<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>sikorski &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/sikorski/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "sikorski"</description>
	<pubDate>Sat, 26 Jul 2008 21:46:54 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA["Sikorski z zemsty ujawnił szczegóły" ]]></title>
<link>http://polskierealia.wordpress.com/2008/07/21/sikorski-z-zemsty-ujawnil-szczegoly/</link>
<pubDate>Mon, 21 Jul 2008 14:32:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>polskierealia</dc:creator>
<guid>http://polskierealia.wordpress.com/2008/07/21/sikorski-z-zemsty-ujawnil-szczegoly/</guid>
<description><![CDATA[Według prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego źródłem przecieku z tajnej rozmowy prezydenta Lecha ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class="a2b" style="margin-bottom:10px;">Według prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego źródłem przecieku z tajnej rozmowy prezydenta Lecha Kaczyńskiego z ministrem SZ Radosławem Sikorskim był sam szef polskiej dyplomacji. Jak ocenił Jarosław Kaczyński, Sikorski ujawnił fragment rozmowy w zemście.</div>
<p>"Dziennik" w artykule "Wojna polsko-polska" przedstawił - jak napisano - "najważniejsze momenty konfliktu pomiędzy kancelarią Lecha Kaczyńskiego i otoczeniem Donalda Tuska o amerykański system antyrakietowy".</p>
<p>"Dz" przytoczył - jak twierdzi - fragmenty rozmowy między prezydentem i szefem polskiej dyplomacji z 4 lipca, która odbyła się w BBN. Tego dnia premier Donald Tusk oświadczył, że nie jest usatysfakcjonowany ofertą USA w negocjacjach w sprawie tarczy antyrakietowej.&#60;!--<br />
  onet('adsGet1','main2-box')<br />
//--&#62;&#60;!--<br />
  onet('adsGet2')<br />
//--&#62; Prezydent miał pytać Sikorskiego m.in. czy to on tłumaczył telefoniczną rozmowę Tuska z wiceprezydentem USA Dickiem Cheney'em. "Dz" napisał także o wymianie zdań między Sikorskim a szefową Kancelarii Prezydenta Anną Fotygą, podczas której minister spraw zagranicznych miał powiedzieć: "Można być prezydentem, ale można być też chamem".</p>
<p>- Prezydent wiedząc, że bardzo ważne sprawy dla Polski są załatwiane wezwał ministra spraw zagranicznych i trochę zmył głowę. Miał do tego nie tylko święte prawo, ale i miał święty obowiązek. Minister spraw zagranicznych w zemście - bo jest to człowiek rzeczywiście niesłychanie wręcz uczulony na własnym punkcie - dał przeciek. I to jest w oczywisty sposób to, co z tej rozmowy zapamiętał - powiedział szef PiS.</p>
<p>Jarosław Kaczyński spotkał się z działaczami PiS i mieszkańcami Nowego Duninowa pod Płockiem (Mazowieckie). W spotkaniu wzięło udział około stu osób.</p>
<p>Szef PiS odnosząc się do informacji prasowych na temat przecieku z tajnej rozmowy Lecha Kaczyńskiego z Radosławem Sikorskim, wyraził opinię, iż jej kontekst niektóre media przedstawiły w sposób nieprawdziwy.</p>
<p>- Nie chodziło o żadne osobiste animozje i urazy, jak podawano, ale o niezwykle ważne kwestie dla Polski, bo Polsce amerykańska tarcza antyrakietowa jest potrzebna - dodał Jarosław Kaczyński.</p>
<p>Jego zdaniem, istotą trwającego obecnie sporu politycznego jest przede wszystkim to, "jak zmieniać Polskę i jaka Polska ma być w przyszłości". - Chodzi o to, czy ma to być Polska sprawiedliwa, czy niesprawiedliwa, czy o silnej pozycji w Europie, czy klientelistyczna, czy ma zostać zachowany podział na ludzi uprzywilejowanych w Polsce i tych, którzy tych przywilejów nie mają - oświadczył.</p>
<p>Szef PiS podkreślił, iż niezwykle istotnym elementem przemian w kraju powinno być wyrównywanie poziomu życia społecznego oraz pielęgnowanie dziedzictwa narodowego i polityki historycznej tak, "by Polacy mogli czuć się pewnie". - Powinniśmy mówić o pewnym minimum cywilizacyjnym dla wszystkich i o równości szans do tego, by odnosić sukcesy i żyć na odpowiednim poziomie - zaznaczył Jarosław Kaczyński.</p>
<p>Wieczorem prezes PiS ma spotkać się z mieszkańcami Płocka.(onet)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[pies łańcuchowy zamiast bulteriera]]></title>
<link>http://innewidoki.wordpress.com/?p=72</link>
<pubDate>Mon, 21 Jul 2008 08:15:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>darek olejniczak</dc:creator>
<guid>http://innewidoki.wordpress.com/?p=72</guid>
<description><![CDATA[emocje jeszcze nie opadły po tym jak dowiedzieliśmy się, iż Lech Kaczyński to nie tylko prezyde]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">emocje jeszcze nie opadły po tym jak dowiedzieliśmy się, iż Lech Kaczyński to nie tylko prezydent, ale i cham, a Radosław Sikorski ma ego rozdęte do monstrualnych rozmiarów. dlatego pozwolę sobie na refleksję nad marginesem tej sprawy (to jakis obłęd! znowu kręcimy się wokół jakichś nagrań, stenogramów itp.) ów sławetny "zapis rozmów" "ujawnił" Dziennik, co wszyscy wiemy i z czego gazeta jest pewnie niepomiernie dumna. no, ale właśnie - jak "ujawnił", skąd i dlaczego?</p>
<p style="text-align:justify;">do "Dziennika" dotarł przeciek. nie wiemy skąd, choć się domyślamy (ja stawiam na otoczenie Sikorskiego, jak najszerzej pojęte). gazeta skwapliwie skorzystała z okazji, by przysłużyć się wolności słowa, swobodom obywatelskim, prawu do informacji i własnym słupkom cytowalności. to, że żaden pan/pani redaktor nie pomyślał przez chwilę o polskiej racji stanu i reakcji na ów przeciek za granicą oraz naszej tzw. pozycji w rokowaniach z USA, to betka. żaden redaktor, w żadnej gazecie, dostając taki materiał w prezencie, nie pomyślałby o tym. żałosne jest natomiast to, iż "Dziennik" robiąc to, co robi postawił się w roli pieska na smyczy, który szczeka jak mu panisko karze. służy ów piesek, na dwóch łapkach staje pokornie, a jak mu panisko ochłap rzuci, to merda ogonkiem. samodzielnego funkcjonowania, i pracy własnej nie przewiduje się. żałosne to tym bardziej, że zanim PO wygrała ostatnie wybory piesek służył innemu panu, skąd inąd czerpał "przecieki". "Dziennik" to ostatnia redakcja, w której pracowałem zanim wziąłem rozbrat z dziennikarstwem. stąd znam nieco kulisy funkcjonowania tej gazety. a kwestii przecieków bywa tam tak, że przychodzą "z góry" w momencie zapotrzebowania politycznego. kiedyś opisywałem (ja i dziennikarze z warszawy) sprawę gimnazjalistów - domniemanych "sprawców" samobójstwa 14-letniej Ani z gdańskiego gimnazjum. w pewnym momencie pojawiły się opinie, że w trakcie procesu i przeprowadzanego dowodu w postaci odtworzenia filmu z telefonu komórkowego jednego ze sprawców molestowania dziewczynki (też przeciek, ale z sali sądowej), okazało się, iż film nie zawiera żadnych drastyczności, o które podejrzewano gimnazjalistów. napisałem o tym tekst do warszawy, ale kilka godzin później koledzy z centrali mieli w rękach tekst przesłuchania nastolatków, w którym ci przyznawali się do rozmaitych niegodziwości, jakich dopuścili się wobec Ani. jakim cudem zapis przesłuchania trafił na redakcyjne biurko? ano takim, że podesłał go odpowiedni resort, w chwili, gdy zaczęła słabnąć siła argumentów jakimi w tej sprawie szafował choćby Roman Giertych. kiedy nagonka sterującej opcji politycznej na młodocianych bandytów, hasła o konieczności przykładnego rozprawienia się z nimi i przeorganizowania systemu kontroli nad placówkami szkolnymi poczęły stygnąć, trzeba było udowodnić, kto ma rację! no i udowodniono. za pomocą narzędzia pod tytułem "Dziennik".</p>
<p style="text-align:justify;">takich przykładów można by, jak sądzę, mnożyć sporo. schemat zawsze jest ten sam. kiedy to pomocne w walce propagandowej, czy politycznej, wysyła się sygnał do "Dziennika". tak było za rządów PiS, tak jest i teraz. bo "Dziennik" to wyjątkowo miękka plastelina, dająca się ulepić wedle potrzeb i ku uciesze aktualnie sterujących. a szkoda, bo kiedyś wierzyłem, że to będzie naprawdę fajna gazeta, a praca w niej może być powodem do dumy.</p>
<p style="text-align:justify;">"Dziennik" rzucając w medialną przestrzeń swoje "przecieki" chce uchodzić za prasowego bulteriera, gazetę co to każdą informację zdobędzie, wszędzie dotrze i każdy jest jej informatorem. redakcja wierzy być może, że publikując zlecone teksty wpływa samodzielnie na polityczną rzeczywistość, ba! na historię Polski. ale to oczywiście bulszit. żałosne mrzonki konformistów...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zawiadomienie do prokuratury ws. kłótni ministra z prezydentem ]]></title>
<link>http://polskierealia.wordpress.com/?p=3</link>
<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 21:54:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>polskierealia</dc:creator>
<guid>http://polskierealia.wordpress.com/?p=3</guid>
<description><![CDATA[Biuro Bezpieczeństwa Narodowego poinformowało, że wysyła do prokuratury zawiadomienie o popełni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Biuro Bezpieczeństwa Narodowego poinformowało, że wysyła do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa "o nieuprawnionym ujawnieniu informacji niejawnych" związanych ze spotkaniem prezydenta z szefem MSZ. Według wicemarszałka Sejmu, Stefana Niesiołowskiego to "kolejny absurd".</p>
<p>Chodzi o przeciek do mediów fragmentów tajnej rozmowy między prezydentem Lechem Kaczyńskim i szefem MSZ Radosławem Sikorskim w sprawie tarczy antyrakietowej. "Dziennik" w artykule "Wojna polsko-polska" przedstawia - jak napisano - "najważniejsze momenty konfliktu między Kancelarią Lecha Kaczyńskiego i otoczeniem Donalda Tuska w sprawie amerykańskiego systemu antyrakietowego". Przytacza, jak twierdzi, fragmenty tajnej rozmowy pomiędzy prezydentem a ministrem, która odbyła się 4 lipca w BBN.&#60;!--<br />
  onet('adsGet1','main2-box')<br />
//--&#62;&#60;!--<br />
  onet('adsGet2')<br />
//--&#62; Rzecznik Prokuratora Generalnego Ewa Piotrowska powiedziała, że jeżeli zawiadomienie zostało wysłane, to prokuratura będzie mogła zająć się tą sprawą najwcześniej w poniedziałek. Wcześniej BBN mówiło, że nie będzie komentować całej sprawy do czasu zakończenia negocjacji ws. tarczy antyrakietowej. <strong>"BBN zgłasza wniosek na samego siebie"</strong> - Kolejny absurd, BBN zgłasza wniosek na samego siebie. To przykład niepojętej działalności. Przecież ten przeciek mógł pochodzić tylko z BBN. Proszę bardzo, niech prokuratura to bada, wtedy ustali się winną osobę – mówił w TVN24 Stefan Niesiołowski. Komentując jeszcze rozmowę Sikorskiego z prezydentem stwierdził, że "Kaczyński utracił zdolność do sprawowania urzędu". - Wzywa ministra, a następnie w super tajnym pokoju, z którego wszystko wycieka przesłuchuje go w taki sposób. Przecież to nasz minister, wybrany w demokratyczny sposób, to nie wróg - mówił Niesiołowski.  <strong>Tusk zabronił Sikorskiemu kolejnego spotkania z prezydentem</strong> O 16 miało się odbyć kolejne spotkanie ministra Spraw Zagranicznych Radosława Sikorskiego z prezydentem Lechem Kaczyński. Do spotkania nie doszło. Podobno nie zgodził się na nie premier Donald Tusk - podała TVN24. O spotkanie miał zabiegać Radosław Sikorski. Jak spekulują dziennikarze TVN24 premier być może obawiał się o słowa, które mogłyby paść podczas kolejnej rozmowy. TVN24 zauważa, że jeśli doszłoby do publikacji materiałów "Dziennika" w USA to pokazalibyśmy swoje "miękkie Podbrzusze". "Dziennik" przytaczał dzisiaj fragmenty rozmowy między prezydentem a szefem polskiej dyplomacji z 4 lipca w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, kiedy to rząd Donalda Tuska oświadczył, że nie jest usatysfakcjonowany ofertą USA w negocjacjach w sprawie tarczy antyrakietowej. Prezydent miał pytać Sikorskiego m.in. czy to on tłumaczył telefoniczną rozmowę Tuska z wiceprezydentem USA Dickiem Cheney'em. "Dz" pisze także o wymianie zdań między Sikorskim a szefową Kancelarii Prezydenta Anną Fotygą, podczas której minister spraw zagranicznych miał powiedzieć: "Można być prezydentem, ale można być też chamem".</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[pokolenie "pół na pół" to fikcja]]></title>
<link>http://innewidoki.wordpress.com/?p=11</link>
<pubDate>Fri, 11 Jul 2008 08:04:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>darek olejniczak</dc:creator>
<guid>http://innewidoki.wordpress.com/?p=11</guid>
<description><![CDATA[miałem prawie dwadzieścia lat, zgoliłem głowę, paliłem z zaciąganiem i nie wierzyłem, że lo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[[caption id="attachment_14" align="alignright" width="327" caption="miałem prawie dwadzieścia lat, zgoliłem głowę, paliłem z zaciąganiem i nie wierzyłem, że los się może odmienić."]<a href="http://innewidoki.files.wordpress.com/2008/07/dawno.jpeg"><img class="size-thumbnail wp-image-14" style="border:0 none;margin:6px;" src="http://innewidoki.wordpress.com/files/2008/07/dawno.jpeg" alt="lata 80" width="327" height="268" /></a>[/caption]
<p style="text-align:justify;padding-left:30px;">przypadkowo, bo teraz nieczęsto kupuję prasę drukowaną, wpadł mi w ręce najnowszy numer "Newsweeka", a tam temat przewodni to swoisty bilans 40-latka - początek dyskusji pod hasłem "kim jest 40-latek A.D. 2008". na pierwszy rzut dwa teksty - <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Cezary_Michalski" target="_blank">Cezarego Michalskiego</a> oraz <a href="http://www.literatorium.pl/autor.asp?idautora=18" target="_blank">Piotra Kępińskiego</a>. temat interesujący, a i na inaugurację mojego bloga w sam raz. w tym roku, w sierpniu skończę lat 41, zatem mam co nieco do powiedzenia w kwestii bilansu.</p>
<p style="text-align:justify;padding-left:30px;">oba teksty przedstawiają dwa punkty widzenia tej samej sprawy i muszę przyznać, że poglądy szefa działu kultura w "Newsweeku" są mi zdecydowanie bliższe. Michalski z zachwytem opisuje hardość ducha dzisiejszych 40-latków. twierdzi, że to pokolenie niezatapialnych wyrosłe na gruncie wspólnych doświadczeń z okresu przełomu. uzasadnia swoje opinie ukazując niebywałą aktywność owego pokolenia. "pokolenie zaistnieje, jeśli ty je stworzysz. jeśli nie opowiesz swojej historii, pokolenia nie będzie, choćby jeden rocznik wydał z siebie dwadzieścia Szymborskich." no niby racja, nasze pojedyncze historie składają się na wspólny obraz i pamięć zbiorową roczników 1960-1970. ale Michalski strzela sobie w kolano ukazując owo rzekome pokolenie, które połowę życia spędziło w zgrzebnym PRL-u, a drugą -jak dotąd- w wolnej i wolnorynkowej Polsce, przywołując postaci będące ledwie ułamkiem generacji, jej nie do końca reprezentatywną próbką. sztandarową postacią panteonu Michalskiego jest choćby Radek Sikorski, a chyba i Tomasz Lis według autora to doskonały przykład. słabością tekstu Michalskiego jest to, że publicysta postrzega rzeczywistość dającą się ogarnąć zza jego redaktorskiego biurka. stąd m. in. Sikorski, Kurski, Ziemkiewicz, Stasiuk, Walendziak, Tekieli, Świetlicki. Michalski nie sili się, bo moim zdaniem nie potrafi, na wyjście zza tego biurka i opisanie rzeczywistych postaci z krwi i kości, a nie jedynie szpalt prasowych i ekranów telewizyjnych. autor zapomina, że to nie tylko owe "nieobce nam nazwiska" budowały, i wciąż budują nasz kraj, naszą współczesna historię i niedaleką przyszłość. autor, zresztą jak owi wymienieni przez niego nibydemiurdzy pokolenia i nowej Polski, ma tylko jeden rodzaj doświadczeń za sobą. i nie mówię o bogactwie życiorysu, ale o pewnym pułapie, na którym historia każdego z nas się rozgrywa. nie czuję związku pokoleniowego z Radkiem Sikorskim, Tomaszem Lisem, braćmi Kurskimi, samym Michalskim, "pampersami" itd. dlaczego? o tym przy okazji omawiania tekstu Piotra Kępińskiego.</p>
<p style="text-align:justify;padding-left:30px;">polemista Michalskiego uważa, podobnie jak ja, iż pokolenie 40-latków, jako coś więcej niż "wspólnota rocznikowa", nie istnieje. "nie mamy wspólnych filozofów, którzy zdefiniowaliby pokoleniowe cele. nie ma pisarzy, którzy staliby się ikonami. nie powstała książka, która stałaby się drogowskazem." pisze Kępiński. ja dorzuciłbym jeszcze, że brak nam wspólnego celu, a mimo życia w tej samej prl-owskiej matni, doświadczenia życiowe dzielą generacje 40-latków na kilka obcych obozów. kiedy Tomasz Lis przygotowywał się do kolejnej sesji na studiach, ja jechałem na kolejny detoks, kiedy Sikorski nadawał korespondencję z wojny, ja zaczynałem wszystko od nowa, kiedy Mariusz Szczygieł pisał pierwsze znakomite reportaże, ja rozpoczynałem autostopową włóczęgę po Europie. w tym samym czasie mój kolega Siwy z "defektu muzgó" wrócił z kilkuletniej emigracji i wziął się za sprzedaż kaset rozłożonych na łóżku polowym wedle gatunków muzycznych. na to, że dziś nie ma mowy o jednolitym ideologicznie, historycznie i intelektualnie "pokoleniu pół na pół", wpływ miały wybory dokonywane przez nas tuż po przełomie 89. roku. co do samego przełomu - było wielu młodocianych bohaterów i opozycjonistów, ale to raczej starszaki z pokolenia styropianu przygotowały grunt pod to, co się stało z końcem dekady i generalnie dzisiejsi 40-latkowie nie powinni doszukiwać się tu jakichś wspólnych korzeni. dla nas najistotniejsze były pierwsze lata "po" i to one nas ukształtowały na warunkach, jakie stworzyli nam ci starsi. opinia, że to myśmy budowali ówczesną Polskę i kształtowali samodzielnie naszą przyszłość jest tylko w niewielkim stopniu uzasadniona.</p>
<p style="text-align:justify;padding-left:30px;">a przecież owe lata 90., czy ściślej ich pierwsza połowa, to -banał- wolna amerykanka. co za tym idzie, nie mogło być inaczej, nasze drogi rozeszły się w tysiącach kierunków. przywoływani przez Michalskiego "wpływowi 40-letni" sprawnie włączyli się w nurt mainstreamu, ale tysiące innych pozostało poza głównym biegiem rzeki. są i tacy, co trafili na margines. o swoim pokoleniu mogli mówić budowniczowie MDM-u, Nowej Huty. o pokoleniu, być może, mogą mówić dzisiejsi 30-latkowie. chodzi mi o "pokolenie wyspiarzy" (z racji ekonomicznego podłoża emigracji trudno im nadać wspólne miano Latarników). bo wprawdzie na Wyspy wyjechało wielu 20-latków i 40-latków, to jednak trzon tamtejszej emigracji z Polski stanowią ludzie pomiędzy 25 a 35 rokiem życia. ot, takie przesunięcie umownej pokoleniowej dekady o połowę. oni w większości pewnie wrócą kiedyś do Polski i wówczas będą się odwoływać do wspólnej historii, mitologii, walki o przetrwanie, na nowo ukształtowanych światopoglądów.</p>
<p style="text-align:justify;padding-left:30px;">wspólny mianownik, jakim dla nas 40-letnich, miałaby być odporność na trudy życia w tutejszej rzeczywistości we wszelkich jego przejawach, to słaby argument. silni to my - Polacy, jesteśmy od zawsze i od zawsze niezatapialni. przetrwamy wspólnie, czy w pojedynkę, bo taka nasza wola. straciliśmy sposobność do tego, by stanowić jedność, a może sami ją sobie odebraliśmy. brak nam idei, wokół której moglibyśmy się jednoczyć? brak wspólnego wroga? brak idola?</p>
<p style="text-align:justify;padding-left:30px;">pamiętacie ten kawałek? "to my urodzeni w latach sześćdziesiątych, będziemy rządzić światem, tutaj, teraz!" wrzucam sobie czasem płytę "kolaborantów" i słucham. i za cholerę nie wiem, jak to się stało, że przegapiłem moment, w którym trzeba było przejąć władzę...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Historio, historio...]]></title>
<link>http://robmyswoje.wordpress.com/?p=8</link>
<pubDate>Mon, 30 Jun 2008 22:10:47 +0000</pubDate>
<dc:creator>absolutnie</dc:creator>
<guid>http://robmyswoje.wordpress.com/?p=8</guid>
<description><![CDATA[Wyobraźmy sobie taką sytuację:
Film &#8220;Generał&#8221;, poświęcony wyjaśnieniu zagadki śm]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wyobraźmy sobie taką sytuację:</p>
<p><em>Film "Generał", poświęcony wyjaśnieniu zagadki śmierci gen. Sikorskiego, po emisji w TVN jesienią 2008 wywołuje burzę. Postawiona w filmie teza o kierowniczej roli rządu brytyjskiego w zabójstwie polskiego wodza i premiera trafia na szeroki oddźwięk w społeczeństwie. Przeprowadzona przedtem lub wkrótce potem sekcja ekshumowanych zwłok generała daje rezultaty, które bez żadnych wątpliwości potwierdzają tezę autorów dokumentu. Prośby naszego rządu o ujawnienie dotyczących całej sprawy materiałów nie dają efektów - Brytyjczycy są nieugięci i podtrzymują decyzję, w myśl której owe archiwalia nie ujrzą światła dziennego jeszcze przez lat kilkadziesiąt.</em></p>
<p><em>Jednak niezależnie od dyplomacji działa społeczeństwo. Już zimą 2008/09 Polacy zaczynają masowo wypisywać swoje dzieci z lekcji angielskiego. Na śmietnikach coraz częściej widzi się płyty Beatlesów, DVD z filmowymi przygodami agenta 007 oraz książki Wilde'a i Szekspira; pojawiają się naciski na ministra edukacji, by te ostatnie usunąć ze spisu lektur szkolnych. W kilku miastach z inicjatywy lokalnych władz ulegają zmianie nazwy ulic takich, jak: Angielska Grobla, Lennona czy Londyńska. Co sprytniejsi politycy myślą już, jak by tu pójść za ciosem i zgłaszają ustawę nakładającą obowiązek dokonania takich zmian na wszystkie samorządy. Apogeum napięć przypada na wiosnę roku 2012: z powodu licznych aktów przemocy, których ofiarami są brytyjscy kibice, reprezentacja piłkarska Zjednoczonego Królestwa w ostatniej chwili odwołuje swój przyjazd na mające się odbyć mistrzostwa Europy...</em></p>
<p>Czy jest to prawdopodobny scenariusz? Z wielu powodów - nie. Anglicy nie brali udziału w rozbiorach Rzeczypospolitej szlacheckiej, nie sprawowali też nad nami protektoratu przez kilkadziesiąt lat po ostatniej wojnie (choć przyznajmy, że nie zrobili też nic, aby zapobiec któremuś z tych wydarzeń. Ale właściwie jaki mieliby w tym interes? ). Nie ma więc szans, by niechęć do nich osiągnęła ten poziom, co nienawiść do naszych sąsiadów zza wschodniej granicy. Mimo to, znając Polaków i ich ciągoty do życia przeszłością, myślę czasami, że nic nie jest niemożliwe.</p>
<p>Przyjeżdżający pociągiem do Londynu Francuzi jeszcze niedawno wysiadali w Londynie na Dworcu Waterloo. Jego nazwa upamiętnia rozgromienie wojsk francuskich przez koalicję antynapoleońską, w której pierwsze skrzypce grali Brytyjczycy. Nie słyszałem (poprawcie mnie, jeśli się mylę) o jakichkolwiek spięciach francusko - angielskich na tle tego zbiegu okoliczności. Można normalnie ułożyć relacje z sąsiadami, nie zapominając przy tym o przeszłości? Można. Tylko dlaczego nie w Polsce? Zbyt dużo klęsk w historii? Zbyt wielkie kompleksy?</p>
<p>Tym postem żegnam się z Wami na ok. dwa tygodnie.</p>
<p>Pozdrawiam,</p>
<p>Roman</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dwa słowa o Afganistanie]]></title>
<link>http://bogdan.wordpress.com/?p=742</link>
<pubDate>Sun, 08 Jun 2008 11:41:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>Bogdan Miś</dc:creator>
<guid>http://bogdan.wordpress.com/?p=742</guid>
<description><![CDATA[Afganistan znów stał się obiektem dziennikarskich i politycznych komentarzy. Radosław Sikorski (]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:left;"><img class="alignleft" style="float:left;margin-left:15px;margin-right:15px;" src="http://www.globalpov.com/images/soldier.jpg" alt="" width="200" height="150" />Afganistan znów stał się obiektem dziennikarskich i politycznych komentarzy. <strong>Radosław Sikorski</strong> (przypominam: to w żadnym wypadku nie jest bohater mojego romansu) powiedział, że muzułmański fundamentalista i watażka <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Gulbuddin_Hekmatjar"><strong>Hekmatjar</strong></a> jest terrorystą, czy coś w tym rodzaju, co spowodowało zapowiedź talibów - zresztą cholera wie, czy talibów, czy jakiegoś innego ugrupowania? - że od tej pory będą atakować Polaków. PiS naturalnie wykorzystał to, by zaatakować Platformę oskarżeniem o nieodpowiedzialność; no i się zaczęło... Pora tedy na kilka uwag "w tym temacie".</p>
<p><!--more--></p>
<p><strong>Po pierwsze</strong> zatem, to nie Platforma posłała wojsko do Afganistanu, o ile się nie mylę. I zostało ono tam wysłane na misję bojową, więc nie po to, by wpieprzać tamtejsze specjały czy gładzić dzieci po płowych główkach, ale po to, by pokonać przeciwnika; pokonać - to znaczy w razie potrzeby zabić. Także ryzykując własnym życiem. Pisowskie zarzuty zatem - to typowa dla tej bandy śmierdząca hipokryzja.</p>
<p><strong>Po drugie</strong>, Sikorski powiedział tym razem samą prawdę, choć pewno jeszcze nie całą: Hekmatjar jest typowym plemiennym watażką, przeżartym ambicją osobistą i stosującym w walce metody zupełnie dowolne; podobnie najzupełniej dowolnie wybiera sobie sojuszników. "Obrażenie" tego dygnitarza i "bojownika" na nic zaś Polaków bardziej nie naraża, niż dotychczas: bo w swoim nowym obszarze działania są sami i<strong> już</strong> <strong>walczą. </strong>Oczywiście: nie ma wątpliwości, że pierwszy polski trup w tej walce zostanie z całym cynizmem wykorzystany przez kaczystów.</p>
<p><strong>Trzecia sprawa </strong>jest delikatniejsza i jakoś wstydliwie przemilczana przez calutką naszą prasę, od prawa (co rozumiem) do lewa (czego już nie pojmuję). Otóż, Szanowni Czytelnicy, zastanówmy się: <strong>kto jest dzisiaj w Afganistanie przeciwnikiem Zachodu</strong>, w tym - naszym zajadłym przeciwnikiem? Czy przypadkiem nie <strong>dokładnie ci sami ludzie, którzy - nie tak w końcu dawno - walczyli z ZSRR</strong>?</p>
<p>Nie mam zamiaru przy tym podkreślać, że Amerykanie sami swoim dzisiejszym wrogom dostarczyli nowoczesną broń i dzisiaj płacą za to własnymi głowami; to spostrzeżenie jest banalne i było powtarzane wielokrotnie. Chodzi mi o co innego: to jest <strong>dokładnie ten sam wróg</strong>, z którym przed laty walczyli Rosjanie; jak głosi plotka, dzisiaj w pewnym zakresie zresztą współpracujący z Amerykanami. Identycznie uzbrojony, identycznie działający i <strong>identycznie zmotywowany </strong>(w dużej mierze zresztą religijnie). <strong>Ten sam.</strong></p>
<p>No to jeśli on jest dzisiaj z naszego (cokolwiek słowo "nasz" tu będzie znaczyć...) punktu widzenia "niesłuszny", <strong>to i wtedy, w wojnie z Rosjanami, był taki sam.</strong> Trzeciego wyjścia nie ma. A jeśli tak, to Rosjanie prowadzili wówczas... słuszną wojnę! I była to w gruncie rzeczy wojna zachodniej cywilizacji z fundamentalistycznym, wstecznym, agresywnym terroryzmem...</p>
<p>No - chyba, że tu w ogóle nie chodzi o terroryzm i cała ta paka mudżaheddinów nie miała i nie ma dla nas żadnego znaczenia. Że wówczas chodziło wyłącznie o dokopanie Ruskim, nie zaś o jakiekolwiek racje, "pomoc uciemiężonemu ludowi afgańskiemu", "zachodnią cywilizację" i tak dalej.</p>
<p>Pewno właśnie tak było. Tylko zapłacono za to atakiem na Nowy Jork i setkami zabitych na Bliskim Wschodzie i w Afgansitanie właśnie.</p>
<p>Warto było?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Królowa Bona umarła...]]></title>
<link>http://bogdan.wordpress.com/?p=730</link>
<pubDate>Fri, 30 May 2008 15:07:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>Bogdan Miś</dc:creator>
<guid>http://bogdan.wordpress.com/?p=730</guid>
<description><![CDATA[&#8230;mawia się z przekąsem &#8220;od zawsze&#8221; w środowisku dziennikarskim, gdy pojawi się]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:left;"><img class="alignleft" style="float:left;margin-left:15px;margin-right:15px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/a/aa/Radek_Sikorski_051207-D-2987S-040.jpg/480px-Radek_Sikorski_051207-D-2987S-040.jpg" alt="" width="120" height="150" />...mawia się z przekąsem "od zawsze" w środowisku dziennikarskim, gdy pojawi się - przedstawiona jako sensacja - wiadomość o wydarzeniu dawno nieaktualnym i na dodatek wszystkim dobrze znanym. Mam w związku z tym - i w nawiązaniu do pewnego ostatniego "newsa" - propozycję nowego powiedzenia. Mogłoby ono brzmieć tak: <strong><em>Doda puściła bąka</em></strong>. Proponuję tak właśnie kwitować informację o płaskich wygłupach werbalnych - choć może nie tylko - wszelkich osób publicznych, z których to bzdetów media robią, nie wiedzieć czemu, wydarzenie.<!--more--></p>
<p style="text-align:left;">Nie przypadkiem ozdabiam ten wpis fotką JE Pana Ministra Spraw Zagranicznych. Dżentelmen ów ostatnio walnął właśnie tekst o tym, że należałoby <strong>zburzyć Pałac Kultury i Nauki</strong> i na jego miejscu zasiać trawę oraz wykopać sadzawkę. Pałac, który kilka miesięcy temu został oficjalnie i nieodwołalnie wpisany na listę zabytków! Pałac, w którym działa kilkadziesiąt niesłychanie ważnych dla polskiej nauki i kultury instytucji!</p>
<p>W swoim śmiesznym antykomunizmie (ta jego idiotyczna, nadęta i pretensjonalna "Strefa zdekomunizowana" na tablicy przy wjeżdzie do panaministrowego "rancha" to kolejny przykład tej samej aberracji umysłowej...) jest tak zajadły, że nawet nie dostrzega, jakiego wała z siebie robi. To jest właśnie klasyczne puszczenie bąka w salonie; a że robi to stary byk, którego z upodobaniem media tytułują infantylnie "Radkiem", to tym bardziej nasuwa się porównanie z Dodą.</p>
<p>Z tym, że z tych dwojga zdecydowanie wolę Dodę.</p>
<p>Skoro zaś mówimy już o Ekscelencji, to warto zwrócić uwagę, że jeśli jest prawdą, iż będąc korespondentem wojennym w Afganistanie wziął do ręki broń i strzelał do żołnierzy radzieckich - to powinien być wręcz obłożony ostracyzmem środowiskowym. Większego naruszenia etyki dziennikerskiej na wojnie po prostu być nie może; i przypomina mi się, jak przed laty gwałtownie zakończyła się światowa kariera Johna Steinbecka, gdy wyszło na jaw, że w Wietnamie zasiadł w śmigłowcu za amerykańskim karabinem maszynowym. Już samo to było pogwałceniem etyki, zaś naciśnięcie spustu - czymś wręcz niewyobrażalnym.</p>
<p>Więc: <strong>moja osobista czerwona kartka dla pana Radka</strong>. A myślałem już, że jego poprzedniczka ma pewne miejsce w Sevres pod Paryżem obok wzorca metra i kilograma jako antymodel dyplomaty. Okazuje się, że nie wystarczy nosić dobrze spasowany z garniturem krawat i znać angielski...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Scudo antimissile: l'Europa alza la voce, Varsavia e Praga la posta]]></title>
<link>http://byebyeunclesam.wordpress.com/?p=214</link>
<pubDate>Tue, 13 May 2008 06:39:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>byebyeunclesam</dc:creator>
<guid>http://byebyeunclesam.wordpress.com/?p=214</guid>
<description><![CDATA[
Il progetto statunitense di scudo antimissilistico in Europa Orientale, i cui costi ammonterebbero ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://byebyeunclesam.files.wordpress.com/2008/05/scudo.jpg"><img class="alignnone size-thumbnail wp-image-282" src="http://byebyeunclesam.wordpress.com/files/2008/05/scudo.jpg?w=128" alt="" width="128" height="78" /></a></p>
<p>Il progetto statunitense di scudo antimissilistico in Europa Orientale, i cui costi ammonterebbero a circa 5 miliardi di dollari, ha suscitato non poche perplessità anche negli ambienti istituzionali europei, e tedeschi in particolare.<br />
Ad iniziare dal ministro degli Esteri, Frank-Walter Steinmeier, che in un’intervista pubblicata dall’Allgemeine Sonntagszeitung il 19 marzo 2007, ha avvertito Washington di non cercare di dividere l’Europa in “vecchia” e “nuova”. Anche il presidente del SPD, Kurt Beck, ha criticato gli Stati Uniti per il loro tentativo di cooptare gli europei in chiave antirussa, dichiarando alla Bild che il suo partito non vuole una nuova corsa agli armamenti in stile Guerra Fredda.<br />
Lo stesso ex leader socialdemocratico Gerhard Schroeder, dopo più di un anno di assenza dalle scene, è riapparso per affermare che “gli Stati Uniti stanno tentando un ridicolo accerchiamento della Russia che è tutto tranne che nell’interesse dell’Europa”, ossia quello di “collegare più strettamente la Russia alle strutture europee” (gasdotto North Stream docet).<br />
Dal canto suo Joshka Fisher, il verde già Ministro degli Esteri nel governo Schroeder, ha smesso la veste del pacifista ed invocato un esercito comune europeo per affrancarsi dalla tutela a stelle e strisce. “A mio avviso si tratta di un errore” ha infine chiosato il Ministro della Difesa Franz Jung.<br />
Nonostante il Parlamento Europeo abbia invitato il Consiglio dell’Unione Europea e l’Alto Rappresentante per la politica estera, Javier Solana, ad occuparsi direttamente della questione, nulla è stato fatto sotto questo riguardo, contraddicendo nei fatti le ambizioni dichiarate dell’Unione Europea di definire una propria politica di difesa ed istituire un esercito cosiddetto europeo.<br />
Nel frattempo, fra le parti direttamente interessate i negoziati sono proseguiti.<br />
Dopo che nell’autunno 2007 l’esecutivo dei gemelli Kaczynski è stato rimpiazzato dal governo di Donald Tusk, il nuovo ministro degli Esteri polacco Radek Sikorski ha dichiarato che il suo governo doveva riconsiderare i vari costi e rischi dell’operazione, affermando inoltre che il progetto ha origini unicamente statunitensi e che i polacchi non si sentono affatto minacciati dall’Iran. “Dobbiamo discutere a fondo non solo dei benefici, ma anche dei rischi. Non può essere che siamo gli unici a pagare dei costi”. La virata polacca, più che un ripensamento della propria politica estera, può essere letta sotto la lente del pragmatismo. Varsavia sta infatti negoziando con gli Stati Uniti degli aiuti per la formazione e l’equipaggiamento del suo esercito, ed il passo indietro sullo scudo potrebbe mascherare la volontà di trattare da una posizione più forte. Sikorski non ne ha fatto mistero quando ha affermato di attendersi un’offerta statunitense tale da convincere la maggioranza del Parlamento, visto che esso dovrà comunque ratificare ogni eventuale accordo.<br />
Questioni non dissimili da quelle affrontate durante i negoziati intercorsi con la Repubblica Ceca, dove dovrebbe essere ricollocato il radar attualmente in uso sull’atollo di Kwajalein nell’Oceano Pacifico. Le richieste formulate agli statunitensi dal Primo Ministro ceco Mirek Topolanek riguardano il raggiungimento di un accordo per facilitare le procedure dei visti di ingresso e, soprattutto, la partecipazione ad almeno cinque progetti di ricerca in campo militare. Probabilmente per fronteggiare adeguatamente quella che Topolanek ha definito – in un discorso pronunciato alla Heritage Foundation di Washington - la “rinnovata politica imperialista “ della Russia, che “utilizzando una aspra retorica, vuole spargere i semi della confusione tra gli alleati occidentali al fine di indebolire la NATO”. Senza accorgersi del proprio involontario umorismo, Topolanek ha quindi concluso il proprio intervento affermando che “è un imperativo storico della nazione ceca non diventare ancora un burattino di interessi militari stranieri”.<br />
In occasione del recente Vertice NATO di Bucarest, le diplomazie statunitensi e ceche hanno comunicato la conclusione dei negoziati, e che la firma del relativo accordo (e di quello che regola lo stazionamento delle truppe americane nella Repubblica Ceca) sarebbe giunta entro il mese di maggio. A fine aprile è poi giunto l’annuncio di uno slittamento a giugno, causato da impedimenti “logistici” del Segretario di Stato USA Condoleezza Rice. Il trattato sarà successivamente sottoposto alla per nulla scontata ratifica parlamentare ed infine dovrà essere controfirmato dal Presidente ceco Vaclav Klaus.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[30 Settembre 1939]]></title>
<link>http://secondaguerramondiale.wordpress.com/?p=56</link>
<pubDate>Sun, 11 May 2008 12:19:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>turistiinitalia</dc:creator>
<guid>http://secondaguerramondiale.wordpress.com/?p=56</guid>
<description><![CDATA[A Parigi viene formato un governo libero polacco, il presidente è Sikorski.
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>A Parigi viene formato un governo libero polacco, il presidente è Sikorski.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Polska polityka]]></title>
<link>http://moon5.wordpress.com/?p=637</link>
<pubDate>Wed, 07 May 2008 23:12:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>Moon</dc:creator>
<guid>http://moon5.wordpress.com/?p=637</guid>
<description><![CDATA[Coraz mniej śledzę wydarzenia polityczne. Nie chce mi się zupełnie&#8230; Tusk się napina, Prez]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Coraz mniej śledzę wydarzenia polityczne. Nie chce mi się zupełnie... Tusk się napina, Prezydent się napina, a ten dziwny człowiek od polityki zagranicznej zgrywa ważniejszego niż jest. Pan od sprawiedliwości, z kolei, wygląda na nie do końca zorientowanego w otaczającej go rzeczywistości. Najlepsze wrażenie robi jednak Donald; przynajmniej jakoś się prezentuje. A poza tym, nie wiadomo, o co chodzi - ciągle im wszystkim coś nie pasuje. No i na koniec: według doniesień pewnej gazety Marcinkiewicz, piastujący w UK wysokie stanowiska, skompromitował się nieznajomością angielskiego. Może to tylko plotka... Tak czy inaczej, mam już powyżej uszu tego politycznego kociołka.</p>
<p><strong>Led Zeppelin "Tangerine" (1970)</strong><br />
<span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/_Xm3SykupD0'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/_Xm3SykupD0&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[radio erewan donosi: ptasi móżdżek na szczycie]]></title>
<link>http://analogicznie.wordpress.com/?p=299</link>
<pubDate>Sat, 05 Apr 2008 14:59:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>analog</dc:creator>
<guid>http://analogicznie.wordpress.com/?p=299</guid>
<description><![CDATA[
ho! ho! mocny tytuł
Sikorka ostrzej pogrywa sobie niż kaczki
zagłębiamy się więc w lekt]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://analogicznie.files.wordpress.com/2008/04/gaz.png"><img class="alignnone size-full wp-image-301" src="http://analogicznie.wordpress.com/files/2008/04/gaz.png" alt="" /></a><br />
ho! ho! mocny <a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5091426.html" target="_blank">tytuł</a></p>
<p>Sikorka ostrzej pogrywa sobie niż kaczki</p>
<p>zagłębiamy się więc w lekturę na gazeta pl:</p>
<blockquote><p>asz, PAP<br />
2008-04-05, ostatnia aktualizacja 2008-04-05 15:11<br />
Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski miał ostro zaatakować Niemcy i Francję, a nawet grozić im podczas kolacji szefów MSZ w pierwszym dniu szczytu NATO w Bukareszcie - donosi niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung".</p></blockquote>
<p>zaraz, zaraz</p>
<p>miał on przecież Merkelową Kanclerkę napastować przemocą</p>
<p>czytamy dalej:</p>
<blockquote><p>Według "Sueddeutsche Zeitung" kanclerz Angela Merkel została otoczona przez grupę szefów państw i rządów, i wręcz "fizycznie" naciskana, by zmieniła zdanie w sprawie Ukrainy i Gruzji. - Widoczny w tym tłoku był, oprócz<strong> polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego</strong>, także <strong>prezydent Litwy Valdas</strong> <strong>Adamkus</strong> - pisze "SZ".</p></blockquote>
<p>no a gdzie  nasza bojowa sikoreczka?</p>
<p>poszla na kolacje ministrow SZ:</p>
<blockquote><p>- Tylko polski minister spraw zagranicznych Radek Sikorski wyszedł, jak poinformowano, poza ramy tego, co w takim gronie powinno być dopuszczalne. Miał on otwarcie grozić <strong>francuskiemu ministrow</strong>i Bernardowi Kouchnerowi oraz <strong>jego niemieckiemu koledze</strong> Frankowi-Walterowi Steinmeierowi - twierdzi dziennik.<br />
- Jeśli Paryż i Berlin utrudnią albo pokrzyżują realizację "strategicznych interesów" Polski na Ukrainie (w tym przyjęcie tego kraju do NATO i UE), będzie to miało swoje konsekwencje. Polska ma "długą pamięć" - przytacza "SZ" słowa, które miał wypowiedzieć polski minister.</p></blockquote>
<p>albo ja czytać nie potrafię, albo ktoś robi sobie z czytelników balona</p>
<p>ciekawym ilu z tych, co krażą po sieci z piwkiem, ograniczy się do tego,<br />
by przeczytać tytuł i na tej podstawie wyrobić sobie pogląd na temat<br />
nieustępliwości Tuskowej dyplomacji</p>
<p>a teraz ćwiczonko z szukania</p>
<p>prosze wejsc na strone tego niemieckiego <a href="http://www.sueddeutsche.de/" target="_blank">gazeta</a></p>
<p>wpisać w pole "suchen" <a href="http://analogicznie.files.wordpress.com/2008/04/gaz2.png" target="_blank">Sikorski</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ktory to rozbior Polski ?]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/2008/03/11/ktory-to-rozbior-polski/</link>
<pubDate>Tue, 11 Mar 2008 21:38:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/2008/03/11/ktory-to-rozbior-polski/</guid>
<description><![CDATA[(Nasz Dziennik)
W środę, 12 marca, przewidziane jest w Sejmie pierwsze czytanie rządowego projekt]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(Nasz Dziennik)<br />
<b>W środę, 12 marca, przewidziane jest w Sejmie pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Ustawa jest krótka; zawiera zaledwie dwa artykuły, więc pierwsze czytanie nie powinno trwać długo, podobnie jak drugie i trzecie. Potem głosowanie - jak mówiono w dawnej Polsce - "po harapie". Polska zrzeknie się niepodległości państwowej.<br />
Bo traktat lizboński, który prezydent Lech Kaczyński ratyfikuje z upoważnienia Sejmu, nie jest traktatem zwyczajnym. Jego istotą jest proklamowanie nowego państwa pod nazwą Unia Europejska, którego Polska stanie się częścią składową. Żadna część składowa żadnego państwa nie jest niepodległa. Przeciwnie - podlega władzom tego państwa właśnie jako jego część składowa. Toteż ratyfikacja traktatu lizbońskiego, skutkująca przyłączeniem Polski do Unii Europejskiej jako nowego państwa, oznacza rezygnację z niepodległości Polski.</b></p>
<p>To, że ratyfikacji traktatu lizbońskiego dokona prezydent Lech Kaczyński, który przy obejmowaniu swego urzędu wzywał Pana Boga na świadka, iż będzie "strzegł niezłomnie" także "niepodległości" Polski, mogłoby być zaskakujące, gdyby nie to, że już zdążyliśmy się przyzwyczaić do łamania przez polityków najsolenniejszych przysiąg. Ewentualnym ratyfikowaniem traktatu lizbońskiego prezydent Lech Kaczyński udowodni, że pod tym względem niczym nie różni się od prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i jeszcze wcześniejszego poprzednika na urzędzie, wynalazcy formuły "za, a nawet przeciw".<br />
Ale w procesie pozbawiania Polski niepodległości prezydent Lech Kaczyński byłby tylko ostatnim ogniwem, ale nie jedynym. Zanim dojdzie do uchwalenia ustawy ratyfikacyjnej, Sejm podjął uchwałę o udzieleniu upoważnienia do ratyfikacji traktatu lizbońskiego w drodze ustawy, co oznaczało zablokowanie możliwości przeprowadzenia referendum. Za tą uchwałą głosowali posłowie ze wszystkich klubów, z wyjątkiem 55 posłów Prawa i Sprawiedliwości, którzy byli przeciw. W ten sposób Sejm niemal jednomyślnie wyszedł naprzeciw życzeniom władców Eurosojuza, by tym razem pozbawić narody Europy możliwości wypowiedzenia się w kwestii własnej suwerenności politycznej. Zatem Sejm może być przedostatnim ogniwem w łańcuchu sprawców pozbawienia Polski niepodległości. Kolejnym ogniwem jest rząd, którego przedstawiciele, w osobach premiera Donalda Tuska i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, w obecności prezydenta Lecha Kaczyńskiego 13 grudnia ub.r. podpisali traktat reformujący w Lizbonie. Ale tylko dlatego, że 21 października ub.r. wybory parlamentarne wygrała Platforma Obywatelska. W przeciwnym razie 13 grudnia ub.r. traktat reformujący podpisywałby w Lizbonie premier Jarosław Kaczyński w towarzystwie minister spraw zagranicznych Anny Fotygi. Skąd to wiemy? Ano stąd, że już w początkach października ub.r. pani minister Fotyga oświadczyła w imieniu Polski gotowość do podpisania tego traktatu. Z tego punktu widzenia nie ma zatem wielkiej różnicy między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością, które zresztą opowiedziało się za anszlusem Polski do Unii Europejskiej również podczas referendum akcesyjnego w czerwcu 2003 roku. Zatem PO i PiS, wraz z Lewicą i Demokratami oraz Polskim Stronnictwem Ludowym, mogą stać się trzecim ogniwem w procesie pozbawiania Polski niepodległości.<br />
Wprawdzie w traktacie lizbońskim Polska przekaże kompetencje Unii Europejskiej, a więc innemu państwu, a nie "organizacji międzynarodowej", o której mówi art. 90 Konstytucji, co w ogóle stawia pod znakiem zapytania legalność takiego transferu, jednak wszystko wskazuje na to, że większość parlamentarna wymagana do uchwalenia ustawy ratyfikacyjnej będzie liczona według art. 90 ust. 2 Konstytucji, który mówi o 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz 2/3 głosów senatorów w obecności co najmniej połowy ustawowego składu Senatu. PO ma w Sejmie 209 posłów, PiS - 159, LiD - 53, PSL - 31, a oprócz tego 8 posłów jest niezrzeszonych. Wynika z tego, że bez przynajmniej części posłów PiS ustawa ratyfikacyjna nie może być uchwalona. Podobnie w Senacie, gdzie PO ma 58 senatorów, PiS - 38, a 3 jest niezrzeszonych. Ale za uchwałą blokującą możliwość referendum 28 lutego głosowało 89 posłów PiS. Niektórzy spośród nich tłumaczyli, że to po to, by nie ryzykować referendum, tylko skutecznie zablokować ratyfikację w Sejmie. Ano zobaczymy, czy PiS zachowa się tak jak Tadeusz Rejtan, który 19 kwietnia 1773 roku usiłował nie dopuścić do zatwierdzenia przez Sejm rozbioru Polski, czy jak Adam Łodzia-Poniński, marszałek Sejmu, który zatwierdzenie I rozbioru przeforsował. Warto dodać, że szanse Rejtana były wówczas znacznie mniejsze niż dzisiejsze możliwości PiS, więc wszystko zależy od politycznej woli.<br />
<b>Stanisław Michalkiewicz</b></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ajwaj cacy Tusk itd...]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/2008/02/24/ajwaj-cacy-tusk-itd/</link>
<pubDate>Sun, 24 Feb 2008 13:13:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/2008/02/24/ajwaj-cacy-tusk-itd/</guid>
<description><![CDATA[(iskry.pl)
Sto dni rządu premiera Donalda Tuska wypadło nadzwyczaj blado. Gdyby nie parasol medial]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font color="#999999">(iskry.pl)</font></p>
<p><font color="#999999"><b>Sto dni rządu premiera Donalda Tuska wypadło nadzwyczaj blado. Gdyby nie parasol medialny trzymany nad nim przez razwiedkę tubylczą i zagraniczne agentury, nie zostałaby z niego nawet mokra plama.<br />
</b></font></p>
<div align="justify"><font color="#999999"> Ale i ten medialny parasol nie będzie nad rządem trzymany w nieskończoność, bo jak tylko "Murzyn zrobi swoje" - to znaczy pozałatwia wszystkie sprawy razwiedczykom, konfidentom i stworzonym przez nich mafiom, to nie będzie już żadnego powodu, by go oszczędzać.</font><font color="#999999">Na razie jednak wszystko jest pod kontrolą; sondażownie pokazują, jak to "Polacy ufają rządowi", chociaż właściwie nie bardzo wiadomo dlaczego, bo Donald Tusk i Platforma Obywatelska nie dotrzymała żadnej przedwyborczej deklaracji ani obietnicy. Dzisiaj już widać, że ani "gabinet cieni" nie był przyszłym rządem - bo z jego składu weszła do rządu tylko Ewa Kopacz na stanowisko ministra zdrowia - ani nie przygotował żadnych projektów ustaw, jakich podobno Platforma miała mieć pełne szuflady - bo ani jednego zbawiennego projektu rząd dotąd nie zgłosił - a ministrowie dopiero teraz piszą na kolanie jakieś projekty.</font></p>
<p><font color="#999999">Można by wobec tego pytać, według jakich to kryteriów został utworzony rząd, skoro w "gabinecie cieni" zasiadali "wybitni profesjonaliści"? Można by pytać, czym w takim razie zajmował się rząd przez ostatnie trzy miesiące - ale naturalnie nikt tych pytań nie stawia, bo kto jak kto, ale dziennikarze doskonale wiedzą, że zajmował się spełnianiem życzeń towarzyszy z razwiedki i dawnych klientów mecenasa Ćwiąkalskiego. Po cóż zatem pytać o sprawy doskonale znane, zwłaszcza że i tak nie można by o tym ani napisać, ani powiedzieć, ani pokazać w telewizorze? Cenzury wprawdzie u nas "nie ma", podobnie zresztą jak Żydów, ale wszyscy skądś wiedzą, o czym wolno, a o czym nie wolno pisać ani mówić, podobnie, jak wiedzą, żeby Żydom się nie sprzeciwiać.</font></p>
<p><font color="#999999">Tak się złożyło, że akurat na swoją studniówkę rząd premiera Donalda Tuska został poddany testowi. Jak wiadomo, 17 lutego zamieszkali w Kosowie Albańczycy zrobili zebranie, nazwali je "parlamentem" ("otruł gościa kotletem, nazwał to kabaretem") i ten "parlament" proklamował niepodległość Kosowa. Jest to element, z jednej strony, forsowanej przez Niemcy polityki rozbioru Serbii, a z drugiej - złożony na czole Unii Europejskiej przez Amerykanów pocałunek Almanzora - bo proklamowanie niepodległości Kosowa, a zwłaszcza sposób, w jaki do tego doszło, otwiera w Europie prawdziwą puszkę Pandory. Jako pierwszy  niepodległość Kosowa uznał Afganistan, słynący w świecie ze swej niepodległości - a zaraz po nim - Francja, której prezydentem jest Mikołaj Sarkozy - z "korzeniami", jak stąd dotąd. Ten cały Mikołaj Sarkozy wpadł ostatnio na pomysł, żeby każde francuskie dziecko nauczyło się na pamięć historii jakiegoś Żyda. Kto wie, czy w niedalekiej przyszłości młodzi Francuzi nie będą na tym kończyli swojej edukacji - bo powiedzmy sobie szczerze - czy w Unii Europejskiej potrzebne będą komuś jakieś inne wiadomości? Ale mniejsza już o Francuzów; mają to, czego chcieli, i brakuje im już tylko Kozaków na Polach Elizejskich w Paryżu.</font></p>
<p><font color="#999999">Uznania odmówiła stanowczo Hiszpania - bo ma swoich Basków i Katalończyków, Słowacja - bo niemal połowa słowackiego terytorium, to ziemie dawnego Królestwa Węgier, przyznane Czechosłowacji (ale nie Słowacji!) w Traktacie w Trianon w roku 1920 - podobnie jak jedna trzecia Rumunii - toteż i Rumunia odmówiła uznania Kosowa, a nawet zaoferowała Serbii pomoc. Belgia ma swoich Flamandów i Walonów, Włochy - Ligę Północną, pragnącą oderwania Padanii od reszty Italii, no a Polska - Związek Ludności Narodowości Śląskiej, który też pewnego dnia może zwołać w Katowicach zebranie, nazwać je "parlamentem" albo jeszcze lepiej - Sejmem Śląskim i proklamować niepodległość, którą może zaraz uznać nie tylko Afganistan, ale np. Niemcy. Co wtedy zrobi premier Tusk i jego mentor w polityce zagranicznej "profesor" Bartoszewski?</font></p>
<p><font color="#999999">Tak się akurat złożyło, że w dniach kiedy Kosowo ogłosiło niepodległość, w Gdańsku odbywały się Dni Języka Ojczystego, tzn. kaszubskiego. Nie ma w tym nic złego - podobnie jak nie ma nic złego w tym, że na jednej ulicy naprzeciw siebie jest z jednej strony klasztor męski, a z drugiej - żeński. Nie ma - ale może być. O Prusach Wschodnich nawet już nie wspomnę (rosyjski polityk narodowości prawniczej: "matka Rosjanka, ojciec prawnik" - Włodzimierz Wolfowicz Żyrynowski, oznajmił kiedyś, że jeśli Polacy nie zechcą zostać "Słowianami", to Rosja może postawić na porządku dziennym sprawę politycznej przyszłości Prus Wschodnich - a przecież co u Putina w sercu, to u Żyrynowskiego na języku), podobnie, jak o "ukraińskim terytorium etnicznym" - jak Światowy Związek Ukraińców w Toronto nazywa województwo podkarpackie i część województwa małopolskiego - aż do Nowego Sącza. Ale minister Sikorski już podczas pobytu w Brukseli, a więc nie czekając na konsultacje z premierem czy prezydentem, zadeklarował uznanie Kosowa. Być może uznał, że nie ma co konsultować tego z premierem, bo np. premier myśli tak samo, albo wiedział, że nie warto, bo wystarczyło mu polecenie prawdziwego szefa, czyli "drogiego Bronisława", przed którym zgina kolana nawet "profesor" Bartoszewski - albo wreszcie zrobił to z własnej inicjatywy, jako wzorowy ormowiec Stanów Zjednoczonych.</font></p>
<p><font color="#999999">"Lecz tymczasem na mieście inne były już treście" - bo spora część polskiej opinii raczej niechętnie patrzy nie tylko na rozbiór Serbii i wszelkie objawy polskiej gorliwości w tej sprawie traktuje z pogardą i goryczą, zwłaszcza widząc autentyczną desperację Serbów, ale ma też świadomość możliwych konsekwencji uznania niepodległości Kosowa dla naszego państwa i wolałaby, by Polska w tej sprawie zachowała powściągliwość. Polityczny geniusz zarówno prezydenta Busha, jak i Kondolizy okazał się przechwalony, więc tym bardziej należy pamiętać, że pośpiech jest wskazany wyłącznie w dwóch przypadkach: przy biegunce i przy łapaniu pcheł. Najwyraźniej przypomniał sobie o tym również prezydent Kaczyński, bo poprosił rząd o tempus deliberandi. Premier Tusk obiecał wstrzymanie się z decyzjami, ale nie na długo, bo szef Klubu Parlamentarnego PO pan Chlebowski zapowiedział, że najdalej we wtorek, czyli 26 lutego, rząd polski Kosowo uzna. Widocznie niemieccy agenci swoimi kanałami, a amerykańscy - swoimi, przedstawili premieru Tusku propozycję nie do odrzucenia - a zresztą, czyż on sam nie wie, że przede wszystkim musi się odwdzięczać?</font></p>
<p><font color="#999999"><b>Stanisław Michalkiewicz</b><br />
www.michalkiewicz.pl</font></div>
<p><font color="#999999"> </font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Koniec Wersalu ...]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/2008/02/22/koniec-wersalu/</link>
<pubDate>Fri, 22 Feb 2008 22:15:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/2008/02/22/koniec-wersalu/</guid>
<description><![CDATA[(Nasz Dziennik)
Ogłoszenie przez Kosowo niepodległości jest kolejnym etapem demontażu porządku ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(Nasz Dziennik)</p>
<p><b>Ogłoszenie przez Kosowo niepodległości jest kolejnym etapem demontażu porządku wersalskiego w Europie. Stanowi również niebezpieczny precedens, z którego mogą próbować skorzystać inne ruchy separatystyczne. Oznacza także dalsze wzmocnienie żywiołu muzułmańskiego w Europie. Mimo to rząd polski już podjął kroki w kierunku uznania państwowości Kosowa.</b></p>
<p>Wszystko wskazuje na to, że Polska w najbliższych dniach podejmie właśnie taką decyzję. Już w poniedziałek, a więc nazajutrz po ogłoszeniu przez parlament w Prisztinie deklaracji niepodległości, minister Radosław Sikorski poinformował, że złożył do Rady Ministrów wniosek o uznanie tejże niepodległości. Formalności stanie się zadość zapewne w nadchodzącym tygodniu. Jak dotąd władze Serbii odwołują swoich ambasadorów w krajach, które uznają kosowską państwowość, więc krok ten może oznaczać kolejne pogorszenie stosunków z Belgradem.<br />
Nie wszystkie kraje Europy i świata są aż tak gorliwe w swym poparciu dla oderwania Kosowa od Serbii. Minister spraw zagranicznych Republiki Czeskiej Karel Schwarzenberg zapowiedział, że Praga uzna niepodległość Kosowa dopiero po tym, jak uczyni to większość krajów Europy, a władze republiki okażą się wiarygodne. Wstrzemięźliwość wykazują m.in. Bułgaria i Słowacja, zdecydowanie przeciwne są np. Cypr i Hiszpania. O ile w przypadku rządów w Bratysławie, Nikozji i Madrycie można uznać, że taktyka ta podyktowana jest obawą o integralność własnych terytoriów, o tyle trudno takie motywy przypisywać Czechom. Zresztą nawet Niemcy, od początku będące jednym z głównych, o ile nie najważniejszym podmiotem dążącym do rozbicia Jugosławii, nie spieszą się z uznaniem władz w Prisztinie.<br />
Nic nie stoi na przeszkodzie, by Polska zastosowała podobne podejście do kwestii Kosowa jak Czechy. Więcej nawet brak jednolitego stanowiska wszystkich lub większości krajów Unii pozwala nam przyjąć postawę jeszcze sztywniejszą. Nie wygląda jednak na to, by Radosław Sikorski i Donald Tusk mieli zamiar z tej możliwości skorzystać. Trudne zresztą byłoby do obronienia twierdzenie, że inaczej zachowaliby się Anna Fotyga i Jarosław Kaczyński.<br />
Powściągliwość w odniesieniu do deklaracji parlamentu w Prisztinie byłaby bowiem niekonsekwencją, jeśli odniesiemy ją do całej strategii polityki zagranicznej przyjętej u zarania III RP, która to polityka w odniesieniu do Bałkanów oznaczała poparcie dla rozbijania Jugosławii i jak najdalej idącego osłabienia Serbii. Niekonsekwencja nastąpiła wcześniej.<br />
Było nią poparcie dla rozbicia Jugosławii i w końcu ataku USA na ten kraj. Decyzja ta nie została sprowokowana w żaden sposób przez Belgrad. Jugosławię i Polskę zawsze łączyły przyjazne stosunki, co nie zmieniło się nawet w latach komunizmu, gdy władze w Belgradzie wyłamały się spod kurateli Moskwy.</p>
<p><b>Rola Jugosławii w Europie</b><br />
Co więcej, bezpieczeństwo Jugosławii leżało w interesie Polski. Królestwo Słoweńców, Chorwatów i Serbów (SHS) powstało po pierwszej wojnie światowej jako jeden z istotnych elementów porządku wersalskiego. Porządku, który był w ubiegłym wieku gwarancją istnienia Polski jako niezależnego lub (po II wojnie światowej) zależnego od Moskwy, ale wciąż odrębnego i dużego państwa.<br />
Upadek mocarstw zaborczych pozwolił, jak wiemy, nie tylko na odzyskanie niepodległości przez naszą Ojczyznę, ale również na realizację aspiracji innych narodów znajdujących się do 1918 r. pod władzą tak dziś niesłusznie gloryfikowanych Austro-Węgier. Królestwo SHS, od 1929 r. Jugosławia, było krajem na tyle dużym (20 mln ludności, 250 tys. km2 powierzchni), by móc prowadzić suwerenną politykę, czego najlepszymi przykładami już w okresie powojennym były wspomniane wyzwolenie się Belgradu spod "opieki" Moskwy i zdolność do zachowania neutralności w okresie zimnej wojny oraz wyjątkowa rola Jugosławii w Ruchu Państw Niezaangażowanych. Trudno sobie dziś wyobrazić, by którekolwiek z państewek powstałych na gruzach federacji mogło być tak aktywne w świecie.<br />
Sposób urządzenia Europy po I wojnie światowej mógł zagwarantować krajom Międzymorza bezpieczeństwo pod warunkiem współdziałania przez nie, zwłaszcza przez najżywiej zainteresowane jego przetrwaniem (a więc Polskę, Czechosłowację, Rumunię i właśnie Jugosławię). Jednak okazał się na tyle trwały, że nawet po katastrofie, jaką była II wojna światowa, został w dużej mierze odtworzony.<br />
Zasadniczą różnicą na niekorzyść w porównaniu do lat 1920-1938 była oczywiście dominacja Moskwy. Po upadku imperium sowieckiego nic nie stało jednak na przeszkodzie, by narody Międzymorza wyciągnęły wnioski z błędów popełnionych w pierwszej połowie XX wieku. W nowych warunkach geopolitycznych należało podjąć wysiłki w kierunku ścisłej współpracy czy integracji gospodarczej Międzymorza na wzór integracji zachodnioeuropejskiej w latach 50. Taką strategię przewidywali np. Włosi i Austriacy, którzy chcąc zapewne wyprzedzić działania krajów naszego regionu, wystąpiły z projektem Hexagonale. Pozostałością tego projektu jest Inicjatywa Środkowoeuropejska, twór nieodgrywający istotnej roli.</p>
<p><b>Zdrada Warszawy</b><br />
Brzemienna w skutki decyzja polskiej dyplomacji pod kierownictwem Krzysztofa Skubiszewskiego o skierowaniu wysiłków naszej polityki zagranicznej na jak najszybsze zintegrowanie ze strukturami zachodnioeuropejskimi spowodowała podporządkowanie wszelkich działań na terenie Międzymorza temu właśnie celowi.<br />
Oznaczało to nie tylko rezygnację z aktywnej suwerennej polityki w interesie Polski, ale również zaangażowanie autorytetu Rzeczypospolitej na korzyść obcych interesów. Przypuszczano już wówczas, a dziś można o tym przeczytać w opracowaniach naukowych, że "wspieranie aspiracji" narodowości zamieszkujących ówczesną Jugosławię było inspirowane z zewnątrz. Oczywiście po dziesięcioleciach wspólnego zamieszkiwania w jednym państwie istniało szereg ukrytych konfliktów między poszczególnymi narodami Federacji. Konflikty te można było rozwiązać, starając się jednocześnie powstrzymać eskalację przemocy, w tym kierunku zamierzali zresztą współpracować szefowie dyplomacji krajów ówczesnej EWG. Jednak niemal natychmiast z porozumienia tego wyłamały się Niemcy, które rozumiejąc rolę Jugosławii jako elementu systemu zabezpieczającego kraje Międzymorza przed ich ekspansją, doprowadziły do eskalacji konfliktu, zamieniając Jugosławię w "bałkański kocioł". Dość szybko Bonn uzyskało w tej sprawie poparcie Waszyngtonu. USA szybko i skutecznie włączyły się w dzieło demontażu państwa południowych Słowian. Polska aktywnie popierała tę politykę, zaś media w naszym kraju przedstawiały jednostronny obraz sytuacji, pokazując Serbów, którzy w większości byli ofiarami, jako zbrodniarzy wojennych.<br />
Warto w tym miejscu pokusić się o następującą dygresję: już wówczas, w latach 90., wmawiano nam, że nie ma alternatywy dla polityki zgodnej z oczekiwaniami mitycznego "Zachodu". Tymczasem mniej więcej do 1995 r. m.in. Francja była zdecydowanie przeciwna antyjugosłowiańskiej polityce Niemiec i być może gdyby nie poparcie, jakie RFN znalazła u swego wschodniego sąsiada, historia potoczyłaby się inaczej.<br />
Ten sam paradygmat, co w czasie wcześniejszych konfliktów, obowiązywał w 1999 r., kiedy to pod pretekstem zapobieżenia kryzysowi humanitarnemu w Kosowie lotnictwo NATO rozpoczęło regularne bombardowania Serbii. Agresję tę można bez przesady nazwać zbrodniczą, od natowskich bomb zginęło co najmniej 1500 cywilów.<br />
Jednak wówczas mówiono - m.in. opinie takie głosił Marek Edelman - o "holokauście Albańczyków". Na autorytet Edelmana powoływano się wówczas szeroko na Zachodzie i w USA. Później okazało się, że informacje o rzekomych mordach na ludności albańskiej były sfabrykowane. Prawdziwa apokalipsa nastąpiła dopiero po natowskiej napaści i faktycznym oderwaniu Kosowa od Serbii w 1999 roku. Niektórzy twierdzą, że wypędzenie przez UCK 200 tys. Serbów z Kosowa i Metohii dokonało się za wiedzą i zgodą wojsk NATO. Ale te czystki etniczne, już prawdziwe, nie wzbudzały zainteresowania światowych mediów. Nie przypominano także, bo po co, że scenariusz demontażu państwa jugosłowiańskiego włącznie z wypędzeniami i ludobójstwem jest jedynie powtórką ze scenariusza realizowanego już w czasie okupacji niemieckiej w latach II wojny światowej.<br />
Polska bez zastrzeżeń wspierała tę, nie bójmy się powiedzieć, zbrodniczą politykę. To jeden z wielu kosztów, jakie musieliśmy ponieść w imię świetlanej przyszłości w Unii Europejskiej. Realizowaliśmy zarówno politykę i interesy niemieckie, jak i politykę amerykańską. Trudno mówić o interesach amerykańskich, ponieważ nie jest do końca jasne, o jakie tu interesy w ogóle chodziło. Jedna z hipotez mówi o chęci osłabienia Europy przez wywołanie i utrzymywanie napięcia na Bałkanach. Najbardziej prawdopodobna wydaje się teza o chęci zapobieżenia krzepnięciu Serbii jako kontynuującego tradycje Jugosławii suwerennego państwa na mapie świata. W naturalny sposób osłabiałoby ono hegemonię światowego supermocarstwa.</p>
<p><b>Czy podpalamy Europę?</b><br />
Osłabienie to dokonało się jednak za cenę wzmocnienia żywiołu muzułmańskiego na naszym kontynencie. To jedna z wielu przyczyn, dla których komentatorzy głowią się, o co chodzi Waszyngtonowi. Wszak odwołujący się do chrześcijańskich wyborców neokonserwatyści głośno przestrzegają przed niebezpieczeństwem "eurabizacji" Starego Kontynentu. Niestety, amerykańscy wyborcy w większości nie oglądają filmów przedstawiających profanowanie i burzenie kosowskich cerkwi przez muzułmańskie bandy, a już na pewno nie mówi się im, że to są właśnie owoce amerykańskiej polityki.<br />
Przyszłość Kosowa jako niepodległego państwa jawi się niepewnie. Przyczyny to: wysokie bezrobocie, sięgające być może 60 proc., słaba gospodarka bez przemysłu i wywodzące się z uznawanej za organizację przestępczą UCK (mówi się, że po raz pierwszy w historii mafia zbudowała swoje państwo). Dlatego Kosowo nadal będzie musiało korzystać z międzynarodowej pomocy, Komisja Europejska już zapowiedziała zorganizowanie światowej konferencji poświęconej temu zagadnieniu. Mówiąc wprost, oznacza to, że finansowanie secesjonistów spadnie na barki społeczności międzynarodowej.<br />
Tymczasem kosowscy Albańczycy nie zatrzymają się najprawdopodobniej na niepodległości. Już od dawna mówi się, że jest to jedynie etap na szlaku ku "Wielkiej Albanii", która ma powstać nie tylko kosztem Serbii, ale wszystkich państw ościennych: Czarnogóry, Macedonii, Grecji, a nawet Bułgarii. Na terenie Macedonii działają już bojówki UCK, a w Sandżaku (pograniczne tereny w Serbii i Czarnogórze), według osób odwiedzających te tereny, już dziś można zaobserwować napływ ludności muzułmańskiej. W ślad za nim postępują zmiany nawet w estetyce: cofanie się charakteryzującej się czystością i pięknem cywilizacji europejskiej na rzecz typowego bliskowschodniego bałaganu.<br />
W ten sposób na południu Europy powstaje coraz silniejszy przyczółek muzułmański w formie rozrastającej się Albanii i istniejącej już Bośni i Hercegowiny, jeszcze dość niewielki, ale wzmacniający zagrożenie islamizacją kontynentu postępującą już w krajach Zachodu. Dodatkowo jest on elementem trwale destabilizującym Bałkany i wpływającym niekorzystnie na kondycję całego Międzymorza. Jakby tego było mało, wymaga on wciąż pomocy z zewnątrz i pomoc ta będzie zapewne w dużej mierze pochodzić z Europy.<br />
Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, secesja Kosowa nie zaszkodzi Rosji. Wręcz przeciwnie, powołując się na ten precedens - a precedens przecież jest i nie da się go odwołać zaklęciami - podobnej secesji mogą dokonać zbuntowane regiony byłych republik Związku Sowieckiego wspomagane przez Moskwę, jak Abchazja czy Naddniestrze.<br />
Oderwanie Kosowa od Serbii to groźny prognostyk. Wielka szkoda, że Polska przyłożyła rękę do tego wydarzenia i do całego demontażu Jugosławii.<br />
<b>Krzysztof Jasiński</b></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[PO-pic !]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/2008/02/21/po-pic/</link>
<pubDate>Thu, 21 Feb 2008 23:26:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/2008/02/21/po-pic/</guid>
<description><![CDATA[(Nasz Dziennik)
Rząd bez charakteru, bez planu spójnego działania, nieprzygotowany do sprawowania]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(Nasz Dziennik)</p>
<p><b>Rząd bez charakteru, bez planu spójnego działania, nieprzygotowany do sprawowania władzy i podejmujący chaotyczne decyzje. Pierwsze sto dni rządów Donalda Tuska pokazuje, że jego ekipa nie chce bądź nie jest w stanie podjąć się przeprowadzenia głębszych i niezbędnych reform, koncentrując się w zasadzie na administrowaniu państwem. Utrwalanie swojej popularności rządzący opierają na negowaniu tego, co robili poprzednicy. Czas pokaże, jak długo wyborcy będą takie działania "kupować".</b></p>
<p>Kiedy po ponadtrzygodzinnym exposé premiera Donalda Tuska słuchacze odetchnęli z ulgą, że wreszcie się skończyło, nawet pewnie nie przypuszczali, że nowa ekipa rządząca wcale nie przystąpi z entuzjazmem do realizacji tego, co zapowiedział nowy szef rządu. Pełne szuflady ustaw, które Platforma miała rzekomo w zanadrzu gotowe do wprowadzenia, okazały się nie tyle puste, ile - jak niedawno tłumaczył szef klubu Platformy Obywatelskiej Zbigniew Chlebowski - projekty przystawały do czasu rządów Jarosława Kaczyńskiego, a teraz już są nieaktualne. Kłopoty z przygotowaniem jakiejś aktualnej ustawy mają jednak same resorty. Do tej pory Sejm nowej kadencji zdążył uchwalić jedynie dwadzieścia kilka ustaw. W rezultacie posłowie nie mają za bardzo co robić, kończąc swoje posiedzenia znacznie wcześniej, niż to było w poprzedniej kadencji, a posiedzenia Senatu, jak tego doświadczyliśmy ostatnio, z powodu nikłej aktywności legislacyjnej rządzących zaczynają być wręcz odwoływane. Co jednak takiego stało się np. w dziedzinie ochrony zdrowia, że rzekomo gotowe ustawy z szuflady Ewy Kopacz przestały być niemal z dnia na dzień aktualne - nie wiadomo. Na pewno bardziej medialne jest powiedzenie, że przygotowane projekty - a Platforma stworzyła ich podczas poprzedniej kadencji bodajże ponad 50 - przestały być aktualne niż ogłoszenie, że nie nadają się nawet do tego, by poważną pracą nad nimi mogli zająć się posłowie.<br />
Niemoc rządzących sprowokowała reakcję poszczególnych grup zawodowych. Nic bowiem dziwnego, że widząc, iż niewiele się dzieje, po swoje i przecież obiecane - znacznie wyższe - pensje w budżetówce przyszli do premiera lekarze, celnicy czy nauczyciele. Bo choć, jak to zwykle bywa, w wygłaszanych przez premierów exposé mało jest recept wskazujących, w jaki sposób czynione obietnice będą realizowane, to jednak nie można się nie liczyć z niepodjęciem działań na rzecz ich wypełnienia. Zwłaszcza jeżeli padały one aż przez trzy godziny przemówienia szefa rządu i każdy mógł znaleźć skierowaną do siebie obiecankę.<br />
Rząd Donalda Tuska pokazał jednak przez te sto dni, iż nie jest w stanie lub po prostu nie chce podejmować odważnych decyzji - chociażby w sprawie przeprowadzenia reformy finansów publicznych. Każda decyzja o jakiejś reformie, potencjalnie budząca kontrowersje, mogłaby odbić się na popularności Donalda Tuska - kandydata na prezydenta. Możemy mieć do czynienia jedynie z próbą przeprowadzenia tylko drobnych reform, jak chociażby likwidacją pakietu nieprzystających do rzeczywistości przepisów, co notabene jest wciąż w fazie jedynie zapowiedzi, czy z odwracaniem niektórych reform podjętych przez poprzedników.<br />
Właśnie na negowaniu tego, co robili poprzednicy, zwracając się przy okazji ku temu, co działo się w III RP, rząd postanowił oprzeć swoją kampanię. Realizując tym samym zawołanie przetransferowanego z klubu Prawa i Sprawiedliwości do Platformy Obywatelskiej Radosława Sikorskiego o "dorzynaniu watahy". Twarzą tej kampanii stał się minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski, który wbrew swoim zapowiedziom stara się jednak dorównać liczbą konferencji swojemu poprzednikowi w ministerstwie. Zamiast jednak chwalić się sukcesami wymiaru sprawiedliwości i postawieniem zarzutów jakimś groźnym bandytom, przedstawia rzekome haki na poprzednika.<br />
Donald Tusk wraz ze swoim rządem utkwił gdzieś we wstępie swojego exposé, kiedy przez pierwsze pół godziny opowiadał o "zaufaniu" i tłumaczył, dlaczego poprzednia ekipa była "be" i dlaczego "Polacy wybrali nowy rząd". Dla oponentów rządzącej ekipy, którzy liczą na powrót do władzy, może to w jakimś sensie dobrze. Szkoda jednak straconego czasu. A nic nie robiąc na rzecz realizacji wyborczych obietnic, można rzeczywiście liczyć jedynie na "cud".<br />
<b>Artur Kowalski</b><br />
<img src="http://www.naszdziennik.pl/php/przezr.gif" height="3" width="3" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O Serbii jeszcze raz...]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/2008/02/18/o-serbii-jeszcze-raz/</link>
<pubDate>Mon, 18 Feb 2008 22:39:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/2008/02/18/o-serbii-jeszcze-raz/</guid>
<description><![CDATA[(prawy.pl)
Na naszych oczach dokonano rozbioru Serbii. UE bez jakiegokolwiek prawnego, czy moralnego]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(prawy.pl)</p>
<p>Na naszych oczach dokonano rozbioru Serbii. UE bez jakiegokolwiek prawnego, czy moralnego mandatu wkroczyła do Kosowa i poparła Albańczyków. Prezentowana w mediach retoryka jest prosta: Serbowie to nacjonaliści (słowo-gilotyna), a Albańczycy to biedni ludzie marzący o swoim demokratycznym państewku. A kto zacz? Dzisiejsze Kosowo, to islamiści w Europie, prześladowcy Serbów, których Kosowo jest kolebką i praojczyzną; to wylęgarnia terroryzmu, brudne narkotykowe interesy. Oto, czego broni dzisiaj UE i USA. W sukurs im ruszył także Radek Sikorski. A jakże. Pomimo polsko-serbskiej solidarności z okresu I i II wojny światowej, a także oczywistych faktów musimy krakać jak nasze unijne wrony.</p>
<p><span class="index_wiadomosc_content_pierwsze_tresc"> Trafnie zauważył dziś Jan Engelgard na swoim blogu, że „Proklamacja niepodległości Kosowa to naturalna konsekwencja polityki Zachodu w roku 1999, kiedy państwa NATO z USA na czele napadły na Serbię, umożliwiając Albańczykom opanowanie tej dzielnicy i wygnanie prawie wszystkich Serbów (…) posłużono się wówczas gigantycznym kłamstwem, wmawiając opinii publicznej, że jakoby Serbowie rozpoczęli masowe wysiedlenia Albańczyków z Kosowa, mówiono nawet o 800.000 uchodźców i 100.000 ofiar.” Szybko wyszło szydło z worka. Okazało się, że akcja była przeciwko terrorystom z Wyzwoleńczej Armii Kosowa (UCK). Nie było wygnań, a Albańczycy zaczęli dopiero pierzchać po rozpoczęciu przez lotnictwo NATO masowych nalotów. Wyszło na jaw, że „serbskie ludobójstwo” to 2.000 osób, tyko pech chciał, że to suma wynikająca z dodania zmarłych po obu stronach konfliktu.</p>
<p>Tymczasem mit złych Serbów i dobrych Albańczyków pozostał. I nie słychać wśród poprawnych komentatorów bałkańskiej rzeczywistości zająknięcia o krzywdzie, jaką wyrządza się Serbom. Tak jak nie słychać było rozdzieranych szat, kiedy dokonywano rozbiorów Polski. Porozumienie ponad podziałami…</p>
<p>Europa z poparciem USA oddała kolejny fragment ziemi islamistom. Nic to, że historycznie to ziemie serbskie; że mieszkają tam Serbowie, a fakt, iż są w mniejszości wynika z kolonizacji tego regionu przez siły islamskie, a ostatnio międzynarodowe. Nie liczy się to, że wszystkie prastare ośrodki kultu prawosławnego znajdują się na terenie Kosowa. Za nic też ma się prawo Serbii do suwerenności i załatwiania swoich spraw we własnym zakresie. Tego jeszcze nie grano. Nawet Sowieci mieli zapis w konstytucji o możliwości referendalnego oderwania się ich republik. Zresztą te z tego zapisu skorzystały. A dzisiaj UE i NATO wchodzi z butami (vide karabinami) na teren obcego suwerennego państwa bez żadnego prawa. A świat z małymi wyjątkami klaszcze. Skandal!</p>
<p>Co dalej z Serbią? Przypomina się serbska dewiza i zawołanie bojowe, wzywające do zjednoczenia wobec zewnętrznego zagrożenia i wewnętrznych sporów: Samo sloga Srbina spasava! (Tylko jedność ocali Serbów!) Oby taka była i oby pomogła…</p>
<p>Kosowo to region, gdzie większość stanowią dzisiaj Albańczycy, więc dlatego ma to być ich państwo. Tak argumentuje salon. A więc przypomnę, że w okręgu wileńskim 62 proc. ludności to Polacy? Co ty na to, Unio Europejska?! Co ty na to, Radku Sikorski?!</p>
<p><b>Robert Wit Wyrostkiewicz</b><br />
<i>wyrostkiewicz@prawy.pl</i></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Szara eminencja Berele Lewartow]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/2008/02/05/szara-eminencja-berele-lewartow/</link>
<pubDate>Tue, 05 Feb 2008 18:03:23 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/2008/02/05/szara-eminencja-berele-lewartow/</guid>
<description><![CDATA[(iskry.pl)
Takie „szare eminencje” występują nie tylko w politycznych strukturach państw. Pe]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(iskry.pl)</p>
<p><span class="index_wiadomosc_content_pierwsze_tresc">Takie „szare eminencje” występują nie tylko w politycznych strukturach państw. Pełno ich w każdych strukturach hierarchicznych; w wojsku, wśród duchowieństwa, w partiach i stowarzyszeniach. Przykładem „szarej eminencji” jest „drogi Bronisław”, czyli profesor Bronisław Geremek. Obecnie jest skromnym, a właściwie nieskromnym posłem do Parlamentu Europejskiego i oficjalnie nie ma nic do gadania w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Mimo to jednak „Gazeta Wyborcza” ujawniła w swoim czasie, że w Ministerstwie Spraw Zagranicznych działa mafia wierna profesorowi Geremkowi i właśnie przygotowuje listy proskrypcyjne – kogo zwolnić, kogo zdegradować, kogo awansować i zwerbować do dyplomacji. Jest rzeczą oczywistą, że w tej sytuacji prawdziwa hierarchia w Ministerstwie Spraw Zagranicznych musi być odmienna od hierarchii oficjalnej i że w takim razie pan minister Radosław Sikorski wcale nie musi być szefem naszej dyplomacji, tylko wykonawczą poleceń jej prawdziwego szefa, który zadowala się pozycją „szarej eminencji”.</p>
<p>Ostatnie wypadki pokazują, że podobna sytuacja może być w całym państwie. Ledwo trochę ucichły hałasy w związku z mianowaniem przez premiera Tuska nowych szefów tajnych służb bez czekania na opinie prezydenta, a już wybuchła nowa afera w związku z katastrofą samolotu CASA, w której zginęli wysocy dowódcy polskich sił powietrznych. Okazało się, że prezydent, chociaż jest konstytucyjnym Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, dowiedział się o tej katastrofie bodajże ostatni i w dodatku – niemal przypadkowo.</p>
<p>Kolejność przekazywania wiadomości była następująca: najpierw o katastrofie dowiedział się szef Sztabu Generalnego, który poinformował o wszystkim ministra obrony narodowej, pana Klicha. Do tej pory wszystko było w porządku, ale oto w trzeciej kolejności o katastrofie dowiaduje się... prywatna stacja telewizyjna TVN, a dopiero potem – Biuro Bezpieczeństwa Narodowego i prezydent. Wygląda na to, że TVN może być prawdziwym zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, chociaż formalnie nie wchodzi do systemu organów państwowych, ale jako „szara eminencja”, w prawdziwej hierarchii zajmuje pozycję ważniejszą od pozycji prezydenta, Biura Bezpieczeństwa Narodowego, a kto wie – czy również nie ważniejszą od pozycji ministra obrony?</p>
<p>W tej sytuacji może niepotrzebnie tak przejmujemy się rządem premiera Donalda Tuska, skoro Polska tak naprawdę rządzą zupełnie inne „szare eminencje”?</p>
<p><b>Stanisław Michalkiewicz</b></p>
<p><i>za michalkiewicz.pl</i></p>
<p></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Cienka czerwona linia]]></title>
<link>http://polarwombat.wordpress.com/2008/02/04/test-blogbox/</link>
<pubDate>Mon, 04 Feb 2008 14:43:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>Polar Wombat</dc:creator>
<guid>http://polarwombat.wordpress.com/2008/02/04/test-blogbox/</guid>
<description><![CDATA[Dzisiaj Bogdan Klich zapowiedział, że w obecnej sytuacji żołnierze polscy nie pojadą do Czadu. ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify"><img src="http://i216.photobucket.com/albums/cc104/polar_wombat/satisfiedwombat.jpg" height="58" width="100" /><b>Dzisiaj Bogdan Klich zapowiedział, że w obecnej sytuacji żołnierze polscy nie pojadą do Czadu. Po sprawie tarczy antyrakietowej wiele wskazuje na to, że polityka zagraniczna także w zakresie obronności zyskuje na asertywności. Ministrowie Sikorski i Klich należą, jak na razie, do najsilniejszych punktów rządu Donalda Tuska.</b><br />
<!--more--></p>
<p align="justify">Od kilku dni walki w Czadzie nabrały intensywności. Rebelianci zaatakowali wojska rządowe stacjonujące w stolicy. W Afryce trudno mówić o liniach frontu - wojny mają charakter plemienny, przypominają walkę o władzę panów feudalnych. Obecny prezydent Czadu zdobył urząd drogą zamachu stanu w 1990 r., a partyzanci starają się – w ten sam sposób - go obalić. W gruncie rzeczy walka toczy się o dochody ze złóż ropy naftowej, odkrytych w latach 90. na południe od stolicy. We wschodniej części kraju zlokalizowane są obozy dla uchodźców z Darfuru, których miejscowa ludność nienawidzi. Terytorium kraju swobodnie penetrują oddziały sudańskich dżandżawidów, niosąc chaos i zniszczenie. Popierany przez Francję, dawną metropolię, prezydent Idriss Déby reprezentuje wyłącznie plemię Zaghawa – republika uznawana jest za jeden z najbiedniejszych i najbardziej skorumpowanych krajów świata, obok Haiti czy Somalii. Od 2005 r. do 2007 r. Czad był oficjalnie w stanie wojny z Sudanem, którego władze oskarża do dzisiaj o próbę destabilizacji kraju. Obecnie obowiązuje zawieszenie broni. Oficjalnie. W takie otoczenie mieli trafić Polacy, jako drugi największy komponent kontyngentu Unii Europejskiej.</p>
<p align="justify">Planowana misja w Czadzie miała na celu ochronę pracowników humanitarnych oraz uchodźców z sudańskiego Darfuru. W liczącym 3700 żołnierzy kontyngencie, po traktujących afrykańską republikę jako swój obszar wpływów Francuzach, Polacy z ok. 500 żandarmami mieli stanowić drugą siłę. 3 lutego przedstawiciele sił europejskich uznali, że misja nie może być realizowana w obliczu regularnych działań wojennych, więc należy ją przełożyć. Bogdan Klich powiedział dzień później:</p>
<blockquote><p>Wydałem polecenie, by wyhamować przygotowania do wyjazdu pierwszej grupy żołnierzy w kwietniu. Sytuacja musi się tam ustabilizować. A to już nie nasza sprawa, tylko Francuzów, którzy w Czadzie mają swoich żołnierzy.</p></blockquote>
<p align="justify">Na początku stycznia Klich był w Waszyngtonie, gdzie postawił jasno sprawę tarczy antyrakietowej: z punktu widzenia polskiego rządu konieczne jest porozumienie dotyczące wzmocnienia obrony przestrzeni powietrznej Polski poprzez dwustronną umowę o gwarancji przez USA bezpieczeństwa, oraz przekazania amerykańskich zestawów Patriot 3 lub THAAD (tych ostatnich Amerykanie nie udostępnili nawet Izraelowi, więc nie mam cienia nadziei, że jest to możliwe). Sprawa wydaje się oczywista: to Amerykanom zależy na lokalizacji w Polsce i Czechach elementów tarczy. Administracji republikańskiej zależy w dodatku na czasie, bowiem wiele wskazuje, że jeśli działania w tym kierunku nie zostaną podjęte przed wyborami prezydenckimi w USA, projekt padnie. W takim wypadku nie można by potraktować tarczy w Europie Środkowej jako sukcesu ekipy Busha. Bogdan Klich spotkał się zatem z Robertem Gatesem, dla którego bardziej asekuracyjna postawa Polski po ubiegłorocznych wyborach nie jest może niespodzianką, ale z pewnością kiepską informacją. Administracja Busha użyła zatem najpierw rzecznika Pentagonu, aby skrytykować Polskę, ale bezpośrednio potem zastępca Gatesa, Daniel Fried, przyleciał do Polski porozmawiać na temat tarczy z Radosławem Sikorskim. Minister spraw zagranicznych nie odrzucił budowy instalacji, ale podkreślił ponownie, że polskiemu rządowi nie spieszy się z decyzją i może ona poczekać do jesiennych wyborów w Stanach. Takie stanowisko postawiło Amerykanów pod ścianą. Podczas wizyty Sikorskiego w USA 1 lutego Condoleezza Rice oświadczyła:</p>
<blockquote><p>We understand that there is a desire for defence modernisation in Poland, and particularly for air defence modernisation in Poland. This is something that we support because it will make our ally, Poland, more capable, it will make Poland, as the foreign minister has said, more able to operate with us.</p></blockquote>
<p align="justify">W odpowiedzi Sikorski zapowiedział, że rząd polski zgadza się "co do zasady" co do lokalizacji w Polsce elementów tarczy antyrakietowej. Nieoficjalnie wiadomo, że Amerykanie zgodzili się uczestniczyć w modernizacji systemu polskiej obrony powietrznej, co należy rozumieć jako zgodę na przekazanie Warszawie zestawów Patriot, być może w wersji PAC-3, chociaż nie dałbym za to głowy.</p>
<p align="justify">Postawiliśmy Amerykanów w dość trudnej sytuacji, ale osłabionych w związku z listopadowymi wyborami. I oni pierwsi opuścili wzrok. Tak prowadzi się politykę zagraniczną. Nie na kolanach. Nie politykę "białej flagi" jaką imputowali rządom III RP bracia Kaczyńscy. Po prostu, skuteczną, zdecydowaną politykę zagraniczną. Zbigniew Lewicki pisał w <a href="http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,4853023.html"><i>Gazecie Wyborczej</i></a>, aby nie drażnić goryla, ale tu nie o to chodzi. Chodzi o pokazanie gorylowi, jakie są granice tolerancji pozostałych małp w zoo. Cienkiej czerwonej linii nie przekroczyliśmy - ostatecznie i tak będziemy musieli ze sobą współpracować. Tym, którzy mówią, jak dzisiaj Tomasz Sakiewicz o testowaniu przyjaźni polsko-amerykańskiej przypominam, że gdzie zaczynają się interesy, kończy się przyjaźń. George Bush podczas swojej podróży po Bliskim Wschodzie w grudniu podziękował za wkład w misję w Iraku sojusznikom, wymieniając Brytyjczyków, Kanadyjczyków, Duńczyków i Australijczyków, nie zająkując się słowem o polskim kontyngencie.</p>
<p align="justify">Na koniec, wszystkim dumnym z potencjalnego uzyskania przez polskie siły zbrojne sprawdzonych podczas wojny w Iraku zestawów Patriot, dedykuję poniższy materiał z testu działa elektromagnetycznego, które ma wejść na wyposażenie US Navy - a konkretnie nowej klasy niszczycieli rakietowych DDG-1000 - ok. 2020 r. Bez użycia ładunków prochowych ma ono wystrzeliwywać pociski z prędkością ok. 7 Mach na odległość 200 mil. Tak będzie wyglądać nowa amerykańska broń (także) przeciwlotnicza.</p>
<p align="justify"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/y54aLcC3G74'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/y54aLcC3G74&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p align="justify"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/4OqlTXwLG40'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/4OqlTXwLG40&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA["Nie przesadzajmy z Davos"]]></title>
<link>http://polarwombat.wordpress.com/2008/01/23/nie-przesadzajmy-z-davos/</link>
<pubDate>Wed, 23 Jan 2008 20:12:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>Polar Wombat</dc:creator>
<guid>http://polarwombat.wordpress.com/2008/01/23/nie-przesadzajmy-z-davos/</guid>
<description><![CDATA[Dzisiaj w szwajcarskim kurorcie Davos rozpoczęło się Światowe Forum Ekonomiczne, najważniejszy ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify"><img src="http://i216.photobucket.com/albums/cc104/polar_wombat/satisfiedwombat.jpg" height="58" width="100" /><b>Dzisiaj w szwajcarskim kurorcie Davos rozpoczęło się Światowe Forum Ekonomiczne, najważniejszy międzynarodowy szczyt gospodarczy globu. Po raz wtóry polskiej delegacji tam nie będzie, co może podobać się antyglobalistom, ale już niekoniecznie wyborcom obecnej ekipy.<br />
</b><!--more--></p>
<p align="justify">Regularnie do Davos jeździł Aleksander Kwaśniewski. Wielokrotnie spotykał się przy tej okazji z zarzutami nieracjonalnego dysponowania środkami publicznymi. Być może nie bez powodu: głowie państwa towarzyszyli współpracownicy, a Prezydent miał zwyczaj przedłużania pobytu w opłacanym z budżetu apartamencie o kilka dni, które spędzał na nartach i odpoczynku, niekiedy w towarzystwie innych odpoczywających wpływowych ludzi. Niemniej jednak Kwaśniewski czuł się w Davos jak ryba w wodzie. Na bankietach i sesjach dyskusyjnych brylował, nawiązywał towarzyskie kontakty z szefami rządów i głowami państwa, zachęcał przy whisky szefów międzynarodowych korporacji do inwestowania w Polsce. Tworzył wizerunki naszego kraju jako, wedle klasyfikacji nauk politycznych, średniej wielkości państwa o regionalnych aspiracjach. Doprowadził do tego, ze był konsultowany jako dyskretny autorytet w sprawach Europy Środkowo-Wschodniej.</p>
<p align="justify">Aleksander Kwaśniewski po raz ostatni zagościł ze swoją świtą w Davos w 2005 r. Rok później reprezentował Polskę w Szwajcarii Kazimierz Marcinkiewicz, któremu nie można odmówić chęci prowadzenia konwencjonalnej dyplomacji, także w wymiarze kuluarowym - były premier starał się nawiązać ze swoimi odpowiednikami za granicą dobre relacje. 2007 był rokiem przełomowym - dla braci Kaczyńskich udział w Światowym Forum Ekonomicznym nie był w żadnym razie priorytetem, toteż brak polskiej delegacji nikogo nie zdziwił. Może to zresztą dobrze, że ani prezydent ani ówczesny premier nie pofatygowali się do Szwajcarii.</p>
<p align="justify">Jednak informacja, że w 2008 r. ani premier, ani wicepremier do spraw gospodarczych, ani nawet bywały w świecie minister finansów nie pojadą do Davos wzięła mnie z zaskoczenia. Zgoda, Polska nie byłaby tam najważniejszym z omawianych regionów - na podstawie agendy spotkania można wywnioskować, że będzie ono poświęcone rozwojowi Chin i Indii, ale także i problemowi niezależności energetycznej oraz energetyce odnawialnej, podobno istotnym aspektom interesu narodowego. Dzisiaj rano w Radiu Tok FM Radosław Sikorski podsumował pytanie o udział przedstawicieli rządu w szczycie tak: "<i>Nie przesadzajmy z tym Davos, to jest prywatna fundacja</i>."</p>
<p align="justify">Otóż to prawda, World Economic Forum jest istotnie prywatną fundacją, która na organizacji szczytów zarabia (to organizacja non-profit, ale wszyscy wiemy, jak dobrze można żyć z takiej organizacji) - wzorowaną na WEF formułę przyjął zresztą Instytut Studiów Wschodnich, organizator dorocznej imprezy w Krynicy. Niezależnie od oceny organizatora, udało mu się stworzyć uznawaną międzynarodowo platformę spotkań dla najważniejszych osób kształtujących współcześnie świat. W tym roku moderatorami szczytu będą m.in. Tony Blair, skromny doradca JPMorgan Chase (ale i premier Wielkiej Brytanii w latach 1997-2007 oraz poważny kandydat na stanowisko Prezydenta Unii Europejskiej, o ile Traktat Reformujący wejdzie w życie) i Henry Kissinger, prowadzący własną firmę doradczą (ale i Sekretarz Stanu w nielubianej administracji Nixona, wpływowy doradca ds. zagranicznych wszystkich republikańskich prezydentów USA od Nixona po Busha Jr.).</p>
<p align="justify">Można marginalizować rolę Davos jako miejsca podejmowania decyzji, ale powinno się jednak umniejszać funkcji forum jako rozsadnika idei, koncepcji i inicjatyw międzynarodowych, a zarazem ważnej lokalizacji, gdzie ludzie z różnych światów mają okazję się spotkać i otwarcie porozmawiać. Tego typu kuluarowe dyskusje bardzo często okazują się bardziej owocne - bo też nie obciążone taką presją - niż spotkania oficjalne. W szczególności dla nowego, niedawno ukonstytuowanego rządu, wydaje się ważne zaprezentować czołowych jego przedstawicieli na forum międzynarodowym - a warto to zrobić, bowiem osoby odpowiedzialne za politykę gospodarczą Polski mają obecnie całkiem interesujące życiorysy. Nie spodziewałem się nawet obecności w Davos Lecha Kaczyńskiego, natomiast ręce mi opadły, gdy usłyszałem, że ze względu na inne pilne zadania premier także premier nie znajdzie na Forum czasu. Dobra okazja, aby zamanifestować swoje stanowisko w kluczowych dla świata sprawach, a także aby zainteresować potencjalnych inwestorów zaangażowaniem w Polsce - kolokwialnie mówiąc - poszła się paść. Wydaje mi się, że bezpośrednią przyczyną zaistniałej sytuacji jest błąd urzędników, którzy w przejściowym okresie formowania się rządu przysnęli i nie zgłosili swoich pryncypałów do udziału w Forum. Niemniej jednak, pamiętać o samej imprezie powinni politycy PO, bowiem Davos jest wydarzeniem politycznym, a nie technicznym.</p>
<p align="justify">Przykro mi, ale nie powinno się stosować do oceny rządu Donalda Tuska tych samych kryteriów, co w przypadku ekipy Jarosława Kaczyńskiego. Rząd PiS był szkodliwy dla polskiej gospodarki - nie wystarczy, że rząd PO szkodliwy nie jest. Oczekuję od niego bardziej twórczej postawy w kształtowaniu polityki krajowej i międzynarodowej, bardziej proaktywnej polityki gospodarczej i większej kompetencji w działaniu. PO, nakręcając oczekiwania wyborcze, bardzo wysoko postawiła poprzeczkę i nie powinna się dziwić surowości krytyki jaka na nią spada, także w przypadkach, gdy nie spotkałaby ona poprzedników.</p>
<p align="justify">Należy przyznać obiektywnie, że nowy rząd miał trudny start: na samym początku kadencji zderzył się ze ścianą w postaci protestów społecznych wywołanych zaniechaniami - nie tylko bezpośrednich - poprzedników. Niemniej jednak, do końca zwyczajowego okresu ochronnego coraz mniej czasu. Trzeba będzie pokazać pierwsze efekty rządzenia.</p>
<p align="justify">O Davos 2008 <a href="http://www.weforum.org/en/events/AnnualMeeting2008/index.htm">tutaj</a>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jak sobie "nasi" (czytaj oni) z ruskimi posmarowali]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/2008/01/22/jak-sobie-nasi-czytaj-oni-z-ruskimi-posmarowali/</link>
<pubDate>Tue, 22 Jan 2008 21:37:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/2008/01/22/jak-sobie-nasi-czytaj-oni-z-ruskimi-posmarowali/</guid>
<description><![CDATA[(Nasz Dziennik)

Kurtuazja, wymiana uprzejmości i festiwal przyjaznych gestów - to najkrótsza cha]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(Nasz Dziennik)</p>
<p><img src="http://www.naszdziennik.pl/php/przezr.gif" height="4" width="0" /><br />
<b>Kurtuazja, wymiana uprzejmości i festiwal przyjaznych gestów - to najkrótsza charakterystyka wizyty ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego w Moskwie. A pragmatyzm i konstruktywne relacje to kierunek, jaki nakreślili dla wspólnej polityki dyplomaci z Polski i Rosji.<br />
Minister Sikorski swoją wizytę rozpoczął od oddania hołdu ofiarom wojen i zbrodni stalinowskich. Złożył wiązanki pod Kamieniem Sołowieckim, na placu Łubiańskim oraz na Grobie Nieznanego Żołnierza w Parku Aleksandrowskim, przed murami Kremla. </b></p>
<p>Głównym celem wizyty było jednak spotkanie z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem, aby - jak wyraziło się polskie MSZ - wznowić dialog i współpracę między Polską a Rosją na wielu płaszczyznach, a także przygotować się do zaplanowanej na 8 lutego wizyty polskiego premiera Donalda Tuska w Rosji.<br />
Strona rosyjska podkreśla, że bardzo cieszą ją zapewnienia Polski o dążeniu do poprawy stosunków na linii Warszawa - Moskwa, a sam Ławrow dostrzega, że już nawet od czasu ostatniego spotkania zaszło wiele pozytywnych zmian w tej materii. Rosja zapewnia, że jest zainteresowana dobrymi i konstruktywnymi relacjami z Polską. Minister Sikorski dodał, iż chce, aby te relacje były także pragmatyczne. Stwierdził też, że dotychczasowe kontakty przynoszą już obopólne korzyści. Wymienił tu zniesienie embarga na mięso, które w konsekwencji ma pozwolić na powrót do negocjacji na linii Rosja - Unia Europejska.<br />
Równie kurtuazyjnie brzmiały zapewnienia Rosjan, że nie roszczą sobie oni prawa do weta w sprawie amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Ławrow zapewnił, że Moskwa nie zamierza w tej sprawie wywierać żadnego nacisku na Polskę. Chce tylko, aby ich stanowisko zostało zrozumiane, a obawy uwzględnione. Rosyjski minister cieszy się, że Warszawa chce prowadzić konsultacje w tej sprawie. Radosław Sikorski zaś dyplomatycznie podkreślił, iż negocjacje, jakie są prowadzone, wynikają z szacunku, jakim Polska darzy swojego wielkiego sąsiada.<br />
Polski minister poinformował, że omawiano także szereg porozumień, które - wyraził nadzieję Sikorski - zostaną podpisane podczas wizyty premiera Tuska w Moskwie. Z kolei Ławrow zapowiedział, że w najbliższych dniach odbędą się rosyjsko-polskie konsultacje dotyczące ruchu osobowego do obwodu kaliningradzkiego i żeglugi przez Cieśninę Pilawską. Radosław Sikorski spotkał się także z grupą opozycyjnych polityków rosyjskich, w tym z byłym premierem Michaiłem Kasjanowem. Polski minister powiedział, że rozmawiał z nimi o zbliżających się wyborach prezydenckich, szansach poszczególnych kandydatów i rozwoju sytuacji politycznej w Rosji.<br />
<b>Łukasz Sianożęcki</b></p>
<p>* * * * * * * * * * * * *</p>
<p><img src="http://www.naszdziennik.pl/php/przezr.gif" height="4" width="0" /><br />
<b>Paweł Kowal (PiS), zastępca przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych:<br />
Kurtuazyjne wypowiedzi ministrów Ławrowa i Sikorskiego mają stwarzać pewne wrażenie. Rosja musi stwarzać pozory "normalizowania" relacji z sąsiadami z UE, szczególnie w Brukseli i innych stolicach państw europejskich. Polskiemu rządowi potrzebne jest zaś dobre wrażenie w Polsce, gdyż bardzo wiele obiecywano w trakcie kampanii wyborczej. Mamy tu do czynienia więc z kolejną odsłoną "polityki uśmiechów", a nie konkretów, gdyż np. embargo zostało zniesione tylko częściowo, przy tym nie w trybie, jaki był początkowo zaplanowany. Toteż ratalne likwidowanie embarga, które od początku miało tylko i wyłącznie charakter polityczny, a czego już ostatnio specjalnie nikt nie krył, w Polsce, dzięki dobrze opracowanej propagandzie, ma urosnąć do rangi wielkiego sukcesu. Oświadczenie ministra Ławrowa o tym, że nie będzie wywierał na Polskę presji w sprawie tarczy, każe postawić pytanie, czy kiedykolwiek w ogóle istniała możliwość wywierania takich nacisków. Wszystko więc wygląda na nieco propagandową grę, której skutki poznamy dopiero w przyszłości. Myślę jednak, że rządowi należy dobrze życzyć, szczególnie w relacjach z Rosją, gdyż są one wyjątkowo trudne. Jednak kierunek, w którym te relacje zmierzają, nie pozwala dawać wyjątkowo optymistycznych komentarzy.<br />
<b>not. ŁS</b></b></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[USOPAL]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/2008/01/10/usopal/</link>
<pubDate>Thu, 10 Jan 2008 20:53:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/2008/01/10/usopal/</guid>
<description><![CDATA[(Nasz Dziennik)
Przedstawiciele rządu Donalda Tuska pracujący na placówkach dyplomatycznych w Ame]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(Nasz Dziennik)</p>
<p><b>Przedstawiciele rządu Donalda Tuska pracujący na placówkach dyplomatycznych w Ameryce Łacińskiej nie interesują się problemami tamtejszej Polonii, nie angażują się w prace zmierzające do utworzenia "pomostu kulturalno-społecznego" pozwalającego na zachowanie łączności pomiędzy południowo-amerykańską Polonią a Polską - skarżą się działacze Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej. Co więcej, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski wydał podległym sobie ambasadorom bulwersujący zakaz kontaktów z przedstawicielami tej największej południowoamerykańskiej organizacji. Powód jest jeden - krytyczne publikacje działaczy USOPAŁ na temat rządu Tuska (sic!). A to oznacza pogwałcenie zapisów ustawy zasadniczej, że każdy obywatel polski jest równy wobec prawa, i próbę cenzurowania wszelkiej krytyki. </b></p>
<p>- W poprzednich dwóch latach, za kadencji rządu PiS, współpraca między polonijnymi organizacjami a ambasadorami rządu polskiego w Ameryce Łacińskiej w pewnych sprawach była, interesowali się oni problemami mieszkających tu Polaków. Od chwili wyborów, gdy wrócili absolwenci peerelowskich szkół dyplomacji, wszystko zamarło - ujawnia w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Jan Kobylański, prezes USOPAŁ, największej polonijnej organizacji w Ameryce Łacińskiej.<br />
Olbrzymia większość aktywnych działaczy organizacji polonijnych zrzeszonych w ramach Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej to tzw. stara emigracja, czyli ludzie oraz ich rodziny, którzy tuż po wojnie lub w okresie reżimu stalinowskiego, w obawie przed represjami komunistycznymi, opuścili PRL. Olbrzymia większość z nich deklaruje przywiązanie do tradycyjnych wartości i - czego nie ukrywają - tęskni za Ojczyzną. Część z nich to dzisiaj uznani w Brazylii, Argentynie, Chile i innych krajach Ameryki Łacińskiej prawnicy, lekarze i przedsiębiorcy. Utworzenie pomostu współpracy gospodarczej, a przede wszystkim kulturalno-społecznej okazałoby się korzystne nie tylko dla Polski, ale wzmocniłoby przede wszystkim więzi wśród południowoamerykańskiej Polonii. Jednak - jak mówią nam przedstawiciele USOPAŁ - dyplomaci rządu Donalda Tuska ten problem całkowicie lekceważą. Co więcej, jak poinformował niedawno tygodnik "Wprost", szef MSZ Radosław Sikorski miał wydać pisemny zakaz kontaktów ambasadorów z Janem Kobylańskim, prezesem USOPAŁ, więźniem Auschwitz i Mauthausen, uhonorowanym Krzyżem Oświęcimskim. Powodem jednak nie są - jak usiłował przekonać tygodnik - publikacje "Gazety Wyborczej" oczerniające Kobylańskiego i zarzucające mu szmalcownictwo. Z tych zarzutów bowiem Kobylański został oczyszczony przez Instytut Pamięci Narodowej.<br />
- Rzeczywiście pan minister Radosław Sikorski wydał zalecenie podległym mu ambasadorom, by unikali kontaktów z przedstawicielami USOPAŁ, a zwłaszcza z kierownictwem tej organizacji i panem Kobylańskim. Powodem jednak nie są domniemane zarzuty, jakie pojawiają się na łamach niektórych mediów, tym się nie kierujemy, ale skandaliczne publikacje, wypowiedzi tego pana, szkalujące najwyższe władze państwowe - mówi Piotr Paszkowski, rzecznik prasowy MSZ.<br />
"Szkalujące wypowiedzi" to jednak najzwyczajniejsza w świecie krytyka działań rządu Donalda Tuska i niezbyt pochlebna opinia o dotychczasowej pracy w resorcie spraw zagranicznych wiceministra Ryszarda Schnepfa i byłego ambasadora Polski w Urugwaju Jarosława Gugały. A to oznacza, że minister Radosław Sikorski - całkowicie uznaniowo - mając za nic zapisy Konstytucji RP, które mówią, że "wszyscy obywatele RP są równi wobec prawa" - zakazał urzędnikom państwowym kontaktów z posiadającym polskie obywatelstwo Janem Kobylańskim, który nigdy nie został pozbawiony praw publicznych. Zdaniem pracowników MSZ, minister może dowolnie, uznaniowo, podejmować decyzję o zakazie kontaktów z tym czy innym obywatelem Polski.<br />
Rzecznik pytany o to, czy zapisy Konstytucji dają Sikorskiemu taką możliwość, zapewnia, że są takie przepisy i wdaje się w dłuższą dywagację na temat sytuacji, w których takie "zalecenie" powinno zostać wydane. Chwilę później prosi, by jednak "rozwinięcie dyskusji" traktować jako "off the record". Paszkowski przepisów pozwalających ministrowi na uznaniowe "zakazy kontaktów" ze wskazanym obywatelem Polski mieszkającym za granicą wskazać jednak nie potrafi. - Na pewno minister ma takie uprawnienia - przekonuje.<br />
A to oznacza, że bulwersujące działania Sikorskiego doprowadziły do sytuacji, w której każdy przedstawiciel Polonii krytycznie oceniający działania administracji rządu Donalda Tuska i wyrażający niepochlebną opinię na temat polskiej dyplomacji musi liczyć się z urzędowym "zaleceniem unikania kontaktów", co w praktyce oznacza pozbawienie go jakiejkolwiek pomocy ze strony polskich placówek dyplomatycznych.<br />
<b>Wojciech Wybranowski</b></p>
<p>* * * * * * * * * * * * * * * * *</p>
<p><b>Z Janem Kobylańskim, prezesem Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej, rozmawia Wojciech Wybranowski</b></p>
<p><b>Słyszał Pan o zakazie kontaktów, jaki ambasadorom RP miał wydać na piśmie - jak informował tygodnik "Wprost" - minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski?</b><br />
- Tak, przed kilkoma dniami dotarła do mnie taka informacja. Nie drogą oficjalną, ale od ludzi związanych z USOPAŁ w Polsce, którzy przeczytali o tym w prasie. Wiemy o tym tylko z prasy, oficjalnie takiej informacji nie otrzymaliśmy. Teraz w naszym stowarzyszeniu zastanawiamy się, co z tym zrobić. Sprawa jest nieprawdopodobna wręcz i zupełnie bezprawna - jeśli minister polskiego rządu wydaje zakaz kontaktów z Polakiem mieszkającym za granicą, z przedstawicielem olbrzymiej polonijnej organizacji, nie mając ku temu żadnych merytorycznych podstaw poza własnym widzimisię i kłamliwymi publikacjami niektórych gazet, zwłaszcza "Gazety Wyborczej", na mój temat. Pan minister Sikorski - co podkreślam - nie miał żadnych powodów, by komukolwiek, a zwłaszcza urzędnikom, przedstawicielom polskiego rządu w Ameryce Łacińskiej, zabraniać spotkań z przedstawicielami Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej. USOPAŁ zastanawia się nad złożeniem w tej sprawie pozwu do sądu w Polsce - bo takie działania ministra spraw zagranicznych mają charakter dyskryminacji. Ale mamy niestety przykre doświadczenia z polskimi sądami, a raczej ich marazmem i niechęcią do podejmowania działań.</p>
<p><b>Na podstawie informacji prasowych można wysnuć wniosek, że urzędnik rządu Donalda Tuska może dowolnie, kierując się własnymi antypatiami, zakazać przedstawicielom Rzeczypospolitej kontaktu z tym czy innym Polakiem mieszkającym za granicą...</b><br />
- To jest zupełnie nieprawdopodobna historia. Nie jestem w stanie zrozumieć, jakim prawem Sikorski, bądź co bądź wysoki urzędnik państwowy, może sobie wydawać takie rozporządzenia, w dodatku oparte całkowicie na kłamstwach i insynuacjach. Przecież to wstyd dla kraju, dla systemu prawnego obowiązującego w Polsce.</p>
<p><b>Podstawą wydania takiego zakazu miały być rzekomo medialne insynuacje o Pana współpracy z Niemcami. Tymczasem w styczniu ubiegłego roku IPN uznał, że nie ma podstaw do wszczynania przeciwko Panu postępowania, nie ma również żadnych dowodów potwierdzających zarzuty stawiane Panu przez "Gazetę Wyborczą".</b><br />
- Tak. Ta medialna nagonka to wszystko kłamstwa! Sprawa była wyjaśniana przez IPN i dokumentnie zbadana. My to publikowaliśmy, mamy dokumenty, zamieściliśmy je również w internecie - naturalnie tego wszystkiego niektórzy dziennikarze, urzędnicy czy politycy nie chcą widzieć. Najwyraźniej nie lubią niewygodnej dla siebie prawdy. To nie jest nic nowego dzisiaj w Polsce.</p>
<p><b>Wspominał Pan o pozwach i wnioskach do prokuratury złożonych w Polsce...</b><br />
- W ostatnich kilku latach trzykrotnie zwracaliśmy się do prokuratury i sądów z pozwami przeciwko osobom, głównie gazetom, które powielają nieprawdziwe, kłamliwe informacje na temat mojej osoby czy USOPAŁ. I niech pan sobie wyobrazi, że nigdy nie nadano tym sprawom dalszego biegu, nawet nie próbowano wyjaśnić, czy nasze zarzuty mają podstawy. To jest bardzo przykre, ale niestety prawdziwe.<br />
Były to po pierwsze pozwy z żądaniami przeprosin i sprostowania różnych nieprawdziwych oskarżeń kierowanych zarówno w stosunku do mnie, jak i do organizacji. Nie tak dawno za pośrednictwem kancelarii adwokackiej skierowaliśmy prawie stustronicowy pozew w jednej z takich spraw. Nie nadano jej biegu. Podobny pozew złożyliśmy na Pomorzu - sprawa nie ruszyła do dziś z miejsca. W okresie kiedy jeszcze pan Janusz Kaczmarek pełnił funkcję prokuratora krajowego, zwróciliśmy się bezpośrednio do niego - ze skargą na brak działań prokuratury, też nic z tego nie wyszło. Jak wspominałem, większość z tych pozwów dotyczyła nieprawdziwych publikacji medialnych - głównie na łamach "Gazety Wyborczej" publikującej kłamstwa na mój temat, mimo że już dawno IPN oczyścił mnie z podejrzeń i insynuacji, jakie kierowała pod moim adresem gazeta Adama Michnika.<br />
Okazuje się, że w Polsce nie ma żadnego prawa, które skutecznie nie pozwalałoby na powielanie przez media takich kłamstw, można kogoś opluć bezkarnie i nie ponieść żadnych konsekwencji. Może kiedyś, gdy Naród się obudzi i zda sobie sprawę z tego, co się dzieje, sytuacja się poprawi. Jedyne, co możemy robić, to prostować te kłamstwa na naszych stronach internetowych, piszemy też o tym w e-mailach, ale czasami mam wrażenie, że to jest jak rzucanie grochem o ścianę, że w Polsce ludzie jeszcze nie wyrwali się z obałamucania rodem z epoki komunistycznej. Ludzie w Polsce jakby zamknęli oczy na prawdę i pozostają pod wpływem polskojęzycznych gazet i tych, którzy nimi z premedytacją manipulują. To dla mnie zupełnie niezrozumiałe.</p>
<p><b>Wróćmy do kwestii współpracy z ambasadorami RP w Ameryce Łacińskiej. Respektują wzmiankowany zakaz, unikają kontaktów z Panem? Czy wręcz przeciwnie - współpraca układa się dobrze?</b><br />
- W zasadzie to mam z nimi mało kontaktów. Nie dlatego, żeby był wydany jakiś zakaz, ale dlatego że dla mnie obecnie reprezentują oni rząd, którego w takiej formie i z takim ministrem spraw zagranicznych nie uważam za mój rząd, za rząd polski, tylko za jakiś narzucony przez głupotę i bezmyślność polityków. Jako USOPAŁ mamy małą styczność z tymi ambasadorami, prowadzimy naszą pracę w terenie. Dzięki tysiącom osób, które z nami współpracują, docieramy do Polaków w Urugwaju, Brazylii, Argentynie i innych krajach.</p>
<p><b>Jakie dziś są największe problemy Polaków mieszkających w Ameryce Łacińskiej? Jakiej pomocy oczekiwaliby od Ojczyzny?</b><br />
- Żądań czy oczekiwań pod adresem Polski to mieszkający tutaj Polacy w zasadzie nie mają żadnych. Naturalnie chcą czuć związki z Ojczyzną, chcą być Polakami, ale też w jakiś sposób czują się lekceważeni przez polski rząd czy parlament. Proszę zobaczyć, kiedy mówi się o problemach Polaków mieszkających poza granicami kraju, jak mało uwagi poświęca się tym, którzy mieszkają i pracują w Ameryce Łacińskiej. To jest tragiczne, ale co my możemy z tym zrobić? Oczywiście nie wszyscy, tak nie mogę powiedzieć, ale olbrzymia większość mieszkających tu Polaków, działających w USOPAŁ, to katolicy; staramy się jak najwięcej tych ludzi zbliżyć do Ojczyzny. Wcześniej jeździłem często do Polski, starając się stworzyć pewien pomost zarówno kulturalny, jak i społeczny. Dzisiaj przy tym rządzie, przy takich ludziach jak Sikorski czy Bartoszewski, jest to zupełnie niemożliwe. My jednak dalej czujemy się polskimi patriotami i staramy się - tak jak możemy - być blisko Ojczyzny.</p>
<p><b>Czy ambasadorzy RP teraz lub w poprzedniej kadencji angażowali się w pomoc przy budowie takiego - jak Pan to określił - pomostu kulturalno-społecznego pomiędzy Polonią w Ameryce Łacińskiej a Polską? </b><br />
- Muszę panu powiedzieć, że w okresie rządów PiS była częściowa współpraca w tym zakresie. W pewnym stopniu spotykaliśmy się z obojętnością, ale w niektórych sprawach było pozytywne zainteresowanie i współpraca. Naturalnie po wyborach to wszystko momentalnie się skończyło, z chwilą gdy dyplomacja wróciła w ręce starej ekipy, dyplomatów kształconych jeszcze w peerelowskich szkołach. Oni nienawidzą naszej organizacji, ponieważ my pokazujemy ludziom, jak to naprawdę wygląda, unikają więc nas jak diabeł święconej wody. Trzeba zwrócić uwagę na sytuację Polaków mieszkających na tym kontynencie. Polacy tutaj w większości nie mają tak dobrej pozycji materialnej, jaką mają Polacy mieszkający w Stanach Zjednoczonych. To jest zrozumiałe - w końcu Ameryka Południowa jest kontynentem stosunkowo "nowym", jest duża migracja, a stopa życiowa ludzi nie jest tak wysoka jak w USA czy Europie. Ale to powoli się poprawia. Mieszka tutaj coraz więcej Polaków dobrze wykształconych, zajmujących wysokie stanowiska i co najważniejsze - nadal czujących się Polakami, chcących mieć związki z Ojczyzną. Ale przy braku działań ze strony polskiej dyplomacji, która nie wspiera próby utworzenia pomostu pomiędzy Polską a nimi, to powoli zanika. Za to odpowiadają tacy ambasadorowie jak Jarosław Gugała czy Ryszard Schnepf, czy wielu innych, wymieniam tylko paru.</p>
<p><b>Zaczęliśmy od pytania o insynuacje medialne i na tej sprawie też zakończmy. Pamięta Pan prezesa Polonii Amerykańskiej, pana Edwarda Moskala? Do samej jego śmierci "Gazeta Wyborcza" prowadziła podobną nagonkę przeciwko niemu.</b><br />
- Z Edwardem Moskalem byliśmy zaprzyjaźnieni, a nasze organizacje pozostawały w ostatnich latach w porozumieniu. Ataki na niego inspirowane i prowadzone przez niektóre media są zupełnie zrozumiałe - nie podobało się im, że Moskal wyznawał politykę polską, patriotyczną, za to go nienawidzono i starano się go zwalczać. Pierwszy atak, jaki mnie spotkał, pojawił się w chwili, gdy na łamach "Głosu Polskiego" w Buenos Aires wystąpiłem w obronie prezesa Moskala. To był nadzwyczajny Polak i pamięć oraz szacunek dla niego powinny pozostać na zawsze.</p>
<p>Dziękuję za rozmowę.</p>
<table align="center" border="0" cellpadding="0" cellspacing="0" width="430">
<tr>
<td class="TNT" width="2"><img src="http://www.naszdziennik.pl/php/prezr.gif" /></td>
<td class="TNT" width="426">Jan Kobylański - twórca i prezes Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej (USOPAŁ), największej organizacji Ameryki Łacińskiej, polski biznesmen mieszkający w Urugwaju. Syn adwokata Stanisława Kobylańskiego. Aresztowany w roku 1943, więziony na Pawiaku, następnie więzień Auschwitz i Mauthausen. Po wojnie po pobycie we Włoszech wyjechał do Argentyny. W 1952 r. przybył do Paragwaju. W latach 1989-2000 był konsulem honorowym Polski w Argentynie.<br />
W 1995 r. odznaczony Krzyżem Oświęcimskim. Przyczynił się do ustanowienia 8 czerwca Dnia Osadnika Polskiego w Argentynie. Jest jednym z fundatorów pomników Jana Pawła II w Buenos Aires i Montevideo oraz kilku w Polsce. Ufundował także pomnik Fryderyka Chopina w Punta del Este.<br />
W roku 2005 "Gazeta Wyborcza" zarzuciła Janowi Kobylańskiemu kolaborację z hitlerowcami podczas okupacji Polski w czasie II wojny światowej - na co jednak nigdy nie przedstawiono dowodów. W konsekwencji doniesień prasowych "Gazety Wyborczej" i "Rzeczpospolitej" pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej prowadził od wiosny 2005 do stycznia 2007 r. postępowanie sprawdzające w tej sprawie. Poza informacjami prasowymi nie znaleziono żadnych dowodów, by Jan Kobylański zadenuncjował w czasie wojny Niemcom małżeństwo Żydów, co sugerowała "GW". W styczniu 2007 r. ostatecznie - z braku dowodów - pion śledczy IPN odmówił wszczęcia śledztwa w tej sprawie.</td>
</tr>
</table>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
