<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>niebo &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/niebo/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "niebo"</description>
	<pubDate>Sat, 17 May 2008 20:54:57 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Gdzieś w Polsce]]></title>
<link>http://anielica.wordpress.com/?p=30</link>
<pubDate>Fri, 16 May 2008 06:18:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>anielica</dc:creator>
<guid>http://anielica.wordpress.com/?p=30</guid>
<description><![CDATA[Wychodzę za piętnaście minut. Spakowana, kanapki zrobione na drogę, książka do czytania zabran]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">Wychodzę za piętnaście minut. Spakowana, kanapki zrobione na drogę, książka do czytania zabrana, dobry humor jest, więc jest dobrze. I liczę na to, że w pociągu będą miejsca.</p>
<p class="MsoNormal">Toruń Główny -&#62; Wrocław Główny -&#62; Wałbrzych Miasto</p>
<p>Powrót jest bardziej skomplikowany:</p>
<p>Wałbrzych  Miasto - &#62; Warszawa Centralna -&#62; <strong>Kutno </strong>-&#62; Toruń</p>
<p>Jednym słowem nosi mnie po świecie. Mars w Strzelcu robi swoje.</p>
<p>Lubię pociągi, bo w nich jestem gdzieś <strong>MIĘDZY</strong>. W ruchu, niedookreślona, zmienna. Najlepiej mi się chyba myśli, gdy wsłuchując się w stukot kół, wyglądam przez okno i wpatruję się w umykające polskie krajobrazy.  <span style="color:#99cc00;">Jasnozielona </span>łąka zmienia się w ciemny las, straszny dopiero nocą. <span style="color:#800000;">Brązowa</span>, ciemna, żyzna ziemia pól wyleguje się pod <span style="color:#00ccff;">błękitem </span>nieba i nieustanną pieszczotą słońca. <span style="color:#808080;">Szarość</span>, smutność polskich miast przechodzi jak za dotknięciem ręki.</p>
<p>Lubię pociągi.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Męka może nie pańska, ale panina]]></title>
<link>http://anielica.wordpress.com/?p=29</link>
<pubDate>Wed, 14 May 2008 08:32:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>anielica</dc:creator>
<guid>http://anielica.wordpress.com/?p=29</guid>
<description><![CDATA[Ja doprawdy, chyba lubię sobie komplikować życie. Jest środa, piękny słoneczny poranek, ptaszk]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">Ja doprawdy, chyba lubię sobie komplikować życie. Jest środa, piękny słoneczny poranek, ptaszki gdzieś między <span style="color:#008000;">zielonymi </span>gałązkami ćwierkają, na niebie żadnej chmurki, no sielanka po prostu, w perspektywie sympatyczne zajęcia z filozofii starożytnej, potem luz; możliwe by było na przykład pójście na bulwar i wygrzewanie się w słonecznych uściskach, albo przejście się po Starym Mieście, zajadając waniliowe lody lub przespacerowanie się z książką do parku, rozgoszczenie się na jakiejś ławeczce w chłodzie drzew i czytanie.</p>
<p class="MsoNormal">Ale co?</p>
<p class="MsoNormal">Ale nie!</p>
<p class="MsoNormal">Ja muszę zamknąć się w swoich zapyziałych czterech ścianach, siedzieć przy biurku z czarną lampką i dłubać w tekstach tworząc referat na konferencję.</p>
<p class="MsoNormal">Trzeba jednak przyznać, że tym razem zabrałam się do pisania wcześniej (konferencja zaczyna się w piątek, swoje wystąpienie mam zaplanowane na sobotę), referat piszę od poniedziałku. Na ostatnią konferencję (notabene pierwszą w swoim życiu, na której występowałam) referat pisałam dzień przed – przez całą noc, odczytywałam jako pierwsza osoba w ogóle.</p>
<p class="MsoNormal">Zatem postęp jakiś jest. Nie można nie stwierdzić. Tylko co z tego? Mogłabym zacząć pisać ten swój tekst już dawno, przemyśleć wszystko, posprawdzać, dopieścić i wygładzić. Nie! Paulinka tak nie umie. Nie potrafi. To byłoby sprzeczne z jej zasadami. No bo jak, pisać pracę miesiąc przed terminem? Kto to widział? Kto o tym słyszał?</p>
<p class="MsoNormal">No i mam za swoje. Siedzę i piszę i skreślam i poprawiam i czoło marszczę też.</p>
<p>***</p>
<p>A na zakończenie dialog sprzed kilku dni.</p>
<p class="MsoNormal">Rozmowa zasłyszana na Starym Mieście. Ze sklepu wychodzi trzech gości. Jeden niesie reklamówkę. Idą za mną, rozmawiają na tyle głośno, że wszystko słyszę.</p>
<p class="MsoNormal">Jeden się odzywa:</p>
<p class="MsoNormal">- Ej, jeszcze nigdy nie miałem takich wysokich butów.</p>
<p class="MsoNormal">Na to drugi:</p>
<p class="MsoNormal">- No to pamiętaj, musisz teraz dres podwijać, żeby Ci było buty widać.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[]]></title>
<link>http://skowro.wordpress.com/?p=62</link>
<pubDate>Sun, 11 May 2008 06:40:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>theflyingmccoys</dc:creator>
<guid>http://skowro.wordpress.com/?p=62</guid>
<description><![CDATA[
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://skowro.files.wordpress.com/2008/05/lfmc080511.png"><img class="alignnone size-full wp-image-61" src="http://skowro.wordpress.com/files/2008/05/lfmc080511.png" alt="" width="510" height="250" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Tanie wino]]></title>
<link>http://anielica.wordpress.com/?p=27</link>
<pubDate>Thu, 08 May 2008 12:29:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>anielica</dc:creator>
<guid>http://anielica.wordpress.com/?p=27</guid>
<description><![CDATA[Lingwistycznie nieco tym razem. I lekko degustacyjnie.
Wracając wspomnieniami do wyprawy w Bieszcza]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">Lingwistycznie nieco tym razem. I lekko degustacyjnie.</p>
<p class="MsoNormal">Wracając wspomnieniami do wyprawy w Bieszczady. Siedzimy drugiego dnia wieczorem w knajpce (dla zainteresowanych tutaj: <a href="http://www.staresiolo.com/">http://www.staresiolo.com/</a> ) , czekamy na zamówione przysmaki, popijamy chłodne piwo i rozmawiamy. Jakoś tak po krętych ścieżkach konwersacji zeszliśmy w końcu na temat win. Inspiracją była karta dań – zawierająca 300 gatunków tego szlachetnego trunku pochodzących z całego świata. My aż tak wysoko nie mierzyliśmy, historie były raczej dość prozaiczne: tanie wina spijane w zadziwiających doprawdy miejscach. Jako że Sebastian (Francuz, z którym porozumiewaliśmy się za pośrednictwem angielskiego; polski znał tyle o ile) nie za bardzo wiedział czym jest <strong>jabol</strong>, a definicja podana przez jego dziewczynę:</p>
<p class="MsoNormal">- Jabol – polish typical wine.</p>
<p class="MsoNormal">nie spotkała się z aprobatą ogółu, postanowiliśmy, że nie ma co tłumaczyć, gimnastykować języka i umysłu. Po prostu Seba musi spróbować. Jak też wymyśliliśmy, tak i zrobiliśmy.</p>
<p class="MsoNormal">W ABC w Wetlinie taniego wina nie było (<em>-Wszystko sprzedaliśmy!</em>)<em>,</em> trzeba było się udać do spożywczego kawałek dalej. Tam i owszem, wino się znalazło, i to nie byle jakie, bo o nazwie odpowiedniej „BIESzcZADY”. Kosztowało 5,5 zł i było niezłe w smaku. Sebie jednak nie przypadło do gustu.</p>
<p class="MsoNormal">Następnego wieczoru razem z Tomkiem chcieliśmy powtórzyć imprezę z winem tanim i dobrym. Tomek nawet wybrał się te kilka kilometrów do sklepu, ale wrócił z niczym. Na pytanie o wino, sprzedawca zakrzyknął:</p>
<p class="MsoNormal">- Panie! Ja tu zamówiłem 20 skrzynek tego cymesu, wszystkie poszły! Nic nie zostało.</p>
<p class="MsoNormal">I tylko żal, że nie udało mi się zerwać etykietki. Bo chciałam na pamiątkę zostawić. Taka karma widocznie. Następnym razem.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">***</p>
<p class="MsoNormal">I druga „winna” historyjka. Tym razem z Krakowa.</p>
<p class="MsoNormal">P. spotkał pijanych, biednych anarchistów spijających jakiś tani specyfik. Oczywiście poczęstowali P., bo <em>czym chata bogata, tym rada</em>. Na pytanie, co to za wino, P. usłyszał odpowiedź:</p>
<p class="MsoNormal">- Kochana Dziewica.</p>
<p class="MsoNormal">Nalali trunku do kubeczka, wypili. Nasz bohater spojrzał na butelkę. Na etykiecie widniało, ni mniej, ni więcej <strong>Kochanica Dziedzica</strong>. Cóż, anarchistom było chyba wszystko jedno co piją.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Na zakończenie – do poczytania o winach :)</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://wiadomosci.onet.pl/1457523,2677,1,kioskart.html">http://wiadomosci.onet.pl/1457523,2677,1,kioskart.html</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dziennik z podróży]]></title>
<link>http://anielica.wordpress.com/?p=26</link>
<pubDate>Mon, 05 May 2008 20:06:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>anielica</dc:creator>
<guid>http://anielica.wordpress.com/?p=26</guid>
<description><![CDATA[Powrót do, zdawałoby się, szarej rzeczywistości nie jest wcale łatwy. Mimo, że pogoda o niebo ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">Powrót do, zdawałoby się, <span style="color:#808080;">szarej </span>rzeczywistości nie jest wcale łatwy. Mimo, że pogoda o niebo lepsza niż w Bieszczadach, to jednak wolałabym teraz marznąć gdzieś na jakiejś połoninie. Wyglądam przez okno i widzę błękit nieba zasnuty woalem chmur, zielone korony drzew szumiące spokojnie, czerwone dachówki kamienic wygrzewające się w majowych promieniach słońca, sielanka jednym słowem.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">A jednak ciągnie mnie w góry. Niech szumi i wieje, niech będzie mroźnie i mokro od deszczu, niech ziębi stopy śnieg, przez rozwalające się buty.</p>
<p class="MsoNormal">Tam, w tym szumie, w tej wichurze, człowiek odnajduje siebie. Jest spokój i <span style="letter-spacing:1.7pt;">wolność</span>.</p>
<p class="MsoNormal">Zapomina się o wszystkim – o książkach do przeczytania, pracach do napisania, rzeczach do zrobienia; wszystkie te sprawy zostawione w Kutnie i Toruniu przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.</p>
<p class="MsoNormal">Liczy się tylko kolejny krok naprzód. Skupiam się tylko na odpowiednim postawieniu nogi – tak by kolano nie bolało. Maszeruję, uważając na śliskie od błota kamienie. Pogrążam się myślami w tych otaczających mnie brązach, bo Bieszczady dopiero budzą się z zimowego letargu. Gdzieniegdzie czuć już zapach wiosny, widać pączki kwiatów, słychać szum płynących strumyków. Nieśpiesznie przemyka przez szlak salamandra, niosąc na grzbiecie pocałunki słońca. Tarnica jednak okutana jest jeszcze w śniegowy płaszczyk – pozostałość zimy. Powoli, nieśmiało zdejmuje szarawe i ciężkie odzienie, odkrywając mięsistą, pełną życia ziemię.</p>
<p class="MsoNormal">
<h3><span style="color:#808000;"><span>Na bł</span>ę<span>kicie jest polana. </span></span></h3>
<h3><span style="color:#808000;"><span></span><span>Dwa obłoki to hosanna.</span><span> </span></span></h3>
<h3><span style="color:#808000;"><span>Jeden chłopak, drugi panna.</span><span> </span></span></h3>
<h3><span style="color:#808000;"><span>Jeden chłopak, drugi panna.</span></span></h3>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">***</p>
<p class="MsoNormal">Rano leje. Jedziemy busem, wycieraczki nie mają chwili wytchnienia. Z nadzieją w głosie pytam kierowcy:</p>
<p class="MsoNormal">- Myśli pan, że przestanie padać?</p>
<p class="MsoNormal">- Nasz papież, Karol Wojtyła, mawiał, że majowy deszczyk jest zdrowy.</p>
<p class="MsoNormal">- No fakt, dziś to majowy, może i dla zdrowia, ale co z wczorajszą kwietniową ulewą?</p>
<p class="MsoNormal">Cisza.</p>
<p class="MsoNormal">Przejaśniło się później.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Droga powrotna. Siedzimy zmarznięte obok kierowcy; nasz był spokojny, w odróżnieniu od jego syna, który prowadził drugi bus – Sebastian komentował jednoznacznie:</p>
<p class="MsoNormal">- Fuckin crazy driver!</p>
<p class="MsoNormal">Dostałyśmy cukierki z Ukrainy, w szeleszczących papierkach. Zajadając słodycze, wyglądałam z ciekawością przez okno, chłonąc niecodzienny przecież krajobraz.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">***</p>
<p class="MsoNormal">Podróż pociągiem była bardzo męcząca. Szesnaście godzin w drodze z polskimi kolejami to nie przelewki. Nie ma to tamto. Zmieściliśmy się w siedem osób z bagażami w jednym przedziale. Rozmowy, piwo, potem śpiew. O północy, jak stwierdziła Ola, <em>dinner time</em>. Zjedliśmy kanapki, potem sprawdzanie biletów. Znienacka zajrzał do nas konduktor, chowane w pośpiechu piwa, szukanie biletów, skomentowane wprawnie:</p>
<p class="MsoNormal">- Niestety muszę to uznać.</p>
<p class="MsoNormal">Co z tego, skoro jeden browar poszedł do browarowego nieba? Dalsza podróż z siedzeniem pachnącym jęczmieniem przebiegała już spokojnie.</p>
<p class="MsoNormal">Zasnęliśmy. Tłustą nocą bez gwiazd.</p>
<p class="MsoNormal">Za oknem przemykały odblaski z okien pociągu. Biegnące chwile. Hipnotyzujące, wyciągające jak gdyby dłoń z zaproszeniem. <em>Chodź, pomknij z nami! </em>Wzdłuż szyn, po trawach zmęczonych dniem, po kałużach pustych do dna, po kurzu ciężkim smutkiem – pobiec we śnie mocnym, krzepiącym. Zginąć w nim, nie być. Pogrążyć się w uspokojeniu. Stukot kół obejmował delikatnie, zapadałam w drzemkę, by za chwilę nagle się wybudzić.</p>
<p class="MsoNormal">Przesiadka na Centralnym. Dygotliwy sen. Kilkadziesiąt minut i znów odrapany, żółty dworzec w Kutnie. Koniec wyprawy. A może początek?</p>
<p class="MsoNormal">Bo jak powiedział nasz kierowca:</p>
<p class="MsoNormal">- W Bieszczady przyjeżdża się raz. Potem się tylko wraca.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<pre><span> </span></pre>
<p class="MsoNormal">Nie ma rady. Połknęłam bieszczadzkiego bakcyla. Siedzi we mnie i łaskocze w brzuch.</p>
<pre><span> </span></pre>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[100 % Kutna jeszcze]]></title>
<link>http://anielica.wordpress.com/?p=24</link>
<pubDate>Tue, 29 Apr 2008 08:52:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>anielica</dc:creator>
<guid>http://anielica.wordpress.com/?p=24</guid>
<description><![CDATA[Błękitnieje niebo za oknem. Blask przedziera się przez siwe firany. Będzie pogoda.
W mieszkaniu ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color:#008080;">Błękitnieje</span> niebo za oknem. Blask przedziera się przez <span style="color:#808080;">siwe</span> firany. Będzie pogoda.</p>
<p>W mieszkaniu mimo to chłodno, marzną mi palce u stóp. Zajadam z zachwytem swoją kromkę szczęścia (znów przywołując Świrszczyńską), popijam zimnym mlekiem i myślę o tym, jak człowiekowi niewiele potrzeba. Już chcę 17, chcę siedzieć w pociągu, niech mnie unosi i zabiera tam, gdzie spokój, gdzie cisza, gdzie wszystko...</p>
<p>Przygotowana na drogę jestem znakomicie, w końcu szesnaście godzin w podróży z PKP<br />
to nie przelewki. Mam mp3, dwie książki, przewodnik po Bieszczadach, coby się zapoznać z otoczeniem; mam widoki za oknem, mam sen w zapasie, mam karty do gry, mam marzeń kilka garści i myśli pełną głowę. Chyba się nudzić nie będę.</p>
<p>Prawie spakowana. Plecak ściągnięty sznureczkami. Brakuje kilku drobiazgów, zresztą zaraz po nie się wybieram do miasta. Koniecznie trzeba mi kupić jakiś krem przeciwsłoneczny, płaszcz przeciwdeszczowy, światła przeciwmgielne. Poza tym: żel pod prysznic i szampon - najlepiej 2 w 1, bułki, przewodnik, coś do picia, chusteczki, bandaż elastyczny, doładowanie do telefonu za 5 zł, krem do rąk, i chyba to tyle. Jestem pewna, że o czymś zapomnę. Nie może być inaczej. Proza życia.</p>
<p>Motto na najbliższe dni: <span style="color:#ff6600;">Przygoda<span style="color:#000080;">,</span></span> <span style="color:#008080;">przygoda</span><span style="color:#ff00ff;">,</span> <span style="color:#808000;">każdej</span> <span style="color:#666699;">chwili</span> <span style="color:#ff0000;">szkoda</span><span style="color:#800080;">...</span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[W marzeniach toni i zarazem na suchym asfalcie, czyli o powrocie do domu]]></title>
<link>http://anielica.wordpress.com/?p=18</link>
<pubDate>Sun, 27 Apr 2008 16:25:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>anielica</dc:creator>
<guid>http://anielica.wordpress.com/?p=18</guid>
<description><![CDATA[
Efekt dzisiejszej drogi powrotnej - 28,5 km. Prócz mapki jest jeszcze zmęczenie, gorejące policz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://anielica.files.wordpress.com/2008/04/bez-nazwy-1.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-19" src="http://anielica.wordpress.com/files/2008/04/bez-nazwy-1.jpg?w=300" alt="Bedlno - Kutno" width="300" height="196" /></a></p>
<p>Efekt dzisiejszej drogi powrotnej - 28,5 km. Prócz mapki jest jeszcze zmęczenie, gorejące policzki i mnóstwo poplątanych myśli.</p>
<p>Słońce prażyło, ja gnałam przed siebie na mym metalowym rumaku, rozglądałam się ciekawie dookoła - znalazłam jedno miejsce, w które muszę koniecznie wrócić z aparatem i zrobić zdjęcie! - i rozmyślałam...</p>
<p>A marzyłam sobie o wodzie zimnej, głębokiej; toni lazurowej, w której odbijałyby się lekko i przejrzyście spacerujące po niebie cumulusy.  Tak na marginesie to los tych chmurek jest nadzwyczaj krótki - i tu odzywa się ta przemądrzała część mojej natury, która zawzięcie i notorycznie sprawdza różnorakie fakty na Wikipedii (to chyba już jakieś uzależnienie, prawda?) - bo "typowy czas życia małego cumulusa trwa 10-30 minut" *. Ja zaś leżałabym nad brzegiem - jeziora? rzeki? strumyka? - tego już wyobraźnia nie ukonkretniła, patrzyłabym w swe odbicie, w kamienie i piasek na dnie, wypoczywałabym w chłodzie pachnącej życiem wilgoci.</p>
<p>Czekam niecierpliwie na wyjazd nad jezioro, gdziekolwiek w zasadzie, gdzieś nad wodę. Na radosny piknik - z kocem, kanapkami i herbatą. Z nieodłączną książką, z radością w oczach, z uśmiechem, nie pieśnią (nie umiem wszak śpiewać) na ustach.</p>
<p>* http://pl.wikipedia.org/wiki/Cumulus</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rower mam posłuchaj w taki różowy jazz]]></title>
<link>http://anielica.wordpress.com/?p=16</link>
<pubDate>Sat, 26 Apr 2008 16:40:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>anielica</dc:creator>
<guid>http://anielica.wordpress.com/?p=16</guid>
<description><![CDATA[Sezon rowerowy uważam za otwarty.


Przejechałam jakieś 23 km. I było pięknie. Ciepły, kwietni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:left;">Sezon rowerowy uważam za otwarty.<br />
<a href="&#60;iframe width="><br />
</a><a href="http://anielica.files.wordpress.com/2008/04/wyprawa.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-17" src="http://anielica.wordpress.com/files/2008/04/wyprawa.jpg?w=300" alt="26.4.2008" width="300" height="206" /></a></p>
<p style="text-align:left;">Przejechałam jakieś 23 km. I było pięknie. Ciepły, kwietniowy wiatr lizał moją twarz, błękitne niebo i zielone trawy łasiły się do mnie soczystością barw, szaro-niebieski, popękany gdzieniegdzie asfalt wyznaczał drogę.</p>
<p style="text-align:left;">
<p style="text-align:center;"><em>"Święty, święty, święty - </em></p>
<p style="text-align:center;"><em>blask kłujący w oczy.</em></p>
<p style="text-align:center;"><em>Święta, święta, święta - </em></p>
<p style="text-align:center;"><em>ziemia co nas nosi."</em></p>
<p style="text-align:center;">
<p style="text-align:left;">Pedałując zawzięcie na wysłużonym rowerze taty, mknęłam jak strzała w bezkresie okolicznych wiosek, lasów, pól i łąk. Z wiatrem będąc za pan brat pokonywałam kolejne kilometry. Ot, taka moja mała rowerowa wolność. Bez żadnych zbędnych spraw na głowie, zaprzątnięta tylko myśleniem o Drodze, o kolorach, zapachach, odgłosach atakujących moje zmysły. Cisza. Czas by się wewnętrznie uspokoić, wy<strong>ciszy</strong>ć właśnie. W takim momencie, jadąc gdzieś w świat, przed siebie, jest się właśnie najbliżej własnego "ja". Może ono wtedy wybrzmieć, nie zagłuszane wszak niczym.</p>
<p style="text-align:left;">Lubię jeździć na rowerze. Człowiek wtedy odpoczywa od wszystkiego. Jest sam ze sobą, w najlepszym przecież towarzystwie. Istotne jest tylko TU i TERAZ. Najważniejszy -  miarowy ruch nóg, obracające się koła, zmieniająca się wciąż na nowo rzeczywistość wokół mnie. Niesamowite, że wehikuł złożony z jakichś stalowych rurek, śrubek, linek, drucików i Bóg jeden wie z czego jeszcze, trzyma się kupy i jedzie, jedzie...  Brawa dla Karla Freiherra Draisa von Sauerbronna - za patent pierwowzoru roweru (maszyny biegowej).</p>
<p style="text-align:left;">Jadąc dziś z wizytą do siostry zajęta byłam poszukiwaniem odpowiednich słów, bo w końcu "odpowiednie [trzeba] dać rzeczy słowo", jak pisał Poeta. Takich to wyrazów żeby były w sam raz, nie za duże i nie za małe. Bo jak tu znaleźć dobre słowa na opisanie całej wyprawy? Jak napisać by nie przekłamać? By oddać te emocje, te wrażenia, tak przecież kruche i ulotne, zmieniające się jak w kalejdoskopie...</p>
<p style="text-align:left;">Taka dość marna relacja, kilka godzin po całej wyprawie, jest jedynie jedną z wielu możliwych interpretacji.</p>
<p style="text-align:left;">
<p style="text-align:center;">* * *</p>
<p>"Gdyby społeczeństwo nasze z tą samą energią i jednomyślnością, z jakimi uprawia cyklizm, uprawiać zechciało wiedzę i cnotę, stalibyśmy się wkrótce jednym z narodów najwyżej stojących intelektualnie i moralnie."  <strong></strong></p>
<p><strong>Witold Gomulicki</strong></p>
<p>Więc może nie do piór, nie do szkół, ale na rowery???</p>
<p style="text-align:center;">
<p style="text-align:center;">
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Galopujące Walkirie]]></title>
<link>http://anielica.wordpress.com/?p=6</link>
<pubDate>Wed, 23 Apr 2008 21:50:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>anielica</dc:creator>
<guid>http://anielica.wordpress.com/?p=6</guid>
<description><![CDATA[Szczęśliwa jak psi ogon. Tak dzisiaj właśnie się czuję. To tak przywołując Świrszczyńską.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Szczęśliwa jak psi ogon. Tak dzisiaj właśnie się czuję. To tak przywołując Świrszczyńską.</p>
<p>Jest pięknie, no może było pięknie - błękitne niebo bez najmniejszej nawet, lekko waniliowej chmurki, chłód wiatru, muskający z nieśmiałością moją twarz, radosne chwile z przyjaciółmi, palącymi słodkie papierosy przed wejściem na Wydział. Na chwilę obecną otacza mnie chaos w postaci stosów piętrzących się książek, stert kartek, karteluszek i innych dziwnych świstków papieru, a wszystko to w pomieszczeniu 4x3 (może większe, może mniejsze - nie potrafię oceniać wielkości, odległości i innych ilości :P) z odłażącą tapetą i kiczowatymi kasetonami na suficie - pięknie być nie może. Logiczne!</p>
<p>I wizyta w księgarni. Jako że miałam przy sobie oczywiście jakiś grosz, został on natychmiast zainwestowany w zbiór opowiadań Raymonda Carvera pod wielce znaczącym tytułem "O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości".</p>
<p>Ale to i tak nie było hitem dzisiejszych odwiedzin w księgarni. Wydziałowej dodam. Dla zainteresowanych: Collegium Maius, ul. Fosa Staromiejska 3, Toruń. Ale do rzeczy. Pomijając fakt, że oczywiście MUSIAŁAM zrzucić stos książek (nie byłabym sobą, gdybym tego nie zrobiła), gwoździem programu była krótka wymiana zdań z pewnym starszym panem, zapewne jakimś naukowcem (tak wyglądał - wiem, stereotypy, uogólnienia, ale jestem pewna, że to był jakiś profesor, docent czy innej maści pracownik).</p>
<p>Profesor, tak go dla wygody nazwijmy, przeglądał sobie opasłą księgę "Pióro w wątłych dłoniach. O twórczości kobiet w dawnych wiekach" Jerzego Strzelczyka, wertując i wczytując się w opis na okładce. Przy okazji zamruczał pod nosem, całkiem głośno:</p>
<p>- Hmm, coś dla feministycznych galopujących Walkirii!</p>
<p>W tym momencie, stojący obok mnie Adrian wybuchnął śmiechem i wydusił z siebie:</p>
<p>- Właśnie jedna obok pana stoi.</p>
<p>Profesor, niczym nie zmieszany, spojrzał na mnie zza grubych szkieł swoich okularów i zapytał:</p>
<p>- A zna pani tę książkę?</p>
<p>Odpowiedziałam grzecznie, że nie i usłyszałam w rewanżu, że w takim razie powinnam się zapoznać. Na tym nasza konwersacja się zakończyła, zapłaciliśmy - ja za opowiadania, Adrian za jakąś książkę o śmierci i za "Historię erotyzmu" Bataille'a - i wyszliśmy. Do cukierni po bułki.</p>
<p>Mam jednak cichą nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkam Profesora w księgarni i znów zamienię z nim kilka słów. Był uroczy, uprzejmy i ujął mnie tymi Walkiriami. Mimo wszystko.</p>
<p style="text-align:left;">I na zakończenie - bonus z Wikipedii.</p>
<p style="text-align:left;">
<p style="text-align:center;">Edward Robert Hughes<br />
<em>Czuwanie Walkirii</em></p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://anielica.wordpress.com/files/2008/04/walkiria.jpg"><img class="size-medium wp-image-7" src="http://anielica.wordpress.com/files/2008/04/walkiria.jpg?w=194" alt="Edward Robert Hughes \" width="194" height="300" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[bez komentarza]]></title>
<link>http://kleczkowski.wordpress.com/?p=16</link>
<pubDate>Sun, 20 Apr 2008 19:25:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>kleczkowski</dc:creator>
<guid>http://kleczkowski.wordpress.com/?p=16</guid>
<description><![CDATA[
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src='http://aslv.republika.pl/wp/P4203432.JPG' alt='?????' class='aligncenter' /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Warszawskie niebo]]></title>
<link>http://fotograf67.wordpress.com/?p=128</link>
<pubDate>Sat, 05 Apr 2008 14:03:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>fotograf67</dc:creator>
<guid>http://fotograf67.wordpress.com/?p=128</guid>
<description><![CDATA[
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.flickr.com/photos/jakubowicz/2427928738/" title="Niebo by Fotoreporter-Mariusz Jakubowicz, on Flickr"><img src="http://farm3.static.flickr.com/2061/2427928738_a73dd146b4.jpg" width="500" height="334" alt="Niebo" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Śmierć whooohoo wooo!! Sram na śmierć.]]></title>
<link>http://mojstary.wordpress.com/2008/03/31/smierc-whooohoo-wooo-sram-na-smierc/</link>
<pubDate>Mon, 31 Mar 2008 21:30:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>mojstary</dc:creator>
<guid>http://mojstary.wordpress.com/2008/03/31/smierc-whooohoo-wooo-sram-na-smierc/</guid>
<description><![CDATA[W każdej religii życie kończy się, a może raczej zaczyna po czymś, co ogólnie przyjęto pod t]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">W każdej religii życie kończy się, a może raczej zaczyna po czymś, co ogólnie przyjęto pod tajemniczym pojęciem „śmierci”, Chrześcijanie marudzą o raju, Vikingowie coś o Valhalli, terroryści o armii dziewic (przesadzili z tą armią). Nie muszę opisywać ile człowiekowi sprawia bólu odejście człowieka, którego się znało i spędzało z nim dużo czasu, ale chciałbym się skupić na czym innym, mianowicie istocie tego bólu.<!--more--></p>
<p class="MsoNormal">Chrześcijanie, którzy wierzą, w istnienie raju, ziemi obiecanej, nieba i jeszcze miliarda innych synonimów określających te zajebiste miejsce tak naprawdę chuja wierzą w to wszystko.</p>
<p class="MsoNormal">Zapytacie: skąd taki wniosek?</p>
<p class="MsoNormal">Nie trzeba być ślepym, żeby zauważyć łzy, ból i smutek towarzyszący takim sytuacjom i opiewający rodzinę i bliskich, którzy masowo składają bezwartościowe wyrazy współczucia – współczucia, czego? Współczucia z powodu pójścia do nieba? Współczucia z powodu zmienienia tego życia przepełnionego gównem na coś wspaniałego? To jak w końcu jest? Niebo może nie jest aż takie dobrym miejscem skoro w momencie „odprawy” człowieka w drogę do nieba wszyscy płaczą? Może nie wierzycie do końca w to, co jest Wam obiecane za godne i dobre życie? Na tyle słabo wierzycie, że dochodzicie do wniosku, że wcale nie wierzycie i wiecie, że na człowieka po śmierci czeka, co najwyżej gnicie w trumnie 6 stóp do ziemią? Nie ingerując w Waszą moralność – może wydaje się Wam, że Wasze życie, tudzież życie Waszych zmarłych bliskich nie było na tyle dobre, żeby mogli trafić do nieba?</p>
<p class="MsoNormal">Smutek z powodu rozłąki? Jeśli życie po śmierci naprawdę istnieje to człowiek za lat 10, 20, 50 zobaczy wszystkich, na których pogrzebach przyszło mu płakać, ale tym razem w innym, przyjemniejszym miejscu.</p>
<p class="MsoNormal">Egoizm? Strach przed śmiercią, a co jeśli tego samego dnia nie obudzimy się nigdzie i nasze życie na ziemi i gdzieś indziej po prostu skończy się? To przecież nie ma i tak sensu, bo czy Ja, czy Ty, czy On, – któremu już grają marsz pogrzebowy nie robi różnicy, po prostu – kiedyś wszyscy znikniemy. Ból tego, że z większością problemów zostajemy sami, (jeśli chodzi o rodzinę, ale to też nie we wszystkich przypadkach) i w dodatku śmierć jest wspaniałą okazją do zwalenia się na naszą głowę nowych problemów.</p>
<p class="MsoNormal">Po czyjej śmierci tak naprawdę odczuwamy ulgę i wewnętrzną radość? Można zaprzeczać, ale coś takiego występuje, kiedy giną, zabija się albo umierają w sposób naturalny osoby, które były dla nas ciężarem, gnębił, zabijały, prześladowały. Niekoniecznie nas, ale tych wszystkich biednych ludzi, których twarzy masowo pokazuje telewizja – ile razy wewnętrzny głos powiedział, że lepiej jakby ON umarł, zginą albo najlepiej nigdy się nie narodził. Człowieczeństwo w momencie śmierci bliskiej osoby pozwala na dopuszczenie niejednokrotnie myśli, że zamiast jej w tym grobie powinien leżeć ktoś, kogo życie jest dla innych ciężarem.</p>
<p><font color="#ffffff">-</font></p>
<p><font color="#ffffff">-</font></p>
<p><font color="#333333">Więc, na chuj płaczecie owieczki?</font></p>
<p><font color="#ffffff">-</font></p>
<p><font color="#ffffff">- </font></p>
<p><i>Tekst pisany pod wpływem fali zgonów wśród osób które w mniejszym lub większym stopniu znałem... </i></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[niebo]]></title>
<link>http://gosmaga.wordpress.com/?p=52</link>
<pubDate>Sat, 29 Mar 2008 14:26:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>Madzia Gostkowska</dc:creator>
<guid>http://gosmaga.wordpress.com/?p=52</guid>
<description><![CDATA[
&#8220;Od tego było trzeba zacząć: niebo.
Okno bez parapetu, bez futryn, bez szyb.
Otwór i nic ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://gosmaga.wordpress.com/files/2008/03/zachod1.jpg" alt="zachod1.jpg" width="450" height="349" /></p>
<p>"Od tego było trzeba zacząć: niebo.<br />
Okno bez parapetu, bez futryn, bez szyb.<br />
Otwór i nic poza nim,<br />
Ale otwarty szeroko..."</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Gdzie jesteś Boże?]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/?p=83</link>
<pubDate>Mon, 24 Mar 2008 17:19:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/?p=83</guid>
<description><![CDATA[Jako, że wychowałem się w głęboko wierzącej rodzinie (jak to brzmi…) od dziecka żyłem z ko]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jako, że wychowałem się w głęboko wierzącej rodzinie (jak to brzmi…) od dziecka żyłem z kościołem za pan brat. Msze święte, nabożeństwa itp. nie są mi obce.<br />
Za bajta ( jak to brzmi nr.2) nie rozumiałem jeszcze wielu rzeczy i słuchałem się mamusi. Wiedziałem, że jest niedziela i trzeba iść do kościoła, bo Bozia się obrazi ;). Dorastając Kościół zaczął mi przeszkadzać, zacząłem się coraz bardziej zastanawiać nad sensem wiary, nad obecnością Boga itd.<!--more--></p>
<p>Niedziela. Wraz z kolegą idę na Mszę Świętą. Wchodzimy na chór, siadamy w ławce…Zacząłem się rozglądać dookoła, wpadłem jakby w trans i zacząłem w myślach mówić do siebie. Zadałem sobie pytanie: „Boże gdzie jesteś?” Mój wzrok okrążał wielkie złote żyrandole, na których świeciło się ponad 20 żarówek w pięknych kloszach. Mój wzrok szedł jeszcze wyżej. Dotarł do sufitu. Biały sufit, na którym z płatków złota zrobione były jakieś wzorki przypominające gałązki i kraty. Opuściłem głowę nieco niżej. Oczy wpatrywały się teraz w tabernakulum, które swoim złotym kolorem odbijało światło lamp. Nieco wyżej tabernakulum wisi złoty krzyż, do którego przybita jest figurka Jezusa. Nad krzyżem jak i dookoła niego umocowane były złote kwadraty, prostokąty, romby, które przypominać mają promienie. Pytanie, które zadałem sobie wcześniej, znowu przeszło w ciszy w mojej głowie. „Boże, czy w tym złocie mam Cię szukać? Przecież od dziecka na katechezie mówiono mi, żeby żyć skromnie, że przepych i bogactwo to grzech. Boże, jeśli grzechem jest posiadanie willi z basenem, drogiego samochodu, to, dlaczego ty zamieszkałeś w tym mieniącym się złotem domu?. Dlaczego Jezu, wisisz na złotym krzyżu? Niejeden żebrak dałby się do niego przybić tylko po to, aby te złoto dotknąć. Dlaczego Jezu ten krzyż nie jest z drewna? Z tego, co mi mówiono Ciebie przybili do drewna. Jezu, w dzień przed Twoją śmiercią, gdy byłeś wśród swoich uczniów, wypowiedziałeś następujące słowa: „Bierzcie i jedzcie z niego wszyscy…” Na tą pamiątkę na każdej Mszy podczas komunii św. możemy „jeść” Twoje „ciało”. Dlaczego, Jezu znajduje się ono w złotym tabernakulum?” „Czy Ty też stołowałeś się w złotych pokojach?. Mówili mi, że żyłeś w ubóstwie. Jezu, przed Twoją drogą krzyżową kaci biczowali Cię, a potem na Twej głowie osadzili koronę, koronę z cierni. Czy ona też była złota? Dlaczego te wzorki, które widzę są złote? Dlaczego wszystkie mieni się złotem? Dlaczego?!?”</p>
<p>Moją medytację przerwała tłusta, ogromna kobieta, która próbowała przepchać się przeze mnie i usiąść obok. Nawet „przepraszam” nie powiedziała, które jest słowem idealnie pasującym w takiej sytuacji. Chcę się wydostać z autobusu, mówię „przepraszam” i ludzie odsuwają się i mogę przejść. Tak samo w kinie, teatrze itd. A ona nic. Siadła i dyszała. Po chwili znowu wróciłem do moich rozważań. „Boże, gdzie jesteś? W tej kobiecie? Mówiłeś: „traktuj bliźniego jak siebie samego”, czy ta kobieta o tym już nie pamięta? Czy ona także chciałaby być pchana i deptana? Boże, co jest?”.</p>
<p>Ludzie zaczęli zajmować kolejne miejsca. Przede mną usiadły dwie młode dziewczyny, które nie wyglądały na takie, które przyszły tu, aby się modlić. Paplały i paplały. Gdy ktoś zwrócił im uwagę, one tylko parsknęły jak koń i po chwili robiły to, co do tej pory. „Boże, kazałeś dzień święty święcić. Dlaczego je tu wpuściłeś? Dlaczego, Boże pozwalasz, aby 2 smarkule przeszkadzały ludziom w rozmowie z Tobą? Dlaczego Boże?”. Msza w końcu się zaczęła. Przed ołtarzem znalazł się ksiądz, który na sobie miał ornat w czerwonym kolorze, ze złotymi wstawkami. „Jezu, czy Ty, na co dzień też się tak ubierałeś? Czy w swoich naukach wspominałeś coś o ubieraniu drogich, pozłacanych ubrań? Jezu, zawsze mówiłeś, że wśród zwykłych ludzi, a nie bogaczy chcesz przebywać. Co tu się Panie dzieje?”.</p>
<p>Msza się skończyła. W kościele znajdowały się jeszcze złote stojaki na świece, grube i wielkie złote ramy obrazów itp.</p>
<p>,„Po co to wszystko Boże? Czy ludzie nie odwiedzaliby Cię gdyby w Twoim domu nie było złota? Czy zwykłe drewno na Twojej boskiej liście przebojów nie ma już miejsca? W złotym kościele jest Ciebie więcej niż w zwykłym drewnianym?”</p>
<p>Pamiętam jeszcze czasy, kiedy chodziłem do starego kościoła, który z racji wieku został wyburzony, bo nawet Bóg nie powstrzymałby spadających kawałków ścian i sufitu na podłogę. Kościół był skromny, taki „starodawny”, drewniany. Teraz już się takich nie buduje, to oczywiste. Ale czy od razu trzeba pokrywać ściany złotem, a krzyż w kolorze innym niż złoty nie jest krzyżem? Dlaczego w kościołach jest przepych? Dlaczego mam wrażenie, że jestem w pałacu, ekskluzywnym hotelu? Dlaczego nie czuję tego klimatu, tej tajemnicy, która powinna towarzyszyć mi podczas pobytu w świątyni? Zamiast tego czuję obłudę i wstręt. Zapach kadzidła zastąpił fetor, który powstaje po mieszance tanich perfum, które stare, obrzydliwie grube paniusie wylewają na siebie, bo muszą pokazać się w towarzystwie. Dlaczego nie mogę się skupić na modlitwie, tylko muszę znosić szepty, śmiechy, pokrząkiwania, płacz i larmo, które wywołują małe dzieciaki? (swoją drogą, czy dziecko, które przed kilkoma miesiącami urodziło się, rozumie gdzie jest? Te głupie matki biorą swoje pociechy do kościoła tylko po to, aby pokazać całemu światu swój skarb. Coś jak lans nowoczesnym telefonem komórkowym, albo nowymi felgami w aucie. Bo nie oszukujmy się – one nie przychodzą po to, aby się modlić. Wiele razy obserwowałem takie okazy, które przez 60 minut nie wypowiadają słów modlitw, a jedynie „ciiii”, „patrz kochanie, jesteśmy w kościółku, ciiiii, no już…”).</p>
<p>Boże? A czy Ty w ogóle istniejesz? Udowodnij, że istniejesz. Haaa, i tu mnie masz, co? Wiara na tym polega, aby bez udowadniania wyznawać Cię. Ale, z jakiej racji? Jest tyle niedomówień, tyle kłamstw, tyle sprzecznych teorii, tyle naukowych faktów, które wykluczają Twoje istnienie. Dlaczego nam to Boże zrobiłeś? Bawisz się w zgaduj zgadula, ale nie dajesz podpowiedzi. Dlaczego mam wierzyć, że to Ty stworzyłeś naszą planetę i nas, jeśli na geografii pani mówiła, że dawno temu w kosmosie nastąpił prawdopodobnie wielki wybuch i to on spowodował ukształtowanie się planet? A życie rozpoczęło się w wodzie, a my jesteśmy „inteligentniejszymi małpami”, a nie istotami, które to Ty ulepiłeś.</p>
<p>Powiedziałeś „nie zabijaj”. Dlaczego TVN, 24 co chwila wspomina o zamordowanych cywilach w imię wolności Iraku? Dlaczego Twoi pracownicy, łącznicy, którzy są pomostem między Tobą a nami, tzn. księża żyją w grzechu? Nie mówię, że wszyscy, ale przypadki molestowanych dzieci przez „twoich” są faktami. I co Ty na to? Jesteś Wszechmogący, a pozwalasz na takie rzeczy? Wystawiasz nas na próbę? A może Ty właśnie sterujesz tym księdzem, tak, a nie w inny sposób, abyśmy potem zadawali sobie pytania, które właśnie zadaję ja? Jesteś nie fair, a nam każesz być? Gdzie jest sprawiedliwość? Nadejdzie dzień, w którym osądzisz nas wszystkich sprawiedliwie, tak? A dlaczego my nie mamy prawa mówić o Tobie źle? Jeśli nie reagujesz na zło, które jest dookoła nas?</p>
<p>Jest tyle pytań, a tak mało odpowiedzi, jest tyle kontrowersji, a ludzie wierzą. Jak myszy podążające w laboratoryjnym labiryncie za zapachem sera, tak my podążamy za Tobą. Ale myszy na końcu swej drogi dojdą do sera, a czy my dojdziemy do tego, co nam obiecujesz? A jeśli się okaże, że nie? Kogo, wtedy będziemy obwiniać? Jeśli Ty nie istniejesz, to pretensję mogę mieć do tych, którzy o Tobie mówią? Którzy wbijają mi do głowy, że jesteś i czuwasz?</p>
<p>Daj znak, a uwierzę, bo obecnie przestaję…</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[rozdział 19 - korytarz]]></title>
<link>http://trwalewspomnienia.wordpress.com/?p=24</link>
<pubDate>Sun, 16 Mar 2008 21:12:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>gucia</dc:creator>
<guid>http://trwalewspomnienia.wordpress.com/?p=24</guid>
<description><![CDATA[- Jak tu dziwnie – pomyślała Ania, a echo powtórzyło jej myśli na głos. Dziewczyna stała na]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span>- Jak tu dziwnie – pomyślała Ania, a echo powtórzyło jej myśli na głos. Dziewczyna stała na środku wielkiego, zimnego korytarza, w którym było mnóstwo małych drzwi. Nie wiedziała, gdzie jest, gdzie iść ani dokąd zmierza. Zastanawiała się czy ktoś jest tu oprócz niej i usłyszała swój głos odbijający się od ścian: „Jest tu ktoś?”. Czy to tak wygląda śmierć? Inaczej wyobrażała sobie niebo, tu było zimno, strasznie zimno i ciemno. Światło dochodziło tylko z małych szczelin w drzwiach. A może wcale nie pójdzie do Nieba? Popełniła samobójstwo, może to jest droga do Piekła? A może wszystko zależy od tego, którą drogę teraz wybierze? Ale tu tyle drzwi, więc, gdzie iść? W których drzwiach czeka na nią jej dzieciątko? Przyzwyczaiła się do odbijającego się od ścian głosu jej własnych myśli, więc nie zwracała już na to większej uwagi. Chodziła od drzwi do drzwi, przyglądając się im dokładnie. Ale im dalej szła – tym więcej drzwi się pojawiało. Postanowiła wrócić do początku, ale niestety już go nie znalazła, gdyż z każdym krokiem pojawiały się nowe drzwi. W końcu postanowiła wejść do małych, mosiężnych drzwi. Gdy drzwi zaskrzypiały, a ona weszła do środka, ujrzała kilka kolejnych drzwi, ale te którymi tu weszła już zniknęły. – Aha… czyli powrotu już nie mam. No cóż trzeba iść dalej, tylko gdzie? – zastanawiała się. Ruszyła w kierunku drzwi, przez które wdzierało się do pomieszczenia najwięcej światła. W nowej sali było kilka kolejnych drzwi, ale tu było już cieplej. Ania weszła bez większego zastanowienia w jedne z nich. Drzwi zaskrzypiały i dziewczyna stanęła pośrodku owalnego pomieszczenia, które miało już tylko dwie pary drzwi. Pojawił się dylemat, w które z nich wejść. Nagle Ania usłyszała ciche trzepotanie skrzydełek, odwróciła się i ujrzała pięknego, małego motyla, który latał wokół sali. W końcu zniżył swój lot i wyleciał przez szparę w większych drzwiach. Ania ruszyła za nim. Kiedy dotknęła klamki, poczuła dziwne ciepło, które zaczęło ją wypełniać. Zamknęła oczy i przekroczyła przez próg. Kiedy je otworzyła stała na pięknej polanie, na której były wysokie, sięgające jej do pasa, kolorowe kwiaty. Wokół latały piękne motyle i ptaki, a z nieba świeciło śliczne słońce. Ania ruszyła między kwiatami stąpając po miękkiej trawie. Po jakimś czasie ujrzała duży kamień, na którym stał mężczyzna w podeszłym wieku ubrany w czarny garnitur. Na jego twarzy jawił się uśmiech. Kiedy rozłożył szeroko ręce, Ania ruszyła ku niemu, zastanawiając się kim jest ten mężczyzna. Przybliżając się do niego, zaczęła kojarzyć skądś te rysy twarzy i zmarszczki pojawiające się w wyniku szerokiego uśmiechu. Gdy była już kilka kroków od kamienia, ów mężczyzna zszedł z niego i ruszył w kierunku Ani.<br />
- Aniu, jak ty wyrosłaś – powiedział radośnie, a Ania uśmiechnęła się szeroko.<br />
- Dziadek? – zapytała z niedowierzaniem. A on z uśmiechem kiwnął głową. – Dziadek! – krzyknęła szczęśliwie i pobiegła w jego kierunku, rzucając mu się w ramiona – Miałam 2 lata, gdy odszedłeś! – wzruszyła się.<br />
- Tak Aniu – przytulił ją gorąco – Ale teraz mamy mało czasu, musimy iść.<br />
- Dobrze, a gdzie idziemy? – zapytała<br />
- Chyba kogoś szukasz, prawda? – uśmiechnął się.<br />
- To ty wiesz?<br />
- Oczywiście – skinął głową – Pośpieszmy się.<br />
Szli dość szybko przez łąkę w kierunku lasu, na skraju którego stał kolejny mężczyzna.<br />
- Kto to jest? – zapytała dziadka<br />
- A nie poznajesz? Podejdź bliżej, to zobaczysz.<br />
Ania podbiegła i rozpoznała w mężczyźnie swojego drugiego dziadka. I znowu wzruszyła się do łez i przytuliła się mocno do niego. Przez las szli już w trójkę. Szybkim krokiem szli przez różne dróżki i omijali konary drzew.<br />
- Dlaczego się tak spieszymy? – zapytała zdyszanym głosem<br />
- Bo masz bardzo mało czasu – powiedział dziadek<br />
- Mało? Do czego?<br />
- Do życia. – odpowiedział krótko drugi dziadek<br />
- Ale przecież ja umarłam.<br />
Na to już jej nie odpowiedzieli, tylko przyspieszyli kroku. Droga, którą szli kończyła się za zakrętem, gdzie czekała na nich młoda kobieta. Ania domyślała się, że to następny członek jej rodziny. I nie myliła się. To była jej ciocia. Ania przywitała się ciepło i ruszyli dalej. Doszli nad jezioro, gdzie było piękne, duże drzewo i zawieszona na gałęziach huśtawka.<br />
- Chodźmy do środka – powiedziała ciocia.<br />
Ania dopiero teraz zobaczyła, że za nimi jest śliczny domek jednorodzinny, do którego właśnie ruszyli. W środku unosił się przyjemny zapach świeżych kwiatów. Ania podziwiała każde przytulne i ciepłe pomieszczenie, każdy widok. To było jak spełnienie marzeń. Zawsze chciała mieszkać właśnie w takim domku. Niestety dziadkowie ją ponaglali, ciągle mówili, że ma mało czasu, ale ona nadal nie wiedziała, gdzie ma się spieszyć. Ciocia zaparzyła herbatę i wszyscy usiedli przy stole.<br />
- Aniu – zaczął dziadek – Wiemy, co się stało, ale uważamy, że popełniłaś błąd.<br />
- Nie… - zaczęła oponować, ale dziadek przerwał jej podniesieniem ręki.<br />
- Zaczekaj i posłuchaj.<br />
- Czeka cię jeszcze jedna niespodzianka, ale potem musisz wracać – kontynuował drugi dziadek.<br />
- Nie mogę dziadku! – powiedziała stanowczo<br />
- Aniu… to nie jest twoje miejsce. Ty popełniłaś samobójstwo, tak czy owak nie będziesz tu. Możesz być tu jeszcze tylko przez chwilę, ale jeśli powrócisz, to będziesz miała tu swoje miejsce, kiedy przyjdzie twój czas. – tym razem przemówiła ciocia.<br />
- Ale ja nie chcę wracać! Tam już nie ma mnie, muszę tu kogoś odnaleźć, po to się zabiłam i na pewno nie wrócę.<br />
- Posłuchaj mnie uważnie. Czasu jest co raz mniej, więc teraz pójdziesz tymi schodami na górę, a potem wrócisz, rozumiesz? – zapytał dziadek<br />
- Ale dziadku…<br />
- Nie dyskutuj. Idź na górę.<br />
Ania wstała i poszła na górę. Wchodząc po schodach zastanawiała się jak się stąd wydostać, żeby dziadkowie i ciocia nie zauważyli i zacząć szukać dziecka. Na górze było kilka pokoi, ale Ania weszła do pierwszego z nich. Kiedy je uchyliła usłyszała głos pozytywki, pokoik ten miał piękne różowe ściany i dużo pluszowych zabawek. Ania rozejrzała się, ale pokoik był pusty. Usiadła na miękkim łóżeczku i wzięła do ręki jedną z zabawek. Miała taki przyjemny, nieokreślony zapach. Po chwili drzwi się uchyliły i weszła do nich mała dziewczynka.<br />
- Mamusia? – zapytała cieniutkim głosem<br />
Ania odwróciła się szybko i ujrzała swoją córeczkę. Była taka śliczna, podobna do niej. Miała piękne włoski i cudowne oczka, a ubrana była w śliczną, różową sukienkę.<br />
- Kochanie! – podbiegła do niej i wzięła ją na ręce, mocno przytulając. Płakała. Płakała ze szczęścia, że ją odnalazła.<br />
- Mamusiu nie płacz – powiedziała cichutko dziewczynka. A Ania jeszcze mocniej się rozpłakała.<br />
- Jaka ty jesteś duża, Kochanie. Mamusia cię już nie zostawi. – Przytulała ją mocno.<br />
- Mamusiu musisz wracać. Dziadziuś mi mówił, że mamy bardzo malutko czasu.<br />
- Wiem, ale nie bój się nie wrócę, zostanę z tobą.<br />
- Mamusiu istnieję tylko dlatego, że mnie kochałaś. To, że do mnie mówiłaś, że tyle czasu ze mną byłaś, chociaż ja już odeszłam pozwoliło mi rosnąć. Mieszkam tu z ciocią i dziadziusiami. I jest mi dobrze. Nic złego mi się tu nie dzieje. Kocham cię mamusiu – mówiła cieniutkim głosikiem<br />
- Ja też cię kocham Kochanie – powiedziała, dławiąc się łzami. – Powiedz, jakie imię dali ci dziadkowie, a może ciocia?<br />
- Oni nie mogą mi dać imienia, to ty mamusiu musisz – powiedziała uśmiechając się i pokazując piękne dwa ząbki.<br />
- Madzia… podoba ci się?<br />
- Jest piękne Mamusiu, dziękuję – przytuliła się mocno.<br />
Po chwili do pokoju weszła ciocia i dziadkowie.<br />
- Aniu musisz już iść – powiedziała cicho ciocia.<br />
- Nie! – powiedziała stanowczo Ania przytulając mocniej swoje dziecko.<br />
- Aniu musisz, tylko w ten sposób masz szansę jeszcze tu wrócić.<br />
- Madzi nic złego nie może się tu stać, tutaj nie ma zła, a my będziemy się nią opiekować. – powiedział dziadek.<br />
- Aniu wróć, proszę cię, wróć – zaczął ją prosić drugi dziadek.<br />
- Ja chcę zostać ze swoim dzieckiem, nie chce kolejny raz go stracić – płakała<br />
- Mamusiu, nie stracisz mnie – powiedziała uśmiechając się – Przyjdziesz tu jeszcze do mnie, a ja będę grzecznie czekała. Dziadziusiowie i ciocia mnie tu bardzo kochają. Nie martw się o mnie. – spojrzała na Anię swoimi pięknymi, niebieskimi oczkami.<br />
- Madziu, Kochanie, tak bardzo cię kocham, ja nie umiem tam bez ciebie żyć.<br />
- Ale Mamusiu, ja chcę być z tobą, a jak nie wrócisz to odejdziesz stąd na zawsze. – powiedziała smutno Magda<br />
- Ania naprawdę musisz wracać, to ostatnia chwila na decyzję – powiedział poważnie i stanowczo dziadek<br />
Dziewczyna nie wiedziała, co zrobić. Tak bardzo chciała tu zostać. Popatrzyła na dziadków, którzy czekali niespokojnie na jej decyzję, na ciocię, która patrzyła na nią błagalnym wzrokiem i na Magdę, która patrzyła na nią swoimi słodkimi oczkami.<br />
- Prosię – powiedziała cichutko.<br />
Ani serce pękało, ale wiedziała, że musi wracać. Robiła to głównie dla córeczki, żeby mogła tu jeszcze kiedyś do niej wrócić. Wstała z podłogi i wzięła ją na ręce, mocno tuląc do siebie.<br />
- Ciociu, zaopiekujesz się nią? – zapytała przez łzy<br />
- Oczywiście Aniu, nic jej się tu nie stanie – zapewniała ją ciocia, a dziadkowie potwierdzili.<br />
- Madziu, mamusia musi już iść, ale wrócę jeszcze do ciebie Kochanie i będziemy się bawić, dobrze?<br />
- Będę czekać Mamusiu – powiedziała dziewczynka i pocałowała Anię.<br />
- Musimy już iść, odprowadzimy cię do wyjścia, a dalej pójdziesz już sama – powiedział dziadek.<br />
- Możesz wziąć Magdę jeszcze do wyjścia, a potem zostanie tu z nami – dopowiedział drugi dziadek jakby czytał w jej myślach.<br />
Ciocia poszła przodem, a Ania ruszyła z Madzią na rękach za nią. Szła nie odrywając wzroku od córeczki. Bardzo szybko doszli do brzegu jeziora, gdzie się zatrzymali.<br />
- Tu musimy się rozstać Aniu – powiedział dziadek.<br />
- Daj mi Madzię – powiedziała ciocia.<br />
- Bądź dzielna Aniu – rzekł dziadek – już czas.<br />
- Madziu, Kochanie pamiętaj, że mamusia bardzo cię kocha i wróci tu do ciebie, zaczekasz na mnie?<br />
- Tak mamusiu, ja też cię bardzo kocham. Będę tutaj z ciocią i dziadziusiami, mamusiu. – powiedziała dziewczynka<br />
- Dobrze Kochanie, idź teraz do cioci na rączki – z ciężkim bólem i łzami musiała ją w końcu oddać i się pożegnać. – Dziękuje wam bardzo – powiedziała do cioci i dziadków i każdego z nich mocno uścisnęła i pocałowała. Ostatni pocałunek był oczywiście dla Magdy. – Więc co teraz mam zrobić? – zapytała.<br />
- Zanurkuj w jeziorze – odpowiedział dziadek<br />
Ania zaczęła wchodzić do wody, kiedy usłyszała jeszcze cieniutki głosik.<br />
- Mamusiu! Nie płacz! – krzyknęła Madzia i mocno machała rączką na pożegnanie. Ani ciężko było się rozstawać z bliskimi, ostatni raz spojrzała na całą czwórkę, pomachała uśmiechniętej córeczce i zanurzyła się w jeziorze.<br />
- Aniu… Aniu otwórz oczy. Spójrz na nas. Obudź się. Aniu, słyszysz nas? Porusz ręką. Aniu. Otwórz oczy. - do jej głowy dochodziły ciche, odległe komendy. Poczuła ostry, przeszywający ból. Otworzyła na chwilę oczy i szybko je zamknęła, gdyż światło nie pozwalało jej dłuższe patrzenie. Uratowali ją. Żyła.<span>  </span></span><span style="font-size:12pt;font-family:'Times New Roman';"> </span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Niebo będzie w niebie]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/2008/03/10/108/</link>
<pubDate>Mon, 10 Mar 2008 22:47:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.wordpress.com/2008/03/10/108/</guid>
<description><![CDATA[Autor: Mateusz Wichary
Może to brzmi jak oczywistość, niemniej niebo będzie w niebie. I w związ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Autor: Mateusz Wichary</strong></p>
<p>Może to brzmi jak oczywistość, niemniej niebo będzie w niebie. I w związku z tym, wszystko, co się z niebem łączy, również będzie właśnie w niebie. <!--more--> Czyli wszelka doskonałość; absolutne szczęście, całkowity brak problemów. To wszystko będzie w niebie, a nie na ziemi, bo niebo będzie w niebie.</p>
<p>Czasem oczekując na pewne ważne decyzje w naszym życiu pomimo owej oczywistości faktu, że niebo będzie w niebie, zaczynamy się zachowywać w taki sposób, jakbyśmy oczekiwali na niebo na ziemi. Innymi słowy, mylimy je z niebem. Na przykład, są zbory, które mogą mylić niebo ze zbudowaniem czy kupieniem kaplicy. Wtedy, mówią, rozwiążą się wszystkie nasze problemy. A to przecież nieprawda. Czasem również jako zbory czy nawet okręgi mamy jakaś sprawę, która szczególnie nam doskwiera, jakiś problem, który bardzo mocno nas uwiera. I też jakoś nam się zaczyna wydawać, że jak już to coś pchniemy, czy rozwiążemy, to będzie niebo na ziemi.</p>
<p>Czasem pastorom może się wydawać, że jak tylko coś się ruszy w naszym zborze (coś, co stoi, jakaś służba, czy w ogóle, marazm, jaki zapanował wśród zborowników, brak ożywienia, zainteresowanie bardziej sobą niż Bogiem), to wtedy już pójdzie jak po maśle. Wszystko będzie inne. I znów, to nieprawda. Nie wszystko. Pojawią się nowe problemy, których być może nawet sobie nie wyobrażaliśmy, że mogą przyjść i skąd mogą przyjść.</p>
<p>Podobnie może być w życiu osobistym. Jakaś siostra, która bardzo oczekuje na męża, może sobie myśleć: tylko jego mi brakuje do pełni szczęścia. Oczywiście, to nieprawda. Samotność ma swoje problemy i małżeństwo ma swoje. Po prostu owa siostra jeszcze ich nie widzi, a brak, który odczuwa, sprawia, że ma zupełnie nierealistyczne spojrzenie na świat. Podobnie sprawa może wyglądać z oczekiwaną z utęsknieniem pracą, szczególnie, gdy jesteśmy bezrobotni. Wtedy, myślimy sobie, wszystko się zmieni w 100%. I znów, to nieprawda. Bezrobocie ma swoje problemy i bycie pracownikiem, czy nawet szefem, również. Albo, nowe mieszkanie. Młode małżeństwo może oczekiwać na nie bardzo mocno. Szczególnie, kiedy to ich wymarzony własny kąt. Wtedy, myślą sobie, wszystko się jakoś ułoży. I znów, to nieprawda. Nie wszystko.</p>
<p>Podobnie może tez być w osobistym życiu duchowym. Nowonawrócona osoba może z wielkimi oczekiwaniami wypatrywać swojego chrztu. Wtedy będzie członkiem zboru, doświadczy również zapłacenia ceny za swoje uczniostwo ze strony niewierzącej rodziny, przez jednoznaczne utożsamienie się z danym zborem i wyznawaną przezeń wiarą. Wtedy zacznie żyć pełnią życia chrześcijańskiego. I oczywiście, to wszystko będzie miało miejsce, niemniej z tą pełnią to nie do końca jest prawda. Życie chrześcijanina na ziemi jest życiem chrześcijanina na ziemi, a nie w niebie, co oznacza że wszystko się nie zmieni.</p>
<p>Znów chrześcijanie dłużej wierzący mogą wyczekiwać na jakiś punkt zwrotny w swym życiu. Może tęsknią do zupełnej bezgrzeszności; mają wielkie pragnienie bycia zupełnie świętym i oddanym Bogu. I szukają sposobu, by tak właśnie się zaczęło w ich życiu dziać. To może sprawić, że zaczną słuchać osób, które będą ich namawiać do przeżycia chrztu w Duchu Świętym, czy tez wzywać do napełnienia się Duchem. Wtedy, obiecuje im się, wszystko się zmieni. Zaczniesz być tak święty jak jeszcze nigdy nie byłeś (czy byłaś). Zapanuje w Twoim życiu wreszcie prawdziwa doskonałość świętości. To znów, oczywiście kłamstwo. Uwolnienie od tego ciała śmierci nastąpi dopiero, gdy Chrystus powróci; niebo będzie w niebie.</p>
<p>Oczywiście, te kroki, czy chwile, które opisałem w bardzo istotny sposób ZMIENIĄ bądź mogą zmienić nas i nasze życie. Nowa kaplica z pewnością jest wspaniałym narzędziem, które Bóg może użyć aby rozkrzewiać szerzej Ewangelię; które ułatwia nam głoszenie, oraz w końcu, które daje nam radość i umożliwia np. dłuższe społeczności, czy organizowanie różnych zborowych wydarzeń w tygodniu. Rozwiązanie jakiegoś palącego problemu z pewnością oczyszcza kościół i daje fundament pod budowanie czegoś nowego. Przełamanie snu duchowego w zborze niewątpliwie sprawi, że zaczniemy doświadczać nowych, wspaniałych błogosławieństw. Małżeństwo znów, poza decyzją o zaufaniu Chrystusowi, jest prawdopodobnie najbardziej brzemienną w skutki decyzją życia. Nowa praca czy nowe mieszkanie jest wspaniałym źródłem radości a przede wszystkim w oczywisty sposób pomaga nam żyć. Chrzest czy doświadczenie Bożej bliskości w jakiś szczególny sposób to również doświadczenia, które kształtują bardzo wyraźnie nasze życie.</p>
<p>Czy pamiętamy jednak, że niebo będzie w niebie? Czy pamiętamy, że pomimo niewątpliwej wartości tych wszystkich wydarzeń one nie są odpowiedzią na wszystkie problemy? Że nie sprawią, że pozbędziemy całkowicie się bólu, cierpienia, rozczarowań, grzechu w naszym sercu, problemów i w końcu konieczności ciągłego wyczekiwania na to miejsce, gdzie właśnie tego wszystkiego - w odróżnieniu od ziemi - już doświadczać nie będziemy?</p>
<p>Jeśli o tym nie pamiętamy, to żyjemy fikcją. Czyli karmimy się złudnymi nadziejami, "pobożnymi życzeniami"; naiwnymi i nie mającymi nic wspólnego z Bożą prawdą ckliwymi myślami, które wcale się Bogu nie podobają, bo są cukierkową, nie mającą zbyt wiele wspólnego z prawdziwym chrześcijaństwem bajeczką; są oczekiwaniem na drogę na skróty, które nie ma. Niebo będzie w niebie, a teraz jesteśmy na ziemi, i doświadczamy tego wszystkiego, co się z ziemią wiąże.</p>
<p>Oczywiście, mamy prawo oczekiwać od Boga, że będzie lepiej. Że będzie nas zmieniał; że będzie rozwijał nasze zbory; że będzie czuwał nad naszym życiem; że będzie nas prowadził, i przekształcał mocą Ewangelii Chrystusowej i swego Ducha. Mamy prawo oczekiwać na Boże działanie. Mamy prawo, i zaszczyt i wielki przywilej prosić Boga o Jego ingerencję, i posiadamy wspaniałe obietnice, że prawdziwie słucha nas, i chce słuchać, i chce odpowiadać i zmieniać świat poprzez nasze modlitwy. Niemniej, niebo będzie w niebie.</p>
<p>Doznasz rozczarowania, jeśli o tym zapomnisz. Oczekując nieba na ziemi, prędzej lub później przekonasz się, że niebo będzie w niebie. Tak to Bóg zaplanował i tak to właśnie będzie. I będzie to bolało. Więcej, może nawet zwrócisz się z pretensją do Boga: "Boże, to nie tak miało być. Dlaczego znów doświadczam cierpienia? Dlaczego dalej są problemy? Dlaczego to już nie jest czas na odpoczynek, ale cały czas musze walczyć ze sobą, z moim grzechem? Dlaczego? Boże, czy mnie opuściłeś? Czy ja w ogóle jestem Twoim dzieckiem? A może to Ciebie tak naprawdę nie ma?"</p>
<p>Dalej, jeśli kogoś nauczałeś, że niebo może być na ziemi, to możesz zranić ludzi. A Pan Jezus wyraźnie powiedział, że lepiej by było dla Ciebie, byś zginął, niż byś zgorszył maluczkich (Mt 18:6). Nie wolno nam dawać innej nadziei, niż tej opartej na Bożych obietnicach, bo innej po prostu nie ma. I ta, która jest, jest wspaniała, choć często nie zaspokaja naszego pędu do doświadczania wszystkich błogosławieństw teraz. A teraz jeszcze na pełnię nie jest czas. Bo niebo będzie w niebie. Dlatego również taka postawa nie oddaje chwały Bogu, bo lekceważy cechy etapu w historii zbawienia, który dał Bóg.</p>
<p>Cóż więc mamy robić? Myślę, że odpowiedzią jest dla nas Księga Kaznodziei Salomona. Salomon widział bardziej niż każdy z nas zarówno blaski jak i cienie życia. Mógł mieć wszystko i w pewnym sensie wszystko, przez swoje odstępstwo od Boga, stracił. Doświadczył i dobrego i złego w stopniu, w którym nam to nie jest dane. Jego kazanie uczy nas trzech rzeczy: po pierwsze, bardzo wyraźnie, że ziemia to nie niebo. Marność nad marnościami. Nie zaprzeczajmy temu. To głupota, marzycielstwo czy wręcz szaleństwo temu zaprzeczać. Po drugie, że mamy się cieszyć. Bo mamy w owej marności, pomimo pewnej niedoskonałości, którą wszystko jest naznaczone, powody ku temu; i brakiem wdzięczności wobec Boga jest lekceważenie tych błogosławieństw, które na nas zsyła - jedzenia, picia, piękna żony (siostry musza wybaczyć Salomonowi typowo męski punkt widzenia - w końcu był mężczyzną; niemniej, z pewnością wniosek Salomona odnosi się również do sióstr i ich mężów) i możliwości życia wiarą, w pojednaniu z Bogiem, w którego ręku jest wszystko. W końcu, po trzecie, że należy pamiętać o dniu sądu. A więc, że niebo nadejdzie. Przynajmniej dla niektórych. I w związku z tym, będąc owymi niektórymi, mamy pełne prawo żyć w owej wielkiej radości, że niebo będzie niebem, i choć na razie nieba nie ma, to będzie, a my tam będziemy.</p>
<p>Szanowny Czytelniku! Czy masz pewność, że Ciebie tam nie zabraknie? Obyśmy się tam wszyscy spotkali; obyśmy teraz potrafili się cieszyć z tego, co Bóg nam daje; i również teraz cieszyć się tym, co, choć nie jest, to z pewnością będzie. Bo niebo, nie co innego, ale prawdziwe niebo, będzie w niebie!</p>
<p>Artykuł ukazał się w miesięczniku "Słowo Prawdy".</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czarne Anioły i Komunistyczne Święto]]></title>
<link>http://wydrylowanyhazardius.wordpress.com/2008/03/08/czarne-anioly-i-komunistyczne-swieto/</link>
<pubDate>Sat, 08 Mar 2008 21:25:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>Hazardius</dc:creator>
<guid>http://wydrylowanyhazardius.wordpress.com/2008/03/08/czarne-anioly-i-komunistyczne-swieto/</guid>
<description><![CDATA[    Jestem szczęśliwy, że ktoś poszukujący frazy &#8220;czarne anioły&#8221; trafił na mój b]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>    Jestem szczęśliwy, że ktoś poszukujący frazy "czarne anioły" trafił na mój blog. Pewnie każdy wie, że czarne anioły to diabły i szatani. A także chluba aniołów - Lucyfer, Niosący Światło. Ten, który potrafił się zbuntować przeciw Najwyższemu pomimo tego, że nie miał żadnych szans by wygrać. Ten, który sam wybrał własną ścieżkę.</p>
<p>Tak! Lucyfer, podobnie jak Judasz, jest jedną z tych postaci, które chciałbym spotkać w życiu pozagrobowym. Tylko po to by porozmawiać. Kocham rozmawiać! Dziękuję osobie, która szukała czarnych aniołów. ;) One są wśród nas. xP</p>
<p>No i skoro piszę dziś, a nie kiedy indziej, należałoby pozdrowić wszystkie Kobiety, oraz osóbki płci pięknej. Dzień ten co prawda ustanowiony został przez władze komunistyczne, ale zawsze to jakaś okazja by złożyć życzenia. Tak. Pozdrawiam wszystkie osoby płci piękniejszej. Te, które nie zajrzą tutaj, te, które tutaj zajrzą raz, albo i kilka, oraz te, które czytają ten twór regularnie(Jest kilka z tego co wiem. :D). Tak więc: Miłości, Czułości, Wiary w siebie, Zdrowia, Wiedzy, że jesteście ważne, oraz Szczęścia ogólnie pojętego. :) I pamiętajcie. Prawdziwi faceci adorują Kobiety będące sobą. Nie bójcie się bycia sobą. Nie ukrywajcie za makijażem lub nieśmiałością. Jesteście Piękne! :)</p>
<p>Tyle bełkotu na dziś. Głowa mnie boli, a jeszcze sporo zadań czeka... ; (</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[2D]]></title>
<link>http://elcede.wordpress.com/?p=53</link>
<pubDate>Sat, 08 Mar 2008 18:56:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://elcede.wordpress.com/?p=53</guid>
<description><![CDATA[&#8220;Są dni, kiedy włóczę sie po targu,
Są dni, kiedy idę tam jak w letargu,
Są artykuły p]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="right"><span style="font-size:xx-small;"><em>"Są dni, kiedy włóczę sie po targu,<br />
Są dni, kiedy idę tam jak w letargu,<br />
Są artykuły pierwszej niepotrzeby<br />
I są dziewczyny przyjezdne z biedy."</em><br />
NieBoNie - Sfjetłana</span></p>
<p>To są dni magiczne i komiczne. Gdzie między niedojedzonym śniadaniem a koncertem, którego nie ma, pojawiają się uśmiechy i Fruitelle.</p>
<p>Cała historia zaczyna się w wigilię Ogólnopolskiego Święta Feministek, kiedy człowiek ma większą ochotę na piwo i spotkanie starych mord i twarzyczek, niezależnie od tego jakby nie były chore. Pucu, pucu, myju myju, Warszawiak dostał po ryju. No dobra, nie dostał, ale mi się zrymowało, a poezja ważniejsza od faktycznego stanu rzeczy w istości.</p>
<p>No więc miał to być zwykły wieczór w pubie, jednym z tych, gdzie wystrój nie przeszkadza, gdzie muzyka pieści uszy, a piwo jest dobre na dziurawą studencką kieszeń i na żołądek, który nienawidzi chrzczonego moczu. Ale, spontanicznie, plany uległy zmianie, poprawie, chciałoby się rzec, na lepsze - bo z pubu zrobiła się kawiarnia, a z piwa - czekolada. I to nie byle jaka czekolada, ale jedna z tych, które nie tylko pieszczą kubki smakowe, ale w dodatku je rozleniwiają, w efekcie tworząc na pod<strong>niebie</strong>niu mały <strong>raj</strong>. I tak właśnie chwile przy zastawie dwubiegunowej, bo z jednej strony bardzo ładnej, a z drugiej - trochę staroświeckiej, babcinie komunistycznej.</p>
<p>Potem nadszedł czas próby i wędrowania po mieście w celu bez celu, gdzie przy napatoczeniu się sklepu, osobnicy dwaj w postaci niemej i mej osoby, zaczęli rzucać pieniądzem na prawo i lewo, na artykuły pierwszej niepotrzeby i na alkohole tworzące wrażenie zakrzywiania czaso-przestrzeni między szyjką butelki, a kubkami smakowymi otwierającymi się, jak kwiaty na wiosnę, przed wspaniale nowym doświadczeniem smakowym. Ale nie czas na zabawy z achronologią, która i tak wdarła się w tekst, niby kornik wżerający się w spróchniałe drwo. Więc po wypiciu czekolady niealkoholizowanej, poszło się do sklepu, co różowy jest i złoty i w ogóle taki trochę lachoński. Ale sklep ten przyniósł zwykłym wyjadaczom chleba i rodzynek z sernika wiele rudości i radości z zakupów przedmiotów nibyminizwyczajnych, a jednak ciekawych. Ale to dopiero następnego dnia, bo dnia powszedniego, wigilijnego to jednak było tylko spotkanie z osobą chorą i bladą, a przez to strasznie inteligentną (z pozoru, który znikał razem z pierwszym wypowiedzianym słowem).</p>
<p>A więc następnie nastąpiło, co następuje: Poszło się z zakupionym piwem i oczywiście chrupkiem w ilości trochę większej niż jednej, ale na pewno niepoliczalnej według standardów ISO. I tak się siedziało i rozmawiało i piło do godziny 0-300, czy jakoś tak koło tego.</p>
<p>Gdzieś <em>między ciszą a ciszą</em> dzień się zmienił na taki bardziej świąteczny. To znaczy zmieniła się noc i doba, ale kogo to obchodzi!? Pewnie tylko tych, którzy formy co najmniej niużytkowe dostali w tym tekście w ilosći przynajmniej zatrważającej, a co za tym idzie średnio zrozumiałej. Ale mniejsza o to, a koń im stare lizał. Nastała kolejna doba i sen...</p>
<p>Kiedy sen się skończył, to kroki moje i nie tylko, bo także wycieczek różnych, zostały skierowane na rynek. A o 12 dwa kozły ofiarne na szczycie ratusza zaczęły się czerepami uderzać asymetrycznie, nieskonfigurowanie i niezsynchronizowanie. I wszyscy wpadali w śmiech, kiedy te dwa symbole Poznania stały w tym ciepłym i pochmurnym dniu na szczycie wieży pod zegarem i robiły za pajace dla publiczki. Aż się chciało krzyczeć z sadystycznym uśmiechem - "nie musicie liczyć, będzie dwanaście!". No i właściwie dzień się równie szybko zaczął co skończył, bo potoczył się jak z górki z prędkością odwrotnie proporcjonalnej do konia idącego pod górkę w czasie śnieżycy. Więc po obejrzeniu spektaklu codziennego i skonfigurowanego niczym dwunastnica, ruszyło się po prezenty z okazji dnia kobiet - balony, kubki, ***, ***, tajemnice, ***, gumy do żucia, które w dalszej części roznosiło się samym zainteresowanym - rudym potworom schorowanym oraz toaletowym dresiarom.</p>
<p>Dzień jednak się wciąż nie skończył - w lodówce chłodzi się piwo, fajka wodna moze jeszcze wyda z siebie ostatnie tchnienie, a dzień, tak miło rozpoczęty już wczoraj, zostanie uwieńczony we wspaniałym stylu. Taką mam nadzieję. A głupi ma zawsze szczęście.</p>
<p style="text-align:left;"><span style="font-size:x-small;"><em>Bonobo - The plug</em></span><br />
[audio http://lcd_88.w.interia.pl/The%20plug.mp3]</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Życie po śmierci - szkic biblijny]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/?p=60</link>
<pubDate>Tue, 04 Mar 2008 10:33:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.wordpress.com/?p=60</guid>
<description><![CDATA[Autor: Natan Chesed

1. Natura człowieka - trzy poglądy  
a) Dychotomia (dwudzielność). Najbardz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Autor: Natan Chesed<br />
</strong><br />
<strong>1. Natura człowieka - trzy poglądy</strong> <!--more--> </p>
<p>a) <strong>Dychotomia</strong> (dwudzielność). Najbardziej rozpowszechniony, prawowierny pogląd głosi, że człowiek składa się z dwóch elementów: z ciała i duszy (ducha) - Mat. 10:28; 1 Kor. 7:34. Dusza (duch) odnosi się do niematerialnej części człowieka, która nadal żyje po śmierci (Łuk. 12:20; 23:46). Słowa dusza i duch używane są zamiennie.</p>
<p>b) <strong>Trychotomia</strong> (trójdzielność). Błędny pogląd, którego broni tylko niewielu uczonych zakłada, że człowiek składa się z trzech elementów: z ciała, duszy i ducha. Zwolennicy tej idei opierają się np. na 1 Tes. 5:23. Jednakże apostoł Paweł nie twierdzi tutaj, że dusza i duch są odrębnymi cząstkami, lecz wyraził pragnienie, aby chrześcijanie byli całkowicie poświęceni Bogu, by każdy aspekt ich życia był oddany służbie Bożej. W Mar. 12:30 czytamy o miłowaniu Boga z całego serca, duszy, myśli i siły, lecz nie chodzi o to, że człowiek składa się z czterech różnych elementów. Mamy miłować Boga całymi sobą. W innych miejscach Paweł zdecydowanie opowiada się za dwudzielną charakterystyką człowieka (Rzym. 8:10; 1 Kor. 5:5; Kol. 2:5). Poza tym Biblia używa słów dusza i duch zamiennie (Łuk. 1:46, 47).</p>
<p>c) <strong>Monizm</strong> (jedyność). Jeszcze rzadziej występujący, nieprawowierny pogląd przekazuje myśl, że człowiek nie może istnieć poza swym ciałem, bo cały jest duszą, dlatego dusza po śmierci ciała nie istnieje. Według jego zwolenników będziemy ponownie żyli dopiero po zmartwychwstaniu. Między śmiercią a zmartwychwstaniem człowiek nie ma żadnej świadomości ani życia. Słowo Boże nie popiera takiego poglądu (np. Hebr. 12:22, 23 - duchy ludzi sprawiedliwych; Obj. 6:9, 10 - dusze zabitych).</p>
<p><strong>2. Czy dusza naprawdę jest nieśmiertelna?</strong></p>
<p>a) Absolutnie nieśmiertelny jest tylko Bóg (1 Tym. 6:15, 16).<br />
b) Pełną nieśmiertelność otrzymamy dopiero przy zmartwychwstaniu (1 Kor. 15:51-53).<br />
c) Dusza jest niematerialną cząstką człowieka, która nie ulega rozkładowi po śmierci ciała. Nie jest jednak nieśmiertelna sama z siebie, lecz to Bóg podtrzymuje ją przy życiu (Ps. 36:10; Hebr. 1:3). Gdyby tylko zechciał, mógłby zniszczyć duszę. Być może lepiej byłoby używać określenia dusza nie umierająca.<br />
d) W przeciwieństwie do filozofii greckiej i do religii Wschodu ideałem chrześcijaństwa jest zbawienie całego człowieka, jego ciała i duszy (Rzym. 8:11, 22, 23; 1 Piotra 1:9).</p>
<p><strong>3. Stan pośredni</strong> (między śmiercią a powszechnym zmartwychwstaniem), czyli co się dzieje z człowiekiem bezpośrednio po śmierci?</p>
<p>a) Dusze ludzi wiernych Chrystusowi natychmiast idą do Boga (2 Kor. 5:1, 8; Filip. 1:23).<br />
b) Dusze ludzi niewierzących i niewiernych od razu idą do piekła i cierpią męki (Łuk. 16:24-26).<br />
c) Biblia nie zawiera słowa „czyściec” ani nie naucza o takim miejscu. Teologia katolicka opiera tę naukę na apokryficznej księdze 2 Machabejskiej 12:42-45, na Mat. 5:26; 12:32 i 1 Kor. 3:15, lecz dowody te są niewystarczające.</p>
<p><strong>4. Ostateczny stan człowieka.</strong></p>
<p>Przy powtórnym przyjściu Chrystusa nastąpi powszechne zmartwychwstanie (Jana 5:28, 29; 1 Kor. 15:22; 1 Tes. 4:13-18). Ci, którzy dożyją powtórnego przyjścia, nie umrą, lecz zostaną przemienieni. Dusze zmarłych wiernych połączą się z nowymi, chwalebnymi ciałami podobnymi do ciała zmartwychwstałego Chrystusa (1 Kor. 15:51-54; Filip. 3:20, 21). Odbędzie się Sąd Ostateczny, po którym pobożni zostaną zabrani do nieba, by na zawsze być z Panem, a bezbożni pójdą na wieczne męki (Mat. 25:34, 41, 46; Obj. 14:9-11; 20:10-15).</p>
<p><strong>5. Do czego powinna nas pobudzać prawda o stanie umarłych</strong></p>
<p>Rzym. 2:4-11 - wiara, nawrócenie i dobre uczynki;<br />
Łuk. 12:4, 5 - bojaźń Boża;<br />
Obj. 2:10c - wierność;<br />
1 Kor. 15:54-57, 58 - wdzięczność i gorliwość;<br />
1 Tes. 4:13, 14, 18 - nadzieja i pocieszanie strapionych.</p>
<p>Copyright © Natan Chesed, 2004.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pytania o życie po śmierci]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/?p=58</link>
<pubDate>Tue, 04 Mar 2008 10:28:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.wordpress.com/?p=58</guid>
<description><![CDATA[Autor: Natan Chesed
Osoby, na których sposób myślenia wywarła wpływ doktryna Świadków Jehowy ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Autor: Natan Chesed</strong></p>
<p>Osoby, na których sposób myślenia wywarła wpływ doktryna Świadków Jehowy mają trudności ze zrozumieniem ortodoksyjnej nauki chrześcijańskiej na temat życia po śmierci. Poniższy tekst zawiera odpowiedzi na szereg pytań zadawanych przez ludzi, którzy na skutek kontaktów z poglądami Świadków nie wiedzą, jaka jest prawda biblijna. <!--more--> Materiał ten jest niepełną, roboczą wersją opracowania, o którego wydaniu mamy nadzieję poinformować szanownych czytelników w przyszłości.</p>
<p><strong>Czy w myśl Księgi Kaznodziei (Koheleta) 9:5, 10 umarli są pozbawieni świadomości?</strong></p>
<p>Słowa te brzmią: „Wiedzą bowiem żywi, że muszą umrzeć, lecz umarli nic nie wiedzą i już nie ma dla nich żadnej zapłaty, gdyż ich imię idzie w zapomnienie. (…) Na co natknie się twoja ręka, abyś to zrobił, to zrób według swojej możności, bo w krainie umarłych, do której idziesz, nie ma ani działania, ani zamysłów, ani poznania, ani mądrości” (Biblia Warszawska, dalej BW).</p>
<p>Warto zbadać kontekst tej wypowiedzi: „Wszystko to rozważyłem w swoim sercu” (9:1); znaczy to, że są to osobiste rozważania pisarza. „To jest najgorsze z wszystkich rzeczy, jakie się dzieją pod słońcem” (9:3). Werset ten wskazuje na fakt, że mowa tu o ziemskim życiu. Gdybyśmy mieli omawiany tekst brać w sensie absolutnym, to co zrobić z takimi zdaniami: „Już nie ma dla nich żadnej zapłaty”, „gdyż ich imię idzie w zapomnienie” oraz „nigdy już nie mają udziału w niczym z tego, co się dzieje pod słońcem” (9:5, 6)? Jak mają się one do informacji o tym, że imiona niektórych ludzi zapisane są w księdze żywota Baranka (Objawienie 3:5)? Jak pogodzić je z wypowiedzią skierowaną do Daniela, w myśl której nastąpi powszechne zmartwychwstanie i sam Daniel powróci do życia (Daniela 12:2, 13)? Najprościej jest stwierdzić, że Salomon nie rozpatruje tych zagadnień w sensie spraw ostatecznych, lecz w kontekście udziału w zwykłym, ziemskim życiu. W „Strażnicy” nr 13/1976, tom XCVI, na stronach 23 i 24, przyznano:</p>
<p>„Zapoznanie się z kontekstem pozwala nam stwierdzić, że Salomon, pisząc Księgę Koheleta (Kaznodziei), dał w niej wyraz swemu poglądowi na życie takie, jakim ono jest obecnie tu na ziemi, inaczej mówiąc ››pod słońcem‹‹, widziane - rzec by można - ze ściśle ludzkiego punktu widzenia, z obiektywnego stanowiska obserwatora. Nie bierze w tym miejscu pod uwagę zamierzenia Bożego co do zmartwychwstania…”.</p>
<p>„Salomon, przemawiając z pozycji obserwatora, wskazuje, iż ‘przeciętny’ człowiek na świecie wie, że umrze, gdyż widzi, jak wszyscy inni umierają. Zdaje sobie sprawę z czekającej go śmierci. Z obserwacji wie również, że gdy ktoś umrze, przestaje cokolwiek docierać do jego świadomości. Drudzy ludzie nie mogą już nic dla niego uczynić; pieniądz także nie ma dla niego znaczenia. Życie na świecie toczy się dalej, nawet jego krewni i przyjaciele w szybko płynącym strumieniu powszedniego życia nie mogą już go uwzględniać w swych planach i innych sprawach, toteż siłą rzeczy muszą z czasem o nim zapomnieć. Nie znaczy to, by nie pamiętali, iż kiedyś istniał, ale przestają liczyć się z nim, zanika jego rola czynnika znaczącego coś w ich życiu. Wiele cech jego osobowości idzie w niepamięć, a następne pokolenie wcale go nie zna”.</p>
<p>„Zmarły nie jest już w stanie przejawiać miłości, nienawiści ani zazdrości. Bez względu na to, jaką za życia posiadał władzę, jaki autorytet lub bogactwo, przechodzi to w inne ręce, a on nie ma nic więcej do powiedzenia w tej sprawie (Kohel. 2:21). W tym systemie rzeczy zakończył się jego udział w czymkolwiek i zniknąłby bezwzględnie na zawsze z pola widzenia, gdyby nie postanowienie Boże co do nowego porządku i zmartwychwstania”.</p>
<p>„Tak więc Salomon opisuje po prostu sytuację tak, jak by się przedstawiała, gdyby na obecnym świecie wszystko się kończyło i gdyby tylko tyle można było oczekiwać od życia”.</p>
<p>Autor tego artykułu zmuszony był przyznać, że konsekwentna interpretacja tego rozdziału musiałaby prowadzić do wniosku, że dla zmarłych nie ma żadnej nadziei. Dlaczego organizacja omawiając temat życia po śmierci zawsze odwołuje się do tej księgi, skoro ewidentnie poznanie spraw ostatecznych przez jej pisarza było bardzo cząstkowe? Czyż nie powinniśmy na te sprawy patrzeć przez pryzmat Nowego Testamentu i doskonałego dzieła „Chrystusa Jezusa, który śmierć zniszczył, a żywot i nieśmiertelność na jaśnię wywiódł przez ewangelię” (2 Tymoteusza 1:10)? Czyż nie lepiej jest przyjąć w z pokorą i prostotą prawdę o stanie przejściowym przekazaną w takich fragmentach, jak Łukasza 16:19-31; 2 Koryntian 5:1, 8; Filipian 1:23; Hebrajczyków 12:23; 1 Piotra 4:6; Objawienie (Apokalipsa) 6:9-11? Z wersetów tych wynika, że umarli żyją i zachowują świadomość. Pamiętanie o tym, że w Biblii mamy do czynienia z rozwojem objawienia Bożego i przyznawanie pierwszeństwa pełniejszemu światłu Nowego Testamentu ustrzeże nas przed popadnięciem w błąd.</p>
<p><strong>Czy zgodnie z Księgą Kaznodziei (Koheleta) 3:19-21 człowiek umiera tak, jak zwierzę?<br />
</strong>Czytamy tu: „Bo los synów ludzkich jest taki, jak los zwierząt, jednaki jest los obojga. Jak one umierają, tak umierają tamci; i wszyscy mają to samo tchnienie. Człowiek nie ma żadnej przewagi nad zwierzęciem. Bo wszystko jest marnością. Wszystko idzie na jedno miejsce; wszystko powstało z prochu i wszystko znowu w proch się obraca. Bo któż wie, czy dech synów ludzkich wznosi się ku górze, a dech zwierząt schodzi w dół na ziemię?” (BW).</p>
<p>Odnośnie tego fragmentu, w Biblii Poznańskiej czytamy: „1) Ruach to przede wszystkim tchnienie materialne i fizyczne, tchnienie nozdrzy, które daje życie i którego ustanie powoduje śmierć (por. Jb 34, 14-15; Ps 104, 29-30). 2) Nefesz jest określeniem rodzajowym osoby i istoty człowieka. Gdy ludzka istota została ożywiona tchnieniem, staje się ona istotą żyjącą - nefesz (por. Rdz 1,20; 2,7.19), gdy zaś tchnienie ustaje, staje się ona istotą umarłą (por. Lb 6,6; Kpł 21,11). 3) Kohelet mówi zawsze o ruach i nefesz na podstawie wyglądu zewnętrznego (apparentia) i zgodnie z terminologią ludową, a nie filozoficzną czy teologiczną” (kursywa moja - N. Ch.).</p>
<p>Rzecz w tym, że duch w Kaznodziei 3:19-21 różni się znaczeniowo od słowa „duch” występującego w takich tekstach Nowego Testamentu, jak Łukasza 23:46; Dzieje 7:59; Hebrajczyków 12:23, czy 1 Piotra 4:6. Rozważmy także sens słowa „duch” w 1 Koryntian 2:11; Marka 2:8; 14:38; Jana 11:33. Zauważmy, że chodzi tu o coś więcej niż tylko o tchnienie, które mają również zwierzęta. Trzeba również pamiętać o postępach w pojmowaniu istoty człowieka, zaznaczających się w NT.</p>
<p>Ponadto są tacy konserwatywni uczeni, którzy uważają, że w takich wersetach, jak Rodzaju (1 Mojżeszowa) 35:18; 1 Królewska 17:22; Psalm 86:13 już w Starym Testamencie zaznacza się przekonanie o istnieniu czegoś w rodzaju duszy. Niektórzy wskazują na wyrażenie „cienie” odnoszące się do zmarłych w Joba 26:5 oraz Izajasza 14:9. W świetle informacji zawartych w książce „Vine’s Expository Dictionary of Biblical Words” (Słownik objaśniający słowa biblijne Vine’a), hebrajskie słowo „ruach” ma następujące zasadnicze znaczenia:</p>
<p>Tchnienie - Jeremiasza 14:6; Psalm 33:6.<br />
Powietrze, wiatr - Joba 7:7; Jeremiasza 5:13; Rodzaju (1 Mojżeszowa) 3:8; Wyjścia (2 Mojżeszowa) 10:13, 19.<br />
Kierunek - Jeremiasza 49:36.<br />
Pierwiastek życia człowieka i zwierząt - Rodzaju (1 Mojżeszowa) 7:21, 21; Psalm 104:29.<br />
Usposobienie, temperament - Psalm 32:2; Ezechiela 13:3; Ps. 51:12.<br />
Umiejętność - Powtórzonego Prawa (5 Mojżeszowa) 34:9.<br />
Dusza ludzka - Przysłów (Przypowieści) 16:2; Izajasza 26:9 - synonimicznie ze słowem „nefesz”, podobnie Hioba (Joba) 7:11; Kaznodziei (Koheleta) 12:7.<br />
Aniołowie - 1 Królewska 22:21; 1 Samuela 16:14.<br />
Duch Święty - Rodzaju (1 Mojżeszowa) 1:2; Izajasza 63:10, 11; Psalm 51:13.</p>
<p>Natomiast zgodnie z wiadomościami zamieszczonymi w powyższym słowniku oraz w „Wielkim słowniku grecko-polskim Nowego Testamentu”, greckie słowo „pneuma” posiada m.in. takie znaczenia:</p>
<p>Wiatr - Jana 3:8; Hebrajczyków 1:7.<br />
Tchnienie - 2 Tesaloniczan 2:8; Objawienie (Apokalipsa) 11:11; 13:15.<br />
Usposobienie, stan myśli i ducha - 1 Koryntian 4:21; Galacjan (Galatów) 6:1; Efezjan 4:23; 1 Piotra 3:4.<br />
Źródło i siedziba poznania, woli, uczuć5. , miejsce duchowego życia człowieka - Mateusza 5:3; 26:41; Marka 2:8; 8:12; 14:38; Jana 11:33; 1 Koryntian 2:11.<br />
Niematerialny, niewidzialny element człowieka, mogący istnieć, bez ciała - Łukasza 8:55; 23:46; 24:37, 39; Dzieje 7:59; 1 Koryntian 5:5; 14:14; Hebrajczyków 12:9, 23; 1 Piotra 4:6.<br />
Aniołowie - dobrzy i źli - Hebrajczyków 1:14; Mateusza 8:16.<br />
Duch Święty - Jana 14:26; Dzieje 1:8.</p>
<p>Niektórzy autorzy łączą ze sobą definicje występujące w punktach 4 i 5 i odnoszą je do duszy.</p>
<p>Jak zatem się przekonujemy, Księga Kaznodziei 3:19-21 nie jest ostatnim słowem, jakie pada w Biblii na temat naszego stanu po śmierci. Człowiek nie umiera tak, jak zwierzę, choć kierując się zewnętrznymi pozorami można tak myśleć. Pisarz zaś Księgi Kaznodziei wyciągał wnioski na podstawie własnych obserwacji i doświadczeń. Trzeba przyznać rację komentarzowi do tych wersetów zamieszczonemu w dziele „Zondervan NIV Bible Commentary”, tom I, s. 1014: „Nie mówi się tu o duchu lub duszy człowieka, lecz ten duch lub tchnienie stanowią czynnik podtrzymujący życie, pochodzący od Boga (Rdz 6:17; Ps 104:29-30)”.</p>
<p><strong>Czy Księga Ezechiela 18:4, 20 naprawdę naucza, że dusza umiera?</strong></p>
<p>W Przekładzie Nowego Świata (dalej NŚ), w Biblii Gdańskiej i w innych tłumaczeniach, czytamy w Ezechiela 18:4, 20, że „dusza, która grzeszy, ta umrze”. Zdaniem Świadków Jehowy słowa te stanowią bezpośrednie zaprzeczenie nauki o nieśmiertelności duszy. Jednakże w tym samym rozdziale czytamy: „A gdy niegodziwy zawraca od swej niegodziwości, której się dopuszczał, i czyni zadość sprawiedliwości i prawości, to taki zachowa swoją duszę przy życiu. Gdy widzi i odwraca się od wszystkich swych występków, które popełnił, na pewno będzie żył. Nie umrze” (Ezechiela 18:27, 28, NŚ). Czy te wersety dowodzą z kolei nieśmiertelności duszy? Czytamy tu przecież, że nawrócony grzesznik zachowa swoją duszę przy życiu i nie umrze.</p>
<p>Fakty są takie, że Ezechiel nie porusza tu wcale kwestii wiecznego zbawienia. W dziele „Zondervan NIV Bible Commentary”, tom I, czytamy: „Życie i śmierć w tym kontekście nie są wieczne, lecz fizyczne” (s. 1301). Należy też zwrócić uwagę na fakt, że słowo „nefesz” nie występuje tu w znaczeniu niematerialnej duszy, lecz osoby, stąd inne przekłady tak oddają omawiane wersety: „Umrze tylko [ta] osoba, która zgrzeszyła” (Ezechiela 18:4, Biblia Tysiąclecia) „Ta osoba, która grzeszy, umrze” (Ezechiela 18:20, Biblia Poznańska). Co ciekawe, uczony Gerhard von Rad przypisuje słowu „nefesz” znaczenie „to, co żywe” i zaleca: „Ponieważ Hebrajczyk nie oddzielał funkcji duchowych od witalnych funkcji ciała (basar), powinniśmy, kiedy tylko to będzie możliwe, odstąpić od zwyczaju przekładania tego terminu przy użyciu naszego słowa ››dusza‹‹” („Teologia Starego Testamentu”, s. 128).</p>
<p>Warto przeczytać cały 18 rozdział Księgi Ezechiela. Wówczas przekonamy się, że dotyczy on następującej kwestii: Czy człowiek odpowiada przed Bogiem indywidualnie za swe czyny, czy też obejmuje go odpowiedzialność zbiorowa? Ezechiel odpowiada, że każdy odpowiada sam za siebie, bez względu na postępowanie jego przodków. Prorok w ogóle nie omawia tu zagadnienia życia wiecznego ani zmartwychwstania.</p>
<p><strong>Świadkowie Jehowy mówią, że „dusza” w Mateusza 10:28 oznacza życie</strong></p>
<p>To prawda, że niektórzy bibliści twierdzą, że grecki wyraz „psyche” w Mateusza 10:28 oznacza życie; inni jednak twierdzą, iż odnosi się on do duszy. Zauważmy, że nawet, jeśli w tym wersecie słowo „dusza” zastąpimy wyrazem „życie”, to i tak naucza on, że coś z człowieka pozostaje nadal; istnieje jakieś życie, którego ludzie nie zdołają zabić. Zatem zmiana znaczenia słowa „psyche” niewiele daje, a nawet czegoś pozbawia ową duszę. Czego? Tożsamości, bowiem staje się ona jedynie bezosobowym życiem. I tu jest sedno sprawy i problem dla Świadków. Co jest jądrem człowieka, jego osnową, na którą zostanie nałożone ciało w dniu powszechnego zmartwychwstania? Osoby wierzące w nieśmiertelność duszy (ściślej, w to, że dusza ludzka nie podlega rozkładowi i śmierci, a podtrzymuje ją przy życiu Stwórca), nie mają z tym problemu. Świadkowie poradzili sobie z tą kwestią w ten sposób, że nauczają, iż pobożni zmarli są w pamięci u Boga. A zatem w pewnym sensie żyją! Porównajmy z tym naukę Mistrza, że „Nie jest On przeto Bogiem umarłych, ale żywych. Dla niego wszyscy żyją” - Łukasza 22:37, 38.</p>
<p>Weźmy też pod uwagę fakt, że w innych miejscach Nowego Testamentu słowo „psyche” bywa używane w innym znaczeniu niż tylko życie, sugerując wewnętrzną, duchową jaźń - 1 Piotra 1:9; 2:11. W Liście do Hebrajczyków jest mowa o „duchach ludzi sprawiedliwych, którzy osiągnęli doskonałość” (12:23). Księga Objawienia wspomina o duszach męczenników znajdujących się w niebie jeszcze przed powszechnym zmartwychwstaniem; są one świadome i wypowiadają się (6:9-11). Apostoł Paweł mówi w sposób obrazowy o tym, że po śmierci nasze ciała się rozpadają, a my mamy dom w niebie (2 Koryntian 5:1-10). Ten sam apostoł pragnął rozstać się z życiem i być z Chrystusem, bo to daleko lepiej (Filipian 1:21-24). Gdyby czekały go nieświadomość i uśpienie, nie powiedziałby, że to daleko lepiej.</p>
<p>Pozostaje nam tylko odpowiedzieć na typowy zarzut Świadków, że w drugiej części Mateusza 10:28 napisano: „Bójcie się raczej tego, który może i duszę i ciało zniszczyć w piekle”. Świadkowie argumentują, że dusza podlega zniszczeniu w Gehennie, co ich zdaniem jest równoznaczne z wymazaniem z istnienia. Czy mają rację? Występujące tu greckie słowo „apollumi” znaczy m.in.: „niszczyć, gubić, zabijać, gładzić, tracić” („Wielki słownik grecko-polski Nowego Testamentu”, s. 64). Nie zawsze jednak jest równoznaczne z niszczeniem czegoś lub kogoś w sensie unicestwienia. Na przykład w Ewangelii według Jana 6:39, NŚ napisano: „A wolą tego, który mnie posłał, jest, żebym nic nie stracił ze wszystkiego, co mi dał, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatnim”. Jak widać, słowo „apollumi” występuje tu w sensie utraty lub zgubienia kogoś. Podobny sens ma Ewangelia według Jana 18:9. W innych wersetach jest mowa, że człowiek, który z szacunku dla Chrystusa wyświadczy dobro Jego uczniom, „na pewno nie straci swojej nagrody” (Mateusza 10:42, NŚ; Marka 9:41, NŚ). Słowo „apollumi” występuje również w Jezusowym podobieństwie o zgubionej owcy i zgubionej drachmie (Łukasza 15:4, 8, 9). Zgubiona owca ani zgubiona drachma nie przestały istnieć, lecz po prostu zaginęły. Nasuwa to wniosek, że zgubienie grzesznika w Gehennie lub piekle nie musi oznaczać, że przestanie on istnieć. Dlatego w innych przekładach użyto słowa „zatracić” (Biblia Gdańska, Biblia Poznańska, Nowy Testament w przekładzie z greki ks. Dąbrowskiego) lub „zgubić” (Nowy Testament. Przekład na Wielki Jubileusz Roku 2000).</p>
<p>Pomocne wskazówki znajdujemy w innych wersetach. Księga Objawienia 20:10, NŚ stwierdza, że ci, którzy znajdą się w jeziorze ognia „będą męczeni dzień i noc na wieki wieków”. Ta sama księga informuje nas, że, ten, kto odda cześć bestii „na pewno będzie ogniem i siarką męczony wobec świętych aniołów i wobec Baranka. I dym ich męczarni wznosi się na wieki wieków, a nie mają odpoczynku we dnie i w nocy ci, którzy oddają cześć bestii i jej wizerunkowi, oraz każdy, kto przyjmuje znamię jej imienia” (Objawienie 14:10, 11, NŚ). Występujące w powyższych wersetach greckie słowo „basanizo” znaczy „torturować, męczyć, dręczyć, nękać zadawać katusze, katować” („Wielki słownik grecko-polski Nowego Testamentu”, s. 92). Na pewno zauważyliśmy również, że cierpienia bezbożnych będą trwać „dzień i noc”, czyli stale i nieprzerwanie, oraz „na wieki wieków”, to jest na zawsze. Z tej przyczyny Pan Jezus ostrzegał, że jeśli chodzi o człowieka, który sieje straszne zgorszenie „pożyteczniej byłoby dla niego, żeby mu zawieszono u szyi kamień młyński, jaki bywa obracany przez osła, i utopiono go w szerokim, otwartym morzu” (Mateusza 18:6, NŚ). Znaczy to, że czeka go coś gorszego niż nagła śmierć (utopienie z ciężarem na szyi). Mistrz powiedział też o Judaszu, że „Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie urodził”, co również potwierdza, że kara będzie surowsza niż nieistnienie równoznaczne z tym, że ktoś się nie urodził. Zastanawia też fakt, że w Liście do Rzymian 2:8, 9, NŚ napisano, że bezbożnych czeka „srogie zagniewanie i gniew, ucisk i udręka”. Nie brzmi to jak unicestwienie, lecz kojarzy się z cierpieniami.</p>
<p>Niech za podsumowanie naszych rozważań nad Ewangelią Mateusza 10:28 posłuży inna wersja tej wypowiedzi zamieszczona w Ewangelii według Łukasza 12:4, 5, NŚ: „Ponadto mówię wam, moi przyjaciele: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nie są w stanie nic więcej uczynić. Ale wskaże wam, kogo się bać: Bójcie się tego, który gdy zabije, ma władzę wrzucić do Gehenny (w innych przekładach „piekła” - przyp. red.). Tak, mówię wam: Tego się bójcie”. Nie ulega zatem wątpliwości, że Bóg może ukarać człowieka surowszą karą niż tylko zabiciem ciała i może wrzucić go w miejsce wiecznych cierpień lub wtrącić w takie udręki.</p>
<p>W świetle powyższych faktów wbrew zabiegom Świadków Ewangelia według Mateusza 10:28 nadal pozostaje mocnym argumentem na rzecz nieśmiertelności duszy i piekła.</p>
<p><strong>Czy wiara w duszę nieśmiertelną nie kłóci się z prawdą o nieśmiertelności Boga i wiarą w zmartwychwstanie?</strong><br />
Teologia chrześcijańska odróżnia jakość nieśmiertelności duszy ludzkiej od nieśmiertelności Boga. Ks. Wincenty Granat napisał: „Tylko Bóg jest nieśmiertelny z całej istoty swego bytu, tj. nigdy nie może przestać istnieć; wszystko poza Nim jest przygodne, może tedy zniknąć, a więc z tej racji jest śmiertelne. Mówiąc o nieśmiertelności duszy ludzkiej mamy na uwadze jej naturę nie zawierającą w sobie pierwiastków wewnętrznego rozkładu, czyli z tego względu nie podlegającą śmierci. Mimo to dusza ludzka jako byt przygodny mogłaby przestać istnieć, jeśli Bóg nie powstrzymywałby jej stale w bytowaniu i działaniu” („Eschatologia”, s. 79).</p>
<p>Żaden kościół chrześcijański nie głosi, że życie wieczne sprowadza się do tego, że człowiek będzie żył jako bezcielesna dusza. Przeciwnie, ostatecznym celem jest połączenie duszy z chwalebnym zmartwychwstałym ciałem (Filipian 3:20, 21; 1 Koryntian 15:35-58; Rzymian 8:11). Zbawienie chrześcijańskie nie dotyczy tylko duszy, lecz obejmuje też ciało; Paweł wspomina o „odkupieniu ciała naszego” (Rzymian 8:23).</p>
<p><strong>Gdzie poszli Łazarz i łotr?</strong></p>
<p>Problem Łazarza został przez autorów publikacji Towarzystwa Strażnica niesłusznie wyolbrzymiony. Gdzie był? Prawdopodobnie był w Hadesie, w jego błogosławionej części. „Pewne koła żydowskie, współczesne Chrystusowi i apostołom, wierzyły w życie pozagrobowe; wierzyły, iż dusza może istnieć w odłączeniu od ciała, że dusze zmarłych zaraz po śmierci czeka jakiś sąd, od którego zależy ich okres przejściowy - szczęśliwy lub pełen udręki, kończący się ostatecznym sądem, zmartwychwstaniem chwalebnym sprawiedliwych i hańbą bezbożnych” (Ks. Jan Stępień, „Teologia świętego Pawła”, s. 206). Wierzono, że Szeol lub Hades mają dwie części - błogosławioną i przeklętą. Trzeba pamiętać o tym, że po prostu w ogóle nie wiemy, co mówił po swym zmartwychwstaniu Łazarz. Ewangelia według Jana nie zawiera żadnych jego słów, które wypowiedział po powrocie do życia ziemskiego. Zatem Towarzystwo argumentuje w sposób nieuczciwy: „Skoro nic nie powiedział, to znaczy, że po śmierci nic nie ma i był nieświadomy”. Jest to argumentacja oparta na braku dowodów. Skoro Biblia nie zawiera żadnej wypowiedzi Łazarza, to nikt nie ma prawa na tej podstawie wyciągać wniosków o tym, co powiedział albo czego nie powiedział. Poza tym sprawozdania ewangeliczne są bardzo zwięzłe.</p>
<p>Jeśli chodzi o łotra z Łukasza 23:43, to znalazł się podobnie jak Łazarz w błogosławionej części Szeolu lub Hadesu. Na fakt, że już po śmierci można zaznawać rajskiego szczęścia wskazuje fragment podobieństwa o bogaczu i Łazarzu: „teraz on tutaj doznaje pociechy” (Łukasza 16:25). Łotr znalazł się wraz z Jezusem w tej rajskiej części Hadesu.</p>
<p><strong>Czy Księga Jeremiasza 7:31 nie obala nauki o wiecznych mękach?</strong></p>
<p>Werset ten brzmi: „I powznosili wyżyny Tofet w dolinie syna Hinnoma, aby palić swych synów i swe córki w ogniu, czego nie nakazałem i co nie zrodziło się w moim sercu” (NŚ). Świadkowie w oparciu o ten fragment wysuwają następujący argument: „Jeżeli w sercu Boga nigdy nie powstała myśl o paleniu ludzi w ogniu, to czy byłoby rzeczą rozsądną wierzyć, że stworzył ogniste piekło dla tych, którzy nie chcą Mu służyć?” („Będziesz mógł żyć wiecznie w raju na ziemi” s. 81).</p>
<p>Czy jest to uczciwa argumentacja? Czy faktycznie Bóg nigdy nie pomyślał o paleniu ludzi w ogniu, czy też w Księdze Jeremiasza chodzi o składanie ludzi w ofierze całopalnej dla pogańskiego bożka?</p>
<p>W Księdze Kapłańskiej (3 Mojżeszowej) 20:14, NŚ znajdujemy następujący nakaz Boży: „,Jeśli mężczyzna weźmie sobie kobietę oraz jej matkę, jest to rozpasanie. Należy go wraz z nimi spalić w ogniu, żeby rozpasanie nie pozostawało wśród was”. Z kolei w Księdze Kapłańskiej 21:9, NŚ czytamy: „,A jeśli córka kapłana skala się uprawianiem nierządu, to kala swego ojca. Należy ją spalić w ogniu”.</p>
<p>Poza tym również w samej Księdze Jeremiasza pojawia się następująca wypowiedź Stwórcy: „Wy zaś słuchajcie słowa Jehowy, wszyscy wygnańcy, których odesłałem z Jerozolimy do Babilonu. Oto, co Jehowa Zastępów, Bóg Izraela, rzekł o Achabie, synu Kolajasza, i do Sedekiasza, syna Maasejasza, którzy wam prorokują fałsz w moim imieniu: ,Oto wydaję ich w rękę Nebukadreccara, króla Babilonu, i on ich zabije na waszych oczach. I cała grupa wygnańców judzkich, która jest w Babilonie, weźmie od nich przekleństwo, mówiące: ››Niech Jehowa ci uczyni jak Sedekiaszowi i jak Achabowi, których król Babilonu upiekł w ogniu!‹‹” (Jeremiasza 29:20-22, NŚ). Jak widać, Bóg nie miał nic przeciwko temu, że owi dwaj prorocy zostali upieczeni w ogniu. Co więcej, nawet wypowiedział przekleństwo, w którym uznał za stosowne przestrzec innych przed podobną karą, jaka spadła na wspomnianych fałszywych proroków.</p>
<p>Skoro Wszechmocny nie uznał palenia ludzi w ogniu za coś absolutnie niedopuszczalnego, a nawet sam nakazał dokonywanie takich egzekucji w swym Prawie, to jak należy pojmować Jego wypowiedź z Księgi Jeremiasza 7:31? Wskazówki dostarcza Księga Jeremiasza 19:5, NŚ: „I wznieśli wyżyny Baala, by palić w ogniu swych synów jako całopalenia dla Baala, czego im nie nakazałem ani o czym nie mówiłem i co nie zrodziło się w moim sercu”’. Jest zatem rzeczą oczywistą, że tym, co było obce sercu Bożemu, było składanie ofiar całopalnych z ludzi dla fałszywych bóstw. Pan mówi tutaj, że tego nie nakazał; faktem jest, że tego zabronił - Kapłańska (3 Mojżeszowa) 18:21. Jak się jednak przekonaliśmy, Jahwe nakazał palenie w ogniu ludzi dopuszczających się strasznych grzechów.</p>
<p>Choć może trudno nam to przyjąć, Pan Jezus powie potępionym: „Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom” (Mateusza 25:41, BW). Ewangelia według Marka zapewnia, że będzie to „ogień nieugaszony”, który „nie gaśnie” (Marka 8:43, 44, BW). Księga Objawienia nie pozostawia złudzeń co do długości trwania cierpień osób, które znajdą się w tym ogniu, gdyż czytamy w niej, że „będą dręczeni dniem i nocą na wieki wieków” (Objawienie 20:10, BW).</p>
<p>Wobec tego, zamiast wyrywać z Biblii wersety nie odnoszące się do piekła (jak tekst z Jeremiasza 7:31) i nadawać im narzucony sens, lepiej pokornie uznać gorzką prawdę o wiecznym potępieniu niezbawionych.</p>
<p><strong>Czy nauka o wiecznych mękach nie przeczy prawdzie o miłości Bożej?</strong></p>
<p>Nie, nie zachodzi tu sprzeczność, gdyż wieczna kara jest wyrazem innego ważnego przymiotu, jakim jest sprawiedliwość Boga. Nie należy przeciwstawiać miłości Boga Jego sprawiedliwości, bowiem u Pana cechy te pozostają ze sobą w doskonałej harmonii. Chociaż nie potrafimy tego w pełni pojąć, prawdziwa jest wypowiedź z Księgi Przypowieści 16:4: „Pan wszystko uczynił dla swoich celów, nawet bezbożnego na dzień sądu”. W Bożym porządku jest miejsce nie tylko na nagrodę i błogosławieństwo, lecz również na karę i potępienie. Ponadto Świadkowie Jehowy są przekonani, że Pan Jezus jest pełen miłości Bożej, wielce miłosierny i łaskawy. Tymczasem to właśnie Chrystus wypowiedział najwięcej przestróg przed ogniem piekielnym (Mateusza 5:29, 30; 8:12; 10:28; 13:41, 42; 18:8, 9; 25:41, 46; Marka 9:42-48, itp.).</p>
<p>Błędne jest też przedstawianie Stwórcy karzącego piekłem jako sadysty, gdyż nigdzie nie czytamy, że Najwyższy będzie się znęcał nad potępionymi. Musimy też pamiętać, że wieczną karę przedstawiono w Biblii za pomocą obrazów, których sens sprowadza się do wiecznych cierpień. Należy unikać naiwnych, ludowych wyobrażeń o diabłach gotujących grzeszników w kotłach. Przecież demony też będą wiecznie cierpieć, będąc obiektami kary, a nie jej wykonawcami (Objawienie 20:10; Mateusza 25:41).</p>
<p><strong>Cielesne zmartwychwstanie</strong></p>
<p>Jakie ma znaczenie nauka o cielesnym zmartwychwstaniu Chrystusa? Ma ona po prostu taki sens, że jest to jedna ze starożytnych prawd wiary chrześcijańskiej, którą - podobnie jak wiele innych nauk - wypaczyli przywódcy Świadków. Pan powiedział, że w trzy dni odbuduje świątynię swego ciała (Jana 2:19-22). Po zmartwychwstaniu zaprzeczył, jakoby był duchem (Łukasza 24:36-40). Niektórzy Świadkowie pytają, jak się do tego ma 1 Koryntian 15:50? Otóż „ciało i krew” oznaczają tu prawdopodobnie ziemskiego, grzesznego człowieka, na co wskazuje druga część wersetu - „ani to, co skażone, nie odziedziczy tego, co nieskażone”. Ciało Zmartwychwstałego było chwalebne, wyniesione do wyższej godności, by mogło żyć w niebie; podobne ciała mają otrzymać wierzący zmarli, zaś ci, którzy dożyją przyjścia Pana, zostaną przemienieni w takie ciała (Filipian 3:20, 21; 1 Tesaloniczan 4:15-17; 1 Koryntian 15:42-54). Ciało ewidentnie ulega rozkładowi, lecz tym, co z człowieka zostaje jest dusza. Duszę możemy nazwać osnową lub jaźnią, która bez ciała jest niekompletna. Dlatego mówimy o zmartwychwstaniu ciał.</p>
<p><strong>W jakim sensie zbawieni będą jak aniołowie? Czy będą duchami?</strong></p>
<p>„Bo przy zmartwychwstaniu ani mężczyźni się nie żenią, ani kobiety nie wychodzą za mąż, ale są jak aniołowie w niebie” (Mateusza 22:30, NŚ). Sens tego wersetu jest prawdopodobnie taki: zbawieni będą nieskażeni i nieśmiertelni jak aniołowie oraz podobnie do aniołów nie będą zakładać rodzin. Zatem nie chodzi tu o zrównanie nas z aniołami w tym sensie, że staniemy się jak oni duchami, lecz że nasze „warunki życiowe” będą podobne do ich warunków. Werset ten stanowi dowód, że życie wieczne nie będzie kontynuacją teraźniejszej egzystencji lub unieśmiertelnieniem ziemskiego porządku życia. Przeciwnie, życie w wieczności będzie czymś daleko wspanialszym, będzie to zupełnie nowa jakość. Z tych powodów ilustracje przedstawiające „raj” w publikacjach Towarzystwa Strażnica należy uznać za przejaw myślenia o rzeczach ziemskich (por. Filipian 3:19-21). Tymczasem Słowo Boże zaleca: „O tym, co w górze, myślcie, nie o tym, co na ziemi” (Kolosan 3:2, BW).</p>
<p>Copyright © Natan Chesed, 2005.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sommerliebe]]></title>
<link>http://bawidelka.wordpress.com/?p=441</link>
<pubDate>Thu, 14 Feb 2008 23:39:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mag</dc:creator>
<guid>http://bawidelka.wordpress.com/?p=441</guid>
<description><![CDATA[ impresja
Lato w tym roku przyszło zupełnie niespodziewanie gdzieś w początkach lutego; wpakowa]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><i> impresja</i></p>
<p>Lato w tym roku przyszło zupełnie niespodziewanie gdzieś w początkach lutego; wpakowało mi się do pokoju, usiadło za plecami, pomału weszło pod bluzkę, przejechało palcem między łopatkami i jednym szybkim ruchem przełożyło mnie przez kolano, wyciągnęło pas i złoiło mi skórę zacnie, a ostatecznie wybijając z głowy wszelkiego typu niekończące się wiosny, sosny, bałamuctwa i nieuctwa; następnie odstawiło mnie na miejsce, poprawiło włosy, pocałowało w policzek, otuliło kocem i powiedziało głosem niskim i pysznym, o smaku dojrzałych czereśni i wydrylowanych śliwek: - <i>Pani przypalony makaron czuć już z kilometra. </i></p>
<p>Spojrzałam w to lato, jak się patrzy raz pierwszy i raz ostatni, wpakowałam mu łokieć w oko, zdzieliłam po głowie, usiadłam na klatce piersiowej i przytamowałam mu oddech bezczelnie, namiętnie wciskając piąstkę do gardła i wyjmując garściami z przełyku, patyku roje motyli popaćkanych uśmiechami, oddechami, dotykami, tobie, mi.<br />
A lato na to spokojnie, upojnie opluło mnie tym skrzydleniem, tętnieniem, zatkało buzię, zawiesiło między sufitem i podłogą, błogo, niebogo i kazało się poddać, oddać, tak.</p>
<p>I kiedy obudziłam sie dziś, ptyś, ręką uderzyłam w poduszkę, podrapałam się za uszkiem, to nie musiałam oczu otwierać, szperać, szukać, mrugać - ot lato zwyczajnie siedziało tuż przy mnie, tuliło, muliło, uśmiechało i fikało. Roześmiałam się razem z nim, motylami oplułam cały sufit, z kołdrą podroczyłam się, umiejętnie z łóżka spadłam i w wybuchu wszystkich tętnic na raz zrozumiałam - zachorowałam. Beknęłam jeszcze ostatnim motylem, zasłoniłam grzecznie usta dłonią i z bezczelną miną zrzuciłam sufit na podłogę.</p>
<p>I teraz mam niebo na ziemi.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wyścig balonów nad Berlinem, 1908 ]]></title>
<link>http://szulima.wordpress.com/2008/02/07/wyscig-balonow-nad-berlinem-1908/</link>
<pubDate>Thu, 07 Feb 2008 22:33:31 +0000</pubDate>
<dc:creator>szulima</dc:creator>
<guid>http://szulima.wordpress.com/2008/02/07/wyscig-balonow-nad-berlinem-1908/</guid>
<description><![CDATA[ 	No Known Restrictions: Berlin Balloon Race from the Bain Collection, 1908 (LOC), 
originally uploa]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class="flickr-frame"> 	<a href="http://www.flickr.com/photos/pingnews/461040378/" title="photo sharing"><img src="http://farm1.static.flickr.com/243/461040378_49624ae4ba.jpg" class="flickr-photo" /></a><span class="flickr-caption"><a href="http://www.flickr.com/photos/pingnews/461040378/">No Known Restrictions: Berlin Balloon Race from the Bain Collection, 1908 (LOC)</a>, </span></div>
<div class="flickr-frame"><span class="flickr-caption">originally uploaded by <a href="http://www.flickr.com/people/pingnews/">pingnews.com</a>.</span></div>
<p class="flickr-yourcomment"> 	Kolejny skarb na Flickr.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
