<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>listowiem-smecenie &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/listowiem-smecenie/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "listowiem-smecenie"</description>
	<pubDate>Sun, 27 Jul 2008 04:18:09 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Wiosna]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=166</link>
<pubDate>Mon, 05 May 2008 14:04:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=166</guid>
<description><![CDATA[
Niespodziewanie chłód mnie opuścił.
Przedwczoraj z ostatnią, zimną, kroplą deszczu
Powitał ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="margin:0;">
<div class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:medium;font-family:Times New Roman;">Niespodziewanie chłód mnie opuścił.<br />
Przedwczoraj z ostatnią, zimną, kroplą deszczu<br />
Powitał przeszłość, bez ukłonu<br />
I drzwi za sobą zamknął z trzaskiem.<br />
</span></div>
<div class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:medium;font-family:Times New Roman;"><br />
Pozostawił mnie samego, nagle<br />
Stojącego pośród słonecznego blasku<br />
Zaskoczonego, bo okazało się, że nagi jestem<br />
Z bezwstydnie zwieszonymi w smutku ramionami</span></div>
<p><span style="font-size:medium;"><span style="font-family:Times New Roman;">Zęby, wciąż jeszcze mocno zaciśnięte,<br />
Zimową bielą znaczą szczękę,<br />
</span></span><span style="font-size:medium;font-family:Times New Roman;">Lecz ciało ciepła już nabiera<br />
Myśl, zazielenia się w jutro.</span></p>
<div><span style="font-size:medium;font-family:Times New Roman;"><span style="font-size:medium;font-family:Times New Roman;">Niech jeszcze tylko do uszu dotrze<br />
Śpiew z drzew przydrożnych<br />
Trel nocny niech mnie ze snu ocuci<br />
I pośród mroku poda talerz pełen życia.</span></span></div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Niedomówienia]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=165</link>
<pubDate>Tue, 29 Apr 2008 22:48:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=165</guid>
<description><![CDATA[Na sznurach bielą rozsiadły się prześcieradła
Ich rozkołysane wiatrem skrzydła bledną
Wilgot]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class="infoKomentarzTekst">Na sznurach bielą rozsiadły się prześcieradła<br />
Ich rozkołysane wiatrem skrzydła bledną</p>
<p>Wilgotne jeszcze pamięcią zaspanego wczoraj<br />
Pod drewnianych szczęk uściskiem schną najszybciej</p>
<p>Zdawać by się mogło, że w szamotaninie swojej szepczą<br />
Nikt jednak nie wie, co i komu, więc mówi się - szeleszczą</p>
<p>I tak z tym szumem na papier zwęgla się to, co było wierszem<br />
I tak wśród nocy pierwszej ich świeżość przeszywa dreszczem.
</p></div>
<p> </p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Próg]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=164</link>
<pubDate>Tue, 29 Apr 2008 16:06:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=164</guid>
<description><![CDATA[To boli,
Katem nie jestem, a jednak gwałt śmierci zadaję
Ten chłód,
Tak dotkliwie kąsa zamkni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:medium;"><span style="font-family:Times New Roman;">To boli,<br />
Katem nie jestem, a jednak gwałt śmierci zadaję<br />
Ten chłód,<br />
Tak dotkliwie kąsa zamknięte cudzymi ustami powieki.<br />
Te dłonie<br />
Delikatne i piękne pozostawiają na mnie ślad melancholii<br />
To ciepło<br />
Nie jest już Twoje, mimo, że spokojem usypia noc<br />
Ta pamięć<br />
Coś przez drzwi zamknięte szepcze, lecz już nie pyta się „czy jesteś?”.<br />
Te słowa<br />
Wsiąkają we mnie jak łza ostania i biorąc Cię miłośnie pod rękę odchodzą. <span> </span><span> </span><span> </span></span></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mamo...]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=155</link>
<pubDate>Sun, 13 Apr 2008 10:11:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=155</guid>
<description><![CDATA[Sam nie wiem, co mi jest,
Prócz oczywistości.
Po co niepewnością kaleczę słowa
Drżeniem nape]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Sam nie wiem, co mi jest,<br />
Prócz oczywistości.<br />
Po co niepewnością kaleczę słowa<br />
Drżeniem napełniające myśli o jutrze?<br />
Strach znienacka powraca w glorii<br />
Pyszniąc się zamkniętymi drzwiami.<br />
Może to przez to, że przyśniła mi się matka<br />
Z twarzą ostatecznie spokojną<br />
Budząc w środku nocy<br />
Mamo, nie śnij mi się więcej…</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Babie lato]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=153</link>
<pubDate>Wed, 09 Apr 2008 11:11:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=153</guid>
<description><![CDATA[Pamiętam Cię utkaną nićmi babiego lata.
Taka delikatna, taka inna, taka biała&#8230;
Ale wcale ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pamiętam Cię utkaną nićmi babiego lata.<br />
Taka delikatna, taka inna, taka biała...<br />
Ale wcale nie niewinna, może nieśmiała?<br />
Oplotłaś mnie sobą tak ciasno, mocno<br />
I tak dobrze mi było bez oddechu, jakby w śmierci<br />
W niepamięci, w nieistnieniu, w zapamiętaniu<br />
Przesiąkłem splecionym miłośnie zapachem<br />
By się niczyim stać z dnia na dzień, obcym, w sobie.<br />
Rozglądam się dookoła. Wiesz, już poznaję cudze twarze,<br />
Dłonie, myśli, drogi, a jakby żal, a może nadzieja,<br />
Że gdzie indziej wciąż nieobudzony jestem?<br />
Do diabła, ja wciąż obudzić się nie mogę!<br />
Pogubiony, niespokojny, rozkojarzony, śpiący.<br />
Za nitki ciągnę, a tam nowe, jak feniksowe pióra<br />
Z popiołu, ze wspomnień, z wczoraj, z niczego.<br />
Czasami myślę, że przez tę biel oślepnę<br />
Znowu niczyim będę i Twoim zarazem.<br />
Jak oddech, jak serce, jak koniec, początek.<br />
Chyba wciąż pijany jeszcze jestem,<br />
Skoro nie chcę, a jednak tęsknię.<br />
Żeby tylko za Tobą, ale i za sobą, jakim już nie będę.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wszystkiego Najlepszego]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2008/03/27/wszystkiego-najlepszego/</link>
<pubDate>Thu, 27 Mar 2008 09:54:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2008/03/27/wszystkiego-najlepszego/</guid>
<description><![CDATA[Chciałbym Ci dać na urodziny
Odpowiedź na: prosto, czy w prawo?
Zapach trawy wypalonej latem
Cz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Chciałbym Ci dać na urodziny<br />
Odpowiedź na: prosto, czy w prawo?<br />
Zapach trawy wypalonej latem<br />
Czasu zatrzymanie, gdy świat w nas wariował<br />
I tamtą pewność, że wszystko będzie dobrze...<br />
 </p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/I7UliuywsT4'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/I7UliuywsT4&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dziecko]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=149</link>
<pubDate>Tue, 25 Mar 2008 22:48:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=149</guid>
<description><![CDATA[Na mgnienie zamarło między nami życie
Chwilą najważniejszą zastygło
Jak kapliczka na rozstaju]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Na mgnienie zamarło między nami życie<br />
Chwilą najważniejszą zastygło<br />
Jak kapliczka na rozstaju zatrzymało pytaniem<br />
Przez jeden moment w naszych dłoniach<br />
Rozkołysało się niepewnie jutro<br />
A czas w nas krzyczał płaczem noworodka<br />
Ruszając do przodu na oślep<br />
I nim spostrzegłem, dokąd zmierzam<br />
Nic z tej chwili we mnie nie zostało<br />
Prócz zaskoczonego życiem dziecka</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Na niby]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=138</link>
<pubDate>Fri, 14 Mar 2008 13:33:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=138</guid>
<description><![CDATA[Czy ja mogę mówić do Pani po imieniu?
Bo to czasu brak, a ciuciubabki nie lubię
Niech i Pani ze]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Czy ja mogę mówić do Pani po imieniu?<br />
Bo to czasu brak, a ciuciubabki nie lubię<br />
Niech i Pani ze swojej pamięci wyłowi i moje<br />
Nie trafiają do mnie rykoszetujące słowa</p>
<p>Tak sobie myślę, że lepiej by nam było<br />
Gdybyśmy od początku nie bali się siebie<br />
Win i usprawiedliwień nie szukali poza nami<br />
Ot, gdyby nam się <em>było</em> tak po prostu, zwyczajnie</p>
<p>Mówiłem już Pani, że listy mi z trudem przychodzą?<br />
Nie umiem sam z siebie ostrożnych słów stawiać<br />
Twarde i byle jakie, jak zwiędły kwiat kalafiora<br />
Że treści nie pozbawione? Nie wiem, być może</p>
<p><em>Niby</em> rozmawiam z Panią, a jednak milczę<br />
Pani też <em>niby</em> mówi, w <em>niby </em>zawiera nam się teraźniejszość<br />
Więzi nas w sobie przeszłość i nadzieja na wszystko<br />
<em>Niby</em> żyć będziemy póki któreś z nas się nie odwróci.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Cisza]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2008/03/01/cisza/</link>
<pubDate>Sat, 01 Mar 2008 15:21:29 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2008/03/01/cisza/</guid>
<description><![CDATA[Gdyby cisza nie mówiła wymownie
Gdyby jej zbyt wiele nie przypisywano
Gdyby była ciszą po prostu]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Gdyby cisza nie mówiła wymownie<br />
Gdyby jej zbyt wiele nie przypisywano<br />
Gdyby była ciszą po prostu<br />
Byłaby tylko wytchnieniem<br />
Oddechem między słowami<br />
Niezapisaną przestrzenią<br />
Spokojem miedzy mną, a Tobą</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pomiędzy]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2008/02/24/pomiedzy/</link>
<pubDate>Sun, 24 Feb 2008 15:19:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2008/02/24/pomiedzy/</guid>
<description><![CDATA[     
Pochmurno, ale ciepło, byłem po ryż, który skończył się nie wiadomo kiedy, to wiem.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>    <span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/_O80b002XT0'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/_O80b002XT0&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span> </p>
<p>Pochmurno, ale ciepło, byłem po ryż, który skończył się nie wiadomo kiedy, to wiem.<br />
Przejrzałem już wszystkie blogi, które odwiedzać po prostu muszę, tak jak muszę oddychać. Dookoła Macieju leci song, prześladowca. Niech go cholera, nie nudzi się. Smętne to takie, a lepi się wręcz obrzydliwie.<br />
Wstaję i idę się ubrać. Ile można siedzieć w pidżamie? Skarpetki gdzieś polazły. Nie mają co robić tylko chodzić. Znalazłyby sobie inne zajęcie np. mogłyby grać w kierki. Nie rozłaziłyby się wtedy Bóg wie gdzie. Zamiast skarpetek znalazłem torbę. Już się nie wkurzam na skarpetki. Przebierając swobodnie palcami od nóg wypakowuję zawartość. Na wierzchu świeżutkie pachnące, zielone, sztruksowe bryczesy i flanelowa koszula, pod nią zamszowa kutra i rękawiczki. Na samym dnie wyglansowane na błysk sztylpy. Na krótszym boku, w osobnej siatce, buty, prawie świecą przez folię. Miętoszę prze chwile te rzeczy w rękach, a ta cholerna melodia dudni, mi we łbie.</p>
<p>O tej porze jest tu cisza i spokój. Wszyscy wcinają niedzielny obiad, a ja zakradam się do siodlarni. Chryste, ależ ono ciężkie. Popręg pęta mi się między nogami i dzwoni zdrajca judaszowy.<br />
Mr. T patrzy na mnie dziwnie, próbuje mnie podszczypywać. Posapuję i klnę pod nosem. Boks jest ciasny, bo stajnia jest niewielka. Nie mam na szczęście wiele roboty z czyszczeniem.<br />
- Dbają o ciebie. To dobrze. Nie gniewaj się, dbałbym sam…<br />
Kopyto ląduje mi na stopie, nie jakoś mocno, na tyle jednak żebym pojął, co prawda, a co fałsz. Nie mogę się za to gniewać.<br />
- No tak, masz rację, do szczotkowania specjalnej siły nie potrzeba, ale nie jesteśmy sobie znowu obcy?<br />
Prycha, jakby odpowiadał, rzuca głową. Nie żeby mnie rozumiał, to tylko ja tłumaczę sobie to w ten sposób i wierzę święcie, że tak jest.<br />
Siodło stawia opór, nie chce wylądować na grzbiecie. Czaprak zsuwa się. Dopiero trzecia próba zostaje uwieńczona sukcesem. Jestem już cały mokry, ale odpocząć będę mógł kiedy zaciągnę popręg. Zapaliłbym sobie teraz i odpoczął, tylko, że nie palę już od jakiegoś czasu. Stoję, więc z końskim łbem na ramieniu i dyszę.<br />
- Jestem chyba pierdolnięty…<br />
Szepczę czule w końską szyję i otwieram boks. Teraz będzie naprawdę trudne, konfrontacja z M. Będzie zły, pewnie mnie zwymyśla, może wyzwie, ale ja już będę wtedy siedział w siodle i dźwigiem mnie z niego nie ściągnie, chyba żeby zaczął strzelać. Czy M. ma strzelbę?<br />
W przeciwieństwie do bocznych drzwi, te szerokie wychodzą na podwórko. Zanim dojeżdżam na jego środek już mam towarzystwo.<br />
- Co to…<br />
Nie poznał mnie w pierwszej chwili. Staram się uśmiechnąć i zaczynam od „przepraszam”.<br />
- Złaź! Złaź natychmiast!<br />
- Nie mogę, jak Boga kocham nie mogę.<br />
- To ja cię ściągnę. Dorosły facet kurwa mać!<br />
Rusza na mnie. Pociągam lekko wodze i Mr. T cofa się.<br />
- Daj spokój. Proszę. Nie strasz konia.<br />
M zatrzymał się. Jest zły, bardzo zły, ja to rozumiem. Po pierwsze zakradam się jak złodziej do jego stajni. Po drugie zabieram konia, co z tego, że mój? Po trzecie zachowuję się jak szczeniak, on przecież odpowiada tu za wszystko, jemu się do tyłka dobiorą, smrodu narobią gdyby coś się stało. Po czwarte on wie i boi się dwa razy więcej.<br />
- Uciekniesz mi?<br />
Nie odpowiadam. Proszę tylko, w duszy: Dziś już niedziela.<br />
- Nawet toczka nie założyłeś.<br />
- Stępa będzie, bez brawury.<br />
- Z brawurą to ja ci dupę skopię, jak wrócisz… Spierdalaj. Stajni sobie nowej poszukaj.<br />
Odwraca się i odchodzi.<br />
Gdzieś tam, w środku gra ta durna piosenka.<br />
Mr T wywozi mnie za tory, na rozstaje. Lewo działki, prawo las. Powolutku z namaszczeniem mijamy pierwsze drzewa. Wiatr nie urywaj nam już głów, szumi tylko nad nami z rzadka zapuszczając się na leśną drogę. Koń się uspokaja, poklepuję go po szyi i nucę na głos. On jakby czuł, co to za melodia, że wiatr nie tylko między konarami hula, ale i po duszy. Robi mi się lekko, spokojnie, nie czuję zmęczenia, nogi pewnie trzymają się w strzemionach, smyczki ruszają forte. Lewa trochę do przodu, prawa ciut w tył, wypchnąć siodło lekko przed siebie. To tak samo, beze mnie… Mr. T nie potrzebuje niczego więcej, też słyszy te dźwięki. Jest taki jak ja, ja jestem taki jak on. Drzewa ruszają z miejsca galopem, wiatr ściga je wygwizdując radośnie melodię. Łzy same spływają z oczu. Motyle lęgną się stadami… <br />
Wiesz już jak to jest? Czym jest? Co mi daje?<br />
Przestań czytać, rozłóż teraz, w tej chwili, szeroko ramiona, zapomnij gdzie jesteś, zapomnij, kim jesteś. Weź kilka głębokich oddechów i powiedz mi, powiedz, czym jest szczęście.</p>
<p>Muzyka ucichła, chowam torbę do szafy. Gdzie jest ta skarpetka? Dlaczego mam mokre policzki? Weź się w garść, dziś już niedziela! Nie czas na takie rozklejanki, ważne, że pamiętasz jak to jest.<br />
Mr. T dziś nie ma czasu, wiem, bo dzwoniłem, M. mnie zbeształ za głupie pomysły. Wiatr wieje, w duszy się roi. Koń ma stajnię, ja nostalgiczną niedzielę, bo dziś już niedziela, prawda?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Żywot Nieodgadniony]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2008/02/17/zywot-nieodgadniony/</link>
<pubDate>Sun, 17 Feb 2008 10:57:26 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2008/02/17/zywot-nieodgadniony/</guid>
<description><![CDATA[KOMAR 
Komar ludzką krew wysysa,
Bo mu nasze życie zwisa.
Lecz dlaczego nocą bzyczy cholera,
Kie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em><strong>KOMAR </strong></em></p>
<p>Komar ludzką krew wysysa,<br />
Bo mu nasze życie zwisa.<br />
Lecz dlaczego nocą bzyczy cholera,<br />
Kiedy widoczność spada do zera?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Żywot Nieodgadniony]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=125</link>
<pubDate>Thu, 14 Feb 2008 10:36:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=125</guid>
<description><![CDATA[MUCHA
Przysiadła mucha na gnoju&#8230; i siedzi
Pewnie się nad czymś biedzi
Ooo, teraz jakby zbla]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong><em>MUCHA</em></strong></p>
<p><font size="2">Przysiadła mucha na gnoju... i siedzi<br />
Pewnie się nad czymś biedzi<br />
Ooo, teraz jakby zbladła<br />
Przewróciła się! Ciekawe...Padła?</font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Poczęcie]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2008/02/13/poczecie/</link>
<pubDate>Wed, 13 Feb 2008 15:17:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2008/02/13/poczecie/</guid>
<description><![CDATA[Nim się ich westchnienia w jedno splotły
Nim granice przekraczając ostatnią
Umarli i w zmartwych]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nim się ich westchnienia w jedno splotły<br />
Nim granice przekraczając ostatnią<br />
Umarli i w zmartwychwstaniu się odnaleźli<br />
Zanim dusze orgią bycia wypełniły wszechświat<br />
A życia w uścisku wiecznym rozgorzały<br />
Wszystko w nich krzyczało niemą prośbą<br />
Wszystko łkało modlitwą o nieśmiertelność<br />
Każdy dzień jak udręka, każda noc jak pustelnia<br />
W zwyczajności beznadziejnego jutra się odnaleźli<br />
Niespodziewanie wpadli na siebie w ciasnym przejściu<br />
Myśląc, że spotyka ich nowe nieszczęście<br />
Wierząc święcie, że świat nic nie daje tylko mami.<br />
Właśnie tak się stali, tak poczęło się szczęście.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Szeptem]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2008/01/28/szeptem/</link>
<pubDate>Mon, 28 Jan 2008 07:03:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2008/01/28/szeptem/</guid>
<description><![CDATA[Marzy mi się spokój
Dzielony, mnożony
Bezpodstawnie zazdrosny
I zazdrośnie strzeżony
Marzy mi s]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Marzy mi się spokój<br />
Dzielony, mnożony<br />
Bezpodstawnie zazdrosny<br />
I zazdrośnie strzeżony</p>
<p>Marzy mi się cisza<br />
Rozchylona nocnym echem<br />
W codzienności dnia<br />
Z nierozważnym pośpiechem</p>
<p>Marzy mi się lato<br />
Z przerwami na deszcz<br />
Rozszalałe zielonolistnie<br />
I co tylko chcesz...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[...Zapomnienia ]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2008/01/22/zapomnienia-2/</link>
<pubDate>Tue, 22 Jan 2008 12:25:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2008/01/22/zapomnienia-2/</guid>
<description><![CDATA[Już dobrze, cicho, spokojnie
Zdaniem nieostrożnym nie wracaj
Zamknij w niepamięci
Ukryj w kącie ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Już dobrze, cicho, spokojnie<br />
Zdaniem nieostrożnym nie wracaj<br />
Zamknij w niepamięci<br />
Ukryj w kącie najdalszym<br />
Wtedy strachem śnić się przestanie<br />
W torsji ostatniej śliską pamięć zawrzyj<br />
By z naznaczonego blizną lustra <br />
Opadły wężowe kłębowiska.</p>
<p>Słowa, zaklęte czarodziejki, tęsknię za wami<br />
Nie dbam czyście w cudzych oczach byle jakie<br />
Byleście świat na nowo poukładały we mnie<br />
A potem w chmurach pomogły dostrzec kształty.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zapomnienia...]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2008/01/20/zapomnienia/</link>
<pubDate>Sun, 20 Jan 2008 10:30:13 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2008/01/20/zapomnienia/</guid>
<description><![CDATA[Topolową aleją pędzi wiatr
Rozczesując o pnie złotolistne warkocze
Pędzi ku bramie śmiejąc s]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Topolową aleją pędzi wiatr<br />
Rozczesując o pnie złotolistne warkocze<br />
Pędzi ku bramie śmiejąc się głośno<br />
Budząc uśpione, wiosenne marzenia.<br />
W okno uderza nieujarzmioną dzikością,<br />
Sny przenika, znosi ostatnie granice.<br />
I już w sobie biegnę, pędzę ku niemu,<br />
Strząsając ostatki nocy po drodze.<br />
Może mnie mniej przez to,<br />
Lecz tym bardziej jestem.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kilka słów na ten sam temat]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2007/12/27/kilka-slow-na-ten-sam-temat/</link>
<pubDate>Thu, 27 Dec 2007 15:04:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2007/12/27/kilka-slow-na-ten-sam-temat/</guid>
<description><![CDATA[Kończy się rok, więc to, czym kartki zapisałem niech w nim zostanie, a Nowy czysto się zacznie.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Kończy się rok, więc to, czym kartki zapisałem niech w nim zostanie, a Nowy czysto się zacznie.</p>
<p><font face="Times New Roman"><em><strong></strong></em></font></p>
<p><em><strong>Dół<br />
</strong> </em> </p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Ból, wróg spokoju, pęcznieje we mnie</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Odnajdując nieznane mi dotąd przestrzenie.</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Uwięziony za zamkniętymi powiekami</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Rośnie, pyszniąc się rozedrganą dłonią,</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Brzydkim grymasem mącąc powierzchnię.</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Wilgotnym śladem znaczy wasze twarze</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Rozlewając się na nich, zmieniając postać <span> </span><br />
Słoną rosą plami białe prześcieradło.</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Grzebią mnie te łzy, odbierają światu pogodę,</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Idźcie sobie, idźcie między smutne korytarze,</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Nakarmcie waszym płaczem ściany,</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Żałością niech spłyną schody i posadzki.<br />
Potem, uspokojeni wróćcie, od nowa zacznijcie</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">I zażartujcie raczej ze mną, wyśmiejcie</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Przedziwnie wykrzywione usta.<br />
Niech się ból tej wesołości przestraszy,</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Niech mu się ostrze na niej stępi,</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Bym mógł spokojnie na was patrzeć,</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">I bez wahania wesprzeć - Przyjdźcie jutro</p>
<p><font face="Times New Roman"><br />
<font color="#000000"> </font></font><strong><em>Góra</em></strong></p>
<p><font color="#000000" face="Times New Roman"></font></p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Jakże was kocham, łzy</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Jak bardzo widzieć was chciałem,</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Tęsknie wśród nowin wyczekując.</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Wciąż wyobrażając sobie</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Że na roztańczonych uśmiechem wargach</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Lśnicie blaskiem ulgi.</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Kiedyście przyszły,</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Kiedyście zakwitły,</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Stałyście się światem,</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Drzwiami na oścież otwartymi,</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Ku życiu, schodami do jutra.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Uzupełnione prozą, czyli filozośka raz jeszcze]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2007/10/18/98/</link>
<pubDate>Thu, 18 Oct 2007 16:10:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2007/10/18/98/</guid>
<description><![CDATA[Idę coraz wolniej kroki stawiając,
W dłoni kostur z ręką zrośnięty
Rytm wybija ziemię smakuj]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Idę coraz wolniej kroki stawiając,<br />
W dłoni kostur z ręką zrośnięty<br />
Rytm wybija ziemię smakując.<br />
Przesiąka drogą nie syty podróży.</p>
<p>Sękiem każdy zakręt w nim odciśnięty.<br />
Każda prosta liściem naznaczona.<br />
Ty na nim kolorem zakwitasz,<br />
Kto inny hubą przyrósł na zawsze.</p>
<p>Wydaje mi się, że jeszcze coś mówię,<br />
A to gałęzie skrzypiąc rosną we mnie,<br />
Czas nie przyśpiesza już, zwalnia<br />
Kostura rytm z wolna w echu gaśnie.</p>
<p>Czas i życie. Dwie rzeczy, które człowiek połączył w jedno. Sprzągł przemijanie z odliczaniem. Podzielił okrąg małymi przecinkami, powymyślał mechanizmy z coraz większą dokładnością odmierzające odległość, jaka je na tym okręgu dzieli. Dlaczego? Po co?<br />
Zawsze uważałem „czas”, ten odmierzany, wyliczony za sztuczny twór właściwy dla rozwijającego się cywilizacyjnie gatunku. Czas stał się dla nas niezbędnym elementem życia. Określa położenie lini życia względem osi czasu i kariery.<br />
Oś kariery należy traktować indywidualnie, każdy z osobna określa, czym ta „kariera” jest. Uogólniając można by ją było nazwać sensem, chociaż może to zbyt abstrakcyjne pojęcie i dla wielu z nas oznaczona jako wartość „X”. Wartość nieznaną, a potrzebną przecież do samookreślenia, a więc podlegającą wzorowi na sens, czyli „X”. Co by musiało znaleźć się w takim wzorze? W jaki sposób określić sens? Co jest ważne? My go określamy, czy to on nas?<br />
Pytania, pytania tak banalne, że się nad nimi nie zastanawiamy. Oczywiste jest tylko istnienie, ale istnienie nie jest stałą. Istnienie to zmienna, na którą ma wpływ wspomniany przeze mnie ludzki wynalazek „czas”.</p>
<p>„Kwadratura koła”, pomyślicie i ja się zgodzę, że to brednie, ale jeżeli zastąpię czas zwykłym przemijaniem, które ze swojej istoty dźwiga pierwiastek śmierci, ale nie jest napiętnowane schizofrenicznym tykaniem zegara wszystko wraca na swoje miejsce i można przestać grać na „czas”, można zacząć żyć.<br />
Nie wymyślam świata od nowa, wystarczy rozejrzeć się dookoła, a zobaczycie ludzi, którzy właśnie tak przeżywają życie. Nie są ograniczeni czasem, często mówi się o nich dziwacy, pasjonaci, oryginały, nieprzystosowani, nadwrażliwcy. Zbyt często kwitujemy ich pobłażliwym uśmiechem zarezerwowanym dla nieszkodliwych wariatów. Żyją swoim życiem, albo we własnym świecie – tak się mówi.<br />
Nie namawiam was do porzucenia czasomierzy, spóźniania się na spotkania, zapominania o „chlebie”, chcę tylko powiedzieć, że czas jest przesiąknięty strachem, a strach nie pozwala żyć. Nieświadomość przemijania i zdanie się tylko na odliczanie czasu między „tym i tamtym”, zabija w nas życie na długo przed tym nim nas dosięgnie koniec tej przygody. Przygody jedynej w swoim rodzaju, z której nie ma poprawki, nie da się jej po raz drugi ułożyć lepiej. Świat to wspaniale, cudowne miejsce, to piękno jest naszym domem, w którym rozstawiamy swoje meble, one ze swojej natury też są niepowtarzalnej urody i wdzięku.<br />
A może trzymasz je w przechowalni? Ciekawe, na co czekasz?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dedalowe Kwiaty]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2007/10/02/84/</link>
<pubDate>Tue, 02 Oct 2007 17:54:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2007/10/02/84/</guid>
<description><![CDATA[Skrzyły sie kroplami dzisiaj niebiosa
Szyby tnąc diamentowym blaskiem.
Słońce odbiło się od ch]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font color="#000000" face="Times New Roman"><font size="4">Skrzyły sie kroplami dzisiaj niebiosa<br />
<font size="4" face="Times New Roman">S</font><font size="4">zyby tnąc diamentowym blaskiem.<br />
</font><font size="4" face="Times New Roman">S</font><font size="4">łońce odbiło się od chmur i </font><font size="4" face="Times New Roman">zgasło,<br />
</font><font size="4">Zieleń w dżdżu</font><font size="4" face="Times New Roman"> nagle</font><font size="4"> </font><font size="4" face="Times New Roman">z</font><font size="4">miękła.<br />
Nad moją głową okno</font><font size="4" face="Times New Roman">,</font><font size="4"> <br />
</font></font></font><font color="#000000" face="Times New Roman"><font size="4"><font size="4">U ramion skrzydła<br />
</font><font size="4" face="Times New Roman">P</font><font size="4">uch z nich się jeszcze sypie,<br />
</font><font size="4" face="Times New Roman">A</font><font size="4"> niebo już się nie skrzy<br />
</font><font size="4" face="Times New Roman">Za niepogodą</font><font size="4"> </font><font size="4" face="Times New Roman">s</font><font size="4">kryte.</font><font size="4" face="Times New Roman"><br />
</font><font size="4">Nie chowaj się słońce, nie uciekaj<br />
Rozświetl wyrosłe u ramion dedalowe kwiaty.<br />
</font><font size="4" face="Times New Roman">Zostań, nie spłonę,</font><font size="4"> </font><font size="4" face="Times New Roman">żaden ze mnie</font><font size="4"> Ikar!</font></font></font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wrzesień*]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2007/09/22/wrzesien/</link>
<pubDate>Fri, 21 Sep 2007 23:47:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2007/09/22/wrzesien/</guid>
<description><![CDATA[Lato w żółtej sukience odchodzi
Dni coraz szybciej w purpurze stygną
Babie lato gna gdzieś pr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Lato w żółtej sukience odchodzi<br />
Dni coraz szybciej w purpurze stygną<br />
Babie lato gna gdzieś przed siebie<br />
Chłodem spłoszone, ucieka.</p>
<p>Nie pamiętam ciebie jesienią<br />
Latem rozgrzanym tylko,<br />
Pachnącym szaleńczo,<br />
Oślepiająco skrzącą się rzeką.</p>
<p><em>Nie znam ciebie*</em> zimą.<br />
Nierozważną wiosną raczej,<br />
Chłodem topniejącym gwałtownie,<br />
Świeżą zielenią wkradającą się w jutro.</p>
<p>Na, co ta jesień bez wspomnień?<br />
Rozpłakane, zimne samotnie.<br />
Kominek sadzą przygasły<br />
I kamień w kasztan zaklęty.</p>
<p>Wiatr błądzi za oknem<br />
Chyba jesienną burzę niesie<br />
Nie ma, czemu się dziwić,<br />
Przecież kończy się wrzesień.</p>
<p>* - <em>z inspiracji zbyt prostego słowa :)</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Idę]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2007/08/24/ide/</link>
<pubDate>Fri, 24 Aug 2007 11:36:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2007/08/24/ide/</guid>
<description><![CDATA[Idę.
Kroki, paciorki różańca
Wypolerowane nawykiem,
Rutyną przyzwyczajeń.
Stąpam bez namysłu]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Idę.<br />
Kroki, paciorki różańca<br />
Wypolerowane nawykiem,<br />
Rutyną przyzwyczajeń.<br />
Stąpam bez namysłu, pewnie,<br />
W przyszłość nie wątpiąc.<br />
Dokądś w tym pochodzie zmierzam,<br />
Ślad za sobą przecież zostawiam.<br />
Drzewa liśćmi nade mną szepczą:<br />
Zdrowaś Mario, nie ustawaj…<br />
Nie ustaję, odpowiadam:<br />
Adonai Elohenu, Adonai Ehad,<br />
Chociaż nie znam jego imienia.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Armatka i dwie kulki]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2007/08/16/armatka-i-dwie-kulki/</link>
<pubDate>Thu, 16 Aug 2007 17:32:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2007/08/16/armatka-i-dwie-kulki/</guid>
<description><![CDATA[W polityce skandal wielki
Koalicji pękły szelki.
Spadły spodnie aż do kostek
Ukazując marny pro]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W polityce skandal wielki<br />
Koalicji pękły szelki.<br />
Spadły spodnie aż do kostek<br />
Ukazując marny prospekt.</p>
<p>Dynda się od lewa do prawa<br />
Każda niezamknięta sprawa.<br />
Buja się wdzięcznie poczucie wstydu<br />
Lecz skruchy w układzie ni słychu ni widu.</p>
<p>Ktoś tam jeszcze kogoś czymś obarcza,<br />
Lecz to na majtasy, by wstyd okryć nie starcza.<br />
Może się jądro sprawy da za tym schować?<br />
Jądra odpadły, gdy prawem zaczęli majstrować!</p>
<p>Aaa, niech sobie dynda, niech sobie wisi,<br />
PiSior bez jąder niczego już nie zLiSi<br />
Nie nacwaniaczy, nie nakombinuje<br />
To, co zepsute bardziej się nie popsuje.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Obrazek z cieniem w tle]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2007/08/16/obrazek-z-cieniem-w-tle/</link>
<pubDate>Thu, 16 Aug 2007 07:12:29 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2007/08/16/obrazek-z-cieniem-w-tle/</guid>
<description><![CDATA[Wrzosy fioletową plamą wspinają się na urwisko, zdobywają je po to by przegrać z ostrą krawę]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="left">Wrzosy fioletową plamą wspinają się na urwisko, zdobywają je po to by przegrać z ostrą krawędzią, jaką kończy się ziemia i zaczyna niebo. Nie widzę jednak z tej perspektywy skalnej brzytwy kaleczącej szkarłatno-błękitny nieboskłon. Przeczuwam raczej jej obecność tak jak czuje się nadchodzący zmierzch. Słońce wciąż jeszcze złote w źrenicy chciałoby zerknąć w fiolety, dopełnić jaskrawością barw naturalność pejzażu, lecz na jego drodze staje cień rozszczepiając blask swoim  konturem, zazdrośnie strzegąc widoku. Mrużę oczy i kiedy wszystko nabiera kształtu rozlewającego się kolorami <a href="http://grafit.mech.pw.edu.pl/~brykal/Monet/monet53.htm">pejzażu* impresjonisty, </a>dostrzegam <em>Go</em>. Stoi z rozpostartymi ramionami i lekko uniesioną głową. Poły płaszcza opadają swobodnie falując nieznacznie w lekkiej bryzie od morza. To już jesień - dociera do mnie – pewnie koło dziewiętnastej… Wtedy wiatr słabnie na chwilę zajęty pożegnaniem dnia i powitaniem nadchodzącego mroku. Postać stoi jakby karmiła się odchodzącym już na spoczynek ciepłem, nieco spóźniona w swoim bezruchu, a jednocześnie wyczekująca pierwszego podmuchu nadchodzącej nocy. Otwierając szeroko oczy sylwetka niknie na powrót stając się jedynie cieniem.<br />
Siostra go nie lubi. Twierdzi, że zbyt wyraźnie kojarzy jej się anonimowość wędrowca ze mną. Nielubi go, bo nie wie cóż ten zagubiony pośród wrzosowiska na stromym klifie człowiek myśli, dokąd zmierza i dlaczego właśnie tu się zatrzymał. Czasy tragi-romantyków minęły, muszę jej o tym powiedzieć. Cóż, ja nie czuję niepokoju patrząc na niego.<br />
Kiedyś pamiętałem skąd wziął się u mnie w domu, dziś stał się jego częścią. Nie muszę odwracać głowy by go odnaleźć. <em><strong>L</strong></em>. zapewne pamięta tę historię za mnie.</p>
<p align="left">&#160;</p>
<p align="left">*<em>Claude Monet - Parlament Londyński 1904</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jesteś, Jestem]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2007/08/10/siadajac/</link>
<pubDate>Fri, 10 Aug 2007 14:14:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2007/08/10/siadajac/</guid>
<description><![CDATA[Pytałem się o smutek
Poutykany w toaletach.
Zaklęty w paski pidżam.
Nie, to nie smutek, odpowiad]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pytałem się o smutek<br />
Poutykany w toaletach.<br />
Zaklęty w paski pidżam.<br />
Nie, to nie smutek, odpowiadasz<br />
Coś tam do oka wpadło.<br />
Kłamiesz, łzę ukradkiem<br />
Wierzchem dłoni karcąc.<br />
Przez chwilę popatrz we mnie,<br />
Zobacz, że oczy wciąż się błyszczą,<br />
Że zdrów jestem,<br />
Chociaż temu przeczą.<br />
Więc jeżeli chciałabyś uronić,<br />
To pozwól być mi silnym,<br />
Tak jak jestem.<br />
Jeżeli schronienia brak ci,<br />
Spomiędzy moich ramion czerp,<br />
Ja jestem, będę.<br />
Do nikąd stąd się nie wybieram.<br />
Pamiętaj o tym dopóki jesteś,<br />
I ja jestem.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Spokój]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2007/08/03/spokoj/</link>
<pubDate>Fri, 03 Aug 2007 10:28:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2007/08/03/spokoj/</guid>
<description><![CDATA[Noc nie umiera z nastaniem świtu,
Zasypia tylko, kiedy ja się budzę.
Czas snu ostatnie krople st]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Noc nie umiera z nastaniem świtu,<br />
Zasypia tylko, kiedy ja się budzę.<br />
Czas snu ostatnie krople strząsając<br />
Z ociąganiem wraca do zegara,<br />
Słońce, nie dziwiąc się niczemu<br />
Rusza spokojnie zenitowi na spotkanie.<br />
Dzień się dzieje.<br />
Lato jesienią przez okno zagląda,<br />
Chłodem pustoszy jaskółcze gniazda.<br />
Ciebie kolano kaprysami dręczy,<br />
We mnie anioły pompują nadzieję.<br />
Pod klifem przechadza się przyszłość,<br />
Za rogiem sklep się nowy otwiera.<br />
Życie się żyje…<br />
I we mnie.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
