<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>nowy-jork &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/nowy-jork/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "nowy-jork"</description>
	<pubDate>Sat, 19 Jul 2008 22:14:18 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Ja znów o pogodzie w Nowym Jorku]]></title>
<link>http://miany.wordpress.com/?p=42</link>
<pubDate>Sat, 19 Jul 2008 14:13:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>miany</dc:creator>
<guid>http://miany.wordpress.com/?p=42</guid>
<description><![CDATA[Ja znów o pogodzie. Ten temat powraca, mnie więcej o tej samej porze - koniec lipca lub początek ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Ja znów o pogodzie. Ten temat powraca, mnie więcej o tej samej porze - koniec lipca lub początek sierpnia. W Nowym Jorku  robi się ciepło, aż za ciepło i ludzie zaczynają marudzić o <a title="wyjazd z Nowego Jorku" href="http://www.precel.geostrona.pl/jutro-wyjezdzam-z-nowego-yorku/">wyjazdach w Nowego Jorku</a>.</p>
<p>Czy wspominałem już o swojej najnowszej publikacji w magazynie Podróże? Chyba tak. Ale powinienem przypomieć jeszcze o drobnym artykule o <a title="Baseny w Nowym Jorku" href="http://www.precel.org/baseny-w-nowym-jorku/">basenach w NY</a>. To PR w zasadzie - więcej informacji oraz mapka (nad którą się sporo napracowałem, ale to było dawno temu, teraz już lepsze potrafię robić mapki Nowego Yorku. Główny tekst - z dojazdami, adresami, opisami i wyżej wspominanymi mapkami - jest na mia:stronie <a title="Baseny w Nowym Jorku" href="http://www.mia-ny.com/content/view/167/53/">Baseny w Nowym Jorku</a>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Latem - do kina]]></title>
<link>http://miany.wordpress.com/?p=34</link>
<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 11:00:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>miany</dc:creator>
<guid>http://miany.wordpress.com/?p=34</guid>
<description><![CDATA[Lipiec i sierpień w Nowym Yorku to najlepszy czas, by wybrać się do kina. Nie na nowości, oczywi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Lipiec i sierpień w Nowym Yorku to najlepszy czas, by wybrać się do kina. Nie na nowości, oczywiście (bo ich pełno, co piątek, niezależnie od pogody i pory roku). Do letniego kina - pod gołym niebem.</p>
<p>Kina, tzw. drive-in kiedyś były bardzo popularne w Stanach Zjednoczonych. Znamy takie obrazki z wielu filmów - do kina wjeżdżało się samochodem;). Niestety - większość z nich pozostała już tylko we wspomnieniach. Odradzają się co prawda, bardzo powoli. Niedawno otwarto pierwsze kino niedaleko Nowego Jorku - w stanie New Jersey. Ale nie o to chodzi. Na Manhattanie (głównie) chodzi o to, żeby pójść do kina i nie zabierać ze sobą samochodu - tylko koc, kosz piknikowy lub plecak. Okazuje się, że w <a title="Nowy Jork" href="http://www.mia-ny.com">Nowy York</a> ma ich ok. 10 kin pod gołym niebem! Jest spis i programy na stronie <a title="Nowy Jork kina" href="http://www.mia-ny.com/content/view/191/79/">Kina w Nowym Jorku</a>.</p>
<p>Właśnie opublikowałem artykuł o nowojorskich kinach pod gołym niebem w magazynie <a title="Podróże" href="http://www.podroze.pl/wyprawa/relacja/letnie-kina-w-nowym-jorku,802">Podróże</a>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nowa makieta]]></title>
<link>http://miany.wordpress.com/?p=31</link>
<pubDate>Sat, 12 Jul 2008 11:56:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>miany</dc:creator>
<guid>http://miany.wordpress.com/?p=31</guid>
<description><![CDATA[Już zakończyłem prace nad nową makietą serwisu Nowy York dla turystów. To oczywiście począte]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Już zakończyłem prace nad nową makietą serwisu <a title="Nowy York" href="http://www.mia-ny.com" target="_self">Nowy York</a> dla turystów. To oczywiście początek, ale wierzę, że nowa makieta zdecydowanie ułatwi nawigację użytkownikom a mi- pozwoli zaproponować im więcej ciekawych i pożytecznych informacji. System zostaje te sam: Joomla 1.0x - uznałem bowiem, że nakład pracy związany z przeniesieniem na nową wersję Joomli będzie bardzo duży i tak naprawdę - lepiej ten czas poświęcić "użytkownikom" - czyli skupić się na zawartości oraz makiecie serwisu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Gapingvoid - w duzym miescie spotykam znajomych, pracowac wole z dala od metropolii,,]]></title>
<link>http://funkytiger.wordpress.com/2008/07/11/gapingvooid-w-duzym-miescie-spotykam-znajomych-pracowac-wole-zdala-od-metropolii/</link>
<pubDate>Fri, 11 Jul 2008 11:47:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>halfie522</dc:creator>
<guid>http://funkytiger.wordpress.com/2008/07/11/gapingvooid-w-duzym-miescie-spotykam-znajomych-pracowac-wole-zdala-od-metropolii/</guid>
<description><![CDATA[


Hugh McLeod, autor popularnego blogu gapingvoid 19 czerwca siedzac w &#8220;pralnio-kawiarni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div style="direction:rtl;">
<div style="direction:rtl;">
<div align="justify">
<div align="left">Hugh McLeod, autor popularnego blogu <a href="http://www.gapingvoid.com">gapingvoid</a> 19 czerwca siedzac w "pralnio-kawiarni' w San Francisco pisze <br />"To wspaniale uczucie, byc znow w tym miescie<br />To niesamowite jak wielu przyjaciol mam w San Francisco pomimo ze calym swoim zyciu spedzilem w tym miescie cale dwa tygodnie.Ale czuje tutaj to samo co czulem w Nowym Jorku - wielkie miasto mnie nie bawi. Kiedys tak bylo, ale pewnego dnia to uczucie odeszlo. Nie moge sie doczekac momentu gdy znow bede w Alpine wymiatajac kolejne wielkie rysunki.<br />Powiedziawszy to, to cale regularne podrozowanie jest dla mnie wazne. Dostalbym fiola gdybym szwendal sie tylko po zachodnim Texasie roznorodnosc to przyprawa zycia i tak dalej</p>
<p>..  .  . .  </div>
</div>
<p class="poweredbyperformancing"><i>Powered by <a href="http://scribefire.com/">ScribeFire</a>.</i></p>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sunshine Hotel]]></title>
<link>http://mynameiselvis.wordpress.com/?p=105</link>
<pubDate>Sun, 06 Jul 2008 11:10:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>uglylikeshit</dc:creator>
<guid>http://mynameiselvis.wordpress.com/?p=105</guid>
<description><![CDATA[W tym wpisie będzie mowa o nagraniu z przedstawienia teatru tańca. Zazwyczaj tego rodzaju nagrania]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W tym wpisie będzie mowa o nagraniu z przedstawienia teatru tańca. Zazwyczaj tego rodzaju nagrania sporo tracą bez choreografii, jednak w tym przypadku już samo gra dźwiękiem, perkusją tworzy przestrzeń i strukturę do wyobrażenia przez słuchacza. Samo przedstawienie jest historią o grupie ludzi mieszkających w nowojorskich <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Flophouse">flophouse</a>, tanich hotelach o bardzo niskich standardach, dla włóczęgów i pracowników czasowych. W połączeniu z monologami postaci zamieszkujących tytułowy Sunshine Hotel daje świetny wgląd w atmosferę i obraz życia w takim miejscu. Nie mówiąc już o pokazaniu mniej znanego elementu amerykańskiej kutury.</p>
<p><a href="http://www.archive.org/details/sw04">Warto, a nawet trzeba</a>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wielkie Jabłko bardziej na cicho]]></title>
<link>http://kulturanaostro.wordpress.com/?p=37</link>
<pubDate>Fri, 04 Jul 2008 12:36:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>stereoboy</dc:creator>
<guid>http://kulturanaostro.wordpress.com/?p=37</guid>
<description><![CDATA[Przyspieszamy.
Jeszcze jeden film. Jeszcze jeden amerykański film. Jeszcze jeden amerykański film ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Przyspieszamy.</p>
<p>Jeszcze jeden film. Jeszcze jeden amerykański film. Jeszcze jeden amerykański film z kręgu kina niezależnego. Tym razem jednak – reprezentant nurtu nazwanego „mumblecore”.</p>
<p>Ale zanim, to przez chwilkę sobie pofolguję (bo w końcu od tego jest blog ;) Jestem zwierzakiem typowo miejskim. W mieście czuję się najlepiej, wśród knajp, przystanków, autobusów, tramwajów, kamienic, rynków i targów i wszelkich innych przejawów kultury miejskiej i ulicznej. I dlatego właśnie z największą uwagą przyglądam się dziełom twórców, którzy równie chętnie, jak ja, pochylają się nad bytem miejskim. Bo chyba nikt nie wątpi w to, że miasto jako takie jest tworem autonomicznym, posiada własną osobowość i inne przymioty, żyje, oddycha etc?</p>
<p><em>Quiet city</em>, jak sama nazwa wskazuje, jest miastem cichym i bardzo spokojnym. Pewnie nigdy nie wpadlibyście na to, że głównym bohaterem tej produkcji jest Nowy Jork, a przede wszystkim Brooklyn. To jednak nie Wielkie Jabłko jakie się kojarzy z serwisów informacyjnych, z samochodami stojącymi w korkach czy tłumem przechodniów na ulicach. NYC, o dziwo, wydaje się tutaj niemal prowincjonalny, nie licząc może stacji metra ;) A jednak i ta twarz miasta okazuje się być wielce intrygująca.</p>
<p>Słów kilka jeszcze o samym nurcie. Mumblecore powstało w początkach XXI wieku i odnosi się do bardzo niskobudżetowych produkcji (często kręconych przy użyciu kamery cyfrowej), które to skupiają się osobistych relacjach międzyludzkich, a bohaterami zazwyczaj są młodzi w okolicach 20-30 lat, scenariusze opierane są na improwizacjach, a aktorzy są amatorami (czyli nieprofesjonaliści z pasją – cytuję za <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Mumblecore">wiki</a>). W taki właśnie sposób powstało <em>Quiet city</em> – reżyser Aaron Katz skrzyknął ekipę, z którą współpracował już przy okazji swojego debiutu, <em>Dance Party USA</em>, i nakręcili film w przeciągu 8 dni! Rzecz jasna, za zupełnie symboliczne pieniądze.</p>
<p>Historia jest banalnie prosta. Jamie przyjeżdża do NY odwiedzić swoją przyjaciółkę, która nie odbiera telefonu. Przypadkowo spotyka na stacji metra Charliego i prosi go o pomoc w znalezieniu pewnej restauracji, w której były umówione. I to właściwie tyle. Para spędza ze sobą następne 24 godziny, które upływają im głównie na gadaniu, jedzeniu, łażeniu po mieście i spotykaniu innych ludzi. Czyli – jak to zazwyczaj w życiu. Żadnej nadętej symboliki, metaforyki czy innych trudnych, ponadtrzysylabowych słów ;) Po prostu życie w jego najprostszej i najbardziej oczywistej miejskiej postaci.</p>
<p>O formie nie ma się co za bardzo rozpisywać, bo jest raczej jasna. Długie ujęcia, najczęściej skupione na twarzach rozmówców, czasami przeplatana subtelnymi impresjami złożonymi z kadrów drzew i ludzi wypoczywających w parku. Urzekająca i ujmująca prostota.</p>
<p>Momentami można się poczuć jak podglądacz, który wszedł z kamerą w tę relację, ale to tylko złudzenie. W gruncie rzeczy film jest na tyle delikatny, że nie budzi żadnych negatywnych asocjacji.</p>
<p>Jazda obowiązkowa dla wszystkich fanów miejskości i potajemnie marzących o Nowym Jorku. Poza tym całkiem przyjemna pozycja na niezobowiązujący wieczór. Wieczór, zupełnie jak z <em>Quiet city</em>. Bo takie historie zdarzają się czasem każdemu i codziennie.</p>
<p>Aha, miłośnicy Linklatera i jego Przed wschodem słońca i Przed zachodem słońca, też nie będą rozczarowani. Próbka klimatu:</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/JgRzs5qzb_4'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/JgRzs5qzb_4&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[brutal new york 1965/95]]></title>
<link>http://outdo.wordpress.com/?p=23</link>
<pubDate>Tue, 17 Jun 2008 19:46:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>t mek</dc:creator>
<guid>http://outdo.wordpress.com/?p=23</guid>
<description><![CDATA[http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=402544
zdjęcia wbijają w ziemie!



]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=402544">http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=402544</a></p>
<p>zdjęcia wbijają w ziemie!</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://outdo.files.wordpress.com/2008/06/untitled-11.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-26 aligncenter" src="http://outdo.wordpress.com/files/2008/06/untitled-11.jpg" alt="" width="332" height="248" /></a></p>
<p style="text-align:center;">
<p style="text-align:center;">
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dzień kobiet - noc nasza]]></title>
<link>http://polonianet.wordpress.com/?p=338</link>
<pubDate>Thu, 15 May 2008 03:08:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>salon nowojorski</dc:creator>
<guid>http://polonianet.wordpress.com/?p=338</guid>
<description><![CDATA[Podpisano: &#8220;mężczyzna&#8221;. Ten oryginalny, choć może luźno związany z tematem napis]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img style="float:left;margin-right:10px;" src="http://farm3.static.flickr.com/2351/2490649871_cdd9af9176_t.jpg" alt="" width="100" height="75" />Podpisano: "mężczyzna". Ten oryginalny, choć może luźno związany z tematem napis z pewnego muru w moim mieście przypomniał mi się, kiedy dowiedziałam się, że były demokratyczny kandydat do prezydentury John Edwards właśnie poparł Baracka Obamę w jego staraniach o nominację Demokratów. Gdyby nie ten <em>endorsement</em> Edwardsa, ostatnie dni można by określić jako wcale nie najgorsze dla Hillary  - we wtorkowych prawyborach w  West Virginia Hillary zrobiła z ulubieńca mediów Obamy elegancką sieczkę, bo jak inaczej nazwać  podział głosów 67% dla Hillary do 26% dla jej oponenta. Jednak euforia w obozie Hillary trwała krótko, bo dzisiaj John Edwards wylał jej zwolennikom kubeł zimnej wody na głowy ogłaszajac swój <em>endorsement.</em></p>
<p><!--more-->Nawet jeśli ktoś uważa, że Zachodnia Wirginia to takie zadupie bez znaczenia, to jednak wtorkowy wynik powinien dać wielu co nieco do myślenia. Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę taki oto mało znany fakt, że od 1916 r. żaden przedstawiciel Partii Demokratycznej nie wygrał walki o Biały Dom, o ile nie zdobył większości głosów właśnie w tym stanie.</p>
<p>Bill Clinton wygrał wybory w Zachodniej Wirginii nie tylko w 1992, ale i w 1996 czyli w środku własnej mało przyjemnej afery rozporkowej, natomiast nie udało się to ani Al Gore w 2000 r., ani Johnowi Kerry'emu w 2004 r., i obaj w ostatecznym rozrachunku musieli pożegnać się z marzeniami o prezydenturze. W takim kontekście rozmiary wtorkowej porażki Obamy nie najlepiej wróżą.</p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2351/2490649871_cdd9af9176.jpg" alt="" width="500" height="375" /></p>
<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3007/2490650863_bcf799e0bf.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2022/2490653959_70ed8b9fe7.jpg" alt="" width="500" height="375" /></p>
<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3286/2491470034_4b53da856a.jpg" alt="" width="500" height="375" /></p>
<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3216/2490651261_ed4667f511.jpg" alt="" width="500" height="375" /> <br />
<em>Spotkanie z Hillary i Chelsea Clinton w ostatnią sobotę. Impreza z okazji Dnia Matki.</em></p>
<p>Ale co z tego, skoro politycznie poprawne media akurat tego tematu nie rozwijają, natomiast kilka dni temu rozpisywały  się o tym, że Hillary wspomniała gdzieś o poparciu dla swojej kandydatury ze strony większości białych wyborców w tzw. <em>swing states,</em>  w których tak naprawdę zadecydują się wyniki listopadowych wyborów prezydenckich - w Pensylwanii, Ohio, Zachodniej Wirginii oraz na Florydzie. Powiedzieć otwarcie, że preferencje wyborcze białych wyborców w Ameryce mogą się różnić od preferencji tzw. mniejszości, to wielki nietakt i <em>faux pass,</em> bo jest to wbrew temu, czego uczy się w szkołach i w co wszyscy Amerykanie sami bardzo chcieliby wierzyć bezwarunkowo - że w Ameryce wszyscy mają równe szanse, niezależnie od koloru skóry, akcentu oraz tego, czy urodzili się w slumsach na East New York czy też w wartej kilkanaście milionów dolarów <em>mansion</em> w Greenwich, Connecticut. Ale czy te teoretycznie równe szanse muszą oznaczać identyczne preferencje wyborcze? Zamiast zasłaniać się poprawnością polityczną, lepiej przyjrzeć się statystykom wyborczym: kandydaturę Obawy popierają ludzie z wyższym wykształceniem i Afro-Amerykanie (niezależnie od wykształcenia), kandydaturę Clinton - niezamożni biali Amerykanie z wykształceniem średnim (<em>blue-collar workers)</em> oraz kobiety.</p>
<p>W decyzji Edwardsa, którego kandydaturę na samym początku popierałam, nie byłoby nic podejrzanego, gdyby ogłosił ją tydzień temu, zaraz po zwycięstwie Obamy w Północnej Karolinie. Ale wolał udzielić swojego poparcia w bardziej strategicznym momencie, po to, aby szybko zmienić tematy i nagłówki gazet - zamiast "Klęska Obamy w Zachodniej Wirginii" mamy teraz "John Edwards popiera Baracka Obamę". Widać, że <em>good ol' boys club</em> trzyma się dobrze, także wśród Demokratów.</p>
<p>Do następnego razu!<br />
Agnieszka</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[A co ja tam wiem]]></title>
<link>http://marzenkowonyc.wordpress.com/?p=188</link>
<pubDate>Tue, 13 May 2008 22:32:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>evita_duarte</dc:creator>
<guid>http://marzenkowonyc.wordpress.com/?p=188</guid>
<description><![CDATA[Wczoraj w metrze przeczytałam kilka felietonów Masłowskiej z Przekroju. Cos czytac muszę, jak ni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<h2><span style="color:#000000;">Wczoraj w metrze przeczytałam kilka felietonów Masłowskiej z Przekroju. Cos czytac muszę, jak nie to, to cokolwiek innego. Potrafię na ten przykład niektóre wasze wpisy sobie wydrukować i czytac w drodze powrotnej. Później sie niektórzy dziwia, ze wchodzę, czytam, ale za diabła nie skomentuję. Komentuje, ależ owszem, niestety tylko we własnej głowie. Nie mam za bardzo czasu przelac tego pózniej w słowa.</span></h2>
<h2><span style="color:#000000;">Ale wróćmy do Masłowskiej. Nie udało mi się jeszcze przeczytać jej książek, chociaż Pawia zaczynalam kilkukrotnie i leży jak taki wyrzut sumienia, przypomnienie  porażki. Stwierdzić zatem czy Masłowska wielką pisarką jest nie mogę, bo kilka felietonów to chyba za mało. Jednak z tego, co udało mi się do tej pory przeczytać wynurza się niezwykle ponury i pesymistyczny oraz świata. Taka smutna, dołujaca sieczka, ale co ja tam wiem. Masłowka jest teraz ponoć na topie. Trzeba ją czytać, a jak jej ktoś nie lubi, to sie nie zna i basta.</span></h2>
<h2><span style="color:#000000;">Z reszta ja sie chyba na niczym nie znam. Weźmy taki STOMP. Długi już czas bije rekordy popularnosci, ludziska się wrecz zachwycają. Przyjaciółka powiedziała mi, że naprawdę warto zobaczyć. To zobaczyłam. I wysłuchałam. I chyba się nie znam. STOMP popularny jest na skalę światową, a ja marudzę. Że teatr mały, że za: za długo, za głośno i  w ogóle i w szczególe. I jeszcze stwierdzam, ze Bahok bardziej mi sie podobał. I w ogóle NY City Center to jest dopiero pierwszej klasy teatr. Herezja jakaś. STOMP jest bardziej popularny, a za popularność, my, widzowie płacimy. Płacimy cztery razy wiecej niż za Akram Khana i Chiński Balet Narodowy.</span></h2>
<h2><span style="color:#000000;">Z resztą sami oceńcie co wam sie bardziej podoba: Oto Bahok:</span></h2>
<h2><span style="color:#000000;"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/P97FLA0PdGQ'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/P97FLA0PdGQ&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></span></h2>
<h2><span style="color:#000000;">A oto STOMP</span></h2>
<h2><span style="color:#000000;"> <span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/Zu15Ou-jKM0'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/Zu15Ou-jKM0&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></span></h2>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zydowski geszeft]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/?p=551</link>
<pubDate>Sun, 11 May 2008 21:17:06 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/?p=551</guid>
<description><![CDATA[(bibula.com)




Nowy Jork: Żydowscy fałszerze i złodzieje przed sądem









Leib Pinter and ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(bibula.com)</p>
<table border="0" cellspacing="0" cellpadding="4" width="100%" bgcolor="White">
<tbody>
<tr>
<td class="title" colspan="2" width="99%">
<h3><strong>Nowy Jork: Żydowscy fałszerze i złodzieje przed sądem</strong></h3>
</td>
</tr>
<tr>
<td width="1%">
<h3></h3>
</td>
</tr>
<tr>
<td class="biggerstyle" colspan="2" width="99%">
<h3>Leib Pinter and Barry Goldstein, dwóch byłych szefów firmy udzielającej kredyty hipoteczne, zostało postawionych w stan oskarżenia za dokonywanie nielegalnych finansowych manipulacji, fałszowanie dokumentów i kradzież ponad 44 milionów dolarów.</h3>
<h3>Proceder wyłudzania pieniędzy, żydowscy szefowie firmy  <em>Olympia Mortgage Corp.</em> z Brooklynu, prowadzili przez dziesięć lat: 1994 do listopada 2004 roku, kiedy to firmie cofnięto licencję na prowadzenie działalności.</h3>
<h3>Prokurator oskarża 64-letniego Leiba Pintera o 257 przypadków refinansowania pożyczek hipotecznych na podstawie sfałszowanych dokumentów, co doprowadziło do wielomilionowych strat finansowych rządowego gwaranta pożyczkowego, firmę <em>Fannie Mae. </em></h3>
<h3>Natomiast 59-letni Barry Goldstein oskarżony został o to, że nakazywał swoim pracownikom tworzenie nieistniejących historii kredytowych, na których podstawie sprzedawano pożyczki bankowi <em>Credit Suisse  First Boston</em>, podmiotowi grupy finansowej <em>Credit Suisse Group</em>.</h3>
<h3>Śledztwo prowadzone było przez biuro Prokuratora Generalnego USA oraz FBI. Pierwsze przesłuchanie odbyło się w czwartek, 8 maja br. przed sędzią federalnym sądu w Brooklynie. Każdemu z podejrzanych grozi kara do 30 lat pozbawienia wolności.</h3>
<h3>Rabin Leib Pinter jest recydywistą: w 1978 roku uznany został winnym próby przekupstwa. Rabin Pinter przyznał się, że w latach 1974-1976 wręczył pięć razy po tysiąc dolarów łapówki kongresmanowi Daniel J. Flood (D-Pennsylvania), który ułatwił uzyskanie federalnych kontraktów dla "żydowskiej organizacji mającej zwalczać ubóstwo". Rabin Leib Pinter był w tym czasie szefem "Instytutu Tory" <em>B'Nai Torah Institute</em> w Nowym Jorku.</h3>
</td>
</tr>
</tbody>
</table>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Frank Lloyd Wright - Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku]]></title>
<link>http://cudaswiata.wordpress.com/?p=175</link>
<pubDate>Sun, 27 Apr 2008 12:54:29 +0000</pubDate>
<dc:creator>Wojciech Pastuszka</dc:creator>
<guid>http://cudaswiata.wordpress.com/?p=175</guid>
<description><![CDATA[
Nowojorskie muzeum to obok domu Falling Water najsłynniejsze dzieło Franka Lloyda Wrighta. Zachwy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="aligncenter size-full wp-image-174" src="http://cudaswiata.wordpress.com/files/2008/04/guggenheim_museum_exterior.jpg" alt="" width="500" height="374" /><br />
Nowojorskie muzeum to obok domu <a href="http://www.edcheung.com/album/album04/pitt/falling.jpg">Falling Water</a> najsłynniejsze dzieło Franka Lloyda Wrighta. Zachwyca piękną owalną bryłą, która wyróźnia je spośród setek nowojorskich sześcianów. Imponujące jest też wnętrze (dolne zdjęcie). Jednak jako siedziba muzeum budowla Wrighta sprawdza się nienajlepiej. Wijąca się ku górze wewnętrzna galeria nie sprzyja dobrej ekspozycji obrazów. Nie można też na niej ustawić rzeźb, dlatego są w centralnym hallu, gdzie przytłacza je ogrom wnętrza.</p>
<p>Skąd takie niedostosowanie formy do funkcji u jednego z najsłynniejszych architektów wszechczasów i wielkiego propagatora idei, że forma budowli musi wynikać z jej funkcji? Otóż winne jest marzenie. Wright bardzo chciał postawić wielką budowlę w kształcie spirali. W 1947 roku zaprojektował dla Pittsburgha taki garaż, ale inwestycja nie została zrealizowana. Wtedy architekt dostał propozycję zaprojektowania Muzeum Guggenheima. Przekonał inwestorów, by zrezygnowali z sześciokąta (takie było pierwotne założenie) i sprzedał im swoją spiralę. Tak to garaż stał się muzeum, a Nowy Jork wzbogacił się o kolejny symbol.<br />
<img src="http://cudaswiata.wordpress.com/files/2008/04/500px-guggenheim-new_york-interior-20060717.jpg" alt="" width="500" height="375" class="aligncenter size-full wp-image-176" /><br />
Zdjęcie górne na licencji <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/GNU_Free_Documentation_License">GNU FDL</a>. Autor: Finlay McWalter. Zdjęcie dolne na licencji <a href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/">Creative Commons Attribution ShareAlike 2.0</a>. Autor: Gomattolson.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nie brookliński most]]></title>
<link>http://polonianet.wordpress.com/?p=335</link>
<pubDate>Sun, 27 Apr 2008 00:17:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>salon nowojorski</dc:creator>
<guid>http://polonianet.wordpress.com/?p=335</guid>
<description><![CDATA[Aby dojechać do South Street Seaport na dziewiątą rano na zbiórkę przed dzisiejszym Lymphoma]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://salon.polonia.net/2008/04/26/nie-brooklinski-most/#more-335"><img style="float:left;margin-right:10px;" src="http://farm3.static.flickr.com/2199/2444282524_a28c9c449c_t.jpg" alt="" width="100" height="75" /></a>Aby dojechać do South Street Seaport na dziewiątą rano na zbiórkę przed dzisiejszym Lymphomathonem, musieliśmy wyjść z domu dobrze przed ósmą. Wiadomo - sobota, więc nowojorskie metro jeździ jak chce. Tak było i dzisiaj - żadnych pociągów ekspresowych z powodu naprawy torów, a jedynie te wlokące się w ślimaczym tempie i zatrzymujące się na wszystkich stacjach na Queensie. Ale i tak bez większego problemu zdążyliśmy, bo marsz zaczynał się dopiero o dziesiątej.<!--more--></p>
<p>Parę minut przed dziesiątą obecni na imprezie <em>Lymphoma survivors</em> zostali poproszeni o uroczyste przecięcie wstęgi. Rozpiętość wiekowa tych, którzy do tej wstęgi podeszli - od lat piętnastu gdzieś do osiemdziesięciu. Zaraz potem rozpoczął się marsz - przez Dolny Manhattan, Fulton Street, Broadway w kierunku Brooklyn Bridge. I dalej az do połowy tego najpiękniejszego z wszystkich nowojorskich mostów. A potem w drogę powrotną do South Street Sea Port. W sumie 5 kilometrów.</p>
<p>Dobrze było móc jeszcze raz popatrzeć z bliska na Brooklyn Bridge z jego koronkową XIX-wieczną architekturą. Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz szłam tędy na piechotę, ale na pewno było to jeszcze przed 9/11.</p>
<p>Wszystkich uczestników Lymphomathonu było około tysiąca, a może trochę więcej. Każdy - jakoś tam dotknięty tą paskudną chorobą, przez doświadczenie własne albo bliskiej osoby. Z transparentami, w koszulkach z logiem LRF i ogólnie w dobrych humorach, nawet ci świeżo po chemii. Przecież gdyby nie było nadziei, nie byłoby ani Lymphomathonu, ani nas.</p>
<p>Lymphoma Research Foundation zorganizuje w tym roku piętnaście takich imprez w największych miastach w USA i mają one przynieść w sumie 2 miliony dolarów na finansowanie działalności naukowej i edukacyjnej Fundacji. W Nowym Jorku udało się zebrać na ten cel ponad 200 tys. dolarów, a wkład poszczególnych drużyn wynosił od kilkudziesięciu dolarów do kilkunastu tysięcy. Moja drużyna <em>Carpe Diem</em> zebrała $550, także dzięki Wam. Jeszcze raz serdeczne dzięki!</p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2107/2443477603_e2ab000044.jpg" alt="" width="500" height="375" /></p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2081/2443474375_8f331d2893.jpg" alt="" width="500" height="375" /></p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2367/2444298148_a0435b0226.jpg" alt="" width="500" height="375" /></p>
<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3123/2444295758_ba1443b56f.jpg" alt="" width="500" height="375" /></p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2109/2443467633_b3b6a892a4.jpg" alt="" width="500" height="375" /></p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2255/2443466701_711cc76291.jpg" alt="" width="500" height="375" /></p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2358/2443465533_4da1b13bab.jpg" alt="" width="500" height="375" /></p>
<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3204/2443463401_0e3a6274eb.jpg" alt="" width="500" height="375" /></p>
<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3065/2443457501_d94049fe91.jpg" alt="" width="500" height="375" /></p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2199/2444282524_a28c9c449c.jpg" alt="" width="500" height="375" /></p>
<blockquote><p>Nie brookliński most<br />
Lecz na drugą stronę<br />
Głową przebić się<br />
Przez obłędu los -<br />
To jest dopiero coś!</p></blockquote>
<p>Do następnego razu!<br />
Agnieszka</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Złodzieje psów]]></title>
<link>http://polonianet.wordpress.com/?p=333</link>
<pubDate>Fri, 25 Apr 2008 02:05:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>salon nowojorski</dc:creator>
<guid>http://polonianet.wordpress.com/?p=333</guid>
<description><![CDATA[Trzeba być strasznym skurczybykiem, żeby komuś ukraść psa. Do tego małego i chorego. W mojej o]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://salon.polonia.net/2008/04/24/zlodzieje-psow/#more-333"><img class="alignnone size-thumbnail wp-image-334" style="float:left;margin-right:10px;" src="http://polonianet.wordpress.com/files/2008/04/joey.jpg?w=128" alt="" width="128" height="96" /></a>Trzeba być strasznym skurczybykiem, żeby komuś ukraść psa. Do tego małego i chorego. W mojej okolicy na drzewach i słupach od wczoraj wiszą ulotki, rozklejane przez zrozpaczonego właściciela  oferującego 1000 dolarów nagrody za odnalezienie psa: jego miniaturowy pudel wyrwał się zza płotu przed dom, aby porozkoszować się kilkoma minutami wolności w wiosennym słońcu i jak najdalej od smyczy. Przypadkowo - a może i nie - na ulicy zatrzymał się przejeżdżający samochód, wybiegła z niego baba-złodziejka, złapała psa i po chwili nie było już śladu ani po samochodzie, ani po psie.</p>
<p><!--more-->Zapewne biorąc pod uwagę różne międzynarodowe kryzysy, globalne ocieplenie, głód w Afryce i ogólne pomieszanie tego świata, jeden ukradziony pies może zostać uznany za problem nieistotny i całkowicie trywialny. Ale tak mogą pomyśleć tylko ci, którzy nigdy nie zaznali zaszczytu prawdziwej psiej przyjaźni i którzy traktują psy jako zwierzęta robocze i stworzenia podległe - a nie równe - człowiekowi.</p>
<p>Ponieważ mam doświadczenie zarówno jeśli chodzi o psy podwórzowe, jak i domowe, powiem wam tyle: pies podwórzowy, nawet jeśli jest jest traktowany bardzo dobrze, tak naprawdę nie jest zaliczany do domowników, a jedynie do bydlątek gospodarczych. Dbamy, aby nie cierpiał głodu ani zimna, zabieramy do weterynarza, kiedy zachoruje, jednak nie traktujemy go jak przyjaciela. Jego zadaniem jest bycie stróżem domostwa, a nie naszym przyjacielem. Ma zaszczekać na intruza, może nawet potarmosić listonosza za nogawkę, jednak na tyle słabo, żeby nie zrobić mu w portkach dziury ani też broń Boże nie połamać żeber (<em>lawsuit waiting to happen</em>).</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-334" src="http://polonianet.wordpress.com/files/2008/04/joey.jpg" alt="" width="500" height="375" /></p>
<p>Pies domowy - o, to już całkiem inna sprawa. Pies domowy na wskroś zna nasze prywatne sekrety i wstydliwe słabostki, łącznie z zapachem brudnych skarpetek pańcia wywleczonych z kosza na bieliznę. Co więcej - zapach ten jest milszy jego powonieniu niż aromat tych świeżo wypranych i uszlachetnionych przy pomocy <em>Snuggle.</em> Zaczynam nawet podejrzewać, że pies byłego gubernatora stanu Nowy Jork Eliota Spitzera już od dawna wiedział, że jego pan ma zwyczaj kochać się w skarpetkach. A gazeta<a href="http://www.nypost.com/seven/04242008/news/regionalnews/two_on_one_vs__spitzer_107850.htm" target="_blank"> <em>NY Post</em> </a>napisała o tym dopiero dzisiaj.</p>
<p>Pies domowy z sobie tylko znanych powodów lubi lizać nasze pięty, nawet jeśli przez cała zimę nie zaznały one pedicure. A kiedy zdarzy mu się zobaczyć nas rano w stroju Adama (ewentualnie Ewy), nie tylko nie jest rozczarowany, ale następnego dnia nawet słowem nie wspomni o tych paru zbędnych kilogramach. </p>
<p>Jak każdy inny członek rodziny, pies domowy ma swoje zwyczaje, drobne dziwactwa i rytuały. Ulubioną poduszkę na kanapie, od której wara zaproszonym gościom - a jeśli jest was zbyt wielu, niechaj pańciostwo przyniosą z garażu rozkładane krzesełka. Sznurkowy chodnik w jadalni, który w psim rozumieniu świata służy wyłącznie do czochrania pleców zaraz po kolacji. Wieczorne drapanki. Stawanie na tylnych łapach w celu sprawdzenia, czy aby na pewno kanapa jest wolna i dostępna do przedpołudniowej drzemki. Anielską cierpliwość, kiedy dwa razy w tygodniu do jedynego oka wlewają lekarstwo w kropelkach.</p>
<p>Chciałabym wierzyć, że kobieta, która przywłaszczyła sobie tamtego psiaka, będzie o niego dbała tak samo, jak dotychczasowy właściciel. Ze bardzo, ale to bardzo chciała mieć takiego właśnie psa - ze względu na siebie albo może dla swojego dzieciaka - a nie było jej stać na wydanie tysiąca dolarów na rasowego szczeniaka. Obawiam się jednak, że byłby to optymizm na wyrost, bo w nowojorskich schroniskach dla zwierząt ląduje zbyt wiele psów, które zbyt szybko znudziły się swoim właścicielom.</p>
<p>Do następnego razu!<br />
Agnieszka</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nowojorski Lymphomathon]]></title>
<link>http://polonianet.wordpress.com/?p=330</link>
<pubDate>Tue, 22 Apr 2008 23:51:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>salon nowojorski</dc:creator>
<guid>http://polonianet.wordpress.com/?p=330</guid>
<description><![CDATA[Lymphomathon już w najbliższą sobotę i pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że nie padnę gdzie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Lymphomathon już w najbliższą sobotę i pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że nie padnę gdzieś na trasie tego 5-kilometrowego marszu. Raczej nie powinnam, bo przecież będą w nim brać udział nie tylko ozdrowieńcy, tacy jak ja, ale także ludzie chorzy i przechodzący ciężkie leczenie, które czasem wydaje się gorsze, niż sama choroba. Trasa poprowadzi przez najciekawsze miejsca w Nowym Jorku, poczynając od South Street Sea Port na południowym Manhattanie przez Brooklyn Bridge aż na sam Brooklyn. Na pewno będzie pięknie, o ile tylko dopisze pogoda.</p>
<p><!--more--></p>
<p>Z całego serca dziękuję wszystkim, którzy odpowiedzieli na moją prośbę zamieszczoną na forum Wieża Babel oraz na tym blogu (<em><a href="http://salon.polonia.net/2008/03/27/historia-pewnego-guzika/" target="_self">Historia pewnego guzika</a></em>) i pomogli mi w zebraniu funduszy na rzecz Lymphoma Research Foundation - organizacji "non-profit", która pomaga ludziom chorym na nowotwory układu limfatycznego (chłoniaki). <strong>Szczególnie serdecznie dziękuję osobom, których nigdy nie miałam okazji poznać osobiście, a które znam jedynie wirtualnie przez nasze forum oraz przez Salon nowojorski.</strong> Stokrotne dzięki - macie wielkie serca i wierzę, że zostanie Wam to kiedyś wynagrodzone, bo każde bezinteresowne dobro prędzej czy później wraca do nas, i to często w momentach, kiedy najmniej się tego spodziewamy. Nie jest istotne, czy nazwiemy to karmą, opatrznością boską, czy też mądrością wszechświata.</p>
<p>Wasze pieniądze trafią w dobre ręce. <a href="http://www.lymphoma.org" target="_blank">Lymphoma Research Foundation</a> (solidne 4 gwiazdki wg oceny <a href="http://www.charitynavigator.org/" target="_blank">Charity Navigator</a>) finansuje badania nad nowotworami krwi i układu limfatycznego, pomaga pacjentom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej, prowadzi działalność naukową i edukacyjną. Sama nigdy nie musiałam korzystać z ich pomocy finansowej, choć nie było łatwo, kiedy miesięczny koszt mojego ubezpieczenia zdrowotnego pochłaniał połowę zasiłku dla bezrobotnych, który przez prawie 6 miesięcy był moim głównym źródłem dochodów (wierzcie mi -  nie jest łatwo chodzić na rozmowy kwalifikacyjne w peruce i z twarzą spuchniętą od sterydów, nawet jeśli chciałoby się wrócić do pracy). Natomiast przez długi czas korzystałam z publikowanych przez LRF materiałów informacyjnych i uczestniczyłam w organizowanych przez Fundację spotkaniach informacyjnych dla pacjentów. Stąd wiem, że robią dobrą robotę.</p>
<p>Jeśli chodzi o mój zamiar zebrania 500 dolarów na rzecz Lymphoma Research Foundation w ramach Lymphomathonu, cel, który sobie postawiłam, okazał się nieco zbyt ambitny.  Do dzisiaj zebrałam 375 dolarów plus 25 jako <em>team</em> czyli w sumie $400 (z zadeklarowanych $500). Tego rodzaju akcję zbierania funduszy przeprowadzam po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni. Przekonałam się, że <em>fundraising</em> nie jest zajęciem dla nieśmiałych i mam już kilka pomysłów, jak można by to bardziej skutecznie zorganizować w przyszłości.</p>
<p>A gdyby ktoś się jeszcze zdecydowal, akcja trwa do soboty rano: <a href="http://www.lymphomathon.org/faf/r.asp?t=4&#38;i=260453&#38;u=260453-209058345&#38;e=1612861277">http://www.lymphomathon.org/faf/r.asp?t=4&#38;i=260453&#38;u=260453-209058345&#38;e=1612861277</a></p>
<p>Dziękuję wszystkim jeszcze raz i do następnego razu!<br />
Agnieszka</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Szekspir w Central Parku]]></title>
<link>http://marzenkowonyc.wordpress.com/?p=184</link>
<pubDate>Tue, 22 Apr 2008 15:40:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>evita_duarte</dc:creator>
<guid>http://marzenkowonyc.wordpress.com/?p=184</guid>
<description><![CDATA[czas: Wiosenne popoludnie. Miejsce: Polska cukiernia na Greenpoincie. Osoby: Ona czyli Evita czyli j]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<h2><span style="color:#000000;">czas: Wiosenne popoludnie. Miejsce: Polska cukiernia na Greenpoincie. Osoby: Ona czyli Evita czyli ja i on czyli maz owej. Jedza pyszny polski sernik, popijaja kawa.</span></h2>
<h2><span style="color:#000000;">Ona: A moze bysmy poszli w tym roku na </span><a href="http://publictheater.org/view.php?mode=eventdisplay&#38;eventid=210"><span style="color:#000000;">Szekspira w Cental Parku</span></a><span style="color:#000000;">?</span></h2>
<h2><span style="color:#000000;">On: Na Szekspira? Przestraszy sie, schowa za drzewo i nic z tego nie bedzie. Tylko bedziemy go szukac.</span></h2>
<h2><span style="color:#000000;">Tia. To sie dogadali.</span></h2>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Benedykt XVI w Nowym Jorku]]></title>
<link>http://salon.polonia.net/?p=327</link>
<pubDate>Sat, 19 Apr 2008 21:39:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>salon nowojorski</dc:creator>
<guid>http://salon.polonia.net/?p=327</guid>
<description><![CDATA[Najpierw - dwadzieścia przecznic na piechotę. Potem - pięć godzin czekania w porannym chłodzie ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://salon.polonia.net/2008/04/19/benedykt-xvi-w-nowym-jorku/"><img style="margin-right:10px;float:left;" src="http://farm4.static.flickr.com/3149/2425456253_8ecbc07c34_t.jpg" alt="" /></a>Najpierw - dwadzieścia przecznic na piechotę. Potem - pięć godzin czekania w porannym chłodzie i południowym słońcu. Na koniec - może pięć sekund, kiedy był w odległości mniej więcej piętnastu metrów od miejsca, w którym przez te pięć godzin stałam. Jeszcze wczoraj rano nie miałam najmniejszego zamiaru jechać na Manhattan, żeby być świadkiem wizyty Papieża w Nowym Jorku, ale wieczorem zmieniłam zdanie. Stwierdziłam, że akurat nie jest to dobry moment, aby rezygnować z zasady, by niczego nie odkładać na później. Nawet jeśli ceną miałby być kolejny atak agorafobicznej paniki.</p>
<p><!--more--></p>
<p>Wyjechaliśmy z domu parę minut po siódmej. Z przejazdem przez Midtown Tunnel nie było najmniejszego problemu - żadnych niespodziewanych korków, chociaż Nowy Jork bywa nieprzewidywalny nawet w weekendy. M. wysadził mnie na rogu Sixth Ave i 37. Street - on dalej w swoich sprawach, a ja - w górę miasta z płonną nadzieją, że jakoś uda mi się dopchać do Katedry Św. Patryka przy Fifth Ave., gdzie o dziewiątej rano Papież miał odprawiać mszę dla wybranych - przedstawicieli duchowieństwa i zaproszonych gości.</p>
<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3015/2425473275_f052653cd0.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3039/2425475133_4857707ae1.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3069/2425470871_0840073a1b.jpg" alt="" /></p>
<p>Szłam na północ miasta przez Sixth Ave., ale każda przecznica powyżej 44. Street była zamknięta - dojście do Fifth Ave. wyłącznie dla posiadaczy biletów - <em>street tickets</em> rozprowadzanych przez parafie i diecezje wśród katolików bywających w kościele zapewne częściej niż ja. Tak aż do wysokości 57. Street - dopiero tam pozwolono nam skręcić w prawo i stanąć w odległości jakichś 50 metrów od Fifth Ave.</p>
<p>Wszystko szczelnie zabarykadowane, wszędzie samochody policyjne i tłumy czekających ludzi. Latynosi z gitarami, awanturnicy z transparentami Bóg wie w jakich sprawach, a potem - przez kilka sekund w oddali miga kawalkada z papieską limuzyną, nie za bardzo różniącą się od tych jadących z przodu i z tyłu.</p>
<p>Parę minut po dziewiątej staję przed dylematem: albo uznać ten przejazd papieskiej limuzyny oglądany z odległości kilkudziesięciu metrów za równoznaczny ze stwierdzeniem "widziałam Papieża", albo usadowić się gdzieś przy Fifth Ave. i poczekać minimum cztery godziny na przejazd <em>papamobile</em> z Katedry do papieskiej rezydencji na 72. Street. Decyduję się na to drugie. Policja otwiera barierki i kto żyw pędzi na Fifth Ave., aby czekać na Papieża, który ponownie przejedzie tędy o godz. 13:15.</p>
<p>Stoję. Siadam. Na chodniku - na grubawym weekendowym numerze gazety <em>Daily News,</em> którą przezornie zabrałam ze sobą. Jest mi zimno i ścierpły mi nogi, więc mniej więcej po godzinie wstaję i zaczynam tupać  oraz podrygiwać  w rytmie latynoskich rytmów religijnych. Nie piję ani kropli wody z butelki, którą mam przy sobie, bo wiem, że może się to skończyć na gorączkowym szukaniu toalety i porzuceniu miejsca przy barierce, o które starałam się od samego rana. Stoję w zorganizowanej wielopokoleniowej grupie Latynosów, śpiewających pieśni religijne po hiszpańsku i skandujących co chwilę <em>Benedicto, we are here for you!</em></p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2209/2425463431_2874b7b528.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3041/2426273722_eb4d5003ed.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2114/2425462117_ff6c0c8a3f.jpg" alt="" /></p>
<p>Rano nie ma jeszcze wielkiego tłumu, ale po godzinie jedenastej ludzi przybywa z każdą minutą. Młodzi, starzy, dzieci w wózkach, miętolące się pary zakochanych. Tłum zdecydowanie inny niż ten, jaki w porze lunchu widuję na Manhattanie w zwykłe dni tygodnia. Dzisiaj o wiele bardziej niż mieszkańcy elitarnego Manhattanu widoczni są  tutaj mieszkańcy Bronxu, Brooklynu i mojego robotniczego Queensu.</p>
<p>Co jakiś czas skrajem chodnika przechodzi jakiś nawiedzony faszysta - sam albo w grupie sobie podobnych, koniecznie w ciemnych okularach, z Biblią w ręku i transparentem, że Bóg nienawidzi gejów, narkomanów i kobiet, które dokonały aborcji. Za każdym razem reakcja tłumu jest taka sama - <em>Go home! Go to hell!</em> No cóż, żaden rasowy nowojorczyk nie miałby problemu ze skopaniem takiemu tyłka - ich szczęście, że za każdym idzie jakiś początkujący policjant, na wszelki wypadek, gdyby ludziom puściły nerwy. Stojąca obok mnie starsza kobieta komentuje - <em>They need police to protect them, or they would get lynched.  </em>Ma rację.</p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2062/2425448873_18a02b80e1.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2105/2425446813_6f003709b3.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://farm3.static.flickr.com/2051/2426254358_8bdbed028d.jpg" alt="" /></p>
<p>Parę minut po godzinie pierwszej przejeżdża papieska kolumna. Jest, widzę go z bliska. Jestem szczęśliwa, że dzisiaj znalazłam się tutaj na Fifth Ave., tak samo jak ponad dwadzieścia lat temu na innej ulicy innego miasta i przy okazji wizyty innego papieża.</p>
<p>Czerwiec 1987 r., Warszawa, Nowy Świat oraz msza na Placu Defilad - pierwsze i jedyne spotkanie z Janem Pawłem II. Więc kto wie, jak będzie teraz.</p>
<p>Do następnego razu!<br />
Agnieszka</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ratzinger w Nowym Jorku]]></title>
<link>http://marzenkowonyc.wordpress.com/?p=183</link>
<pubDate>Sat, 19 Apr 2008 03:19:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>evita_duarte</dc:creator>
<guid>http://marzenkowonyc.wordpress.com/?p=183</guid>
<description><![CDATA[Papiez Benedykt XVI jest w trakcie pielgrzymki do USA. Z Waszyngtonu przyjechal dzis do Nowego Jorku]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<h2><span style="color:#000000;">Papiez Benedykt XVI jest w trakcie pielgrzymki do USA. Z Waszyngtonu przyjechal dzis do Nowego Jorku(dzis czyli w piatek 18 kwietnia :)). Media od tygodni nie grzmialy o niczym z taka czestotliwoscia, ale dzis cala poranna gazeta zarzucona byla informacjami o wizycie papieza. Miasto od dawna przygotowyalo sie na te wizyte, w koncu nie codziennie ma sie takiego goscia w swoim domu i na podworku.</span></h2>
<h2><span style="color:#000000;">Gazety a i telewizja chwala </span><span style="color:#000000;">Benedykta za nieunikanie kontrowersyjnych tematow. <span style="color:#000000;">Papiez czesto, gesto porusza temat molestowania seksualnego. Pedofilie wsrod ksiezy nazywa najwieksza hanba kosciola. Obiecuje walczyc z tym az do skutku, jakby troche zapominajac, ze to wlasnie on sam jako kardynal Ratzinger zalecal trzymanie tego w tajemnicy. </span></span></h2>
<h2><span style="color:#000000;">Ta postawa otwartosci nawet na bolesne tematy zjednuje </span><span style="color:#000000;">sobie Amerykanow, a przynajmniej dziennikarzy. Podkreslaja oni co prawda, ze Benedyktowi brakuje ciepla i charyzmy jego poprzednika, ale nazywaja jego starania dobrym startem kosciola. Prezcytalam nawet dzis co bardzo mnie rozbawilo. Otoz jeden z dziennikarzy napisal, ze gdyby Jan Pawel II nie zostal duchownym a pozniej papiezem to z pewnoscia bylby najpopularniejszym gwiazdorem Hollywood. Natomiast Benedykt XVI bylby surowym dyrektorem szkoly katolickiej.</span></h2>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mam to gdzieś i nie wracam]]></title>
<link>http://polonianet.wordpress.com/?p=325</link>
<pubDate>Tue, 15 Apr 2008 02:17:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>salon nowojorski</dc:creator>
<guid>http://polonianet.wordpress.com/?p=325</guid>
<description><![CDATA[Podobno wracają do Polski i nie do końca wiadomo, czy bardziej z powodu padającego na pysk funta ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Podobno wracają do Polski i nie do końca wiadomo, czy bardziej z powodu padającego na pysk funta oraz dolara, czy też za sprawą tzw. cudu Tuska (jak ktoś zna definicję, niech do mnie napisze).  Z Ameryki - już od pewnego czasu, a teraz podobno także z Wysp. Jeszcze niedawno media brytyjskie załamywały ręce nad najazdem Polaków na Wyspy, a tutaj okazuje się, że polskie pospolite ruszenie co prawda nadal trwa, ale tym razem w drugą stronę - Polacy z Anglii pakują funciaki do walizek i z Wysp grzeją z powrotem do Polski.</p>
<blockquote><p>W ostatnich miesiącach brytyjskie media coraz częściej z niepokojem wspominają o tym, że polscy emigranci zaczynają wracać do domu. Z niepokojem, bo to oznacza, że na Wyspach będzie trudniej o tanią i wykwalifikowaną siłę roboczą. (<em><a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5115837.html" target="_blank">Wielki powrót z Wysp</a></em>)</p></blockquote>
<p><!--more-->Powyższe wnioski <em>Gazeta Wyborcza</em> wyciągnęła na podstawie ankiety przeprowadzonej wśród grupy złożonej z nieco ponad tysiąca polskich emigrantów przebywających czasowo w Wielkiej Brytanii. <em>Gazeta</em> zapewne uznała, że tych paru gości, którzy nabawiwszy się żylaków na zmywaku w Londynie zdecydowało się na powrót, to oznaka jakiegoś poważnego trendu dziejowego, kto wie -  może nawet  kolejnej wędrówki ludów?</p>
<p>Ale, ale, zostawmy <em>GW</em> w spokoju, bo dziennikarz też człowiek i na chleb z gorzałą musi zarobić, a komu w drogę, temu trampki na nogę. Ja w myślach wracałam do Polski wiele, wiele razy, ale jest co najmniej kilka powodów, dla których jednak nigdy tego nie zrobiłam, za co jestem wdzięczna zarówno Allachowi, jak i Bogu Emilowi;)</p>
<p>Przede wszystkim, średnio przemawia do mnie wizja kolejnej emigracji, bo powrót do Polski po piętnastu latach w Stanach nie byłby niczym innym, jak emigracją i zaczynaniem wszystkiego od zera. Nie zapominajmy, że w Polsce ludzie po 35. roku życia tak naprawdę nie mają czego szukać. Polska jest - i pewnie długo jeszcze pozostanie - krajem, w którym po trzydziestce jest się uznawanym za osobę w średnim wieku, a po czterdziestce pozostaje już jedynie opieka nad dziećmi oraz wnukami, o ile oczywiście się takowe ma. A jak się nie ma, należy być przygotowanym na wyrazy współczucia składane przy każdej okazji (oraz bez okazji) przez osoby nieznajome, aczkolwiek życzliwe.</p>
<p>Sprawa pieniędzy - w Stanach niezależnie od inflacji, obecnej recesji i różnych takich nadal żyje się lepiej, taniej i wygodniej niż w Polsce. Tutaj nie muszę mieć pół miliona w gotówce w lokalnej walucie, żeby żyć jak człowiek. Wystarczy, że mam pracę z ubezpieczeniem zdrowotnym, nie za dużo długów i dobrą historię kredytową. A w Polsce?  Skromne mieszkanie w dużym mieście - to wydatek rzędu 400-600 tys. złotych, wyposażenie tego mieszkania - kolejne 100 tys., samochód - jakieś 50 tys., do tego niezbędna jest spora suma na koncie w banku, żeby jakoś przeżyć te długie miesiące bez pracy (w teoretycznej sytuacji powrotu).</p>
<p>Praca? <em>Don't get me started.</em> Jest mało prawdopodobne, że mając zero układów i znajomości w Polsce mogłabym robić to, co od wielu lat z powodzeniem robię w Nowym Jorku. Nie mam dyplomu informatyka, ale od dziesięciu lat pracuję tutaj w zawodzie programisty i w ciągu tych dziesięciu lat na żadnej rozmowie kwalifikacyjnej ani razu nie padło pytanie o mój dyplom. Zawsze zgodnie z prawdą informowałam o swoim humanistycznym wykształceniu z Polski, co każdy potencjalny pracodawca przyjmował do wiadomości jako rzecz normalną i nie wzbudzającą sensacji. Pytano mnie o konkrety - portfolio, doświadczenie, znajomość nowych technologii i na tej podstawie podejmowano decyzję o przyjęciu do pracy.</p>
<p>Co prawda fajniej było spędzać urlopy w Europie w czasach, kiedy nasze amerykańskie pieniądze były w Europie warte trochę więcej. Ale przeżyjemy i to - następnym razem zamiast pieniędzy do Polski zabiorę ze sobą walizkę pełną iPodów:)</p>
<p>Do następnego razu!<br />
Agnieszka</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Interpol w Gdyni]]></title>
<link>http://gpkt.wordpress.com/?p=243</link>
<pubDate>Wed, 09 Apr 2008 09:12:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>teskko</dc:creator>
<guid>http://gpkt.wordpress.com/?p=243</guid>
<description><![CDATA[
Interpol będzie kolejnym rockowym zespołem, który zagra podczas gdyńskiego festiwalu Heineken O]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><a href="http://gpkt.wordpress.com/files/2008/04/interpol.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-242" src="http://gpkt.wordpress.com/files/2008/04/interpol.jpg" alt="Interpol" width="472" height="600" /></a></p>
<p style="text-align:left;"><strong>Interpol</strong> będzie kolejnym rockowym zespołem, który zagra podczas gdyńskiego festiwalu <strong>Heineken Open'er (4-6 lipca 2008)</strong>. Grupa dołączyła do już wcześniej ogłoszonych wykonawców zagranicznych:<br />
Massive Attack, The Chemical Brothers, Jay-Z, The Raconteurs, Sex Pistols, M.I.A., Goldfrapp, The Cribs, CocoRosie, Gentleman And The Far East Band.</p>
<p style="text-align:left;"><!--more--></p>
<p><strong>Interpol powstał w 1998 roku w Nowym Jorku</strong>. Obecnie są jedną z najbardziej wyrazistych i najważniejszych grup rockowych na świecie. Zadebiutowali albumem „Turn On The Bright Lights”, uznanym za jeden z najlepszych albumów 2002 roku. Sukces komercyjny przyniosła im druga płyta pt. „Antics”, osiągając w Wielkiej Brytanii złoty status. Trasa promująca album trwała półtora roku, a w jej trakcie Interpol supportował m.in. U2.</p>
<p>Najnowsza płyta zespołu nosi tytuł<strong> „Our Love To Admire”</strong>. Zebrała ona świetne recenzje w takich czasopismach jak Q Magazine, Mojo, NME i The Observer. Krytycy muzyczni docenili stały rozwój muzycznej formy, eksperymenty z brzmieniem i nowymi instumentami, a fani jak zwykle poddali się klimatowi kompozycji.</p>
<p>Mimo tego, że twórczość Interpol nawiązuje do muzyki <strong>Joy Division </strong>i <strong>Sonic Youth</strong>, zespół osiągnął to, co udaje się tylko nielicznym – wypracował swoje własne, niepowtarzalne brzmienie oparte na zimnych gitarowych riffach i hipnotyzującym głosie Paula Banksa. Dzięki charyzmie Interpol zyskał wielką rzeszę fanów na całym świecie, w tym także w Polsce, stając się jednym z najbardziej pożądanych przez naszą publiczność zespołów. Siłą formacji są niebanalne kompozycje, nastrój panujący na albumach oraz emocje wyzwalane na koncertach. Dzięki temu krytycy muzyczni i publiczność nie boją się określać Interpol mianem kultowego zespołu.</p>
<p>DATA: 4-6 lipca 2008<br />
MIEJSCE: GDYNIA, Lotnisko Babie Doły (Kosakowo)<br />
CENY KARNETÓW:<br />
karnety bez pola namiotowego 269 PLN, z polem namiotowym 289 PLN<br />
oraz bilety jednodniowe 140 PLN<br />
BILETY DO NABYCIA: www.opener.pl oraz w sieci punktów www.ticketpro.pl i www.eventim.pl<br />
Więcej informacji na stronach www.alterart.pl oraz www.heinekenmusic.pl</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Przyjemnej podrozy z MTA]]></title>
<link>http://marzenkowonyc.wordpress.com/?p=181</link>
<pubDate>Tue, 08 Apr 2008 02:57:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>evita_duarte</dc:creator>
<guid>http://marzenkowonyc.wordpress.com/?p=181</guid>
<description><![CDATA[Jest wiele rzeczy, ktore lubie w Nowym Jorku. Moge smialo powiedziec, ze lubie New York. Nie zamierz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<h2><span style="color:#000000;">Jest wiele rzeczy, ktore lubie w Nowym Jorku. Moge smialo powiedziec, ze lubie New York. Nie zamierzam tu jednak zostac na zawsze. Co to, to nie.  Kiedy juz sie stad wyprowadze na pewno bede tesknic.</span></h2>
<h2><span style="color:#000000;">Za jedna rzecza z pewnoscia tesknic nie bede. A mianowicie, za codziennymi dojazdami do pracy w metrze. Tego wprost nie znosze. Mam na tyle szczescia, ze udaje mi sie zawsze usiasc. Nie ma sie jednak z czego cieszyc, bo w wiekszosci przypadkow ktos zawsze siada obok mnie , a praktycznie na mnie. Niektorzy ludzie jedza, siorpia, dlubia w nosie, uszach i czym sie da, obcinaja paznokcie, a przede wszystkim sluchaja muzyki niemozliwie glosno. Siedzi czlowiek i probujeczytac, a tu go ktos kopnie, a to szturchnie, a to okicha, a to nadepnie, a to zagluszy.</span></h2>
<h2><span style="color:#000000;">Najgorszy jest jednak smrod.  Nosek, jak to niektorzy zauwazyli, mam wrazliwy. Wachlarz nie pomaga, niektorzy zwyczajnie smierdza. Wtedy czlowiek modli sie tylko, zeby jak najszybciej dojechac. Do tego na metrze nie mozna polegac. Dzis zmuszona bylam przesiadac sie dwa razy. Dotarlam na piejsce godzine spozniona. Zdecydowanie nie bede za tym tesknic.</span></h2>
<h2><span style="color:#000000;">PS. Na parapecie w kuchni zakwitl mi kaktus. Wiosna??</span></h2>
<p><img src="http://i41.photobucket.com/albums/e288/evita_duarte/DSC_0613.jpg?t=1207622828" alt="" /></p>
<p><img src="http://i41.photobucket.com/albums/e288/evita_duarte/DSC_0614.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://i41.photobucket.com/albums/e288/evita_duarte/DSC_0610.jpg" alt="" /></p>
<p> </p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czy są chętni po wizę H-1B?]]></title>
<link>http://polonianet.wordpress.com/?p=322</link>
<pubDate>Wed, 02 Apr 2008 03:18:35 +0000</pubDate>
<dc:creator>salon nowojorski</dc:creator>
<guid>http://polonianet.wordpress.com/?p=322</guid>
<description><![CDATA[Dzisiaj amerykańskie władze federalne rozpoczęły przyjmowanie podań o wizy pracownicze H-1B na]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a rel="attachment wp-att-323" href="http://salon.polonia.net/2008/04/01/czy-sa-chetni-po-wize-h-1b/323/" title="india_train.jpg"><img src="http://polonianet.wordpress.com/files/2008/04/india_train.thumbnail.jpg" alt="india_train.jpg" style="float:left;margin-right:10px;" /></a>Dzisiaj amerykańskie władze federalne rozpoczęły przyjmowanie podań o wizy pracownicze H-1B na rok budżetowy 2009 (<em><a target="_blank" href="http://www.nytimes.com/2008/04/01/washington/01visa.html">Visa Application Period Opens for Highly Skilled Workers</a> - New York Times</em>). Znawcy tematu przewidują, że tak samo, jak w latach ubiegłych, cała pula zostanie wyczerpana w ciągu jednego albo dwóch dni, zwłaszcza że firmy takie, jak Microsoft oraz Google oraz ich podwykonawcy rzucą od razu po kilkanaście tysięcy aplikacji. Od paru lat co najmniej amerykańskie wizy pracownicze H-1B najczęściej trafiają w ręce programistów komputerowych.  Do zdobycia jest tylko 65 tys. wiz, czyli tak naprawdę bardzo niewiele w stosunku do liczby zainteresowanych.</p>
<p><!--more--></p>
<p>Podania będą przyjmowane w dniach od 1. do 7. kwietnia, ale w ostatnich latach zawsze było tak, że już pierwszego dnia liczba nadesłanych podań przekraczała liczbę dostępnych miejsc i kończyło się na loterii.  Cała procedura z reguły odbywa się przy dźwięku zgrzytania zębów <a target="_blank" href="http://www.cnn.com/CNN/Programs/lou.dobbs.tonight/">Lou Dobbsa</a> i niektórych rodowitych Amerykanów, którzy twierdzą, że obcokrajowcy odbierają im pracę.</p>
<p>Ja mam co do tego pewne wątpliwości, bo <em>primo</em> po pierwsze - sama zaliczam się do <em>foreign-born,</em> więc jakoś głupio byłoby podcinać gałąź, na której się siedzi, a <em>primo</em> po drugie - od paru dobrych tygodni obserwuję bezskuteczne wysiłki mojej  firmy, aby znaleźć do pracy kogoś z solidną znajomością oprogramowania Omniture i języków skryptowych. Moze Omniture to faktycznie dośc wąska specjalizacja, ale to w końcu Nowy Jork, więc jeśli nie tu, to gdzie?</p>
<div align="center"><img border="0" src="http://graphics8.nytimes.com/images/2008/04/01/us/20080401_VISAS_GRAPHIC.jpg" /></div>
<p>Ano - w Indiach. Na deser ciekawostka - trzy firmy nadsyłające największą liczbę podań (w 2007 r. ich kandydaci otrzymali ponad 8,5 tys. wiz) to: Infosys Technologies, Wipro Limited oraz Satyam Computer Services - indyjskie firmy, które działają jak podwykonawcy dla firm amerykańskich.</p>
<p>Do następnego razu!<br />
Agnieszka</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rabi lubi dzieci ...]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/2008/04/01/rabi-lubi-dzieci/</link>
<pubDate>Tue, 01 Apr 2008 20:07:31 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/2008/04/01/rabi-lubi-dzieci/</guid>
<description><![CDATA[(bibula.com)



Nowy Jork: Kolejne oskarżenia przeciwko żydowskiej szkole i rabinowi molestującem]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(bibula.com)</p>
<table bgcolor="White" border="0" cellpadding="4" cellspacing="0" width="100%">
<tr>
<td colspan="2" class="title" width="99%">
<h3>Nowy Jork: Kolejne oskarżenia przeciwko żydowskiej szkole i rabinowi molestującemu seksualnie uczniów</h3>
</td>
</tr>
<tr>
<td width="1%">
<h3></h3>
</td>
</tr>
<tr>
<td colspan="2" class="biggerstyle" width="99%">
<h3></h3>
<h3>Już piąty pozew wpłynął do sądu przeciwko szkole ortodoksyjnych Żydów <i>Yeshiva-Mesivta Torah Temimah</i> na Brooklynie, z oskarżeniem o "wielokrotne molestowanie seksualne" przez byłego nauczyciela szkoły i byłego wice-dyrektora - rabina Yehuda Kolko.</h3>
<h3>W pozwie mowa jest również o tym, że dyrektor szkoły, rabin Lipa Morguiles wiedział o przypadkach molestowania seksualnego dokonywanego przez rabina Kolko i ukrywał tę wiedzę przez co najmniej 25 lat. Działalność rabina Kolko opisuje szczegółowo strona internetowa "Rabini molestują dzieci" (<a href="http://www.rabbichildabuse.com/" target="_blank">rabbichildabuse.com</a>)</h3>
<h3>Rabin Kolko oskarżany jest przez grupę byłych uczniów żądających odszkodowania w wysokości 10 milionów dolarów. Co najmniej cztery inne pozwy wskazują, że dyrekcja szkoły wiedziała o działalności rabina Kolko, lecz nie uczyniła nic by ochronić uczniów. Rabin Kolko został aresztowany 6 grudnia 2006 roku.</h3>
</td>
</tr>
</table>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
