<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>opowiadania &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/opowiadania/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "opowiadania"</description>
	<pubDate>Sat, 19 Jul 2008 23:58:45 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Przystanek]]></title>
<link>http://serducha.wordpress.com/?p=282</link>
<pubDate>Sat, 19 Jul 2008 03:57:24 +0000</pubDate>
<dc:creator>Darek</dc:creator>
<guid>http://serducha.wordpress.com/?p=282</guid>
<description><![CDATA[
Na przystanku swoich marzeń, zawiązujesz życia smak.
W oczekiwaniu na znane, czekasz na autobus ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://serducha.files.wordpress.com/2008/07/przystanek.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-283" src="http://serducha.wordpress.com/files/2008/07/przystanek.jpg?w=300" alt="" width="300" height="225" /></a></p>
<p><strong>Na przystanku swoich marzeń, zawiązujesz życia smak.</strong></p>
<p>W oczekiwaniu na znane, czekasz na autobus z rozkładu życia. Jesteś już trochę w podróży. Niektóre sprawy są już ułożone, ale to jakby mało. Zaczynasz odkrywać nowe trasy. Wiercisz niespokojnie myśli, oczekując nowych pragnień i spełnień. Torba z Twoimi marzeniami jest wciąż zamknięta, ale wystarczy jeden uśmiech, aby ją otworzyć. Niby się spieszysz, ale kolejny autobus wrażeń odjechał bez Ciebie. Zachęcona beztroską w oczekiwaniu na nieznane poddajesz się kroplom czasu, które rytmicznie współgrają z tęsknotą Twojego serca. Przewijasz kołowrotek dni tygodnia w obydwie strony. Czujesz się bezpiecznie, ale jednak patrzysz na swoją dusze, a ona na Ciebie zadając sobie pytanie:<br />
- Czy to już?<br />
- Jeszcze nie, przecież to nie ta linia.<br />
- pojedziesz ze mną?<br />
- Tak, powiedziała dusza z lekkim wahaniem, ale gdzie?<br />
- Chciałabym odkryć nowe miejsca, poznać nowych ludzi.<br />
- Świetnie, więc wsiądźmy już, zwołała uradowana dusza,<br />
- Ale wiesz, może jednak jutro, pójdziemy się napić herbaty do domu…<br />
- Szkoda, zawołała dusza, ale jutro najwyżej sama pojadę bez Ciebie…</p>
<p>Z zamyślenia wyrwał Cię warkot Twojego autobusu, wsiadasz i jedziesz tam gdzie chcesz. Zaparowane szyby proszą, żeby je rozmazać palcami, bo nie widzą Twojej uśmiechniętej twarzy.</p>
<p>+++</p>
<p>Sting - Seven Days</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/920BnH5bRJk'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/920BnH5bRJk&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wyniki Konkursu Skaveńskiego!]]></title>
<link>http://permortisadgloria.wordpress.com/?p=616</link>
<pubDate>Wed, 16 Jul 2008 20:54:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>Raziel</dc:creator>
<guid>http://permortisadgloria.wordpress.com/?p=616</guid>
<description><![CDATA[Dzisiaj ogłoszono wyniki Konkursu Skaveńskiego organizowanego z okazji szóstych urodzin Zamku Dra]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj ogłoszono wyniki <em>Konkursu Skaveńskiego</em> organizowanego z okazji szóstych urodzin <strong>Zamku Drachenfels</strong>, pracami konkursowymi były opowiadania związane z rasą szczuroludzi. Pierwsze miejsce zajął tekst <em>Szczur Kurta</em> który możecie przeczytać <a href="http://drachenfels.pl/modules.php?op=modload&#38;name=News&#38;file=article&#38;sid=439&#38;mode=thread&#38;order=0&#38;thold=0">tutaj</a>, napisany przez <strong>Krzysztofa "Aradesha" Renke</strong>, trzecie miejsce przypadło opowiadaniu <em>Grish</em> które napisał <strong>Piotr "Sonnen" Sonnenberg</strong> zaś drugie miejsce przypadło mnie i mojej historyjce zatytułowanej <em>Piszczący w ciemności. :D</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Opowieści z Bretonni 2]]></title>
<link>http://permortisadgloria.wordpress.com/?p=612</link>
<pubDate>Sun, 13 Jul 2008 12:10:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>Raziel</dc:creator>
<guid>http://permortisadgloria.wordpress.com/?p=612</guid>
<description><![CDATA[Na Cytadeli ukazała się druga część opowiadania Noaha2 noszącego tytuł Opowieści z Bretonni.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Na<strong> Cytadeli</strong> ukazała się druga część opowiadania <strong>Noaha2</strong> noszącego tytuł <em>Opowieści z Bretonni</em>. Która znajduje się w <a href="http://cytadela.pl/modules.php?name=News&#38;file=article&#38;sid=879">tym</a> miejscu. Dla przypomnienia, pierwszą część znajdziecie<a href="http://cytadela.pl/modules.php?name=News&#38;file=article&#38;sid=876"> tutaj.</a></p>
<p><img src="http://uk.games-workshop.com/bretonnia/bretonniahome/images/bretonnia-armybook-cover.gif" alt="" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wakacyjna nuda, czyli plany, plany i po planach]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/?p=87</link>
<pubDate>Sat, 05 Jul 2008 14:51:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/?p=87</guid>
<description><![CDATA[10 miesięcy szkoły, które kończy się upragnionymi 2 miesiącami wakacji. Pech chce, że majowo-]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>10 miesięcy szkoły, które kończy się upragnionymi 2 miesiącami wakacji. Pech chce, że majowo-czerwcowe plany i wizje licznych wakacyjnych eskapad i imprez z kumplami znikają tak szybko jak hamburgery w ustach obleśnie grubego Amerykanina. <!--more--></p>
<p><strong>Pomysł pierwszy: Wisła wita.</strong></p>
<p>Wakacyjny wypad w gronie znajomych w góry. Wersja o tyle fajna, że ja wraz z częścią kumpli miałem jechać rowerem. Były plany, były nawet już pierwsze wersje tras, były rozmowy na temat posiłków podczas jazdy. Był nawet regulamin stworzony bardziej dla żartów mający na celu zabezpieczenie się przed dziwnymi problemami uczestników…</p>
<p>Początkowo chętni na wyjazd to ja i kolega. To był pierwszy skład, który kilkanaście razy powiększał się i zmniejszał. Z 2 osób urósł do bodajże 8, potem zmalazł do 4, potem wzrósł do 6 i ostatecznie wynosi zero.<br />
Powodów, dla których się nie udał było kilka. Ja chciałem jechać tam głównie z tego powodu, że po raz pierwszy zrobiłbym na rowerze ponad 100 km w ciągu jednego dnia. Ot, taki mały schizm z mojej strony. Kocham to, nic na to nie poradzę… Kolega, który prawie cały czas ze mną jeździ też był bardzo napalony na ten wyjazd. Ale jego niezbadana psychika nagle podpowiedziała mu „nie dasz rady wrócić” i to samo mi zakomunikował kilka tygodni przed wakacjami…<br />
Ja pierdole. Zrozumiałbym argument, że nie da rady tam dojechać, ale nie da rady wrócić? Trudno, Wisła nie zostanie podbita.<br />
Ostatecznie kumple pojadą do Krościenka nad Dunajcem… Niestety znalezienie pracy uniemożliwiło mi wyjazd razem z nimi…</p>
<p><strong>Pomysł drugi: Działkowe maratony.</strong></p>
<p>Biba za bibą. Ognisko za ogniskiem, grill za grillem. Plany były, ale na planach się kończy. Niestety jedyny właściciel działki ma nagłe problemy z zorganizowaniem ognisk, które były obiecywane przed wakacjami. A już, co poniektórzy w tym ja cieszyli się, że będą mieli okazję razem napić się wódki i wspólnie pobawić się…</p>
<p><strong>Zgasić Słońce!</strong></p>
<p>Reakcja na 4 pory roku typowego Polaka:<br />
1.	Jesień - wieje zimny wiatr, leje deszcz, jest ślisko, szaro, ponuro. Lepiej siedzieć w domu.<br />
2.	Zima - jest zimno, pada śnieg, wieje zimny wiatr, jest szaro, buty mokną od chodzenia po śniegu. Lepiej siedzieć w domu.<br />
3.	Wiosna - zimny, nieprzyjemny wiatr, wiosenne niespodziewane opady deszczu, a czasami nawet śniegu. Lepiej siedzieć w domu,<br />
4.	Lato – jest gorąco, wokół latają owady, żar leje się z nieba, od czasu do czasu popada. Bywają burze z piorunami. Lepiej siedzieć w domu.</p>
<p>Jakiego ja mam pecha, że moi najbliżsi kumple są typowymi Polakami. Psioczyli i psioczyli, że cały czas jest za zimno na długie wypady. Zrobiło się ciepło i co? I kurwa lepiej siedzieć w domu, bo Słońce zabija. Nie ważne czy chciałbym coś porobić o 9, 11, czy 19. Jest ciepło, siedzimy w domu.</p>
<p><strong> "Zdam prawko, będziemy jeździć samochodem”.</strong></p>
<p>Pełnoletność sprawiła, że wielu spośród moich znajomych zapisała się na kurs prawa jazdy. Nim go zdali snuli wizje całodniowych weekendowych wypadów za miasto…Nawet nie było problemów z brakiem samochodu. Mówili: „auto jest, będzie prawko i możemy jeździć…”.</p>
<p>No i co? Prawko jest, wycieczek i auta nie ma. Nagle w jednym przypadku ojciec ciągle kursuje (jak on kurwa może ciągle kursować jak jebane 8 godzin spędza na kopalni pracując), a drugim przypadku auto jest, ale od popołudnia, ale wtedy już nie opłaca się nigdzie jechać. Szkoda tylko, że jedyną osobą, dla której nie opłaca się jechać jest syn właściciela auta…</p>
<p><strong>Posiedźmy na ławce.</strong></p>
<p>Ponoć nie ma nic fajniejszego niż posiedzieć sobie w gronie kumpli do późnego wieczora na ławce. Ciepła letnia noc, browar, ewentualnie pepsi dla abstynentów, multum tematów do rozmów, wygłupy, ciekawe akcje. Dlaczego ponoć? Ano dlatego, że tą wersję znam tylko i wyłącznie z opowiadań jednego z klasowych kolegów ;).<br />
Szkoda, że z moimi znajomymi takiego czegoś zorganizować się nie da. Jedyne, na co ich stać to 40-60 min. spacer dookoła dzielnicy. Jak jebane wyjście z psem, żeby się wysrał i wyszczał i w domu był spokojny. Chociaż nie do końca, bo mój wujek z psem wychodzi na dłuższe spacery…</p>
<p>Jest jedna osoba, która zarzuca coraz to lepszymi pomysłami typu „pojedźmy w południe do centrum Katowic, bo muszę coś kupić w elektroniku” No jak chuj chce mi się jechać 2 autobusami w ścisku gdzieś do centrum handlowego… Na szczęście nie tylko mi ten pomysł wydawał się głupi.</p>
<p>Nie ma to jak wakacje w gronie kumpli…<br />
I znowu nie pozostaje mi nic innego jak sobie pojeździć na rowerze...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Do kosza]]></title>
<link>http://serducha.wordpress.com/?p=199</link>
<pubDate>Sat, 28 Jun 2008 01:03:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>Darek</dc:creator>
<guid>http://serducha.wordpress.com/?p=199</guid>
<description><![CDATA[
Kasujemy to co uwiera, a potem resetujemy beret.
Skasowałem głupie sprawy.
Czuję się czysty i b]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://serducha.files.wordpress.com/2008/06/recovery.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-200" src="http://serducha.wordpress.com/files/2008/06/recovery.jpg?w=193" alt="" width="193" height="300" /></a></p>
<p><strong>Kasujemy to co uwiera, a potem resetujemy beret.</strong></p>
<p>Skasowałem głupie sprawy.</p>
<p>Czuję się czysty i bez defragmentacji śmigam szybko dalej.</p>
<p>A co może nie?</p>
<p>Viśta vio jak mówią, nie rzecz w wielkości, a w umiejętności :P</p>
<p>+++</p>
<p>Lil Bow Wow - Basketball</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/pWp3sZtiVjU'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/pWp3sZtiVjU&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dobranoc]]></title>
<link>http://serducha.wordpress.com/?p=184</link>
<pubDate>Tue, 24 Jun 2008 00:38:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>Darek</dc:creator>
<guid>http://serducha.wordpress.com/?p=184</guid>
<description><![CDATA[Żegnajcie nasze blogi kolorowe, takie stare, a wciąż nowe.
Dobranoc Wam wszystkim.
Bądźcie dobr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Żegnajcie nasze blogi kolorowe, takie stare, a wciąż nowe.</strong></p>
<p>Dobranoc Wam wszystkim.<br />
Bądźcie dobrej myśli.<br />
Dobranoc Wam wszystkim... :P</p>
<p>+++</p>
<p>The Beatles - Hello Goodbye</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/Qf2S7kKLtEQ'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/Qf2S7kKLtEQ&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czy dalej]]></title>
<link>http://serducha.wordpress.com/?p=152</link>
<pubDate>Sat, 21 Jun 2008 21:02:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>Darek</dc:creator>
<guid>http://serducha.wordpress.com/?p=152</guid>
<description><![CDATA[Gdy oglądam swoich życia kartek wstecz, to pamiętam je jak własny mecz.
Dopadła mnie melancholi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Gdy oglądam swoich życia kartek wstecz, to pamiętam je jak własny mecz.</strong></p>
<p>Dopadła mnie melancholia, chciałem coś dzisiaj zrobić, ale czułem się jak samolot bez skrzydeł. Na co mi motor z dobrym śmigłem, skoro na jego warkocie, nie polecę tam gdzie chcę? Po co mi szybki cwał, skoro nie mam gdzie biec? Po co mi meta, skoro na jej linii nie ma już mnie? Gdzie jest ten helikopter, skoro jego rotor za drzwiami spadł? Wszystko jest takie bezsensowne, że tylko się śmiać…</p>
<p>Po tych całodziennych marudzeniach zasnąłem. Śniła mi się rzeka, przy której pierwszy raz spotkałem Anioła. Całą tą melancholię zabrałem ze sobą w ten sen. Czekałem na NIEGO. Patrzyłem na spokojnie wartki nurt czystej rzeki, która pomykała pewna swej rześkości. Poczułem na moich plecach JEGO obecność.</p>
<p>- Coś Ty zrobił, zapytał?<br />
- A niby z czym, zapytałem?</p>
<p>I zanim westchnął, powiedziałem mu, że:</p>
<p>- Tobie i Twojej załodze, to się wydaje, że los każdego człowieka można zaplanować, jak w zamierzchłych systemach politycznych. Otóż gwarantuje Ci, że źle myślicie. Wam się wydaje, że jak małe dziecko umie już chodzić i powiecie mu chodź tu – to przyjdzie. Owszem przyjdzie, ale może się wywrócić, a potem pójdzie inną drogą.<br />
- Masz rację, ale mówimy o Tobie,<br />
- A co ze mną? O co Ci chodzi? Że mam rozdwojenie jaźni?<br />
- No tak zaczął się śmiać,<br />
- Opowiem Ci coś. Gdy byłem małym chłopcem w szkole krążyły takie oto bajeczki. Wyobraź sobie, że jesteś myszką. Siedzisz w norze, a ktoś sprytny przychodzi z kijem, żyletką, kawałkiem szynki i sera. Żyletka zostaje zamocowana, na środku kija, serek na jednym końcu , a szynka na drugim. Cały ten sprzęt jest ustawiony przy Twoim wyjściu, czyli jak wychodzisz to wpadasz na żyletkę. Patrzysz w lewo – szynka, patrzysz w prawo serek. Myślisz sobie: szynka , serek, szynka, serek szynka, serek i nagle krzycccććć.</p>
<p>Zaczął się potwornie śmiać, a ja nie wytrzymałem i zacząłem też…</p>
<p>- Ciesz się, że nie mam roztrojenia jaźni bo byłby więcej problemów i nie wiem jakbym Ci to opowiedział, bo na jednym kiju by się nie dało…</p>
<p>ON dalej się śmiał i ja też…</p>
<p>Obudziłem się, za oknem był piękny dzień. Zacząłem sam do siebie gadać: człowieku, jakie motory, jakie rotory, życie jest piękne!</p>
<p>Ogarnąłem się i pojechałem zadowolony do centrum.</p>
<p>+++</p>
<p>Łona i Webber Insert</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/V31q5YGtn48'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/V31q5YGtn48&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Moja stacja]]></title>
<link>http://serducha.wordpress.com/?p=147</link>
<pubDate>Sat, 21 Jun 2008 07:41:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>Darek</dc:creator>
<guid>http://serducha.wordpress.com/?p=147</guid>
<description><![CDATA[
By to co chronne, stało się nieuchronne.
Koleje moich myśli, w przeładunkowych stacjach moich o]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://serducha.files.wordpress.com/2008/06/mp12.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-148" src="http://serducha.wordpress.com/files/2008/06/mp12.jpg?w=197" alt="" width="197" height="300" /></a></p>
<p><strong>By to co chronne, stało się nieuchronne.</strong></p>
<p>Koleje moich myśli, w przeładunkowych stacjach moich odczuć, obrały już jeden kierunek. Ostatnie podczepy, gwizdki lizaki w górę i w dół… Rytuał nawigacji został ukończony. Jadę zanurzony w szczegóły o spotkaniu, a poza oknem widzę projekcję podróży.</p>
<p>Okruchy zaszłych wspomnień, nigdy nie będą mi tak towarzyszyć, jak myśl o Tobie. Zgubiłem strzępy przedawnionych spraw, odebrałem złym emocjom wiele spraw. Nadaję torom sens, opadają mijane szlabany, by blokować głupotę i strach, ale ja jadę tam, by rozszyfrować Twój znak.</p>
<p>Pomyślałem, że przecież możesz nie być na tej stacji, gdzie chce wysiąść. Nie mam wyjścia pojadę dalej, być może za wcześnie, albo za późno. Ja nie szukam niczego, ja Cię uwielbiam człowieku…</p>
<p>Kiedy na stacji, o której myślałem nie było nikogo i nie czas było wysiadać, zrobiło mi się bardzo smutno. Schowałem się za gazetą obojętności, aby w ukryciu odpłakać swój żal.</p>
<p>Mijały kolejne stacje, opadła gazeta, a z nią wszelkie wyczytane rewelacje. Zwolnione tempo moich oczu naostrzyło widok Twój. Siedziałaś naprzeciw mnie! Moja dusza tak krzyknęła, że zatrzymałem cały skład. Byłaś już tak blisko, jakby we mnie. Zrozumiałem, że to szczęście, to Twój znak.</p>
<p>+++</p>
<p>Rod Stewart Jeff Beck People Get Ready</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/2toIV2fQmwk'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/2toIV2fQmwk&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zastanawiam - najlepsza]]></title>
<link>http://serducha.wordpress.com/?p=144</link>
<pubDate>Fri, 20 Jun 2008 00:17:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>Darek</dc:creator>
<guid>http://serducha.wordpress.com/?p=144</guid>
<description><![CDATA[
Gdy potykałem się o błędów zwał, spotkałem tutaj Twój czar.
Przebierając głupie drogi, na]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://serducha.files.wordpress.com/2008/06/mp10.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-145" src="http://serducha.wordpress.com/files/2008/06/mp10.jpg?w=300" alt="" width="300" height="225" /></a></p>
<p><strong>Gdy potykałem się o błędów zwał, spotkałem tutaj Twój czar.</strong></p>
<p>Przebierając głupie drogi, naciskając pedałów gaz, odkryłem gdzieś daleko na krańcach Twój świat. Zaniemówiłem z wrażenia i pomyślałem, że to nieprawda. To się nie zdarza tak łatwo w życiu!</p>
<p>Odpocząłem gdzieś w chwiejnym hotelu, ale nie mogłem wcale spać. Wstałem i w przydrożnym lesie zakosztowałem mijającej ciemności smak. Zauroczony bladą chłodnią igieł drzew, poszedłem tropem Twoich myśli. Najpierw, poczułem chaos, gdyż tropów było wiele. Powoli ceglana czerwień rozlewała się żółcią niepewnie dotykając mchu warstw. Siwe pajęczyny odblaskując rosą w słońca smak, upewniły mnie o bliskości Twego tropu. Przedzierając się przez tych sieci brzask, obijając się o gałęzi wrzask, trafiłem na śródleśną małą okrągłą polanę. Zakołowane drzewa pochyliły się nade mną, a wyższe już słońce strzeliło dachem blasku nad tym okręgiem.</p>
<p>Wiedziałem, że stałaś tu dając mi wyciągniętą ręką znak, że wcale nie jesteś snem, bo przecież nie spałem.<br />
Wiedziałem, że nie muszę się budzić, aby stwierdzić, że jesteś najlepsza!</p>
<p>+++</p>
<p>Foo Fighters - Best Of You</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/u1BUzoiA1Kc'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/u1BUzoiA1Kc&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Moje Machu Picchu]]></title>
<link>http://serducha.wordpress.com/?p=120</link>
<pubDate>Sun, 15 Jun 2008 20:35:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>Darek</dc:creator>
<guid>http://serducha.wordpress.com/?p=120</guid>
<description><![CDATA[
Na szczycie wszechczasów spotykam dwie zielone gwiazdy.
Dzisiaj szybko przyszedł sen, ale wiedzia]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://serducha.files.wordpress.com/2008/06/mp1.jpg"></a><a href="http://serducha.files.wordpress.com/2008/06/mp2.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-122" src="http://serducha.wordpress.com/files/2008/06/mp2.jpg?w=225" alt="" width="225" height="300" /></a><a href="http://serducha.files.wordpress.com/2008/06/mp3.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-124" src="http://serducha.wordpress.com/files/2008/06/mp3.jpg?w=197" alt="" width="197" height="300" /></a></strong></p>
<p><strong>Na szczycie wszechczasów spotykam dwie zielone gwiazdy.</strong></p>
<p>Dzisiaj szybko przyszedł sen, ale wiedziałem, że nie spotkam w nim Anioła.</p>
<p>Śniło mi się, że wspinałem się do słynnego Machu Picchu. Gdy już byłem niedaleko, zerwał się lekki wiatr i nagle zrobiła się totalna ciemność. W mojej świadomości wiedziałem, że jest ciepłe popołudnie, a nic nie było widać. Z lewej strony usłyszałem lekki szmer i zobaczyłem dwa zielone punkty, które mocno świeciły i podążały ze mną, gdy tylko zrobiłem jakiś krok. Wystraszyłem się trochę, pomyślałem, że jestem tak daleko od Polski, w obcym kraju, nie znam języka, a na dodatek to miejsce, to jeden z cudów świata. Usiadłem na takim jakby ogromnym schodku i zobaczyłem, że zielone punkty przestały się poruszać. Trwało to jakąś chwilę, poczułem, że to jakaś istota, w myślach przelatywały mi scenariusze typu horror z wilkiem o zielonych oczach itp. W pewnym momencie punkty zaczęły zbliżać się w moim kierunku i wraz ze zmianą odległości, jakby ukryty księżyc, kawałkiem swojego światła zaczął odsłaniać postać kobiety, która była coraz bliżej. Była to piękna blondynka o zielonych oczach i wysportowanej sylwetce. Krągłości Wenus przy jej kobiecych walorach, to wychudzona modelka, jak do seksownej kobiety…</p>
<p>Stanęła obok mnie, a ja nabierając odwagi głupio zapytałem:</p>
<p>- musisz być silną kobietą ?<br />
- tak jestem, jako dziecko zostałam adoptowana przez Inków, a że oni niestety nie znali się na diecie dla niemowląt – to żeby mnie wiatr nie porwał karmili mnie ołowiem :P</p>
<p>Patrzyłem na nią i w głowie trzeszczały mi tysiące myśli, poczułem niesamowitą radość i pomyślałem, że chciałbym, aby była moją muzą. W tym momencie popatrzyła na mnie, jakby słuchając moich myśli powiedziała z uśmiechem:</p>
<p>- zastanowię się…</p>
<p>Gdy tak zastygłem oczarowany, jej wesołymi ustami, nagle schował się kawałek księżyca, dwa zielone punkty poszybowały błyskawicznie w dal. Chciałem coś jeszcze powiedzieć, aby zatrzymać jej obecność, ale w tym momencie, osmolone słońce strzeliło znowu promieniem przecinającym ciemność.</p>
<p>+++</p>
<p>Frozen Madonna</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/m6SDMCLN5oM'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/m6SDMCLN5oM&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Gazetowa parasolnia]]></title>
<link>http://serducha.wordpress.com/?p=112</link>
<pubDate>Wed, 11 Jun 2008 02:45:12 +0000</pubDate>
<dc:creator>Darek</dc:creator>
<guid>http://serducha.wordpress.com/?p=112</guid>
<description><![CDATA[Napełniam wodą wyschnięte pola moich myśli.
Rozmawialiśmy przez telefon. Mijały minuty, kwadra]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Napełniam wodą wyschnięte pola moich myśli.</strong></p>
<p>Rozmawialiśmy przez telefon. Mijały minuty, kwadranse, a każde z nas wstawiało swoje lanse. W pewnym momencie zeszło się na gazety z całego regionu, kraju i świata, nawet kosmosu. Parsknięciom nie było końca, jaka to miała być wiadomość bieżąca…?</p>
<p>W nocy przyśniła mi się plaża, siedzieliśmy obok siebie, a na horyzoncie błękitnego nieba było nieznośne słońce. Pomyślałem, że będzie jej za gorąco, ale nie miałem żadnego parasola przeciwsłonecznego. Ku mojemu zdziwieniu na niebie zaczęły się zbierać miliony gazet, jak miniaturowe latawce. Po jakiejś chwili bladość słońca stała na tyle znośna, że można było się rozejrzeć po okolicy. Ona zasnęła z głowa na moich kolanach, a ja trzymałem JĄ jedną ręką, aby nie wypadła z naszych leżaków, a drugą machałem bezwiednie dosięgając mokrego piasku. Za chwilę dobiegły mnie jakieś krzyki i zamieszanie. Na plaży pojawili się jacyś wojownicy o zieleń, podskakujący tak jakby chcieli złapać te gazety, takimi balonowymi rękawiczkami. Na szczęście zajęli się nimi rytmiczni rapernicy i za chwilę był spokój. Popatrzyłem na niebo – z gazet utworzył się napis „Suczz on de Beach”. Popatrzyłem na NIĄ – spała w najlepsze. Zapytałem szeptem:<br />
- widziałaś to ?<br />
- z uśmiechem na twarzy i nie otwierając oczu, pokiwała znacząco na tak.</p>
<p>+++</p>
<p>OutKast The Way You Move</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/uX5oUIn0llY'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/uX5oUIn0llY&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wilczyca i Victoria]]></title>
<link>http://serducha.wordpress.com/?p=109</link>
<pubDate>Sun, 08 Jun 2008 21:29:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>Darek</dc:creator>
<guid>http://serducha.wordpress.com/?p=109</guid>
<description><![CDATA[Spod uśmiechu Twoich warg, błyszczy do mnie armia białych rakiet, gotowych w każdej chwili wbić]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Spod uśmiechu Twoich warg, błyszczy do mnie armia białych rakiet, gotowych w każdej chwili wbić się w moją szyję.</strong></p>
<p>Siedziałem sobie w moim pokoju i zastanawiałem się nad NIĄ. Wyciąłem z kartek litery jej imienia. Długo patrzyłem na W. W jak Wilczyca pomyślałem. To prawda byłaś taką Wilczycą. Martwiłaś się o mnie, chciałaś być ze mnie dumna, pokazałaś mi właściwy kierunek, o którym tylko TY i ja wiemy. Tego nie zrozumie nikt, bo taki był ten rezonans czasu. Myślę, że to nasze spotkanie było takim ogromnym drogowskazem dla Ciebie i dla mnie. I to jest bardzo piękne, bo będziesz ze mnie dumna, a ja z Ciebie!<br />
Patrzyłem dalej na W i przypomniało mi się jak niektórzy mówią coś o ciężkiej pracy, a potem odcinają kupony. Popatrzyłem jeszcze raz na W i odciąłem jedno V jak Victoria, które odpadło jak zwycięstwo. W rękach została mi Sylvia, prawdziwa suczz, która nie jest już drogowskazem...</p>
<p>+++</p>
<p>Wilki - Baśka</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/8S2Qnyd4PmU'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/8S2Qnyd4PmU&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bajki perskie dla dzieci]]></title>
<link>http://wychowaniedziecka.wordpress.com/?p=83</link>
<pubDate>Sun, 08 Jun 2008 07:21:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>Arkadiusz</dc:creator>
<guid>http://wychowaniedziecka.wordpress.com/?p=83</guid>
<description><![CDATA[
Zakochany słowik
Serce to pałac szklany, gdy pęknie nie można go naprawić. 
Na początku świa]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="font-family:georgia,times new roman,times,serif;"><a href="http://www.escapemagazine.pl/119317-bajki-perskie-ksiazka?s=10679"><img class="alignleft" style="float:left;" src="http://wychowaniedziecka.files.wordpress.com/2008/06/125537_o.jpg" border="0" alt="" /></a><br />
<span style="font-size:medium;"><span style="font-weight:bold;">Zakochany słowik</span></span></p>
<p><span style="font-family:georgia,times new roman,times,serif;">Serce to pałac szklany, gdy pęknie nie można go naprawić. </span></p>
<div style="text-align:left;font-family:georgia,times new roman,times,serif;">Na początku świata kiedy Allach stworzył już morza i ziemię, postanowił ją przyozdobić. W tym celu powołał do życia tysiące kwiatów. Na koniec zdecydował się dać kwiatom królową. I oto narodziła się piękna biała róża, a jako, że królowa musi być nie tylko piękna, ale i groźna, dał jej jako oręż ostre kolce. I panowała miłościwie królowa kwiatów, spełniając prośby swych poddanych. Konwalie prosiły, aby mogły zamieszkać w bardziej cienistych miejscach i pozwoliła im rosnąć w lasach. Narcyzy wybrały miejsca wokół źródeł, a pachnący groszek, koło ludzkich siedzib. Słoneczniki pragnęły mieć długie szyje, aby zawsze mogły obracać się ku słońcu. Jaśminy zaś chciały pachnieć wieczorami, aby ludzie je cenili. Powój prosił, aby nie musiał pełzać po ziemi, a mógł się piąć wysoko i być widocznym z daleka. Na jej życzenie jesienne słońce zabarwiło złotem chryzantemy.</div>
<div style="text-align:left;font-family:georgia,times new roman,times,serif;"></div>
<div style="text-align:left;font-family:georgia,times new roman,times,serif;">I żył szczęśliwie świat kwiatów.Pewnego razu królową kwiatów ujrzał słowik. Usiadł mały szary ptaszek na pobliskim drzewie i zaczął wychwalać jej urodę swymi trelami. Płynęły dźwięki czyste, tak przejmujące, że wszystko umilkło dookoła aby słuchać słowiczej pieśni. Nawet wiatr przestał hałasować wsłuchując się w pieśń ptaka. Gdy minął upojny wieczór na ogród spadł chłód nocy. Mógł on zaszkodzić delikatnym płatkom róży. Zaniepokoił się słowik. Sfrunął z drzewa aby swymi skrzydełkami i ciepłem małego ciałka ogrzać ukochaną. Wtedy to jeden z kolców, w które Allach uzbroił różę, zadrasnął go w miejsce gdzie biło małe, słowicze serce. Z ranki spłynęła czerwona kropla krwi i zabarwiła różę. Od tego czasu królowa kwiatów - symbol miłości, ma czerwony kolor.</div>
<div style="text-align:left;font-family:georgia,times new roman,times,serif;">
<p><span style="font-size:medium;"><span style="font-weight:bold;">Kropla deszczu</span></span></p>
<div style="text-align:right;">Łzy kobiety są jak perły, chyba dlatego, że nigdy nie wiadomo, czy są prawdziwe.</div>
<div style="text-align:left;">
Sadi opowiadał kiedyś historię kropli deszczu. Spadała ona z wysokiego nieba ku ziemi.</p>
<p>Dojrzała pod sobą wielkość oceanu.</p></div>
<div style="text-align:left;"><span style="font-weight:bold;">Pomyślała wtedy:</span></div>
<p>- Kimże ja jestem wobec tego ogromu wody? Jaką mam wartość? Za chwilę wchłonie mnie<br />
ocean.</p>
<p>Tak też się stało. Kropla zleciała w wielki odmęt, akurat w miejscu gdzie muszla perłowa piła wodę oceanu. Przez jej rozchylone skorupki, wpadła do środka muszli. Tam stopniowo zamieniała się w coraz większą perłę. Po pewnym czasie, smagły młody nurek wyłowił muszlę i wydobył z niej okazały, okrągły i lśniący bielą klejnot.</p>
<p style="font-weight:bold;">Złotnik gdy ją zobaczył, od razu powiedział:</p>
<p>- Ta wielka perła musi być ozdobą korony sułtana.</p>
<p>Jaśniała później po wsze czasy, podziwiana, opiewana w wierszach, przekazywana przez kolejnych władców ich synom, jako najcenniejszy klejnot królestwa.</p>
<p>Oto historia małej, nic nie znaczącej kropli deszczu.</p>
<p><span style="font-size:medium;"><span style="font-weight:bold;">Głupi szakal</span></span></p>
<div style="text-align:right;">Jeśli nie chcesz w sercu mieć rany, której żadna maść nie zagoi, nie wdawaj się w dysputy z głupcem.</div>
<div style="text-align:left;">
Pewien szakal, zazdroszcząc pawiom urody, wiedziony dumą i pychą, przytroczył sobie do ciała znalezione pióra tych pięknych ptaków. Przejrzał się w sadzawce. Zobaczył tam dziwaczne zwierze, ale był zadowolony ze swego wyglądu. Pobiegł czym prędzej do stada pawi i dumnie wkroczył na polanę.- Witajcie, bracia i siostry, rzekł, kłaniając się nisko.</div>
<p style="font-weight:bold;">Ptaki zakrzyknęły:</p>
<p>- Cóż to za straszydło, przepędźmy je z naszej łąki. Pewnie wyrwał pióra któremuś z naszych krewnych. Idź precz! Idź precz!</p>
<p>Rzuciły się na strojnisia z pazurami i zaczęły go dziobać. Szakal uciekał, gubiąc pawie pióra po drodze. Poraniony, wrócił do swego stadka. Jego bracia i siostry jednak, wiedząc co było przyczyną niedoli głuptasa, uciekły od niego.</p>
<p style="font-weight:bold;">Wtedy jeden ze starych i mądrych szakali, który pozostał, rzekł:</p>
<p>- Gdybyś cenił to, co posiadasz, nie zostałbyś poturbowany przez pawie i opuszczony przez swych braci.</p>
<p><span style="font-weight:bold;font-size:medium;">Gotowanie za pomocą świeczki</span></p>
<div style="text-align:right;">Jeśli ci się źle powodzi, masz doskonałą okazję do poznania ludzi.</p>
<div style="text-align:left;">Pewien święty mąż wybierał się zimą do swego miejsca odosobnienia na medytację i studiowanie Koranu. Poprosił swych przyjaciół, aby dali mu trochę opału na drogę.</p>
<p><span style="font-weight:bold;">Ci zapytali:- Co zabierasz ze sobą?</span></p>
<p>- Tylko księgę i świeczkę do czytania wieczorem.<br />
- Powinna cię ogrzać - odrzekli i pospieszyli do swych zajęć.</p>
<p>Po pewnym czasie, gdy asceta powrócił do swej wsi, zaprosił wszystkich na ucztę, obiecując suto ich ugościć. Rozsiedli się wygodnie i czekali.</p>
<p style="font-weight:bold;">Wreszcie zniecierpliwieni zapytali:</p>
<p>- A co z posiłkiem?<br />
- Chodźmy do kuchni zobaczyć - odparł mędrzec.</p>
<p>Kiedy podeszli do pieca, zobaczyli, że wielki kocioł z jedzeniem ogrzewany jest tylko przez jedną świeczkę.</p>
<p style="font-weight:bold;">Starzec powiedział:</p>
<p>- Przyjaciele, zapaliłem tę świecę już wczoraj, aby porządnie ogrzała strawę, ale widać, że musimy jeszcze poczekać, aż będzie gotowa.</p>
<p>Zawstydzeni swym skąpstwem wieśniacy odeszli do swych domów, wiedząc, że świecy nie starczy do ogrzania posiłku, tak jak nie starczyło do ogrzania ascety w zimie.</p>
<blockquote><p><span style="font-size:small;"><span style="font-weight:bold;">Janusz Krzyżowski</span><br />
</span><strong><a href="http://www.escapemagazine.pl/119317-bajki-perskie-ksiazka?s=10679">Bajki perskie</a></strong></p></blockquote>
</div>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bolesław Prus - Opowiadania - książka audio]]></title>
<link>http://kioskzarogiem.wordpress.com/?p=54</link>
<pubDate>Tue, 15 Jul 2008 18:50:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>kioskzarogiem</dc:creator>
<guid>http://kioskzarogiem.wordpress.com/?p=54</guid>
<description><![CDATA[Bolesław Prus, Opowiadania
Autor: Bolesław Prus
Długość nagrania: 4 godz. 8 min
Wydawca: MTJ
IS]]></description>
<content:encoded><![CDATA[[caption id="attachment_55" align="alignleft" width="177" caption="Bolesław Prus, Opowiadania"]<a href="http://kiosk-za-rogiem.nexto.pl/ksiazki_audio/opowiadania_-_boleslaw_prus_p2282.xml"><img class="size-medium wp-image-55" src="http://kioskzarogiem.wordpress.com/files/2008/07/boleslaw-prus-opowiadania.jpg?w=177" alt="Bolesław Prus, Opowiadania" width="177" height="250" /></a>[/caption]
<p>Autor: <strong>Bolesław Prus</strong><br />
Długość nagrania: <strong>4 godz. 8 min</strong><br />
Wydawca: <a title="MTJ" href="http://kiosk-za-rogiem.nexto.pl/wydawcy/m139.xml" target="_blank"><strong>MTJ</strong></a><br />
ISSN: <strong>5906409190524</strong></p>
<p><strong>N</strong>asze życie toczy się coraz szybciej. Niezliczone obowiązki i mnogość zajęć sprawiają, że na sięgnięcie po książkę zazwyczaj nie starcza nam czasu. Wychodząc temu naprzeciw oddajemy w Państwa ręce nową serię wydawniczą - “Klub czytanej książki”, w ramach której przygotowaliśmy najważniejsze dzieła polskiej literatury w wersji dźwiękowej.</p>
<p><strong>A</strong>udiobooki - od dawna bardzo popularne na zachodzie Europy i w Stanach Zjednoczonych zdobywają coraz większe grono zwolenników również w Polsce. Rozwój nowoczesnych technologii stwarza dziś możliwość posiadania przy sobie całej biblioteki a my dzięki temu możemy zapoznać się z lekturą w dowolnej chwili - w samochodzie, w domu, w drodze do szkoły lub pracy. Wystarczy dowolny odtwarzacz czytający pliki mp3 albowiem głównie w tym formacie wydawane będą kolejne pozycje z serii “Klubu czytanej książki”.</p>
<p><strong>Ż</strong>yczymy miłego słuchania!</p>
<p><strong>C</strong>zyta <a title="Szukaj Włodzimierz Chomiak" href="http://kiosk-za-rogiem.nexto.pl/szukaj.xml?search-clause=W%C5%82odzimierz+Chomiak&#38;scid=&#38;x=33&#38;y=8" target="_blank">Włodzimierz Chomiak</a>.</p>
<p>(<a title="Bolesław Prus Opowiadania" href="http://kiosk-za-rogiem.nexto.pl/ksiazki_audio/opowiadania_-_boleslaw_prus_p2282.xml" target="_blank">Bolesław Prus, Opowiadania</a>)</p>
<p><strong>Zobacz:</strong></p>
<p><a title="Więcej o &#34;Bolesław Prus, Opowiadania&#34;" href="http://kiosk-za-rogiem.nexto.pl/ksiazki_audio/opowiadania_-_boleslaw_prus_p2282.xml" target="_blank">Więcej szczegółów</a><br />
<a title="Bolesław Prus Opowiadania - okładka" href="http://kiosk-za-rogiem.nexto.pl/upload/publisher/MTJ/public/Opowiadania-BP.jpg" target="_blank"> Okładka</a><br />
<a title="Szukaj Bolesław Prus" href="http://kiosk-za-rogiem.nexto.pl/szukaj.xml?search-clause=Boles%C5%82aw+Prus&#38;scid=&#38;x=31&#38;y=14" target="_blank"> Bolesław Prus</a><br />
<a title="Gwarancja satysfakcji" href="http://kiosk-za-rogiem.nexto.pl/gwarancja.xml" target="_blank"> Gwarancja satysfakcji</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Henryk Sienkiewicz - Opowiadania - książka audio]]></title>
<link>http://kioskzarogiem.wordpress.com/?p=28</link>
<pubDate>Sun, 13 Jul 2008 16:16:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>kioskzarogiem</dc:creator>
<guid>http://kioskzarogiem.wordpress.com/?p=28</guid>
<description><![CDATA[Henryk Sienkiewicz, Opowiadania
Autor: Henryk Sienkiewicz
Długość nagrania: 4 h 12 min
Wydawca: M]]></description>
<content:encoded><![CDATA[[caption id="attachment_27" align="alignleft" width="177" caption="Henryk Sienkiewicz, Opowiadania"]<a href="http://kiosk-za-rogiem.nexto.pl/ksiazki_audio/opowiadania_p2712.xml"><img class="size-medium wp-image-27" src="http://kioskzarogiem.wordpress.com/files/2008/07/henryk-sienkiewicz-opowiadania.jpg?w=177" alt="Henryk Sienkiewicz, Opowiadania" width="177" height="250" /></a>[/caption]
<p>Autor: <strong>Henryk Sienkiewicz</strong><br />
Długość nagrania: <strong>4 h 12 min</strong><br />
Wydawca: <a title="MTJ" href="http://kiosk-za-rogiem.nexto.pl/wydawcy/m139.xml" target="_blank"><strong></strong></a><strong><a href="http://kiosk-za-rogiem.nexto.pl/wydawcy/m139.xml">MTJ</a></strong><br />
ISSN: <strong>978-83-89336-46-0</strong></p>
<p><strong>A</strong>udiobook jest podzielony na 7 części. Łączny czas trwania to 4 godziny i 12 minut. Czyta <a title="Szukaj Paweł Kutny" href="http://kiosk-za-rogiem.nexto.pl/szukaj.xml?search-clause=Pawe%C5%82+Kutny&#38;scid=&#38;x=50&#38;y=12" target="_blank">Paweł Kutny</a>.</p>
<p>(<a title="Opowiadania" href="http://kiosk-za-rogiem.nexto.pl/ksiazki_audio/opowiadania_p2712.xml" target="_blank">Opowiadania</a>)</p>
<p><strong>Zobacz:</strong><br />
<a title="Więcej o &#34;Opowiadania&#34;" href="http://kiosk-za-rogiem.nexto.pl/ksiazki_audio/opowiadania_p2712.xml" target="_blank"> Więcej szczegółów</a><br />
<a title="Opowiadania - okładka" href="http://kiosk-za-rogiem.nexto.pl/upload/publisher/MTJ/public/Opowiadania%20-%20HS.jpg" target="_blank">Okładka</a><br />
<a title="Opowiadania - darmowy fragment" href="http://kiosk-za-rogiem.nexto.pl/upload/publisher/MTJ/public/Opowiadania%20-%20HS_demo.mp3" target="_blank"> Pobierz darmowy fragment</a><br />
<a title="Szukaj Henryk Sienkiewicz" href="http://kiosk-za-rogiem.nexto.pl/szukaj.xml?search-clause=Henryk+Sienkiewicz&#38;scid=&#38;x=28&#38;y=19" target="_blank"> Henryk Sienkiewicz</a><br />
<a title="Gwarancja satysfakcji" href="http://kiosk-za-rogiem.nexto.pl/gwarancja.xml" target="_blank"> Gwarancja satysfakcji</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Świat Warcrafta: Opowieść o przeklętym 1]]></title>
<link>http://szkarlatnabiblioteka.wordpress.com/?p=12</link>
<pubDate>Fri, 11 Jul 2008 23:25:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>Defiler</dc:creator>
<guid>http://szkarlatnabiblioteka.wordpress.com/?p=12</guid>
<description><![CDATA[O stół uderzył ciężki kufel, przyniesiony właśnie przez asystentkę karczmarza, wypełniony p]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:left;">O stół uderzył ciężki kufel, przyniesiony właśnie przez asystentkę karczmarza, wypełniony po brzegi ciemnym, spienionym piwem. Mężczyzna był wyraźnie znużony. Oparł głowę o zgiętą w łokciu rękę i westchnął ciężko. Spojrzał na kilka pustych kufli po jego prawicy. Następnie przeniósł swój wzrok na dopiero co przyniesione piwo. Uśmiechnął się pod nosem widząc, jak piana leniwie spływa po ściance. <em>Czy opróżnienie i tego kufla coś mi da?</em> - zastanowił się przez chwilę. Po krótkiej chwili bez najmniejszego oporu chwycił za rączkę naczynia i kilkoma dużymi łykami pozbył się jego zawartości. Był wyraźnie zadowolony z tego co zrobił. Otarł ręką krople trunku, które zostały na jego koziej bródce.  Rozejrzał się po karczmie. Pomimo wieczornej pory, Lwia Duma nie była zbytnio zaludniona. Prócz niego w karczmie siedziało kilku nocnych elfów, rozmawiających bez przerwy w swoim ojczystym, pokręconym języku.</p>
<p style="text-align:left;">- Więcej ich drzewa nie wysiały?- mruknął półgłosem – Czemu akurat tutaj przesiadują? Spoglądał przez chwilę mętnym wzrokiem na grupkę, po czym odwrócił się z powrotem do swojego stolika. <em>Może ten gnom - mądrala by mi powiedział... albo chociaż znalazł wytłumaczenie na ich masowe przybycie do Południowych Królestw?</em> – zamyślił się, marszcząc przy tym czoło. <em>Nieważne... Są ważniejsze sprawy, którymi trzeba się zająć.</em> Rozsiadł się wygodniej w fotelu i spojrzał na mały płomyk świecy, stojącej na jego stole. Ogień przyczynił się do wielu cierpień w jego życiu. Ci, którzy znają jego mroczną historię mogą kiwać przytakująco głowami, lecz szczęśliwie dla niego, nie jest ich wielu. Człowiek przybliżył rękę do płomyka na odległość poczucia żaru. Znał dobrze to uczucie; niejeden raz jego ciało było poparzone i zwęglane przez ogień…</p>
<p style="text-align:left;"><strong> Dalaran, dziesięć lat wcześniej</strong></p>
<p style="text-align:left;">Księżyc był w pełni, noc bezwietrzna. Kevran Arcanos odprawił już służbę ze swojego domu-wieży, mówiąc że udaje się na spoczynek. Czarodziej przebywał w podziemiach, w – jak to sam określał – sali eksperymentów. Siedział pogrążony w zadumie na fotelu. Jego myśli były tego dnia wyjątkowo nieuporządkowane, a przecież myślał, że jest tak blisko uzyskania rozwiązania. Wiedział, że jeśli mu się uda, urośnie w oczach Rady. Brakowało tylko jednego elementu! Z rozmyślań wyrwał go odgłos kroków na schodach. Wstał, przybierając groźną minę. Drzwi od sali skrzypnęły, a po chwili oczom maga ukazała się główka jego dziesięcioletniego syna, Lerena. Nagle przez jego głowę przemknęła porażająca myśl „obiekt”. Jego ściągnięta twarz rozluźniła się.</p>
<p style="text-align:left;">- wejdź, synu – powiedział cichym głosem. Leren nieśmiało wkroczył do sali.</p>
<p style="text-align:left;">- od czasu odejścia matki twój ojciec musi ciężko pracować… - Kevran podszedł do świeżo zapisanych zwojów na biurku, rzucił szybko na nie okiem, po czym odwrócił się do syna, kontynuując – bardzo ciężko jest utrzymać to wszystko. Ale tatuś cię kocha.. wiesz o tym, prawda?</p>
<p style="text-align:left;">- Tak, tato – odparł nieco zdziwiony chłopiec. Nie spodziewał się takiej dobroci ze strony ojca, nie nocą, kiedy mag zakazywał mu poruszania się po wieży.</p>
<p style="text-align:left;">- Lerenie, pokażę ci sztuczkę. Wszak zawsze chciałeś nauczyć się czarować, prawda? – ton czarodzieja był łagodny jak nigdy, chłopcowi zaświeciły oczy. 	Czarodziej podszedł do regału zawierającego – jak chłopcowi się wydawało- składniki do zaklęć. Zabrał z niego fiolkę z rdzawym proszkiem i czarny kamień.</p>
<p style="text-align:left;">- Zaraz zaczniemy, tak… - Kevran mruknął wyraźnie podenerwowany – stań tam – wskazał na drugą stronę sali ze srebrnym kręgiem na podłodze. Chłopiec z ochotą wykonał polecenie ojca. Będzie czarować, myślał tylko o tym.</p>
<p style="text-align:left;">- No, stań prosto wreszcie! – Kevran syknął, po czym podszedł do swego biurka. Leren przestąpił z nogi na nogę. Wiedział, że trzeba się słuchać ojca i każdą jego dobroć traktować jako nagrodę.</p>
<p style="text-align:left;">Kevran jeszcze raz spojrzał na zwoje, po czym wysypał trochę rdzawego proszku na dłoń. Odetchnąwszy głęboko wyciągnął rękę w kierunku swojego syna. Na jego twarzy widać było napięcie. Wymruczał coś pod nosem, wokół ręki zaczęły pojawiać się języki ognia.  Leren z początku myślał, że to zwykły pokaz magiczny, taki jak te które mógł oglądać na ulicach Dalaranu. Jak błędna była jego ocena przekonał się, gdy uderzyła w niego ognista kula. Padł nieprzytomny, a ostatnią rzeczą, jaką czuł był zapach jego spalonego kaftanika…</p>
<p style="text-align:left;"><strong> Czasy obecne, Goldshire</strong></p>
<p style="text-align:left;">Mężczyzna wyszedł z karczmy. Była bezwietrzna noc, ciemność rozświetlał księżyc w pełni. Wioska nigdy nie była opustoszała o tej porze ze względu na jej bliskie położenie przy Stormwind. Było to miejsce spotkań podróżników wszelkiej maści. Czasami przyjeżdżał nawet cyrk. Ominąwszy grupkę zapijaczonych krasnoludów, robiących sobie balangę na środku traktu, skierował swe kroki do kuźni. Żarzące się palenisko dogasało, człowiek zaklął szpetnie.</p>
<p style="text-align:left;">- Co to, zamykacie już dzisiaj? – rzucił do postaci schylonej nieopodal kowadła. <em>Zaraz, kowalowi chyba nie potrzebny płaszcz z kapturem!</em> W jednej chwili postać obróciła się, rzucając w niego nożem. Poczuł palący ból w udzie, ostrze trafiło w sam środek mięśnia. Nie zdążył nawet jęknąć, jak jego oponent wyciągnął dwa długie noże z pochew. Teraz mógł go zobaczyć, był przygarbiony… Jego twarz, bez skóry, widać było kości! To nie był człowiek lecz nieumarły! Ubrany właściwie w łachmany. Jedyną rzeczą, która się wyróżniała był złoty medalion wiszący na jego szyi. Za nim leżał zaszlachtowany kowal w kałuży swojej krwi. W jednej chwili upojenie alkoholowe człowieka znikło. Wyszarpnął miecz z pochwy i ustawił się w pozycji bojowej na tyle, na ile pozwalała mu jego przebita noga.</p>
<p style="text-align:left;">Z ust nieumartego wydobył się ochrypły śmiech. Bezszelestnie podbiegł do człowieka uderzając z dwóch stron sztyletami. Oba cięcia zostały odbite i nastąpione szybkim kontratakiem przy akompaniamencie przenikliwego bólu w udzie wojownika. Miecz człowieka uderzył jednak w powietrze; nieumarty zabójca w chwili opadania miecza był już za nim. Mężczyzna zdołał się tylko odwrócić, o obronie przed uderzeniem rękojeścią noża w głowę nie było mowy. Opadł ledwo przytomny na kamienną posadzkę kuźni. Na szczęście miecz nie wypadł mu z rąk. Z rany w nodze ciekła mu krew. Nieumarły znów się zaśmiał. Przykucnął przed nim, powoli zbliżając ku jego twarzy broń. - Pieprz się – warknął człowiek, siekając mieczem na odlew. Tego przeciwnik się nie spodziewał. Cios dotkliwie trafił rękę zabójcy, co przy jej „naturalnym” uszkodzeniu skończyło się natychmiastowym odjęciem. Nieumarły wykrzywił twarz w grymasie i złapał się za cieknący zieloną mazią kikut. <em>A jednak coś czują</em> pomyślał człowiek, po czym szybko wyciągnął zza pasa flakonik z czerwoną cieczą. W jednej chwili wyrwał nóż tkwiący w jego udzie i wypił zawartość buteleczki. Z początku tryskająca krwią rana niemalże się zagoiła - Szlag by to trafił.. za mała dawka – syknął człowiek czując większy ból niż wcześniej. Przynajmniej już nie krwawił i nie był taki unieruchomiony jak na początku. Chwycił mocniej swój miecz i podpierając się o niego, wstał. Zabójca prócz ręki stracił też poczucie humoru jakie miał na początku walki. Resztki mięśni i tkanek na jego twarzy wyrażały teraz tylko chęć mordu.</p>
<p style="text-align:left;">Tym razem to wojownik był pierwszym, który zadał cios. Potężne uderzenie z góry, mające przeciąć nieumarłego na pół smagnęło tylko powietrze. Nie tracąc czasu, zabójca od razu wykonał pchnięcie. Człowiek ledwo co go uniknął. <em>Szybki skurczybyk…</em> Zadał serię ciosów swoim półtoraręcznym mieczem, jednak szybki zabójca zdołał i przed nimi zrobić unik. Nieumarły nie pozostał mu dłużny, dziurawiąc jego skurzany kaftan. W końcu obaj zaczęli słabnąć. Zabójca nie zastanawiając się, rzucił swoim długim nożem w wojownika. Nie trafił.. Zachęcony bezbronnością człowiek już do niego podbiegał, gdy nieumarty uniósł swój medalion. Z jego wnętrza buchnął ognisty podmuch. Człowiek zdążył tylko zasłonić oczy, stracił czucie, a jego broń odleciała od niego…</p>
<p style="text-align:left;">Dalszy przebieg wypadków widział jakby przez mgłę, w jego uszach na przemian dzwoniło i piszczało. Wstał i kierował się ku nieumarłemu. Chwila ta zdawała się dla niego trwać godzinę. Po drodze wyszarpnął ze stojaka na broń topór bojowy. Nieumarły był bezbronny, spoglądał na niego z wystraszoną miną. Doszedł do zabójcy. Z dzikim okrzykiem na ustach wbił w jego klatkę piersiową ostrze topora, uniósł broń razem z nieumarłym do góry i uderzył jego ciałem o kowadło. Gdy z mostka i twarzy zaczęła wylewać się zielona maź, człowiek wziął ciężki młot kowalski i z dziką satysfakcją serią uderzeń rozpłatał czaszkę przeciwnika. Po upływie kilku minut, gdy podczas walenia słychać było tylko uderzenie w kowadło, opadł z sił. Cisza… Obejrzał się za siebie. W drzwiach do kuźni stali poprzednio bawiące się krasnoludy. Z rozdziawionymi ustami oglądali dzieło wojownika.</p>
<p style="text-align:left;">- Na kamienne cyce mojej babki! Przysiągłbym że nie słyszałem żadnej walki! – rzucił ten, który wyglądał na najbardziej pijanego</p>
<p style="text-align:left;">- Nu, póki ten ogień nie walnął! A w jaki szał dryblas wpadł! – poważnie kiwając głową dodał inny</p>
<p style="text-align:left;">- To nieumarły!? Patrzta bracia! Kowala sukinsyn zabił!</p>
<p style="text-align:left;">Potok słów ciągnął się dalej, obolały wojownik podniósł swój miecz. Będzie potrzebował jeszcze więcej napraw po dzisiejszym…</p>
<p style="text-align:left;">- Te, panie bohater? A kto ty tak w ogóle? Chcę swoim ziomkom opowiadać o tym com zobaczył – wyrwał go z otępienia jeden z bandy</p>
<p style="text-align:left;">- Nazywam się… Kevran Arcanos. – powiedział po chwili zadumy. Za każdym razem jak się przedstawiał miał niemiłe uczucie, że ktoś zacznie być zbyt ciekawski.</p>
<p style="text-align:left;">- No to panie Kevran, trza opić tą bitkę! A przy okazji to i jakaś dziewoja pana opatrzy!</p>
<p style="text-align:left;">Więcej słów namowy nie potrzebował. Banda krasnoludów porwała go do karczmy.</p>
<p style="text-align:left;"><strong>Ciąg Dalszy Nastąpi</strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA["Przygoda Karola"]]></title>
<link>http://szkarlatnabiblioteka.wordpress.com/?p=11</link>
<pubDate>Wed, 02 Jul 2008 23:22:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>Defiler</dc:creator>
<guid>http://szkarlatnabiblioteka.wordpress.com/?p=11</guid>
<description><![CDATA[Czasem bywam sentymentalny, szczególnie przeglądając moje stare prace. Opowiadanie, które zamies]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong><em>Czasem bywam sentymentalny, szczególnie przeglądając moje stare prace. Opowiadanie, które zamieszczam w pierwszej kolejności jest głupie, dziecinne i trywialne. Dlaczego? Ponieważ napisałem je będąc w szóstej klasie podstawówki. Jedyną edycją dzisiaj były ewentualne literówki i jakieś bardzo rażące błędy. Interesującym zjawiskiem jest dojrzewanie stylu pisania wraz z biegiem lat. Kiedy czytam moje dawne teksty, na mojej twarzy pojawia się uśmieszek politowania. Co będzie za 10-15 lat? A co na starość? </em></strong></p>
<p><strong><em>Zapraszam do lektury i proszę potraktować opowiastkę raczej jako ciekawostkę niż coś poważnego.<br />
</em></strong></p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Dziesięcioletni Karol Dybowski wstał z łóżka o godzinie szóstej, jak to codziennie robił, gdy miał iść do szkoły. Zaspany ruszył w stronę łazienki. Po skorzystaniu z toalety i umyciu zębów, tradycyjnie ubrał się, wziął plecak i ruszył w stronę schodów. Zszedł nimi na dół. Swe kroki skierował do kuchni, gdzie czekał na niego talerz z wyśmienitymi kanapkami i szklanka zimnego kakao. Przy lodówce krzątała się mama, najwyraźniej wybierając z lodówki składniki na obiad.</p>
<p class="MsoNormal">- Cześć mamo!- zawołał Karol</p>
<p class="MsoNormal">- Cześć Karolku! Szybko jedz, musisz zaraz wyjść! – odpowiedziała mama, po czym zajęła się swoimi sprawami. Karol popatrzył na zegarek – godzina szósta trzydzieści! Faktycznie musiał się śpieszyć, w końcu w jego szkole lekcje rozpoczynają się o godzinie siódmej. Szybko pożarł przepyszne kanapki z serem i z szynką, a następnie zaczął ubierać lekką kurtkę i jego markowe adidasy. Wyszedł, a gdy był w sporej odległości od domu mama krzyknęła nie wiedząc, że jej syn nie słyszy:</p>
<p class="MsoNormal">- Karolu! Nie zapominaj, że dzisiaj wizyta u ortodonty!</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Karol szybkim krokiem szedł w stronę swojej znienawidzonej szkoły. Gdy widział już budynek, spostrzegł, że dwóch robotników naprawia główne wejście. Podszedł bliżej… Na ścianie szkoły wisiała pożółkła kartka. Było na niej napisane, żeby skorzystać z bocznego przejścia. Karol zauważył, że kilku jego kolegów przeszło przez główne przejście, ale on nie chciał się narażać. W końcu raz można posłuchać próśb dyrektorki. Skorzystał, więc z bocznego wejścia i skierował się w stronę szatni. Zostawił tam kurtkę i ruszył w stronę klasy. Był tam akurat wtedy, gdy zadzwonił dzwonek. Pani Genowefa, nauczycielka od historii, zjawiła się szybko.</p>
<p class="MsoNormal"><em>Coś mi tu nie pasuje… Nikt ze sobą nie rozmawia i nauczycielka przychodzi zbyt szybko</em> pomyślał Karol, kiedy wchodził do klasy. Również teraz nikt nie rozmawiał. Gdy chłopiec rozejrzał się po pomieszczeniu, spostrzegł, że każdy patrzy się przed siebie i nawet nie mruga oczyma. Pani Genowefa wyciągnęła ze swojej torby wczorajsze kartkówki i podeszła do Karola.</p>
<p class="MsoNormal">- Słuchaj leniu!!! – Krzyknęła nauczycielka nadzwyczajnym, grubym głosem, plując się okropnie. Ten dźwięk przypomniał mu efekty spowolnienia mowy w znanym programie komputerowym.</p>
<p class="MsoNormal">- Proszę? – spytał oburzony, a zarazem przestraszony Karol, a cała klasa zaczęła się śmiać podobnym do nauczycielki głosem.</p>
<p class="MsoNormal">- Oblałeś kartkówkę! Rodzice muszą cię ukarać! – krzyknęła pani Genowefa i spoliczkowała spanikowanego chłopca</p>
<p class="MsoNormal">- To boli proszę pani! – krzyknął Karol, a klasa śmiała się histerycznym śmiechem… Nauczycielka podeszła do swojej torby, poszperała w niej i po chwili podeszła do niego z obnażonym nożem, na którego ostrzu była zaschnięta krew.</p>
<p class="MsoNormal">- Kara będzie surowa! – wrzasnęła i w tej chwili przerażony chłopiec zaczął uciekać. Biegł przed siebie. Kierunkiem było wyjście. Gdy wybiegł ze szkoły, od razu skierował się w stronę swojego przytulnego domu, by powiedzieć mamie o zdarzeniu.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Dobiegł strudzony, i szybko wszedł do środka. Karol mógł teraz odetchnąć. Poszedł do kuchni – ulubionego miejsca przebywania mamy. Stała tam ubrana w kurtkę i szalik. Podrzuciła głową, na znak przywitania i skierowała się do wyjścia, nie zważając na synka. Karol zaczął za nią wołać, ale na próżno – już się ulotniła. Zmęczony i przestraszony usiadł na sofie i przymknął oczy. Zorientował się, że jest w swym łóżku! To był tylko zły sen! Chwilę po obudzeniu się, do jego pokoju weszła mama i pani Genowefa… Obie kurczowo trzymały zakrwawione noże do krojenia mięsa. Po chwili zaczęły się śmiać demonicznym głosem, jaki słyszał w szkole...</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal"><em><strong>Jeszcze jedno: Z tego co pamiętam zainspirowały mnie opowieści w stylu Dwóch Światów. Założenie było takie, że Karol przeniósł się do świata równoległego poprzez boczne wejście do szkoły. Ach ta dziecięca psychika, prawie jak w "Królu Olch" :) . Co do brutalności, no cóż.. bez niej opowieść nie byłaby w założeniu straszna, prawda?</strong></em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[VII: Dwie historie]]></title>
<link>http://yahl.wordpress.com/?p=38</link>
<pubDate>Wed, 11 Jun 2008 00:24:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>YHL</dc:creator>
<guid>http://yahl.wordpress.com/?p=38</guid>
<description><![CDATA[Tomek miał z Bartkiem kontakt już od dłuższego czasu. Jakoś od roku. To była dziwna znajomoś]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:left;">Tomek miał z Bartkiem kontakt już od dłuższego czasu. Jakoś od roku. To była dziwna znajomość. Poznali się przez Internet, co było dla Tomka nawet normalne, ale problem tkwił w tym, że Bartek co jakiś czas przerywał kontakt. Pochodził z tego samego miasta co Tomek, ale nie mogli się spotkać przez dłuższy czas. Bartek zawsze na kilka, kilkanaście minut przed spotkaniem pisał: "Nie dam rady :/". Zawsze tak samo. Obrzydliwie tak samo. Tomek, w momencie gdy dostawał esemesa o tej treści, odczuwał okropny ból. Tak jakby coś go nagle zaczęło kuć. Bezlitośnie. Ten ból nie mijał łatwo. Pozostawiał po sobie ślad o gorzkim smaku porażki i rozczarowania.</p>
<p>&#160;</p>
<p style="text-align:right;">Marcina poznał też przez Internet. <a href="http://yahl.wordpress.com/2008/05/03/vi-herbata/">Jak?</a></p>
<p style="text-align:left;">
<p>&#160;</p>
<p style="text-align:left;">Bartek był bardzo pociągający. Działał na zmysły Tomka. Chciał zostać fotografem. Miał swój internetowy fotoblog. Od momentu gdy się o tym dowiedział, Tomek zaglądał tam dość często. Uwielbiał patrzeć na jego zdjęcia. Nie potrafił się od tego uwolnić.<br />
Wkurzało go to, że próbowali się już spotkać jakoś dziesięć razy, a nic z tego nie wyszło. Tomek miał cierpliwość. Znali się już przez Net ponad rok, a jeszcze ani razu się nie spotkali. Bardzo mu zależało. "A jeśli to On?" - myślał. Dawał Bartkowi kolejne szanse. Wiedział, że kiedyś się w końcu spotkają. I tak też się stało.</p>
<p>&#160;</p>
<p style="text-align:right;">Marcin miał przyjechać do Poznania. Pisał do Tomka codziennie. Bardzo chciał się z nim spotkać. Tomek czuł co może się święcić. "Pewnie na mnie leci.. Albo się we mnie zabujał..".</p>
<p>&#160;</p>
<p style="text-align:left;">No i w końcu się spotkali. W domu, u Tomka. Bartek interesował się motoryzacją. Lubił też jeździć na rowerze. Do Tomka przyjechał na swoim motorze. Był bardzo męski, biseksualny, wysoki, miał krótkie blond włosy, kolczyki tu i ówdzie. I wielkie, wręcz olbrzymie usta. To tylko pobudzało zmysły Tomka. No i ten głos.. Głęboki, męski.. Weszli do domu. Tomek zaproponował herbatę. Wypili ją przy stole rozmawiając. A to o środowisku gejowskim, o muzyce, o.. "A dlaczego tak bardzo chciałeś się spotkać?" - zapytał Bartek. Tomek nie był na to pytanie gotowy. Na chwilę go zatkało. "Gadałem z wieloma osobami i właściwie tylko Ty wydałeś się być wart poznania. Zresztą.. To wszystko raczej nie ma sensu. Szukasz i właściwie to nie daje żadnego efektu". Ulżyło mu. Pogadali jeszcze z godzinę. Było nawet sympatycznie. Była może jedna, może dwie krępujące cisze. Mało jak na pierwsze spotkanie. Bartek pojechał do domu.</p>
<p>&#160;</p>
<p style="text-align:right;">W Poznaniu odbywały się targi meblarskie. Marcin miał wziąć w nich udział. Przyjechał w niedzielę. Spotkali się na dworcu. Na początku było trochę sztywno. Tomek czuł się wyluzowany, poznał już przez Net wielu ludzi, oswoił się. Dzień był piękny, słoneczny. Idealna niedziela. Trochę wiatru, dużo słońca. Poszli do Starego Browaru coś zjeść. Po obiedzie kilka sklepów i na Stary Rynek. Herbata. Siedzieli tam długo. Rynek prezentował się pięknie w pełnym świetle. Kolorowe kamieniczki cieszyły oko. Fontanny wydawały z siebie stałe dźwięki. Turyści robili zdjęcia. Gdzieniegdzie przewijali się Japończycy. "Nie byłaby sobą, gdyby nie miała w ręce tego aparatu" - powiedział Tomek. Marcin się zgodził. Rozmowy się rozkręcały, były coraz luźniejsze. Tomek zaproponował spacer w kierunku parku przed operą. Miejsce to oczywiście prezentowało się przepięknie. Zieleń trawy dawała odpoczynek od szarości i brudu tego miasta. Drzewa majestatycznie górowały nad całością i dawały osłonę przed Słońcem. Usiedli na ławce. Ludzie odpoczywali. Kilka osób w coś grało. Ktoś bawił się z psem. Dziecko wrzucało kamienie do wody. Ciągle gadali. Marcin miał szczególny dar wypowiadania się. Mógłby chyba gadać całą wieczność. Czas im nawet szybko zleciał. "Do zobaczenia". Spotkanie się skończyło.</p>
<p>&#160;</p>
<p style="text-align:right;">Spotkali się ponownie w środę. Na targach. Tomek zobaczył meble zaprojektowane przez Marcina. Nie zrobiły na nim wielkiego wrażenia. Ciekawy wzór, ale sobie by ich nie kupił. Poszli poza pawilony, gdzieś gdzie było spokojniej, ciszej. Gadali. Tomek już wiedział, że nic do Marcina nie czuje, ale nie umiał mu tego powiedzieć. Tak trudno jest mówić o rzeczach istotnych. Chciał przekazać jak najwięcej wiedzy o spotkaniach, poznawaniu ludzi przez Internet, randkach i tak dalej. Opowiedział mu kilka swoich historii. Marcin był starszy, ale wydawało się, że słucha Tomka jak uczeń nauczyciela. Znowu świeciło Słońce, było ciepło, ani jednej chmurki na niebie. Tomek stwierdził, że musi iść - chciał się jeszcze z kimś spotkać. Marcin odprowadził go do bramy. "Spotkamy się jeszcze?" - zapytał. Tomek znał odpowiedź na to pytanie. Prawdziwą odpowiedź. "Zobaczę, zależy ile nauki będę mieć". Słodkie kłamstwa nas niszczą.</p>
<p>&#160;</p>
<p style="text-align:left;">Bardzo mu zależało na kolejnym spotkaniu z Bartkiem. Chciał go znowu zobaczyć. Znowu nie mogli się umówić. Po kilkunastu esemesach w końcu się udało. Dworzec PKP. Bartek miał o 20 pociąg. Tomek znalazł się tam jakoś o 19.20. Poszli na peron, z którego odjeżdżał pociąg Bartka. Rozmawiali luźno, bez stresu. Okazało się, że rodzina Bartka nie wie, że jest biseksualny. Tomek się trochę zdziwił, ale tego nie okazał. Patrzył na Bartka z boku. Miał bardzo ciekawe rysy twarzy. Tomek nie mógł się na niego napatrzeć. Pociąg miał niedługo odjechać, więc Bartek się pożegnał i poszedł w kierunku pociągu. Tomek - do domu, ale odwrócił się jeszcze za Bartkiem. Ich wzrok się nie spotkał.</p>
<p>&#160;</p>
<p style="text-align:center;">W czwartek zaczęły się juwenalia. Tomek był na ich rozpoczęciu ze przyjaciółmi.</p>
<p>&#160;</p>
<p style="text-align:left;">Bartek chciał iść na koncerty w piątek. Od początku ich znajomości Tomek wkurzał się na Bartka o to, że nie odpisywał na esemesy i nie oddzwaniał. Udało się im jednak umówić na piątek wieczór. Tomek myślał, że ma odebrać Bartka z dworca, ale ten chciał najpierw sam jechać do swoich znajomych. "OK". Z mostu dworcowego poszedł na juwenalia. Trochę to trwało, ale gdy doszedł na miejsce impreza trwała już w najlepsze. Zaczął tańczyć. Nie było tam nikogo kogo znał. Był całkowicie sam pośród tylu ludzi. Tak się czuł. To uczucie chodziło za nim bez przerwy. Nie umiał się od niego uwolnić. Nieważne z kim był, co robił i gdzie był. To uczucie dorywało go gdzie i kiedy chciało. Pisał do Bartka esemesy.  Jak zawsze odpisywał z kilkunastominutowym opóźnieniem. Już się do tego przyzwyczaił. "Nie przyjdę tam dzisiaj". Gdy Tomek to przeczytał, znowu ogarnęło go to smutne uczucie. Czytał dalej - Bartek miał być w centrum za jakieś 20 minut. Automatycznie ruszył, trochę biegł. Był tam kilkanaście minut później.</p>
<p>&#160;</p>
<p style="text-align:right;">Czekał przed wejściem do umówionej knajpy. Nagle przyszedł esemes. "Zakochałem się w... Poznaniu... i zauroczyłem się w Tobie.. i co ja mam z tym zrobić??". "Kurde, wiedziałem" - pomyślał. Próbował zadzwonić do Marcina, ale ten nie odbierał. Napisał więc: "Nie wiem. Ja do Ciebie nic nie czuję. Przykro mi".</p>
<p>&#160;</p>
<p style="text-align:left;">Napisał do Bartka gdzie jest. Czekał przed wejściem już jakieś pięć minut. Zadzwonił. Bartek o dziwo odebrał. Okazało się, że jest w środku. Tomek znalazł go bardzo szybko. Siedział z kumplami przy stole i pił. Sytuacja była bardzo komiczna. Tomek podał rękę Bartkowi, potem przedstawił się jego znajomym, potknął się o torbę przyjaciela Bartka i powiedział, żeby żałował, że go nie było na juwenaliach. Atmosfera była bardzo ciężka. Okropna. Tomek czuł się skrępowany, zawstydzony. Bartek stwierdził, że już nie pójdą na juwenalia, więc zaproponował by Tomek dosiadł się do ich stolika. "OK". Bartek wyglądał dzisiaj bardzo seksownie.</p>
<p>&#160;</p>
<p style="text-align:right;">Tomek poczuł na udzie wibracje. "Marcin dzwoni". Odszedł od stolika i odebrał. "Hej" - usłyszał jego głos. "I co? To zostaniemy kumplami?". Tomek się zgodził, choć nie widział w tym większego sensu. Wiedział, że Marcin czuje do niego coś większego niż przyjaźń, a tego się nie da cofnąć tak łatwo. "No to dobranoc. A przyjdziesz na targi w sobotę?" - zapytał Marcin. "Nie wiem". A wiedział. "To daj znać jakby co. Dobranoc". "Dobranoc".</p>
<p>&#160;</p>
<p style="text-align:left;">Wrócił do stolika. Nie mógł się włączyć do rozmowy. Tematy były zbyt osobiste. Nie znał tych ludzi. Okazało się, że znajomy Tomka jest znajomym przyjaciela Bartka. "Ten świat jest mały" - pomyślał Tomek. "I dobrze". Rozmowy od razu się rozkręciły. Atmosfera się poluzowała. I gdyby nie, to że ludzie zaczęli się rozchodzić, to pewnie by tam siedzieli. Bartek zaproponował pójście do knajpy gejowskiej. Tomek się zgodził. Przyjaciel Bartka poszedł do domu. Zostali sami. Jak długo Tomek na to czekał. Chciał wziąć Bartka do siebie.. By móc go mieć wyłącznie dla siebie. Podeszli do baru. Bartek zamówił piwo, Tomek Mojito. Usiedli. Podszedł do nich jakiś koleś - był gejem. Zagadał do Tomka, jak się później okazało, leciał na niego. Był pijany. Tomek poczuł nerwy w środku. Chciał być z Bartkiem sam. Móc z nim rozmawiać, czuć jego zapach, jego ciepło, jego obecność, po prostu czuć go. Przypałętał się jakiś i go tylko wkurzał. Poimprezowali trochę. Nie tańczyli. Bartek był młodszy o rok od Tomka, ale zachowywał się jak jakiś chłopak z gimnazjum. Tomkowi to nie przeszkadzało. Bartek się wygłupiał. Wyszli na zewnątrz. Świtało. Bartek zagadywał ludzi. Piwo mu się skończyło, więc wrócił do środka po następne. Wypił je wewnątrz knajpy. Posiedzieli jeszcze trochę. "Dlaczego nie mogliśmy się spotkać tak długo?" - zapytał Tomek. "Nie wiem". Tomek patrzył na bawiących się ludzi. Jacy oni byli szczęśliwi. "Idziemy?". "OK". Poranek się zaczął. "Pierwszy raz widzę Świętego Marcina o wschodzie Słońca". Bartek na te słowa nie zareagował. Był chyba po siedmiu piwach, ale trzymał się nieźle. "No chodź do mnie spać" - zaproponował Tomek. "Nie". Tomek się nie poddawał. Próbował. Jakaś babcia przeszła obok nich. Gdy przeszła, Bartek pokazał jej język. Zrobił tak z kilkoma kolejnymi osobami. Tomek starał się go uspokoić, pomimo że go to śmieszyło. Zaczęli się popychać na chodniku. "Dobra, wystarczy!". Bartek się uspokoił. Na Akademii Muzycznej były pokazane dane o zawartości powietrza. Bartek zatrzymał się i gapił się jak sroka w gnat. "Nie czas na cyferki Bartek". Poszedł za Tomkiem. Natknął się na kubek po piwie. Zaczęli grać nim w piłkę. "Lubisz piłkę nożną?" - zapytał Tomek. "Nie". "Ja też nie". Doszli do Kaponiery. Bartek chciał iść na autobus nocny, Tomek - do siebie. Znowu pokazał język starszej pani. Doszli do miejsca gdzie się pożegnali. "Dobra, to cześć" - Tomek wyciągnął rękę. Bartek nie odwzajemnił gestu - objął Tomka, przytulił się do niego. Tomek zamknął oczy. Czuł jego zapach. Jego bluzę, jego. Był tak blisko. Bartek chciał już zakończyć uścisk, ale Tomek go przytrzymał na jeszcze chwilę. Potem go puścił. I poszedł w swoją stronę. Obejrzał się - Bartek wskakiwał po schodach. Gdy doszedł na swoje osiedle, nie wszedł od razu do klatki. Poszedł dalej. Podziwiał wschód Słońca. Dawno go tutaj nie widział, w Poznaniu. Wschód był piękny, świeży, przepełniony życiem, nadzieją. Poszedł do domu i spać.</p>
<p>&#160;</p>
<p>Na drugi dzień wstał późno. Napisał esemesa do Bartka. Ten się pytał o to, czy wczoraj nic głupiego nie robił, bo nic nie pamięta. Tomek mu wszystko zrelacjonował. Zakończyli rozmowę. Po południu do niego napisał, ale Bartek nie odpisywał. Dzwonił - nie odpowiadał. Tak samo było w niedzielę.</p>
<p>&#160;</p>
<p style="text-align:right;">Marcin odjeżdżał w niedzielę do domu. Targi się skończyły. Nie spotkali się już z Tomkiem. "Cześć. Szkoda mi wyjeżdżać z Poznania, tyle się działo przez ten tydzień.. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy i nie zerwiemy ze sobą kontaktu. Dzięki za wszystko. Jesteś fantastycznym facetem i zasługujesz na prawdziwą miłość :*". "Dlaczego to on mi to pisze, a nie ktoś do kogo coś czuję". Odpisał, podziękował za miłe słowa.</p>
<p>&#160;</p>
<p style="text-align:left;">Tomek się męczył. Chciał wiedzieć, czy Bartek chce mieć z nim kontakt. W poniedziałek na zajęciach czuł się fatalnie. Okropnie. Nie mógł się skupić na tym, co mówił prowadzący. Patrzył w niebo. Chciał być wolny.</p>
<p>Po południu Bartek napisał esemesa: "Chciałeś coś wczoraj?".<br />
Tomek: "Tak chciałem. Jak będziesz mógł, to zadzwoń".<br />
Bartek: "Jestem na siłce".<br />
Tomek: "To jak skończysz to zadzwoń".<br />
Bartek: "Nie, bo będę na motorze".<br />
Tomek: "Nie chcę gadać długo. Po prostu zdzwoń jak wyjdziesz z siłki".<br />
Bartek: "To napisz co chcesz".<br />
Tomek miał już dość tego wszystkiego.<br />
Tomek: "Chcę się dowiedzieć, dlaczego nie odpowiadałeś wczoraj i czy spotykamy się dalej".</p>
<p>Nie uzyskał szybko na to pytanie odpowiedzi. Dopiero po północy Bartek wszedł na gadu i pogadali. Bez ogródek. Tomek miał dość. Okropnie dość. Wniosek z rozmowy był jeden: koniec znajomości. Tomek poczuł się wolny. Trochę mu było smutno, że poświęcił tyle swojej siły na tą znajomość. "Co nas nie zabije to nas wzmocni" - usłyszał Tomek. Poczuł się lepiej. Poczuł się wolny.</p>
<p>&#160;</p>
<p style="text-align:center;">Marcin -&#62; Tomek<br />
Tomek -&#62; Bartek</p>
<p>&#160;</p>
<p style="text-align:center;">Kiedy strzałki będą w obie strony?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Grupy dyskusyjne ....]]></title>
<link>http://ridingboots.wordpress.com/?p=107</link>
<pubDate>Mon, 09 Jun 2008 22:19:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>ridingboots</dc:creator>
<guid>http://ridingboots.wordpress.com/?p=107</guid>
<description><![CDATA[Dziś znaleziony wpis &#8230;
Byłam dziś w Bykowie.  Byłam! Nareszcie. Jestem ledwo żywa, ale i]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dziś znaleziony wpis ...</p>
<blockquote><p>Byłam dziś w Bykowie.  Byłam! Nareszcie. Jestem ledwo żywa, ale i niewypowiedzianie szczęśliwa :) Ubrałam swoje <strong></strong>sztyblety, wsiadłam na rower i pojechałam. W lesie totalne bagno. Cały czas starałam się nie wpaść w tą breję. Pech chciał, że rower mi utknął w wodzie i wpakowałam sie w błoto. Drogi? Ha! Marzenia są piękne ;) Musiałam wrócić do domu i przebrać spodnie i przede wszystkim buty. 20 minut szukałam moich gumowych oficerek. Cały rok był schowane na dnie szafy. Ubrałam je, i ponowny wyjazd. Dobre 40 minut spóźnienia.  Wsiadłam na rower i heja.    Drogi pływały a ja starałam się nie przewrócić. I tak co chwilę musiałam zdejmować nogi z pedałów prosto w ciemno-brązową, miejscami nawet i czarną. Mimo to byłam spokojna - oficerki przez ten rok nic nie straciły na swojej szczelności. Zrobiłam kilka zdjęć w lesie, żeby pokazać Ani gdzie zazwyczaj jeżdżę. W końcu dotarłam do Bykowa, do pana Zygmunta. Podwórko przed stajnią zamieniło się w wannę pełną wody i błota. Nawet prowizorycznej  "ścieżki" nie było. Dobrze że od razu na początku drogi zalałam sobie sztyblety bo tutaj zalałą bym je na bank, a na odwrót było by za późno.  A tak to spokojnie razem z moim rowerem dostałam się do pierwszych drzwi mimo że momentami moje stopy znikały w mazi.  "Zamknięte? Jak to? Nie możliwe!" "Przyjechałam za późno" Postawiłam rower. Drugie drzwi też zamknięte. Nie dały się otworzyć. Postanowiłam zobaczyć czy konie czasem na łączce nie siedzą. Przechodząc koło gnoju wpadłam pod kolana w gnojówkę. "Uff mało brakowało". Ale nie zniechęciło mnie to jakoś. Wybrnęłam i stanęłam w końcu przed wybiegiem. Woda delikatnie przykrywała łąkę, ale koni nie było....</p></blockquote>
<p>Reszta z mojego punktu widzenia nie była już taka ciekawa ...</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
