<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>krytyka &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/krytyka/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "krytyka"</description>
	<pubDate>Tue, 13 May 2008 18:37:57 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Cracow Shit Festival 2008]]></title>
<link>http://kwkrk.wordpress.com/?p=7</link>
<pubDate>Fri, 02 May 2008 17:15:06 +0000</pubDate>
<dc:creator>KulturalnY</dc:creator>
<guid>http://kwkrk.wordpress.com/?p=7</guid>
<description><![CDATA[&#8220;Jacek Majchrowski Prezydent Miasta Krakowa serdecznie zaprasza na pierwszą edycję CRACOW SC]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>"<em>Jacek Majchrowski Prezydent Miasta Krakowa serdecznie zaprasza na pierwszą edycję CRACOW SCREEN FESTIVAL, która odbędzie się w dniach 2-4 maja w Krakowie</em>"!  Wszyscy czujemy się niezmiernie zaszczyceni! Zwłaszcza, że "<em>Na placach zabytkowego Krakowa - Jana Nowaka Jeziorańskego i Placu Szczepańskim wystąpi szesnastu wykonawców polskich i zagranicznych z kręgu tzw. szeroko pojętej muzyki alternatywnej.</em>" Rzeczywiście, żeby nazwać wszystkich zaproszonych na CSF muzyków twórcami alternatywnymi trzeba użyć bardzo szerokiego pojęcia.</p>
<p>"Gwiazdą" (sic!) festiwalu (na plakatach jego nazwisko pisane jest największa czcionką) ma być Bryan Ferry. Twórca "alternatywnej" muzyki pop, szczególnie popularny w latach 80tych za sprawą singla <a title="Slaves to love na YT" href="http://youtube.com/watch?v=44808Mwb4LU" target="_blank">Slaves to love</a>. W tamtych czasach rzeczywiście mógł być postrzegany jako twórca alternatywny - w końcu z powodzeniem naśladował wokal Davida Bowie i czasem używał syntezowanych beatów!</p>
<p>Kolejną "gwiazdą" krakowskiego Festiwalu Screen jest Underworld. Równie "alternatywny" tandem kompozytorów muzyki oscylującej wokół stylistyki house, techno i pop. Ich najbardziej znany kawałek (<a title="Born Slippy. NUXX na YT" href="http://youtube.com/watch?v=K7Pts7AljZQ" target="_blank">Born Slippy. NUXX</a>) Boyle wykorzystał w swoim genialnym filmie Trainspotting - ot cała historia popularności Underworld.</p>
<p><span class="searchmatch">Kiedy rzucimy okiem na karierę innej "gwiazdy" CSF - Juliette</span> and <span class="searchmatch">the</span> <span class="searchmatch">Licks zrozumiemy wreszcie co organizatorzy mieli na myśli mówiąc o "szeroko pojętej alternatywie"! Po prostu chodzi o "artystów", którym nie udało się nigdy odnieść prawdziwego sukcesu na mainstreamowej scenie muzycznej. Juliette Lewis to naprawdę dobra aktorka jak na Hollywood, ale nawet Grohl nie pomógł jej stworzyć prawdziwego bandu muzycznego.</span></p>
<p>Nie zapominajmy o Mattafixie, który z pewnością zapiszczy nam o życiu w naszym wspaniałym 'wielkim mieście'. Na temat The Raveonettes nie jestem w stanie się wypowiedzieć, ponieważ nigdy nie słyszałem nawet nazwy. Całe szczęście zaprezentuje się też Cirkus, Slut, Krakow i kto wie - w związku z tym faktem może nawet przez chwilę być ciekawie. Doprawdy, festiwal godny Szepańskiego i Jeziorańskiego.</p>
<p>Trudno dobrze odczytać intencje organizatorów, którzy postanowili na tych dwóch małych placykach ustawić w jednym szeregu Muchy i Mattafix, Underworld i Wilki, Cirkus i Smolika. Być może program festiwalu to po prostu efekt nieudanej próby trafienia w gusta dosłownie każdego. Jeśli jednak o to chodziło - czy zamiast Wilków nie lepiej było zaprosić Feel, albo miast Underworld wspaniałego Kalwiego i Remigiusza? A może zwyczajnie przesadzam? Pewnie po prostu przemawia przeze mnie frustracja. Jednak wszyscy którzy odczuwają ją równie intensywnie jak ja na pewno z przyjemnością przyznają mi rację - szkoda pieniędzy na tą szopkę.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[List ojca do syna]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=383</link>
<pubDate>Tue, 11 Mar 2008 05:26:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/?p=383</guid>
<description><![CDATA[
&#8220;OJCIEC ZAPOMINA&#8221; W. Lwingston Larned
&#8220;Posłuchaj, synu! Mówię do ciebie, kiedy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><img src="http://zenforest.wordpress.com/files/2008/03/son.jpg" /></p>
<p><font color="#999999"><span style="font-size:18pt;line-height:115%;">"OJCIEC ZAPOMINA" W. Lwingston Larned</span></font></p>
<p class="MsoNormal"><i><span style="font-size:18pt;line-height:115%;">"Posłuchaj, synu! Mówię do ciebie, kiedy śpisz, z małą łapką skurczoną pod policzkiem i jasnymi lokami przyklejonymi do wilgotnego czoła. Przyszedłem do twojego pokoju z własnej woli. Kilka minut temu, kiedy czytałem w bibliotece gazetę, przetoczyła się przeze mnie dusząca fala wyrzutów sumienia. W poczuciu winy stoję przy twym łóżku.</span></i></p>
<p class="MsoNormal"><i><span style="font-size:18pt;line-height:115%;">Oto, co myślałem, synu. Byłem dla ciebie ciężarem. Zrugałem cię, kiedy szykowałeś się do szkoły, ponieważ ledwie przetarłeś twarz ręcznikiem. Kazałem ci prosić o pozwolenie, byś nie musiał czyścić butów. Krzyknąłem ze złością, gdy upuściłeś coś na podłogę.<br />
<span></span><br />
Przy śniadaniu też wytknąłem ci błąd. Rozlałeś coś. Pospiesznie przełykałeś jedzenie. Zbyt grubo posmarowałeś chleb masłem. A potem, kiedy zacząłeś się bawić, a ja szykowałem się do wyjścia, odwróciłeś się i krzyknąłeś: „Do widzenia, tato!" Spojrzałem na ciebie spod oka i w odpowiedzi powiedziałem jedynie: „Nie garb się!"</span></i>
</p>
<p class="MsoNormal"><i><span style="font-size:18pt;line-height:115%;">Wszystko zaczęło się od nowa późnym popołudniem. Zobaczyłem cię już na drodze. Na klęczkach grałeś w kulki. Miałeś dziurawe skarpety. Upokorzyłem cię przy twoich kolegach, każąc ci maszerować przed sobą do domu. Skarpetki były drogie — gdybyś sam musiał je kupić, bardziej byś o nie dbał! Wyobraź sobie synu, tak pomyślałem.</span></i></p>
<p class="MsoNormal"><i><span style="font-size:18pt;line-height:115%;">Czy pamiętasz, jak później, kiedy czytałem w bibliotece, wszedłeś nieśmiało, z wyrazem bólu w oczach? Kiedy spojrzałem znad gazety, stałeś w drzwiach wahając się, czy wejść. „Czego znów chcesz?" — warknąłem.</span></i></p>
<p class="MsoNormal"><i><span style="font-size:18pt;line-height:115%;">Nie odpowiedziałeś, tylko przebiegłeś przez pokój jak burza i zarzuciłeś mi ręce na szyję, i pocałowałeś mnie, i twoje małe rączki zacisnęły się z uczuciem, które Bóg zaszczepił w twoim sercu i którego nie zabije nawet moje zaniedbanie. A potem już cię nie było — twoje nóżki tupały na schodach.</span></i></p>
<p class="MsoNormal"><i><span style="font-size:18pt;line-height:115%;">Tak, synu, wkrótce potem gazeta wysunęła mi się z rąk i chwycił mnie okropny, chorobliwy strach. Cóż za nałóg mną owładnął? Nałóg wynajdywania błędów i dawania reprymend — tak jakbym zapomniał, że jesteś tylko chłopcem. Ale nie dlatego, że cię nie kocham. To dlatego, że zbyt wiele od dębie wymagałem. Oceniałem cię na miarę moich własnych lat.</span></i></p>
<p class="MsoNormal"><i><span style="font-size:18pt;line-height:115%;">A tyle było w twoim zachowaniu prawdy, dobra i delikatności. Twoje serce jest tak wielkie jak brzask nad wzgórzami. Było to widać, kiedy wbiegłeś, by spontanicznie pocałować mnie na dobranoc. Nic więcej nie liczy się tej nocy, synu. Przyszedłem pod osłoną ciemności do twojej sypialni i klęczę tu zawstydzony!</span></i></p>
<p class="MsoNormal"><i><span style="font-size:18pt;line-height:115%;">To kiepska pokuta. Wiem, że nie zrozumiałbyś tego wszystkiego, gdybym mówił do ciebie za dnia, kiedy nie śpisz. Ale jutro będę prawdziwym tatą! Będę twoim kumplem i będę płakać, gdy ty płaczesz, i śmiać się, gdy ty się śmiejesz. Ugryzę się w język, kiedy przyjdą słowa zniecierpliwienia. Będę wciąż sobie powtarzał jak zaklęcie: „On jest tylko chłopcem, małym chłopcem!"</span></i></p>
<p class="MsoNormal"><i><span style="font-size:18pt;line-height:115%;">Chciałem widzieć w tobie mężczyznę. A jednak teraz, kiedy skulony śpisz na swym posłaniu, widzę, synu, że jesteś wciąż dzieckiem. Jeszcze wczoraj tuliła cię matka, trzymałeś głowę na jej ramieniu. Żądałem zbyt wiele, zbyt wiele."</span></i></p>
<p class="MsoNormal"><i><span style="font-size:18pt;line-height:115%;">Zamiast potępiać ludzi spróbujmy ich zrozumieć. Zastanówmy się, dlaczego robią to, co robią. To o wiele korzystniejsze i bardziej intrygujące niż krytykowanie. To rodzi sympatię, tolerancję i uprzejmość. „Wiedzieć wszystko to wszystko wybaczyć."</span></i></p>
<p class="MsoNormal"><i><span style="font-size:18pt;line-height:115%;">Jak powiedział dr Johnson: „Sam Bóg, proszę pana, nie każe sądzić człowieka aż do końca jego dni."</span></i></p>
<p class="MsoNormal"><i><span style="font-size:18pt;line-height:115%;">Dlaczegóż więc ty czy ja mielibyśmy go sądzić?</span></i></p>
<p><font color="#999999"><span style="font-size:18pt;line-height:115%;">Fragment z  książki  D. Carnegi, "Jak zyskać przyjaciół i zjednać sobie ludzi"</span></font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Krytyka artystyczna]]></title>
<link>http://inspiracje4freeda.wordpress.com/2008/03/09/krytyka-artystyczna/</link>
<pubDate>Sun, 09 Mar 2008 20:47:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>freeda17</dc:creator>
<guid>http://inspiracje4freeda.wordpress.com/2008/03/09/krytyka-artystyczna/</guid>
<description><![CDATA[&#8220;JAK SIĘ DZISIAJ ŻYJE WE WTÓRNYCH MIASTACH, CZYLI KOMU POTRZEBNA JEST KRYTYKA ARTYSTYCZNA]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>"JAK SIĘ DZISIAJ ŻYJE WE WTÓRNYCH MIASTACH, CZYLI KOMU POTRZEBNA JEST KRYTYKA ARTYSTYCZNA"<br />
Piotr Juszkiewicz</p>
<p>W jednej ze swoich książek George Steinem pisał o tzw. wtórnych miastach, w których zamiast bezpośredniego doświadczenia sztuki króluje nawarstwiony nad nimi dyskurs1. Książka ta jest zapewne jednym z najcięższych oskarżeń pod adresem krytyki, rzuconym tym razem w postaci zarysowanej przez autora utopijnej wizji świata, w którym zabronione byłyby powielające się i przysłaniające ostatecznie dzieła komentarze. Wolno by było w owym świecie dowolnie wiele razy wchodzić w kontakt z dziełem sztuki, nie byłoby dozwolone natomiast jego komentowanie na piśmie w postaci na przykład tysięcznego artykułu na temat podświadomości w malarstwie Pollocka</p>
<p>Link:<br />
<a href="http://www.culture.pl/pl/culture/artykuly/es_krytyka_artystyczna"> http://www.culture.pl/pl/culture/artykuly/es_krytyka_artystyczna</a></p>
<p><a href="http://www.culture.pl/pl/culture/artykuly/es_krytyka_artystyczna"><br />
</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czy jesteś tolerancyjny?]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=369</link>
<pubDate>Wed, 05 Mar 2008 21:29:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/?p=369</guid>
<description><![CDATA[
&#8220;Wszystko, co drażni nas w innych  może prowadzić do zrozumienia siebie.&#8221; Carl Jung]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.wordpress.com/files/2008/03/ecstalaeye.jpg" /></p>
<p>"<i><span style="color:black;letter-spacing:0.4pt;">Wszystko, co drażni nas w innych<span>  </span>może prowadzić do </span><span style="color:black;letter-spacing:0.05pt;">zrozumienia siebie."</span></i> <font color="#999999">Carl Jung</font></p>
<p class="MsoNormal" style="background:white none repeat scroll 0 50%;margin-top:25.7pt;text-align:justify;text-indent:14.2pt;line-height:12.95pt;"><span style="color:black;letter-spacing:0.2pt;"></span><span style="color:black;letter-spacing:0.1pt;"> Tolerancja </span><span style="color:black;letter-spacing:0.15pt;">to zewnętrzny wymiar akceptacji - musisz nauczyć się przyj­</span><span style="color:black;letter-spacing:0.05pt;">mować wszystkie cechy innych i pozwolić im być i znajdować wyraz dla własnego człowieczeństwa. Żeby żyć w zgodzie z in­</span><span style="color:black;letter-spacing:0.15pt;">nymi, musisz nauczyć się tolerancji. <b>Tolerancja ucisza ukrytego </b></span><span style="color:black;letter-spacing:0.1pt;"><b>w twoim umyśle wewnętrznego krytyka</b>, dzięki temu możesz </span><span style="color:black;letter-spacing:0.15pt;">kierować się zasadą „żyj i pozwól żyć innym".</span></p>
<p class="MsoNormal" style="background:white none repeat scroll 0 50%;text-align:justify;text-indent:14.2pt;line-height:12.95pt;"><span style="color:black;letter-spacing:0.1pt;">Pewnego dnia, a miałam wtedy szesnaście lat, szłam 57 Ulicą </span><span style="color:black;letter-spacing:0.05pt;">w Nowym Jorku. Wówczas po raz pierwszy w życiu uświadomi­</span><span style="color:black;">łam sobie nagle, ze jakiś głos w głowie przemawia do mnie. <span style="letter-spacing:0.1pt;">Przypominało to nieustanny komentarz na temat każdego, kto </span><span style="letter-spacing:-0.1pt;">znalazł się w moim polu widzenia. <b>Głos bez ustanku przekazywał </b></span><span style="letter-spacing:0.1pt;"><b>swoje wrażenia, najczęściej niepochlebne</b> Zdałam sobie sprawę, </span><span style="letter-spacing:0.05pt;">ze potrafię odnieść się krytycznie do każdej mijanej osoby. Na­stępnie przyszła mi do głowy myśl „Czy to nie zdumiewające? </span><span style="letter-spacing:0.2pt;">Jestem chyba jedyną doskonałą osobą na świecie, bo wszyscy </span><span style="letter-spacing:0.1pt;">mają jakieś negatywne cechy".</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="background:white none repeat scroll 0 50%;text-align:justify;text-indent:14.2pt;line-height:12.95pt;"><span style="color:black;letter-spacing:0.1pt;">Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, jak śmiesznie to brzmi, </span><span style="color:black;letter-spacing:0.25pt;">przyszło mi do głowy, ze być może moje oceny przechodniów </span><span style="color:black;letter-spacing:-0.15pt;">są odzwierciedleniem mnie samej i nie mają nic wspólnego z obiek</span><span style="color:black;letter-spacing:0.1pt;">tywną rzeczywistością. Zaczęłam rozumieć, że to, jak ich po­</span><span style="color:black;">strzegam, mówi więcej o mnie niż o nich. Uświadomiłam sobie <span style="letter-spacing:0.1pt;">również, że <b>prawdopodobnie oceniałam wszystkich tak surowo by samej poczuć się lepiej</b>. Postrzegając ich jako zbyt otyłych, </span><span style="letter-spacing:-0.05pt;">niskich czy dziwacznie ubranych, uważałam siebie przez porów­</span><span style="letter-spacing:-0.1pt;">nanie za szczuplejszą, wyższą i modniej ubraną. Moja nietolerancja </span><span style="letter-spacing:0.15pt;">we własnym pojęciu gwarantowała mi poczucie wyższości.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="background:white none repeat scroll 0 50%;text-align:justify;text-indent:14.2pt;line-height:12.95pt;"><span style="color:black;letter-spacing:0.4pt;">W głębi duszy wiedziałam, ze <b>krytyka innych pomaga po</b></span><span style="color:black;letter-spacing:-0.1pt;"><b>krywać własne niedostatki</b> i rekompensuje poczucie braku bez­</span><span style="color:black;letter-spacing:-0.05pt;">pieczeństwa. Postanowiłam przeanalizować każdą ocenę usłyszaną </span><span style="color:black;letter-spacing:0.2pt;">w głowie i potraktować ją jako <u>zwierciadło odbijające ukrytą </u></span><span style="color:black;letter-spacing:-0.05pt;"><u>część własnej natury</u>. Odkryłam, ze potrafię zaakceptować tylko </span><span style="color:black;letter-spacing:0.05pt;">nielicznych ludzi. Ponieważ rzadko nawiązywałam kontakty z ludźmi odmiennymi </span><span style="color:black;letter-spacing:-0.05pt;">od siebie, doprowadziłam do własnego wyobcowania. Od tamtego </span><span style="color:black;letter-spacing:0.25pt;">dnia traktowałam każdą ocenę jako szansę poszerzenia wiedzy </span><span style="color:black;letter-spacing:0.05pt;">o sobie.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="background:white none repeat scroll 0 50%;text-align:justify;text-indent:14.2pt;line-height:12.95pt;"><span style="color:black;letter-spacing:-0.05pt;">Dokonanie tej przemiany oznaczało, ze muszę przestać oceniać </span><span style="color:black;letter-spacing:0.05pt;">świat. Rezygnacja z pełnego nietolerancji przekonania o własnej </span><span style="color:black;letter-spacing:-0.05pt;">racji sprawiła, ze nie mogę już automatycznie uznawać siebie za </span><span style="color:black;letter-spacing:-0.1pt;">lepszą od innych, a w rezultacie musiałam przyjrzeć się uważniej </span><span style="color:black;letter-spacing:0.1pt;">własnym wadom.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="background:white none repeat scroll 0 50%;text-align:justify;text-indent:14.2pt;line-height:12.95pt;"><span style="color:black;letter-spacing:-0.15pt;">Ostatnio byłam na służbowym obiedzie z mężczyzną, który miał </span><span style="color:black;letter-spacing:0.05pt;">złe maniery przy stole. W pierwszym odruchu chciałam uznać go </span><span style="color:black;letter-spacing:-0.1pt;">za nieprzyzwoitego, a jego maniery za odrażające. Kiedy zauważy­</span><span style="color:black;">łam, że go oceniam, przerwałam i zapytałam siebie, co czuję. <span style="letter-spacing:-0.05pt;">Odkryłam, że było mi wstyd, iż ludzie widzą mnie z kimś, kto żuje </span><span style="letter-spacing:0.2pt;">z otwartymi ustami i głośno wyciera nos w serwetę. Zdumiało </span><span style="letter-spacing:0.15pt;">mnie to, jak wielką wagę przywiązuję do tego, jak postrzegają </span><span style="letter-spacing:-0.1pt;">mnie goście w restauracji. Musiałam świadomie zmienić perspekty</span><span style="letter-spacing:0.15pt;">wę - <b>nie postrzegać sytuacji jako związanej z tym mężczyzną, </b></span><span style="letter-spacing:0.05pt;"><b>tylko ze mną</b> i moim zawstydzeniem. To pozwoliło mi potrakto­</span><span style="letter-spacing:-0.15pt;">wać zachowanie tego człowieka jak <u>zwierciadło,</u> w którym mogłam </span><span style="letter-spacing:-0.1pt;">dostrzec własny brak poczucia bezpieczeństwa związany z tym, ze </span><span style="letter-spacing:0.15pt;">jestem widziana z kimś tak dalece odbiegającym od normy.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="background:white none repeat scroll 0 50%;text-align:justify;text-indent:14.2pt;line-height:12.95pt;"><span style="color:black;letter-spacing:0.35pt;">Ostatecznym celem dokonania takiej zmiany perspektywy </span><span style="color:black;">w postrzeganiu i nauczeniu się tolerancji jest powiedzenie sobie <span style="letter-spacing:0.15pt;">„No i co z tego, ze ktoś jest taki to a taki" i odzyskanie dzięki </span><span style="letter-spacing:0.1pt;">temu władzy. Gdyby mężczyzna, z którym jadłam obiad, nadal </span>budził mój wstręt, <u>miałby nade mną władzę</u>.<u> Pozwoliłabym, żeby jego zachowanie wyznaczało moje uczucia.</u> Uświadamiając sobie, ż<span style="letter-spacing:0.25pt;">e moja ocena jego osoby odnosiła się pod każdym względem </span>do mnie, zneutralizowałam wpływ, jaki miały na mnie jego ma­<span style="letter-spacing:0.1pt;">niery, i odzyskałam władzę. </span><br />
Kiedy kogoś nie tolerujesz, zapytaj siebie „<b>Jakie uczucie, któr</b><span style="letter-spacing:0.15pt;"><b>ego nie chcę doznać, kryje się pod tą oceną?</b>" Może to być </span><span style="letter-spacing:0.05pt;">przykrość, zażenowanie, brak poczucia bezpieczeństwa, lęk lub </span><span style="letter-spacing:0.25pt;">jakieś inne negatywne uczucie, które ta osoba w tobie budzi. </span><span style="letter-spacing:-0.05pt;">Skup się na doświadczeniu tego uczucia, aby nietolerancja zniknęła </span><span style="letter-spacing:0.5pt;">i abyś mógł przyjąć zarówno własne emocje i działania, jak </span><span style="letter-spacing:0.1pt;">i zachowanie ocenianej osoby.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="background:white none repeat scroll 0 50%;text-align:justify;text-indent:14.2pt;line-height:12.95pt;"><b><span style="color:black;letter-spacing:-0.15pt;">Pamiętaj, że twoja negatywna ocena drugiego człowieka nie chroni cię przed </span></b><span style="color:black;letter-spacing:0.3pt;"><b>powielaniem jego niedociągnięć. </b><br />
Fakt, że uznałam mężczyznę </span><span style="color:black;letter-spacing:-0.1pt;">z którym jadłam obiad, za nieprzyzwoitego, nie chronił mnie przed </span><span style="color:black;">zachowywaniem się lub wyglądaniem jak on, podobnie okazanie <span style="letter-spacing:0.3pt;">mu tolerancji nie sprawi,<i> ż</i>e zacznę nagle przeżuwać jedzenie </span><span style="letter-spacing:-0.05pt;">z otwartymi ustami.<br />
Bez względu na surowość ocen i nieprzejedna</span><span style="letter-spacing:0.15pt;">nie nietolerancji, nie chronią one przed niczym ... poza miłością.</p>
<p><i>Cherie Carter-Scott - Jesli zycie jest gra oto jej reguly</i></span></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[wp.pl schodzi na psy i podobno Linux jest gorszy od Windowsa!]]></title>
<link>http://bumped.wordpress.com/?p=8</link>
<pubDate>Sat, 01 Mar 2008 09:58:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>bumped</dc:creator>
<guid>http://bumped.wordpress.com/?p=8</guid>
<description><![CDATA[No i jak tu sie nie wkurwic w sobotni poranek!? Nie dosc, ze pada deszcz, to jeszcze taki news na wp]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>No i jak tu sie nie wkurwic w sobotni poranek!? Nie dosc, ze pada deszcz, to jeszcze taki news na wp.pl: <a href="http://www.wp.pl/r/Dc314">Windows lepszy od Linuxa i Unix</a> (ze str glownej). Tak zanim zaczne komentowac newsa, to zaczne od samego wp.pl. Mianowicie serwis ten schodzi kompletnie na psy, szczegolnie jesli chodzi o newsy o technologii. Czesto tytuly sa takie szokujace niby, zeby zmusic uzytkownika do klikniecia. Czesto sa bledy. Panowie eksperci pisza Linuks, nie Linux (! zdarzylo sie pare razy, mozecie sobie archiwum informacji sprawdzic). Zal dupe sciska.</p>
<p>Przechodzac do serwerow, to nie wiem wogole, kto o zdrowym rozsadku instaluje windowsa na serwerze?! Rozumiem jesli chodzi o asp.. jeszcze da sie przebolec, lub niezbedne aplikacje. Tez przezyje. I wogole nie wierze w to, ze Windows Server 2008 bedzie lepszy, szybszy, wydajniejszy, bezpieczniejszy... Problem w tym, ze na linuxie mozna miec o niebo lepsze efekty niz na macu i viscie razem wzietych... i na dodatek zuzyje mniej zasobow komputera. Ostatnio kupujac nowy serwer, mialem mozliwosc zainstalowania windowsa 2003 na serwerze.. mysle czemu nie sprobowac, na pewno RDC bedzie wygodniejsze od ssh, uTorrent po WebUI, itp. Ale co sie okazalo? Oczywiscie chcialem wszystko uruchomic bezpiecznie, tj. przynajmniej ukrycie dyskow, ograniczenia dla usera z apache'm, itp itd. Windows okazal sie ssac palke przy Linuxie. Po pierwsze dysk wysiadal przy maxymalnym pobieraniu na torrentach (co na linuxie sie nie zdarzylo nigdy), apache ssal wacka, bo albo nie mozna bylo go uruchomic, albo sie wieszal. Pomyslalem, postawie wszystko na ISS.. problem w tym, ze nie wiadomo czy nie ma jakichs priv8 sploitow na ISS, dlatego tez odpuscilem sobie zabawe z Windowsem, i powrocilem do kochanego Linux'a. Wszystko jedzie na Open Source, nic nie muli, nie ma zadnych problemow. Szczerze to kiedys myslalem (tak, bylem kiedys mlody), ze Linux to jest dopiero cos trudnego do opanowania. Teraz okazuje sie, ze Linux przy Windowsie to pestka. Bezpieczenstwo, wydajnosc, latwosc konfiguracji pod reka.</p>
<p>Dlatego tez nie rozumiem, dlaczego wieksze strony przenosza sie z Linux'a na Windowsa. Tzn wiem, chodzi o reklame, z czego przychodza pieniadze. Ale gdyby mi oferowano nawet dobra stawke, i tak zostalbym przy Linuxie.</p>
<p>Wolnosc wyboru.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jak prowadzić dyskusje?]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=336</link>
<pubDate>Sun, 17 Feb 2008 19:11:23 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/?p=336</guid>
<description><![CDATA[
- Nie reaguj instynktownie. 
Naszą pierwszą naturalną reakcją w przypadku zaistnienia różnicy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.wordpress.com/files/2008/02/dyskusja.jpg" /></p>
<p>- <b>Nie reaguj instynktownie. </b><br />
Naszą pierwszą naturalną reakcją w przypadku zaistnienia różnicy poglądów jest <b>chęć obrony własnego zdania</b>.<br />
<b>Bądź uważny</b>. Zachowaj spokój i kontroluj swoją pierwszą reakcję. Może ona być najgorsza, a nie najlepsza z możliwych.<br />
<b><br />
- Pohamuj swój temperament.</b><br />
Pamiętaj, że klasę człowieka można mierzyć tym, co wyprowadza go z równowagi.<br />
Najpierw słuchaj. Daj oponentowi szansę wygadania się. Pozwól mu skończyć. <b>Nie przerywaj i nie protestuj</b>. To tylko wznosi bariery. Próbuj budować mosty porozumienia. Nie stawiaj kolejnych przeszkód na drodze do niego.</p>
<p>- <b>Szukaj punktów wspólnych.</b><br />
Kiedy już wysłuchasz oponenta, skup się na tych zagadnieniach, w których się z nim zgadzasz. Bądź uczciwy. <b>Spróbuj znaleźć punkty, w których możesz przyznać się do błędu, i zrób to</b>. Pomoże ci to rozbroić rozmówcę i zmniejszyć jego zacietrzewienie.</p>
<p>- <b>Radośnie witaj różnicę zdań. </b><br />
Pamiętaj stare powiedzenie: „Jeśli dwaj partnerzy zawsze się zgadzają, jest o jednego za dużo." Jeśli jest jakiś aspekt sprawy, o którym wcześniej nie myślałeś, dobrze się zastanów, kiedy zwrócisz na to uwagę. Być może ta właśnie różnica zdań stanowi dla ciebie okazję do poprawienia się, zanim popełnisz jakiś poważniejszy błąd.</p>
<p>- <b>Obiecaj oponentowi, ze przemyślisz jego pogląd</b> i dokładnie go przeanalizujesz. I faktycznie to zrób. Twój rozmówca może przecież mieć rację. Jest o wiele łatwiej zgodzić się na ponowne przemyślenie argumentów rozmówcy niż gwałtownie przeć do przodu i doprowadzić do sytuacji, w której będziesz musiał usłyszeć: „Próbowałem przecież ci to powiedzieć, ale nie słuchałeś."</p>
<p>- <b>Szczerze podziękuj oponentowi za rozmowę.</b><br />
Kto poświęca swój czas na wdawanie się w dyskusje z tobą, interesuje się tym samym co ty. Myśl więc o nim jak o kimś, kto naprawdę chce ci pomóc, a być może uda ci się zmienić przeciwnika w przyjaciela.</p>
<p>- <b>Daj sobie i oponentowi czas na dokładne przemyślenie sprawy.</b><br />
Zaproponuj odbycie kolejnego spotkania później lub następnego dnia, abyście mieli szansę zastanowić się nad absolutnie wszystkimi faktami. A przygotowując się do tego spotkania, zadaj sobie kilka trudnych pytań:<br />
: Czy mój mówca miał całkowitą rację? Tylko częściowo? Czy w jego sposobie argumentacji jest racja? Czy moja reakcja rozwiąże problem, czy po prostu przyniesie frustrację? Czy moja reakcja odepchnie ode mnie rozmówcę, czy też nas zbliży? Czy pomoże mi to powiększyć uznanie, jakim cieszę się u ludzi? Wygram, czy przegram?<br />
<b>I jaką cenę będę musiał zapłacić za zwycięstwo?</b> Czy nieporozumienie rozwinie się, jeśli nie będę nic mówił? Czy ta trudna sytuacja stanowi dla mnie szansę?<br />
<font color="#ffffff">czas. ------------------------------------------</font><font color="#808080">Czytaj Dalej :</font> <!--more--><b><br />
</b> Słynny tenor Jan Peerce po niemal 50 latach małżeństwa powiedział: „Wraz z żoną dawno temu zawarliśmy układ i dotrzymujemy go bez względu na to, jak bardzo się wzajemnie zdenerwujemy. Kiedy jedno krzyczy, drugie powinno słuchać — ponieważ jeśli krzyczy dwoje na raz, nie może być mowy o jakimkolwiek porozumieniu. Jest wtedy tylko hałas."</p>
<p><font color="#000000">Możesz zasugerować komuś, że jest w błędzie tonem głosu lub wyrazem twarzy równie dobrze jak za pomocą stów.<br />
A jeśli powiesz komuś, że się myli, czy sądzisz, że zgodzi się z tobą? Nigdy! Ponieważ wymierzasz mu w ten sposób silny cios; kwestionujesz jego inteligencję, sądy i przekonania, burzysz dumę i szacunek, jaki dla siebie żywi.<br />
<b> A to musi spowodować chęć odwetu</b>. Nigdy jednak nie nakłoni go do zmiany zdania. Nie pomoże ci nawet logika Platona czy Kanta, ponieważ zraniłeś jego uczucia.<br />
Nigdy nie zaczynaj rozmowy od stwierdzenia:<br />
„Mam zamiar udowodnić ci to i to." To bardzo zły wstęp. Równie dobrze mógłbyś powiedzieć: „Jestem od ciebie bystrzejszy. I powiem ci kilka rzeczy, abyś wreszcie zmienił zdanie."<br />
To wyzwanie. Budzi sprzeciw i powoduje, że rozmówca chce stoczyć z tobą bitwę do upadłego<br />
Czasem zmieniamy zdanie sami z siebie bez żadnego nacisku. Jednak jeśli ktoś mówi nam, że nie mamy racji, powoduje, że <b>nasze serca stają się twarde</b>.<br />
<u> - Jesteśmy nieprawdopodobnie wręcz niedbali w kształtowaniu naszych przekonań, ale w momencie, kiedy ktokolwiek chce nam je zabrać, natychmiast wypełnia nas niezłomna wiara w ich słuszność.</u></font></p>
<p><font color="#000000">Czytałem <b>bajkę o słońcu i wietrze.</b><br />
Kłócili się ze sobą o to, kto jest silniejszy. Wiatr powiedział: „Widzisz tego starego człowieka w płaszczu? Założę się, że potrafię zedrzeć z niego ten płaszcz szybciej niż ty."<br />
Słońce schowało się więc za chmurami, a wiatr zaczął wiać mocniej i mocniej, aż wreszcie przybrał siłę huraganu. Jednak im mocniej wiał, tym bardziej starzec otulał się płaszczem.<br />
Wreszcie wiatr zrezygnował i ucichł. Wtedy słońce wyszło zza chmur i uśmiechnęło się przyjaźnie do człowieka. Natychmiast otarł czoło i zdjął płaszcz. Słońce udowodniło wiatrowi, że <b>delikatność i przyjazne podejście są zawsze silniejsze niż furia i siła</b>.<br />
<i><br />
Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi - DALE CARNAGIE</i></font></p>
<p class="MsoNormal"><b><font color="#ff0000"> </font></b></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czy warto się kłócić?]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=302</link>
<pubDate>Sat, 09 Feb 2008 03:27:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/?p=302</guid>
<description><![CDATA[
Krótko po zakończeniu I wojny światowej pewnej nocy w Londynie nauczyłem się bezcennej rzeczy.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.wordpress.com/files/2008/02/eona4.jpg" /></p>
<p>Krótko po zakończeniu I wojny światowej pewnej nocy w Londynie nauczyłem się bezcennej rzeczy.<br />
Pewnego wieczoru byłem na bankiecie wydanym ma cześć sir Rossa Smitha. Człowiek siedzący podczas kolacji tuż obok mnie opowiedział mi zabawną historyjkę, która opierała się na pewnym cytacie.<br />
Rozmówca wspomniał, że jest to cytat z Bibii. Był w błędzie. Wiedziałem o tym. Wiedziałem na pewno.<br />
Nie było co do tego najmniejszej wątpliwości. Tak więc, aby podnieść swoje poczucie ważności i okazać swoją wyższość, postanowiłem stworzyć spontaniczny i nie chciany jednoosobowy komitet, który miał wyprowadzić go z błędu.<br />
On jednak zaczął się bronić. Co? Z Szekspira? Niemożliwe! Bzdura! To cytat z Biblii. On to wie na pewno.<br />
Ów gawędziarz siedział po mojej prawej stronie, z lewej zaś miałem starego przyjaciela Franka Gammonda, który lata całe poświęcił na studiowanie Szekspira. Tak więc wraz z rozmówcą zgodziłem się, że spór rozstrzygnie pan Gammond. Ten wysłuchał nas, po czym kopnął mnie pod stołem i powiedział:<br />
— „Nie masz racji. Dale. Ten pan ma słuszność. Cytat pochodzi z Biblii."<br />
Wracając z nim do domu powiedziałem Gammondowi:<br />
— Frank, przecież wiesz, że to było z Szekspira.<br />
— Oczywiście — odpowiedział — Hamlet, akt 5, scena 2. Ale byliśmy na przyjęciu, drogi Dale. Po co udowadniać jednemu z gości, że się myli? Czy to sprawi, że cie polubi? Czy nie lepiej pozwolić mu zachować twarz? Nie pytał cię o zdanie. Wcale go ono nie interesowało. Po cóż więc się z nim spierać? Unikaj zawsze stawiania sprawy na ostrzu noża.</p>
<p>Powiedział mi coś, czego nigdy nie zapomnę....</p>
<p><font color="#ffffff">-------------------------------------------</font><font color="#808080">Czytaj Dalej :</font> <!--more-->Przecież postawiłem w niezręcznej sytuacji nie tylko rozmówcę, z którym się kłóciłem, ale również swojego przyjaciela. O ileż lepiej byłoby, gdybym nie zaczął udowadniać swojej racji.<br />
Była to bardzo potrzebna nauczka, ponieważ zwykle nie dawałem się pokonać w dyspucie. W młodości kłóciłem się z bratem o każdą rzecz pod słońcem. Studiowałem logikę i argumentację, a następnie oddałem się nieskończonym sporom. Wszystko kazałem sobie udowadniać i gotów byłem polemizować nawet z faktem, że urodziłem się w Missouri. Później wykładałem sztukę prowadzenia debat i argumentowania w Nowym Jorku. Wstyd się przyznać — chciałem nawet napisać na ten temat książkę. Od tamtego wieczoru też obserwowałem i uczestniczyłem w niezliczonych sporach i dyskusjach. Ze wszystkich tych obserwacji płynie wniosek, że jest tylko jeden sposób, w jaki możemy zwyciężyć w kłótni, a mianowicie trzeba jej unikać. Unikać jak grzechotnika i trzęsienia ziemi.<br />
<b>W dziewięciu przypadkach na dziesięć spór kończy się tym, że każda ze stron przekonana jest bardziej niż kiedykolwiek o własnej racji.</b></p>
<h3>Kłótnia jest zawsze twoją przegraną.</h3>
<p>Dlaczego?<br />
Ponieważ jeśli przegrasz, to przegrałeś, a jeśli wygrasz, to i tak przegrałeś.<br />
Przypuśćmy, że zatriumfujesz nad innym człowiekiem, obracając w gruzy wszystkie jego argumenty.<br />
Udowodnisz mu, że jest non compos mentis. l co wtedy?<br />
<b>Ty poczujesz się świetnie. </b>A twój rozmówca? Pokażesz mu jego niższość, zranisz jego dumę i spowodujesz, że obrazi się za twoje zwycięstwo. Poza tym — "Kto poległ w kłótni wbrew swej woli, Opinii swojej nie odstoi."</p>
<p>Stary mądry Ben Franklin mawiał:<br />
<b>"Jeśli wdajesz się w spory, dyskusje i kłótnie, możesz czasem osiągnąć zwycięstwo. Ale będzie to zwycięstwo próżne, ponieważ nigdy nie pozyskasz dobrej woli swojego oponenta."</b><br />
Zastanów się więc nad tym, co wolałbyś uzyskać:<br />
teatralne zwycięstwo w akademickiej dyskusji czy przychylność rozmówcy?<br />
Rzadko da się osiągnąć i jedno, i drugie.<br />
Bostońska gazeta „Transcript" zamieściła kiedyś następującą, kiepską zresztą rymowankę:<br />
"Tu spoczywa na wieki człowiek ten niebogi, Co zginął, dowodząc słuszności swej drogi<br />
Miał śmiertelną rację, kiedy po niej pędził, A teraz jest martwy, jak niegdyś był w błędzie."</p>
<p>Możesz mieć stuprocentową rację, ale wszystkie twoje wysiłki, by nakłonić rozmówcę do zmiany jego zdania, będą tak bezowocne, jakbyś jej nie miał.<br />
Konsultant do spraw podatku dochodowego Frederick S. Parsons całą godzinę dyskutował z pewnym rządowym inspektorem skarbowym. Chodziło o 9 tysięcy dolarów. Pan Parsons twierdził, że te pieniądze stanowią wieczysty dług i w rzeczywistości nie da się ich ściągnąć. „Co takiego? Wieczysty dług? O nie, to musi być wpłacone" — krzyczał inspektor.<br />
„Facet był zimny, arogancki i uparty — opowiadał pan Parsons na jednym z kursów. — Nie przemawiały do niego ani fakty, ani logiczna argumentacja. Im dłużej się kłócił, tym bardziej stawał się uparty, <b>postanowiłem więc zaprzestać dyskusji, zmienić temat i wyrazić mu za coś uznanie.</b><br />
Powiedziałem więc: «Sądzę, że to bardzo drobna sprawa w porównaniu z tymi naprawdę ważnymi i trudnymi decyzjami, jakich wymaga od pana pańska praca. Sam uczyłem się przecież przepisów podatkowych, ale ja czerpałem wiedzę z podręczników. Pańska wiedza bierze się z doświadczenia. Czasem żałuję, że nie mam pracy takiej jak pańska. Wiele by mi to dało.» I nie mówiłem ot, tak sobie. Naprawdę tak myślałem.<br />
I co się stało? Inspektor wyprostował się w fotelu, rozparł wygodnie i przez dłuższy czas mówił o swojej pracy i sprytnych przestępstwach podatkowych, które udało mu się wykryć. Jego głos stopniowo stawał się przyjacielski, aż wreszcie zaczął opowiadać o swoich dzieciach. Wychodząc powiedział mi, że rozważy moją sprawę jeszcze raz i powiadomi mnie o decyzji za kilka dni.</p>
<p>Zaszedł do mojego biura trzy dni później i poinformował, że zdecydował się wypełnić formularz podatkowy dokładnie tak, jak mu go przygotowałem."<br />
Inspektor ten przejawiał jedną z najpowszechniejszych ludzkich słabości. <b>Pożądał poczucia ważności.</b> Dopóki pan Parsons się z nim spierał, zaspokajał tę potrzebę, potwierdzając krzykiem swój autorytet.<br />
Gdy tylko jego żądza poczucia ważności została zaspokojona inaczej i mógł pochwalić się swoimi osiągnięciami, stał się wyrozumiały i uprzejmy.<br />
Budda powiedział: „Nienawiści nigdy nie pokonasz nienawiścią, lecz miłością." A nieporozumienia nigdy nie wyjaśni się w sporze, lecz tylko dzięki taktowi, dyplomacji, załagodzeniu i szczerej chęć zrozumienia punktu widzenia drugich.</p>
<h2><font color="#000000">Inni też są ważni</font></h2>
<h1><img src="http://zenforest.wordpress.com/files/2008/02/kolorwi2.jpg" /></h1>
<p>Czekałem w kolejce do okienka z listami poleconymi na poczcie przy rogu 33 ulicy i 8 alei w Nowym Jorku. Zauważyłem, że urzędnik w okienku jest bardzo znudzony: waży koperty, wyjmuje znaczki, wydaje resztę, wypisuje pokwitowania — monotonna praca przez całe lata. Pomyślałem więc:<br />
„Spróbuję sprawić, by ten urzędnik mnie polubił. Oczywiście, aby to osiągnąć, muszę powiedzieć mu coś miłego o nim, a nie o mnie. Co takiego mogę w nim naprawdę podziwiać?"<br />
<b>Czasem trudno odpowiedzieć na takie pytanie, zwłaszcza gdy idzie o nieznajomych</b>. W tym konkretnym przypadku odpowiedź okazała się prosta. Natychmiast zauważyłem coś, co wzbudziło mój bezgraniczny podziw.<br />
— Żałuję, że nie mam takich włosów jak pan — powiedziałem, gdy ważył kopertę.<br />
Spojrzał na mnie zdumiony, ale jego twarz rozjaśnił uśmiech.<br />
— Kiedyś były ładniejsze — zauważył skromnie.<br />
Zapewniłem go, że nawet jeśli utraciły część swojego blasku, dalej są wspaniałe. Widać było, że jest mu przyjemnie. Przez chwilę prowadziliśmy sympatyczną rozmowę; gdy odchodziłem, powiedział:<br />
— Moje włosy podobają się wielu ludziom.<br />
Założę się, że człowiek ten wychodził wtedy z pracy jak na skrzydłach. Założę się, że jak tylko dotarł do domu, powiedział o tym swojej żonie. Założę się, że stanął przed lustrem i powiedział:<br />
„Tak, mam wspaniałe włosy."<br />
Kiedyś opowiedziałem tę historyjkę publicznie. Natychmiast jakiś mężczyzna zadał mi pytanie: „A czego pan od niego potrzebował?"<br />
Czego potrzebowałem od niego! Co chciałem od niego dostać!?<br />
<b>Jeśli jesteś tek przerażająco pusty, że nie możesz posłać komuś jednego promyka szczęścia i odrobiny szczerego uznania nie oczekując niczego w zamian, jeśli twoje serce nie jest większe od kwaśnego, dzikiego jabłka/ to spotka cię ze wszech miar zasłużone niepowodzenie.</b><br />
Ależ tak, chciałem coś dostać od tego faceta! Coś bezcennego! I dostałem.<br />
Poczucie, że zrobiłem dla niego coś, za co on nie musiał mi się odwdzięczać. A jest to uczucie, które świeci jasno w naszej pamięci jeszcze bardzo długo!</p>
<p>Jest jedno niezmiernie ważne prawo ludzkiego zachowania.<br />
Jeśli postępujemy zgodnie z nim, nie powinniśmy nigdy mieć kłopotów.<br />
Przestrzeganie tego prawa przyniesie nam liczne grono przyjaciół i szczęście.<br />
A każdy przypadek złamania go postawi nas przed kłopotami ciągnącymi się w nieskończoność. Prawo to mówi: <b>Zawsze sprawiaj, by inny człowiek czuł się ważny. </b><br />
Jak już pisałem, John Dewey powiedział, że żądza bycia ważnym jest najgłębszą potrzebą natury ludzkiej. A William James powiedział: „Najsilniejszą potrzebą ludzkiej natury jest pożądanie uznania."</p>
<p>Filozofowie od tysięcy lat spekulują na temat reguł rządzących stosunkami między ludźmi i z całej tej debaty wynika jedna tylko nauka. Nie jest nowa. Przeciwnie, jest stara jak świat.<br />
Zaratustra mówił o niej swoim zwolennikom w Persji JUŻ dwa i pół tysiąca lat temu.<br />
Dwadzieścia cztery wieki temu nauczał w Chinach zasady „szu" Konfucjusz.<br />
Twórca taoizmu LaoTse uczył jej swoich uczniów w Dolinie Han.<br />
Pięćset lat przed Chrystusem Budda mówił o niej na brzegach świętego Gangesu.<br />
Święte księgi hinduizmu wspominały o niej tysiąc lat wcześniej.<br />
Dziewiętnaście wieków temu Jezus mówił o niej pośród skalistych pagórków Judei.<br />
Właśnie Jezus wyraził ją jednym zdaniem, które jest prawdopodobnie najważniejszą zasadą na świecie:<b> czyń innym tak, jakbyś chciał, by czynili tobie.<br />
</b><br />
<b>Chcesz akceptacji tych wszystkich, z którymi się kontaktujesz. </b><br />
Chcesz uznania dla twojej prawdziwej wartości. Tęsknisz za poczuciem, że jesteś naprawdę ważny w swoim małym świecie. Nie chcesz słyszeć tanich komplementów, ale pragniesz przecież wyrazów szczerego uznania. Chcesz, aby twoi przyjaciele i współpracownicy — jak określił Charles Schwab — „aprobowali cie z całą serdecznością i nie szczędzili pochwał". Każdy z nas tego chce.<br />
Stosujmy więc Złotą Regułę i czyńmy innym tylko to, co chcielibyśmy, aby oni nam czynili.<br />
<b>Jak? Kiedy? Dlaczego? Odpowiedź brzmi: Zawsze i wszędzie.</b></p>
<p>Ze stosowaniem filozofii doceniania innych nie musisz czekać, aż zostaniesz ambasadorem Francji albo przewodniczącym komitetu organizacyjnego jakiejś uroczystości. Może ona czynić dla dębie cuda na co dzień.<br />
Jeśli na przykład kelnerka przynosi d tłuczone ziemniaki, gdy zamówiłeś frytki, powiedz po prostu:<br />
„Przepraszam, że sprawiam pani kłopot, ale wolałbym frytki." Najprawdopodobniej powie ci, że to żaden kłopot i z przyjemnością wymieni danie, ponieważ okazałeś jej szacunek.<br />
Małe zdanka, takie jak „przepraszam, że sprawiam kłopot", „czy zechciałby pan...", „czy mogę prosić...", „czy miałby pan coś przeciw..." i wreszcie „dziękuję", a więc te drobne uprzejmości naoliwiają tryby monotonnej maszyny codziennego życia. I przy okazji stanowią znak rozpoznawczy dobrze wychowanych.</p>
<p>Ronald J. Rowland, jeden z wykładowców na naszych kursach w Kalifornii, jest nauczycielem plastyki i robót ręcznych. Oto co napisał w liście do mnie o jednym ze swoich uczniów:<br />
Chris był bardzo cichym, nieśmiałym chłopcem pozbawionym wiary w siebie. Był jednym z tych uczniów, którym zwykle nie poświęca się dość uwagi.<br />
Uczę też w klasach zaawansowanych, które są pewnym przywilejem: trzeba zasłużyć sobie na uczestnictwo w nich.<br />
W środę Chris pracował pilnie w swojej ławce.<br />
<b>Naprawdę czułem, że gdzieś głęboko w nim ukryty jest ogień.</b> Zapytałem go więc, czy chce uczęszczać na zajęcia w klasie zaawansowanej. Jakże żałuję, że nie potrafię opisać wyrazu jego twarzy i walki, jaką stoczył z sobą ten nieśmiały czternastolatek, aby powstrzymać łzy.<br />
—Kto, ja? Czy jestem wystarczająco dobry, panie Rowland?<br />
— <b>Tak, Chris, w pełni na to zasługujesz.</b><br />
<b>Musiałem przerwać rozmowę w tym miejscu, ponieważ mnie również zaczęły napływać do oczu łzy. </b>Kiedy Chris wychodził tego dnia z klasy, wydawał się co najmniej o dwa cale wyższy. Patrzył na mnie roziskrzonymi niebieskimi oczami i twardym głosem powiedział: „Dziękuję, panie Rowland."</p>
<p>Chris nauczył mnie czegoś, czego nigdy nie zapomnę. Nauczył mnie, jak głęboka jest nasza żądza poczucia ważności. Aby lepiej pamiętać o tej zasadzie, wykonałem napis: <b>JESTEŚ WAŻNY</b>, który powiesiłem w klasie tak, aby wszyscy mogli go widzieć. Napis ten przypominał mi też, że każdy z uczniów jest tak samo ważny.<br />
<i><span style="font-size:10pt;font-family:'Times New Roman','serif';">"Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi"</span></i><span style="font-size:10pt;font-family:'Times New Roman','serif';"> - Dale Carnagie</span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jak przejść przez życie - nie mając wrogów]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=280</link>
<pubDate>Mon, 28 Jan 2008 00:15:12 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/?p=280</guid>
<description><![CDATA[
Cieszący się światową sławą psycholog B. F. Skinner udowodnił eksperymentalnie, że zwierzę]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.wordpress.com/files/2008/01/happy2.jpg" /></p>
<p>Cieszący się światową sławą psycholog B. F. Skinner udowodnił eksperymentalnie, że zwierzę nagradzane za dobre zachowanie nauczy się o wiele więcej i szybciej oraz zachowa wyuczoną wiedzę na dłużej niż zwierzę karane.<br />
Późniejsze badania wykazały, że dotyczy to także ludzi.<br />
<b>Krytykując innych nie zmieniamy ich, często natomiast powodujemy trwałą urazę.</b><br />
Inny wielki psycholog, Hans Seyle, powiedział kiedyś:<br />
„Akceptacji pragniemy tak bardzo, jak nienawidzimy potępienia."<br />
Uraza i niechęć spowodowane krytyką mogą tylko zdemoralizować pracowników, członków rodziny i przyjaciół: nie zmienią tego, co już się stało.[...]</p>
<p>Kiedy podkusi nas jutro, żeby kogoś skrytykować, przypomnijmy sobie Ala Capone'a, Crowleya i Alberta Falla.<br />
Mamy tu ludzką naturę w całej okazałości: winowajcy oskarżają wszystkich prócz siebie.<br />
My jesteśmy tacy sami.<br />
<b>Trzeba sobie zdać sprawę, że krytyka, podobnie jak oswojone gołębie, zawsze wraca do domu. </b>Trzeba uświadomić sobie, że ludzie, których skrytykujemy i potępimy, najprawdopodobniej chcąc się wybielić choćby przed sobą obwinia nas. Albo jak Taft powiedzą: „Nie wiem, jak mógłbym postąpić inaczej, niż to zrobiłem." [...]</p>
<p>Rankiem 15 kwietnia 1865 roku umierający Abraham Lincoln leżał w sypialni taniego pensjonatu dokładnie naprzeciw Teatru Forda, gdzie strzelał do niego John Wilkes Boom. Lincoln leżał po przekątnej zapadającego się łóżka, które było dla niego o wiele za krótkie. Na ścianie wisiała tania reprodukcja obrazu Rosy Bonheur Koński targ, a lampa gazowa rzucała dokoła ponure, żółtawe światło.<br />
Nad takim „śmiertelnym łożem" Lincolna sekretarz obrony Stanton stwiendził: „Oto najdoskonalszy władca ludzi, jakiego kiedykolwiek nosiła ziemia."<br />
Jaki sekret dotyczący kontaktów z ludźmi posiadł Lincoln? Studiowałem jego życiorys przez 10 lat, a 3 lata poświęciłem na pisanie i uzupełnianie książki Lincoln the Unknown (Lincoln nieznany). Jestem przekonany, że przeprowadziłem najdokładniejsze badania nad osobowością i żydem Lincolna, jakie tylko można było przeprowadzić.</p>
<p>Specjalną uwagę poświęciłem jego kontaktom z ludźmi. Czy pozwalał sobie krytykować innych? O, tak! Jako młodzieniec w Pigeon Creek Valley w Indianie nie tylko krytykował, ale również pisywał wyszydzające ludzi wiersze i listy, które zostawiał na drogach tak, aby na pewno je znaleziono.<br />
Niejeden z nich spowodował urazę, która tliła się przez całe życie.<br />
Nawet gdy rozpoczął praktykę adwokacką w Springfieid w Illinois, otwarcie atakował swoich przeciwników w listach publikowanych na łamach gazet. Raz jednak przebrał miarę.<br />
Jesienią 1842 roku wyszydził próżnego i awanturniczego polityka nazwiskiem James Shieids. Opublikował w miejscowej gazecie anonimowy paszkwil. Miasto ryczało wprost ze śmiechu. Drażliwy i dumny Shieids wrzał z wściekłości. Dowiedział się, kto jest autorem listu, dosiadł konia, odszukał Lincolna i wyzwał go na pojedynek. Lincoln nie chciał się bić. Był przeciwnikiem pojedynkowania się w ogóle, jednak odmowa byłaby plamą na honorze. Miał prawo wyboru broni. Ze względu na swoje długie ręce wybrał pałasze i zaczął pobierać lekcje szermierki u absolwenta West Point. W wyznaczonym dniu spotkał się z Shieidsem na piaszczystej ławie Missisipi gotowy do walki na śmierć i życie. Jednak w ostatniej chwili sekundanci nie dopuścili do pojedynku.<br />
Było to najtragiczniejsze wydarzenie w życiu osobistym Lincolna.<br />
Okazało się bezcennym doświadczeniem w kontaktach z ludźmi.<br />
Nigdy więcej nikogo nie wyszydził. Od tego też czasu niemal przestał krytykować.</p>
<p>Podczas wojny domowej Lincoln stawiał ciągle innego generała na czele armii Potomaku. Każdy z nich po kolei — McCIellan, Pope, Bumside, Hooker i Mea-de — popełniał straszliwe pomyłki, doprowadzając Lincolna do wściekłości. Połowa narodu gwałtownie potępiała niekompetentnych generałów, a Lincolnowi „bez złości do żadnego i z wyrozumiałością dla wszystkich" udawało się zachować spokój.<br />
Z upodobaniem powtarzał: <b>„Nie sądź, byś nie był sądzonym."</b><br />
Kiedy jego żona wraz z innymi ostro potępiała ludzi Południa, Lincoln niezmiennie odpowiadał: „<b>Nie mów tak, w podobnych okolicznościach my bylibyśmy tacy sami."</b>A przecież nie mógł narzekać na brak okazji do krytykowania. Weźmy tylko jeden przykład.<br />
Bitwa o Gettysburg toczyła się przez pierwsze trzy dni lipca 1863 roku. W nocy z 4 na 5 lipca, kiedy Lee zaczął wycofywać się na południe, z ciężkich chmur lunął na ziemię deszcz. Dotarłszy wraz ze swoją pokonaną armią nad brzeg Potomaku, Lee ujrzał wezbraną, niemożliwą do przejścia rzekę, a za sobą miął zwycięską armię żołnierzy Unii. Lee nie miał odwrotu, wpadł w pułapkę. Lincoln wiedział o tym. Oto Niebiosa zesłały wspaniałą okazję pojmania armii Lee i natychmiastowego zakończenia wojny. Pełen optymizmu Lincoln rozkazał generałowi Meade'owi natychmiast zaatakować południowców, bez zwoływania rady wojennej. Rozkaz wysłał telegraficznie, a niezależnie pchnął do Meade'a specjalnego posłańca z żądaniem natychmiastowego działania.<br />
A co zrobił generał Meade?<br />
Postąpił dokładnie wbrew rozkazom Lincolna. Zwołał radę wojenną, tym samym łamiąc jawnie polecenie. Odwlekał atak z dnia na dzień. Telegraficznie przekazywał rozmaite wyjaśnienia, aż wreszcie odmówił wykonania rozkazu. W końcu wody cofnęły się i Lee wraz z armią przeprawił się przez Potomac. Lincoln był wściekły.<br />
— Co to ma znaczyć? — wykrzykiwał do swojego syna Roberta. — Wielki Boże, co to ma znaczyć? Mieliśmy ich jak na dłoni. Wystarczyło tylko wyciągnąć rękę i byli nasi. A jednak nie mogłem sprawić, by armia się ruszyła. W tych warunkach chyba każdy generał pokonałby Lee. Gdybym mógł tam być, wychłostałbym Meade'a własnymi rękami!<br />
Gorzko rozczarowany Lincoln napisał list do Meade. A trzeba pamiętać, że w tym okresie Lincoln był skrajnie powściągliwy w wyrażaniu swych opinii na piśmie. List ów, pochodzący z 1863 roku, był szczytem nagany. A oto on:<br />
Mój Drogi Generale!<br />
Nie sądzę, aby zdawał Pan sobie sprawę z ogromu nieszczęścia, jaki spowodowała ucieczka Lee. Był on w zasięgu naszej ręki, a schwytanie go, wobec naszych ostatnich sukcesów, oznaczałoby koniec wojny. Teraz jednak wojna będzie się ciągnąć w nieskończoność. Jeśli nie był Pan pewien skuteczności ataku na Lee w ubiegły poniedziałek, jak dokona Pan tego teraz, gdy udając się na południe od rzeki weźmie Pan ze sobą najwyżej dwie trzecie sił, którymi dysponował Pan wówczas? Byłoby nierozsądnym oczekiwać, i wcale tego nie oczekuję, że zdziała Pan teraz wiele. Stracił Pan życiową szansę i jest mi z tego powodu bardzo przykro."</p>
<p>Jak sądzisz, co zrobił Meade po przeczytaniu tego listu?<br />
Otóż Meade nigdy nie otrzymał tego listu.<br />
Lincoln nigdy go nie wysłał.</p>
<p>List znaleziono w papierach już po jego śmierci.<br />
Wydaje mi się — i chyba jest to jedyne możliwe wyjaśnienie — że po napisaniu tego listu Lincoln wyjrzał przez okno i powiedział sobie:<br />
„Chwileczkę! Może nie powinienem działać pospiesznie. Łatwo mi siedzieć w zaciszu Białego Domu i wydawać Meade'owi rozkaz do ataku. Gdybym jednak był pod Gettysburgiem i widział tyle krwi co Meade w ciągu ubiegłego tygodnia, gdybym na własne uszy usłyszał krzyki i jęki umierających i rannych, może też nie byłbym tak skory do ataku. Gdybym miał temperament Meade'a, może postąpiłbym tak jak on. Tak czy owak, teraz to musztarda po obiedzie. <b>Jeśli wyślę ten list, ulżę tylko sobie i spowoduję, że Meade zacznie szukać usprawiedliwienia.</b> To z kolei sprawi, że zacznie mnie obwiniać. Wywoła to jego sprzeciw, osłabi jego przydatność jako dowódcy, a może nawet doprowadzi go do rezygnacji ze służby w armii."<br />
Lincoln odłożył więc list, gdyż wiedział z doświadczenia, że krytyka i wyrzuty niemal zawsze prowadzą donikąd.<br />
Teodor Roosevelt powiedział, że kiedy jako prezydent miał do rozwiązania trudny problem, zwykł siadać w fotelu i spoglądając na duży portret Lincolna, który wisiał nad jego biurkiem w Białym Domu, zadawać sobie pytanie: „Co zrobiłby Lincoln na moim miejscu? Jak on rozwiązałby ten problem?"<br />
Kiedy w przyszłości podkusi nas, aby kogoś upomnieć, weźmy pięciodolarowy banknot, popatrzmy na wizerunek Lincolna i zapytajmy: „Jak Lincoln poradziłby sobie z tym problemem?"</p>
<p><b>Czy jest ktoś, kogo chciałbyś zmienić, poinstruować, ulepszyć?<br />
Bardzo dobrze! Świetnie! Jestem za!<br />
Ale dlaczego nie zaczniesz od siebie?</b><br />
Z czysto egoistycznego punktu widzenia jest to o wiele bardziej korzystne niż próby ulepszania innych — i o wiele mniej niebezpieczne. „Nie narzekaj na śnieg na dachu twojego sąsiada, kiedy twoje własne schody nie są czyste" — przestrzegał Konfucjusz.</p>
<p>Nawet zupełnie pewni, że mamy rację, jeśli zechcemy obrazić kogoś tak, że będzie o tym pamiętał przez dziesiątki lat i nie wybaczy nam do śmierci — po prostu zafundujmy mu odrobinę jadowitej krytyki.<br />
W kontaktach z ludźmi musimy pamiętać, że nie są to istoty kierujące się logiką. Mamy do czynienia z istotami powodowanymi emocjami, pełnymi uprzedzeń i dumy wynikającej z próżności.<br />
Zjadliwa krytyka sprawiła, że Thomas Hardy, jeden z najlepszych powieściopisarzy, jacy kiedykolwiek pisali po angielsku, na zawsze zarzucił pisanie prozy.<br />
Angielskiego poetę Thomasa Chattertona doprowadziła do samobójstwa.<br />
Benjamin Franklin, całkowicie pozbawiony taktu w młodości, stał się takim dyplomatą, tak nauczył się obcować z ludźmi, że mianowano go ambasadorem we Francji.<br />
Sekret jego sukcesu?<br />
„Nie powiem źle o nikim, a będę mówił wszystko dobre, co wiem o każdym" — to była jedna z jego zasad.<br />
Krytykować, potępiać i narzekać potrafi każdy głupiec — i większość głupców to robi.</p>
<p>Alę aby zrozumieć i darować, potrzeba charakteru i samokontroli.<br />
<b>„Wielki człowiek pokazuje swoją wielkość przez sposób, w jaki traktuje maluczkich"</b> — powiedział Carłyle.<br />
Słynny pilot oblatywacz Bob Hoover, często startujący w pokazach powietrznych, wracał kiedyś do domu w Los Angeles z pokazu w San Diego. Na wysokości trzech tysięcy stóp nagle przestały pracować obydwa silniki. Magazyn „Flight Operations" opisuje całe to zdarzenie. Dzięki zręcznym manewrom Hooverowi udało się wylądować i nikomu nic się nie stało, ale maszyna uległa całkowitemu zniszczeniu.<br />
Pierwsze, co zrobił Hoover po lądowaniu awaryjnym, to sprawdzenie paliwa. Tak jak podejrzewał, śmigłowiec z czasów II wojny światowej, którym leciał, napędzany był paliwem odrzutowym, a nie benzyną.<br />
Po powrocie na lotnisko zażądał spotkania z mechanikiem, który szykował samolot do startu. Ten młody człowiek był wręcz sparaliżowany strachem z powodu błędu, który popełnił.<br />
Łzy nabiegły mu do oczu, kiedy zbliżał się Hoover. Przez niego przecież uległ zniszczeniu bardzo drogi samolot, a o mały włos nie spowodował śmierci trojga ludzi.<br />
Możecie sobie wyobrazić złość Hoovera. Należało się spodziewać, że dumny i dokładny pilot zrobi piekielną awanturę za to niedopatrzenie. <b>Jednakże Hoover nie zrugał mechanika. Nawet go nie pouczył. Zamiast tego położył swoją wielką rękę na ramieniu młodego człowieka i powiedział: „Ponieważ jestem pewien, że nigdy więcej tego nie zrobisz, proszę, abyś jutro przygotował do startu mojego F51."</b></p>
<p><u>Zamiast potępiać ludzi spróbujmy ich zrozumieć. </u><br />
Zastanówmy się, dlaczego robią to, co robią. To o wiele korzystniejsze i bardziej intrygujące niż krytykowanie.<br />
To rodzi sympatię, tolerancję i uprzejmość.<br />
<b>„Rozumieć wszystko to wszystko wybaczyć."</b><br />
Jak powiedział dr Johnson: „Sam Bóg, proszę pana, nie każe sądzić człowieka aż do końca jego dni."<br />
Dlaczegóż więc ty czy ja mielibyśmy go sądzić?<br />
ZASADA PIERWSZA: Nie krytykuj, nie potępiaj i nie pouczaj.</p>
<p><b><i>"Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi" - DALE CARNAGIE</i></b></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kara śmierdzi?]]></title>
<link>http://oxnews.wordpress.com/2007/12/15/kara-smierdzi/</link>
<pubDate>Sat, 15 Dec 2007 16:59:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>Zły człowiek</dc:creator>
<guid>http://oxnews.wordpress.com/2007/12/15/kara-smierdzi/</guid>
<description><![CDATA[Magda Hartman, publicystka portalu Pardon.pl pisze w artykule &#8220;Kara śmierci: zabijanie niewin]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Magda Hartman, publicystka portalu <a href="http://www.pardon.pl/" title="Pardon" target="_blank">Pardon.pl </a>pisze w artykule <a title="Kara śmierci" target="_blank">"Kara śmierci: zabijanie niewinnych w majestacie prawa?"</a> o tym jak  to dobrze, że  znosi się na świecie wykonywanie ostatecznego rozwiązania pewnej kwestii...</p>
<p>Obrazkiem do dyskusji ma być przypadek <strong>Byrona Halseya</strong>, którego tylko dzięki jednemu głosowi sędziego przysięgłego sprzeciwiającemu się zabiciu tego, jak okazało się - niewinnego człowieka - skazano na dożywocie za zgwałcenie i zamordowanie dwójki dzieci, zamiast usmażyć go od razu na krześle. Pół roku temu okazało się, że faktycznym sprawcą tych przestępstw był <strong>sąsiad Hasleya.</strong><br />
Hartman, jak na prawdziwą kretynkę przystało, pisze w Pardonie:</p>
<blockquote><p><em>"Wprowadzenie na szeroką skalę testów DNA coraz częściej przekonuje wątpiących, że państwo nie może igrać z ludzkim życiem. Moralność "lepiej zabić stu niewinnych, niż wypuścić jednego winnego" przemawia już tylko do nielicznych. Zwłaszcza gdy jesteśmy w stanie ponad wszelką wątpliwość stwierdzić, że ktoś jest niewinny - ale czasami dopiero po latach. Kwestia potencjalnej niewinności pozostaje więc otwarta, nawet po wyroku skazującym. "</em></p></blockquote>
<p>"Zwłaszcza gdy jesteśmy w stanie ponad wszelką wątpliwość stwierdzić, że ktoś jest niewinny - ale czasami dopiero po latach" - czy to znaczy że bardziej logiczne jest zakazywanie KŚ teraz, kiedy mamy techniczne możliwości określenia kto jest tak naprawdę winny? A może lepiej byłoby pomyśleć i dojść do wniosku, że obecny stan rzeczy pozwala potępić wykonywanie KŚ w przeszłości; wtedy, gdy pewności nie można było mieć? Z wyjątkiem złapania na gorącym uczynku, bowiem pakowanie schwytanego z dymiącą spluwą bandyty na 50 lat za kratki jest raczej idiotyzmem; no chyba, że ktoś nie wie, że w naszej kulturze chwytanie, po czym długotrwałe hodowanie i dokarmianie jakiejś istoty zwykle odnosi się do królików i dzikich świń.</p>
<p>Niestety, bycie idiotą zobowiązuje do stwierdzenia że "zwolennicy kary śmierci wciąż twierdzą, że domagają się jedynie sprawiedliwości, ale tak naprawdę chodzi przecież o zemstę: o życie za życie." Bo przecież siedzenie 40 lat w więzieniu na dożywociu jest bardzo tanie, nieprawdaż? No, a każda rodzina zabitego lubi fundować mordercy żarcie i dach nad głową.<br />
Mamy wszak zapisane w Traktacie Jewropejskim że każdy człowiek ma prawo do życia... Ale nikt nie zauważa, że skoro ktoś zabija, to znaczy że dobrowolnie rezygnuje za kogoś z tego prawa; a zatem takie prawo nie należy się jemu samemu.<br />
A może jeszcze lepiej - wypuśćmy przestępcę! Będzie i czyste sumienie i tania alternatywa. No i mniej drących się bachorów pod oknem, bo przecież zimne nie krzyczy... Hie hie!</p>
<p>Autorkokretynka kończy swój wywód słowami: "Niewinnie powieszonego nie da się <strong>przeprosić</strong>.".<br />
Faktycznie, niewinnie skazanego za pedofilię i morderstwo i przez dwadzieścia cwelonego człowieka można przeprosić. Tylko jak to zrobić, żeby nie urazić jego nowonabytej Gay Pride?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Silverlight, czyli nie wszystko złoto, co&nbsp;się świeci]]></title>
<link>http://lukasztyrala.wordpress.com/2007/12/11/silverlight-czyli-nie-wszystko-zloto-cosie-swieci/</link>
<pubDate>Tue, 11 Dec 2007 17:47:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>lukasztyrala</dc:creator>
<guid>http://lukasztyrala.wordpress.com/2007/12/11/silverlight-czyli-nie-wszystko-zloto-cosie-swieci/</guid>
<description><![CDATA[
Microsoft uruchomił wersję beta, nowej odsłony Download Center &mdash; strona działa w&nbsp;opa]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>
Microsoft uruchomił wersję beta, <a href="http://preview.microsoft.com/downloads/">nowej odsłony Download Center</a> &#8212; strona działa w&#160;oparciu o&#160;<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Microsoft_Silverlight">technologię Silverlight</a>. Dla zwykłego użytkownika oznacza to coś w&#160;rodzaju Flasha. Co oznaczało dla mnie? Jasne światło, które oślepia przy opuszczaniu tunelu.
</p>
<p><!--more--></p>
<p><img src="http://lukasztyrala.wordpress.com/files/2007/12/silverlight_01.jpg" alt="Silverlight (Download Center)" /><br /><em>Strona Microsoft Download Center</em></p>
<p>
Pominę fakt, że strona ładowała się ponad minutę, a&#160;jej odświeżanie zajęło już tylko 40 sekund. Może za dużo ludzi ogląda nowe dziecko firmy z&#160;<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Redmond_%28Waszyngton%29">Redmond</a>? Może to wina mojego <a href="http://www.mozilla-europe.org/pl/products/firefox/">Firefoxa</a> 2.0.0.11? Może Silverlight potrzebuj więcej niż 1,5GB pamięci RAM, albo coś...
</p>
<p><img src="http://lukasztyrala.wordpress.com/files/2007/12/silverlight_03.jpg" alt="Silverlight (Bez stylów)" /><br /><em>Tak strona wygląda z wyłączonymi stylami. Ciekawe jak wyglądać będzie na urządzeniach przenośnych?</em></p>
<p>
Strona i&#160;same efekty, jakie pozwala generować Silverlight, są przyjemnie dla oka, ale używa się tego gorzej. Pod prawym przyciskiem możemy tylko odnaleźć jedna opcję, a&#160;o&#160;śledzeniu adresów odnośników na pasku stanu możemy zapomnieć. JavaScript jest wszechobecny, a&#160;jak wygląda strona z&#160;wyłączonymi stylami każdy może zobaczyć.
</p>
<p>
To srebrne światło to taki Flash tylko, że nie od Adobe. Obawiam się tylko, że intensywna promocja nowej technologii, odsunie w&#160;zapomnienie format <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/SVG">SVG</a>, który jest lepiej przystosowany do zastosowań sieciowych, jest <a href="http://www.w3.org/Graphics/SVG/">standardem międzynarodowym</a> i&#160;zapewnia większą kompatybilność, na różnych systemach, w&#160;różnych przeglądarkach.
</p>
<p><img src="http://lukasztyrala.wordpress.com/files/2007/12/silverlight_02.jpg" alt="Silverlight (Pod prawym przyciskiem myszy" /><br /><em>To, co oferuje nam menu prawego przycisku myszy</em></p>
<p>
Z&#160;zapowiedzi Miscosoftu wynika, że Silverlight będzie dostępny na wiele platform, ale ile to już razy takie zapowiedzi słyszeliśmy? Oglądając oficjalną stronę Silverlight (ładowała się szybciej, niż te 40 sekund), kiedy chciałem dowiedzieć się jak widziana przez Microsoft jest wydajność, wszystko (włączając paski przewijania) zaczęło mrugać, przesuwać się, i&#160;migotać. A&#160;grupą docelową tych kozyści związanych z&#160;wydajnością, są chyba komercyjne stacje telewizyjne wchodzące w&#160;skład wielkich molochów medialnych (nikogo nie chciałem urazić, ale gdzie ten biedny użytkownik końcowy?).
</p>
<p>
Silverlight oferuje wiele nowoczesnych funkcji, jak obsługa mediów (mp3, wmf, wmv, vc-1 &#8212; bogato, prawda...), możliwość dynamicznej obsługi XMLa i&#160;oczywiście pełną kompatybilność z&#160;platformą .NET. Podobno też, lepiej się indeksuje, bo kod jego otwartym jest.
</p>
<p>
Jaką widzę przyszłość dla Silverlighta? Mam nadzieję, że mroczną. Generalnie jest to łakomy kąsek dla wszelkich projektów, mający na celu łechtać wzrok odwiedzających. Strony promujące filmy, agencje interaktywne oraz wszystkie inne ze stałą zawartością stawiającą na efekt i&#160;pierwsze wrażenie pewnie ulegną kuszeniu. Portale, blogi, strony informacyjne i&#160;takie gdzie najważniejsza jest treść i&#160;dostępność, jeszcze chyba jakiś czas będą musiały poczekać na nowoczesną technologię, która będzie równie funkcjonalna, co efektowna.
</p>
<p><img src="http://lukasztyrala.wordpress.com/files/2007/12/silverlight_04.jpg" alt="Silverlight (JavaScript wszędzie)" /><br /><em>Te linijki ładują JavaScript na stronę. O prawidłowej walidacji można zapomnieć.</em></p>
<p>
Na zakończenie dodam, że na stronie Download Center, pośrodku morza srebrnego światła nadal dryfuje reklama we Flash’u [sic!].
</p>
<p>
***
</p>
<p>
Ostatnimi czasy Microsoft ma u mnie dużego plusa za, ergonomię i&#160;obsługę, <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Microsoft_Office_2007">Officea 200</a>7 &#8212; również w&#160;wymiarze finansowym (wersja za&#160;199zł). Drugi plus to <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Microsoft_Surface">Microsoft Surface</a>. .NET to też coś pozytywnego. Cała reszta, to nadal minusy.
</p>
<p>
***
</p>
<p>
O&#160;nowej stronie MS Download Center dowiedziałem się z&#160;portal <a href="http://dobreprogramy.pl/">dobreprogramy.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[krytyka inspirowana czy krytyka oddolna?]]></title>
<link>http://thuringwethil.wordpress.com/2007/12/08/krytyka-inspirowana-czy-krytyka-oddolna/</link>
<pubDate>Sat, 08 Dec 2007 14:09:26 +0000</pubDate>
<dc:creator>thuringwethil</dc:creator>
<guid>http://thuringwethil.wordpress.com/2007/12/08/krytyka-inspirowana-czy-krytyka-oddolna/</guid>
<description><![CDATA[Tomasz Kowalski, redaktor wiadomosci24.pl po raz kolejny zabrał głos na niniejszym blogu.
No nie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Tomasz Kowalski, redaktor wiadomosci24.pl po raz kolejny zabrał głos na niniejszym blogu.</p>
<blockquote><p><font color="#ccffff"><em><font color="#c0c0c0">No nie… Oliwio, tak to ja się nie bawię. Myślałem, że dyskutujemy o problemie, ale okazuje się, że to zupełnie inna bajka.</font></em></font><br />
<font color="#ccffff"><em><font color="#c0c0c0"> Dziś dowiedziałem się, że pracujesz dla właścicieli portalu społecznościowego, mającego korzystać z ruchu dziennikarstwa obywatelskiego. Portalu, ruszającego niebawem.</font></em></font><br />
<font color="#ccffff"><em><font color="#c0c0c0"> Nietrudno zatem zrozumieć ten nagły, czarny PR. I próby uczynienia z naszego błędu, do którego od razu się przyznałem, porządnej, medialnej afery. Inaczej teraz patrzę na próby porównywania z Holokaustem pojedyńczego zdania na temat homoseksualizmu, wmawianie, że redakcja identyfikuje się z twierdzeniem, że homoseksualizm to choroba… I piszesz to Ty, która doskonale zdajesz sobie sprawę jak wiele wspaniałych tekstów opublikował w Wiadomości24.pl Szymon Niemiec, jeden z liderów ruchu LGBT… Ech…</font></em></font><br />
<font color="#ccffff"><em><font color="#c0c0c0"> Oliwio, to wszystko jest okropne. Jestem zdruzgotany. Rozumiem, że zależy Ci na pracy. Ale są przecież jeszcze jakieś zasady. Jest etyka, o której piszesz tak chętnie… Do diabła! Czemu ja jestem tak naiwny…</font></em></font></p></blockquote>
<p>Ponieważ, jakby nie patrzeć, jest to ciąg dalszy sporu o odpowiedzialność za słowo, o którym pisałam już wcześniej, po chwili konsternacji przyszły mi do głowy kolejne przemyślenia i spróbuję odpowiedzieć na ten emocjonalny wpis.</p>
<p>Po pierwsze, bardzo mi schlebia pogląd, że mój prywatny blog może stać się siłą wywołującą <em>"porządną medialną aferę"</em>. W istocie, dziennikarze oddolni i bloggerzy albo już taką siłę mają, albo wkrótce będą mieli. Jednak nie zmienia to faktu, że niniejszą stronę trudno posądzać o taką siłę rażenia. Stąd, aby oddać sprawiedliwość muszę najpierw zaznaczyć, że zdanie o rozpętywaniu afery jest sformułowane nieco na wyrost.</p>
<p>Po drugie, niniejszy blog jest moją prywatną stroną, nawet nie jestem na nim podpisana z imienia i z nazwiska, nie przedstawiam także nigdzie mojego obecnego miejsca pracy.</p>
<p>Po trzecie, bezzwłocznie w chwili gdy zaistniała obawa, że ktoś może zarzucić mi działanie nie fair lub istnienie konfliktu interesów <a href="http://www.wiadomosci24.pl/forum/odpowiedzi/1117.html" target="_blank">napisałam pożegnanie i podziękowanie</a> i od tamtej pory nie ma mnie w serwisie wiadomosci24.pl. Gdybym zechciała uprawiać "czarny PR" i wywoływać "porządną, medialną aferę", mogłabym przecież swobodnie pisać o tym w wiadomosciach24. Regulamin serwisu nie zabrania bowiem (i słusznie) aktywności osób związanych z innymi platformami mediowymi.</p>
<p>Po czwarte, w przeszłości w wiadomosciach24 wielokrotnie głośno zastanawiałam się, czy chcę być utożsamiana z miejscem, gdzie pojawiają się opinie będące w moim odczuciu opiniami dyskryminującymi innych ludzi. Zatem problem odpowiedzialności za publikację był przeze mnie poruszany wielokrotnie. W serwisie  można znaleźć wiele moich komentarzy krytycznych wobec tekstów i sądów dyskryminujących mniejszości (nie tylko LGBT).</p>
<p>Sugestia, że krytyka wiadomosci24.pl jest uprawniona jedynie przez osoby niepracujące, wykazuje w moim odczuciu niezrozumienie idei oddolnego dziennikarstwa i swobodnego wypowiadania idei, <em>memów</em>, w dowolnie wybranym przez siebie miejscu, medium. Sądzę (i zdaje się nie jestem w tej opinii odosobniona), że oddolni dziennikarze jako wolni od wydawców mogą publikować w dowolnym miejscu. Na przykład na własnych blogach.</p>
<p>Być może tradycyjni dziennikarze pracujący w nowych warunkach, wraz z dziennikarzami oddolnymi, są zdumieni faktem krytyki ze strony "młodszych" kolegów. Stąd być może osąd, że skoro ta krytyka się pojawia, to musi być inspirowana przez konkurencję. W tym przypadku jednak krytyka materiałów, o które poszło, nie została wypowiedziana wyłącznie przeze mnie. Podłapałam jedynie temat istniejący w społeczności w24. Niezależnie od tego, jakie intencje mi się zarzuca, problem odpowiedzialności za opublikowane słowa wciąż istnieje i nie został rozwiązany, choćby przez fakt, że pracownicy redakcji nie zamieścili żadnego wyjaśnienia, informacji o błędzie czy też przeprosin wobec społeczności w swoim serwisie.</p>
<p>PS Bardzo się starałam odpisać na post Tomka Kowalskiego możliwie spokojnie. Pozwolę sobie jednak na osobistą uwagę. Sugerowanie, że działam z niskich pobudek, inspirowana przez konkurencyjny serwis, który mi płaci, jest niesprawiedliwe, żenujące, obraża mnie personalnie i jest nieudaną próbą sprowadzenia problemu do poziomu osobistch rozgrywek.</p>
<p align="left"><font color="#ccffff"><em> </em></font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Osądzasz? Znaczy że nie rozumiesz.]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/2007/11/27/osadzasz-znaczy-ze-nie-rozumiesz/</link>
<pubDate>Tue, 27 Nov 2007 21:08:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/2007/11/27/osadzasz-znaczy-ze-nie-rozumiesz/</guid>
<description><![CDATA[
Chcesz zmienić świat? A może byś zaczął od siebie?
Może tak na początek dokonaj zmiany w so]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.wordpress.com/files/2007/11/zen_afirmacja_medytacja_krytyka.jpg" /></p>
<p>Chcesz zmienić świat? A może byś zaczął od siebie?<br />
Może tak na początek dokonaj zmiany w sobie? Jak to osiągniesz? Przez obserwacje. Poprzez zrozumienie. Bez żadnej ingerencji i oceny z twej strony. <strong>Ponieważ jeśli oceniasz, to nie możesz zrozumieć.</strong></p>
<p>Jesli powiesz o kim…, ze jest "komunista", to w tym momencie skończyło sie rozumienie. Przyczepiłeś mu etykietkę.</p>
<p>"Ona jest kapitalistka" - w tym momencie przestałeś rozumieć. Daleś jej etykietkę, a jeśli etykietka wyraża półtony twej aprobaty lub dezaprobaty, to jeszcze gorzej!</p>
<p>Jak zamierzasz zrozumieć to, co dezaprobujesz albo co aprobujesz w danej materii?<br />
Żadnych sadów, żadnych komentarzy, żadnych nastawień.<br />
Po prostu obserwacja, studia, ogląd bez pragnienia zmiany. <strong><br />
Ponieważ jeśli pragniesz zmiany tego, co jest, na to, co powinno byc - powinno byc według ciebie - przestajesz rozumieć.</strong><br />
Treser stara sie zrozumieć psa, aby moc go nauczyć określonych sztuczek. Naukowiec obserwuje mrówki bez z gory określonego celu - poza sama obserwacja - po to, aby sie o nich jak najwięcej nauczyć. Nie ma innego celu. Nie zamierza ich trenować, ani niczego od nich uzyskać. Jest nimi zainteresowany, chce o nich dowiedzieć sie jak najwięcej. Takie jest jego nastawienie. W dniu, w którym uda ci sie takie nastawienie osiągnąć, doświadczysz cudu. Zmienisz sie - bez wysilku i we właściwy sposób. Zmiana sama sie wydarzy, nie będziesz jej musiał dokonywać. Ponieważ świadomość życia drzemie w tobie, w głębokich ciemnościach, cokolwiek jest zle, zniknie. A cokolwiek dobre, zostanie wyłonione. Doświadczysz tego, naprawdę.</p>
<p>To jednak wymaga umysłu zdyscyplinowanego. Mówiąc "dyscyplina" nie mam na myśli wkładu pracy, wysilku. Mowie o czymś zupełnie innym. Czy kiedykolwiek przyglądałeś sie uważnie sportowcom? Cale ich zycie wypelnia sport, ale jakze sa zdyscyplinowani. <strong>A spójrz na rzekę płynąca ku morzu. Tworzy brzegi, które ja zawierają.</strong> Jesli jest w tobie cos, co podąża we właściwym kierunku,<u> samo kreuje swa wlasna dyscyplin</u>e. Staje sie tak w chwili, w ktorej zakażony zostajesz bakcylem świadomości. I to jest cudowne! Jest to najcudowniejsza rzecz na swiecie. Najważniejsza i najcudowniejsza. Nie ma nic tak ważnego na świecie, jak przebudzenie. Nic! I oczywiście jest to także swego rodzaju dyscyplina.</p>
<p>Nie ma nic bardziej wspaniałego niz bycie świadomym.<br />
Czy chciałbyś żyć w ciemnościach? Czy chciałbyś podejmować działania nieświadom, mówić, nie wiedząc, co znaczą twe słowa? Albo czy chciałbyś widzieć rzeczy i nie uświadamiać sobie, na co patrzysz? Jak powiedzial wielki medrzec, Sokrates: <strong>"Życie nieświadome nie jest warte tego, by je przeżyć".</strong> To oczywista prawda.</p>
<p><strong>Większość ludzi nie przezywa swego życia świadomie. Prowadza życie mechaniczne, mysla mechanicznie - zazwyczaj cudzymi myślami - mechanicznie przeżywają emocje, mechanicznie działają, mechanicznie reagują.</strong> Czy chcesz zobaczyć, jak bardzo upodobniłeś sie do maszyny? "Ach, jaka masz piekna spodnice" - słowa te wydatnie poprawiły twe samopoczucie, prawda? I to z powodu spodnicy, na milosc boska! Czujesz sie z siebie dumna słysząc taki komplement. Ludzie odwiedzają mnie w moim Centrum w Indiach i mowia:</p>
<p>- Coz za cudowne miejsce, coz za wspaniale drzewa (a te rosną całkiem niezależnie ode mnie). Jaki wspanialy klimat.</p>
<p>A ja natychmiast czuje sie lepiej, az do chwili, kiedy sie na tym przyłapuję. Czy można wyobrazić sobie cos równie głupiego? Nie jestem odpowiedzialny za te drzewa; i nie wybierałem tego miejsca na Centrum. Nie ode mnie zalezy pogoda. To po prostu takie jest. Ale moje "ja" uwikłało sie w to, zatem czuje sie dumny. Czuje sie dumny ze "swej" kultury i ze "swego" narodu. Jak to możliwe, by zgłupieć az do tego stopnia. Doprawdy. Mowia mi, ze moja wielka hinduska kultura stworzyla tak wielkich mistyków. Ale przecież nie ja ich stworzyłem. Nie biorę za nich odpowiedzialności. Albo mowia mi:</p>
<p>- Ten twój kraj z cala ta nędzą, to okropne.</p>
<p>Czuje sie zawstydzony. Ale przecież to nie ja stworzyłem te nedze. O co tu idzie? Czy kiedykolwiek przestaniesz tak myslec?<br />
Mowia mi:</p>
<p>- Sadze, ze jesteś bardzo czarującą osoba.</p>
<p>I już czuje sie świetnie. Zostałem pogłaskany. Dlatego nazywają to: Ja jestem O.K. i ty jesteś O.K. Nosze sie z zamiarem napisania książki, której tytuł brzmiałby: "Ja jestem osłem i ty jesteś osłem". Otwarte przyznanie sie do bycia osłem, to największe wyzwolenie, cos najpiękniejszego na świecie. Jakze jest to cudowne. Kiedy ktoś by mi powiedział: "Nie masz racji", ja mu odpowiem: "A czego sie spodziewałeś po ośle?" Rozbrojeni. Wszyscy powinni byc rozbrojeni. To jest ostateczne wyzwolenie.</p>
<p><em>A. de Mello. "Przebudzenie"</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Szaman miejski]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/2007/11/18/szaman-miejski/</link>
<pubDate>Sun, 18 Nov 2007 21:48:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/2007/11/18/szaman-miejski/</guid>
<description><![CDATA[

Wszystko żyje, czuje i reaguje

Dla szamana świat nie ogranicza się do roślin, zwierząt i lud]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.wordpress.com/files/2007/11/zen_afirmacja_medytacja_szaman.jpg" /><br />
<strong><br />
Wszystko żyje, czuje i reaguje<br />
</strong><br />
Dla szamana świat nie ogranicza się do roślin, zwierząt i ludzi, ponieważ rozumie on życie jako ruch. Przemieszczanie się niektórych rzeczy, na przykład, skał, jest bardzo powolne, są też rzeczy poruszające się bardzo szybko, na przykład, światło. Ale dla szamana są to tylko odmienne formy życia. Z drugiej zasady szamańskiej wynika, że Źródło Życia jest nieskończone i posiada świadomość samego siebie, a skoro tak, to wszystko musi posiadać samoświadomość, toteż musi reagować na to, co dzieje się w otoczeniu. Dlatego też szamani,  odnoszą się z szacunkiem do wszystkiego, również do przedmiotów rzekomo martwych. Takie podejście do życia można byłoby uznać jedynie za ciekawostkę, gdyby nie miało ono bardzo praktycznego zastosowania.<br />
Tak więc, nasze ku <font color="#999999">(pamięć, podświadomość wg tradycji Kahunów- przypis autorki bloga) </font> jest żywe, świadome i reaguje na otoczenie. <strong>Kiedy krytykujemy samych siebie, czuje się ono atakowane i podejmuje próby obrony przez napinanie mięśni, a to wywołuje stres i blokuje świadomość, pamięć i przepływ energii, osłabiając nas i powodując zwiększoną podatność na choroby i wypadki.</strong> Jednostkowy przypadek krytyki nie spowoduje tragicznych skutków, ale nawyk krytykowania samego siebie - tak. W przeciwieństwie do samokrytyki, w stanie samozadowolenia rozluźniają się mięśnie, rozszerza świadomość, wzmacnia przepływ energii, zwiększa się nasza siła, otwiera pamięć różnych umiejętności, które posiadamy, a także polepsza się nasze samopoczucie.</p>
<h3>Krytka zwraca się przeciwko Tobie</h3>
<p><img src="http://zenforest.wordpress.com/files/2007/11/zen_afirmacja_medytacja_wolnosc6.jpg" /></p>
<p>Kiedy krytykujemy lub chwalimy jakikolwiek element świata wokół nas, zachodzą trzy rzeczy:</p>
<p><font color="#008000">Po pierwsze, zgodnie z drugą zasadą Huny, nasze <em>ku</em> nie odróżnia nas od naszych snów, a więc, niezależnie od tego, czy krytykujemy inną osobę, deszczowy dzień, swój samochód czy rząd, bierze ono wszystko do siebie osobiście i powoduje napinanie się mięśni; natomiast kiedy chwalimy te rzeczy, nasze ku w podzięce rozluźnia ciało.</font> <strong>Po drugie, zgodnie z zasadą trzecią, cechy lub warunki, na których skupiamy uwagę, mają tendencję do wzmacniania się, a to właśnie z powodu zdolności każdego obiektu do reagowania na czynniki zewnętrzne. Jeżeli z jakiegokolwiek powodu krytykujemy kogoś, takie działanie, nawet jeżeli jego intencje są najczystsze, będzie powodowało wzmacnianie krytykowanych zachowań.</strong> Gdyby jednak zdarzyła się danej osobie zmiana na lepsze, stanie się to niezależnie od naszej krytyki, a nie za jej sprawą; natomiast w przypadku, kiedy taka osoba nic sobie nie robi z naszej opinii o niej, <u>krytyka nie wywrze żadnego wpływu na nią, ale wywrze negatywny wpływ na nas.</u> Podobnie jest z chwaleniem człowieka - pomaga ono wzmacniać dobre cechy, które nam się w nim podobają, niezależnie od tego, czy dany człowiek przejmuje się naszą opinią, czy nie, dlatego, że ku zawsze w jakiś sposób reaguje na miłość. Zasada ta odnosi się nie tylko do ludzi.<br />
Narzekając, na przykład, na deszcz, będziemy jedynie przedłużali jego padanie, czyli to, co nam się nie podoba; natomiast w wyniku częstych pochwał, spadnie on w takiej ilości, jaka jest wystarczająca. Jeżeli będziemy krytykowali nasz samochód, będzie on miał skłonność do coraz częstszego psucia się, a chwaląc go zwiększymy jego skłonność do lepszego działania (a nawet kiedy będzie musiał się zepsuć, to odbędzie się to bez większego kłopotu dla nas). Zwróć uwagę na taką rzecz: im częściej krytykowany jest rząd za swoje działania, tym większą ma tendencję do podejmowania błędnych decyzji, a częste chwalenie wzmacnia jego zdolność do dokonywania trafnych wyborów. <u>Po trzecie, zgodnie z zasadą piątą, wszelka krytyka zwiększa oddzielenie od tego, co krytykujemy i zmniejsza naszą świadomość tej rzeczy, aż wreszcie przestajemy w ogóle reagować na stworzony przez nas jej wtórny obraz, który może już wcale nie mieć cech oryginału. </u>Natomiast każda pochwała zbliża nas do chwalonego obiektu i wzmacnia świadomość tej rzeczy, co pod każdym względem pogłębia nasz rozwój.<br />
Ważnym zagadnieniem jest umiejętność właściwego zachowania się, kiedy my sami jesteśmy krytykowani przez kogoś innego. Można tu dać wiele dobrych rad, ale przedstawię tylko jedną, która bezpośrednio wynika z omawianej zasady. Przykład, który podam, jest skrajny, ale jego wymowa będzie jasna.<br />
Z powodu powszechnie panującego na Hawajach przekonania o sile działania słów, częsty był lęk przed przekleństwem, które jest niczym innym jak krytyką, wyrażoną w formie pogróżki. Z powodu tej samej wiary ludzie, mający możliwość skontaktowania się z jakimś szamanem, nie doświadczali takiego lęku. Zgodnie z naukami szamańskimi siłę przekleństwa można zneutralizować i usunąć poczynione przez nią szkody poprzez moc błogosławieństwa, które jest po prostu komplementem, wyrażonym w formie obietnicy. Tak więc, jeżeli jakiś rozwścieczony człowiek powie rolnikowi: „Niech twoje zboże zgnije!" rolnik powinien spojrzeć z miłością na pole i powiedzieć „Niech moje zboże rośnie wspaniale i wyda obfite plony". W ten sposób zneutralizowane zostanie przekleństwo, a rośliny otrzymają dodatkową dawkę energii. To samo można zastosować w odniesieniu do własnej osoby; zawsze, <strong>kiedy zostaniesz skrytykowany pochwal siebie głośno lub w myśli i jeżeli nie przejawisz lęku, krytyka nie będzie miała dla Ciebie żadnych negatywnych konsekwencji.</strong></p>
<p><font color="#999999"><em>Serge Kahili King - "Szaman miejski"</em></font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Daj się skrytykować..]]></title>
<link>http://juneja.wordpress.com/2007/11/03/daj-sie-skrytykowac/</link>
<pubDate>Sat, 03 Nov 2007 01:47:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>Arvind Juneja</dc:creator>
<guid>http://juneja.wordpress.com/2007/11/03/daj-sie-skrytykowac/</guid>
<description><![CDATA[wielu ludzi szuka miejsca dla siebie w otaczającym nas świecie.. aby je znaleźć rozglądają si]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>wielu ludzi szuka miejsca dla siebie w otaczającym nas świecie.. aby je znaleźć rozglądają się za możliwościami, cudami czy też znajomymi którzy podeprą ich dobrym słowem.. wielu z nich ucieka od wszystkiego przy czym mogą się spalić i nie daj Bóg zostać skrytykowanym..</p>
<p>jako człowiek który od najmłodszych lat czymś tam się musiał zawsze różnić od innych (choćby zamiłowaniem do latania po dachach czy ćwiczeniem kopnięć na drewnianym worku treningowym :]) ilość krytyki którą przyjmowałem na siebie starczyłaby na średniej wielkości miasteczko. Fartem jednak zaczęło się to gdy jeszcze nie do końca rozumiałem co się dzieje i zacząłem się zastanawiać nad intencjami tych wszystkich żalących się do mnie i na mnie ludzi którzy w taki a nie inny sposób prezentowali swoje negatywne myśli i odczucia odnośnie mojej osoby...</p>
<p>z biegiem czasu przyzwyczaiłem się do pewnych ataków i zarzutów i metodą prób i błędów nauczyłem się je przyjmować i odpierać w taki sposób by na koniec usłyszeć takie słowa jak "to do jutra", "przepraszam" a czasem nawet "dziękuję"... i w zasadzie mógbłym wtedy na tym zaprzestać  jednak czas mi pokazał że takiej najgorszej prawdy o sobie można się dowiedzieć tylko od tych którzy nas nie lubią... i choć będzie to 10% z ich bluzgów i krzyków to te 10% daje nam tyle wiedzy o nas że aż powinniśmy za nie podziękować.. i kiedy do tego doszedłem przy kolejnej sytuacji kiedy ktoś miał mi coś do zarzucenia zamiast starać się zmodyfikować wymierzony we mnie słowotok pozwoliłem mu na to by się rozwinął... zacząłem zadawać pytania, grzecznie, spokojnie... dostawałem "Ty ch****" a odpowiadałem "czemu tak uważasz?" i choć często musiałem to powtarzać czasem dzięki temu dowiadywałem się czegoś na swój temat...słuchałem i słuchałem, nigdy się nie tłumaczyłem (zwykle i tak nie chcieliby słuchać a tak się przynajmniej mogli wygadać) chyba że ktoś faktycznie sam spytał.. zdarzało się również (i to w dużej mierze) że ktoś kto mnie krytykował tak naprawdę miał żal za coś zupełnie odmiennego jednak takie rozmowy również mnie wiele nauczyły. Nie wolno odtrącać osób które nas atakują bo w pewien sposób pomagają nam. Człowiek z którym spędzacie każdy dzień z czasem nie jest w stanie wymienić Wam takich małych, szczegółowych cech które sprawiają że możecie wydawać się negatywnymi postaciami. Nie są w stanie bo się do tego przyzwyczajają i nie zauważają już... osoby nowo poznane, osoby negatywnie nastawione które tylko czekają na Wasz błąd są dla Was w tym momencie jak skarbnica wiedzy. Takich ludzi trzeba słuchać.. i wyciągać wnioski.. pamiętając nadal że zwykle tylko ok 10% z tego co mówią ma jakieś przełożenie na rzeczywistość :) w przypadku tych drugich reszta to gniew i zagubienie.</p>
<p>W związku z tym że jak widzicie krytyka bywa niesamowicie cenna równie cenne jest podejmowanie się nowych wyzwań. Wyzwań którym na pierwszy rzut oka możecie nie sprostać więc cofacie się zachowawczo i oddajecie je innym. Takie wyzwania trafiają się każdego dnia. Czy taka polityka jest dobra? Może i tak ale dla 11 letniego dziecka.. wtedy takie beztroskie życie może jest pozytywne ale nie teraz kiedy macie się rozwijać i pracować nad sobą.. jeśli podejmiecie się wyzwania które z jakichś powodów nie wypali to macie do swojej dyspozycji coś cudownego! możliwość pełnej analizy tego czemu Wam nie wyszło! cieszcie się, bo to jest więcej warte niż sukces który przychodzi z łatwością....</p>
<p>jest już dość późno a ja jutro mam dzień latania więc na koniec podam Wam jeszcze to:</p>
<p><a href="http://www.lifehack.org/articles/communication/16-tips-to-survive-brutal-criticism-and-ask-for-more.html" target="_blank">www.lifehack.org/articles/communication/16-tips-to-survive-brutal-criticism-and-ask-for-more.html</a></p>
<p>nie wszystko mi się tam zgadza ale przeczytać warto, czytajcie czytajcie i jeszcze raz czytajcie ale nigdy, ale to nigdy nie bierzcie nic w 100%. Opinie takie jak tam i tu tej moje wypociny są wtedy skuteczne kiedy dochodzi się do nich samemu. Ja to co Wam przekazuję rozumiem w trochę inny sposób niż osoba która to przeczyta i też zrozumie. Jest to kwestia tego czego wymagało ode mnie życie by dojść do takich wniosków i jestem pewien że jeśli się postaracie to możecie i w swoich życiach odnaleźć ścieżki do takich wniosków (taki reverse engineering życia).. bez tego żadnego tekstu czy porad nie bierzcie w 100%.. przymrużone oko w takim przypadku często ratuje skórę.. prawie jak czytanie zmanipulowanych książek jednego enelpowca na B :)</p>
<p>ps. po raz kolejny polecam książki Williama L. Urego który ładnie tłumaczy jak rozmawiać... a co ważniejsze - jak słuchać bo bez umiejętności słuchania nigdy się niczego nie nauczymy :)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Na ile procent się znamy?]]></title>
<link>http://krst.wordpress.com/2007/10/26/na-ile-procent-sie-znamy/</link>
<pubDate>Fri, 26 Oct 2007 12:49:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>krst</dc:creator>
<guid>http://krst.wordpress.com/2007/10/26/na-ile-procent-sie-znamy/</guid>
<description><![CDATA[Serwisy społecznościowe są lepsze i gorsze. W każdym jednak fundamentalną funkcjonalnością je]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Serwisy społecznościowe są lepsze i gorsze. W każdym jednak fundamentalną funkcjonalnością jest zapraszanie znajomych. Oczywiste wobec tego jest, że powinno to być dopracowane do perfekcji. Niestety, mam wrażenie, że w <a href="http://www.biznes.net" title="Biznes.net" target="_blank">Biznes.net</a> nie do końca zostało to przemyślane. Na szczególną uwagę zasługuje metoda oceny poziomu znajomości z osobą, którą chcemy dodać:</p>
<p><img src="http://krst.wordpress.com/files/2007/10/biznesnet-procenty.png" alt="Biznes.net - na ile procent znasz daną osobę?" border="1" height="271" width="226" /></p>
<p>Pytanie za sto punktów (procent ;) ) - czym się różni znajomość 'bardzo słaba' od 'na razie słabej'? I dlaczego jedna to znajomość na 20% a druga na 30%? I dlaczego 10% więcej od 'na razie słabo' to 'raczej słabo'? Po co w ogóle są te procenty?</p>
<p>Jeżeli już chcemy w jakimś celu stopniować znajomość, to dlaczego nie zrobić tego prościej, np.:</p>
<ul>
<li>nie znamy się</li>
<li>znamy się z widzenia</li>
<li>znamy się bardzo dobrze</li>
</ul>
<p>Myślę, że wyczerpałoby to większość typowych przypadków użycia.</p>
<p>Co więcej - pisze się 'Znam <strong>tę</strong> osobę'. :)</p>
<p>Nie chciałem się nad tym zastanawiać i postanowiłem iść dalej nie wybierając niczego, zwłaszcza, że dalej jest napisane:</p>
<blockquote><p> Ocena znajomości jest wyłącznie do Twojej wiadomości. Nikt poza Tobą nie będzie miał do niej dostępu - w szczególności nie pozna jej zapraszana osoba. Biznes.net będzie mógł Ci zaproponować lepsze usługi dzięki tej informacji</p>
</blockquote>
<p>Nigdzie tutaj nie jest powiedziane dlaczego podanie tej informacji ma być dla mnie korzystne i jaki jest skutek tego, że kogoś znam na 10%, a kogoś innego na 90%. Dodatkowo wyraźnie jest napisane, że jest to informacja wyłącznie dla mojej wiadomości. Tak na prawdę to ja dobrze wiem jak kogoś znam bez podawania tej informacji w serwisie, więc nie widzę potrzeby podawania jej. Niestety, gdy próbowałem przebrnąć przez cały proces bez podania stopnia znajomości, dostałem komunikat:</p>
<p><img src="http://krst.wordpress.com/files/2007/10/biznesnet-komunikat.png" alt="Biznes.net - ocena znajomości nie została wybrana." border="1" height="135" width="380" /></p>
<p>Znów żadnego wyjaśnienia, prośby, przepraszam, nic - ocena nie została wybrana, więc dalej nie pójdziesz. Z wykrzyknikiem! Nie sądzę, żebym miał ochotę często dodawać swoich znajomych w tym serwisie.</p>
<p>Dodatkowym błędem jest to, że nie istnieje możliwość zobaczenia podglądu wiadomości, która zostanie wysłana do osób których e-maile podaliśmy. Nie wiemy też, czy przypadkiem osoby te nie trafią na jakąś wewnętrzną listę mailingową albo czy system nie będzie zachęcał ich do założenia konta dopóty, dopóki w końcu tego nie zrobią, niezależnie czy tego chcą, czy nie. Nie mówię, że tak jest (bo nie wiem tak na prawdę), ale serwis w żaden sposób nie próbuje mnie uspokoić, że tak nie będzie, a doświadczenia z tym związane mam różne.</p>
<p>To o czym piszę, to są szczegóły. Te szczegóły budują jednak ogólne wrażenie (user experience), jakie serwis pozostawia po sobie gdy zamykamy okno przeglądarki. Odnoszę wrażenie, że na poziomie szczegółów <a href="http://www.biznes.net" target="_blank">Biznes.net</a> jest niestety niedopracowany. A szkoda, bo serwis ma potencjał i fajną domenę.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Hitchens w końcu w Polsce]]></title>
<link>http://brocha.wordpress.com/2007/10/19/hitchens-w-koncu-w-polsce/</link>
<pubDate>Fri, 19 Oct 2007 19:41:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>brocha</dc:creator>
<guid>http://brocha.wordpress.com/2007/10/19/hitchens-w-koncu-w-polsce/</guid>
<description><![CDATA[Po niespodziewanym (w Polsce) sukcesie Boga Urojonego Richarda Dawkinsa (książka ciągle jest na l]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Po niespodziewanym (w Polsce) sukcesie Boga Urojonego Richarda Dawkinsa (książka ciągle jest na liście bestsellerów empiku i merlin.pl), wiadomo było że wydawcy sięgną po inne bestsellery propagujące racjonalizm i ateizm. Na początek niespodziankę sprawiła mi (nam) Wydawnictwo Sonia Draga wydając książkę <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Christopher_Hitchens">Christophera Hitchensa</a> - Bóg nie jest wielki. O trucicielskiej sile religii.</p>
<p align="center"><img src="http://www.merlin.com.pl/images_product/27/978-83-7508-057-5.jpg" /></p>
<p>Pare słów o samej książce od wydawcy:</p>
<blockquote>
<p align="justify">Ponad półtora wieku temu papież Pius IX opublikował Syllabus Errorum. Potępił w nim idee wolności religijnej oraz rozdziału państwa od kościoła. Wskazał też 80 błędnych tez, doktryn i idei, m.in. socjalizm, modernizm, racjonalizm. Bóg nie jest wielki to taki ateistyczny odpowiednik ówczesnego dzieła, bezlitosna rozprawa z grzechami i niegodziwościami religii. Jak Chrystus mógł umrzeć za nasze grzechy, skoro najprawdopodobniej wcale nie umarł? Czy Żydzi nie traktowali morderstwa i cudzołóstwa jako grzechów, zanim otrzymali Dziesięć Przykazań, a jeśli uważali je za grzechy, dlaczego Dziesięć Przykazań okrzyknięto tak wspaniałym darem? Hitchens stawia odważne pytania i śmiało formułuje tezy. Jego argumentacja poparta jest osobistymi doświadczeniami, udokumentowanymi anegdotami historycznymi oraz krytyczną analizą tekstów religijnych. Opisuje intelektualną podróż w kierunku świeckiego spojrzenia na świat, świat oparty na nauce i rozumie; świat, w którym wizję Nieba zastąpiły zapierające dech w piersiach zdjęcia z kosmosu. To nie Bóg nas stworzył . To my stworzyliśmy Boga.</p></blockquote>
<p align="justify">A tak przy okazji Wydawnictwo Prószyński i S-ka wznowiło w końcu po siedmiu latach <a href="http://www.proszynski.pl/Samolubny_gen-p-214-.html">Samolubny Gen Dawkinsa</a> - które ostatnio można było tylko kupić z drugiej ręki na allegro.pl za jakieś horrendalne pieniądze.</p>
<p align="justify">Ciekawe im bardziej kościół pcha się w życie Polakom (tylko w tym roku awantury: z aborcją, średnią, bezpłatnym przekazywaniem nieruchomości na rzecz kościoła) tym ci są bardziej krnąbrni i szukają swojej drogi poza kościołem. A od 21 coś tam -  miało być tak pięknie, miało być pokolenie...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mity zwolenników Mszy Trydenckiej]]></title>
<link>http://mitofobia.wordpress.com/2007/09/29/mity-zwolennikow-mszy-trydenckiej/</link>
<pubDate>Sat, 29 Sep 2007 10:03:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>mitofobia</dc:creator>
<guid>http://mitofobia.wordpress.com/2007/09/29/mity-zwolennikow-mszy-trydenckiej/</guid>
<description><![CDATA[Ostatnio spotkalem sie z ostra krytyka na temat roznych posoborowych form liturgicznych (m.in. tanca]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span class="c4">Ostatnio spotkalem sie z ostra krytyka na temat roznych posoborowych form liturgicznych (m.in. tanca podczas Mszy sw.)</span></p>
<p><span class="c4">Pytanie wiec: Czy delegacja Murzynow przebywajaca w Waszawie moglaby sobie potanczyc na Mszy? Przeciez w Afryce jest to normalne...</span></p>
<p>Link: <a href="http://breviarium.blogspot.com/2007/03/dyskoteka-czy-msza.html">http://breviarium.blogspot.com/2007/03/dyskoteka-czy-msza.html</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[User Experience w praktyce.]]></title>
<link>http://krst.wordpress.com/2007/09/02/user-experience-w-praktyce/</link>
<pubDate>Sun, 02 Sep 2007 02:19:26 +0000</pubDate>
<dc:creator>krst</dc:creator>
<guid>http://krst.wordpress.com/2007/09/02/user-experience-w-praktyce/</guid>
<description><![CDATA[Czym jest User Experience i czym różni się od użyteczności? Postaram się opisać to na przykł]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Czym jest User Experience i czym różni się od użyteczności? Postaram się opisać to na przykładzie 'z życia wziętym'.</p>
<p>Przykład, którym się posłużę to jedna z moich ulubionych jadłodajni w Warszawie - restauracja/pizzeria Dominium. Ulubiona z dwóch powodów: kanapki szefa z sosem pesto i 50% zniżki.</p>
<p>Dominium jak na restaurację w ogóle nie jest specjalnie drogie, a obcięcie o połowę cen z menu sprawia, że można tam spokojnie chodzić na regularny obiad w czasie pracy. Do zniżki uprawnione są m.in. osoby posiadające kartę Euro&#60;26, oraz studenci UW lub SGH. (kto jeszcze nie wiem, nie zauważyłem, żeby Dominium specjalnie chwaliło się tym. Zdaje się, że również np. policjanci mogą z niej korzystać) Zniżka ta jest jednak opatrzona 'gwiazdką' - o możliwości skorzystania z niej trzeba poinformować <em>przed</em> złożeniem zamówienia. Za pierwszym razem dowiedziałem się o tym oczywiście podczas proszenia o rachunek, który nagle zrobił się dwukrotnie wyższy niż planowałem. Od tej pory jeszcze kilkakrotnie udało mi się zapomnieć o tym niecodziennym wymogu i w efekcie płacić normalną cenę.</p>
<p>Jaki jest tego efekt? Za każdym razem, gdy naciąłem się na ten kruczek formalny czułem się oszukany, upokorzony. To tak, jakby Dominium karało mnie za nadużywanie zniżki - tym razem, to oni są górą i zapłacę regularną cenę. Standardowy popołudniowy obiad nagle staje się obiadem w restauracji - gdybym miał planować wydanie takiej kwoty na obiad, poszedłbym pewnie w inne miejsce. Każdorazowo po takim zdarzeniu zmieniałem jadłodajnię na conajmniej dwa tygodnie (dzięki czemu odkryłem jeszcze kilka ciekawych miejsc w okolicach centrum Warszawy :) ).</p>
<p>Moje odczucia nie są odosobnione. Raczej rzadko zdarza mi się chodzić na obiad na mieście samemu. Potęguje to tylko efekt zażenowania za każdym razem gdy zapomnę poinformować o posiadanej zniżce. W nagrodę za to, że przyprowadziłem do restauracji znajomych nie tylko ja sam muszę zapłacić podwójnie (w stosunku do tego, czego oczekiwałem), ale oni również.</p>
<p>Raczej nie o to chodziło szefostwu Dominium gdy wprowadzało tę zniżkę. Jednorazowe zmuszenie kogoś do zapłacenia normalnej ceny zamiast zniżkowej na pewno nie wspiera budżetu, a działa podwójnie upokarzająco - po pierwsze dla klienta, po drugie dla kelnerki która musi rzeczonemu klientowi wytłumaczyć dlaczego za jedzenie zapłaci dwa razy więcej niż się spodziewał.</p>
<p>Sprawa ta ma podwójne dno. Uprzejma Pani kelnerka wytłumaczyła mi pewnego razu, że wymóg taki istnieje z banalnej przyczyny - system komputerowy obsługujący płatności w restauracji nie daje możliwości uwzględnienia zniżki po wprowadzeniu zamówienia. Konieczne było kasowanie zamówienia i wprowadzanie go od nowa, co powoduje problemy na wyższych stopniach finansowych restauracji (prawdopodobnie w księgowości). Przypadków takich było wiele (z czego wynika, że <em>wiele osób</em> informowało o zniżce dopiero przy proszeniu o rachunek!), wobec czego kierownictwo zabroniło akceptowania zniżek po przyjęciu zamówienia, a biedne kelnerki zostały zobowiązane do tłumaczenia klientom w takich przypadkach, że 'przecież jest o tym wzmianka w menu! o tutaj - na ostatniej stronie'.</p>
<p>Wobec czego mam prawo przypuszczać, że cała moja frustracja i złość, która spotyka mnie raz na jakiś czas w restauracji Dominium jest efektem złego zaprojektowania systemu przyjmowania płatności - systemu komputerowego oczywiście!</p>
<p>I tutaj pojawia się zróżnicowanie na user experience, a użyteczność. Cały system jest prawdopodobnie użyteczny. Zarówno obsługa po stronie Pań kelnerek, jak i (jak przypuszczam) system komputerowy nie mają sobie nic do zarzucenia - realizują najlepiej jak potrafią funkcje, które zostały im powierzone. Dopiero gdy prześledzi się cały proces -  od wejścia klienta do restauracji, przez złożenie zamówienia, radosną konsumpcję, smutny moment otrzymania rachunku po opuszczenie lokalu - można dojść do tego, dlaczego klient opuszcza lokal niezadowolony.</p>
<p>Problem ten można by rozwiązać na dwa sposoby - przez zmianę systemu komputerowego tak, żeby umożliwiał poinformowanie go o konieczności uwzględnienia zniżki przed samym wydrukowaniem paragonu, lub przez poinstruowanie kelnerek o tym, żeby po przyjęciu zamówienia pytały się klientów czy nie chcieliby skorzystać ze zniżki. W ten sposób zresztą ja sam dowiedziałem się, że jestem do niej uprawniony. Nie dziwię się jednak, że kelnerki same z siebie nie forsują takiego pomysłu - wiązałoby się to za każdym razem z koniecznością opowiedzenia klientowi jakie zniżki ma szanse. Mogą tego nie chcieć również menedżerowie lokalu, żeby nie tworzyć wizerunku 'promocyjnej' restauracji.</p>
<p>Tak więc jak widać najlepszym sposobem na rozwiązanie tego problemu byłaby modyfikacja systemu komputerowego... albo od początku zaprojektowanie go tak, żeby uwzględniał on potrzeby i wymagania użytkownika.</p>
<p>PS:  Wpis ten dedykuję uprzejmym Paniom kelnerkom, które udowodniły ostatnio, że jeśli się chce, to można obejść głupie systemy i wymogi kierownictwa. :)</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
