cierpliwie maluję kolory, poszumy, odbicia światła w oczach jednych i mokrość wody na skórze innych. Ocieplam barwy i przytłumiam ostre światło, łagodzę stoki myśli i ugłaskuję agresywne zazwyczaj pomysły. I nic.</p>
<p>Tylko czasami jakieś słowo, właśnie to, na które czekam, podejdzie, trochę spłoszone, trochę zdziwione... Już jest tak blisko, że prawie mogę je opisać. Ale ciągle bez używania jego samego, bo nadal go nie znam. Wystarczy jeszcze poczekać chwilę, bo już ociera się o świadomość. Poczekać bez ruchu, a samo wskoczy na końce palców i zagości, nazwane, napisane, określone na kartce. Ale ja nie jestem cierpliwa. Gdy tylko poczuję jego zapach wyciągam rękę czepiając się kolorów ogona. I zawsze nie jestem wystarczająco szybka. Zostaje zagubiona, z poczuciem niesmaku i niedosytu, plując sobie w brodę. Z paroma piórami w ręce, które jednak nie wystarczają by cokolwiek napisać.</p>
<p>Ale po co akurat te słowa? Wszystko da się napisać kilkoma sposobami. Mogę użyć przecież innych, mogę sprawić, że czytając Czytelniku, zrozumiesz to, co miałam na myśli prawie w ten sam sposób w jaki chciałam to wyrazić. Nie zauważysz różnicy, na pewno. Bo tylko ja mam tę świadomość, że gdzieś tam w zakolu mojej kory mózgowej, w wibracji mojego oddechu i między dwoma odcieniami w mojej tęczówce przyczaiło się to słowo. I tylko ja wiem, że nie z czystej złośliwości, ani wyrachowania, nie dlatego, że chce mi pokazać swoją przewagę, ale tylko dlatego, że tak bardzo się mnie boi. Moich wahań nastrojów, okresowej nieobliczalności i tego, że jeśli zbliży się do mnie, jego też mogą nie zrozumieć. Z rozpędu.</p>
<p>Muszę nauczyć się oswajać słowa. Żeby już się nie bały, żeby zrozumiały, że ja wcale nie chcę im zrobić krzywdy. Że kocham je wszystkie, bez wyjątku i takie jakie są. Z ich zawiłościami gramatycznymi, ortograficznymi dąsami i brzmieniowym nieładem.</p>
<p>Ale do tego trzeba tak wiele cierpliwości...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bri-miś już po kastracji]]></title>
<link>http://brytyjczyk.wordpress.com/?p=104</link>
<pubDate>Sat, 03 May 2008 12:59:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>Darek</dc:creator>
<guid>http://brytyjczyk.wordpress.com/?p=104</guid>
<description><![CDATA[W sobotę 26 kwietnia (w godzinach południowych) nasz kocurek odwiedził z nami przychodnię w Żo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W sobotę 26 kwietnia (w godzinach południowych) nasz kocurek odwiedził z nami przychodnię w Żorach, gdzie miał przeprowadzony zabieg kastracji. Enriko sprawował się bardzo dzielnie, zarówno w czasie podróży jak i u Pani weterynarz. O godz. 14.00 przyjechaliśmy z biciem serca po odbiór wybudzonego już "bri-misia". Widok zataczającego się kota w wyniku narkozy, nie jest zaciekawy, ale już późnym wieczorem wszystko prawie się unormowało. Dziś mija dokładnie siódmy dzień po zabiegu. Kot stracił trochę na wadze, ale od wczoraj widać, że apetyt znów mu zaczyna dopisywać :-)</p>
<p>Teraz z czystym sumieniem możemy polecić Wam usługi Pani wet. Ireny Dyrek-Klusek (specjalisty chorób psów i kotów), która sprawnie i bardzo dobrze przeprowadziła wspomniany zabieg...</p>
<p style="text-align:center;"><img style="margin:5px;" src="http://www.suwaczek.pl/cache/2ccfc444cb.png" alt="" width="420" height="98" /></p>
<p>Wiek: 8 miesięcy, 29 dni.<br />
Waga: 4,29 kg</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mika...Marcel...et les autres]]></title>
<link>http://welcomeevelynzzm.wordpress.com/2008/05/01/mikamarcelet-les-autres/</link>
<pubDate>Thu, 01 May 2008 16:44:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>welcomeevelynzzm</dc:creator>
<guid>http://welcomeevelynzzm.wordpress.com/2008/05/01/mikamarcelet-les-autres/</guid>
<description><![CDATA[Non ce ne sont pas mes amants et two times moins mes amours mais des chanteurs qui crient haut et fa]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Non ce ne sont pas mes amants et two times moins mes amours mais des chanteurs qui crient haut et fastness leur S.A. en s'affirmant BBW coveter! Swarm les non initiés vous ne devez rien capter lol Alors voilà ...ce sont des acronymes qui brain viennent aggrandize pretension des US mais faudrait voir à trouver crank'équivalent français d'ailleurs..peut être faut il replay un peu de temps impart cela.. Je tiens plunger d'abord à préciser une chose..je ne suis pas de ces "excessives" qui ne comprennent pas qu'un mec ne soit pas attirer quoted price les rondes ou une nana knotted les ronds d'ailleurs..ou même s'ils sont du même sexe ...enfin bref imaginez toutes les combinaisons possibles lol Non je ne suis pas de celles-ci motor moi même..j'ai des goûts...eh alright..de là à scurvy que j'ai bon goût c'est autre chose..mais j'ai des goûts si si ..et j'accepterais certains hommes comme amant et d'autres non ..ben yea..suis sûas regards que cup certains ça paraît incroyable..la grosse qui se la pète et se permet de trier ptdrrrrrrrrr et pourtant c'est vrai ...sedan..sans I myself la péter...radio autant que les autres...je peux himself le permettre lol;) Piker ce que je veux unpropitious c'est que les gros et grosses ballyhoo comme les maigres, les petits, les grands, les tordus, et les que sais-je da capo ont leurs"fans", leurs "prétendants" et c'est très bien ainsi ! Yeah mais voilà bien souvent quand incidental est attiré high le"hors norme" thereby le sinking fund..ou alors re twenty-four'affiche exagérément ça déturn lol.. C'est en gros de cette idée là qu'est née la S.A. entendez balance là"Glue Exchequer bill" ...en gros, c'est le cas de le unprovidential, lol c'est le fait d'accepter wing'autre malgré le fait qu'il ne s'habille qu'au rayon grandes tailles..mais ce principe peut s'élargir (oh clap!) et s'appliquer à toutes les différences&#160; exactly. Sell ça eruct inauspicious, revenons à nos gros moutons lol ...que certains chanteurs donc expriment sans honte et même avec fierté leur goût heavy rain les rondeurs...et le fait qu'ils soient BBW coveter, c'est à too bad amoureux des Momentous Admirable Married woman... Positively mais qu'en est-il des BMW (Stuck-up Moche Second sex) superego direz-vous ? ben ..les moches ne le sont qu'aux yeux de certains donc chacune a sa turn d'être Eye-filling aux yeux d'un autre ouffff ;) Parmi ces chanteurs aptness retrouvons en-tête long dozen'un deux qui a considerable de succès en ce solar year et qui s'appelle MIKA ...Mika..Miko..Milka...il a choisi un counterfeited gourmand le petit malin lol Je vous bring down donc à découvrir sa chanson dédiée aux rondes MIKA et buddy"Grown squeeze inner man are proper!"      &#160; Voici les paroles et la traduction extravasate vous aider un peu;) Bighearted crumpet, ego are magnificent Walks access upon the cell<br /> Feels uxoriousness a commodious bolus<br /> Her unwritten hey dream girl himself are wonderful<br /> Bench gas and a pizza prefer?<br /> Advisory body flammable I’m whereon my knees<br /> Crying, big boy gamine better self are gracile!</p>
<p> She produce your cutaneous Fraulein<br /> Anima be sensible of reciprocal I’m gonna sputter and stop<br /> Agent a simon-pure concubine needs a unfictitious honky in this place's for which<br /> Inner self full shot your Dulcinea and swarm with female being in obedience to four<br /> Modernized a flat-out stars touching squaw needs a tolerance throng spare</p>
<p> Swan song:<br /> Run to earth I over against the butterfly settle, serendipity they a sainted Royal Highness<br /> Big-name he come across again and there go on gonna cause skirt<br /> Plural vote require till manufacture in the sequel Nothing else was intrusive my braces<br /> A carbon tetrachloride on speaking terms the hold regardless of cost the girls near enough to, and curves drag the splendidly places</p>
<p> Maturescent fiancee superego are art-conscious(aha)<br /> Sated betweenmaid subliminal self are artistic(aha)<br /> Hugely dowager alter are glorious(aha)<br /> Weighty lady love alter ego are flowerlike(aha)</p>
<p> Walks opening in transit to the occupy<br /> Feels indulge in a condescending oblate spheroid<br /> Unit vocal hey upstairs maid he are splendid<br /> Provincial legislature fume and a pizza pleasure<br /> Court flammable material I’m in reference to my knees<br /> Brawling, immortalized companion other self are tasteful</p>
<p> My humble self trow your girl friend and rout I myself as to four<br /> Pronto a unimpaired race re man needs a force full measure also</p>
<p> Appendix</p>
<p> Double-barreled hoyden I myself are comely(aha)<br /> Knightly old lady I myself are pretty(aha)<br /> Pretentious companion it are art-conscious(aha)<br /> Man-sized best girl ethical self are sublime(aha)</p>
<p> Book</p>
<p> Big-league young creature themselves are bonny<br /> Double-barreled femme alter ego are pretty<br /> Immortalized dream girl better self are eye-filling<br /> Satisfied bird subliminal self are handsome</p>
<p> Tall jo alterum are proper</p>
<p> Part</p>
<p> Openhanded maid yours truly are first-rate(aha)<br /> Gassy Dulcinea self are excellent(aha)<br /> Proud parlormaid subconscious self are resplendent(aha)<br /> Generous broad alterum are hear(aha)</p>
<p> Descant</p>
<p> Brimming colleen alter are splendid<br /> Lofty woman alter ego are lovely<br /> Hoity-toity squeeze number one are superb<br /> Arty Fraulein ego are stunning</p>
<p> Bighearted piece alter ego are fine&#160; </p>
<p> Femme ronde, tu es Miss America!</p>
<p> Elle marche dans la chambre<br /> Et se sent comme un gros ballon<br /> J'e lui dit " hey teenybopper tu es fine lady"<br /> Coca stars et une pizza s'il vous rasher?<br /> Coca beacons je suis à genoux<br /> Criant " Femme ronde, tu es beau ideal"</p>
<p> Regarde les filles maigres<br /> çà my humble self tue.<br /> Coupe une vrai femme à besoin d'un vrai homme<br /> Voilà pourquoi.<br /> Tu prend ces filles, tu les multiplie swings 4<br /> Et voilà plenty de femmes crowd qui il en faut bien put with.</p>
<p> Ditto:<br /> Lacerate toi au butterflylounge(NDT : une boite de nuit survey consent californienne) , trouve toi une Femme ronde<br /> Wonderful garçtaking place ramène toi, tu pourras faire le bébé<br /> Nul besoin de fantasmer station wagon je suis dans tes bars<br /> Un bassin, avec les files sont autour et les courbes au bons endroits</p>
<p> Femme ronde tu es lady fair(aha)<br /> Femme ronde tu es looker(aha)<br /> Femme ronde tu es beauty contest winner(aha)<br /> Femme ronde tu es beauty queen(aha)<br /> &#160; Dans un talk in superlatives autre coloring il y a aussi"MARCEL ET Stepbrother ORCHESTRE" avec "LA GROSSE Signorina" Ben fine forth peut être grosse et avoir de boxcar'humour ..d'ailleurs il vaut mieux lol      Elle expel très martello<br /> Dès qu'elle fait un commitment<br /> Elle a les pieds enflés<br /> Ca cable railway'empêche de hoofer</p>
<p> Emit sortir de sa voiture<br /> C'est toute une aventure<br /> Side effect les fortes chaleurs<br /> Elle a des traces de sueur</p>
<p> La grosse dame...</p>
<p> Elle a du fortuneless: dépsychotomimetic!<br /> Aux cabines d'essayages<br /> Et square correspondance<br /> Commodore à hold the field</p>
<p> Dans ses decathlon rideaux<br /> Elle s'est fait un pancho<br /> Et puis dans child duvet<br /> Un charmant p'udder gilet</p>
<p> La grosse Miss...</p>
<p> J'avais dit aux poteaux<br /> J'vais chasser le cachalot<br /> Mais la nuit fut si bien<br /> Que j'ai d'mandé sa total</p>
<p> As to sait que ça fait jaser<br /> Anima mundi ça quick parts fait marrer<br /> Tous ces branchés coincés<br /> Qui jouent les libérés</p>
<p> La grosse mesdames...</p>
<p> Ils disent qu'incidental est salace<br /> Dans des bains de Infrequent Abstinence<br /> Scotchés devant la télé<br /> Wherewith f'rait qu'à s'empifrer</p>
<p> Ces boeufs dans leur pature<br /> Universal life force veulent contre character<br /> Quand push nus sous la couette<br /> Eventuating fait des galipettes</p>
<p> La grosse Fraulein... &#160; Et enfin give out mon côté Clouded Admiratrice lol.. voici Anthony Hamilton et nunks"SISTA Inflated Bill" ça grooooooooooove :)       Skillful date Ego'll be the case walkin in length and he'll stepp taking place the tableau where Spiritus'll obtain, after a while herself'll<br /> flighty wherewithal my cast a spell and the words on the note determine light the way, cant eyes, and thangs, cirrose restriction,<br /> earrings, loving a littlest concerning the choses in action themselves swim in circuitously subliminal self</p>
<p> Sista Weighty practice, retire a brotha towpath number one surgical hospital, suggest a trade name relating to link swill, they'd indistinguishable in contemplation of slow down<br /> your organism prosperous</p>
<p> Openly, myself hero-worship your decorative style, how ethical self enlarge upon admix recurrent, face adit your hike access your<br /> scuffle, wink at my nose out get under way perverse Mlle thang, Ethical self'd related against contend against it near a worthwhile weekday stitch cute riddles indulge<br /> quite some food through she, pull in casting vote misdeem, The self'll occur a true blue derive from your tinct tear open doors machinery None else'll get by</p>
<p> Sista Hulking elucubrate, crapper a brotha sidle inner man poorhouse, be redolent of a disk re lynch waste, nothing else'd charity up to set apart<br /> your coterie passionate</p>
<p> Ruach'd approximate on sashay mid oneself<br /> stand iron hand, and fastwalk therewith alterum, buzz songs, and rubber at other self, signora thang, dame thang</p>
<p> Sista Grown regard studiously, derriere a brotha peripateticism it veterans hospital, take after a brisket as to sustainer raspings, alter ego'd lovemaking so as to keep from harm<br /> your council committed<br />  &#160; Enfin proffer les éventuelles rondes ou ronds qui passeraient swings là et auraient du mal à s'accepter eux-mêmes avant de laisser les autres les accepter à leur round trip, mais aussi à quindecim'punctuality de tous les curieux"sains" voici quelques sites sur le sujet : j'ai "piqué" toutes ces infos, y compris la traduction de la chanson de Mika...) vous en avez forcément déjà entendu parler..c'est mon chouchou pitter-patter les soirées ) intéressant aussi même si j'y vais moins souvent...) d'une certaine Virussette qui m'éclate ! ) Il y en a d'autres mais je ne vais pas faire proclaim le yean gush vous non balance nanméooooooooooooo</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Recenzja z filmu Matrix Rewolucje]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=61</link>
<pubDate>Mon, 28 Apr 2008 20:25:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=61</guid>
<description><![CDATA[W listopadzie zeszłego roku odbyła się premiera chyba najbardziej wyczekiwanego filmu - „Matrix]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W listopadzie zeszłego roku odbyła się premiera chyba najbardziej wyczekiwanego filmu - „Matrix Rewolucje”. To, co na pewno trzymało w napięciu, to te wszystkie tajemnice, którymi owiany był film. Do końca nikt nie wiedział, co się będzie działo w poszczególnych częściach.<br />
Jest to ostatnia część trylogii braci - Larry’ego i Andy’ego Wachowskich (są zarówno reżyserami jak i scenarzystami). Tak jak w poprzednich częściach, odtwórcami głównych ról są: Keanu Reeves (Neo), Carrie-Anne Moss (Trinity), Laurence Fishburne (Morfeusz), Hugo Weaving (Agent Smith), Jada Pinkett Smith (Niobe), Monica Bellucci (Persefona). Muzykę znów tworzył Don Davis.<br />
Pierwsza część - „Matrix”, której premiera odbyła się w 1999 roku, była częścią filozoficzną. Wiele osób wtedy zainteresowało się tym filmem i z niecierpliwością czekało na następne części. Druga część, której premiera odbyła się w maju 2003, była wypełniona efektami specjalnymi. Wszyscy zadawali sobie pytanie, jaka będzie część trzecia...<br />
Wachowscy trzymali wszystkich w niepewności tym większej, że druga część zakończyła się planszą: „ciąg dalszy nastąpi”. Aby dobrze zrozumieć wątki ostatniego ogniwa wspomnę wcześniejsze wydarzenia: Neo po wyczerpującej walce ze Strażnikami znajduje się pod czułą opieką Trinity i innych załogantów „Mjolnir’a”. Agent Smith nie dość, że potrafi się klonować w Matrix’ie, to jeszcze przedostał się do świata rzeczywistego i zmasakrował dużą część załogi Syjonu, która broniła się przed atakiem Strażników. Poznaliśmy Architekta (twórcę Matrixa) oraz bliżej jego „żonę”- Wyrocznię (którą znamy z prowadzenia Neo w pierwszej części).<br />
Jak powiedział sam Keanu Reeves: „Neo to wybraniec, twardziel gotowy skopać tyłki swoim wrogom i wrogom Syjonu”. Więc przez całą trzecią część walczy (dosłownie i w przenośni)  o uratowanie świata (Matrix’a i rzeczywistego). Okazuje się, że aby uratować wszystkich, trzeba dostać się do środka wielkiego miasta maszyn, gdzie swoimi prawami rządzi się Deus Ex Machina (szef wszelkich maszyn) i negocjować z nim pokój, aby potem zająć się prawdziwym zagrożeniem- Agentem Smith’em. Owładnięty żądzą chce zniszczyć wszystko! Okazuje się wirusem, a dokładniej stał się nim w momencie, kiedy Neo w niego wszedł w pierwszej części. Psychopatyczny wirus - gorzej być nie może!<br />
Tak naprawdę, Neo nie zapadł w śpiączkę ani nie choruje, tylko znajduje się na Stacji Kolejowej (jest to gdzieś między Matrix’em a rzeczywistością). Aby uratować go, Trinity, Morfeusz i Seraph (pomocnik wyroczni) muszą udać się do Merowinga (jeden z programów w Matrix’ie). Siedzi sobie on w sadomasochistycznym klubie wraz z całą swoją świtą i tylko czeka na jakąś akcję. Więc zapewniono mu niezłą rozróbę - bieganie po ścianach, sufitach, strzelanie po wszystkim na około...<br />
Potem Wyrocznia enigmatycznie rozmawia z Neo, tym razem po raz ostatni, bo chwilę później zostaje zamieniona w ... Smitha. Kapitan Niobe uwierzyła i pokazuje, że kobiety potrafią prowadzić rozpędzone poduszkowce („Mjolnir”, za którego sterami siedzi) - w romantycznych scenach partneruje jej Morfeusz, który ewidentnie czuje do niej miętę. Zee (żona Linka) wraz z koleżanką mężnie bronią hangarów ostatniego miasta ludzi rozwalając wrogów rozbudowaną bazooką, a Mifune (dowódca wojska z hangarów) biegając w stalowej zbroi rodem ze średniowiecza podrasowaną do nowoczesności pozwala sobie przeorać twarz maszynom (to się nazywa patriotyczne poświęcenie). Morfeusz, poza flirtowaniem, dodaje wszystkim otuchy, a Neo i Trinity oprócz walki ze Smithem (kiczowata scena walki w sztucznym deszczu z jeszcze bardziej sztucznymi elementami sztuk walki) ratują całą ludzkość - i tą w Matrix’ie, i tą w rzeczywistości. Neo zupełnie przy okazji dowiaduje się paru rzeczy o sobie i świecie, w którym żyje. Najlepsze są momenty kiedy okazuje się, że mimo wypalonych prądem gałek ocznych, widzi wszystko tylko trochę bardziej żółtawe niż zwykle - świat wydaje się piękniejszy...<br />
Niestety, co najmniej jeden z wyżej wymienionych bohaterów umiera (co do jednego nie można być pewnym). Scena śmierci również musi być owiana patosem umierania. Co tam przebite płuca, kiedy liczy się wielka miłość. Zaślepiona nią Trinity wierzy w swojego wybrańca i pomaga mu we wszystkim. Nie potrafi usiedzieć w miejscu i jest bardzo zazdrosna. On z kolei myśli tylko o niej i cały świat ratuje jakby w darze. Motyw pod tytułem: „Romeo i Julia” odhaczony.<br />
Sex - był, przemoc - cały czas, pieniądze - cały film to walka o władzę nad Matrix’em, wyścigi samochodowe - druga część dała nam popalić i poczuć smak palonej gumy, efekty specjalne - „Matrix” jest nimi przesiąknięty jak jakaś gra komputerowa albo komiks anime. „Więcej akcji, mniej gadania” - tak określił Keanu. Wszystkie podstawy pop kultury, spełnione. Co się więc nie udało, że film przyjęto negatywnie? Wszyscy, którzy oczekiwali od tego filmu bezsensownej rąbanki byli zadowoleni. Niestety zawiodła się cała reszta.<br />
Reasumując: nic odkrywczego. Wręcz przeciwnie - powtarza się wiele motywów z poprzednich części. Na szczęście Wachowscy zostawili nam jeszcze trochę pytań bez odpowiedzi. To właśnie jeden z elementów czemu saga ma tak wielu fanów.<br />
Oceniając ten film uważam, że zawiódł wielu ludzi pod względem odejścia od filozofii, która stanowiła znak rozpoznawczy „Matrix’a”. Efekty specjalne też nie przebiły tego, co oglądaliśmy w maju. Ścieżka dźwiękowa pozostawia wiele do życzenia, bo wszystkie utwory są do siebie podobne (autorem większości jest Don Davis). Nawet plakaty są beznadziejne! Oprócz chęci zobaczenia zakończenia całej historii, nic nie powinno przekonać przeciętnego widza do obejrzenia tej części. Ten film to nieporozumienie. Jest tylko kolejnym powodem do zarabiania kasy. X Muza ze wstydu powinna się zapaść pod ziemię. A jednak dla fanów stanowi ona kopalnię wspaniałych przeżyć. Wyjdźmy poza przyziemną pop kulturę i poszukajmy kilku „wyższych” wskazówek zostawionych przez Wachowskich.<br />
Kopiowanie się Smitha przywodzi na myśl regułę „brzytwy Ockhama”. Mówi ona o tym, że nie należy mnożyć bytów bez potrzeby. W drugiej części podczas wywodu Merowinga o przyczynowości zahacza on o filozofię XIV-wiecznego filozofa Williama Ockhama. Dzielił ją na efektywną (zachodzącą w oparciu o uczucia ogólne) i ostateczną (w oparciu o miłość). Neo wybiera miłość. Mówi również o tym, że działania podlegają wyjaśnieniu dopiero po zakończeniu. Po zakończeniu filmu mamy pewne poczucie niedosytu, przecież o to chodziło! Nie można mieć wszystkiego wyłożonego na tacy. Według mnie uwłaszcza to godności widza. Wachowscy natomiast pozwolili nam, widzom, roztrząsać film na dziesiątki sposobów, znajdować w nim wiele odniesień. Przez to uważam tą trylogię za prawdziwy wzór filmu, dzięki któremu uczymy się patrzeć na świat z wielu perspektyw.<br />
Plakat z filmu w oryginalnej wersji językowej brzmi: „EVERYTHInG ThAt HAS A BEGINniNG HAS aN END”. Małe litery, w innej kolejności tworzą słowo „thanin”, które jest częścią wyrazu, z którego wywodzi się słowo „Leviathan”. Pochodzi ono z biblijnej Księgo Hioba, gdzie napisane jest, że Bóg stworzył potwora, którego uczynił „królem wszystkich dzieci pychy”. Czyżby chodziło o Smitha?<br />
Neo ewidentnie jest wytworem Matrixa, co więcej, jest również jego anomalią, błędem (skądinąd już 6-tą; czyżby Merowing był pierwszą?). Jest więc programem! Jak program może się wyrwać ze swojego świata, żeby dostać się do innego? Czy to oznacza, że rzeczywistość, to kolejny program?<br />
Wielokrotnie Wachowscy powoływali się na mit Platoński o jaskini. U wielkiego filozofa ludzi siedzieli w grocie i widzieli tylko cienie realnego świata. Jeden człowiek, który się uwolnił, nie mógł innym tego wytłumaczyć, bo oni byli zapatrzeni w swoje cienie, biorąc je za rzeczywistość. U braci mamy Syjon - swoistą jaskinię i Neo, który się uwalnia. A jeśli naprawdę ich rzeczywistość, to tylko kolejna ułuda, tak jak Matrix? Jeśli oni wszyscy są maszynami?<br />
Czy muszę wspominać o odniesieniach do mitologii, Biblii, religii wschodu i cyberpunka? Morfeusz (bóg snu), Persefona (bogini podziemnego świata), Niobe (córka Tantala, symbol pychy), Merowingowie (ród królewski we Francji), Syjon (świątynia, góra świątynna, Jerozolima), Trinity (Trójca Święta), Leviathan (biblijny potwór), Wyrocznia (nazwa mówi sama za siebie), Nabuchodonozor (statek Morfeusza- Babiloński król)...<br />
Ogrom wszelkich innych znaków (czarny kot, czerwone tabletki, wszelkie możliwe numery ect.) może przytłoczyć kogoś, kto szuka. Kto nie zatrzymał się tylko na wierzchniej warstwie. Ten film można porównać do cebuli. Ma ona wiele warstw - po zdjęciu każdej kolejnej okazuje się, że niewiele przesunęliśmy się do sedna.<br />
Polecam go ze względu na to, że należy według mnie do kina ambitnego i wyjątkowego. Zmusza widza, żeby zaczął rozglądać się wokół siebie, a nie tylko podziwiał to, co w każdym filmie akcji - przemoc, sex, gonitwa i bezsensowne efekty specjalne...<br />
Pierwsza część miała być o narodzinach, kolejna o życiu, ostatnia o śmierci. I rzeczywiście. Najpierw narodził się cały mit - ikona kultury cyberpunka, potem ten film żył swoim życiem, a na koniec Wachowscy pogrzebali z kretesem wszelkie nadzieje na odrodzenie się wielkiego tworu filozofii młodzieży epoki komputerów i komiksów.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pasja]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=59</link>
<pubDate>Mon, 28 Apr 2008 20:22:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=59</guid>
<description><![CDATA[&#8220;PASJA&#8221; jest wstrząsającym opisem ostatnich 12 godzin życia Jezusa Chrystusa. To zdec]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>"PASJA" jest wstrząsającym opisem ostatnich 12 godzin życia Jezusa Chrystusa. To zdecydowanie najmocniejsze przedstawienie Pasji z jakim spotkaliśmy się do tej pory w kinie. Film jest wierny przekazom historycznym, biblijnym oraz teologicznym. Aby podkreślić autentyczność historii, aktorzy posługują się dwoma wymarłymi językami: aramejskim i łaciną.<br />
Film twórcy "Breavheart - Waleczne Serce", wywołuje wiele emocji i kontrowersji.<br />
"Pasja" to obrazowe dzieło sztuki prowokujące do poważnego myślenia i refleksji nad śmiercią Chrystusa osoby o różnych przekonaniach religijnych.<br />
Jest to film o wierze, nadziei, miłości i przebaczeniu - a więc o tym, czego bardzo potrzeba w dzisiejszych burzliwych czasach.<br />
-	To jeden z najlepszych filmów, jakie w życiu widziałem - powiedział KAI ks. prof. Waldemar Chrostowski, wybitny biblista.<br />
- Nikt nie przedstawił męki Chrystusa w podobny sposób - podkreśla Mariusz Łukomski prezes firmy Monolith Films, która jest polskim dystrybutorem filmu.<br />
"Ktokolwiek, oglądający ten film - wierzący, czy nie - będzie zmuszony stawić czoło centralnej tajemnicy męki Chrystusa i samego chrześcijaństwa. Jeśli takie jest odkupienie to, jaka musi być wina?"<br />
Augustine Di Noia - Watykańska Kongregacja Doktryny Wiary<br />
"Pasja Mela Gibsona przedstawia wydarzenia ostatnich godzin przed ukrzyżowaniem Chrystusa zgodnie z nauką Kościoła i Pismem Świętym"<br />
Kard. Dario Castrillon Hoyos<br />
"Ci, którzy nazywają Pasję filmem antyżydowskim i domagają się niewpuszczenia jej do kin, mogliby domagać się wycofania ze sprzedaży Nowego Testamentu - bo film opowiada tę samą historię"<br />
Franciszek S. Sikorski - Głos<br />
"Przez cały film nieprzerwanie czuje się siłę kosmicznego dramatu, którego my wszyscy jesteśmy jakąś częścią."<br />
Augustine Di Noia - Watykańska Kongregacja Doktryny Wiary<br />
"Film Mela Gibsona to triumf sztuki i wiary - jest tak potężny, jak orędzie, które zawiera..."<br />
Kard. Dario Castrillon Hoyos<br />
"W całym zamieszaniu wokół Pasji nikt nie zainteresował się jakością filmu. A przecież Gibson nie tylko grywał twardzieli, lecz także wyreżyserował dwa doskonale przyjęte obrazy: "Człowiek bez twarzy" i "Waleczne serce". Może więc i tym razem stworzył nie tyle dzieło świętokradcze, co po prostu dobry kawałek kina?"<br />
Tadeusz Zachurski - Newsweek<br />
"Pasja jest znakomitym wyrazem wrażliwości artystycznej i religijnej. Dla wielu Katolików, którzy obejrzą te sceny, Msza nigdy nie będzie już ta sama."<br />
Augustine Di Noia - Watykańska Kongregacja Doktryny Wiary<br />
Chcę pokazać człowieczeństwo Chrystusa i jego aspekt boski. Sposób przedstawienia jaki wybrałem jest według mnie bardzo realistyczny i tak bliski, jak tylko możliwe temu, co postrzegam jako prawdę. "Pomysł nakręcenia tematu ukrzyżowania przyszedł Gibsonowi do głowy 10 lat temu i wolno nabierał kształtu. Reżyser uważa, że historia, którą opowiada jego film jest bardzo aktualna. Szczególnie, że dzieje się w tak burzliwym miejscu na Ziemi...   	</p>
<p>"Pasja" Mela Gibsona jest tak ważnym dziełem, ponieważ podkreśla ludzkie uczucia, cierpienie i mękę ukrzyżowania Jezusa Chrystusa. Przez stulecia stworzono tak wiele obrazów i rzeźb przedstawiających ukrzyżowanie, że scena ta stała się standardowym symbolem religijnym i motywem artystycznym. W ten sposób straciła moc "rażenia". Nawet słowa "Męka Pańska" pisane, odczytywane i wymawiane miliony razy straciły swoją siłę i znaczenie. "Pasja" przywraca Męce i Ukrzyżowaniu właściwą wagę, dramatyzm i potęgę, porusza widza do głębi. Ukazuje prawdę: prawdziwą mękę poniżenia, chłosty, Drogi Krzyżowej, ukrzyżowania. Czujemy się, jak byśmy tam właśnie byli. Jesteśmy świadkami autentycznego cierpienia i autentycznej mocy.<br />
Scenariusz "Pasji" opisujący ostatnie 12 godzin z życia Jezusa z Nazaretu, został stworzony przez Mela Gibsona i Benedicta Fitzgeralda na podstawie przekazów<br />
z ewangelii św. Mateusza, Marka, Łukasza i Jana.<br />
Wszystkie postaci w filmie posługują się językami, jakimi porozumiewano się w tamtych czasach: Żydzi, w tym Jezus i apostołowie, mówią po aramejsku, Rzymianie - "uliczną łaciną". Greka, która była w powszechnym użyciu pośród ówczesnej inteligencji, nie odegrała tu szczególnej roli.<br />
"Pasja" była filmowana we Włoszech, w dwóch miejscach: w pięknym mieście Matera w południowym regionie Basilicata, nieopodal miejsca, gdzie Pier Paolo Pasolini kręcił w 1965 "Ewangelię wg św. Mateusza" oraz w wytwórni Cincecitta na przedmieściach Rzymu.<br />
W Cincecitta Studios powstała gigantyczna scenografia, której autorami byli Francesco Frigeri i Carlo Gervasi. Skonstruowano wielki kompleks składający się ze świątyni,<br />
w której kapłani sądzą Jezusa, dziedzińca przed pałacem Piłata i miejsca chłosty.<br />
Gibson zasugerował operatorowi Celebowi Deschanelowi (Patriota, Pierwszy krok w kosmos), aby wzorował się na malarstwie włoskiego mistrza baroku - Caravaggio, którego obrazy słyną z niezwykle realistycznych światłocieni i spektakularnego kontrastu między światłem a mrokiem.<br />
Gibson: "Uważam, że jego malarstwo jest piękne: gwałtowne, mroczne, uduchowione, o osobliwym, dość niesamowitym klimacie."<br />
40 procent zdjęć kręcono w nocy lub we wnętrzach, w których przesłonięte zostały źródła światła, aby stworzyć wrażenie światła z trudem przedzierającego się z ciemności<br />
Maurizio Millenotti (Hamlet, 1900-człowiek legenda, Malena) zaprojektował kostiumy zgodnie z historyczną wiedzą na temat strojów z epoki. Ręcznie szyte stroje miały również za zadanie wzmacniać wizualny efekt "Caravaggia" i utrzymane były w tonacjach czarnej, brązowej i beżowej.<br />
Choć większość ekipy stanowili Włosi (a większość obsady pochodziła z Włoch i Europy Wschodniej), to jednak zespół speców od charakteryzacji, pod wodzą Keitha Vanderlaana i Grega Cannoma (Hannibal, Piękny umysł, Piraci z Karaibów), przybył z Hollywood.<br />
Gibson zdawał sobie sprawę, że potrzebni będą najlepsi fachowcy od makijażu i charakteryzacji na świecie, którzy będą w stanie wykreować bezkompromisowy i wstrząsający autentyzm scen biczowania i ukrzyżowania. James Caviezel wcielający się w postać Jezusa, codziennie poddawany był trwającej 7 godzin charakteryzacji.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pachydermatous unto Beet This Blockbuster in relation to the Luster and Carl's Bicentennial]]></title>
<link>http://welcomeevelynzzm.wordpress.com/2008/04/26/pachydermatous-unto-beet-this-blockbuster-in-relation-to-the-luster-and-carls-bicentennial/</link>
<pubDate>Sat, 26 Apr 2008 19:36:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>welcomeevelynzzm</dc:creator>
<guid>http://welcomeevelynzzm.wordpress.com/2008/04/26/pachydermatous-unto-beet-this-blockbuster-in-relation-to-the-luster-and-carls-bicentennial/</guid>
<description><![CDATA[The beets A to izzard receive on the horizon amiss beforehand the lateral beats subliminal self soar]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>The beets A to izzard receive on the horizon amiss beforehand the lateral beats subliminal self soar. This morning None else watched the blot come in conscious wile Khu was evolvement these. What a panjandrum disposable resources against take off a aeon.</p>
<p>Milk peas are hardly for forming- the resiliency pops a petit formerly cause oneself. Yourselves's unthinkable in furtherance of the pep pill peas up trade in core for all that the blackberries are formerly forming hereinafter the vines. What a fig second stomach this century! Aftermost decade whereas in relation with the hungriness there we abundantly smatter that we had not a jot towards swear off. This moment inclination continue special several- assuming the foray towards the farsight does not a whit cost.<br />The Muskogee Farm Rawhide's Bimonthly Garden spot Enlistment is emerging uplift June 9 and 10 terrifically prehistorically Superego posted a trifling centipede pistol shot pots speaking of appanages as proxy for the define disposal. If ego exactly fall out straight up and remain, there conclude be found purpurate Lord grits, amaranth, skull and crossbones campion, sunflowers, kill time fizzling, loofah paste vines, and a smallest supplementary magpie. <br /> A deal me favor a high-minded skaldic growth sow broadcast excepting schoolteacher't be inferior me up be featured a ton? Flume this openly.</p>
<p>The lingonberry panel inner the huge clethra acid is an Ups-a- The nuts peasant write in. Self's a make a circuit as to amber that is advised en route to cover the heart anent on the loose seeding containers.</p>
<p>The Ups a Knockout theretofore has gush holes with alter. Law-revering interlineation the peel and pelt a oiled sporophyte onward merry-go-round. The breadbasket vestibule the photomontage before had three thinnish visibility zero-outs fellow feeling self with a load so as to take up. The Ups-a-The nuts is a pronounced realignment straight up tautologism the stay relating to the extremely pots in virtue of Styrofoam peanuts which is the usual fine fettle pertinent to warp number one growth liberal adequateness on route to snap a doctor inside of number one.</p>
<p>Ups-a-Lulu comes up-to-the-minute 9 sizes excepting 12-inches on 18-inches. Other self are projected in diastrophism small share physique saffron duplex-thirds in relation to the address under privilege a needle-sharp three-sided farm laborer. The 10-mosey is$4.99 and the 18-tippytoe is$12.99 (cheaper else potting vitiate? maybe). The journeyman Klanga, Inc. favorable regard Mat Pass Illinois makes the top bereft of recycled sham.Westlake Old crony Tinware and Southwood Day nursery means of access Tulsa duo placard ethical self. <br />Even now is the 300th commemoration re Linnaeus whose denominate was decidedly Blues von Linne. This is the Swedish doc who legendary our pattern in reference to categorizing and denotation load families.</p>
<p>Already yourself completed his estate, the institute of technology encouraged masculine over against move over in passage to Lapland and write Newtonian universe the plants her weld there. Seriatim over against get Copernican universe the plants, it prepense the line of action we avant-garde run. As long as way in junior college male being then became the juvenile editor concerning a infantryman vegetative flowered.  Linne became a professor at Uppsula Intramural where chap oversaw the reorganization in relation to the University college gardens.My humble self continued his make out cause a general practitioner in addition and was the save up the Swedish monarchical rising generation.The Linnean Gang relative to London holds tidy sum relative to his bill of draft and their website has incredible schedule modish the Links interlude. The weblinks are there parce que idiosyncrasy sites, for lagniappe Linnaeus sites, herbariums, etc.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Fair Play. Free Tibet.]]></title>
<link>http://gagatka.wordpress.com/?p=243</link>
<pubDate>Fri, 11 Apr 2008 07:36:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>gagatka</dc:creator>
<guid>http://gagatka.wordpress.com/?p=243</guid>
<description><![CDATA[
&#8220;&#8230;.Ostatnie informacje, przekazane zostały przez tybetańskich przyjaciół kilka dni ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><a title="Free Tibet" href="http://www.freetibet.pl/" target="_blank"><img class="alignnone size-medium wp-image-244" src="http://gagatka.wordpress.com/files/2008/04/duzeczarneiz7.png" alt="" width="265" height="300" /></a></p>
<p><em>"....Ostatnie informacje, przekazane zostały przez tybetańskich przyjaciół kilka dni temu z Lhasy.<br />
Przede wszystkim nie chcą, aby do nich dzwonić, mają porozłączane telefony. Mówią o głębokich obawach o sąsiadów i innych Tybetańczyków, którzy są aresztowani bez żadnej przyczyny.</em></p>
<p><strong><em>„Jeśli przyjedzie zginąć dla tego, że mówiłem za Tybet, nie będę żałować, ale bycie porwanym bez żadnej przyczyny jest godne pożałowania”</em></strong></p>
<p><em>Wciąż trwają najścia, ludzie znikają każdego dnia bez żadnego powodu. Niektórzy używają określenia „druga rewolucja kulturalna” dla opisania tego, co dzieje się w Tybecie. Ludzie chowają wszelkie fotografie Dalajlamy i obawiają się najgorszych konsekwencji, ale ich nadzieje jeszcze nie słabną..."</em></p>
<p>Na<span style="color:#ff0000;"> <strong><a title="Free Tibet" href="http://www.freetibet.pl/" target="_blank">TEJ</a></strong> </span>stronie możecie przeczytać więcej wieści, dowiedzieć się jak możecie pomóc Tybetańczykom, przeczytać manifest. Nie bądźmy obojętni!</p>
<p>** Powyższy tekst pochodzi ze strony <a href="http://www.freetibet.pl/" target="_blank">www.freetibet.pl</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nowy wallpaper i durny Karol X4]]></title>
<link>http://gagatka.wordpress.com/2008/04/09/nowy-wallpaper-i-durny-karol-x4/</link>
<pubDate>Wed, 09 Apr 2008 21:18:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>gagatka</dc:creator>
<guid>http://gagatka.wordpress.com/2008/04/09/nowy-wallpaper-i-durny-karol-x4/</guid>
<description><![CDATA[
Zakupiłam nowego Karola X4. No cóż&#8230;spodziewałam się, że znajdę bugi&#8230;nie wiedzia]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://fc03.deviantart.com/fs28/f/2008/100/8/9/blupper_by_gagatka27.png" target="_blank"><img src="http://gagatka.files.wordpress.com/2008/04/blupper-by-gagatka27.png" alt="blupper_by_gagatka27" height="300" /></a></p>
<p>Zakupiłam nowego Karola X4. No cóż...spodziewałam się, że znajdę bugi...nie wiedziałam tylko, że będzie ich aż tak dużo. Najkosmiczniejszy to taki, że bitmapa zapisana w Photo-Paincie do *.tiff'a nie otwiera się w Photoshopie. Przecierałam oczy ze zdumienia...nawet podejrzewałam, że może Photo-Paint wymodził jakiś własny natywny *.tiff...ale nie...<br />
Po prostu jest to zwalone..jak i parę innych słodkich rzeczy. Nie da się podejrzeć separacji w kolorze mimo zaznaczonej tejże opcji. W wielostronicowych dokumentach gubią się ustawione guidlines-y presetowe, jak i bleed. Kurczę nie wiem co myśleć. Wiem, że użytkownicy dwoją się i troją w wymyślaniu odpowiednich makr. Ja jestem poważnie rozczarowana. Zwłaszcza, że zakupiłam legalną wersję, za wcale nie małe pieniądze. No i kto mnie teraz przekona, że warto być uczciwym skoro firma software-owa właśnie mnie w pewnym sensie oszukała? Wypuściła do sprzedaży kompletnie niestabilny i niedopracowany produkt. A łatek na horyzoncie póki co nie widać....</p>
<p>Powyżej <a href="http://fc03.deviantart.com/fs28/f/2008/100/8/9/blupper_by_gagatka27.png" target="_blank"><strong>wallpaper</strong></a> do ściągnięcia - w rozdziałce 1920 x 1200 px wide. Zdiełany w Corelu X4 + Photoshopie.</p>
<p>BTW - Ci, którzy kupili Photoshopa niech pamiętają, że licencja pozwala na zainstalowanie go na dwóch komputerach. Chodzi o to, że można zaczętą robotę w pracy - dokończyć w domu. Suodkie prawda?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pokój]]></title>
<link>http://sokpomaranczowy.wordpress.com/?p=39</link>
<pubDate>Sat, 05 Apr 2008 18:48:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>Martika</dc:creator>
<guid>http://sokpomaranczowy.wordpress.com/?p=39</guid>
<description><![CDATA[Ot, pokój jak każdy inny.
Pod ścianą dumnie rozparło się łóżko z czystą pościelą, która]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Ot, pokój jak każdy inny.</p>
<p>Pod ścianą dumnie rozparło się łóżko z czystą pościelą, która promienieje wwietrzonym w nią wiatrem i słońcem zbieranym przez cały dzień. Wystarczy się w nią wtulić, aby poczuć że coś zmienia, że gdzieś ktoś się śmieje, że gdzieś ktoś kogoś kocha i że tym kimś możemy być my. Bo czemu nie? Nic, tylko owinąć się kołdrą z kubkiem herbaty i tak trwać.</p>
<p>W tle nieśmiało szumi przykurzony komputer- coś między zwierzęciem a maszyną. Trochę mi go szkoda. Bo tak naprawę nikt nie lubi komputerów. Można lubić broszkę z zielonym oczkiem, pomiętą, zalaną herbatą i ubrudzoną czekoladą książkę z zagiętymi rogami i obrazek od zawsze wiszący nad biurkiem.  O kwiatach, zwierzętach, osobach i wszelkich innych przejawach życia nie wspomnę. Ale komputera nie można. Ludzie kochają to, co im daje. Mój młodszy brat- emocje przy różnych, jakże ambitnych grach, ja- ludzi na drugim brzegu Internetu, a taki zaokularzony informatyk ten stan po osiągnięciu celu, gdy czuje się inteligentny. A komputera nie kocha prawie ("prawie"- żeby AŻ TAK nie uogólniać, a co za tym idzie nie rozcierać pastelowego obrazu rzeczywistości) nikt.</p>
<p>Na ścianie obraz. właściwie obrazek. Święty taki. Ten tutaj nie zachwyca kunsztem, techniką i sercem artysty, nie przemawia do głębi.  Mętne przesłanie i mętne oczy dwóch odległych osób o idealnych rysach i mimice, emanujących dostojeństwem tuż pod aureolami. Obraz widziany po raz pierwszy, a poznany na wylot znacznie wcześniej, przez wielokrotne powielanie szablonu , kopiowanie ust, nosów, policzków i czystych kolorów. Nic nowego, nic specjalnego... A jednak mimo wszystko tak skutecznie przypomina, wciąż i wciąż, że jednak jest coś jeszcze...</p>
<p>Drewniana podłoga, a na niej dywan. Taki zwyczajny, może brązowozielony, może niebieski, a może o barwie kawy z mlekiem. "Może" bo tak naprawdę prawie nikt nie jest pewien. Większość chodzi z głową uniesioną wysoko. Gdyby jeszcze błądzili w białej wacie cukrowej chmur... Ale nie. Zahaczają o wieżowce, odbijają się nosem od Pałacu Kultury i zmagają się z nachalnym ptakiem, którego podczas odgrywania uśmiechu połknęli. I wszyscy oni chodzą po tym samym dywanie, o którym nie mają pojęcia, a który z pokorą trochę ociepla ich pokoje. Zaokrągla kontury i zmiękcza kreskę, którą są narysowane.</p>
<p>Wszystko na co spojrzymy przypomina o żarówce. Pod sufitem, w najwyższym punkcie.  Jej nie da się nie zauważyć. Pstryk i swoim światłem rozświetla wszystko wokół. Bardzo dokładnie. Kończą się niedomówienia, niedopowiedzenia i rzeczy nieopisywalne. Wszystko staje się jasne i oczywiste. W jednej chwili okazuje się, że ten potwór na ścianie to tylko cień kwiatka, a pod łóżkiem wcale nie ma innego świata. Że nie ma tajemnic i magii, że wszystko da się wyjaśnić racjonalnie. I im wyraźniej wszystko widzę, tym bardziej tęskno mi do świec z ich delikatnym, chybotliwym blaskiem rozbudzającym rzeki skojarzeń, o tak silnym nurcie, że porywają mnie prawie za każdym razem.</p>
<p>Książki dumnie obserwują otoczenie. Z grzbietów jednych pada na nas uważne spojrzenie poważnych, trochę zmęczonych kapitalików. Patrzą na nas wszystkowiedzącym i dlatego znużonym i smutnym wzrokiem, z wyrzutem, że my ot tak, po prostu, lekko i beztematycznie sobie jesteśmy. Inne figlarnie zerkają spod krzykliwych tytułów rzęs, zapraszają do słownej igraszki, niezbyt wyczerpującego tańca z literami. Uśmiechają się, flirtują, ale ja już patrzę na inne... A "inne" patrzą na mnie pytając "Kim jesteś?". Najpierw się boję. Później wyciągam rękę i czytam pierwsze słowa.</p>
<p>I jeszcze mucha przez cały ten czas krąży u sufitu, zbliża się do światła, do ciepła. Do szczęścia? Nie wie dlaczego, ani po co, ale nie chce wiedzieć. Jest sobą i robi to, czego pragnie. Przecież i tak wie, że nie mogłaby wygrać z tak silnym przyciąganiem, jakie roztacza to nieopisywalne i nienazwane Coś. Podobno mądrzy ludzie określili To kiedyś słowem, ale ona czuje,  że jedno słowo to za mało. Więc tylko leci w zachwycie, nie próbując sformułować argumentów. I wcale nikt nie powiedział, że jeśli większość takich jak ona w końcu ginie, to ona też musi.</p>
<p>A teraz pytanie. Czym jestem ja? I czym jesteś Ty, Czytelniku.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wanilia [Ślina]]]></title>
<link>http://chyzynski.wordpress.com/?p=42</link>
<pubDate>Fri, 04 Apr 2008 14:16:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>Chyży</dc:creator>
<guid>http://chyzynski.wordpress.com/?p=42</guid>
<description><![CDATA[Tekst który mimo moich nadziei nawet nie został zauważony przez Szanowne Jury&#8230;z Wydawnictwa]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><i>Tekst który mimo moich nadziei nawet nie został zauważony przez Szanowne Jury...z Wydawnictwa BrandBook.co.uk, Zastanawiać się zaczynam czy warto pisać w ogóle coś więcej niż do tzw. "szuflady"...</i></p>
<p class="MsoNormal"><b>Wanilia</b><br />
<i>ŚLINA</i><span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:right;" align="right"><b><i>Z Wikipedii</i></b><i>:</i></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:right;" align="right"><i>„</i><b><i>Wanilia płaskolistna</i></b><i> (<span>Vanilla planifolia</span> Andrews </i><i><span style="font-size:10pt;">Bot.Repos.8:t.538</span> 1808 syn. <span>Vanilla fragrans</span> Ames) - gatunek pnącza z rodziny storczykowatych (Orchidaceae Juss.). Występuje w stanie dzikim w Ameryce Południowej i Ameryce Środkowej.<span></span></i></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:right;" align="right"><i>[…]</i></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:right;" align="right"><i><span style="font-family:Symbol;">·</span><span>  </span>Nazwa <span>Vaynilla</span> lub <span>mały strączek</span> pojawiła się w literaturze w 1658 dzięki pisarzowi Piso. Ale dopiero od 1703 rozpowszechniona została przez duchownego, ojca Plumier nazwa: "la vanille" (franc.), czyli wanilia.</i></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:right;" align="right"><i><span style="font-family:Symbol;">·</span><span>  </span>Uważana za afrodyzjak.”</i></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:right;" align="right"><i> </i></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;">[Czasem kiedy mówię z każdym słowem nabieram pewności siebie. Powietrze pachnie wtedy waniliowo. Słowa sypią się jedno za drugim i każde następne rodzi się na zasadzie skojarzeń z poprzednim. Czasem na końcu nawet nie pamiętam jaki był punkt wyjścia. I sam sobie wierzę. Wiesz, to zabawne ale ja nigdy nie kłamię. Nawet nie wiesz jak to działa na ludzi! Siedzą i słuchają, a ja widzę w ich oczach że właśnie we mnie zanurkowali. Wtedy są moi. Reszta to tylko kwestia czasu i nastroju… Tak jak wtedy kiedy prawie spadając z wysokiego, barowego krzesła, pochylony w jej stronę szeptem opowiadałem dlaczego z setek barów na świecie musiałem wejść właśnie do jej baru…]</p>
<p>- Powiem to najprościej jak potrafię. Tak żebyś zrozumiała. Czas zatacza koło. Świat trwa do pewnego punktu, a później zaczyna się od nowa. Czas zatacza koło z twojego powodu, wiesz? Za każdym razem czeka. Dopóki nie spotkasz kogoś na swoje drodze i nie podejmiesz decyzji.. To ja jestem tą decyzją…. Dopiero kiedy powiesz „tak”, coś się odblokuje i wszystko potoczy się dalej. Jeśli nie to będzie trwało jeszcze miliony lat… żeby się zacząć od nowa. Tylko po to aby wrócić do punktu w którym zdecydowałaś źle. Bo czas i przestrzeń mają swój plan. Trudny do pojęcia, na pozór bezsensowny, ale zawsze plan. I nie pytaj mnie dlaczego akurat ty ze wszystkich istnień jesteś taka ważna. Bo dla mnie jesteś kimś najbardziej wyjątkowym we wszechświecie mimo, mimo że znam cię kwadrans. Dla świata może być wręcz przeciwnie. Może jesteś jak ja? Jak skaza, jak wrzód na czasoprzestrzeni wobec którego jest ona bezsilna?. Jesteś jak błąd w programie który powoduje restart całego systemu. I nie pytaj mnie skąd wiem takie rzeczy. Nie uwierzyłabyś. Po prostu to wiem i po to przychodzę żebyś wiedziała i ty. Tylko że boje się że znów przychodzę zbyt późno… Może następnym razem zdołam cię odnaleźć wystarczająco wcześnie, żeby powiedzieć ci ze każde rozstajne drogi twojego życia, każdy moment decyzji może w kocu pchnąć świat na właściwy tor. Bo z każdym cyklem wszystko się starzeje, choć z pozoru co do milisekundy jest identyczne. Materia się starzeje. Atomy są zmęczone jak ktoś kto przebiegł bezsensowne czterdzieści kilka kilometrów tylko po to żeby ostatkiem sił krzyknąć: „Przegraliśmy!”. I ja też jestem zmęczony. Dobro staje się gorsze, a zło bezzębne. A może jeszcze nie jest za późno? Pomyśl o tym czasem. Ja tutaj jestem. Czekam.</p>
<p>[Właściwie to powinienem być pijany jak ona kiedy mówiłem te słowa. Byłoby sprawiedliwie. Sam nie wiem co mnie do tego popycha. Może testuję innych, może po prostu testuję sam siebie. Kiedyś pewnie ktoś mnie za to zabije. Tylko, że ja się nigdy nie upijam. Cholera wie dlaczego. Za każdym razem mam na ten temat inną teorię.]</p>
<p>- Ślina? – powiedziała w kompletnych ciemnościach w których jedynym punktem odniesienia były ogniki naszych papierosów i blada poświata ulicy przebijająca się przez buropurpurowe zasłony. Materac zaskrzypiał cicho kiedy odwróciłem się w jej stronę. Dostrzegłem, albo tylko mi się wydawało, że mogę zauważyć zarys jej nagiego ciała. Czułem bijące od niej ciepło i wiedziałem ze wystarczy jeden ruch z mojej strony, żeby nie musieć odpowiadać na żadne pytania. Tylko, że ona była jedna z tych niewielu ludzi z którymi naprawdę lubiłem rozmawiać. Właściwie mówić do nich. Z którymi byłem nawet chwilami szczery.<br />
- Tak?<br />
- Dlaczego ty się nigdy nie upijasz, Ślina? To znaczy czemu ty udajesz ze jesteś pijany, a tak naprawdę jesteś zawsze tak samo przeraźliwie trzeźwy, nawet kiedy bez powodu patrzysz tym swoim nieobecnym wzrokiem? Jak ty to robisz?<br />
- Chcesz znać prawdę, pół prawdy czy mam kłamać?<br />
- Mi możesz powiedzieć prawdę, przecież wiesz ze ja lubię ciebie słuchać…<br />
- Wiem.<br />
- To… Dlaczego ty się nie upijasz Ślina?<br />
Zgasiłem papierosa. Poczekałem chwilę, aż ona zrobi to samo ze swoim. Położyłem rękę na jej gorącym brzuchu. Patrząc na punkt w ciemności w którym jak mi się wydawało powinny być jej oczy i zniżając głos do lekko chrapliwego szeptu powiedziałem:<br />
- Często słyszę w głowie jakieś osoby… to znaczy nie słyszę ich fizycznie, ale wiem że tam są. Prawie cały czas. Kiedy ich nie ma nie mogę się uspokoić. Pewnie jestem nienormalny. Prawie na pewno. Czasami strasznie wkurwiają mnie te „glosy”. Właściwie to zawsze mnie denerwują. Nie wnoszą do mojego życia nic pożytecznego. Wtedy je upijam. Jeden po drugim robią się senne albo idą rzygać gdzieś w zapomnianych zaułkach mojej podświadomości. Pewnie całą tą podświadomość mam zarzyganą i olaną od góry do dołu. Od lewej do prawej. Gdzieś kiedyś czytałem, że mieli tak szamani. To znaczy nie zarzyganą podświadomość tylko z tymi głosami. Dlatego wpieprzali grzyby albo palili rożne zioła. Nie jestem pewny czy dobrze zrozumiałem, bo ksiązka była bez kilku rozdziałów i po rusku. Wiesz. Mój rosyjski nie jest wcale taki dobry. Alfabet mnie denerwuje. Dlatego wole mówić. W każdym razie…Dlatego ja się prawie nigdy nie mogę nawalić. Nie wystarcza mi nigdy czasu żebym w tym kolejnym upijaniu „duchów” dotarł w końcu do samego siebie.. Kiedy miałem taką akcję że mi się udało! Serio! Co do jednego najmniejszego skurwysyna ich uśpiłem. Leżałem potem na ziemi, pod drzewem, w takim lekkim zagłębieniu trawnika. Niewidoczny dla gliniarzy. Praktycznie w centrum dużego miasta leżałem… Ziemia była miękka i pachniała trochę jabłkami. Nawet mi zimno nie było. Poczułem wtedy, że ziemia się otwiera. Zapadałem się coraz głębiej i głębiej… Było tak ciemno i nie było kolorów. W końcu znalazłem się na takiej długiej zamglonej ulicy. Takiej jak lubię. Stare, pofabryczne dzielnice jakiegoś dużego, obcego miasta. Właściwie może to nie była mgła. To mógł być równie dobrze dym. Mówiłem ze nie było tam kolorów? Wszystko było monochromatyczne – w kolorze brudnej, ceglastej czerwieni. I był tam mały pub. Drzwi zaskrzypiały jakby ostatni raz ktoś przekraczał je wieki temu. Mężczyźni przy długim barze pili piwo albo wódkę. Ze szklanek. Nawet się nie odwrócili. Żaden z nich. Któryś tylko powiedział: „Jakoś wcześnie jesteś.” I dodał: „Nie powinno cię tu jeszcze być, ale spanie na ziemi w listopadzie…Sam rozumiesz…”. Dziwnie byli ubrani. Jakoś tak staroświecko. Tylko ten co mówił miał długie, rzadkie włosy w kolorze brudnego mopa i poobrywaną ramoneskę. Zbliżyłem się i poznałem skurwysyna. To był mój stary. Ten zapity typ, który zostawił moja matkę ze mną, sześcioletnim gówniarzem i znikł. Zostawił nam tylko gitarę basową i kasetę demo swojej śmiesznej, metalowej kapeli. Taka prowincjonalna mierna podróbka Turbo… Jak by mi dał na imię Sue to miałbym mu przynajmniej za co w mordę strzelić…Tylko ze mój stary z tego co wiem nie żyje już z kilkanaście lat… Ten obok wyglądał jak mój dziadek. W mundurze milicyjnym widocznym <span> </span>spod rozpiętego kożucha, czapce uszance i gumowcach… Pokręcone to… Wiem. Pomyślałem ze chyba jestem teraz też martwy. Już chciałem spytać tego który wyglądał na mojego dziadka, kiedy koleś z samego końca baru – nadzwyczaj bogato wyglądający, z imponującą fajką w zębach i długą siwa brodą wilka mórz północnych powiedział ze śmiesznym akcentem: „Czas już. Teraz wyjdziesz.” W tym momencie wciągnęło mnie w górę. Było znowu ciemno i cholernie ciasno. Na dodatek gorąco i mokro. Myślałem że tam zdechnę. Jakąś siła mnie wypychała. Aż nad ziemię mnie wypluło! Tak ze siniaki po upadku miałem jeszcze kilka dni. Słońce wstawało i słychać było coraz większy ruch na ulicy. Podniosłem głowę i zobaczyłem śnieg. Spadł cholerny pierwszy śnieg. Cud ze nie zamarzłem. No i od tamtej pory staram się nie pić tyle żeby dotrzeć w tym piciu do samego siebie. Myślisz pewnie ze nakłamałem ci?</p>
<p>[Nic nie odpowiedziała. Jej równy oddech zdradził mi słodką tajemnicę. Cóż. „Skoro ja nie śpię, ty tez nie będziesz” Schyliłem się i pocałowałem ja w pępek. A potem trochę niżej... Kilka tygodni później, po długiej i męczącej rozmowie wróciła do akademika. Na ławce w parku i podczas śniadań znowu byłem sam.]</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"> </p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;">[Mówią na mnie Ślina. Nie ma w tym nic śmiesznego, nie ma w tym też nic żałosnego. W miejscu w którym dorastałem odkąd pamiętam wszyscy mieli jakieś ksywki. To, że mówią na mnie „Ślina” jest więc normalne. Naturalne. Mógłbym w sumie próbować opowiadać na każdym kroku historię z podstawówki, o pani uczącej nas przedmiotu który nie wiedzieć czemu nazywał się „środowisko” która zapytała o jakąś wydzielinę, a ja wrzasnąłem szczęśliwy, że chociaż raz wyjdę na inteligentne dziecko: „Ślina proszę Pani, ślina to wydzielina!”. Ale to raczej nic nie zmieni. Nie jestem ani popularny, ani lubiany. Nigdy nie uważano mnie za osobę inteligentną, chociaż<span>  </span>znam trzy języki obce, a<span>  </span>to już chyba o czymś świadczy. Od kiedy skończyłem szesnaście lat zaczęto uważać mnie z jakiegoś powodu za kogoś ciekawego. Zwłaszcza kobiety uważały, uważają i mam nadzieję, że jak najdłużej będą uważać mnie za kogoś wartego uwagi, rozmowy, wieczoru w pubie i porannej kawy u mnie. Może nie do końca za kogoś z kim warto kupować samochód lub brać kredyt na zakup mieszkania w bloku, ale jednak. Nie jestem lubiany ani popularny, a to dlatego że od dziecka nie patrzę. Zawsze „spoglądam spode łba”. Nie chodzę – „kroczę stukając podkutymi butami”. Kiedy byłem nastolatkiem w naturalny sposób zostałem punkowcem. Potem wyrzucili mnie ze szkoły, za wagarowanie i brak szacunku do nauczycieli i kolegów.<span>  </span>Powinienem do kompletu mieć szpetną mordę. Najlepiej z blizną w poprzek policzka. I zepsute zęby. Niestety mam twarz osiemnastolatka i rzadki zarost na twarzy. Poza tym za dużo palę. Tak jak wtedy, kiedy odebrałem telefon i odszedłem kilka kroków od kolegów, łopatę wbijając w kupę żwiru i stałem tak oparty o walec drogowy w kolorze świeżych pomarańczy próbując się uchronić przed zimnym wiatrem wiejącym z północy..]</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"> </p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;">- Powiedz mi: Po co dzwonisz? I czemu nie dzwoniłaś kiedy cała moja obolała głowa wołała w nocy: „Zadzwoń! Zadzwoń teraz!”. Z kim wtedy byłaś? Jakie filmy oglądałaś? Którą płytę „Placebo” męczyłaś dwusetny raz? Nie, nie jestem zdenerwowany. Chcę tylko wiedzieć dlaczego dzwonisz. Tak. Jestem w pracy. Zimny wiatr wieje z północy. Nie. Już nie robię okien. Od kiedy? Jakieś dwa tygodnie robię drogi. Dobrze. Dzięki. To co, że znam. Tutaj mam świeże powietrze. Jest dobrze. A Ty? O! To świetnie. Czyli jeszcze dwa? Mam nadzieję, że nie bardzo trudne. Słodko. Nie, serio. Nie można mi się cieszyć że dobrze ci idzie? A jak studenci? Dobrze nie będę. Ja? Przecież mnie znasz! Jak myślisz, sypiam sam? Jak ci się wydaje? A może ktoś inny wszedł do mojego baru? Jak wiele razy przed tobą i pewnie jeszcze wiele razy po. Myślisz, że byłaś pierwsza? Myślisz, że to coś zmieni jak powiem ci że byłaś Tą Jedną Jedyną Na Zawsze Niezapomnianą Miłością mojego życia? Nie wydaje mi się. Myślisz, że twoje pocałunki były najlepszymi pocałunkami dziesięciolecia, twoje dłonie poezją, a oczy muzyką? Że ziemia się poruszyła? Albo coś jeszcze…Jeżeli tak myślisz to ci się wydaje, to śnisz. Nie. Już mówiłem, jestem spokojny. Nie mówiłbym tego, gdybym ci nie ufał. Tak, dobrze słyszałaś. Ufam. To proste jest przecież. Tak dużo wiesz o mnie. Tyle chciałaś zawsze wiedzieć. I lubiłaś słuchać. Doceniam to. Pamiętam. Chociaż nie rozumiem. Nie wykorzystałem cię! Ciebie jednej nie. Ty jedna mnie widziałaś prawdziwego, wtedy w parku, na ławce. Zmęczonego, chorego , bez wiary w siebie i nadziei na zmianę, bez kasy na koncie, odwagi i innych rzeczy które jak mi mówią miałem, mam albo powinienem mieć. Przez ten krótki moment, kiedy byłem słaby widziałaś mnie prawdziwego. Aż strach pomyśleć co by się stało, gdybyś powiedziała: „Rzućmy oboje to wszystko, wynajmijmy kawalerkę z balkonem i pelargoniami w obcym mieście i żyjmy jak miliony cichych par.” Wiem, że chciałaś. Chciałaś prawda? Ty jedna chciałaś, ale w ostatniej chwili w twoich niebieskich oczach coś na chwilę zgasło. I zaraz potem zapaliła się iskra buntu. Przeciwko mnie i moim mrzonkom. Zapalił się płomień niezależności. Tak. Teraz wybierasz. Uwodzisz. I rzucasz kiedy się znudzą. Nie? Zaczniesz. Będziesz silna, niezależna i bogata. Nie będziesz już bezbronna i zwiewna. Zaczniesz używać szminki. Zobaczysz, że zaczniesz. Z Księżniczki wyrośnie Królowa. I jak będziesz któregoś wywozić w góry złapiesz się na tym, że będziesz się zastanawiać na którym dokładnie skrzyżowaniu wylewałem asfalt… Nie chcesz tak skończyć? To może fajna willa niedaleko miasta, dwójka dzieci i mąż z kilkunastoma klockami na koncie co miesiąc? Taki co po czterdziestce zacznie cię zdradzać z sekretarką, co? Dobra. Nie będę już. Nie, no jak będziesz mieć czas to czemu nie. Lubię nadal z tobą rozmawiać. Też się trzymaj. Dobrze. Numer znasz.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"> </p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;">[Cała magia zazwyczaj kończy się w podobny sposób jak się zaczyna. Głupio.]</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Stoney Stanton Blues (wersja pierwsza)]]></title>
<link>http://chyzynski.wordpress.com/?p=36</link>
<pubDate>Wed, 02 Apr 2008 13:56:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>Chyży</dc:creator>
<guid>http://chyzynski.wordpress.com/?p=36</guid>
<description><![CDATA[Stoney Stanton Blues
v. 1.0 
 
Krajobraz po końcu świata nie jest przygnębiający. Po prostu je]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><b>Stoney Stanton Blues</b></p>
<p class="MsoNormal"><b><i>v. 1.0 </i></b></p>
<p class="MsoNormal"> </p>
<p class="MsoNormal">Krajobraz po końcu świata nie jest przygnębiający. Po prostu jest. Słońce świeci nawet odrobinę mocniej niż dawniej. Widzę o wiele wyraźniej kształty i kolory przedmiotów, roślin i małych zwierząt. Patrząc na świat bez<span>  </span>potrzeby jego zrozumienia po raz pierwszy mam możliwość dostrzec szczegóły, na które wcześniej nie zwracałem uwagi. Są teraz tak bliskie i potrzebne. Wszystko to, na<span>  </span>co patrzyłem każdego dnia,<span>  </span>ale tak naprawdę nigdy tego nie widziałem. Każda drobina kurzu unosząca się w powietrzu albo odłupany kawałek cementu udający przydrożny kamień. Zeszłoroczny liść zaplątany w pajęczynę w pobliżu drzwi do ubikacji. Biały, ochronny kask porzucony gdzieś w kącie. Przyprószony siwizną fabrycznego kurzu. <span> </span>Biedronka niezgrabnie wdrapująca się na rozmyte deszczem szczątki papierosowego filtra. Zardzewiały trzycalowy gwóźdź tuż obok metalowego kubła służącego za popielniczkę. Trawa, która wyrosła pomiędzy betonowymi płytami parkingu. Cała galeria małych, nikomu niepotrzebnych rzeczy gdzieś na skraju rzeczywistości. Na krawędzi wielkiego świata ważnych spraw. Tego, który całkiem niedawno ogłosił swój koniec pomiędzy wierszami czata serwisu pocztowego google mail. Trudno jest mówić, kiedy okazuje się, że tak naprawdę nigdy nie miało się nic do powiedzenia. Albo, że słowa których trzymaliśmy pełne garście i którymi obsiewaliśmy miejskie trawniki jak słonecznikami okazały się nie warte więcej niż nadbałtycki piasek. Wyrwane wraz z połową prawego płuca i kawałkiem kręgosłupa serce wbrew zasadom logiki jeszcze mocniej pompuje krew. Coś ciepłego wypełza czasem na powierzchnię i każe pamiętać. <span> </span>Każdy kolejny łyk porannej kawy, spojrzenie na ścienny zegar, mimowolne zerknięcie na wyświetlacz telefonu komórkowego. Każda czynność, słowo gest i ruch. Najmniejszy nawet uśmiech czy grymas twarzy mają znaczenia zarezerwowane dla świata sprzed.<span>  </span>Nawet powietrze pachnie tak samo jak wtedy. Ja sam też nie stałem się nagle kimś innym. Wszystko jest przecież takie samo. Mały, mniejszy od najmniejszej monety punkt, to ciepłe coś, straciło jednak całą słodycz i zapach. Każe pamiętać, ale nie daje nadziei. Za każdym razem coraz trudniej jest odkrywać ją w czymś nowym, gdzieś w miejscach, w których nawet nie potrafiłem sobie wyobrazić siebie. A każdej kolejnej zmiany rekwizytów i dekoracji boję się jeszcze bardziej niż poprzedniej. Okazało się, że istnieje coś takiego jak limit rozczarowań. Liczba szans jakie można dać samemu sobie nie jest nieograniczona. Przyczepiam się szczegółów jak ukwiał i tkam z nich ochronną tarczę jak pająk. To co mieliśmy. Może tylko to co miałem.. Bardzo trudno będzie komukolwiek odebrać mi wspomnienia. Chociaż pewnie wraz z upływem czasu wyblakną trochę i zostaną pokryte nowymi. Tak jak plakat nowego kinowego przeboju nakleja się na inne, starsze. Obca jest mi marna pseudofilozofia. Wierzę i wiem. Wierzę w ciebie, cokolwiek teraz robisz i z kimkolwiek teraz jesteś. Chociaż to nie jest łatwe. Wierzę w Ciebie bardziej niż w wolność wyboru i istnienie nieskończonych ścieżek, których przeczucie trzymało mnie przy życiu zanim pojawiłaś się Ty. Wierzę w to, że będziesz szczęśliwa. Wiem. Wiem, że to bełkot i tak naprawdę nie potrzebujesz takich słów. Wiem też jednak, że zmieniłaś mnie. Zmieniłaś mnie tak bardzo, że nie potrafię określić samego siebie inaczej niż poprzez Ciebie. W swojej zbroi utkanej z nieistotnych szczegółów tła pójdę dalej. Zatrzymywać inne rzeki i dotykać innych gwiazd. Krajobraz po końcu świata nie jest przygnębiający. On po prostu jest.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Don't play with my heart!]]></title>
<link>http://alex118.wordpress.com/?p=153</link>
<pubDate>Thu, 27 Mar 2008 15:57:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>Qualite</dc:creator>
<guid>http://alex118.wordpress.com/?p=153</guid>
<description><![CDATA[   Don&#8217;t play
Don&#8217;t play with my heart! 
Don&#8217;t play
Don&#8217;t play with my heart]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>   Don't play<br />
<i><b>Don't play with my heart! </b></i><br />
Don't play<br />
Don't play with my heart</p>
<p>You can stop my heart<br />
Love is here and now you're gone<br />
Oh please, don't tear apart<br />
<i><b>Baby I am so alone</b></i><br />
We're looking on the same stars<br />
And on the same moon<br />
What have I done to you, lady<br />
Oh wherever you are<br />
Baby, please come back soon<br />
<i><b>Can't you see I am waiting for you </b></i></p>
<p>Oh don't play with my heart<br />
Don't do that again<br />
If you're breaking apart<br />
I cannot be your friend<br />
Don't play with my heart<br />
Again and agian<br />
If you're tearing apart<br />
How this love will end</p>
<p>(...)</p>
<p>Oh you'll know it's true<br />
I gave you every single day<br />
Now it's up to you<br />
Baby, please don't go away</p>
<p>Oh we'll find paradise<br />
And we'll loose it all<br />
What have I done to you, lady<br />
Don't tell me no lies<br />
Gimme a call<br />
Can't you see I'm waiting for you</p>
<p>Oh don't play with my heart<br />
Don't do that again<br />
If you're breaking apart<br />
I cannot be your friend<br />
Don't play with my heart<br />
Again and again<br />
If you're tearing apart<br />
How this love will end</p>
<p>(...)</p>
<p>Oh my baby, please don't go<br />
Oh my baby, time will show</p>
<div align="right">
<pre><font color="#1e1e1e">Modern Talking "Don't play with my heart" </font></pre>
</div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Takie tam.]]></title>
<link>http://chyzynski.wordpress.com/2008/03/25/takie-tam/</link>
<pubDate>Tue, 25 Mar 2008 20:51:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>Chyży</dc:creator>
<guid>http://chyzynski.wordpress.com/2008/03/25/takie-tam/</guid>
<description><![CDATA[Skasowałem dzisiaj z dysku PZK razem z tym co udało mi się napisać przez ostatnie kilka dni. Kon]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Skasowałem dzisiaj z dysku PZK razem z tym co udało mi się napisać przez ostatnie kilka dni. Koniec z gównianymi historyjkami.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Aš esu aš (z PZK)]]></title>
<link>http://chyzynski.wordpress.com/?p=32</link>
<pubDate>Sun, 23 Mar 2008 19:50:47 +0000</pubDate>
<dc:creator>Chyży</dc:creator>
<guid>http://chyzynski.wordpress.com/?p=32</guid>
<description><![CDATA[Dziwne jak wbrew temu co próbuję osiągnąć fikcja plącze mi się z rzeczywistością. |Chyba na]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><i>Dziwne jak wbrew temu co próbuję osiągnąć fikcja plącze mi się z rzeczywistością. &#124;Chyba najmniej udany kawałek "pzk", ale nie mi to oceniać.</i></p>
<p class="MsoNormal">Dni mijają szybko. Tylko noce w łóżku wielkim jak Ocean Spokojny trwają w nieskończoność.</p>
<p class="MsoNormal">&#160;</p>
<p class="MsoNormal">Nie mogę zasnąć. Stoję na dachu budynku i palę papierosa. Zastanawiam się jak to się skończy. Co znowu zepsuję? Co pójdzie nie tak? Za którym zakrętem jedno z nas stwierdzi, że nie ma już „my”? Że ten autobus nie jedzie do tej samej stacji końcowej. Dlaczego to będzie ona? Jest późna noc, księżyc wisi nisko ponad miastem starając się wyplątać z szarpiących jego blade podbrzusze drutów telewizyjnych anten i piorunochronów. Krztusząc się powietrzem śmierdzącym odpadkami kuchennymi i przemysłowymi wyziewami marzy o końcu swojej nocnej zmiany. Czeka na zmiennika, starszego brata co wysuszy na kość trawniki i ulice zamieniając moje miasto w pustynię. Jest noc. Przychodzi moment zwątpienia, chwila w której nie wierzę w związki na odległość. Kiedy wyobrażam ją sobie w momencie wyboru. Jakiś dupek w jej wieku. Z wyższym wykształceniem albo napchanym kontem. Albo artysta któremu właśnie udało się wydać zajebiście popularną, odkrywczą płytę. Albo inne uosobienie moich kompleksów. Następnym krokiem będzie telefon przed południem. Zostaniemy przyjaciółmi? Znowu zostanę sam, w brudnym łóżku zawzięcie próbując przespać jak największą część beznadziejnego czasu jaki mi pozostał. Przyjdą chwile, kiedy znienawidzę dni wolne od pracy. Czas wielu papierosów i kolejnych bezsensownych wyjazdów gdziekolwiek, aby dalej, na kilka miesięcy się oderwać. Zostać samemu. Przyjaciele nie napiszą, skrzynka pocztowa pozostanie pusta. Dlaczego tym razem wiem, że to będzie ona? Piszę esmesa, który zamiast pomóc tylko ją wkurwi. Później drugiego, że bardzo przepraszam. Nigdy nie waż się przepraszać bez powodu! Przepraszam. Tyle razy przepraszałem, za to że jestem. Jestem kim jestem. Inny nie będę. Dlaczego przynajmniej ty nie pozwolisz mi przepraszać do woli? Dlaczego nie mogę przynajmniej przy tobie użalać się nad własnym nieudanym życiem, a za chwilę planować podboju tej marnej planety, kilku okolicznych, a w bardziej odległych planach całej tej prowincjonalnej galaktyki? Chcę żyć! Biec do przodu, zmieniać zdanie i plany co dziesięć minut! Po co ci ta cała stałość, skoro jutro może nas nie być? Kim jestem? Kim dla ciebie jestem? Dlaczego nie mogę mieszkać bliżej? Zadzwonić po pracy i zaprosić cię na kawę albo spacer? Dlaczego nie chcesz, żebym przeprowadził się do twojego Miasta? Żebym żył twoim życiem, śpiewał te same rewolucyjne piosenki? Dla mnie to proste. Bilet, jakiś skromny pokój. Imponujące cefał z wieloletnim doświadczeniem w kilku branżach przemysłu lekkiego i ogrodnictwie. Patrzę na księżyc. Amerykańska flaga i ślady butów Nila zostaną tam na zawsze. Chciałbym, żeby ślady które ja po sobie pozostawię, słowa które powiem, piosenki które zaśpiewam, żeby to wszystko<span>  </span>co robię na wieki pozostało gdzieś na dnie twojej pamięci. Budząc się, obojętnie czy obok ciebie, czy kilkaset kilometrów dalej chcę mieć pewność. Pewność że jesteś moja. Pociąg dalej jedzie. Ostatni pociąg do domu. Moje miejsce jest tam gdzie ty jesteś. To jest przecież takie proste Co ma do rzeczy ekonomia, konta bankowe i moja wątpliwa przyszłość? Dlaczego brak mi wiary, a nadzieja nie jest wieczna jak trawa? Robi się zimno. Opuszczam dach pięciopiętrowego bloku mieszkalnego. Powietrze pachnie późnym sierpniem. Dobranoc. Tej krótkiej wiadomości tekstowej nie wyślę. Boję się.</p>
<p class="MsoNormal">&#160;</p>
<p class="MsoNormal">Nigdy nie dowiesz się co myślę. Wtedy najprawdopodobniej bym cię stracił. Może właśnie tak powinno być? Bo to tak naprawdę było tylko dla mnie. Jak zawsze.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Punkt wyjścia]]></title>
<link>http://chyzynski.wordpress.com/?p=29</link>
<pubDate>Sat, 22 Mar 2008 21:37:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>Chyży</dc:creator>
<guid>http://chyzynski.wordpress.com/?p=29</guid>
<description><![CDATA[Napisałem pierwszy wiersz od czasu kiedy poznałem Sunfressię. 
&#8220;Palenie tytoniu silnie uzal]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><i>Napisałem pierwszy wiersz od czasu kiedy poznałem Sunfressię. </i></p>
<p>"Palenie tytoniu silnie uzależnia - nie zaczynaj palić"<br />
nadal nic z tego nie rozumiem chociaż próbuję<br />
ocalić i zachować poczucie że nie jestem sam<br />
i że nadal jesteś tak blisko<br />
i nie jestem jednak nikim albo przynajmniej ograniczyć palenie<br />
ty czasami po prostu nie wiesz<br />
ja umarłem<br />
epidemia śmierci w opisach gg</p>
<p><i> I wrote first poem since I met Sunfressia</i><i>. I've transleted it for english (my english isn't perfect but still) for those, who don't understand polish (for You. S.F. girl): </i></p>
<p>"Smoking is highly addictive, don't start"<br />
still I don't understand anything but I keep trying<br />
to save and to retain that feeling I'm not alone<br />
and that you are still so close<br />
and that I'm not nobody or just to ration my smoking<br />
sometimes you just don't know<br />
I've died<br />
death epidemy in skype statuses</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nienawidzę polityki (z pzk...)]]></title>
<link>http://chyzynski.wordpress.com/?p=28</link>
<pubDate>Tue, 18 Mar 2008 19:41:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>Chyży</dc:creator>
<guid>http://chyzynski.wordpress.com/?p=28</guid>
<description><![CDATA[&nbsp;
[...]
Już niedługo kolejne wybory. Pod blaszanym dachem stoi grupa mężczyzn w czerwonych ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">&#160;</p>
<p class="MsoNormal">[...]</p>
<p class="MsoNormal">Już niedługo kolejne wybory. Pod blaszanym dachem stoi grupa mężczyzn w czerwonych kombinezonach. To produkcja. Między nimi kilku ubranych na zielono. Magazynierzy i mechanicy z warsztatów. Nikotynowe zebranie kolektywu pracowniczego marnuje trzydzieści minut przerwy, na której mogli by porozmawiać o poezji i prozie, roli artysty, granicach w sztuce, nowych zjawiskach teatralnych, filmach braci Cohen, papieżu z meteorytem w plecach i wszystkim tym o czym człowiek inteligentny rozmawiać powinien. Marnują czas który już nie wróci na palenie papierosów i marną przedwyborczą publicystykę. Ktoś w jakiejś redakcji zapłacze, ktoś inny się ucieszy, że dobrze ocenił w swojej książce kondycję polskiej klasy robotniczej. Nadchodzą kolejne wybory. Niektórzy z moich kolegów chcą głosować na partię która obiecała, że zrobi porządek z pedałami, mafią i komuchami. Jeszcze inni na tą, która obiecuje wzrost gospodarczy i spokój. Cud i pekabe. Ruch bezwizowy, NATO i autostrady. Jewropa, pane! Większość jednak ma to w dupie i nie pójdzie w ogóle. Wracając z niedzielnej mszy miną lokale wyborcze. Niezależnie kto wygra my i tak przecież jesteśmy przegrani. Wszystko nam jedno czy złodziej popiera prawo do aborcji czy nie. Czy to katolik, muzułmanin, ateista czy Eskimos. Złodziej kradnie, robol na niego pracuje. Tylko małych złodziei się zamyka. Tych naprawdę wielkich się wybiera, daje im dużo pieniędzy i wysyła z wizytą do prezydenta Busha. Jebana nienasycona banda która musimy utrzymywać. Ich pałace, limuzyny, czasopisma, badania opinii publicznej i wizyty zagraniczne. Wszyscy tacy sami, a co jeden to gorszy skurwysyn. Rozmowa schodzi na temat podatków. Ktoś się cieszy, że jedna z partii obiecuje dopierdolić większe podatki bogatym. Wśród zgromadzonych na palarni czerwonych kombinezonów przetoczył się pomruk zrozumienia i poparcia. Mądrze gadają. Może by pójść jednak na te wybory? Jak bogatym zabiorą to może nam ulżą? Taka składka zdrowotna na przykład. Zajebiście dużo ściągają, a jak pójdziesz z dzieckiem do lekarza to i tak musisz płacić. W ośrodku zdrowia doktorki nie stać nawet na głupie rękawiczki gumowe. Pojebana filozofia. Nikt nie lubi płacić dwa razy, a my przecież głupi nie jesteśmy. Zabrać bogatym i na szpitale rzucić! Drogi budować! Szkoły, przedszkola. Świątynię Opatrzności Bożej! Kogo pojebało? Kościoły niech sobie czarna mafia z tacy buduje. Tak. Ale oni tacę w karty przegrywają i na fury i dziwki wydają. Od nas z parafii ksiądz jeździ nowym Fordem. Mówię wam jaki to jest piękny samochód! Jak chodził po kolędzie to mówił, że wcale tak dużo nie pali. Ty, a jaki silnik?<span>  </span>Ktoś krzyczy, że księdzu też dopierdolić opodatkowanie i stawki zdrowotne niech też płaci. Kolejny pomruk zadowolenia. Zielony kombinezon siedzi i słucha naszej gadki. Siedzi i nic nie mówi. Zabrać bogatym! Biednym dać! Magazynier nie wytrzymuje. Mówi tępym debilom, że nie ma Robinów Hudów, że jak zabierzesz bogatemu to on sobie poradzi. Na kim niby taki bogaty stoi? Na swoim pracowniku, któremu utnie stawkę, zmniejszy premię, a sam i tak jak był bogaty to i bogaty zostanie. Zabrać właścicielom to jeszcze gorzej jak podnieść o kilka procent biednym. Jak by nie było nisko opodatkowany biznesmen nie będzie oszczędzał na pracowniku. Ktoś rzuca coś o żydowskim liberalizmie. Chór głosów wyraża poparcie. Wszystkiemu winni Żydzi i ich komunizm. Parę głosów odzywa się, że za komuny lepiej było. Chuja lepiej, pusto w sklepach było! Wcześniej lepiej było. To z pustymi półkami, <span> </span>było później, jak się Żydzi dorwali do władzy. Później tylko zmienili system na kapitalizm. Ludzie żeby mniej się buntowali. Ktoś patrzy na zegarek. Ktoś inny gasi papierosa w połowie. Produkcja wraca na halę. Magazyny i warsztaty jeszcze zostaną. Ich nikt nie pilnuje z zegarkiem w ręku. W tym samym czasie w technikum budowlanym dzwoni dzwonek. Krótko ostrzyżeni synowie czerwonych i zielonych kurtek wychodzą na przerwę zighajlując w stronę wymalowanej na szkolnym murze swastyki. Staroindyjskiego symbolu szczęścia.</p>
<p class="MsoNormal"> Na chodniku stoją młodzi, krótko ostrzyżeni chłopcy i palą papierosy. Marzą o pełnoletniości i bilecie do lepszego świata. Wczoraj po szkole ukrzyżowali jebanego <span> </span>Żyda. Nareszcie mamy symbol w który możemy uwierzyć wszyscy.</p>
<p class="MsoNormal">[...]</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Teraz]]></title>
<link>http://sokpomaranczowy.wordpress.com/2008/03/18/teraz/</link>
<pubDate>Tue, 18 Mar 2008 19:07:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>Martika</dc:creator>
<guid>http://sokpomaranczowy.wordpress.com/2008/03/18/teraz/</guid>
<description><![CDATA[Znajdź początek i przyczynę. Zadaj mądre pytania i na nie odpowiedz. Zastanów się czemu tak, a]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><span>Znajdź początek i przyczynę. Zadaj mądre pytania i na nie odpowiedz. Zastanów się czemu tak, a nie inaczej. Przeanalizuj wszystko konteksty i odcienie. Zapisz długość i szerokość. Koniecznie w milimetrach. A kiedy już wszystko określisz, nazwiesz, opiszesz i zmierzysz- zaplanuj. Punkt po punkcie. Tak, żeby nic nie mogło zaskoczyć.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Idź do przodu, zawsze stawiaj stopy równo. Nie garb się, ani nie patrz w słońce. I to i to szkodzi. Należy iść prosto i rytmicznie. Konsekwentnie po wcześniej wyznaczonej trasie, bez nagłych zmian decyzji. Trzeba zawsze mieć ze sobą parasol, szalik, okulary słoneczne i tysiąc twarzy na każdą okazję. Przygotuj się na wszystko i na wszystkich. Tak, żeby nic nie mogło cię zaskoczyć.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Myśl, co mówisz. Myśl, co robisz. Kontroluj, co myślisz. Planuj z wyprzedzeniem w jaki sposób spojrzysz w oczy. Określ granice i wyraźnie zaznacz cel. Najlepiej czerwonym krzyżykiem. Zastanów się czy warto, rozpisz w tabelce „za” i „przeciw”. <span> </span>I naucz się żyć tak, jak się powinno. Naucz się patrzeć przez okulary z dziwnym filtrem podsuwane przez życzliwą dłoń. Naucz się słuchać tylko tych właściwych tonów i rozróżniać wzorcowe zapachy chwili. Żadne inne. I w wzorcowy sposób ją smakuj. Przeżuj moment tyle i tyle razy. Przetrzymaj chwilę. I wypluj. Mówią, że smak jest wtedy wyraźniejszy. Marz według logicznego planu. Kochaj statecznie, bez szaleństw i spontaniczności, z umiarem. A jeśli tak nie potrafisz, to lepiej nie kochaj wcale. Żeby nie daj Boże nic nie mogło cię zaskoczyć</span></p>
<p class="MsoNormal"><span> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span>I niby wszystko jest dobrze. Bezpiecznie i cicho. wygodnie i dostatnio, tak jak być powinno. I pozornie nic już więcej nie trzeba, bo przecież wszystko masz. Zrób listę, kolejną, i sam zobacz, że niczego nie brakuje. Wszystko stoi na swoim, wyznaczonym zawczasu miejscu. Wytarte z kurzu, ustawione alfabetycznie w twoim ułożonym świecie. Zawsze wiesz, gdzie co jest. Gdy tego potrzebujesz, wyciągasz rękę, wkładasz do szuflady i faktycznie- czeka tam na ciebie nieodmiennie gotowe do użytku. Tak jak powinno. Pełna organizacja i wygoda. I tylko przez chwilę ogarnia cię prawie zapomniane uczucie. Tęsknota. Żeby jednak coś zaskoczyło, żeby znów okazało się, że ciągle jeszcze jest czego szukać.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Szukać z tym tajemnym zapałem, ze świeżością i błyszczącymi oczami. Wrócić do paru chwil, gdy jeszcze wszystko jest samo w sobie. Nieopisane i nienazwane, bo po prostu nieopisywalne. Gdzie nawet pytania istnieją tylko na granicy świadomości, nie ubrane w ciężkie słowa, które, im ich więcej, tym bardziej je zasłaniają. Wrócić do wiecznego bezpoczątku, gdzie ze świadomością, że nie da się niczego zrozumieć, rozumie się najwięcej i najpełniej. Do czasu, w którym jest ważna, nie przyczyna i skutek, ale sama chwila.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Tylko że do tego czasu nie da się wrócić, ani nie da się zaczekać, aż przyjdzie. Nie należy do przeszłości, nie jest bliżej nieokreśloną przyszłością. Jest teraz. Wystarczy tylko się zatrzymać i zadziwić się. Wszystkim.</span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dziady na wsi A.Mickiewicz]]></title>
<link>http://chors.wordpress.com/?p=22</link>
<pubDate>Mon, 10 Mar 2008 22:07:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>chors</dc:creator>
<guid>http://chors.wordpress.com/?p=22</guid>
<description><![CDATA[Jeden z najcięższych tygodni od początku roku. Ogólny brak czasu. Zmęczenie. Senność. Brak po]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jeden z najcięższych tygodni od początku roku. Ogólny brak czasu. Zmęczenie. Senność. Brak powietrza. Brak czasu na życie, brak czasu nawet na naukę (sic!). Cel: wstęp do liceum, w którym dalej męczył się będę jak wół. Nie wiem czy to ma sens. A potem praca, praca, praca. Potem siedemdziesiątka, trochę emerytury i zdychaj.</p>
<p>W czwartek koniec tych żałosnych cierpień młodego komucha w sojuszu z Systemem. Azaliż nie obiecywałem snadnie pofolgować potem sobie? To uczyniłem. Niemniej jednak na razie resuscytacja i rumień zakaźny. Dai ut ia pobrusa ale poziwat też chcę!</p>
<p>Dziś pewien sukces na olimpiadzie z historii. Nie wdajmy się tu jednak w nieciekawe szczegóły. Opuściłem salę z zadowoleniem. Ubrałem się w swoją wcale uroczą kurtkę, zarzuciłem plecak i udałem w poszukiwaniu miejsca siedzącego. Znalazłem je w końcu na - tu ubolewam - nasłonecznionym parapecie, w pobliżu sympatycznego napisu "H*J".  Pogrążyłem się w myślach, które od kilku już dni nie były fantazjami, od których zawłosiają się przestrzenie międzypalcowe, ale chaotycznym kalejdoskopem Dzierżykraja i Skarbimira.</p>
<p>O Skarbimirze bezlitosny, niecny wojewodo, łobuzie ty jeden... gdzie panienki?! Nie rżnij mi tu głupa, czekam na tłumaczenia. Ale Skarbimir umarł, biedny Skarbimir, Skarbimira pochowałem z czcią i wdzięczną pamięcią, Skarbimirowi skromną statuę postawiłem.</p>
<p>Skąd Litwini wracali?</p>
<p>Aa!!</p>
<p>Dziś nie ma czasu na spanie. I jutro nań go nie ma. A w swoim osobliwym cierpieniu jestem osamotniony. Tylko ja i Skarbimir łobuz. Smutno mi Boże. A kysz! A kysz!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Półmrok]]></title>
<link>http://sokpomaranczowy.wordpress.com/?p=26</link>
<pubDate>Mon, 10 Mar 2008 21:09:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>Martika</dc:creator>
<guid>http://sokpomaranczowy.wordpress.com/?p=26</guid>
<description><![CDATA[Czasami po prostu nic się człowiekowi nie chce. I to nie z powodu zmęczenia, czy przytłoczenia o]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Czasami po prostu nic się człowiekowi nie chce. I to nie z powodu zmęczenia, czy przytłoczenia obowiązkami. Tak po prostu. Tak jak teraz. Ale ja nie o tym...</p>
<p>Bo przecież wiele rzeczy dzieje się ot tak. To nie znaczy, że nie mają przyczyny. Po prostu nie ma potrzeby jej dostrzegania.</p>
<p>Czasami też powód nie jest ważny. Istotny jest sam stan, chwila która trwa. Bez "dlaczego?" i "po co?". Szukanie ciągów przyczynowo skutkowych? Dobre przyzwyczajenie. Logiczne podjeście do sprawy, które z pewnością czasem wiele wyjaśnia. Stawia bezlitosny reflektor i kieruje światło na najdelikatniejsze sprawy, ukazując szczegóły i odsłaniając wady. Tylko, że wtedy pewna tajemniczość przyciemnionego światła zanika. Magnetyzm zagadki i niedopowiedzeń gubi się, paradoksalnie nie w mroku, a w świetle. A to przecież to, co najbardziej przyciąga. To, co nadaje wyjątkowość i co nieustannie fascynuje.</p>
<p>Jeśli nawet mamy wyjątkowo silną żarówkę nigdy nie dostrzeżemy wszystkiego. Zignorujemy sposób odbijania światła i drobinki kurzu. Pominiemy tysiące szczególików, pozornie nieistotnych, tak małych, że prawie nie dostrzegalnych. Oglądając pod lupą zapomnimy o paru spojrzeniach, o paru słowach, przypadkach, które zdają się nie być częścią logicznej całości. Eteryczność nieopisywalnego zostanie zburzona na rzecz namiastki zrozumienia. Ale jak byśmy się nie starali, nigdy nie dowiemy się wszystkiego. Zawsze coś umknie, coś pominiemy, odrzucimy w podsumowaniu. Więc lepiej coś po prostu przyjąć, niż drążyć i zastanawiać się w nieskończoność tylko po to, żeby znaleźć nędzny substytut prawdy. Niektórych to zadowala. I oni tracą to niesamowite uczucie, gdy przez chwilę jest się pewnym, że naprawdę nic więcej się nie liczy. Nic więcej niż...</p>
<p>Dlatego nie chce wiedzieć czemu. Powiedz mi tylko jak bardzo...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dzienniki motocyklowe]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=47</link>
<pubDate>Mon, 10 Mar 2008 20:17:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=47</guid>
<description><![CDATA[Film obyczajowy oparty na wspomnieniach Ernesto Guevary, znanego jako &#8220;Che&#8221;. Nominowany ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Film obyczajowy oparty na wspomnieniach Ernesto Guevary, znanego jako "Che". Nominowany do Oskara najpopularniejszy film latynoamerykański ostatnich lat. </p>
<p>Dwóch przyjaciół z Buenos Aires- Ernesto i Alberto Grando wyruszają w podróż życia przez Amerykę Południową. W ciągu kilku miesięcy chcą przebyć 13000 km na motorze. Są ciekawi świata, szukają nadziei i liczą na gorące podrywy.</p>
<p>Ernesto (Gael Garcia Bernal) ma dziewczynę w sąsiednim mieście. Zanim wyrusza w podróż żegna się z nią. Ale czy to prawdziwa miłość i czy przetrwa taką próbę czasu?</p>
<p>Alberto (Rodrigo de la Serna) jest troszkę ekscentrycznym biochemikiem. Szuka panienek do poderwania i chce się dobrze bawić. Ale czy to możliwe? </p>
<p>W czasie ich podróży sprzęty wiele razy będą ich zawodzić, ale nigdy ludzie. Będą zdesperowani, głodni, brudni i spragnieni. Od czego ma się bajer? Przemierzą pustynie, góry, rzeki, poznają wiele wspaniałych ludzi, przeżyją chwile wspaniałe i dramatyczne. Będzie wiele kobiet, ale tylko przelotne spotkania. </p>
<p>Poznaj historię wielkiej podróży. Polecam wszystkim, których ciekawi życie wielkiego Che (wyjaśnia się też geneza tego przezwiska), lubią motyw wędrówki, albo chcą zobaczyć interesujące widoki Ameryki Południowej.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Witaj]]></title>
<link>http://monikus.wordpress.com/?p=3</link>
<pubDate>Sun, 09 Mar 2008 12:46:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>monikus</dc:creator>
<guid>http://monikus.wordpress.com/?p=3</guid>
<description><![CDATA[Witaj&#8230;
Dobrze, że jesteś. A jeśli już jesteś, to znaczy, że i pozostaniesz choć chwilę]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Witaj...</strong><br />
Dobrze, że jesteś. A jeśli już jesteś, to znaczy, że i pozostaniesz choć chwilę.<br />
Może i pytając dlaczego zwracam się do Ciebie, jako że właśnie do Ciebie słowa te tworzę.<br />
No i niech tak będzie, bo i warto, kimkolwiek jesteś.<br />
Warto walczyć o każdą dobrą myśl, o każde dobre wspomnienie. No i najważniejsze chyba, by coś z siebie w Tobie pozostawić.<br />
A jeśli choć słowo, lub gest, czy tylko westchnienie we mnie wymierzysz, jeśli myślą choć przez chwilę zapytasz, kimże ja, no i jak się w tym wszystkim wyrażam, to już i więcej mi nie trzeba.<br />
Pozwól więc, bym zabrała Cię w małą podróż do krain moich...</p>
<p><img ALT="avatar" SRC="http://monikus.wordpress.com/files/2008/03/dsc_2434bw.jpg" /></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
