<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>rock-alternatywny &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/rock-alternatywny/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "rock-alternatywny"</description>
	<pubDate>Sun, 07 Sep 2008 01:45:47 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[The Virgins „The Virgins”]]></title>
<link>http://lukaszkusmierz.wordpress.com/?p=109</link>
<pubDate>Fri, 20 Jun 2008 18:11:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>lukaszkusmierz</dc:creator>
<guid>http://lukaszkusmierz.wordpress.com/?p=109</guid>
<description><![CDATA[
The Strokes, Tigercity, Franz Ferdinand, Red Hot Chili Peppers, The Dandy Warhols, Vampire Weekend ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://ecx.images-amazon.com/images/I/516qdv4D%2BtL._SL500_AA240_.jpg" alt="" width="200" height="200" /></p>
<p>The Strokes, Tigercity, Franz Ferdinand, Red Hot Chili Peppers, The Dandy Warhols, Vampire Weekend i Bob Geldof na wokalu. Trochę tego dużo jak na jedną płytę, nieprawdaż? Tej recenzji by nie było, gdyby nie dwa powody z najważniejszym na czele - „Rich Girls".</p>
<p><em>Po pierwsze primo</em>, czyli uzależniający niczym duży zestaw z McDonald's przeciętnego Amerykanina singiel. Nie wiem czy dzielenie się tą wiedzą jest bezpieczne, ale ok, słowo się rzekło. „Rich Girls", o którym tu mowa, to jedna z najlepszych rzeczy, jaka mogła się wydarzyć w 2008 roku. Gdy pierwszy raz usłyszałem ten numer, to... Posłuchałem go po raz drugi, trzeci, czwarty, piąty (...) Kolejny z rzędu. Już sam groove wskazuje na Ciebie palcem i mówi „siadaj i słuchaj", a Ty tak naprawdę lądujesz na kolanach z rozdziawionymi ustami wyrażającymi coś na kształt „wooooow!". Wersy wyśpiewane przez Donalda Cumminga brzmią jak klasyczne: „We'll walk around/Pretending we're all grown up/Hey, rich girls!", bas i gitara pulsują funkiem, a refren, to piękno w czystej postaci. W ogóle te perkusjonalia w drugiej zwrotce, lick po post-chorusie, falsetowe „You got to know", wyluzowana melorecytacja wokalisty w końcówce (George Clinton, hę?) - nie ogarniam! „Rich Girls" ma w sobie tyle miodu, że mógłby obdzielić nim kilka kilometrów kwadratowych pasieki, a jeszcze by się przelewało. Jeśli tego nie chwytasz, to obawiam się, że nie ma już dla Ciebie nadziei.</p>
<p><em>Po drugie primo</em>, czyli reszta. Cóż, tak jak napisałem we wstępie - właściwie każda piosenka debiutantów z NYC kojarzy się z dokonaniami bardziej doświadczonych kolegów po fachu. Nie oskarżam „Dziewic" (tak przy okazji - zespół tworzy czterech panów) o epigoństwo, raczej o sprawne posługiwanie się techniką kolażu. „The Virgins" i focus, to rzeczy zupełnie przeciwstawne i można by już ciskać gromy pod adresem Jankesów, gdyby nie fakt, że melodie się bronią. Nie ma mowy o żadnej wirtuozerii, odkrywaniu Ameryki, ale kogo to właściwie obchodzi, gdy za oknem żarówa nie daje wytchnienia i rozpoczął się sezon imprezowy? To i macie - „Teen Lovers", „Private Affair", „One Week of Danger", „Murder", wszystkie wymienione powinny idealnie się sprawdzić w klubach, na domówkach czy kontynuując wątek amerykański - na barbecue parties.</p>
<p>Chłopaki z The Virgins świetnie wyczuli moment na wydanie pierwszego longplaya. O The Strokes nikt już prawie nie pamięta, Franzi nagrywają trzeci album, a nowa płyta The Dandy Warhols została odebrana chłodno. Że to niby miałkie i przeznaczone tylko do zabawy? Po to powstali kiedyś The Flaming Lips, zawsze można posłuchać ich. Wy tymczasem sprawdźcie „Rich Girls" i resztę singli, a do długiej listy inspiracji męskich dziewic dodajcie jeszcze The Clash. Na zdjęciach wyglądają jak ich młodsi bracia.</p>
<p><a href="http://www.myspace.com/thevirginsnyc" target="_blank"><strong>Posłuchaj</strong></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Renton „Take-Off”]]></title>
<link>http://lukaszkusmierz.wordpress.com/?p=106</link>
<pubDate>Sat, 31 May 2008 15:53:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>lukaszkusmierz</dc:creator>
<guid>http://lukaszkusmierz.wordpress.com/?p=106</guid>
<description><![CDATA[
„Renton dał radę&#8221;. Już po kilkukrotnym przesłuchaniu debiutanckiego LP Warszawiaków wr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://wsm.serpent.pl/sklep/okladki/okl_12488.jpg" alt="" width="200" height="200" /></p>
<p>„Renton dał radę". Już po kilkukrotnym przesłuchaniu debiutanckiego LP Warszawiaków wrzuciłem powyższe stwierdzenie na opis na GG. Brzmi młodzieżowo? To dobrze, bo właśnie taka jest ta płyta.</p>
<p>Nie miałem większych oczekiwań, jeśli chodzi o pierwszy album Rentona. Ot, zespół działający nie od wczoraj (czyt. nie powstały na fali „mody na indie"), mający na koncie kilka fajnych piosenek i dużo, dużo pozytywnej energii. Pewnie dzięki temu „Take-Off" jest dla mnie zaskoczeniem in plus. Przede wszystkim chłopaki z Rentona dołożyli starań, by stworzyć wyrównane wydawnictwo. Większość piosenek śmiga na poziomie „dobry/bardzo dobry" i ciężko znaleźć typowe zapchajdziury. Na pewno takimi nie są wbrew pozorom spokojniejsze momenty, czyli „Drifted" i „What's Not Growing". Wyobrażacie sobie płytę złożoną z samych energetycznych, pogodnych piosenek? Byłoby to na dłuższą metę męczące, a tak te dwa raptem utwory (spośród trzynastu ogółem) pozwalają złapać oddech podczas dość intensywnego maratonu, jaki funduje „Take-Off".</p>
<p>Kolejną rzeczą, jaka punktuje na korzyść Rentona jest fakt, iż najjaśniejszymi momentami na płycie wcale nie są tylko i wyłącznie dobrze znane publiczności „Hey Girl" i „3 Days", nota bene obydwa zmienione w stosunku do pierwowzorów. Pierwszy ma inną konstrukcję i dzieje się w nim więcej w tle, niż w „starym" „Hey Girl", z kolei figlarne „3 Days" zyskało m.in. latynoski sznyt (ta gitarrra!) i psychodeliczną końcówkę. Najlepiej słucha się jednak nowych numerów, które gdybym nie wiedział, że mam do czynienia z polskim bandem, uznałbym za produkcję zachodnią - „No Milk" i „This Is Not the End". Poetyka słów „On your skin shining little milky pearls/If you let me count them I'll be in heaven" zostaje sprowadzona na ziemię refrenowym „I just can't help myself from thinking about you naked", a całość wieńczy falsetowa końcówka rodem z disco (choć "No Milk" to oczywiście gitarowy zamiatacz parkietu). „This Is Not the End" powinno z kolei stanowić wzór dla innych polskich kapel, jak pisać dobre, nośne refreny, z resztą też i samej architektury utworu mogłyby się co niektóre od Rentona uczyć. Reszta kompozycji, jak wspomniałem wcześniej prezentuje wyrównany, dobry poziom. Warto wspomnieć jeszcze o charakterystycznym głosie i feelingu wokalisty Marka Karwowskiego oraz o świetnej produkcji albumu - to wszystko oczywiście na poczet plusów.</p>
<p>„Take-Off" przypomina rozbrykane dziecko - jest radosne, zaczepne i rozrabia. „Take-Off" powinno trafić do tych słuchaczy, którzy nie zniszczyli w sobie dystansu i młodzieńczej witalności. „Take-Off" jest świetnym kompanem do poruszania się po mieście ze słuchawkami na uszach, zwłaszcza przy tej porze roku. Dobra letnia impreza bez Rentona? Nie wyobrażam sobie.</p>
<p><strong><a href="http://www.myspace.com/rentonrox" target="_blank">Posłuchaj</a></strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[PJ Harvey w Warszawie]]></title>
<link>http://efiel.wordpress.com/?p=60</link>
<pubDate>Thu, 22 May 2008 19:59:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>efiel</dc:creator>
<guid>http://efiel.wordpress.com/?p=60</guid>
<description><![CDATA[Zagrała i zaśpiewała tak blisko, ale nas tam nie było. Nas tam nie było!
__
efiel
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zagrała i zaśpiewała tak blisko, ale nas tam nie było. Nas tam nie było!</p>
<p>__</p>
<p>efiel</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Cool Kids Of Death – Kozienalia, Lublin, 17.05.2008]]></title>
<link>http://lukaszkusmierz.wordpress.com/?p=102</link>
<pubDate>Mon, 19 May 2008 10:43:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>lukaszkusmierz</dc:creator>
<guid>http://lukaszkusmierz.wordpress.com/?p=102</guid>
<description><![CDATA[
Przyznaję - zdarza mi się umniejszać rangę koncertów juwenaliowych. Występy za darmo, często]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-103" src="http://lukaszkusmierz.wordpress.com/files/2008/05/zdjecie043.jpg" alt="" width="450" height="337" /></p>
<p>Przyznaję - zdarza mi się umniejszać rangę koncertów juwenaliowych. Występy za darmo, często przypadkowa publika, taki sobie zestaw artystów itd. Po sobotnim koncercie Cool Kids Of Death będę musiał zmodyfikować mój punkt widzenia.</p>
<p>Rozpoczęli tak jak i na najnowszej płycie, czyli od „Mamo, mój komputer jest zepsuty". To jednak świetny opener - gdy uderzył we mnie ten agresywny bit i potężna ściana dźwięku, to od razu zrobiło mi się miękko w kolanach. Następnie, bodajże do wysokości „Spalin", poleciał zestaw piosenek z „Afterparty", w tym, dość nieoczekiwanie, „Ciągle jestem sam". Zaskoczeniem na pewno był fakt, że utwory, które albumowo są takie sobie lub po prostu dobre, koncertowo tego wieczoru wymiatały - „Armia zbawienia", „Bal sobowtórów", „Hej chłopcze" czy „Generacja nic". Te dwa ostatnie zagrane po sobie były punktem kulminacyjnym sobotniego koncertu. Ekspresyjnie wykonane „Hej chłopcze" zostało zwieńczone niezłym noisem a la Sonic Youth, w „Generacji nic" natomiast wokaliście Krzyśkowi Ostrowskiemu udało się odpiąć (nie po raz ostatni tego wieczora) mikrofon od wzmacniacza - wszystko przez opętańcze pląsy, w które się wdawał podczas śpiewania.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-104" src="http://lukaszkusmierz.wordpress.com/files/2008/05/zdjecie044.jpg" alt="" width="450" height="337" /></p>
<p>W tym miejscu należą się słowa uznania dla chłopaków, bo mimo tego, że publika dopiero powoli się zbierała i było jeszcze jasno, to Łodzianie absolutnie nie grali na pół gwizdka. Wręcz przeciwnie, z każdym kolejnym numerem było co raz ekspresywniej i co raz agresywniej. „Spaliny", „To nie zdarza się nam", „Piosenki o miłości", dwukrotnie zagrane tego wieczoru „Afterparty", może trochę mniej „Butelki z benzyną i kamienie" (choć jak można było się spodziewać świetnie przyjęte przez publiczność), wykonania tych utworów pozostały w pamięci. Nic dziwnego, że panowie zostali wywołani na bisy, na których zagrali m.in. „Radio miłość" oraz „Uważaj", w którym klawiszowiec Kamil Łazikowski złapał za trzecią gitarę (czwartą, jeśli liczyć bas).</p>
<p>Uczciwie trzeba przyznać, że mało urozmaicony repertuar CKOD sprawił, że pod koniec wkradło się znużenie. Co z tego, skoro Łodzianie są jak burza tropikalna - uderzają gwałtownie, szybko i znikają pozostawiając po sobie niezatarty ślad. Choć można polemizować, co do zawartości ich płyt, tak po raz kolejny udowodnili, że są świetnym (zgranym!) koncertowym składem.</p>
<p><em>Zdjęcia autorstwa Krzysztofa Kilara.</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Stephen Malkmus &amp; Jicks „Real Emotional Trash”]]></title>
<link>http://lukaszkusmierz.wordpress.com/?p=56</link>
<pubDate>Sun, 30 Mar 2008 19:22:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>lukaszkusmierz</dc:creator>
<guid>http://lukaszkusmierz.wordpress.com/?p=56</guid>
<description><![CDATA[
Zastanawialiście się kiedyś, jak bardzo dla artysty musi być frustrująca sytuacja, gdy postana]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="left"><img src="http://www.matadorrecords.com/images/fullsize/ole-772.jpg" height="200" width="200" /></p>
<p>Zastanawialiście się kiedyś, jak bardzo dla artysty musi być frustrująca sytuacja, gdy postanawia on odciąć się od swojego dorobku, na który składają się dzieła wiekopomne? Ciągłe porównania, skazywanie z góry na porażkę każdego kolejnego owocu działalności... „Nowy Malkmus" już jest i obiecuję, że nie przeczytacie tu słowa o Pavement.</p>
<p>Stephen Malkmus nie musi już nic udowadniać, właśnie wszedł w wiek dojrzały, a przede wszystkim dlatego, że [<i>tu ucinam swój wywód w ramach obietnicy złożonej wyżej</i>]<i>. </i>Stephen Malkmus nie musi już nic udowadniać. Kropka. Słychać to na „Real Emotional Trash" aż za bardzo. Większość piosenek zamyka się w formie niezobowiązujących gitarowych jammów osiadających często (niestety) na gitarowych mieliznach. Utworom brak focusu, przez co sześcio czy dziesięciominutowe numery powodują, że odbiorca wyłącza się i koncentruje na innym zajęciu, niż słuchanie płyty. Szkoda, tym bardziej, że gdy zespołowi udaje się zarysować wyraźniejszy temat, to operuje nim i sprawnie i miło dla ucha. Porównajcie najlepsze na albumie „Cold Son" i „Out of Reaches" z tytułowym trackiem.</p>
<p>Nie będę się kłócił, że „Real Emotional Trash" to słaba płyta, nie w tym rzecz. Po prostu taka, a nie inna struktura kolejnych utworów powoduje, że nie jest to krążek, do którego (oprócz wybranych fragmentów) mam ochotę powracać. Poza tym wiem to ja i wiesz to Ty, Drogi Czytelniku, że Stephena Malkmusa stać na nagrywanie dużo, hmm, „ważniejszych" piosenek. Szkopuł w tym, że on nic już nie musi.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Tęczowa Głowa Radiowa, czyli Radiohead - In Rainbows]]></title>
<link>http://efiel.wordpress.com/2007/10/11/teczowa-glowa-radiowa/</link>
<pubDate>Thu, 11 Oct 2007 02:07:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>efiel</dc:creator>
<guid>http://efiel.wordpress.com/2007/10/11/teczowa-glowa-radiowa/</guid>
<description><![CDATA[Wczoraj, 10 października, skończył się czteroletni okres oczekiwania fanów na nowy album brytyj]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wczoraj, 10 października, skończył się czteroletni okres oczekiwania fanów na nowy album brytyjskiego zespołu Radiohead. Jednocześnie zostały rozwiane wszelkie wątpliwości odnośnie wydawcy zapowiadanego nagrania. Zespół, który od wyprodukowania ostatniej płyty - Hail To The Thief - nie jest związany z żadnym labelem , postanowił udostępnić najnowszy longplay - In Rainbows - na swojej oficjalnej stronie internetowej. Przy czym członkowie zespołu za download życzą sobie przysłowiowe "co łaska". Wyjątkowo skąpy użytkownik karty kredytowej może więc ściągnąć cały album za jedyne 45 pensów (opłata za transakcję przy użyciu karty), jeśli tylko uzna, że nie warto płacić więcej. Istnieje jeszcze druga możliwość - zamówienie wersji pudełkowej, zawierającej dwie płyty winylowe, książeczkę z tekstami piosenek, dwie płyty CD zawierające również osiem utworów bonusowych, a to wszystko za jedyne 40£. Radiohead co prawda nie jest pierwszym zespołem, który rozdaje swoją muzykę za półdarmo z pominięciem udziału wytwórni płytowej, jednak na taki krok nie zdecydował się dotychczas żaden zespół tak dużego formatu.</p>
<p>Decyzja grupy zdążyła się odbić szerokim echem w świecie muzycznym. Podobno w ślady Radiohead planuje pójść inny światowej sławy brytyjski zespół rockowy - Oasis, oraz Nine Inch Neils i Jamiroquai. Niewykluczone więc, że Thom Yorke i jego koledzy rozpoczęli właśnie swoistą rewolucję, która może doprowadzić do całkowitego uniezależnienia artystów od wytwórni płytowych. W obliczu rozwoju Internetu taka rewolucja zdaje się być nieunikniona. Labele nie zdołały wygrać jeszcze żadnej bitwy z sieciowym piractwem, trudno więc spodziewać się zwycięstwa w całej wojnie. Jedynym rozwiązaniem wydaje się być kompromis, polegający na doprowadzeniu do sytuacji w której piractwo straciłoby wszelki sens. Przy takim obrocie spraw na pewno nie ucierpieliby artyści, którzy już dziś zarabiają więcej na koncertach niż sprzedaży płyt.</p>
<p>Minimalna cena 45 pensów za pobranie całej płyty z pewnością nie jest adekwatna do jej rzeczywistej wartości. Po eksperymentalnych, surowych albumach Amnesiac i Kid A, oraz dojrzałym, choć stosunkowo łatwym w odbiorze Hail To The Thief, przyszedł czas na wyciągnięcie wniosków i stabilizację estetyczną. W aspekcie instrumentacji In Rainbows rzeczywiście zdaje się być ich naturalnym następstwem. Aranżacje utworów nie są już tak odważne jak to miało miejsce w Amnesiacu, jednocześnie daleko im do konwencjonalności, przeważającej w Hail To The Thief. Zespołowi udało się wypracować dość jednolity styl instrumentacyjny, bogaty zarówno w brzmienia akustyczne, jak i elektroniczne, przy czym te dwie jakości połączono w dobrze wyważonych proporcjach.</p>
<p>Pomijając aspekt aranżacji, muzyczna treść In Rainbows kojarzy się raczej z solowym longplayem Thoma Yorka, niż dotychczasowym dorobkiem Radiohead. Charakterystyczne dla The Eraser pomysły strukturalne bardzo rzucają się w uszy. Trudno przeoczyć też znaczenie komplikacji warstwy rytmicznej i częstego instrumentalnego traktowania wokalu Thoma. In Rainbows obfituje w falsetowe wokalizy, które niestety nie zawsze brzmią naturalnie i przyjemnie. Przykładem może być początek utworu House of Cards, który brzmi jak kiepski pastisz sposobu śpiewania lidera zespołu Sigur Rós. Co ciekawe w tym samym utworze usłyszeć można inny charakterystyczny dla Sigura typ brzmienia - wszechogarniające długie dźwięki z mocnym pogłosem, wydobywane z gitary elektrycznej smyczkiem. Mimo wszystko trudno zakładać tu intencjonalne naśladownictwo.</p>
<p>Wyjątkowo ciekawie przedstawia się również tkanka harmoniczna In Rainbows. Duża komplikacja tego elementu jest cechą charakterystyczną dla muzyki Radiohead począwszy od albumu OK Computer. Niekonwencjonalne harmonia potęguje specyficzny klimat rozchwianych emocji, niestety niewprawionemu słuchaczowi może nieco przeszkadzać w odbiorze. Jednak znając dorobek twórczy Radiohead nie należało spodziewać się katharsis w stylu Dody. In Rainbows jest kolejną trudną płytą dla wymagającego słuchacza. Niestety, mimo niewątpliwie wysokiej jakości, album jako całość zdaje się być tylko bajką bez morału. Nowa produkcja Radiohead rzeczywiście przypomina tęczę (In Rainbows znacz "w tęczach") - mgliste zjawisko, w którym żaden kolor nie przeważa. Na końcu owej tęczy nie znajdziemy też żadnego garnka ze złotem, zadowolić więc musimy się jedynie wspomnieniem wspaniałych widoków.</p>
<p>Wprawdzie trudno oprzeć się urokowi najnowszego longplay'a grupy Radiohead, czy jednak tak zwany "zwykły poziom" wystarczy by zaspokoić wysokie oczekiwania fanów? Spodziewano się przecież kolejnej rewolucji, na miarę kultowego OK Computer. Tymczasem In Rainbows jest rewolucyjny raczej w kategoriach ekonomicznych niż muzycznych i tak też przypuszczalnie zostanie zapamiętany - jako pierwszy ważny album wydany na przekór dotychczasowemu systemowi dystrybucji muzycznej. Wielka szkoda, że przy tej zacnej okazji nie jest to kolejne arcydzieło na sześć, ale jedynie "marna" piątka z plusem.</p>
<p>efiel</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[The Arcade Fire]]></title>
<link>http://efiel.wordpress.com/2007/07/20/the-arcade-fire/</link>
<pubDate>Fri, 20 Jul 2007 08:54:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>efiel</dc:creator>
<guid>http://efiel.wordpress.com/2007/07/20/the-arcade-fire/</guid>
<description><![CDATA[Przedwczoraj zaczęła się nowa muzyczna &#8216;fascynacja&#8217;..Arcade Fire! A wszystko przez to]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Przedwczoraj zaczęła się nowa muzyczna 'fascynacja'..Arcade Fire! A wszystko przez totalny przypadek..bo niby jak inaczej obywatel IVRP miałby poznać alternatywny zespół rokowy z Kanady?!</p>
<p>Siedziałem sobie w pracy, gdzieś w powietrzu krążyło Radio PolskaStacja Modern Rock, aż nagle muzyka sama zmusiła mnie do słuchania. Tak to oto po raz pierwszy w życiu usłyszałem No Cars Go. W kółko powtarzane frazy, oryginalna instrumentacja, intrygujący wokal i przede wszystkim - niesamowity klimat! Dawno już nie doznałem tego uczucia wywołanego muzyką..dawno już nie miałem ochoty wsiąść w samochód słuchając rzeczonej muzyki i odjechać w bordową dal.</p>
<p>Dziś sam jestem dziadkiem i szczęśliwym posiadaczem płyty Neon Bible. Po przesłuchaniu tego albumu z 2007 nie czuję się zawiedziony ani zwiedziony nawet w najmniejszym stopniu. Wszystko brzmi dokładnie tak jak sobie wyobrażałem. Sporo 'Queenowskiej' harmonii, zupełnie oryginalna instrumentacja, mocne teksty, minimalizm formy, niekonwencjonalny wokal itd. Mogę jeszcze powiedzieć tylko - polecam, polecam, polecam!</p>
<p>efiel</p>
<blockquote><p><a href="http://www.arcadefire.com" title="The Arcade Fire">Oficjalna strona Arcade Fire</a> - równie klimatyczna jak sama muzyka</p>
<p>Strona o najnowszym albumie - <a href="http://www.neonbible.com" title="Neon Bible" target="_blank">Neon Bible</a></p>
<p>Last.fm - <a href="http://www.last.fm/music/The+Arcade+Fire" title="Last.fm - The Arcade Fire">The Arcade Fire</a></p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Radiohead]]></title>
<link>http://efiel.wordpress.com/2007/07/17/radiohead/</link>
<pubDate>Tue, 17 Jul 2007 17:38:23 +0000</pubDate>
<dc:creator>efiel</dc:creator>
<guid>http://efiel.wordpress.com/2007/07/17/radiohead/</guid>
<description><![CDATA[Radiohead, oj tak. Moja fascynacja tym zespołem nie słabnie od wielu lat, pomimo chwilowego braku ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span class="misspell">Radiohead</span>, oj tak. Moja fascynacja tym zespołem nie słabnie od wielu lat, pomimo chwilowego braku świeżego materiału (ostatni album "<span class="misspell">Hail</span> to the <span class="misspell">Thief</span>" wydano w 2003 roku). Jest tak ponieważ poznawanie <span class="misspell">Radiohead</span> to bardzo długi proces. Pamiętam, że pierwszą płytą którą usłyszałem w całości był "OK <span class="misspell">Computer</span>" - chyba najbardziej lubiany przez fanów longplay. Co ciekawe - wcale mi się  nie spodobał! Na pierwszy rzut ucha płyta wydała się kiczowata. Dziś sam nie mogę uwierzyć, że mogłem tak pomyśleć.</p>
<p>Następnym albumem z którym miałem przyjemność obcować był "<span class="misspell">Hail</span> to the <span class="misspell">Thief</span>". Płyta ta odmieniła mój punkt widzenia - po prostu zrozumiałem o co chodzi w tej muzyce, po czym mogłem wrócić do "OK Computer" z nowym nastawieniem. "<span class="misspell">HTTT</span>" jest bowiem płytą stosunkowo łatwiejszą w odbiorze od 6 lat starszej "OK <span class="misspell">Computer</span>", być może ze względu na bardziej wyważony sposób posługiwania się elektroniką. "OK <span class="misspell">Computer</span>" z 1997 roku była pierwszą płytą <span class="misspell">Radiohead</span> w której pojawiły się elektroniczne wtręty, prawdopodobnie właśnie dlatego niektóre 'nieokrzesane' pomysły mogą porazić niewprawionego słuchacza. Jednocześnie jeśli komuś nie podoba się "OK <span class="misspell">Computer</span>" ze względu na elektroniczne elementy z pewnością nie jest gotów w żadnym stopniu na zmierzenie się z "<span class="misspell">Kid</span> A" ani "<span class="misspell">Amnesiac</span>". Te dwa niesamowite albumy to już nie alternatywny rok, ale awangarda muzyczna! Można by powiedzieć, że niektóre zawarte na nich utwory mają więcej wspólnego z współczesną 'muzyką poważną' niż popularną, chociaż takie stwierdzenie nie pozbawione jest pewnej dozy przesady.</p>
<p>Nie będę wchodził w szczegóły, podczas gdy chciałbym na początek po prostu zachęcić do zainteresowania się twórczością <span class="misspell">Radiohead</span>. Być może na detale również przyjdzie czas. Tymczasem pozdrawiam i życzę miłego odbioru.</p>
<p><span class="misspell">efiel</span></p>
<blockquote><p>linki:</p>
<p><a href="http://www.last.fm/music/Radiohead?q=radiohead" title="Radiohead - Last.fm">Radiohead - Wiki</a></p>
<p><a href="http://www.last.fm/music/Radiohead?q=radiohead" title="Radiohead - Last.fm">Radiohead - Last.fm</a></p>
<p><a href="http://www.radiohead.com/" title="Oficjalna strona Radiohead">Oficjalna strona Radiohead</a></p>
<p><a href="http://www.greenplastic.com/" title="green plastic radiohead">Green Plastic Radiohead - świetna strona fanów</a></p></blockquote>
<p><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Radiohead" title="Radiohead - Wiki" target="_blank"></a></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
