<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>ksiazka &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/ksiazka/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "ksiazka"</description>
	<pubDate>Fri, 16 May 2008 17:29:39 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[A co ja tam wiem]]></title>
<link>http://marzenkowonyc.wordpress.com/?p=188</link>
<pubDate>Tue, 13 May 2008 22:32:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>evita_duarte</dc:creator>
<guid>http://marzenkowonyc.wordpress.com/?p=188</guid>
<description><![CDATA[Wczoraj w metrze przeczytałam kilka felietonów Masłowskiej z Przekroju. Cos czytac muszę, jak ni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<h2><span style="color:#000000;">Wczoraj w metrze przeczytałam kilka felietonów Masłowskiej z Przekroju. Cos czytac muszę, jak nie to, to cokolwiek innego. Potrafię na ten przykład niektóre wasze wpisy sobie wydrukować i czytac w drodze powrotnej. Później sie niektórzy dziwia, ze wchodzę, czytam, ale za diabła nie skomentuję. Komentuje, ależ owszem, niestety tylko we własnej głowie. Nie mam za bardzo czasu przelac tego pózniej w słowa.</span></h2>
<h2><span style="color:#000000;">Ale wróćmy do Masłowskiej. Nie udało mi się jeszcze przeczytać jej książek, chociaż Pawia zaczynalam kilkukrotnie i leży jak taki wyrzut sumienia, przypomnienie  porażki. Stwierdzić zatem czy Masłowska wielką pisarką jest nie mogę, bo kilka felietonów to chyba za mało. Jednak z tego, co udało mi się do tej pory przeczytać wynurza się niezwykle ponury i pesymistyczny oraz świata. Taka smutna, dołujaca sieczka, ale co ja tam wiem. Masłowka jest teraz ponoć na topie. Trzeba ją czytać, a jak jej ktoś nie lubi, to sie nie zna i basta.</span></h2>
<h2><span style="color:#000000;">Z reszta ja sie chyba na niczym nie znam. Weźmy taki STOMP. Długi już czas bije rekordy popularnosci, ludziska się wrecz zachwycają. Przyjaciółka powiedziała mi, że naprawdę warto zobaczyć. To zobaczyłam. I wysłuchałam. I chyba się nie znam. STOMP popularny jest na skalę światową, a ja marudzę. Że teatr mały, że za: za długo, za głośno i  w ogóle i w szczególe. I jeszcze stwierdzam, ze Bahok bardziej mi sie podobał. I w ogóle NY City Center to jest dopiero pierwszej klasy teatr. Herezja jakaś. STOMP jest bardziej popularny, a za popularność, my, widzowie płacimy. Płacimy cztery razy wiecej niż za Akram Khana i Chiński Balet Narodowy.</span></h2>
<h2><span style="color:#000000;">Z resztą sami oceńcie co wam sie bardziej podoba: Oto Bahok:</span></h2>
<h2><span style="color:#000000;"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/P97FLA0PdGQ'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/P97FLA0PdGQ&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></span></h2>
<h2><span style="color:#000000;">A oto STOMP</span></h2>
<h2><span style="color:#000000;"> <span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/Zu15Ou-jKM0'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/Zu15Ou-jKM0&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></span></h2>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Niechciejstwo]]></title>
<link>http://perpetka.wordpress.com/?p=21</link>
<pubDate>Wed, 07 May 2008 22:35:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>perpetka</dc:creator>
<guid>http://perpetka.wordpress.com/?p=21</guid>
<description><![CDATA[Nic mi się nie chce, a najbardziej chodzić do pracy  
Skończyłam czytać &#8220;Harry Potter and]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nic mi się nie chce, a najbardziej chodzić do pracy ;)</p>
<p>Skończyłam czytać "Harry Potter and the Order of the Phoenix" i muszę potwierdzić, że faktycznie z Harrym jest tak, że im dalej w serię, tym lepiej. "Half-Blood Prince" leży na półce, ale przyjemność obcowania z czarodziejami przekładam sobie innymi książkami, a poza tym czekam na "Deathly Hallows" w miękkiej okładce, które ma wyjść dopiero latem. Teraz czytam jakąś mętną babską książkę. Muszę uważniej patrzeć, co wybieram w antykwariatach i dać surowsze kryteria niż "po angielsku i tanie" ;)</p>
<p>Z oglądania: skończyliśmy "Rzym". Serial naprawdę dobry, ale już pisałam o tym kiedyś. Ponadto obejrzeliśmy "Happy wkręt" - kolorowe, głupie, śmieszne, słaba ścieżka dźwiękowa, świetne tłumaczenie z aluzjami politycznymi ("Jak zła macocha zdobyła władzę? Przeskoczyła płot, podawała się za magistra, a może miała siostrę bliźniaczkę?"), znośny dubbing. Można zażyć na lekki wieczór, można sobie odpuścić. A na AXNie staramy się nie przegapić żadnego odcinka "Doktora House'a". Seriali medycznych jest na pęczki (od "Ostrego dyżuru" po "Grey's Anatomy", od "Na dobre i na złe" do "Daleko od noszy"), ale taki główny bohater jak Gregory House jest tylko jeden. Mogę się od niego jeszcze dużo nauczyć w kwestii szczerości do bólu i sarkazmu stosowanego :D</p>
<p>Do tego jeszcze pchnęliśmy trochę fabułę w "Wiedźminie" (po dwumiesięcznej przerwie w graniu) i udało mi się przegrać losową mapę w "Age of Empires".</p>
<p>A w uszach powrót do podstawówki, czyli w kółko Take That. Aż mnie coś w dołku ściska, te piosenki budzą tyle wspomnień...</p>
<p>Wbrew pozorom robię w życiu coś jeszcze oprócz oglądania, czytania i grania. Pracuję :P</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Długa droga w dół]]></title>
<link>http://kulturanaostro.wordpress.com/?p=30</link>
<pubDate>Sun, 04 May 2008 21:24:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>stereoboy</dc:creator>
<guid>http://kulturanaostro.wordpress.com/?p=30</guid>
<description><![CDATA[Pst, to znowu ja. Dawno mnie nie było i nie pisałem, nie mam usprawiedliwienia. Co prawda, Mikowhy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pst, to znowu ja. Dawno mnie nie było i nie pisałem, nie mam usprawiedliwienia. Co prawda, <a href="http://www.mikowhy.pl/?p=128" target="_blank">Mikowhy</a> twierdzi, że pisze się wtedy, kiedy się chce (i trudno się z nim nie zgodzić), ale tenże sam <a href="http://mikowhy.pl" target="_blank">Mikowhy</a> równocześnie na tyle mnie chwali, że aż wstyd nie zmobilizować się do kolejnego wpisu. A dzisiaj czeka mnie historyczny moment, bowiem pierwszy raz w KNO porwę się na "recenzję" książki. I to nie byle jakiej, tylko zacznę od razu z wysokiego C.</p>
<p>KNO z dumą prezentuje <em>Drogę</em> Cormaca McCarthy'ego.</p>
<p><img src="http://img220.imageshack.us/img220/5545/okladka200gt7.jpg" alt="" /></p>
<p>McCarthy nie jest w Polsce szczególnie rozpoznawalny, za to w rodzimej Ameryce uważa się go za autora równego Pynchonowi i Rothowi, a wręcz za następcę Faulknera. Wielkie nazwiska, ale autor <em>Drogi</em> wcale nie robi przy nich za biedniejszego brata. Nad Wisłą o McCarthym zrobiło się głośniej dopiero przy okazji premiery filmów, które powstały na podstawie jego powieści, najpierw były to <em>Rącze konie</em>, a później oczywiście <em>To nie jest kraj dla starych ludzi</em>. I wreszcie pojawiła się <em>Droga</em>, wielki amerykański bestseller, doceniony również w kręgu krytyki literackiej, otrzymał bowiem Nagrodę Pulitzera oraz The Tait Black Memorial Prize. I wszystko jak najbardziej zasłużenie.</p>
<p>W pewnym sensie powieść ta wpisuje się w nurt powszechny ostatnio w kulturze popularnej - apokalipsa i jej następstwa. Sukcesy kasowe nie tak dawno odnosił w kinach film <em>Jestem legendą</em>, jeszcze nowsza jest produkcja pod tytułem <em>Doomsday</em>, a wspominam przecież tylko kilka przykładów z tego roku. Tak naprawdę motyw ten zakorzenił się w tradycji kulturowej w okolicach lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, a związane to było w znacznym stopniu z zimną wojną i wszechobecnym zagrożeniem nuklearnym. Rzecz jasna, wspomniany nurt eksploatowany jest w dwóch kierunkach - po pierwsze dla czysto rozrywkowych widowisk z wybuchami i innymi podobnymi atrakcjami, a po drugie - dla dzieł, w których postapokaliptyczna otoczka jest tylko pretekstem do rozważań nad kondycją moralną ludzkości. <em>Droga </em>w bardzo wprawny sposób łączy te dwie ścieżki (by nie napisać - drogi).</p>
<p>Już to pisałem przy okazji innych recenzji, ale muszę się powtórzyć - powieść McCarthy'ego jest multigatunkowa. I nie znaczy to w tym przypadku wcale jakiegoś bezmyślnego mieszania styli, wręcz przeciwnie - proporcje są wymierzone z iście aptekarską precyzją.  Mamy tu więc coś z horroru, thrillera, dramatu, no i w dużym stopniu, jednak bardzo mrocznego moralitetu. A wszystko to na tle prostej historii, niemal tak prostej jak ta z filmu Davida Lyncha.</p>
<p>Świat umiera albo już prawie umarł, tyle wiemy. Poza tym wiemy jeszcze tylko, że ojciec i syn podróżują, a raczej uciekają na południe przed zimą. I właściwie w tym zdaniu mógłbym zmieścić całą akcję książki. Nie znamy imion bohaterów, miejsca, które mijają nie mają nazw, domyślać się można jedynie, że to Ameryka.  Nie ma to jednak znaczenia, mogłoby to być zniszczone chemicznym deszczem dorzecze Amazonki, wydźwięk byłby równie depresyjny. Bo to, co uderza (dosłownie) od pierwszych stron powieści, to wszechobecny i wszechogarniający obraz nieuchronnej tragedii. Nie ma wątpliwości, że wyprawa nie ma prawa się udać, zatem ciężar czytelniczego zainteresowania przesuwa się w inną stronę. A co jeśli <em>Droga</em> w istocie mówi o "naszym" świecie?</p>
<p>Taki trop interpretacji podsuwa też Jacek Dukaj w krótkiej notce na okładce książki. Coś w tym jest, bo ile łatwiej byłoby docenić dzisiejszą szarą rzeczywistość, gdybyśmy wiedzieli, że w przyszłości czeka nas tylko z góry skazana na porażka walka o przetrwanie? W "tamtym" świecie nie ma ani radości ani miłości, jedynym uczuciem, jakie wydało się pozostać jest ojcowska troska o syna. Ale to marna pociecha, skoro nie ma przyszłości. Szczęściem powinna być w zasadzie każda przeżyta godzina, szczególnie jeśli udało się uciec grupie leśnych kanibali czy innych bezwzględnych włóczęgów. Tylko, że jutro przyjdą następni. Chwile pozornego spokoju i wytchnienia przynosi jedynie moment odkrycia nowych źródeł pożywienia. Do tego poziomu sprowadzony zostaje człowiek (?) w tamtym świecie (?) - polującego zwierzęcia.</p>
<p><em>Droga</em> to raptem niewiele ponad 250 stron. Jest to jednak tak skondensowana dawka przejmującego smutku i depresji, że nie polecam dawkować jej w dużych ilościach. McCarthy okazuje się tu prawdziwym mistrzem słowa. Język jest szalenie prosty, oszczędny, a przez to bije jeszcze mocniej. Tnie precyzyjnie, aż do krwi ostatniej, bohatera i czytelnika. Słów jest zawsze dokładnie tyle, ile być powinno. Dialogi ograniczone do niezbędnego minimum. Czasem nie ma ich wcale.</p>
<p>To długa i wyboista droga w dół. A gdy się potkniesz, nikt nie poda ci ręki. Bo nie ma już nikogo.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Historia-legenda-mit-topos? Opowieść o 47 roninach.]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=178</link>
<pubDate>Fri, 02 May 2008 16:06:29 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=178</guid>
<description><![CDATA[Do poniższych rozważań skłoniła mnie lektura książki Johna Allena &#8220;Opowieść o 47 roni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><img class="alignleft" style="float:left;margin:2px;" src="http://img1.gildia.pl/_n_/literatura/tworcy/john-allyn/opowiesc-o-47-roninach/okladka-200.jpg" alt="" width="200" height="313" />Do poniższych rozważań skłoniła mnie lektura książki Johna Allena "Opowieść o 47 roninach".</p>
<p style="text-align:justify;">Opowiada ona historię samurajów z zamku Ako, których pan z rodu Asano został skazany na śmierć za uchybienie dworskiej etykiecie, atakując na dworze shoguna Tokugawy Tsunayoshiego, jego dworzanina Kire, który go obraził. Sprawa zakończyła się nakazem rytualnego samobójstwa pana Asano, odebraniem mu włości oraz zhańbieniem poddanych mu samurajów. Bowiem zgodnie z kodeksem swojej kasty nie mogli oni żyć pod jednym niebem z zabójcą swego pana Kirą. Pozostało im popełnić samobójstwo, lub dokonać zemsty, której jednak zabronił im shogun. Ostatecznie wybrali oni jednak trzecią drogę, skazali się na ostateczne pohańbienie zostając roninami i wiodąc życie handlarzy, kupców oraz najemników. Na tym jednak polegał właśnie plan, gdyż Kira obawiając się zemsty szpiegował ich oraz ukrywał się za murami zamku shoguna. W taki sposób dawni samurajowie z Ako postanowili uśpić czujność swego nieprzyjaciela. Ostatecznie zaś po kilku latach dokonali zemsty, zabili Kirę, po czym uwiezieni przez shoguna zostali skazani na popełnienie seppuku. Za swoje czyny zyskali powszechny szacunek, stając się przykładem lojalności oraz wierności ideałom samurajów.</p>
<p style="text-align:justify;">Tak w kilku jedynie słowach starałem się streścić fabułę, która nie jest zapewne dla czytelników żadną tajemnicą, gdyż legenda o zemście 47 roninów jest znana z wielu odwzorowań literackich oraz medialnych.</p>
<p style="text-align:center;"><img class="aligncenter" style="vertical-align:middle;margin:2px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/23/HokusaiChushingura.jpg/450px-HokusaiChushingura.jpg" alt="" width="394" height="259" /></p>
<p style="text-align:justify;">W tytule postawiłem pytanie o drogę od historii do mitu i toposu funkcjonującego w kulturze. Taki proces wyraźnie możemy zaobserwować na przykładzie tej właśnie historii. Jest to <strong>historia</strong>, a więc wydarzenia, które miały miejsce w określonym czasie i miejscu, potwierdzona są źródłami pisemnymi i materialnymi.  Szybko w Japonii stała się ta historia <strong>opowieścią</strong>, powoli ewoluująca w <strong>legendę</strong>.</p>
<p style="text-align:justify;">Gdy skończyła się zaś era samurajów i pewne zachowania, znaki które pozwalały w określony sposób odczytać tą opowieść zaniknęły, jedyne co pozostało to z legendy stanie się <strong>mitem</strong>. Motyw 47 roninów stał się dla Japończyków symbolem ich wartości narodowych: lojalności, poświęcenia, honoru. Pomaga on niby przypowieść lub średniowieczne <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Exemplum" target="_blank">exemplum</a> wykładać te wartości ludziom żyjącym w całkowicie już odmiennym świecie.</p>
<p style="text-align:justify;">Książka Allena [wydana po raz pierwszy w już 1970 roku, u nas zaś dopiero teraz] pomaga przekazać ten symbol ludziom kultury zachodu, którzy są jeszcze bardziej odlegli od wartości w nim przedstawianym. W tym też może tkwi nasze zafascynowanie, bo im bardziej egzotyczne coś nam się wydaje tym jest bardziej interesujące. Jak to jednak z legendą bywa jest wiele ich wersji i Allen, moim przynajmniej zdaniem, przetworzył ją w dość nudny, acz z kolei prawdopodobny i realistyczny sposób. Nie pozwolił sobie "zagrać" patosem w najbardziej bohaterskich momentach, za to rozciągając na wiele stron długi proces wyczekiwania na spełnienie zemsty.</p>
<p style="text-align:justify;">Na przysłowiowy "zachód" nasza historia/legenda dotarła już w roku 1822 - wspomniana w książce  <a title="Isaac Titsingh" href="http://en.wikipedia.org/wiki/Isaac_Titsingh">Isaaca Titsingh</a>'sa <em>Illustrations of Japan. </em>Potem zaś szeroko spopularyzowana przez  <a class="mw-redirect" title="A.B. Mitford" href="http://en.wikipedia.org/wiki/A.B._Mitford">A.B. Mitforda</a> w książce <em>Tales of Old Japan</em> z roku 1871. [Książka dostępna jest w dużych fragmentach w serwisie Google Booksearch - <strong><a href="http://books.google.com/books?id=hJyImnoy93cC&#38;printsec=frontcover&#38;dq=tales+of+old+japan&#38;ei=0isbSIvSJoa4jgH6mOmoDA&#38;hl=pl&#38;sig=HAlPWsoqhWscKDegK3pLF5sP0sQ" target="_blank">#Tales of Old Japan</a></strong>]. Następni zaś legenda ta zaczęła gdzieś krążyć, by powrócić w kulturze amerykańskiej po II wojnie światowej, kiedy to nastąpiło pewne zafascynowanie tym "dziwnym" narodem. Z kultury amerykańskiej zaś rozprzestrzeniła się na całą cywilizację "zachodnią" tworząc <strong>topos</strong> wierności i lojalności obecny w wielu utworach jako bezpośrednie odwołanie się do tej historii lub pośrednio wykorzystując jej symbolikę. Dochodzi tutaj często do tak dziwacznych mieszanek dwóch kultur jak np.: komiks <a href="http://www.comiccritique.com/st/grevSt182.html" target="_blank"><strong>Ronin Hood and the 47 Samurai</strong></a><strong> </strong>czy odcinek programu historyczno-komediowego History Bites pt. Samurai Goodfellas przedstawiający historię roninów w stylu mafijnego Ojca Chrzestnego, a nawet jeden z odcinków serialu The Simpsons w którym Homer i Bart  uwięzieni w Japonii odgrywają sztukę o 47 roninach w teatrze kabuki. Z braku miejsca nie wspomnę tu zaś o wielu przykładach obecności tego motywu <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Forty-seven_Ronin" target="_blank">w filmach</a>.</p>
<p style="text-align:center;"><img style="vertical-align:middle;margin:2px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/5/5c/Sengakuji_47_ronin_graves.jpg/800px-Sengakuji_47_ronin_graves.jpg" alt="" width="423" height="317" /></p>
<p style="text-align:center;"><span style="color:#888888;">[groby 47 roninów oraz ich pana na cmentarzu przy świątyni Sengaku-ji]</span></p>
<p style="text-align:justify;">Wydaje mi się że historia zemsty i śmierci owych 47 roninów, stanowi już jeden z elementów nowej homogenicznej kultury ogólnoświatowej, która cały czas się kształtuje czerpiąc z róznych kultur narodowych. Zastanawia mnie tylko spoglądając na drogę i procesy jakie przeszła omawiana powyżej historia, czy jakis element naszej, polskiej historii, ma szansę z biegiem lat stać się takim symbolem. Choćby wymienić iż Amerykanie mają Alamo, Rosjanie generała Mroza, Niemcy Wunderwaffe, Anglicy Szarżę Lekkiej Brygady.... itd.</p>
<p style="text-align:justify;">Jaki ekportowy towar z historycznych opowieści [mitów] rozpoznawalny na "zewnątrz" posiadamy my, Polacy? - Westerplatte? Sierpień 80? Odsiecz wiedeńska? Straceńcze Powstania Narodowe? Cud nad Wisłą? Ciekawe co....</p>
<p style="text-align:justify;">Pozostaje mi więc zaprosić do lektry książki <strong>Johna Allena "Opowieść o 47 roninach"</strong> i życzyć żeby pobudziła ona was tak samo do rozważań jak mnie...</p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#888888;">[dziękuje wydawnictwu Red Horse za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego]</span></p>
<p style="text-align:right;">John Allen, Opowieść o 47 roninach, wyd. Red Horse, Lublin 2008</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Feliks W. Kres - Król Bezmiarów]]></title>
<link>http://perpetka.wordpress.com/?p=16</link>
<pubDate>Tue, 29 Apr 2008 21:29:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>perpetka</dc:creator>
<guid>http://perpetka.wordpress.com/?p=16</guid>
<description><![CDATA[Przedwczoraj skończyłam czytać &#8220;Króla Bezmiarów&#8221; Feliksa W. Kresa. Dopiero po tym d]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Przedwczoraj skończyłam czytać "Króla Bezmiarów" Feliksa W. Kresa. Dopiero po tym dowiedziałam się, że książka ta dostała Zajdla w '92 i że jest drugim tomem cyklu (na szczęście dość autonomicznym).</p>
<p>Pierwszy błąd jaki popełniłam, to czytanie wydania z '92. Korekta z wydawnictwa Aurora powinna do dziś siedzieć w jakimś ciemnym kącie i się wstydzić. Liczba przepuszczonych literówek i ordynarnych błędów ortograficznych przekracza wszystkie dopuszczalne normy, niejeden blog w internecie jest staranniej redagowany. Wydanie to miało jednakowoż tę zaletę, że kosztowało 10 zł w antykwariacie.</p>
<p>Sama historia jest mroczna, pokręcona i ciężka do zrozumienia. Być może powinnam przeczytać jeszcze raz, żeby połapać wszystkie wątki. Niewątpliwie wielką zasługę w zagubieniu czytelnika można przypisać imionom postaci. Ja jestem z tych, dla których imię postaci to pierwsza litera i długość ciągu znaków, mam conajmniej kilkoro znajomych, którzy też wyrażają się o bohaterach literackich per "ten na W z długim nazwiskiem". Biada takim jak ja, którzy wezmą się za "Króla...", bo tu imiona postaci to: Raladan, Rapis,  Rrodan, Ridareta, Riolena, Riolata, a do tego te trzy ostatnie nieustannie podają się jedna za drugą, używając też dodatkowo imienia Lerena, plus literówki, potęgujące zamęt... Bez notatek ani rusz ;)</p>
<p>Ale żeby nie było, że tylko wybrzydzam, to książka mi się nawet podobała. Ciekawa koncepcja świata, dobrze zarysowani bohaterowie (przynajmniej niektórzy) i świetny klimat, a jak wiadomo, książka bez klimatu jest jak programista bez komputera. Klimat przywodzi mi najbardziej na myśl "Żywostatki" Robin Hobb, choć Hobb jest nieporównywalnie lepsza, a tej trylogii wręcz bliska ideału.</p>
<p>W fantastyce, zwłaszcza polskiej, najczęściej wkurzają mnie fragmenty, a w szczególności zakończenia, typu:<br />
<em>- Więc już wiesz? - zapytał.<br />
- Tak - uśmiechnęła się. - Teraz już rozumiem.</em><br />
A ja, biedny czytelnik, ni diabła nie wiem, nie rozumiem i waham się między dwiema interpretacjami: albo to ja jakaś niekumata jestem, albo autor też do końca nie wie i w taki sposób postanowił wybrnąć. Wolałabym, żeby był obowiązek zaznaczania, że to właśnie opcja druga, bo dopuszczenie pierwszej ewentualności strasznie mi obniża samoocenę.</p>
<p>O mało bym nie zapomniała: duży plus za zaliczenie kotów do ras rozumnych w świecie przedstawionym. Oczywiście w świecie rzeczywistym koty również są rozumne, ale na razie za bardzo się z tym nie afiszują. U Kresa, w świecie Szereru, koty są już po powstaniu, w którym wywalczyły sobie równe prawa.</p>
<p>Kres też niestety popełnił w okolicach epilogu taki fragment, ale może to po to, żeby miał jeszcze o czym napisać parę książek w cyklu, więc chwilowo mu wybaczam.</p>
<p>Pozycja własna, dostępna do wypożyczenia.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Tomik Poezji]]></title>
<link>http://corvusalbus.wordpress.com/?p=36</link>
<pubDate>Mon, 28 Apr 2008 20:36:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>corvusalbus</dc:creator>
<guid>http://corvusalbus.wordpress.com/?p=36</guid>
<description><![CDATA[okładka
Mała i krótka informacja technicza. W najbliższym czasie tj.,
w Czerwcu ukaże się, nak]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://corvusalbus.wordpress.com/files/2008/04/negatywco.jpg">okładka</a></p>
<p>Mała i krótka informacja technicza. W najbliższym czasie tj.,<br />
w Czerwcu ukaże się, nakładem powyżej 100 egz. mój tomik poezji,<br />
napisanej w okresie , kiedy chodziłem do gimnazjum, jak i w późniejszym.<br />
serdecznie zapraszam osoby, ktore zechcą na umieszczenie reklamy w tomiku.<br />
Piszę o tym, gdyż wydaję to za własne środki, i każdy grosz się liczy.<br />
Cena egzemplarza tomiku będzie w granicy 10 zł. Najprawdopodobniej okładka będzie , wyglądać<br />
jak ta w linku na początku wiadomości. Z pytaniami, proszę o wpisywanie Ich w komentarzach.<br />
Proszę też o napisanie adresu mail, bym mógł na Te pytania odpowiedzieć indywidualnie.</p>
<p>Najbardziej prawdopodobna data to<br />
15 czerwiec 2008<br />
Jeśłi zdobędę większe środki, to nakład się automatycznie zwiększy.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Księgarnia Internetowa]]></title>
<link>http://logopedawars.wordpress.com/?p=21</link>
<pubDate>Mon, 28 Apr 2008 11:25:31 +0000</pubDate>
<dc:creator>logopedawars</dc:creator>
<guid>http://logopedawars.wordpress.com/?p=21</guid>
<description><![CDATA[Księgarni internetowych w Internecie pojawia się wciąż coraz więcej. Mnóstwo z nich dysponuje ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Księgarni internetowych w Internecie pojawia się wciąż coraz więcej. Mnóstwo z nich dysponuje niejednokrotnie takim samym asortymentem książek. Jednak istnieje wiele rzeczy, które powodują, iż w jednym sklepie kupujemy z przyjemnością a z kolei w innym po wejściu na stronę zaraz go opuszczamy. Co jest tego powodem? Użyteczna <a title="księgarnia internetowa" href="http://arsenal.pl" target="_blank">księgarnia internetowa</a> powstaje w konsekwencji wsłuchiwania się w opinie użytkowników i badania ich nawyków. Ich sugestie są cenne z punktu ulepszania serwisu w celu przykucia uwagi choćby na krótką chwilę potencjalnego klienta. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że przeglądając ofertę księgarni użytkownik spędza na stronie nie więcej niż kilka sekund. Dlatego szalenie ważne jest pierwsze wrażenie. Jeśli zatrzymanie potencjalnego klienta nam się uda to dalej w grę wchodzą inne czynniki. Olbrzymią rolę odgrywa potem łatwa i przejrzysta nawigacja oraz łatwy sposób odszukiwania książki. Jeśli użytkownik z przyjemnością porusza się po naszym sklepie, z każdym następnym kliknięciem jest coraz bardziej chętny zrealizować zakup. Klienci także często poszukują opisy lub recenzje książek, które mają zamiar kupić. Niebłahym czynnikiem okazuję się zamieszczenie różnych nowinek z życia autora poszukiwanej książki. Jednakże jednym z czynników mających największy wpływ na kupno książki jest cena. Jedynie naprawdę konkurencyjne ceny asortymentu pozwolą zaistnieć księgarni na ekranach komputerów użytkowników. Takimi niskimi cenami może się poszczycić <a title="księgarnia" href="http://arsenal.pl" target="_blank">księgarnia</a> Arsenał mająca 4 oddziały w Poznaniu. Jesteśmy pewni, że każdy znajdzie tam coś dla siebie: www.arsenal.pl</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[W marzeniach toni i zarazem na suchym asfalcie, czyli o powrocie do domu]]></title>
<link>http://anielica.wordpress.com/?p=18</link>
<pubDate>Sun, 27 Apr 2008 16:25:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>anielica</dc:creator>
<guid>http://anielica.wordpress.com/?p=18</guid>
<description><![CDATA[
Efekt dzisiejszej drogi powrotnej - 28,5 km. Prócz mapki jest jeszcze zmęczenie, gorejące policz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://anielica.files.wordpress.com/2008/04/bez-nazwy-1.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-19" src="http://anielica.wordpress.com/files/2008/04/bez-nazwy-1.jpg?w=300" alt="Bedlno - Kutno" width="300" height="196" /></a></p>
<p>Efekt dzisiejszej drogi powrotnej - 28,5 km. Prócz mapki jest jeszcze zmęczenie, gorejące policzki i mnóstwo poplątanych myśli.</p>
<p>Słońce prażyło, ja gnałam przed siebie na mym metalowym rumaku, rozglądałam się ciekawie dookoła - znalazłam jedno miejsce, w które muszę koniecznie wrócić z aparatem i zrobić zdjęcie! - i rozmyślałam...</p>
<p>A marzyłam sobie o wodzie zimnej, głębokiej; toni lazurowej, w której odbijałyby się lekko i przejrzyście spacerujące po niebie cumulusy.  Tak na marginesie to los tych chmurek jest nadzwyczaj krótki - i tu odzywa się ta przemądrzała część mojej natury, która zawzięcie i notorycznie sprawdza różnorakie fakty na Wikipedii (to chyba już jakieś uzależnienie, prawda?) - bo "typowy czas życia małego cumulusa trwa 10-30 minut" *. Ja zaś leżałabym nad brzegiem - jeziora? rzeki? strumyka? - tego już wyobraźnia nie ukonkretniła, patrzyłabym w swe odbicie, w kamienie i piasek na dnie, wypoczywałabym w chłodzie pachnącej życiem wilgoci.</p>
<p>Czekam niecierpliwie na wyjazd nad jezioro, gdziekolwiek w zasadzie, gdzieś nad wodę. Na radosny piknik - z kocem, kanapkami i herbatą. Z nieodłączną książką, z radością w oczach, z uśmiechem, nie pieśnią (nie umiem wszak śpiewać) na ustach.</p>
<p>* http://pl.wikipedia.org/wiki/Cumulus</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czy w Śródziemiu historię też piszą zwycięzcy?]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=175</link>
<pubDate>Wed, 23 Apr 2008 18:45:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=175</guid>
<description><![CDATA[Rozważania literacko-historyczne o dylogii Ostatni Powiernik Pierścienia.
Orkowie nie są krwioże]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><strong>Rozważania literacko-historyczne o dylogii <em>Ostatni Powiernik Pierścienia.</em></strong></p>
<p style="text-align:justify;"><strong><em></em></strong>Orkowie nie są krwiożerczymi bestiami... Mordor nie jest imperium zła... Wojna o Pierścień wcale nie wyglądała w taki sposób jak opisał to pewien stronniczy Anglik... Na takich założeniach swoją wersję wydarzeń znanych z „Władcy Pierścieni” J. R. R. Tolkiena postanowił zbudować <strong>Kirył Jeskow</strong> w dwutomowej powieści <strong><em>Ostatni Powiernik Pierścienia</em></strong>. Jak więc wygląda wg niego świat Śródziemia po zakończeniu konflitu opisanego we tolkienowskiej epopei – najsławniejszej z epickich opowieści o walce dobra ze złem?</p>
<p style="text-align:justify;"><img class="alignleft" style="float:left;" src="http://rynarzewski.files.wordpress.com/2008/04/ostatni_powiernik_pierscienia1-small.jpg" alt="" width="140" height="217" /><img class="alignleft" style="float:left;" src="http://rynarzewski.files.wordpress.com/2008/04/ostatni_powiernik_pierscienia2-small.jpg" alt="" width="140" height="217" /> Nim przejdziemy jednak do rozważań nad samą książką, wypada zatrzymać się na chwilę nad problemem który legł u podwalin książki Jeskowa. Chodzi tu o stwierdzenie, iż historię piszą zwycięzcy. Dobrze znane powiedzenie, parafrazowane na wiele sposobów, niezmiennie zachowuje swoją aktualność o czym przekonać się możemy studiując historię odrobinę bardziej wnikliwie niż zalecają to podręczniki.</p>
<p style="text-align:justify;">W roku 1944 w felietonie dla lewicowej gazety „Tribune” tak pisał o tym problemie George Orwell: <em>Spośród milionów przykładów, które można by podać, wybiorę jeden, który - tak się składa akurat - można sprawdzić. W roku 1941 i 1942, gdy Luftwaffe była zajęta w Rosji, niemiecki radio raczyło swoich krajowych słuchaczy opowieściami o niszczących nalotach na Londyn. Obecnie wiadomo, że nigdy nie miały one miejsca. Cóż jednak przyszłoby nam z tej wiedzy, gdyby Niemcy podbiły Wielką Brytanię? Myśląc o przyszłych historykach, zapytajmy: czy nazistowskie naloty były, czy nie? Odpowiedź brzmi tak: jeśli Hitler będzie nadal rządzić - naloty były. Jeśli do tego czasu upadnie - żadnych nalotów nie było. [...] Historię piszą zwycięzcy</em>. <a href="http://www.phalanx.pl/artykuly/tr1/select_category/34/info/prawde-tworza-zwyciezcy//7/" target="_blank">[źródło</a><a href="http://www.phalanx.pl/artykuly/tr1/select_category/34/info/prawde-tworza-zwyciezcy//7/" target="_blank"></a><a href="http://www.phalanx.pl/artykuly/tr1/select_category/34/info/prawde-tworza-zwyciezcy//7/" target="_blank">]</a>.</p>
<p style="text-align:justify;">Tak też do analizy „Władcy Pierścieni” J. R. R. Tolkiena podszedł Jeskow. Stara się przekonać czytelników, iż mają w tym przypadku do czynienia z pewnym relatywizmem historycznym. Rozebrał on tolkienowskie uniwersum na składniki pierwsze, po czym złożył je na powrót ukazując już całkowicie odmienną opowieść. Tak jak w prawdziwym życiu świat nie jest u niego dwubiegunowy, a zawiera całą gamę odcieni postaw moralnych zamykających się pomiędzy dobrem a złem – powodujących rozmycie ich granic. Monumentalne postacie Aragorna, Arweny czy Gandalfa, w rękach Jeskowa zyskują całkowicie nowe cechy: pychę, bezwzględność, próżność. Z kolei okazuje się że ork postępuje według honorowego regulaminu wojsk mordorskich i może być zakochany w pewnej trollicy.</p>
<p style="text-align:justify;">W książce Jeskowa, Mordor stoi u progu rewolucji technicznej, w jednym z jego licznych uczelni technicznych odkryty zostaje proch, co stanowi zagrożenie dla dotychczasowej dominacji magii w świecie Ardy, czemu postanawiają przeciwdziałać magowie z Białej Rady oraz elfy. Wykorzystują do tego marionetkowe ludzkie królestwa Rohanu i Gondoru. Wszystko to ma zaś prowadzić do <em>ostatecznego rozwiązania sprawy mord orskiej</em>. Takie są wg wizji Jeskowa podwaliny konfliktu, w którym dotknięty katastrofą ekologiczną i niezdolny wykarmić się Mordor zostaje podbity. I w tym momencie rozpoczyna się zasadnicza intryga mająca doprowadzić, w ten czy inny sposób, do końca pewnej epoki....</p>
<p style="text-align:justify;">Jeskow zdaje się lepiej niż Tolkien przedstawiać splot czynników ekonomiczno-politycznych, które decydują w dużej mierze o obliczu rzeczywistości i historii, obojętne czy jest to dwudziestowieczna europa, czy Śródziemie na początku 3 tysiąclecia Trzeciej Ery. I chyba właśnie w tym tkwi większość uroku <em>Ostatniego Powiernika Pierścienia</em>. Sama bowiem intryga oraz przynajmniej połowa objętości dylogii nie zachwyca ani oryginalnością ani walorami literackimi. Wtórność, dość wyraźne przenoszenie wizji naszego świata na grunt Śródziemia, które jest najczęstszym grzechem autorów fantastyki działa zdecydowanie „in minus”. Autor usilne utożsamia Umbar z Italią, zaś Harad i Khande z krajami „naszego” Bliskiego Wschodu z religią a'la islam. Sprawia to wrażenie pewnego lenistwa intelektualnego. Oryginalny świat wykreowany przez Tolkiena wolny był od takich uproszczeń i stanowiło to jeden z czynników jego sukcesu. Odbiorcy bowiem nie chcą zapewne czytać po raz kolejny o intrygach szpiegowskich we Włoszech i knowaniach islamskich terrorystów skoro sięgają po książkę dziejącą się w fantastycznym świecie. Śródziemie posiada tak olbrzymi potencjał, iż grzechem było go nie wykorzystać, szczególnie ze pierwsze kilkadziesiąt stron można uznać za naprawdę bardzo dobre i dotrzymujące kroku oryginalnemu „Władcy Pierścieni”. Kirył Jeskow musiał być świadom na jak trudny teren wkracza podejmując się napisania tej książki i że czymś naturalnym będzie ciągłe przyrównywanie jego dylogii do oryginału.</p>
<p style="text-align:justify;">Niemniej książkę mogę z całą pewnością polecić. Ciekawa idea w niej zawarta, skłania do wielu przemyśleń i spojrzenia z całkowicie innej perspektywy na książki jakie czytaliśmy bądź będziemy mieli okazję przeczytać. Prawdy nie ma. Historia jest tworzywem w rękach zwycięzców, którzy z pozycji siły mogą w annałach zapisać swoją wersję wydarzeń.</p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#888888;">Kirył Jeskow, Ostatni Powiernik Pierścienia, tom 1 i 2, wydawnictwo Red Horse 2007</span></p>
<p style="text-align:justify;"><em>[Dziękuję wydawnictwu Red Horse za udostępnienie egzemplarzy recenzyjnych]</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Lista lektur]]></title>
<link>http://perpetka.wordpress.com/?p=8</link>
<pubDate>Tue, 22 Apr 2008 21:33:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>perpetka</dc:creator>
<guid>http://perpetka.wordpress.com/?p=8</guid>
<description><![CDATA[Temat trendy i na topie w dniach dzisiejszych to reforma edukacji, która w przekazie medialnym spro]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Temat trendy i na topie w dniach dzisiejszych to reforma edukacji, która w przekazie medialnym sprowadza się ustalania listy lektur obowiązkowych. Najwyższy raczy wiedzieć, czemu to akurat lektury wywołują taką trzęsiączkę w narodzie, który ma żenująco niski poziom czytelnictwa. Nikt się nie bulwersował, jak z programu nauczania wylatywało różniczkowanie (chlip), ani nikt szat nie rozdzierał nad alkenami, alkinami i alkanami (z których dziś pamiętam tylko nazwy).</p>
<p>Zdaje się, że histeria okołolekturowa zaczęła się od pewnego ministra, który próbował podzielić Polskę na sienkiewiczowską i gombrowiczowską, a nie pamiętał, kto napisał "Naszą szkapę" (oczywiście to podłe z mojej strony tak się czepiać wpadki biedaka przed kamerą, ale w walce politycznej wszelkie chwyty są dozwolone). Niestety nijak histeria nie poszła w jakimkolwiek sensownym kierunku, jeno fanklub Mickiewicza włosy rwie z głowy, że jak to tak można wieszczów we fragmentach, a pesymiści burczą "wszystko jedno, młodzież i tak czyta tylko bryki".</p>
<p>W całej tej, pożal się Boże, debacie publicznej nie padają najważniejsze pytania: Jaką chcemy mieć edukację? Czy chcemy od małego stawiać na specjalizację, czy chcemy, aby szkoła poszerzała horyzonty? Czy chcemy wyrobić nawyk bezmyślnego zakuwania czy otwierać umysły, uczyć myślenia, przede wszystkim krytycznego? Czy zależy nam na centralnie ustalanym programie nauczania, czy może chcemy, aby szkoły konkurowały ze sobą na tym polu?</p>
<p>Ja osobiście wybieram pierwszą opcję z każdego pytania. Im głupsze młodsze pokolenie, tym łatwiej będzie mi z nimi rywalizować na rynku pracy :P</p>
<p>No dobra, tak na poważnie, to ja w swoich ewentualnych dzieciach postaram się wyrobić nawyk czytania. To jest nałóg, potem będą czytać nawet wiadomości z kraju i ze świata, umowy, które będą podpisywać, a może nawet instrukcje obsługi. I wtedy będę spokojna, że nie zginą w życiu :)</p>
<p>PS. Ale mam nadzieję, że młodego Wertera to wywalą z kanonu lektur, bo jeszcze mnie mdli, jak sobie tego kretyna przypomnę :P</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Lazy Saturday, crazy Sunday]]></title>
<link>http://perpetka.wordpress.com/?p=6</link>
<pubDate>Sun, 20 Apr 2008 20:26:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>perpetka</dc:creator>
<guid>http://perpetka.wordpress.com/?p=6</guid>
<description><![CDATA[Mmmm, uwielbiam takie soboty. Najpierw spanie do południa, potem wylegiwanie się i oglądanie Ally]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Mmmm, uwielbiam takie soboty. Najpierw spanie do południa, potem wylegiwanie się i oglądanie Ally, a wieczorkiem impreza.</p>
<p>Na imprezę jak zwykle przyszło mniej osób niż miało przyjść i wyszli podejrzanie wcześnie. V. ograł mnie w darty, co obniżyło ocenę imprezy o kolejny punkt ;) Ale ogólnie było fajnie, najfajniej było w parze z Izą ogrywać chłopaków w piłkarzyki :D</p>
<p>W międzyczasie skończyłam czytać <em>Mroczną rzekę</em>, drugą część <em>Trylogii Czwartego Wymiaru</em>. Dobre czytadło, ale pierwsza część chyba była lepsza - w niej koncepcja Rozległej Sieci Monitorującej i <a title="Panoptikonu" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Panoptikon" target="_blank">Panoptikonu</a> była świeża i niepokojąca, w drugiej części w zasadzie tylko rozwój akcji, nic nowego... Acz trzecią część i tak trzeba będzie przeczytać, żeby się dowiedzieć, jak się wątki pokończą.</p>
<p>Natomiast niedziela była członkowa, żeby nie powiedzieć ch...owa. Najpierw zostałam obudzona i zagoniona do sprzątania, bo siostra postanowiła spontanicznie wpaść z niezapowiedzianą wizytą, potem Mazienka wylała na mnie i kanapę zupkę, następnie zwaliły się serwery w pracy, a na koniec poczułam się chora i przeziębiona. I głowa mi pęka :(</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[KUCHNIA POLSKA RADZI (#2)]]></title>
<link>http://aulaitt.wordpress.com/?p=288</link>
<pubDate>Sat, 19 Apr 2008 12:17:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>Ole</dc:creator>
<guid>http://aulaitt.wordpress.com/?p=288</guid>
<description><![CDATA[A lubię tak sobie czasem przekartkować &#8220;Kuchnię Polską&#8221; (wydanie XXVIII uzupełnione]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">A lubię tak sobie czasem przekartkować <strong>"Kuchnię Polską"</strong> (wydanie XXVIII uzupełnione i poprawione, PWE 1987), wyłuskać co ciekawsze porady kuchni zastępczej, stojącej margaryną i kartkowym mięsem, markującej jak się da aprowizacyjne  braki półek strojnych w groszek i ocet. Fajna lektura, bardzo dżołkowa. <a title="Kuchnia polska radzi, czyli garść porad z mojej ulubionej (?) książki kucharskiej" href="http://aulaitt.wordpress.com/?s=kuchnia+polska" target="_blank"></a></p>
<p style="text-align:justify;"><a title="Kuchnia polska radzi, czyli garść porad z mojej ulubionej (?) książki kucharskiej" href="http://aulaitt.wordpress.com/?s=kuchnia+polska" target="_blank">Wklejałam już kilka przepisów z rzeczonego buka</a> - dzisiaj kolejna garść:</p>
<p><a href="http://aulaitt.files.wordpress.com/2008/04/antrykot-z-kury.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-287" src="http://aulaitt.wordpress.com/files/2008/04/antrykot-z-kury.jpg" alt="" /></a></p>
<p><a href="http://aulaitt.files.wordpress.com/2008/04/falszywe-kurczeta.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-290" src="http://aulaitt.wordpress.com/files/2008/04/falszywe-kurczeta.jpg" alt="" /></a></p>
<p><!--more--></p>
<p><a href="http://aulaitt.files.wordpress.com/2008/04/kotlety-z-mortadeli.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-291" src="http://aulaitt.wordpress.com/files/2008/04/kotlety-z-mortadeli.jpg" alt="" /></a></p>
<p><a href="http://aulaitt.files.wordpress.com/2008/04/losos-z-wody1.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-293" src="http://aulaitt.wordpress.com/files/2008/04/losos-z-wody1.jpg" alt="" /></a></p>
<p><a href="http://aulaitt.files.wordpress.com/2008/04/ryzotto-po-polsku.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-294" src="http://aulaitt.wordpress.com/files/2008/04/ryzotto-po-polsku.jpg" alt="" /></a></p>
<p><a href="http://aulaitt.files.wordpress.com/2008/04/sandacz-po-parysku.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-295" src="http://aulaitt.wordpress.com/files/2008/04/sandacz-po-parysku.jpg" alt="" /></a></p>
<p><a href="http://aulaitt.files.wordpress.com/2008/04/pieczen-wolowa-zakrawana-po-huzarsku.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-296" src="http://aulaitt.wordpress.com/files/2008/04/pieczen-wolowa-zakrawana-po-huzarsku.jpg" alt="" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Radio Armageddon już nigdy nie zagra]]></title>
<link>http://woyke.wordpress.com/?p=190</link>
<pubDate>Sat, 19 Apr 2008 12:00:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>Piotr Woyke</dc:creator>
<guid>http://woyke.wordpress.com/?p=190</guid>
<description><![CDATA[Krążąc pomiędzy zaskakująco słabymi opowiadaniami obozowymi Tadeusza Borowskiego i świetnymi ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Krążąc pomiędzy zaskakująco słabymi opowiadaniami obozowymi Tadeusza Borowskiego i świetnymi "Płomieniami" Stanisława Brzozowskiego, miałem szczęście przeczytać "Radio Armageddon". O debiucie Jakuba Żulczyka słyszałem pozytywne opinie, poza tym pamiętałem jego solidne artykuły dotyczące materii... gier fabularnych, no i te z Relaza- również niezłe. Prócz tego, zafrapowało mnie, iż bohaterami są dziwne dzieciaki z rocznika '89. W głowie zabłysnęła przysłowiowa żarówka i pojawiło się pytanie: "czy to już pierwsza powieść o moim pokoleniu?". Serio mówiąc, najbardziej chciałem po prostu skonfrontować własny obraz rówieśników z prywatnych szkół z tym wykreowanym przez twórcę <a href="http://www.jakubzulczyk.ownlog.com">tego bloga</a>.</p>
<p>Rzecz rozgrywa się w bezimiennym, całkiem sporym mieście (miejscami przypomina Warszawę, zaś innym razem różne rodzime metropolie ze wschodu). W tymże istnieje prywatne liceum- szkoła z gatunku alternatywnych, w której uczniów traktuje się równą ilością klasycznego, nudnego materiału oraz wybujałymi psychotechnikami. Oczywiście sami licealiści zdają sobie sprawę z tego, że ich coroczne zdawanie jest wliczone w niemałe czesne. W związku z tym skupiają się na tradycyjnych rzeczach- używkach, ciuchach, odszukiwaniu się wśród rówieśników, ale o żulczykowym portrecie młodzieży później. Parę miesięcy przed maturą w szkole pojawia się nowy uczeń. Bladolicy, bardzo inteligentny, ale dziwaczny Cyprian. Od razu zaznajamia się z ludźmi, którzy są nim szczerze zafascynowani, a zarazem jemu samemu wydają się być nieco wyrastający ponad przeciętną. Są to oczytana, piękna Nadzieja (tak, to jej prawdziwe imię), krótko trzymany przez rodziców Szymon oraz wybuchowy Gnat. To właśnie powyższa czwórka zakłada tytułowy zespół muzyczny, czyli "Radio Armageddon". Żulczyk nie przejmuje się za bardzo porządkowaniem fabuły według czasu. Sama historia zjawiska społecznego jakim stała się grupa, zaczyna się w momencie gdy nagle znika Cyprian.</p>
<p>Niewątpliwie autor ma świetny zmysł obserwacji. Dokładność z jaką wytyka pozornie zupełnie nieważne elementy- dziewczyny w baletkach, śmierdzące potem grających w Counter Strike'a kafejki internetowe, późne posiłki w McDonald'sie- robi wrażenie. Możliwe, że tylko na ludziach z mojego rocznika i okolicznych, bo o niczym nie czyta się tak dobrze jak o sobie. Na pewno nie można "Radia..." uznać za panoramę polskiej młodzieży. Primo, jest to niemożliwe choćby z tego powodu, że np.w Warszawie sprawa wygląda zupełnie inaczej niż 50 km na wschód od niej. Secundo, o ile na początku widać jeszcze pretensje Żulczyka do opisania zbiorowości uczniów prywatnego liceum, o tyle wraz z przeczytanymi stronami, fabuła skupia się na konkretnych bohaterach. Tertio, sam pisarz nie miał zapewne intencji odmalowywania całego pokolenia, choć przez całość fabuły przebija nie pierwszej świeżości wniosek- dorastająca młodzież jest "pusta". Wydarzenia, które dzieją się w dalszej części książki jakby udowadniają tezę, że każdemu pokoleniu potrzebny jest bunt/kultowy zespół/kultowy film/ruch polityczny itd. Robi to w sposób całkiem przekonujący. Oczywiście jest tu parę kropel przerysowania i groteski, ale w znacznej mierze jest to mikstura realistyczna. Dowodem na to jest choćby fakt, iż Radio Armageddon jest gotowe rozpalić cały świat, ale udział w tym muszą mieć koncerny płytowe, agencje PR, firmy robiące gadżety i sprytni manager'owie w drogich marynarkach. Obrazowo mówiąc- Atari Teenage Riot musi w pewnym momencie dogadać się z Tokyo Hotel.</p>
<p>Mimo wszystko, słusznie powiadają uczeni recenzenci, że jest to książka o dorastaniu. Można ją zaklasyfikować jako "pożegnanie z młodością", choć wydaje mi się, że gdzieś w treści widać żal autora, że przez ostatnie kilkanaście (kilkadziesiąt?) lat nie było wybuchu młodzieżowego gniewu. Przecież to pokolenie urodzone pod koniec lat 80-tych również mogło najpierw mieć własną Siekierę, czy Dr.Hackenbush'a, a dopiero potem dać się zmielić w maszynie pełnej iPod'ów, płatnych studiów i muzyki relaksacyjnej w modnych klubach. Tak jak amerykańscy hippisi wkrótce odziali drogie garnitury, zaś wielu punkowców przeszło na drugą stronę barykady i zostało nauczycielami. Oczywiście generalizuję- faktem jest, że pierwszy rocznik III RP jest jakiś niepełnosprawny społecznie. Nie spoiło go żadne wydarzenie polityczne (bo chyba nie antygiertychowskie protesty), niezbyt rozumieją sens bycia obywatelem, wreszcie, bardzo mocno widać w ich przypadku różnice wynikające z przyczyn ekonomicznych. Na Jarocinie nie bawią się razem dzieci robotników z małych miast i wielkomiejskiej inteligencji. Ci pierwsi nawet jeśli by chcieli, zapewne nie zostaliby wpuszczenie do wielu klubów. Co gorsza ci drudzy często pogardzają nimi, tak jak całą Polską B. Trochę żałuję, że Żulczyk o tym nie pisze, ponieważ zjawisko <a href="http://www.gazetawyborcza.pl/1,75480,5112314.html">było</a> nawet badane i mogłoby dodać książce socjologicznego sznytu. Zespół "Radio Armageddon" byłby wiarygodniejszy, gdyby nieco więcej miejsca poświęcono temu jak jednoczy ponad podziałami itp., choć faktem jest, że w miejscu gdzie takie opisy powinny nastąpić są już rzeczy ważniejsze z pisarskiego punktu widzenia. Chodzi o przemiany dokonujące się w głównych bohaterach. </p>
<p>Już po pierwszych dwudziestu stronach można się domyśleć, że Jakub Żulczyk czytał Chucka Palahniuka i ma apetyt na bycie chyba pierwszym Polakiem piszącym jak Amerykanie. Nie ma w tym nic złego- osobiście uwielbiam odwołujące się do popkultury porównania, klasyfikowanie grup i jednostek na podstawie słuchanej muzyki, noszonych ubrań, częstotliwości mycia się itp. W pewnych momentach, autor zaczyna trochę przesadzać i niemal pisać tym Eastonem Ellisem, czy wspomnianym wyżej autorem "Fightclubu", ale tylko chwilowo. Nie jest to wybitnie prosta książka do przeczytania, poza tym trzeba mieć pewną ogólną wiedzę aby w pełni ją rozumieć, ale paradoksalnie polecam ją do przejażdżek tramwajem czy metrem. Naprawdę dobrze spełnia rolę "pochłaniacza uwagi".</p>
<p>Jakub Żulczyk wcale nie jest najbardziej bezczelnym, młodzieżowym i gówniarskim polskim twórcą, jak twierdzi krótka biografia na tylniej części okładki. Porównanie do Pynchona i DeLilla (tako rzecze "Playboy", którego Żulczyk jest felietonistą)- to dopiero bezczelne. W każdym razie "Radio Armageddon" to kawał porządnej literatury. Z jego lektury wielką przyjemność będziemy mieli my, "gówniarze", szczególnie za jakieś 5-10 lat. A może będzie to żal, ponieważ Radio Armageddon już nigdy nie zagra.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Empik - sklep produktów niedostępnych]]></title>
<link>http://goldenrose2.wordpress.com/?p=53</link>
<pubDate>Tue, 15 Apr 2008 09:48:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>goldenrose2</dc:creator>
<guid>http://goldenrose2.wordpress.com/?p=53</guid>
<description><![CDATA[Szukam właśnie fajnego pomysłu na prezent dla malutkiego Chrześniaka. I od paru dni myślałam o]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Szukam właśnie fajnego pomysłu na prezent dla malutkiego Chrześniaka. I od paru dni myślałam o Biblii na takich malutkich dzieci (no, dla Niego jeszcze nie, ale za rok, dwa - już tak :) ). Dziś rano dostałam kod rabatowy z <a href="http://www.empik.com">Empiku</a>, więc weszłam na ich stronę, wpisałam w wyszukiwarce "Biblia dla najmłodszych", wyskoczyło mi 50 pozycji. Nawet nie wiedziałam, że tyle różnych wydań dla dzieci jest! (Jakoś dotąd znałam 1, może 2 i to raczej dla starszych dzieci  - takich w granicach 8-10 lat).</p>
<p>Przejrzałam pierwszą stronę, coś nawet znalazłam, ale zaczęłam szukać kolejnych. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że... od pozycji 13 wszystkie artykuły są niedostępne!</p>
<p>To podsunęło mi kolejną myśl - kiedyś szukałam w Empiku pewnych książek - 2 i 4 miesiące temu były niedostępne. I nadal są! Jeśli coś, co jest na rynku (jedną z tych książek znalazłam w Merlinie, ale taniej kupiłam w księgarni na Podwalu, wydanie z ub. roku), jest w Empiku przez 4 miesiące niedostępne, to chyba już tego nie będzie...? I ile książek z całej oferty księgarni jest rzeczywiście możliwych do kupienia? 20-30%?</p>
<p>Co więcej, w październiku szukałam ciekawej książki o łowieniu ryb. Na stoisku były chyba 2 (nie mam na myśli książek typu "wędkarstwo w weekend", bo miała być prezentem dla kogoś, kto już długo wędkuje i zna się na tym), ale przecież Empik twierdzi, ze sprowadzą każdą książkę na rynku, jeśli nie ma jej na półce. Na drugi dzień przyszłam z dwoma tytułami książek, które chciałabym kupić, chcąc je zamówić. Ale... zostałam poinformowana, że ponieważ tych książek nie ma w systemie Empiku, to nie mogę ich zamówić. Owszem, każda książka, ale nie każda na rynku, tylko każda w systemie... :(</p>
<p>Kiedyś Empik był dla mnie ulubionym miejscem spędzania czasu - miliony książek, które uwielbiam, odkrywanie nowych tytułów, nowych wydań, itd. W dobie Internetu chyba już takim miejscem nie jest (a szkoda), a po tych ostatnich "odkryciach" jakoś zbladł w moich oczach jeszcze bardziej... (choć czasem i tak zakupy tam zrobię, bo mimo wszystko wybór nadal jest spory ;))</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[ale czy wydawnictwa naukowe (konferencyjne) też będę ogólnodostępne?]]></title>
<link>http://marekopel.wordpress.com/?p=100</link>
<pubDate>Fri, 11 Apr 2008 09:24:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>Marek Kopel</dc:creator>
<guid>http://marekopel.wordpress.com/?p=100</guid>
<description><![CDATA[W stronę wolności - jaroslawlipszyc.salon24.pl
bardzo ciekawe i widać, że przemyślane opinie na]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://jaroslawlipszyc.salon24.pl/69643,index.html">W stronę wolności - jaroslawlipszyc.salon24.pl</a></p>
<p>bardzo ciekawe i widać, że przemyślane opinie na temat analogii zagubienia się wydawców - w erze nowego medium - rynku muzycznego i rynku słowa drukowanego... przy czym wydawnictwa z tego drugiego mają jeszcze szansę :)</p>
<p>"[...] <strong>a co się stanie z wydawcami?</strong></p>
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">– Będą musieli bardzo dokładnie przemyśleć model biznesowy, przestawić się w większym stopniu na usługi dla klienta. Muszą wyciągnąć wnioski z tego, co się stało w branży muzycznej, która moim zdaniem przespała swoją szansę – likwidacja Napstera była gwoździem do trumny dla przemysłu muzycznego. W miejsce jednej scentralizowanej sieci wymiany plików, pojawiły się dziesiątki sieci, nad którymi dziś nie sposób zapanować. [...]"</p>
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">więc wydawnictwa fonograficzne mają już szansę tylko na audio-book'i?</p>
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">i nawet pozwoliłem sobie dodać <a href="http://jaroslawlipszyc.salon24.pl/69643,index.html#comment_1017648">komentarz</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zaległa notka...]]></title>
<link>http://moriakaice.wordpress.com/?p=88</link>
<pubDate>Tue, 08 Apr 2008 21:07:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mori</dc:creator>
<guid>http://moriakaice.wordpress.com/?p=88</guid>
<description><![CDATA[Urodziny Wiśni
Trochę po czasie, ale jak to mówią - lepiej późno niż wcale. Zresztą, wczoraj]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Urodziny Wiśni</strong><br />
Trochę po czasie, ale jak to mówią - lepiej późno niż wcale. Zresztą, wczoraj lub dzisiaj (nigdy nie potrafię rzeczy umieszczać w czasie) Kociak pytał, czy mam zamiar te urodziny opisać... Jak więc widać, zamiar mam, a nawet go realizuję.<br />
Wszystko odbyło się w niedzielę, 30 marca. Ja, jak zwykle, zabrałem się z Przemem (za co serdecznie chciałbym mu podziękować) =] Przyjechaliśmy na miejsce jako pierwsi, a auto Przemo zaparkował jako przedostatni (niestety, żeby być ostatnim musiałby przyjechać po Monice, która spóźniła się pół godziny :D ). Dzięki Bogu, Kinia odwaliła całą robotę z życzeniami, my po prostu dodaliśmy, że wszystkiego najlepszego i takie tam =] Nigdy nie umiałem składać życzeń :/ Potem już mogliśmy się wygodnie rozsiąść na krzesłach i rozpocząć degustację - bo Wiśnia jak zwykle na całym stole mnóstwo jedzenia i picia porozstawiał. Tak więc były winogrona, czipsy (paprykowe, całkiem niezłe, i ponoć serowo-cebulowe - ale wtedy już była Monika, więc nie wiem, czy dobre), dwa rodzaje ciast, paluszki oraz jakieś inne ciastka (tych nie próbowałem). Nie zabrakło również tortu urodzinowego, który był wyśmienity. Gratuluję wykonania, Wiśnia. Do picia oczywiście klasycznie sporo rodzajów Tymbarku oraz Pepsi dla Moniki.<br />
Całość przebiegała w miarę spokojnie - gadaliśmy sobie, Kinia z Żanną wylewały Pepsi, Dominik bawił się laptopem Wiśni... W pewnej jednak chwili Wiśnia stwierdził, że zrobi coś ciepłego do picia. Pech chciał, że zrobił nie jedną, aż trzy herbaty... Chcąc być kulturalnym, pierwszą postawił przed Żanną... I, niechcący, spowodował, że dwie pozostałe ześlizgnęły się z tacki i wylały na biedną Żanię :P O tym, jak bardzo dziewczę ucierpiało niech świadczy fakt, że na podłodze było pełno cukru, za to była praktycznie sucha... Biedna Żanna musiała potem chodzić z białą pianką (do golenia? :P Tak wyglądała!) na rękach i w spódnicy mamy Wiśni (chyba), bo spodnie były mokre. I chociaż całość na pewno nie jest zabawna (a już szczególnie dla Wiśni oraz Żanny) to tylko potwierdza teorię, że Żanna coś zawsze musi zrobić :P<br />
Wiśnia swoim Nikonem zrobił parę zdjęć. Uznał wprawdzie, że za słabe, ale ja stwierdziłem, że mimo wszystko warto je zachować na pamiątkę. Do obejrzenia, jak zwykle, <a href="http://picasaweb.google.com/moriakaice/UrodzinyWisni">na mojej Picasie</a>. Próbowałem coś na szybko poprawić i mam nadzieję, że nie zepsułem bardziej.</p>
<p><strong>Moorhunt</strong><br />
Dzisiaj RiP wrócił do starej sprawy hashy z Moorhunta, popularnego polskiego programu P2M (peer2mail). Już dawno temu obu nas interesowało to, jak są one tworzone i jak się je dekoduje, a że w Internecie jest dostępna open-source'owa linuxowa wersja programu... No cóż, kod w C++ jest dość zawiły (te wszystkie wektory i rzutowanie typów to kompletny bałagan dla kodera PHP, za jakiego się uważam), ale koniec końców korzysta się z dość popularnych funkcji. Dzisiaj razem przeprowadziliśmy zmasowany atak i efektem walk jest <em>Moorhunt upload dehasher</em> (nazwa &#169; by me =]). Okazuje się, że dzięki paru minutom zabawy można wyciągnąć wszystkie dane - nazwę pliku, rozmiar, CRC, ilość segmentów i ich rozmiar, ilość mirrorów i wszystkie dane o nich - a więc loginy i hasła do poszczególnych skrzynek, hasło do ściągania i do edycji... Po prostu wszystko. Całość zawarłem w całkiem ładnej, choć prostej stronie opartej o PHP, z ładnym formularzem do wrzucenia hasha - ale RiPper prosił, żeby nie udostępniać online... Więc nie będę. Zresztą, jak ktoś będzie chciał i ma parę minut, by przeanalizować odpowiedni kod, napisze sam. Cudów nie ma, skomplikowanych funkcji też nie. W trakcie zabawy pojawiają się tylko trzy problemy: zrozumienie znaczenia poszczególnych fragmentów odkodowanego hasha, zamiana heksów na normalne znaczki oraz oznaczenia do poszczególnych skrzynek. Oczywiście w dwóch przypadkach pomoże wygenerowanie sobie w Moorhuncie odpowiednich prostych hashy, dzięki którym zrozumiemy co jest co. Przy heksach warto skorzystać z <a href="http://pl.php.net/manual/en/language.types.type-juggling.php#45062">funkcji zaproponowanych przez jednego z użytkowników manuala PHP</a> (uwaga, nazwy mogą być mylące - według mnie te funkcje powinny być nazwane odwrotnie) - bo są proste i działają (chociaż <em>strlen</em> nie powinien być używany wewnątrz warunku kontrolnego pętli <em>for</em>, ale to już każdy sobie może poprawić - ja to zrobiłem).<br />
No, jestem ciekaw czy ktoś po przeczytaniu tego fragmentu sam spróbuje się zmierzyć z tym problemem i pokona wszelkie trudności. W razie jakichś większych problemów proszę zadawać mi pytania - postaram się odpowiedzieć na wszystkie.</p>
<p><strong>Filmy</strong><br />
Oglądnęliśmy z Kociakiem ostatnio <em>Mechaniczną pomarańczę</em> - film stary, ale ciągle niezły. Mnie nie zainteresował już tak bardzo jak za pierwszym razem, jednak Kociak nigdy nie widział dzieła Kubricka (a że był na naszej małej liście <em>mindfuck'ów</em>...). Jestem ciekaw, jaką ocenę wystawiła - bo film wcale nie jest prosty i trzeba się przyzwyczaić do celowego kiczu, jaki nam Kubrick serwuje.</p>
<p><strong>Książki</strong><br />
Skończywszy wreszcie cykl <em>Eden</em> <a href="http://biblioteka.eksiazki.org/index.php/Harry_Harrison">Harry'ego Harrisona</a> (ciężko, muszę się przyznać, było czytać to fantasy z dinozaurami), bardzo szybko pochłonąłem fascynującego <a href="http://biblioteka.eksiazki.org/index.php/M%C3%B3wca_Umar%C5%82ych"><em>Mówcę Umarłych</em></a> <a href="http://biblioteka.eksiazki.org/index.php/Orson_Scott_Card">Orsona Scotta Carda</a> (chyba była to nawet lepsza książka od <em>Gry Endera</em>) i przeszedłem do <a href="http://biblioteka.eksiazki.org/index.php/Roland"><em>Rolanda</em></a> - pierwszego tomu <a href="http://biblioteka.eksiazki.org/index.php/Mroczna_Wie%C5%BCa_%28cykl%29">Mrocznej Wieży</a> - cyklu fantasy <a href="http://biblioteka.eksiazki.org/index.php/Stephen_King">Stephena Kinga</a> - wstyd bowiem się przyznać, ale wcześniej MW nie czytałem (a jest to cykl, który podoba się tym, którzy zupełnie nie trawią horrorów Kinga, a niektórzy wielbiciele horrorów Stephena zupełnie nie pojmują fascynacji tym cyklem). <em>Roland</em> jest dość nudną książką, bo wiele się tam nie dzieje, King jednak zachwycił mnie mrocznością świata, który poszedł naprzód... Obecnie jestem w trakcie <a href="http://biblioteka.eksiazki.org/index.php/Powo%C5%82anie_tr%C3%B3jki"><em>Powołania trójki</em></a> - tutaj mamy więcej akcji niż w poprzednim tomie, ale jakoś wydarzenia, przynajmniej na razie, wydają się dużo bardziej bezsensowne. Czyżby zatem po pierwszym niezłym tomie czekał mnie drugi, słaby? Boję się tego, chociaż przeczytałem zaledwie 68 z 447 stron. Książkę jednak na pewno doczytam do końca, jak również cały cykl (w domu czeka już pożyczona trzecia część - <em>Ziemie jałowe</em> oraz, jako przerywnik, <em>Machina gnomów</em> Teresy Edgerton (pod redakcją Polkowskiego - tłumacza Pottera). No cóż, przynajmniej nie będę się nudził w czasie jazdy tramwajami czy też na nudnych ćwiczeniach =]</p>
<p><strong>Inne sprawy</strong><br />
W tak zwanym "międzyczasie" na pewno wiele się wydarzyło (np. Azru obchodził urodziny), ale ja o większości takich spraw pozapominałem już - dlatego też nie będę się tu o nich rozpisywał. Mam nadzieję, że wszyscy ludzie i wszystkie sprawy, o których zapomniałem, wybaczą mi ten nietakt - ale tak to już jest, jak piszę raz na jakiś czas, a nie regularnie... Ale motywacji nie umiem ostatnio znaleźć i przeczuwam, że nadchodzi kolejny z okresów marazmu w moim życiu, kiedy to nie będzie mi się chciało robić niczego - pisać skryptów, zajmować się stronami, tworzyć bloga, myśleć nad czymkolwiek, być miłym dla kogokolwiek, starać się i tym podobne... Pozostaje mieć nadzieję, że nie będzie to okres zbyt długi i nie będą się z nim wiązały jakieś bardziej nieprzyjemne konsekwencje...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Świat według Stefana Mellera]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=164</link>
<pubDate>Sun, 06 Apr 2008 22:25:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=164</guid>
<description><![CDATA[ Przed kilkoma dniami pochłonąłem (bo inaczej tego nazwać nie mogę) książkę pt: Świat wedł]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><img class="alignleft" style="float:left;margin:5px;" src="http://merlin.pl/images_product/15/978-83-60336-25-0.jpg" alt="" width="191" height="280" /> Przed kilkoma dniami pochłonąłem (bo inaczej tego nazwać nie mogę) książkę pt: <em>Świat według Mellera</em>. Jest to zapis wspomnień <strong>Stefana Mellera</strong> zebranych podczas rozmów z Michałem Komarem.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Meller" target="_self"><strong> Stefan Meller</strong></a>, historyk, pisarz, polityk, minister spraw zagranicznych, zmarł niestety ledwie doczekawszy pojawienia się swoich wspomnień. Odkryłem go dopiero dzięki tej książce i to odkryłem go jako człowieka oraz historyka. Zawsze wesołego, pogodnego, starającego się przetrzymać liczne przeciwności jakie los rzucał mu pod nogi - czy to oskarżenia i pomówienia w roku 1968, czy to długoletni całkowity zakaz pracy w zawodzie, czy inne przeszkody na życiowej drodze. Stefan Meller, jak dowiadujemy sie z jego wspomnień, nawet w najczarniejszych czasach potrafił się dobrze bawić, robić żarty i żyć... bo co innego miał w sumie robić.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie jest o jednak tylko zapis jego figli i psot.  Znajdujemy w książce wiele wspomnień dotyczących poważnych spraw oraz przemyśleń dojrzałego, doświadczonego mężczyzny. Jest też charakterystyka ówczesnego środowiska inteligencko-historycznego Warszawy, kręgu przyjaciół i znajomych którzy jakoś sobie radzili w tych realiach. Świetne historie z czasów studenckich, interesujące opowieści o legendarnych dziś postaciach - historykach UW,</p>
<p style="text-align:justify;">Książkę czytałem jednym tchem, zarówno dlatego, że jest dobrze napisana (w końcu to wypowiedz człowieka będącego znakomitym mówcą), jak i dlatego że ogromnie wciągnęła mnie jej atmosfera oraz ludzie w niej wspominani. Polecam książkę wszystkim, w szczególności historykom, zaręczam że można zarówno uśmiać się do łez, jak i przeczytać wiele mądrych słów. Ogromnie cieszę się że mogłem poznać tego człowieka.</p>
<p style="text-align:justify;">Poniżej pokuszę się o kilka ciekawych z licznych cytatów jakie wynotowałem sobie ze wspomnień Mellera:</p>
<p style="text-align:justify;">„<em>Po latach kiedy, dojeżdżałem do Białegostoku, była nią [szczepionką przeciwko protekcjonalnemu traktowaniu ludzi z innych środowisk] i samo miasto i ludzie z zupełnie innych środowisk, których tam spotykałem, ale przede wszystkim – pociąg (zwłaszcza osobowy) Warszawa-Białystok. To powinna być właściwie obowiązkowa lekcja dla osób interesujących się polityką i problemami społecznymi: pociąg fenomenalnie weryfikuje wszystkie, nawet teoretycznie nadzwyczaj szlachetne pomysły. Daje dar oglądu rzeczywistości. Nawet jeśli jest to rzeczywistość niekiedy głupia.</em>” s. 43-44</p>
<p style="text-align:justify;">„<em>W Paryżu zorientowałem się, że mam niepokojącą lukę dotyczącą tej epoki: przez rok zaczytywałem się monografiami z dziedziny mediewistyki. Uzupełniałem wykształcenie, bo nagle zrozumiałem, że to takie głupie i prostackie lenistwo i zaniechanie. Każdy historyk musi przez to przejść – bez znajomości średniowiecza nie jest profesjonalistą, niewiele rozumie z tego czym się zajmuje</em>” s. 65</p>
<p style="text-align:justify;">„<em>Kobiecość to nie tylko uroda twarzy , ale także sposób chodzenia, poruszania się, sposób mówienia, cały wdzięk – to bardzo trudno ocenić; klasyczne pytanie „czy pan woli brunetki, czy blondynki: jest pytaniem idiotów do idiotów, bo to nie na tym polega</em>” s. 130-131</p>
<p style="text-align:justify;">i na koniec anegdota przy której zaśmiewałem się do łez :D :</p>
<p style="text-align:justify;">„<em>Historia z profesorem [Stefanem] Kieniewiczem zdarzyła się kiedy Adam szykował się do kolokwium habilitacyjnego. Zadzwoniłem do niego na kilka godzin przed kolokwium i powiedziałem: - Dzień dobry, panie docencie. Na co mi Adam powiedział: - Uspokój się, nie mów do mnie „panie docencie”, bo mi to przyniesie pecha. Po godzinie odbieram telefon. Dzwoni Adam i pyta: - Słuchaj, czy ty dzwoniłeś do mnie? Ja mówię: - Nie, to nie ja. Po drugiej stronie słyszę przerażone: - O, cholera.<br />
- Słuchaj – Mówi Adam – przed chwilą był telefon i ktoś powiedział „Dzień dobry, panie docencie, mówi Stefan” Ja już nie słuchałem dalej, tylko wrzasnąłem – Odpierdol się, przecież już ci mówiłem. I rzuciłem słuchawkę. Byłem przekonany że to ty...<br />
Widocznie musiałem przekonujący w zaprzeczeniach, bo Adam spytał z przerażeniem: - A jak myślisz, kto to mógł być? Czy masz jakiś pomysł? Mówię: - A jak powiedział „Dzień dobry”?. Czy wymawiał poprawnie „r”? Jaki miał głos?<br />
Jednym słowem – wyszło na to, że dzwonił do niego profesor Kieniewicz, zresztą jeden z recenzentów rozprawy habilitacyjnej. Tyle tylko że nie zdążył się do końca przedstawić kiedy usłyszał, że ma się odpierdolić... Adam wpadł w histerię, w końcu było to tuż przed kolokwium.</em>” S. 223-224.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
