<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>psychopatia &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/psychopatia/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "psychopatia"</description>
	<pubDate>Mon, 07 Jul 2008 15:32:54 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Przykład pewnego typu człowieka]]></title>
<link>http://motyl.wordpress.com/?p=217</link>
<pubDate>Mon, 14 Apr 2008 09:55:52 +0000</pubDate>
<dc:creator>Paweł</dc:creator>
<guid>http://motyl.wordpress.com/?p=217</guid>
<description><![CDATA[Drogi czytelniku, czytelniczko. Postanowiłem przytoczyć pewną sytuację z życia wziętą. Otóż]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Drogi czytelniku, czytelniczko. Postanowiłem przytoczyć pewną sytuację z życia wziętą. Otóż podać przykład pewnego typu człowieka, w sensie diagnozy umysłu. Niestety nie mogę podać konkretnie kim ta osoba jest, gdyż naraził bym się na konsekwencję prawne. W sytuacji tej jedynie możesz się domyślić kogo mam na myśli. Jako wskazówkę podam tylko to że temat ten na moim blogu jest popularny co widać w prawej kolumnie w dziale "Najpopularniejsze wpisy".</p>
<p>Informacje pochodzą z reportażu gazety pt "To się stało mojej żonie"</p>
<p><!--more--></p>
<blockquote><p>"Odkąd wiem, budzę się co rano i myślę, że to był tylko koszmar" - tak Tomasz z Olsztyna zaczął swój list.</p>
<p>Zaadresował go do polskich mężczyzn.</p>
<p>Pisał nerwowo, emocjonalnie, chaotycznie.</p>
<p>Dziś nawet nie może odcyfrować własnych słów: - Ale musiałem to wykrzyczeć. Pomyślałem, że jest więcej takich kobiet jak moja żona, one boją się powiedzieć mężom. On odejdzie, zabije mnie, strach może kobietę sparaliżować. To niech mężczyźni się rozejrzą wokół siebie. Bo każdy myśli: nie ja, ja raka nie będę miał. A przy najbliższych badaniach okazuje się, że masz.</p>
<p>Rak to gwałt i molestowanie.</p>
<p>Anna - pracownica ratusza i żona Tomasza - oskarżyła o te czyny prezydenta Olsztyna Czesława Małkowskiego. "Kiedy mnie zgwałcił, byłam w ciąży" - ujawniła w styczniowej "Rzeczpospolitej". Zrobiła Małkowskiemu wulgarne zdjęcia, pokazywano je w telewizyjnych serwisach. Nagrała rozmowę z szefem, umawiali się na wieży zegarowej. "Tam cię na wieży zerżnę, co?". TVN powtarzał to dziesiątki razy.</p>
<p>Zobaczyła to Aneta Krawczyk i odszukała Annę. Poradziła jej, by znalazła sobie adwokata. I Anna posłuchała, od początku korzystała z doświadczeń Anety: - Widziałam, jak walczy na gołe piąchy, dlatego postanowiłam się uzbroić. Decyzję podjęłam po gwałcie. Te obrzydliwe nagrania Nawet ich nie odsłuchałam, bo się wstydziłam.</p>
<p>Tajemnicę Anny znali już prokuratorzy, dziennikarze, jej adwokat, opinia publiczna. I tylko Tomasz nic nie wiedział.</p>
<p>Z apelu Tomasza: "Proszę was jak mężczyzna mężczyznę. Zróbmy wszystko, aby nasze żony nigdy już nie doznały krzywdy. Nie przyglądajmy się cierpieniu najbliższych. Wiem, że każdy z nas chciałby, aby nas to nie dotyczyło, ja też tak chciałem".</p>
<p>ANNA</p>
<p>Co miałam mu powiedzieć? "Kochanie, prezydent mnie zgwałcił". Jak to brzmi? I mąż by mi uwierzył, że to było bez mojego pozwolenia?</p>
<p>Raz zwierzyłam się bliskiej znajomej. A ona: "Ale numer! Ale masz kochanka!". Nie wierzyła, śmiała się jak na komedii.</p>
<p>Później radnym i naszym parlamentarzystom opowiadałam o własnych kłopotach jako kłopotach "koleżanki". Żaden się nie zainteresował. Mówiłam, że sekretarka z biurka prezydenta ściera spermę, że z jego kosza na śmieci wyrzuca prezerwatywy. Nikt się nie podjął interwencji. Reakcji Tomka nie umiałam przewidzieć. Wyobrażałam sobie najgorsze, ruinę życia.</p>
<p>A nasze wspólne życie to wszystko, co mam.</p>
<p>Wychowywałam się u dziadków, mama sobie poszła. Nie miałam nic własnego, nawet łóżka, spałam z babcią. Sąsiedzi ze wsi traktowali mnie jak sierotę. Obserwowałam rodziny. Mężczyzna potrafi wypić, wraca do domu, kiedy chce, ma dużo do powiedzenia, a jak coś nie tak, to przyłoży - taki miałam stereotyp. Po ślubie przeniosłam się w bajkowy świat. Miłość, partnerstwo, wszystko robiliśmy razem. Ale zachowałam pamięć o tym, że może być inaczej.</p>
<p>A prezydent powtarzał: "Powiesz mu, to zobaczysz, jak facet traktuje babę, szczególnie kiedy jest dziecko. Stracisz to, na co pracowaliście ramię w ramię". Bałam się, że mi Tomek da po twarzy. "Robiłaś to, bo chciałaś". Rozwody to powszechna rzecz, co dopiero w takiej sytuacji. Wyłaziłam ze skóry, żeby do tego nie doszło.</p>
<p>Szukałam pracy, bez skutku. Spłacamy kredyt. Gdybym ot tak rzuciła urząd, Tomek zadawałby pytania. To by mnie zdekonspirowało. Martwiłam się o niego. Kiedyś rozmawialiśmy o gwałcie i molestowaniu. I Tomek, że jakby to jego żony dotyczyło, toby tego faceta zabił. I co? Poszedłby siedzieć przez bydlaka!</p>
<p>Do 16 byłam w depresji, we łzach. Po 16 obiad na stole, a ja uśmiecham się do męża. Tak mi ufał! W urzędzie też przyjęłam skorupę, rzuciłam się w wir pracy. Robiłam wszystko, żeby nikt się nie domyślił, ale zaczęli się domyślać. Myśleli chyba, że to romans. Dla mnie każda wersja była kompromitująca. Romans też prowadził do destrukcji rodziny.</p>
<p>Kiedy prezydent mnie zgwałcił, byłam w ciąży. Zgłosiłam się do lekarza, pobrał próbki. Spytał, kto mi to zrobił.</p>
<p>Prezydent w mieście wszystko miał pozapinane. Pokazywał mi swoich wrogów: ten siedzi, tamten siedzi, ten pracy nie może znaleźć. Łożył na feministki, w kościele siadał w pierwszej ławce. Ludzie patrzyli, jak całuje biskupa w pierścień, i myśleli, że porządny człowiek.</p>
<p>Ja nie szukałam przygód. Gdyby molestowanie dotyczyło zwykłego człowieka, rozwiązałabym sytuację raz dwa. Ale to prezydent.</p>
<p>Kiedy się pokazywał na imprezach, było takie poruszenie, jakby przyjechała gwiazda telewizji. Brylował na koncercie Rubika, witał Mikołaja z Rovaniemi, rozdawał książki diabetykom, zaszczycał rady osiedla. Aż się zapominało, że to tylko człowiek. Każdy mu wierzył. Kiedy policja wyprowadzała Małkowskiego z ratusza, moja mama płakała, tak mu współczuła.</p>
<p>Nie podałam jego nazwiska lekarzowi. Lekarz zgłosił gwałt. Policjantka chyba się domyślała, na przesłuchaniu mi radziła, żeby zrobić z tym porządek. Nie odważyłam się. Prokuratura śledztwo umorzyła.</p>
<p>Urodziłam, poszłam na macierzyński, po drodze były wybory. Liczyłam, że prezydent przegra - wygrał w pierwszej turze. A po urlopie znów się musiałam zgłosić do ratusza, na wychowawczy nas nie stać.</p>
<p>Miałam trzy wyjścia. Albo wrócić do tego, co było, albo nagłośnić to przez media, albo popełnić samobójstwo. I męża zostawić ze wszystkim.</p>
<p>Chciałam połknąć tabletki, Tomek mnie powstrzymał.</p>
<p>Urodziliśmy się z Tomkiem tego samego dnia tego samego miesiąca. Między nami jest taka więź, że nie możemy myśleć o prezentach, które sobie kupimy, bo zaraz drugie wszystko wie. Miałam żal, czemu o tym nie wie.</p>
<p>Zrobiło mi się wszystko jedno. Pogodziłam się, że będę pośmiewiskiem i z rozwodem.</p>
<p>Skontaktowałam się z dziennikarzami. Złożyłam zeznania. To trwało 11 godzin. Prokuratorzy spytali: "Tak z ciekawości, co pani powie mężowi?". Odpowiedziałam: "Że pracowałam nad książką".</p>
<p>Prezydenta aresztowali, a potem wypuścili. I taki lęk: kogo z nas skrzywdzi, jak przyjdzie się mścić? Tego samego dnia w TVN puszczali moją rozmowę z prezydentem. Nagrałam, jak umawiamy się na wieży zegarowej. Wieczorem wpadli znajomi, przy piwie mówiło się tylko o tym. Mąż komentował: "Prezydent każdemu coś załatwiał. Którejś nie załatwił, to ona go załatwiła".</p>
<p>Uciekłam do innego pokoju. Bałam się, że wybuchnę płaczem. Zrozumiałam, że dłużej nie mogę tego kłamstwa ciągnąć. Będzie chciał Tomek odejść, to odejdzie. Pracę ma, mieszkaniem jakoś się podzielimy, dzieci przeżyją. Pozostanie zagoić rany.</p>
<p>Przyszłam do męża. Najpierw spytałam, czy nie jest pijany - sobota, właśnie wyszli goście. Był trzeźwy. Przytuliłam się, powiedziałam, że go kocham, a potem: "Nie chcesz mnie o coś zapytać?". Słyszałam, jak mu serce wali. "Zrobił ci coś ten zwyrodnialec?".</p>
<p>Opowiedziałam mu wszystko po łebkach. Widziałam, że już nie bardzo chce słuchać.</p>
<p>Mam niezwykłego męża. Nie doceniałam go i to mnie dręczy. Gdybym mocniej w Tomka wierzyła, wszystko trwałoby o wiele krócej.</p>
<p>Czeka mnie proces, ale już wygrałam. Nikt mi więcej nie będzie pchał łap tam, gdzie nie chcę. I z Tomkiem będziemy razem - bez kłamstw.</p>
<p>TOMASZ</p>
<p>Niby wszystko w porządku, a coś mi nie pasowało. Nie mogłem zrozumieć jej nastrojów. Za każdym razem zrzucałem to na coś innego. Bo przemęczona, bo może źle się odezwałem. Miała pretensje, że nie załatwiłem jej pracy u nas w firmie. Dziwiłem się. Przecież wie, tam małżeństw nie zatrudniają.</p>
<p>W nocy przyłapałem Anię, jak łyka jakieś tabletki. Powstrzymałem ją. Ale nawet to nie otworzyło mi oczu.</p>
<p>Byłem ślepy, prawda nie przychodziła mi do głowy. Bo zwykły człowiek myśli: wampirów na świecie nie ma. A okazuje się, że są. Nie mogę sobie z tym poradzić. Są bandyci w więzieniach, są zwyrodnialcy w zakładach psychiatrycznych. Ale żeby na stanowiskach?</p>
<p>Wciąż o tym myślę. Jadę samochodem, robię zakupy i ciągle coś dokłada się do układanki ostatnich lat mojego życia.</p>
<p>On Anię szantażował. Straszył, że mi powie. Kiedy przychodziłem do niej do ratusza, zapraszał mnie do gabinetu na kawę, zamykał drzwi, a ona się trzęsła. Robił tak, żeby podtrzymać psychozę w jej głowie. A ja myślałem, że on mnie po prostu bardzo lubi.</p>
<p>Stwarzał pozory uśmiechu, ale to nie był uśmiech, tylko naśmiewanie się z mojej naiwności. Dla mnie to nie do pojęcia.</p>
<p>Ten człowiek bywał u nas w domu i podawał mi rękę, którą krzywdził moją żonę. No to jakbym ja siedział w jednym pokoju, a on w drugim ją gwałcił?!</p>
<p>Nie wiem, czy tak było i nie chcę wiedzieć. Tego, co wiem, wystarczy.</p>
<p>Wykorzystał Anię. Dokonał zamachu na życie mojego dziecka, ale mu to było obojętne. Jego zwierzęcy instynkt nie brał tego do głowy.</p>
<p>A człowieka różni od zwierzęcia, że ma wolę. Umie zapanować nad swoimi odruchami. Jeśli widzi ładną kobietę, to nie znaczy, że może ją poniżyć, zgwałcić. Wolno mu na nią popatrzeć, kobiety też patrzą na mężczyzn. Jak fajny facet, to niech sobie patrzy. Ale nie musi zaraz się z nim przespać. Bo inaczej to byłoby niebezpiecznie na ulicach.</p>
<p>Widziałem, że Ania go nienawidzi, a mimo to chodziła do pracy. Myślałem - jest obowiązkowa. Ale to nie tak. Szła, żebym się nie dowiedział i nie cierpiał. Kocha mnie, martwiła się o rodzinę. Chroniła nas, roztoczyła nad nami parasol. Wolała sama to przeżywać, byle myśmy się nie dręczyli.</p>
<p>Przyglądałem się seksaferze. Ja nawet solidaryzowałem się z molestowanymi kobietami, ale nie wpadłem na to, co dzieje się z moją żoną. Dlaczego? Chyba nie chciałem. Nie, że tak mi wygodniej, tylko ze strachu, że takie coś spotyka Anię.</p>
<p>Widzę dużo swojej winy.</p>
<p>Wreszcie mi powiedziała. To było straszne, ale ufam jej. Nie wahałem się ani przez chwilę. Nie myślałem o sobie, nie bałem się, co ludzie powiedzą, nie przyszło mi do głowy, że zrobiła ze mnie rogacza. Widziałem tylko Ani krzywdę. Nie chciałem już tego słuchać. Nastawiłem się na obronę, ale nie obronę przed żoną, tylko przed światem, żeby ją ochronić.</p>
<p>Jak ktoś ma wątpliwości, czy tak czułem, to niech przyjedzie porozmawiać.</p>
<p>Jesteśmy tyle lat po ślubie i nadal będziemy razem. Trzeba zamknąć rozdział i żyć dalej.</p>
<p>Wszyscy pytają, czemu Ania wcześniej się nie poskarżyła. A przecież zgłosiła gwałt. Prokuratura nie wszczęła śledztwa z urzędu, chociaż powinna, tylko sprawę umorzyła. Woleli tego nie ruszać.</p>
<p>Gdyby żona podała wtedy nazwisko prezydenta, to musiałaby udowodnić, co jej zrobił. Prawo stoi po stronie gwałciciela, uważam, że to chore.</p>
<p>U nas, jak kobietę zgwałcą i zabiją, to ludzie widzą w niej świętą. Jak "tylko" zgwałcą, to jest szmatą. Nie mogę tego zrozumieć.</p>
<p>Wszyscy pytają, co bym zrobił, gdybym spotkał prezydenta. Pierwszy odruch - pobić.</p>
<p>Mimo wszystko wierzę w sprawiedliwość. Tylko mi przykro, kiedy widzę, co się dzieje. Lokalni politycy rozmawiają o tym, kto podpisze budżet, przejmie władzę, że prezydent powinien odejść, bo przynosi wstyd Olsztynowi. Nikt nie wspomniał, co będzie z tymi kobietami. A czekałem na to. Mówię: Ania, on już zaraz to powie. I nic, zawsze w inną stronę idzie im wypowiedź. Nie potrafią wykrztusić: trzeba tym dziewczynom pomóc. Widzą tylko swoją korzyść i karierę. Nawet kobieta kobiety nie wesprze i staje po stronie kata.</p>
<p>Prezydent skarży się, że szkoda rodziny. Czyjej rodziny? Oboje z Anią wiemy, że nie wszystkie, które molestował, to panienki. Jeżeli dzieje się im krzywda, a są z kimś, to powinny mówić.</p>
<p>Rodzinie się nie przyznaliśmy. To starsi ludzie, trzeba im tego oszczędzić, jak długo się da. A gdyby się nie dało, jestem przygotowany. Kiedyś może się okazać, że muszę stanąć przed kamerą.</p>
<p>Napisałem wtedy ten list, żeby się nie rozkleić. Ale potem pomyślałem, że trzeba go nagłośnić.</p>
<p>Źródło: <a href="http://www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5112639.html?as=1&#38;ias=3&#38;startsz=x" target="_blank">gazetawyborcza.pl</a> 2008-04-12</p></blockquote>
<hr />
Dalej, na samym końcu reportażu jest "opinia" psycholożki, nie podam jej ponieważ jest w moim mniemaniu bezwartościowa.</p>
<p>Na samym końcu mogę dodać jedynie tylko co...<br />
Po przeczytaniu moich wpisów dotyczących psychopatii nasuwa się wiele wniosków:</p>
<ul>
<li> czynnik seksualny</li>
<li>zajmowane stanowisko</li>
<li>stosunek ludzi do władzy</li>
<li>dwulicowość</li>
</ul>
<p>Zapraszam na forum poświęcone psychopatii <a title="psychopatia, narcyzm" href="http://forum.observe.vot.pl" target="_blank">forum.observe.vot.pl</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jak postępować z psychopatą?]]></title>
<link>http://motyl.wordpress.com/2007/08/20/jak-postepowac-z-psychopata/</link>
<pubDate>Mon, 20 Aug 2007 22:54:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>Paweł</dc:creator>
<guid>http://motyl.wordpress.com/2007/08/20/jak-postepowac-z-psychopata/</guid>
<description><![CDATA[To mogą być odrębne tematy, zależnie jaka jest sytuacja, albo żyjesz z kimś takim albo znasz k]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>To mogą być odrębne tematy, zależnie jaka jest sytuacja, albo żyjesz z kimś takim albo znasz kogoś takiego, albo po prostu przypadkowo napotkałeś kogoś takiego.</p>
<p>Cóż jeśli nie żyjesz z kimś takim po prostu lepiej trzymać się od kogoś takiego z daleka. Co innego jeśli z kimś takim się żyje. Narażone są szczególnie kobiety, znajdujące się w takiej sytuacji. Posłużę sie książką "Psychopaci są wśród nas".</p>
<blockquote><p>[...] "Jeśli czytelnicy mają w swoim otoczeniu psychopatę lub psychopatkę, zapewne już podejrzewają, że sytuacja nie zmieni się na lepsze, i być może czują się jak w potrzasku, niezdolni uciec bez narażania siebie i innych - zwłaszcza swoich dzieci - na niebezpieczeństwo. Szczególnie trudne jest położenie kobiety mieszkającej z psychopatą skłonnym do sprawowania absolutnej kontroli. Wiele kobiet myśli: "Może kiedy się zmienię, wszystko będzie w porządku. Będę bardziej się starać, schodzić mu z drogi, okazywać więcej tolerancji, częściej mu ustępować". Coraz obszerniejsza literatura na temat pomocy w rodzinie dowodzi jednak, że taka strategia na ogół tylko wzmacnia i utrwala problemy.<br />
Oczywiście najlepszym wyjściem byłoby unikanie jakiegokolwiek związku z psychopatą." [...]</p></blockquote>
<p><!--more--> Osoba narcystyczna i psychopatyczna mają podobne cechy, dobrze by było wgłębić się w temat przed pochopnym osądzeniem. Fragmenty z książki:</p>
<blockquote><p>Jak się chronić?<br />
Trzeba wiedzieć, z czym mamy do czynienia.<br />
[...]Psychopaci zdarzają się we wszystkich sektorach społeczeństwa i jest bardzo prawdopodobne, że spotkamy ich kiedyś na swojej drodze. Najlepszym środkiem obronnym jest znajomość natury tych dwunogich drapieżców.</p>
<p>Nie dajmy się zwieść rekwizytom.<br />
[...]Na przykład nie należy zwracać zbytniej uwagi na wyjątkowo ujmujące cechy napotkanych osób - wspaniały wygląd, hipnotyzujące maniery, przyjemny tembr słosu, swadę i tak dalej. Każda z tych własciowści może służyć jako przykrywa dla działań wymierzonych przeciwko nam.</p>
<p>Nie zakładajmy sobie klapek na oczy.<br />
Nawiązujmy znajomości, mając oczy szeroko otwarte. Jak każdy człowiek, psychopatyczny oszust początkowo chce pokazać się z najlepszej strony. Posuwa się jednak znacznie dalej, wykorzystując aksjomat, że kontakty międzyludzkie opierają się na zaufaniu i że nie można ostrożnie i ze sceptyzmem traktować wszystkiego, co rozmówca powie lub zrobi. Dlatego próbują obezwładnić swoją ofiarę za pomocą pochlebstw, udawanego zainteresowania i życzliwości oraz kłamliwych opowieści o swoich finansowych przedsięwzięciach i pozycji społecznej. Wkrótce na jego masce mogą pojawić się rysy, ale kiedy już uwikłamy się w sieć oszustw i manipulacji, trudno nam będzie oswobodzić się bez emocjonalnych i materialnych strat. [...]</p>
<p>Miejmy się na baczność w sytuacjach wysokiego ryzyka.<br />
Niektóre miejsca są dla psychopatów wymarzonym terenem polowań: bary dla singli, kluby, kurorty, statki wycieczkowe, zagraniczne lotniska i tym podobne. Potencjalna ofiara jest samotna, szuka towarzystwa, rozrywki lub przygody - i zwykle znajduje kogoś, kto chętnie wyświadczy jej przysługę (jak się później okazuje, nie za darmo). [...]</p>
<p>Starajmy się poznać samych siebie.<br />
psychopaci umiejętnie identyfikują i wykorzystują nasze czułe miejsca. Najlepszą metoda obronną jest poznanie własnych słabości i ostrożność wobec każdego, kto się nimi interesuje. Takich ludzi trzeba ocenić bardziej krytycznie niż tych, którzy wydają się nieświadomi naszych słabych punktów lub nie skupiają się na nich.<br />
Jeśli jesteśmy łasi na pochlebstwa, z pewnością można to rozpoznać - to zaproszenie dla każdego pozbawionego skrupułów manipulanta, który szuka nowych ofiar. Pławienie się w pochwałach, podobnie jak zbyt długie przesiadywanie na słońcu, bywa przyjemne, ale kończy się boleśnie.<br />
Jeśli zaś mamy w sobie nieco zachłanności, jesteśmy szczególnie podatni na nie całkiem legalne propozycje. Samotne osoby z zasobami finansowymi łatwo padają ofiara psychopatów. [...]</p></blockquote>
<p>W dalszym rozdziale...</p>
<blockquote><p>"Chyba najbardziej poruszające są sytuacje, gdy zdezorientowani, zrozpaczeni rodzice usiłują radzić sobie z psychopatycznym synem lub córką. Niemal równie przygnębia to, kiedy ktoś wytrwale szuka sposobu ułożenia sobie życia z psychopatycznym mężem lub żoną. W takich okolicznościach, a także wtedy gdy psychopata zdobył nasze uczucia, pozostaje nam tylko próby minimalizowania strat. Dla większości z nasz nie jest to łatwe, ale poniższe sugestie mogą okazać się pomocne.</p>
<p>Szukajmy fachowej rady.<br />
[...] Należy zadbać, aby klinicysta, z którym się konsultujemy, był obeznany z literatura na temat psychopatii i miał doświadczenie w postępowaniu z psychopatami, zwłaszcza w kontekście terapii i interwencji w rodzinie. Jeśli pozwolą nam na to zasoby finansowe, postarajmy się zasięgnąć opinii kilku lekarzy. Czasami jest to bardzo trudne. [...]</p>
<p>Nie obwiniajmy siebie.<br />
Bez względu na powody, dla których zadajemy sie z psychopatą lub psychopatką, nie powinniśmy winić się za ich postawę i zachowanie. Psychopaci stosują te same zasady - własne zasady - wobec każdego. [...]<br />
Podobnie, rodzice psychopatycznego syna lub córki zamartwiają się swoją rolą w rozwoju zaburzenia. Bardzo trudno jest ich przekonać, że prawdopodobnie nie zrobili nic złego. Owszem, mogli poprawić lub pogorszyć sytuacje, ale nie ma dowodów, że zachowanie rodziców jest przyczyną psychopatii.</p>
<p>Nie zapominajmy, kto jest ofiara.<br />
Psychopaci nie raz dają do zrozumienia, że to oni cierpią, a winnymi ich nieszczęścia są krzywdzeni przez nich ludzie.</p>
<p>Pamiętajmy, że nie jesteśmy sami.<br />
[...] Odszukanie takich osób i podzielenie się z nimi informacjami może nam bardzo pomóc, choćby poprzez uświadomienie, że wina nie leży po naszej stronie.</p>
<p>Ostrożnie z metodami ofensywnymi.<br />
[...] W walce nastawiają się zwykle na wygraną. Pamiętajmy jednak, że narażamy się wtedy na poważny uraz fizyczny lub emocjonalny.</p>
<p>Ustanówmy ogólne zasady.<br />
[...] Sensowne, ale nienaruszalne zasady - "jak musisz się zachowywać, aby tutaj mieszkać" - mogą być jedynym sposobem na pozostanie przy zdrowych zmysłach, kiedy zmagamy się z psychopatycznym synem lub córka. zasady powinny być jasne i konsekwentnie egzekwowane, jeśli mają przynieść jakikolwiek skutek.</p>
<p>Nie oczekujmy radykalnych zmian.<br />
Osobowość psychopatów jest w znacznej mierze "wykuta w skale". Mało prawdopodobne, że nasze działania wywołają fundamentalne i trwałe zmiany w ich postawie wobec siebie i innych. [...]<br />
Sytuacja jest szczególnie dramatyczna, kiedy psychopatię wykazuje nasze dziecko. Rozpaczliwie szukając pomocy, wedrujemy od jednego specjalisty do drugiego i rzadko uzyskujemy zadowalający wynik. Poświęcamy mnóstwo energii i środków, aby zrozumieć i zacząć kontrolować dziecko, ale na ogół daremnie. Niestety, zwykle mamy przed sobą lata emocjonalnej szarpaniny oraz nakładów finansowych na wydobywanie dziecka z kłopotów.</p>
<p>Wycofajmy się w porę.<br />
Psychopaci mogą zniszczyć naszą pewność siebie i przekonać nas - oraz naszych znajomych - że jesteśmy ich niewarci, a nawet popadamy w obłęd. Im bardziej ustępujemy, tym bardziej jesteśmy wykorzystywani, aby zaspokajać psychopatyczną żądzę władzy."</p></blockquote>
<p>Na koniec od siebie dodam:</p>
<p>WIEDZA I JESZCZE RAZ WIEDZA!</p>
<p>np wspomniana wyżej książka. Nie jest droga, postaraj się o nią i przeczytaj.</p>
<p>"Psychopaci są wśród nas" Robert D. Hare</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Psychopatyczni mordercy]]></title>
<link>http://motyl.wordpress.com/2007/08/16/psychopatyczni-mordercy/</link>
<pubDate>Thu, 16 Aug 2007 19:54:31 +0000</pubDate>
<dc:creator>Paweł</dc:creator>
<guid>http://motyl.wordpress.com/2007/08/16/psychopatyczni-mordercy/</guid>
<description><![CDATA[Znalazłem interesującą stronkę opisująca morderców, myślę że to jest dobry materiał aby po]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Znalazłem interesującą <a href="http://www.zbrodnia.killer.radom.net/zbrodnia.php?dzial=mordercy&#38;dane=CzikatiloAndrej" title="Mordercy" target="_blank">stronkę</a> opisująca morderców, myślę że to jest dobry materiał aby poznać i utrwalić sobie cechy psychopaty. Z tego co pamiętam to w literaturze napisano że nie wszyscy mordercy to psychopaci, ale ten poniżej wg. mnie zdecydowanie jest psychopata, fragment:</p>
<blockquote><p>Dziewczynka w czerwonym palcie</p>
<p>Późnym popołudniem, dnia 22 grudnia 1978 roku, Swietłana Gurienkowa czekała w małym miasteczku Szatki na autobus. Jej uwagę zwróciła pewna pulchna dziewczynka, która siedziała niedaleko. Dziewczynka ubrana była w czerwone palto, obszyte czarnym futrem. Na głowie miała czapkę zrobioną z futerka królika, na szyi wełniany szalik.<br />
Jednak Swietłanę bardziej zainteresował mężczyzna, który był z dziewczynką. Był to wysoki, raczej starszy mężczyzna. Miał siwe włosy. Ubrany był w długi czarny płaszcz, miał ze sobą torbę na zakupy. Człowiek ten miał pociągłą twarz, długi nos i zniszczone okulary. Nawet nie to zwróciło uwagę Swietłany. Zauważyła jak dziwnie mężczyzna przygląda się dziewczynce, jak jej coś szepta do ucha. Nie wyglądali na znajomych, ale dziewczynka była chyba zainteresowana tym, co mówił jej ten starszy człowiek. Po chwili mężczyzna odszedł. Dziewczynka po pewnym czasie także gdzieś się udała. Wyglądała na zadowoloną. Swietłana nie mogła za długo się temu przyglądać, ponieważ przyjechał autobus, na który czekała.</p>
<p>Lena Zakotnowa spotkała już wcześniej owego starszego mężczyznę. Wracała do domu. Czekała na autobus. W szkole chwaliła się koleżankom, że dostała bardzo dobrą, 'zagraniczną' gumę do żucia od owego poczciwego staruszka. Chyba to skłoniło ją do tego, by poszła z tym człowiekiem do jego małego, 'sekretnego' domku, niedaleko dworca autobusowego.</p>
<p>Po chwili doszli do domku. Mężczyzna wpuścił dziewczynkę, zapalił światło, zamknął drzwi na klucz. Gdy znaleźli się w środku, mężczyzna już nie tracił czasu. Przewrócił dziewczynkę na podłogę i zaczął zdzierać z niej ubranie. Gdy zaczęła krzyczeć, przycisnął przedramieniem jej szyję. Przyciskał do czasu aż dziewczynka się nie uspokoiła. Miała otwarte oczy. Zasłonił je szalikiem, następnie próbował odbyć z nią stosunek seksualny.<br />
Nie mógł osiągnąć erekcji. Zaczął penetrować narządy rodne dziewczynki za pomocą palców. To doprowadziło do orgazmu, jakiego jeszcze nigdy w życiu nie przeżył. W tym czasie dziewczynka odzyskiwała siły, próbowała oddychać przez uszkodzone gardło.<br />
Dziewczynka mogła komuś opowiedzieć o tym, co się stało. Chwycił nóż i wbił go trzy razy w jej brzuch. Chwycił jej ciało, wyniósł z domu, w kierunku pobliskiej rzeki. W pośpiechu nie zauważył dwóch rzeczy. Ślady krwi zostały na progu domku... ciągnęły się za nim. Zapomniał również zgasić światło.<br />
Gdy doszedł do brzegu, rzucił ciało do lodowatej wody. Poczekał aż pójdzie na dno. Wyrzucił również jej szkolną torbę i wrócił w kierunku domu. Nie zdawał sobie sprawy, że wtedy dziewczynka ta jeszcze żyła.</p></blockquote>
<p><a href="http://www.zbrodnia.killer.radom.net/zbrodnia.php?dzial=mordercy&#38;dane=CzikatiloAndrej" title="Mordercy" target="_blank">Całość -&#62;</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O narodzinach patokracji, o schizoidach]]></title>
<link>http://motyl.wordpress.com/2007/08/11/o-narodzinach-patokracji-o-schizoidach/</link>
<pubDate>Sat, 11 Aug 2007 14:39:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>Paweł</dc:creator>
<guid>http://motyl.wordpress.com/2007/08/11/o-narodzinach-patokracji-o-schizoidach/</guid>
<description><![CDATA[Dwa fragmenty z książki A. Łobaczewskiego &#8220;Ponerologia polityczna&#8221;, pierwszy o narodz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dwa fragmenty z książki A. Łobaczewskiego "Ponerologia polityczna", pierwszy o narodzinach patokracji:</p>
<blockquote><p> "Jeżeli człowiek psychicznie normalny i odpowiednio uzdolniony zostaje powołany na wysoki urząd, wówczas przeżywa on wątpliwości, czy potrafi sprostać jego wymaganiom i poszukuje pomocy innych ludzi, których umysły ceni. Równocześnie pozostaje w nim tęsknota za dawnym życiem mniej obciążającym i bardziej swobodnym, do którego chciałby powrócić po wypełnieniu swojego obowiązku. W rzeczywistości, potrafi to uczynić, gdy zajdzie taka okoliczność. W każdym jednak społeczeństwie świata istnieją ludzie, u których marzenie o władzy pojawia się wcześnie. Są to jednostki w jakiś sposób dyskryminowane w społeczeństwie na skutek moralizującej interpretacji ich braków wrodzonych lub nabytych. Chcieliby więc zmienić ten świat im nieprzyjazny - na inny. Marzenie o władzy stanowi także nadkompensację ich poczucia mniejszej wartości i poniżenia - drugi narożnik rozciągliwego rombu Adlera. Najbardziej aktywną część tejże populacji stanowią jednostki z dziedzicznymi dewiacjami, którzy wyobrażają sobie ten nowy wspaniały świat na znany nam już sposób. Jeżeli ci osiągają władzę, stają się niezdolni do powrotu do normalnego życia ludzkiego. "</p>
<p><!--more--> "Kto gra bardziej pierwotną rolę w tym procesie narodzin patokracji, schizoidzi czy charakteropaci? Wydaje się, że ci pierwsi i dlatego naszkicujmy najpierw ich rolę. W czasach ustabilizowanych i pozornie szczęśliwych, ale nie wolnych od krzywdy jednostek i narodów, pojawiają się doktrynerzy, którzy głoszą, że znaleźli uproszczoną receptę na naprawienie takiego świata. Taki okres historii cechuje zawsze zubożenie światopoglądu psychologicznego. Schizoidalnie ubogi światopogląd psychologiczny nie razi więc w takich czasach i bywa przyjmowany za dobrą scjentystyczną monetę. Tacy zaś doktrynerzy ustosunkowują się pogardliwie do tych moralistów, którzy w takich czasach głoszą potrzebę odnalezienia zagubionych wartości i dyscypliny moralnej, oraz rozwijania bardziej wysubtelnionego światopoglądu. Osobnicy schizoidalni, w dumnym przekonaniu o wyższości swoich racjonalnych umysłów, w stosunku do "tamtych" kierujących się emocjami, zmierzają do narzucenia swojego sposobu przeżywania innym osobom, lub jakiejś grupie społecznej, czynią to ze względnie umiarkowanym egotyzmem patologicznym ale z niebywałą wytrwałością. Dlatego udaje się im czasem zawładnąć osobowością drugiego człowieka, co prowadzi do jego wyjątkowo niedorzecznego postępowania, albo wywrzeć podobny wpływ na zrzeszenie, do którego dołączyli. Psychicznie samotni, czują się lepiej w jakimś ludzkim zespole, gdzie starają się grać rolę mędrców, stając się zelotami jakiejś ideologii, bigotami religijnymi, materialistami, a rzadziej wyznawcami ideologii o cechach satanistycznych. Jeżeli działają na małą skalę społeczną i w bezpośrednim kontakcie, zostają łatwo uznani przez środowisko za dziwaków, co ogranicza ich ponerogenną rolę. Kiedy jednak udaje im się ukryć swoją osobowość za słowem pisanym, ich działalność może truć umysły na wielką skalę i przez długi czas. "</p>
<p>(...) "Oddziałowuje więc na jednostki mniej krytyczne, sfrustrowane często na skutek zaniżonej adaptacji społecznej, kulturalnie zaniedbane i te z różnymi deficytami psychicznymi."</p>
<p>"W procesie ponerogenezy zjawiska patokracji, osobnicy charakteropatyczni przejmują ideologie stworzone przez doktrynerów, najczęściej schizoidalnych i nie dociekając dostatecznie ich swoistej motywacji, nadają im formę propagandowo aktywną i rozgłaszają je z paranoidalną nietolerancją dla poglądów krytycznych. To, co miało charakter doktryn krążących w liczebnie ograniczonym środowisku, dzięki ich gorliwości zostaje zaktywizowane na szeroką skalę społeczną."</p>
<p>"Potem włączają się jednostki jawnie paranoidalne. W finale tego procesu osobnik z charakteropatią frontalną i najwyższym poziomem egotyzmu patologicznego, może przejąć rolę przywódcy, jak to stało się w Rosji. "</p>
<p>"Zwycięstwo takiego ruchu w drodze rewolucji, w imię haseł wolności, dobra ludu, sprawiedliwości społecznej i internacjonalizmu, może przynieść już tylko dalsze przekształcanie się tak powstałego systemu władzy w makrosocjalne zjawisko patologiczne. Pod taką władzą, zwykły człowiek zostanie uznany winnym tego, że nie urodził się psychopatą i godnym jedynie tego, aby pracować, walczyć i umierać dla dobra i w obronie systemu, którego natury już nie potrafi zrozumieć, ani nie może nigdy uznać za swój."</p></blockquote>
<p>o schizoidach:</p>
<blockquote><p> Schizoidia lub psychopatia schizoidalna została wyróżniona już przez pierwszych sławnych twórców współczesnej psychiatrii. Od początku była traktowana jako lżejsza forma tego obciążenia, które jest przyczyną podatności na schizofrenię. Tego związku nie udało się jednak potwierdzić potem statystycznie, a doświadczenie autora nie przemawia za jego istnieniem. Dlatego tutaj, ze względów teoretycznych i praktycznych, potraktujemy schizoidię bez odwoływania się do tego tradycją uzasadnionego pokrewieństwa.<br />
W literaturze, podobnie jak w życiu, znajdziemy opisy kilku odmian tej anomalii, których jakości można przypisać zarówno różnicom czynnika dziedzicznego, co i innym właściwościom osobniczym. <span style="font-weight:bold;">Wspólną właściwością tych odmian jest matowość uczuciowości oraz słabość wyczucia realiów i sytuacji psychologicznych, tego istotnego składnika inteligencji podstawowej.</span> Można to tłumaczyć niepełną jakością całego podłoża instynktowego, które pracuje jak gdyby po piasku. Słaby nacisk emocji pozwala takim osobom rozwijać sprawne rozumowanie spekulatywne, swoisty obiektywizm, przydatne np. w interesach ekonomicznych lub dla wyzyskiwania emocjonalizmu innych ludzi. Taka jednostronność czyni ich skłonnymi do mniemania o wyższości swoich umysłów w stosunku do tamtych, którzy ich zdaniem kierują się głównie emocjami.<br />
<span style="font-weight:bold;">Nosiciele tej anomalii, sami nadwrażliwi i nieufni, zbyt mało zwracają uwagi na uczucia innych. Są skłonni do przyjmowania postaw skrajnych i moralizujących i szukania odwetu za pomniejsze przewinienia. Na skutek wspomnianego deficytu wyczucia realiów psychologicznych, są skłonni do błędnego interpretowania intencji innych ludzi</span>. Łatwo więc angażują się w działalności pozornie tylko moralnie słuszne, które w wyniku przynoszą szkody innym ludziom i im samym. Ich zubożony światopogląd psychologiczny prowadzi do charakterystycznego pesymizmu w stosunku do natury ludzkiej. W ich wypowiedziach i pismach znajdujemy często swoisty tego wyraz. "Natura ludzka jest niedobra, tak że tylko silna władza ludzi o nadzwyczajnych racjonalnych umysłach może utrzymać ład w społeczeństwach." Taki wyraz ich typowych przekonań nazwijmy "deklaracją schizoidalną".<br />
W rzeczywistości natura ludzka okazuje się "niedobra" dla schizoidów, kiedy oni na skutek swoich braków przysparzają innym goryczy życia, lub kiedy pozostawia samotności schizoizoidalne kobiety. Sami jednak, na skutek tych swoich słabości, wchodzą często w sytuacje stresowe. Wtedy pojawia się u nich charakterystyczne otamowanie zdolności myślenia, lub nawet załamują się wchodząc w stany reaktywne objawowo podobne do schizofrenii. To było chyba przyczyną wspomnianego powiązania takich osobowości ze skłonnością do tej choroby. Obecnie jednak stany takie odróżniamy łatwo i leczymy je psychoterapią. Częstotliwość występowania tej anomalii jest różna wśród różnych ras i narodowości. Można ją szacować na średnio 0,8 % w Europie, do 3% wśród Żydów.<br />
Występuje rzadko wśród typowych Afrykanów. Obserwacje autora sugerują autosomowe dziedziczenie tej anomalii.<br />
Ponerogenną aktywność schizoidii należy oceniać w dwóch aspektach. <span style="font-weight:bold;">Na małą skalę społeczną, ludzie ci przysparzają kłopotów rodzinom, stają się łatwo narzędziem intryg w rękach jednostek sprytniejszych. Na swoich bliskich oddziałowują powodując nastroje rezygnacji i depresji</span>. Bywają kiepskimi wychowawcami następnego pokolenia. Ich skłonność do upraszczającego, doktrynerskiego, "prawniczego", pojmowania życia zamienia ich nieraz dobre zamiary w nieszczęśliwe skutki.<br />
Jeżeli jednak schizoidalny sposób pojmowania rzeczywistości ludzkiej i skłonność do tworzenia wielkich doktryn zostają rzucone na papier i zamieniają się w liczne nakłady drukowane - wówczas ich ponerogenna rola może przyjąć makrosocjalne rozmiary. Czytelnicy, nie doceniając tych wspomnianych już deficytów, lub nawet jawnej deklaracji schizoidalnej, asymilują i interpretują treść takich dzieł w sposób odpowiadający ich naturom. Umysły normalnych ludzi, dzięki współudziałowi własnego bogatszego światopoglądu psychologicznego, będą miały skłonność do tworzenia interpretacji krytycznej i korygującej. Niektórzy odrzucą takie dzieło z moralnym protestem, ale bez rozeznania tej specyficznej przyczyny. Ludzie mniej rozsądni a drażliwi, także nosiciele różnych aberacji psychicznych, ulegają fascynacji takimi dziełami i ich ponerogennemu wpływowi. To powoduje charakterystyczną polaryzację opinii społecznych, budząc nastroje wrogości. Jeżeli analizujemy wpływ dzieł Karola Marksa, bez trudu zaobserwujemy wszystkie te rodzaje apercepcji i reakcji, jakie zrodziły w społeczeństwach wrogości ludzkich postaw. Typowy brak zaufania do dobrych stron natury ludzkiej towarzyszy całemu jego dziełu. Kiedy więc czytamy niektóre dzieła, które tak niepokojąco podzieliły świat, zastanówmy się, czy nie spotykamy tam tego charakterystycznego zubożenia światopoglądu psychologicznego lub nawet jawnie wypowiedzianej deklaracji schizoidalnej, ewentualnie także i innych przejawów zmienionego pojmowania życia, które będą opisane poniżej. Wówczas znajdziemy zdrowy dystans w stosunku do ich treści, a równocześnie będzie nam łatwiej wyłuskiwać wartościowe elementy z zawartych tam doktryn fanatycznych. Jeżeli uczynią tak dwie lub więcej osób, to okaże się, że ich światopoglądy zbliżyły się do siebie i przycichły przyczyny sporów. Taka analiza chroni naszą higienę psychiczną.</p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ponerologia polityczna]]></title>
<link>http://motyl.wordpress.com/2007/08/11/ponerologia-polityczna/</link>
<pubDate>Sat, 11 Aug 2007 14:25:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>Paweł</dc:creator>
<guid>http://motyl.wordpress.com/2007/08/11/ponerologia-polityczna/</guid>
<description><![CDATA[
Fragmenty z książki o tytule wymieniony w nagłówku:

Od autora
Pierwowzór tej pracy, napisany ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="center"><a href="http://www.ostoja.pl/Polityka/ponerologia/index.html" title="Ponerologia" target="_blank"><img src="http://www.ostoja.pl/Polityka/ponerologia/index_pliki/image003.jpg" height="247" width="174" /></a></p>
<p>Fragmenty z książki o tytule wymieniony w nagłówku:</p>
<blockquote><p>
Od autora</p>
<p>Pierwowzór tej pracy, napisany w roku 1984 w Nowym Yorku, został we współpracy z autorem przetłumaczony na język angielski przez panią dr Aleksandrę Chciuk-Celt jako „Political Ponerology”. Książka pisana przeważnie o świecie przed dniem nużącej pracy dla chleba i bez wystarczającego warsztatu naukowego była jednak wykonana dostatecznie dobrze i jeszcze na czas, aby mogła odegrać swoją zamierzoną rolę. Udało się to dokonać z wielkim trudem i mimo okoliczności, w jakich znalazł się autor w USA. Sytuacji, jakiej nie można było przewidzieć, ani potem łatwo przezwyciężyć.<br />
Zagrożony w roku 1977 czwartym już aresztowaniem i w nadziei, że uda mi się te wyjątkowo wartościowe wyniki badań przekazać naukowcom zachodnim, wybrałem ofiarowany paszport. po nader ciężkich przeżyciach znalazłem się w USA, ale jako już rozpoznawany nosiciel niebezpiecznej wiedzy. Musiałem się tam przekonać, że wcale nie wyszedłem spod nadzoru ówczesnych władz bezpieczeństwa. Realizowano go tam z perfidią, która początkowo przekraczała możliwości wyobraźni nawet doświadczonego psychologa.</p>
<p><!--more--> Podobnie jak niegdyś autor, mieszkańcy naszego kraju nie zdają sobie sprawy z psychologicznej odmienności Stanów Zjednoczonych od reszty świata. Tymczasem Chińczycy lub Afrykanie myślą i pojmują świat i życie w sposób nam bliższy, niż czyni to typowy Amerykanin i łatwiej jest znaleźć z nimi wspólny język. Psycholog z Polski musiał uczyć się tej odmienności w cierpieniu, mając po temu tylko ograniczone przygotowanie teoretyczne.</p>
<p>Tamtejszy człowiek myśli i działa przy pomocy przyswojonych kodów. Nasze wyjaśnienia lądują więc w sferze ich surrealizmu, co daje im poczucie bezsilności lub wzbudza urazę. W żadnym społeczeństwie świata podświadoma selekcja przesłanek nie działa z taką dławiącą skutecznością, jak w tym kraju „of wishful thinking”. Ten ich sposób myślenia okazuję się jednak efektywny w sprawach codziennych, ale w zagadnieniach trudniejszych, jak te które dotyczyły autora i jego zadania, prowadzi do decydowania w oparciu o przesłanki drugo i trzeciorzędnej wagi z pominięciem tych istotnych. W taki sposób to dzieło trudu autora i innych badaczy było apercepowane jako coś co odpowiada sferze amerykańskiego surrealizmu.</p>
<p>W takich uwarunkowaniach ludzie wywiadu i dywersji, odpowiednio wyszkoleni w systemie sowieckiego imperium i obznajomieni z tymi amerykańskimi właściwościami, działali z zadziwiającą skutecznością, a byli chronieni amerykańskim prawem, obyczajem i wspomnianym sposobem myślenia. Metody dywersji psychologicznej, które nasze społeczeństwo łatwo rozszyfrowało i dlatego zwodziły ich w Polsce, tam okazywały się niebywale efektywne. Dzięki temu niegdyś polskie, a obecnie polsko-żydowskie instytucje w Nowym Yorku stały się teatrem kukiełek przez nich dobrze reżyserowanym. Nigdzie więc nie udało się znaleźć oparcia ani pomocy. Odmówiono nawet rzeczowej rozmowy, aż zawiodły siły i zdrowie. Kiedy leżałem na oddziale intensywnej terapii w Bickam Hospital, wydawało się, że dzieło moje jest juz zakończone.</p>
<p>Czytelnikom Polskim należałyby się jednak wyjaśnienia długiej historii powstania tej pracy. Tymczasem autora w tej właśnie materii zawiera więcej luk niż pewnych danych. Czas i przeżycia wymazały z pamięci także niektóre dawniej znane nazwiska. O działalności niektórych ludzi nie mogłem lub nie chciałem w tamtych latach wiedzieć, choć docierały do mnie anonimowo wyniki ich pracy. Tego bowiem wymagały względy bezpieczeństwa i akowskie doświadczenie konspiracyjne.</p>
<p>Mimo tego, chciałbym na tym miejscu złożyć moje skromne wyrazy hołdu tym wszystkim uczonym i specjalistom, którzy to dzieło zapoczątkowali lub z których dociekań mogłem skorzystać, niezależnie od tego czy ich imiona były mi kiedyś znane czy nie, czy wypadały z mojej pamięci. Żywię także nadzieję, że może ktoś z młodszych pozostaje jeszcze wśród żyjących i będzie mi dane uścisnąć jego dłoń.</p>
<p>Gdzieś w późnych latach pięćdziesiątych spotkali się naukowcy minionego już pokolenia z Polski Węgier i innych krajów „demokracji ludowych” dla dyskutowania typowych zagadnień psychiatrycznych. Po oficjalnych prelekcjach i dyskusjach, spotkali się przedwojenni znajomi i wywiązała się przyciszona wymiana zdań na temat patologii tego systemu, jaki ogarnął nasze kraje, a niestety po czas dzisiejszy „komunizmem” zwanego. Okazało się, że spostrzeżenia psychiatrów i psychologów z różnych krajów były nie tylko zbieżne, ale także wskazywały na istotne właściwości zjawiska. Te właściwości były jednak naukowo uchwytne tylko dla nich, ale nie dla humanistów i osób politycznie aktywnych. Tego rodzaju był dzieła początek. Mnie tam nie było.</p>
<p>Przyszły autor obecnego opracowania, wywodziłem się z innego, krakowskiego korzenia tych badań, a z tym głównym nurtem nawiązałem kontakt później i na krótko. Nigdy nie wiedziałem, kto w zamiarze miał dokonać syntezy naszych wysiłków i nie przypuszczałem, że to zadanie mnie przypadnie.</p>
<p>Rok chyba po tym początku, autorowi, pracującemu wówczas z dala od większych ośrodków, przypadło zadanie badania niektórych aberacji psychicznych i ich różnicowania. Tego, że są to sprawy konieczne dla zrozumienia natury całości wspomnianego zjawiska, domyśliłem sie od razu, kierując się własnymi obserwacjami i doświadczeniem. Zwiększyłem więc wysiłki, których rezultaty Czytelnik odnajdzie w tej pracy. Na tym jednak mój kontakt z naukowcami sie urwał. Było to niewątpliwie skutkiem interwencji czynników politycznych, które natrafiały na ślad tego ruchu i spowodowały ofiary. Dzięki Bogu, autor pozostał poza kręgiem podejrzanych. Skończyło się więc na strachu.</p>
<p>W moim posiadaniu pozostały dane o bezcennej wartości dla nauki i polityki. Były to wyniki pracy innych badaczy i mojej. Były one jednak tak niekompletne, że trudno byłoby przekazać je naukowcom zagranicznym nie przygotowanym do ich odbioru. Brakło także takich możliwości. Musiały minąć lata pracy w zupełnym osamotnieniu, aby te dane uzupełnić i powiązać w czytelna całość. Dwa opracowania zostały stracone i wspomniane opracowanie amerykańskie było więc już drugą ich rekonstrukcją. Pierwsze zostało zniszczone na kilka godzin przed rewizja. Drugie nie dotarło do adresata w Rzymie. Wraz z nim przepadła bezpowrotnie większa część wyliczeń statystycznych oraz analizy przypadków indywidualnych, a więc materiały przekonywujące dla specjalistów. Wspomniane opracowanie angielskie zawiera już tylko te dane statystyczne, które jako najczęściej używane pozostały w pamięci lub udało się je odtworzyć z dostateczną wiarygodnością. Równocześnie dodano dane z tam dostępnej literatury, które uznałem za niezbędne, szczególnie aby uprzystępnić prace osobom nie będącym specjalistami w dziedzinie psychopatologii. Te same dane są obecne w tym opracowaniu.</p>
<p>Tamto opracowanie doczekało sie pozytywnych ocen, jako „very informative”, ale nie publikacji. Wydawcy amerykańscy, do których się zwracałem, uznali książkę za kłopotliwa, bo wymagającą międzynarodowego kolportażu. Na przeszkodzie stanęło jednak coś bardziej istotnego niż tylko dolar i amerykański sposób myślenia.</p>
<p>Okazując pewien entuzjazm dla jej wartości, wydaniem pracy zajął się profesor Zbigniew Brzeziński. Pojawiły się jednak nie przewidziane trudności, które wciąż odwlekały tę publikację. Długo nie mogłem zrozumieć przyczyn tego, aż do pewnego razu będąc na jego wykładzie zauważyłem, że pomija wszelkie znane mu na pewno dane, jakie mogły pochodzić z tej pracy. Zrozumiałem więc, że jej publikacja wydała mu się przeszkodą w jego osobistej strategii powodzenia. Na pewno jednak rozumował błędnie.</p>
<p>Od tamtych zdarzeń minęło kilkanaście lat. Przygotowując obecne polskie wydanie, należało zmienić perspektywę czasu. To, co w tamtym opracowaniu było przewidywaniem, stało się w międzyczasie rzeczywistością. W wielu więc miejscach należało zmienić czas przyszły na przeszły i omówić zagadnienia w nowym kontekście rzeczywistości. Nienaruszone pozostały zasadnicze twierdzenia, które sprawdził czas. W takiej formie praca powinna odegrać także nową rolę.</p>
<p>To dawne ujęcie było zwrócone do czytelników żyjących w krajach niepodległych i poza bezpośrednim wpływem makrosocjalnego zjawiska patologicznego. Należało więc wyjaśnić w nim to, co dla mieszkańców naszych krajów było wynikiem lat osobistego doświadczenia. To potraktowano jako zbędne w tym opracowaniu. Mimo tych adaptacji i usunięcia niektórych innych fragmentów, ten styl pierwotny pozostał w tle, treści i układzie obecnego opracowania. Mam nadzieję jednak, że nie przeszkodzi to Czytelnikom Polskim w apercepcji dzieła. Przeciwnie, powinno ono stać się dzięki temu łatwiej przyswajalne dla młodszego pokolenia, ja także dla naszych rodaków z dawna żyjących poza granicami kraju. Całość pracy została dzięki takim operacjom nieco skrócona.</p>
<p>Czy to dzieło nie odegrało juz pewnej roli politycznej, nie jestem w stanie się przekonać, a było to tak: Kopię pierwszej wersji tej pracy dostarczyłem rządowi emigracyjnemu w Londynie. Podobną zaś, za ich radą, pożyczyłem pewnemu tamtejszemu filozofowi. Odmówił mi jej zwrotu, bo jej już nie miał. Ile funtów kosztowało to ówczesny wywiad także nie wiem. Agenci zaszli mnie wtedy odpoczywającego w Ravenscourt Park i pogróżkami usiłowali zmusić, abym już nic więcej nie pisał. Wierzę jednak, że ta zdobycz została przekazana „starszemu bratu”. Kiedy bowiem doszło do rozmowy pomiędzy Papieżem a Gorbaczowem, ten ostatni korzystał wyraźnie z treści zawartych w mojej pracy. Usiłował wybadać czy J.P. II rozumie te sprawy. Niestety przekonał się że nie. Czy lektura tej pracy wpłynęła jednak na jego historyczne decyzje? Może ktoś z czytelników będzie miał jakieś wieści na ten temat? Habent sua fata libelli.</p>
<p>Szczególne wyrazy pamięci i uznania chcę złożyć przede wszystkim swoim dawnym profesorom z Uniwersytety Jagiellońskiego. Stefanowi Szumanowi, Romanowi Ingardenowi i innym, którzy nauczyli mnie obiektywnego myślenia i poszukiwania prawdy o człowieku. Dziękuję profesorowi Bolesławowi Wysockiemu z Harvard Uniwersity, Massachusetts, który przestudiował to dzieło, uzgodnił użytą terminologię i doradził mi dodanie obecnego pierwszego rozdziału, o bardziej literackim charakterze, dla wprowadzenia Czytelnika. Dziękuję profesorowi Zdzisławowi J.Rynowi z Krakowa za przestudiowanie pracy, oraz wyrazy uznania i zachęty do wytrwałości.</p>
<p align="right"> Andrzej Łobaczewski</p>
<p align="left">Rzeszów, październik 1997</p>
</blockquote>
<p>Dodatkowe przybliżę autora owej książki tekstem napisanym na odwrocie książki:</p>
<blockquote><p> Autor urodził się w roku 1921 i wychował w skromnym podkarpackim dworze, wśród starych drzew, psów i koni. Latem i w czasie wojny pracował w gospodarstwie. Zajmował się pszczelarstwem i studiował psychologię roju. Był żołnierzem A.K. Po wojnie ukończył liceum mechaniczne i zarabiał na życie jako konstruktor.</p>
<p>Dramatyczne przeżycia młodości skierowały jednak jego zainteresowania ku psychologii. Studiował w Krakowie. Korzystał jeszcze z wiedzy i kultury naukowej dawnych profesorów, S. Szumana, R. Ingardena i innych. Pracował w lecznictwie a także jako psycholog przemysłowy w górnictwie. Wszędzie starał się prowadzić dociekania naukowe, ale do kariery uniwersyteckiej, mimo wielu usiłowań, nie został dopuszczony z powodu ówczesnych przyczyn "natury politycznej".</p>
<p>Pod koniec studiów, w roku 1951, w trakcie przymusowego "szkolenia ideowego" zainteresował się psychopatologią tak zwanego "komunizmu" dochodząc do przekonania, że mamy do czynienia z makrosocjalnym zjawiskiem psychopatologicznym. Przez krótki czas współpracował z  międzynarodowym porozumieniem wybitnych psychiatrów i psychologów, którzy badali to samo zjawisko. Po rozbiciu tego ruchu przez bezpieki w krajach "demokracji ludowej", działał juz samotnie, starając się uzupełnic posiadane dane do czytelnej całości.</p>
<p>W końcu został przymuszony do emigracji. W USA stał się przedmiotem perfidnych szykan ze strony dłygich łap czerwonej dywersji. Mógł jednak korzystać z bogatej literatury i działalności instytucji psychologicznych. Bywał pomocny rodakom w częstych tam nerwicach i trudnościach psychicznych. Poznał Amerykę od strony realiów życia i polityki. Mimo trudności opracował niniejszą relację z tamtych badań i doświadczeń, która po późniejszych adaptacjach spowodowanych upływem czasu, przedstawia dziś PT Czytelnikom.</p>
<p>Autor, realista psychologiczny, dysponuje dużym doświadczeniem zawodowym i politycznym. Pisze celowo językiem przystępnym także dla osób, które nie dysponuja przygotowaniem psychologicznym, wyjaśniając niezbędne pojęcia z tej dziedziny. Tym niemniej ta praca, która jest w istocie dziełem zbiorowym z udziałem wybitnych naukowców minionego już pokolenia, nie jest lektura łatwą.</p></blockquote>
<p>Mam nadzieję że ten tekst zachęci do zakupu i przeczytania książki, ponieważ wiedza zawarta w niej może każdego z nas ochronić przed np psychopatą albo zorientować się w polityce i jakiego rodzaju ludzie tam działają.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Trafić w czułe miejsce]]></title>
<link>http://motyl.wordpress.com/2007/08/11/trafic-w-czule-miejsce/</link>
<pubDate>Sat, 11 Aug 2007 12:51:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>Paweł</dc:creator>
<guid>http://motyl.wordpress.com/2007/08/11/trafic-w-czule-miejsce/</guid>
<description><![CDATA[Fragment książki &#8220;psychopaci są wśród nas&#8221;:
Jeśli napotkana osoba ma w swojej psyc]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Fragment książki "psychopaci są wśród nas":</p>
<p>Jeśli napotkana osoba ma w swojej psychice jakieś słabe punkty, psychopata z pewnością odnajdzie je i wykorzysta. Poniższe przykłady ilustrują niezwykłą zdolność, z jaką psychopaci wykrywają nasze czułe miejsca.</p>
<ul>
<li>Jeden z badanych przez nas psychopatów, oszust, wyznał w rozmowie: "W pracy najpierw oceniam klienta. Szukam punktu zaczepienia, jakiejś szczeliny, ustalam, czego klient potrzebuje, i wtedy mu to daje. A później przychodzi pora spłaty, z odsetkami. Przykręcam śrubę".</li>
<li>William Bradfield, psychopatyczny nauczyciel, o którym wspomniałem wcześniej, "nigdy nie wybierał atrakcyjnych kobiet.<br />
[...] Potrafił wyczuć brak pewności siebie i samotność tak, jak świnia wyczuwa trufle".</li>
</ul>
<ul>
<li>W mrożącej krew w żyłach scenie filmu Przylądek strachu psychopatyczny bohater grany przez Roberta De Niro hipnotyzuje swoim zachowaniem i w zasadzie uwodzi piętnastoletnią dziewczynę, odwołując się do jej ledwie rozbudzonej seksualności.</li>
</ul>
<p><!--more--> Charakterystyczne dla psychopatów jest bezwzględnie wykorzystywanie osób samotnych. Pewien badany przez nas więzień wyszukiwał w barach przygnębione kobiety. Kiedy zamieszkał z jedną z nich, przekonał ją, że będzie potrzebował samochodu, sprzedał jej swój za cztery tysiące dolarów, a następnie, zanim formalnie załatwiono transakcję, ulotnił się szybko - samochodem, oczywiście. Kobieta była zbyt zażenowana, żeby wnieść sprawę do sądu.</p>
<p>Niektórzy psychopaci, zwłaszcza ci przebywający w więzieniach, nawiązują kontakt ze swoimi ofiarami poprzez gazetowe kąciki samotnych serc. Listy często prowadzą do odwiedzin i - w sposób nieunikniony - do rozczarowania i cierpienia ofiar. Kilka lat temu moja dawna studentka, miłośniczka kotów syjamskich, zamieściła ogłoszenie w takiej właśnie rubryce. Dostała sporo odpowiedzi od więźniów, w tym od psychopaty, z którym wcześniej rozmawiała w ramach naszego projektu badawczego. Jego list obfitował w kwieciste wyrażenia i sentymentalne opisy zachodów słońca, spacerów w deszczu, wiernych uczuć, piękna i tajemniczości syjamskich kotów - a wszystko to rażąco kontrastowało z udokumentowaną przeszłością tego człowieka, obfitująca w przypadki przemocy wobec mężczyzn i kobiet.</p>
<ul>
<li>Psychopaci bezlitośnie wykorzystują ludzką potrzebę znalezienia celu w życiu i żerują na słabych, zagubionych i bezradnych.<br />
Jeden z naszych badanych czytywał gazetowe nekrologi, szukając osób w podeszłym wieku, które właśnie starciły męża lub żonę i zostały same. Kiedyś, podając się za "konsultanta w sprawach żałoby", przekonał siedemdziesięcioletnią wdowę, aby upoważniła go do zarządzania jej majątkiem. Plan nie wypalił, bo czujny pastor z pobliskiego kościoła nabrał podejrzeń, sprawdził referencje "konsultanta" i odkrył, że to oszust na zwolnieniu warunkowym. "Kobieta była samotna i próbowałem wnieść nieco radości w jej życie" - oświadczył nasz badany.</li>
</ul>
<ul>
<li>Psychopaci umieją dostrzec i wykorzystać nasze kompleksy i bark wiary w siebie. W <em>Milczeniu owiec</em> Thomas Harris przedstawia wymowną scenę, w której doktor Hannibal Lecter - "rasowy socjopata" - szybko wykrywa i wyzyskuje słaby punkt agentki Starling: jej lęk przed okazaniem się "pospolitą".</li>
</ul>
<p>Agentka Starling była nowicjuszką w kontaktach z psychopatami, ale nawet ludzie oswojeni z tym zaburzeniem miewają słabości, które można wykorzystać. Prawie każdy psychiatra, pracownik opieki społecznej, pielęgniarka i psycholog zatrudnieni przez jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym lub zakładzie karnym znają przynajmniej jedną osobę spośród personelu, która znalazła się w kryzysie spowodowanym przez psychopatycznego pacjenta lub więźnia. Pewna pani psycholog o doskonałej reputacji (i niemal nieistniejącym życiu towarzyskim) uciekła z psychopatą powierzonym swojej pieczy.<br />
Porzucona dwa tygodnie później - z opróżnionym kontem bankowym i maksymalnym obciążeniem kart kredytowych, złamała karierę i zniszczonymi marzeniami o pełnym miłości związku - wyjaśniła dziennikarzowi, że czuła pustkę w życiu i po porstu uległa pochlebstwom i obietnicom swojego pacjenta.</p>
<ul>
<li>Psychopaci wykazują nieprzeciętną zdolność do rozpoznawania i wyzyskiwania "ciepłych" kobiet - takich, które czują głęboką potrzebę pomagania i matkowania innym. Wiele z nich pracuje w instytucjach świadczących usługi publiczne: w szpitalach, opiece społecznej, poradnictwie, i zwykle szuka w ludziach dobra, a pomija lub pomniejsza ich złe cechy: "Miał takie straszne dzieciństwo, potrzebuje kogoś, kto go zrozumie", "Sprawia kłopoty, ale mogę mu pomóc". Kobiety te nieraz godzą się z brutalnym traktowaniem, wierząc w swój zbawienny wpływ. W oczach psychopaty jednak same proszą się o emocjonalne, fizyczne i finansowe wykorzystanie.</li>
</ul>
<p>Jedna z moich ulubionych anegdot dotyczy psychopatycznego więźnia, który nieustannie przyjmował kobiece wizyty. Miał kryminalna, pełną brutalnych czynów przeszłość, nie był szczególnie przystojny ani interesujący w rozmowie. Cechował się natomiast pewną cherubinkowatością, która najwyraźniej pociągała wiele kobiet, w tym pracownice więzienia. Któraś z nich skomentowała: "Trzeba mu matkować"; inna stwierdziła: "Zawsze miałam ochotę go przytulić".</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Psychopaci są wśród nas]]></title>
<link>http://motyl.wordpress.com/2007/08/11/psychopaci-sa-wsrod-nas/</link>
<pubDate>Sat, 11 Aug 2007 11:51:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>Paweł</dc:creator>
<guid>http://motyl.wordpress.com/2007/08/11/psychopaci-sa-wsrod-nas/</guid>
<description><![CDATA[PSYCHOPACI SĄ WŚRÓD NAS
 Odraza i fascynacja. Te emocje towarzyszą większości z nas, gdy słys]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="center"><strong>PSYCHOPACI SĄ WŚRÓD NAS</strong></p>
<blockquote><p> Odraza i fascynacja. Te emocje towarzyszą większości z nas, gdy słyszymy kolejne doniesienia o bezlitosnych, pozbawionych sumienia zabójcach. Seryjni mordercy, bezwzględnie łamiący zasady społeczne, stanowią ekstremalny przykład, ale są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej - psychopaci są wśród nas.<br />
Ludzie ci są w pełni świadomi konsekwencji swoich czynów znają różnicę między dobrem a złem. Jednak wykazują brak skrupułów i niezdolność do empatii. Przeraża to, że na pierwszy rzut oka wydają się całkiem normalni. Robert D. Hare, światowy autorytet w dziedzinie badań nad psychopatią, przedstawia charakterystykę tych niebezpiecznych osób, barwnie opisuje świat oszustów, kanciarzy i najrozmaitszych drapieżców, którzy oczarowują, kłamią i brutalnie torują sobie drogę przez życie.<br />
Czy uważać ich za ludzi chorych czy po prostu złych? Jak ich rozpoznać? Jak się przed nimi bronić? Książka dr. Hare to porywający reportaż o mrocznej stronie człowieka.</p>
<p><strong>Robert D. Hare</strong>, profesor emerytowany Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie, pionier badań nad psychopatią. Opracował jedną z najpowszechniej stosowanych metod oceny tego zaburzenia.</p>
<p align="right"><!--more--> <em>"Fascynujące, choć przerażające, spojrzenie na psychopatów (...)</em></p>
<p align="right"><em> sprawozdanie, które otwiera nam oczy i mrozi krew w żyłach".</em></p>
<p align="right"> "Kirkus Reviews"</p>
<p>"Badacz o najwyższej światowej renomie przeplata błyskotliwe spostrzeżenia naukowe fascynującymi opisami przykładów, tworząc dzieło o rzadkiej wartości: książkę, która świetnie się czyta i wysoko ceni".</p>
<p align="right"> Dr John Monahan<br />
University of Virginia Law School</p>
<p align="center"><img src="http://www.znak.com.pl/katalog/graf/1782.jpg" height="209" width="150" /></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jason]]></title>
<link>http://motyl.wordpress.com/2007/08/10/jason/</link>
<pubDate>Fri, 10 Aug 2007 19:57:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>Paweł</dc:creator>
<guid>http://motyl.wordpress.com/2007/08/10/jason/</guid>
<description><![CDATA[Fragment książki &#8220;Psychopaci są wśród nas&#8221; Roberta D. Hare :
 Niedawno posłużyli]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Fragment książki "Psychopaci są wśród nas" Roberta D. Hare :</p>
<blockquote><p> Niedawno posłużyliśmy się wersją Skali Obserwacyjnej Skłonności Psychopatycznych w trakcie badania grupy młodych przestepców, chłopców w wieku od trzynastu do osiemnastu lat. Ich przeciętny wynik był wyższy niż wynik uzyskiwany przez dorosłych kryminalistów, a ponad 25% można było określić mianem psychopatów, zgodnie z przyjętymi kryteriami. Szczególnie zaniepokoiło nas odkrycie, że w czołówce grupy znalazł się chłopiec zaledwie trzynastoletni. Jason zaczął popełniać poważne przestępstwa - włamania, kradzieże, napady na młodsze dzieci - <strong>przed ukończeniem sześciu lat.</strong> Pod względem klinicznych symptomów i zachowania nie różnił się od znanych nam brutalnych dorosłych psychopatów - z jednym ciekawym wyjątkiem: opowiadając o swoich poglądach i postawie, był bardziej otwarty i bezpośredni, mniej powściągliwy i nieszczery. Jego słowa budziły grozę.</p>
<p><!--more--> Zapytany, dlaczego dokonuje przestępstw, ów chłopiec ze stabilnej, inteligenckiej rodziny odparł: "Bo lubię. Starzy szaleją, kiedy wpadam w kłopoty, ale mam to gdzieś, dopóki dobrze się bawię. Zawsze byłem oryginalny". O innych ludziach, także swoich ofiarach, mówił: "Chcecie znać prawdę? Zrobiliby mnie w jajo, gdyby mogli, tylko że jestem szybszy". Chętnie atakował bezdomnych, a zwłaszcza "cioty", "lumpiary" i dzieciaki "na gigancie", bo "są do tego przyzwyczajone. Nie lecą skarżyć się glinom. [..] Jeden gościu, z którym się pobiłem, wyciągnął kosę i wziąłem mu ją, i wsadziłem mu w oko. Ganiał naokoło i wrzeszczał. Co za palant!".</p>
<p>Jeszcze zanim rozpoczął naukę w szkole, regularnie okradał rodziców i pobliskie sklepy oraz terroryzował inne dzieci, aby zdobyć ich słodycze i zabawki. Często unikał kłopotów, kłamiąc: "Patrzyłem prosto w oczy i wciskałem kit. Świetna sprawa. nadal to robię. Stara dawała się nabrać przez długi czas".</p>
<p>Nie ulega wątpliwości, że społeczeństwo będzie miało poważne problemy z Jasonem. Nie jest to nastolatek, którego motywy i zachowanie można łatwo wytłumaczyć - nie jest niezrównoważony emocjonalnie, nie wykazuje urazów neurologicznych, nie pochodzi ze społecznie lub fizycznie niesprzyjającego środowiska. Niestety, każdy pracownik ośrodków poradnictwa dla dzieci i młodzieży, opieki nad młodzieżą, organizacji społecznych, domów poprawczych i systemu sądownictwa karnego zna kogoś, kto bardzo przypomina Jasona. Od stuleci pytania pozostają te same:</p>
<ul>
<li>Jak zrozumieć takie dzieci?</li>
<li>Jak społeczeństwo powinno reagować i chronić siebie, równocześnie chroniąc prawa obywatelskie tych młodych osób?</li>
</ul>
<p>Teraz, kiedy pogłębiają się symptomy rozpadu społeczeństwa, <strong>nie możemy dłużej pozwolić sobie na ignorowanie psychopatii występującej u niektórych dzieci.</strong> Pół wieku temu Hervey Cleckley i Robert Lindner alarmowali, że niedostrzeganie psychopatów żyjących pośród nas już wywołało kryzys społeczny. Dzisiaj nasze instytucje publiczne - szkoły, sądy, szpitale psychiatryczne - codziennie na setki sposobów zmagają się z tym kryzysem, ale <strong>realność psychopatii wciąż pozostaje niezauważona.</strong> Naszą jedyną nadzieją jest <strong>jak najszybsze wykorzystanie wiedzy o tym zaburzeniu.</strong> W przeciwnym razie nadal będziemy stosować plaster jako antidotum na chorobę zagrażającą życiu, a kryzys społeczny będzie się pogarszał<br />
(...) koniec cytatu.</p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Psychopatia Schizoidalna]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/2007/08/03/psychopatia-schizoidalna/</link>
<pubDate>Fri, 03 Aug 2007 20:05:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>gemikes</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.wordpress.com/2007/08/03/psychopatia-schizoidalna/</guid>
<description><![CDATA[Fragment książki &#8220;Ponerologia Polityczna&#8221; Andrzeja Łobaczewskiego.
Schizoidia lub psy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Fragment książki "Ponerologia Polityczna" Andrzeja Łobaczewskiego.</p>
<blockquote><p>Schizoidia lub psychopatia schizoidalna została wyróżniona już przez pierwszych sławnych twórców współczesnej psychiatrii. Od początku była traktowana jako lżejsza forma tego obciążenia, które jest przyczyną podatności na schizofrenię. Tego związku nie udało się jednak potwierdzić potem statystycznie, a doświadczenie autora nie przemawia za jego istnieniem. Dlatego tutaj, ze względów teoretycznych i praktycznych, potraktujemy schizoidię bez odwoływania się do tego tradycją uzasadnionego pokrewieństwa.<br />
<!--more--><br />
W literaturze, podobnie jak w życiu, znajdziemy opisy kilku odmian tej anomalii, których jakości można przypisać zarówno różnicom czynnika dziedzicznego, co i innym właściwościom osobniczym. Wspólną właściwością tych odmian jest matowość uczuciowości oraz słabość wyczucia realiów i sytuacji psychologicznych, tego istotnego składnika inteligencji podstawowej. Można to tłumaczyć niepełną jakością całego podłoża instynktowego, które pracuje jak gdyby po piasku. Słaby nacisk emocji pozwala takim osobom rozwijać sprawne rozumowanie spekulatywne, swoisty obiektywizm, przydatne np. w interesach ekonomicznych lub dla wyzyskiwania emocjonalizmu innych ludzi. Taka jednostronność czyni ich skłonnymi do mniemania o wyższości swoich umysłów w stosunku do tamtych, którzy ich zdaniem kierują się głównie emocjami.</p>
<p>Nosiciele tej anomalii, sami nadwrażliwi i nieufni, zbyt mało zwracają uwagi na uczucia innych. Są skłonni do przyjmowania postaw skrajnych i moralizujących i szukania odwetu za pomniejsze przewinienia. Na skutek wspomnianego deficytu wyczucia realiów psychologicznych, są skłonni do błędnego interpretowania intencji innych ludzi. Łatwo więc angażują się w działalności pozornie tylko moralnie słuszne, które w wyniku przynoszą szkody innym ludziom i im samym. Ich zubożony światopogląd psychologiczny prowadzi do charakterystycznego pesymizmu w stosunku do natury ludzkiej. W ich wypowiedziach i pismach znajdujemy często swoisty tego wyraz. "Natura ludzka jest niedobra, tak że tylko silna władza ludzi o nadzwyczajnych racjonalnych umysłach może utrzymać ład w społeczeństwach." Taki wyraz ich typowych przekonań nazwijmy "deklaracją schizoidalną".</p>
<p>W rzeczywistości natura ludzka okazuje się "niedobra" dla schizoidów, kiedy oni na skutek swoich braków przysparzają innym goryczy życia, lub kiedy pozostawia samotności schizoizoidalne kobiety. Sami jednak, na skutek tych swoich słabości, wchodzą często w sytuacje stresowe. Wtedy pojawia się u nich charakterystyczne otamowanie zdolności myślenia, lub nawet załamują się wchodząc w stany reaktywne objawowo podobne do schizofrenii. To było chyba przyczyną wspomnianego powiązania takich osobowości ze skłonnością do tej choroby. Obecnie jednak stany takie odróżniamy łatwo i leczymy je psychoterapią. </p>
<p>Częstotliwość występowania tej anomalii jest różna wśród różnych ras i narodowości. Można ją szacować na średnio 0,8 % w Europie, do 3% wśród Żydów. Występuje rzadko wśród typowych Afrykanów. Obserwacje autora sugerują autosomowe dziedziczenie tej anomalii.</p>
<p>Ponerogenną aktywność schizoidii należy oceniać w dwóch aspektach. Na małą skalę społeczną, ludzie ci przysparzają kłopotów rodzinom, stają się łatwo narzędziem intryg w rękach jednostek sprytniejszych. Na swoich bliskich oddziałowują powodując nastroje rezygnacji i depresji. Bywają kiepskimi wychowawcami następnego pokolenia. Ich skłonność do upraszczającego, doktrynerskiego, "prawniczego", pojmowania życia zamienia ich nieraz dobre zamiary w nieszczęśliwe skutki.</p>
<p>Jeżeli jednak schizoidalny sposób pojmowania rzeczywistości ludzkiej i skłonność do tworzenia wielkich doktryn zostają rzucone na papier i zamieniają się w liczne nakłady drukowane - wówczas ich ponerogenna rola może przyjąć makrosocjalne rozmiary. Czytelnicy, nie doceniając tych wspomnianych już deficytów, lub nawet jawnej deklaracji schizoidalnej, asymilują i interpretują treść takich dzieł w sposób odpowiadający ich naturom. Umysły normalnych ludzi, dzięki współudziałowi własnego bogatszego światopoglądu psychologicznego, będą miały skłonność do tworzenia interpretacji krytycznej i korygującej. Niektórzy odrzucą takie dzieło z moralnym protestem, ale bez rozeznania tej specyficznej przyczyny. Ludzie mniej rozsądni a drażliwi, także nosiciele różnych aberacji psychicznych, ulegają fascynacji takimi dziełami i ich ponerogennemu wpływowi. To powoduje charakterystyczną polaryzację opinii społecznych, budząc nastroje wrogości. Jeżeli analizujemy wpływ dzieł Karola Marksa, bez trudu zaobserwujemy wszystkie te rodzaje apercepcji i reakcji, jakie zrodziły w społeczeństwach wrogości ludzkich postaw. Typowy brak zaufania do dobrych stron natury ludzkiej towarzyszy całemu jego dziełu. </p>
<p>Kiedy więc czytamy niektóre dzieła, które tak niepokojąco podzieliły świat, zastanówmy się, czy nie spotykamy tam tego charakterystycznego zubożenia światopoglądu psychologicznego lub nawet jawnie wypowiedzianej deklaracji schizoidalnej, ewentualnie także i innych przejawów zmienionego pojmowania życia, które będą opisane poniżej. Wówczas znajdziemy zdrowy dystans w stosunku do ich treści, a równocześnie będzie nam łatwiej wyłuskiwać wartościowe elementy z zawartych tam doktryn fanatycznych. Jeżeli uczynią tak dwie lub więcej osób, to okaże się, że ich światopoglądy zbliżyły się do siebie i przycichły przyczyny sporów. Taka analiza chroni naszą higienę psychiczną.</p></blockquote>
<p>Chcesz wiedzieć więcej?</p>
<p><a href="http://quantumfuture.net/pl/psychopatologia.html">O antyspołecznym zaburzeniu osobowości (psychopatia).</a></p>
<p><a href="http://pracownia4.wordpress.com/2007/08/03/schizoidalne-zaburzenie-osobowosci/">O Schizoidalnym zaburzeniu osobowości.</a></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
