<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>popaprancy &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/popaprancy/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "popaprancy"</description>
	<pubDate>Mon, 07 Jul 2008 14:09:15 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Jeszcze o Wałęsie - lektura obowiązkowa]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1595</link>
<pubDate>Sat, 05 Jul 2008 19:11:31 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1595</guid>
<description><![CDATA[Jestem na &#8220;urlopie&#8221; blogowym, ale to nie znaczy, że jestem bez dostępu do sieci.
Wiem,]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jestem na "urlopie" blogowym, ale to nie znaczy, że jestem bez dostępu do sieci.<br />
Wiem, że temat książki Gontarczyka i Cenckiewicza jest już zgrany, a temat współpracy Wałęsy z SB i jego działań za prezydentury w latach '90 - też raczej już jasny - ale może czas właśnie na podsumowanie.<br />
Dlatego ten<strong> <a href="http://wyborcza.pl/1,75968,5427362,Zla_przeszlosc_i_psy_goncze__czyli_odpieprzcie_sie.html" target="_blank">artykuł Adama Michnika</a></strong> to lektura obowiązkowa;</p>
<p>Czekam na dyskusję.</p>
<p>Azrael</p>
<p>P.S. Po powrocie będę miał dla Was ciekawą propozycję</p>
<p>A.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Przerwa]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1594</link>
<pubDate>Sat, 05 Jul 2008 09:27:41 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1594</guid>
<description><![CDATA[Na kilka dni będę musiał poważnie ograniczyć działanie na swoim blogu - i nie jest to, niestet]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Na kilka dni będę musiał poważnie ograniczyć działanie na swoim blogu - i nie jest to, niestety, urlop. Będę z rzadka zaglądał, ale raczej nie będę miał czasu na komentarze i publikacje.</p>
<p>Powrót planuję około 11 lipca.</p>
<p>Pozdrawiam</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rotacyjne tarcze]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1589</link>
<pubDate>Fri, 04 Jul 2008 17:55:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1589</guid>
<description><![CDATA[
Konferencja prasowa Donalda Tuska nie zakończyła jeszcze negocjacji definitywnie, ale w znacznym ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" /></p>
<p>Konferencja prasowa Donalda Tuska nie zakończyła jeszcze negocjacji definitywnie, ale w znacznym stopniu wyjaśniła pozycje negocjacyjne - czyli to, czego chcieli się dowiedzieć komentatorzy. Tusk do samego końca walczył o jak najlepsze warunki, o czym świadczy rozmowa telefoniczna z Dickiem Cheneyem, trwająca aż 40 minut. Bezskuteczna, jak się okazało, co mnie specjalnie nie dziwi, bo w układzie władzy w Stanach Zjednoczonych, wiceprezydent ma moc decyzyjną i pozycję równą... kamerdynerowi.</p>
<p>Tusk stanął na wysokości zadania i przyjął stanowisko społeczeństwa, które już w prawie 70% odrzuca pomysł tarczy na naszym terytorium, nie uznając go za korzystny, z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa. Pożyteczni idioci, zwolennicy tarczy, uważają, że sama instalacja i 1200 amerykańskich żołnierzy w ochronie i obsłudze tarczy zwiększa to bezpieczeństwo - tylko, że nie piszą, czym i jak będą je chronili... jeżeli już, to zapewne karabinkami M16...</p>
<p>Polskim interesem jest, o czym piszę od dawna, bezpieczeństwo Polski, w bezpiecznej Europie. Bezpieczna Europa to zintegrowany kontynent, z ułożonymi relacjami z Rosją, wspólną polityką zagraniczną, i oczywiście - gwarancjami amerykańskimi. Ale musi się to odbywać na zasadzie swoistego indeterminizmu społecznego i politycznego, do którego świadome i demokratyczne społeczeństwa dojrzały.</p>
<p>Padają stwierdzenia, że opinia społeczna powinna być rzetelnie informowana o postępach negocjacji. Nie, negocjacje na temat wrażliwy, a takim jest bezpieczeństwo państwa, powinny być tajne. Natomiast przesłanki polityczne i konsekwencje krótko- i długoterminowe - i owszem, powinny być wyjaśniane. I to uczynił na swojej konferencji premier Donald Tusk, czego wcześniej nie robił jego poprzednik.</p>
<p>Niektórzy piszą o zdradzie polskiego interesu narodowego, o przeciwstawieniu ponoć korzystnego układu Warszawa - Waszyngton układowi zależności, osi Berlin - Warszawa - Moskwa. Tylko jakoś nie potrafią uzasadnić, poza konotacjami historycznymi, że Polska na relacjach z silnymi partnerami może stracić. Ale to jest linia polityczna Prawa i Sprawiedliwości, która ma niewiele wspólnego z realizmem współczesnej polityki.</p>
<p>Polska suwerenność nie zostanie ograniczona, przez związanie się z amerykańską doktryną wojskową. Polscy negocjatorzy nie negocjowali warunków instalacji tarczy, lecz próbowali przekonać Amerykanów, że ich bezpieczeństwo, bezpieczeństwo terytorium USA musi kosztować - a ceną jest podwyższenie wartości bojowej polskiej armii. Niestety, sojusz polsko - amerykański przypomina głuchy telefon - my do nich o środkach, technologiach i nowych systemach Patriot - oni nam są skłonni wypożyczyć wyrzutnie rakiet ma miesiąc co kwartał... i nie jest wcale powiedziane, że uzbrojone.</p>
<p>Ciekawe będą reperkusje wewnętrzne. Plany polityczne ekipy Jarosława Kaczyńskiego zakładały wzmocnienie sojuszu polsko - amerykańskiego, jako elementu rozgrywki z Unia Europejską i przedstawienie tego porozumienia, jako sukcesu polityki zagranicznej Lecha Kaczyńskiego. Wizyta Anny Fotygi miała wzmocnić ten plan - a nie wykluczone, że spowodowała usztywnienie negocjatorów amerykańskich. Być może Lech Kaczyński strzelił sobie tym manewrem w stopy.</p>
<p>Niestety - po raz kolejny, okazuje się, że dla Waszyngtonu Polska jest tylko bantustanem.</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Polityka medalowa]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1584</link>
<pubDate>Mon, 30 Jun 2008 08:12:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1584</guid>
<description><![CDATA[
Kolejny działacz dawnej opozycji demokratycznej odmówił przyjęcia odznaczenia z rąk prezydenta]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" /><br />
Kolejny działacz dawnej opozycji demokratycznej odmówił przyjęcia odznaczenia z rąk prezydenta, który też przecież z tego środowiska się wywodzi.<br />
Jacek Rakowiecki, dziennikarz i publicysta, obecnie naczelny miesięcznika "Film", były działacz Studenckiego Komitetu Solidarności, a następnie Niezależnego Zrzeszenia Studentów, odmówił przyjęcia Krzyża Kawalerskiego OOP. W liście adresowanym do prezydenta Rakowicki stwierdził, że ze względu na swoje przekonania polityczne, a szczególnie na sposób potraktowania przez Lecha Kaczyńskiego byłego prezydenta, Lecha Wałęsy, nie może przyjąć odznaczenia.</p>
<p>Kilkanaście dni temu inny działacz opozycyjny (bliski braciom Kaczyńskim), Marek Chimiak, związany z Niezależną Oficyną Wydawniczą NOWA, zadeklarował, że nie przyjmie od prezydenta Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski. Oświadczył, że uważa decyzję o przyznaniu mu medalu za próbą dzielenie działaczy opozycyjnych na lepszych i gorszych.</p>
<div id="rel" style="font-family:garamond;">
<div class="rel_zdj">
<div class="zdj_i_opis"><a href="pop('/aliasy/mod/super_zoom.jsp?xx=4584295&#38;dx=75478',575,660)"><img src="http://bi.gazeta.pl/im/5/4584/z4584295N.jpg" border="0" alt="Zobacz powiekszenie" hspace="0" /></a><br />
Fot: AG</p>
<div class="zdjT">JACEK RAKOWIECKI</div>
</div>
<p><!--zdj_i_opis--></div>
<p><!--rel_zdj--></div>
<p><!--rel--><!-- klucze: true &#124;  &#124; tak --><span style="font-family:garamond;"> </span></p>
<p>Kilka miesięcy temu, przy okazji 40. rocznicy obchodów wydarzeń Marca '68 mieliśmy również sytuację, kiedy jeden z działaczy, Bogdan Czajkowski, przywódca marcowego strajku na Politechnice Warszawskiej, odmówił, już na uroczystości w Pałacu Namiestnikowskim przyjęcia odznaczenia (choć z innych przyczyn, niż wspomniani działacze - sprzeciwu wobec braku referendum w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego). Jednak najszerszym echem odbiło się niezaproszenia na uroczystość jednego z głównych aktorów tamtych wydarzeń, Adama Michnika.<br />
Nieodznaczenie Adama Michnika w związku z rocznicą Marca ‘68 zostało przyjęte bardzo źle. Nie tylko jako afront wobec obecnego redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, a w tamtych latach – jednego z głównych bohaterów, którego postać łączy wiele sprawa polskiej opozycji demokratycznej, ale również jako gruby błąd polityczny Kancelarii Prezydenta – i samego Lecha Kaczyńskiego.</p>
<p>Lech Kaczyński zapowiadał, w ramach polityki historycznej, że będzie prowadził inną, niż jego poprzednicy, politykę przyznawania odznaczeń. I rzeczywiście - na listach odznaczeń znalazły się osoby, którym hołd należał się już dawno. Niestety, Kaczyński nie uniknął sterowania tymi zaszczytami w sposób czysto koniunkturalny.<br />
Lech Kaczyński, jak już wszyscy wiedzą, nie jest prezydentem Polaków, całego społeczeństwa, lecz prezydentem określonej linii politycznej. Nie łączy i nie scala kraju w celu podniesienia jego wartości, lecz wykonując zadania polityczne - dzieli. I to widać również w odniesieniu do swoich znajomych i często przyjaciół z opozycji demokratycznej, gdzie stara się jednych wywyższać, kosztem innych.</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wildsteina jazda na fali]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1583</link>
<pubDate>Sun, 29 Jun 2008 16:05:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1583</guid>
<description><![CDATA[
Czy można prowadzić zaangażowaną prawicową publicystkę w sposób intelektualnie wyważony i b]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" /></p>
<p>Czy można prowadzić zaangażowaną prawicową publicystkę w sposób intelektualnie wyważony i bezstronny, odnosząc się tylko do zagadnień politycznych, społecznych, ideowych? Można, oczywiście, że można. Wymaga to jednak odpowiedniego warsztatu pojęciowego, wiedzy, chęci i wysiłku umysłu, który by pozwolił na wymyślenie i przelanie na papier (oczywiście stwierdzenie umowne, w dobie nowoczesnych technik informacyjnych) świeżych poglądów, takich, które by dyskurs polityczny posunęły do przodu. Nie jest to łatwe, tym bardziej, że konkurencja prasowa, dziennikarska, daje łatwe możliwości ominięcia twórczego wysiłku.<br />
Od dłuższego czasu, szczególnie od momentu, kiedy na rynek prasowy wszedł "Dziennik", wydawnictwa Axel Springer, daje się zauważyć tendencja, że dziennikarze co raz rzadziej zajmują się sprawami bieżącej sytuacji politycznej, społecznej, coraz mniej ich interesują konotacje społeczne, krajowe czy międzynarodowe danej decyzji takiego, czy innego polityka, a częściej reagują na to, co o danym wydarzeniu napisała konkurencyjna gazeta czy w programie telewizyjnym powiedział "wrogi" dziennikarz. Panowie żurnaliści zatracili poczucie odpowiedzialności za słowo i za to, czego powinni się dowiedzieć czytelnicy - bardziej ich interesuje, aby "dołożyć" przeciwnikowi po drugiej stronie barykady dziennikarskiej. I w ten sposób dziennikarze przestają komentować rzeczywistość - a wchodzą w buty polityczne - jako strona sporu.<br />
Jest to wynikiem tego, że dziennikarze czują się "esencją" polityki - i ze zwykłego narcyzmu, jaki jest ich udziałem.<br />
Dziennikarze "Rzeczpospolitej" celują w tego rodzaju "publicystyce". Biorąc gazetę do ręki, czy wchodząc na portal wydawnictwa "Presspublica", możemy być pewni, że w komentarzach, dziale opinii znajdziemy jakiś artykuł, lub notkę, odnoszącą się do gazety konkurencji. Przez kilka tygodni tego roku prowadzona była wojenka pomiędzy "Rzepą" a springerowskim "Dziennikiem" o to, która z nich jest lepszym wydawnictwem katolickim, która bardziej jest "papieska". Ale oczywiście  - głównym celem i, jakby dziennikarze Pawła Lisickiego się przed tym nie bronili - jest "Gazeta Wyborcza", jej szef, Adam Michnik, (choć coraz częściej punktem odniesienia są kierujący faktycznie redakcją Jarosław Kurski i Piotr Pacewicz) i coś co określane jest mianem "środowiska" tejże gazety. Do tego środowiska zapisywani są wszyscy, którzy mają odmienne zdanie od dziennikarzy "Rzepy" i innych, tak zwanych "niezależnych" i "patriotycznych" publicystów.<br />
Dodatkowo - ego dziennikarzy "Rzepy" nic tak nie podbija, jak wydanie własnej, zaangażowanej koniecznie, książki. I niezależnie od tego, czy talent sprzyja, jak Rafałowi Ziemkiewiczowi, czy nie - dziennikarzom wydaje się , że nie przejdą do historii, kiedy nie pozostawią po sobie "dzieła".</p>
<p><!--more--></p>
<p>"Dolina nicości" Bronisława Wildsteina, okrzyknięta przez Salon IV RP pierwszą książką polityczną, z nie jednym kluczem, która ma być rozliczeniem się z elitami. Elitami III RP, oczywiście. Niektórzy piszą, że jest to pamflet polityczny, niektórzy twierdzą, że karykatura. Postacie zaludniające karty powieści, mają swoje odniesienia w rzeczywistości. Książka Wildsteina jednak jest porównywana do dzieł takich, jak "Przedwiośnie", czy "Wesele" - a nawet ma być swoistą przypowieścią o losach Judaszy III RP. I oczywiście, apologeci piszą o niej, jak o dziele literackim. Może kilka smakowitych cytatów literackich;</p>
<p style="padding-left:30px;"><em>"Popatrzył na swój pomarszczony wielki brzuch, który nadawał jego sylwetce kształt wrzeciona. Pod brzuszyskiem ukrywał się mizerny kutasik."<br />
[...]<br />
"Powietrze nie chciało wypełnić klatki piersiowej, a oddech stawał się niekontrolowanym skurczem. Bolało go serce. Uzmysłowił sobie, że ta wytarta metafora jest po prostu opisem fizjologicznej reakcji."<br />
[...]<br />
"Postacie na pierwszym planie kręciły się na obrotowej scenie wprawianej w ruch przez maszynerię kontrolowaną przez tych za kulisami".<br />
[...]<br />
"Sen wpływał z burej wydzieliny nocy. Był lepki i pełen wykrzywionych twarzy."</em></p>
<p>Nie da ukryć - wielka, wielka literatura...(sic!). Ale i w tej książce znajdziemy odniesienia do "Gazety Wyborczej" i Michnika - w książce jest to Michał Bogatyrowicz.</p>
<p>Każdy, kto dotknął się windsurfingu, wie, że żeby dobrze pływać i jechać na fali, oprócz dobrej deski, trzeba mieć dobry żagiel. Dopiero on da dobre rezultaty. Dla Wildsteina takim żaglem dla jego pisania publicystycznego jest właśnie "Gazeta Wyborcza" - a szerzej sprawy III RP, gdzie to właśnie Michnik ma być tym, który jest synonimem zła.</p>
<p>W ostatnim wydaniu weekendowym "Rzeczpospolitej" znajdujemy artykuł, pod tytułem "Zapomnieć o Rywinie", w którym to redaktor próbuje udowodnić, po raz kolejny, że siłą sprawczą afery nazwanej nazwiskiem znanego producenta filmowego, był Adam Michnik.<br />
Jestem dość świeżo po długiej rozmowie z byłym premierem, Leszkiem Millerem (wywiad wkrótce), który na tej całej sprawie stracił najwięcej, tak zresztą, jak i jego ówczesna formacja polityczna - i wiem doskonale, jak Wildstein się głęboko myli.<br />
Według niego afera ta odsłoniła mechanizmy funkcjonowania III RP. Określenie "III RP" jest zresztą traktowane przez większość prawicowych komentatorów jako obelga i synonim wszelkiego zła, korupcji, nepotyzmu i - oczywiście - układów szarych sieci, które oplatają kraj. Zapominają oni, że III RP jest zapisana w Konstytucji RP, akcie dalej w Polsce obowiązującym. Wildstein oczywiście również taką semantykę stosuje, przeciwstawiając ją nieskalanej i pełnej jasnych stron IV RP.<br />
Wildstein pisze w artykule, ze wybory w 2005 roku były klęską ugrupowań III RP, zapominając, że obie zwycięskie partie miały swoje korzenie w formacjach powstałych już na początku lat '90 - a główni politycy obu ugrupowań mają wiele wspólnego z OKP, z pierwszego parlamentu po wyborach czerwcowych roku '89. Jest faktem, że obie partie szły do wyborów pod hasłem IV RP - ale to Prawo i Sprawiedliwość, dla władzy, szybko związało się umowami - właśnie umowami, które niosły za sobą korupcje polityczną z ugrupowaniami skrajnymi, populistycznymi - i do tego ksenofobicznymi i w przypadku LPR, dodatkowo antyeuropejskimi.</p>
<p>Wildstein wyśmiewa się z poglądu, wynikającego z wyroku sądu białostockiego, że afery Rywina nie było. Wyroku, który nie tylko oczyścił Aleksandrę Jakubowską z zarzutów, potwierdził brak "grupy trzymającej władzę", ale również uczynił z raportu Zbigniewa Ziobro z prac komisji bezwartościową kupkę makulatury. Oczywiście - nie omieszkał obrazić wyroku sądu, który jednoznacznie określił działania prokuratury - a także mediów ją wspierających mianem "szukanie paragrafu na człowieka”.</p>
<p>W dalszej części artykułu Bronisław Wildstein usiłuje udowodnić - bez podania ani jednego przykładu, ani jednego dowodu, ani jednego stenogramu rozmów, czy dowodu procesowego - że "Gazeta Wyborcza" i Adam Michnik byli tymi, którzy już po wykonaniu nagrania Lwa Rywina w gabinecie szefa "GW" rozgrywali karty w sprawie nowego kształtu ustawy medialnej - i wręcz szantażowali SLD, w celu uzyskania jak najkorzystniejszych zapisów prawnych. Zapisów, które miały ponoć im dać prawo zakupu "Polsatu" Solorza - Żaka, co miało dać spółce Agora panowanie na rynku mediów papierowych i telewizji. Ciekawe, ale jakoś nikt wtedy, a i później nie pytał się Zygmunta Solorza, co on na kupczenie jego koncernem medialnym, poza jego plecami...</p>
<p>Jest oczywiście prawdą, o czym pisze Wildstein, że lewica (a właściwie część polityków zaangażowanych w sprawy mediów) usiłowały wykorzystać sprzyjającą koniunkturę polityczną do uzyskania dominacji nad mediami - także publicznymi. I tu należy szukać źródła całej tej afery - ale w działaniach Adama Michnika i spółki Agora.<br />
To, że "Gazeta Wyborcza" była sojusznikiem postkomunistów z pod znaku SLD - jest nadużyciem, stwierdzeniem ukutym tylko dla tego, aby udowodnić, że jeżeli ktoś nie zgadza się z poglądami współbieżnymi z poglądami dziennikarzy prawicowych - to koniecznie musi wspierać komunę...<br />
Jednocześnie Wildstein sam sobie zaprzecza, pisząc w następnym akapicie, że SLD nie chciało wzmocnienia spółki Agora, przez zezwolenie jej na kupno telewizji. Pisze o jakiś negocjacjach, które jakoby miały mieć miejsce pomiędzy spółką Agora a przedstawicielami rządu, w których to członkowie zarządu spółki mieli negocjować korzystne zapisy nowych regulacji prawnych. Nigdy i nikt jakoś nie potrafił do tej pory przedstawić, kto, z kim, kiedy i o czym rozmawiał przez lipce 2002 roku, kiedy dokonano nagrania Lwa Rywina, na ulicy Czerskiej.<br />
Wildstein pisze, że już tuz po dokonaniu nagrania Michnik ponoć chodził i opowiadał, całą historię - a pomimo to przez 5 miesięcy nikt nie odważył się poważnie o tym napisać. Twierdzi, że pozycja i naciski Michnika były tak potężne, że nikt nie odważył się na publikacje informacji o propozycji korupcyjne Rywina i wręcz naczelny "Wyborczej" posuwał się do nieformalnych nacisków. Nasz redaktor twierdzi, że Michnik trzymał sprawę w tajemnicy, ponieważ miała ona taką siłę rażenia, że odsłaniała brudne sprawki establishmentu III RP. Nie odpowiada jednak na najważniejsze pytanie, które narzuca się samo - dlaczego Adam Michnik jednak zdecydował się na publikację tego materiału i nagrań ze spotkania z Rywinem, jeżeli to doprowadziło do osłabienia pozycji spółki Agora, a także rzuciło cień na "układ" III RP, którego modus furandi ma być właśnie on?!<br />
Wildstein powiela dalej bajeczkę i schemat myślenia, który został zbudowany po wybuchu tej afery, że odsłania ona brudy demokracji III RP. Pisze standardowe w tych przypadkach dyrdymały o fasadowości tej konstrukcji, nie unika użycia w znaczeniu pejoratywnym określenia "elity", w kontekście powiązań polityczno - biznesowych. Problem jest tylko taki, że takie konstrukcje i poglądy zostały zbudowane w okresie funkcjonowania komisji rywinowskiej i pielęgnowane przed lata. Mit o układzie, sformułowany przez Andrzeja Zybertowicza, był samoistnym przedłużeniem tych poglądów. Stał się także programem politycznym, który wypełniał dychawiczny projekt tak zwanej IV RP. Niestety, pomimo długich i kosztownych (społecznie) poszukiwań tego układu, którego częścią miała być sprawa Rywina, a Michnik - zakulisowym Mefistofelesem - nie udało się go odkryć, ujawnić powiązań i zależności. Nawet słynny raport Macierewicza nie wstrząsnął Polską i nie doprowadził masowego potępienia "chorego układu" III RP.</p>
<p>Nie jest prawdą, jak to widzi Wildstein, że establishment III RP zorganizował się w formie układu przeciwko rządom Prawa i Sprawiedliwości i IV RP. On się po prostu obudził i zareagował, widząc, jak usiłuje się pod płaszczykiem odnowy moralnej zanegować 20 lat wolnej Polski. Elity, tak nienawistne dla Wildsteina, rzeczywiście próbują kierować krajem i społeczeństwem wskazując im kierunki rozwoju. A kto inny ma to robić? Radio Maryja i Jerzy Robert Nowak? Czy może doktrynerzy katoliccy, pod wezwaniem Tomasza Terlikowskiego, czy manipulatorzy medialni, jak Jan Pospieszalski?<br />
"Gazeta Wyborcza" nie jest i nie była, dla ludzi myślących, jedyną wykładnią społeczną i jedynym centrum opiniotwórczym, jak chcą to widzieć dziennikarze prawicowi. Jest i będzie jednak zawsze głosem rozsądku i dyskusji, bez twardej ideologii i odwołań bogoojczyźnianych, narodowo - endeckich.</p>
<p>Jest przykre, czytając Bronisława Wildsteina, że ten zdolny publicysta i zły pisarz, wszedł tak mocno w kanał pisania "zaangażowanego". Mogę zrozumieć jego nastawienie psychologiczne, związane ze sprawą lustracji (sprawa śmierci Stanisława Pyjasa i działania Maleszki), mogę zrozumieć jego niechęć do części dziennikarzy 0 nie mogę zrozumieć, że dziennikarz tak inteligentny potrafi sprowadzić procesy polityczne i społeczne do działań Adama Michnika...</p>
<p>Wildstein, kiedy nie pisze o Michniku (dotyczy to też Ziemkiewicza) - jest uczciwy, nie można mu zarzucić tego, że postępuje niezgodnie z pewnymi wzorcami, kanonami moralnymi. Ale to nie są wzorce, które mogą przynieść jakieś konstruktywne rozwiązanie, na przykład problemu lustracji, dla dobra społecznego.To, że to załatwi ona wszelkie problemy i oczyści państwo – to jest właśnie demagogia, która myślącemu publicyście nie przystoi.</p>
<p>Jest coś takiego, na co zwrócił kiedyś uwagę Przemysław Gintrowski, że ludzie, którzy stan wojenny i najtrudniejsze lata 80 spędzili za granicą – czują, że są traktowani przez tych, którzy tu zostali – inaczej, trochę jak ciało obce, jak ludzie, którym coś się zarzuca…tak było z Jackiem Kaczmarskim, tak jest z Maciejem Rybińskim, podobnie – z Wildsteinem. I oni często nadrabiają to radykalizmem w sądach, takim często mściwym podejściem do innych…</p>
<p>Na zakończenie - Panie redaktorze - sprawa "afery' Rywina to była wewnętrzna rozgrywka obozu lewicy, skierowaną z jednej strony na osłabienie pozycji Leszka Millera, z drugiej strony - na przejęcie kontroli nad jednym z programów telewizji publicznej - a to, że Rywin trafił do Michnika - to był tylko odprysk sprawy. I to Adam Michnik stanął na wysokości zadania - a nie ci, którzy próbowali zbudować na tej sprawie teorię "układu" i IV RP.</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Gnom IV RP]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1577</link>
<pubDate>Fri, 27 Jun 2008 17:11:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1577</guid>
<description><![CDATA[
Istocie, której podłość
Osiągnęła szczyty,
Żeby się rozmnażać,
Nie trzeba kobity.

/Rola]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" /></p>
<p style="padding-left:450px;"><strong>Istocie, której podłość<br />
Osiągnęła szczyty,<br />
Żeby się rozmnażać,<br />
Nie trzeba kobity.</strong>
</p>
<p style="padding-left:450px;"><em>/Roland Topor/</em></p>
<p>Jarosław Kaczyński wiedział. Domyślał się już wprawdzie przed rokiem '80, że Wałęsa jest agentem, ale trzymał twardo buźkę na kłódkę. Potem też ją trzymał. I w trakcie Okrągłego Stołu, kiedy jego brat przechadzał się z Wałęsą pod rękę - też milczał. I kiedy brat siedział przy zastawionym suto stole, razem z Lucyferem - Michnikiem i Rokitą - Kiszczakiem - też zamilczał...</p>
<p>Nie śmiał nic powiedzieć, kiedy Wałęsa stanął do wyborów prezydenckich w roku 1990. I nawet kiedy, jak twierdził wczoraj w porannej audycji radiowej, minister Milczanowski pokazał mu te "porażające" dokumenty (oczywiście oryginały - sic!) - dalej nie puścił pary...</p>
<p>I tak można by mnożyć daty i sytuacje, kiedy Jarosław Kaczyński, przez prawie 30. lat miał szansę na wykazanie się patriotyczną, obywatelską postawą. Jednak nie - on wolał żyć z tą wielką tajemnicą, skrywaną i pielęgnowaną, która musiała go tłamsić, drążyć, niby robak...</p>
<p>I nagle mógł odetchnąć, bo zrozumiał, pod wpływem zapewne impulsu, że może zrzucić to jarzmo, ze swego steranego ciężką pracą dla Narodu karku...</p>
<p>I my, obywatele, mamy w to wierzyć... Dla podniesienia swej wiarygodności Jarosław Kaczyński jest gotów przysiąść na Wielką Księgę. Mam nadzieję, że to chodzi o Pismo Święte, a nie o wybór dzieł Lenina, z którego czerpał mądrości i cytaty jego brat pisząc doktorat...</p>
<p>Już mnie nie interesuje, czy Lech Wałęsa był "Bolkiem", czy tylko może Lolkiem. Nie ma to dla mnie kompletnie żadnego znaczenia.<br />
Ale każdy powinien sobie postawić to pytanie;</p>
<p>Dlaczego i dla jakich celów trwa atak na niego? Dlaczego tak zależy niektórym grupom politycznym, aby zdezawuować postać byłego prezydenta?<br />
Czy chodzi tu o wyjaśnienie wszystkiego, o prawdę historyczną - czy może jednak o napisanie historii na nowo? Czy książka IPN, wydana bez krytycznej oceny ludzi, którzy byli przez lata towarzyszami Wałęsy, ma wartość historiograficzną, naukową - czy jest tylko publicystycznym atakiem i narzędziem politycznym?</p>
<p>"Określone środowiska", używając dawnego języka, próbują zanegować nie tylko umowę Okrągłego Stołu, ale również prawie 20 lat polskiej demokracji. Chcą udowodnić, za pomocą zniszczenia tego symbolu "Solidarności", że III RP był zbudowana przez agentów i dla agentów. Co w związku z tym z polskim parlamentaryzmem, też był on tworem agentury? Polskie uczestnictwo w NATO i Unii Europejskiej to gra agenturalna? Paranoja...</p>
<p>Genetyczni patrioci IV RP próbują zohydzić Polskę i państwo lat demokracji, na pewno najlepszy okres w historii Polski. Jedność Polaków, jak została zbudowana, jest poddawana manipulacji i zawłaszczaniu. Po wyborach 2007 roku myślano, że wszystko to odchodzi w niebyt, że przyszłość jest celem Polaków. Okazuje się, że demony jednak nie rezygnują. I próbują zatruwać społeczeństwo.</p>
<p>Problem jest tylko taki, że nawet jeżeli się okaże, że TW "Bolek" to Wałęsa - to i tak nikt mu nie zabierze Sierpnia '80, Okrągłego Stołu, prezydentury, nagrody Nobla i miejsca w historii.</p>
<p>A o gnomach - za lat 50. już nikt nie będzie pamiętał...</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Trumna lustracyjna]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1576</link>
<pubDate>Fri, 27 Jun 2008 10:35:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1576</guid>
<description><![CDATA[
Wydawało się, że wieko trumny lustracyjnej zostało już na zawsze domknięte, że standardowe p]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" /></p>
<p>Wydawało się, że wieko trumny lustracyjnej zostało już na zawsze domknięte, że standardowe procedury dla urzędników państwowych wyższego szczebla - załatwiają sprawę definitywnie. I również, że ci, którzy lustrację skompromitowali - będą siedzieć cicho i zaprzestaną szarpanie zezwłoka lustracyjnego.<br />
Jednak książka o domniemanej współpracy Lecha Wałęsy, oraz na nowo przypomniana sprawa Lesława Maleszki dała asumpt do otwarcia na nowo tej dyskusji - także w kontekście roli i działania Instytutu Pamięci Narodowej.</p>
<p>Już wielokrotnie pisałem, że jestem fundamentalnym przeciwnikiem lustracji i ostatnie wydarzenia - sztucznie i emocjonalnie przez media nagłaśniane - nie przekonują mnie, że lustracja ma sens i oczyści atmosferę.<br />
Lustracja tu i teraz, po 19 latach od przełomu polskiego nie ma sensu, parząc na Polskę z punktu widzenia jej, tak chętnie przytaczanego przez zwolenników, etosu oczyszczenia życia społecznego. To oczyszczenie należy li tylko do historyków (ale nie takich ideologów, jak Cenckiewicz i Gontarczyk), a nie uwikłanych w różne gierki polityków… i jak się okazuje także hierarchów kościelnych. Oczyszczenie powinno nastąpić dawno, a nie teraz. I nie trafiają do mnie argumenty o tym, ze będzie się nam żyło lepiej, sprawiedliwej.<br />
Oczywiście nie oznacza to, że zbrodnie komunizmu nie powinny być osądzone. I że ludzie pokrzywdzenie przez służbę bezpieczeństwa nie powinni mieć prawa dostępu do akt i do uzyskania sprawiedliwości i zadośćuczynienia. Dlatego wyrok sądu katowickiego, osądzający definitywnie sprawców mordu w kopalni "Wujek", przyjąłem z ulgą.</p>
<p><!--more--></p>
<p>Drugim argumentem takiego podejścia do lustracji – jest, co trudno by na pierwszy rzut oka zrozumieć – motyw moralny. Polska odmiana katolicyzmu w swej warstwie, prostej, ludzkiej, indywidualnej, ze względu na polski charakter narodowy – nie ma rysów przebaczenia. Ci wszyscy, których dotknęło podejrzenie o współpracę, wiedzą doskonale, że anatema będzie się ciągnęła nawet wtedy, kiedy IPN wyda glejt pokrzywdzonego.</p>
<p>Warto przy tej okazji wspomnieć sprawę Maleszki i stosunku naczelnego "GW", Adama Michnika do konfidenta i prowokatora SB. Michnik, pomimo tego, że ten na niego również donosił, podjął wysiłek wybaczenia mu i dania szansy. To był właśnie imperatyw moralny, który przez jego oponentów, głównie katolickich, genetycznych patriotów został potraktowany jako gra polityczna. Maleszka jednak, jak wyraźnie pokazał film "Trzech kumpli" - z tej okazji nie skorzystał...</p>
<p>I trzeci, najważniejszy powód mojego sprzeciwu wobec lustracji – to jakość materiałów IPN oraz to jak się do nich odnoszą tzw. naukowcy czy dziennikarze. O tej jakości napisano i powiedziani już wiele, lata pracy i setki już milionów złotych wydanych na prace IPN nic nie zmieniły – dokumenty prawie zawsze są niekompletne i niejasne, ze względu na brak rzetelności sb-eków… a czasem, jak w przypadku niektórych polityków – na ich wyjątkową rzetelność w usuwaniu niewygodnych materiałów z teczek.. I nie dotyczy to tylko Lecha Wałęsy - ale również teczek Jarosława i Lecha Kaczyńskich, które przed przekazaniem ich do zbioru zastrzeżonego, zostały dokładnie wyczyszczone, na zlecenie Leona Kieresa. Na szczęście - zostały zachowane mikrofilmy - tylko, że nie są one w zasobach IPN...</p>
<p>Najważniejsze jest to, że lustracja po polsku nigdy nie będzie dokonana "profesjonalnie". Niezależnie jak i kto by przygotował nową ustawę lustracyjną - zawsze rozleje się szambo.  Bo akta są niekompletne, sfałszowane, część jest w Rosji (opinia Leona Kieresa) a część ma zmienione na przykład sygnatury i nie wiadomo, kto był nieświadomym kontaktem operacyjnym, a kto TW (opinia profesora Friszke). Na równi, jak w słynnej liście Bronisława Wildsteina postawieni zostaną tacy jak Maleszka, i ci, którzy podpisując "lojalkę", bronili swych bliskich.<br />
Ostatni projekt ustawy lustracyjne, z lutego 2007 roku, został zakwestionowany i rozjechany przez Trybunał Konstytucyjny. Przypomnijmy tylko dwie główne konkluzje wyroku;</p>
<p style="padding-left:30px;"><strong> - Lustracja nie może być narzędziem zemsty, i nie może być karą. Karą może być wyrok                           sądowy i anatema społeczna<br />
- I druga prawda, to taka, że lustracja MUSI być zgodna z prawem, a w szczególności z        Konstytucją, a nie odwrotnie – że prawo ma być narzędziem lustracji…</strong></p>
<p>Trybunał w maju ubiegłego roku wyrwał Prawu i Sprawiedliwości narzędzie polityczne, którym ten chciał uderzać - uderzać w przeciwników politycznych.</p>
<p>Drugim elementem tej dyskusji około lustracyjnej jest rola i funkcje, jakie ma spełniać Instytut Pamięci Narodowej. Czy ma być znany jako profesjonalna, autonomiczna i niezależna instytucja naukowa i edukacyjna - czy jednak będzie oceniany przez pryzmat publikacji o charakterze politycznym, takimi jak ostatnia praca o Lechu Wałęsie. Na nic się zdają opinie o naukowości tego "dzieła", kiedy politycy będą nim wymachiwać na konferencjach prasowych i cytować, jako argumenty w rozgrywce o pamięć polskiej opozycji.</p>
<p>IPN powinien otrzymać, w formie ustawy, zupełnie innych status i prerogatywy;
</p>
<p style="padding-left:30px;">1. Należy natychmiast zweryfikować zadania Instytutu Pamięci Narodowej, prawo dostępu do jego akt, prawo publikacji dokumentów i poddanie rygorów publikacji trwałym regulacjom prawnym o ochronie danych osobowych. Należy zapobiec, aby prawo do publikacji mieli pracownicy instytutu, lub mieli prawo do wydawania zgody na publikację. IPN powinien zostać jednostką archiwalną – a nie naukową. Do prac naukowych powinna być powołana odrębna jednostka. Pion śledczy – oczywiście też wyłączony spod kurateli IPN – i poddany kontroli prokuratury – pod warunkiem – ze stanowisko prokuratora generalnego będzie oddzielone od stanowiska ministra sprawiedliwości.</p>
<p style="padding-left:30px;">2. Instytut powinien zostać wyjęty z pod kontroli rządu i zostać poddany nadzorowi Sejmu. Sejm i tylko on w formie konkursu powinien powołać zarząd instytutu i ten tylko prze nim powinien być odpowiedzialny za swoje działania.</p>
<p style="padding-left:30px;">3.. Dokumenty IPN mogą być użyte w sposób jawny tylko po otrzymaniu na to zgody osoby pokrzywdzonej lub na podstawie wyroku sądu lustracyjnego. Sąd lustracyjny nie ma prawa upubliczniać przebiegu swojej rozprawy przed ogłoszeniem wyroku. I tylko on również powinien wydawać statut pokrzywdzonego.</p>
<p>Oczywiście, w sprawie lustracji jest również inna opcja - to, o czym się mówi znów, o czym wspomniał ostatnio także Donald Tusk (ale, jak sądzę, jest to zagranie marketingowe) - czyli o pełnym otwarciu akt IPN.</p>
<p>Za głównego wroga lustracji i udostępnienia akt uważany jest Adam Michnik i inni publicyści "Gazety Wyborczej". Mało kto pamięta, ale w maju 2007 roku Michnik opowiedział się za pełnym otwarciem archiwów IPN. Motywacją Adama Michnika było to, że czas zabrać policji politycznej ówczesnego Prawa i Sprawiedliwości prawo do manipulacji i szantażu – a czymś takim jest się serwilistyczne nastawiony wobec Jarosława Kaczyńskiego – IPN. Michnik stwierdził, że dość manipulacji, dość gry politycznej lustracją, dość udawania, że chodzi o oczyszczenie państwa i rozliczenie.</p>
<p>Odpowiedzialność zawsze jest po stronie rządzących w danym czasie. To ich odpowiedzialność przed konstytucją, wyborcami, obywatelami. Czas wziąć ją na siebie. I skończyć z mordowaniem demokracji teczkami i pomówieniami.<br />
Drogi, jak opisałem, są dwie. Ja opowiadam się za zabiciem gwoździami trumny z lustracją i sprowadzeniem rozliczeń do problemu historii. Czy ten problem zostanie na nowo podjęty na forum rządu i parlamentu? Jak sądzę Jarosław Kaczyński nie zaniedba zrobienia z tego tematu nowego frontu walki politycznej.</p>
<p>Wszak Jarosław Kaczyński ma coś do powiedzenia tylko o przeszłości - i nic o przyszłości - a walka jest jedyną metodą, przy pomocy której potrafi prowadzić politykę.</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[To dla Ciebie, Lechu...]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1575</link>
<pubDate>Thu, 26 Jun 2008 15:30:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1575</guid>
<description><![CDATA[
Anna Fotyga, szefowa kancelarii Lecha Kaczyńskiego, udała się z tajemną misją do USA, ratować]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" /></p>
<p>Anna Fotyga, szefowa kancelarii Lecha Kaczyńskiego, udała się z tajemną misją do USA, ratować Polskę...<br />
Tak zapewne sobie to ona wyobraża i zapewne również jej zleceniodawca i pryncypał. Bo Lech dalej myśli, że ma misję zbawienia Polski i zbudowania jej potęgi, od morza (Czarnego) aż po..., no, to się jeszcze okaże.</p>
<p>Fotyga pojechała ponoć ratować polsko - amerykańską umowę na instalację w Polsce tarczy antyrakietowej. Na instalację czegoś, czego tak na prawdę jeszcze fizycznie nie ma, co zostało z wielkim sceptycyzmem przyjęte w Europie, od Brukseli poczynając, na Moskwie kończąc - i do czego już ani administracja amerykańska, ani polski rząd serca nie mają.<br />
Minister kancelarii prezydenckiej pojechała do Stanów Zjednoczonych bez uzgodnień z polskim MSZ i Kancelarią Premiera, co oznacza, zgodnie z polskimi zapisami prawa, w tym zapisami Konstytucji RP, że nie ma żadnego mandatu do zawierania jakichkolwiek porozumień i ustaleń, wiążących dla polskiego rządu. Amerykanie to oczywiście widzą i dlatego ranga urzędników, którzy ją przyjmą, jest na poziomie polskich wiceministrów (Daniel Fried, podsekretarz stanu, asystent Condi Rice, ds. europejsko-eurazjatyckich). Amerykanie doskonale zdają sobie sprawę, że za politykę zagraniczną odpowiada rząd RP.</p>
<p>Na wszelki wypadek, polski MSZ wysłał depeszę, żeby Amerykanom o tym przypomnieć.</p>
<p><!--more--></p>
<p>Lech Kaczyński zapewne myśli, że polityka zagraniczna jest jego dobrą kartą, a on sam jest siłą sprawczą, która może dokonywać wiekopomnych dzieł na terenie Europy, a kto wie - i może dalej. Jest w tym mocno utwierdzany przez swoich klakierów, głównie oczywiście ze strony partii jego brata. Niestety, również tacy zdawałoby się, przytomni politycy, jak Paweł Kowal i Paweł Zalewski, usiłują nas w tym utwierdzić, że działania Lecha Kaczyńskiego, szczególnie na Wschodzie - to przykład dobrej roboty.<br />
Niestety, te opinie, ostatnio wypowiadane przy "świętowaniu" połowy kadencji prezydenckiej - ni jak mają się do obiektywnej prawdy i naszego interesu narodowego.</p>
<p>Lech Kaczyński już kilkakrotnie podejmowała decyzje i inicjatywy polityczne za granicą, bez uzgodnienia tego z ministrem Radosławem Sikorskim, i to w tak newralgicznych miejscach, jak w Gruzji.Pamiętamy nieoczekiwane wyloty do Tbilisi, czy próby nacisku na NATO w sprawie przyjęcia Gruzji i Ukrainy do NATO. Wiele tych inicjatyw, a także wypowiedzi Lecha Kaczyńskiego, były niezgodne z linią polityczną polskiego rządu. Niestety, kohabitacja z rządem Donalda Tuska, w której to Lech Kaczyński samozwańczo przyznał sobie prerogatywy w polskiej polityce wschodniej - nie przynosi Polsce żadnych korzyści, a wręcz straty.<br />
Inicjatywa porozumienia energetycznego, w skład którego mają wejść Azerbejdżan, Gruzja, Ukraina i Polska - spowodowała usztywnienie się Rosjan. Ropociąg Odessa – Brody – Płock to jest bardzo dobry pomysł, pod jednym wszakże warunkiem – że będzie co do niego wlać… a jak wskazuje postawa Kazachstanu – to jest tylko możliwe w momencie, gdy Rosja wyrazi na to zgodę. Nazarbajew wyraźnie stawia na Rosję i widać, że bez zaproszenia Rosji – nie mamy co liczyć na powodzenie tego projektu. Jednym z postulatów i priorytetów polskiej polityki zagranicznej jest bezpieczeństwo energetyczne kraju. Ale to bezpieczeństwo, jeżeli się spojrzy na umieszczenie Polski na mapie Europy – zależy w najwyższym stopniu od naszej sytuacji politycznej – i relacji z Rosją. Próby ustawiania krajów będących w rosyjskiej strefie wpływów - na pewno temu nie pomogą.<br />
Podobna sytuacja dotyczy Gruzji. Polska wspierając prezydenta tego kraju, Micheila Saakasszwilego, i to bezkrytycznie, miesza się do wewnętrznej polityki tego kraju, jak również przeciwstawia Polskę Rosji.</p>
<p>Z kolei w kontaktach z Ukrainą, Lech Kaczyński kontynuując politykę wspierania tego kraju w jego dążeniu do NATO i Unii Europejskiej, milczeniem pomija sprawy wyjaśnienia trudnych relacji historycznych pomiędzy naszymi krajami.</p>
<p>20 czerwca miała się odbyć w Warszawie, w Belwederze, konferencja naukowa z okazji 65 rocznicy ludobójstwa OUN-UPA. Patronat miał na d nią sprawować Lech Kaczyński. Niestety, kilkanaście dni przed tym terminem, po powrocie z wyjazdu na Ukrainę, Kancelaria Prezydencka, wydała komunikat, w którym oświadczyła, że rezygnuje z patronatu, uczestnictwa w konferencji - i oczywiście - wyprosiła uczestników z Belwederu...</p>
<p>Polacy bardzo ostro domagają się wyjaśnienia do końca zbrodni katyńskiej i uznania jej za ludobójstwo. Niestety, pamięć o 100.000 Polaków zamordowanych na Wołyniu nie jest już tak ważna. Niestety, Lech Kaczyński traktuję politykę pamięci bardzo wybiórczo, z jednej strony prowadząc działania, które są kolizyjne wobec Rosji, z drugiej natomiast przemilczając działania prezydenta Juszczenki, który stara się oficjalnie przywrócić do pamięci Ukraińców zbrojne jednostki OUN-UPA. Niestety, w Polsce za autorytet w tej dziedzinie robi zamieszkujący w Berlinie Bohdan Osadczuk, który robi wszystko, aby zbrodnie UPA nie zostały określone tym mianem, na jakie zasługują - czyli zbrodni przeciwko ludzkości...</p>
<p>Problem polityki zagranicznej, prowadzonej przez Lecha Kaczyńskiego polega również na tym, że jest ona implikowana nie prawdziwym interesem narodowym, lecz jest wykładnią polityki krajowej. Kaczyński nie zrezygnuje z reelekcji w roku 2010 i w związku z tym prowadzi działania, którego, według jego oceny, mają mu przynieść kapitał wyborczy. I dodatkowo, oczywiście, jego działania (lub brak takowych), jest podyktowany interesem Jarosława Kaczyńskiego i jego partii. Najwyraźniej to było widać w trakcie dyskusji o ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego.</p>
<p><img class="alignleft" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/LiA.jpg" alt="" /></p>
<p>Wyprawa Anny Fotygi do Waszyngtonu to skandal, skandal zaplanowany. Właśnie w tym ekscesie politycznym, sprokurowanym przez Lecha Kaczyńskiego, widać jak w soczewce wszystkie problemy, jakie Polska ma z działalnością zagraniczną prezydenta. Dobrze tylko, że to właśnie Fotyga pojechała, bo wiadome jest, że nie zostanie poważnie potraktowana.</p>
<p>Sukcesy Anny Fotygi z czasów jej szefowania MSZ są znane szeroko – są równie porażające, jak jej oczy, zawsze szeroko otwarte i zdumione.</p>
<p>Anna Fotyga postrzegana była, w zależności od tego, z której trony się na nią patrzy – jako polityk znakomity, świetny minister spraw zagranicznych, twardy negocjator, sprawny administrator resortu, człowiek kompetentny.</p>
<p>Z drugiej strony – padały opinie zupełnie inne – że jest nieudolna, słaba merytorycznie, niepotrafiąca wyartykułować swojego zdania, mająca problemy z komunikacją werbalną, a także – problemy z relacjami międzyludzkimi. Że jest wprost autystyczna i zagubiona, jak przysłowiowe dziecko we mgle.<br />
Na szczycie brukselskim, przy słynnych dyskusjach o pierwiastku, którego mieliśmy nie oddawać, jak kiedyś guzika, doszło do konfliktu pomiędzy Fotygą a polskimi negocjatorami – Markiem Cichockim i Ewą Ośniecką – Tamecką.</p>
<p>Warto może wspomnieć inne sprawy Pani Fotygi, typu odkładanie decyzji w resorcie „na Święty Nigdy”, brak polskich ambasadorów na kilkudziesięciu placówkach, brak reakcji na działania innych dyplomacji lub reakcje gwałtowne, histeryczne, nieznajomość na przykład zapisów traktatowych z naszymi sąsiadami (słynne pomylenie dwóch umów z Niemcami).</p>
<p>Fotyga nie jest więc politykiem sprawnym. Jest ona wpisana w strategię działalności opozycyjnej Prawa i Sprawiedliwości. Jest tylko maskotką i przykrywką dla działań prawdziwego szefa – Jarosława Kaczyńskiego.</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Trzech kumpli]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1572</link>
<pubDate>Wed, 25 Jun 2008 11:14:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1572</guid>
<description><![CDATA[
Obejrzałem oczywiście film autorstwa pp. Stankiewicz i Ferens, po tytułem &#8220;Trzech kumpli]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" /></p>
<p>Obejrzałem oczywiście film autorstwa pp. Stankiewicz i Ferens, po tytułem "Trzech kumpli". Każdy powinien go obejrzeć, ponieważ jest om rzeczywiście wyjątkowy.</p>
<p>Wstrzymałem się chwilę przed jego oceną, tak aby zobaczyć, jak jest on odbierany przez różne środowiska i jak jest interpretowany. I jak zwykle - "nie rozczarowałem się" - standardy interpretacyjne są dokładnie takie, jakich oczekiwałem.</p>
<p>Film jest znakomity realizatorsko. Kolaż oryginalnych zdjęć, dogrywek, wywiadów z ukrytymi kamerami, wypowiedzi uczestników tamtych czasów - jest zmontowany doskonale, i jednocześnie dynamicznie i dobrze narracyjnie. Ma rację Wildstein - doskonale oddaje atmosferę tamtych czasów, nastrój Krakowa i życie studenckie. Oczywiście - nie o życie żaków w nim chodzi. Siłą filmu jest to, że autorkom udało się dotrzeć po raz pierwszy, do esbeków i ukazać ich wypowiedzi - szczere, otwarte. Po raz pierwszy w tego rodzaju materiale mamy wypowiedzi obydwu stron.</p>
<p><!--more--></p>
<p>Wymowa filmu jest dramatyczna. Trzech przyjaciół, z których jeden okazał się konfidentem, drugi zginął - być może za przyczyną właśnie jego - trzeci został znanym publicystą. Na to jest rzucony cały układ prowokacji i działań SB, który z perspektywy lat, nawet dla ludzi, którzy już świadomie tamte czasy przeżyli - jest irracjonalny. Powody ścigania i prześladowania ludzi w PRL są z perspektywy 20 lat wolnej Polski niezrozumiałe.</p>
<p>Maleszka - postać rzeczywiście ohydna. Człowiek, który wyraźnie jest osobowością dysfunkcyjną społecznie, przeszedł na ciemną stronę praktycznie bez żadnych skrupułów. Film opisuje jego działania i prowokacje wobec Studenckiego Komitetu Solidarności w Krakowie - ale warto wiedzieć, że rozpracowywał on też inne środowiska studenckie ( na przykład we Wrocławiu), jak również środowiska KOR-u i ROPCiO, Ruchu Młodej Polski, KPN. Materiały dotyczące jego działalności po roku 1983 są utajnione - a może okazać się, że jego działalność była jeszcze bardziej szkodliwa.</p>
<p>Film sugeruje, że Maleszka ma związek bliski ze śmiercią Stanisława Pyjasa. Autorki sugerują, że być może SB usunęła Pyjasa, aby chronić Maleszkę. Jest to możliwe, jest to hipoteza, która powinna być podjęta natychmiast przez prokuraturę.</p>
<p>Interpretacja filmu jest oczywiście bieżąca i dotyczy spraw lustracyjnych i "Gazety Wyborczej". Jak zawsze - każdy temat jest wygodny, aby zaatakować Michnika i "GW". Nie da się jednak ukryć, że trzymanie Maleszki w pobliżu gazety przez 7 lat po jego ujawnieniu, w 2001 roku - stawia ją w sytuacjidwuznacznej, szczególnie w kontekście podejmowania tematów lustracyjnych. Inne bieżące komentarze dotyczą stacji TVN, która stała się producentem tego filmu. Imputuje się od razu, że stacja zmienia front polityczny i występuję przeciwko spółce Agora... dla zwolenników tej teorii najbardziej przejmującą sceną w filmie jest ta, w której Maleszka telefonicznie adiustuje tekst z redakcją "GW". Dla mnie najbardziej przejmująca była scena i informacja, że Maleszka w dzień po śmierci Pyjasa złożył następny meldunek.</p>
<p>Dlatego dość szokujące wrażenie wywarł dziś na mnie komentarz Bronisława Wildsteina w dzisiejszej "Rzeczpospolitej". Jest on wprawdzie jednym z bohaterów filmu, ma prawo do własnej interpretacji - ale jest dla mnie nie do przyjęcia, że przy okazji filmu o śmierci przyjaciela, skupia się głównie na sobie i krzywdach, jakie go spotkały po ujawnieniu słynnej listy ipeenowskiej - oraz, oczywiście - na rozgrywkach z "Gazetą Wyborczą".</p>
<p>Każdy, w zależności od wieku i doświadczenia życiowego, może sobie odczytać ten film, jak chce. Moje doświadczenia osobiste z tamtych czasów były zgoła inne. W moim otoczeniu, z tego co się dowiedziałem po latach, działał jeden agent - ale raczej nie miał o czym na mnie donosić - i dwójka oficerów SB. Jedna osoba po prostu powiedziała, że jest oficerem i ma zadania, przestrzegając otoczenie - o drugiej dowiedziałem się po latach od prorektora swoje uczelni. Dowiedziałem się również, że oficer ten robił wszystko, aby studenci mojej macierzystej uczelni nie byli represjonowani po strajkach w roku 1980 i w stanie wojennym... Maleszki, na  szczęście - w pobliżu nie było.</p>
<p>Materiał pp. Stankiewicz i Ferens, podobnie jak książka o Lechu Wałęsie - będą wykorzystywanie utylitarnie dla działań polityków. Nie tylko w kwestii lustracji - ale w walkach "frakcyjnych" polskich mediów i w próbie dezawuowania dokonań III RP. Ja natomiast chciałbym się dowiedzieć, komu jeszcze zaszkodził Maleszka, kto przez niego był przez SB szykanowany. Wydaje mi się, że rozpracowanie działalności tego człowieka może przynieść inne rewelacje ze środowiska krakowskiego.</p>
<p>I najbardziej szkoda, że film nie został zadedykowany Pyjasowi...</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czego się jutro nie dowiemy?]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1565</link>
<pubDate>Sun, 22 Jun 2008 19:00:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1565</guid>
<description><![CDATA[
Żadna książka nie miała w Polsce takiego publicity, takiej reklamy. I o żadnej nie dyskutowano]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>Żadna książka nie miała w Polsce takiego publicity, takiej reklamy. I o żadnej nie dyskutowano tak ostro i bezkompromisowo, jak o pozycji Instytutu Pamięci Narodowej, o Lechu Wałęsie.</p>
<p>Ale fakt - noblista, legendarny przywódca "Solidarności" - warty jest aż takiej "mszy". Szkoda tylko, że pierwsze opracowanie instytucji, która powinna właśnie dbać o PAMIĘĆ  jest po prostu paszkwilem. Paszkwilem, w którym ograniczono życie i działalność Wałęsy do materiałów (kopii materiałów) z SB, gdzie wszystkie wątpliwości są interpretowane na niekorzyść byłego prezydenta. A na pewno nie dowiemy się, jak było naprawdę i jak wyglądało życie człowieka, który przez 20 lat działał, żył pod presją, przymusem, inwigilacją, czasem w sytuacji bezpośredniego, fizycznego zagrożenia egzystencji.</p>
<p>Wiele już napisano na temat autorów tej pozycji, Sławomirze Cenckiewiczu i Piotrze Gontarczyku. Obydwaj to usłużni funkcjonariusze jedynie słusznej prawdy, od lat szczenięcych działający w ruchu "patriotycznym", gdzie wartości "narodowe", z tego prawdziwego korzenia endeckiego - były najważniejsze. Ich mentalność, jako żywo przypominająca mentalność czerwonogwardzistów Mao z czasów Rewolucji Kulturalnej - zaprowadziła ich do IPN, gdzie dano im dostęp do narzędzi i pieniądze - oraz błogosławieństwo. Ich wierność zasadom jest tak głęboka, że jeden z nich zlustrował dziadka i swego najbliższego przyjaciela - drugi napisał pracę doktorską o Polskiej Partii Robotniczej tak dobrą, że nie chciano jej bronić na historii - i Gontarczyk musiał jej bronić na politologii. Jak słyszę określenie "historycy" wobec tych panów - to ogarnia mnie pusty śmiech - choć to co sprokurowali - do śmiechu nie skłania.</p>
<p>Zjednoczone siły gazet i portali "patriotycznych", wspomagane przez TVP - osiągnęły jednak tylko sukces połowiczny. Książka będzie się sprzedawała doskonale - ale nie wpłynęło to na opinię społeczeństwa o Lechu Wałęsie i jego roli w historii najnowszej Polski. Polacy Lechowi ewentualne uwikłanie Wałęsy wybaczą - ale tym, którzy go opluwają - nie.</p>
<p>Jednoznaczna rola IPN i jego szefa, Janusza Kurtyki, zostanie oceniona i doceniona przez posłów. Instytucja, która rozrosła się do olbrzymich rozmiarów i która chce być siłą sprawczą polskiej sceny politycznej - bo wszyscy już zdają sobie sprawę, że nie o Wałęsę tu chodzi - lecz o napisanie historii polskiej opozycji i transformacji na nowo - będzie poddana, i to już w tym roku, przy planowaniu budżetu - znacznym restrykcjom. Nie jest winą setek ludzi w tej instytucji, którzy prowadzą zadania edukacyjne i czysto archiwizacyjne, że pion śledczy i pion lustracyjny jest obsadzony ludźmi, którzy mają "misję". Misję zleconą przez polityków, którzy nie przestali snuć mrzonek o IV RP.</p>
<p>Jak zwykle w tej sprawie, głównymi zainteresowanymi w podżeganiu dyskusji są dziennikarze. Tym razem linia podziału jest prosta - "media patriotyczne", kontra "Gazeta Wyborcza". Ilość inwektyw i odniesień, jakie się z "Rzepy" pod adresem Adama Michnika i jego dziennikarzy wylewa z piór Wildsteina, Ziemkiewicza, Rybińskiego - przerasta jakąkolwiek dotychczasową ilość. Panowie dziennikarze, bez opluwania nie potrafią żyć.  Podobnie zresztą jest na przybudówce internetowej "Rzeczpospolitej" - Salonie24. Tam z kolei brylują dziennikarze i blogerzy związani z "Gazetą Polską".</p>
<p>Dziennikarstwo "niezależne" jest w pełnym rozkwicie.</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Lobotomia katolicka]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1563</link>
<pubDate>Fri, 20 Jun 2008 11:54:23 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1563</guid>
<description><![CDATA[
Dobrze, że istnieje wolność słowa, że mamy demokrację, internet i możliwość swobodnej wypo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" /></p>
<p>Dobrze, że istnieje wolność słowa, że mamy demokrację, internet i możliwość swobodnej wypowiedzi. Dzięki temu istnieją w sieci takie miejsca, w których niczym nie skrępowane wypowiedzi pozwalają na obnażenie prawdziwych i skrywanych ciągot i prawideł postępowania, ku jakim dążą wybrane środowiska katolickie.</p>
<p>Pisałem kilka dni temu, że w Polsce mamy do czynienia z utajnioną wojną religijną, że środowiska fundamentalistów katolickich dążą do zawłaszczenia już nie tylko umysłami ludzi, lecz również przenikają do struktur państwa – lub starają się wywierać nacisk „moralny” na instytucje państwowe.<br />
Działanie to uwidoczniło się w sprawie „Agaty” i aborcji jej płodu, gdzie dopiero determinacja matki i monitoring mediów pozwolił dziewczynie skorzystać z przysługujących jej praw.<br />
Nie koniec jednak; Okazuje się, że hunwejbini katoliccy broni nie złożyli. Na <strong>Forum Frondy</strong> (skądinąd ciekawego pisma) pojawiła się kopia listu, wystosowanego do biskupa radomskiego, Zygmunta Zimowskiego, wzywającego do zbadania czy minister Ewy Kopacz nie popełniła przestępstwa prawno – kanonicznego. Autorzy listu wskazują, że Ewa Kopacz, wskazując „Agacie” szpital, w którym ta mogła dokonać aborcji, złamała  kanon 1329 §2, Kodeksu Prawa Kanonicznego, co skutkuje ekskomuniką – dla niej, jako wspólnika aborcji. Dziewczynka, zgodnie z kanonem 1398 KPK – jest ekskomunikowana automatycznie.</p>
<p>Sprawa ma wymiar poważny, i nie incydentalny. Nie tylko z punktu wiedzenia pojmowania obowiązków i posłuszeństwa katolików wobec wiary, ale również tego, co obywatel, a zawężając to – urzędnik państwa – katolik – powinien uczynić, kiedy zachodzi – uwaga! - według kanonów Kościoła Katolickiego – konflikt sumienia.</p>
<p>Wątpliwości nie ma redaktor <strong>Tomasz Terlikowski</strong>, który w komentarzu do tej sytuacji pisze;</p>
<p style="padding-left:30px;"><em>Jej publiczne deklarowanie (a minister Kopacz czyniła to wielokrotnie) zobowiązuje do konkretnych wyborów, działań i decyzji, a także do świadomości, że – nawet gdy wypełnia się rolę urzędnika państwowego – to działać trzeba w zgodzie z nauczaniem katolickim i sumieniem, a nie suchymi zapisami prawa.</em></p>
<p>Sprawa jest jasna – sumienie minister Kopacza – i wszystkich katolików – nie jest sumieniem własnym, lecz sumieniem, które podlega kanonowi nauczania katolickiego. Jeżeli pojawi się w związku z tym sytuacja, że na szali stanie zagrożenie życia kobiety,  w wyniku ciąży, to KATOLICKIE SUMIENIE każe je poświęcić dla dobra doktryny, narzuconej przez KK. Tak właśnie się realizuje wolność sumienia i wolność wyboru według katolików.</p>
<p>Oczywiście, w tym wypadku sprawa ma jeszcze wymiar dodatkowy – według Terlikowskiego, urzędnik państwowy, kiedy zachodzi konflikt pomiędzy KATOLICKIM SUMIENIEM a prawem, czyli – państwem – powinien złamać prawo...</p>
<p>Terlikowski, jak każdy doktryner, który obciął sobie prawo do samodzielnego myślenia – stawia prymat zapisów Kościoła Katolickiego ponad prawo państwa. Jednym słowem – ponad dobro państwa i jego społeczeństwa.</p>
<p>To, że dokrynerscy katolicy, służący Kościołowi, bez zastrzeżeń, nie kierują się dobrem współobywateli – jest wiadome od dawna. Ale po tej sprawie widać, że chętnie by taką moralną lobotomię, obcięci zdolności myślenia kategoriami państwa i współobywateli – wprowadzili jako obowiązujące przepisy prawa.</p>
<p>Szantaż pseudo moralny, jaki chcą wprowadzić katoliccy konserwatyści w Polsce obróci się przeciwko nim.<br />
Tylko, że nie wiadomo, czy następnym razem, przy podobnej sytuacji, gdy tak zwani obrońcy życia poczętego nie  wywrą nacisku, aby utrzymać ciążę pozamaciczną – nie skończy się to tragedią.</p>
<p>Katoliccy hunwejbini widzą tylko jedną stronę – stronę fanatycznego posłuszeństwa instytucji Kościoła Katolickiego – reszta się nie liczy. Przede wszystkim – nie liczy się człowiek.</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Brzydkie słowo - establishment]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1562</link>
<pubDate>Thu, 19 Jun 2008 17:52:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1562</guid>
<description><![CDATA[
Od samego początku, od kiedy stało się jasne, że książka o Lechu Wałęsie ujrzy światło dz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>Od samego początku, od kiedy stało się jasne, że książka o Lechu Wałęsie ujrzy światło dzienne, odbierano ją, pomimo usilnych starań jej zwolenników, jako atak nie tylko na przywódcę "Solidarności". Biorąc pod uwagę nazwiska i funkcje, poza naukowe jej autorów - spodziewano się, że na interpretacji faktów, dokumentów nie poprzestaną. I zgadza się to całkowicie.<br />
Osnową materiału książki są dokumenty SB (a raczej ich kopie) z lat '70, oraz różnego rodzaju katalogi. I oczywiście - bezkrytycznie analizowane. A raczej - nie analizowane, lecz będące składnikiem aktu oskarżenia.</p>
<p>Daje się również zauważyć w niej nierównowagę, polegającą na tym, że dobrze i szeroko potraktowane są czasy pierwszej połowy lat '70, domniemanej współpracy Lecha Wałęsy ze służbą SB, dużo słabiej czasy wybuchu "Solidarności" i lat '80 - i następnie znów autorzy skupiają się na latach prezydentury Wałęsy. Dlaczego?</p>
<p>To proste; Cała książka jest po prostu jednym aktem oskarżenia, skierowanym nie tylko wobec Lecha Wałęsy, ale głównie w stronę Okrągłego Stołu i III RP. Mechanizm, a właściwie manipulacja jest prosta; Uwikłany Lech Wałęsa miał doprowadzić do obrad i "układu" strony komunistycznej z koncesjonowaną opozycją, a potwierdzeniem tego jest obalenie "pierwszego patriotycznego rządu" Jana Olszewskiego.<br />
Ktoś może powiedzieć - to uproszczenie i trywializacja książki. Tak, ale w marketingu politycznym nie chodzi o skomplikowane przekazanie treści, lecz o trafienie do odbiorcy jak najłatwiejszymi metodami, łatwymi sygnałami.</p>
<p>Prawo i Sprawiedliwość, Jarosław Kaczyński do perfekcji opanowali ten schemat;<br />
Dziś, jak zwykle w nagranym wcześniej i zmontowanym wywiadzie dla porannych "Sygnałów Dnia" Jarosław Kaczyński powiedział;</p>
<p style="padding-left:30px;"><em>Ci ludzie, którzy dzisiaj są na pierwszej linii obrony </em>[Wałęsy],<em> przynajmniej niektórzy z nich, od czci i wiary odsądzali Wałęsę w 90–91 roku. Z tym, że raczej w dziewięćdziesiątym, jak już został prezydentem, to im troszkę przeszło. To zresztą bardzo charakterystyczne dla tej grupy. Natomiast to wskazuje, o co naprawdę chodzi i to jest tutaj najistotniejsze. <strong>Chodzi o obronę establishmentu</strong>, o obronę sytuacji społecznej w tych wyższych częściach hierarchii społecznej, na wyższych piętrach hierarchii społecznej, sytuację ukształtowaną w ciągu ostatnich kilkunastu lat, sytuację, której jedną z podstaw jest kłamstwo, kłamstwo takie można powiedzieć radykalne kłamstwo, które odrzuca rzeczywistość i tę sprzed 89 roku w jej prawdziwym kształcie, jak i tę rzeczywistość po roku 89. I ta książka jest ciosem w ten obraz, obraz, który służy establishmentowi i stąd ta wściekła obrona.</em></p>
<p>I to wskazuje, jak, kto i dla jakich celów wykorzysta sobie tą pozycję.</p>
<p>Andrzej Celiński w jednym z porannych wywiadów radiowych powiedział, że nawet nie chce mu się myśleć o tym, że cała ta hucpa jest implikowana zamówieniem politycznym środowiska Kaczyńskich. Ale jak słucha ludzi z tego kręgu, takich jak Gosiewski, to mu się chce rzygać.</p>
<p>Wyjątkowo te nieeleganckie słowa pasują do sytuacji. Rzeczywiście - za książką o Wałęsie stoją pokraczni, mali mentalnie i miałcy intelektualnie ludzie. Dla nich odzyskanie przez Polskę suwerenności, bezkrwawy przebieg transformacji, obalenie komunizmu nie ma znaczenia. Oni są PONIŻEJ  tego.</p>
<p>Tak, do establishmentu i do zdolności sprawowania władzy, jak i do miejsca w historii trzeba dojrzeć. Oni nie mają na to szans.</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA["Lech Wałęsa to TW "Bolek""]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1561</link>
<pubDate>Thu, 19 Jun 2008 09:21:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1561</guid>
<description><![CDATA[
Właściwie nie trzeba już nawet stawiać cudzysłowu - Lech Wałęsa był w PEŁNI ŚWIADOMYM wsp]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>Właściwie nie trzeba już nawet stawiać cudzysłowu - Lech Wałęsa był w PEŁNI ŚWIADOMYM współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa PRL, zarejestrowanym w grudniu 1970 roku i wyrejestrowanym w roku 1976...<br />
Reszta się powoli przestaje liczyć. Tak to przynajmniej wygląda, jak się słucha wypowiedzi i opinii tych, dla których jest to wygodne.<br />
Formacja atakująca Lecha Wałęsę ma kolosalną przewagę. Ma za sobą akta SB. Akta ubeckie, twórczo i przekonywająco wykorzystywane do sformułowania oskarżeń. Ma za sobą także media - media prawicowe, wspomagane przez telewizję publiczną. Wczorajszy film, spółki Braun/Kaczmarek, pod tytułem jednoznacznym nie pozostawia "żadnych wątpliwości". Nie może pozostawiać - bo podobnie, jak to bywało w czasach komuny - prawda może być tylko jedna - w tym wypadku prawda oparta na teczkach i potwierdzona przez funkcjonariusza SB. Jest jeszcze robotnik, kolega Lecha Wałęsy z wydziału W-4 stoczni im. Lenina, który pamięta, co i kiedy mówił Wałęsie prawie 40 lat temu, a właściwie - pamięć odświeżyły mu... materiały IPN, które usłużnie podsunęli mu panowie Cenckiewicz i Gontarczyk. I on się oczywiście zgadza, zresztą w innych materiałach można znaleźć informacje, że robotnicy wydziału też to potwierdzają. Tylko Jerzy Borowczak, szef "S" w stoczni - mówi, że nie, on nie wierzy...</p>
<p><!--more--></p>
<p>Lech Wałęsa jest w trudnej sytuacji. Nie, nie trudnej z punktu widzenia siebie, jako symbolu "S" w Polsce i na Świecie. Tego mu nikt nie zabierze, nikt nie jest wstanie, nawet jego wrogowie, zanegować jego pozycji. Ludzie tacy, jak Wyszkowski, Walentynowicz, małżeństwo Gwiazdów - nie są wstanie wymazać go z fotografii lat 70. Lechowi Wałęsie jest trudno, psychologicznie jest trudno, ponieważ nie panuje nad sytuacją - a zawsze, nawet kiedy przegrywał w wyborach z Kwaśniewskim - miał poczucie, że jednak nie wszystko stracone. Tu jest inaczej - każda jego reakcja, każda wypowiedź będzie interpretowana i analizowana - i odwracana na jego niekorzyść. Dlatego, lepiej dla niego, aby zaprzestał wystąpień, na ten temat - i uruchomił wszystkie środki prawne, medialne i historyczne.<br />
Nie da się z książką Cenckiewicza i Gontarczyka, opartą o kopie dokumentów i idącą wzdłuż pewnego wektora polemizować w sposób publicystyczny. Ona wymaga odpowiedzi w formie monografii CAŁEGO ŻYCIA Lecha Wałęsy. Tylko nie pod auspicjami IPN i Janusza Kurtyki, który już zapowiada tego rodzaju wydanie. Ludzie nikczemni nie powinni się zabierać do pisania o takich sprawach.</p>
<p>Książka oparta jest o dokumenty - a właściwie ksera dokumentów, oraz o analizę katalogów. Z tego, co sam przeczytałem (jest  ok. 150 stron dostępnych w internecie, w różnych miejscach) - nie znaleziono jednoznacznego i stuprocentowego dowodu współpracy Wałęsy.</p>
<p>Ale trzeba to dość wyraźnie powiedzieć - Lech Wałęsa był uwikłany we współpracę z SB. Tylko, że nigdzie, i nikt nie widział dowodów bezpośrednich tej współpracy - i nawet autorzy nie mają odwagi postawić tezy, że uwikłanie młodego robotnika miało wpływ na jego dalszą działalność. Może inaczej - nie mają odwagi postawić tezy, że właśnie wyzwolenie się Lecha Wałęsy ze współpracy z SB - dało mu siłę do działalności opozycyjnej w Wolnych Związkach Zawodowych, w trakcie strajku, potem w podziemiu lat '80. Autorzy takiej tezy nie mogą postawić, ponieważ nie po to pisali swoją książkę. Oni ją pisali dla "prawdy historycznej". A że "prawda"będzie później obiektem manipulacji politycznej... trudno.</p>
<p>Książka została napisana nie po to, aby coś wyjaśnić. Ona jest narzędziem, które ma służyć zanegowaniu mitu "Solidarności" i porządkowi demokratycznemu, jaki został stworzony przy Okrągłym Stole. Jest to jasne, jasne dla wszystkich, którzy się tą sprawą interesują. I dla Romaszewskiego, i dla Bujaka, i dla Kaczyńskich, dla WSZYSTKICH działaczy "Solidarności", którzy skutecznie demontują mit związku 10 milionów ludzi. Bo jeżeli pozwoli się na to, aby z Lecha Wałęsy zrobić agenta bezpieki - to co reszta jest warta?</p>
<p>Mam to, jak się okazuje po latach - wygodne - doświadczenie, że w tamtych latach, i później - nie stałem po żadnej ze stron. Po żadnej ze stron władzy i opozycji. Ale posługując się dialektyką (raczej heglowską...) widzę i wiem, że zarówno Lech Wałęsa, jak i to co on inii działacze "S" stworzyli - to jest elementy świadomości całego społeczeństwa. Społeczeństwa, generalnie całego narodu i oczywiście - sił politycznych. I niezależnie, jak by pewne siły polityczne, skupione wokół braci Kaczyńskich, nie starały się zniszczyć ten element polskiej historii - - to dla niego alternatywy nie ma. Ciekawe, rozumieją to ludzie, którzy z pnia "S" się bezpośrednio nie wywodzą, tak jak na przykład lewica, nie rozumieją tego ludzie, którym na zachowaniu tożsamości powinno zależeć najbardziej.</p>
<p>Książka, poza jej zawartością, jest po prostu narzędziem rozgrywki politycznej. Zostanie ona użyta do celów zniszczenia mitu założycielskiego III RP. Panowie Cenckiewicz i Gontarczyk nie zdają sobie może z tego sprawy, ale ta pozycja nie przysporzy im sławy wybitnych historyków - bo sprawnie napisana książka, dobra warsztatowo, ale źle ułożona w kontekście społecznym i historycznym - jest tak naprawdę bezwartościowa. Przełom, którego ma ona dokonać, w myśl zadań politycznych - nie jest przełomem, który dobrze służy Polsce.</p>
<p>Książka i ludzie, którzy będą się nią posługiwali - ukazują pogardę wobec wartości nadrzędnych, jakim jest dobro całego kraju. Ta pycha, chęć odegrania się jest widoczna - są to wypowiedzi obydwu braci Kaczyńskich i ludzi z nimi związanych.</p>
<p>Wielu zadaje sobie pytanie, dlaczego ta sprawa dopiero teraz ujrzała światło dzienne? Dlaczego SB nie zrobiła z tego użytku pełnego w latach '80, a może na początku lat '90, kiedy można było utrącić Wałęsę? Dlaczego bracia Kaczyńscy,którzy twierdzą, że wiedzieli o tym już za czasów prezydentury Lecha Wałęsy, nie zrobili z tego użytku wtedy? Pytania zasadne.</p>
<p>Jedną z odpowiedzi jest to, że wtedy nie musieli tego robić, ponieważ byli pewni, że ich sprawy i powiązania są chronione. Być może w tej chwili już takiej pewności nie mają. I dlatego - lepiej wcześniej wykorzystać dostępne środki i możliwości do działania...</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Przyczynek do historii - książka o Wałęsie]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1560</link>
<pubDate>Wed, 18 Jun 2008 10:34:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1560</guid>
<description><![CDATA[
Jak można się było spodziewać - książka Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza już prz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>Jak można się było spodziewać - książka Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza już przed jej wydaniem zaczęła żyć niezależnie od treści w niej zawartych. Jest ona, a za nią jej bohater, Lech Wałęsa, obiektem nie tylko dyskusji i analiz - ale głównie manipulacji, mimowolnych i zamierzonych.</p>
<p>Książka "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" będzie wydana już w poniedziałek (prawdopodobnie w nakładzie jednak większym, niż się jeszcze wczoraj wydawało - 4.000 egz.). Informacje, jakie przedstawiają media elektroniczne i papierowe, fragmenty książki, jej wstępne omówienia, oraz wypowiedzi jej autorów, oraz jednego z recenzentów - Andrzeja Zybertowicza - pozwalają na postawienie kilku tez.</p>
<p>Warto zauważyć, że informacje o tej pozycji pojawiają się w trzech gazetach - "Rzeczpospolitej", tygodniku "Wprost" i tygodniku "Gazeta Polska". Już po tym zestawie periodyków (osnowie medialnej wspomnianego przeze mnie wczoraj Salonu IV RP) widać, że promocja książki jest bardzo jasno i jednoznacznie zaplanowana, jako szersze działanie. I nie jest to tylko działanie promocyjne dla tej pracy - lecz działanie quasi polityczne. Nie ukrywa zresztą tego specjalnie Andrzej Zybertowicz, recenzent książki, który daje wyraźnie do zrozumienia, że pozycja spółki Cenckiewicz/Gontarczyk ma zadania przekraczające wymiar historiograficzny. Zybertowicz jednocześnie akcentuje naukowość tej pracy, jej solidne oparcie o dokumenty źródłowe i "rzetelność kwerendy". I tu właśnie dochodzimy do pytania - czy to, że historycy IPN oparli się o dokumenty źródłowe SB, z zasobów Instytutu Pamięci Narodowej jest wystarczającą rękojmią, aby uznać tą pracę za dzieło naukowe?</p>
<p><!--more--><br />
Z przytoczonych przez "Rzeczpospolitą" dziś i wczoraj fragmentów książki, poza powoływaniem się na materiały źródłowe, wynika jednoznacznie, że pp. Cenckiewicz i Gontarczyk posługują się PUBLICYSTYKĄ,  a nie językiem naukowym. W tych fragmentach, gdzie dokumenty są jednoznaczne i potwierdzone w innych źródłach  - sprawa jest prosta. Tam, gdzie dokumenty są niejednoznaczne (jak choćby "oryginalne maszynopisy"(!)) - pojawia się interpretacja i wnioskowanie własne autorów. Poza tym widać, już na podstawie opublikowanych fragmentów, że mamy do czynienia z częścią dokumentów, które pasują do linii książki.<br />
A linią książki jest udowodnienie i przekonanie czytelnika, że Lech Wałęsa jest "Bolkiem". To jest właśnie informacja, z którą nie kryją się specjalnie autorzy - ale również potwierdza ją prezes IPN, Janusz Kurtyka, który stwierdza wprost - wprawdzie nie ma stuprocentowego dowodu, że Lech Wałęsa to "Bolek" - ale on bierze na siebie za to odpowiedzialność. Trzeba przyznać, że postawa Kurtyki w tej sytuacji jest dobra. Tylko, że Janusz Kurtyka to nie tylko przełożony pp. Cenckiewicza i Gontarczyka, ale szef również państwowej instytucji, która powinna dbać o rzetelność i jakość publikacji - ale również być odpowiedzialna za państwo jako całość. Pozycja o Wałęsie nie przyczynia się do umocnienia wizerunku IPN jako niezależnej instytucji historycznej - ponieważ książka ma zadania polityczne.<br />
Już wcześniej pisałem - książka ta jest kolejną odsłoną walki, tak jakby echem słynnej z początku lat '90 "wojny na górze",która jest sporem politycznym pomiędzy różnymi środowiskami politycznymi, kto, kiedy i dlaczego ma zająć naczelne miejsce w panteonie sławy opozycjonistów antykomunistycznych. Sama w sobie książka, oparta jednoznacznie - i jednostronnie - na dokumentach SB, bez pogłębionej analizy faktograficznej, opartej o zeznania i opinie uczestników tamtych zdarzeń - jest protezą pracy naukowej, a przede wszystkim - narzędziem walki politycznej.<br />
I nie tylko zresztą IPN firmując tą pracę nie dokłada staranności naukowej i rzetelności instytucji państwa. Janusz Kurtyka, IPN jako instytucja i oczywiście autorzy książki stawiają się, na podstawie esbeckich dokumentów, zresztą głównie ich kopii, a być może fałszywek - a nie na podstawie rzetelnego procesu badawczego - w roli sędziów Lecha Wałęsy. Pojawiają się już pytania, czy działania IPN są zgodne nie tylko z jego misją - ale również czy praca pp. Cenckiewicza i Gontarczyka nie<br />
Kampania medialna, organizowana przez "Rzeczpospolitą", inne prawicowe media, a także TVP (dziś ma wyemitować film Grzegorza Brauna o Wałęsie), wskazuje, że projekt polityczny, pod nazwą - najpierw Lech Wałęsa - potem III RP - jest przygotowany precyzyjnie i z żelazną logiką wdrażany w życie.</p>
<p>Salon IV RP dużo się nauczył. Mając do dyspozycji tak potężny oręż, jak IPN, media papierowe i telewizję publiczną - realizuje plan długiego marszu, gdzie poszczególne stacje mają doprowadzić do deprecjacji i zanegowania polskiej historii ostatnich 20 lat.</p>
<p>Sprawa Lecha Wałęsy, książki o nim, jego współpracy z SB jest tylko elementem walki politycznej. Tak właśnie wygląda polityka historyczna w praktyce. Na początek na nowo próbuje się reanimować mit rządu Jana Olszewskiego, jednocześnie próbuje się obalić mit Lecha Wałęsy, przy okazji oczywiście (co wyraźnie z opublikowanych fragmentów widać) prowadzona jest walka o "rząd dusz" z Adamem Michnikiem i "Gazetą Wyborczą". W tle tego wszystkiego stoją bracia Kaczyńscy, o czym świadczą wypowiedzi Lecha.</p>
<p>Tylko, że ta zabawa, która jest nazywana na użytek gawiedzi "odkrywaniem prawdy" - donikąd nie doprowadzi. Mit i pozycja, historyczna pozycja Lecha Wałęsy nie ucierpi, efekty polityczne tych działań będą żadne - tylko koszty międzynarodowe tej zadymy  w Świecie będą duże.</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA["Bolek", czyli Salon IV RP w ataku*]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1558</link>
<pubDate>Tue, 17 Jun 2008 12:43:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1558</guid>
<description><![CDATA[
No, zaczyna się. Zaczyna się finał polowania z nagonką, jaki jest prowadzony po cichu, a od kil]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>No, zaczyna się. Zaczyna się finał polowania z nagonką, jaki jest prowadzony po cichu, a od kilku tygodni coraz głośniej. Polowania z nagonką na Lecha Wałęsę. A tak naprawdę - nie na samego legendarnego przywódcę "Solidarności", lecz na cały "układ" (copyright by  Andrzej Zybertowicz), który stworzył III Rzeczpospolitą.<br />
Jeszcze jakiś czas temu mogło się wydawać, że rzeczywiście chodzi tu o wyjaśnienie wątpliwości.co do życiorysu pierwszego historycznego przywódcy “S”  i że jest to próba oceny jego postawy, zarówno w okresie działalności opozycyjnej w czasach komunizmu, jak i po odzyskaniu przez Polskę pełnej niezależności - to teraz wiadomo, że opracowanie, wydane pod auspicjami Instytutu Pamięci Narodowej ma służyć atakowi na III Rzeczpospolitą i umowy Okrągłego Stołu. I nie chodzi tu o sprawy związane z tak zwanym mitem założycielskim III RP - lecz o przejęcie świadomości i pamięci społecznej. Walka idzie o to, aby ukazać dwadzieścia, bez mała, lat wolnej Polski, jako bękarta służb bezpieczeństwa i brudnej umowy, która nie daje moralnego mandatu obecnej władzy.</p>
<p>Coraz wyraźniej widać, że sprawa książki duetu historyków IPN, Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka jest tym, na co Salon IV RP czekał długo. I co stara się wykorzystać do maksimum.</p>
<p><!--more--></p>
<p>Dziś "Rzeczpospolita" wypuściła pierwszego "szczura" - opublikowała fragmenty książki na swoich łamach, opatrzone, dla podkreślenia wagi, notką wprowadzającą redaktora naczelnego, Pawła Lisickiego. Igor Janke, dziennikarz gazety oddelegowany do pilotowania sprawy (i promocji książek wydanych pod auspicjami "Rzeczpospolitej") odczytał drżącym głosem te porażające fragmenty przed mikrofonem radia TOK FM (aż dziwne, że stacja bierze udział w tek hucpie...). Oczywiście zaraz zaczęły się mnożyć opinie w internecie, które powtarzając opinię - że to wszystko "dla wyjaśnienia prawdy" - już snują domysły i teorie, jak to esbecja wykorzystując Lecha Wałęsę, robiła wszystko, aby utrzymać swoje pozycje. I maszyna zaczyna się kręcić...</p>
<p>Materiały opublikowane w "Rzeczpospolitej" nie dotyczą lat 70 ubiegłego wieku, gdzie jakoby Wałęsa miał zostać zwerbowany i uwikłany we współpracę, lecz czasu, kiedy pełnił on prezydenturę. Na podstawie (tylko na tej podstawie) materiałów archiwum IPN panowie Gontarczyk i Cenckiewicz usiłują dowieść, że Lech Wałęsa wielokrotnie dokonywał "brakowania" swoich materiałów, zapisanych w teczkach. Silne są te materiały i dowody, pod jednym wszakże warunkiem - że zostaną one potwierdzone przez wiarygodne zeznania i opinie osób, które w tych operacjach brały udział. Na razie, przynajmniej w materiale zamieszczonym w "Rzepie" - nic takiego nie znajdujemy. Znajdujemy tam tylko beznamiętny zapis i interpretację materiałów, dokonaną przez autorów. Już samo to podważa tak wychwalaną przez recenzenta książki,  Andrzeja Zybertowicza, metodologię pracy autorów.</p>
<p>Zaczynają się wokół tej pracy dziać dziwne rzeczy. Termin jej wydania został odsunięty o około tydzień, książka ma być wydana tylko w nakładzie 2. tysięcy (zamiast planowanych 5.000), z czego tylko 200 egzemplarzy trafi do wolnej sprzedaży. Dlaczego?<br />
Wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej Maria Dmochowska, złożyła swego rodzaju votum separatum wobec decyzji Janusza Kurtyki o wydaniu tej pozycji. Ma on formę oficjalnych listów do szefa IPN i do Lecha Wałęsy.<br />
Książka spółki Cenckiewicz/Gontarczyk od strony formalnej będzie zapewne dobrze zrobiona. Cóż, opierając się praktycznie na jednym źródle - czyli na materiałach wyprodukowanych przez SB i na załącznikach do tworzonych, już w czasie wolnej polski - błędów popełnić nie można. Słyszymy, że pozycja ma ok. 700 stron, z czego większość to przypisy i facsimile dokumentów. Ale, niestety, już z wypowiedzi uczestników tamtych czasów wiemy, że nie znajdziemy tu opinii i odniesienia uczestników tamtych czasów. Dlatego też możemy się spodziewać, że książka spowoduje lawinę pozwów sądowych - nie tylko ze strony Lecha Wałęsy.</p>
<p>Cała książka, oparta na esbeckich materiałach, jest spójna... i zafałszowana, jak były te dokumenty i czasy, kiedy one były tworzone. Ale nie o to w tym wszystkim przecież chodzi.</p>
<p>Tak jak "Dolina nicości", powszechnie już obśmiana za napuszony język i grafomanię jest zaczynem "intelektualnym" środowiska skupionego wokół nowego salonu, Salonu IV RP - tak książka Cenckiewicza i Gontarczyka ma być amunicją, na bazie której zostanie napisana na nowo historia III RP.</p>
<p>Od dłuższego czasu daje się zauważyć, że następuje konsolidacja ekipy, która chce na nowo napisać historię wolnej Polski, która podpatrując dokonania i działania innych uczestników życia społecznego - buduje własny układ, własny salon. To jest właśnie  Salon IV RP.</p>
<p>Ten Salon składa się z wyraźnie określonych kilku grup. Jego osnową medialną staje się powoli redakcja dziennika “Rzeczpospolita”, narzędziem działania i źródłem siły - właśnie Instytut Pamięci Narodowej, z jego szefem, Januszem Kurtyką, natomiast siłą polityczną - oczywiście Prawo i Sprawiedliwość Jarosława Kaczyńskiego i Kancelaria Prezydenta, jego brata. Inne ośrodki tego układu towarzysko - medialno - politycznego, to redakcje tygodnika “Gazeta Polska”, “Nowego Państwa”, także “Wprost”, oraz portalu społecznościowego, blogerskiego - przybudówki "Rzeczpospolitej" - Salon24.pl. Tworzą one przestrzeń polityczną, która ma oddziaływać na szerokie rzesze odbiorców. Oczywiście - jest ten układ wspomagany, niemalże oficjalnie przez media publiczne, głównie przez Telewizję Polską oraz Program I PR.</p>
<p>Głównymi ideologami tego układu są profesor  Andrzej Zybertowicz i publicysta “Rzeczpospolitej”, a także autor i prowadzący program “Cienie PRL-u” w TVP I - Bronisław Wildstein.</p>
<p>Książka zespołu Cenckiewicz/Gontarczyk jest zapalnikiem i spoiwem tego układu. Czas jej wydania i dyskusja, która od kilku tygodni na jej temat się toczy, pozwala na konsolidację tego środowiska. I na podjęcie rozgrywki o nową prawdę historyczną.</p>
<p>Bronisław Wildstein nie ukrywa, że książka o Lechu Wałęsie jest tak naprawdę walką o przewartościowanie pamięci społecznej i historycznej, walką o stworzenie nowych symboli polskiej historii i polskiej opozycji. Pisał o tym w swoim artykule, pod tytułem ” Sprawa Wałęsy, czyli wojna o władzę nad symbolami”, zamieszczonym w “Rzeczpospolitej”.</p>
<p>Wildstein już na samym początku artykułu, bez żenady otwarcie pisze, o co chodzi - chodzi mu, jak to w jego gazecie jest zawsze, o atak na “Gazetę Wyborczą” i Adama Michnika. Takie ustawienie sprawy, wykazanie, że autorytety III RP powstały w wyniku działalności tej gazety - daje komfort psychiczny i łatwość formułowania dalszej części artykułu. To taka, już nie maniera, ale fobia dziennikarzy tej gazety - że niezależnie od czego by zaczynali i o czym pisali - na “GW”musi się skończyć.</p>
<p>Według Salonu IV RP, według Bronisława Wildsteina, III RP budowana była na zasadach ideologii, która karmiła się nieufnością wobec Narodu.</p>
<p>Tę fobię, to szukanie źródeł najlepiej oddaje postać Andrzeja Zybertowicza, człowieka, który wszędzie widzi układy i szarą sieć, dla którego, tak jak dla dziennikarzy “Rzeczpospolitej” świat zaczyna i kończy się na Czerskiej 8 - tak Polska i jej życie społeczne, polityczne zaczyna i kończy się na służbach specjalnych.</p>
<p>Jak pamiętamy - to Zybertowicz jest autorem stwierdzenia “układ”.</p>
<p>Układ – to słowo w czasie funkcjonowania tak zwanej IV RP najbardziej rozpowszechnione, pozostanie w słowniku politycznym już na zawsze. Układ służb, układ zależności, układ mafijno – biznesowy… ilość zastosowań jest nieograniczona. Większą karierę zrobiło tylko słowo „porażający”, ale już w połączeniu – porażający układ – wzbudza teraz paroksyzm śmiechu…</p>
<p>W środku tego wszystkiego jest Lech Wałęsa. I nie tylko on, ale również setki i tysiące działaczy "S" - którzy za nim staną. Jest jeszcze coś - to jest oblicze Polski, które na całej awanturze mocno ucierpi. Bo, że to wszystko skończy się awanturą - tego jestem pewien.</p>
<p>Bo nie tylko teczki Lecha Wałęsy były "brakowane" i nie pełne. I nie wszystkie materiały dotyczące działaczy, w tym Jarosława i Lech Kaczyńskich znajdują się w zbiorze zastrzeżonym IPN.</p>
<p>Azrael</p>
<p>* Artykuł częściowo napisany na podstawie materiałów wcześniejszych.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA["Tadeusz" organizuje Ruch]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1556</link>
<pubDate>Mon, 16 Jun 2008 08:17:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1556</guid>
<description><![CDATA[
Już od dłuższego czasu pisze się i mówi, że Tadeusz Rydzyk zamierza zorganizować własne si]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>Już od dłuższego czasu pisze się i mówi, że Tadeusz Rydzyk zamierza zorganizować własne siły polityczne, swoje polityczne "zbrojne ramię". Ponoć pod jego auspicjami już w styczniu tego roku zostało zorganizowane w Łodzi spotkanie grupy inicjatywnej, mające powołać zręby nowej, katolicko - narodowej partii. Miałoby się to nazywać Ruch Narodowy i lokować się politycznie na prawo od Prawa i Sprawiedliwości. Na spotkaniu 13 stycznia obecni byli między innymi Urszula Krupa - prawa ręka Rydzyka w Parlamencie Europejskim, a także Dariusz Grabowski, Bogdan Pęk i inni.</p>
<p>I słowo stało się ciałem. W niedzielę już oficjalnie ogłoszono powstanie Ruch Przełomu Narodowego, pod kierownictwem Jerzego Roberta Nowaka. Ma to być na razie nie partia - tylko ruch społeczny, ale skądinąd wiadomo, że dla pozyskiwania funduszy i uniknięcia kontroli finansowania tego rodzaju działalności - taka formuła, przynajmniej na początku jest wielce wygodna. Organizacja zarejestrowana oficjalnie 10 czerwca, posiada 28-osobowy komitet założycielski, w kilkudziesięciu ośrodkach pełnomocnicy tworzą struktury terenowe. I ma to być organizacja dla milionów...</p>
<p>Tadeusz Rydzyk zmaterializował więc swoje ambicje polityczne, uznał, że tyle razy został już "zdradzony" przez Jarosława Kaczyńskiego - że nie może mu wierzyć, szczególnie jeżeli chodzi o zabezpieczenie jego interesów.</p>
<p><!--more--></p>
<p>Cel jest oczywiście jednoznaczny - budowanie ugrupowania politycznego, które skanalizuje wszystkich tych, którzy są niezadowoleni z polskiego uczestnictwa w strukturach Unii Europejskiej, uważają podpisanie Traktatu Lizbońskiego za zdradę narodową i dla których Jarosław Kaczyński jest politykiem zbyt miękkim.</p>
<p>Czy ta inicjatywa ma szanse poważnego zaistnienia? Czy może zagospodarować coś więcej, niż elektorat radiomaryjny?<br />
Wszystko, jak to w polityce zależy od aktualnego układu politycznego i marketingu politycznego. Biorąc pod uwagę dwie zmienne - czyli % słuchaczy Radia Maryja, który systematycznie spada, oraz na przykład poparcie w ostatnich wyborach dla Ligii Polskich Rodzin, której wyborcy są w dużym stopniu reprezentatywni dla celów działania nowej formacji - nie należy liczyć na to, aby ta formacja zaistniała. Jeżeli jednak udałoby się przyciągnąć do niej jakieś znane nazwiska - być może byłaby szansa na kilkuprocentowe poparcie. Tylko, że na prawicy wszyscy już są lepiej. lub gorzej zagospodarowani.<br />
Jerzy Robert Nowak jako sprzymierzeńca wymienia Prawo i Sprawiedliwość... tylko, że tak naprawdę to właśnie partia Jarosława Kaczyńskiego jest dla RPN największym przeciwnikiem. PiS po wyborach został usztywniony i pomimo deklaracji otwierania się na inne środowiska - jest partią hermetyczną. Powstanie konkurencji na prawo od PiS - spowoduje reakcję przesunięcia się w prawo.<br />
Program ruchu jest niejasny, chyba że przyjąć, że programem jest to, co głosi na swoich spotkaniach Jerzy Robert Nowak. Ale na resentymentach antyunijnych i antyżydowskich - daleko pojechać nie można. No i sama postać Jerzego Roberta Nowaka jest co najmniej dwuznaczna.<br />
JRN został zdiagnozowany jako świadomy, aktywny współpracownik służby bezpieczeństwa PRL, o pseudonimie "Tadeusz", na przełomie lat 60 i 70, kiedy był pracownikiem Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i kiedy był na placówce w Budapeszcie. Z tego czasu zachowały się nie tylko kartoteki i rejestry - lecz w pełni wiarygodne zapisy mikrofilmowe jego raportów.<br />
Może o to chodzi? Może to nowa inicjatywa starych służb specjalnych? :)</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Partia Rosji się cieszy]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1554</link>
<pubDate>Sun, 15 Jun 2008 19:42:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1554</guid>
<description><![CDATA[
Tytuł jest trochę przewrotny, ponieważ sam jestem zwolennikiem  porozumienia pomiędzy Polską, ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>Tytuł jest trochę przewrotny, ponieważ sam jestem zwolennikiem  porozumienia pomiędzy Polską, a szerzej - Unią Europejską a Rosją, a jeszcze inaczej - zbudowania osi porozumienia politycznego pomiędzy Niemcami, Polską i właśnie Federacją Rosyjską. Tytuł jest odniesieniem do tego, jak polscy eurosceptycy cieszą się z wyniku referendum w Irlandii - a kto dzięki temu odnosi korzyści. Dodajmy - wyniku, który jest raczej odbiciem wewnętrznych problemów i sporów w tym jednym z najmniejszych państw wspólnoty - niż rzeczywistej negacji integracji.</p>
<p>Oczywiście, dla polskich przeciwników nie tylko samego Traktatu Lizbońskiego, sprawa referendum irlandzkiego musi się automatycznie przenosić na grunt całej Unii, a na stanowisko Polski w szczególności. Już pojawiają się opinie, i to z ust ministrów Kancelarii Prezydenta (Michał Kamiński), że oczywiście, Lech Kaczyński traktat podpisze, ale wcześniej należy sprawdzić, czy dokument, porozumienie, nie straciło znaczenia prawnego (<em>"Trzeba ustalić status prawny"</em>[traktatu]). Tak jakby nie wiedział, że ten dokument jest umową międzynarodową, która JESZCZE nie została ratyfikowana przez jeden kraj - co nie oznacza jej wypowiedzenia. Ja przynajmniej nie słyszałem, aby rząd Irlandii z UE wystąpił i sam TL wypowiedział.</p>
<p><!--more--></p>
<p>Grupa polskich eurosceptyków cieszy się tak bardzo, że nie widzi nawet swego śmieszności, a właściwie swej obłudy. Jej szczytem jest list polskich eurodeputowanych,(m. in.  Sylwester Chruszcz, Janusz Dobrosz, Zdzisław Podkański, Dariusz Grabowski, Bogdan Pęk, Bogusław Rogalski i Andrzej Zapałowski), którzy posłali do Irlandii list dziękczynny za odrzucenie TL. Ale to taki polski model - brać kasę - i gryźć rękę, która ją daje...</p>
<p>Szkoda, że ci wszyscy, którzy otworzyli szampana w sobotę, nie chcą pamiętać, co stoi za tym dokumentem.<br />
A jest to między innymi kwestia naszego bezpieczeństwa energetycznego, które miał zabezpieczyć wspólny dokument, pod postacią wspólnej polityki energetycznej Unii. Już słychać z Moskwy sardoniczne uwagi, że oto właściwie cały misternie opracowywany plan zablokowania rosyjskiej ekspansji - nie tylko zresztą w kwestiach energetycznych, ale również w innych, na przykład inwestycji kapitałowych - legnie szybko w gruzach. Rosjanie będą mieli otwartą drogę do umów bilateralnych - i być może rozgrywania jednych krajów europejskich przeciwko innym.<br />
Inne niebezpieczeństwo - to możliwość de homogenizacji innych zagadnień wspólnotowych. Już zapomina się o tym, jak to nie dalej, niż 3 lata temu dość wyraźnie mówiono i pisano, że Europa może pójść drogą tak zwanych "dwóch prędkości". Z jednej strony - duże, nie tylko duże demograficznie, ale silne ekonomicznie kraje pójdą sobie same, podpisując wielostronne umowy współpracy - także z Rosją - z drugiej strony - kraje słabsze, mniejsze - czyli te, które dopiero co dołączyły do "rodziny" zostaną zostawione same sobie. Może to na przykład oznaczać upadek wspólnej dla całej Europy polityki rolnej, której nasz kraj jest beneficjentem.</p>
<p>Brak traktatu - czyli de facto zastój Unii Europejskiej - to osłabienie pozycji WSZYSTKICH krajów regionu. Chiny od wielu lat rozwijają się w tempie 10% PKB rocznie, Indie - podobnie. Ich potencjał, ich siła oddziaływania, wypychanie Europy z rynków zbytu, przejmowanie już nie tylko surowców - lecz śmiałe wejście na rynek wysokich technologii - oznacza, że niespójna, zatomizowana Europa za 20 - 30 lat zostanie... regionem  3 Świata.<br />
Ktoś przytomnie napisał, że z Unią jest tak, jak z rowerem - jak nie jedzie, to się przewraca. Jak nie ma rozwiązań, które dostosowują ją do potrzeb jej członków, oraz sytuacji globalnej, politycznej i ekonomicznej - może to spowodować, że się ona rzeczywiście rozsypie.<br />
A patrząc na mapę - już wiemy, z której strony może przyjść niedźwiedź.<br />
Polska próbuje sobie budować jakieś alternatywne grupy polityczne państw, we współpracy z Ukrainą i krajami bałtyckimi - ale prawdziwą wartością, zaniedbaną w czasie rzędów Prawa i Sprawiedliwości - był układ z Paryżem i Berlinem - czyli Trójkąt Weimarski.<br />
Oczywiście - zawsze mogą się pojawić pożyteczni idioci, multispecjaliści od polityki i księżycowej ekonomii, którzy mają znakomite pomysły, takiej, jak Janusz Korwin - Mikke, który proponował zapisanie nas do NAFTA - Północnoamerykańskiego Układu Wolnego Handlu - ale ja podejrzewam, że wcześniej USA zapiszą się do układu stworzonego przez nowego hegemona gospodarki światowej - Chiny.</p>
<p>Unia jest jedyną alternatywą, jaką Polska i Polacy mają. Nie po już od 1990 Jan Kułakowski o nią walczył - żeby teraz ją grzebać. Bez niej rozwój cywilizacyjny Polski zostanie zablokowany.</p>
<p>Lech Kaczyński powienien ratyfikować traktat jak najszybciej. Nie tylko z powodu tego, że zobowiązuje go do tego ustawa z 1 kwietnia tego roku, jak również to, że to on (z bratem) ten traktat wynegocjował - ale również z powodu polskiej racji stanu.</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kołtuny w szalikach, czyli polactwo]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1553</link>
<pubDate>Sat, 14 Jun 2008 13:18:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1553</guid>
<description><![CDATA[
Sam jestem kibicem. Okazjonalnym coraz bardziej, ale jednak kibicem. Kibicuję zawsze lepszym, czas]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>Sam jestem kibicem. Okazjonalnym coraz bardziej, ale jednak kibicem. Kibicuję zawsze lepszym, czasem Polakom. Nie traktuję kibicowania jako przeżycia duchowego, z odniesieniami kulturowymi i socjologicznymi, choć z racji młodzieńczych zainteresowań mitologią, czytałem "Dysk olimpijski" Parandowskiego, a i rzeczy Platona na temat sportu nie są mi obce. O fair play słyszałem i wiem, że powinno się to odnosić do wszystkiego, co ze sportem jest związane. Do kibiców też.</p>
<p>Mecz znany, Polska - Austria oglądałem, spokojnie, bo polska piłka nożna skończyła się dla mnie już dość dawno, dokładnie w szatni, w roku 1986, kiedy Boniek powiedział, że Polacy długo będą tęsknili do sukcesów, które były jego i jego kolegów autorstwa. Sprawdziło się w całej rozciągłości.<br />
Oglądałem ten mecz spokojnie z tego też powodu, że w oczach miałem mecz Chorwatów z Niemcami, i jestem przekonany, że Polacy szans nie mają żadnych. Jeden piłkarz na poziomie, jedno objawienie in spe - reszta nędza. Saganowski, który gra ogony w II. ligowym klubie na Wyspach miał być zbawieniem... Tylko niepoprawni idioci i ci, co z piłki żyją - mogli mieć wątpliwości i nadzieje. Potem była znana scena z 92 minuty, z sędzią Webbem.</p>
<p><!--more--></p>
<p>No i zaczęło się; Polacy zostali sprzedani przez UEFA. Austriacy kupili mecz, Webb w przerwie dostał łapówkę, Polacy zostali pozbawieni drugiego zwycięstwa pod Wiedniem, jak on mógł.<br />
Nie będę analizował sytuacji - jest wiadoma - był faul, był gwizdek, była bramka. Była również bramka strzelona przez Rogera ze spalonego - ale o tym się pisze i mówi tylko półgębkiem. Ale generalnie - winny jest sędzia Webb, bo on GWIZDNĄŁ FAUL, i gwizdnął nam zwycięstwo...<br />
Potem popłynęła fala - sędzia sprzedajny, łobuz, układ, pojawiły się nawet teorie spiskowe, że to... Niemcy, nasz odwieczny wróg to zrobił. Nikt nie bierze oczywiście pod uwagę tego, że polska piłka jest po prostu dnem dna, a rozbuchane nadziej, po szczęśliwej wygranej z Portugalią - są takim samym marzeniem, jak to, że Lech Kaczyński się zmieni i będzie mężem stanu...</p>
<p>Najgorsze jest to, że fala chamstwa, pomówień, szamba wylała się z prasy, i to nie tylko z tabloidów, bo zdarzyło się mi się przeczytać także  wprost ordynarny artykuł jakiejś panienki w "Gazecie Wyborczej". Doszlusowali do niego również byli piłkarze (o dziwo - najbardziej powściągliwy był największy palant - Jan Tomaszewski) - i niestety - ludzie z innych dziedzin. Słowa "Jako polski kibic, chciałem zabić" Donalda Tuska są poniżej jakiekolwiek poziomu.<br />
Efekt tej nagonki, tej polskiej kultury, znamy. Pogróżki, telefony do sędziego i jego rodziny, internet zalany obrzydliwymi tekstami, rysunkami i fotomontażami. Na portalach, które do tej pory cięły rzeczy wulgarne i chamskie - teraz królują wpisy i komentarze, które natychmiast po zgłoszeniu powinny zainteresować prokuraturę.Polactwo pokazało swoje prawdziwe oblicze - od góry - do dołów.</p>
<p>Ten wybuch ma swoje wytłumaczenie, oczywiście. To jest polska mieszanina poczucia niskiej wartości z zawsze dominującym poczuciem misji i krzywd, jakie nam cały świat czyni. Nasze wielkie wartości (jakby ktoś nie pamiętał - Bóg, Honor, Ojczyzna) - w zderzeniu z brutalnymi prawami, gdzie silniejszy, sprawniejszy i lepiej zmotywowany ma zawsze rację - przegrywają. To poczucie "wyjątkowości" w zderzeniu z rzeczywistością - będzie zawsze przegrywać.<br />
Czego teraz "polski patriota" oczekuje? Oczywiście - moralnego zwycięstwa. Czyli wygranej z Chorwacją.<br />
Dziś usłyszałem, że Chorwaci zagrają bez pięciu podstawowych zawodników, z przyczyn kartek i jednej kontuzji, w tym nie będzie Ivicy Olica.</p>
<p>Nie zdarzyło mi się do tej pory nigdy kibicować przeciwko Polakom.<br />
Cała ta sytuacja pozbawiła mnie jakiejkolwiek przyjemności oglądania - nie gra Polaków, ale właśnie to, co po tym zrobiono. Czuję się, jako po złapaniu Bena Johnsona na dopingu w Seulu. Jak by dziecku zabrano cukierek...</p>
<p>Nie będę się martwił zwycięstwem Chorwatów.</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[4 czerwca - zwycięstwo demokracji]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1547</link>
<pubDate>Wed, 04 Jun 2008 13:21:24 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1547</guid>
<description><![CDATA[
Ten dzień jest mi bliski&#8230; głównie dzięki nowoczesnym technikom komunikacji, internetowi, ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>Ten dzień jest mi bliski... głównie dzięki nowoczesnym technikom komunikacji, internetowi, Wiki i systemowi blogowemu. Sam osobiście nie widzę tej dacie nic magicznego, będąc zawsze niezależny od różnych wpływów - dla mnie to był tylko pewien etap rozwoju państwa.</p>
<p>Dzień 4 czerwca 1989 roku nie był końcem komunizmu, jak by to chciała widzieć egzaltowana aktorka, był tylko zwieńczeniem procesu społecznego, gdzie układ rządzących, niekoniecznie ideowych komunistów, stwierdził, że nie da się dalej trzymać kraju na pustych butlach tlenowych i trzeba się podzielić władzą. A że społeczeństwo okazało się inteligentniejsze niż aparat - skończyło się to tym, aż na pierwszym posiedzeniu KC PZPR po wyborach panowała grobowa cisza...</p>
<p>Komunizm, czyli idea sprawiedliwości społecznej, zakończył się w Polsce w roku 1956, w dniu śmierci robotników Poznania. Potem był Gdańsk, Radom, Sierpień '80, stan wojenny, Okrągły Stół - i to są daty ważne dla polskiej historii.</p>
<p>Dla innych, tych, dla których wszystko jest praktyką ich teorii spisku - 4 czerwca to dzień, w którym został obalony "najlepszy rząd porozbiorowy", czyli rząd Jana Olszewskiego. To takie małe święto państwowe, które z  czasem urośnie do dnia martyrologii byłego premiera i Antoniego Macierewicza. A w rzeczywistości - jest to dzień klęski nieudanego pomysłu lustracji, także dzień, w którym umarł system polityczny oparty o teorie spisku.</p>
<p><!--more--></p>
<p>Mało kto pamięta, ale usunięcie rządu Jana Olszewskiego było wynikiem wykrycia spisku, jak został zorganizowany wobec Lecha Wałęsy, przez Antoniego Macierewicza i Piotra Naimskiego - ludzi, którzy w dalszym ciągu mają wpływy w służbach specjalnych.</p>
<p>Za czasów rządu Jarosława Kaczyńskiego usiłowano pisać na nowo historię opozycji i czasów po Okrągłym Stole. Było to tworzenie nowej polityki historycznej, tworzenie nowego etosu antykomunistycznego, budowanie wizerunku Jarosława Kaczyńskiego, jako tego z kilku sprawiedliwych i ważnych niezłomnych herosów. Przeciwstawiani go Jackowi Kuroniowi, Tadeuszowi Mazowieckiemu – i oczywiście Lechowi Wałęsie, jak głównym obrońcom starego postkomunistycznego układu. Miało to zrobić wrażenie ciągłości jego rządu z rządem Olszewskiego…</p>
<p>Mało kto chce pamiętać, że to właśnie Kaczyński był głównym negocjatorem, z ramienia rządu Jana Olszewskiego z Unią Demokratyczną, a jego działania nie były przez ówczesnego premiera akceptowane… i należy także przypominać, nieustannie – że Kaczyński w Magdalence też był…</p>
<p>Warto przypomnieć, że Lechowi Wałęsie Macierewicz, Naimski i także Jarosław Kaczyński powinni zawdzięczać fakt, że po dniu 5 czerwca 1992 roku nie zostali aresztowani, osadzeni, i osądzeni. To tylko wstawiennictwo Wachowskiego i zrozumienie racji stanu i dobra Polski przez Lecha Wałęsę ,kazało mu szybko zamknąć i wyciszyć sprawę zamachu stanu, realizowanego przez Antoniego Macierewicza, ówczesnego ministra Spraw Wewnętrznych, Piotra Naimskiego, ówczesnego szefa Urzędu Ochrony Państwa i pułkownika Józefa Pęcko – szefa Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych.</p>
<p>Ujawnione przez odwołanego w maju 1992 roku, szefa NJW, generała brygady Edwarda Wejnera fakty, udokumentowane później przez dochodzenie prokuratorskie, jednoznacznie potwierdzają, że ta trójka, przy pomocy wojskowych, usiłowała w pierwszych dniach czerwca dokonać przewrotu i obalić Lecha Wałęsę. Dowodem na to jest szyfrogram nr PF 100, w którym Józef Pęcko nakazywał - na polecenie Antoniego Macierewicza - podległym sobie jednostkom wprowadzenie stanu podwyższonej gotowości do działań.</p>
<p>Dowodem są także ujawnione zeznania poszczególnych oficerów z jednostek, działania osobiste Józefa Pęcko oraz dochodzenie prokuratorskie.</p>
<p>Te działania, próba internowania Lecha Wałęsy, próba opanowania Radiokomitetu i przejęcia władzy – była zrobiona jednak nieudolnie. Nie wyszła poza obszar planowania , ruchów poszczególnych jednostek, postawienia ich w stan gotowości , i rozmów. Jednak sam szyfrogram, a także relacje oficerów, całkowite ominięcie Biura Bezpieczeństwa Narodowego, generała Światowca – są jednoznaczne.</p>
<p>W tej sprawie nazwisko Wachowskiego się nie pojawia…</p>
<p>Ale jak sądzę – kluczową rolę w tym, że cały ten scenariusz się nie powiódł – odgrywają dwie osoby.<br />
Właśnie Wachowski – oraz generał Janusz Petelicki, który stał w 1992 roku na czele Grupy Antyterrorystyczna, późniejszego GROM-u., będącego w składzie NJW. To on miał zająć się bezpośrednio neutralizacją Lecha Wałęsy. I on, jak sądzę – informował Wachowskiego o całości spraw i zagrożeń.<br />
Zamach 4 czerwca swoją nieudolnością przypomina pucz moskiewski Janajewa z sierpnia 1991 roku. Tam jednak doszło do faktycznej próby przewrotu, udaremnionej przez Borysa Jelcyna. Jest także jeszcze jedna różnica. W Moskwie ówczesny minister spraw wewnętrznych, Borys Pugo, honorowo strzelił sobie w łeb, po załamaniu się puczu….</p>
<p>Nie wiem, czy sprawa 4 czerwca 1992 roku zostanie kiedyś do końca ujawniona. Powinna być – choćby po to, aby powtarzane kłamstwo o demokratycznym rządzie Olszewskiego raz na zawsze zamknąć. On, jako szef gabinetu – powinien odpowiadać na równi z Macierewiczem i Naimskim przed Trybunałem Stanu.</p>
<p>I jeszcze jedno – Olszewski, Macierewicz i Naimski – są obecni w polskiej polityce, dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu. To jest znaczący fakt, to wyraźnie mówi – jeżeli w Polsce powstanie sytuacja, kiedy konieczny będzie wybór miedzy praworządnością – i chęcią zdobycia władzy – Kaczyński nie cofnie się przed wykorzystaniem aparatu represji dla własnych celów.</p>
<p>Nie ma takiej granicy, jakiej ten człowiek nie jest gotowy przekroczyć. I dlatego 4 czerwca warto pamiętać - jako dzień, w którym, dzięki Wałęsie - demokracja została uratowana.</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Podziękowanie za to, co mamy]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1545</link>
<pubDate>Mon, 02 Jun 2008 15:22:41 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1545</guid>
<description><![CDATA[
Arcybiskup Kazimierz Nycz, z okazji ustanowionego dla Archidiecezji Warszawskiej Święta Dziękczy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /><br />
Arcybiskup Kazimierz Nycz, z okazji ustanowionego dla Archidiecezji Warszawskiej Święta Dziękczynienia (nie mającego nic wspólnego z indykiem amerykańskim...) wspomniał w swojej homilii przed Świątynią Opatrzności w Wilanowie, że Polacy powinni dziękować za przełom roku 1989 - czyli za powołanie do życia III Rzeczpospolitej.</p>
<p>Pomijając merkantylną część tego nowego kościelnego święta, czyli zrzutę z mszalnych tac na poroniony pomysł kardynała Glempa - sprawa ma szerszy wymiar. Ten wymiar to pytanie, czy rzeczywiście Polacy mają za co dziękować - i czy otrzymali to co chcieli. Oczywiście - głównie pyta się o to prawica, która jest wiecznie niezadowolona.</p>
<p>Od zawsze, czyli od samego początku polskich przemian pojawiały się głosy, że to co Polacy i Polska otrzymali w roku 1989, czyli w wyniku Okrągłego Stołu - to nie było to, czego by można oczekiwać - a więcej - droga, na którą Polska weszła i  konsekwentnie przez lat 17 kroczyła - prowadziła nas ku zagładzie. Na tej fali zresztą (i  oczywiście - w wyniku katastrofy lewicy) do władzy w roku 2005 doszła "patriotyczna prawica", pod postacią Prawa i Sprawiedliwości - a tak naprawdę - siły populizmu społecznego, podlane sosem endeckim, z programem socjalizmu w gospodarce.</p>
<p><!--more--></p>
<p>Jest dość śmieszne, że polska prawica patriotyczna tak chętnie odwoływała się do czasów Dmowskiego, Piłsudskiego i czasów sanacji - czyli do rządów, które tylko przy bardzo dużej dozie dobrej woli można nazwać czasami demokratycznymi. Jak by na to nie spojrzeć - tamte czasy były czasami głębokiej nierównowagi społecznej, dyskryminacji olbrzymich rzeszy społeczeństwa, gdzie wykluczenie ekonomiczne, klasowe i religijne było na porządku dziennym.</p>
<p>Polska po roku 1989 została - po raz pierwszy w historii - krajem, w którym podstawą w pełni uznawaną i respektowaną jest prawo, wynikające z Konstytucji - i prawa polityczne, wynikające z wyborów demokratycznych. Państwo ma trwałe i sprawdzone podstawy działania, wzmocnione integracją z Unią Europejską i stabilizacją wewnętrzną i zewnętrzną. Można śmiało powiedzieć - ostatnie 19 lat są złotym okresem Polski. I czego by nie powiedzieć o różnego rodzaju problemach tej, czy innej opcji politycznej - od roku 1989 do dziś - poza rządem Olszewskiego i Jarosława Kaczyńskiego nikt nie kwestionował tego porządku społecznego.</p>
<p>Prawicy - a właściwie jej części, ultrakatolickiej prawicy, jednoczącej się wokół Salonu IV RP - to nie wystarcza. Skupiona wokół medialnej grupy prawicowych wydawnictw frakcja polityczna - bo nawet nie formacja ideowa - usiłuje wszelkimi środkami zdyskredytować dokonania minionych dwóch dekad. Korzystając z tego, że Jarosław Kaczyński, znany z tego, że potrafi dzielić i kłócić, oraz prowadzić politykę tylko w formie permanentnego konfliktu - usiłuje na bazie tej platformy politycznej zbudować program negacji rzeczywistości i polskiej drogi ku nowoczesności - we wszystkich jej aspektach.</p>
<p>Doskonale zauważył to Robert Krasowski, naczelny redaktor gazety "Dziennik", który w niedzielnym wydaniu opublikował tekst pod tytułem <a href="http://www.dziennik.pl/opinie/article183995/Nowoczesnosc_i_jej_mesjanistyczni_wrogowie.html" target="_blank">"Nowoczesność i jej mesjanistyczni wrogowie".</a></p>
<p>Krasowskiemu nie można zarzucić, że schlebia i gloryfikuje III RP. We wrześniu 2007 roku opublikował artykuł pod tytułem „Upadek IV, klęska III RP”, w którym dość radykalnie rozprawia się nie tylko z mitem tak zwanej IV RP - ale również uważa, że III Rzeczpospolita już się skończyła. Główną osią tamtego artykułu była sprawa zmiany języka debaty publicznej, oraz upadek elit III RP. Nie zgadzałem się fundamentalnie z tamtym artykułem - ale trzeba wyraźnie powiedzieć - w diagnozach co do prawicy Krasowski jest bardzo celny - i brutalny.</p>
<p>Krasowski w swoim niedzielnym artykule rozprawia się z tak zwaną patriotyczną prawicą, wskazując, jak to ona w swojej kontestacji rzeczywistości i rozwoju się zapętliła i krytyka nowoczesności została zastąpiona krytyką wszystkiego, co niesie nowoczesny świat.</p>
<p>Wymowę artykułu Krasowskiego trochę osłabia polemiczny styl, z tezami i artykułami Bronisława Wildsteina - z drugiej strony trzeba wyraźnie powiedzieć, że gdy nie stało Waldemara Łysiaka, Zbigniew Herbert już nie żyje, a Marek Rymkiewicz jest słabo rozpoznawalny - zostaje tylko Bronisław Wildstein.</p>
<p>Krasowski odnosi się do całego środowiska konserwatywnego (co dla mnie nie jest całkowicie czytelne i jasne - nie uważam, aby wspomniany powyżej Salon IV RP reprezentował prawdziwą opcję konserwatywną);</p>
<p style="padding-left:30px;">[<em>...]polski konserwatyzm odwrócił naturalną hierarchię ważności, stawiając cele ideowe ponad narodowymi. Odwracając się od rzeczywistości w kierunku czystych abstrakcji czy wręcz fantazji.<br />
[...]<br />
Bo polityka stworzona jest do wyższych celów niż dobrobyt i rozwój istniejącego tu i teraz narodu.<br />
W szczególności celem polskiej polityki nie może być materialny rozwój kraju. Nie tylko dlatego, że Polscy ideowcy drwią sobie z dobrobytu, że gardzą trywialnym rozwojem. Problem jest poważniejszy. Jakkolwiek brzmi to absurdalnie, wielu z nich uważa, że rozwój materialny jest czymś podejrzanym, gdyż odciąga Polaków od duchowych wartości.</em></p>
<p>Krasowski opisuje dużą część prawicy - ale na szczęście nie całą. Redaktor naczelny "Dziennika" skupia się, wykorzystując przykład Wildsteina, na prawicy ultrakonserwatywnej, zamkniętej, takiej, która ma nastawienie radykalnie antyeuropejskie ianty modernizacyjne, takiej, dla które Unia Europejska jest podstawowym zagrożeniem i wrogiem. Pobrzmiewają w opiniach tej części prawicy odwołania do Wandei, do negacji oświecenia i Rewolucji Francuskiej, a za najważniejszy cel stawia sobie konieczność zachowania katolickiej tożsamości Polaków i Polski. I zauważa, że Polska mogłaby pójść tą drogą - za cenę rezygnacji z  modernizacji państwa i zamknięcia się. Przyrównuje w tych poglądach Wildsteina do Amisza - co wydaje mi się trochę nadużyciem.</p>
<p>Dalej Krasowski pisze, że głównym problemem polskiego konserwatyzmu jest nawrót do mesjanizmu, brak szerszego programu pozytywnego i postrzeganie rzeczywistości nie w postaci realnych obrazów - lecz jako zagrożenie, zło. Zbliża się wręcz do stanowiska Adama Michnika, który uważał, że polska prawica to tak naprawdę udrapowana endecja, że  wszystkimi swoimi fobiami i radykalizmem.</p>
<p>Krasowski przestrzega przed zamykaniem się Polski na Europę, przed dobrowolnym usunięciem się z nurtu przemian i rozwoju Europy i Świata, bo nasze położenie geopolityczne wymaga od nas tego, abyśmy aktywnie walczyli o naszą pozycje - a nie w myśl fałszywie rozumianych wartości rezygnowali z modernizacji i rozwoju materialnego.</p>
<p>Diagnoza Krasowskiego i opis rzeczywistości są trafne, choć nie dotyczą całej prawicy, nawet tej konserwatywnej. Jest jeszcze w Polsce prawica nowocześniejsza, która zrozumiała, że jej misją jest rozwój państwa i jego modernizacja, że sprawy doktrynalne powinny mieć znaczenie drugorzędne. Problemem tej części prawicy pozostaje jeszcze Kościół Katolicki, z którym jest związana. I ten problem będzie narastał - dlatego, że środowiska prawicowe w najbliższych latach będą dzieliły się, w zależności od tego, który nurt katolicyzmu będą popierać. W Polsce błyskawicznie rośnie siła nurtu Kościoła przedsoborowego, związanego z tradycją katolicką i Bractwem Kapłańskim Piusa X. Środowiska ultrakatolickie będą dążyły ku temu odłamowi. Swoje oczywiście również, przy rozgrywaniu prawicy zrobi Tadeusz Rydzyk.</p>
<p>Ale walec nowoczesności toczy się ku Polsce, nieuchronnie i nieubłaganie. Jest to kwestia już tego pokolenia, które w ciągu następnej dekady wejdzie w dorosłe życie.</p>
<p>Wiele się ostatnio pisze i mówi o wielkim kryzysie polskiej lewicy, jej braku idei i podstaw ideologicznych. Okazuje się, że polska prawica ma podobne problemy. Brak idei, brak nowoczesnego spojrzenia na otaczający świat, problemy społeczne i cywilizacyjne - zastępowany jest doraźnymi celami, programami populistycznymi - lub odgrzewanymi ideami, nieprzystającymi do nowoczesnego społeczeństwa.</p>
<p>Ale możemy dziękować, że po roku 1989 możemy na ten temat pisać i dyskutować.</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Alternatywny świat Jarosława K.]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1544</link>
<pubDate>Mon, 02 Jun 2008 08:39:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1544</guid>
<description><![CDATA[
To, że Jarosław Kaczyński i jego zwolennicy żyją w świecie iluzji, spisków i negacji wszystk]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>To, że Jarosław Kaczyński i jego zwolennicy żyją w świecie iluzji, spisków i negacji wszystkiego, co nie powstało w głowie Genialnego Stratega - to jest wiadome od dawna. Brak poczucia rzeczywistości i odbieranie tego, co się wokół dzieje, jako prostej ekstrapolacji spisku Okrągłego Stołu i wpływu michnikowszczyzny na Polskę, jest stałym, lejtmotywem wypowiedzi szefa PiS. Jest on w tych fobiach wspomagany nie tylko przez swoich współpracowników - ale również przez układ mediów, tak zwany Salon IV RP, składający się z "Rzeczpospolitej", "Gazety Polskiej", "Nowego Państwa", portalu blogerskiego, kiedyś niezależnego, Salon24.pl i mediów publicznych.<br />
Warto przeglądać te gazety, oglądać programy Sakiewicza, czy Ziemkiewicza, czytać "niezależnych" blogerów, mających swe biurka w redakcjach wspomnianych mediów - aby zrozumieć, że ten układ napędza sam siebie i karmi Kaczyńskiego wiedzą tajemną, którą on następnie filtruje przez swoje chore poglądy - i sprzedaje kłamstwa jako nowe teorie polityczne.</p>
<p><!--more--></p>
<p>Gościł Jarosław Kaczyński na spotkaniu Klubów "Gazety Polskiej", w miejscowości Bebło pod Krakowem, gdzie wykuwa się "nowa elita" upadłego pomysłu tak zwanej IV RP. Nie tylko on zresztą z polityków tam uczestniczył, bo również był tam Zbigniew Wassermann, poseł PiS z Małopolski oraz Ryszard Czarnecki - europoseł, który, jak widać, próbuje od dawna złapać nowy wiatr w żagle, bo wybory do Europarlamentu już wkrótce. Ale skądinąd wiem, że nie ma szans na wejście na listy PiS - po prostu z tym politycznym obieżyświatem już nikt nie chce współpracować.</p>
<p><img src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/Jarkacz.jpg" alt="" /></p>
<p>Kaczyński podzielił się na spotkaniu swymi przemyśleniami - a właściwie emanacją swojego poglądu na rzeczywistość.</p>
<p>Ponieważ PO planuje reformę państwa, poprzez wzmocnienie roli samorządów, przekazanie im dużo większych prerogatyw - to oczywiście jest to spisek, wymyślony jeszcze przez Jana Marię Rokitę w latach 90, który miał wzmocnić układ Okrągłego Stołu, ograniczyć demokrację (!), stworzyć partię klasy politycznej, która kontroluje państwo poprzez wpływy w samorządzie i gospodarce.</p>
<p>Jest to oczywiście logiczne (oczywiście logiką Kaczyńskiego), ponieważ dla niego najważniejsze było dominowanie państwa i partii politycznej wszędzie i na każdym szczeblu. Panowanie przez układ wyborczy, bo to on właśnie wprowadził system blokowania list wyborczych w wyborach samorządowych, który skutecznie wyciął komitety obywatelskie, i on właśnie doprowadził do centralizacji dysponowania środkami Unii Europejskiej, tak aby były one przyznawane tym, którzy się politycznie dobrze zachowują.<br />
Kaczyński również zaatakował PO za próbę zmian w mediach publicznych i za próbę decentralizacji zarządzania wymiarem sprawiedliwości - czyli oddzielenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Kaczyńskiego, dla którego państwo musi mieć prymat nad wszystkim - a nad tym koniecznie musi panować aparat partii, scentralizowanej partii, finansowanej z budżetu - pomysł jakiejkolwiek niezależności, czy to instytucji państwa, czy samorządu - jest zupełnie obcy - jest wrogi.</p>
<p>Ponieważ gospodarzem spotkania był tygodnik społeczno - polityczny - oczywiście Kaczyński koniecznie musiał przeciwstawić "Gazecie Polskiej" inną "Gazetę...". Dostało się oczywiście także mediom "zagranicznym", czyli "Dziennikowi", oraz telewizji TVN - oczywiście, za ich właścicieli. Najbardziej kuriozalne stwierdzenie, jak padło z ust szefa PiS brzmiało - "W mediach prywatnych żadnej wolności nie ma".</p>
<p>Jest ciekawe, co jeszcze na tym spotkaniu zostało powiedziane - zapewne nie wszystko nadaje się do publikacji.Co ciekawe, portal Niezalezna.pl, stanowiący przedłużenie internetowe "Gazety Polskiej" nie zamieścił sprawozdania z tego ważnego spotkania. Być może horror był większy, niż zdolność percepcji czytelników.</p>
<p>Azrael</p>
<p>[Żródło informacji i zdjęcia: <a href="http://wyborcza.pl/1,75478,5267014,Straszna_Polska_Jaroslawa_Kaczynskiego.html?skad=rss" target="_blank">GW]</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[świadectwo cudu]]></title>
<link>http://analogicznie.wordpress.com/?p=375</link>
<pubDate>Sun, 01 Jun 2008 22:10:24 +0000</pubDate>
<dc:creator>analog</dc:creator>
<guid>http://analogicznie.wordpress.com/?p=375</guid>
<description><![CDATA[
właśnie wróciłem z nocnego
jestem poruszony
oto stoi przy ladzie człowiek (2 nalewki w siatecz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://analogicznie.wordpress.com/files/2007/11/donald.jpg"><img class="size-full wp-image-12" src="http://analogicznie.wordpress.com/files/2007/11/donald.jpg" alt="" width="420" height="600" /></a><br />
właśnie wróciłem z nocnego<br />
jestem poruszony<br />
oto stoi przy ladzie człowiek (2 nalewki w siateczce) i zwierza się, że przez 20lat cierpiał na wrzody, ale <strong>ostatnio</strong> poszedł do lekarza i <strong>zrobili </strong>mu prześwietlenie. i co? i nic! znaczy wrzodów nie ma!<br />
Cud!<br />
no to otworzę sobie browarka, żeby do reszty nie zwariować ze szczęścia</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kamiński na widelcu]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1540</link>
<pubDate>Thu, 29 May 2008 15:48:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1540</guid>
<description><![CDATA[
Ładnie zagrywka pod Mariusza Kamińskiego. Ewidentnie widać, że wszystko się składa w logiczn]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>Ładnie zagrywka pod Mariusza Kamińskiego. Ewidentnie widać, że wszystko się składa w logiczną całość, co zresztą potwierdził zresztą sam premier Donald Tusk, który w krótkim komentarzu powiedział, że o roli służby FBI w zatrzymaniu posłanki Sawickiej wiedział od pewnego czasu.</p>
<p>Wczoraj do prasy przedostała się informacja, że poseł demokratów.pl, mecenas Jan Widacki przygotował nowy projekt ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym - i jest na niego zgoda i współdziałanie koalicji rządowej i opozycji (no, oczywiście tylko lewicy...). Projekt zakłada podporządkowanie CBA ministrowi SW, co stawia tą formację w jednym szeregu z innymi. Ogranicza on również jej kompetencje tylko do ścigania korupcji i ustanawia sądową kontrolę nad jej działaniami, jak również ściśle określa zakres jej współdziałania z innymi służbami. Przestaje więc CBA być policją jednego człowieka - a staje się organem rządu. Mam nadzieję, że również zakres kontroli parlamentu zostanie rozszerzony.</p>
<p>Wczoraj projekt - dziś bomba z "Gazety Wyborczej" o tym, że do zatrzymania Beaty Sawickiej, w znanej aferze korupcyjnej, która została wykryta i nagłośniona tuż przed wyborami w roku 2007, wykorzystano Federalne Biuro Śledcze USA (FBI). I to w sposób aktywny - bo jak się okazuje, jej funkcjonariusze nie tylko przygotowywali materiały i dokumenty legalizacyjne (tak zwane "powiastki"), które miały uwiarygodnić działania agenta CBA (tego, w którym się Sawicka zadurzyła...), ale również, jak stwierdził drugi oskarżony w tej sprawie, burmistrz Helu, Mirosław Wądołowski - brali w niej czynny udział. Udawał amerykańskiego biznesmena, zainteresowanego inwestycjami w nieruchomości na Półwyspie Helskim.</p>
<p>Sprawa jest prosta jak drut;. W ustawie o CBA jest wyraźnie zapisane, że służba ta ma prawo do współpracy z organizacjami międzynarodowymi. FBI taką nie jest - jest to organ państwowy Stanów Zjednoczonych. Do tego, jak podali informatorzy "Gazety Wyborczej" i "Radia Zet" - Amerykanie byli przekonani, że biorą udział w "imprezie" czysto kryminalnej - a nie zabawach politycznych harcerza Kamińskiego. I są już obrażeni, bo poczuli się wykorzystani jak... no, zastosuję autocenzurę....</p>
<p>Na szczęście, tego rodzaju spraw już się "wyprać" w papierach nie da, są to rzeczy, które wyszły już poza CBA, i to prawdopodobnie jest hak, na którym kariera Mariusza Kamińskiego zawiśnie.</p>
<p>Kamińskiego usiłowała zwolnić Julia Pitera, dość nieudolnie przygotowanym raportem z jego poprzedniej działalności - nie udało się to. Donald Tusk w styczniu tego roku postanowił, że tego  wybitnego specjalistę od rzucania jajek i zadym na ulicach, zachowa na stanowisku, uznając, że nie jest on zagrożeniem ani dla obecnego rządu, ani dla ładu prawnego w Polsce. Został z niego taki papierowy tygrys, z wyrwanymi zębami. Do tego ślepy i głuchy. Bez pomocy innych służb, nad którymi pieczę przejęła nowa ekipa – CBŚ, ABW czy prokuratura – CBA jest jak małe, pijane dziecko we mgle. Każdy krok jej funkcjonariuszy, każda akcja i każda decyzja samego Kamińskiego – są bacznie obserwowane. Kamiński został więźniem własnego stanowiska. Poczekano i doczekano się instrumentów prawnych, a także sprawy, którą można Kamińskiego załatwić. Kamiński ma na karku dwie komisje sejmowe – ds. Barbary Blidy (w mniejszym zakresie) i tak zwaną komisję ds „nacisków”.Być może cała sprawa polega również na tym, aby Kamiński się "otworzył" i zaczął mówić, jak to naprawdę było ze sprawą prowokacji w Ministerstwie Rolnictwa, czy może w trakcie narad u Jarosława Kaczyńskiego.</p>
<p>Ale wygląda na to, że raczej tygodnie, a może dni jego funkcjonowania są policzone...</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Atak Salonu IV RP]]></title>
<link>http://azraelk.wordpress.com/?p=1539</link>
<pubDate>Thu, 29 May 2008 09:44:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>Azrael</dc:creator>
<guid>http://azraelk.wordpress.com/?p=1539</guid>
<description><![CDATA[
Coraz wyraźniej widać, że sprawa książki duetu historyków IPN, Sławomira Cenckiewicza i Piot]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>Coraz wyraźniej widać, że sprawa książki duetu historyków IPN, Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka jest tym, na co Salon IV RP czekał długo. I co stara się wykorzystać do maksimum.</p>
<p>Jeżeli jeszcze kilkanaście dni temu mogło się wydawać, że rzeczywiście chodzi tu o wyjaśnienie wątpliwości.co do życiorysu pierwszego historycznego przywódcy "Solidarności", Lecha Wałęsy i próba oceny jego postawy, zarówno w okresie działalności opozycyjnej w czasach komunizmu, jak i po odzyskaniu przez Polskę pełnej niezależności - to teraz już wiadomo, że opracowanie, wydane pod auspicjami Instytutu Pamięci (Potwarzy) Narodowej ma służyć atakowi na III Rzeczpospolitą i umowy Okrągłego Stołu. I nie chodzi tu o sprawy związane z tak zwanym mitem założycielskim III RP - lecz o przejęcie świadomości i pamięci społecznej. Walka idzie o to, aby ukazać dwadzieścia, bez mała, lat wolnej Polski, jako bękarta służb bezpieczeństwa i brudnej umowy, która nie daje moralnego mandatu obecnej władzy.</p>
<p>Nie ukrywa tego <strong>Jarosław Kaczyński</strong>. W wywiadzie dla "Sygnałów Dnia", programu I PR powiedział;</p>
<p style="padding-left:30px;"><em>Nasze zarzuty wobec III Rzeczypospolitej to były w wielkiej mierze właśnie zarzuty odnoszące się właśnie do tej wartości, jaką jest prawda, bo to była