<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>lajfstajl &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/lajfstajl/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "lajfstajl"</description>
	<pubDate>Sun, 27 Jul 2008 03:11:57 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Półmetek]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=127</link>
<pubDate>Thu, 17 Jul 2008 07:50:40 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=127</guid>
<description><![CDATA[W chwili, gdy statystyka zaczyna działać przeciwko tobie, nabierasz ochoty na jakieś podsumowanie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W chwili, gdy statystyka zaczyna działać przeciwko tobie, nabierasz ochoty na jakieś podsumowanie. Problem w tym, że tak po prawdzie powinno ono być wielkości encyklopedii, upstrzone zasłoną kwantyfikatorów "zwykle", "wydaje się", "myślę, że" i tak dalej. Abstrahując od nonsensowności produkcji takiego tekstu, któż miałby na to czas?</p>
<p>Na przestrzeni ostatnich kilku dni takie małe podsumowania przechodziły mi przez głowę w najmniej spodziewanych momentach. Nie jestem w stanie ich odtworzyć (a szkoda, niektóre były zabawne), ale może to i lepiej.</p>
<p>W kwestii błędów życiowych - podobnie jak w chwili utraty pierwszej świeżości (znaczy się przy trzydziestce) uważam, że moim największym błędem był początek: politykowanie związane z przełomem społeczno-politycznym, dziwny pociąg do pracy społecznej, idiotyczne nadzieje, że warto, że trzeba, że powinno się coś z siebie dać dla tego narodu, który znajduje się na tak ostrym wirażu.<br />
Gówno prawda: nie powinno się, nie trzeba i nie warto. Efektem jest bowiem wyłącznie strata czasu, bo i tak nigdy dobrego słowa od nikogo nie usłyszysz. Straciłem sześć najlepszych lat swojego życia po to, żeby sobie wreszcie uświadomić, że w nagrodę dostaniesz co najwyżej nóż w plecy. Zbieram siły, żeby ten błąd jakoś naprawić i na przykład pójść sobie dla przyjemności na jakieś studia.</p>
<p>W kwestii błędów zawodowych - miałem pecha i fuksa jednocześnie. W zasadzie początek był niezły: usamodzielnienie się w wieku 18 lat było rzeczą rzadko spotykaną już wtedy a co dopiero dzisiaj, gdy osiemnastka to zwykle dopiero półmetek mieszkania z rodzicami. Postawiłem na dobrego konia, ale w zły sposób - w efekcie musiałem przeorganizować swoje życie na początku XXI wieku i zaczynać wszystko od nowa. W zasadzie to chyba wtedy zrozumiałem, że poświęcanie się życiu zawodowemu jest błędem - balonik pękł.<br />
Na przykład: mało pracy, mało przejmowania się, odpowiednia ilość pieniędzy. Ideał. Bo co by mi dały dodatkowe trzy tysiące? Albo sześć? Wydałbym to pewnie na ciuchy. Ale teraz już wiem, że po półmetku życia ciuchy są tylko rozpaczliwą próbą zakrycia starości i postępującego nieubłaganie procesu obłowatości. Ile nie wydasz, po trzydziestce będziesz już zawsze tłustawym, niekiedy łysiejącym, początkowo zabawnym a potem już tylko śmiesznym panem, który próbuje złapać resztki młodości.</p>
<p>Życie osobiste do podsumowań się nie nadaje, bo w życiu gejów nie ma czegoś takiego jak wieczne szczęście. Nie ma zatem ostatecznego, finalnego szczytu góry, który można zdobyć. Człowiek jest skonstruowany w ten sposób, że tylko społeczne więzy mogą dać mu ułudę spełnienia: dziecko, małżeństwo, wspólna starość i te sprawy. Jesteśmy w pewnym sensie skrzywdzeni, ponieważ nasi rodzice nie przygotowali nas do życia, jakie będziemy prowadzić.<br />
Geje takich półcelów nie mają, dlatego bez przerwy przeorientowują swoje życie: a to na karierę; a to na następnego faceta; a to na kupno domu na próbę, żeby sprawdzić, czy się spodoba; na kupno apartamentu w centrum miasta, gdy już wiadomo, że dom się jednak NIE spodobał; na ucieczkę przed problemami do innego miasta, w którym zanurzamy się w stachanowską pracę; na emigrację, bo wydaje nam się, że inne, wspaniałe miasto, zaoferuje nam więcej (to akurat jest łatwe do spełnienia, wszędzie lepiej niż w grajdole, nawet w Budapeszcie).</p>
<p>Taki już los geja. Heterol ma za zadanie pławić się w swoim bagienku jak ropucha: w promieniu jednego metra, bez zmian, rozmnożyć się, wychować, zestarzeć, umrzeć. Proste jak dupa węża.<br />
Gej zastanawia się, jaki cel miała natura w stworzeniu go gejem, próbuje znaleźć odpowiedź na to pytanie na najgłupsze możliwe sposoby. Podobno czasem nawet znajduje. Ale ja się jeszcze do tego grona nie zaliczam; mam wrazenie, że popełnię jeszcze całe mnóstwo idiotycznych błędów tylko po to, by w pewnym momencie odwrócić się i zrozumieć, że to wszystko przecież było takie łatwe, takie jasne, takie oczywiste. Ale teraz jeszcze nie wiem, czym będzie mój złoty Graal.</p>
<p>Na razie kupię samochód, a co.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Narraganset: cisza nad trumną?]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=120</link>
<pubDate>Sat, 12 Jul 2008 13:26:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=120</guid>
<description><![CDATA[Minął już tydzień z okładem od otwarcia nowego Narragansetu a ja wciąż nie mogę znaleźć na]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Minął już tydzień z okładem od otwarcia nowego Narragansetu a ja wciąż nie mogę znaleźć na żadnym blogu recenzji czy też choćby ogólnego opisu jak ta cała impreza się udała. Najprostsze rozwiązanie - pójść i sprawdzić samodzielnie - nie wchodzi w rachubę z powodu mojego wrodzonego lenistwa: mam lepsze sposoby na zmarnowanie sobotniego wieczoru i bezsensowne wydanie dwóch stów. Wciąż jednak czekam aż się któryś z przetrzebionego grona bloggerów otrząśnie i odezwie. Może było tak cudownie? A może, co chyba bardziej prawdopodobne, zapadła już kompletna cisza nad tą trumną?</p>
<p>Jeszcze trochę a wyślę tam Teresę na rozpierduchę. Ona w takich sprawach jest niezastąpiona, szczególnie po szóstym łyskaczu. ;-)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[You made my day]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=112</link>
<pubDate>Tue, 08 Jul 2008 05:07:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=112</guid>
<description><![CDATA[No dobrze, może nie day tylko poranek, rozpoczęty tak wcześnie dzięki cholernym latającym szczu]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>No dobrze, może nie <em>day</em> tylko poranek, rozpoczęty tak wcześnie dzięki cholernym latającym szczurom (gołębiom znaczy się). Ale to coś, określone przez jakiegoś komentatora jutjubowego mianem "cygańskiego punku" jest taaakie fajne, że aż. :-)<br />
Znalezione dzieki <a href="http://oddalenie.wordpress.com/" target="oddalenie">oddalonemu</a>.</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/F0n74z18cEA'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/F0n74z18cEA&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nieporozumienia]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=109</link>
<pubDate>Sun, 06 Jul 2008 10:06:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=109</guid>
<description><![CDATA[Zdaje się, że mam już problem z artykulacją myśli. Gdy w sobotnie popołudnie zadzwoniło dziec]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zdaje się, że mam już problem z artykulacją myśli. Gdy w sobotnie popołudnie zadzwoniło dziecko i spytało, co robimy z ich gośćmi, którym w oberwanie chmury nie chciało się jechać na żwirowisko, zaproponowałem spacer po Łagiewnikach.<br />
Ale chodziło mi przecież o podjechanie do Arturówka, zrobienie ósemki wokół stawów i zasiąście na piwie. Nie o podróż pod jakiś klasztor i wielokilometrową mordęgę przez wykroty, ciężkim szlakiem, przez jakieś zarośla, gdzie nawet kiosku nie było.</p>
<p>Wieczorkiem opowiadam importowanemu prawnikowi (jakby mało ich w Łodzi było) o swojej tragedii drastycznej diety.<br />
- Ale ja cię widziałem rok temu i wyglądałeś tak samo.<br />
Poprawiło mi to mocno z lekka depresyjny nastrój: ominął go co prawda okres mojej świetności po rzuceniu palenia (+5 kilo w miesiąc), ale za to ten jedzeniowy thriller jednak działa. Jeszcze drugie pięć i byłoby idealnie.</p>
<p>- Boże, macie gin! Poproszę ze Sprite'em!<br />
- Seagram's czy lubuski?<br />
- Seagram's.<br />
- A z plasterkiem cytryny czy limonki?<br />
- :-O</p>
<p>- Whisky z dwiema kostkami lodu pliz.<br />
- Chivas Regal czy Ballantines?<br />
- :-O</p>
<p>Podsumowując: świat się kończy, że takie pytania padły od dziewczyn z FouFou. Mają też trzy rodzaje Martini, Absoluta Kuranta, Peacha, Finlandię żurawinową, dwa rodzaje tequili i pięćdziesiąt innych butelek, których już nie pamiętam.</p>
<p>Nareszcie mam gdzie zamieszkać, gdy już popadnę w ostateczną starczą depresję.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Królowa powróciła!]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=91</link>
<pubDate>Wed, 11 Jun 2008 09:16:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=91</guid>
<description><![CDATA[Podchodziłem do tej płyty jak pies do jeża. W swoim czasie znałem prawie wszystkie piosenki tej ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Podchodziłem do tej płyty jak pies do jeża. W swoim czasie znałem prawie wszystkie piosenki tej pani, choć nie zachwycałem się jakoś szczególnie jej talentem wokalnym czy muzycznym. Zresztą ona nie nagrywała płyt po to, żeby udowadniać posiadanie siedemnastu oktaw - była królową najwspanialszych jak dotychczas czasów przyjemności i rozrywki; czasów przesadnych ekstrawagancji, czasów kiczu srebrzącego się kulą i confetti. Była królową disco.</p>
<p>A teraz, po jebutnej klęsce badziewnego "Hard Candy" Madonny niespodziewanie stała się królową popu. Ta płyta sprawia wrażenie, jakby się producentom podkłady muzyczne pomiędzy tymi dwiema emerytkami pomieszały. <strong>Taka</strong> powinna być płyta babci Ciccone a nie to wtórne, słabiutkie czarne gówno, które da się sprzedać tylko pod warunkiem zrobienia miksów w stylu Freemasons ze wszystkich ścieżek <em>(inspired by cristoforo)</em>.<br />
A Królowa nie potrzebuje miksów.</p>
<p>Już po pierwszym przesłuchaniu "Crayons" zauważamy, że słabych piosenek jest zaledwie ze trzy-cztery. Pozostałych, choć zupełnie innych od tego, do czego Królowa nas przyzwyczaiła, słucha się bezproblemowo. Jedna z nich zaskakuje poczuciem muzycznego humoru, siłą wywlekając uśmiech na twarz ("Sand On My Feet"). A trzy z nich bezwarunkowo podrywają z fotela ("<a href="http://youtube.com/watch?v=Xbgbz1EPefY" target="youtube">Stamp Your Feet</a>", "The Queen Is Back", "Fame (The Game)"). Na tej płycie każdy znajdzie coś dla siebie, nawet stary ćpun. :-) Jeżeli ktoś chce powspominać czasy życia w chmurze marychy, kiedy to czas upływał a głowa kiwała się niczym tempomat - niech włączy "I'm A Fire". Jeżeli ktoś chce chwilę odpocząć, "Science of Love" będzie akurat.</p>
<p>Bardzo pozytywne zaskoczenie, warto spróbować:</p>
<p>Donna Summer <a href="http://clkuk.tradedoubler.com/click?p(58438)a(1449415)g(16798372)url(http://inbook.pl/a/produkt/id/190379/muzyka_donna_summer_crayons.html)" title="Crayons" target="_blank"><strong>"Crayons"</strong></a><img src="http://impgb.tradedoubler.com/imp?type(inv)g(16798372)a(1449415)" />, Burgundy S 2008 / Sony BMG</p>
<p><a href="http://clkuk.tradedoubler.com/click?p(58438)a(1449415)g(16798372)url(http://inbook.pl/a/produkt/id/190379/muzyka_donna_summer_crayons.html)" title="Crayons" target="_blank"><img src="http://gejowski.pl/blog/crayons.jpg" alt="Donna Summer Crayons" /></a><img src="http://impgb.tradedoubler.com/imp?type(inv)g(16798372)a(1449415)" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Prawie Londyn]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=81</link>
<pubDate>Thu, 15 May 2008 08:38:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=81</guid>
<description><![CDATA[I nagle, niespodziewanie, okazało się, że nasz wyjazd do Londynu to już za parę dni. A ja zupe]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>I nagle, niespodziewanie, okazało się, że nasz wyjazd do Londynu to już za parę dni. A ja zupełnie nieprzygotowany. Brak dokładnej listy co, gdzie, kiedy (poza biletami na "Phantom of the Opera" i "Havana Rakatan" w Peacock) nie przeszkadzałby mi zupełnie, gdybym jechał sam. Ale jak pokazać Londyn mężowi i to w taki sposób, żeby się w nim zakochał? Że trzeba dać mu szansę powiedzenia "Eeeee tam, słabe te dwa Rubensy" w National Gallery - wiem. Że trzeba mu pokazać gówno artysty w Tate Modern - wiem. W ramach zetknięcia ze sztuką współczesną najbardziej pociąga mnie jednak Cans Festival a właściwie to, co po nim zostało na Leake Street. Poniżej dołączyłem trochę zdjęć (dwa ostatnie, poziome, można powiększyć kliknięciem).</p>
<p>Oczywiście odwiedzimy też kilka pubów, zamierzam nie opuścić ani jednego wieczoru na Soho, zaliczyć rzecz jasna sobotnie Heaven (ja to może nawet bym się zchamił w G-A-Y Astoria, ale to chyba nie byłby dobry pomysł dla męża). Zresztą zobaczymy w QX co warto odwiedzić.</p>
<p>Ale ja nie mam co na siebie włożyć. Demonom niech będą dzięki za Oxford Street.</p>
<p><img src="http://gejowski.pl/blog/cans/cans1.jpg" /></p>
<p><img src="http://gejowski.pl/blog/cans/cans2.jpg" /></p>
<p><img src="http://gejowski.pl/blog/cans/cans3.jpg" /></p>
<p><img src="http://gejowski.pl/blog/cans/cans4.jpg" /></p>
<p><img src="http://gejowski.pl/blog/cans/cans5.jpg" /></p>
<p><img src="http://gejowski.pl/blog/cans/cans6.jpg" /></p>
<p><img src="http://gejowski.pl/blog/cans/cans7.jpg" /></p>
<p><img src="http://gejowski.pl/blog/cans/cans8.jpg" /></p>
<p><a href="http://gejowski.pl/blog/cans/cans9d.jpg"><img src="http://gejowski.pl/blog/cans/cans9.jpg" /></a></p>
<p><a href="http://gejowski.pl/blog/cans/cans10d.jpg"><img src="http://gejowski.pl/blog/cans/cans10.jpg" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Clubbing a rebours]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=80</link>
<pubDate>Wed, 14 May 2008 09:48:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=80</guid>
<description><![CDATA[W ostatnią sobotę przeżyłem coś, co można nazwać prawie clubbingiem, choć słowo to dotychcz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W ostatnią sobotę przeżyłem coś, co można nazwać prawie clubbingiem, choć słowo to dotychczas oznaczało dla mnie coś innego. Jeżeli jednak uznamy, że można tak określić najprostszą formę włóczenia się po knajpach, to był to clubbing. :-)<br />
Zresztą nie mogło to być klasyczne dokonanie, skoro poszedłem ja, Teresa i Gotycki. Trzy stare, bogate cioty wypuszczone z ciężkiej sztuki ("Osaczeni" w Jaraczu) z pochlapanymi błotem ciuchami: toż to już brzmi nie najlepiej. Tym bardziej, że jedyny przedstawiciel wieku pre-starczego, czyli mój mąż, pojechał z bólami brzucha do domu.</p>
<p>Pospektaklowe humory (sztuka była z serii "żyletką po mózgu", tym razem o psychicznych problemach rosyjskich żołnierzy, którzy wrócili z Czeczenii) poprawiliśmy sobie w Peronie 6, gdzie Teresa udawała po raz kolejny koneserkę piw pszenicznych, ja zamówiłem kolejkę specjalną złożoną z Guinessa i Urbocka, Gotycki zaś jako jedyny zachował się prawie normalnie, testując jakiś dziwny browar nie wiadomo skąd.</p>
<p>W drodze do centrum próbowaliśmy zajrzeć do Jazzgi. Na podwórku stadko młodych ludzi, których obecność tam nas chwilowo zdziwiła. Przy wejściu okazało się jednak, że w klubie będzie koncert. Punk electro. Na samo zestawienie tych dwóch słów wszystkie pozostałe włosy stanęły nam dęba; doszliśmy do wniosku, że na kwietniku rozsiadła się - paradoksalnie - najlepsza i najmądrzejsza część klienteli. Poszliśmy precz.</p>
<p>Gdzieś po drodze, ale naprawdę nie pamiętam gdzie, była "Rezydencja". Coś mi się kojarzy, że w okolicach dawnej "Fabryki", ale głowy nie dam. Nie do końca pamiętam wygląd tego lokalu, ale szukaliśmy czegoś innego, zatem nawet nie próbowaliśmy forsować oporu tłustawego selekcjonera. Ale jakoś mam ochotę tam wrócić, więc kto wie.</p>
<p>Gdzieś po drodze dotarliśmy do Lizard Kinga, w którym rzecz jasna była jakaś straszna gromada ludzi i zero czegokolwiek do siedzenia. I wtedy - chyba po raz pierwszy w życiu - postanowiłem wykorzystać swoją starość, lekko powalone ciuchy i portfel celem osiągnięcia korzyści. Znaczy się podszedłem do kelnerki i zapytałem: "Trzech głodnych i spragnionych chciałoby coś zjeśc i wypić, jest pani w stanie coś na to poradzić?". Dziewczyna otaksowała mnie od stóp do głów, rzuciła okiem na towarzyszy, po czym... zaprowadziła do najlepszgo stolika na podwyższeniu (loży?), z którego zdjęła kartkę "Rezerwacja" i wręczyła menu...<br />
A zatem: starość i siwe włosy w bródce mają swoje zalety. Nawiasem mówiąc: w Lizard Kingu polecam deskę serów i wędlin do piwka i unikanie lokalu w czasie występów na żywo (uszy!!!).</p>
<p>Wieczorek oczywiście skończyliśmy w Łodzi Kaliskiej, no bo gdzieżby indziej starsi panowie trzej mogli robić <em>le grande finale</em>?</p>
<p>Ucieszyłem się, że w każdym wieku da się clubbingować, jeżeli tylko uznamy, że słowo to nie oznacza konieczności spędzenia 10 godzin w huku electro i house'u. Mam ochotę nawiedzić jeszcze parę miejsc przy innej może okazji: Kontrasty, Pewex (z ciekawości, czy przy muzie mojego dzieciństwa da się wytrzymać dłużej niż kwadrans), Czekoladę (mam nadzieję, że nie przesadzili w pretensjonalności),<br />
Zapewne nie dotrę nigdy do Improwizacji, no bo co by mi się musiało stać, żebym miał ochotę na nocne spacery po Stefanowskiego? Boję się też KoKoo, bo kompletnie nie mam pojęcia, czymże to miejsce być zamierza. Domyślam się za to, czym jest Honey Bunny, więc jakoś mnie tam nie ciągnie - w końcu Utopia może być tylko jedna a nie ma niczego gorszego niż podróby. To już lepiej spędzić wieczór w czymś bezpretensjonalnym, bezmarkowym, może nawet lekko biednym - za to specyficznym i nie udającym niczego, czym nie jest. Biblioteka się kłania na przykład.</p>
<p>Jakby ktoś miał jeszcze jakieś propozycje, proszszszszszsz.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[LG Prada, Samsung Armani...]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=78</link>
<pubDate>Fri, 09 May 2008 08:30:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=78</guid>
<description><![CDATA[
Sterroryzowało mnie Google. Codziennie na tego bloga wchodzi po kilka osób szukających informacj]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://gejowski.pl/blog/newcellm.gif"><img src="http://gejowski.pl/blog/newcell.gif" alt="Garfield - new cellular phone" /></a></p>
<p>Sterroryzowało mnie Google. Codziennie na tego bloga wchodzi po kilka osób szukających informacji o wymienionych w tytule markach. Złamałem się po prawie miesiącu i postanowiłem dopisać posłowie do mojego tekstu o booooooskich aczkolwiek kompletnie nonsensownych telefonach:</p>
<p>1. Zarówno LG Prada jak i Samsung Armani mają <strong>słabe baterie</strong>: producenci kłamią jak Ziobro, w rzeczywistości przy standardowym używaniu trzeba je ładować co drugi dzień.</p>
<p>2. Jak rozwaliłeś ekran dotykowy, możesz zapomnieć o naprawie. Jest ona możliwa, ale będzie kosztować więcej, niż zakup nowego aparatu na eBayu czy innym Allegro. Następnym razem kup Nokię za 50 złotych i nią się napier*alaj pod dyskoteką. :-)</p>
<p>3. Ani LG Prady ani Samsung Armaniego <strong>nie mają GPS</strong> i nie ma możliwości zainstalowania żadnej aplikacji tego typu: odbiornik GPS to nie sam software, ale również moduł elektroniczny - a te aparaty po prostu go nie mają i już. Nie wszystko z dużym ekranem ma głupie zabawki; nawet jeśli to coś samo w sobie jest głupią zabawką. :-)</p>
<p>4. Trzeba być idiotą, żeby kupować Armaniego w Erze, która liczy sobie za niego 2.800 złotych podczas gdy nie zablokowany, półkowy telefon można kupić w sklepach internetowych (w Polandii) za 1.350 zł, na Allegro za 1.100 a w Londynie za równowartość poniżej tysiąca złotych.<br />
O osobach myślących nad podpisaniem cyrografu za 300 zł miesięcznie w zamian za obniżkę ceny aparatu do 400 zł wspaniałomyślnie wypowiadać się dzisiaj nie będę; język mój obelżywy zachowam na inne okazje.</p>
<p>Howgh.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nachalna propaganda homoseksualizmu]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=77</link>
<pubDate>Wed, 07 May 2008 11:13:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=77</guid>
<description><![CDATA[Abiekt wrzucił info o dość starym programie TVN Style. Pomijając tytuł, który zdecydowanie mo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://abiekt.blogspot.com/" target="abiekt">Abiekt</a> wrzucił info o dość starym programie TVN Style. Pomijając tytuł, który zdecydowanie można uznać za naciągnięty do ostatka, obejrzałem ten produkt z dużą przyjemnością.</p>
<p>Tak profesjonalnej i maksymalnie zamerykanizowanej propagandy gejowskiej nie widziałem już dawno. W programie tym zastosowano wszystkie możliwe chwyty scenariuszowe, operatorskie i narracyjne jakie można sobie wyobrazić. Jest posągowy, wiekowy autorytet w postaci Stefanii Grodzieńskiej. Jest trendowa do granic możliwości i uwielbiana przez kobiety również za swoją tuszę i niedoskonałość Dorota Wellman -  jako autorytet typu "znanego i lubianego". Jest oczywiście również perfekcyjnie dopasowana ścieżka dźwiękowa, w odpowiednich momentach manipulująca uczuciami i nastrojem widza. <em>Perfecto!</em></p>
<p>"Samo mięcho" jest już nieco zużyte i nie do końca nowatorskie, czyli jak zwykle Tomasz i Marcin. Jednak ze względu na postać Raczka uważam, że jest to w polskich warunkach najlepszy możliwy program do obejrzenia przez matki i ojców młodych gejów. Niczego innego oglądać nie muszą: jest tu i o pedalstwie, i o miłości ale i o głównej obawie rodziców: że mój 20-letni syn gej zostanie uwiedziony przez starego pedała, takiego w okolicach 35 lat.</p>
<p>No daj Boże wszystkim takie uwiedzenie.</p>
<p>Klikamy tutaj: <a href="http://www.tvn24.pl/24467,1548391,wiadomosc.html" target="raczek"><strong>Taka miłość się nie zdarza</strong></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Liposukcja czy zakupy?]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=73</link>
<pubDate>Wed, 30 Apr 2008 08:55:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=73</guid>
<description><![CDATA[Kolejna odsłona dramatu post-rzucaniopaleniowego to spodnie. Miałem je podzielone na dwie kupki - ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Kolejna odsłona dramatu post-rzucaniopaleniowego to spodnie. Miałem je podzielone na dwie kupki - po prawej jeansy, po lewej różne dziwne, ale najczęściej NIE jeansy. Na dobry początek zabrałem się za lewą kupkę i z 12 par pozostała jedna.<br />
Te zielone GAPy, jeżeli ktoś kojarzy. :-)</p>
<p>Prawej kupki chwilowo boję się naruszyć, najpierw musze wrócić do równowagi psychicznej.</p>
<p>Ostatecznie uznałem, że rzucanie palenia było złym pomysłem. Mam z tego tytułu wyłącznie kłopoty, problemy i stresy. Co gorsza, wrócenie do palenia nie spowoduje powrotu do stanu wyjściowego (przetestowane przez Teresę po wielokroć). A zatem nie ma co prawda sensu wracać do palenia (bo będę nadal tłusty, obły i ohydny - a dodatkowo byłbym śmierdzący), ale jeżeli ktokolwiek z moich czytelników zastanawia się nad tym czy rzucić palenie: moja podpowiedź brzmi NIE.</p>
<p>Rzuciłem okiem na zawartość szafy i odrzucone spodnie i uświadomiłem sobie, że kupienie nowej garderoby (w rozmiarze 32 lub nawet 34 w niektórych sklepach) kosztowałoby mnie około 5 tys. zł. Czyli dokładnie tyle co liposukcja.</p>
<p>I bądź tu teraz mądry: czy iść się stresować w sklepach (przymierzanie spodni w rozmiarze 34 nie jest przyjemne) czy odessać. Na razie zaczekam, popatrzę co tłustym ciotom ma do zaoferowania odzieżowy Londyn i po powrocie zdecyduję co dalej. Jednakże szanse na liposukcję rosną gwałtownie z każdym dniem słońca.<br />
Jeżeli ktoś zna porządne kliniki to poproszę o adresy w komentarzach. Porządne czyli takie, w których ktoś OSOBIŚCIE (a nie mityczny znajomy czy widywana raz na rok koleżanka) się odessał i przeżył. :-)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[The season is officially opened!!!]]></title>
<link>http://postmoderno.wordpress.com/?p=30</link>
<pubDate>Fri, 25 Apr 2008 08:49:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>postmoderno</dc:creator>
<guid>http://postmoderno.wordpress.com/?p=30</guid>
<description><![CDATA[I stało się to właśnie wczoraj. Wydarzenie niby nic, ale warto to odnotować w elektronicznym pa]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>I stało się to właśnie wczoraj. Wydarzenie niby nic, ale warto to odnotować w elektronicznym pamiętniku, w którym od dawna przestały się pojawiać nowe interesujące posty.</p>
<p>Około godziny 20:00 zapłonęła pierwsza żagiew w grillu usytuowanym w ogrodzie przy mojej kamienicy (tzn tej w której mieszkam). Ogród jest synonimem dobrej zabawy i sielanki w centrum starego miasta od przynajmniej kilku pokoleń. Już mój dziadek z kumplami rozpijali przedwojenne piwo na podwórku między kurami i trzodą, dla której naturalne w owym czasie było środowisko miejskie. Wujek wraz z ojcem organizowali wódczane libacje w najszarszych dniach zamierzchłego ustroju, zaś dziś miejscówka zdominowana jest przeze mnie i mojego brata, a przynajmniej w kwestiach kulturalno-społecznych. Rodzince trzymają się utrzymania ogrodu tylko pod względami estetycznymi. Ogród jest absurdem, oazą wśród brudnego, szarego, nieprzyjaznego miasta i wszystkich jego konsekwencji. Największe świadectwo swej niezwykłej roli jaką pełni, (jakże popularny ostatnio stał się ten zwrot) był czas wizyty ojca świętego Benedykta XVI, kiedy Kraków ogarnęła prohibicja, a religijne śpiewy docierały z każdego zakątka miasta, a ulice zapełniły się bogobojnymi pielgrzymami w kanarkowych strojach. Ogród stał się wówczas miejscem wyjętym z czasu i przestrzeni. Kilkadziesiąt młodych ludzi bawiło się w strumieniach alkoholu, przy głośnej muzyce i krzykach  bez najmniejszych oznak bojaźni bożej. Co prawda jak w matrixie nie brakowało złych, próbujących unicestwić nasz mały świat, tym razem w postaci policyjnych agentów w śmigłowcu groźnie krążących nad ogrodem. To była jedna z najwspanialszych imprez, której widziały stare orzechowce. Widok rozświetlonego ogrodu przez pochodnie i małe świeczki rozstawione w trawie powalał równie mocno jak wypity alkohol.</p>
<p>Ogród sam w sobie jest fenomenem. Mało kto zdaje sobie sprawę, że w centrum Krakowa znajdują się takie ogrmone powierzchnie zielone. Nasz ogród należy do wiekszego kompleksu usytuowanego w kwadracie ulic Karmelickiej, Garbarskiej, Łobzowskiej i Batorego. Nie znam metrażu, w każdym razie teren jest gigantyczny. Nie było jeszcze osoby, na której powierzchnia i układ miejsca nie zrobił piorunującego wrażenia. Układ alejek i klombów jest oryginalny i pochodzi z połowy XIX wieku. Każdego roku jestem świadkiem niezwykłych metamorfoz ogrodu, które zachodzą w ciągu 6 pór roku, w każdej ogród wygląda inaczej, co nie znaczy że zawsze dobrze, ale przełom kwietnia i maja należą do najpiękniejszych.</p>
<p>Never mind dość trucia o historycznych odniesieniach, czas na relacje z wczorajszej nasiadówki. Miała być tylko jedna osoba, ale jak zwykle przez ogród przewinęło się o 1000% więcej osób. Głównym tematem wczorajszej imprezy były plany. Plan na tegoroczny sezon z mojej strony nie jest zbyt bogaty. Planowana jest jedna wielka tradycyjna garden party z nielimitowaną liczbą gości alkoholu itp. oraz, po raz pierwszy w tym sezonie (mam nadzieję, że się uda, trzymam za to wydarzenie kciuki) pokaz filmów. Być może uda się załatwić projektor i rzucić kilka wartościowych filmów na ścianę przylegającego budynku w oficynie sąsiedniej kamienicy. Pokaz naprawdę byłby super. Miałby coś z elitrarnych imprez w angielskim (niemalże wiktoriańskim) stylu. Intelektualna rozmowa, lampka wina, oszałamiająca sceneria i film. Z ciekawostek wczorajszej imprezy dowiedziałem się, że powstaje książka, na którą czekam i za której powstanie trzymam kciuki!</p>
<p>Wracając na ziemię. Kilka ostatnich dni i tygodni przyniosło wiele ciekawych wydarzeń, które sprawiły że naprawdę nie mam prawa narzekać na nudę. Po pierszwe skomentuje wydarzenie, które jest na ustach niemal wszystkich, od rodziny, po przyjaciół. Dostałem wezwanie do odbycia zasadniczej służby wojskowej, po zasięgnięciu języka wiem że chcą tylko uzupełnić moje papiery, więc nie martwię się już zbytnio. Poza tym obudziłem z niemal dwuletniego snu zimowego mój rower i przejechałem się traską, którą niegdyś miałem w zwyczaju przejeżdżać codziennie, czyli prawie 20 kilometrową pętlę przez dwa kopce, kto wie o co chodzi ten wie...</p>
<p>Wczoraj ponadto coś we mnie się ruszyło, nie wiem czy w dobrą stronę i czy tylko na chwilę, czy to też dłuższa tendencja. Poczułem niezwykły ciąg do prasy. Zakupiłem dwa ogólnodostępne w naszym kraju tygodniki i przeczytałem je od deski do deski. Dziwny fakt jak na to, że przez ostatni rok niemal nie miałem w rękach gazety?</p>
<p>Uwaga! Jutro VI Skawiński Bieg Trzeźwości Umysłu, w którym biorę udział, więc spodziewajcie się postu z relacjami z tego wydarzenia!!! Może nawet zdjęcia! Pozdrawiam</p>
[gallery]
<p> </p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sportowa niedziela]]></title>
<link>http://postmoderno.wordpress.com/?p=28</link>
<pubDate>Sun, 13 Apr 2008 18:09:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>postmoderno</dc:creator>
<guid>http://postmoderno.wordpress.com/?p=28</guid>
<description><![CDATA[Któż nie pamięta tego gównianego programu w tvp wieczorową porą, gdzie Szaranowicz wraz z ekip]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Któż nie pamięta tego gównianego programu w tvp wieczorową porą, gdzie Szaranowicz wraz z ekipą speców w obślizgłych dresach komentowali wydarzenia sportowe minionego tygodnia... Cóż, moja niedziela była sportowa ale ze zgoła innego powodu. Dziś wykonałem coś, co można by opisać jako mikro triatlon. Mikro i dodatkowo w nieco zachwianych proporcjach (10km biegu, 3km roweru i 45 min pływania). Sięgając w głąb pamięci nie pamiętam, kiedy po raz ostatni zmieszałem trzy dziedziny sportu w jeden dzień. Dodatkowo na rowerze byłem pierwszy raz (i tu nie przesadzam, gdyż dysponuje całkiem dokładnymi statystykami) od półtora roku, a na basenie od sześciu miesięcy. Jestem generalnie z siebie bardzo zadowolony, prócz tego, że nadmiar sportu doprowadził mnie do poważnego bólu głowy, a podejrzewam że i jutro nie będę się czuł najlepiej.</p>
<p>Korzystając ze sportowej atmosfery, której jakże sprzyja wiosenna pogoda (czy wam się to zafajdani narciarze podoba, czy nie - jak ktoś niegdyś powiedział) rozpędziłem się i z marszu zapisałem na VI skawiński bieg trzeźwego umysłu. Nie wiem czy to dobry pomysł, gdyż po obejrzeniu zdjęć z poprzednich edycji imprezy zacząłem żałować. Większość uczestników wspomnianego biegu do po prostu dzieciarnia, a z tą nie sposób biegać. Nie jestem tu wielkim mądrym kolesiem, który pozjadał wszystkie rozumy (gadki o gówniarzerni i te sprawy), tylko wiem czym to śmierdzi. Nie dość, że rzeczona gówniarzeria ustawia się na starcie w pierwszej linii niemiłosiernie się rozpychając łokciami, to jeszcze rozpoczyna bieg lecąc około 30km/h, wymiękając na pierwszym zakręcie i jednocześnie tworząc obstrukcję zagrażającą zablokowaniu trasy dla pozostałych. Nie wspominam już o jednoczesnym biegu i rozmowach przez komórkę. Jednak mimo to chyba pobiegnę, zależy od pogody. Bieg nie lada gratka, 10km i wśród uczestników, którzy dobiegną zostanie wylosowany telewizor 32' LCD i inne nagrody, do tej pory zgłoszonych jest 120 uczestników, więc moje szanse stoją poniżej 1%, ale w sumie liczę, że wygram i dam telewizor mamie Ani, bo jej stary do niczego się nie nadaje. Pierwotnie zamierzałem wziąc udział w rudawskim półmaratonie (początek czerwca), ale niestety wobec decyzji, o których później, nie wezmę. Szkoda bo nawet powziąłem decyzje o całkowitej abstynencji, którą mimo anulowania zamiaru podtrzymam.</p>
<p>Zmieniając nieco temat i odbiegając od tematyki sportowej muszę zaznaczyć, że już nieco kwietnia upłynęło, a żaden nowy wpis się nie pojawił, więc trzeba coś z tym było zrobić. Dodam, że zaczynam ostatnio za dużo rozmyślać z różnych przyczyn, których tu nie wyjawię, bo zrobiłaby się blogowa żenada (sorry, jednak nie udało mi się uniknąć tego słowa).</p>
<p>Co wyjawić mogę to fakt, że jednak nie rozpocznę pracy na lotnisku, tylko przyspieszę mój wyjazd do Anglii i już prawdopodobnie w połowie maja znajdę się w Albionie. Więc jeżeli ktokolwiek z Was ma jakiekolwiek plany sportowe lub inne (na alkoholowe już za późno,) niech się lepiej spieszy. Ja sam mam kilka ciekawych pomysłów na nadchodzące tygodnie, ale kontaktować się konkretnie będę już na komórki, aby uniknąć skoordynowanych blogowych akcji. Albion czeka na mnie z otwartymi ramionami, więc niebawem blog mój przekształci się w blog emigrancki, kupa zabawnych tematów do rozkminy (zapewne większość o naszych współziomkach) gwarantowana. Niestety ominie mnie półmaraton Sheffield (tak nazywa się moja destynacja), który jest imprezą szanowaną w brytyjskim półświatku sportowym i gromadzi rokrocznie około 4000 uczestników. Sheffield half-marathon za 13 dni.</p>
<p>Z ciekawostek. Niestety nie mogę wprowadzić mojego pomysłu, który wprowadził już nihillismo (mimo, że nie wiedział zapewne o moim pomyśle, chyba że czyta mi w snach), prezentowania na blogu ku uciesze gawiedzi dwóch "dziennych" słówek w języku obcym. Ale moje lingwistyczne rozkminy po raz kolejny dostały możliwość zaistnienia na blogu. Dotarłem do ciekawej inicjatywy z portugalskiego bloga, adresu Wam nie dam bo i tak nic nie zrozumiecie. Dziś jakiś koleś wyruszył skuterem w trasę Lisbona - Pekin. Śmiesznie się składa, bo 11 maja będzie w Krakowie. Może napiszę do niego i ustawie na jakieś zwiedzanie miasta, w końcu doświadcze po raz pierwszy w życiu możliwości porozmawiania z kimś po portugalsku, z wyłączeniem mojej nauczycielki i dwóch osób z grupy. Co prawda rozmawiałem niby na Kanarach, ale oni bardziej udawali portugalski mówiąc po hiszpańsku, więc to się nie liczy.</p>
<p>Zaczynam bredzić, koniec przekazu na dzisiaj. Jesli ktoś doczytał do tego punktu i jest nadal zainteresowany, niech da znać, może w przyszłym tygodniu napiszę o katolickiej indoktrynacji na falach TV Puls. Nieźle, może wreszcie zaczepie o tematykę, którą chciałem poruszać zakładając blog:)</p>
<p>Pozdrawiam i życzę wszystkim miłego tygodnia</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kondrat: demiurg blondynek]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=61</link>
<pubDate>Thu, 03 Apr 2008 21:02:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=61</guid>
<description><![CDATA[Dzisiaj podczas jedzenia kolacji natrafiliśmy w TVN Style na program z Markiem Kondratem stylizują]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj podczas jedzenia kolacji natrafiliśmy w TVN Style na program z Markiem Kondratem stylizującym się na autorytet narodowy. Mojemu małżonkowi to nie przeszkadzało, mnie trafiła jasna cholera.</p>
<p>Ja rozumiem, że wszystkie autorytety były łaskawe wymrzeć jak muchy i zrobił się jakiś taki niedobór i brak w tym temacie. Cholernie mnie jednak wkurzają próby generowania pseudo-autorytetów na siłę i w złym guście. Ja wcale nie odbieram Kondratowi talentu - <strong>zagrał</strong> rólkę "autorytetu narodowego" cakiem nieźle. Problem w tym, że chyba sam zaczął wierzyć, że <strong>jest</strong> ostoją mądrości wszelakiej. Szlag mnie trafił, gdy po jakimś pytaniu wpatrzonej w niego pustej blondynki zaczął odgrywać scenkę pod tytułem "No ja nie wiem, czy mogę ci to powiedzieć. No nie wiem. To takie osobiste. Muszę pomyśleć". I myśli i myśli, kurwa... Grrrrr.</p>
<p>Ja bardzo przepraszam, ale takie manieryczne numery są dla mnie niestrawialne, szczególnie u faceta, którego "opiniotwórczość" wynika z trzech złych filmów, milionowego kontraktu z ING i protest-songu "Mydełko Fa".</p>
<p>Kondrat niestety jest sporo głupszy i mniej zajmujący od Stanisława Lema; znawców wina też by się paru lepszych znalazło; jest również o wiele gorszym aktorem od Holoubka i nawet fakt, że popiera Partię Demokratyczną nie poprawia w moich oczach jego wizerunku. W efekcie: ładnie wyglądał na scenie (co jest, przypominam, największą obrazą, jaką można powiedzieć aktorowi) za to wkurzał perfekcyjnie. A laski wpatrzone w TVN Style wyłączyły pewnie telewizor i zalożyły ręce: jaki on mądry, inteligentny, przystojny i wysoki...</p>
<p>AAAAAARRRRRRRRGHHHHHHHHHHH</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Żal ściska]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=60</link>
<pubDate>Tue, 01 Apr 2008 19:51:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=60</guid>
<description><![CDATA[Przesłuchałem wszystko, co było możliwe do znalezienia i stwierdziłem, że zupełnie bez sensu ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Przesłuchałem wszystko, co było możliwe do znalezienia i stwierdziłem, że zupełnie bez sensu nie mam ani jednego znajomego z Wrocławia do którego mógłbym teraz zadzwonić i wybłagać nocleg plus kupno u konika biletu na Georgette Dee.<br />
Jest GENIALNY.</p>
<p>Idę się pocieszać nad przewodnikiem po Litzmannstadt-getto.</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/OcootjdkS9s'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/OcootjdkS9s&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[LG, Prada czy Armani? To jasne: modu.]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=57</link>
<pubDate>Fri, 28 Mar 2008 23:18:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=57</guid>
<description><![CDATA[Gdy Apple zapowiedział wypuszczenie na rynek iPhone&#8217;a, światek gadżeciarzy podzielił się ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Gdy Apple zapowiedział wypuszczenie na rynek iPhone'a, światek gadżeciarzy podzielił się na dwie części. Jedna na dzień dobry ustawiła iPhone'owi pomnik na wysokim piedestale i własną piersią broniła go do upadłego - choć nikt nie miał jeszcze tego cuda w ręku. Druga część z kolei z góry oświadczyła, że będzie to drogie w chuj gówno nastawione na górę zysku i jak najszybsze zepsucie się.<br />
Niestety ci drudzy mieli rację: iPhone okazał się ciężką, niedopracowaną cegłą (już nawet trudno policzyć ile update'ów oprogramowania Apple opublikował) ze słabiutką baterią (ach, ta radość codziennego dokarmiania), która na dokładkę wyraźnie pochodziła z chińskiej wyprzedaży, wytrzymując zaledwie 500 sesji ładowań. Apple zawsze umiało dbać o swój interes, zatem bateryjkę tę do iPhone'a... przyspawało. W związku z tym nie da się normalnie, w cywilizowany sposób jej wymienić - musisz wysłać swoje cudo do Hameryki a po dwóch miesiącach odebrać swój magiczny telefon (?) z powrotem - z nową baterą, czy też raczej nową obudową.<br />
Jak sobie wyobrażę przeciętnego dzisiejszego gadżeciarza, który miałby przetrwać dwa miesiące bez telefonu komórkowego, pusty śmiech mnie ogarnia. Z kolei złośliwy chichot wywołałaby u mnie mina tegoż gadżeciarza, gdyby przeczytał przesłany na mejla list od producenta: że dziękują za zaufanie i proszą o wpłatę 100 dolarów za nową baterię. Bo tak się dziwnie złożyło, że bateria w iPhone'ach nie podlega gwarancji i bezpłatnej wymianie nawet w pierwszym roku...</p>
<p>Ale oddajmy sprawiedliwość: nieudany iPhone stał się jednak kamieniem milowym telefonii komórkowej z powodu zmienionego sposobu myślenia o interfejsie. Wszyscy producenci dokładali dla swoich klientów-analfabetów (czyli szybko rosnącej większości) kolorowe ikonki. Dopiero iPhone postawił jednak na ikonkowatość do kwadratu i na dokładkę wspartą nowinką techniczną w postaci ekranu dotykowego. Takiego trochę lewego i nie do końca stuprocentowego, ale jednak.</p>
<p>I tym sposobem otworzyła się puszka Pandory. Bo smartphone'y wtargnęły do życia gadżeciarzy z godnym lepszej sprawy impetem, czego najlepszym dowodem telefonik LG sygnowany przez Pradę. I było to świetne: ładniejsze sto razy od iPhone'a, lżejsze, z bardziej dopracowanym oprogramowaniem (co nie znaczy, że dobrym) i dostępnym każdemu z gotówką a nie tylko tym, którzy zgodziliby się na drogi kontrakt z AT&#38;T.</p>
<p>Dzisiaj zarówno iPhone jak i Prada są <em>passe</em>, bo w świecie technologicznym zabawki tego typu starzeją się błyskawicznie. Pradę dobiło zresztą kanibalistycznie samo LG, które wypuściło na rynek model KU990, czyli po prostu ulepszoną wersję aparatu - bez logo i... no właśnie. Koreańczycy stanęli na wysokości zadania i zepsuli wygląd tego aparatu od A do Z - zupełnie jakby planowali start w konkursie na opracowanie najbrzydszego designu wśród smartphone'ów. Zresztą popatrzcie sami:</p>
<p><img src="http://gejowski.pl/blog/lg-ku990.jpg" alt="LG KU990" /></p>
<p>Jeremy Clarkson pisał, że samochodu nie kupujemy ze względu na to, że się nie psuje, że ma dobre recenzje, że nie zeżre go rdza i mało pali - lecz tylko dlatego, że jest ładny i nam się podoba. Mniej więcej to samo przeżycie czeka klientów LG. No bo kto normalny wybrałby KU990 (ten po lewej), mając do wyboru Pradę? Dwumegowym aparatem w końcu też można zrobić zdjęcie, prawda? No i co z tego że soft wolniejszy?</p>
<p>Wciąż wszystko to byłoby pustym gdybaniem, jako że aparaty te ważą jak porządna porcja kotleta w barze szybkiej obsługi - 150 gramów. Brzmi nie najgorzej, dopóki nie zdefasonujesz sobie taką cegłą kieszeni od swoich spranych i trzymających się na ostatnich nitkach Dieslach. Słowem: mało to wygodne, ciężkie, w gruncie rzeczy niepotrzebne.</p>
<p><strong>I wtedy przyszedł Samsung. I stała się światłość.</strong></p>
<p>Jestem w zasadzie odporny na gadżety. W szczytowej euforii iPodów wybrałem brzydszego, za to tańszego i nie posiadającego głupich blokad i kretyńskich formatów muzycznych Zena. Gdy zepsuł mi się głośnik w telefonie (po półtora roku i kilkunastu upadkach), kupiłem drugi egzemplarz tego samego stareńkiego Panasonica VS6, bo uznałem, że nie potrzebuję zbędnego gadżetu, skoro to ma być przedmiot służący - jak sama nazwa wskazuje - do telefonowania a nie ograniczona empetrójka.<br />
A zatem: lubię pierdółki i drobną elektronikę, ale nie mam na jej punkcie hopla i powału. Doskonale sobie bez nich radzę. Zresztą jak trwoga to do SE T610 ciągle mnie ciągnie (bo ładnie się sprawuje jako modem do laptopa, mimo, że nieco wolny).</p>
<p>Wszystko się zmieniło, gdy zobaczyłem cudeńko koprodukcji Samsunga z Giorgio Armanim. Od tej pory nie mogę myśleć o niczym innym. Prawie o połowę lżejszy: waży tylko 85 gramów, piękny jak marzenie, z dopracowaną technologią ekranu dotykowego (pełnego!).</p>
<p>I w gruncie rzeczy tani jak barszcz, bo dostępny już w cenie około 1200 zł. Za swojego pierwszego Panasonica w Euro-RTV zapłaciłem 940 zł, zatem różnica żadna za to rozkosz... nie do porównania. Oto zwycięzca, stojący na najwyższym możliwym piedestale:</p>
<p><img src="http://gejowski.pl/blog/samsung-armani-p520.jpg" alt="Samsung Armani P520" /></p>
<p>Jedyną szansą na uratowanie wrzeszczącej z przerażenia karty kredytowej (właśnie spływają obciążenia za nasz majowy wypad do Londynu) może być <strong>modu</strong>. Ale on będzie dostępny dopiero jesienią, nie wiem zatem, czy wytrzymam aż tak długo.</p>
<p>Choć z drugiej stronu <strong>modu</strong> to już nie telefon tylko dziwaczne All-In-One. Potrzebujesz telefonu? Masz do niego sześć designów. Potrzebujesz palmtopa? Przełóż modu do innej obudowy rozszerzającej jego możliwości.  Może chcesz GPS? Żaden problem: też modu. Modu to technologiczne cacko ważące mniej niż twoje karty kredytowe: ok. 40 gramów. Jeśli chcesz zajrzeć w przyszłość, obejrzyj <strong><a href="http://www.modumobile.com/" target="modu">intro i prezentację modu</a></strong>.</p>
<p>Albo pozostań przy dyskretnej, delikatnej elegancji <strong><a href="http://www.armanisamsungphone.com/" target="armani">Armaniego</a></strong>.</p>
<p>PS. Mój mąż zarzuca mi brak konsekwencji: przed paroma dniami mówiłem mu, że wszystkie Samsungi to gówno. I to jest wciąż prawda. Armani nas zachwyca wcale nie dlatego, że Samsung nagle zaczął robić dobre telefony. Armani nas zachwyca dlatego, że jest zachwycający. Over.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jubileusz]]></title>
<link>http://postmoderno.wordpress.com/?p=22</link>
<pubDate>Mon, 24 Mar 2008 20:31:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>postmoderno</dc:creator>
<guid>http://postmoderno.wordpress.com/?p=22</guid>
<description><![CDATA[Muszę się Wam przyznać, wiem że to żenada. Ochodzę dziś jubileusz, pobiegłem po raz setny o]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Muszę się Wam przyznać, wiem że to żenada. Ochodzę dziś jubileusz, pobiegłem po raz setny odkąd prowadzę komputerową statystykę w excelu. Stan licznika na dziś 789,85 kilometra.</p>
<p>Pierwszy wpis w mojej tabelce to 30 września 2006 roku. Pamiętam bardzo dobrze ten bieg. Byłem wtedy jeszcze na Florydzie. Walizki były już spakowane przed powrotem do kraju. Ubrałem spodenki, posmarowałem ciało faktorem X i opuściłem dom. Moja trasa biegła wokół największego na Florydzie centrum handlowego. Jego obwód wynosił 6 km i jest on największą poza Disneylandem atrakcją turystyczną Słonecznego Stanu. Było to wyborne miejsce do biegania, ponieważ ulice okalające Sawgrass Mills Mall miały (to wielka rzadkość w USA) chodniki. Całe centrum handlowe znajdowało się w bezpośrednim sąsiedztwie bezkresnych bagien. Bieg jak każdy inny na Florydzie, słońce omało mnie nie roztopiło (w tej temperaturze i wilgotności przebiegnięcie 5 km równa się wysiłkowi przebycia 20 km w naszych szertokościach). Pod koniec biegu na mojej drodze stanął metrowy aligator. Popatrzył na mnie, zasyczał coś i uciekł do sadzawki obok. Przebiegłem 6,7km, a potem jak każdy porządny obywatel zadzwoniłem na 911 żeby poinformaować władze o obecności gada.</p>
<p>W notowanym okresie brałem udział w dwóch zawodach z miernym skutkiem. Pierwsze, sylwestrowy Bieg Radości 31 grudnia 2006, były bardzo słabym występem. Trasa okalająca wały Wisły była oblodzona, a niskie ciśnienie spowodowało, że 10 km przebyłem w żenującym czasie 49m i 50s. Bieg organizowany był przez towarzystwo Kompas, które na codzień zajmuje się dystrybucją map, był bardzo źle zorganizowany. Ten sam typ rozczarowania spotkał mnie w czasie listopadowego Marszobiegu Niepodległosci. Biegłem już w tej imprezie wcześniej w 2002 i 2003 roku i bardzo mi się podobało, zeszłoroczna edycja jednak była kompletną amatorką. Nie było numerów startowych, każdy przez cały bieg dzierżył w ręku karteczkę z numerem, udział w zawodach brała tylko dzieciarnia z gimnazjum i kilku zdegustowanych "fachórów", wyników do dziś nie opublikowano. Żenada, już nigdy nie pobiegnę w Marszobiegu.</p>
<p>W prawie półtorarocznym okresie czasu nie brakowało ciekawych biegów. W jednym z ostatnich, po plaży, na odcinku 9,6km biegłem cały odcinek boso i przypłaciłem to bolesnymi otarciami palców i uziemieniem na cały dzień (do kibla musiałem chodzić na piętach, bolesne).</p>
<p>Ostani trening nie zapisał się niczym interesującym i dobrze, bo w przeciwieństwie do pierwszego wpisu regularne bieganie to nie przygoda i spotkania z interesującymi i egzotycznymi zwierzętami tylko praca i żelazna konsekwencja. Bieganie to coś, co sprawia mi wiele radości w życiu, ale o co muszę dbać. Bardzo często muszę się nabiedzić sam ze sobą, aby ruszyć mój otłuszczony brzuch i trochę się poruszać na powietrzu. Prawie nigdy jednak nie żałuje.</p>
<p>Stan licznika na dziś 789,85 kilometra, wiem, żenująco mało, po przeliczeniu wychodzi mniej więcej 1,46km dziennie. Przeliczając to jednak na ilość treningów, wychodzi że co tydzień biegłem 7,89km. Całkiem niezła średnia na trening. W tym roku jest nieźle, dzisiaj osiągnąłem 158,55km, przy 20 treningach, to daje bieg prawie co 3 dni ze średnią 7,92. Częstotliwość 2 razy większa niż wcześniej dobrze rokuje, ale pewnie jak przyjdą wakacje znów zestopuje.</p>
<p>Plany na przyszłość są oczywiście wielkie. Obecnie nieco martwie się ścięgnem achillesa, ale próbuje się oszczędzać i bardzo powoli zwiększam dystanse. W najbliższej przyszłości planuje udział w Półmaratonie Jurajskim w czerwcu w Rudawie. Piękny bieg. Polecam każdemu i zapraszam do wspólnych treningów!</p>
<p>Wpis numer 24, 31 grudzień 2006, 10km, 49m. 50s. </p>
<p> <a href="http://postmoderno.wordpress.com/files/2008/03/l1020164.jpg" title="l1020164.jpg"><img src="http://postmoderno.wordpress.com/files/2008/03/l1020164.thumbnail.jpg" alt="l1020164.jpg" /></a></p>
<p>Wpis numer 69, 10 listopad 2007, 4,8km, czas nieznany. </p>
<p> <a href="http://postmoderno.wordpress.com/files/2008/03/p1040806.jpg" title="p1040806.jpg"><img src="http://postmoderno.wordpress.com/files/2008/03/p1040806.thumbnail.jpg" alt="p1040806.jpg" /></a></p>
<p>Wpis numer 91, 29 luty 2008, 10,99 km, 1godz. 15m. 32s.</p>
<p><a href="http://postmoderno.wordpress.com/files/2008/03/100_2270przyciete.jpg" title="100_2270przyciete.jpg"><img src="http://postmoderno.wordpress.com/files/2008/03/100_2270przyciete.thumbnail.jpg" alt="100_2270przyciete.jpg" /></a><a href="http://postmoderno.wordpress.com/files/2008/03/100_2270przyciete.jpg" title="100_2270przyciete.jpg"></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Głupienie na starość]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=53</link>
<pubDate>Thu, 13 Mar 2008 17:43:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=53</guid>
<description><![CDATA[Dzisiaj spotkałem się z psiapsiółą, okazja ku temu najklasyczniejsza z klasycznych: w Gejlerii ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj spotkałem się z psiapsiółą, okazja ku temu najklasyczniejsza z klasycznych: w Gejlerii otworzyli dzisiaj Peek &#38; Cloppenburga, od którego sweterków jestem uzależniony bardziej niż od <em>tic-taców</em>. Niczego szczególnego w tym sklepie nie było (nie jest to jakaś nowość i zaskoczenie), mnie jednak nieco zmierził brak grubych sweterków (roboczych dla mnie), które podobnie jak czarne polówki z poziomymi kolorowymi paskami są symbolem tej marki. Zatem wyszedłem wściekły i bogaty, czyli z pustymi rękami.</p>
<p>Uwielbiam sobie ponarzekać od czasu do czasu a psiapsióła nadaje się do tego idealnie. Zgłupiałem do szczętu po tym rzuceniu papierosów. Najlepszy dowód: za szczyt geniuszu literackiego uważam "Dziennik 1954" Tyrmanda.</p>
<p>Psiapsióła twierdzi, że nic złego się nie dzieje, że to naprawdę bardzo dobra książka. A ja swoje wiem. Nawet wiem, dlaczego tak mnie ubodła: to przez tę ekwilibrystykę trzydziestopięcioletniego wówczas Tyrmanda z szesnastoletnią Bogną, którą rżnął dniami i nocami w tym swoim pokoiku dwa i pół na trzy metry. Nie znalazłem jak dotychczas lepszego argumentu na potwierdzenie tezy, że 35-letnia ciota (znaczy się ja) niczym się nie różni swoimi odpałami, głupotami i odlotami od równie starego heterola. Podsumowując: bez względu na orientację obie wersje faceta są nie do zniesienia.<br />
Wszystkim nastkom zainteresowanym panami po trzydziestce gorąco polecam "Dziennik 1954", z którego o swoim ideale ze snów dowiecie się wszystkiego co trzeba a nawet trochę więcej.</p>
<p>Ale o Tyrmandzie jeszcze będzie, bo to za dobra rzecz, żeby się tak lekko z nią obejść.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Papaya Dance]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=49</link>
<pubDate>Fri, 07 Mar 2008 11:54:13 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=49</guid>
<description><![CDATA[W zasadzie mój kontakt z muzyką lat 70. kończy się na regularnym wspominaniu przez Teresę jej w]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W zasadzie mój kontakt z muzyką lat 70. kończy się na regularnym wspominaniu przez Teresę jej występu telewizyjnego z zespołem 2+1, zatem proszę ode mnie nie oczekiwać, że będę pamiętał cokolwiek z tego, co niejaka Urszula Dudziak grała i śpiewała.<br />
I słuchając muzyczki w tle setek clipów z YouTube'a chyba nie żałuję.</p>
<p>Rozbawiła mnie wersja poniżej. Nawet nie ze względu na zabawnego tatusia, którego szczerze powiedziawszy o heteroseksualizm trudno podejrzewać, ale sam fakt, że ten tatuś spędza czas z dzieciakiem. Pokażcie mi polskie dziecko, którego kontakt z tatusiem nie kończy się na przyczepieniu go do wózka w hipermarkecie...</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/SyutrmX2gX0'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/SyutrmX2gX0&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[A gdzie a kiedy a za ile]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=44</link>
<pubDate>Wed, 27 Feb 2008 11:53:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=44</guid>
<description><![CDATA[Korelowanie wszystkich niezbędnych dla udanego wyjazdu rzeczy (samolot, hotel, bilety na imprezy od]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Korelowanie wszystkich niezbędnych dla udanego wyjazdu rzeczy (samolot, hotel, bilety na imprezy odchamiające, planowana nocka klubowa itd.) wywołuje u mnie zwykle ataki bezsenności, moczenie nocne i ogólną warkliwość.</p>
<p>Potem, gdy decyzje wreszcie podjęte, wszystko się uspokaja na jakiś czas aż do świętego tygodnia przedwyjazdowego, kiedy to zaczynam budować projekcje co nie wyjdzie, co się nie uda, gdzie o czymś zapomniałem i zawaliłem itd. Na razie jestem na etapie "mam to wszystko w dupie", co - jak pamiętam - jest sygnalem pozytywnym i oznaczającym początek końca mąk piekielnych.</p>
<p><img src="http://gejowski.pl/blog/odcham.jpg" alt="Hairspray &#38; Havana Rakatan" /></p>
<p>Termin wybrany, musical w ciężkich bólach też (no i kto będzie zaskoczony, że "<a href="http://www.hairspraythemusical.co.uk/" target="hairspray">Hairspray</a>"?) i tylko waham się, czy chcę pokazywać mężowi <a href="http://arts.guardian.co.uk/theatre/dance/reviews/story/0,,2091034,00.html" target="havana">Havana Rakatan</a> jako pierwszy balet w jego życiu. Z jednej strony balet nowoczesny zapewne go przynajmniej nie znudzi, a z drugiej - nie jestem przekonany, czy balet współczesny można oglądać przed wymęczeniem się przynajmniej na kilku klasycznych. Żeby docenić. :-) Dobrze, że przynajmniej nie muszę się martwić czy to będzie dobre - do <em>Sadler's Wells</em> można iść w ciemno na cokolwiek i nigdy nie będzie szkoda wydanych pieniędzy.</p>
<p>Przy okazji: strasznie tani się ten Londyn zrobił, dzięki miliardom funtów pakowanym w kantorowy rynek jako lewizna, gotówka w sakwach, workach i walizkach przekraczająca wszystkie możliwe granice. W zasadzie powinienem być wdzięczny rodakom. Dzięki ich mozolnej pracy w podziemiach pubów stać mnie na dwa wyskoki na imprezy odchamiające a nie, jak to dotychczas bywało, na jeden na pobyt.</p>
<p>I tym sposobem znowu wychodzi na to, że ktoś haruje jak wół po to, żeby inny mógł przepuszczać kasę na głupoty.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[patriot act]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=41</link>
<pubDate>Fri, 22 Feb 2008 02:33:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=41</guid>
<description><![CDATA[Czasem na pewne rzeczy z netu wpadamy przypadkowo. Ja przypadkowo wpadłem na Von Trompkę, który m]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Czasem na pewne rzeczy z netu wpadamy przypadkowo. Ja przypadkowo wpadłem na <strong><a href="http://www.vontrompka.com/blog/" target="von">Von Trompkę</a></strong>, który miewa chwile lepsze i gorsze, ale nigdy poniżej poziomu. Cymesiki nie na codzień, ale często. Jak ten:</p>
<p><a href="http://www.vontrompka.com/blog/" target="von"><img src="http://gejowski.pl/blog/duma.jpg" border="0" alt="patriot act" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bezguście 2008 na start!]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=38</link>
<pubDate>Sat, 16 Feb 2008 16:31:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=38</guid>
<description><![CDATA[No ja nie wiem, co mnie napadło, żeby przesłuchiwać polskie kandydatki do Eurowizji.  
Na kolana]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>No ja nie wiem, co mnie napadło, żeby przesłuchiwać polskie kandydatki do Eurowizji. ;-)</p>
<p>Na kolana rzuciły mnie <a href="http://www.youtube.com/watch?v=LHKo99DLqKE" target="Man_Meadow"><strong>te dwie szwedzkie cioty</strong></a>. Obie są tak kompletnie bezgustne i beznadziejne, że po prostu chodząco perfekcyjne na Eurowizję. Na szczęście na klipie widać wyraźnie, że to pedały, więc przegrają jak nic, bo zdrowa część narodu na pewno zareaguje i przed anatemą kraj Jana Pawła uchroni.</p>
<p>Miałem nadzieję, że skoro w tym kraju jest co najmniej 30 milionów dorosłych, patriotycznych heteroli, to znajdzie się w tym gronie chociaż paru, którzy będa wiedzieć, że jak się robi szwabskie umpa-umpa to trzeba jakiś motyw przewodni zrobić. Taki co to na kolana rzuca albo chociaż podnosi brodę znad kolejnego drinka przy złym barze złego klubu, ze złego miasta, w złym kraju. Wiecie, takie "er-em-ef----ef-eeeeeem" co to sobie można nawet przy 6 promilach nucić. Chwilowo jednak się chyba nie znalazło, bo <strong><a href="http://www.youtube.com/watch?v=a0Wm3nJ0hUI" target="Kasia_Nova">Kasia Nova</a></strong> to taki typowy półprodukt: jak już zaciskamy piąstki, że coś z tego będzie, to nagle się okazuje, że żadnej kulminacji ni refrenu nie ma i wszystko się rozpływa w budyniu. </p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=fSLqMwKckNY" target="Superhero"><strong>Superhero aka supernuda</strong></a>: wyłączyłem po 1:30 i tyle chyba wystarczy.</p>
<p>Rozbawił mnie do łez <a href="http://www.youtube.com/watch?v=tv7K-z5Ydfo" target="Plastic"><strong>Plastic oczywiście</strong></a>, ale to chyba dlatego, że mam gdzieś w szafie dokładnie takie same t-shirty i bluzy dresowe. ;-)</p>
<p><strong>And the winner is... Isis Gee</strong> - sztampowy i klasyczny produkt od A do Z (czyli od sztucznej szczęki przez sztuczne cycki po sztuczne buty); wypromowany równie sztampowym tiwiproduktem z serii "useless &#38; shitty" czyli <em>ju ken densem</em> czy innym <em>tańcem z Mannem i Materną</em>. Wszystko tu jest proste lub prostackie: cyce są, muza "auuuuuu" jest, indywidualności zero, oryginalności zero. Dzioucha piszczy i wyje mniej więcej tak jak te wszystkie hamerykańskie gwiazdeczki z jednego worka - od Houston przez Paris po Britney. Słowem: stawiam na Isis, również dlatego, że wygląda jak ofiara źle wykonanej operacji zmiany płci.<br />
Gejowski przemówił, teraz możecie się wyżywać...  :-)</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/tEpTcjtbN-U'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/tEpTcjtbN-U&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>(Ponieważ na żadnym z pozostałych clipów nie wytrzymałem dłużej niż 30 sekund, odpuszczę sobie te trumny.)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Chwila dla siebie]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=35</link>
<pubDate>Mon, 11 Feb 2008 23:55:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=35</guid>
<description><![CDATA[Zwykle jestem sceptyczny co do dziwnych artykułów poradnikowych (o książkach już nie wspominaj]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zwykle jestem sceptyczny co do dziwnych artykułów poradnikowych (o książkach już nie wspominając), ale raz na jakiś czas pojawia się perełka, którą warto przeczytać ot tak, bez pośpiechu, sącząc powoli kawę lub colę i próbując ustawić się w skórze opisywanej osoby.</p>
<p>Mam nieodparte wrażenie, że ten artykuł powinny przeczytać co najmniej dwie osoby: Teresa i jej małżonek, znany przedsiębiorca pogrzebowy. Ale inni powyżej 30 też mogą znaleźć w nim światełko w tunelu:</p>
<p><strong><a href="http://ft.onet.pl/12,6041,wewnetrzna_recepcjonistka_da_ci_szczescie,artykul.html" target="recepcjonistka">Wewnętrzna recepcjonistka da ci szczęście</a></strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Słodziutki]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=26</link>
<pubDate>Tue, 29 Jan 2008 21:01:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=26</guid>
<description><![CDATA[Przez różne portale - ciotowskie i nie ciotowskie - przewinęła się informacja o zwycięstwie Fi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Przez różne portale - ciotowskie i nie ciotowskie - przewinęła się informacja o zwycięstwie Fiata 500 w wyścigu po tytuł Gay Car 2008. I w zasadzie można to zrozumieć, przynajmniej patrząc na wnętrze:</p>
<p><img src="http://gejowski.pl/blog/fiat500.jpg" alt="Fiat 500" /></p>
<p>Mnie jednak znacznie bardziej zaciekawiły ostatnie miejsca. Może to być lektura bolesna dla co poniektórych, ale chyba nie zaskakująca. Bo co jak co, ale chyba to nie uroda jest powodem kupowania w ilościach hurtowych ohydnych golfów. Albo Skod. O Toyotach już nie wspominając.</p>
<p>W każdym razie komplet wyników <a href="http://ledorga.free.fr/commun/election_2008/result_election.php?lang=en" target="gay_car"><strong>znajdziecie tutaj</strong></a>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wypad do muzeum]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=24</link>
<pubDate>Mon, 28 Jan 2008 08:41:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=24</guid>
<description><![CDATA[W weekend postanowiliśmy zrobić sobie wypad do muzeum. Dawno już nie byliśmy i uznaliśmy, że n]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W weekend postanowiliśmy zrobić sobie wypad do muzeum. Dawno już nie byliśmy i uznaliśmy, że na wszelki wypadek należy zaprzeczyć pogłoskom o naszej wyprowadzce lub towarzyskiej śmierci. Zebraliśmy sie zatem w pięć sztuk i hajda.<br />
W gruncie rzeczy nie bardzo mam o czym pisać. Trzy czwarte tłumu w Narraganset to heterycy, sam tłum był zresztą jakiś taki nieprzesadnie duży. Nie rozczarowała nas rzecz jasna muzyka. To ostatnie takie miejsce w Europie (w rozumieniu geograficznym a nie geopolitycznym; czyli Europie douralskiej), gdzie możesz usłyszeć Whitney Houston i nie zmiksowany Snap.</p>
<p>Posiedzieliśmy, zmyliśmy się w miarę szybko na jednego czy dwa drinki do Foufou i tyle. Zastanowiło mnie, że nawet nie mieliśmy ochoty krytykować czy wyzłośliwiać się na temat Narragansetu. Przywodziłoby to na myśl kopanie trupa. Wszystko zostało juz powiedziane pół roku, rok, dwa lata temu. W zasadzie mógłbym nawet przekleić jakąś starą notkę, ale szczerze mówiąc, jakoś mi się nie chce.<br />
To już nawet sobotni wypad na obiad pod kolumnę Zygmunta przyniósł więcej emocji.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Głupota ludzka nie zna granic...]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/2008/01/23/glupota-ludzka-nie-zna-granic/</link>
<pubDate>Wed, 23 Jan 2008 17:10:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/2008/01/23/glupota-ludzka-nie-zna-granic/</guid>
<description><![CDATA[Wciąż czasem coś mnie zaskakuje. W tym tygodniu &#8220;the winner is&#8221; to.
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wciąż czasem coś mnie zaskakuje. W tym tygodniu "the winner is" <strong><a href="http://allegro.pl/search.php?string=nasza+klasa" target="all">to</a></strong>.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
