<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>marynarka &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/marynarka/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "marynarka"</description>
	<pubDate>Thu, 21 Aug 2008 14:50:59 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Niekończąca się opowieść, czyli o żółtej marynarce]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=93</link>
<pubDate>Sat, 10 May 2008 14:19:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=93</guid>
<description><![CDATA[Zainspirowany postem blogowej znajomej postanowiłem przeprowadzić publiczny rachunek sumienia. Ota]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zainspirowany <a href="http://inthecat.wordpress.com/2008/05/08/alezes-sie-wystroila/" target="_blank">postem blogowej znajomej</a> postanowiłem przeprowadzić publiczny rachunek sumienia. Otaczają nas gadżety, promocje, niepowtarzalne okazje, akcje, przeceny i wyścig zbrojeń. To, że ciału trzeba pomóc dobierając doskonale to, co na nim i przy nim, już pisałem. Nie pisałem za to jakim kosztem, ilością wyrzeczeń i trudem finansowym.</p>
<p>Ból jest tym większy, że co sezon otrzymuję podwójną dawkę nowości i przełomowych rozwiązań, z jednej strony czytam, że te buty mają niespotykany system amortyzujący, z drugiej, że ten plecak - jak żaden przed nim - trzyma się napieracza. Biegam i chodzę na orientację, dwa mankamenty sprzętowe, oba nękają portfel.</p>
<p>Czym charakteryzuje się gadżeciarz? Wie, że trzeba cenić swoje pasje, że wymagają poświęceń i oddania się im bez reszty, że warto brać, żeby później mieć. Takiemu nie szkoda, nie żal, jest zdeterminowany, robi dobrze i tej wiary nic nie nadwątli. I moim zdaniem, kurcze... to postawa poprawna. Sprzętu dużo - talentu mało nie sprawdza się w świecie specjalistów. Trzeba inwestować by robić postęp. Zapowiedzi, że za trzy lata przekroczona zostanie granica 2h w maratonie, nie jest bez pokrycia, sprzęt osiąga doskonałość, zawodnik skupia się tylko na zadaniu, ufa temu co ma i jest to nagradzane. Dlaczego tak często media informują, że ten "tam i tamten inny" ruszają a to w Himalaje, a to na biegun, a to płyną dookoła, a to lecą dookoła i tak dookoła wciąż. Pozwala na to przygotowanie, otoczka, która nie idzie, ale pozwala iść komfortowo. Dawniej jedna osoba robiła jedno dobrze, teraz mamy czasy wielozadaniowców, wszechstronnych nadludzi.</p>
<p>Chciałbym, żeby mnie to nie dotyczyło, filozofia "no logo" jest przeze mnie mile widziana, jak mam szansę uniknąć drożyzny związanej z metką, to korzystam w kilometrach z takich okazji. Oryginalny Buff? Phi! Coolmax ze sklepu? A od czego jest tania odzież. I tak próbuje, walczę i... przegrywam. Nie da się. Jednak konformizm rozdaje karty. Przykre.</p>
<p>Co rajd, to gadżet, na H35 testowałem nowe buty, dały radę, poszło po kosztach. Na następny przydałaby się czołówka Petzla Myo XP (200zł), nie pogardziłbym Deuterem Speed Lite 15 (+180zł=380), no i nowymi kijami Exela (+200zł=580). Wtedy byłbym już ultralekki i przygotowany idealnie, ale to koszty spore, nie wliczałem przecież izotoników, opłaty startowej, czy drobnych zakupów (jak krem, chusteczki, baterie, żarło, cukierki). Powiedzmy, że wszystko zamknie się w 700zł, ale hola! to zaledwie jedna z pasji. A co z bieganiem? Przydałyby się buty startowe NB (+250=950), okulary (+100=1050), za chwilę kolejne buty treningowe (+250=1300), opaska na głowę (+50=1350), obciążniki na nogi do rozciągania (+50=1400), no i ten cudowny monitor treningowy Garmin Forerunner 305 (+1300=2700), a to pewnie nie wszystko, bo w takich spisach przyjemnie sie coś pomija. Ten krzyk marzeń paraliżuje. Na zdrowy rozsądek takie inwestowanie nie jest ani zdrowe, ani rozsądne. Nike promuje swoje nowe produkty hasłem "niektóre uzależnienia czynią cię mocniejszym", zgoda, ale są to wciąż uzależnienia, wciąż problem, wciąż niemoc psychiczna. 2700zł to ledwie początek wydłużającej się listy, opublikuję post i na coś trafię, coś mnie zachwyci, czemuś nie będę mógł powiedzieć "nie". Pesymistyczna perspektywa przyznam.</p>
<p>Właśnie dlatego tak chętnie i z podziwem czytałem rady podróżnika i fotografa Światosława Wojtkowiaka w nowym Travelerze NG, jeździ w przeróżne miejsca, można go nazwać śmiało specem, a... no właśnie: służy mu 10letni plecak, na zdjęciu obszarpany równo, czapki z daszkiem z marketu, najzwyklejsze trampki, nie wozi ze sobą ręczników, zapasowej bielizny (piorą mu kobiety miejscowe według uznania), hmm. Tak bym jednak nie mógł, a tak bym chciał jednak. Mam wrażenie, że albo człowiek sam sobie tak utrudnia życie, albo to odgórny przykaz.</p>
<p>Do dzisiaj moda była dla mnie czymś śmiesznym, widząc żółte marynarki kobiet na mieście uśmiechałem się szeroko, modne i dlatego popularne myślałem, jakie to naiwne. Teraz widzę, że sam siedzę w tym bagienku za głęboko, żeby uśmiechać się jakkolwiek, czy to z politowania, ze śmiechu, czy z żalu. Tylko problem polega na tym, że ten kubraczek kaczuszki się tym paniom podobał i przy zakupie, i w użyciu, a ja zbyt często się na swoim (rewelacyjnym) sprzęcie zawodzę. Kolejna kwestia, trzymajmy się tej żółtej marynarki, jaka jest możliwość jej zużycia? Znikoma, po sezonie ląduje w szafie prawie nieużywana, choć zdatna do noszenia, nie posiada prawie żadnych śladów zniszczenia. W porównaniu moje stare buty trekkingowe zwiedziły ze mną tylko dwa Harpagany, dwie wycieczki po Tatrach i może kilka przetarć w lesie i już mają dziury, i już należy je wymienić. Wniosek: Taki Ja przegrywa z gwiazdką miejskich chodników, żółta marynarka radzi sobie lepiej niż sprzęt osoby żyjącej aktywnie. Można tak to czytać. Jednak! Ile ja mam wspomnień, a ile owa gwiazdka, tego się przeliczyć już nie da. To właśnie jest najcenniejsze i dlatego warto być beztroskim kupcem od czasu do czasu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Marynarka i inne ubrania]]></title>
<link>http://abizagiel.wordpress.com/2008/01/21/marynarka-i-inne-ubrania/</link>
<pubDate>Mon, 21 Jan 2008 16:39:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>abizagiel</dc:creator>
<guid>http://abizagiel.wordpress.com/2008/01/21/marynarka-i-inne-ubrania/</guid>
<description><![CDATA[            Kiedyś powstała pewna marynarka, było to tak dawno że nie pamiętam kto ją]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">            Kiedyś powstała pewna marynarka, było to tak dawno że nie pamiętam kto ją stworzył, gdzie to się stało ani kiedy. Pozostała jedynie zamglone i niewyraźne kontury sytuacji w której się pojawiła. Była ona przesycona emocjami i uczuciami. Dlatego wielu uważało ja za najpiękniejszą a inni za nic nie warty kawał materiału. W kompromisie zawartym pomiędzy stronami konfliktu postanowiono wyrzucić ją i jej powstanie z pamięci. Świat nie dowiedział się o jej narodzinach a jej twórcy zapomnieli o jej istnieniu. Gdy po latach pojawiła się znowu jasnym się stało że ktoś musiał ją przechować przez cały ten czas i że ktoś cały czas o niej pamiętał.</p>
<p class="MsoNormal">            Wbrew pozorom nie był to nikt z jej wielbicieli, zapamiętał ją jej zaciekły wróg. Nikt nie wie dlaczego zachował jej widok w swoim sercu, możliwości było wiele ale tej tajemnicy nikt już nie rozwiąże. Jej pojawienie się zadało wiele bólu reszcie twórców, ponieważ mimo tych wydarzeń przyrzekli o niej zapomnieć. Nie mogli jej podziwiać tylko dalej zachować milczenie.</p>
<p><span style="font-size:12pt;font-family:'Times New Roman';"><span>            </span>            Na świecie powstaje cały czas wiele takich marynarek i innych części ubioru. Każdy jest wyjątkowy i ich wygląd zależy tylko od relacji ich twórców. Niektóre leżą dobrze, ale nie podobają się osobom które mają je nosić, czasem od razu na oko widać że nie będzie pasować mimo, że idealnie dopasowują się do koloru oczu, jeszcze inne są tak paskudne, że nikt na nią nie spojrzy pomimo tego, że będą wygodne dla każdej osoby. Czasem uda się stworzyć taki ubiór który wygodnie się nosi a jego wygląd trafi to wszelkich upodobań. Takie ubrania nie zostają zapomniane, każdy z nas może mieć tylko nadzieję że kiedyś uda mu się stworzyć jedyną w swoim rodzaju marynarkę.</span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Xięga Bałwochwalcza]]></title>
<link>http://bawidelka.wordpress.com/2008/01/08/xiega-balwochwalcza-2/</link>
<pubDate>Tue, 08 Jan 2008 03:53:31 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mag</dc:creator>
<guid>http://bawidelka.wordpress.com/2008/01/08/xiega-balwochwalcza-2/</guid>
<description><![CDATA[Powiedziałeś, że liczy się tylko wstępowanie w esencjonalność. Od razu to podchwyciłam. Bo i]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Powiedziałeś, że liczy się tylko wstępowanie w esencjonalność. Od razu to podchwyciłam. Bo i czym byłaby egzystencja bez esencji, bez tej domieszki słodkiej i gęstej materii, którą przy pełni spełnienia brudzi się nawet najbardziej intymne miejsca. Powiedziałeś, że jestem jak dziecko; że skoro po raz pierwszy zobaczyłam Cię w za dużej marynarce, ze wzrokiem zawieszonym gdzieś w przestrzeni - kryjącego się przed wielkim kominem fabrycznym, w zapętleniu ostatnich żarzących się polan dnia; to już zawsze będę Cię takiego widzieć - małego chłopca, który posiada klucze do wszystkich krain wyobraźni.</p>
<p>Czuję się jak gówniara. Nie wiem jak to zrobiłeś, ale kocham Cię. Przed Tobą powiedziałam to tylko jeszcze Krzyśkowi.</p>
<p>Czwarta czterdzieści cztery. Już dawno nie rozpływałam się w takim bezbrzeżnym zmęczeniu i westchnieniu. Przy Tobie leżę w pościeli, słucham smyków jakichś i trąbek; światy małe, prywatne ustanawiam; z marynarki dnia strzepuję ostatni kurz, śnieg, który już odtajał, pióra ptaków i owadzie czułka. Znowu się <i>zmieniłeś</i>.</p>
<p>Oczy kleją mi się, jak mleczko waniliowe specjalnie rozlane po wewnętrznej stronie ud. Jutro po południu staniemy razem rozliczając się z Twojego świata. Teraz już i mojego. Mam nawet takie szaleńczo zakochane myśli, żeby rzucić w cholerę zprzedkiludniową decyzję o wyjeździe na południe i mimo wszystko wrócić na wschód. Poświęcić Ci kolejny rok. Być kojarzoną z Twoim nazwiskiem. Może w końcu je nosić. Cynamonem doprawiać każdą kawę i spijać tę esencję z twoich palców, które poplamiły strony Księgi.</p>
<p>***</p>
<p>No cóż...</p>
<p>Otworzył mi Pan nieba ogromne... Panie Schulz.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
