<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>papiez-benedykt-xvi &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/papiez-benedykt-xvi/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "papiez-benedykt-xvi"</description>
	<pubDate>Wed, 20 Aug 2008 17:58:24 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Benedykt XVI w Nowym Jorku]]></title>
<link>http://salon.polonia.net/?p=327</link>
<pubDate>Sat, 19 Apr 2008 21:39:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>salon nowojorski</dc:creator>
<guid>http://salon.polonia.net/?p=327</guid>
<description><![CDATA[Najpierw - dwadzieścia przecznic na piechotę. Potem - pięć godzin czekania w porannym chłodzie ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://salon.polonia.net/2008/04/19/benedykt-xvi-w-nowym-jorku/"><img style="margin-right:10px;float:left;" src="http://farm4.static.flickr.com/3149/2425456253_8ecbc07c34_t.jpg" alt="" /></a>Najpierw - dwadzieścia przecznic na piechotę. Potem - pięć godzin czekania w porannym chłodzie i południowym słońcu. Na koniec - może pięć sekund, kiedy był w odległości mniej więcej piętnastu metrów od miejsca, w którym przez te pięć godzin stałam. Jeszcze wczoraj rano nie miałam najmniejszego zamiaru jechać na Manhattan, żeby być świadkiem wizyty Papieża w Nowym Jorku, ale wieczorem zmieniłam zdanie. Stwierdziłam, że akurat nie jest to dobry moment, aby rezygnować z zasady, by niczego nie odkładać na później. Nawet jeśli ceną miałby być kolejny atak agorafobicznej paniki.</p>
<p><!--more--></p>
<p>Wyjechaliśmy z domu parę minut po siódmej. Z przejazdem przez Midtown Tunnel nie było najmniejszego problemu - żadnych niespodziewanych korków, chociaż Nowy Jork bywa nieprzewidywalny nawet w weekendy. M. wysadził mnie na rogu Sixth Ave i 37. Street - on dalej w swoich sprawach, a ja - w górę miasta z płonną nadzieją, że jakoś uda mi się dopchać do Katedry Św. Patryka przy Fifth Ave., gdzie o dziewiątej rano Papież miał odprawiać mszę dla wybranych - przedstawicieli duchowieństwa i zaproszonych gości.</p>
<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3015/2425473275_f052653cd0.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3039/2425475133_4857707ae1.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3069/2425470871_0840073a1b.jpg" alt="" /></p>
<p>Szłam na północ miasta przez Sixth Ave., ale każda przecznica powyżej 44. Street była zamknięta - dojście do Fifth Ave. wyłącznie dla posiadaczy biletów - <em>street tickets</em> rozprowadzanych przez parafie i diecezje wśród katolików bywających w kościele zapewne częściej niż ja. Tak aż do wysokości 57. Street - dopiero tam pozwolono nam skręcić w prawo i stanąć w odległości jakichś 50 metrów od Fifth Ave.</p>
<p>Wszystko szczelnie zabarykadowane, wszędzie samochody policyjne i tłumy czekających ludzi. Latynosi z gitarami, awanturnicy z transparentami Bóg wie w jakich sprawach, a potem - przez kilka sekund w oddali miga kawalkada z papieską limuzyną, nie za bardzo różniącą się od tych jadących z przodu i z tyłu.</p>
<p>Parę minut po dziewiątej staję przed dylematem: albo uznać ten przejazd papieskiej limuzyny oglądany z odległości kilkudziesięciu metrów za równoznaczny ze stwierdzeniem "widziałam Papieża", albo usadowić się gdzieś przy Fifth Ave. i poczekać minimum cztery godziny na przejazd <em>papamobile</em> z Katedry do papieskiej rezydencji na 72. Street. Decyduję się na to drugie. Policja otwiera barierki i kto żyw pędzi na Fifth Ave., aby czekać na Papieża, który ponownie przejedzie tędy o godz. 13:15.</p>
<p>Stoję. Siadam. Na chodniku - na grubawym weekendowym numerze gazety <em>Daily News,</em> którą przezornie zabrałam ze sobą. Jest mi zimno i ścierpły mi nogi, więc mniej więcej po godzinie wstaję i zaczynam tupać  oraz podrygiwać  w rytmie latynoskich rytmów religijnych. Nie piję ani kropli wody z butelki, którą mam przy sobie, bo wiem, że może się to skończyć na gorączkowym szukaniu toalety i porzuceniu miejsca przy barierce, o które starałam się od samego rana. Stoję w zorganizowanej wielopokoleniowej grupie Latynosów, śpiewających pieśni religijne po hiszpańsku i skandujących co chwilę <em>Benedicto, we are here for you!</em></p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2209/2425463431_2874b7b528.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3041/2426273722_eb4d5003ed.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2114/2425462117_ff6c0c8a3f.jpg" alt="" /></p>
<p>Rano nie ma jeszcze wielkiego tłumu, ale po godzinie jedenastej ludzi przybywa z każdą minutą. Młodzi, starzy, dzieci w wózkach, miętolące się pary zakochanych. Tłum zdecydowanie inny niż ten, jaki w porze lunchu widuję na Manhattanie w zwykłe dni tygodnia. Dzisiaj o wiele bardziej niż mieszkańcy elitarnego Manhattanu widoczni są  tutaj mieszkańcy Bronxu, Brooklynu i mojego robotniczego Queensu.</p>
<p>Co jakiś czas skrajem chodnika przechodzi jakiś nawiedzony faszysta - sam albo w grupie sobie podobnych, koniecznie w ciemnych okularach, z Biblią w ręku i transparentem, że Bóg nienawidzi gejów, narkomanów i kobiet, które dokonały aborcji. Za każdym razem reakcja tłumu jest taka sama - <em>Go home! Go to hell!</em> No cóż, żaden rasowy nowojorczyk nie miałby problemu ze skopaniem takiemu tyłka - ich szczęście, że za każdym idzie jakiś początkujący policjant, na wszelki wypadek, gdyby ludziom puściły nerwy. Stojąca obok mnie starsza kobieta komentuje - <em>They need police to protect them, or they would get lynched.  </em>Ma rację.</p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2062/2425448873_18a02b80e1.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2105/2425446813_6f003709b3.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2051/2426254358_8bdbed028d.jpg" alt="" /></p>
<p>Parę minut po godzinie pierwszej przejeżdża papieska kolumna. Jest, widzę go z bliska. Jestem szczęśliwa, że dzisiaj znalazłam się tutaj na Fifth Ave., tak samo jak ponad dwadzieścia lat temu na innej ulicy innego miasta i przy okazji wizyty innego papieża.</p>
<p>Czerwiec 1987 r., Warszawa, Nowy Świat oraz msza na Placu Defilad - pierwsze i jedyne spotkanie z Janem Pawłem II. Więc kto wie, jak będzie teraz.</p>
<p>Do następnego razu!<br />
Agnieszka</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zydo-masonska nagonka w Hiszpanii]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/2008/01/10/zydo-masonska-nagonka-w-hiszpanii/</link>
<pubDate>Thu, 10 Jan 2008 20:49:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/2008/01/10/zydo-masonska-nagonka-w-hiszpanii/</guid>
<description><![CDATA[(Nasz Dziennik)

Po biskupach przyszła kolej na Papieża. Hiszpański rząd i Partia Socjalistyczna]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(Nasz Dziennik)</p>
<p><img src="http://www.naszdziennik.pl/php/przezr.gif" height="4" width="0" /><br />
<b>Po biskupach przyszła kolej na Papieża. Hiszpański rząd i Partia Socjalistyczna (PSOE) zaatakowały Benedykta XVI za stwierdzenie, że podstawą rodziny jest małżeństwo kobiety i mężczyzny. Sekretarz PSOE José Lopéz Blanco w wywiadzie dla telewizji Antena 3 oświadczył, że także jest chrześcijaninem i oburza go papieskie stwierdzenie na temat rodziny, które godzi w równouprawnienie, gdyż sugeruje, że kobieta powinna zajmować się domem. Tymczasem inna grupa liberałów - pracownicy klinik aborcyjnych - wszczęła tygodniowy strajk. Protestują przeciwko "prześladowaniom", jakie rzekomo spotykają ich ze strony władz.</b></p>
<p>- Ubolewam, kolejny już raz, nad atakami na integralność rodziny, której podastawą jest małżeństwo kobiety i mężczyzny. Władze polityczne, niezależnie od swojej orientacji, muszą bronić tej fundamentalnej instytucji, podstawowej komórki społeczeństwa - oznajmił we wtorek Ojciec Święty korpusowi dyplomatycznemu przy Stolicy Apostolskiej. Słowa te, choć nie odnosiły się bezpośrednio do Hiszpanii i jej rządu, posłużyły socjalistom jako argument do kolejnego ataku na Kościół.<br />
Zdaniem komentatorów, atak socjalistów na Kościół jest ewidentnie elementem kampanii wyborczej przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi - PSOE chce zmobilizować do głosowania na siebie najbardziej antyklerykalny elektorat.<br />
Hiszpańscy socjaliści używają przy tym strategii stosowanej przez wrogów chrześcijaństwa w Polsce - określają się mianem chrześcijan i sugerują wewnętrzny podział Kościoła katolickiego na dwa obozy - nowoczesny i zacofany.<br />
- Niektórzy członkowie Episkopatu powinni "ewoluować" światopoglądowo, tak jak to zrobiło społeczeństwo hiszpańskie i światowe - stwierdził José Lopéz Blanco. Rad w podobnym duchu udzielił hiszpańskiemu Kościołowi Jesús Caldera, członek PSOE odpowiedzialny za redakcję programu wyborczego partii. Caldera - deklarujący się, oczywiście, jako osoba wierząca - oskarżył także część kościelnej hierarchii o "oddzielanie się od większości społeczeństwa" i "postawę reakcyjną powiązaną z Partią Ludową".<br />
Burza na hiszpańskiej scenie politycznej zbiegła się z rozpoczęciem tygodniowego strajku klinik aborcyjnych. Od 30 do 50 ośrodków protestuje przeciwko nękaniu przez władze "agresywnymi kontrolami" placówek ze Stowarzyszenia Klinik Akredytowanych do Przerywania Ciąży (ACAI), pomimo że żadna z nich nie była objęta grudniową policyjną obławą na podziemie aborcyjne. Inspekcje mają rzekomo naruszać prywatność pacjentek i być obrazą dla profesjonalizmu personelu. "Jeśli uświadomimy sobie, że w tym tygodniu nie dojdzie do półtora tysiąca, a nawet dwóch tysięcy aborcji, to okaże się, że uciekanie się do nich jest niezbędną usługą" - czytamy w oświadczeniu wydanym przez ACAI.<br />
Według organizacji Pro Vida, protest centrów aborcyjnych jest "taktyką odwracania uwagi". - Solidaryzuję się z klinikami tak dalece, że sądzę, iż powinny pozostać zamknięte nie przez tydzień, ale przez cały rok - stwierdza rzecznik organizacji Juan Sánchez. - Już na poważnie, ofiarami nie są kliniki zarabiające 4 tys. euro na zabiciu dziecka. Ofiarami są stracone życia ludzkie i same kobiety, które w 75 proc. przypadków abortują z powodu przemocy ze strony swojego partnera albo środowiska zawodowego, bez żadnej alternatywnej propozycji z jakiejkolwiek strony - dodaje.<br />
<b>Małgorzata Lebiediuk</b></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
