<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>kaczory &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/kaczory/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "kaczory"</description>
	<pubDate>Sat, 26 Jul 2008 18:04:51 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Jak się nie da demokracją, trza siłą..]]></title>
<link>http://balusenatora.wordpress.com/?p=51</link>
<pubDate>Wed, 02 Jul 2008 07:07:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>timoboll</dc:creator>
<guid>http://balusenatora.wordpress.com/?p=51</guid>
<description><![CDATA[Jeden z bywalców balu, zwolennik wejścia w życie traktatu lizbońskiego, po irlandzkim NIE powied]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jeden z bywalców balu, zwolennik wejścia w życie traktatu lizbońskiego, po irlandzkim NIE powiedział znamienne słowa: "szkoda, wolałbym żeby przeszedł demokratycznie...". Czekam teraz na obronę faszystowskich metod, które niebawem zastosuje UE, KE czy jak jej tam. Piewcy integracji pod niebieskim sztandarem mają to do siebie, że usprawiedliwią każde działanie, przy którym Donaldinio się uśmiechnie, a Kaczor zapieni. No cóż - rok temu dali sobie rękę uciąć, że ich Matka Unia nigdy demokracji nie zdradzi. Ale jakoś to z pamięci wymazali.</p>
<p>Zapraszam na film:</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/M6QmH-7fu68'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/M6QmH-7fu68&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p><em>timoboll</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Płać - by żyło się lepiej]]></title>
<link>http://balusenatora.wordpress.com/?p=30</link>
<pubDate>Mon, 28 Apr 2008 09:26:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>timoboll</dc:creator>
<guid>http://balusenatora.wordpress.com/?p=30</guid>
<description><![CDATA[Stało się. W senatorskim bufecie nagle i niespodziewanie (dla tłuszczy bal okupującej) wzrosły ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Stało się. W senatorskim bufecie nagle i niespodziewanie (dla tłuszczy bal okupującej) wzrosły ceny napojów i przekąsek. A i zrzuta na oświetlenie, paliwo na dowóz gości, ogrzewanie gazowe, również drastycznie w górę poszły. Senator z uśmiechem swoim na wszystkich dworach świata rozpoznawalnym, zakomunikował też podniesienie podatku od luksusu, coby goście biedni, swego stanu zdrowia nieświadomi, bron cię pANIE bOŻE nikotyną się nie struli za bardzo.</p>
<p>Naraz się grupki tworzyć zaczęły różnego rodzaju, które to w różnych miejscach domostwa senatorskiego tłumaczyć gościom biednym i zakręcenie zdezorientowanym wsio co trzeba. Z senatorskim błogosławieństwem głośny oddech ulgi rozszedł się po sali balowej. Jasne już wszystko - by żyło się lepiej.</p>
<p>A ja nieodparcie wrażenie mam, że ktoś mnie tu w przysłowiowego chuja robi. Pamiętam dokładnie przecież wielką kampanię telewizyjną przed anschlusem Polski w europejskie struktury. Przecież wszystko punkt po punkcie było wytłumaczone - co zdrożeje, kiedy i za ile. Pamiętam jednego z wielce nam panujących (Bronisława) jak tłumaczył podniesienie akcyzy na fajki już teraz, żeby ludziska biedne szoku nagłego nie przeżyli. Pamiętam podniesienie podatku od benzyny i wzrosty wielu innych podatków - żeby wyrównać do Unii Europejskiej. Pamiętam obawy uniosceptyków, kiedy to z ankietami dla jednej z szanowanych firm opiniozbierających po domach biegałem. Pamiętam też swoich współbraci w balu uczestniczących, którzy zapewniali mnie, że na pewno nie będzie tak, że to wszytsko zdrożeje.</p>
<p>A teraz drożeje. A współbracia oczy wielkie robią i dziwią się niepomiernie. I doszukują się zasług "poprzedniej ekipy" w tej sytuacji. I na pewno je znajdą - senator o to zadba.</p>
<p>Płać bracie, płać. By żyło się lepiej. Wszystkim.</p>
<p><em>timoboll</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Smutno mi]]></title>
<link>http://balusenatora.wordpress.com/2008/03/24/jutro-wieczorem-o-traktacie-lesbonskim/</link>
<pubDate>Mon, 24 Mar 2008 20:17:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>timoboll</dc:creator>
<guid>http://balusenatora.wordpress.com/2008/03/24/jutro-wieczorem-o-traktacie-lesbonskim/</guid>
<description><![CDATA[Aż się tańczyć nie chce, w pary z damami smętnie podpierającym ściany senatorskiego domostwa ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Aż się tańczyć nie chce, w pary z damami smętnie podpierającym ściany senatorskiego domostwa łączyć, ni trunków barku senatorskiego kosztować.. Patrząc na tę hałastrę wrzeszczącą na siebie bez sensu żadnego, przekrzykującą się argumentami, które - gdyby słuchali się nawzajem - są jednakowe dla jednych i drugich, odchodzą chęci do czegokolwiek. Cóż to bracia znowu wymyślili? Zmiany w swoim WIELKIM sukcesie nagle na gwałt chcą wprowadzać. Jak wielki to był sukces niech przypomną <a href="http://www.pis.org.pl/article.php?id=10639">te słowa</a> i <a href="http://www.pis.org.pl/article.php?id=11716">te słowa</a>, a także <a href="http://www.pis.org.pl/article.php?id=11160">te</a>, <a href="http://www.tvn24.pl/12691,1524859,wiadomosc.html">te</a> i <a href="http://www.tvn24.pl/12691,1525340,wiadomosc.html">te </a> . Dlaczego nagle zdecydowali, że coś jest nie tak i trzeba to zmienić? Dlaczego druga część senatorskich gości z radością tę dyskusję podchwyciła i jazda bawić się w to co najlepiej potrafią - jedną wielką hucpę kto kogo zakrzyczy.</p>
<p>Takie nieodparte wrażenie mam jednakże, że chodzi im o coś całkowicie innego. Bo cóż tak naprawdę zmienią kaczkowe piski, nawet jeśli zmiany których tak się domagają Donaldinio zaakceptuje? NIC A NIC! No taka prawda - wszelkie zmiany w treści traktatu muszą być przecież zatwierdzone przez wszystkie jeszcze-państwa wspólnoty. Więc skoro jedni i drudzy wiedzą, że gra toczy się o pietruszkę, to po co ta cała hucpa?</p>
<p>Podczas pamiętnej kampanii październikowej, szpece od marketingu różnych maści zachwycali się PiSem, że tak pięknie wyznaczył boisko na którym toczyć się będzie kampanijna gra. I chociaż nie do końca im się udało, bo inni szpece szybko zamienili ichnie boisko (przypominam - oligarchowie), na zgoła odmienne - odsunąć PiS. Wszelkie inne kwestie zostały odsunięte na bok i tak naprawdę nie miały znaczenia. Nawet od Was, drodzy goście niejednokrotnie słyszałem stwierdzenia - "Tusku może ideałem nie jest, ale wszystko lepsze od Kaczorów". Teraz dzieje się dokładnie to samo. Na siłę rozdmuchując bezsensowny spór, osły-posły usiłują odwrócić naszą uwagę od najważniejszego - od treści lesbońskiego traktatu.. Czyż nie jest tak, że większość będzie popierała ten traktacik, tylko dlatego, żeby okoniem stanąć PiSowi?</p>
<p>Nie będę się rozpisywał - w tej kwestii wiele powiedziano i jak ktoś zechce - na pewno do meritum sprawy bez problemu dotrze. Wymienię tylko jeden z powodów, dla których ja jestem przeciwnikiem ratyfikacji tego dokumentu. Teraz możemy uznać niepodległość Kosowa. Możemy też tej niepodległości nie uznać. Po ratyfikacji traktatu będziemy mogli co najwyżej wyrazić swoją opinię w podobnych sprawach. Ustawodawstwo unijne będzie stało ponad naszym.</p>
<p>No po prostu - smutno mi.</p>
<p><i>timoboll</i></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ulga]]></title>
<link>http://balusenatora.wordpress.com/?p=17</link>
<pubDate>Wed, 12 Mar 2008 18:51:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>timoboll</dc:creator>
<guid>http://balusenatora.wordpress.com/?p=17</guid>
<description><![CDATA[Sale balowe pustkami świecą. Licznik przy bramce obrotowej jakoś nagle drastycznie zwolnił. Gdzi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Sale balowe pustkami świecą. Licznik przy bramce obrotowej jakoś nagle drastycznie zwolnił. Gdzież się goście podziali? Już mnie trwoga przejęła, że bal u senatora zbliża się ku końcu nieuchronnemu, gdy nagle jeden z miłościwie nam panujących rozwiał wszelakie obawy. Zajęci czym innym jesteście. Piwo żłopiecie i pornosy oglądacie. Ulgi w mem sercu opisywać nie muszę. Dziękuję Ci za uświadomienie, Jarosławie!</p>
<p><i>timoboll</i></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Obłąkany prezio ?]]></title>
<link>http://fakt.wordpress.com/?p=75</link>
<pubDate>Wed, 12 Mar 2008 10:39:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>admin</dc:creator>
<guid>http://fakt.wordpress.com/?p=75</guid>
<description><![CDATA[Oj będzie się działo w Internecie - pomyślałem sobie - robiąc sobie dzisiejszą &#8220;prasów]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Oj będzie się działo w Internecie - pomyślałem sobie - robiąc sobie dzisiejszą "prasówkę".<br />
Szybko zajrzałem do zakładki "Nowości" w wordpress'ie czy ktoś już poruszył ten temat. Na razie cisza, ale założę się o każdą kwotę pieniędzy (byle niezbyt dużą, bo materialnie stoję dość słabo ;)), że wkrótce pojawią się pierwsze komentarze.</p>
<p>Co tak przykuło moją uwagę? Oczywiście nowa złota myśl niedoszłego-przyszłego-oraz-byłego premiera Jarosława K. Ten człowiek nie przestaje zaskakiwać, choć najbardziej naiwni myśleli, że po sromotnej porażce w zeszłorocznych wyborach wreszcie przestanie się wymądrzać i da spokój narodowi polskiemu. Nic z tego. Co kilka dni pojawiają się doniesienia o kolejnych "niezbyt-światłych" pomysłach byłego premierunia.<br />
<!--more--><br />
I wszystko byłoby ok i możnaby przejść z tym do porządku dziennego gdyby nie słowa, które padły w wywiadzie dla portalu Prawa i Sprawiedliwość (tak tak, PiS ma swój portal, taka ciekawostka). Jarosław odniósł się krytycznie do propozycji głosowania w wyborach przez Internet.<br />
Odezwą się głosy "dobrze gada, przecież głosowanie przez internet może prowadzić do wielu nadużyć, jakiś przebrzydły craker (nie haker) mógłby włamać się i spowodować, że jego ulubiona partia zgarnie 90% głosów". I rzeczywiście z tym możnaby się zgodzić, bez zapewnienia należytego bezpieczeństwa głosowanie przez internet to niezbyt dobry pomysł.</p>
<p>Czy Jarosław Kaczyński podszkolił się w temacie bezpieczeństwa sieciowego i zauważył ten problem. Cóż za wszechstronny to człowiek - powiedziałbym.<br />
Ale nic bardziej mylnego. Jarosławowi nie chodzi o bezpieczeństwo głosowania, ale... o niezdolnych do samodzielnego myślenia internautach.</p>
<p>Przytoczę jego wypowiedź, bo naprawdę jest z czego się pośmiać:</p>
<blockquote><p> Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie <strong>młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota</strong> - mówił w wywiadzie prezes PiS. Wiadomo, kto ma przewagę w Internecie i kto się nim posługuje. Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować, na kogo ma zagłosować</p></blockquote>
<p>Szokujące nieprawdaż? Kaczyński poszedł na całość jeśli chodzi o obrażanie, poniżanie osób o odrębnych poglądach. Wychodzi na to, że statystyczny internauta to młody piwożłop oglądający tylko filmiki pornograficzne i głosujący na tego na kogo każą mu głosować. Tylko tak, nie inaczej.<br />
Najwyraźniej stan zdrowia prezesa PIS coraz bardziej się pogarsza. Dostał łomot od internautów w poprzednich wyborach więc postanowił teraz tę grupę zmieszać z błotem. Zapomniał tylko, że wśród internautów są też zwolennicy jego własnej partii. Ale czy to ważne kto dostanie odłamkiem? Ważne żeby "prezio" chlapnął coś głupiego.</p>
<p>Kaczyński ma chyba żal do internautów, że nie dali się zmanipulować jemu. Sama telewizja publiczna nie wystarczyła niestety PISowi.</p>
<p>Gdybym był złośliwy, to napisałbym, że zdecydowanie łatwiej manipulować ludźmi starszymi, słabiej wykształconymi, ale wtedy obraziłbym większość elektoratu PISu. Nie jestem jednak złośliwy, więc tego nie napiszę ;)</p>
<p>Na zakończenie dodam tylko, że życzę sobie i Wam, aby można było w przyszłości głosować przez internet. Najlepiej od następnych wyborów. Gdyby tak się stało, to Jarosław Kaczyński i jego partia nie przeszłaby progu wyborczego. Pomarzyć - dobra rzecz.</p>
<p>A teraz idę po piwo do lodówki, bo właśnie zaczyna się nowy pornol :)</p>
<p><a TITLE="czy jarosław kaczyński jest obłąkany" HREF="http://fakt.wordpress.com/files/2008/03/oblakany-jaroslaw-kaczynski.gif"><img ALT="czy jarosław kaczyński jest obłąkany" SRC="http://fakt.wordpress.com/files/2008/03/oblakany-jaroslaw-kaczynski.gif" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Religia wielkiego Babilonu. W mordę dostawszy.]]></title>
<link>http://balusenatora.wordpress.com/?p=15</link>
<pubDate>Sun, 02 Mar 2008 20:03:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>timoboll</dc:creator>
<guid>http://balusenatora.wordpress.com/?p=15</guid>
<description><![CDATA[Świt był tym razem nadto czerwony. Prawie tak czerwony, jak oczy mego kompana od kielicha, z któr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Świt był tym razem nadto czerwony. Prawie tak czerwony, jak oczy mego kompana od kielicha, z którym to sam zostałem na sali balowej, co i rusz zostawione przez innych gości butelczyny opróżniając. Resztki. Tyle co po imprezie takiej jak ta, zostaje dla gości takich jak ja. Resztki wódy najpodlejszej, resztki mięsa nadgniłego, resztki z człowieka - w postaci tegoż oto naprzeciw mnie. Macha właśnie kończynami, ślini się straszliwie usiłując przekazać mi prawdy jedyne objawione. A nerwuje się przy tym coraz bardziej, że nie chcę kiwnąć głową i jego wywodów zaakceptować i za swoje uznać.</p>
<p>Dawniej wiece, przeciw innym senatorom wspólnie przecież odwiedzaliśmy, hasła typu Wolność (jezzzuuu!!!!! ależ to dziś brzmi nie tego) na transparentach wypisywaliśmy, kamieniami rzucaliśmy w niebieskie pojazdy gwardii przybocznej senatora. Jakoś tak było, że wszyscy tym samym językiem mówili i wrogów wspólnych łatwo zdefiniować było. Szczenięce lata. Buntownicze tak samo jak nieprawdziwe.</p>
<p>Patrząc teraz w mordę jego czerwoną, nadziwić się nie mogę, jak bardzo kwestie zasadniczą próbuje we mnie poruszyć i wcisnąć chce mnie uparcie w ten idealny przecież schemat - ALBOŚ KACZOR - ALBOŚ DONALD, ALBOŚ ZA ZSRE - ALBOŚ NIE EUROPEJCZYK. Męczy mnie to przyznam, bo ciężko słuchać argumentów jakichkolwiek, opierających się tylko na prawdach objawionych, przez periodyki różnego rodzaju do głów wkładanych. No może ja źle myślę, ale dla mnie mieć o czymś pojęcie, to znaczy coś wiecej niż przeczytać o tym w jakimś periodyku. no weźmy taką Kartę Praw Podstawowych (tfu!). Dla mego rozmówcy oczywistością jest, że karta ta jest korzystna dla nas. Oczywiste jest to dlatego, że a) tak napisali w jego ulubionej gazetce, b) podły Kaczor jest tegoż dokumentu przeciwnikiem. To całkowicie wystarczy, by móc serce i głos w referendum zostawić.</p>
<p>Sprytnie sobie z mym kompanem senator poradził. Znalazł mu wroga. Jasno go zdefiniował. Wziął typowego, znienawidzonego przezeń polityka, kaczy dziób mu dorobił i pomnożył razy dwa.  To jest kwintesencja zła - wszystko inne jest ZDECYDOWANIE lesze. Kurvus! Kutas co spalił mi samochód, zawsze pozostanie kutasem. Nawet jakiś inny kutas spali mi dom.</p>
<p>Takie mam wrażenie, wypijając kolejny ochłap koniaku za n-set ojro, że w kompanie moim wszystklo się zbiera i jakaś taka siła wewnętrzna nie pozwala mu zaakceptować, że ktoś może myśleć inaczej niż on. To znaczy akcpetuje - ale taki ktoś musi na pewno być kaczystą! Nie do pomyślenia jest mieć i tych i tych w dupie. Nie, on mnie nawet nie chce słuchać. Wielki Babilon mózg wypalił mu doszczętnie. Z góry skreśla pewne informacje. Nawet nie przeczyta czegoś, co mogło by jego spójnością wewnętrzną targnąć. Na chwile oczy mu się tylko zapalają, bo oto znalazł rozwiązanie - Ja muszę być jakimś maniakiem! Mam obsesję! Całymi dniami w stresie chodzę!</p>
<p>Ale mój spokój jest niezachwiany. Nie zmąci go nawet brak już jakiegokolwiek trunku. Nie wpłynie na niego pojawienie się ekipy sprzątającej salę i służb porządkowych senatora, chcących nas na ryje wyrzucić. Ja jestem spokojny - zakładałem taki scenariusz od początku. On włosy z głowy rwał i dziwił się, że jakim cudem Donald jego ukochany mniej liberalne (hahaha!) zmiany w działalności niż kaczyści proponuje. Mnie to nie ruszyło - bo wiedziałem o tym przecież od samego początku. To dla mego kompana za dużo. Cios w mordę dostawszy padam na zarzyganą podłogę. I słyszę tylko śmiech służb porządkowych, krzesła usatwiających pod kolejną odsłonę balu u senatora...</p>
<p>timoboll</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Brak słów - Misiu wam powie]]></title>
<link>http://balusenatora.wordpress.com/?p=12</link>
<pubDate>Thu, 14 Feb 2008 19:38:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>timoboll</dc:creator>
<guid>http://balusenatora.wordpress.com/?p=12</guid>
<description><![CDATA[W głowie szumi nieprzeciętnie - czas na odpoczynek. W tajnych pomieszczeniach senatorskiego domu, ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W głowie szumi nieprzeciętnie - czas na odpoczynek. W tajnych pomieszczeniach senatorskiego domu, zalegnięty w miękkiej sofie przysłuchałem się rozmowie trzech wielmożów. By senatorowi się przypodobać, zaprosili ci Panowie gości. Goście przyszli - składkę (niedobrowolną) zapłacili, teraz na zasłużone ochłapy z senatorskiego stołu oczekują.</p>
<p>Nie ma ochłapów niestety - trzech wielmożów zżarło wszystko, a teraz me uszy męczą wzajemnym szczekaniem, który zjadł więcej. Spiżarnie senatorskie pełne przecież, lecz ich nie interesuje to ni trochę. Zamiast problem co się pojawił rozwiązać, za punkt tak zwanego honoru, który pewnie kiedyś mieli, ale którym dawno już swe dupy podtarli, stawiają pokazanie który jest mniejszym złodziejem. Jak? No nie inaczej tylko pokazać, że pozostali są jeszcze gorsi. Wizje czarne roztaczają, startą praw wszelakich straszą, komisje znowu powołują - że ten kupił za pożyczone i nie oddał, że ten drugi podsłuchiwał pierwszego, że ten trzeci naciskał na dwóch pierwszych, że trzeciemu wino się na maszyne do pisania wylało, ważne treści zalewając..</p>
<p>A goście dalej głodni. I tylko spokojnie czekają. I  jak wielmoże wyjdą i z uśmiechem zaproszą na kolejny bal, na którym na pewno coś ze stołu skapnie - goście znowu się pojawią, płacąc (niedobrowolną) składkę. Czemuż to? To temat na kolejny zwid pijacki, jakich niewątpliwie wiele w trakcie balu mnie czeka.</p>
<p>Póki co, miękkość sofy aksamitnej (acz aksamit ciut nadżarty już niestety) kontemplując, się waszemu dziady pierońskie bezwstydowi nadziwić się nie mogę. I powiedziałbym co o was myślę, ale głowa słów takich nie wynajduje, które język mój by w stanie był powiedzieć. Dlatego nie będę mówił. <b>Misiu wam powie:</b></p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/p2oFJ_1ag40'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/p2oFJ_1ag40&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p><i>Misiu nie mój - na youtube wynaleziony.</i></p>
<p>timoboll</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kwestia zasadnicza]]></title>
<link>http://balusenatora.wordpress.com/?p=8</link>
<pubDate>Mon, 11 Feb 2008 18:26:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>timoboll</dc:creator>
<guid>http://balusenatora.wordpress.com/?p=8</guid>
<description><![CDATA[Pomiędzy jedną zakąską a drugą, pomiędzy kolejnymi konwersacjami z poszczególnymi gośćmi, k]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pomiędzy jedną zakąską a drugą, pomiędzy kolejnymi konwersacjami z poszczególnymi gośćmi, którzy zaszczycili senatora swą obecnością, serce i dusza po trosze, a żołądek przede wszystkim, nieuchronnie domagają się kwestii zasadniczej. Czegoś co spoiło by ze sobą poszczególne łyki trunków wszelakich, nie zawsze do siebie pasujących, a często wręcz wzajmenie się wykluczających. Czegoś co ułożyłoby spójność we mnie, bym mógł ją w sobie nosić i w całości  kontorlować, a w razie utraty nad nią konktroli, spójnie i w całości wyłożyć ją na stół, tudzież do senatorskiego rezerwuaru.</p>
<p>Kwestia zasadnicza tyczyć się będzie opozycji, lecz w tym ciut dawniejszym znaczeniu. Nie mam tu na myśli oczywiście Donaldinia z jego świtą, z czasu gdy panował nam jeszcze Wielce Czcigodny Jarosław. Myślę o tej opozycji, w której się staje, w której się stawia oraz w której jest się stawianym. A dokładniej o tej ostatniej. Wymieniając poglądy przy papierosie w palarni na tarasie, żywo dyskutując z naalkoholizowanymi gośćmi balu, nie mogę pozbyć się wrażenia, że za wszelką cenę pragną mnie oni postawić w opozycji. Otóż w mózgach tychże istot nie mieści się fakt, że można krytykować (złe słowo - z błotem mieszać raczej) działania Donaldinia, nie będąć jednocześnie przydupasem do niedawna nam jeszcze panującego Jarosława. Każda wypowiedź uderzająca w POjebów trafia na tarczę - PiSiory były gorsze. Co dziwne, argument, że NSDAP było jeszcze gorsze jakoś do nich nie trafia. Martwi mnie to mocno i przyprawia o niespodziewane ataki migreny.</p>
<p>Po kolejnym brudenszafcie, partner od kielicha poklepuje mnie po ramieniu patrząc mi głęboko w oczy. Łzy w nich widzę, łzy współczucia, że jedyna słuszna prawda do mnie dotrzeć nie chce. Że jak ja mogę takiego zacnego i wielkiego człowieka, za którym większość idzie z zamkniętymi oczami, niczym nie przymierzając podczas staropolskiej zabawy weselnej "wężem" zwanej nie rozumieć. Jak ja mogę mu nie zaufać? Jak mogę tych kilku drobnych opóźnien w realizacji planu nie wybaczyć? Ani chybi z opozycji być muszę. Jarosław Wielki mnie w głowie namieszał i wizją swoją omamił.</p>
<p>Gówno. Jak psów tych i tych i wszystkich naokoło jeszcze nienawidzę. Bo to oni wszyscy do spółki próbują wepchnąć nam w głowę myślenie tym przeklętym schematem. Albo z nami - albo z nimi. To właśnie oni - najpierw przez dwa lata jechali na oskarżaniu jedni drugich o rzucanie belek pod nogi, przez co (a dla nich raczej "dzięki czemu") nie mogli zrobić nic, poza nachapaniem się tego co nasze, a teraz od paru miesięcy drudzy jednych oskarżają o tamto oskarżanie. Dalej nic nie robią, a szumu koło nich wiele. Oni życ bez siebie nie mogą. Istnieją tylko dzięki stawianiu się w opozycji - PiSiory do POjebów, POjeby do PiSiorów. Jak inaczej wytłumaczyć ślepy wężowy marsz za prowadzącym, mimo że ten naszpikowany trunkami wszelakimi od dłuższego czasu kręci się w kółko?</p>
<p>Senator zaciera ręce. Nie dość, że goście tanczą dokładnie po jego myśli, profanując wiedeńskiego walca pospolitymi przytupajkami, to święcie są przekonani, że czynią to z własnej wewnętrznej potrzeby kwestii zasadniczej, o którą dopominją się ich żołądki. Senator ogłosił podział na Kaczory i Donaldy, a goście jego zapomnieli, że kiedyś była to przecież jedna postać. Głupia i groteskowa - ale przynosząca spory profit.</p>
<p>Boję się tylko, że jak wszyscy wytrzeźwieją to zaczną hurtowo swoje spójne kwestie zasadnicze wyrzucać z siebie. I coś mi się widzi, że czeka nas wielki potop syfu, po którym sprzątać trzeba będzie naprawdę długo. A senator rąk sobie brudził nie będzie.</p>
<p>timoboll</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Alkoholowy problem prezydenta?]]></title>
<link>http://fakt.wordpress.com/2008/01/14/alkoholowy-problem-prezydenta/</link>
<pubDate>Mon, 14 Jan 2008 12:38:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>admin</dc:creator>
<guid>http://fakt.wordpress.com/2008/01/14/alkoholowy-problem-prezydenta/</guid>
<description><![CDATA[Czy miłościwie nam panujący prezydent ma problemy z alkoholem? Czy Janusz Palikot ma słuszność]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Czy miłościwie nam panujący prezydent ma problemy z alkoholem? Czy Janusz Palikot ma słuszność zadając wprost takie pytanie samemu Lechowi?<br />
Może prezydent leczy smutki, w końcu musi się "użerać" z jakimś tam Donaldem, który jego bratem nie jest.<br />
Ale przecież... tu jest Polska... tu się pije :-)<br />
<!--more--><br />
<a HREF="http://fakt.wordpress.com/files/2008/01/prezydent-pijany.jpg" TITLE="problemy prezydenta z alkoholem"><img SRC="http://fakt.wordpress.com/files/2008/01/prezydent-pijany.jpg" ALT="problemy prezydenta z alkoholem" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[To masz Listek figowy]]></title>
<link>http://analogicznie.wordpress.com/2008/01/04/to-masz-listek-figowy/</link>
<pubDate>Fri, 04 Jan 2008 11:04:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>analog</dc:creator>
<guid>http://analogicznie.wordpress.com/2008/01/04/to-masz-listek-figowy/</guid>
<description><![CDATA[
Tak dłużej być nie mogło! Żeby Zasłużony, Dzielny i Wielokrotnie Odznaczany (ostatnio Bardzo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://analogicznie.wordpress.com/files/2008/01/_dsc0385.jpg" border="10" /></p>
<p>Tak dłużej być nie mogło! Żeby <font color="#ff0000"><b>Zasłużony</b></font>, <font color="#ff0000"><b>Dzielny </b></font>i <font color="#ff0000"><b>Wielokrotnie Odznaczany</b></font> (ostatnio <b><a href="http://www.wirtualnemedia.pl/article/2161801_Tomasz_Lis_i_Marcin_Kacki_Dziennikarzami_Roku_2007.htm" target="_blank">Bardzo Zaszczytnie</a></b>) niemal <font color="#ff0000"><b>Mąż Stanu</b></font> (wszak były prawie kandydat na Prezydenta RP), a <font color="#ff0000"><b>Wzór Cnót Wszelakich</b></font> był bezrobotny.</p>
<p>Ale  słowo się <a href="http://wybory2007.pkw.gov.pl/SJM/PL/WYN/M/index.htm" target="_blank">rzekło</a>, kobyłka u <a href="http://www.kprm.gov.pl/s.php?id=440" target="_blank">płota</a>...</p>
<p>Obecne Kierownictwo (wiadomo przecież z jakiego nadania) bez jakichkolwiek nacisków (jak to na "Woronicza") postanowiło, że <b>Misja</b> musi zostać <a href="http://www.wirtualnemedia.pl/article/2177360_Tomasz_Lis_wraca_do_TVP.htm" target="_blank">wzmocnina</a>, no to zostanie...</p>
<blockquote><p>Dziennikarz w wieczornych "Wiadomościach" powiedział, że "ma głębokie poczucie, że to jest moment, kiedy w jakiś tam, może niewielki sposób, ale chciałby telewizji publicznej <b>pomóc </b>i przez godzinę móc <b>udowadniać </b>widzom jak bardzo publiczna może być telewizja publiczna".</p></blockquote>
<p>i zastanawia mnie tylko jedno... ten - jakże juz w tej chwili  - przewrotny tytuł "Co z Polską?"...<br />
Ktoś ma jeszcze jakies wątpliwości? Nie odchodzimy Słuszną Linią Partii od Błędów i Wypaczeń? A może to jest makiaweliczny plan Jarosława (który jak wiadomo ma wyłącznie makiaweliczne plany) - taki podprogowy komunikat: pytanie w tytule programu jest wciąż otwarte...</p>
<p>Jeżeli gościem pierwszego programu nie będzie prof. Bartoszewski, to znaczy, że rzeczywiście <i>coś </i>się chyba zmieniło...</p>
<p>W ramach pluralizmu programowego na "Woronicza" ma wrócić Bronisław W. Raczej nie w charakterze prezesa...</p>
<p>dobranoc wszystkim naiwnym, za chwilę dalszy ciąg programu</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kongres Jarosława Kaczyńskiego (i PISu)]]></title>
<link>http://fakt.wordpress.com/2007/12/08/kongres-jaroslawa-kaczynskiego-i-pisu/</link>
<pubDate>Sat, 08 Dec 2007 15:01:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>admin</dc:creator>
<guid>http://fakt.wordpress.com/2007/12/08/kongres-jaroslawa-kaczynskiego-i-pisu/</guid>
<description><![CDATA[W Warszawie wielka szopka, partia pisana przez &#8220;PIS&#8221; będzie głosować nad wotum zaufa]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W Warszawie wielka szopka, partia pisana przez "PIS" będzie głosować nad wotum zaufania (uf uf?) dla jedynego i niepowtarzalnego Jarosława.</p>
<p>Były premier wciąż nie może się otrząsnąć  po wyborczej klęsce,  ciągle wydaje mu się, że to był tylko zły sen i że  nadal jest jedynym wodzem uprawnionym do wypowiadania się w imieniu wszystkich Polaków.  "Budujmy dalej IV RP" powiedział Kaczyński do zebranych - wzbudzając zapewne śmiech w domach wielu Polaków.<br />
<!--more--></p>
<p>Brakuje czasu i chęci do opisywania kolejnych "rewelacji" wypowiadanych przez tego<br />
paranoika, lekarze specjaliści spierają się czy jego stan jest jeszcze uleczalny. Nie będziemy zatem pastwić się nad człowiekiem, który najwyraźniej zagubił gdzieś po drodze zdrowy rozsądek.</p>
<p>IV RP... myślę, że to jednak nie jest taki zły pomysł. Dajdzie działać Jarosławowi, może efekt będzie taki...</p>
<p><img ALT="budowa 4 rp" SRC="http://fakt.wordpress.com/files/2007/12/budowa-4-rp.jpg" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kolejna kompromitacja prezydenta]]></title>
<link>http://fakt.wordpress.com/2007/11/09/kolejna-kompromitacja-prezydenta/</link>
<pubDate>Fri, 09 Nov 2007 17:26:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>admin</dc:creator>
<guid>http://fakt.wordpress.com/2007/11/09/kolejna-kompromitacja-prezydenta/</guid>
<description><![CDATA[Pisałem ostatnio co nieco o poziomie naszego prezydenta, zatem nie będę się powtarzał.
W dniu d]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pisałem ostatnio co nieco o poziomie naszego prezydenta, zatem nie będę się powtarzał.<br />
W dniu dzisiejszym Lech Kaczyński potwierdził swoim zachowaniem to, co napisałem w poprzednim artykule.</p>
<p>Wystarczyło obejrzeć dzisiejsze przekazanie nominacji nowemu premierowi. Kto nie widział, z pewnością będzie miał jeszcze szansę (i to nie raz). Dziejsza nominacja ma szansę znaleźć się w ksiądze rekordów Guinessa, jako najszybsza w historii polskiej (a nawet światowej) demokracji.<br />
Całość trwała niewiele ponad 17 sekund i odbyła się bez żadnego słowa ze strony obrażonego wciąż Lecha Kaczyńskiego.<br />
<!--more--></p>
<p>Sytuacja bardziej pasuje do komedii pełnej wyszukanych gagów, a nie na "salony" prezydenckie. Chyba nawet genialny i niezapomniany Stanisław Bareja nie wymyśliłby tego lepiej. Donald Tusk zaglądający do teczki to doprawdy zabawny widok. Trudne się tutaj dziwić, bo Kaczyńscy są zdolni do wszystkiego. Jeszcze mogłoby się okazać, że w środku znajduje się jakaś laurka, albo kwit do pralni.</p>
<p>Oczywiście prezydent nie mogący się pogodzić z tym, że nie wręcza nominacji swojemu bratu zapomniał zupełnie języka w "gębie". Wypadałoby przytoczyć tutaj znaną od lat wypowiedź byłego prezydenta Lecha Wałęsy: "ani me, ani be, ani kukuryku". Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie zachowanie głowy państwa jest coraz bardziej żałosne (choć myślałem, że bardziej już nie można).</p>
<p>Oto wielki "król" przeszłej-niedoszłej RP IV musiał zadać się z "jakimś tam" Donaldem Tuskiem, który wygrał "jakieś tam" wybory parlamentarne, w których głosowała "jakaś tam" grupa zmanipulowanych ludzi. Co za zniewaga, co za wstyd, co za hańba. Jedynym pomysłem prezydenta było skrócenie w jak największym stopniu tego wydarzenia. Chodzą słuchy, że te 17 sekund to wcale nie jest przypadek. Podobno Lech Kaczyński nie potrafi szczerzyć się do kamer przez dłużej niż właśnie 17 sekund.</p>
<p>Nieszczery uśmiech męczy tego człowieka tak samo jak przebywanie w towarzystwie nowego premiera. 17 sekund... znowu na całym świecie będą się z nas śmiali ;-)</p>
<p><img ALT="szybka nominacja" SRC="http://fakt.wordpress.com/files/2007/11/szybka-nominacja.jpg" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Prezydent Polski - obrażalska niemowa]]></title>
<link>http://fakt.wordpress.com/2007/11/03/prezydent-polski-obrazalska-niemowa/</link>
<pubDate>Sat, 03 Nov 2007 18:40:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>admin</dc:creator>
<guid>http://fakt.wordpress.com/2007/11/03/prezydent-polski-obrazalska-niemowa/</guid>
<description><![CDATA[Lech Kaczyński jest prezydentem Polski, to wiedzą chyba wszyscy w naszym kraju (jeśli ktoś tego ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Lech Kaczyński jest prezydentem Polski, to wiedzą chyba wszyscy w naszym kraju (jeśli ktoś tego nie wie, to poproszę o podanie adresu - chętnie  się tam przeprowadzę).<br />
Nie sposób dyskutować z powyższym faktem, chociaż biorąc pod uwagę zachowanie miłościwie nam panującego można dojść do wniosku, że sprawa nie jest przesądzona.<br />
<!--more--></p>
<p>Prezydent Polski, to brzmi dumnie, a raczej... brzmiało do czasu ostatnich wyborów prezydenckich. Dlaczego tak twierdzę?<br />
Osoby śledzące choć w niewielkim stopniu wydarzenia na polskiej scenie politycznej znajdą conajmniej jedną odpowiedź na to pytanie.</p>
<p><img ALT="prezydent nie wszystkich polaków lech kaczyński" SRC="http://fakt.wordpress.com/files/2007/11/lech-kaczynski-prezydent-niemowa.jpg" /><br />
<!--more--></p>
<p>Zacznijmy może od tego, kim jest prezydent i co musi sobą reprezentować.<br />
Najwyższy przedstawiciel polskich władz powinien być niewątpliwie człowiekiem na poziomie, człowiekiem szanowanym przez przeważającą większość obywateli, powinien działać ponad podziałami (partyjnymi, społecznymi, poglądowymi itd. itp) - reprezentować cały naród, powinien być niezależny w swoich działaniach... musi być prawdziwym mężem stanu.<br />
Łatwo powiedzieć (napisać), ale trudniej zrobić. Zastanówmy się czy obecny prezydent RP spełnia nieformalne wymogi by pełnić ten urząd.</p>
<p>1) <strong>Prezydent powinien być człowiekiem na poziomie</strong> - czy Lech Kaczyński jest człowiekiem na poziomie? Oczywiście, że jest - jedynie poziom ten jest poniżej jakichkolwiek norm przyjętych w cywilizowanym kraju. Mocne słowa, ale czy są powody by je wygłosić?<br />
Powodów są conajmniej dziesiątki, wymienię tylko parę (bo inaczej ten artykuł będzie miał długość dobrej noweli). Człowiek na poziomie nie zwraca się do nikogo słowami "spieprzaj dziadu" (stara historia, jednak Kaczyńscy lubują się w niej, dlaczego więc ja nie mogę), nie obraża kobiety słowami "małpa w czerwonym" (dodatkowo przy włączonych mikrofonach), potafi pogratulować zwycięzcy mimo, że pokonanym jest własny brat (Kaczyński nie pogratulował Tuskowi zwycięstwa wyborczego, co jest ewenementem na skalę światową). Wreszcie człowiek na poziomie powinien umieć wysławiać się ładnie w języku ojczystym, a Lech Kaczyński mówi tak jakby nauczył się języka parę lat temu. Przejdźmy dalej.</p>
<p>2) <strong>Prezydent powinien być człowiekiem szanowanym?</strong><br />
Czy Polacy szanują swojego prezydenta? Niewielka część z pewnością tak, a co z resztą? Kaczyński jest chyba pierwszym prezydentem od wielu lat, którego rodacy tak zwyczajnie nie "trawią". Wielu Polaków wstydzi się Kaczyńskiego, twierdząc, że ośmiesza on nasz kraj na arenie międzynarodowej. Ja nie będę z tym dyskutował, bo nie mam podstaw. Obrażalski Kaczyński, przekonany o swojej wspaniałości i nieomylności, chcący uchodzić za wielki autorytet już wielokrotnie udowodnił, że sztuka dyplomacji jest mu wielce obca. Zresztą jak człowiek nie znający żadnego języka obcego może być na salonach Europy traktowany poważnie (to kolejne kuriozum - przedstawiciel Państwa na arenie międzynarodowej nie umie ani jednego obcego języka) ?<br />
Ktoś powie, że się czepiam. Tak czepiam się! W dzisiejszym świecie nawet sprzątaczka musi znać chociaż podstawy języka obcego. Wstyd!</p>
<p>3) <strong>Prezydent powinien działać ponad podziałami, reprezentować cały naród.</strong><br />
I w tym punkcie Lech Kaczyński przegrywa zdecydowanie. Wszycy wiemy jak działa wódz. Wszycy pamiętamy słowa "panie przewodniczący melduję wykonanie zadania" wygłoszone po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich w 2005 r. pokazało dobitnie czyim prezydentem będzie Lech Kaczyński. Nie jest on prezydentem wszystkich Polaków, reprezentuje garstkę wyborców, partię PIS i swojego brata bliźniaka. Przez 2 lata Kaczyński nie dał zapomnieć czyim bratem jest i kto tak naprawdę rządzi krajem, kto ma ostatnie słowo.<br />
Po 21 października 2007 prezydent postanowił utwierdzić nas w tym przekonaniu. Lekceważąc większość społeczeństwa, które podjęło taką a nie inną decyzję, po wyborach Kaczyński nr 1 zapadł się pod ziemię. Bodajże przez tydzień nie wypowiedział się na okoliczność wyborów, nie pogratulował zwycięskiej partii, obraził się na "zły" naród, który postanowił się sprzeciwić IV RP. "Zagłosowaliście przeciwko mojemu bratu, więc mam was głęboko w..." - czy tak pomyślał Kaczyński? Biorąc pod uwagę "dziada i małpę" nie zdziwiłbym się, gdyby tak było. Po tygodniu Lech odzyskał głos, ale gratulacji dalej nie ma (może zgubił numer do Tuska? może nigdy go nie miał?). Nawet zagraniczne gazety miały ubaw pisząc o zniknięciu głowy naszego państwa, pełna kompromitacja nie tylko w oczach rodaków ale i świata. Nie będę już pisał o udziale w kampani wyborczej PIS (szczególnie na końcu tejże kampani), bo szkoda mojego i Waszego czasu.</p>
<p>4) <strong>Prezydent powinien być niezależny w swoich działaniach</strong><br />
Czy Lech Kaczyński jest w pełni niezależną głową państwa. Nie liczę tutaj oczywiście tłumaczy, od których jest całkowicie zależny z racji swoich "umiejętności" językowych ;-) (ale się czepiam, zły ze mnie człowiek, to fakt).<br />
Nie bez powodu po wyborach krążyło zdanie "Polska ma najnowocześniejszego prezydenta na świecie... sterowanego radiem". Kaczyński z niezależnością ma niewiele wspólnego. Widać to choćby po wyborach - złośliwi twierdzą, że Jarosław Kaczyński zabronił bratu wypowiadania się i... brat posłuchał pokornie.</p>
<p>Czy nie można było tego inaczej rozegrać? Wyjść z twarzą? Pokazać, że dobro kraju jest najważniejsze? Pokazać, że jest się prezydentem z krwi i kości? Takie zachowanie bardziej przystoi przedszkolakom, a nie dorosłemu człowiekowi. Muszę przyznać, że krew mnie zalewa jak czytam, że prezydent nie zabierze głosu na inauguracyjnym posiedzeniu sejmu. Jest to pierwszy taki przypadek od 17 lat. Obrażony na cały świat prezydent nie ma zamiaru występować przed izbą, w której większości nie stanowią PISowcy. A może brat znów mu zabronił?</p>
<p>Dziecinada to zbyt delikatne słowo, żeby to opisać. Prezydent <strong>nie wszystkich</strong> Polaków znowu pokaże, że jest prezydentem tylko z nazwy...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Po wyborach... ]]></title>
<link>http://fakt.wordpress.com/2007/10/30/po-wyborach/</link>
<pubDate>Tue, 30 Oct 2007 17:53:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>admin</dc:creator>
<guid>http://fakt.wordpress.com/2007/10/30/po-wyborach/</guid>
<description><![CDATA[Nie zdołałem szerzej skomentować wyników wyborów (brak czasu i chęci ;)), a teraz nie ma to du]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nie zdołałem szerzej skomentować wyników wyborów (brak czasu i chęci ;)), a teraz nie ma to dużego sensu. Może tylko ogólne spostrzeżenia, powiązane z wczorajszymi doniesieniami z prasy.</p>
<p>IV RP dostała od wyborców czerwoną kartkę, ludziom jednak zachciało się głosować i tłumnie ruszyli do urn. Najwyraźniej brednie prezentowane przez ekipę rządzącą okazały się zbyt ciężkie do strawienia dla statystycznego Polaka. Czy to dobrze, że wygrało PO? Szczerze, sam nie wiem. Polacy zdecydowanie przeciwstawili się neo-stalinowskiemu (co za nawa :)) systemowi rządzenia w wykonaniu Jarosława Kaczyńskiego, to może tylko cieszyć.<br />
Na dodatek (jako prezent za wysoką frekwencję?) nie będziemy oglądać w sejmie Leppera i Gierycha oraz innych szczególnie "zasłużonych" :).<br />
<!--more--></p>
<p>O tym, że wybór naszego bądź co bądź przypadkowego społeczeństwa był słuszny świadczy zachowanie "wodza" PIS zaraz po ogłoszeniu wyników. Co powinien zrobić wprawny polityk po przegranej w wyborach? Wydawałoby się, że powinien pogratulować zwycięzcom, ale... nie Jarosław. Co zrobił, wszyscy chyba widzieli. W jednym zdaniu podsumowującym (oczywiście wielokrotnie złożonym) przyrównał 60% wyborców do... zabójców (księdza Popiełuszki - przyp). Według mnie ktoś powinien zgłosić tę sprawę organom ścigania, ale kto to zrobi? Kto będzie kopał leżącego?</p>
<p>W końcu 60% społeczeństwa to zwykły MOTŁOCH, niezdolny do samodzielnego myślenia i dający się manipulować wszystkim naokoło (ale na szczęście tym razem nie Jarosławowi).</p>
<p>Kaczyński pokazał, że szanuje zdanie innych tak samo jak przestrzega zasad (o zasadach możecie przeczytać w jednym z poprzednich artykułów), dla niego liczy się tylko co on sam uzna za słuszne. "Kto nie z nami ten przeciwko nam!" - ten napis powinien się znaleźć na czole "wodza".</p>
<p>Wczorajsze wypowiedzi przyszłego-byłego premiera potwierdzają jego głęboką paranoję. "Wyborcy zostali zmanipulowani" mówi Kaczyński i w tym dopatruje się klęski PIS. Z pewnością wie co mówi, w końcu przez 2 ostatnie lata nie zajmował się niczym innym. Manipulacja w najnowszych słownikach powinna być ilustrowana zdjęciem Jarosława Kaczyńskiego. Nieumiejętność przyznania się do porażki, zwalanie winy na innych i niedostrzeganie tego, że Polacy mieli już dość "pieprzenia o niczym", polowania na czarownice i dzielenia społeczeństwa na wyborcow PIS i resztę. Co za ulga... wreszcie czarne jest czarne, a białe - białe. Czy jednak będzie lepiej? Odpowiedź jest prosta - gorzej niż za PIS być nie może :)</p>
<p>Na koniec...<br />
Jakież było moje zdziwienie, gdy zajrzałem dziś na stronę Wirtualnej Polski. Poniżej możecie obejrzeć zrzut ekranu.<br />
<img SRC="http://fakt.wordpress.com/files/2007/10/na-szczescie-tylko-blad.gif" ALT="pis powrót do władzy" /><br />
Tytuł artykułu sprawił, że przez chwilę poczułem się dziwnie - szybko sprawdziłem... uff... jednak chodziło o PSL.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Co będzie po 21 października?]]></title>
<link>http://fakt.wordpress.com/2007/10/18/co-bedzie-po-21-pazdziernika/</link>
<pubDate>Thu, 18 Oct 2007 15:05:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>admin</dc:creator>
<guid>http://fakt.wordpress.com/2007/10/18/co-bedzie-po-21-pazdziernika/</guid>
<description><![CDATA[Co będzie? Tego nikt nie wie. Wiemy za to, co MOŻE być.
Idźcie po popcorn, siądź]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Co będzie? Tego nikt nie wie. Wiemy za to, co MOŻE być.</p>
<p>Idźcie po popcorn, siądźcie wygodnie przed monitorem i obejrzyjcie poniższy film.</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/ExKWyLATNz0'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/ExKWyLATNz0&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>p.s.  Czapka z mojej głowy dla autora/autorów tego filmiku, jest doprawdy przerażający.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mania wielkości małego człowieka]]></title>
<link>http://fakt.wordpress.com/2007/10/12/mania-wielkosci-malego-czlowieka/</link>
<pubDate>Fri, 12 Oct 2007 20:54:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>admin</dc:creator>
<guid>http://fakt.wordpress.com/2007/10/12/mania-wielkosci-malego-czlowieka/</guid>
<description><![CDATA[Kto oglądał dzisiejszy pokaz &#8220;siły&#8221; w telewizji (znaczy się debatę) na pewno wie o ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Kto oglądał dzisiejszy pokaz "siły" w telewizji (znaczy się debatę) na pewno wie o czym chcę napisać. Nie będę zagłębiał się w tematykę dyskusji, bo nie ona jest tutaj najważniejsza. Nietrudno chyba zauważyć kto dzisiaj grał pierwsze skrzypce.<br />
Jeden z najbardziej bezpłciowych polityków w naszym kraju jakim niewątpliwie jest (był?) Donald Tusk wreszcie pokazał swoje tzw. jaja. Sam jestem zaskoczony, że wreszcie zdobył się na odwagę żeby wytknąć Kaczyńskiemu wszystkie jego błędy. Kaczyński nie istniał w dzisiejszej debacie, pozwolił się zepchnąć do głębokiej defensywy i nie potrafił powiedzieć niczego odkrywczego i druzgocącego przeciwnika (a w tym premier się lubuje, niezależnie od tego czy mówi bzdury wyssane z palca czy z innej części ciała).<br />
<!--more--><br />
Tusk trafiał szybko i celnie, a Jarosław ciągle próbował swoich standardowych zagrań w stylu "to nie my, to wy", "to nie ja, to oni", "to nie nasza wina, tylko wasza" itd. itp.</p>
<p>Nie oceniajmy tutaj poziomu merytorycznego, bo debata nie była zaplanowana w tym celu. Chodziło o pokazanie kto jest lepszy, kto potrafi się lepiej sprzedać i wynik oczywiście mógł być tylko jeden. Wygrał Tusk i chcąc nie chcąc nawet wyborcy PiSu muszą się z tym zgodzić. Ich lider w dniu dzisiejszym okazał się swoim własnym cieniem. Nawet charakterystyczne "mlaskanie" nie brzmiało tak jak zwykle - było jakieś takie... bez polotu :).</p>
<p>I kiedy już wszystkie media, wszyscy zaproszeni do telewizji politycy i eksperci ogłosili, że zwycięzcą debaty został Donald Tusk okazało się, że to... nieprawda!</p>
<p>Po chwili "najprawdziwszą prawdę" ogłosił sam Jarosław Kaczyński, który najwyraźniej był nie tylko zawodnikiem w tym meczu, ale i sędzią. Kaczyński ochoczo ogłosił wszem i wobec, że.. "to on czuje się zwycięzcą". I bądź tu człowieku mądry? Czy to jakiś kompleks? Czy to mania wielkości? Czy to przekonanie o swojej nieomylności? Tak... to wszystko po trochu kumuluje się w tym mały człowieku. On nie potrafi przyjąć do swojej wiadomości nic innego poza to, co sam sobie obmyśli. Trzeba pogodzić się z tym, że polski premier ma swój własny... mały świat i nie ma w nim miejsca na inne poglądy. Kaczyński sam ustala reguły gry i chociaż nawet wtedy przegrywa, to wierzy, że wygrał.<br />
Takimi sprawami powinni zajmować się psycholodzy (a może nawet psychiatrzy). Nie ma ludzi nieomylnych, nie ma ludzi, którzy są zawsze zwycięzcami - wszyscy o tym wiemy, ale Jarosław Kaczyński w to nie wierzy. On okłamując sam siebie, przekonuje do swoich "racji" wyborców i niestety bardzo często mu się to udaje.<br />
Co ciekawe - w wywiadzie przeprowadzonym zaraz po debacie Kaczyński postanowił zupełnie zakpić ze swojego przeciwnika i... zaczął przypisywać mu swoje własne zachowania. Przykłady? Proszę bardzo:</p>
<blockquote><p><strong>Donald Tusk nie jest w stanie przekroczyć swojego wymiaru, a to jest wymiar jak każdy widzi.</strong></p></blockquote>
<p>Czy nie wydaje Wam się, że należałoby wstawić inne nazwisko na początku zdania?<br />
Drugi przykład:</p>
<blockquote><p><strong>"formułki (prezentowane przez Tuska - przyp.)... są nieustannie takie same i nijak się mają do rzeczywistości". </strong></p></blockquote>
<p>Zaraz zaraz, czy to przypadkiem premier nie jest tą osobą, która żyje w swoim własnym świecie?</p>
<p>I na koniec:</p>
<blockquote><p><strong>"Rzecz polega na tym, że Donald Tusk prezentuje narrację, która w żadnej mierze nie odnosi się do rzeczywistości i to zostało mu kilkakrotnie w trakcie tej debaty powiedziane"</strong></p></blockquote>
<p>Czy to zdanie nie opisuje premiera Jarosława Kaczyńskiego? Chyba nawet niemowle to zrozumie.</p>
<p>Poznaliśmy więc sekret Jarosława Kaczyńskiego, jego recepta na zwycięstwo wyborcze. Przypisywać swoje własne (dodajmy - negatywne) cechy swoim przeciwnikom - przecież to genialne.</p>
<p>Do wyborów zostało jeszcze trochę czasu i nie zdziwię się jeśli dowiemy się, że "to nie PiS rządził Polską przez ostatnie 2 lata... to była opozycja i Donald Tusk".</p>
<p><img SRC="http://fakt.wordpress.com/files/2007/10/mania-wielkosci.jpg" ALT="kaczyński kontra tusk" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wielka (z nazwy) debata...]]></title>
<link>http://fakt.wordpress.com/2007/10/01/wielka-z-nazwy-debata/</link>
<pubDate>Mon, 01 Oct 2007 22:30:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>admin</dc:creator>
<guid>http://fakt.wordpress.com/2007/10/01/wielka-z-nazwy-debata/</guid>
<description><![CDATA[Debata&#8230; ach ta debata&#8230; co to była za debata&#8230; taka debata, że aż&#8230; żal by]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Debata... ach ta debata... co to była za debata... taka debata, że aż... żal było tracić tę godzinę na oglądanie.<br />
Ci, którzy nie widzieli, powinni być z siebie dumni - dobry wybór. Ci, którzy widzieli są stratni o godzinę swojego życia. Może teraz wydaje się to nieistotne, ale na starość na pewno właśnie tej godziny niektórym zabraknie. Ale dość tych smutnych kawałków, bo i tak... wszyscy umrzemy ;).</p>
<p>Powiało optymizmem, że ho ho. Dość tego (optymizmu - przyp. redaktor), przejdźmy do spraw ważnych. Ważnych dla kraju, dla naszej ojcowizny, dla milionów naszych rodaków. I właśnie ta debata odegrała... zupełnie nieznaczącą rolę dla naszego państwa. Dlaczego tak się stało? Nietrudno zgadnąć... niektórzy ludzie... a tfu obrażam tutaj ludzi, a więc... niektórzy politycy są już z natury NIE-RE-FOR-MO-WALNI. Chociaż miałem nadzieję, że wreszcie będzie to rzeczowa dyskusja liderów dwóch znaczących partii, to okazało się, że wszystko było po staremu. Czyli jak?<br />
<!--more--><br />
Czyli standardowa postawa w stylu "a ja i tak wiem lepiej i mam w dupie to, co mówisz ty". To podejście charakteryzuje obecnie rządzących, oni mają w nosie to, że nie mają racji. Dalej brną tą samą krętą, podziurawioną uliczką nie zważając na to, że znaki wskazują "jednokierunkową". Napiszę tak, cała debata pokazała, że ludzie o zupełnie odmiennych poziomach umysłowych nie powinni się spotykać w telewizji.</p>
<p>Chociaż nie przepadam za panem Kwaśniewskim (powody zachowam dla siebie), to jednak uważam że nie powinien on zniżać się do takiego poziomu, aby "wykłócać" się z prawdziwym mistrzem w tej dziedzinie. Jak mówi powiedzenie "nie kłóć się z głupszym od siebie, bo sprowadzi cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem" i właśnie mieliśmy tego przykład. Olek nie dał się aż tak sprowokować, chociaż chyba miał ochotę powiedzieć coś w stylu "kaczora". Ale i tak mistrz ściemy i szukania układów siał swoimi powiedzonkami jak z rękawa.</p>
<p>Bo przecież "wprowadzić Polskę do NATO, do Unii mógł każdy - nawet pies z kulawą nogą, nawet gajowy Mysiura, nawet Nelly Rokita, nawet ty i nawet ja". Co za przenikliwość analizy sytuacji politycznej, bo przecież Polska ot tak sobie postanowiła wstąpić do Unii i Unia ot tak Polskę przyjęła. Inne kwiatki premiera aż chwytały za serce. "Po której stronie pan jest? Po stronie prawa czy po stronie przestępców?" - grzmiał Jarosław, powtarzając tę myśl przynajmniej dwuktrotnie - tak aby ci mniej rozgarnięci wyborcy mogli zapamiętać. Kaczyński nie dał sobie wmówić, że obecny rozwój gospodarczy nie został wypracowany w ciągu ostatnich 2 lat, bo wiadomo wszem i wobec, że cykl koniunkturalny to jest to samo co cykl menstruacyjny. Jarek wie, bo pytał się EKONOMISTÓW! Jak słusznie zauważył Kwachu "premier formułuje tezę, w którą wierzy, a potem ją udowadnia". Trzeba być naprawdę ślepym, żeby tego nie zauważyć. Kaczyński gdyby musiał, to wmówiłby np. ślepemu, że widzi.</p>
<p>Wspomnę jeszcze na koniec o jednej rzeczy, o tym jak Kaczyński formułuje zdania. Jeśli już uda mu się powiedzieć coś co może znaleźć poklask wśród najbardziej podatnej na manipulację grupy społecznej, to powtarza to "conajmniej" dwa razy. Jeśli jeszcze kiedyś będziecie mieli ochotę słuchać jego wystąpień, zwróćcie na to uwagę. Dwa razy: jeden raz żeby przykuć uwagę i drugi raz, żeby zrozumieć całe zdanie. To takie proste... wystarczy powtórzyć dwa razy dowolną bzdurę i już masz 35% głosów.</p>
<p>Dwa razy... dwa lata... dwóch braci... już wystarczy...</p>
<p>Poniższy obrazek przedstawia mniej-więcej merytoryczną część debaty :)<br />
<img ALT="debata kaczyński kwaśniewski" SRC="http://fakt.wordpress.com/files/2007/10/debata-kaczynski-kwasniewsk.jpg" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[prasówka-portalówka]]></title>
<link>http://misiolenie.wordpress.com/2007/09/28/prasowka-portalowka/</link>
<pubDate>Fri, 28 Sep 2007 10:17:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>miś</dc:creator>
<guid>http://misiolenie.wordpress.com/2007/09/28/prasowka-portalowka/</guid>
<description><![CDATA[Uwielbiam nagłówki portalowe&#8230;
&#8220;Premier kaprysi jak smarkacz. Nie ulegnę&#8221; [gazet]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Uwielbiam nagłówki portalowe...</p>
<p><strong>"Premier kaprysi jak smarkacz. Nie ulegnę"</strong> [gazeta.pl]</p>
<p>Kaczor Premier szantażuje Kaczora Donalda, że rozmowy (jak rozumiem - debaty) nie będzie jeżeli Donald nie zadelkaruje, że po wyborach nie będzie się bratał z LiD. Donald odmówił, bo jak twierdzi to nie mądry szantaż i po wyborach będzie rozmawiał z każdym kto rozsądnie myśli o przyszłości... Za wielu rozmówców mieć nie będzie, bo trudno raczej znaleźć polityka myślącego o przyszłości (chyba że swojej). A rozsądny polityk... życzę sobie i wszystkim, żeby było ich jak najwięcej, ale na razie słabo to wygląda. Nawet jesli taki się znajdzie to inni w walce o koryto zakwaczą go, zadziobią... przypierdolą teczką...</p>
<p>Może by tak zrobić politykę bez diet? <strong>Parlament w ramach czynu społecznego.</strong> Przecież to praca dla społeczeństwa. <strong>Albo za średnią krajową,</strong> żeby władza mogła poczuć nastroje społeczne, żeby władza wiedziała jak się temu społeczństwu żyje. A jeśli te darmozjady miałyby jakieś pieniądze w ogóle dostawać, to może w wysokich izbach warto <strong>wprowadzić listę obecności i dni urlopu zgodne z Kodeksem Pracy</strong>? Teraz poseł "pracuje" w trzech komisjach, podkomisjach, speckomisjach (za dodatkową kasę ofkors), wpierdala żurek w bufecie albo inne majonezy, a jakiś ambitny produkuje się na mównicy i gada dla siedmiu, z których trzech wysyła esemesy, trzech robi prasówke a jedne gra w węża. <strong>Japierdole, co za syf!</strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zasady zobowiązują...]]></title>
<link>http://fakt.wordpress.com/2007/09/17/zasady-zobowiazuja/</link>
<pubDate>Mon, 17 Sep 2007 15:08:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>admin</dc:creator>
<guid>http://fakt.wordpress.com/2007/09/17/zasady-zobowiazuja/</guid>
<description><![CDATA[Taką wiadomość znalazłem dziś na swojej skrzynce e-mail. Dawno na nią nie zaglądałem, więc ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Taką wiadomość znalazłem dziś na swojej skrzynce e-mail. Dawno na nią nie zaglądałem, więc zapewne jestem "lekko" opóźniony w temacie ;-)<br />
Postanowiłem do niej nawiązać z powodu artykułu, który przeczytałem dziś na jednym z portali.<br />
Traktował on o najnowszych sondażach, w których partia nazywana brzydko PiSem znowu prowadzi. Oczywiście wiadomo, że "są na tym świecie rzeczy, o których się fizozozolom  nie śniło", ale to już przechodzi ludzkie pojęcie.<br />
<!--more--></p>
<blockquote><p><strong>1. Nie będę premierem, gdy mój brat będzie prezydentem<br />
2. Nie będzie koalicji z Samoobrona<br />
3. Cieszę się, ze będę na pierwszej linii walki z Samoobroną<br />
4. My w kolejnej kompromitacji i w otwieraniu Samoobronie drogi do władzy w Polsce uczestniczyć nie będziemy<br />
5. Nie poprzemy nikogo z wyrokiem sadu lub przeciwko komu toczą się sprawy sadowe. To jest sprzeczne z ideałami PIS<br />
6. V-ce minister sprawiedliwości nie ścigał i nie osadzał w wiezieniu działaczy opozycji w latach 70<br />
7. Wybudujemy trzy miliony mieszkań<br />
8. Wprowadzimy szybko niższe podatki.<br />
9. Wycofamy wojsko polskie z Iraku.<br />
10. Prawie 200 km autostrad w 2006, to nasza zasługa.<br />
11. Tylko 6 km autostrad w 2007, to wina SLD.<br />
12. Marcinkiewicz, to premier na całą kadencje.<br />
13. Pomożemy Stoczni (UE chce zwrotu 4 mld).<br />
14. Zredukujemy administrację państwową<br />
15. W rządzie nie będzie byłych członków PZPR.</strong></p>
<p>Dla mnie, raz dane słowo, jest święte...<br />
(Jarosław Kaczyński 10 VII 2006)</p></blockquote>
<p><img ALT="zasady zobowiązują tylko kogo" SRC="http://fakt.wordpress.com/files/2007/09/jaroslaw-kaczynski-zasady-zobowiazuja.jpg" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Fragmenty "Paranoi politycznej"]]></title>
<link>http://wypisy.wordpress.com/2007/08/22/paranoja-polityczna/</link>
<pubDate>Wed, 22 Aug 2007 10:40:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>McBor</dc:creator>
<guid>http://wypisy.wordpress.com/2007/08/22/paranoja-polityczna/</guid>
<description><![CDATA[W wydanej w Polsce 8 lat temu Paranoi politycznej profesorowie R. S. Robins i J. M. Post opisują me]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.polityka.pl/_gAllery/66/00/66007/paranoja-77.jpg" align="left" height="108" width="77" />W wydanej w Polsce 8 lat temu <em>Paranoi politycznej</em> profesorowie R. S. Robins i J. M. Post opisują mechanizmy działania paranoi indywidualnej i zbiorowej. Robią to na podstawie przypadków znanych im z ich własnej praktyki medycznej, jak i postaci historycznych - Hitlera, Stalina, Pol Pota, przywódców sekt, nacjonalistów, terrorystów itp.<br />
Zjawisko paranoi zbiorowej omawiane jest na przykładzie Trzeciej Rzeszy, ZSRR, Chin i Korei. Polski - zapewne tylko z uwagi na datę powstania - na tej liście nie ma.<br />
Parafrazując Heinricha Bölla powiedzmy tak: Wszelkie podobieństwa z działającymi obecnie w Polsce politykami i partiami są przypadkowe, ale <strong>nieuniknione</strong>. :)<br />
Niestety w księgarniach książka jest już praktycznie nie do dostania. Przypuszczam, że gdyby ją teraz wznowiono, miałaby szansę odnieść sukces podobny do <em>Boga urojonego </em>(patrz  wcześniejsza <a href="http://mcbor.wordpress.com/2007/07/28/bog-urojony/">notka</a>), a jeśli nie, to powinna.</p>
<p><sub>Robins, Robert S. / Post, Jerrold M. : <em>Paranoja polityczna. Psychopatologia nienawiści</em> [Political Paranoia.The  Psyhopolitics of Hatred ], z angielskiego przełożyła Hanna Jankowska, wyd. KiW, Warszawa 1999, 423 s.</sub></p>
<p align="center">*</p>
<p>Poniższe fragmenty cytuję za Rafałem Maszkowskim: "<a href="http://www.radiomaryja.pl.eu.org" target="_blank">ideologia Radia Maria</a>", http://www.radiomaryja.pl.eu.org/ 2003-2006 oraz internetową witryną "<a href="http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead33&#38;news_cat_id=933&#38;news_id=224415&#38;layout=18&#38;forum_id=11024&#38;fpage=Threads&#38;page=text" target="_blank">Polityki</a>" (18.7.2007). Podkreślenia moje.</p>
<p>Ciekawy efekt daje opatrzenie <strong><em>spisku</em> </strong>przymiotnikami<strong> </strong><em><strong>żydowski </strong></em>lub <em><strong>komunistyczny</strong></em>,<em><strong> </strong></em>ewentualnie zastąpienie go słowem-wytrychem <em><strong>układ.</strong> </em>W miejsce <strong><em>paranoika</em> </strong>można wstawić różne nazwiska<em>, </em>lista jest niestety długa.</p>
<p align="left">&#160;</p>
<h4>
<p align="left">Wstęp</p>
</h4>
<p>"Paranoja nie jest tajemniczą chorobą dotykającą wyłącznie szaleńców. Żadne społeczeństwo nie jest od niej wolne. W każdym znajdą się dotknięte paranoją grupy i jednostki. Przeważnie uznaje się je za obłąkane - i czasem ignoruje,czasem wyśmiewa, czasem prześladuje." (s. 52)</p>
<p>"Niedoszłego przywódcę, występującego z paranoicznym przesłaniem, czeka los proroka wołającego na puszczy. Będzie go słuchać tylko niewielka grupka oddanych wyznawców, chyba że trafił na odpowiedni moment. Zdarzają się takie momenty - okresy napięć, kiedy byt społeczeństwa wydaje się zagrożony - wtedy paranoiczne przesłania bywają szczególnie pociągające. [...]" (s. 52)</p>
<p>"Styl paranoiczny nietrudno rozpoznać. Jego zwolennicy są przekonani o istnieniu wielkiego perfidnego spisku, który ma zniszczyć ich styl życia. W poglądach paranoika na historię godne odnotowania jest nie to, że wierzy on w istnienie i znaczenie spisków - w końcu zdarzają się i mogą mieć znaczenie - ale że uznaje spisek za siłę napędową historii oraz podstawową zasadę organizującą świat wszelkiej polityki." (s. 53)</p>
<p>"Jest rzeczą charakterystyczną, że spisek określa się jako potężny i rosnący w siłę. Czasu pozostało niewiele. Bliskie jest absolutne, nieodwracalne zwycięstwo spiskowców. Ci nieliczni, którzy dostrzegają niebezpieczeństwo, muszą ich zdemaskować i zwalczać. Konfliktu nie da się rozwiązać w drodze kompromisu ani przez mediację. To walka na śmierć i życie. Spiskowcy reprezentują sobą zło absolutne, a skoro tak się rzeczy mają, członkowie paranoicznej grupy, jako przeciwnicy tej złowrogiej potęgi, uważają się za silę walczącą o dobro. We własnych oczach istotnie stają się obrońcami wszystkiego co dobre. Walka jest ujmowana w kategoriach manichejskich, toczy się między dobrem i złem." (s. 53)</p>
<p align="left"><!--more--></p>
<h4>
<p align="left">Podejrzliwość</p>
</h4>
<p>"[...] Paranoik nie dopuszcza by jego uwagę rozpraszały pozornie niewinne fakty - twierdzi, że wie, co się za nimi kryje. Wciąż szuka ukrytych znaczeń, sygnałów wskazujących na obecność wrogów, o których wie, ze go otaczają.  [...] Nie przyjmuje do wiadomości najbardziej niezbitych dowodów podważających jego przekonania, uważa je za oszukaństwo umyślnie spreparowane po to, by uśpić jego czujność. [...]" (s. 18)</p>
<p>"[...] Paranoik [...] z góry zna 'prawdę' i szuka jej potwierdzenia. Nie dąży do potwierdzenia lub obalenia hipotezy. Wie, że jeśli bardzo się postara, znajdzie dowody, które potwierdzą jego podejrzenia. W swych poszukiwaniach wybiera tylko te 'dowody', które przemawiają za jego przekonaniem o zagrożeniu." (s. 18-19)</p>
<p>"Przywiązując ogromną wagę do szczegółu, paranoik w swej interpretacji odsiewa fakty (często niezwykle umiejętnie), które nie pasują do jego urojeń. We wszystkich zdarzeniach i wypowiedziach dopatruje się ukrytych treści i 'prawdziwych znaczeń'. [...] W świecie widzianym oczami paranoika nic się ot tak po prostu nie zdarza, wszystko jest przez kogoś umyślnie powodowane. Nie ma czegoś takiego jak zbieżność faktów. Wszystko zostało zaplanowane. [...]" (s. 19)</p>
<p>"W swym rozumowaniu pozbawionym krytycznego osądu, w niezrównoważonym operowaniu faktami klasyczny paranoik jest w stu procentach logiczny. Fałszywe są jego przesłanki. Z upodobaniem kolekcjonuje fakty, ale tylko te, które pasują do skonstruowanego przezeń logicznego systemu." (s. 19)</p>
<p align="left">&#160;</p>
<h4>
<p align="left"> Ksobność</p>
</h4>
<p>"Świat paranoika zaludniają wrogowie, a on sam stanowi ośrodek ich uwagi. Ta ksobność, jedna z najbardziej znamiennych cech paranoika, ma charakter defensywny. Lepiej być głównym obiektem wrogich knowań niż być lekceważonym." (s. 21)</p>
<p align="left">&#160;</p>
<h4>
<p align="left"> Mania wielkości</p>
</h4>
<p>"Aroganckie przekonanie o własnej wielkości pozostaje w bliskim związku z wiarą paranoika, iż jest on centralnym obiektem zainteresowania. Jest pewien swoich racji, nie dopuszcza różnicy zdań." (s. 21)</p>
<p align="left">&#160;</p>
<h4>
<p align="left"> Wrogość</p>
</h4>
<p>"Pierwszą cechą, jaka rzuca się w oczy nawet przy przypadkowym zetknięciu z paranoikiem, jest nie tyle jego przekonanie o spisku czy arogancja, ile generalnie wrogie nastawienie do świata. [...]" (s. 21)</p>
<p>"Paranoik ma w sobie tyle nienawiści, że nurtuje go coraz bardziej przemożna potrzeba miłości. Ponieważ jednak bardzo wątpi w siebie, przygotowany jest na odrzucenie, a poszukiwanie miłości skazane jest na porażkę. [...] Wszędzie naokoło wyczuwa wrogość, przekonany, że otaczają go ludzie zdecydowani, by go dopaść. Przeciwstawia się wyimaginowanym wrogom i wywołując wilka z lasu, prowokuje wrogie reakcje, co tylko utwierdza go w przekonaniu." (s. 22)</p>
<p align="left">&#160;</p>
<h4>
<p align="left"> Lęk przed utratą niezależności</p>
</h4>
<p>"Nie toleruje poddania się zewnętrznym naciskom lub autorytetowi. Nieustannie zachowuje czujność, bo jakaś siła wyższa albo inni ludzie mogliby podjąć próbę narzucenia mu swojej woli, on zaś manifestuje przesadną niezależność." (s. 23)</p>
<p>"[...] Całe życie upływa mu [...] na wyobrażaniu sobie okoliczności, w których jego bezpieczeństwo mogłoby zostać zagrożone, a następnie na odtwarzaniu tych fantazji. [...] Paranoik boi się słabości, pogardza miękkością i subtelnymi uczuciami. Te obawy świadczą, że chce być kontrolowany, biernie ulegać sile wyższej. Takiego pragnienia paranoik nie może jednak zaakceptować i wznosi mocne psychologiczne blokady przeciw tej możliwości, której tak się obawia (i tak pragnie)." (s. 23)</p>
<p>"[...] Żeby żyć w społeczeństwie, trzeba się podporządkować i przystosować do woli innych oraz pogodzić się z pewnym stopniem niepewności. Paranoik nie umie tolerować takiej niedoskonałości ani zaakceptować kompromisów, jest więc w stanie nieustannej wojny z prawdziwymi i wyimaginowanymi przeciwnikami, którzy chcą nad nim zapanować i odebrać mu niezależność." (s. 23)</p>
<p align="left">&#160;</p>
<h4>
<p align="left"> Projekcja</p>
</h4>
<p>"Projekcja jest aberracją względnie normalnego uczucia wstydu. Ktoś, kto nie jest w stanie znieść dręczącego uczucia, dokonuje jego projekcji na otaczających go ludzi i w ten sposób mu zaprzecza. Mechanizm ten polega na przejęciu uczuć, które nie dają się zaakceptować, i przeniesienie ich na otoczenie. Można go uznać za korzystny, bo przekształca nieznośne zagrożenie wewnętrzne w zagrożenie zewnętrzne, z którym łatwiej się uporać. Ale odbywa się to kosztem rzeczywistości. [...] Paranoika dokonującego projekcji nie obchodzi dający się zaobserwować oczywisty stan rzeczy, ale motywy innych ludzi, kryjące się za tym, co można zaobserwować. Projekcja to kompromis z rzeczywistością: paranoik 'spotyka się z rzeczywistością w pół drogi'." (s. 24)</p>
<p align="left">&#160;</p>
<h4>
<p align="left"> Myślenie urojeniowe</p>
</h4>
<p>"Urojenia prześladowcze i wielkościowe najczęściej znajdują drogę do świata polityki. Te właśnie urojenia oraz towarzyszące im uczucia występują u paranoika przekonanego o własnej wyjątkowości. Oczekuje specjalnego traktowania, ale sam manipuluje ludźmi i wykorzystuje ich, nie uświadamiając sobie, jak to na nich działa. Kiedy nie jest traktowany w specjalny sposób, reaguje urazą, gniewem, a niekiedy mściwą furią." (s. 25)</p>
<p align="left">&#160;</p>
<h4>
<p align="left"> Podsumowanie</p>
</h4>
<p>"W skrajnym wydaniu paranoiczny styl uprawiania polityki przynosi więcej szkody niż jakikolwiek inny. Paranoicy nie mają przeciwników, rywali czy oponentów, tylko wrogów, tych zaś nie wystarczy zwyczajnie pokonać, a już na pewno nie można się z nimi wdawać w kompromisy czy ich pozyskiwać. Wrogów się niszczy.  [...]" (s. 15)</p>
<p>"[...] paranoja wypacza przyjęte użyteczne reakcje na zagrożenie. Paranoja polityczna jest więc siłą tak niszczycielską, ponieważ wnosi patologiczne składniki, jakimi są podejrzliwość i urojenia, a także dlatego, że nie tylko uruchamia, ale i deformuje zachowania służące naprawie stanu rzeczy oraz właściwe praktyki polityczne. Na samym początku reakcja paranoiczna może pomóc w osiągnięciu znacznego sukcesu. <strong>Kiedy, nadużyta, doprowadzi do spustoszeń, często sama się unicestwia - ale nie zawsze.</strong> [...]" (s. 31)</p>
<p>"[...] W obliczu przeciwności ludzie reagują na ogół w takim stopniu, w jakim zostali sprowokowani, albo nawet ignorują prowokację, by osłabić konflikt.  Niektórzy jednak, w tym osoby o tendencjach paranoicznych, nie mają tej podstawowej umiejętności społecznej, wywołują więc konflikt, który narasta. Paranoik, gotów wrogo zareagować na wrogość, prowokuje wrogość jeszcze większą, choć sam nie jest świadomy, jaką rolę odgrywa w stwarzaniu napięcia. Uważa, iż jego uczucia zostały wywołane przez 'nich', podczas gdy w rzeczywistości jest odwrotnie. Skrupulatnie wychwytuje oznaki wrogości w swoim otoczeniu, ale nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo sam ją tworzy i podsyca. Może istnieć prawdziwy, choć drobny konflikt, albo też osoba o paranoicznych skłonnościach może sobie wyobrażać, że jakieś błache, nieumyślne działanie jest celowym afrontem, i zareagować wrogo. Nawet gdy mamy do czynienia z prawdziwą prowokacją, reakcja bywa przesadna. Teraz oponent znowu reaguje, ale polityk o paranoicznych skłonnościach, sprowokowany, reaguje jeszcze gwałtowniej. Zaczyna się eskalacja. Polityk zaczyna się w końcu uważać za ofiarę, choć sam się przyczynił do stworzenia grupy wrogów. Jeśli jego adwersarz ma podobne usposobienie, proces przebiega jeszcze gwałtowniej, a eskalacja następuje szybciej. O ile wcześniej 'ofiara' wyobrażała sobie tylko, że jest przedmiotem nadzwyczajnej wrogości, o tyle teraz ta wrogość, być może połączona ze spiskiem, naprawdę już istnieje. Proces ten prowadzi do wytworzenia wielu paranoicznych relacji. [...]" (s. 40-41)</p>
<hr /> Wypisy ze strony <em>Polityki</em> (niektóre fragmenty mogą się porkywać z wyżej zacytowanymi):Zaburzenie to (paranoja, M.B.) cechuje się nieustanną podejrzliwością i brakiem zaufania do innych, przekonaniem, że działają ze złośliwych pobudek. Osoby dotknięte paranoicznym zaburzeniem osobowości<strong>paranoja</strong><br />
Choroba psychiczna, dla której typowe są usystematyzowane urojenia oraz projekcja osobistych konfliktów, przypisywanych rzekomej wrogości otoczenia; chroniczna psychoza funkcjonalna, rozwijająca się w podstępny sposób. Charakteryzuje się uporczywymi, nie ulegającymi zmianom, spójnymi pod względem logicznym urojeniami, dotyczącymi przeważnie prześladowań albo związanymi z manią wielkości.<strong>paranoik</strong><br />
Człowiek dotknięty paranoją, paranoiczny. Charakteryzujący się przesadną podejrzliwością, cierpiący na urojenia wielkości albo urojenia prześladowcze.(Webster’s New Universal Unabridged Dictionary)Zaburzenie to cechuje się nieustanną podejrzliwością i brakiem zaufania do innych, przekonaniem, że działają ze złośliwych pobudek. Osoby dotknięte paranoicznym zaburzeniem osobowości• bezpodstawnie podejrzewają, że są przez innych wykorzystywane, krzywdzone lub oszukiwane;• bez przerwy żywią nieuzasadnione wątpliwości co do lojalności przyjaciół lub współpracowników, są przekonane, że nie można im ufać;• niechętnie zwierzają się komukolwiek, gdyż obawiają się bezzasadnie, że to zostanie wykorzystane na ich szkodę;• w niewinnych uwagach czy zdarzeniach dopatrują się ukrytych znaczeń – czują się poniżone lub zagrożone;• bez przerwy żywią urazę – nie wybaczają zniewag ani lekceważenia;</p>
<p>• dostrzegają – niewidoczne dla innych – ataki na siebie lub swoją reputację i szybko reagują gniewem albo przechodzą do kontrataku;</p>
<p>• nieustannie żywią bezpodstawne podejrzenia co do wierności współmałżonka lub partnera seksualnego.</p>
<p>Pionier psychiatrii Eugene Bleuler opisał w 1911 r. paranoję jako „konstruowanie na podstawie fałszywych przesłanek logicznie zbudowanego i pod wieloma względami spójnego, niepodważalnego systemu urojeń, przy czym nie występuje żadne dające się wykazać zaburzenie innych funkcji psychicznych”. (...) Paranoik jest zupełnie normalny, jeśli nie liczyć urojeń o otaczającym go zewsząd spisku i zagrożeniu. Często bywają dobrze zamaskowane, ale mogą zdominować każdą chwilę życia paranoika. Dopóki nie wkroczy w obszar urojeń, otoczenie paranoika może nie zdawać sobie sprawy, w jak bardzo wypaczony sposób postrzega on rzeczywistość.</p>
<p>Termin paranoja w coraz większym stopniu zaczęto stosować nie tylko na określenie specjalnej jednostki diagnostycznej, ale w szerszym znaczeniu, odnoszącym się do cech osobowości oraz stylu bycia, dla którego typowa jest ostrożność, podejrzliwość, nadwrażliwość i skłonność do izolowania się. Ważnym elementem tego stylu jest nieprzyznawanie się do własnych niewygodnych uczuć i przypisywanie ich innym osobom. Jest to psychologiczny mechanizm obronny nazywany projekcją. (...) Choć paranoiczna postawa przejawia się w wielu dziedzinach ludzkiej działalności, najwyraźniej daje się dostrzec w niespokojnym świecie polityki, jako że należy do jego nieodłącznych cech. Szimon Peres, komentując nieufność, jaka panowała w stosunkach z jego politycznym rywalem premierem Icchakiem Rabinem, stwierdził ironicznie: – Podejrzliwość ma swój urok. Dzięki niej człowiek czuje, że ma rację i słusznie postępuje. Podejrzliwość to bardzo przyjemna rzecz...</p>
<p>W skrajnym wydaniu paranoiczny styl uprawiania polityki przynosi więcej szkody niż jakikolwiek inny. Paranoicy nie mają przeciwników, rywali czy oponentów, tylko wrogów, tych zaś nie wystarczy zwyczajnie pokonać, a już na pewno nie można się z nimi wdawać w kompromisy czy ich pozyskiwać. Wrogów się niszczy. Były gubernator Luizjany Huey Long powiedział do tych, którzy wyrażali odmienne niż on zdanie: – Ja was nie tylko zwyciężę. Ja was zrujnuję!</p>
<p>Paranoję polityczną tak trudno zdefiniować i zrozumieć, ponieważ w punkcie wyjścia jest tylko wypaczeniem właściwej reakcji, dopiero potem przekracza wszelkie granice. Podobnie jak gorączka w chorobie, pewna doza podejrzliwości to w polityce niezbędny, a nawet zdrowy mechanizm obronny.</p>
<p>Lyndon Johnson, którego przecież nie zaliczymy do przywódców typu paranoicznego, zauważył kiedyś, że każdy polityk, wchodząc do pokoju pełnego ludzi, powinien umieć wyczuć, kto jest z nim, a kto przeciw niemu. Wszyscy politycy, czy to w Moskwie, czy w Waszyngtonie, muszą nieustannie liczyć się z ewentualnym zagrożeniem i być szczególnie wyczuleni na działania opozycji przybierające formę tajnego spisku. Politycy, którym takiego wyczucia brakuje, długo się nie utrzymają. W niektórych politycznych systemach nawet długo nie pożyją. Na przykład w kłębowisku spisków i intryg, jakim był Kreml, brak tej cechy mógł okazać się zgubny.</p>
<p>Kiedy polityk rzeczywiście miał w swej praktyce do czynienia ze zdradą albo spiskiem, wyciąga z takiego doświadczenia poważne wnioski i może je nadmiernie uogólnić. Przestraszony przywódca polityczny przyswaja sobie paranoiczną postawę, żeby przetrwać. Izoluje się i nie jest już w stanie stworzyć sojuszów opartych na zaufaniu. (...)</p>
<p><strong><br />
</strong></p>
<hr /><strong><font color="#ff0000">SIEDEM ELEMENTÓW PARANOI</font></strong><strong>Skrajna podejrzliwość to jeden z głównych elementów zespołu paranoicznego. Inne to przekonanie o centralności własnej osoby (ksobność), mania wielkości, wrogość, lęk przed utratą niezależności, projekcja i urojenia.</strong><strong><br />
</strong><strong><font color="#ff0000">1. Podejrzliwość</font> </strong><strong>Podejrzliwość to najbardziej widoczna cecha paranoika,</strong> cecha sine qua non. W jego przekonaniu nic nie jest takie, jakim się wydaje. Paranoik nie dopuszcza, by jego uwagę rozpraszały pozornie niewinne fakty – twierdzi, że wie, co się za nimi kryje. Wciąż szuka ukrytych znaczeń, sygnałów wskazujących na obecność wrogów, o których wie, że go otaczają. Interpretuje swoje spostrzeżenia zgodnie z przyjętymi założeniami i wnioskami, droga jego rozumowania biegnie „z góry w dół”, chciwie wychwytuje najdrobniejsze oznaki potwierdzające jego hipotezę o spisku. Nie przyjmuje do wiadomości najbardziej niezbitych dowodów podważających jego przekonania, uważa je za oszukaństwo umyślnie spreparowane po to, by uśpić jego czujność. Jest zbyt sprytny, by dało się go oszukać: fakty, które w sposób oczywisty przeczą jego wizji świata, świadczą tylko o przebiegłości i złych zamiarach wrogów. On wie, że niebezpieczeństwo czai się wszędzie. Prowadzi poszukiwania jak naukowiec, ale jest między nimi zasadnicza różnica. Naukowiec, chcąc odkryć prawdę, rozumuje w sposób zarówno dedukcyjny, jak i indukcyjny, stara się wyjaśnić to, co zaobserwował. Sprawdza swoją hipotezę i jest gotów od niej odstąpić, jeśli materiał badawczy jej nie potwierdzi. Paranoik przeciwnie, z góry zna „prawdę” i szuka jej potwierdzenia. Przyjmuje ustalone wnioski i szuka dowodów. Nie dąży do potwierdzenia lub obalenia hipotezy. Wie, że jeśli bardzo się postara, znajdzie dowody, które potwierdzą jego podejrzenia. W swych poszukiwaniach wybiera tylko te „dowody”, które przemawiają za jego przekonaniem o zagrożeniu. (...)<br />
Paranoik, który przez dwa dni z rzędu zobaczy w metrze tego samego człowieka, uzyska potwierdzenie, że jest obserwowany. Jeśli zaś ten człowiek skinie komuś głową, będzie to dowód na istnienie sieci obserwatorów. Świat paranoika nie dopuszcza odcieni szarości, nie ma w nim miejsca na niepewność. Nie toleruje się dwuznaczności, panuje skłonność do klasyfikowania w kategoriach albo/albo: dobry/zły, przyjaciel/wróg.<strong><font color="#ff0000">2. Ksobność</font> </strong><strong>Świat paranoika zaludniają wrogowie,</strong> a on sam stanowi ośrodek ich uwagi. Ta ksobność, jedna z najbardziej znamiennych cech paranoika, ma charakter defensywny. Lepiej być głównym obiektem wrogich knowań niż być lekceważonym. Założenie ksobności może doprowadzić do tego, co Norman Cameron określił jako pseudośrodowisko paranoiczne – jest to „wyimaginowana organizacja składająca się z realnych i będących wytworem fantazji osób, które w wyobrażeniu pacjenta zjednoczyły się, by działać przeciw niemu”.<strong>3. Mania wielkości</strong>Aroganckie przekonanie o własnej wielkości pozostaje w bliskim związku z wiarą paranoika, iż jest on centralnym obiektem zainteresowania.<strong> Jest pewien swoich racji, nie dopuszcza żadnej różnicy zdań.</strong> Zna całą prawdę i żywi swego rodzaju pogardę dla głupców, którzy mają odmienne zdanie. Arogancka postawa paranoika jest powodem nieustannych kłopotów w stosunkach z innymi ludźmi.</p>
<p><font color="#ff0000"><strong>4. Wrogość</strong></font></p>
<p>Pierwszą cechą, jaka rzuca się w oczy nawet przy przypadkowym zetknięciu z paranoikiem, jest nie tyle jego przekonanie o spisku czy arogancja, ile<strong> generalnie wrogie nastawienie do świata</strong>. Paranoik jest wojowniczy i łatwo się irytuje, nie ma poczucia humoru, jest niezwykle wrażliwy na oznaki lekceważenia, kłótliwy, spięty, nastawiony obronnie. Elementem tej obronnej postawy jest nieustanna gotowość do ataku. Przy paranoiku trzeba nieustannie stąpać na paluszkach, żeby go nie sprowokować i nie narazić się na cios.Paranoik ma w sobie tyle nienawiści, że nurtuje go coraz bardziej przemożna potrzeba miłości. Ponieważ jednak bardzo wątpi w siebie, przygotowany jest na odrzucenie, a poszukiwanie miłości skazane jest na porażkę. Brak poczucia bezpieczeństwa i niepewność mogą skłaniać paranoika do wymuszania dowodów miłości i lojalności. Jego wrogie nastawienie, głęboko zakorzeniona podejrzliwość i nieufność oraz wynikające z tych cech zachowania utrudniają mu utrzymywanie bliskich stosunków z ludźmi. Nieustannie pała gniewem z powodu niesprawiedliwości, jakich doznał w tym pełnym zagrożeń świecie. Wszędzie naokoło wyczuwa wrogość, przekonany, że otaczają go ludzie zdecydowani, by go dopaść.</p>
<p><font color="#ff0000"><strong>5. Lęk przed utratą niezależności</strong></font></p>
<p>Paranoik, niczym zwinięta sprężyna, jest wciąż w stanie gotowości. Wciąż jest przygotowany na niespodziewane okoliczności, które określa jako zamach na swoją niezależność lub wolną wolę. – Nie dam po sobie deptać – brzmi jego psychologiczne credo.</p>
<p>(...) Znaczący zakres politycznej autonomii jest istotnie niezbędnym warunkiem urzeczywistnienia politycznych celów i psychologicznych pragnień każdego przywódcy. Jednakże nikt nie może być w stu procentach niezależny, tak jak nie może być absolutnie bezpieczny. Żeby żyć w społeczeństwie, trzeba się podporządkować i przystosować do woli innych oraz pogodzić się z pewnym stopniem niepewności. Paranoik nie umie tolerować takiej niedoskonałości ani akceptować kompromisów, <strong>jest </strong>więc <strong>w stanie nieustannej wojny z prawdziwymi i wyimaginowanymi przeciwnikami</strong>, którzy chcą nad nim zapanować i odebrać mu niezależność.</p>
<p><font color="#ff0000"><strong>6. Projekcja</strong></font></p>
<p>O ile podejrzliwość jest oznaką paranoi, o tyle projekcja stanowi jej podstawowy mechanizm. Według Zygmunta Freuda, wynika ona z normalnej skłonności do przypisywania wewnętrznych stanów i przemian przyczynom zewnętrznym. Na przykład ludzie mało znaczący albo bojaźliwi będą uważać swoich wrogów za nadzwyczajnie licznych i potężnych. Ma to określone implikacje w świecie polityki.</p>
<p>(...) <strong>Paranoika</strong> dokonującego projekcji <strong>nie obchodzi dający się zaobserwować oczywisty stan rzeczy</strong>, ale motywy innych ludzi, kryjące się za tym, co można zaobserwować. Projekcja to kompromis z rzeczywistością: paranoik „spotyka się z rzeczywistością w pół drogi”.</p>
<p><strong><font color="#ff0000">7. Myślenie urojeniowe</font> </strong></p>
<p>Pięćdziesięcioczteroletni Rodney trafił do szpitala psychiatrycznego po tym, jak usiłował staranować ciężarówką bramę wjazdową do Białego Domu. Wywiad środowiskowy ustalił, że poprzedniego dnia został zwolniony z pracy (był pomywaczem). Podczas wywiadu psychiatrycznego, który przeprowadzono, by ustalić, na ile zagraża otoczeniu, Rodney był zapalczywy i pewny siebie. Oznajmił, że jest „królem świata” i że chciał wjechać do Białego Domu, żeby zasiąść na swoim tronie.</p>
<p>Badający go psychiatra (JMP) zauważył, że ktoś już ten tron zajmuje.</p>
<p>– Mówi pan o Johnsonie? – przerwał mu Rodney.<br />
– Tak. I wydaje się, że jest z tego całkiem zadowolony.<br />
– Ale to tylko prezydent, a ja jestem królem.<br />
– W jaki sposób więc chciał go pan skłonić do zrzeczenia się tronu?<br />
– Przekonałbym go – odparł pacjent.<br />
– A gdyby nie dał się przekonać?<br />
– W razie potrzeby – stwierdził chłodno i zdecydowanie – przekonałbym go siłą.</p>
<p>W takiej sytuacji postanowiono zatrzymać Rodneya na oddziale zamkniętym. Pacjent ten stworzył sobie kompensacyjne urojenie wielkościowe, broniąc się przed nieznośnym poczuciem własnej znikomości. Był pomywaczem, zwolniono go z pracy – ta rzeczywistość była niemożliwa do zniesienia. Skonstruował więc sobie lepszą, ogłaszając się królem świata.</p>
<p><strong>Obrona przed utratą znaczenia </strong></p>
<p>(...) Polegając na prymitywnych mechanizmach obrony, takich jak zaprzeczenie, zniekształcenie i projekcja, paranoik tłumi uczucia w sobie. W zaburzeniach paranoicznych podstawowym problemem jest wrogość. Paranoicy, pałający gniewem i obawiający się własnej agresji, bronią się przed swoją furią, widząc się w roli ofiar prześladowania.</p>
<p>Paranoik chroni się przed niemożliwą do zniesienia rzeczywistością, konstruując rzeczywistość zastępczą. Jest ona pocieszeniem dla zranionego ego. Potrzeba podtrzymania pozytywnego wyobrażenia o sobie wyjaśnia, dlaczego tak kurczowo trzyma się przekonania, że jest obiektem spisku. Choć można by się spodziewać, że z ulgą przyjmie wiadomość o nieistnieniu spisku, w rzeczywistości będzie zdruzgotany. Pozbawiłoby go to poczucia własnej ważności. Lepiej być prześladowanym niż ignorowanym. (...)</p>
<p>Will, dwudziestotrzyletni student medycyny z Waszyngtonu, został przyjęty do szpitala w stanie psychotycznej dekompensacji, opętany ideą, że rada miejska spiskuje, by uniemożliwić Barbarze, jego byłej dziewczynie, spotkania z nim. Barbara, piękna studentka i modelka, o mało nie zawaliła studiów. Zwróciła się do Willa z prośbą o pomoc w nauce. Will mnóstwo czasu poświęcił na udzielanie jej korepetycji, dzięki czemu zdała egzaminy. Przez ten czas zakochał się w niej, a Barbara stwarzała wrażenie, że odwzajemnia jego głębokie uczucie.</p>
<p>Kiedy ogłoszono wyniki egzaminów i okazało się, że Barbara z powodzeniem ukończy studia, natychmiast rzuciła Willa. Nie przyjmując do wiadomości, że był bezwzględnie wykorzystywany i manipulowany przez dziewczynę, której tak naprawdę w ogóle na nim nie zależało, bronił poczucia własnej wartości, popadając w paranoiczne urojenie, że Barbara kocha go, ale rada miejska uknuła spisek, by ich rozdzielić. Urojenie to chroniło Willa przed świadomością utraty Barbary oraz – co pod pewnymi względami miało większe znaczenie – przed poniżającym wstydem, że stał się obiektem manipulacji. Odwrócił swoje wewnętrzne poczucie bezsiły i dokonał projekcji potężnej zdolności do kontroli na radę miejską. To nie biedny, naiwny Will był manipulowany i odtrącony. Odpowiedzialni są Oni, potężna rada miejska.</p>
<p><strong>Główna choroba polityczna</strong></p>
<p>Paranoja, najbardziej interpersonalna z chorób psychicznych, jest również najbardziej polityczną w szerokim tego słowa znaczeniu: dotyczy stosunków władzy. Paranoicy potrzebują przecież wrogów, a gdzie można ich znaleźć więcej niż w świecie polityki?</p>
<p>(...) <strong>Świat polityki to środowisko, które z nieodpartą siłą przyciąga jednostki i grupy o cechach paranoicznych.</strong> W szerszym, niemedycznym sensie tego pojęcia, reakcja paranoiczna nie różni się jakościowo od wielu innych ludzkich reakcji. Reakcja paranoiczna to wypaczenie użytecznego zachowania służącego radzeniu sobie. Paranoja jest przesadną formą wypróbowanego w polityce stylu czujnej podejrzliwości, uważnej obserwacji i wykorzystywania okazji. Jej siła w polityce bierze się również z tego, że paranoja potrafi stymulować zarówno zaciekłą agresję skierowaną przeciw urojonym obiektom, jak i energiczną i skuteczną reakcję na rzeczywiste niebezpieczeństwo.</p>
<p>Innymi słowy, paranoja wypacza przyjęte i użyteczne reakcje na zagrożenie. Paranoja polityczna jest więc siłą tak niszczycielską, ponieważ wnosi patologiczne składniki, jakimi są podejrzliwość i urojenia, a także dlatego, że nie tylko uruchamia, ale i deformuje zachowania służące naprawie stanu rzeczy oraz właściwe praktyki polityczne.</p>
<p><strong>Na samym początku reakcja paranoiczna może pomóc w osiągnięciu znacznego sukcesu. Kiedy, nadużyta, doprowadzi do spustoszeń, często sama się unicestwia</strong> – ale nie zawsze. Jak ukazuje przypadek Józefa Stalina, straszliwe poczucie zagrożenia u paranoika przy władzy może rozpętać narastającą spiralę przemocy. Bezlitosne pozbywanie się wrogów, prawdziwych i urojonych, daje złudzenie względnego bezpieczeństwa.</p>
<p>Gdy aktor sceny politycznej jest w stresie, typowe dlań reakcje będą wyolbrzymione. Roztropnie podejrzliwy polityk może, zwłaszcza w obliczu niebezpieczeństwa, przemienić się w paranoika. Paranoja jest więc karykaturą zachowań i sposobów myślenia naprawdę stosownych w niebezpiecznych sytuacjach. Sama podejrzliwość jako taka nie jest dysfunkcjonalna. Podejrzliwość paranoiczna to jednak złowieszcze wypaczenie reakcji służącej skądinąd przystosowaniu, to użyteczne zachowanie, które spaliło na panewce, niebezpieczna – a często destrukcyjna – parodia rozważnego radzenia sobie.</p>
<p><strong>Rywal – wróg</strong></p>
<p>(...) Wiara w istnienie przeciwnika, rywala czy oponenta pełni centralną funkcję w życiu politycznym. Ale kiedy rywale stają się wrogami, zaczyna się paranoja. Republikanie i demokraci w Stanach Zjednoczonych nie są wrogami (w przeważającej większości wypadków). Są rywalami, przeciwnikami, oponentami. Jednakże dla Hitlera i Stalina rywale i oponenci byli wrogami.</p>
<p><strong>Odróżnienie wrogów od przeciwników ma zasadnicze znaczenie dla zrozumienia paranoika.</strong> Osoba lub grupa będąca w centrum paranoicznej fantazji nie jest całkowicie wytworem chorej wyobraźni. Rywale w wyścigu do władzy stanowią niezbędną część życia politycznego, ale zdrowy psychicznie aktor sceny politycznej widzi w nich konkurentów. Dla paranoika natomiast są bezwzględnymi wrogami, których trzeba zniszczyć, inaczej zniszczą jego.</p>
<p>Czy spisek państw przeciw rewolucji sowieckiej był urojeniem? Nie. Wiele krajów właśnie to robiło, szykowało nawet armie do boju. Czy to, że podwładni i rywale polityczni knują, by go obalić, było urojeniem Stalina? Nie. W kłębowisku knowań na Kremlu ufność czy brak podejrzliwości byłyby naiwne, nawet zgubne. Ale w swym paranoicznym zapale, zmierzając do wyeliminowania prawdziwych i urojonych wrogów, Stalin rozpętał czystki, które pochłonęły dwadzieścia cztery do czterdziestu milionów istnień ludzkich, obywateli Związku Radzieckiego.</p>
<p><strong>Psychologia nienawiści</strong></p>
<p>Chociaż paranoja w postaci klinicznej stanowi poważną chorobą psychiczną, gotowość do obwiniania innych za nasze niepowodzenie jest głęboko zakorzeniona w ludzkiej naturze. Paranoja polityczna szerzy się w każdym społeczeństwie, towarzyszy zwłaszcza okresom gwałtownych przemian. O ileż łatwiej wykrzykiwać na całe gardło nienawiść do wrogów spiskujących na naszą zgubę, niż przyznać się do upokorzenia czy bezradności. <strong>Gdy polityczny paranoik wskazuje wrogów odpowiedzialnych za nasze zbiorowe nieszczęście, dostarcza wielce wygodnego wyjaśnienia.</strong> Co gorsza, paranoiczny apel usprawiedliwia „rozwiązanie”, jakim jest zniszczenie „wroga”. Przesłanie takie nieraz zaowocowało masowymi mordami. W Związku Radzieckim i Ugandzie miały one charakter polityczny, w Niemczech i Kambodży – ludobójczy.</p>
<p>W spokojnych czasach niedoszły przywódca propagujący paranoję znajdzie oddźwięk u niewielkiego audytorium. Nawet w warunkach stresu większego oddźwięku nie będzie, jeśli przywódcy brakuje tradycyjnych politycznych uzdolnień. Ale gdy utalentowany przywódca lub propagandzista zwraca się do nieszczęśliwego społeczeństwa, mamy do czynienia z sytuacją, która dojrzała do gwałtownej, zakrojonej na szeroką skalę reakcji. Ciemne siły paranoi politycznej znaleźć można w każdym destrukcyjnym ruchu masowym naszego stulecia, najkrwawszego w historii. (...)</p>
<p>Ktoś mógłby pomyśleć, że błogosławieństwem byłoby rozwiązanie poważnych konfliktów międzynarodowych. Ale wrogowie są nam potrzebni. Dostarczają wygodnego wyjaśnienia tego, co jest złe w nas samych. Gdy ich tracimy, znika zewnętrzne umiejscowienie naszych trudności. Utrata wrogów przyczyniła się po zakończeniu zimnej wojny do nasilenia napięć etnicznych i nacjonalistycznych, uprzedzeń i nienawiści, wewnętrznych zamieszek i terroryzmu. Na jaw wyszły długo tłumione wrogości, podsycane przez paranoicznych przywódców i obłąkańcze doktryny, przez złowrogich terapeutów oferujących obolałym społeczeństwom łudząco logiczne recepty nienawiści.</p>
<p>Są na świecie zamknięte na głucho pokoje z całymi kolekcjami potworności. Nie mamy na myśli horrorów już ujawnionych, którymi tak obficie raczy nas poranna gazeta albo dziennik wieczorny. Ostrzegamy przed społeczeństwami, którym nieźle się powodzi, ale przeżywają stres; przed takimi, w których panują ogromne, pogłębiające się społeczne nierówności, jak w Rosji w 1917 r. czy współczesnym Meksyku lub Indonezji. (...)</p>
<p>Czytelnik nie znajdzie w tej książce recepty, jak zapobiec paranoi, bo nie da się wyeliminować zjawiska tak głęboko zakorzenionego w ludzkiej istocie. Możemy jednak zachować czujność i zwracać uwagę na niebezpieczeństwo, jakie stanowi polityczna paranoja. Obojętność na jej wczesne przejawy oznacza pobłażanie złu. Skłonność do paranoi, gdy nie zostanie zauważona, będzie się jątrzyć, a gdy ktoś ją wykorzysta, może się przerodzić w psychopolitykę nienawiści.</p>
<p><strong>Robins, Robert S. Robins / Post, Jerrold M. Post: </strong><em>Paranoja polityczna. Psychopatologia nienawiści</em> [Political Paranoia.The  Psyhopolitics of Hatred ], z angielskiego przełożyła Hanna Jankowska, wyd. KiW, Warszawa 1999, 423 s.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[ZDF: Polnische Realsatire, pardon ..., Politik]]></title>
<link>http://wypisy.wordpress.com/2007/08/15/publiczna-stacja-zdf-macieju-giertychu-co/</link>
<pubDate>Tue, 14 Aug 2007 22:11:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>McBor</dc:creator>
<guid>http://wypisy.wordpress.com/2007/08/15/publiczna-stacja-zdf-macieju-giertychu-co/</guid>
<description><![CDATA[Jak już znane z politycznej poprawności publiczne media niemieckie otwarcie drwią z polskiej poli]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jak już znane z politycznej poprawności publiczne media niemieckie otwarcie drwią z polskiej polityki, to znak, że jest naprawdę źle.</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/xDPgEKujbMw'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/xDPgEKujbMw&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Tymochowicz raz jeszcze: "prezydenta trzeba posłać na leczenie"]]></title>
<link>http://wypisy.wordpress.com/2007/08/14/tymochowicz-raz-jeszcze-prezydenta-trzeba-poslac-na-leczenie/</link>
<pubDate>Tue, 14 Aug 2007 09:19:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>McBor</dc:creator>
<guid>http://wypisy.wordpress.com/2007/08/14/tymochowicz-raz-jeszcze-prezydenta-trzeba-poslac-na-leczenie/</guid>
<description><![CDATA[Ten pan coraz bardziej mi się podoba. Oto fragmenty wywiadu, jaki przeprowadził z nim niejaki Mari]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Ten pan coraz bardziej mi się podoba. Oto fragmenty wywiadu, jaki przeprowadził z nim niejaki Mariusz Chudy z <a href="http://www.pardon.pl/artykul/2250/tymochowicz_prezydenta_trzeba_poslac_na_leczenie" target="_blank">Pardon.pl</a> (podkreślenia moje):</p>
<p>[...]<br />
<em><strong>Lepper wyszedł ze szpitala i nic. Gdzie ten as w rękawie? Wydaje mi się, że to wszystko już efekt Pana pracy. Dużo PR i kreowania faktów.</strong></em>Jeśli Lepper zechce wysłuchać moich rad, to z przyjemnością to zrobię. Ograniczyłbym się do dwóch rzeczy: jak sprzedać dobrze prawdę, to też jest dla mnie nowość, bo <strong>do tej pory uczyłem polityków głównie kłamać</strong>. Chciałbym, żeby Lepper dobrze sprzedał prawdę, którą posiada o Jarosławie Kaczyńskim. To będzie szokujące. Ja może wiem z 10% tego, co wie Lepper. Moja wiedza w normalnym kraju wystarczałaby, aby obalić ten rząd. <strong>Bo jeśli dla Ziobry autorytetem są bandziory, które zeznają pod przymusem, ponieważ aresztowano ich siedemdziesięcioletnią matkę, to ja dziękuję</strong>.</p>
<p>[...]<br />
Najwyższy czas przerwać tę paranoję.</p>
<p><strong><em>Na przykład mówiąc, że premier to psychopatyczny agresor?</em> </strong></p>
<p>To jest niezwykle zabawne. Od 24 lat zajmuję się diagnozowaniem różnych postaci. Ja nikogo nie chcę obrażać i szastać epitetami. Moje opinie – także ta o psychopatycznym agresorze – wynikają z analizy, którą wykonuję w oparciu o mój zawód, który opiera się na błyskawicznym diagnozowaniu ludzi. Kogo jak kogo, ale liderów PiS-u dość dobrze już znamy. Przypuśćmy, że nie mówimy o liderach największej partii, a zwykłych ludziach chcących się zatrudnić w jakiejś firmie. <strong>Ani Jarosława, ani Lecha jako psychopatów w firmie bym nie zatrudnił, nawet przy czyszczeniu butów. Jeżeli prezes koncernu zgłosiłby postulat zatrudnienia przy taśmie jednego z tych panów, to bym wiedział, że ta taśma jeszcze tego samego dnia przestanie pracować.</strong> Ja bym przed tym przestrzegał, ale cóż znaczy zdanie Tymochowicza manipulatora i cynika. No taką mam opinię, ale szkoda, że ludzie nie posłuchali Lecha Wałęsy, który przestrzegał, że będziemy obserwować <strong>niekończący się spektakl mieszanki paranoi z psychopatią</strong>. Dla mnie zabawne jest to, że wszyscy o tym wiedzą, mówią w zaciszu domowym, a udają, że moje słowa są ostre i nikt się ich nie podziewał. Przecież nawet średnio inteligentny człowiek patrząc na tych panów, nie powie, że są normalni.</p>
<p><!--more--></p>
<p><strong><em>Ale jakieś zmiany wizerunku u premiera można chyba zauważyć. Trochę nad sobą pracuje</em>.</strong></p>
<p>No tak, przy chłodnej analizie nie można się kierować emocjami. Jednak na ogół, to były zmiany sztuczne i krótkotrwałe. Pojawił się lepszy garnitur, ale sposób noszenia tego lepszego garnituru był równie szambiarski. Owszem, dał się łaskawie namówić na zmianę stroju, ale wewnątrz pozostał wciąż takim samym ignorantem w stosunku choćby do pielęgniarek czy swoich wyborców, jak był na początku. <strong>To jest mania wielkości charakterystyczna szczególnie dla karłowatych postaci</strong>.</p>
<p><em><strong>A prezydent, lepiej się prezentuje? Okrzepł trochę, nabrał doświadczenia?</strong></em></p>
<p>Jakby to powiedzieć... cóż, chyba nikogo nie zaskoczę, jak powiem, że prezydent niewiele się różni od premiera. Zarówno wyglądem jak i sposobem bycia. Jak Kubą Rozpruwaczem miał być Jarosław, a strażakiem, który gasi pożary, miał być Lech, to była prosta retoryka zaproponowana przez Michała Kamińskiego. Taktyka nie udała się. <strong>Prezydent w roli dbającego o porozumienia, dialog, koalicję, funkcjonuje jak ociężały umysłowo. Z powodów pewnie impotencji umysłowej</strong>. Choć wizerunkowo była to dobrze zdefiniowana rola. Prezydent powinien być kimś kto łączy, rozwiązuje spory, a nie jeszcze je zaognia. <strong>No, ale skoro prezydentowi nie przeszkadza mieszanie z błotem własnej żony, to marny z niego mężczyzna</strong>.<br />
[...]</p>
<p><em><strong>Co można by jeszcze poprawić w wizerunku pary prezydenckiej?</strong></em></p>
<p><strong>Najpierw trzeba posłać prezydenta na leczenie</strong>. <strong>On jest w głębokiej depresji</strong>. Mam nadzieję, że jakichś tajemnic lekarskich nie zdradzam. Obserwuję, że u prezydenta występuje - nazywana w psychiatrii – depresja jednobiegunowa. Prezydent jest w permanentnej depresji. Im częściej ma gdzieś występować lub jechać, tym bardziej jest załamany, a do tego dochodzą jeszcze kłopoty żołądkowe jako skutek. Niedobrze jeśli psychofizyczne ułomności wpływają na politykę państwa.</p>
<p><strong><em>Już kiedyś zdiagnozował Pan u Kaczyńskich tzw. syndrom Napoleona.</em> </strong></p>
<p>Tak, to jest nieprzytomna mania wielkości. Jest to antidotum na potworne kompleksy wyniesione jeszcze z dzieciństwa. W najłagodniejszej formie psychologicznej można to nazwać syndromem Napoleona. Choć tu mam pewne wątpliwości. Bo jak porównywać obu braci do Napoleona. To tak jakby zestawić Shreka z Apollo.<br />
[...]</p>
<p><strong><em>Który z polityków jest najbliższy ideału pod względem marketingu politycznego?</em> </strong></p>
<p>Jest ktoś taki. Tym kimś jest przede wszystkim kobieta. W różnych rolach i różnych sytuacjach mogliśmy przetestować panią <strong>Jolantę Kwaśniewską</strong>. I gdybym miał z nią kiedyś pracować, miałbym jedną radę, żeby była sobą i była naturalna. Ma wrodzoną klasę i intuicję. Choć tych błędów też troszkę było. Niewłaściwe stroje, zbyt głębokie dekolty.</p>
<p><em><strong>Ale chyba zapomniał Pan o ulubieńcu milionów, wygnanym na emigrację do Londynu...</strong></em></p>
<p>Mówi Pan o <strong>wydmuszce</strong>? To taka polityczna lalka Barbie. Im dłużej słuchałem <strong>Marcinkiewicza </strong>tym bardziej się nim zachwycałem i tym mniej wiedziałem o czym on mówi. A to się ludziom podoba. Bo oni wcale nie słuchają aby cokolwiek zrozumieć, tylko wiedzieć czy jest sympatyczny, czy nie jest.</p>
<p><strong><em>Zupełnie jak Kwaśniewski</em>. </strong></p>
<p>Tak, spaja ich zasada dla każdego coś miłego. Ale wracając do <strong>Marcinkiewicz</strong>a. On <strong>jest najlepszym dowodem patologii umysłowej braci</strong>. W każdym normalnym kraju, tak popularny polityk, nie wylądowałby na banicji u szczytu kariery. Że tak się stało, oznacza, że zadziałał czynnik psychopatyczno-osobowościowy u Kaczyńskich.</p>
<p><em><strong>W jaki sposób przerobił Pan chłopa z barykady w bywalca salonów w garniturach za kilka tysięcy złotych?</strong></em></p>
<p>Jako człek skromny, odpowiadając na Pana pytanie, zaprzeczyłbym tezie, że jestem skromny. To nie jest tak, że Tymochowicz rości sobie pretensje do wielkości Leppera. Leppera wykreowała PO i SLD, poprzez kompletne zignorowanie i niedocenienie jako polityka. I na tym udało nam się wygrać.</p>
<p><em><strong>Długo go Pan namawiał do spania w garniturze, żeby poczuł, że to jego druga skóra?</strong></em></p>
<p>A skąd Pan o tym wie? No, takich drobiazgów można by opowiadać wiele. Ale myślę, że istotne było co innego. Musiał zacząć się czuć swobodnie na różnych poziomach, na których występował. <strong>Ludzie wielu rzeczy nie dostrzegają, ale jedno wyłapią natychmiast: czy ktoś jest spięty czy naturalny</strong>. Zależało mi na tym, że obojętnie czy występuje w waciaku i gumiakach czy w eleganckim garniturze na salonach, dysponował podobnym swobodnym sposobem bycia. I tutaj daje dobry przykład. Czasem mu jeszcze coś wymsknie. W końcu to też człowiek.</p>
<p><strong>Rozmawiał Mariusz Chudy</strong></p>
<p>pełny tekst wywiadu <a href="http://www.pardon.pl/artykul/2250/tymochowicz_prezydenta_trzeba_poslac_na_leczenie" target="_blank">tutaj</a></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
