<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>marszoproby &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/marszoproby/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "marszoproby"</description>
	<pubDate>Thu, 21 Aug 2008 15:25:17 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Moja Piława - 2008]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=247</link>
<pubDate>Thu, 31 Jul 2008 13:30:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=247</guid>
<description><![CDATA[
Worek obaw
Piława miała być moją trzecią rzeką przepłyniętą w całości (no, prawie w cał]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="aligncenter size-full wp-image-246" src="http://marszoblog.wordpress.com/files/2008/07/p1040523.jpg" alt="" width="480" height="321" /></p>
<p>Worek obaw</p>
<p>Piława miała być moją trzecią rzeką przepłyniętą w całości (no, prawie w całości), ale też pierwszym spływem, który organizowałem samodzielnie, z mentalnym wsparciem przyjaciół. Pomysł zrodził się dosyć niespodziewanie, kiedy wracaliśmy z właścicielem sprzętu do Trzebieszek, po zrobionej Rurzycy, od słowa do słowa i wstępnie umówiliśmy się na Piławę, dołączyć miał do formującej się grupy gość z Niemiec, co miało się wiązać z pewnymi przywilejami. Ale skąd pewność, że to dobry plan, skąd wiara, że wszystko gładko wypali, do dzisiaj nie wiem. Było nas sześciu, dwie pary, ja i nasz gość, obie pary to moi przyjaciele, ale wcześniej się nie znali i było zagadką, czy przypadną sobie do gustu. Uff, okazało się, że nawet beze mnie radzili sobie lepiej, oczywiście piszę to z puszczonym okiem. Nasz gość wkomponował się idealnie, język polski to jego hobby (w jego wersji oby) i pozostawił po sobie doskonałe wrażenie, a jego językowe wpadki tylko urozmaicały spływ. Jak wszystko się udaje, to zawsze pogoda może kaprysem zniechęcić, ale także na tym polu się powiodło. Jeśli do worka dorzucimy dobre przygotowanie sprzętowe wszystkich, to tylko zaklaskać i pompować na wodzie.</p>
<p>Worek wysiłku</p>
<p>Pływanie w jedynce, nawet na obciążeniu, to rzecz wyborna. Zmęczenie ledwie obecne po dwudziestu kilometrach, manewrowanie, zwrotność, wrażliwość na kontry i duża pomoc na przeszkodach – to nie wszystkie cechy polietylenowych jedynek. Przez kłody się dosłownie przelatuje, nic nie haczy, nic nie trzeszczy, nic nie szkodzi. Jedynie te nieszczęsne przenoski, co jak co, ale wyładowany kajak potrafi przegiąć człowieka i zmusić do stękania ze zmęczenia, choć na Piławie takich momentów nie było wiele. Kiedy dopływaliśmy do campingów, chyba nikt nie myślał o natychmiastowym odpoczynku, a to szliśmy walczyć z falami na jeziorze Pile, a to budowaliśmy tamę na rzece, a to rzucaliśmy integracyjną piłką na plaży z określoną liczbą złapań, frajda i luz.</p>
<p>Worek drzewa</p>
<p>Dobrym urozmaiceniem dobrych wyjazdów są ciekawe ogniska. Tym razem nie mieliśmy ich za wiele, przeważenie pytaliśmy o możliwość podpięcia się do kogoś, za każdym razem trafialiśmy dobrze. Tematy szybowały wokół różnych dziedzin, ale nie było łacińskich przecinków i zawistnych wtyków, ludzie byli siebie ciekawi, ale w zdrowy sposób, a to przecież rodacy, stereotypowo zawistni i nieufni. Inną sprawą było opał, przedrzeć się od campingu w las to zajęcie saperskie, trzeba lawirować między kaktusami, których mogłoby nie być, tylko więcej chęci właścicieli pól namiotowych, bo chyba nie z zamiłowania turyści wybierają taki sposób na odetkanie trosk. Pobliskie lasy nie są przetrzebione, jak na niektórych noclegach przy Drawie.</p>
<p>Worek przeszkód</p>
<p>Powiem otwarcie, jestem lekko zawiedziony. Woda nie ucieka, nie umyka, raczej sennie się przemieszcza, przez to bystrza są rzadkością, a jak mało przyspieszeń, to przeszkody nie są walką o życie, jak mówił przyjaciel, a raczej spacerkiem. Gdzie ten balans z dawnych lat, gdzie te kłody na biegunach? Rzekę ktoś czyści, pozbawia atrakcji i szkoda, że do połowy robi to bardzo skutecznie, wiosło mu w dziób. W pamięci zostają chwile trudne, łamigłówki na zakrętach i kłody Rubika (nie Piotra). A jak już coś się wynurzy znad tafli, to robimy to na takim głodzie, że wystarczy minuta na sforsowanie, potem syn z wyrzutem mówi tacie targającemu bokiem kajak: „a nie mówiłem, że można przepłynąć”.</p>
<p>Worek łowów</p>
<p>Właśnie, dobrym pytaniem jest wątpliwość co tak naprawdę tworzy klimat Piławy, co dominuje i co  rzekę wyróżnia spośród innych. Nie spływałem innymi, ale o odpowiedź mogę się pokusić. To fauna i flora. Kiedy na Rurzycy goniłem czaplę, nie wiedziałem, że to ledwie przygrywka przed spotkaniem trudniejszym. Jedno słowo: zimorodek. Szybki to fruwak i czujny, niby się daje podejść, ale umknąć przed spoconą migawką potrafi, gdyby mi zaśpiewał refren „powiedz mi co widzisz, kiedy patrzysz na mnie” bez przeszkód odpowiedziałbym, że sprintera spośród ptaków. Poza nim na gałęzi siedział ciekawski myszołów, który w sowiej pozycji odprowadzał wzrokiem kolejne kajaki, nie wiem jakim cudem się nie płoszył, ale wiem, że dzięki jego odwadze, ja mam cenną zdobycz fotograficzną (właśnie, kajak + aparat = możliwe). A to tylko początek, bo drapieżców było więcej, jeden cwaniak podlatywał do łabędziej rodziny na rozróbę, jego zapał jednak szybko opadł. Na zalewach kormorany obsiadały drzewa, ze swoim zwyczajem obsrywając je. Przy brzegu niczym niezrażony biegał łasicowaty, nie była to kuna jak myśleliśmy, bo śliniaka pod pyskiem zabrakło. O pospolitych gatunkach nie wspomnę. No i wychodzi, że tego oczekuję od wyjazdów, spotkań z przyrodą, takich aktywnych i dzikich, dzięki temu się napędzam i widzę w tym największy zysk, staram się kolekcjonować takie przeżycia.</p>
<p>Worek słów</p>
<p>Jak pisałem wyżej, naszym gościem był Niemiec, pan Klaus. Zabawne były to przypadki, kiedy uczył się języka w praktyce i wymawiał formułę, że musi iść na sziusziu. Pływał ze słownikiem na kolanach i zawsze zagadnął czymś ciekawym, czasami też produkując się nad jakimś  pytaniem, które miało być jego wyborem, albo po prostu pytaliśmy co sądzi o czymś tam, otrzymywaliśmy odpowiedź zwięzłą i celną: „tak”, po czym płynął dalej. Najzabawniejsza przygoda dotyczyła pewnej trudnej dla Klausa przygody, podpływa do mnie i informuje: „mam pragnienie”, wobec tego bez zastanowienia podaję mu swoją podręczną Fantę, zobaczył napój i sprostował: „mam pragnienie w kajaku”, chodziło oczywiście o to, że nabrał wody na jakiejś przeszkodzie i teraz musi ją stopniowo wylewać. Innym razem podszedł do mnie i zapytał: „czy zrobimy dzisiaj pożar?”, wytłumaczyłem, że owszem tak, ale nie pożar, a ognisko, które można skontrolować. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkam tego przemiłego człowieka, który miał sporo kultury osobistej i poczucia humoru, i przede wszystkim, którego oby był język polski.</p>
<p>Worek śmieci</p>
<p>Za jedną wioską Piława pozostawia wiele do życzenia, ale to nie wina natury, to nasza wina. W trzcinach gniją i pałętają się butelki i pudełka, Klaus mimo że był na urlopie, zbierał odpadki. Kiedy już z nami nie płynął, miał inne plany, w przypływie żalu cała grupa postanowiła wziąć się za to sama, każdy kajak wypełnił worek butelek i zrobiliśmy jednorazową krucjatę. Takie działanie doraźne, pewnie w przyszłości idioci po raz kolejny wyrzucą do rzeki śmieci, nie zdając sobie sprawy jaką szansą jest dla Polski turystyka. Nie wiem co byłoby dobrym działaniem długofalowym, może tablice informujące, że wyrzucanie butelek do wody to dno człowieczeństwa, takie hasło: „Nie wrzucasz – płyniesz”, sam nie wiem. Co więcej, kiedy zostawiłem worki na prywatnym campingu (przy śmietniku), to mogło być także niemile uczucie dla tych ludzi, wirtualne sorry, ale to waszą rzekę czyściliśmy.</p>
<p>Ja w worku</p>
<p>Jestem szalenie zadowolony, że tak to wyszło. Nie było nieprzyjemnych incydentów, ludzie otwarci i szczerzy. Rzeka lekka, ale przyjemna i czysta. Pewnie będę tam wracał, pewnie będę się spinał, żeby to powtórzyć. Kilka korekt będzie, ale to drobiazgi. Dzięki dla grupy uderzeniowej wiosłem o Piławę i oby w niedalekiej przyszłości znowu nam się udało wspólnie wymęczyć długą przenoskę!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[W drodze na Piławę...]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=215</link>
<pubDate>Tue, 22 Jul 2008 13:03:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=215</guid>
<description><![CDATA[
&#8230;już jestem przygotowany na spływ Piławą. Rzeka pod ręką, blisko domu rodzinnego, aż w]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="aligncenter size-full wp-image-216" src="http://marszoblog.wordpress.com/files/2008/07/p1200421-1_-4.jpg" alt="" width="500" height="268" /></p>
<p>...już jestem przygotowany na spływ Piławą. Rzeka pod ręką, blisko domu rodzinnego, aż wstyd, że dopiero teraz będę ją poznawał lepiej. Większość miejscowości przy rzece, nie jest dla mnie zagadką. Ciekawi mnie czy wody są tak spokojne, jak te na Rurzycy, czy może będzie więcej przygód i przeszkód, na co po cichu liczę. Na ile ta rzeka zastąpi tegoroczny głód Drawy - nie wiem...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wrażenia po WSS]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=210</link>
<pubDate>Sun, 20 Jul 2008 15:29:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=210</guid>
<description><![CDATA[
Przed startem chyba każdy uczestnik zadał sobie pytanie, co właściwie oznacza ta &#8220;&#8230;]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="aligncenter size-full wp-image-212" src="http://marszoblog.wordpress.com/files/2008/07/p12008681.jpg" alt="" width="480" height="640" /></p>
<p>Przed startem chyba każdy uczestnik zadał sobie pytanie, co właściwie oznacza ta "...Szyba..." w nazwie. Na trasie już sprawa się rozwiązała, trasa była idealna dla biegaczy, długie i stosunkowo łatwe przebiegi pompowałyby tempo, ale ja tylko szedłem. Te same przebiegi w wydaniu chodzonym sprawiały wrażenie nudy i monotonii, wpadało się z prostej w prostą i rzadko ich charakter się zmieniał, wyjątkiem zielony szlak w Puszczy Zielonce do PK5.</p>
<p>Pogoda miała być kapryśna i urozmaicić, w efekcie do mojego zejścia z trasy raz siąpiło orzeźwiająco i tyle. Także setka była szybka i zachęcała do kręcenia czasów. Bardzo fajna organizacja zawodów, szukanie punktów nie zniechęcało, jako słaby nawigator byłem zadowolony, mogłem skupić się na rytmie. Mam nadzieję, że Hades w następnej edycji nie utrudni tego elementu. Co więcej mapa była świeża i kolorowa! dzięki temu jedyne niezgodnosci polegały na tym, że pojawiła się nowa szkółka leśna i tyle.</p>
<p>Ja wracam za rok, tym razem z innym celem i po lepszym wybieganiu, prawdopodobnie uczynię WSSa głównymi zawodami w 2009, warto.</p>
<p>Klasyfikacja nie była prowadzona na każdym punkcie, nie było dodatkowego spięcia. W sumie nie sprawdziłem swojego czasu na PK6, zrobiłem 44,8km i ponownie wracam z połówką, za każdym razem z lepszą formą ogólną i mniejszym bólem, tym razem było na tyle gładko, że dzisiaj już biegałem.</p>
<p>Zamiast relacji:</p>
<p>PK1: początek na holu policji, po przywitaniu burmistrza, który zapowiadał: "witam was na zawodach na orientację... (w tym miejscu odchylił głowę do Orga i dokończył)...Wielkopolskiej Szybkiej Setce", deprymujący cios. Punkt z dawką asfaltu do Rakojad, gdzie na poboczu stała wioskowa komisja powitalna z rzadką gościnnością typu: "a skąd, a po co". Dalej przecinka i podbicie.</p>
<p>PK2: Powrót do wioski, obejście gościnnej ulicy i droga przy stawach rybnych, gdzie przejścia, jakiejś kładki nie było, dalej droga na punkt lekko ukryta na zarośniętym odbiciu w lewo, w momencie dojścia już przetartym przez czołówkę.</p>
<p>PK3: Punkt z podziałem na trzy, 2/3 to dojście do Rejowiec, całkiem sympatyczny marsz czerwonym szlakiem do Niedźwiedzin i wybór ataku, od N, albo od S, my wybraliśmy od góry, faktycznie był wąwóz, faktycznie trzeba było z niego wyjść, z małym podejściem pod górę i lamion, i obsada.</p>
<p>PK4: Znowu zaczynał szlak, znowu w lesie, znowu po prostej, tak do Dzwonowa, gdzie była korekta kierunku i w drodze na łańcuch leśniczówek, od nich na lewo, na prawo i do oczka wodnego, bliżej do jego skraju i podbicie zgodne z opisem punktu, co prawda widziałem lampion już 2km wcześniej, ale to temat na inną historie.</p>
<p>PK5: Przypomina mi to drogę na PK4 podczas H32, wtedy na moim pierwszy rajdzie, taki przebieg mnie pokonał, tym razem zdusiłem kryzys i próbowałem utrzymac tempo, w efekcie zero pomyłek na prostej, dwa odbicia na szlaki zielony i czarny (zysk trasy w Puszczy), i znowu po podpowiedzi szybszych płynne podbicie karty.</p>
<p>PK6: Podejście pod asfalt, przed Rakownią przecina na północ, Boduszewo, gdzie był sympatyczny sklep, nie skorzystaliśmy. Dalej wariant asfaltem do parkingu, odbicie w lewo i po prostej na punkt, już bez tobołów, które poczekały na parkingu. Reszta zostanie pokryta milczeniem ; ).</p>
<p>Gratuluję - Bartkowi za świetny czas i walkę z fatum, miejsce świetne, ale domyślam się, że trafia się zbyt często i Grześkowi za skuteczność, nie odpuściłeś i ustrzeliłeś co Twoje!</p>
<p>Dzięki - dla Pawła za wspólną próbę, mam nadzieję, że zasiałem bakcyla do setek i nr. 9 za pomoc.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Harpagan 35 - relacja]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=65</link>
<pubDate>Thu, 24 Apr 2008 17:38:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=65</guid>
<description><![CDATA[Do PK1:
Miejscowi - to jasne, że pocieszni są przeważnie, mijając ich usłyszałem: &#8220;dziwn]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Do PK1:</p>
<p>Miejscowi - to jasne, że pocieszni są przeważnie, mijając ich usłyszałem: "dziwne, jedni biegną, a inni idą". Także start miałem z moimi wspólnikami przygód marszowy, mocny marszowy nawet, także mijando było, ale też marszowe. Droga na północ, towarzyszyło siąpanie czegoś - czym by deszcz wzgardził, takie to niby nic, ale na polarze się osadzało. Miałem skojarzenie, że droga do pierwszego PK jest łudząca podobna do 1PK na H32, gdyby nie pole przez które zasadziłem z drużyną przetarcie, z potknięciami, wejście w las, w ostre badyle, które łakomiły się na spodnie i przecinka, i perforator, pierwsze trofeum strącone z pętli.</p>
<p>Do PK2:</p>
<p>Dąbrowa Brzezieńska osiągnięta fachowo, za nią przebiegnięty kawałek asfaltu i na wschód, w las, w mokradła, jak się okazało, pierwsze kompletne zamoczenie stóp, pierwszy przyczynek do kalafiora w butach. Dalej płynnie i fachowo, zaatakowany od północy, prawie bezbłędny, gdyby wymazać babranie się w mokradłach za Świetlinem, tempo utrzymane.</p>
<p>Do PK3:</p>
<p>Punkt bez historii, gąszcz przecinek na mapie, w duchy się przeżegnałem, coby opatrzność dopingowała chociaż. Ale tym razem moja ekipa zadziałała jak coś, co działa szybko i dokładnie, w jednym momencie latarki nam pomogły i... musiałem się nadziać na badyl, zabolało - życie, taki los, ale już do końca lekki dyskomfort się utrzymywał, teraz wiem, że to prawdopodobnie złamanie, albo nadłamanie, uff... gdyby inna głupota - to pętla już by się dla mnie skończyła. To było bezbłędne dojście.</p>
<p>Do PK4:</p>
<p>O co cho? Do asfaltu miód, żadnych problemów. Ja miałem inną koncepcję gdzie jesteśmy, moi towarzysze inną, także debata i do boju, weszliśmy niby dobrze i do samego PK wszystko już będzie niby. Odbijamy we właściwą drogę i nic, widzimy, że inni też idą w naszą właściwą drogę, nie słuchają, niech idą i nic. Po chwili tworzy się już pokaźna grupa błądzących, "byliście tam?" to najczęstsze pytanie i zawsze dołujące. Postanowiliśmy iść inaczej, a niech tam i... znów nic, słupek działowy każe zawracać, co robi tutaj linia wysokiego napięcia wiem, ale szkoda, że nie ma jej na mapie. Mieliśmy wybrać inny wariant, ale poczekaliśmy na już naprawdę dużą grupę błądzących, "wiecie gdzie jesteśmy?" i nic. Duża strata, zaczyna to ciążyć, kręcić czasy będzie coraz trudniej, w końcu decydujemy się iść za pochodem, który już prowadzi do samego punktu. Szkoda poślizgu.</p>
<p>Do PK5:</p>
<p>Banalnie do asfaltu, tutaj biegniemy obok jez. Dąbrze i też dobrze, że jesteśmy coraz dalej pechowej czwórki. Zamiast na Wódkę - kierujemy się do Solina, ładne jest nocą, ale nie denerwuję znajomych takimi uwagami i odbicie w las, dalej do leśniczówki i podbijamy od góry punkt. Już od jakiegoś czasu chcę delikatnie powiedzieć drużynie, że mocno pompuje i gdybym się wlekł z tyłu - to mają mnie zostawić z czystym sumieniem, ale po każdym drobnym (bo krótkim) kryzysie - wracam (z pozoru) mocniejszy i dotrzymuję kroku.</p>
<p>Do PK6:</p>
<p>Jeśli PK3 był bez historii, co powiedzieć o tym punkcie, do asfaltu lekko, tam ładny marsz i wejście w przyjazną przecinkę, która już prowadzi do pierwszego ogniska na trasie, sędziowie tłumaczą, że w skład tlącego się kopciucha wchodzą: suche bandaże, kawałki osobistych papierów i te mniej mokre (z mokrych) patyki, fajnie, cieszę się tym faktem, bo wcześniej wróżyłem, że ognisko będzie na PK4.</p>
<p>Do PK7:</p>
<p>Tą samą drogą na południe, dalej lasem szukamy dużej przecinki i nią pokonujemy pokaźny kawałek, za nią skrajem lasu i do szosy. Wciąż a to przed, a to za - idzie dwójka napieraczy, gdy odbijamy na Gościęcino oni zaczynają truchtać, patrzymy po sobie z podziwem, próbujemy też, ale krócej. Kiedy ci na horyzoncie odbijają do przecinek - my wspinamy się na górkę i stamtąd, z poczuciem skrótu zaczynamy przygodę z lasami. Całkiem przyjemnie, aż upewniamy się, że nie jesteśmy tam, gdzie być byśmy chcieli, czyli na PK. Zmęczenie zniechęca do czytania mapy, dlatego widząc innych sugerujemy się, że oni idą dobrze, niestety aż tak dobrze to oni nie idą, w trakcie tego przetarcia Paweł mówi słowa ważne: "mogliśmy iść po swojemu" (chyba nic nie przeinaczyłem), no nic, jedzie tramwaj, a podwozi nim p. Sochoń, czyli elitarna podwózka, ostatni raz spotkałem go na trasie - na wspomnianym H32 w drodze na PK3. My jedziemy, a wracający zapewniają, że to dobre tory, zatem perforator i od razu jazda dalej, ale w naszą trójkę, bez pomocy.</p>
<p>Do PK8:</p>
<p>Do Brzeźna droga przyjemna, ktoś na horyzoncie, jest kogo ścigać. Wzorem kolarskich wyścigów zmieniamy dyktującego tempo, nie ukrywam, że najrzadziej jestem to ja, ale napieramy mocno. Pod kolanami gehenna, do której już się przyzwyczaiłem, zastanawiam się dlaczego, jak nie wiesz dlaczego - to na bank przez buty, z tą myślą łatwiej. Dalej dwa warianty, szybki szosą i równie szybki przecinkami, wybieramy drugi. Mijamy dwójkę zawodników, dalej ostatnia prosta do Łęczyc, a my za namową wuja truchtamy, myślimy, żeby połknąć czarny punkt przed nami, myślimy i moim zdaniem był to mieszkaniec Łęczyc idący z torebką na zakupy, dobrą porę wybrał, mieliśmy cel. Baza jak to baza, punkt podbity, biorę bilet po plecak i zaczynam myśleć o rezygnacji. W końcu proponuję współtowarzyszom, że z biegu idę na dziewiątkę, nie jem, a idę by nie tracić czasu, a PK9 miał być już ostatni dla mnie. Mawia się, że głowa umiera ostatnia, moja umarła przed nogami tym razem. Stopa była spuchnięta zawodowo, co odkryłem przy przemyciu, ale o złamaniu nawet nie pomyślałem.</p>
<p>Do PK9: Po zmarudzeniu w bazie ruszyłem sam na ostatni punkt (dla mnie). Tym razem zabrałem kije, niech wspomagają, ładnie wydłużały krok, ładnie tempo dyktowały. Od czasu do czasu mapa, do głównej drogi, dalej po prostej do celu, poczułem satysfakcję, że nawigowałem samodzielnie, ale co to za nawigowanie do tej dziewiątki, łatwe. Później podzieliłem się izotonikiem z napieraczem, który atakował PK10 i spacerowo wróciłem do bazy, w trakcie wymieniałem, a to pozdrowienia, a to wyjaśnienia czy daleko, z żartem, z uśmiechem, z żalem, że tak mało, ze zrozumieniem dla kontuzji i racjonalny wariant by nie zaszkodzić na przyszłość. Wracając mijałem nr 024 - może następnym razem uda się wspólnie dojechać i pozdrawiam!, oraz nr 339, czyli to prawda.</p>
<p>Dzięki dla Orgów!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Najbliższe zawody po poznańsku - IV 2008]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=61</link>
<pubDate>Sun, 20 Apr 2008 17:35:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=61</guid>
<description><![CDATA[Cztery pomysły:
1. XiV Ogólnopolski Bieg Przełajowy Winogrady 2008
- poznański ośrodek TKKFu pr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Cztery pomysły:</p>
<p>1. <a href="http://www.wtkkf.pl/" target="_blank">XiV Ogólnopolski Bieg Przełajowy Winogrady 2008</a></p>
<p>- poznański ośrodek TKKFu proponuje biegi przełajowe na dystansach 10,5 i 7 km, trasa obejmuje tereny osiedlowe i najprawdopodobniej Cytadelę, która jest stosunkowo blisko miejsca startu, prawdopodobny limit czasowy to 1h15min, co wystarczy na obie trasy. 26.04.08 ***</p>
<p>2. <a href="http://nietoperz.fla.pl/2008/" target="_blank">Nietoperz</a></p>
<p>- zawody to niejakie XXVI/XXVII Mistrzostwa Chorągwi Wielkopolskiego ZHP w Nocnych BnO, obok rywalizujących harcerzy przewidziany jest start osób niezrzeszonych, noc czyni te 7km ciekawszymi. 26/27.04.08 **</p>
<p>3. <a href="http://www.wgl.pl/rajd.php?osCsid=653b860dfd0260feee27b3bbf47c7544" target="_blank">Rajd Wody Góra Las</a></p>
<p>- wspólny start, wspólny marsz, nagrody dla zwycięzców gier i zabaw w trakcie, rodzinny klimat, tempo spacerowe, pro forma, z dziewczyną i sąsiadką, i jej psem, dla siebie, dla picu, coby coś robić, mimo wszystko warto, czekam na maila z dystansem, ale spacer nie będzie za długi. 27.04.08 *</p>
<p>4. <a href="http://www.murowana-goslina.pl/content/view/1537/121" target="_blank">XI Bieg Rekreacyjny "Zielone Wzgórza"</a></p>
<p>- miejsce startu to Murowana Goślina, kolejny start w okolicach Poznania, dystans nietypowy, bo pełne 8km, podzielony na dwie pętle, powierzchnia utwardzona, rekreacyjnie, w święto. 1.05.08 **</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Refleksje po 35 Harpaganie]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=60</link>
<pubDate>Sun, 20 Apr 2008 17:01:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=60</guid>
<description><![CDATA[54 km to wynik mniej niż przeciętny, do tej pory zawsze mi wadził i zawodził. Jeszcze nie minę]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>54 km to wynik mniej niż przeciętny, do tej pory zawsze mi wadził i zawodził. Jeszcze nie minęło mi spięcie mięśni, a już myślę co poszło źle. Tempo było mocne, kilka podbiegań, kilka przetarć na azymut i oscylowanie w okolicach pierwszej setki. Nawigacyjnie moi towarzysze Harpa byli bardzo dobrzy, kiedy ja zapoznawałem się z mapą - oni już mieli gotowy wariant przejścia. Marsz był płynny i szybki.</p>
<p>Problematyczne były punkty 4 i 7 gdzie w obu przypadkach szukając drogi gubiliśmy się na mapie, co było też normą u innych uczestników czeszących teren i wobec tego dochodziliśmy do punktów w większych grupach. Reszta punktów nie sprawiała większych kłopotów. Najtrudniejsze były podobno punkty 10, 12 i 15, jednak to już nie mój problem, swój udział skończyłem wcześniej, na PK9.</p>
<p>Kondycja była, od PK5 wiedziałem, że już nic więcej mnie nie zatrzyma, ponad to, co już bolało, czyli okolice podkolanowe oraz miejsce kości klinowatych na stopie (co równie dobrze może być przyczyną ostatnich treningów nakierowanych już na bieganie po płaskim, albo podbiegania po asfalcie w Salomonach, które aż tak dobrze wyprofilowane nie są poza terenowym bieganiem, na asfalcie radzą sobie średnio). We wtorek zrobię pierwszy rozbieg po Harpie, spokojnie i ostrożnie, co jest i tak słabym pomysłem, kiedy jeden z najlepszych na H35 miał w niedzielę zawody InO, mam nadzieję, że poszło mu równie dobrze jak na setce.</p>
<p>Podsumowując: to dobry start, mocne tempo wykonalne (można jeszcze nad tym popracować), orientacyjnie brawa dla Zbyszka i Pawła, przygód było kilka i worek doświadczeń, również pouczające rozmowy w Bazie. Było warto, tym bardziej, że jest to również jakieś urozmaicenie treningów, połączone z łamigłówkami w oparciu o mapę.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Salomon Trail Running]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=39</link>
<pubDate>Sat, 05 Apr 2008 18:09:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=39</guid>
<description><![CDATA[
Salomon Trail Running to część tegorocznych Wertepów, jest także pierwszym etapem dla zespoł]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><img class="aligncenter size-medium wp-image-40" src="http://marszoblog.wordpress.com/files/2008/04/str-300x218.jpg" alt="" width="330" height="240" /></p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://www.trailrunning.pl/pol/contents/view/91" target="_blank">Salomon Trail Running</a> to część tegorocznych Wertepów, jest także pierwszym etapem dla zespołów z kategorii Open i Profi (o czym nie wiedziałem jadąc na zawody). Bieg należy do tych atrakcyjnych, Orgi przygotowali uczestników na asfalt, drogi piaszczyste, podmokłe łąki i las.</p>
<p class="MsoNormal">Traktowałem bieg jako mocny trening, pierwszy trail na zawodach odkąd upewniłem się, że jeśli chcę kończyć setki marszowe, to potrzebne jest mi znaczne wzmocnienie łydki. Początkowo chciałem przebiec ten dystans tempem 1 km w 5 min, jednak ostateczną decyzję zostawiłem sobie na poranek i tamto samopoczucie.</p>
<p class="MsoNormal">Długo nad strategią nie myślałem (byłem po dwóch treningach tempa na wb2, może przez to wczesne zmęczenie mięśni?), plan był prosty - od początku nie tracić czołówki z oczu i zrobić te 7,3 km szybko i fachowo.</p>
<p class="MsoNormal">Po dwóch prostych miałem już pierwsze sygnały, że tak mogę biec…, ale nie tym razem, mięśnie się dogrzały, oddech pogłębił i musiałem zwolnić. Powoli mijali mnie inni zawodnicy, a ja myślałem tylko, żeby pozbyć się kryzysu. Sytuacja poprawiła się lekko za stawem rybnym, trochę lasu i (zbawienne) podmokłe łąki. Lało się i chlupało, ale był to zimny prysznic i defibrylacja tempa. Dalej był podbieg po błocie, zakręt i ostatnia prosta, którą zrobiłem na złości (przez to osłabienie) półsprintem, co dało mi słaby czas, ale ten pierwszy z planowanych.</p>
<p class="MsoNormal">Zamiast ostrego ścigania na adrenalinie zaaplikowałem sobie walkę o powrót tempa, pozostaje ciekawość, co by było gdyby dystans był dłuższy? gdyby wystartował spokojnie? gdybym nie katował się treningiem tak blisko zawodów…</p>
<p class="MsoNormal">Jestem jednak bardzo zadowolony, nowe doświadczenie, pierwsza próba w nowych butach (Nieznośna Lekkość Salomona, swoją drogą jak usunąć swąd ryb z buta?; te łąki), po raz kolejny start w przyjacielskim gronie i ciekawa koszulka od Orgów za start, problem z tym, że model damski!, a na dodatek za mały, kultura Emo ma się dobrze, ale żeby tak na rajdzie;) i kolejne przekręcenie nazwiska, skąd wiedzieli, że kolekcjonuję nazwiskowe przekręty nie wiem:).</p>
<p class="MsoNormal">***</p>
<p class="MsoNormal">Dzięki wielkie dla Zbyszka i Pawła za wspólny start, Magdy za wsparcie, a dla Orgów za ciekawy trail!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Gdzie spotkasz autora...]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=29</link>
<pubDate>Sat, 29 Mar 2008 15:04:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=29</guid>
<description><![CDATA[Budowa formy musi mieć swój upust, po to diety, po to wyrzeczenia i monotematyczność wśród prz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">Budowa formy musi mieć swój upust, po to diety, po to wyrzeczenia i monotematyczność wśród przyjaciół. Cel jest istotny, cel moduluje trening, cel jest środkiem tarczy, celować trzeba z wyczuciem, z rozsądkiem, ale też z polotem i wykorzystując wyobraźnię. Postanowiłem przygotować grafik swoich startów w tym sezonie, miejsc gdzie się planuję pojawić, miejsc o podwyższonym tętnie, godnych zapamiętania i zostawienia beczki potu. Te miejsca zmotywują do codziennego szurania po chodnikach i ścieżkach, te miejsca to:</p>
<ol style="margin-top:0;" start="1" type="1">
<li class="MsoNormal"><b>6 IV</b>      – długo namyślałem się nad „Wiosennym Tułaczem”, jednak nawigacja jest tam      priorytetem, punkty stowarzyszone i mylne to wymagające kryteria, ale również      przyspieszające marsz, no nic, zrezygnowałem z WT w tym roku, zastąpię go      autorskim wyjściem do Puszczy Zielonki na obrzeżach Poznania, wg obliczeń      będzie to marsz na około50km, dystans ma być w nogach odczuwalny. **</li>
<li class="MsoNormal"><b>18      IV </b>– Harpagan 35 – już na stronie rajdu jest otwarty formularz      zgłoszeniowy, miejsce Bazy Orgi podadzą 7 kwietnia, a legenda wyzwania w      pomorskim jest dobrze znana wszystkim sympatykom marszobiegowych setek,      fenomen tworzy frekwencja zawodów, gdzie na starcie melduje się regularnie      więcej niż 500 osób chętnych na tytuł Harpagana i przejście 100 km w czasie      24h. ***</li>
<li class="MsoNormal">początek      maja – wyjście do Wielkopolskiego Parku Narodowego na minimum 30 km, kiedy      już ubarwiony będzie wiosną i budzącą się paletą roślin. ** (w długi      weekend w planach jest przyjacielski spływ kajakowy rzeką Piławą,      pompowanie dla rąk, to jednak 60 km na trzy dni)</li>
<li class="MsoNormal"><b>18 V</b>      – Kierat – mój pierwszy rajd w Gorcach organizowany przez <a href="http://andrzejsochon.webpark.pl/" target="_blank">Andrzeja      Sochonia</a>, teren wymagający, 3500m przewyższeń i 100 km do przejścia w 30h,      druga co do wielkości piesza setka w Polsce, malownicze widoki przy dużym      zmęczeniu. **</li>
<li class="MsoNormal"><b>7 VI</b>      – Maraton Lednicki – okolice Poznania, bieg jak każdy, tempo półspacerowe,      może nawet 4h na całość, tzw. aktywny relaks;). *</li>
<li class="MsoNormal"><b>20      VI</b> – Grassor – kolejna piesza setka, tym razem start jest uzależniony od      sesji egzaminacyjnej na studiach, jeśli wymagania materiałowe na to      pozwolą to pewnie stawię się na starcie z chęcią nabrania doświadczenia i szlifów.      Dodatkowym plusem jest położenie rajdu, ponoć będą to okolice Szczecina, wobec      tego mam blisko. *</li>
<li class="MsoNormal"><b>21 VII</b>      - 21 Półmaraton Lipcowy – miejsce: Okonek koło Piły, w okresie wakacyjnym zawodów      jak na lekarstwo, a szkoda, dobrze, że chociaż te w mojej okolicy. **</li>
<li class="MsoNormal"><b>31      VIII</b> – XXIX Szczeciński Półmaraton Gryfa – jak wyżej. *</li>
<li class="MsoNormal"><b>7 IX</b>      – Mistrzostwa Polski w Półmaratonie – miejsce: Piła, jest to świetnie      zorganizowany bieg, który należy do najważniejszych w roku, frekwencja jak      zawsze dopisze, a ja liczę, że brat złapie mnie kamerą przy      przygotowywaniu materiałów dla TV Asta. ***</li>
<li class="MsoNormal"><b>17 X</b>      – Harpagan 36 – przyjdzie poczekać na ogłoszenie startowe, ale to zawsze      będzie prio kalendarza. ***</li>
<li class="MsoNormal"><b>19      XII</b> – Nocna Masakra – zakończenie sezonu PMnO, już dwa razy zamierzałem z      przyjacielem zameldować się na starcie, może teraz. *</li>
<li class="MsoNormal"><b>28      XII</b> -<span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span>25      Bieg Sylwestrowy im.Ryszarda Burgiela - jako pomysł na niebanalne      zakończenie roku, tylko 10 km, ale jakie smaczne po tak naładowanym      sezonie, oby tylko…</li>
</ol>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"> Prawdopodobnie będę wplatał w ten grafik wyjazdy w góry, te większe i te mniejsze oraz wypady powiedzmy, że regionalne, ale formotwórcze. A teraz się odmeldowuję.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">(*- chciałbym wystartować, ** - powinienem wystartować, *** - muszę wystartować)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[P.O.S.T. o straconym sezonie]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=25</link>
<pubDate>Sun, 23 Mar 2008 17:52:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=25</guid>
<description><![CDATA[P  Pewnego popołudniowego przemarszu przyspieszenie prawie przerwało przygotowany plan przejścia ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><span style="font-size:16pt;">P</span>  <span style="text-transform:uppercase;">P</span>ewnego popołudniowego przemarszu przyspieszenie prawie przerwało przygotowany plan przejścia pomiędzy pierwszym punktem – pobliskim parkingiem, pod przewidziany punkt postępujący – pole pełne połaci pszenicy i przeszkadzający perz. Presja przeprawy podpowiadała pokorę, przecież promień pętli projektował problemy przebrnięcia. Przeszkadzała przepaska przesiąknięta potem, planowałem później przesuszyć. Postępujące powiewy podszeptywały poprawę pogody. Podobno przyjaciel przygotował prowiant, poczułem przykrość po przetrzepaniu plecaka. Podczas przeskakiwania przez pachołek poczułem przemożne pulsowanie pod piszczelem, poczyniłem pełny przysiad precyzyjnie przeczekując przelotny problem. Ponad przeleciała prawdopodobnie pustułka. Przypadkowy postój pozbył podróż początkowego podniecenia, postanowiłem przejść pokracznie pod przystanek, poszukać przejeżdżającej pomocy.</p>
<p class="MsoNormal"> <span style="font-size:16pt;">O</span><span>  </span>Opornie opowiedziałem okolicznym obywatelom o okropnej ozdobie obejścia obrzeży. Obrzęk oprócz opóźnienia osłabił okalający okład. Około opłotków omdlałem. Opieszale odzyskałem odwagę, oszczędnie okrążyłem okolicę oczekując odbudowy organizmu.</p>
<p class="MsoNormal"> <span style="font-size:16pt;">S<span>  </span></span>Stopniowo spóźnienie spowszedniało, spowolniło swoja szczątkowość. Smutny skutek skoku schlebiał stoperowi skutecznie spisującemu stracone sekundy. Szukałem skądkolwiek sukursu. Szkoda subiekcji, strudziłem się szykując szus szosami, straciłem sprężynę sympatycznego samopoczucia, solidną sprawność. Sekret skręcenia – skłaniam się stwierdzić – stanowi słaby sezon, skończony szybkim spoczynkiem. Szanse strzela szlag, stop survivalom spartan, serpentynom szos, sile samurajów. Samosabotaż szybko się sprawdził. Stoi szpaler sosen, szpak sadzi susy, sformował się stłumiony szelest. Siedzę sobie.</p>
<p class="MsoNormal"> <span style="font-size:16pt;">T<span>  </span></span>Także trzeba teraz trening trzeźwo typować. Tydzień twórczo tworzyć, topić trwogę, testować topografię. Twardziel to tułacz taszczący tony, taktyk terenowy, twardy tors, testosteron. Tudzież translokacja tłumaczy trudy trampa. Turystyka to talizman temperamentu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Cienka Czerwona Linia Harpagana]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=13</link>
<pubDate>Tue, 11 Mar 2008 12:55:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=13</guid>
<description><![CDATA[2h -&gt; Przed startem dobrze się zdrzemnąć, zakopać w śpiworze niepewność i adrenalinę, zos]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><b>2h </b>-&#62; Przed startem dobrze się zdrzemnąć, zakopać w śpiworze niepewność i adrenalinę, zostawić za sobą powoli narastający szum sali, ostrożność rozpinanych zamków, dokładność wiązanych butów i numerów startowych – 011. Potok pytań „jak wypełniać kartę?”, „gdzie jest szatnia?”, „skąd wziąć wrzątek?” – to wszystko leniwie mieć poza azylem własnych betów. Sen i tak nie przyjdzie, jeśli już to niespokojny i drażniący, jakby wpychał łokieć pod żebro i sugerował, że „nie tym razem”, ale każda próba wynagradza, wypogadza, jest kojącym dodatkiem.</p>
<p class="MsoNormal"> <b>45min</b> -&#62; To już nie przelewki, obok ułożone w kostki ciuchy, szybko i dokładnie trzeba je na<span>  </span>siebie, trzeba sprawdzić stan fizyczny i techniczny, psychomotorykę i zawartość kieszeni, ilość wolnych elektronów w plecaku, by zaraz wrzucić dodatkową parę skarpet i upchać, i ustać z tym wszystkim. Po czym łapać wspólników tempa, najemników rozmowy i przyjaciół po fachu. Oklepać się sowicie, czy kompas wisi, czy karta siedzi, czy czołówka czeka, czy wężyk wygrzewa się na ramieniu i w okamgnieniu szus na pole.</p>
<p class="MsoNormal"><b> 20min</b> -&#62; W migocie odblaskowych refleksów, świetlików pomocorajdowych przytroczonych do rękawa, nogawki i Salewy pokonuję pierwszą przebieżkę do wolontariusza z koszykiem i puszczam obok siebie słowa wstępu Orgów, myśli przyszłych tortur i braki sprzętu. Już tętno skacze, noga podryguje, paski plecaka uściskają jako ostatnie, już kolejka po mapy kompletna, poza tym „chcę iść”!</p>
<p class="MsoNormal"><b> 5min</b> -&#62; Mapa w dłoni, ktoś woła, ktoś czyta, ktoś spokojnie stoi, inny się uśmiecha, patrzy z przekąsem pod wąsem, przepych na dobre miejsce, enklawy znajomych, oczekiwanie, odliczanie, pięć, już prawie, już pętla, trzy, ktoś klepie po ramieniu, mówi „do dzieła”, start i… pęka Cienka Czerwona Linia!</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
