<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>moje-historie &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/moje-historie/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "moje-historie"</description>
	<pubDate>Thu, 07 Aug 2008 20:46:06 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Nieidealne idealności...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/?p=111</link>
<pubDate>Sun, 03 Aug 2008 08:46:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/?p=111</guid>
<description><![CDATA[Gdzieś w działającym od dawien dawna laboratorium znalazł się on. Nie wiedział, co produkuje s]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Gdzieś w działającym od dawien dawna laboratorium znalazł się on. Nie wiedział, co produkuje się w tym wielkim, stworzonym ze stali i cegieł budynku, nie wiedział także, dlaczego akurat on się w nim znalazł i jak do tego doszło. Stał sam w pomieszczeniu przypominającym hol, czuł chłód i swąd jakby od zwarcia instalacji elektrycznej. Z nudów zaczął tupać nogą o blaszaną podłogę. Po chwili usłyszał, że ktoś zbliża się wolnym, ale zdecydowanym krokiem. Kroki były coraz głośniejsze. Otworzyły się przed nim wielkie drzwi, które pomimo swoich gabarytów nie stawiały problemu przy otwieraniu. W łunie światła ujrzał kobietę, Gdy jego oczy przyzwyczaiły się do światła dostrzegł, że kobieta ta jest najpiękniejszą, jaką widział w swoim życiu. Dziwne to było uczucie, ale nie mógł się nadziwić, że do tej pory nie widział równie pięknej kobiety.<br />
- Witaj, jestem właścicielką tego laboratorium. Miejsce to jest pod pewnym względem magiczne. Za kilka godzin będziesz najszczęśliwszą osobą na świecie, ponieważ znajdujemy się w Laboratorium Szczęścia. Będziesz mógł zatrzymać się przy każdym stole laboratoryjnym, gdzie nasi pracownicy sprawią, że dostaniesz to, czego będziesz chciał. Będziesz mógł zmienić wygląd, po ubiór, na miejscu zamieszkania skończywszy.<br />
Czuł się dziwnie, nie wiedział, co powiedzieć. Oczami wyobraźni widział siebie najprzystojniejszego na świecie, najbogatszego etc. Kobieta w mig zorientowała się, że chłopak z wrażenia stracił mowę, chwyciła go za rękę i ruszyła w głąb budynku.<!--more--></p>
<p>Szli długim, wąskim korytarzem. Po chwili trafili na pierwsze stanowisko.<br />
- Tutaj dostaniesz swoją nową twarz. Będzie najpiękniejsza na świecie.<br />
Powiedziała kobieta.<br />
Kazała mu połknąć tabletkę, gdy tabletka rozpuści się w jego organizmie twarz chłopaka nabierze nowych rysów (nie pytajcie jak będzie wyglądać, bo to mało istotne. Będzie przecież najpiękniejsza na świecie…).<br />
Tuż obok, znajdowało się drugie, odpowiedzialna za budowę ciała. Młodzieniec znowu połknął tabletkę, po której jego ciało miało nabrać najwspanialszych kształtów, jego mięśnie miały być najsilniejsze…</p>
<p>Kobieta oprowadziła go po wszystkich działach. Kolejno dostał:<br />
- najlepszy charakter<br />
- największą wiedzę ze wszystkich dziedzin życia<br />
- najmodniejsze i najdroższe zarazem ubrania<br />
Od odwiedzenia tego magicznego miejsca stał się także najbogatszym człowiekiem na świecie, gra najlepiej na wszystkich instrumentach, które człowiek wykonał. Żeby nie przedłużać chłopak ma wszystko, co zaczyna się od „naj” i jest dobre.</p>
<p>Na koniec chłopak podpisał się w księdze osób idealnych, które odwiedziły ten zakątek i z szarych ludzi stali się najlepsi.<br />
Gdy zbliżał się do wyjścia w samotności zaczął się zastanawiać nad pojęciem idealności i bycia najlepszym.<br />
- skoro ja jestem najbogatszy, a była tu masa osób przede mną to jak oni też mogą być najbogatsi? Jeżeli ja jestem najprzystojniejszy to jak inny może także być najprzystojniejszy? Jak wyglądają zawody sportowe, jeżeli każdy jest najsilniejszy, najszybszy, najdoskonalszy?<br />
Zaczął wyobrażać sobie sytuacje, w których w nieskończoność wybiera się Miss Świata, bo jak wybrać tą najpiękniejszą, jeżeli wszystkie są najpiękniejsze?<br />
Takich sytuacji ukazało mu się więcej. </p>
<p>Stanął przed wyjściem, nieśmiało uchylił drzwi. Miał zobaczyć najpiękniejsze miejsce na świecie, które wybrał sobie podczas „udoskonalania się”, nim jednak je ujrzał poczuł dziwny zapach.<br />
- Co tak śmierdzi? Przecież chciałem, abym po wyjściu znalazł się w pięknej nadmorskiej miejscowości.<br />
Otworzył drzwi do końca. Już wiedział skąd ten dziwny zapach.<br />
Przed sobą miał niekończące się wysypisko śmieci, na którym w oddali coś się ruszało. Znajdowały się tam postacie z jego wizji. Dwóch najsilniejszych zapaśników walczyło w stosie zużytych opon i żaden z nich nie potrafił położyć rywala na ziemi, kilku himalaistów wspinało się na sterty lodówek, wszyscy zdobywali szczyt jednocześnie, grupka kobiet wymieniała się przepisami jednak żadna nie umiała zaskoczyć swoich koleżanek, bo one już te przepisy znały.</p>
<p>Pokonywał stosy śmieci i idealnych, czuł się zagubiony, wiedział, że na nic mu jego „naj” skoro i tak nikt nie zwróci na niego uwagi. Mijając pralki, kuchenki, butelki, lalki, wiertarki, papierki po cukierkach, stalowe kraty, narty, Trabanty, gokarty, piękne panny, modelki, kelnerki, cheerleaderki, tancerki, szwaczki, sprzątaczki i panów pięknych, misterów, modelów, testerów mikserów, bokserów, monterów rowerów doszukał się prawidłowości. Cały ten śmierdzący mini światek stał się idealnie współgrającym organizmem. Tętniące własnym życiem śmietnisko, wszystko było do siebie dopasowane. Idealne z nieidealnym, idealne nie-idealności z nie-idealnymi niegdyś idealnościami. Uzmysłowił sobie, że w prawdziwym życiu nie ma miejsca dla ideałów i że każdy musi być inny i wyróżniać się czymś szczególnym i że nie można mieć wszystkiego. Zrozumiał, że dla ideałów jest tylko jedno miejsce – wysypisko śmieci, bo, do czego oni się nadają, jeżeli wszyscy są idealni? Jeżeli nie mogą z sobą rywalizować, bo rywalizacja ta trwała by w nieskończoność i nie wyłoniłaby zwycięzcy?</p>
<p>Gdy już wszystko pojął zaczął zastanawiać się nad tym skąd on się tam wziął, jednak nie trwało to długo, ponieważ zaczął dzwonić budzik, który w chwilę uzmysłowił mu, że to tylko zły sen…<br />
Po obudzeniu się w pośpiechu pobiegł do łazienki, przemył twarz, spojrzał w lustro. Ujrzał siebie, jakim był przed snem. Ucieszył się z tego faktu i obiecał sobie, że już nigdy nie pomyśli o tym, co by było gdyby był idealny…</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wakacyjna nuda, czyli plany, plany i po planach]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/?p=87</link>
<pubDate>Sat, 05 Jul 2008 14:51:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/?p=87</guid>
<description><![CDATA[10 miesięcy szkoły, które kończy się upragnionymi 2 miesiącami wakacji. Pech chce, że majowo-]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>10 miesięcy szkoły, które kończy się upragnionymi 2 miesiącami wakacji. Pech chce, że majowo-czerwcowe plany i wizje licznych wakacyjnych eskapad i imprez z kumplami znikają tak szybko jak hamburgery w ustach obleśnie grubego Amerykanina. <!--more--></p>
<p><strong>Pomysł pierwszy: Wisła wita.</strong></p>
<p>Wakacyjny wypad w gronie znajomych w góry. Wersja o tyle fajna, że ja wraz z częścią kumpli miałem jechać rowerem. Były plany, były nawet już pierwsze wersje tras, były rozmowy na temat posiłków podczas jazdy. Był nawet regulamin stworzony bardziej dla żartów mający na celu zabezpieczenie się przed dziwnymi problemami uczestników…</p>
<p>Początkowo chętni na wyjazd to ja i kolega. To był pierwszy skład, który kilkanaście razy powiększał się i zmniejszał. Z 2 osób urósł do bodajże 8, potem zmalazł do 4, potem wzrósł do 6 i ostatecznie wynosi zero.<br />
Powodów, dla których się nie udał było kilka. Ja chciałem jechać tam głównie z tego powodu, że po raz pierwszy zrobiłbym na rowerze ponad 100 km w ciągu jednego dnia. Ot, taki mały schizm z mojej strony. Kocham to, nic na to nie poradzę… Kolega, który prawie cały czas ze mną jeździ też był bardzo napalony na ten wyjazd. Ale jego niezbadana psychika nagle podpowiedziała mu „nie dasz rady wrócić” i to samo mi zakomunikował kilka tygodni przed wakacjami…<br />
Ja pierdole. Zrozumiałbym argument, że nie da rady tam dojechać, ale nie da rady wrócić? Trudno, Wisła nie zostanie podbita.<br />
Ostatecznie kumple pojadą do Krościenka nad Dunajcem… Niestety znalezienie pracy uniemożliwiło mi wyjazd razem z nimi…</p>
<p><strong>Pomysł drugi: Działkowe maratony.</strong></p>
<p>Biba za bibą. Ognisko za ogniskiem, grill za grillem. Plany były, ale na planach się kończy. Niestety jedyny właściciel działki ma nagłe problemy z zorganizowaniem ognisk, które były obiecywane przed wakacjami. A już, co poniektórzy w tym ja cieszyli się, że będą mieli okazję razem napić się wódki i wspólnie pobawić się…</p>
<p><strong>Zgasić Słońce!</strong></p>
<p>Reakcja na 4 pory roku typowego Polaka:<br />
1.	Jesień - wieje zimny wiatr, leje deszcz, jest ślisko, szaro, ponuro. Lepiej siedzieć w domu.<br />
2.	Zima - jest zimno, pada śnieg, wieje zimny wiatr, jest szaro, buty mokną od chodzenia po śniegu. Lepiej siedzieć w domu.<br />
3.	Wiosna - zimny, nieprzyjemny wiatr, wiosenne niespodziewane opady deszczu, a czasami nawet śniegu. Lepiej siedzieć w domu,<br />
4.	Lato – jest gorąco, wokół latają owady, żar leje się z nieba, od czasu do czasu popada. Bywają burze z piorunami. Lepiej siedzieć w domu.</p>
<p>Jakiego ja mam pecha, że moi najbliżsi kumple są typowymi Polakami. Psioczyli i psioczyli, że cały czas jest za zimno na długie wypady. Zrobiło się ciepło i co? I kurwa lepiej siedzieć w domu, bo Słońce zabija. Nie ważne czy chciałbym coś porobić o 9, 11, czy 19. Jest ciepło, siedzimy w domu.</p>
<p><strong> "Zdam prawko, będziemy jeździć samochodem”.</strong></p>
<p>Pełnoletność sprawiła, że wielu spośród moich znajomych zapisała się na kurs prawa jazdy. Nim go zdali snuli wizje całodniowych weekendowych wypadów za miasto…Nawet nie było problemów z brakiem samochodu. Mówili: „auto jest, będzie prawko i możemy jeździć…”.</p>
<p>No i co? Prawko jest, wycieczek i auta nie ma. Nagle w jednym przypadku ojciec ciągle kursuje (jak on kurwa może ciągle kursować jak jebane 8 godzin spędza na kopalni pracując), a drugim przypadku auto jest, ale od popołudnia, ale wtedy już nie opłaca się nigdzie jechać. Szkoda tylko, że jedyną osobą, dla której nie opłaca się jechać jest syn właściciela auta…</p>
<p><strong>Posiedźmy na ławce.</strong></p>
<p>Ponoć nie ma nic fajniejszego niż posiedzieć sobie w gronie kumpli do późnego wieczora na ławce. Ciepła letnia noc, browar, ewentualnie pepsi dla abstynentów, multum tematów do rozmów, wygłupy, ciekawe akcje. Dlaczego ponoć? Ano dlatego, że tą wersję znam tylko i wyłącznie z opowiadań jednego z klasowych kolegów ;).<br />
Szkoda, że z moimi znajomymi takiego czegoś zorganizować się nie da. Jedyne, na co ich stać to 40-60 min. spacer dookoła dzielnicy. Jak jebane wyjście z psem, żeby się wysrał i wyszczał i w domu był spokojny. Chociaż nie do końca, bo mój wujek z psem wychodzi na dłuższe spacery…</p>
<p>Jest jedna osoba, która zarzuca coraz to lepszymi pomysłami typu „pojedźmy w południe do centrum Katowic, bo muszę coś kupić w elektroniku” No jak chuj chce mi się jechać 2 autobusami w ścisku gdzieś do centrum handlowego… Na szczęście nie tylko mi ten pomysł wydawał się głupi.</p>
<p>Nie ma to jak wakacje w gronie kumpli…<br />
I znowu nie pozostaje mi nic innego jak sobie pojeździć na rowerze...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Gdzie jesteś Boże?]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/?p=83</link>
<pubDate>Mon, 24 Mar 2008 17:19:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/?p=83</guid>
<description><![CDATA[Jako, że wychowałem się w głęboko wierzącej rodzinie (jak to brzmi…) od dziecka żyłem z ko]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jako, że wychowałem się w głęboko wierzącej rodzinie (jak to brzmi…) od dziecka żyłem z kościołem za pan brat. Msze święte, nabożeństwa itp. nie są mi obce.<br />
Za bajta ( jak to brzmi nr.2) nie rozumiałem jeszcze wielu rzeczy i słuchałem się mamusi. Wiedziałem, że jest niedziela i trzeba iść do kościoła, bo Bozia się obrazi ;). Dorastając Kościół zaczął mi przeszkadzać, zacząłem się coraz bardziej zastanawiać nad sensem wiary, nad obecnością Boga itd.<!--more--></p>
<p>Niedziela. Wraz z kolegą idę na Mszę Świętą. Wchodzimy na chór, siadamy w ławce…Zacząłem się rozglądać dookoła, wpadłem jakby w trans i zacząłem w myślach mówić do siebie. Zadałem sobie pytanie: „Boże gdzie jesteś?” Mój wzrok okrążał wielkie złote żyrandole, na których świeciło się ponad 20 żarówek w pięknych kloszach. Mój wzrok szedł jeszcze wyżej. Dotarł do sufitu. Biały sufit, na którym z płatków złota zrobione były jakieś wzorki przypominające gałązki i kraty. Opuściłem głowę nieco niżej. Oczy wpatrywały się teraz w tabernakulum, które swoim złotym kolorem odbijało światło lamp. Nieco wyżej tabernakulum wisi złoty krzyż, do którego przybita jest figurka Jezusa. Nad krzyżem jak i dookoła niego umocowane były złote kwadraty, prostokąty, romby, które przypominać mają promienie. Pytanie, które zadałem sobie wcześniej, znowu przeszło w ciszy w mojej głowie. „Boże, czy w tym złocie mam Cię szukać? Przecież od dziecka na katechezie mówiono mi, żeby żyć skromnie, że przepych i bogactwo to grzech. Boże, jeśli grzechem jest posiadanie willi z basenem, drogiego samochodu, to, dlaczego ty zamieszkałeś w tym mieniącym się złotem domu?. Dlaczego Jezu, wisisz na złotym krzyżu? Niejeden żebrak dałby się do niego przybić tylko po to, aby te złoto dotknąć. Dlaczego Jezu ten krzyż nie jest z drewna? Z tego, co mi mówiono Ciebie przybili do drewna. Jezu, w dzień przed Twoją śmiercią, gdy byłeś wśród swoich uczniów, wypowiedziałeś następujące słowa: „Bierzcie i jedzcie z niego wszyscy…” Na tą pamiątkę na każdej Mszy podczas komunii św. możemy „jeść” Twoje „ciało”. Dlaczego, Jezu znajduje się ono w złotym tabernakulum?” „Czy Ty też stołowałeś się w złotych pokojach?. Mówili mi, że żyłeś w ubóstwie. Jezu, przed Twoją drogą krzyżową kaci biczowali Cię, a potem na Twej głowie osadzili koronę, koronę z cierni. Czy ona też była złota? Dlaczego te wzorki, które widzę są złote? Dlaczego wszystkie mieni się złotem? Dlaczego?!?”</p>
<p>Moją medytację przerwała tłusta, ogromna kobieta, która próbowała przepchać się przeze mnie i usiąść obok. Nawet „przepraszam” nie powiedziała, które jest słowem idealnie pasującym w takiej sytuacji. Chcę się wydostać z autobusu, mówię „przepraszam” i ludzie odsuwają się i mogę przejść. Tak samo w kinie, teatrze itd. A ona nic. Siadła i dyszała. Po chwili znowu wróciłem do moich rozważań. „Boże, gdzie jesteś? W tej kobiecie? Mówiłeś: „traktuj bliźniego jak siebie samego”, czy ta kobieta o tym już nie pamięta? Czy ona także chciałaby być pchana i deptana? Boże, co jest?”.</p>
<p>Ludzie zaczęli zajmować kolejne miejsca. Przede mną usiadły dwie młode dziewczyny, które nie wyglądały na takie, które przyszły tu, aby się modlić. Paplały i paplały. Gdy ktoś zwrócił im uwagę, one tylko parsknęły jak koń i po chwili robiły to, co do tej pory. „Boże, kazałeś dzień święty święcić. Dlaczego je tu wpuściłeś? Dlaczego, Boże pozwalasz, aby 2 smarkule przeszkadzały ludziom w rozmowie z Tobą? Dlaczego Boże?”. Msza w końcu się zaczęła. Przed ołtarzem znalazł się ksiądz, który na sobie miał ornat w czerwonym kolorze, ze złotymi wstawkami. „Jezu, czy Ty, na co dzień też się tak ubierałeś? Czy w swoich naukach wspominałeś coś o ubieraniu drogich, pozłacanych ubrań? Jezu, zawsze mówiłeś, że wśród zwykłych ludzi, a nie bogaczy chcesz przebywać. Co tu się Panie dzieje?”.</p>
<p>Msza się skończyła. W kościele znajdowały się jeszcze złote stojaki na świece, grube i wielkie złote ramy obrazów itp.</p>
<p>,„Po co to wszystko Boże? Czy ludzie nie odwiedzaliby Cię gdyby w Twoim domu nie było złota? Czy zwykłe drewno na Twojej boskiej liście przebojów nie ma już miejsca? W złotym kościele jest Ciebie więcej niż w zwykłym drewnianym?”</p>
<p>Pamiętam jeszcze czasy, kiedy chodziłem do starego kościoła, który z racji wieku został wyburzony, bo nawet Bóg nie powstrzymałby spadających kawałków ścian i sufitu na podłogę. Kościół był skromny, taki „starodawny”, drewniany. Teraz już się takich nie buduje, to oczywiste. Ale czy od razu trzeba pokrywać ściany złotem, a krzyż w kolorze innym niż złoty nie jest krzyżem? Dlaczego w kościołach jest przepych? Dlaczego mam wrażenie, że jestem w pałacu, ekskluzywnym hotelu? Dlaczego nie czuję tego klimatu, tej tajemnicy, która powinna towarzyszyć mi podczas pobytu w świątyni? Zamiast tego czuję obłudę i wstręt. Zapach kadzidła zastąpił fetor, który powstaje po mieszance tanich perfum, które stare, obrzydliwie grube paniusie wylewają na siebie, bo muszą pokazać się w towarzystwie. Dlaczego nie mogę się skupić na modlitwie, tylko muszę znosić szepty, śmiechy, pokrząkiwania, płacz i larmo, które wywołują małe dzieciaki? (swoją drogą, czy dziecko, które przed kilkoma miesiącami urodziło się, rozumie gdzie jest? Te głupie matki biorą swoje pociechy do kościoła tylko po to, aby pokazać całemu światu swój skarb. Coś jak lans nowoczesnym telefonem komórkowym, albo nowymi felgami w aucie. Bo nie oszukujmy się – one nie przychodzą po to, aby się modlić. Wiele razy obserwowałem takie okazy, które przez 60 minut nie wypowiadają słów modlitw, a jedynie „ciiii”, „patrz kochanie, jesteśmy w kościółku, ciiiii, no już…”).</p>
<p>Boże? A czy Ty w ogóle istniejesz? Udowodnij, że istniejesz. Haaa, i tu mnie masz, co? Wiara na tym polega, aby bez udowadniania wyznawać Cię. Ale, z jakiej racji? Jest tyle niedomówień, tyle kłamstw, tyle sprzecznych teorii, tyle naukowych faktów, które wykluczają Twoje istnienie. Dlaczego nam to Boże zrobiłeś? Bawisz się w zgaduj zgadula, ale nie dajesz podpowiedzi. Dlaczego mam wierzyć, że to Ty stworzyłeś naszą planetę i nas, jeśli na geografii pani mówiła, że dawno temu w kosmosie nastąpił prawdopodobnie wielki wybuch i to on spowodował ukształtowanie się planet? A życie rozpoczęło się w wodzie, a my jesteśmy „inteligentniejszymi małpami”, a nie istotami, które to Ty ulepiłeś.</p>
<p>Powiedziałeś „nie zabijaj”. Dlaczego TVN, 24 co chwila wspomina o zamordowanych cywilach w imię wolności Iraku? Dlaczego Twoi pracownicy, łącznicy, którzy są pomostem między Tobą a nami, tzn. księża żyją w grzechu? Nie mówię, że wszyscy, ale przypadki molestowanych dzieci przez „twoich” są faktami. I co Ty na to? Jesteś Wszechmogący, a pozwalasz na takie rzeczy? Wystawiasz nas na próbę? A może Ty właśnie sterujesz tym księdzem, tak, a nie w inny sposób, abyśmy potem zadawali sobie pytania, które właśnie zadaję ja? Jesteś nie fair, a nam każesz być? Gdzie jest sprawiedliwość? Nadejdzie dzień, w którym osądzisz nas wszystkich sprawiedliwie, tak? A dlaczego my nie mamy prawa mówić o Tobie źle? Jeśli nie reagujesz na zło, które jest dookoła nas?</p>
<p>Jest tyle pytań, a tak mało odpowiedzi, jest tyle kontrowersji, a ludzie wierzą. Jak myszy podążające w laboratoryjnym labiryncie za zapachem sera, tak my podążamy za Tobą. Ale myszy na końcu swej drogi dojdą do sera, a czy my dojdziemy do tego, co nam obiecujesz? A jeśli się okaże, że nie? Kogo, wtedy będziemy obwiniać? Jeśli Ty nie istniejesz, to pretensję mogę mieć do tych, którzy o Tobie mówią? Którzy wbijają mi do głowy, że jesteś i czuwasz?</p>
<p>Daj znak, a uwierzę, bo obecnie przestaję…</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Przebudzenie...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/?p=78</link>
<pubDate>Sat, 15 Mar 2008 12:27:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/?p=78</guid>
<description><![CDATA[Po długiej przerwie (ponad miesiąc temu ukazała się moja ostatnia notka) wracam do pisania. Nie ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Po długiej przerwie (ponad miesiąc temu ukazała się moja ostatnia notka) wracam do pisania. Nie wiem, co sprawiło tak długo zastój. Może pogoda, może brak weny, a może lenistwo...<br />
Swoją drogą nic ciekawego w moim życiu się nie wydarzyło żeby to opisać...<!--more--></p>
<p>Zientarski rozpieprzył auto, na które mój ojciec nie zarobiłby przez całe swoje życie, PZN na zbity pysk wywalił trenera polskiej kadry w skokach narciarskich. Emma, ale nie Watson przeleciała Polskę (sąsiedzi z niższych pięter w moim bloku truchleli, bo talerz satelitarny przed moim oknem o mało, co nie wyleciał...), Rozpoczyna się nowy sezon Formuły 1, który Kubica zaczyna od drugiego miejsca w kwalifikacjach…</p>
<p>Za niedługo Wielkanoc. Z dnia na dzień coraz więcej bloków w mojej dzielnicy ma popisane mury napisami GKS, albo jebać Ruch. Dzisiaj patrząc przez okno zobaczyłem nowy napis na ścianie sąsiedniego bloku – „KURWY” – chodzi rzecz jasna o te chorzowskie…Nie licząc marca zostały mi trzy miesiące uczęszczania do szkoły, potem wakacje i klasa maturalna.</p>
<p>Na mojej Konnektowej liście kontaktów zawitał kolejny EMO, którego dodałem tylko po to, aby w te szare dni móc się z czegoś pośmiać. Mój mózg nie pojmuje jak DZIEWIĘTNASTO letni mężczyzna może użalać się w opisach na wszystko, co może…Na tą chwilę tj. 13:06 owy emo ma nas wszystkich gdzieś i życzy nam porażenia piorunem. Przy okazji życzy też tego sobie…</p>
<p>„Frazy wyszukiwarek” na moim $w33t bl0gA$Q (jakby to napisała pusta blond cipka z kosmiczną próżnią w główce) wyłapały ciekawe zwroty. Jakiś człowiek chciał „wyruchać własną mamę”, inny zaś (pewno jakiś inżynier) poszukiwał „zdalnie sterowanej dupy”. Kolejny stanowczo twierdził, że „Adolf jest Polakiem”.</p>
<p>Idzie wiosna, statystyki tematu <a HREF="http://stuq.wordpress.com/2007/11/04/kocham-cie-jak-to-latwo-napisac/">„» Kocham Cię - jak to łatwo napisać...”</a> idą w górę. „Frazy wyszukwarek” z dnia na dzień wyłapują teksty typu „słodki i milutki opis dla chłopaka”, „on mnie kocha”, „miłosna prowokacja”…</p>
<p>Euro 2012 coraz bliżej… Projekty stadionów są, ale zrealizują je chyba jedynie graficy z EA SPORTS, tworząc specjalną edycję gry FIFA EURO 2012…</p>
<p>Coraz bardziej żałuję pewnych życiowych błędów, które popełniłem. Są na tyle paskudne, że nie da się ich cofnąć. Mówi się trudno, żyje się dalej…</p>
<p>Ludzie wchodzący do autobusów stosują coraz to nowsze techniki, aby wyprzedzić konkurencję w drodze do siedzenia. Niestety tak się składa, że ukradłem teamowi F1 Ferrari sekretne plany konstrukcyjne bolidów i wykorzystuje je na własne potrzeby wyprzedzając konkurencję w drodze na posadzenie swych 4 liter…Stójcie sobie chamy, za te 39 zł należy mi się wygodna podróż…</p>
<p>Ocieplenie klimatu ma negatywny wpływ na nauczycieli w mojej szkole. Odjebało im już tak bardzo, że boję się, co będzie dalej…<br />
Pierwszy przypadek łysego emo, albo jak wolicie emo bez grzywki – jest nim mój ksiądz katecheta…</p>
<p>Kończąc.</p>
<p>Z braku laku zacząłem kombinować z wyglądem tej strony. Jak Żyd pod górkę kombinuję ale chyba wrócę do zielonego szablonu.</p>
<p>Koniec i kropka.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Za jakie grzechy mnie to spotkało...!!! ;)]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2008/02/05/za-jakie-grzechy-przytrafilo-mi-sie-to/</link>
<pubDate>Tue, 05 Feb 2008 19:42:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2008/02/05/za-jakie-grzechy-przytrafilo-mi-sie-to/</guid>
<description><![CDATA[Bliżej nieokreślone mi miasto, wieżowiec, 13 piętro. Jakaś impreza…
Impreza powoli się końc]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Bliżej nieokreślone mi miasto, wieżowiec, 13 piętro. Jakaś impreza…</p>
<p>Impreza powoli się kończy, 5 w nocy, (nadal ciemno) ledwo trzymam się na nogach, żegnam się z kumpelą, cmokając ją w policzek, żegnam się z kumplem, „przybijając piątkę”. Opuszczam mieszkanie. Kurwa, jak ten blok się chwieje, bełkoczę sam do siebie. Włączam światło, na korytarzu zapada jasność, chwiejnym krokiem, trzymając się poręczy zmierzam do schodów.<!--more--></p>
<p>Już zabieram się do schodzenia, aż nagle na raz zobaczyłem błysk światła tak mocny, że aż przymknąłem oczy i potężny grzmot, który przeniknął moje ciało. Z trudem otworzyłem oczy, i zobaczyłem ciemność. No to zajebiście – myślę sobie. Blok się chwieje, światło wyjebało. Trzymam się barierki tak mocno jakbym zaraz miał spaść w przepaść. Z wielkim trudem pokonałem to piętro.</p>
<p>Jestem na dwunastym. Mój mózg pracuje z szybkością przemieszczania się ślimaka. Kurde, przecież tu jest winda – pomyślałem. Po omacku nie wiedząc, czemu zacząłem walić w ściany. Nagle natknąłem się na jakieś drzwi – zaczynam w nie walić. Echo. Kurrrr….Przecież nikt mi windy nie otworzy, trzeba poszukać przycisku. Szukam, szukam, szukam…Cholera, znalazłem coś. Naciskam. Ale się wystraszyłem, myślałem, że to drzwi windy, a to były drzwi do prywatnego mieszkania, a przycisk okazał się być dzwonkiem, który po naciśnięciu miał moc większą od syreny alarmowej. Na szczęście nikt nie wyskoczył z mieszkania. Raczkuje dalej w poszukiwaniu mojej ukochanej windy. Mam – znalazłem kolejne drzwi – już zaczynam szukać przycisku, aż tu nagle coś podbiega do drzwi i zaczyna przeraźliwie warczeć i szczekać. Zaszokowany odskoczyłem od drzwi, uderzając głową w poręcz. Przeszedł mnie okropny ból, blok zaczął wirować z jeszcze większą prędkością, a mi zrobiło się niedobrze. Pierdole tą windę, jeszcze 12 pięter i parter. Pójdę piechotą…</p>
<p>Pokonałem 4 piętra, nie pytajcie, jak – bo nie pamiętam. Jestem na 8. Do tej chwili nic się nie zmieniło, blokiem zarzuca, głowa mnie boli, ust nie otwieram, bo boje się, że zaraz wszystko zwrócę na podłogę. Pech chciał, że właśnie w tym momencie włączyła się moja wyobraźnia. Przeszły mnie dreszcze, zacząłem rozglądać się, dookoła, chociaż było ciemno i niczego nie zobaczyłem, ja wiedziałem, czułem, że ktoś się zbliża…</p>
<p>Adrenalina zrobiła swoje. Z poziomu nieporadnie raczkującego dziecka awansowałem na poziom formuły 1 – jednak była to wersja ekstremalna, bo Kubicy się tor nie chwieje, a mi blokiem trzęsło.</p>
<p>Siódme, szóste – już jestem cały poobijany, czuje się tak jakby grupka dresów ćwiczyła na mnie nowe ciosy. Tajemnicza postać zdawała się zbliżać do mnie, wyczuwałem jej obecność coraz bardziej. Dzielnie walczyłem do 3 piętra…</p>
<p>Zbiegając po kolejnych schodach nagle o coś zahaczyłem, przeturlałem się na dół – po drodze w moim ciele coś okropnie chrupnęło i usłyszałem charakterystyczny „trzask”. Owemu „trzaskowi” towarzyszył głośny ryk wychodzący z moich ust. Kurwa mać, złamało mi piszczel w prawej nodze. Zacząłem się cały trząść. Każde kolejne pulsowanie tętnicy przynosiło za sobą raz okrutnie zimny dreszcz, a raz piekielnie gorący pot. Prawie zemdlałem, ale nie do końca, tylko mnie zamroczyło, a szkoda – może po ocknięciu się okazałoby się, że to tylko skaleczenie? Już nie czułem bólu wynikającego z poobijania się, już mnie nie bolała głowa, blok już się nie kręcił – ile ja bym dał żeby to wróciło, a noga była sprawna. Niewyobrażalnie mocnemu bólowi towarzyszyła wizja tej postaci, która mnie goni. Znowu padłem na podłogę, zacisnąłem mocno zęby, z bolącą nogą jakoś udałem się na pierwsze piętro.</p>
<p>Tylko jedno, już koniec, horror się skończy – myślałem. Nagle usłyszałem jakieś kroki – i nie były to kroki tej tajemniczej postaci – coś szło delikatnie, ale szybko…Nagle przeszła mnie myśl – to ten pies, którego się wystraszyłem, załamałem się, ale wiedziałem, że muszę dojść do drzwi wejściowych. Nie myliłem się – to był pies…Dopadł mnie na parterze, ok. 5 metrów od drzwi, za którymi był raj. Zaczął szczekać, rzucił się na mnie, broniłem się rękoma, ale on był ciężki, nie miałem siły. Zaczął mnie gryźć. Wgryzł się w łydkę w mojej prawej nodze. Rozpaczliwie krzycząc, lewą ręką znalazłem jakąś szklaną butelkę – pies dostał z tak potworną siłą, że jego ostatnim odgłosem było cieniutkie pisknięcie.</p>
<p>4 metry, 3 metry, 2 metry, metr. Chwytam za klamkę – już prawie otworzyłem…<br />
I zadzwonił ten jebany budzik :/ Tyle wycierpiałem, a ten elektroniczny gnój tak to przerwał :/. Nie pozwolił mi cieszyć się radością, która spotkałaby mnie po opuszczeniu tego bloku…</p>
<p>Swoją drogą, za jakie grzechy miałem taki sen? Nikogo nie zabiłem, nikogo nie beształem, dlaczego mózg mi sprawił takiego psikusa? Ja chyba dzisiaj nie zasnę…</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ciemność, widzę ciemność...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2007/11/25/ciemnosc-widze-ciemnosc/</link>
<pubDate>Sun, 25 Nov 2007 09:04:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2007/11/25/ciemnosc-widze-ciemnosc/</guid>
<description><![CDATA[17:30. Idziemy na dwór – zarzuciłem takim pomysłem. Po chwili znaleźliśmy się w 3 na chodnik]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font COLOR="#000000">17:30. Idziemy na dwór – zarzuciłem takim pomysłem. Po chwili znaleźliśmy się w 3 na chodniku.<br />
<strong>„Gdzie idziemy?”</strong> – Ktoś się spytał.<br />
<strong>„No, a gdzie możemy iść...”</strong> – w lesie ciemno, ławki mokre, więc po raz kolejny zostało nam zwiedzanie dzielnicy spacerując po chodnikach...<br />
No, ale to już było zbyt nudne, bo ileż razy można iść tą samą ścieżką...<br />
<strong>„Idziemy lasem do Biedronki”</strong> – dodał od siebie kumpel.<br />
Po chwili namysłu ich dwóch było zdecydowanych, ja oczywiście marudziłem :D<br />
„No ej, ja się boję, tam jest ciemno, mokro, usyfię sobie buty” – mówiłem. Miałem 2 opcje – iść do domu, albo iść z nimi do tego lasu...<br />
Wybrałem tą drugą opcję.<br />
Wchodzimy na polną drogę – z lewej strony ciemny las, po prawej jakieś krzaki, iglarki, łąki. Po chwili byliśmy w lesie - na lewo drzewa, na prawo drzewa, gdzie niegdzie leżały resztki śniegu. Wszystko spowite mgłą. Osoby, które kiedykolwiek miały do czynienia z serią gier Silent Hill mogą sobie wyobrazić jak to wszystko wyglądało. Brakowało jedynie jakiejś muzyki, która podwyższyłaby ciśnienie...<br />
Ale i bez niej było strasznie.</p>
<p>Wszyscy w koło wiedzą, że jestem osobą strachliwą :P<br />
Bezpańskie psy, pszczoły, jakieś nagłe, gwałtowne ruchy, krzyki sprawiają, że potrafię się wystraszyć...<br />
Tak na oko mieliśmy do przejścia ok. półtora kilometra. Niby mało – dla mnie to był najdłuższy kilometr w życiu.<br />
No, ale nic, całe szczęście, że mogłem sobie, chociaż komórką oświetlać ziemię, – co bym wiedział, po czym idę...<br />
Idąc oglądaliśmy się za siebie, na boki wyobrażając sobie najgorsze :D<br />
Wyobraźnia robiła swoje – nic się w lesie nie ruszało, niczego oprócz nas słychać nie było, a myśmy coś jednak widzieli i słyszeli...</p>
<p>Najpiękniejszą chwilą, jaka mnie mogła wtedy spotkać było wyjście z tego lasu, po jakimś czasie udało się.<br />
Cali i zdrowi powędrowaliśmy w stronę Biedronki...<br />
Po tym wypadzie zostały już jedynie wspomnienia i ta notka ;)</p>
<p>Jedno jest pewne – ja już z Wami do lasu wieczorem nie pójdę.<br />
Chociaż z drugiej strony: „nigdy nie mów nigdy” :P</p>
<p>Pa<br />
</font></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
