<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>mysl &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/mysl/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "mysl"</description>
	<pubDate>Sat, 17 May 2008 20:59:13 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[obojętność]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/?p=54</link>
<pubDate>Thu, 08 May 2008 12:42:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.wordpress.com/?p=54</guid>
<description><![CDATA[&#8220;Ważne jest, abyś zachował zdolność przeżywania, aby istniały rzeczy, które mogą cię]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em>"Ważne jest, abyś zachował zdolność przeżywania, aby istniały rzeczy, które mogą cię zadziwić, wywołać wstrząs. Ważne jest, aby nie dotknęła cię straszna choroba - obojętność."</em> R. Kapuściński</p>
<p>Kim zatem jest osoba, która wymusza na nas obojętność? Wirusem, bakterią?</p>
<p>Co zrobić, gdy przez nią naprawdę zauważasz w sobie symptomy obojętności?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[inteligent]]></title>
<link>http://omlk.wordpress.com/?p=49</link>
<pubDate>Mon, 05 May 2008 11:10:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>omlk</dc:creator>
<guid>http://omlk.wordpress.com/?p=49</guid>
<description><![CDATA[Trudno opisać jak bardzo ich nienawidził. Teraz czuł to wyraźnie. Czuł ten ogromny, niewyjaśni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Trudno opisać jak bardzo ich nienawidził. Teraz czuł to wyraźnie. Czuł ten ogromny, niewyjaśniony żal. Do wszystkich, którzy sprawili, że uwierzył w siebie. Uwierzył, że jest wystarczająco DOBRY w tym co robi.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie stało się to tak z dnia na dzień. Dosyć długo bronił się przed słowami życzliwych mu ludzi. Nie wierzył im i miał się z tym dobrze. Miał wystarczającą motywację do ciągłej pracy nad sobą, do zaciskania zębów i mierzenia się z kolejnymi zadaniami. Robił to tylko dla własnej, tajemnej przyjemności. Nie potrzebował pochwał, czy też nagród. Wystarczała mu świadomość samodoskonalenia. To ona dodawała mu skrzydeł. Robił to, co kochał, próbował wszystkiego po trochu i opanowanie tego choćby w podstawowym stopniu nie sprawiało mu trudności. Nie robił sobie nic z niepowodzeń. To trochę dziwne, ale zupełnie się nimi nie przejmował. Można by pomyśleć, że  pozbawiony był ambicji, że robił to wszystko dla siebie. Imponował im, więc go chwalili. Uważali go nie tylko za świetnego w tym co robi, ale również za wspaniałego, wartościowego człowieka. Nie kryli tego przed nim i to go zgubiło. Zaczął wierzyć.</p>
<p style="text-align:justify;">
Nie można tej wiary w siebie nazwać pychą. Był raczej skromny, choć wielu w jego sytuacji zachowywało się zupełnie inaczej. Po prostu zaczął wierzyć w siebie. Wierzyć, że to co robi, może mu zapewnić godziwą przyszłość, że nie będzie miał problemów ze znalezieniem pracy, utrzymaniem rodziny. Tak! Nawet zaczął myśleć o rodzinie, choć nigdy nie wpisywał jej do swoich planów na przyszłość. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie...</p>
<p style="text-align:justify;">
<em>-Słuchaj! A kim ty masz zamiar być? Co będziesz robił, kiedy się ustatkujesz?</em></p>
<p style="text-align:justify;">
To pytanie pojawiło się w jego życiu odrobinę za późno. Jego szereg umiejętności, mimo że atrakcyjnych, nie pozwalał mu prowadzić statecznego życia. Nie mógł być prawnikiem, ekonomem, handlowcem, lekarzem. Nie nadawał się nawet na sprzedawcę hamburgerów... To pytanie uświadomiło mu, że jest raczej nikim... że nie założy rodziny, bo nie jest w stanie znieść świadomości, że mógłby jej nie utrzymać. Zdał sobie sprawę, że do końca życia będzie w biegu. Że nigdzie nie zagrzeje miejsca. Że będzie to robił za marne pieniądze...<br />
Nie zdawał sobie wcześniej sprawy z tego, jak ważna dla niego jest kasa. Wiecznie na garnuszku rodziców nie musiał się martwić o pieniądze. Po drodze załapał się też na jakieś stypendium, więc do tej pory żył raczej godziwie. Niczego mu nie brakowało...</p>
<p style="text-align:justify;">I nagle go oświeciło. Znalazł drogę i sposób na rozwiązanie problemów, wyładowanie frustracji...</p>
<p style="text-align:justify;">Został mordercą.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ukryta siła metafor]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=526</link>
<pubDate>Tue, 29 Apr 2008 21:17:41 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/?p=526</guid>
<description><![CDATA[
Kiedy mój syn miał mniej więcej sześć lat, wrócił pewnego dnia do domu, zanosząc się od p]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.files.wordpress.com/2008/04/151.jpg" alt="" /></p>
<p>Kiedy mój syn miał mniej więcej sześć lat, wrócił pewnego dnia do domu, zanosząc się od płaczu, ponieważ jeden z jego kolegów spadł na placu zabaw ze zjeżdżalni i zabił się.<br />
Usiadłem obok Joshuy i powiedziałem:<br />
- Wiem, kochanie, jak się czujesz. Brakuje ci go i takie uczucie jest zupełnie normalne.<br />
Ale powinieneś też zrozumieć, że czujesz w ten sposób dlatego, że jesteś gąsienicą. Popatrzył na mnie ze zdziwieniem. Udało mi się trochę naruszyć jego wzorzec, ciągnąłem więc:<br />
- Po prostu myślisz jak gąsienica.<br />
Poprosił o wyjaśnienie.<br />
- Jest taki moment, kiedy każda gąsienica myśli, że umarła. Myśli sobie, że skończyło się życie. Joshua zastanowił się i spytał:<br />
- To wtedy, kiedy owijają się w kokon?<br />
- Właśnie tak - odpowiedziałem.<br />
- Zawijają się w kokon tak, jakby chciały być w nim pochowane. I wiesz co? Gdybyś zajrzał do środka, nie znalazłbyś tam gąsienicy, tylko kleistą masę. Większość ludzi sądzi, że gąsienica umarła. Nawet sama gąsienica tak myśli. Ale w rzeczywistości zaczyna się ona wtedy przekształcać. Rozumiesz? Zmieniać się w co innego. I w co się zamienia po bardzo niedługim czasie?<br />
- W motyla - odpowiedział Joshua, a ja pytałem dalej:<br />
- Czy inne małe gąsienice na ziemi widzą, że ich kolega stał się motylem?<br />
- Nie - odpowiedział.<br />
- A co robi gąsienica, kiedy wydostanie się z kokonu?<br />
- Lata. - Właśnie tak. Wydostaje się na słońce, suszy skrzydła i zaczyna fruwać. Jest jeszcze piękniejsza niż przedtem, zanim owinęła się w kokon. Czy ma też więcej swobody?<br />
- O tak. O wiele więcej swobody - odpowiedział.<br />
- Czy myślisz, że wtedy lepiej się bawi? - Jasne. Ma o wiele mniej nóg, żeby się męczyć.<br />
- Właśnie tak. Ma za to więcej radości. I nie potrzebuje już nóg, bo ma skrzydła. Myślę, że twój przyjaciel ma teraz skrzydła - powiedziałem.<br />
Joshua uśmiechnął się, uścisnął mnie i powiedział:<br />
- Założę się, że jest pięknym motylem!</p>
<p><strong>Metafory mogą zmienić znaczenie, jakie przypisujesz dosłownie wszystkiemu.<br />
</strong>Mogą sprawić, że <strong>zaczniesz kojarzyć cierpienie zupełnie z czymś innym</strong>, i zmienić twoje życie tak skutecznie, jak zmieniają twój język.<br />
Dobieraj je uważnie i mądrze tak, aby <strong>pogłębiały doświadczenia życiowe</strong> zarówno twoje własne, jak i ludzi wokół ciebie.<br />
Zmień się w „poszukiwacza metafor". <strong>Ilekroć usłyszysz, że ktoś używa metafory, która go ogranicza, złam ten wzorzec i zaoferuj nowy</strong>. Postępuj tak i z innymi, i ze sobą samym. Spróbuj teraz wykonać następujące ćwiczenie:</p>
<p>1. CZYM JEST ŻYCIE? WYPISZ METAFORY, KTÓRE WYBRAŁEŚ DOTYCHCZAS: „Życie jest jak..." - jak co? Spróbuj się nad tym zastanowić bardzo dokładnie, ponieważ prawdopodobnie stosujesz więcej niż tylko jedną metaforę. Kiedy znajdujesz się w kiepskim nastroju, pewnie porównujesz je do wojny lub bitwy, a w dobrym nastroju być może traktujesz je jak dar.<br />
Wypisz wszystkie metafory, a następnie zastanów się nad każdą z nich: jeśli życie jest takie to a takie, co to dla mnie znaczy? Co znaczy, że życie jest świętością?<br />
Co znaczy, że jest snem albo teatrem? Każda z tych metafor daje ci nowe możliwości, ale też i ogranicza. Jeśli na przykład używasz metafory:<br />
„Życie jest teatrem", może ona ci pomóc, choćby dając przekonanie, że możesz wejść na scenę, możesz być dostrzeżony i usłyszany. Ale może też oznaczać, że stajesz się kimś, kto zawsze gra swoją rolę zamiast pokazywać prawdziwe uczucia. Zastanów się więc dokładnie nad swoimi metaforami. Jakie są ich zalety, a jakie ich wady? Jakie nowe metafory dałyby ci więcej szczęścia, wolności i siły?</p>
<p>2. SPORZĄDŹ LISTĘ WSZYSTKICH METAFOR, KTÓRE KOJARZYSZ ZE SWOIM ZWIĄZKIEM LUB MAŁŻEŃSTWEM. Czy dodają ci sił, czy też obezwładniają? Pamiętaj, że wystarczy świadome działanie, by zmienić wszystkie swoje metafory. Twój umysł zacznie sobie powtarzać: „To nieprawda. To czysta głupota!", i wtedy z łatwością przyjmiesz nową metaforę. Piękno tej techniki polega właśnie na tym, że jest ona aż tak prosta!</p>
<p>3. WYBIERZ JEDNĄ DZIEDZINĘ ŻYCIA, KTÓRA JEST DLA CIEBIE BARDZO WAŻNA. Może to być praca, stosunki z rodzicami lub z dziećmi albo też umiejętność uczenia się.</p>
<p>ODKRYJ, JAKIE METAFORY KIERUJĄ TOBĄ W TEJ DZIEDZINIE. Wypisz je, na przykład: „Nauka to zabawa." Jeśli okaże się, że uczenie się jest dla ciebie jak choćby „wyrywanie zęba", zrozumiesz wtedy, jak wiele cierpienia sobie zadajesz! Właśnie taką metaforę należałoby zmienić, i to natychmiast! Również i w tym wypadku zastanów się nad pozytywnymi i negatywnymi konsekwencjami każdej z metafor. Dokładne ich zbadanie może dać ci w życiu nowe możliwości.</p>
<p>4. WYPRACUJ NOWE, UMACNIAJĄCE CIĘ METAFORY DLA KAŻDEJ Z TYCH TRZECH DZIEDZIN ŻYCIA. Zdecyduj natychmiast, że od dziś będziesz myślał o życiu na co najmniej pięć nowych sposobów.<br />
<strong>Życie nie jest wojną.</strong> Życie nie jest egzaminem ani próbą. Życie jest zabawą, tańcem, świętością, podarunkiem, piknikiem - czymkolwiek, co daje ci jak najbardziej intensywne pozytywne emocje.</p>
<p>5. NA KONIEC POSTANÓW SOLENNIE, ŻE BĘDZIESZ ŻYŁ ZGODNIE Z TYMI NOWYMI METAFORAMI PRZEZ NAJBLIŻSZE TRZYDZIEŚCI DNI. Pozwól, aby blask tych nowych metafor „zwalił cię z nóg" i „uniósł z radości w powietrze". Kiedy znajdziesz się „na szczycie świata", będziesz mógł spojrzeć w dół i „nie posiadać się z radości" na myśl, że szczęście, którego obecnie doświadczasz, jest tylko „wierzchołkiem góry lodowej".</p>
<p>PRZEJMIJ KONTROLĘ NAD WŁASNYMI METAFORAMI NATYCHMIAST I ZBUDUJ SOBIE CAŁKIEM NOWY ŚWIAT: ŚWIAT NIEOGRANICZONYCH MOŻLIWOŚCI, BOGACTW, CUDÓW I RADOŚCI. To pozwoli ci ujarzmić kolejną wielką siłę.</p>
<p><strong>Powiązane posty </strong></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2008/04/09/minuta-madrosci/">Minuta mądrości</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2008/03/29/potwor-strzala-i-jajko/">Potwór, strzała i jajko</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2008/03/13/spiew-ptaka/">Śpiew Ptaka</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2008/02/28/nie-zadreczaj-sie/">Nie zadręczaj się!</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/11/19/cierpienie-moze-byc-najcenniejsza-lekcja-historia-dana/">Historia Dana</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2008/03/11/list-ojca-do-syna/">List ojca do syna. Wyznanie.</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2008/02/07/najwlasciwszy-moment/">Najwłaściwszy moment</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Prawda broni się sama...]]></title>
<link>http://omlk.wordpress.com/?p=48</link>
<pubDate>Sun, 20 Apr 2008 17:51:06 +0000</pubDate>
<dc:creator>omlk</dc:creator>
<guid>http://omlk.wordpress.com/?p=48</guid>
<description><![CDATA[Bo właściwie to nic złego. Komercja jest rzeczą normalną, z którą społeczeństwo przeszło j]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Bo właściwie to nic złego. Komercja jest rzeczą normalną, z którą społeczeństwo przeszło już do porządku dziennego. Mamy ją wszędzie wokół, wiec skąd ten sprzeciw?</p>
<p><em>Non omne, quod nitet...<br />
</em><br />
Jednak to „wokół” nie oddaje wszystkiego. Dużo łatwiej odgrodzić się od niej, kiedy nas ona nie dotyczy. Kiedy jest obok, kiedy możemy odwrócić wzrok i zająć się swoimi sprawami. Sytuacja nieco się komplikuje, kiedy „komercha” staje nam na drodze do spełniania naszych marzeń. Kiedy jest bramą, przez którą trzeba przejść, by osiągnąć cel. Dopiero wtedy rodzą się problemy. Od tych błachych, dotyczących robienia rzeczy, których nie lubimy, po te istotniejsze, uwzględniające nasz brak umiejętności „sprzedania się”. Dokonanie wyboru dalszej trasy to niesamowita męka moralna dla każdego wartościowego człowieka. Bo z jednej strony pieniążki kuszą, kuszą, a z drugiej gryzie sumienie. Bo z jednej strony jest łatwo, a z drugiej trzeba będzie się męczyć. Taka ocena sytuacji doprowadza wielu do wniosku, że warto się sprzedać. Łatwa korzyść materialna i perspektywa takiego życia wygląda dosyć obiecująco. A jeśli przy okazji sobie obiecamy, ze kiedy „się ustawimy” i zdobędziemy pewien „prestiż”, to zaczniemy robić to, czego chcieliśmy, przestajemy mieć wątpliwości. I w ten sposób rodzą się „Rubikowi”,„Feelowi”, „serialowi”, „castingowi”, jednym słowem „popkulturowi” gracze. I nakręcają rynek. I wszyscy są zadowoleni. W takim wypadku po co wracać do marzeń, skoro ich niespełnienie przyniosło tak ogromne korzyści? I nie wrócą. Bo kiedy będą mogli- nie będą chcieli, a kiedy będą chcieli- będzie już za późno. I zginą pożarci przez marketing.</p>
<p>Obserwujemy tę sytuację nieraz. Ona też jest codziennością. Społeczne, niewiele wymagające gusty, zadowalają się tylko próbkami i nie pozwalają istnieć dłużej. Inteligentny i poważny odbiorca, już na starcie sięgnie na tę drugą półkę. Wybierze tego, który się nie sprzedał i pozostanie mu wierny na długo. Bo wie, ile wymagało to od niego pracy, ile wyrzeczeń. Bo wie, że jego przekaz jest szczery i niesplamiony. Bo ten drugi jest prawdziwy. A zresztą- jak w tytule.</p>
<p><em>...aurum est.</em></p>
<p style="text-align:right;"><em><span style="text-decoration:line-through;">Z dedykacją dla wszystkich, których sytuacja zmusiła do dokonania błędnego wyboru.</span></em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[miłosny horyzont]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/?p=53</link>
<pubDate>Thu, 17 Apr 2008 20:13:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.wordpress.com/?p=53</guid>
<description><![CDATA[Przedziwna nagła pełnia otoczenia, mnogość tematów, bogactwo dźwięków, barwność świata. W]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Przedziwna nagła pełnia otoczenia, mnogość tematów, bogactwo dźwięków, barwność świata. Wszystko to odsłania się czy wręcz pojawia na nowo, gdy horyzontu nie przesłania bezmyślna pogoń za uczuciem.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jak napięcie... zastąpić radością?]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=498</link>
<pubDate>Wed, 16 Apr 2008 21:08:26 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/?p=498</guid>
<description><![CDATA[
Kiedy człowiek ma nadmiar energii, z którą nie wie, co zrobić&#8230;
-często zaczyna obgryzać]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.files.wordpress.com/2008/04/radosc1.jpg" alt="" /></p>
<p>Kiedy człowiek ma nadmiar energii, z którą nie wie, co zrobić...<br />
-często zaczyna obgryzać paznokcie lub palić papierosy.<br />
Obgryzanie paznokci i palenie papierosów to przejawy tego samego problemu.<br />
Robisz cokolwiek, żeby tylko znaleźć sobie zajęcie, bo w przeciwnym wypadku twoja energia staje się trudna do zniesienia.<br />
<strong> Kiedy inni zaczynają to krytykować, mówiąc, że jesteś nerwowy, rodzi się jeszcze więcej zahamowań.</strong> Nie masz nawet tyle swobody, żeby obgryzać własne paznokcie!<br />
Należą do ciebie, a nie wolno ci ich obgryzać. Toteż ludzie wymyślają czynności zastępcze - np. guma do żucia... To przebiegły sposób: nikt nie będzie cię krytykował za żucie gumy. Jeśli zapalisz, także nikt nie będzie się za bardzo sprzeciwiał...</p>
<p>A przecież obgryzanie paznokci jest mniej szkodliwe - właściwie wcale nie jest szkodliwe.<br />
To niewinna przyjemność. Wygląda nieładnie i trochę dziecinnie, ale to wszystko. Jednak starasz się tego nie robić.</p>
<h2>Odpuszczenie</h2>
<p>Musisz nauczyć się żyć bardziej energicznie, to wszystko. Wtedy przyzwyczajenia te znikną.<br />
Więcej tańcz, śpiewaj, pływaj, chodź na długie spacery.<br />
Wykorzystaj swoją energię w kreatywny sposób.<br />
Przejdź od minimum do maksimum.<br />
Żyj bardziej intensywnie.<br />
Kiedy kochasz się, rób to dziko, nie wstydliwie jak panienka. „Panienka" to ktoś, kto żyje w minimalnym stopniu lub jedynie udaje, że żyje.<br />
Ty bądź dziki!<br />
Nie jesteś już dzieckiem, więc wolno ci rozrabiać we własnym domu.<br />
Skacz, śpiewaj i biegaj.<br />
Postępuj tak przez kilka tygodni, a z zaskoczeniem zauważysz, że obgryzanie paznokci zniknie samo. Teraz masz ciekawsze rzeczy do robienia - kogo interesowałyby paznokcie?<br />
<strong>Zawsze patrz na przyczynę, a nie na objaw, który z niej wynika.</strong></p>
<h2>Zrób miejsce dla radości</h2>
<p>Podstawą wszystkiego jest poznanie siebie.<br />
Nie jest ono trudne, nie może być trudne; musisz tylko oduczyć się kilku rzeczy.<br />
Aby wiedzieć, kim jesteś, <span style="text-decoration:underline;">nie musisz się niczego uczyć, musisz tylko odrzucić pewne nawyki</span>:</p>
<p>- po pierwsze, musisz oduczyć się przejmowania się rzeczami;<br />
- po drugie, musisz oduczyć się przejmowania się myślami;<br />
- trzecia rzecz przychodzi sama z siebie: jest nią obserwacja.</p>
<p>Kluczem jest umiejętność patrzenia.<br />
Siedząc w ciszy, obserwuj drzewo i po prostu bądź uważny. Nie myśl. <strong>Nie zastanawiaj się, jakie to drzewo.</strong> Nie oceniaj, czy jest piękne, czy brzydkie.<br />
Nie mów, że jest zielone lub wyschnięte. Nie pozwól żadnym myślom unosić się wokół niego; po prostu obserwuj.<br />
Możesz to robić wszędzie i obserwować wszystko. Pamiętaj tylko o jednym: gdy pojawi się myśl, usuń ją na bok. Odsuń ją na bok i wróć do obserwacji.</p>
<p>Na początku będzie to trudne, ale po jakimś czasie zaczną pojawiać się momenty, w których nie będzie myśli.<br />
Poczujesz radość, wypływającą z tego prostego doświadczenia. Nic się nie wydarzyło, po prostu nie ma myśli.<br />
Jest drzewo i jesteś ty, między wami jest przestrzeń. Przestrzeń nie zatłoczona myślami. Nagle bez widocznej  przyczyny pojawia się radość, bez jakiejkolwiek przyczyny. Poznałeś pierwszy sekret.<br />
Wykorzystasz go potem w subtelniejszy sposób. Rzeczy są namacalne, dlatego właśnie proponuję, żebyś zaczął od nich. Możesz siedzieć w swoim pokoju  i oglądać fotografię - musisz jedynie pamiętać, by o niej nie myśleć.<br />
Po prostu patrz i nie myśl.<br />
Osiągniesz to za którymś razem. Patrz na stół, nie myśląc, a niebawem będzie stół, będziesz ty, a między wami nie będzie żadnej myśli.<br />
<strong> I nagła radość.</strong><br />
<strong> Radość wynika z nie myślenia.</strong></p>
<p>Radość istnieje od początku, przygnieciona natłokiem myśli.<br />
<span style="text-decoration:underline;"><strong>Gdy nie ma myśli, wypływa na powierzchnię.</strong></span><br />
Zacznij więc od tego, co namacalne.<br />
Później, gdy już zestroisz się i zaczniesz odczuwać momenty, w których znikają myśli, a zostają jedynie rzeczy, przejdź do drugiego etapu.</p>
<p>Zamknij oczy i spójrz na dowolną myśl, która przychodzi ci do głowy-bez myślenia o niej.<br />
W twoim umyśle pojawi się jakaś twarz albo przepłynie chmura - cokolwiek to będzie, po prostu patrz na to bez myślenia.<br />
Będzie to trudniejsze niż poprzedni krok, ponieważ rzeczy są namacalne, a myśli są trudne do uchwycenia.</p>
<p>Ale jeśli udało się z pierwszym, uda się też z drugim, potrzeba tylko czasu. Obserwuj myśl. Po pewnym czasie - może po kilku tygodniach, może po kilku miesiącach albo latach, zależnie od tego, jak dokładnie to robisz, ile serca w to wkładasz - pewnego dnia nagle myśl zniknie.<br />
Zostaniesz sam.<br />
Pojawi się ogromna radość - tysiąckrotnie większa niż pierwsza, która pojawiła się, gdy było drzewo i zniknęła myśl.<br />
Tysiąckrotnie! Będzie tak bezkresna, że zostaniesz nią zalany.<br />
<strong> To był drugi krok.</strong><br />
Gdy będziesz miał go już za sobą, przejdź do trzeciego - obserwuj obserwatora.<br />
Teraz brak jest przedmiotu. Porzuciłeś rzeczy, porzuciłeś myśli, jesteś sam. Po prostu obserwuj obserwatora,bądź obserwatorem        tego obserwowania.</p>
<p>Początkowo będzie to trudne, ponieważ     wiemy tylko, jak obserwować coś - rzecz                                     lub myśl. Od biedy umiemy obserwować nawet myśl.<br />
Ale teraz nie ma nic, jest całkowicie pusto.<strong><br />
</strong></p>
<p><strong>Pozostał tylko obserwator. Musisz zwrócić się do siebie.</strong><strong><br />
Oto klucz do największej tajemnicy.</strong></p>
<p>Pozostajesz sam.<br />
Odpręż się w tej samotności, a w końcu nadejdzie moment, gdy to się stanie.<br />
Musi tak być.<br />
Jeśli pierwsze i drugie się wydarzyło, wydarzy się i trzecie; nie musisz się o to martwić.</p>
<h2>A gdy to się stanie, po raz pierwszy będziesz wiedział, co to jest radość.</h2>
<h2>Nie jest czymś, co ci się przydarza, nie może zostać ci odebrana!</h2>
<p>To jesteś najprawdziwszy ty, autentyczny ty.<br />
<span style="text-decoration:underline;">Nikt ci już tego nie odbierze. Nie ma możliwości utraty tego. Dotarłeś do domu.</span></p>
<p>Więc oducz się rzeczy i myśli. Najpierw obserwuj to, co namacalne, później to, co trudne do uchwycenia, a w końcu dostrzeżesz to coś, co wychodzi ponad namacalne i nieuchwytne.</p>
<p><img style="vertical-align:middle;" src="http://zenforest.files.wordpress.com/2008/04/smile_.jpg" alt="" /></p>
<p>---------------------------------<br />
<strong> Wciąż tam jesteś?</strong></p>
<p>Obaku, mistrz zen, zwykł pytać codziennie rano: „Obaku, jesteś tu jeszcze?"</p>
<p>Uczniowie mówili mu: „Jeśli usłyszy cię ktoś na zewnątrz, pomyśli, że całkowicie zwariowałeś. Dlaczego to robisz?"<br />
On odpowiadał: „Ponieważ przez noc zapomniałem... Wyciszony umysł bez snów i bez myśli...Gdy się budzę, muszę przypomnieć sobie, że Obaku wciąż tu jest. Kogo mogę zapytać? Tylko siebie. Obaku, czy wciąż tu jesteś?"<br />
I odpowiadał sobie: „Tak".<br />
Musiał mieć ogromny szacunek dla siebie. Wymaga to ogromnej dyscypliny: zadawać pytania sobie; zamiast powtarzać imiona Ramy czy Kryszny, wołać swoje imię, pytać: „Czy wciąż tu jesteś?", następnie zaś, nie przejmując się tym, że ktoś może usłyszeć, odpowiadać: „Tak".<br />
Jeśli możesz, rób to często, a zaskoczy cię, jak <strong>wielką sprowadzi to na ciebie ciszę</strong>. Gdy pytasz: „Czy jeszcze tu jesteś?", i odpowiadasz: „Tak", pojawia się cisza.</p>
<p>Jest to również <strong>hołd dla twojego istnienia</strong> - oraz szacunek, wdzięczność za to, że tego dnia znów coś dostajesz, że ponownie wschodzi słońce, że przynajmniej przez jeden kolejny dzień będziesz mógł patrzeć, jak kwitną kwiaty.<br />
Nikt na to nie zasłużył, ale życie obdarza nas swoim bogactwem.</p>
<p><em>Apteka dla duszy, Osho</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Muzyka]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/?p=52</link>
<pubDate>Wed, 16 Apr 2008 07:11:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.wordpress.com/?p=52</guid>
<description><![CDATA[jako najwyższa forma sztuki, bo nie do opisania słowami.
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>jako najwyższa forma sztuki, bo nie do opisania słowami.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA["-jak ja nie lubię wielkich miast..."]]></title>
<link>http://omlk.wordpress.com/?p=47</link>
<pubDate>Mon, 14 Apr 2008 18:55:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>omlk</dc:creator>
<guid>http://omlk.wordpress.com/?p=47</guid>
<description><![CDATA[Małe miasteczka. Te na uboczu, odsunięte od zgiełku cywilizacji. Które, w dobie przemysłu, sta]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Małe miasteczka. Te na uboczu, odsunięte od zgiełku cywilizacji. Które, w dobie przemysłu, stały się miejscem odpoczynku i zamieszkania pracowników fizycznych. Hutników, górników, chroniących się tu przed hałasem fabryk i gorącem hut.</p>
<p style="text-align:justify;">Małe miasteczka, które wypracowały swoje własne struktury, swoje rozrywki kulturalne. W których (pozornie) mało co mogło się rozwinąć. Które żyją swoim własnym, spokojnym, prostym życiem. Gdzie wychodząc na ulicę dość szybko można spotkać kogoś znajomego. Gdzie nie ma obcych twarzy.<br />
Małe miasteczka, w których tylko marzenie o rozwoju, potędze. Których mieszkańcy rzadko zanurzają się w odmęty świata wokół.</p>
<p style="text-align:justify;">I kiedy my, przyzwyczajeni do spokoju tych małych miasteczek, musimy zetknąć się z ogromem dużych miast, wtedy jakoś tak nieprzyjemnie. Przerost, przeładowanie. Czujemy się zagubieni i maleńcy w mieście, które chce nas pożreć. Gryzie nas w nozdrza spalinowa mieszanka, zwana przez ludność autochtoniczną „powietrzem”. Denerwuje wszechobecny hałas i pęd. Straszą chodniki pełne ludzi bez celu i wyrazu. Gnających bezmyślnie przed siebie. Odrzuca perspektywa pobytu tam dłużej.</p>
<p style="text-align:justify;">Szkoda, że tak łatwo przywyknąć. Że po pewnym czasie nie zauważamy już tych różnic. Zwłaszcza, kiedy większość czasu spędzamy tam, z dala od rodzinnego miasteczka. Bo miasto faktycznie pożera. Wciąga w swój rytm, uzależnia... Nawet nie wiemy, kiedy stajemy się jego częścią? Maleńkim trybikiem w ogromnej machinie. Łączymy się z miastem tworząc nierozerwalną strukturę, spajamy się z nim, wrastamy w nie.</p>
<p style="text-align:justify;">I dopiero podczas wolnej chwili, podczas samotnego spaceru wieczorem w małym miasteczku, wraca świadomość...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[What's up?! .]]></title>
<link>http://buffu.wordpress.com/?p=41</link>
<pubDate>Wed, 09 Apr 2008 20:09:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>buffu</dc:creator>
<guid>http://buffu.wordpress.com/?p=41</guid>
<description><![CDATA[Moja mowa to słowa, co płyną potokiem w każdej chwili życia rok za rokiem. Tak. Zdecydowanie ta]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Moja mowa to słowa, co płyną potokiem w każdej chwili życia rok za rokiem. Tak. Zdecydowanie tak jest. Za oknem ciemność bardziej ciemna niż świadomość, że tam jej nie ma. Ściema? Nie, całkowita prawda, połączona z moją ewidentną taktyką słowa. Wiem, że nikt tego nie zrozumie. Ale to jest w tym wszystkim tak niesłychane. To nieustająca myśl, że to słowo, mimo iż można je przeczytać w każdym momencie jest dla mnie czymś niesłychanym. To wyjątkowe uczucie, kiedy wiesz, że Twoje słowo pogrzebało w tym momencie tezę, która mówi o jasności słowa i o jego przewadze nad mową. Bo słowo pisane to nie tylko ksero myśli, ale także coś nowego i niesłychanego. Zagmatwanie z kolorowaniem przymiotników w połączeniu z czasownikami gdy ja z ekranem telewizora jesteśmy sami. To ta nieświadoma świadomość przewagi słowa nad mową, gdy czytasz to w tej chwili. Cofnij się do wersetu numer trzy i od nowa. Jeszcze raz. Kolejny raz kiedy dojdziesz do tego momentu zignoruj ten nakaz. No to cześć! :]</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[2:16 i początek kącika Freud'owskiego..."Rozkosz jest premią natury za trud płodzenia i rodzenia. Nasze namiętności często stają się naszym nieszczęściem" ]]></title>
<link>http://chienandalou.wordpress.com/?p=23</link>
<pubDate>Fri, 04 Apr 2008 00:03:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>chienandalou</dc:creator>
<guid>http://chienandalou.wordpress.com/?p=23</guid>
<description><![CDATA[dzisiaj postanowiłem wrzucić kilka swoich shotów, ale życie życiem, klient zadowolony i kolejne]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>dzisiaj postanowiłem wrzucić kilka swoich shotów, ale życie życiem, klient zadowolony i kolejne zlecenie... więc fot nie będzie.</p>
<p>dalej przechodzę mutację, czasami syczę, ogólnie mam drobne problemy z komunikacją werbalną, a gripeksy i inne shity mogę sobie w dupe wsadzić, dzisiaj nie wychyliłem nosa za drzwi, ale jutro trzeba będzie pchnąć kilka rzeczy...</p>
<p>w głośnikach Tomek Waits</p>
<p>a mnie się zebrało na psychoanalizę Freuda, ostatnio  w domu pojawiła się ciekawa pozycja ... "Pasje utajone..." czyli zbeletryzowana biografia Freuda, jak tylko zjadę na weekend, to nie omieszkam się wgryźć, a później podzielić się odczuciami, bo o Freudzie można wiele napisać, można go nazywać "zamierzchłym ojcem psychoanalizy",  można się z nim zgadzać lub nie. Z pewnością był to człowiek, który postawił niewiarygodnie niewygodne tezy... stał się ikoną i to nie psychoanalizy, a sposobu myślenia, złamał stereotyp kulturowo-religijny, właściwie... czego nie złamał, na kolana padły największe dzieła naukowo-filozoficzno-religijne, dziś z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że Freud padł na kolana... (czemu? to dłuższa historia, ale już dziś mogę Cię zapewnić, że nie znajdziesz tu oceny, kto ma rację)</p>
<p>co ciekawe, obecna psychologia/psychoanaliza i wszystkie działy nauki z zakresu "psycho", doszczętnie zniszczyły poglądy Freuda, chyba lepszym stwierdzeniem byłoby, że obecnie wcisnęliśmy poglądy Freuda do małej butelki i całkiem szczelnie zakorkowaliśmy, żeby o tym nie słyszeć. Jak to często z takimi historiami bywa, butelki pękają i wyskakuje coś "pokroju dżina" i dopiero zaczyna się zabawa. Żyjemy w czasach kiedy nie wypada mówić, że pewne popędy ma się wrodzone, a tym bardziej nie wypada mówić, że one kierują naszym życiem. Łatwiej powiedzieć i przyswoić, że chce się uprawiać sex, niż przyznać, że to siedzi gdzieś głęboko i jest pierwotnym instynktem, który często determinuje nasze działania... zupełnie podświadomie, a może przedświadomie, ale na pewno nie wszystko mieści się w obrębie naszej ścisłej świadomości.</p>
<p><i>"Dążenia w przedsionku nieświadomego, są ukryte przed wzrokiem nieświadomości, która znajduje się przecież w innym pokoju; muszą one naprzód być nieświadome. Lecz na progu między tymi dwoma pomieszczeniami pełni swą służbę strażnik, który rewiduje pojedyncze dążenia duchowe, cenzuruje je i nie wpuszcza do salonu, jeśli mu się nie podobają. Jeśli przecisnęły się one do progu i zostały odprawione przez strażnika, są nie do uświadomienia; zwiemy je stłumionymi. Ale i te dążenia, które strażnik przepuścił przez próg, nie stały się jeszcze przez to świadomymi; mogą stać się nimi jeśli uda się im skierować na siebie wzrok świadomości. Możemy przeto z zupełną słusznością nazwać ten pokój systemem p r z e d ś w i a d o m e g o"</i></p>
<p>na dobranoc</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/z7baCckh-XE'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/z7baCckh-XE&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>i przestroga, nie tłuczcie się rakietą po głowie:</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/mBDdnAOxQCc'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/mBDdnAOxQCc&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[a to Polska właśnie...]]></title>
<link>http://omlk.wordpress.com/?p=44</link>
<pubDate>Wed, 26 Mar 2008 13:27:31 +0000</pubDate>
<dc:creator>omlk</dc:creator>
<guid>http://omlk.wordpress.com/?p=44</guid>
<description><![CDATA[Na mojej drodze (myśli) stanęła kolejna debata. Wypowiem się. Czemu nie?
Pytają o sposób na n]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Na mojej drodze (myśli) stanęła kolejna debata. Wypowiem się. Czemu nie?<br />
Pytają o sposób na niebezpiecznych kierowców. Kogo pytają? Czyż nie ich samych. Mimo, że to początek dyskusji dopiero, mam już swoje przypuszczenia na temat tego, jak będzie wyglądała ona pod koniec... Logika?</p>
<blockquote><p>„jeżdżę szybko, bo mi się spieszy. Gdybym jechał zgodnie ze znakami, to teraz bylibyśmy 50 km do tyłu...”</p></blockquote>
<p>Znam to... bardzo dobrze znam... tak jak historię kilku chłopaków, którzy razu pewnego postanowili wybrać się do sklepu. Nie jechali szybko, tylko niesprzyjająca aura<i> (prawdopodobnie)</i> nieco utrudniła im drogę. Efektem były kolejne zajęte miejsca na cmentarzu...płacz rodziców i rodzeństwa. Nie jechali szybko...</p>
<p>Moim zdaniem problem polskich kierowców nie sprowadza się tylko do alkoholu, czy nadmiernej prędkości. Jest to dużo bardziej rozbudowana kwestia, wynikająca być może z kilku narodowych cech <i>(Tak, wiem, że pociąg do alkoholu jest uznawany za jedną z takich cech. Dlatego nie wykluczam problemu kierowców „po spożyciu” na drogach, tylko go pomijam.)</i>. Przecież niewiele narodów świata może poszczycić się takim chamstwem i brakiem kultury osób prowadzących pojazdy mechaniczne. Dlaczego kierowca, zatrzymujący się przed przejściem dla pieszych, najczęściej ma zagraniczną rejestrację, lub jest kobietą<i>(kieruję tu ukłony w stronę pań, których mocniej rozwinięta empatia każe im zlitować się nad losem biednego pieszego)</i>? Ciekawy jest też fakt przyspieszania na widok pieszego na pasach. Naprawdę interesujące przyciąganie...</p>
<p>Piractwo na polskich drogach ma wyraźnie egoistyczne podłoże. „Jadę i nikt inny mnie nie obchodzi” jest domeną wielu polskich kierowców. Zbyt wielu. Nieraz prowadzący pojazd ma klapki na oczach i nie obserwuje tego, co się dzieje. A na drodze trzeba myśleć nie tylko za siebie, ale także za innych. Warunek to trudny do wykonania, zwłaszcza dla „statystycznego Polaka”. A może przesadzam w tym piętnowaniu negatywnych, polskich cech? Może te zachowania na drodze są spowodowane zwyczajną nadzieją? Nadzieją na to, że może się uda. Że zdążę, że inny kierowca domyśli się, co chcę zrobić i odpowiednio zareaguję. Że inni myślą za mnie, bo skoro jeden myśli za siebie i za innych, to właściwie ci inni myśleć nie muszą...</p>
<p>W konsekwencji- nie myśli nikt. Stąd może te wypadki. Spowodowane zwykłą bezmyślnością, egoizmem, bądź- jak wskazują nam statystyki- nieznajomością przepisów! Trochę wstyd panowie kierowcy. Trochę wstyd, zważając na to ilu młodych „oblewa” egzaminy na prawo jazdy.<br />
Swoja drogą, biorąc pod uwagę fakt, jak ciężko od pewnego czasu zdać taki egzamin w naszym kraju(nie mówię tu o zdawaniu „z kopertą”), można wróżyć polskim drogom lata odnowy. Bo chyba można mieć pewność, że egzaminy na prawo jazdy odbywają się rzetelnie i uczciwie, a młodzi kierowy typowani są z grona tych najlepszych? <i>(Nie jestem zbyt naiwny?)</i> A jeśli kierowcy będą dobrzy, to i może rozsądniejsi...<br />
Podobno w kraju coraz częstsze są inicjatywy dotyczące instalacji fotoradarów. Podobno ma być ich coraz więcej i mają skutecznie powstrzymać kierowców od zbyt szybkiej jazdy. Czy się sprawdzą- czas pokaże. We Francji się sprawdziły... Jednak jak mawiał Napoleon „Polak przeskoczy...”</p>
<p>Co do alkoholu, to w Polsce pomogłaby tylko ustawa o prohibicji, a i to nie jest takie pewne...</p>
<p>Tradycja???</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[...ale nie wiem, dlaczego?]]></title>
<link>http://omlk.wordpress.com/?p=40</link>
<pubDate>Mon, 24 Mar 2008 13:09:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>omlk</dc:creator>
<guid>http://omlk.wordpress.com/?p=40</guid>
<description><![CDATA[Wierzę&#8230;
Być może jest to spowodowane moimi życiowymi doświadczeniami, może to umysł, kt]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wierzę...</p>
<p><i>Być może jest to spowodowane moimi życiowymi doświadczeniami, może to umysł, który nie potrafi wytłumaczyć sobie pewnych faktów, skłania mnie do wiary, może ze strachu...</i><i><br />
</i><i> Bo tak naprawdę ciężko wyobrazić sobie, ze coś tak łatwego jak śmierć, może być końcem. Bo nie potrafiłbym pogodzić się z faktem, że cała moja droga prowadzi do nikąd...</i></p>
<p>...I oczekuję wskrzeszenia umarłych...</p>
<p><i>Łatwo zauważyć, że ludzie, którzy bezpośrednio stykają się ze śmiercią, mają zupełnie inne podejście do życia. Dużo większy dystans. Ich doświadczenia, przeżycia, każą im myśleć, mówić i żyć inaczej. Najbardziej widoczne jest to wśród tych, którzy na co dzień narażają swoje życie. Oni milcząco zgadzają się na śmierć. Podporządkowali już jej swoje życie. Oni nie zajmują się sprawami błahymi, każdą swoja czynność potrafią celebrować, a ich słowa są rzadkie, lecz starannie przemyślane i pełne sensu. Każdy ich dzień jest wyjątkowy, bo pamiętają o tym, że może być ostatni. Każdego dnia jest ich mniej...</i></p>
<p>...I życia wiecznego w przyszłym świecie...</p>
<p><i>Cały mój umysł skierowuje mnie na to jedno stwierdzenie. Że po śmierci musi Coś być. Że to byłoby zbyt proste, tak zwyczajnie sobie umrzeć i pozamykać wszystkie rozdziały. Że to życie nie ma sensu, jeśli się skończy... bez możliwości dalszego trwania. Że to tak naprawdę ciągłe oczekiwanie. Oczekiwanie wypełnione starannymi przygotowaniami, od których zależeć będzie jakość tego, na co oczekujemy. Choć tak naprawdę nawet nie wiemy, na co...</i></p>
<p>...Amen.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[historia (nie)pewnej znajomości...]]></title>
<link>http://omlk.wordpress.com/?p=37</link>
<pubDate>Sun, 23 Mar 2008 19:52:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>omlk</dc:creator>
<guid>http://omlk.wordpress.com/?p=37</guid>
<description><![CDATA[Brak motywacji, by zabrać się do pisania. No, może bardziej brak koncepcji, bo motywacja jest. Ci]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><i>Brak motywacji, by zabrać się do pisania. No, może bardziej brak koncepcji, bo motywacja jest. Ciska mnie w fotel i każe myśleć nad przekazaniem czegoś wartościowego. Czegoś pobudzającego do refleksji, błyskotliwego, z czego można wyciągnąć wnioski. Chce, bym swawolnie bawiąc się słowem, doprowadził potencjalnego czytelnika do tego jakże przyjemnego stanu, kiedy refleksja przychodzi do głowy sama z siebie, inspirowana przeczytanym tekstem. I kiedy pomysł już, już się pojawia. Kiedy już prawie wiem, o czym chcę napisać, jakich słów użyć. Kiedy przychodzi ten stan, górnolotnie zwany natchnieniem, coś -częściej ktoś- ściąga mnie za nogi na Ziemię. Ach...</i></p>
<p><i>I powraca gorzki smak rzeczywistości...</i></p>
<p><i>Trzeba zacząć jeszcze raz. Po pierwszej, bezowocnej próbie wzniesienia się mojej osobowości, próbie niebanalnego wyrażenia myśli, po pierwszym upadku. Podnieść się i spróbować.</i></p>
<p><i>Uff...</i></p>
<p>A właściwie, to na jakich zasadach ewoluują stosunki międzyludzkie?</p>
<p>Każda znajomość, przyjaźń, koleżeństwo. Także więzy rodzinne. Wszystkie one ulegają zmianom. Myślę, że w „typowej” znajomości można wyróżnić kilka etapów:<br />
Pierwszym jest poznanie się. Przypadkowe spotkanie, rozmowa w pociągu, autobusie. Wspólni znajomi. Wiadomo- takich sytuacji może być wiele. W tym stadium rozwoju jesteśmy czujnymi obserwatorami. W ciągu tego spotkania wyrabiamy sobie zdanie na temat danej osoby, oceniamy jej wygląd, charakter. Staramy się wyciągnąć jak najwięcej z naszych obserwacji. Dzieje się tak oczywiście tylko jeśli dana osoba nas zainteresowała (tak, tak. Pierwsze wrażenie jest ogromnie ważne.)<br />
Następnie, w zależności od wyciągniętych wniosków, decydujemy się (bądź też nie), na rozwinięcie znajomości. Czasem dzieje się to bez naszej wiedzy i zgody. Kiedy nagle zauważamy, że ona po prostu jest. Czasem dana osoba, wbrew naszej woli, stara się za wszelką cenę rozwinąć znajomość. Zajmijmy się jednak przypadkiem, w którym to my przejmujemy inicjatywę.<br />
Kiedy już postanawiamy podjąć kroki, w celu bliższego zapoznania, znajomość nagle przyspiesza. Długie rozmowy, częstsze spotkania, szukanie okazji do nich.<br />
A potem mamy cały wachlarz możliwości. Możemy puścić naszą znajomość w dryf. Doprowadzając ją do pewnego bezpiecznego poziomu, nie ustawiając na żadnym kursie. Dając jej trwać, tak bezcelowo, powoli i spokojnie. Możemy w dalszym ciągu ją rozwijać, próbując uczynić z niej coś pięknego. Naciągając maszty i ustawiając konkretny kurs- pilotować ją wprost do celu (To, czy dotrzemy, to tylko kwestia naszych umiejętności żeglowania po ludzkich osobowościach.). Nasza znajomość może także zwolnić. Kiedy pierwsze, pozytywne wrażenie okazuje się tym błędnym, pozostaje nam opuścić szalupę i oddalić się, w dowolnym kierunku.<br />
To tyle, jeśli chodzi o „typową” znajomość. Niektóre z elementów czasem są pomijane, lub wyglądają w zupełnie inny sposób. Cóż, takie jest życie.<br />
Chciałbym rozważyć znajomość niezwykłą. Znajomość, która pojawia się nie wiadomo kiedy. Która bardziej trwaniem obok i płynięciem w tym samym kierunku, niż okupowaniem tej samej łodzi. Znajomość, która znosi wszystkie sztormy, wiatry i burze. Której nic nie jest w stanie zatopić. Która nie jest uzależnieniem, lecz wzajemną pomocą.<br />
Bo ciężko przewidzieć rozwój takiej znajomości. Nie wiadomo, w jakim kierunku się płynie. Nie ma ona obranego celu. Jest milczącym pokonywaniem przeszkód. Ramię w ramię, burta w burtę.<br />
Jednak przychodzi czasem taki moment, ze pora się rozdzielić. Za milczącą zgodą obu stron odległość między łodziami się oddala. Smutne to, ale piękne. Bo ta wspólnie przebyta droga ukształtowała silne ramiona dwóch żeglarzy, którzy będą mogli płynąć niezależnie od siebie. Którzy wokół siebie mogą zgromadzić słabszych i mniej doświadczonych i ostrzegać ich przed pułapkami, czyhającymi gdzieś w odmętach. Wykładać tajemnice technik żeglarskich, prowadzić, być nauczycielem i opiekunem. Dwóch żeglarzy, którzy spotkają się po latach w tawernie i opowiedzą sobie całą swoją historię dwoma słowami:<br />
-pamiętasz?<br />
-pamiętam...</p>
<p><i>I powracam na Ziemię. Tym razem bez niczyjej pomocy. Skończyło się...</i></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[powroty]]></title>
<link>http://omlk.wordpress.com/2008/03/16/powroty/</link>
<pubDate>Sun, 16 Mar 2008 10:39:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>omlk</dc:creator>
<guid>http://omlk.wordpress.com/2008/03/16/powroty/</guid>
<description><![CDATA[

&#8220;w mym pokoju nad światem&#8230;&#8221;

Spróbuję powrócić. Po ponad miesiącu. Zdaję ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a HREF="http://bp2.blogger.com/_1l87OaqQPj0/R96EOFweDdI/AAAAAAAAAA0/AQMm-BrNuYY/s1600-h/na+blog.jpg"><img SRC="http://bp2.blogger.com/_1l87OaqQPj0/R96EOFweDdI/AAAAAAAAAA0/AQMm-BrNuYY/s320/na+blog.jpg" BORDER="0" /></a><br />
<a HREF="http://bp3.blogger.com/_1l87OaqQPj0/R9z3D1weDcI/AAAAAAAAAAU/Jrw5VZqvD6U/s1600-h/na+blog.jpg"><span><br />
"w mym pokoju nad światem..."<br />
</span></a><span><i><span><br />
Spróbuję powrócić. Po ponad miesiącu. Zdaję sobie sprawę, że nikt nie czyta tego bloga. Może to było przyczyną, dla której przestałem cokolwiek pisać. Może brak czasu, może brak pomysłów. Muszę unikać schematyczności, odświeżyć trochę wygląd stronki, zacząć bawić się słowem. Dziś dzień, w którym spróbuję od nowa. Muszę się zmusić...</span></i></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Grzech tolerancji]]></title>
<link>http://alex118.wordpress.com/?p=124</link>
<pubDate>Sun, 02 Mar 2008 20:35:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>Qualite</dc:creator>
<guid>http://alex118.wordpress.com/?p=124</guid>
<description><![CDATA[Może artykuł mało adekwatny do tego co teraz przeżywam. Zwłaszcza, że stwierdzam, że stałam ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Może artykuł mało adekwatny do tego co teraz przeżywam. Zwłaszcza, że stwierdzam, że stałam się ostatnio chamską egoistką. Ale ogólnie ciekawy artykuł. Myślę, że warty przeczytania i głębszego zastanowienia się nad nim.</p>
<blockquote><p>  Nietolerancja zaskakująco często cechuje tych, którzy uważają się za szczególnie tolerancyjnych<br />
Czy należy być tolerancyjnym? Tylko ktoś bardzo odważny może się przyznać do tego, że nie jest lub – co gorsza – nie chce być tolerancyjny. Nic dziwnego, że jakiś czas temu Ryszard Legutko wzbudził powszechne oburzenie wśród polskich postępowych intelektualistów swoim wyznaniem, zawartym w tytule książki, że nie lubi tolerancji.</p>
<p>Miernik tolerancji<br />
Jeden z polemistów prof. Legutki, znany liberalny filozof prawa Wojciech Sadurski przekonywał, jak ważna jest tolerancja: „Kształtowanie w sobie umiejętności tolerancji jest istotną cnotą jednostkową. Nie jest to cnota łatwa ani mała: naturalnym odruchem na inność jest nietolerancja (zakazać, odrzucić, wyeliminować). Tolerancja jest reakcją wyuczoną. Ale ta nauka przynosi dobre rezultaty. Pozwala nam eliminować dezaprobatę płynącą z niskich pobudek – z uprzedzeń, agresji, egoizmu. Umożliwia nam życie w społeczeństwie bogatym różnorodnością, w otoczeniu pluralistycznym. Ale my również musimy mieć swobodę w komunikowaniu naszych poglądów innym – w tym także dezaprobaty dla ich postaw. Tolerancja wyklucza karanie, ale nie wyklucza dezaprobaty" („Rzeczpospolita”, 6 kwietnia 2002 r.).<br />
Nie jestem przekonany, czy rzeczywiście jedynym naturalnym odruchem wobec inności jest niechęć. Gdyby tak było, ludzie nie podróżowaliby tak chętnie, nie interesowaliby się zwyczajami innych, nigdy nie powstałaby etnologia, a ludy nie mieszałyby się z sobą. Równie naturalne wydają się zaciekawienie odmiennością i fascynacja egzotyką. To trochę zależy od naszej natury – jedni lubią odmienność, inni się jej boją. Na przykład tzw. geje z natury, jak się dzisiaj twierdzi, nie lubią anatomicznych i w ogóle seksualnych odmienności. Często to nietolerancja jest postawą wyuczoną. I tak jedynie ktoś, kto dobrze zna historię, nie jest skłonny tolerować pewnych poglądów, na przykład antysemickich, gdyż jest świadomy negatywnych skutków, jakie poglądy te przyniosły w przeszłości. I tylko osoby obdarzone świadomością narodową mogą wykazywać stanowczą nietolerancję wobec osób, które chcą je wynarodowić.<br />
Często nietolerancja przydarza się tym, którzy uważają się za szczególnie tolerancyjnych. Sam Wojciech Sadurski przez wiele lat nie krył swej dezaprobaty dla osób o innych niż on poglądach dopóki na seminarium w Lucieniu nie stwierdził, iż ulegał nietolerancyjnym wyobrażeniom o ich stanie umysłu. W przytoczonym cytacie potępia on dezaprobatę płynącą z niższych pobudek. Czy jednak sama ta klasyfikacja nie może być uznana za wyraz nietolerancji? Skąd wiadomo, że dezaprobata „Gazety Wyborczej" wynika z wyższych pobudek niż dezaprobata „Naszego Dziennika”?</p>
<p>Nadymanie przez wyśmiewanie<br />
Wolter, mistrz drwiny, twierdził w „Traktacie o nietolerancji", że „nie ma w tym nietolerancji, gdy ktoś wyśmiewa ludzi kiepsko rozumujących. (...) To dwie rzeczy nader odmienne: kpić sobie z człowieka, a prześladować go”. Dzisiaj wiemy jednak, że wyśmiewanie, drwina, marginalizowanie i stygmatyzowanie są praktykami, które świetnie zastępują dawne metody fizycznej eliminacji i kary. Nie przypadkiem mobbing został uznany za przestępstwo.<br />
Wyśmiewanie służy najczęściej potwierdzaniu własnej tożsamości i przynależności grupowej. Wyśmiewamy innych, by poprawić sobie samopoczucie. To polski zwyczaj narodowy. Fora internetowe pełne są wypowiedzi ludzi, którym wydaje się, że im bardziej wyszydzą kogoś, tym większą wagę będą miały ich argumenty i tym bardziej potwierdzą wyjątkowość swojej inteligencji. Tym mechanizmem nadymania się przez wyśmiewanie posługuje się program TVN 24 „Szkło kontaktowe". Nie tylko widzowie mogą się w nim pochwalić swoim dowcipem, ale i prowadzący dziennikarze mogą kadzić sobie nawzajem. Zapewne wydaje im się, że są Davidem Lettermanem i Jonem Stewartem w jednej osobie.<br />
Tolerancja najczęściej wynika z obojętności. Kiedy nas ani ziębi, ani grzeje to, co ktoś mówi i robi, możemy sobie pozwolić na daleko idącą tolerancję. Wielu Amerykanów o liberalnych poglądach w sprawach rasowych nigdy nie posłałoby dzieci do szkoły z przewagą dzieci afroamerykańskich. Francuzi uchodzą za tolerancyjnych, ale lęk przed polskim hydraulikiem spowodował, że głosowali przeciw europejskiej konstytucji. Słusznie więc odebrano im prawo głosu i teraz zarówno oni, jak i ci hydraulicy dostaną bez pytania o zgodę ową konstytucję jako traktat reformujący.<br />
(...)</p>
<p>Instynkt prostaczy<br />
Zdaniem Durkheima, żywotne społeczeństwa nie mogą być po prostu całkowicie tolerancyjne: „Każdy silny stan świadomości jest źródłem życia; to podstawowy czynnik naszej żywotności; dlatego też wszystko, co zmierza do jego osłabienia, poniża nas i przygnębia; wywołuje uczucie niepokoju i niepewności podobne do tego, które odczuwamy, kiedy jakaś ważna funkcja przestaje spełniać swoje zadanie lub spełnia je wolniej". Tak więc powszechna tolerancja może być traktowana jako symptom osłabienia sił żywotnych, zobojętnienia i dekadencji. Powszechna tolerancja czyni niemożliwą politykę, gdyż ta z natury rzeczy zasadza się na konflikcie i walce, choćby tylko o głosy wyborców.<br />
Przekonanie, iż tolerancja oznacza, że wszystko jest dozwolone, że można robić, co nam się żywnie podoba, nie przychodziło na myśl tym, którzy pierwsi opowiadali się za tolerancją. Im chodziło o swobodę myśli, wolność wyrażania poglądów i zakaz narzucania ich siłą, a nie o dowolność zachowań czy brak moralnych i prawnych regulacji. Wolter pisał: „Niektórzy utrzymują, że skoro wolność myśli jest naturalnym skutkiem tolerancji, a ta wolność przywodzi moralność do zguby, nietolerancja jest konieczna dla szczęścia ludzi. Miejmy się na baczności, by swobody myślenia, powstałej dzięki używaniu rozumu, nie mieszać z niemoralnymi maksymami, które po wszystkie czasy są na ustach motłochu wszystkich krajów. To owoce instynktu prostaczego, a nie rozumu. Zaatakować i unicestwić je może tylko rozum". Od tego czasu jednak nasza wiara w rozum jako podstawę nowej moralności poważnie się zachwiała. A gdy głosi się konieczność tolerancji, najczęściej nie chodzi już o swobodę myślenia, lecz wręcz przeciwnie, o jej ograniczenie. Bo samodzielne myślenie bywa męczące i narusza dobre samopoczucie niemyślących, zwłaszcza gdy prowadzi do konkluzji niezgodnych z prostaczym instynktem.</p>
<div align="right">
<pre>Autor: Zdzisław Krasnodębski</pre>
</div>
</blockquote>
<div align="right">
<pre><font color="#181818">Źródło: Wprost </font></pre>
<div align="left">Sporo osób uważa się za tolerancyjne. Mówią, że nie są rasistami, że homoseksualizm jest dla nich obojętny. Ale czy tak jest naprawdę? Oj często chyba nie.  Niby nie mamy nic naprzeciw jakichś zachowaniom, pewnym osobom np o innym niż nasz kolorze skóry, ale jednak kiedy spotykamy na ulicy taką osobę to zaczynają się jakieś dziwne komentarze.Sama mam kumpele lesbijkę i wydaje mi się, że jestem osobą tolerancyjną. Przynajmniej pod tym względem. Bardzo dobrze się dogadujemy i jej orientacja seksualna nie ma dla mnie większego znaczenia. Uważam ją za bardzo wartościową osobę, na którą zawsze można liczyć.</p>
<p>Najlepiej będzie jak każdy sam się zastanowi nad tym tematem, bo moje słowa i tak raczej nic nie zmienią.</p></div>
</div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[myśli kilka nieudanych]]></title>
<link>http://omlk.wordpress.com/2008/02/09/mysli-kilka-nieudanych/</link>
<pubDate>Sat, 09 Feb 2008 22:57:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>omlk</dc:creator>
<guid>http://omlk.wordpress.com/2008/02/09/mysli-kilka-nieudanych/</guid>
<description><![CDATA[

Natchnienie:
1. «stan duchowego ożywienia twórczego, dążenie do czegoś wielkiego, wzniosłeg]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div ALIGN="justify">
<div ALIGN="justify">
<div ALIGN="justify"><i>Natchnienie:</i><i><br />
</i><i>1. «stan duchowego ożywienia twórczego, dążenie do czegoś wielkiego, wzniosłego»</i><i><br />
</i><i>2. «rzecz, osoba, zjawisko itp. będące podnietą do jakiegoś działania»</i><i><br />
</i><i><br />
</i></p>
<div ALIGN="right"><i> /Słownik języka polskiego PWN</i></div>
<p>Interesuje mnie ta pierwsza definicja. „Stan duchowego ożywienia twórczego...”  jak to się dzieje? W jaki sposób wywołać ten stan?</p>
<p>Od dłuższego czasu nic. Nie potrafię nic napisać, przemyśleć. W głowie ogromna pustka. Niezrozumiała. Może ma to związek z aktualnymi wydarzeniami, a może to naturalny stan. Nie mam pojęcia. Faktem jest, że pierwszy raz w życiu nie byłem w stanie napisać wypracowania i w konsekwencji go nie oddałem, że od dłuższego czasu nic tutaj nie napisałem, choć wielokrotnie zabierałem się za to, że jeśli myślę... to o sprawach mało ważnych.</p>
<p>W moim trybie życia jedynym miejscem do wolnych, niczym nieskrępowanych refleksji, jest autobus. Tak! Nigdzie indziej nie potrafię tak bardzo się skupić i zamyślić. Mam wtedy chwilę „samotności”. Nikt się nie wtrąca, nie przeszkadza. Mogę bezkarnie wyłączyć się z biegu życia codziennego.<br />
Znowu o autobusach :/. Chyba pora się z tym pogodzić. W pojazdach komunikacji miejskiej spędzam dosyć sporo czasu. To właściwie jedyne miejsce do „odpoczynku”. Bo dom jakoś nie pozwala mi tak stuprocentowo się zrelaksować, odprężyć, a w autobusie... Wystarczy popatrzeć za szybę, przyglądać się mijanym miejscom. Tak innym o każdej porze dnia (ostatnio nie poznałem przystanku, na którym wysiadam codziennie, przez co nie wysiadłem i przejechałem się trochę za daleko...). jeśli chodzi o klimat, to moim zdaniem zadumie i obserwowaniu widoków za oknem, służą również podróże pociągami. Tam krajobraz za oknem miesza się z rytmicznym stukotem wagonów pociągu, stwarzając w ten sposób idealne wręcz warunki do myślenia.</p>
<p>Właśnie w takich momentach najczęściej przychodzi do człowieka „natchnienie”. Zastaje go, kiedy nie ma technicznej możliwości uwiecznienia swoich myśli gdziekolwiek. Może je tylko zapamiętać. Jako, ze ludzka pamięć nieco zawodna, to z tych zapamiętanych pozostaje raczej niewiele. Najczęściej  nie udaje się odtworzyć nawet połowy ich „geniuszu”. Uciekają bezpowrotnie.</p>
<p>Ciekawe jak wiele myśli mogących popchnąć ten świat do przodu, zostało w autobusie?</p></div>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Samotlenie]]></title>
<link>http://robertszymczak.wordpress.com/?p=172</link>
<pubDate>Sun, 03 Feb 2008 17:13:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>Robert Szymczak</dc:creator>
<guid>http://robertszymczak.wordpress.com/?p=172</guid>
<description><![CDATA[ 

 &#8220;a ja mówię
daj mi spokój
ja nie mam ochoty
ja to pierdolę
dziś jestem w nastroju
nie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p> <img src="http://robertszymczak.wordpress.com/files/2008/02/zdj9_marcin_swietlicki.jpg" alt="zdj9_marcin_swietlicki.jpg" height="344" width="321" /><br />
<i></i></p>
<p><i> "a ja mówię<br />
daj mi spokój<br />
ja nie mam ochoty<br />
ja to pierdolę<br />
dziś jestem w nastroju<br />
nieprzysiadalnym<br />
pomiędzy kłótnią z jedną kobietą,<br />
a rozmową z drugą, która być może także się przerodzi w kłótnię<br />
ja nie mam ochoty<br />
ja to pierdolę<br />
dziś jestem w nastroju<br />
nieprzysiadalnym"</i></p>
<p><i>Marcin Świetlicki "Nieprzysiadalność"</i></p>
<p>W życiu każdego człowieka, nawet takiego jak ja, który dosłownie garnie do ludzi, zdarzają się chwilę, kiedy zachodzi ochota pobyć w zupełnej, nie zmąconej niczym samotności. Nastrój nieprzysiadalny zdarza się każdemu z nas, jesteśmy wtedy wypełnieni dziwną goryczą i smutkiem, czujemy niesamowitą chujnie i mamy ochotę w niej trwać i nie chcemy by ktokolwiek nam przeszkadzał.</p>
<p>W takich chwilach człowiek jest znacznie bardziej wrażliwy, znacznie łatwiej mu wybuchnąć, czy obrazić się na kogoś. W takich chwilach człowiek powinien zostać sam, bo taki nastrój wymaga jak najmniej hałasu i jak najwięcej myśli. Jesteśmy tak zbudowani, że czasem musimy przetrawić coś nieprzyjemnego, przemyśleć to i strawić w umyśle, żeby potem móc dalej żyć normalnie.</p>
<p>Dobrym przyjacielem nieprzysiadalności jest kawa. Kawa jest czarna i mocna, kawa orzeźwia i zdrapuje starość i odrętwienie od wewnątrz. Z nią można przy takim nastroju porozmawiać, napić się, pofrustrować a ona wszystko ładnie zrozumie, wysłucha i jeszcze wesprze. Filiżanka kawy jest jak kochanka, która co jakiś czas sprawi ci przyjemność, akurat wtedy, kiedy jest ci to potrzebne.</p>
<p>Kiedy tak sobie nierozmawiamy i myślimy, to możemy usłyszeć głosy, których zwykle nie słyszymy, bo sami je zagłuszamy swoim kretyńskim hałasem. Usłyszymy Opowieści żyjące w murach, kroki skradające się po podłodze i demony tańczące na dachach budynków. Będziemy między nimi krążyć myślami, upijemy się tym i będziemy trwać.</p>
<p>Nigdy nie żałuje, kiedy nieprzysiadalność ode mnie odchodzi, bo jestem pewien, że i tak kiedyś wróci. Ona jest jak wierna suka, choćby zerwała się ze smyczy i nie wracała miesiące, to jednak w końcu pojawi się pod drzwiami, jakby nic się nie stało. Kocham to uczucie, a jednocześnie go nie cierpię. Kocham,  bo pozwala odczuć rozkosz smutku i przemyśleć sporo spraw. Nienawidzę, bo często w nim bredzę, zagubiam się i nie wiem co zrobić. Mimo to nie martwi mnie ono, jest częścią mojej natury.</p>
<p><i>"Ale co zrobić, jak chce się człowiek pozbyć tego uczucia?"</i> prawdopodobnie spytacie. Tego to ja nie wiem, o to pytajcie Sąsiadki ;)</p>
<p><i></i></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Higiena Myślenia]]></title>
<link>http://livepad.wordpress.com/?p=7</link>
<pubDate>Thu, 31 Jan 2008 16:33:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>SkazZ</dc:creator>
<guid>http://livepad.wordpress.com/?p=7</guid>
<description><![CDATA[autorem artykułu jest Krzysztof Kina
Higiena umysłu to jest coś co sprawi, że w krótkim czasie ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>autorem artykułu jest Krzysztof Kina</p>
<p>Higiena umysłu to jest coś co sprawi, że w krótkim czasie osiągniesz spokój i zadowolenie z życia. Jest to podstawowa sprawa przy poznawaniu siebie i swego życia. Bez "higieny myślenia" cały Twój świat będzie bałaganem...</p>
<p>Od tego może się zacząć zmieniać Twoje życie. I będzie to zmiana na lepsze.<br />
<!--more--></p>
<p><strong>To, co i jak myślisz odzwierciedla się w Twoim świecie.</strong></p>
<p>Czy tego chcesz, czy nie. I im prędzej zdasz sobie z tego sprawę tym lepiej dla ciebie i twego otoczenia.</p>
<p>„Higiena myślenia” to podstawa, jeżeli chcemy mówić o szczęśliwym życiu.</p>
<p>Twój umysł musi być jak karne wojsko gotowe w każdej chwili do akcji, a nie jak zbieranina pijanych, tchórzliwych obszarpańców, z których każdy chce rządzić i właściwie sam nie wie, czego chce. Jeżeli przejawi tę karność umocni swój najcenniejszy dar: moc tworzenia.</p>
<p>Myśl ma moc twórczą. Nie wierzysz? Rozejrzyj się dokoła. Wszystko, co widzisz powstało najpierw jako myśl w czyimś umyśle. Wszystko wyszło od tego. Od pierwszej myśli do efektu przejawionego w świecie zmysłów oczywiście droga nie jest taka łatwa, ale zapewniam cię, że wszystko przeszło tę drogę. Innej nie ma.</p>
<p><strong>Myśl o pozytywnych rzeczach!</strong></p>
<p>Jeżeli już posiądziesz moc twórczą to MUSISZ dbać o to, aby to, co twój umysł tworzy było dobre. Najlepiej przesiąknięte troską o dobro ogółu a nawet, (choć co niektórym może się odbić) - Miłością. W innym przypadku, jeżeli będziesz tworzył niezgodę i nieharmonijne zachowania, ulegniesz samozniszczeniu. Świat jest konstrukcją Miłości i wszelkie elementy siejące niezgodę wcześniej czy później zostaną utylizowane. Z drugiej strony, jeżeli będziesz siał Miłość, Radość i Pokój, Świat będzie Cię rozpieszczał i życie Twe będzie nieprzerwanym pasmem sukcesów i radości.</p>
<p><strong>To, co siejesz to zbierasz.</strong> Więc uważaj, co wypuszczasz w Świat, bo to wróci do Ciebie i albo Ci zaszkodzi albo pomoże. To jest nie omylne prawo i pamiętaj o tym następnym razem jak przyłapiesz się na tym, że złorzeczysz komuś myślą lub słowem. To brak znajomości tej zasady sprawia, że ludzie cierpią wielkie nieszczęścia, a później wołają: „Oooo jaki ja biedny, biedna, dlaczego mnie to spotyka?” Bo sam sobie to zaprogramowałeś (aś) Nikt Cię nie krzywdzi jedynie Ty sam. Ta myśl może się wydawać absurdalna dla niektórych... Jak to??? To ja sam sprawiłem, że jestem chory lub, że spalił mi się dom? A tak. Właśnie tak jest. Ty sam. Dlatego że nie przestrzegasz higieny myślenia i dlatego że tak nadświadomie chciałeś, (ale o tym w innym artykule). Wysyłałeś w świat mnóstwo negatywnej energii pod czyimś lub pod własny adresem. Przypomnij sobie ile raz zdarzyło Ci się powiedzieć „niech to wszystko szlag trafi!” Więc trafia. O co Ci chodzi? Ale to jest naprawdę dobra myśl. Bo jeżeli za wszystko Ty jesteś odpowiedzialny(alna) to możesz też i wszystko naprawić. Wystarczy zmienić tok swego myślenia i nastawienie do świata.</p>
<p><strong>To, na czym się koncentrujesz wzrasta.</strong> Kierując na coś swoją uwagę musisz mieć świadomość, że „wpuszczasz” ją do swojego świata i ją wzmacniasz.</p>
<p>Jeżeli Twoje myśli koncentrują się na niesprzyjających okolicznościach, czynnikach to wprowadzają je do Twojego świata i po jakimś czasie zamanifestują się one w „realu”. Oczywiście, im Twoje myśli na ten temat są dłużej utrzymywane tym szybciej się to stanie.</p>
<p>Jeżeli masz w głowie chaos (jak większość) To w Twoim doświadczeniu w „realu” wykreuje się chaos. Czyli nasza tzw. „Szara rzeczywistość”.</p>
<p>Niezwykle ważną i istotną sprawą dla naszego życia jest utrzymywanie myśli na pozytywnych, budujących rzeczach (i to przez dłuższy czas) a aby to zrobić trzeba praktykować uspokajanie umysłu - medytację, modlitwę, malowanie, śpiew, itp. Nie tylko nie myśleć o niesprzyjających rzeczach, ale właśnie świadomie kierować swą uwagę na dobre czynniki i wiedząc, że przez to wprowadzasz je w swoje życie. To jest podstawa i nie osiągnie się tego przerzucając kanały w telewizorze lub zagłuszając swe myśli muzyką czy czymkolwiek innym, co rozprasza nasz umysł i zagłusza wołanie Duszy.</p>
<p>O czym myśleć? Myśl o swoim ideale piękna, dobra, o miłości, o Bogu, o wszystkich pięknych rzeczach i nie przeskakuj z jednej na drugą w tempie 3 myśli na sekundę tylko spokojnie ustal sobie temat i myśl o tym. Idź na jakoś nie na ilość, idź w głąb! W ciszy i spokoju zobacz, co sam kryjesz, będziesz zdumiony, jakie skarby są w Tobie i jak wiele masz do zaoferowania światu. Odnajdź swoją pasję. Odnajdź siebie. Jeżeli coś robisz z radością i zapałem, jeżeli Cię to nakręca to znaczy, że odnalazłeś to, co masz robić w życiu. Jeżeli jest to oglądanie telewizji, (w co jakoś ciężko mi uwierzyć) to też dobrze. Przyjdzie czas zobaczysz coś innego.</p>
<p>Wykonaj proste ćwiczenie, aby przekonać się, jaki masz porządek w głowie. Policz od 100 do 1 w myślach. Powoli wizualizuj każdą liczbę jak Ci się pojawia przed Twoim duchowym wzrokiem. Łatwo Ci poszło? Czy zauważyłeś, że tak po pierwszych paru liczbach zaczęły się jakieś drobne problemy? Jakieś myśli zaczęły Ci wchodzić „obok”? Jakieś inne obrazy? Inne myśli? „Po co ja to robię?” „Co za głupoty” - to Twój umysł broni swego bałaganu. Taka galopka myślowa jest dla niego „dobra”. Nie nudzi się, a Ty masz za to jeden wielki harmider i bałagan w głowie, czyli w życiu.</p>
<p>Skupienie i wyciszenie naszego rozbrykanego umysłu to podstawowa sprawa dla normalnego życia. Jeżeli nasze myśli biegają bez żadnej kontroli, nie panujemy nad emocjami, które one przywołują. Taka sytuacją prowadzi do katastrofy. Samozniszczenia. Psycholog lub psychiatra klepie nas po ramieniu. Nerwica się kłania. W naszych czasach ta higiena myśli jest szczególnie ważna ze względu na ogrom informacji i bodźców, które docierają do nas z naszego otoczenia.</p>
<p>Telewizja, radio, rozmowy, gwar, hałas, muzyka, reklamy, plakaty, ludzie. Wszędzie jest bodziec, ku któremu idą nasze zmysły, a za nimi myśl - nasza uwaga. Wszystko, na czym skupiasz swoją uwagę wchodzi do Twojego świata. I tam pozostaje do póki nie będzie usunięte. Dodatkowo ściąga do siebie sobie podobne i tworzy wielkie składy podobnych sobie rzeczy. Góry śmierdzących, niepotrzebnych lub wręcz szkodliwych odpadów. Wszystko to powraca do Ciebie w chwili spokoju i ciszy. A większość ludzi w tym momencie włącza radio lub telewizor, aby zagłuszyć te myśli, a nawet coraz częściej zgodnie z modą z zachodu zażywa środki psychotropowe, łagodne, otępiające uspokajacze. Wbijając głowę w piach... Sytuacja robi się niewesoła. A jeszcze jak sobie kielicha naleje... Skąd się bierze alkoholizm? Ludzie uciekają przed samym sobą. Przed tym, co stworzyli, przed myślami, które ich osaczają.</p>
<p>Przerwij jak najszybciej ten błędny krąg i zacznij zwracać uwagę na to, co i jak myślisz. Na czym się koncentrujesz. Dbaj o higienę myśli i umysłu! Myśl pozytywnie! Odnajdź coś, co Cię kręci, coś dobrego! Cokolwiek robisz konkretnie zbliża Cię do Dobrego. Nawet, jeśli chwilowo idziesz w drugą stronę. Wierze, że czytają to Ci, co mają już dobro w sercach i chcą je rozpalić. W innym przypadku nastąpi samozniszczenie. Im bardziej się będziesz skupiał tym szybciej ono nastąpi. Jeżeli tak jest widać taka lekcja jest Ci potrzebna.</p>
<p><strong>Nasza myśl ma moc twórczą.</strong> I to, dlatego tak ważne jest, aby utrzymać swój umysł w ryzach. W karności. Dodatkowo każda myśl przyciąga sobie podobne, co sprawia, że myśląc o złych rzeczach wpadamy jeszcze bardziej w te niebezpieczne klimaty. Twoja chaotyczna myśl biegnie przez świat i przyciąga do siebie inne chaotyczne myśli, wraca do ciebie z tym wzmocnionym „słodkim” majdanem.</p>
<p>Dbaj o higienę myślenia! Higienę umysłu! To jest podstawowa sprawa, jeżeli chcesz mówić o szczęśliwym życiu. Jeżeli masz w głowie chaos to jak w nim usłyszysz delikatny i cichy głos Twojej prawdziwej natury? Tylko, gdy zapanujesz nad galopującymi myślami osiągniesz szczęście i zadowolenie w życiu. Oczywiście nie wystarczy samo opanowanie tego bałaganu, ale dodatkowo jeszcze skierowanie swej uwagi na to, co Najważniejsze i Najpiękniejsze, ale o tym w następnym artykule.</p>
<p>A na koniec pocieszenie. To wszystko przyjdzie bez trudu. Nie myśl sobie, że masz mnóstwo roboty i nie walcz! To, z czym walczysz wzmacniasz. Spokojnie zacznij od samoobserwacji. Rozszerzaj swoją świadomość na to co się dzieje tu i teraz. Obserwuj, nie oceniaj, nie krytykuj... Wszystko przyjdzie samo. Jeżeli tylko wyrazisz zgodę i poczujesz potrzebę zmian to zmiany same zaczną się dziać. Wystarczy je zaprosić do swego życia. Ale najpierw musisz sobie to wszystko uświadomić. Po to ten artykuł. W następnych więcej szczegółów. Powodzenia! :)</p>
<p>Pozdrawiam :)</p>
<p>Sunshine </p>
<p><span style="color:#85807E;"><br />
--<br />
<a href="http://www.drogowskaz.pl">Drogowskaz - gdy Droga stanie się Celem...</a><br />
<a href="http://duchowywymiarzycia.pl">Duchowy Wymiar Życia - portal wiedzy o życiu.</a><br />
<a href="http://oridea.net">Oridea.net - Inspiracje</a></p>
<p>Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/art-375,14,76,Rozwoj_Osobisty,Higiena_Myslenia.html">www.Artelis.pl</a><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[(nie)znajomi]]></title>
<link>http://omlk.wordpress.com/2008/01/28/nieznajomi/</link>
<pubDate>Mon, 28 Jan 2008 23:15:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>omlk</dc:creator>
<guid>http://omlk.wordpress.com/2008/01/28/nieznajomi/</guid>
<description><![CDATA[Znajomości zawierane ot tak, przez jeden uśmiech, spojrzenie, dobre słowo. Magiczne, piękne, taj]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Znajomości zawierane ot tak, przez jeden uśmiech, spojrzenie, dobre słowo. Magiczne, piękne, tajemnicze...<br />
I to jest ich największy urok. Są nieuchwytne jak marzenia. Osoba, której imienia nie pamiętam, nie mam jej numeru telefonu, ani żadnego innego kontaktu. Osoba, z którą potrafię rozmawiać w autobusie przez całą drogę do domu. O wszystkim i o niczym. Tak po prostu.<br />
Szczerze i otwarcie.</p>
<p>Taka rozmowa oczyszcza, odświeża, daje do myślenia.</p>
<p>Dzieje się to tylko raz w tygodniu, nie co tydzień, bo tylko w jednym autobusie. Co ciekawe- nie wsiadam do niego z nadzieją spotkania tej osoby. Ona czasami jest, a czasem jej po prostu nie ma. Życie...</p>
<p>Takich znajomości  chciałbym więcej. Chciałbym, by nie było to tylko ukradkowe spojrzenie rzucone na przystanku, łapczywie i chciwie łapane przeze mnie jak obietnica cudu. By taka znajomość nie przeradzała się w nic więcej. Nie rozwijała się. Trwała w stanie hibernacji, rozmrażana tylko na te parę chwil. Byśmy znikali sobie z myśli zaraz po pożegnaniu.</p>
<p>Wiem, że to prawie niemożliwe. Dlatego cieszę się tą jedną... mistyczną...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[póki możesz]]></title>
<link>http://omlk.wordpress.com/2008/01/28/poki-mozesz/</link>
<pubDate>Mon, 28 Jan 2008 22:40:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>omlk</dc:creator>
<guid>http://omlk.wordpress.com/2008/01/28/poki-mozesz/</guid>
<description><![CDATA[
Medice&#8230;
&#8230; nikt tego tak do końca nie rozumiał. Nikt nie mógł pojąć, że On potraf]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div ALIGN="justify">
<div ALIGN="left"><i>Medice...</i></div>
<p>... nikt tego tak do końca nie rozumiał. Nikt nie mógł pojąć, że On potrafi tak po prostu się odciąć. Że czasami musi się uwolnić...</p>
<p>Początkowo tolerowali to bez problemu. Przecież nie robił tego zbyt często, zawsze wracał uśmiechnięty, radosny, pełny sił do dalszego działania. Przecinanie wszystkich krepujących sznurów, odzyskiwanie wolności z daleka od ulicznego zgiełku, od bliskich i tych nieco dalszych, od codzienności pozwalało mu sprawnie funkcjonować w społeczeństwie. Początkowo tolerowali...</p>
<p>Niewielu zwróciło uwagę, że zaczął robić to coraz częściej. Że ilość tych „wypadów” wzrastała właściwie z miesiąca na miesiąca na miesiąc, z tygodnia na tydzień. Tym, którzy to zauważyli, stopniowo przestał się podobać ów „autsajderyzm”. Potrzebowali Go, ponieważ przyzwyczaili się do tego, że był. Że mogli na niego liczyć, że ich wspierał, zawsze potrafił rozwiązać problem, znaleźć wyjście z sytuacji. Za to go kochali...</p>
<div ALIGN="left">.<i>..cura te...</i></div>
<p>Nikt nie jest niezastąpiony. W momencie, kiedy przestał być, a tylko bywał blisko, znajdowali innych. Niezawodnych. A On powoli znikał w cieniu. Zapominali. Kto nie zapomniał, lub nie znalazł zastępcy, musiał cierpieć. Tych kilku osób żal Mu było najbardziej. Wiedział, że albo je zostawi, albo się wyczerpie i już na zawsze zabraknie mu sił by nieść swoją misję światu.</p>
<p>Nie za bardzo zdawał sobie sprawę z tego, jak wielka ciąży na nim odpowiedzialność. Brał we własne ręce losy innych ludzi, wyjaśniał im życiowe zakręty, wskazywał drogę, przenosił przez rwące rzeki problemów tak, by mogli dotknąć drugiego brzegu suchą stopą. Poświęcał się.</p>
<p>Każde takie poświęcenie kosztowało go niesamowitą ilość energii. Dopóki był młody, a tobołek Jego osobistych doświadczeń lekki, robił to bez większych problemów. Czerpał siły z własnej młodości i tylko od czasu do czasu regenerował je w ciszy i skupieniu. Wraz z procesem starzenia i nabierania doświadczeń, coraz więcej sił poświęcał na wydobywanie samego siebie z różnorakich bagien. Nie potrafił znieść tego, że zaniedbywał potrzebujących, dlatego coraz częściej uciekał, by doładować się, wrócić i „zrobić swoje”. I tak na okrągło...</p>
<p>Po pewnym czasie postanowił przestać dbać o siebie. Po prostu brnął w kłopoty nic sobie z tego nie robiąc. Był szczęśliwy że wreszcie odzyskał dawne siły, że mógł robić to co potrafił najlepiej. Że był.</p>
<p>Nie przeszło mu nawet przez myśl, ze w ten sposób może zrobić coś złego. Porzucając samego siebie, nie zdawał sobie sprawy, ze nie jest tak zupełnie sam, że porzucił Kogoś jeszcze. Nie miał pojęcia.</p>
<p>Dopiero kiedy zobaczył te piękne, urzekające i zawsze żywe... zapłakane, zrozumiał.<br />
Nieco za późno...</p>
<div ALIGN="right">
<div ALIGN="left">.<i>..ipsum!</i></div>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[na kredyt]]></title>
<link>http://omlk.wordpress.com/2008/01/27/na-kredyt/</link>
<pubDate>Sun, 27 Jan 2008 00:47:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>omlk</dc:creator>
<guid>http://omlk.wordpress.com/2008/01/27/na-kredyt/</guid>
<description><![CDATA[








&#8220;Owszem. Wybaczyłem. Wybaczę raz drugi i trzeci i&#8230; jak myślisz - na ile wyst]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div ALIGN="right">
<div ALIGN="justify">
<div ALIGN="justify">
<div ALIGN="right">
<div ALIGN="justify">
<div ALIGN="justify">
<div ALIGN="justify">
<div ALIGN="justify">
<div ALIGN="right">
<div ALIGN="right"><i>"Owszem. Wybaczyłem. Wybaczę raz drugi i trzeci i... jak myślisz - na ile wystarczy mi sił? Kiedy to się skończy? Jak długo można nadużywać mojego zaufania? Czy myślisz, że będzie tak jak kiedyś? Że to nie zostawi po sobie żadnych znaków?”</i><i><br />
</i><i><br />
</i></p>
<div ALIGN="left">Niewypowiedziane słowa. Zabrakło okazji, odwagi... może to dlatego, że nie lubię pytania: „ale... o co chodzi?”.<br />
Może tak po prostu...Nie wiem, jak długo wytrzymam? Jak długo jeszcze będę się uśmiechał? Udawał, że nic się nie stało, że wszystko w porządku, że jest Ok...Wybaczam. Może trochę zbyt często... ale nie potrafię inaczej. To taka moja nieuleczalna przypadłość. A może strach? Bo jeśli nie wybaczę, to stracę na zawsze... i już nigdy nie będzie tak jak kiedyś...</p>
<p>Co prawda- nie jest. Każda mała rana, poszerza tę jedną, dużą. Wzmaga krwawienie, drażni nerwy, boli. I jakby nie było- nie jest jak dawniej. Bo zapomnieć, tak do końca, się nie da. Możliwe, że kiedyś, po latach, kiedy wszystko się zagoi, ta poważna (teraz) sprawa stanie się tak błacha, że będziemy się z niej śmiać. Ale nie zapomnimy...</p>
<p>Więc to jednak nie strach. Tylko, co?</p>
<p>Muszę przyznać, że z czasem, zaczynam czuć coraz większą pogardę. Do nich, tych raniących, szarpiących zaufanie. Jestem coraz wyżej, ufam coraz mniej... patrzę z krzywym uśmiechem na próby odkupienia win... odczuwam z tego powodu niezmierną satysfakcję. Rządzę, miotam gorzkie słowa, odpycham... odpycham?</p>
<p>Mam w sobie coś z dyktatora. Nigdy wcześniej nie miałem o tym pojęcia, ale zauważyłem, że uwielbiam mieć władzę. Być panem sytuacji. Dyktować warunki, walczyć... Nie znoszę sprzeciwu. Zresztą- mało kto do tej pory odważył się na sprzeciw...</p>
<p>zły...</p>
<div ALIGN="right"><i><br />
„... był dobrym człowiekiem. Tylko w swoim życiu ciągle spotykał złych ludzi...”</i></div>
<p>P.S. Strasznie duzo zadaję pytań, prawda?</p></div>
</div>
</div>
</div>
</div>
</div>
</div>
</div>
</div>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Złota myśl...]]></title>
<link>http://adolescentulus.wordpress.com/2008/01/20/zlota-mysl/</link>
<pubDate>Sun, 20 Jan 2008 00:47:29 +0000</pubDate>
<dc:creator>adolescentulus</dc:creator>
<guid>http://adolescentulus.wordpress.com/2008/01/20/zlota-mysl/</guid>
<description><![CDATA[Siedzę sobie i wpadło mi do głowy takie zdanie&#8230; &#8220;życie to jedna wielka prowokacja]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Siedzę sobie i wpadło mi do głowy takie zdanie... "życie to jedna wielka prowokacja...".  Tak rzuciłem to stwierdzenie w przestrzeń. Jednak postanowiłem się mu przyjrzeć z bliska. Zastanówmy się...</p>
<p><!--more--></p>
<p>"Życie to jedna wielka prowokacja..."- Ile w tym prawdy. Spójrzmy, ile wiemy o życiu? Ile o świecie w jakim żyjemy? Nic. Nie wiemy kto lub co go stworzyło, możemy się domyślać... tworzymy jakieś dziwne teorie, jedni wierzą w to, inni w co innego. Tak naprawdę nie wiemy co jest przyczyną tego co teraz obserwujemy. Może ktoś się teraz z nas śmieje. Ktoś zrobił coś prymitywnego, czym jesteśmy My, a doszukujemy się w tym jakichś cudów. Czy to nie zabawne? Ile nas spotyka niezrozumiałych rzeczy, próbujemy dochodzić, co jest prawdą, kłócimy się, sami nie wiemy o co, zabijamy się. Paranoja...</p>
<p>Może ktoś zna prawdę, komuś przekazuje, od pradawnych czasów, ale istnieje taki pakt, porozumienie prowokacji... taka zabawa w kotka i myszkę... śmieszność życia... prowokacja... jedna wielka prowokacja... na każdym kroku, manipulują jedni drugich, Ci myślą, że to oni manipulują, a tak naprawdę władzę mają trzeci, oni spoglądają na resztę z góry i się śmieją... można to zdanie rozwijać w wielu kierunkach i w wielu można uznać za dobrą metaforę...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[tak to jest...]]></title>
<link>http://trzyczwartesciany.wordpress.com/2008/01/14/tak-to-jest/</link>
<pubDate>Mon, 14 Jan 2008 21:08:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>trzyczwartesciany</dc:creator>
<guid>http://trzyczwartesciany.wordpress.com/2008/01/14/tak-to-jest/</guid>
<description><![CDATA[&#8230;leżymy, odpoczywam, nie myślę, czasem skinę głową, słucham przecież, nie chce mi się]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>...leżymy, odpoczywam, nie myślę, czasem skinę głową, słucham przecież, nie chce mi się nic, nagle to czego sie obawiałem... pytanie, musze odpowiedzieć, no ale jak ? przecież mógłbym powiedzieć, że kocham, była by to prawda ? nie wiem. Równie dobrze mógłbym powiedzieć, że lubię, jak by sie to miało do stanu rzeczywistego? Nie wiem, powiem, że szanuję, to takie uniwersalne, ale czy na pewno? Nie chcę, nie kocham, nie lubię, nie szanuję, co by było, gdybym tak odpowiedział? Ciekawość, nie ryzykuję, nie wiem co powiedzieć, nie znam się, nie chce mi się, przecież nigdy nie potrafiłem, wyrażać swoich uczuć, nazywać ich po imieniu, nie możemy po prostu dalej leżeć? Wzdycham, co robić? czeka na odpowiedź, hmm, "sikać mi się chcę" - mówię, wstaje, wychodzę, zyskuje na czasie, wracam, udaje, że nie było pytania, leżymy. Udało się. Ufff</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[formy raczej z tych krótkich...]]></title>
<link>http://trzyczwartesciany.wordpress.com/2008/01/13/formy-raczej-z-tych-krotkich/</link>
<pubDate>Sun, 13 Jan 2008 21:00:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>trzyczwartesciany</dc:creator>
<guid>http://trzyczwartesciany.wordpress.com/2008/01/13/formy-raczej-z-tych-krotkich/</guid>
<description><![CDATA[&#8230; zawsze byłem zwolennikiem krótkich form, no bo po co męczyć dzieci w szkole powieściami]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>... zawsze byłem zwolennikiem krótkich form, no bo po co męczyć dzieci w szkole powieściami, kiedy można czytać nowele, po co oglądać film, który trwa 2h, skoro w tym czasie można zobaczyć 4, równie ciekawe filmy, po co długie przemowy, skoro to samo można przekazać w kilku zwięzłych zdaniach,  po co w kościołach te długie kazania, skoro i tak nikt nie słucha?  Gdyby tak, wszystko skrócić, ile człowiek by mógł czasu zaoszczędzić ? Hmm chociaż nie koniecznie, przecież doba wtedy, musiała by mieć co najwyżej 12h, no bo jak wszystko to wszystko, czyli bezsensu, zostańmy przy tym co jest, a ja po prostu dalej będę marudzić...</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
