<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>kiino &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/kiino/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "kiino"</description>
	<pubDate>Sat, 11 Oct 2008 11:02:18 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Tenacious D: The Pick of Destiny [2006]]]></title>
<link>http://peacegrenade.wordpress.com/?p=1361</link>
<pubDate>Tue, 07 Oct 2008 04:25:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>boromi</dc:creator>
<guid>http://peacegrenade.wordpress.com/2008/10/07/tenacious-d-the-pick-of-destiny-2006/</guid>
<description><![CDATA[ 

&#8220;The best song in The World&#8221; - Tenacious D swego czasu stał się bardzo popularnym z]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><!--[if gte mso 9]&#62; Normal   0         21         false   false   false      PL   X-NONE   X-NONE                                                     MicrosoftInternetExplorer4 &#60;![endif]--><!--[if gte mso 9]&#62; &#60;![endif]--><!--  --><!--[if gte mso 10]&#62; &#60;!   /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-priority:99; 	mso-style-qformat:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:11.0pt; 	font-family:"Calibri","sans-serif"; 	mso-ascii-font-family:Calibri; 	mso-ascii-theme-font:minor-latin; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-theme-font:minor-fareast; 	mso-hansi-font-family:Calibri; 	mso-hansi-theme-font:minor-latin; 	mso-bidi-font-family:"Times New Roman"; 	mso-bidi-theme-font:minor-bidi;} --> <!--[endif]--></p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/10/tenac1.jpg"><img class="size-full wp-image-1363 aligncenter" style="border:1px solid black;" title="tenac1" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/10/tenac1.jpg" alt="" width="440" height="252" /></a></p>
<p><strong>"The best song in The World" - </strong>Tenacious D swego czasu stał się bardzo popularnym zespołem, głównie za sprawą doskonałego singla "<a href="http://www.veoh.com/videos/v618767s7zkBt2s?jsonParams=%257B%2522region%2522%253A%2522%2522%252C%2522range%2522%253A%2522a%2522%252C%2522query%2522%253A%2522tenacious%2Bd%2Btribute%2522%252C%2522rlmax%2522%253Anull%252C%2522seasonNumber%2522%253A0%252C%2522rlmin%2522%253A0%252C%2522requestType%2522%253A%2522user%2522%252C%2522sId%2522%253A%2522552294322487744863%2522%252C%2522veohOnly%2522%253Atrue%252C%2522episodeNumber%2522%253A0%252C%2522country%2522%253A%2522%2522%252C%2522order%2522%253A%2522default%2522%257D&#38;context=SEARCH&#38;viewType=search" target="_blank">Tribute</a>" i <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Tenacious_D_(TV_series)" target="_blank">serialu</a> emitowanego na HBO. W roku 2005, gdy Świat dowiedział się o planach dwóch aktorów - piosenkarzy, wśród fanów zapanowało spore poruszenie. „Rockowy musical" - te słowa najlepiej pasują do przeszło półtoragodzinnej sekwencji kretyńskich gagów, niekonwencjonalnej gry aktorskiej i... doskonałych piosenek z charakterem. Przyjemna, prostolinijna komedia, czy tani, niskobudżetowy gniot...?<!--more--></p>
<p>Film opowiada historię założenia zespołu, mocno ubarwioną wątkami fantastyki i sensacji. Jack Black jako „młody gniewny", ucieka z do cna przesiąkniętego chrześcijańskimi wartościami domu, by w Hollywood - "mieście upadłych aniołów", odnaleźć drugiego członka zespołu. Zgodnie z przepowiednią której udzielił mu sam <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ronnie_James_Dio" target="_blank">Dio</a>, J.B. poznaje Kyle'a Gassa, gitarzystę - wirtuoza. Razem postanawiają stworzyć najlepszy rockowy zespół tej galaktyki. Po drodze w cały ten cyrk na kółkach wkrada się zawiła intryga z Szatanem w roli ziemskiego uzurpatora. I na tym opowieść urwę, gdyż kolejne pomysły reżyserów na jej rozwój są na tyle zwariowane i nieprzewidywalne, że poznanie je w formie innej niż filmowa zwyczajnie mija się z sensem.</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/10/tenac2.jpg"><img class="size-full wp-image-1364 aligncenter" style="border:1px solid black;" title="tenac2" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/10/tenac2.jpg" alt="" width="440" height="244" /></a></p>
<p>Nie powiem - dziewiczy seans spodobał mi się, tym bardziej, że miał miejsce w zacnym gronie znajomych. A wśród nich - jak to zwykle bywa - nawet (a może raczej - przede wszystkim) najgłupszy żart powodował reakcję łańcuchową, w wyniku czego większość filmu widziałem z perspektywy żabiej, tarzając się ze śmiechu po podłodze. Film zauroczył mnie na tyle, by - już w domowym zaciszu i po kilkudniowej przerwie, obejrzeć go raz jeszcze. Niestety, była to decyzja na niekorzyść opisywanego „dzieła". W „twardym, sofoklejskim świetle", PoD wypada bowiem nad wyraz blado...</p>
<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/10/903181.jpg"><img class="size-full wp-image-1365 alignright" style="border:1px solid black;" title="903181" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/10/903181.jpg" alt="" width="220" height="330" /></a></p>
<p><strong>„Stary, gdzie moja bryka?" - </strong>Właśnie z tym filmem, wręcz nachalnie kojarzy się Pick of Destiny. Zamiast zaginionego samochodu mamy tu bowiem tytułową Kostkę Przeznaczenia a miejsce po narkotycznych wizjach ze strusiami zajął tu włochaty Sasquatch, ukazujący się Jackowi po spożyciu halucynków... Co tu kryć - film chłopaków z „The D" to humor żywcem zerżnięty z prostackiego do bólu filmu Leinera. Sami bohaterowie również sprawiają wrażenie ściśle wzorowanych na przygłupiastym Jessym i Chesterze - granicą absurdu są tu „cock push-ups" - osobliwa odmiana pompek, którą Kyle w ramach treningu zaleca Jackowi...</p>
<p>By jednak nie wieszać na produkcji wszystkich psów, wspomnieć należy o całkiem niezłej grze aktorskiej. Owszem - „Tenacious D...", nie jest pod tym względem żadnym arcydziełem, jednak trzeba przyznać, że przesadne zaangażowanie większości postaci tworzy nad wyraz spójną kreację Ameryki z przymrużeniem oka. Miłym ficzerkiem jest też obecność na liście płac kilku znanych wykonawców (między innymi wspomniany już wokalista Black Sabbath i Dave Grohl, założyciel Foo Fighters) - bez ich udziału film straciłby naprawdę wiele, nie tylko dlatego że biorą czynny udział w wielu piosenkach...</p>
<p>Tak oto dochodzimy do najmocniejszej strony PoD - soundtracku. Chłopaki po raz kolejny nie zawiedli i do swojego filmu nagrali ponad piętnaście niesamowicie chwytliwych kawałków, które zarówno wokalem, jak i świeżością brzmienia biją na głowę niejednego „poważnego" wykonawcę. Przy okazji, swą twórczością jeszcze bardziej oddalili się od granicy dobrego smaku (bo przekroczyli ją już blisko dziesięć lat temu, za sprawą swojego serialu), co jednak w piosenkach razi zdecydowanie mniej niż w poszczególnych scenach (ba, można nawet powiedzieć, że rockowe dewiacje mają tu swój urok, niestety w przeciwieństwie do pozostałych gagów). Co ważne, w utwory ani na chwilę nie wkrada się monotonia. Większość z nich to rock w najlepszym wydaniu, jednak panowie bardzo sprawnie mieszają style. W efekcie na płycie znajdziemy spokojne, melodyjne ballady, lżejsze odmiany metalu a nawet coś na kształt pastiszu Monthy Pythona. Olbrzymia różnorodność i charakterystyczny dla zespołu luz sprawia, że Pick of Destiny warto obejrzeć dla samej tylko ścieżki dźwiękowej, która ratuje ogólny poziom filmu.</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/10/tenac41.jpg"><img class="size-full wp-image-1373 aligncenter" style="border:1px solid black;" title="tenac41" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/10/tenac41.jpg" alt="" width="440" height="187" /></a></p>
<p style="text-align:left;">Z tego co do tej pory napisałem wynika, że mamy do czynienia z crapem. Mimo to, z PoD nie jest aż tak źle. To po prostu typowa amerykańska komedia o niewyszukanym dowcipie i kiepskim poziomie wykonania. Fani zespołu (w tym także i ja) zapewne dawno już mają ten film za sobą, pozostałych zachęcam do zapoznania się z nim. I nie - wcale nie odwracam kota ogonem, wciąż uważam że poziom żartów nie stawia tej produkcji powyżej rynsztoka. Jednak przeciwnikom rocka (których to u nas wcale nie jest mało), bądź osobom które jeszcze na dobre nie zasmakowały tego gatunku, może pokazać, iż ta muzyka także potrafi przybrać niezobowiązującą, lekką formę. I pewien jestem, że przynajmniej część z nich po obejrzeniu „Kostki Przeznaczenia", zechce sięgnąć po OST. I choćby z tego powodu, moim zdaniem film zasługuje na szkolną tróję - wypadkową piątki za soundtrack i dwói za całą resztę.</p>
<p style="text-align:left;"><strong>boromi</strong></p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/10/6minus1.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1371" title="6minus1" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/10/6minus1.jpg" alt="" width="136" height="92" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ninja Scroll / Jubei Ninpucho]]></title>
<link>http://peacegrenade.wordpress.com/?p=1291</link>
<pubDate>Sun, 28 Sep 2008 08:59:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>cascad</dc:creator>
<guid>http://peacegrenade.wordpress.com/2008/09/28/ninja-scroll-jubei-ninpucho/</guid>
<description><![CDATA[ 
Trzy filmy spopularyzowały anime poza Japonią. Były to Akira, Ghost in the Shell oraz Ninja Scr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/09/4.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1292" title="4" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/4.jpg" alt="" width="375" height="200" /> </a></p>
<p>Trzy filmy spopularyzowały anime poza Japonią. Były to Akira, Ghost in the Shell oraz Ninja Scroll. Do dziś budzą olbrzymie kontrowersje wśród fanów anime i nie tylko. Przede wszystkim jednak do dziś uchodzą za absolutną klasykę i są jednymi z najbardziej rozpoznawalnych tytułów w gatunku. Akira zasłynął dzięki niesamowicie płynnej animacji i atmosferze, zaś GITS pochłonął ludzi przytłaczającą wizją przyszłości i filozoficznymi dywagacjami. Co zrobił Ninja Scroll, by stanąć obok nich na podium?<br />
Ninja Scroll - film uznanego reżysera Yoshiaki'ego Kawajiri - zalał ekran we krwi.<!--more--></p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/3.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1293" title="3" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/3.jpg" alt="" width="367" height="200" /></a></p>
<p>Historia kręci się wokół Jubei'a Kibagami - włóczęgi i szpiega do wynajęcia, wędrującego samotnie po księstwach XVII-wiecznej Japonii. Pewnego razu z pozoru bezcelowe życie Jubei'a zostaje zaburzone, kiedy chcąc, czy nie chcąc, zostaje wmieszany w intrygę między samurajskim klanem a tajemniczą grupą ninja, na usługach jeszcze bardziej tajemniczego feudała. Gdy wreszcie udaje mu się wyswobodzić z niechcianych kłopotów, napotyka karłowatego, starego mnicha imieniem Dakuan. Ten okazuje się być wysłanym przez Szogunat wywiadowcą, zajmującym się sprawą, w którą wcześniej pechowo wplątał się Jubei. Starzec proponuje bohaterowi pracę, ale ponieważ słowna perswazja nie przynosiła skutków, Dakuan zmusza go do wykonania zadania... otruwając go. Obiecując też, że po pomyślnie zakończonej misji ofiaruje mu odtrutkę i złoto. Jubei, nie mając wyjścia, przystaje na to. Jednak nie wie jeszcze, że przywódcą poszukiwanej grupy ninja, jest człowiek powiązany z jego tragiczną przeszłością. Człowiek, którego niegdyś Jubei skrócił o głowę... Tak o to, na dobre zaczyna się akcja filmu.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/7.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1294" title="7" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/7.jpg" alt="" width="357" height="200" /></a></p>
<p>Właściwie Ninja Scroll mógłby być jeszcze lepszą grą, niż filmem. Kapitalna, realizowana dzięki świetnej animacji, akcja przy klimatycznej muzyce; prowadzona prostym, choć fajnym, ociekającym od krwi i golizny scenariuszem, pełnym brutalnych walk z pokręconymi, demonicznymi przeciwnikami – to idealny materiał do przeniesienia w cyfrowy świat. A warto wspomnieć, że design owych "bossów", zwanych Ośmioma Diabłami Kimon, po prostu niszczy. Kamienny golem w przebraniu wojownika-mnicha; niewidomy mistrz miecza, o długich, rozwianych włosach, albo pokraczny, przygarbiony zabijaka, który z ogromnej narośli pokrywającej własne plecy uczynił ul, jest nawet pani z której ekhem ‘kwiatka’ wypełza jadowity wąż... Im dalej, tym wymyślniej. Spora część z nich mniej, lub bardziej nawiązuje do japońskich legend o demonach i niezwykłych szermierzach.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/1.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1295" title="1" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/1.jpg" alt="" width="397" height="200" /> </a></p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/1.jpg"></a>Przeciwnicy po części budują klimat filmu, ale nie należy od nich wymagać głębi. O przeszłości któregokolwiek z nich nie dowiadujemy się niczego (z wyjątkiem głównego bossa), a cele, jakimi się kierują są banalne. Zabić jak najwięcej, zgwałcić jak najwięcej albo, jak w przypadku jednego bishonena, trafić do łoża potężnego przywódcy grupy. Jeśli chodzi o ich osobowości, to trudno powiedzieć o nich cokolwiek więcej, niż to, że są na wskroś źli. Niemniej, potyczki z nimi budzą zachwyt i jeśli odpowiednio się nastawić, w zupełności to wystarczy. Każde starcie ma swój klimat, na każdego Jubei musi znaleźć inny sposób – oglądanie (brutalnej) śmierci tak ciekawej gromady demonów musi się podobać.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/6.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1296" title="6" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/6.jpg" alt="" width="400" height="141" /></a></p>
<p>Na szczęście główni bohaterowie mają do zaoferowania coś więcej, niż tylko fajny wygląd. Szeroka jak pas startowy Jumbo Jeta klata Jubei’a daje radę, ale tak naprawdę to jego charakter (gość jest i wytrwały i mądry) wzbudza podziw. Zwłaszcza to w jak ciekawy sposób rozwija się jego wątek z Kagero. Trzeba wiedzieć, że jest to dziewczyna zarówno niezwykła, jak piękna i.. przeklęta. Nie zdradzę szczegółów, bo pomimo tego, że to lekko ‘baśniowy’ wątek to jednak jakimś cudem jak ulał pasuje do tej pełnej krwi historii. Karłowaty starzec, Dakuan, pomimo wstrętnej przebiegłości i tak zdobywa sympatię widzów... poczciwym, lekko przerysowanym, komediowym wyglądem. No i jego kijek! Donatello z żółwi ninja zabiłby za taki kijek</p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/2.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1297" title="2" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/2.jpg" alt="" width="350" height="200" /></a></p>
<p>Swoje miejsce wśród najbardziej znanych anime Ninja Scroll wygrał, dzięki otoczce, stawiając nie tyle na filozoficzne dywagacje co na naprawdę ciekawe, oryginalne, świetnie zrealizowane walki. Jakkolwiek jednak to brzmi, w żadnym wypadku nie jest to zły film. Ogląda się go z ogromną przyjemnością. Jako kino akcji sprawuje się na tyle dobrze, że nieraz będzie Was korcić, by do niego wrócić. Z jednej strony jest to ‘tylko krwawa rzeźnia’, z drugiej naprawdę niesamowicie wykonana. Ilość szczegółów na ekranie, ruchomych elementów, design, świetnie odwzorowana siła ciosów i fontanny osocza wywierają naprawdę pozytywne wrażenie. Pojedynki z kolejnymi demonami to uczta dla oczu – każdy z nich to jedna z najlepszych scen walki jakie można zobaczyć na szklanym ekranie. Żeby tego było mało, Ninja Scroll z czasem odkrywa przed widzem także niemały ładunek emocjonalny. Jest mocno ostro, lekko dramatycznie i z odrobiną erotyzmu. Film – legenda, który przez te wszystkie lata od premiery nie stracił swej pozycji.</p>
<p><strong> cyoh &#38; cascad</strong></p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/8plus.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1298" title="8plus" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/8plus.jpg" alt="" width="136" height="92" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Grindhouse vol. 1. Death Proof]]></title>
<link>http://peacegrenade.wordpress.com/?p=1216</link>
<pubDate>Sat, 20 Sep 2008 16:27:29 +0000</pubDate>
<dc:creator>cascad</dc:creator>
<guid>http://peacegrenade.wordpress.com/2008/09/20/grindhouse-vol-1-death-proof/</guid>
<description><![CDATA[ 
Filmy Quentina Tarantino zwykły przyciągać uwagę rzeszy kinomanów, trudno się dziwić - każ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/09/tyt.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1217" title="tyt" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/tyt.jpg" alt="" width="378" height="190" /> </a></p>
<p>Filmy Quentina Tarantino zwykły przyciągać uwagę rzeszy kinomanów, trudno się dziwić - każdy kto miał okazję zasmakować w jego twórczości wie, że stać go absolutnie na wszystko. Czy to na krwawą łaźnię urządzoną przez pannę młodą czy na eksterminację meksykańskich wampirów. Na wieść, że kręci ‘najbardziej kobiecy film roku’ ciężko było się nie zainteresować, choćby po to by sprawdzić jak blisko prawdy będą slogany reklamowe. Przyznać trzeba, że ‘Death Proof’ zaskakuje i bawi, a przedstawicielek płci pięknej w nim nie brakuje. Polowanie psychopaty po kryzysie wieku średniego na młode atrakcyjne, dziewczyny, samochodem-mordercą to coś wartego obejrzenia i zapamiętania.<!--more--></p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/14.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1218" title="14" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/14.jpg" alt="" width="400" height="215" /></a></p>
<p>Dzieła Tarantino zostają w pamięci zwykle z powodu dwóch charakterystycznych elementów; brutalnej i pomysłowej akcji oraz zupełnie niepotrzebnych nikomu dialogów ;) postacie z jego filmów lubią sobie najzwyczajniej w świecie porozmawiać o swych osobistych sprawach, kłopotach, radościach, smutkach czy pierdołach. Nie mogło tego zabraknąć przy DP, podzielonym na dwie, niejako niezależne, części. W jednej trójka przyjaciółek idzie się zabawić do baru, w drugiej (inna) trójka wybiera się przejechać legendarnym białym Dodge`m Challenger’em. Na obie ‘drużyny’ czeka, odziany w skórę, poharatany i rządny śmierci Kaskader Mike (Kurt Russel) w swym piekielnie czarnym muscle carze.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/32.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1219" title="32" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/32.jpg" alt="" width="430" height="180" /></a></p>
<p>Śmierdzi to z daleka kinem klasy B, jak nie C ale zrealizowane jest z niewyobrażalną fantazją. Stylistyka, aranżacja wnętrz, ilość smaczków na ekranie, przepełnienie czarnym humorem dialogów - każdy element układanki jest rewelacyjny. To wulgarne kino rozrywkowe, które mogłoby się nigdy nie kończyć. Nic bardziej nie bawi, przynajmniej mnie, niż nie szczędzące sobie epitetów kobiety (niektóre wiązanki, które możemy tu usłyszeć potrafią zwalić z nóg). Czysta zabawa i co najważniejsze – hołd złożony pościgom samochodowym. Każdy kto miał jakikolwiek kontakt z kinem akcji starej daty musi pamiętać obecne w nim pościgi, wielkie kraksy (jak choćby ta z Blues Brothers), poślizgi, stłuczki, popisy mistrzów kierownicy, przemykanie przez skrzyżowania. Tarantino, odsuwając na bok efekty specjalne postanowił w swym filmie także umieścić taką scenę. Potrzebne do tego było sporo aut, kaskaderzy, liczne powtórki i sporo gimnastyki z kamerą.. . ale efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Ogląda się to z zapartym tchem, z pewnością osiągnie zamierzony efekt i przejdzie nią do historii.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/22.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1220" title="22" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/22.jpg" alt="" width="400" height="171" /></a></p>
<p>Najważniejszą rzeczą, pozwalającą zapomnieć o tym jak kiczowaty jest to film (nie ukrywajmy tego, przecież opowiada o śmiercioodpornym samochodzie) są same bohaterki. Panie jakie poznamy przez te dwie godziny projekcji są wręcz niesamowite i tak bojowe, że zapewne jednym strzałem łamią szczęki a po kryjomu sikają na stojąco ;)</p>
<p>Akcję, jak już wspomniałem, podzielono na dwa epizody posiadające bardzo podobną konstrukcję – obserwujemy grupę przyjaciółek, mogąc dobrze poznać zarówno je same jak i relacje między nimi a potem wkracza do akcji kaskader Mike i jego Dodge. Cała moc i urok filmu, poza obserwowaniem świetnej kreacji Kurta (bo psychopatę gra świetnie) leży właśnie w tym poznawaniu, absolutnie normalnych, wyluzowanych pań. Wiecie takich, które wspominają miedzy sobą o swych ostatnich podrywach, wyczynach, lubią zapalić trawe, osuszyć parę szklanek, kusić mężczyzn i zwyzywać konkurentki od najgorszych dziwek.<br />
Dlatego też ciężko pisać konkretnie o tym filmie – jego zwyczajnie trzeba zobaczyć. Fabułę ma prostą jak konstrukcja cepa, a to czemu jest czymś (w moim mniemaniu) wybitnym leży w kunszcie aktorów i rozbrajających dialogach.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/41.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1221" title="41" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/41.jpg" alt="" width="400" height="180" /> </a></p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/41.jpg"></a>Plakaty wiszące na ścianach, muzyka grająca w tle, stroje, ujęcia - w kadrze kamery ciągle znajduje się coś co nawiązuje do innych filmów. Co najważniejsze – są to ulubione filmy Quentina – żaden skok na kasę, próba budowania przekazu podprogowego etc. on najzwyczajniej składa hołd dziełom na których się wychował, które uwielbia. Przy okazji ma talent i oryginalne pomysły oraz bawi się w zaskakiwanie widza. Ciężko pisać o filmach Tarantino bez wspominania o nim samym – czuć tego ducha zapaleńca i najzwyczajniej w świecie widać w nich, że to on je kręcił (choćby po tym, że sam lubi stanąć po drugiej stronie kamery – tu gra rewelacyjnego barmana). To dlatego brak w Death Proof przesadnej charakteryzacji, komputerowych efektów świetlnych, ślicznych gramatycznie wypowiedzi -zastąpiono je przekleństwami, wysoką ekspresją i naturalnością. Musiało tak być, to nie jest obraz który zaimponuje ludziom kochającym sztukę-prze-wysoką, bo nie miał taki być. Jest na to zbyt pełnokrwisty i ludzki, ale na pewno nie prosty i pospolity zarazem.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/tara.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-1222" title="tara" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/tara.jpg" alt="" width="230" height="125" /></a>Uwierzcie – warto obejrzeć Death Proof, zyskacie 7 nowych przyjaciółek, obejrzycie genialny pościg samochodowy i zasmakujecie humoru czarnego niczym Jackson przed operacją ;) idealny poprawiacz humoru, który gości w mym odtwarzaczu dvd naprawdę często. Śmiem nawet twierdzić, ze gdyby to on ukazał się w 1994 roku zamiast Pulp Fiction to dziś byłby obsypany równie wielkim kultem, a tak jest ‘kolejnym filmem Tarantino’. Może i jest, ale to w żadnym wypadku obelga. Od kinomana dla kinomanów, czysta rozrywka.</p>
<p><strong>cascad </strong></p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/9.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1223" title="9" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/9.jpg" alt="" width="136" height="92" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sword of the Stranger / Mukoh Hadan (2007)]]></title>
<link>http://peacegrenade.wordpress.com/?p=1041</link>
<pubDate>Sat, 06 Sep 2008 12:34:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>cyoh</dc:creator>
<guid>http://peacegrenade.wordpress.com/2008/09/06/sword-of-the-stranger-mukoh-hadan-2007/</guid>
<description><![CDATA[Mawia się, jakoby pierwszy cesarz Chin bezlitośnie poszukiwał tego, czego pragnęło i pragnie wi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/swordstranger.jpg"></a><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/swordstranger.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-1043" title="swordstranger" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/swordstranger.jpg" alt="" width="231" height="300" /></a>Mawia się, jakoby pierwszy cesarz Chin bezlitośnie poszukiwał tego, czego pragnęło i pragnie wielu z nas - nieśmiertelności. Ta ciekawostka posłużyła pewnie jako inspiracja autorom rozgrywającego się w XVI wieku (w ok. 1700 lat po śmierci w.w. cesarza) Sword of the Stranger.<!--more--> W tym najnowszym, pełnometrażowym anime od znanego z Cowboy Bebop the Movie, czy Wolf's Rain studia Bones, ówczesny cesarz Chin  wysyła swych najbardziej zaufanych agentów w pogoni za małym chłopcem  imieniem Kotaro, którego istnienie w jakiś urojony sposób ma być powiązane z zagadką wiecznego życia.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/04.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1044" title="04" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/04.jpg" alt="" width="385" height="200" /></a></p>
<p style="text-align:left;">Gonitwa za dzieckiem, któremu towarzyszy jego wierny pies, prowadzi aż do Japonii. Tam, z pomocą jednego ze skorumpowanych, feudalnych książąt, słudzy cesarza mają większe szanse doprowadzić pościg do szybkiego końca. Jednakże chłopiec postanawia jako swego przybocznego wynająć bezimiennego ronina, o spowitej mgłą, tragicznej przeszłości. Jak to zwykle z tajemniczymi roninami bywa, okazują się być najzręczniejszymi szermierzami na świecie. Pogoń więc przedłuża się...</p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/01.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1049" title="01" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/01.jpg" alt="" width="361" height="200" /> </a></p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/01.jpg"></a>Fabuła z całą pewnością nie jest jedną z najoryginalniejszych, czy bardziej wyrafinowanych. Trójka podróżujących przez feudalną Japonię bohaterów - dorosły wojownik, chłopiec i pies - kojarzy się z Dororo i Hyakkimaru, a i parę motywów, których jednak nie zdradzę, zdaje się być zaczerpniętych z epickiego Rurouni Kenshin. O stereotypie cool-ronina o boskich umiejętnościach nie ma co się rozpisywać.</p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/06.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1050" title="06" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/06.jpg" alt="" width="364" height="200" /> </a></p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/06.jpg"></a>Historii Sword of the Stranger nie można za to odmówić pewnego uroku i tej porywającej mocy, która nie pozwala oderwać się od ekranu aż do napisów końcowych. Opowieść jest niemal przez całą długość filmu poprowadzona sprawnie i, mimo swej sztampowości, ciekawie. Sympatyczną dwójkę bohaterów można polubić od razu, a więź jaka między nimi powstaje budzi ciepłe uczucia, choć poszukiwanemu Kotaro brakuje głębi. Jak na tak istotną postać dowiadujemy się o nim zdecydowanie za mało.</p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/07.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1051" title="07" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/07.jpg" alt="" width="355" height="200" /> </a></p>
<p style="text-align:left;">Do tej dwójki dochodzi pies chłopca, a także całe bandy antagonistów i parę innych postaci. Większość z nich posiada jakieś cele, lecz ma się wrażenie, że tych wszystkich bohaterów jest trochę za dużo, jak na trwający godzinę i czterdzieści minut film. W ten krótki czas udało się również zawrzeć proste przesłanie. Niemniej, jak na anime akcji, Sword of the Stranger wypada pod względem przedstawionej w nim historii naprawdę dobrze.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/09.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1052" title="09" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/09.jpg" alt="" width="355" height="200" /> </a></p>
<p style="text-align:left;">Scenariusz wyszedł nieźle, ale pod względem oprawy Sword of the Stranger błyszczy niczym tona złota, jaką zapewne przeznaczono na jego produkcję. Tła są przepięknie namalowane i szczegółowe. Animacja budzi na ogół zachwyt, zaś podczas wielu walk, do których dochodzi w anime - niemal absolutny podziw. "Stranger" jest reżyserskim debiutem Masahiro Ando, znanego animatora, odpowiedzialnego choćby za pojedynki w filmie kinowym Cowboy Bebop. W starciach z jego najnowszego dzieła można wyłapać podobieństwa do tamtych, z tym, że tutaj jest jeszcze lepiej. Walki w Sword of the Stranger to połączenie wspaniałej animacji z mistrzowską reżyserią. Trzeba wspomnieć, że są one bardzo brutalne, przez co prosta i ciut bajkowa kreska może zdawać się z nimi nie współgrać. W praktyce okazuje się, że to mylne wrażenie, zaś lekkie projekty bohaterów tylko nadają im charakteru.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/08.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1053" title="08" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/08.jpg" alt="" width="355" height="200" /> </a></p>
<p style="text-align:left;">Odpowiedzialność za muzykę padła na barki Naoki Sato, kompozytora soundtracków do X TV, czy Eureka 7. Utwory to przemieszanie orkiestry z tradycyjną japońską i chińską muzyką. Budzi odpowiedni nastrój w odpowiednim momencie, zaś motyw przewodni wpada w ucho, lecz w sumie soundtrack nie jest wybitny. Ale też taki nie ma być. To po prostu dobra, filmowa muzyka. Gra japońskich seiyuu (lektorów) jest oczywiście świetna. Swych głosów użyczyli między innymi tacy weterani, jak Koichi Yamadera (Spike z Cowboy Bebop), czy Akio Otsuka (Batou z GITS).</p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/05.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1054" title="05" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/05.jpg" alt="" width="383" height="200" /> </a></p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/05.jpg"></a>Sword of the Stranger nie porywa widza filozoficznymi zagadnieniami, czy eksperymentalnym wykonaniem. To proste, choć wciągające opowiadanie, okraszone znakomitą oprawą. Następca kultowego Ninja Scroll wreszcie nadszedł.</p>
<p style="text-align:left;"><em>cyoh </em></p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/8osh2.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1055" title="8osh2" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/09/8osh2.jpg" alt="" width="152" height="100" /></a></p>
<p style="text-align:left;">*Trailer:</p>
<p style="text-align:center;"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/ivRE0DL9J6Q'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/ivRE0DL9J6Q&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p style="text-align:left;">
<p style="text-align:left;">
<p style="text-align:left;">
<p style="text-align:left;">
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Poczuj rdzę - Salad Fingers]]></title>
<link>http://peacegrenade.wordpress.com/?p=615</link>
<pubDate>Sat, 19 Jul 2008 13:18:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>cascad</dc:creator>
<guid>http://peacegrenade.wordpress.com/2008/07/19/poczuj-rdze-salad-fingers/</guid>
<description><![CDATA[Najgenialniejsze rzeczy są dziełem przypadku? Tak zwykło się mawiać i jest w tym sporo prawdy. ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/07/5.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-616" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/5.jpg" alt="" width="300" height="300" /></a>Najgenialniejsze rzeczy są dziełem przypadku? Tak zwykło się mawiać i jest w tym sporo prawdy. Stara jak węgiel anegdotka o Newtonie któremu na głowę spadło jabłko, jest niejako jej potwierdzeniem. Wielcy ludzie, potrzebują jakiegoś impulsu z zewnątrz by zauważyć coś co mijali codziennie, stworzyć nowe idee, nadać pędu swej pracy twórczej, czegoś co im ‘uaktywni’ wenę.<br />
Dzięki przypadkowi powstała też jedna z najbardziej niezwykłych animacji na jakie można się natknąć w Internecie – ‘<strong>Salad Fingers</strong>’. Jej twórca - David Firth potraktował żarty swego kumpla na serio i postanowił we flashu stworzyć historię typa lubiącego dotykać zardzewiałe łyżeczki... bo niby czemu nie? A skąd się wzięły ‘sałtkowe palce’ ? ten sam koleżka tak nazwał jego pociesznie - wygięte metody uderzania w struny gitary ;) Niepozorne, codzienne rozmowy doprowadziły do stworzenia niepokojącego, narkotycznego obrazu. Zwłaszcza Gdy zasiada się do seansu wstawionym [czymkolwiek] czy też w melancholijnym nastroju. A zresztą, nawet w dobrym humorze można bez problemu dostać plam na mózgu, oglądając poczynania pewnego zgnito zielonego osobnika.<br />
<!--more--></p>
[caption id="attachment_617" align="alignleft" width="240" caption="null"]<a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/2.jpg"><img class="size-medium wp-image-617" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/2.jpg?w=300" alt="" width="240" height="174" /></a>[/caption]
<p>Już na wejściu, w pierwszym króciutkim odcinku dostajemy solidny zastrzyk wrażeń. Zaczyna się od myślenia ‘co to ma wszystko znaczyć? ‘a kończy na próbie jakiegokolwiek sensownego ogarnięcia całej wizji. W oszczędnej grafice spotykamy anormalnego typa, w chatce pośrodku... niczego. Dziwny świat, dziwna muzyka, dziwne postaci i łyżki. Pocieranie pokrytych rdzą przedmiotów sprawia mu niemal seksualną przyjemność. Co jeszcze nie jest tak niepokojące jak jego misja którą sobie sam narzuca, poszukiwanie idealnej łyżki... Ciężkość klimatu potrafi zostawić widza z otwartymi szeroko oczami, nie wiedzącego co w ogóle się stało.</p>
<p>Salad Finger, nie jest w swym świecie sam. Przynajmniej takie sprawia wrażenie, bo za przyjaciół wziął sobie choćby pacynki które umieścił na swych palcach. Już sama rozmowa z nimi może przyprawić o dreszcze (te imiona! Marjory Stewart-Baxter, Hubert Cumberdale, Jeremy Fisher). Poza tym, bardzo lubi je smakować. Nieraz pojawiają się w przedziwnych miejscach niepokojąc jeszcze bardziej. Ciężko rozwikłać jakiekolwiek istoty przewijające się przez ekran: np. pojawia się mała dziewczynka - przeraźliwie okropna i pokraczne, oszpecone dziecko które zakochuje się w Saladzie. Do tego stopnia, że chce go uwięzić i się mu oświadcza. Jest i niewinny chłopiec ginący w straszny sposób oraz parę innych nie mniej ciężkich person, budzących niepokój samą swą obecnością.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/6.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-618" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/6.jpg" alt="" width="380" height="200" /></a></p>
<p>Ten mini-serial zdaje się być czymś pomiędzy dziecinną zabawą (jedzenie robione z piasku) a postapokaliptyczną wizją w której na zniszczonej planecie ostały się tylko jeszcze bardziej zniszczone jednostki. Sam autor wprost nie przyznaje jaki miał cel tworząc tą animacje, zachęca za to do szukania podpowiedzi na drugim planie, w wygłaszanych rozmowach, nawet w muzyce stanowiącej tło akcji. Dość ciężko jednak ich szukać na spokojnie, gdy widzi się tak surrealistyczne wizje, przypominające senny koszmar.<br />
Koszmar lub świat ujęty oczami kogoś chorego psychicznie. Czy takim kimś jest Salad? Czy Firth oferuje nam przedstawienie codzienności oczami takiej osoby? A może osamotnionej, odizolowanej... starej? Czy to ma być zwiastun przyszłości? Albo tego jak wygląda odwyk? Ciężko cokolwiek stwierdzić, ciężko nawet ocenić to co się widzi na ekranie. Do tego stopnia, że ma się wątpliwości czy aby na pewno człowiek stojący za taką wizją jest normalny.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/3.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-619" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/3.jpg" alt="" width="395" height="200" /></a><br />
Narkotyczne majaczenie, surrealizm, ukazanie brudu ludzkiej jaźni w króciutkich odcinkach dało nadzwyczajny efekt. Zaczęły powstawać fan kluby, strony internetowe, prześciganie się w teoriach o to co mogą oznaczać kolejne sceny, składanie wszelkich wątków w całość. To nie dziwne, pewne rzeczy trudno zapomnieć a psychodelicznie – masochistyczne animacje zwłaszcza.  Autor sam przyznaje się że inspirował się teledyskami Aphex Twin, filmami Lyncha, Burtona czy komiksem ‘Liga Niezwykłych Dżentelmenów’, choć moim skromnym zdaniem jest zwyczajnie nienormalny ;) Tak bardzo, że chciał stworzyć coś dla ludzi o podobnej wrażliwości, takich samych ‘wędrowców’, i udało mu się bo Salad Fingers to, najkrócej, trip we flashu</p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/41.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-621" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/41.jpg?w=300" alt="" width="300" height="281" /></a></p>
<p>Najlepiej jednak samemu spróbować, zamiast czytać o takich zjawiskach. Sprawdźcie dla samej stylistyki, podejdźcie do tego o różnych porach dnia w różnych nastrojach, pokażcie znajomym. Takie dzieła nie powinny ginąc w odmętach sieci.</p>
<p>Proszę, tu bezpośrednie linki do wszystkich odcinków:</p>
<p><a href="http://www.fat-pie.com/salad.htm" target="_blank">EP1 - Spoons</a><br />
<a href="http://www.fat-pie.com/salad2.htm" target="_blank">EP2 - Friends</a><br />
<a href="http://www.fat-pie.com/salad3.htm" target="_blank">EP3 - Nettles</a><br />
<a href="http://www.fat-pie.com/salad4.htm" target="_blank">EP4 - Cage</a><br />
<a href="http://www.fat-pie.com/salad5.htm" target="_blank">EP5 - Picnic</a><br />
<a href="http://www.fat-pie.com/salad6.htm" target="_blank">EP6 - Present</a><br />
<a href="http://www.fat-pie.com/salad7.htm" target="_blank">EP7 - Shore Leave</a><br />
<a href="http://www.fat-pie.com/salad8.htm" target="_blank">EP8 – Cupboard</a></p>
<p>Życzę przyjemnej dewiacji</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/71.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-623" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/71.jpg?w=261" alt="" width="261" height="193" /> </a><strong>cascad</strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Drawn Together]]></title>
<link>http://peacegrenade.wordpress.com/?p=597</link>
<pubDate>Wed, 16 Jul 2008 08:08:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>cascad</dc:creator>
<guid>http://peacegrenade.wordpress.com/2008/07/16/drawn-together/</guid>
<description><![CDATA[ 
Globalna wioska, świat w którym żyjemy, aż prosi się o cięty i złośliwy komentarz. Taki kt]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/07/drawntogether_season1-2.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-598" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/drawntogether_season1-2.jpg" alt="" width="450" height="289" /> </a></p>
<p>Globalna wioska, świat w którym żyjemy, aż prosi się o cięty i złośliwy komentarz. Taki który będzie zmuszał do myślenia zarazem zatruwając życie jego czołowych, głupiutkich maskotek. Gwiazdy kina, muzyki, politycy chcących zmieniać świat na lepsze, wielkie gesty, wielkie zmiany, cały ten szum coraz trudniej znieść. Czasem warto wypowiedzieć się o nich grubiańsko i chamsko, tak jak na to zasługują. Jaką cenę ponoszą nieraz ludzie głoszący swe opinie w taki sposób dobrze wiemy - zostają wrzuceni w niszę, lub skreśleni z życia publicznego - stają medialnymi persona non grata. Dlatego takie mocno krytyczne komentarze warto przykrywać duuużą dawką humoru i umowności, takim sprytnym kamuflażem posługują się już od dawna kabarety i... kreskówki.<!--more--><br />
Seriale animowane przeszły niesamowitą metamorfozę od słodkich obrazów o konikach  na łące do emitowanych w późnych godzinach obrazoburczych tworów zatopionych w masskulturze. Sam bardzo cenię takie twory, bo pod warstwą (dość grubą) prostactwa zawierają sporo zarówno zmuszających do myślenia jak i prześmiesznych stwierdzeń, stanowiąc miły masaż mózgu. Gatunkiem rządzą oczywiście amerykanie, posiadając i najwięcej rzeczy do wyśmiania ;) i największe medium którym się mogą posługiwać – ich kablówka nie dość że posiada niewyobrażalną liczbę kanałów (w przeciętnym domu ma się wybór około 130!) to jeszcze są w niej stacje takie jak MTV czy Comedy Central. Wśród tego urodzaju wyłowiłem jakiś czas temu coś dla siebie. <strong>Drawn Together</strong>, bo o nim mowa, przedstawia 8miu zupełnie różnych bohaterów wrzuconych do wspólnego kreskówkowego domu. Pierwsze animowane reality show stało się faktem!</p>
<p style="text-align:center;"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/96-dJJOOXyA'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/96-dJJOOXyA&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p style="text-align:center;"><strong>trailer 3 sezonu</strong></p>
<p><strong>Będę brał Cię w aucie</strong></p>
<p>Cały zamysł i oryginalność tego obrazoburczego cartoon’a to realizacja bardzo prostego pomysłu: wrzucić w jedno miejsce jak najwięcej różnych charakterów i obserwować jakie relacje się miedzy nimi nawiążą. A, że ekipa składa się prawdziwych z uciekinierów z domu opieki psychicznej, to bywa wyjątkowo ciekawie. Każdy z nich przedstawia inny kanon klasycznego bohatera. Kanon oczywiście ujęty w tak krzywym zwierciadle jak tylko może być krzywe zwierciadło. Animowany wielki brat przed niczym nie musi się hamować, a jego zadania bywają niesamowicie okrutne, tak samo jak zwierzenia głównych bohaterów.<br />
Być może Simpsonowie i South Park przetarli już szlaki, pewnie Futurama i Family Guy są u na ileś razy bardziej znane, ale mnie najbardziej zdobyło właśnie Drawn Together. Dzięki swej niezwykłej dynamice, wielowątkowości i temu, że może zdarzyć się w nim absolutnie wszystko.</p>
<p>Już sama konwencja, zmuszenia do współ egzystencji nie pasujących do siebie, inteligentnych inaczej (naprawdę to są idioci) bohaterów będących przedrzeźnieniem disneyowskich księżniczek, komiksowych herosów czy japońskich stworków bitewnych może wydawać się atrakcyjna. Gdy się to zobaczy na ekranie skąpanym w mistrzowskim rasistowsko – seksualno – fanatycznym młynie żartów można się popłakać ze śmiechu. Owszem jest to jechanie po sprawach bolesnych dla wielu osób, ale tu dostaje się każdemu, więc nikt nie powinien poczuć się urażony a pominięty to już na pewno nie.<br />
Wiem, że dla większości osób ten styl satyry nie wydaje się ani mądry ani śmieszny, cóż jednak poradzić na to że taki... jest :) Niszczenie wszelakich świętości wynika z cudnych potyczek między uczestnikami show. Tu troll z jaskini zgwałcił martwego smoka, ukrzyżowano żabę, bawiono się w sado maso, wkładało penisy w dziury w ścianach, wrzucano sobie tabletki gwałtu do napojów, robiono sobie sznyty na ciele, wykorzystywało też Chińczyków do niewolniczej pracy za miskę ryżu... naprawdę polecam ;)</p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/drawn-together-11.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-599" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/drawn-together-11.jpg" alt="" width="345" height="200" /> </a></p>
<p><strong>Było na strzech w każdym z nas inna krew</strong></p>
<p>Najważniejsi są oczywiście uczestnicy show:</p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/linglingbattle1.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-601" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/linglingbattle1.jpg?w=228" alt="" width="228" height="170" /></a><strong>Ling-Ling</strong> – czyli jawnie frywolne wcielenie Pikachu. Ling Ling mówi językiem którego nikt wokół nie rozumie (za to widzowie mają przetłumaczone napisy podczas jego wypowiedzi, „Ling Ling no dog! Ling Ling here to destroy all!’ to teksty na jego poziomie), jego ‘<em><strong>pintała!!!</strong></em>’ brzmi wręcz poetycko, mimo iż nie mam pojęcia co oznacza. Azjatycki stwór zaskakuje nieraz cudną puentą, zawsze wypowiadaną w tonie chińskich mistrzów kung fu znanych ze starych filmów. Jest to także prześmiewcza wersja wielu wojowników z filmów karate, pełen honoru, patosu i prostolinijny  Zwykle pełni rolę maskotki, ale nieraz okazuje się postacią nadającą najwięcej barw odcinkowi. Gdy samolot którym leciał zaczął płonąć od razu wskoczył do majtek pewnej murzynki wiedząc że czarna skrzynka jest najbezpieczniejszym miejscem - mistrzostwo. Zawsze gotowy do walki do ostatniej kropli krwi, w kryzysowych chwilach zmienia się w super-sayana. Szybko zdobywa sympatię widza, do tego stopnia, że gdy jest smutny to aż chce się go pocieszyć.</p>
<p><strong></strong><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/forcefoxxy1.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-603" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/forcefoxxy1.jpg?w=209" alt="" width="209" height="170" /></a><strong>Foxxy Love</strong> – wspominana pani, która miała przyjemność gościć pomarańczowego stworka między nogami. Powstała na wzór nieznanej w Polsce bohaterki kreskówki  Josie and the Pussycats. Mimo to można ją śmiało zakwalifikować jako stereotypową bardzo seksowną, czarnoskórą fankę sado maso ;) Mówi piękną ‘czarną angielszczyzną’ znaną z amerykańskiej telewizji czy hip-hopowych teledysków (lub wypowiedzi Shaquila O’neila – kto słyszał kiedykolwiek jakieś zdanie sklecone przez tego pana po meczu pewnie także kwiczał ze śmiechu) na czym budowany jest jej komizm. Typowa panienka duże – uda. Zwykle ląduje na seksualnym celowniku męskiej części domowników. Biseksualna fanka masturbacji (czasem dziwnymi przedmiotami).</p>
<p><strong></strong><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/princessclara.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-604" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/princessclara.jpg?w=160" alt="" width="160" height="170" /></a><strong>Princess Clara</strong> – postać która od samego początku mocno atakuje widza swymi poglądami. jest fanatyczną chrześcijanką, myśląca że od pocałunku zajdzie w ciążę a przy tym piękną księżniczką, wyrwaną wprost z baśniowych historii dla dziewczynek. Przy okazji potrafi rozbroić swymi rasistowskimi, dobroduszno - prostackimi uprzedzeniami (choćby do żydów). Jej postać pięknie ośmiesza wszelakich bogaczy zamkniętych w swych złotych klatkach, odciętych od codziennych problemów ‘zwykłych’ ludzi. Jest nawet odcinek poświęcony temu co się kryje za jej majtkami – od razu mówię, że to nie to co zwykle się widuje za kobiecymi majtkami. Odpowiedzi na wszelkie pytania szuka w biblii Dzięki niej Jezus czuwa nad każdym epizodem Drawn Together ;) Z czasem ze słodkiej idiotki zmienia się w prawdziwa sukę, choć i tak cała jej siła, dzięki której zapada w pamięć widza od pierwszego kontaktu z DT  leży w fanatyzmie religijnym.</p>
<p><strong></strong><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/xandircr.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-605" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/xandircr.jpg?w=209" alt="" width="209" height="170" /></a><strong>Xandir P. Wifflebottom</strong> – czołowy gej tego serialu, dzięki czemu niewybredne żarty wręcz lgną do niego.  Jego wygląd kojarzy się, i słusznie, z bishonenem wprost z gry konsolowej. Xandir reprezentuje bohaterów wirtualnych światów, ciągnąc za sobą cały ich ciężki bagaż – musi choćby ratować księżniczkę ( niełatwo takiej wytłumaczyć, że ma się inną orientację ;) ) a w przypadku chęci popełnienia samobójstwa musi stracić wszystkie ‘życia’ a nie tylko jedno. Prześmieszny typ, o mentalności rozchwianej emocjonalnie nastolatki, wzorowany na samym Linku z serii the Legend of Zelda. Ciągle pyta się <strong>'What’s going on?</strong>' i nie pojmuje zła tego świata. Powiela całkowicie stereotyp geja-cioty przez co jest jeszcze zabawniejszy i zachęca do większej krytyki oburzonych obrońców moralności i panów z koszulką w tęczę. Takie życie, jak dla mnie jest rozbrajający.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/captainherointro.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-606" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/captainherointro.jpg?w=208" alt="" width="208" height="170" /></a><strong>Captain Hero</strong> – chodząco – latająca parodia Superbohaterów. Co by też o nim nie napisać na pierwszy plan wysuwa się to, że jest tępy. Do tego stopnia, że pomylił dziewczynkę z kozą a jednym z jego życiowych celów było zobaczenie wielbłąda. Najczęściej raczy widza puentą zupełnie mylną i nie pasującą do sytuacji – ciężko go nie uwielbiać ;) Strasznie ekstrawertyczny, szybko też popada w euforię czy rozpacz, a jego czarne łzy to coś co bezwzględnie warto ujrzeć. Nie rozumie chyba nic z tego co się wokół niego dzieje, tworząc niesamowity klimat głupawki w tym i tak chorym serialu.<br />
Jego przygody seksualne ciężko spisać, w każdej i tak był przekomiczny, od gejowskich zdobyczy przez zabawę łańcuchami i biczami do gruchania opóźnionej kuzynki księżniczki Clary. Posiada też najbardziej dziecinnie- głupie – tępe żarty z całej załogi, definitywnie przegięty typ. Tępy mięśniak powtarzający pierwsza klasę trzeci raz? Oto C. Hero!</p>
<p><strong></strong><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/priestwooldoor1.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-608" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/priestwooldoor1.jpg?w=150" alt="" width="150" height="130" /></a><strong>Wooldoor Sockbat</strong> – persona będąca odbiciem SpongeBob’a SquarePants’a (której osobiście absolutnie nie kojarzę). Żółty twór mogący wszystko w czym przeszkadza mu niestety inteligencja i wrażliwość na poziomie zwierzaczka. Nie pasująca do niczego, dziwna, przyprawiająca o schizy postać, wklejana zawsze tam gdzie trzeba zrobić coś niemożliwego. Do tego jest taki niewinny i dobroduszny, może wcielić się w każdą postać (jak myślicie kto udzielał gejowskiego ślubu dla dobra serialu?). Dziwny, ale niejednokrotnie rozbrajający bohater tego reality show.</p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/tootbraunstein.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-609" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/tootbraunstein.jpg?w=160" alt="" width="160" height="170" /></a><strong>Toot Braunstein</strong> – symbol seksu... lat 20stych i to widać. Narysowana została w równie ‘atrakcyjny; sposób co kreskówki z początku zeszłego wieku. Do tego cała czarno biała o głosie, który najspokojniejszych zdenerwuje. Autodestrukcyjna persona która w chwilach stresu sięga po żyletkę, po sprawnym cięciu przez udo całkowicie się luzuje. Scenarzyści definitywnie się nad nią pastwią, właściwie wszystko co obrzydliwe (jakiś śluz, smród etc) to jej partia. W roli wielkiej, starej, lecz ciągle napalonej baby spełnia się niepodzielnie. W sumie Betty Boop (na której jest wzorowana) dziś by tak się prezentowała. Uwielbia się obżerać i wrzeszczeć jak wredna zgorzkniałą starucha (<strong>god’dammit</strong>!). Szkoda, że ciągle ma problem ze zrozumieniem tego czemu mężczyźni jej nie adorują. Najczęstsze gagi wiążą się z jej nadwagą i jedzeniem wszystkiego niczym buldożer, stadko meksykańców w sombrerach łykła niczym parkomat monety.</p>
<p><strong></strong><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/800px-spankycant.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-610" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/07/800px-spankycant.jpg?w=212" alt="" width="212" height="170" /></a><strong>Spanky Ham</strong> – humanoidalna świnia, będąca niczym innym jak uosobieniem wszechobecnego w Internecie flashowego natręctwa. Jego jedyną miłością jest rak. Chamski, samolubny, myślący tylko o sobie i o seksie. Często rozpada się na pojedyncze piksele i bardzo często robi kaka i psi psi do ciekawych miejsc. Jest chciwy i leniwy, gdy tylko nadarza się okazja wykorzystuje innych. Jest złym charakterem (od początku do końca) tej kreskówki, szukanie u niego cech pozytywnych mija się z celem. Można go za to bardzo polubić ;) zwykle bardzo wygadany, skupiający na sobie uwagę niewybrednymi komentarzami (mądrzejszymi niż się wydają), błyskotliwe puenty to zwykle jego zadanie.</p>
<p style="text-align:center;"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/6IxjWC0qCtc'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/6IxjWC0qCtc&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p style="text-align:center;"><strong>trailer B 3 sezonu</strong></p>
<p style="text-align:left;">
<p style="text-align:left;"><strong>Fotomontaż</strong></p>
<p>Czy stworzenie takiego skupiska patologicznych charakterów mogło się nie udać ? Oczywiście, że mogło, dlatego tym większe gratulacje dla twórców -  Dave’a Jeser’a i Matt’a Silverstein’a. Naprawdę zabłysnęli i zaimponowali mi niesamowicie swym jakże trafnym sparodiowaniem tylu powszechnych w naszej codzienności postaw. Zabawa jest przednia, choć w wielu przypadkach może okazać się zbyt mocno pojechana, zwłaszcza dla ‘lubiących się obrażać’.<br />
Skończono niestety na trzech sezonach a i je przy dużym szczęściu ‘przepchnięto’. Autorzy zakończyli współprace z Comedy Central by oddać się kolejnemu projektowi (już dla Fox Broadcasting Company), robiąc prze-pojechane widowisko. Po pewnym czasie dotarło do Polski (z wspaniałym tytułem ‘Przerysowani), choć jest jeszcze zbyt słabo wypromowane.  DVD z pełnymi sezonami tez jeszcze nie można u nas skupić, tym bardziej zachęcam do szukania w sieci odcinków z oryginalnym, amerykańskich dubbingiem (jest dużo lepszy jak nietrudno się domyśleć) i sprawdzenie jak powinien od samego początku wyglądać wielki brat ;)<br />
Ogromna dawka rysunkowej przemocy, seksu i wulgaryzmów potrafi zapewnić rozrywkę tym dla których szczytem poczucia humoru jest głośne beknięcie po obiedzie i tym którzy widzą jak okropnie komercyjną papką stał się nasz świat. Wystarczy tylko wiedzieć jak do Drawn Together podejść. Szczerze polecam sprawdzić, bo zabawa jest przednia i oryginalna.</p>
<p><strong>cascad</strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Merlin]]></title>
<link>http://peacegrenade.wordpress.com/?p=481</link>
<pubDate>Tue, 17 Jun 2008 13:04:06 +0000</pubDate>
<dc:creator>cookiecrusher</dc:creator>
<guid>http://peacegrenade.wordpress.com/2008/06/17/merlin/</guid>
<description><![CDATA[
Ubolewam nad faktem, że tak rzadko zdarza się wyprodukować świetny serial osadzony w kli­ma­]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/merlin21.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-485" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/merlin21.jpg" alt="" width="360" height="143" /></a></p>
<p>Ubolewam nad faktem, że tak rzadko zdarza się wyprodukować świetny serial osadzony w kli­ma­tach fantasy. Mamy kilka epopei sci-fi, dużo seriali pseudohistorycznych, czy mieszanek gatunkowych, jak choćby <cite>Lost</cite>, ale klasycznej fantastyki prawie brak… Tym bardziej warto przyjrzeć się tym nielicznym perełkom, serią na poziomie .<!--more--></p>
<p>Mini serial <cite>Merlin</cite> – jak nieciężko się domyślić – po raz kolejny prezentuje nam  ar­tu­riań­ską legendę. Jednak tym razem akcja przedstawiona jest<span> </span>z punktu widzenia czarodzieja Merlina. Merlin jako główny bohater jest zarazem bacznym obserwatorem oraz aktywnym uczestnikiem wielkich zdarzeń, stojącym z boku, łamiącym czasami własne zasady, jednak myślącym w ideach mniejszego zła.</p>
<p><span> </span>Akcja serialu obejmuje okres od stworzenia Camelotu, przez jego upadek, od zdrady Lancelota, po zatracenie <a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/merlin111.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-487" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/merlin111.jpg?w=300" alt="" width="300" height="221" /></a>dawnych obyczajów. Historia jest ciekawa, mocna i wciągająca. Uczynienie Merlina głównym bohaterem okazało się strzałem w dziesiątkę. Czarnoksiężnik jest dostojny, pokorny, mądry, lecz zarazem ludzki. Myli się, widzi swoje błędy, jednak jest w stanie wszystko spokojnie zrelacjonować. Przeżywa własne tragedie, jak i problemy całego kraju, nieobca jest mu miłość i nienawiść, nie obce są mu dobro i zło. Jego nemesis jest Królowa Mab – pogańska bogini, która za wszelką cenę pragnie, aby Wielka Brytania nie przyjęła chrześcijaństwa, pozostając wierna dawnym obyczajom. Mimo to bogini nie jest do końca negatywną postacią, a Merlin istotą bez skazy. To on sam doprowadza do wielu zdrad, aktów przemocy, czy wreszcie przemiany samej Morgany. Walka dwóch wielkich postaci sprowadza tragedię na wielu ludzi, konflikt wartości jest zarysowany mocno, jednak nie odbiega znacznie od legend o Arturze.<a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/merlin12.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-488" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/merlin12.jpg?w=200" alt="" width="200" height="281" /></a></p>
<p><span> </span>Historia, mimo że pełna mistycyzmu i legendarnego posmaku, nie jest czarno-biała, a poprowadzono ją fenomenalnie. Wątki przeplatają się ze sobą, czuć klimat arturiański, a możliwość spojrzenia na wydarzenia z perspektywy Merlina jest czymś nowym i zarazem świetnym. Merlin to seria w której czuć legendę, mityczny posmak, czasy zapomniane przez człowieka, do których jednak wielu tęskni. Co więcej, nie ma tu dziur fabularnych, nieścisłości, czy wpadek. Kawał doskonałej roboty.</p>
<p>Mimo przeniesienia na drugi plan takich postaci jak Król Artur, Ginewra, czy Lancelot, serial nie traci nic ze swojej mocy. Wręcz przeciwnie – dostajemy zupełnie nowy punkt widzenia, przegląd sytuacji z oczu istot o niezwykłej mocy i wiedzy. Przedstawienie relacji między Królową Mab, Panią Jeziora, Morganą oraz Merlinem pozwala na nowo czerpać z tej klasycznej historii. Wszystko wydaje się bliskie, lecz zarazem nieznane. Bardzo dobry zabieg, świetna podstawa dla całej serii.</p>
<p>Aktorzy spisali się na szóstkę. Szczególną klasę zaprezentowali Sam Neill jako Merlin oraz Miranda Jane Richardson w podwójnej roli. Reszta aktorów nie odstaje klasą, m.in. Lena Headey, Nicholas Anthony Phillip Clay, czy znana z <cite>Fight Club</cite> Helena Bonham Carter zagrali doskonale. Reżyseria stoi na wysokim poziomie, cały serial ogląda się bardzo przyjemnie. Narracja jest spokojna, powolna, jednak wciąga. Wszystkiego dopełniają dobre zdjęcia oraz świetna scenografia, kostiumy oraz tło muzyczne. Muzyka z serialu została wydana na CD i spokojnie konkuruje z ścieżkami dźwiękowymi wysokobudżetowych filmów.<a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/merlin16.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-489" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/merlin16.jpg?w=300" alt="" width="286" height="201" /></a></p>
<p style="text-indent:35.4pt;"><span> </span>Merlin to bez wątpienia czołówka seriali telewizyjnych pod każdym względem. Kostiumy, choreografia, aktorstwo zachowanie statystów, narracja, efekty specjalne – wszystko jest niesamowicie spójne i przemyślane. Dlatego, nawet mimo postępu technicznego, jaki dokonał się od premiery serii w roku 1998, praktycznie nic się nie zdezaktualizowało. Całość trwa 3 godziny i zapewniam, że nie będzie to czas stracony. Co ciekawe przy serii pracowało wiele osób związanych z słynnym filmem Excalibur.</p>
<p style="text-indent:35.4pt;">Szeroko pojętemu rynkowi fantastyki brakuje takich seriali jak Merlin. Mocnych, lecz spokojnych, klasycznych, acz świeżych. Po prostu dobrych. Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić to dzieło z całego serca. Kto jeszcze go nie oglądał, niech nadrobi to natychmiast. Teraz musimy już tylko czekać na serial na podstawie Pieśni Lodu i Ognia…</p>
<p><em><strong>cookiecrusher</strong></em></p>
<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/8.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-490" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/8.jpg" alt="" width="197" height="125" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Lost in Translation]]></title>
<link>http://peacegrenade.wordpress.com/?p=416</link>
<pubDate>Thu, 05 Jun 2008 06:00:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>cascad</dc:creator>
<guid>http://peacegrenade.wordpress.com/2008/06/05/lost-in-translation/</guid>
<description><![CDATA[
Co czujecie patrząc na film krzyczący ze swej okładki tym jakie otrzymał nagrody? Tym, że ma n]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/g-21.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-426" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/g-21.jpg" alt="" width="413" height="200" /></a></p>
<p>Co czujecie patrząc na film krzyczący ze swej okładki tym jakie otrzymał nagrody? Tym, że ma na koncie Oscara i 3 złote globy na przykład? Mnie osobiście to ani trochę nie zachęca do jego sprawdzenia. Dawno temu, za czasów zgarniania przez Titanica ‘wszystkiego - wszędzie’ przestałem wierzyć w statuetki, zacząłem uważać je za oznakę chały i przereklamowania.<br />
Jednak raz na jakiś czas przymykam oko na te pseudo ‘znaki jakości’, by dać szansę jakiemuś filmowi. Przypadek sprawił, że w przypływie takich dobrych uczuć wypatrzyłem „Między słowami”. Szybko przeliczyłem bilon w kieszeni i zadecydowałem, że stać mnie na zaryzykowanie tych dwudziestu złotych. Jakiś czas potem zerwałem folię z pudełka, dziewiczo poobracałem płytkę i uruchomiłem DVD, tak naprawdę nie wiedząc czego się spodziewać po ‘Lost in Translation’...<!--more--></p>
<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/mpw-84951.jpeg"><img class="alignleft size-medium wp-image-428" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/mpw-84951.jpeg?w=300" alt="" width="300" height="281" /></a>Pierwszym co zobaczyłem było bardzo ładne i długie ujęcie apetycznej pupy Scarlett Johansson, poczułem wtedy, że inwestycja była udana ;) Seans wita widza powolnymi i leniwymi kadrami, ukazującymi Tokio w sposób zawieszony, lekko ‘rozmazany’, bardzo klimatyczny. Ich obserwacja działa w dość hipnotyczny sposób. Złapałem się na tym, że bardzo szybko wyrzuciłem z głowy wszelakie myśli dnia powszedniego, skupiając się tylko i wyłącznie na chłonięciu obrazu, tracąc poczucie czasu i nie odbierając dzwoniącego telefonu.<br />
Miasto okazuje się pełnoprawnym bohaterem filmu, jego integralną częścią. Stolica Japonii (Kyoto też się pojawia) staje się miejscem spotkania dwójki strasznie zagubionych ludzi. Ludzi którzy musieli przelecieć tysiące kilometrów, zmienić strefę czasową oraz pojawić się w całkowicie egzotycznych dla siebie realiach by pojąć jak bardzo są samotni.<br />
Bob jest podstarzałym aktorem, właściwie u kresu kariery. Do kraju kwitnącej wiśni przybywa czysto służbowo by wziąć udział w kampanii reklamowej whiskey. Charlotte to młoda mężatka, tuż po skończeniu studiów. Jej mąż jest wziętym fotografem, który właśnie dostał zlecenie w Japonii. Poleciała wraz z nim bo najzwyczajniej nie miała nic innego do roboty , bo w ten sposób mogli być razem... nie spodziewała się jak bardzo odwrotny efekt przyniesie podróż. Całe dnie spędza samotnie w hotelowym pokoju lub włócząc się po, wbrew pozorom, hermetycznym Tokio. Tokio w którym nie może się odnaleźć, pędzącym przed siebie, nie zważającym na chcącą zwolnić amerykankę. Bob skazany jest na to by całe dnie spędzać z przesadnie miłymi ludźmi z którymi nie może się porozumieć, zdaje się więc na los zdecydowanie mało profesjonalnej pani tłumacz. Jest tym zmęczony, może nawet zażenowany, staje się ‘japanderem’ – medialną małpką robiącą co tylko trzeba by spełnić warunki kontraktu i zainkasować gruby, azjatycki przelew. Robienie z siebie takiej marionetki pogłębia w nim tylko chęć ucieczki z Honsiu.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/g-3.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-420" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/g-3.jpg" alt="" width="450" height="181" /></a></p>
<p>Traf chce, że razem z Charlotte zamieszkują w tym samym hotelu, walcząc z bezsennością w tym samym barze. Ukazanie ich spotkania, przy kieliszku i papierosie ani trochę nie przyspiesza tępa akcji. Wręcz przeciwnie w sposób senny, odcięty od rzeczywistości, całkowicie zwyczajnie siadają koło siebie dwie bratnie dusze. Wdzięk wydobywający się z każdego ich dialogu, często urwanego, zwykle kończącego się nie-krepującą ciszą momentalnie oddziałuje na widza. Przenosimy się wraz z nimi w stan zawieszenia w otoczeniu wielkomiejskiej wibracji. Bo tu nie chodzi o przytłoczenie ale o czucie się obco, jak osoby z zupełnie innego świata (bo właściwie tacy są) będące w miejscu do którego zupełnie nie pasują.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/g-10.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-421" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/g-10.jpg?w=263" alt="" width="263" height="300" /></a>Okazuje się, że oboje mają podobne problemy, że gdzieś w życiu zboczyli z dobrego szlaku i nie wiedza jak na niego wrócić. Ta samotność skłania ich ku sobie, w tym świecie wariatów tęsknią za osobą z którą mogliby pobyć nie czując zażenowania. Zaczynają więc razem krążyć po Tokio, wypadać na imprezy, karaoke, do restauracji... Nawiązuje się jedna z najpiękniejszych przyjaźni jakie można było w ostatnich latach zobaczyć na ekranach. Czy jest to miłość? Właściwie nigdy się tego nie dowiemy, Sofia Coppola pozostawia wiele miejsca dla domysłów. Nie zawarła w filmie skomplikowanych dialogów czy niesamowitych zwrotów akcji, za to pokazała nam we wręcz poetycki sposób relację dwóch bardzo podobnych a jednak bardzo różnych osób. Emocje wydobywają się z każdego ujęcia, kadru, z każdego gestu i spojrzenia. Bill Murray wraz ze Scarlett Johansson zagrali wręcz rewelacyjnie, pokazując poziom dla większości nieosiągalny. Za te role bezwzględnie należy im się wieczne uznanie. Naturalność postaci momentalnie wzbudza sympatię (zresztą większość scen było inscenizowanych na bieżąco), nie są czarni, nie są biali, są ludźmi. Ludźmi niezwykłymi, ale w ten sposób w jaki każdy z nas jest niezwykły, stanowiąc niepowtarzalną jednostką w całej historii świata. Zaprawdę fani wielkiego aktorstwa rozpłyną się przy seansie ‘Lost in Translation’.</p>
<p>Obraz tak bardzo ‘ludzki’ musi zawierać i elementy komizmu, każdego przecież spotykają codziennie choćby małe radości, odrobina śmiechu, całkowitego luzu. Komediowe zdarzenia dają tu o sobie znać w mistrzowsko subtelny sposób. Nie jest to humor w stylu tego po którym zwijamy się ziemi jak zaskroniec czy też parskamy jak koń Napoleona, tylko ten wywołujący uśmiech w sercu, skryty, osobisty, wprawiający w naprawdę dobre samopoczucie... chciałem uniknąć tego słowa, ale ‘uroczy’ pasuje chyba najbardziej do jego opisania. Jest taki, że będziemy się świetnie bawić, jednocześnie nie budząc sąsiadów swym podłym rechotem.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/g-4.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-422" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/g-4.jpg" alt="" width="450" height="194" /></a></p>
<p>Tak naprawdę jest to film, w którym nie dzieje się za wiele i nie mówi się za wiele, a jednak pochłania widza. Teatr dwóch aktorów, którym za scenę służy obca metropolia. Przy tej mieszance obyczajowej i komicznej formy (na tyle, na ile komiczne może być zagubienie i samotność) ciężko nie poddać się uczuciom które wyzwalają kolejne minuty. Mi osobiście do tego stopnia udzielił się klimat tej historii, że gdy już się skończyła nie byłem w stanie określić ile tak właściwie trwała. Godzinę, dwie a może półtora? Naprawdę ciekawa sprawa. Teraz oczywiście znam odpowiedź na to pytanie (sprawdziłem z tyłu opakowania), ale wam jej nie zdradzę, może sami zechcecie sprawdzić czy tak na was zadziała.</p>
<p>Chciałbym jeszcze przytoczyć wypowiedź, Sofii Coppoli, autorki scenariusza i reżyserki - moim zdaniem bardzo celnie opisuje ona myśl przewodnią, towarzyszącą pracy nad ‘Lost in Translation’:</p>
<p><em>"Mogę tylko powiedzieć, dlaczego chciałam zrobić ten film: marzyłam o tym, by opowiedzieć o mojej miłości do Tokio. Poza tym film mówi o tych momentach w życiu, które, co prawda, są wspaniałe, nie trwają jednak długo. Zmieniają jednak Ciebie i całe Twoje życie".</em></p>
<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/movie-reviews-critics-lost-in-translation.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-423" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/movie-reviews-critics-lost-in-translation.jpg" alt="" width="450" height="192" /> </a></p>
<p>Czy polecam? A czy ktoś ma jeszcze co do tego wątpliwości? Jeżeli tak, to go upewnię: jest to kino stylowo nakręcone, genialnie zagrane, oryginalne i unikatowe – takie jakie powinno się znać. Warto czasem oderwać się od robionych na jedno kopyto baśniach fantasy czy filmów akcji z hip-hopem w tle by obejrzeć taki film. Film w którym kobieta i mężczyzna piją wino w łóżku, w środku nocy i nie kończy się to zdarciem z siebie ubrań na wiwat tylko położeniem się koło siebie by porozmawiać, tak po prostu, tak zwyczajnie...</p>
<p>Zdaję sobie sprawę, że taki typ produkcji nie musi porwać każdego i nie każdemu muszą się udzielić emocje postaci z ekranu - tylko dlatego dodaję minus do oceny. Osoby, które poczują ten rytm, styl i wizję pewnie poprą tą dziesiątkę. Trzeba sprawdzić.</p>
<p><strong>cascad</strong></p>
<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/za10.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-425" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/za10.jpg" alt="" width="220" height="141" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Batman: Gotham Knight Trailer]]></title>
<link>http://peacegrenade.wordpress.com/?p=226</link>
<pubDate>Sat, 03 May 2008 16:12:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>cascad</dc:creator>
<guid>http://peacegrenade.wordpress.com/2008/05/03/batman-gotham-knight-trailer/</guid>
<description><![CDATA[ 
Współpraca DC Universe i Warner Bros, trwa od dawna. Jej owocem były między innymi dwie świet]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/05/r4.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-228" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/05/r4.jpg" alt="" width="450" height="187" /> </a></p>
<p>Współpraca DC Universe i Warner Bros, trwa od dawna. Jej owocem były między innymi dwie świetne filmowe adaptacje Batmana, dwie okropne i jedna całkiem niezła (dokładnie w takiej kolejności). Obecnie trwają pracę nad kręceniem kolejnej aktorskiej wersji historii człowieka – nietoperza pt. Dark Knight. W międzyczasie podjęto się realizacji jeszcze jednego, strasznie ciekawego projektu, tym projektem jest Batman: Gotham Knight, czyli umieszczenie znanego wszystkim, amerykańskiego herosa w konwencji anime!</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/uL5H2-iOsUY'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/uL5H2-iOsUY&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p><strong>Trailer co by nie mówić robi spore wrażenie</strong><!--more--></p>
<p>Zamysł jest podobny do tego co mieliśmy okazję ujrzeć przy Animatrixie (też Warnera btw). Sześć noweli, różni twórcy, różne historie, jeden wspólny mianownik – Batman. Dzięki japońskiej animacji, z pewnością otrzymamy historię o mocno egzotycznym smaku. Bruce Wayne jest idealną postacią do przeniesienia w tą stylistykę, i z tego widać po trailerze, odkryjemy go na nowo.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/05/65.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-229" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/05/65.jpg" alt="" width="450" height="200" /> </a></p>
<p>Nietoperz to postać mroczna, posiadająca swe lęki, tragiczną przeszłość, i co by nie mówić o kolesiu w kombinezonie z peleryną –  ma genialny design! Aż się prosi o konkretną ekspresję, dynamiczne kadry, tryskająca krew, naturalne pojedynki. Kto oglądał kiedykolwiek jakieś poważniejsze anime z przewodnim motywem zemsty wie, że nie będzie tu taryfy ulgowej. Demoniczne ujęcia Batmana, potężna siła ciosów, mocny scenariusz – o przepraszam, sześć scenariuszy! To będzie mocne uderzenie. Z wywiadów z reżyserami, widać że są bardzo podekscytowani tym przedsięwzięciem. Każdy na pewno postara się na swój sposób oddać klimat Gotham City i wewnętrznej przemiany Bruce’a w Mrocznego Rycerza.</p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/05/c451.jpeg"><img class="alignnone size-medium wp-image-231" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/05/c451.jpeg?w=300" alt="" width="300" height="268" /></a>Warto czekać na premierę, ósmego lipca, tego roku. Kompilacja od razu trafi na sklepowe półki, w wydaniu Blu-Ray i DVD. Wtedy będzie można sprawdzić czy ta amerykańsko-japońska współpraca dała zamierzony efekt. Pierwsze zajawki, i podejście do realizacji projektu sprawiły, że jestem optymistą. Naprawdę nie mogę się doczekać efektu tej zimnej fuzji, a nóż zacznie się nowy trend? I ujrzymy takie adaptacje przygód Wolverine’a, Punishera, czy Gambita?</p>
<p style="text-align:left;">Sama kategoria wiekowa już wiele mówi – filmowi nadano kategorię 13+ to całkiem nieźle. Oczywiście wolałbym przynajmniej 16+, jednak już teraz mamy gwarancję, że odsunięto na bok całą otoczkę animowanych Batmanów (tam był okropny design, że ho-ho-ho ten złoty pas to chyba od gwiazdora za świadectwo dostał) emitowanych i w naszym kraju. Będzie dobrze naprawdę, musi być.</p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/05/gotham-knight.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-232" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/05/gotham-knight.jpg" alt="" width="450" height="100" /></a></p>
<p>Jeszcze w promocji, na sucho, lista reżyserów: Shojiro Nishimi, Futoshi Higashide, Hiroshi Morioka, Yasuhiro Aoki i Toshiyuki Kubooka. I scenarzystów: Josh Olson, David S. Goyer, Alan Burnett, Jordan Goldberg, Greg Rucka i Brian Azzarello. Nie wiem, czy komuś mówią coś te nazwiska (a są takie, które teoretycznie powinny), ale w moim dziennikarskim obowiązku ;) było ich podanie. Aha, jeszcze studia, które będą ‘animować’ Batmana Studio 4�C, Production I.G  i Madhouse. Teraz pozostaje tylko czekać</p>
<p><strong>cascad </strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Samuraje na 4Funie]]></title>
<link>http://peacegrenade.wordpress.com/?p=205</link>
<pubDate>Thu, 01 May 2008 15:36:24 +0000</pubDate>
<dc:creator>cookiecrusher</dc:creator>
<guid>http://peacegrenade.wordpress.com/2008/05/01/205/</guid>
<description><![CDATA[3 maja będzie wielkim dniem dla wszystkich fanów anime i nie tylko. Jeszcze niedawno niejaki Aras ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/05/champloo33.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-214" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/05/champloo33.jpg?w=300" alt="" width="300" height="217" /></a>3 maja będzie wielkim dniem dla wszystkich fanów anime i nie tylko. Jeszcze niedawno niejaki <a href="http://peacegrenade.wordpress.com/2008/04/06/cos-dla-znudzonych-kinomanow-mniejszosc-kulturowa/" target="_blank">Aras polecał Wam Samurai Champloo</a> a już niedługo bo 3 maja, będzie można obejrzeć go w Polskiej telewizji dzięki 4fun.tv.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:left;">Za darmo, w pełni legalnie, poświęcając niecałe 30 minut życia.</p>
<p style="text-align:center;"><!--more--></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:left;">Samurai Champloo to jedno z najciekawszych dokonań anime ostatnich lat. Dzieło mistrza Watanabe, znanego choćby z Cowboy Bebop opowiada z pozoru banalną historię trójki podróżników – renegata Mugena , ronina Jina oraz nastoletniej Fuu poszukujących „Samuraja pachnącego słonecznikami”. Ten pozornie prosty wątek fabularny, jest tylko pretekstem do ukazania trójki odmiennych sobie postaci w najróżniejszych i najdziwniejszych sytuacjach....</p>
<p style="text-align:center;"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/4OuRajFzMYI'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/4OuRajFzMYI&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/05/cham2.jpg"><br />
</a></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;"><!--[if !supportEmptyParas]--><!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;"><!--[if !supportEmptyParas]--><!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:left;">Walki na miecze, grzyby haluny, psychopaci, humor, pierwszy w historii międzynarodowy mecz bejsbola, groteska, powieść detektywistyczna, dramat – Samurai Champloo to miszmasz gatunkowy przyprawiony klimatem feudalnej Japonii w sosie hip-hopu. Każdy odcinek prezentuje nam odmienną konwencję, niektóre historię spokojnie można by prezentować jako samodzielne produkcje, zaś bohaterowie – pomimo pozornej płytkości – są ciekawi i przede wszystkim mocno nakreśleni.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/05/2137671.jpg"><img class="size-medium wp-image-216" style="vertical-align:middle;" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/05/2137671.jpg?w=300" alt="" width="300" height="240" /></a></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;"><!--[if !supportEmptyParas]--><!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;"><!--[if !supportEmptyParas]--><!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:left;">Psychopatyczny Mugen, walczący w jak najbrutalniejszy sposób, przy okazji wykorzystując elementy break-dance to zadymiarz jakiego ze świecą szukać. Jin to jego przeciwieństwo – spokojny duch,<span> </span>świetny szermierz, człowiek dążący do samodoskonalenia. Zaś Fuu...to zagubiona dziewczyna szukająca miłości...</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/qGQAQSUTcns'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/qGQAQSUTcns&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:left;"><!--[if !supportEmptyParas]--><!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:left;">Anime w niecodziennym stylu łączy w sobie elementy kultury hip-hop oraz pieczołowity obraz Japonii XVII wieku. Watanabe po Bebopie który podbił serca widzów rytmami Jazzu i Bluesa zaatakował nasze zmysły rapem, hip-hopem jakiego jeszcze w anime nie było. Z pozoru niedorzeczne połączenie (pojedynek samurajów gdy w tle leci nowoczesna muzyka?) okazuje się świetnym sposobem na poszerzenie gustu – zarówno kinowego, jak i muzycznego. Przy okazji to ciekawa wycieczka w przestrzeń i czas ponieważ obraz ówczesnej Japonii został odwzorowany bez zarzutu.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;"><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/05/chmap31.jpg"><img class="size-full wp-image-215" style="vertical-align:middle;" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/05/chmap31.jpg" alt="" width="450" height="360" /></a></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;"><!--[if !supportEmptyParas]--><!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:left;">Nieważne jaki gatunek anime Ci się podoba, nie ważne czy w ogóle lubisz anime. Samurai Champloo warto sprawdzić choćby dla świetnych scen walki, dopracowanej oprawy, czy muzyki spod ręki Nujabes, Force of Nature, czy Fat Jona. Jest to anime dla każdego – znajdzie się tu zarówno sieczka, jak i głębsza, ciekawa historia. Znajdzie się komedia, parodia,<span> </span>tragedia. Polecam każdemu ;)</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;"><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/05/cham2.jpg"><img class="size-medium wp-image-207 aligncenter" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/05/cham2.jpg?w=216" alt="" width="216" height="300" /></a></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;"><!--[if !supportEmptyParas]--><!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;"><!--[if !supportEmptyParas]--><!--[endif]--></p>
<p>Jeżeli seria okaże się sukcesem w Polsce 4fun.tv wyemituje wszystkie 26 odcinków. Premiera już w sobotę 3 maja 2008 roku o godzinie 11.00, zaś powtórki w środę o 16.00. Zapiszcie w notesiku i odpalcie. Nie zawiedziecie się.</p>
<p><strong>cookiecrusher </strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[John Rambo]]></title>
<link>http://peacegrenade.wordpress.com/?p=105</link>
<pubDate>Mon, 07 Apr 2008 19:55:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>cascad</dc:creator>
<guid>http://peacegrenade.wordpress.com/2008/04/07/john-rambo/</guid>
<description><![CDATA[
Kino umiłowało sobie comeback&#8217;i, wróciły do nas filmy ze szkoły sword &amp; sandal (po p]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/04/13.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-106" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/04/13.jpg" alt="" /></a></p>
<p>Kino umiłowało sobie comeback'i, wróciły do nas filmy ze szkoły sword &#38; sandal (po polsku: <em>Gladiator</em>,<em> 300</em> i reszta), wrócił i <em>Batman</em>. <em>Matrix</em> się reaktywował, parę razy powracało się do przeszłości, ostatnio przypomnieli o sobie <em>Rocky</em> i John McClane, aż nadeszła chwila pana <em>Rambo</em>.</p>
<p>Dostajemy kolejne potwierdzenie tezy, że Szklany ekran jest stworzony dla weteranów wojennych, nie mogących uciec przed swym przeznaczeniem, czymś co pcha ich bez przerwy w sam środek pola walki.<br />
Zaszyty w Tajlandii, prowadzący ustabilizowane życie, Rambo ofiaruje swą pomoc amerykańskim lekarzom chcącym wspierać ludność ogarniętej wojną domową Birmy. To jak się sprawy dalej potoczą jest oczywiste - będzie strzelał!<!--more--></p>
<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/04/21.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-107" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/04/21.jpg" alt="" /> </a></p>
<p>Stary twardziel, nie jest ani rozmowny, ani uśmiechnięty, ani podekscytowany pomysłem przeprawienia przez rzekę wolontariuszy. Nakłania go jednak blondowłosa pani doktor, będąca tak zauroczona jego buźką, że daje mu krucyfiks przy pożegnaniu (nie żartuję).</p>
<p>Jak łatwo się domyślić, jeszcze się zobaczą bo pokojowa grupka, zostanie uprowadzona przez bardzo bardzo złych żołnierzy birmińskiej junty. Na ich ratunek ruszą zawodowi najemnicy, których Rambo poprowadzi do miejsca gdzie wysadził poszukiwanych. W międzyczasie tknie go sumienie (tylko nie wiadomo dokładnie kiedy, bo ma cały czas tak samo wredną mordę) i sam postanowi ich odbić Chciałbym tu napisać coś więcej o fabule, ale jej już dalej nie ma, ot ludzie zostają porwani, stary komandos ich ratuje, a na końcu, niespodzianka - wysyła do piekła wszystkich nikczemników</p>
<p>Dialogów nie ma, jest tylko jego kamienna twarz, John albo pływa łódką albo masakruje wrogów łukiem, maczetą i karabinem (plus jeden wybuch, z miny), film więcej ujęć nie przewiduje. Akcja wygląda składnie i naturalistycznie (pojechano trochę w stronę filmu gore). Staruchowi nawet powieka nie drgnie na widok ludzkich flaczków. Pokazanie ciemiężonego narodu Birmy miało w domyśle szokować. I pewnie zamysł by się udał gdyby poświęcono mu trochę więcej czasu, ktoś miał na to pomysł...</p>
<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/04/31.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-108" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/04/31.jpg" alt="" /></a></p>
<p>Osobiście nie mogę przeżyć zmarnowania potencjału tego obrazu, przez cały czas się zastanawiałem gdzie jest ten Rambo jakiego znałem? Gdzie gościu który łukiem zdjął helikopter? Tu pokazał tylko to, że umie się bawić w sadystyczne podchody, i strzelać z działka (no i łuk miał swoje parę sekund, najfajniejsza akcja, a dosłownie chwilkę trwała). Już nie jest mścicielem, prowadzącym swą vendettę,. Nie dostał od nikogo po mordzie, nie miał chęci mordu, nie było widać jego cierpienia, brakowało kontaktu z porucznikiem, narzucenia mu jakiejkolwiek misji. Pozbawiony tych cech, stał się tylko, kolejnym cichym mordercą.<br />
Gdyby zamiast tytułowego bohatera dali tam Pana Mietka żula, nikt by nie chciał nawet na niego spojrzeć. Pojechano całkowicie po sławie poprzednich, niewątpliwie kultowych, części.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/04/41.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-110" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/04/41.jpg" alt="" /> </a></p>
<p>Z drugiej strony tak źle znowu też nie jest, sceny walki to kawał dobrego, oldskulowego strzelania na oślep. Jest wpadanie na miny, wypruwanie wnętrzności, sadystyczne gnębienie ludności cywilnej i pacyfikacja wioski. Podniosła muzyka stara się tworzyć patetyczny klimat (pasuje idealnie do filmów wojennych, tu też daje radę), choć oczywiście co to za patos bez flagi w gwiazdki i paski w tle ;)</p>
<p>Co by nie napisać, i tak każdy zna Rambo, większości widzów nie przeszkadza to, że pominięto budowę jakiegokolwiek portretu psychologicznego tej czy innych postaci. W sumie nie było potrzeba, bo od lat jest on w naszych głowach. Film był skazany na sukces, więc twórcy poszli na łatwiznę, szkoda że tak liczna grupa fanów, została potraktowana w ten sposób.</p>
<p>.<br />
<a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/04/oc6.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-111" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/04/oc6.jpg" alt="" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Coś dla znudzonych kinomanów ? / mniejszość kulturowa]]></title>
<link>http://peacegrenade.wordpress.com/?p=91</link>
<pubDate>Sun, 06 Apr 2008 11:51:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>cascad</dc:creator>
<guid>http://peacegrenade.wordpress.com/2008/04/06/cos-dla-znudzonych-kinomanow-mniejszosc-kulturowa/</guid>
<description><![CDATA[
Jak najłatwiej dziś zobaczyć się w oczach innej osoby jako ktoś infantylny? Istnieje wiele spo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/04/1.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-92" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/04/1.jpg" alt="" /></a></p>
<p>Jak najłatwiej dziś zobaczyć się w oczach innej osoby jako ktoś infantylny? Istnieje wiele sposobów. Można jej zapaskudzić pół-strawionym obiadem spodnie na imprezie, można z dzikim podnieceniem mówić o kanapkach z Makdonalda, lub powiesić na ścianie plakat Szanghaj Motel, ale to wszystko jest niczym, powiadam NICZYM, przy wyjawianiu prawdy o swych kinowych gustach – o tym, że ogląda i ceni się Anime.</p>
<p>Syndrom zboczonej chińskiej bajki ciągle twardo się trzyma, naszych narodowych polskich lędźwi. Stałe argumenty o krzykliwych panienkach z wielgachnymi oczami i braku jakiejkolwiek wartościowej treści, nie tracą na ważności w ustach ‘specjalistów’, od lat stojąc dumnie jak ten pomnik ze spiżu. Gdy przyjrzymy się sprawie z bliska, argumenty przeciwników wydają się coraz mniej logiczne. Owym znawcom, nie chodzi nawet o animowaną formę nowel, tylko, że w ogóle są z Japonii, są dziwne, niepojętne i dziecinne. Wychodzi przy tym jakie pranie mózgu przechodzimy od stanu dziecięcego – dzieci nie patrzą na swych kolegów przez pryzmat pieniędzy, wyglądu, statusu, są trochę jak zwierzaczki – miłość odpłacają miłością, liczy się to kto jaki jest. Do czego piję? Do tego, że zastraszająca przewaga typów wrogich konwencji anime... spędziło przy niej dzieciństwo! Wyczekując sławnego pasma Polonii 1 z wypiekami na twarzy, czerwonymi niczym wnętrze Etny.<!--more--></p>
<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/04/2.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-93" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/04/2.jpg" alt="" /></a></p>
<p>Chłopcy podziwiali <em>Tsubas</em>ę, dali się porwać jego boiskowym przygodom, poznając świat piłki nożnej, rywalizacji i super strzałów. Śledzili z zapartym tchem <em>Tygrysią maskę</em> – cudne, walki zapaśników. Był też <em>Yattaman</em> z załogą; Yatta-psem, Yatta-kotem, Yatta-rybą i Yatta-wszystkim, porywali w niesamowity świat przygód. Największy, bezwzględny klasyk – <em>Generał Daimos</em> sprawiał, że tuż po emisji odcinka składało się roboty z klocków lego, chcąc za wszelką cenę odtwarzać jego potyczki. Gdy wybijał wieczór, na tapetę ruszały równie japońskie, wieczorynkowe<em> Muminki</em>, z wręcz potwornie zastraszającą Buką. Oglądało się też <em>Pszczółkę Maję</em> posiadającą tak sławetny polski dubbing i piosenki, że do dziś ludzie są nieświadomi jej skośnookiego pochodzenia. Wstyd byłoby zapomnieć o rysunkowej operze mydlanej; <em>Sailor Moon</em>, i operze mydlanej 2 – serii <em>Dragon Ball</em>, uzależniające od siebie ludzi na długie lata. Wszystkie te bajki były pełnoprawną częścią życia każdego obecnego, plus-minus – dwudziestolatka. Zapytajcie któregokolwiek z nich o nie, to będzie się rozpływał i wspominał z łezką  w oku jak to kiedyś było. Dziś Ci ludzie, mówią jakie są złe, zboczone i fatalnie infantylne....</p>
<p>Modna stała się krytyka japońskiej animacji w polskich mediach. Zaczęto prawić nad bezsensowną przemocą, okultyzmem i nadmierną ekspresją czegokolwiek. Wychowani na Polonii 1, zostali od niej odcięci, i nigdzie już nie mogli zobaczyć czegoś w tym stylu, i tylko dla swej grupy wiekowej. Z czasem sami zaczęli myśleć, że cały świat anime jest tym co kiedyś widzieli – bajką dla dzieci.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/04/12.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-104" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/04/12.jpg" alt="" /></a></p>
<p>Paradoksalnie gwoździem do trumny w szufladkowaniu tego gatunku okazał się, światowy ewenement – <em>Pokemon</em>. Co by nie napisać, kreskówkowa adaptacja gry spotkała się ze straszną falą obrońców moralności i była wycelowana w młodego odbiorcę, kreskę miała strasznie prostą a jej główną atrakcją były rozbłyski na pół ekranu. Promocja serialu z wszechobecnym szałem dodatków do chipsów, i dzieciaków wkręconych maniakalnie w zbieractwo (Catch them all! Złap je wszystkie!) mimo nabicia niejednej grubej rybie kieszeni dolarami, nie pomogło wcale w zdobyciu uznania dla tego rodzaju sztuki. Wręcz okropnie mu zaszkodziła, tworząc w głowach każdego kto traktował problem powierzchownie, lub nawet nie starał się go analizować, skrót myślowy podsumowujący każdą animację japońską, jako strasznego Pokemona. Było to typowe dla naszego młodego, skażonego PRLem, kapitalizmu, wydojono Pikachu do granic możliwości, nie zastanawiając się nad tym ile można by było wyciągnąć korzyści z wypromowania całego gatunku, i pokazania jego różnorodności. Cóż, Stany, Anglia, Francja, Włochy, Niemcy, pokazują jak ogromna widownia została stracona, i jak krótkofalowe myślenie panuje w biało czerwonym marketingu.</p>
<p><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/w9618-scsamurai-champloo-posters.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-439" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/w9618-scsamurai-champloo-posters.jpg?w=216" alt="" width="216" height="300" /></a>Co by nie pisać, okropna szkoda, że sądy nt  anime są wydawane na tak marnych podstawach. Fani kimetografii, ci więksi i mniejsi, prawdopodobnie nie sprawdzą przez wredną propagandę telewizji jeden, paru z jej najjaśniejszych dzieci, tego i ubiegłego stulecia. Dzieci z czarną czupryną, lekko nikczemnym wzrostem i z białą flagą z czerwoną kropką na sztandarze.<br />
Pierwszym co trzeba przyjąć do wiadomości jest to, że anime jest dzielone na ogromną ilość kategorii, i każda jest wypełniona zastraszającą ilością tytułów. Jeżeli jest coś dla osób pełnoletnich, mimo iż wygląda na zwykły serial animowany, to miejcie pewność, że jest od lat 18stu. W każdej chwili mogą zacząć latać głowy, albo pojawi się demon z piekieł, wkładający swe macki w różne ‘wejścia’ głównej, przed chwilą ubranej, bohaterki. Twórcy się rzadko kiedy hamują, realizując często czysto chore wizje, w końcu tworzą coś dla dorosłych, więc mogą. Powstają osobne produkcje dla licealistów, dla dziewczyn, dla gejów, fanów siece fiction, samurajów, fantasy, cyberpunku, ludzi oczekujących komedii, dramatu czy mordoklepki, wszystko dodatkowo okraszone kategoriami wiekowymi – i każdy to przyjmuje do wiadomości, czerpiąc rozrywkę wybierając z półki dzieła mu dedykowane. Naprawdę nie wyobrażam sobie osoby, która by nie znalazła czegoś dla siebie. W naszym kręgu kulturowym przejęło się jednak, że aktorskie filmy są dla dorosłych, a animowane tylko dla dzieci. Japończycy nie robią z tego problemu, skoro coś jest dla dorosłych to jest i może być nawet ruchomym szkicem a nie wybiegiem dla zarabiających miliony gwiazd, one nie są im potrzebne. Dochodzą do tego sprawy budżetowe – naprawdę, robienie aktorskich wersji, ich wizji przerosłoby hollywoodzkie budżety. Większość scenariuszy pochłonęłoby pieniądze Władcy Pierścieni i jeszcze by trzeba było dopłacać.<br />
Tym większa szkoda, że do Polski zawsze trafiały te anime które były kierowane do młodej widowni, o istnieniu reszty gatunków, dla innych grup docelowych niestety nie przyszło się nam oficjalnie dowiedzieć. Przynajmniej dzieci oglądały coś fajnego, szkoda że ich starsi koledzy, już byli odcięci od produkcji dla siebie.</p>
<p>Nie będę ukrywał, że tekst powstał by zachęcić choćby parę osób, do sprawdzenia filmów, których zapewne nigdy by nie sprawdzili. Nie trzeba stawać się zapalonym fanem z miejsca - wcale nie trzeba nim zostawać tylko... są rzeczy na świecie, które trzeba zobaczyć ;) I warto wydawać potem opinie na temat tego gatunku, znając choć kilku jego czołowych przedstawicieli, a nie powtarzając zdanie specjalistów, znających tylko to co można było zobaczyć w naszej telewizji. Bo to tak jakby na podstawie kąpieli w wannie wypowiadać się o wind surfingu .  Na dobry początek trzeba naprawdę niewiele wysiłku, wystarczy udać się do byle sklepu z dvd (empik, MM, Saturn, cokolwiek) i wyhaczyć z półki...</p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/scploo.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-431" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/scploo.jpg" alt="" width="450" height="92" /></a></p>
<p><strong>Samurai Champloo</strong>, dzieło Shinchiro Watanabe, pięknie bawi się formą i przedstawiając strasznie ciekawe postaci (mimo iż jednowymiarowe, to charakterystyczne), nowoczesne brzmienia i czasy mistrzów miecza. Obserwujemy wyjętego spod prawa Mugena, ronina Jina i łączącą ich losy nastoletnią Fuu. Klimat feudalnej Japonii, mimo głównie luźnej konwencji nie stroni od pokazania jej brudu; sprzedawania ludzi, hazardu, motywów religijnych i burdeli, na swój sposób sięgnięto też w dzisiejszą tematykę narkotyków i wandalizmu (heh, jakby tamte nie były dzisiejsze). Często można odnieść wrażenie, że ogląda się serial nie o Samurajach lecz czarną komedię o gangsterach. Odczucia te winduje muzyka, utrzymania w hip-hopowych barwach, dodaje dynamiki starciom, i nakręca akcję – wtapia się w całość w taki sposób, że ciężko sobie potem wyobrazić oglądanie walk na katany bez konkretnego beat’u w tle. Kreska Champloo nie ma wiele wspólnego z ogólnym wyobrażeniem anime – cały czas obserwujemy naturalne, ludzkie sylwetki, piękną, płynną animację i walki z elegancko oddaną siłą ciosów, w akompaniamencie cudownie przerysowanej, tryskającej krwi. Trójka bohaterów, rusza w podróż (małe kino drogi ;) ), wpadając na coraz to bardziej niesamowite postaci – holenderski otaku, wojownik z dalekich stron, wielkolud-wyrzutek, bracia kochający ‘malarstwo’ etc. Spirala akcji nie zwalnia, równoważąc poważne problemy, z przeszłości goniącej Mugena i Jina. Obaj mają życiorysy, warte poświęcenia im osobnych serii. Wspominając o tym duecie , należy nadmienić, że nie darzą się zbytnim respektem i gdyby nie Fuu, to SC trwałoby jeden odcinek, w którym by się pozabijali. Po łyknięciu całego sezonu, spojrzy się na japończyków z innej perspektywy, zobaczy, że jednak robią cos nie dla dzieci, tylko rzeczy z jajem, świetnie wystylizowane i sprawiające każdemu przyjemność z oglądania.</p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/akira_9_640.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-432" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/akira_9_640.jpg" alt="" width="450" height="134" /></a></p>
<p>Mini-przegląd, wybitnych anime zacząłem od czegoś miarodajnie łatwego w przyswojeniu, pełnego kowbojskiego luzu i akcji. Jednak powszechnie wiadomo, że pierwszeństwo we wszelakich rankingach należy się tytułom: Akira i Ghost in the Shell. Te dzieła mają moc stwórczą wręcz - są wyjątkowe w skali światowej kinematografii, niezależnie od preferencji widza. Ciężko nazwać się znawcą filmu, nie widząc obu, to tak jak być Polakiem i nie narzekać.<br />
Widok futurystycznego Tokio, z <strong>Akiry</strong>, odbudowanego po trzeciej wojnie światowej, przygotowywanego do pierwszej od zawieszenia broni olimpiady, mimo lekko już przestarzałej kreski, ciągle robi wrażenie. Znów poszkodowana Japonia zmienia się w państwo policyjne, na którego ulicach toczy się walka o wolność. Obserwujemy to z perspektywy członków gangu motocyklowego. Wstępnie nic nie przepowiada tego, do jakiej skali urośnie konflikt między szefem gangu – Kanedą a jego pozornie najsłabszym członkiem, Tetsuo. Gorącą sytuację w mieście podbijają rzesze fanatyków religijnych, czekających na mesjasza, bez przerwy rozpędzanych przez wojsko. Jeżeli filmy tak dotykające boskości i parapsychologii (a zarazem pełne akcji) komukolwiek się podobają to Akirę potraktuje jak klasyk. Pranie mózgu na skutek, którego wyjawiają się lęki Tetsuo, ma naprawdę ciężki klimat. Świetna muzyka i post apokaliptyczny klimat, przez lata nie stracił na sugestywności Jednoczesne nasilenie przyziemnych spraw, z wybuchem nadnaturalnych mocy, i próby opanowania jej przez ludzi (tym jest właśnie tytułowy ‘projekt’ Akira) daje kinomanom sytą ucztę. Ucztę troszkę wyrachowaną, bo trzeba się zastanowić którym sztućcem jakie frykasy należy jeść, ilość łyżeczek i widelczyków może przestraszyć, ale warto się ogarnąć, by oddać się konsumpcji, tak wyjątkowego dania.</p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/gitgits.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-433" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/gitgits.jpg" alt="" width="450" height="114" /></a></p>
<p>Trzymając się kulinarnych porównań,<strong> Ghost in the Shell</strong> jest prawdziwą kolacją u ambasadora, na pewno nie dla każdego, na pewno wytrawną i na pewno wymagającą. Ostry cyberpunk, poszukiwanie definicji życia i duszy, zacieranie się granicy między maszyną a człowiekiem, cyborgi nie wiedzące czy tak naprawdę czują, czy są tylko do tego zaprogramowane – nie są to tematy, o których rozmawia się łatwo, i dochodzi do jednoznacznych wniosków. Film opowiada o akcji elitarnej sekcji dziewiątej (zajmującej się m.in. cyberterroryzmem) chcącej złapać hakera pierwszej klasy – sprawy znacznie się komplikują gdy, bohaterka, major Motoko Kusanagi nawiązuje z nim bezpośredni kontakt. Haker zwany Władcą Marionetek jest w stanie włamywać się do ludzkich umysłów, wypaczając choćby ich wspomnienia czy wyobrażenie o życiu. Gdy zaatakowana zostaje tłumaczka, biorącą udział w najważniejszych rządowych spotkaniach dyplomatycznych, śledztwo nabiera jeszcze większego rozmachu.<br />
Historia porusza sprawy indywidualności bytów, ewolucji, i posiada mocny grunt polityczny. Wizja świata w którym ludzie są cały czas podpięci do sieci, i można się w nich ‘włamywać’, może okazać się prorocza, przez co jeszcze bardziej niepokoi. Twarde realia obserwujemy już od pierwszej sekundy projekcji, gdy zostajemy w nie wprowadzeni, przez narratora mówiącego (tu pozwolę sobie zacytować): "W niedalekiej przyszłości korporacje łącznościowe sięgnęły gwiazd, a elektrony i światło płyną poprzez wszechświat. A jednak postęp komputeryzacji nie zlikwidował jak dotąd podziałów narodowych i rasowych..." czysta moc! Przy kolejnych dialogach i monologach przechodzą ciarki po plecach. Każde ujęcie  filmu jest chwilą chwały jego twórców– od roku 1996 (data premiery) nie powstało nic co by mogło się równać z oprawą GitS. Szczyt perfekcji, pod każdym względem, ilość szczegółów może pobrudzić bieliznę najbardziej odpornym na sztukę. Okazjonalne pościgi, sceny walk, niesamowite kadry, całe bogactwo formy, nie odwróci tego, że chodzi tu głównie o treść, jak – przystało na ramy gatunku. Natłok informacji, multum szczegółów i niedopowiedzeń tworzą obraz tak samo trudno przystępny, jak i fascynujący.<br />
Sprawa Ghost in the Shell to coś więcej niż jeden film – uniwersum składa się jeszcze z dwóch sezonów serialu anime. Ich podejście jest bardziej sensacyjne, utrzymane w konwencji serii detektywistycznej. Obserwujemy zdecydowanie bardziej ludzkie problemy bohaterów, i mamy okazję poznać wszystkich członków sekcji dziewiątej. Elitarna grupa bierze udział w sprawach najwyższej wagi, ujęcia akcji przeplatają się z bardzo rozbudowanym tłem politycznym. Ujrzymy stojącą na skraju wojny domowej Japonię czy walkę o fotel premiera rządu, a potem jego kontrolę, a efekty misji ‘dziewiątki’ przekładają się na sytuację w cąłym kraju.<br />
Powstał też drugi film kinowy, o podtytule Innocence. Niewinność jest właściwie spełnieniem marzeń fanów jedynki, tak bardzo od niej różne a jednak podnoszące do sześcianu jakiekolwiek motanie fabułą. Graficznie ponad poziomy wylatuje, dorzucając do perfekcyjnej kreski efekty komputerowe, wygląda maksymalnie futurystycznie, a animacja ją otwierająca zwana jako ‘making of cyborg’ wdzierając się  w podświadomość swym bezwzględnie doskonałym obrazem. 9 lat pracy, włożone w jego produkcję, jest odczuwalne przez cały seans. Po walczeniu, i ogarnięciu całej poprzedniczki można z przyjemnością się poddać próbie rozwikłania wizji numer dwa. Mimo mego pełnego uwielbienia, przyznaję że bez dobrej znajomości realiów tego świata, i przesłania jakie niosły działania Władcy Marionetek, jest prawie nie do zrozumienia. Pozycja tylko dla fanów? Może, ale strasznie opłaca się być fanem. To istny traktat filozoficzny, bawiący się z nami w poszukiwanie prawdy.</p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/mono.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-434" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/mono.jpg" alt="" width="450" height="126" /></a></p>
<p>Odskocznią od futurystycznych klimatów, polityki i metropolii stanowi dzieło studia Ghibli - <strong>Mononoke Hime</strong>. Piękna historia, baśń dla dorosłych, odnosząca się głównie do tego jak bardzo człowiek odszedł od natury (ale bez wstawek green peace, spokojnie). Opowiada o demonach, duchach lasu i ludziach dorabiających się majątków na niszczeniu środowiska. Ukazano prawdopodobnie ostatnią erę zwierzęcych bóstw przechadzających się po ziemi. Ich kondycja jest uzależniona od stanu planety, planety którą drąży choroba zwana ludzkością. Ashitaka (główny bohater) wyrusza w podróż, poszukując sposobu na zdjęcie klątwy, którą rzucił na niego jeden z bogów, którego ciągłe osłabianie serca lasu zmieniło w demona. Na swej drodze spotka zarówno mityczne moce natury jak i całkiem przyziemne ludzkie jednostki, oraz tajemniczą dziewczynę przygarniętą przez wilki. Nie jest to żaden manifest ekologiczny, film jest historią miłości, woli walki i wiary w swe idee. Mali ludzie, wielkie czyny – polecam obejrzeć ten teatr uczuć każdemu, uchwycenie klimatu prastarych lasów, jezior i równin, przepełnionych mistycznym duchem wypadło rewelacyjnie. Muzyka i kreska tylko podbijają mimo iż baśniowy to podniosły klimat – zdecydowanie mądry, poruszający obraz, unikający moralizatorstwa, oraz czarno-białej wizji świata, zapewniam że uniknięto podziału na szlachetne zwierzęta i bardzo chciwych ludzi. Zadowoli zarówno szukających wrażeń audio wizualnych (nie na co dzień można obejrzeć boga lasu, kroczącego w blasku księżyca między konarami), jak i wymagających widzów.</p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/cbbop.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-435" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/cbbop.jpg" alt="" width="450" height="115" /></a></p>
<p>Wspomniany na początku Watanabe jest autorem, jeszcze jednej wielkiej serii – <strong>Cowboy Bebop</strong>. Opowieść o kosmicznych łowcach głów, zdobywa swym klimatem i zakorzenieniem się w pop kulturze (szczególiki takie jak choćby trunki pite przez bohaterów, czy ich style walki), oraz tym jak składnie łączy w sobie masę styli, tworząc spójną całość. Mimo dalekiej przyszłości, autorzy stylizowali miasta, stroje, muzykę – wszystko na modłę starych filmów, pełnych specyficznego uroku. Bary pełne papierosowego dymu i brudnych szklanek, wielkie maszyny których ciężar się odczuwa, normalne środki transportu, telewizja etc. Scenografie wydają się pochodzić z lat 60tych, a jednak bohaterowie podróżują z planety na planetę swym prywatnym statkiem – bardzo powszechnym środkiem transportu. Kolorystyka wpasowana w westernowy klimat, i genialnie przemyślany koncept świata, sprawia, że od początku do końca ten stylistyczny kolaż, składa się z samych spójnych elementów.<br />
Bezsprzeczną rewelacją są sylwetki postaci, każdym targają inne emocje, a naturalnością potrafią przyćmić większość aktorów, poza tym są tak charyzmatyczni jak tylko można to sobie wyobrazić. Spike, jest wręcz kwintesencją chilloutu, ręce w kieszeni, czupryna, wyświechtany garnitur i zawsze zmiętolony papieros. Do tego przeszłość o której nie chce rozmawiać, i zaprawienie w bojach – i na gołe ręce jak i na broń palną. Łowca głów pełną gębą, identycznie jak jego kompani – były policjant Jet, szulerka Faye i haker Ed – taki dream team inaczej ;)<br />
Metryki bohaterów to jedno, oprawa to drugie – autorzy postawili na brzmienia jazzowe (konkretniej właśnie na styl zwany Bebop, prosto z lat 40stych, grał go m.in. sam Charlie Parker),o kompozycjach towarzyszących serii można równie wiele napisać co o niej samej. Soundtrack jest pełen muzyki nasiąkniętej emocjami, w większości dość koneserskiej, nie potrzebującej słów, by oddać to co przekazuje. Utwór kończący serie, rozpaliłby serce człowieka śniegu. Autorzy zapewniają z każdym odcinkiem nowe doznania, budując z niby szczątkowych informacji, powolutku coraz głębsze portrety postaci grających główne role. Względnie komediowa atmosfera zmienia się w obrazy pełne goryczy, nostalgii, napełnione nadzieją lub zagubieniem, scenariusz jest stanowczo pełnokrwisty. O każdym odcinku można napisać bez problemu osobny artykuł. Warte podkreślenia jest zakończenie – Cowboy Bebop jest kompletny, a jego ostatnie minuty  zapamięta na zawsze każdy, kto będzie miał niewątpliwą przyjemność je ujrzeć. Koło takich spraw nie przechodzi się obojętnie.</p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/nge.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-436" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/nge.jpg" alt="" width="450" height="102" /></a></p>
<p>Jeśli kogoś troszkę bardziej fascynuje egzotyka , i tęskni za wielkimi robotami z generała Daimosa ‘leczenie’ z awersji do anime może zacząć od <strong>Neon Genesis Evangelion</strong>. NGE obrosło w wielu kręgach kultem, sprawnie łącząc szkolne perypetie bohaterów, ciężkie motywy fabularne (bez przesady, ale psychodela tez ma swoje 5 minut) oraz fantastykę. Mechy  (tytułowe EVY) i ich piloci walczący z niesamowitymi potworami (aniołami?) atakującymi ziemię, to dobre pole do popisu. Zależności między maszyną a sterująca nim osobą, nie są tak ‘mechaniczne’ jak się może wydawać – piloci czują każdy cios, jakby przyjmowało go ich własne ciało, a zanim opanują  swego robota, w pewien sposób musza się ze sobą zżyć, nauczyć go obsługiwać, coś w stylu nauki chodzenia. Sprawa jest skąpana w dramacie psychologicznym, i obarczaniu ogromną odpowiedzialnością osoby będące praktycznie jeszcze dziećmi (fabuła wszystko tłumaczy – dojrzalsi ludzie nie byli by w stanie nawiązać ‘współpracy’ z EVĄ). Animacja i widok potyczek sprawiają autentyczną przyjemność, design mechów to rewelka, opłaca się oglądać serię choćby dla pewnego odcinka w którym do pomocy w eliminacji przeciwnika dwójka pilotów używa muzyki – pomagającej im wyczuć kolejność ataków i konkretną synchronizację, morderczy balet ogromnych tancerzy daje radę.<br />
Scenariusz miksuje mistycyzm żydowski i chrześcijańską religię, przerabiając je na swe potrzeby,  robiąc całkiem ciekawą mieszaninę, choć strasznie trudna do zrozumienia nie jest, brzmi groźnie, ale dość powierzchownie potraktowano te sprawy. Dla fanów robotów i ciekawych relacji międzyludzkich (sporo postaci jest zaangażowanych, sporo) będzie jak znalazł, świetnie wygląda, od czasu do czasu zmusza do ruszenia szarymi komórkami, potrafi zszokować, przyjemna rzecz, wywiera wrażenie<br />
<a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/04/10.jpg"></a></p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/srrrumbl.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-437" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/srrrumbl.jpg" alt="" width="450" height="95" /></a></p>
<p>Absolutnie ciekawą i intrygującą sprawą jest za to anime, które w naszym Europejskim kręgu kulturowym jeszcze trudniej przyswoić. <strong>School Rumble</strong>, bo o nim mowa, na pierwszy rzut oka wydaje się pokrywać ze stereotypem, i nic dziwnego. Słodkie barwy, jeszcze słodsze panny, lekka kreska, i krzykliwa forma to jego drugie imię. Do dyspozycji dostajemy dwa sezony przepełnione humorem, mocno osadzone w japońskiej pop kulturze (jak wiadomo nastawionej na zachód, więc odnaleźć się można bez problemów) . Jeżeli się odrzuci uprzedzenia, to ma się okazję poznać zwyczaje dorastających ludzi z drugiego końca świata. Niby tak różne, a jednak podobne do naszych. Błędne jest traktowanie SR jako marnego romansidła, bo jego siła tkwi właśnie w fabule. Jej budowa jest bardziej ambitna niż większości filmów – ponieważ, uwaga, nie przewiduje głównego bohatera. Owszem jest wątek uroczo głupiutkiej Tenmy i rozanielonego twardziela – Harimy, jednak akcja dzieli się płynnie miedzy co najmniej 6 osób, żadnej wyraźnie nie faworyzując. Obserwujemy rywalizację między dwoma klasami, i rozkładające na łopatki ‘startowanie’ chłopców do swych coraz bardziej kobiecych koleżanek ze szkoły. Jest w tym strasznie dużo uroku, i co by nie mówić, japończycy są skrytym narodem, bardzo zmanierowanym, i fajnie się ogląda jak przełamują wstyd przy swych pierwszych miłościach. A nawet jeżeli nie fajnie to karuzela niesamowitych zdarzeń, humoru subtelnego, angielskiego, sytuacyjnego, abstrakcyjnego naprawdę każdego rodzaju jest w dowolnym odcinku pełno, i zmusi do uśmiechu największego buraka. Postaci jest od groma, każdy znajdzie swego ulubieńca, parę chwil w tym świecie relaksuje i pobudza produkcję hormonów szczęścia. Ciężko wymieniać, ale akcje  w stylu gonienia żyrafy po mieście, po prostu bawią. Jeżeli po obadaniu wszystkich sezonów „Przyjaciół” chce się czegoś więcej, czegoś nowego, ale równie celnego polecam spróbować, ta paczka nie ustępuje im ani trochę. Wystarczy przełknąć ‘wesołą’ stylistykę.</p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/06/brsrr.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-438" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/06/brsrr.jpg" alt="" width="450" height="146" /></a></p>
<p>Grzechem byłoby nie wymienić, genialnego –<strong> Berserk</strong>a. Jest to seria, będąca spełnieniem marzeń, każdego rozkochanego w ciężkim, poważnym klimacie. Wybija się z tłumu swą gęsta atmosferą. Jest to fantasy bez żadnych ‘ludków’, złotych zbroi i baśniowych przepowiedni, są za to miecze, pancerze i piekło wojny. Berserk jest bardzo dla dorosłych, i bardzo serio. To, że wszelkie potyczki wyglądają jak kadry z rzeźni, nie ma wpływu na podbijanie kategorii wiekowej – nawet jeśli cenzura by je wycięła, ta i tak była by najwyższa. Sposób w jaki ukazano średniowiecze, powaga problemów, nasączone żalem i cierpieniem życia – realia są tak autentyczne jak mogą być. Fabularnie jest to mocarz, nie szczędzący szokujących scen. Sprawy są napędzane przez tajemnice i marzenia postaci. Historia tego jak banda najemników, pnie się zastraszająco szybko w hierarchii wojsk (akcja dzieje się w czasie wojny między dwoma potęgami) króla, i trafia na dwór, stając się elitą, kończy się tak tragicznie jak i nieprzewidywalnie. Griffith (przywódca grupy) jest niemal mistyczną osobą dla swych kompanów, geniuszem w sprawach strategii, obrał sobie cel do którego dojdzie choćby po trupach. A jak pokazały losy niejednego rodu – dworskie intrygi są nieraz znacznie okrutniejsze i bardziej bezlitosne niż wydarzenia z centrum pola walki, na ekranie się to w pełni potwierdza. Uwaga widza skierowana jest na poczynania Guttsa. Człowieka, który nadaje tępo sukcesom Griffitha. Wychowany wśród najemników, zrodzony z martwego ciała, wyklęty i odrzucony, zna tylko życie wojownika. Gutts naciera z maksymalną siłą, jego ogromny, ciężki miecz, pięknie gniecie zbroje przeciwników, rozrywając ich ciała i kości. Jego szał bojowy, to poezja, istny wybuch mocy. Nie jest ani rycerski, ani bohaterski, starożytni tworzący tragedie antyczne nie wymyślili by bardziej targanej przeznaczeniem osoby. Opowieść o nienawiści, żalu, i marzeniu, nie stroni od ukazania naprawdę brudnych spraw. Berserka należy obejrzeć, choćby po to by przekonać się, że tony filmów o potyczkach na miecze, które powstają od lat, nawet nie zbliżyły się do jego poziomu, ugrzeczniając co tylko się dało. Absolutny mus.</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://peacegrenade.files.wordpress.com/2008/04/3.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-103 aligncenter" src="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/04/3.jpg" alt="" /> </a></p>
<p><strong>nowa jakość dla każdego?</strong></p>
<p>Znużenie, jakąkolwiek formą rozrywki, to powszednia sprawa wśród ludzi. Lubimy coś, eksploatujemy to w miarę  możliwości aż nam się nie znudzi. Gdy następuje ten krytyczny moment, zwykle nie wiemy co ze sobą począć. Ogólnie można przyjąć, że za dużo przebywania w jednej ‘stylistyce’ szkodzi. Ciągłe czytanie beletrystyki, granie w określony gatunek gier, oglądanie jakiegoś rodzaju filmów, w końcu musi się przejeść.<br />
Dobrze więc pamiętać, że istnieje coś takiego jak anime,  całkowita odmienność dla naszej codzienności. Warto przewietrzyć umysł, i spróbować choćby tych paru, wymienionych w tekście, egzotycznych smaków. Jestem pewien, że taka odmiana zrobi dobrze każdemu. I Kto wie, może niedługo to od anime będziecie potrzebować odskoczni? Miło by było, gdyby fani tego rodzaju formy ekspresji, przestali być ‘mniejszością kulturową’.</p>
<p>...</p>
<p><em>Bo są rzeczy na świecie, które trzeba zobaczyć</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Gnijąca Panna Młoda]]></title>
<link>http://peacegrenade.wordpress.com/?p=65</link>
<pubDate>Sat, 22 Mar 2008 20:37:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>cascad</dc:creator>
<guid>http://peacegrenade.wordpress.com/2008/03/22/gnijaca-panna-mloda/</guid>
<description><![CDATA[
Sounds creepy !
Tim Burton (reżyser) ponownie uderza w klimat mrocznej opowieści dla szerokiej pu]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a TITLE="cbt" HREF="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/03/tit.jpg"><img ALT="cbt" SRC="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/03/tit.jpg" /></a></p>
<p><strong>Sounds creepy !</strong></p>
<p>Tim Burton (reżyser) ponownie uderza w klimat mrocznej opowieści dla szerokiej publiki, balansując na granicy pomiędzy wywoływaniem strachu i śmiechu. Kolejny raz rezygnując z aktorów na rzecz kukiełek, ożywiając je swą wyobraźnią. Zapał do pracy tryska z każdej klatki obrazu, a rzemieślnicza, wręcz mnisia praca dała artystyczny efekt. Widać, że jest to projekt o którego zrealizowaniu od dawna marzył i zrobił go równocześnie dla swojej przyjemności. Zasiadająca do seansu widownia, pewnie szybko podzieli się na dwie części: tą czującą teatralną atmosferę scenografii, cieszącą się autentycznością wszystkich niedoskonałości obrazu i tą, której wszystko będzie się wydawać strasznie dziwne, troszkę bez sensu, mało atrakcyjne. Daleki jestem od wypisywania, że to ‘film dla wybranych’ bo tak nie jest, tylko koniecznie trzeba się przy nim otworzyć i skupić się na jego symbolice, a nie na paczce chipsów, choćby nie wiem jak paprykowych.<!--more--></p>
<p><a TITLE="cb1" HREF="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/03/5.jpg"><img ALT="cb1" SRC="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/03/5.jpg" /></a></p>
<p><strong>You may kiss the bride!</strong></p>
<p>Niezwykła historia (taka musi być, spójrzcie na jej tytuł ;) ), zaczyna się aż nazbyt normalnie, normalnie jak na rzeczywistość wiktoriańskiej Anglii. Rodzice dwójki młodych ludzi: Victora i Victorii postanawiają ich wspólny ożenek. Tak po prostu, na zasadzie umowy między rodami. Dla ’głów’ rodzin to bardzo trafny interes, jedni trafią do wymarzonej strefy arystokrackiej, drudzy odbiją się od finansowego dna. Wbrew pozorom ich dzieci, wydają się nie buntować – łatwo poddają się nakazowi. Szybko też i w jakże niedzisiejszy sposób nawiązuje się między nimi więź. Mimo ascetycznych obrazów można odnieść wrażenie, że się w sobie zakochują.<br />
Wszelakie gesty i szczegóły są arcydziełem animacji poklatkowej (owa scena zapoznania się przyszłych małżonków była tworzona przez 14 tygodni, przez jednego człowieka!). Burton zaraził entuzjazmem wszystkich biorących udział w jego projekcie. W każdej minucie filmu widać to ile serca i czasu poświęcili dla osiągnięcia finalnego efektu, zawstydzając niejedną animacje komputerową (ot taki Madagaskar).<br />
Wracając do fabuły - mimo bardzo sprecyzowanych ślubnych planów, sprawy się pokomplikowały, podczas próby w kościele. Przyszły pan młody definitywnie nie podołał nauczeniu się słów przysięgi. Ćwicząc ją później samotnie w lesie, głośno i wyraziście, przez przypadek wywołuje spod ziemi inną pannę młodą, gnijącą. Bohaterka w fazie rozkładu, z uroczo wypadającym okiem, uznaje, że słowa były kierowane do niej. Wyskakując ze swej mogiły, przyjmuje zaręczyny, i bierze ze sobą Vincenta do świata umarłych<br />
<a TITLE="cb2" HREF="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/03/pio.jpg"><img ALT="cb2" SRC="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/03/pio.jpg" /></a></p>
<p><strong>He's not my boyfriend, he's my husband!</strong></p>
<p>Subtelność tego czarnego, mocno abstrakcyjnego, humoru silnie kontrastuje z całym zalewem obecnych filmów z teledyskowym montażem, krwią krzepnącą na rękach bohaterów i wystawą mokrych modelek. Akcja dzieje się na zmianę w krainie umarłych i na ziemi. Bawiąc się konwencją  podziemne włości ukazane są jako miejsce pełne barw, dużo bardziej żywe i zaludnione niż niemal czarno biała, opuszczona ‘góra”. Śmierć uwalnia od zobowiązań, bólu, pędu za rzeczami materialnymi, ‘grobowe’ melodie, i wystrój wywołuje skojarzenia z amerykańskim jazzem lat 30stych. Nie da się uniknąć wrażenia, że to właśnie na trupy są bardziej ludzkie i pełne emocji (prztyk w stronę dawnych dworskich obyczajów). Umarli ciągle się bawią, drwiąc z problemów jakie niegdyś ich trapiły.<br />
Muzyka jest kolejnym aktorem tego spektaklu, z rolą absolutnie pierwszoplanową. Partie wokalne jak i instrumentalne aranżacje, stają się pełnoprawnymi narratorami tych niecodziennych zdarzeń. Victor, potrafi całkiem sprawnie grać na fortepianie, przełamując w ten sposób lody i z Victorią i potem z Emily (imię tytułowej bohaterki). Melodia którą zaimprowizował przy paniach jest motywem przewodnim filmu.  Motywem łapiącym za serce należy dodać.</p>
<p><a TITLE="cb3" HREF="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/03/tyuop.jpg"><img ALT="cb3" SRC="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/03/tyuop.jpg" /></a></p>
<p><strong>THE DEAD WALK THE EARTH!!!</strong></p>
<p>Emily mimo braku tętna, i pierwszego wrażenia jakie wywołuje, okazuje się być strasznie sympatyczną postacią. Odarta ze swych marzeń, dość naiwna, na pewno ma w sobie więcej ciepła i emocji niż jakikolwiek nieboszczyk wcześniej, przyćmiewając wiele ‘pełnokrwistych’ ról z innych filmów. Przekonuje się do niej i Victor, mając nawet poważne chęci na zostanie z nią na zawsze.<br />
Jak to wszystko się rozwikła, tego oczywiście nie zdradzę, zdradzę jednak, że finałowa scena wesela (jest panna młoda, musi być wesele!) w której występuje nawał postaci, jest czymś co zapamiętam na zawsze. Nieżywi postanawiają wyjść na powierzchnię się konkretnie zabawić, następuje dynamiczne i groteskowe spotkanie dwóch światów. Ponadczasowa idea wokół całego zdarzenia (to trzeba zobaczyć), oraz baśniowa otoczka potrafią wywrzeć spore wrażenie.</p>
<p>Dla osób przejedzonych współczesnymi blockbusterami seans „Gnijącej Panny Młodej” zadziała wręcz leczniczo. Historia zrobiona w umierającej już technice, z nie modną, mało krzykliwą stylistyką, pozwala się w pełni zrelaksować i sobą cieszyć. Prosta, a zarazem nieszablonowa fabuła, bawi i smuci, a prezentacja często uciekająca w musicalową estetykę Film, który warto obejrzeć choćby dla jego odmienności, typowa „bajka dla dorosłych”. Polecam<br />
.</p>
<p><a TITLE="cbo" HREF="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/03/99.jpg"><img ALT="cbo" SRC="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/03/99.jpg" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Transformers]]></title>
<link>http://peacegrenade.wordpress.com/?p=33</link>
<pubDate>Mon, 11 Feb 2008 14:49:23 +0000</pubDate>
<dc:creator>cascad</dc:creator>
<guid>http://peacegrenade.wordpress.com/2008/02/11/transformers/</guid>
<description><![CDATA[
Auta zmieniające się w roboty to fenomen. Japońska zabawka przeszczepiona na amerykański grunt,]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a TITLE="trans" HREF="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/02/z4498811x.jpg"><img ALT="trans" SRC="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/02/z4498811x.jpg" /></a></p>
<p>Auta zmieniające się w roboty to fenomen. Japońska zabawka przeszczepiona na amerykański grunt, dla której stworzono specjalną otoczkę. Dorzucono kreskówkę  i komiksy, i w mig stała się kultowa na całym świecie. Pomysł o zekranizowaniu „Transformers” zapewne siedział w głowach największych menadżerów hollywood od lat. Gdy coś ma tylu fanów, automatycznie staje się opłacalne, a generowanie gigantycznych zysków to ich oczywiste hobby. Trzeba było tylko wyczuć odpowiedni moment, i najzwyczajniej zaczekać za techniką, by podołać rozmachowi przedsięwzięcia. Moment wybrali perfekcyjnie, i zaatakowali z ogromnym impaktem. Na wstępie, pozwolę sobie napisać, że właśnie rozmach to drugie, a nawet trzecie imię tego filmu. Zrobiono wręcz genialne kino rozrywkowe – w tej kategorii, jest to 144 minutowe mistrzostwo świata.<!--more--></p>
<p><a TITLE="trans2" HREF="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/02/photo_29_hires.jpg"><img ALT="trans2" SRC="http://peacegrenade.wordpress.com/files/2008/02/photo_29_hires.jpg" /></a></p>
<p>Przyznam, że pisać o Transformers będę zupełnie inaczej niż się spodziewałem. Nie liczyłem na nic wielkiego, a do seansu zasiadłem z nastawieniem na głupią amerykańską produkcję, której będę co chwile wytykał błędy. Z początku moje przewidywania się nawet sprawdzały, ale tempo i polot tej produkcji przesłaniają wszystkie wady - po chwili narzekań zacząłem się najzwyczajniej świetn