<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>glupota-ludzi &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/glupota-ludzi/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "glupota-ludzi"</description>
	<pubDate>Sat, 26 Jul 2008 06:26:44 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Wakacyjna nuda, czyli plany, plany i po planach]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/?p=87</link>
<pubDate>Sat, 05 Jul 2008 14:51:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/?p=87</guid>
<description><![CDATA[10 miesięcy szkoły, które kończy się upragnionymi 2 miesiącami wakacji. Pech chce, że majowo-]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>10 miesięcy szkoły, które kończy się upragnionymi 2 miesiącami wakacji. Pech chce, że majowo-czerwcowe plany i wizje licznych wakacyjnych eskapad i imprez z kumplami znikają tak szybko jak hamburgery w ustach obleśnie grubego Amerykanina. <!--more--></p>
<p><strong>Pomysł pierwszy: Wisła wita.</strong></p>
<p>Wakacyjny wypad w gronie znajomych w góry. Wersja o tyle fajna, że ja wraz z częścią kumpli miałem jechać rowerem. Były plany, były nawet już pierwsze wersje tras, były rozmowy na temat posiłków podczas jazdy. Był nawet regulamin stworzony bardziej dla żartów mający na celu zabezpieczenie się przed dziwnymi problemami uczestników…</p>
<p>Początkowo chętni na wyjazd to ja i kolega. To był pierwszy skład, który kilkanaście razy powiększał się i zmniejszał. Z 2 osób urósł do bodajże 8, potem zmalazł do 4, potem wzrósł do 6 i ostatecznie wynosi zero.<br />
Powodów, dla których się nie udał było kilka. Ja chciałem jechać tam głównie z tego powodu, że po raz pierwszy zrobiłbym na rowerze ponad 100 km w ciągu jednego dnia. Ot, taki mały schizm z mojej strony. Kocham to, nic na to nie poradzę… Kolega, który prawie cały czas ze mną jeździ też był bardzo napalony na ten wyjazd. Ale jego niezbadana psychika nagle podpowiedziała mu „nie dasz rady wrócić” i to samo mi zakomunikował kilka tygodni przed wakacjami…<br />
Ja pierdole. Zrozumiałbym argument, że nie da rady tam dojechać, ale nie da rady wrócić? Trudno, Wisła nie zostanie podbita.<br />
Ostatecznie kumple pojadą do Krościenka nad Dunajcem… Niestety znalezienie pracy uniemożliwiło mi wyjazd razem z nimi…</p>
<p><strong>Pomysł drugi: Działkowe maratony.</strong></p>
<p>Biba za bibą. Ognisko za ogniskiem, grill za grillem. Plany były, ale na planach się kończy. Niestety jedyny właściciel działki ma nagłe problemy z zorganizowaniem ognisk, które były obiecywane przed wakacjami. A już, co poniektórzy w tym ja cieszyli się, że będą mieli okazję razem napić się wódki i wspólnie pobawić się…</p>
<p><strong>Zgasić Słońce!</strong></p>
<p>Reakcja na 4 pory roku typowego Polaka:<br />
1.	Jesień - wieje zimny wiatr, leje deszcz, jest ślisko, szaro, ponuro. Lepiej siedzieć w domu.<br />
2.	Zima - jest zimno, pada śnieg, wieje zimny wiatr, jest szaro, buty mokną od chodzenia po śniegu. Lepiej siedzieć w domu.<br />
3.	Wiosna - zimny, nieprzyjemny wiatr, wiosenne niespodziewane opady deszczu, a czasami nawet śniegu. Lepiej siedzieć w domu,<br />
4.	Lato – jest gorąco, wokół latają owady, żar leje się z nieba, od czasu do czasu popada. Bywają burze z piorunami. Lepiej siedzieć w domu.</p>
<p>Jakiego ja mam pecha, że moi najbliżsi kumple są typowymi Polakami. Psioczyli i psioczyli, że cały czas jest za zimno na długie wypady. Zrobiło się ciepło i co? I kurwa lepiej siedzieć w domu, bo Słońce zabija. Nie ważne czy chciałbym coś porobić o 9, 11, czy 19. Jest ciepło, siedzimy w domu.</p>
<p><strong> "Zdam prawko, będziemy jeździć samochodem”.</strong></p>
<p>Pełnoletność sprawiła, że wielu spośród moich znajomych zapisała się na kurs prawa jazdy. Nim go zdali snuli wizje całodniowych weekendowych wypadów za miasto…Nawet nie było problemów z brakiem samochodu. Mówili: „auto jest, będzie prawko i możemy jeździć…”.</p>
<p>No i co? Prawko jest, wycieczek i auta nie ma. Nagle w jednym przypadku ojciec ciągle kursuje (jak on kurwa może ciągle kursować jak jebane 8 godzin spędza na kopalni pracując), a drugim przypadku auto jest, ale od popołudnia, ale wtedy już nie opłaca się nigdzie jechać. Szkoda tylko, że jedyną osobą, dla której nie opłaca się jechać jest syn właściciela auta…</p>
<p><strong>Posiedźmy na ławce.</strong></p>
<p>Ponoć nie ma nic fajniejszego niż posiedzieć sobie w gronie kumpli do późnego wieczora na ławce. Ciepła letnia noc, browar, ewentualnie pepsi dla abstynentów, multum tematów do rozmów, wygłupy, ciekawe akcje. Dlaczego ponoć? Ano dlatego, że tą wersję znam tylko i wyłącznie z opowiadań jednego z klasowych kolegów ;).<br />
Szkoda, że z moimi znajomymi takiego czegoś zorganizować się nie da. Jedyne, na co ich stać to 40-60 min. spacer dookoła dzielnicy. Jak jebane wyjście z psem, żeby się wysrał i wyszczał i w domu był spokojny. Chociaż nie do końca, bo mój wujek z psem wychodzi na dłuższe spacery…</p>
<p>Jest jedna osoba, która zarzuca coraz to lepszymi pomysłami typu „pojedźmy w południe do centrum Katowic, bo muszę coś kupić w elektroniku” No jak chuj chce mi się jechać 2 autobusami w ścisku gdzieś do centrum handlowego… Na szczęście nie tylko mi ten pomysł wydawał się głupi.</p>
<p>Nie ma to jak wakacje w gronie kumpli…<br />
I znowu nie pozostaje mi nic innego jak sobie pojeździć na rowerze...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Fotka.pl - Twórcom gratuluję pomysłu ;)]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/?p=84</link>
<pubDate>Wed, 26 Mar 2008 14:32:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/?p=84</guid>
<description><![CDATA[Fotka.pl. Strona internetowa, która stała się stałym elementem życia wielu „Trendi Bejbi”. ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Fotka.pl. Strona internetowa, która stała się stałym elementem życia wielu „Trendi Bejbi”. Dzień bez kOm3ntAsHa i dania najlepszej psiapsiułce „dyszki” jest dniem straconym… Miliony dziewczyn i chłopców stworzyło nową grupę, nową społeczność. Społeczność „fotki pe el”. Prostota strony przyniosła jej twórcom sukces przez duże „S”.<!--more--></p>
<p>Ludzie, nie wiadomo, czemu, rejestrują się tam i umieszczają swoje fotki robione zazwyczaj aparatem, który mają w swoich komórkach. Zdjęcia w 99,9% przypadków nie posiadają żadnych walorów estetycznych. Najśmieszniejszy jest fakt, że osoby, które wrzucają tam swoje facjaty, robią to według czytelnych schematów. Oto i one:</p>
<p><strong>Obiektywem w twarz.</strong><br />
Zdjęcie robione przez osobę, która chce je umieścić na swoim profilu. Wiadomo, że typowa przebojowa „bejbi” nie ma jakiejkolwiek wiedzy teoretycznej o fotografowaniu, o kadrze, o proporcjach itd. Typowa „bejbi” nie wie też (o ile ma w miarę nowy aparat cyfrowy) o tym, że jest coś takiego jak samowyzwalacz. Dlatego też najpopularniejszym sposobem cykania fotek jest cykanie ich na „wyciągniętych” maksymalnie do przodu rękach. Są to fotki robione metodą prób i błędów „na oko”. Bo przecież robiąc sobie samemu zdjęcie nie ma możliwości idealnego objęcia twarzy przez obiektyw. Powiedziałem „twarzy”? Ano właśnie.</p>
<p><strong>Od góry.</strong><br />
Nieco sprytniejsze stworzonka, wpadły na pomysł zrobienia sobie fotki od góry, po skosie. Schemat jest ten sam: Ręce wyciągnięte maksymalnie do przodu, z tym, że nie trzymamy aparatu naprzeciwko twarzy, a podnosimy go jak najwyżej tylko potrafimy. Przy wyciągniętych rękach, podnosimy także swoją buzię, tak wysoko, aby objął ją obiektyw. Fotka wychodzi przekomicznie śmieszna. Wyobraźcie sobie to: stoicie wyprostowani, Wasze ręce są wyciągnięte pod kątem do góry, Wasza twarz podąża za rękoma…To nie jest naturalna pozycja. Żeby było zabawniej do takiego ujęcia trzeba zrobić ustami „dziwny dziobek” i wyraz twarzy. Parodia, mówię Wam parodia.</p>
<p>Powyższa poza jest idealną do pokazania swoich piersi. Takich fotek jest na fotka.pl najwięcej.</p>
<p><strong>Lustereczko powiedz przecie…</strong><br />
Każdy w domu ma lustro, każdy wie, do czego służy. Aparat + lustro + obiekt do fotografowania = kiepska fotka…<br />
Nie umiem pojąć cóż pięknego jest w robieniu zdjęcia „do lustra”. Słyszałem o piciu do lustra, ale o robieniu fotek? Zdjęcie wygląda słabo, ale za to czasami tło jest ciekawe…Wersja z lustrem ma także swoją odmianę. Obok lustra stoją zapalone świeczki. Szukałem w internecie jakiegoś punktu odniesienia, ale nie znalazłem. Chyba do końca życia palące się świeczki przy lustrze będą dla mnie tajemnicą…</p>
<p><strong>Wakacje, znów będą wakacje, wakacje będą znów…</strong><br />
Fotki z wakacji są chyba jedynymi, które prezentują sobą jakikolwiek poziom. Zazwyczaj ładne tło, naturalna poza, w większości zdjęcie robi ktoś inny niż obiekt, który chce być sfotografowany. Ot, co, takie „albumowe zdjęcie”.</p>
<p><strong>Wyginaj śmiało ciało.</strong><br />
Pole do popisu ogromne. Na łóżku, (o czym napiszę w kolejnym schemacie), na huśtawce, w kuchni, na stołku itd. Nie ważne, gdzie, ważne, żeby nie mieć naturalnej sylwetki.<br />
Na kucaka, z powyginanymi nogami, na brzuchu, na plecach, w pół skłonie. Chodzi o pochwalenie się jędrnym biustem, pupą, brzuchem, nogami. Chodzi, ale nie wychodzi ;)</p>
<p><strong>Łóżko, moje królestwo.</strong><br />
Sypialniane łóżko, na którym znajduje się kobieta, osłonięta pościelą pobudza zmysły. Takiej fotki na „Fotce” nie znalazłem. Były podobne…<br />
W stroju kąpielowym. Dziwna poza, opalenizna z solarium i różowy kostium kąpielowy. Żal.<br />
W kozaczkach. Różne rzeczy ludzi kręcą; w sypialni pewnie też. Ale ja bym nie chciał, aby obcas z zimowego buta zahaczył o moje przyrodzenie.</p>
<p><strong>Pokaż mi dom, czyli rodziców nie ma, córeczki harcują.</strong><br />
Biały top i króciutkie szorty, a to wszystko na tle salonowego barku, wypełnionego po brzegi tanimi winami rodziców ;) Barkowe tło ma na celu dodanie „imprezowego stylu bycia”, albo pokazania życia w luksusach. Jeśli o luksusy chodzi to możemy zaprezentować telewizor, komputer, nową lodówkę w kuchni, albo samochód ojca.</p>
<p><strong>Szalona noc.</strong><br />
Nie ważnie gdzie, nie ważne, z kim. Ważne, żeby w ręce mieć butelkę jakiegokolwiek alkoholu. Jeśli w dłoniach trzyma więcej butelek niż zdoła unieść żul w swoim wózku, laska jest pro.</p>
<p><strong>Moje kochanie, na wieki wieków. Amen.</strong><br />
Zdjęcie z ukochanym. Fotografuje osoba trzecia, bo para się właśnie całuje. Miłość na pokaz. I tyle w tym temacie.</p>
<p>Opisałem najpopularniejsze schematy zdjęć, z jakimi można się spotkać na tej stronie. Zdjęcia pozbawione jakiejkolwiek wartości, celu. Robione po to, by pokazać „siebie” w sposób nienaturalny.</p>
<p>Każda osoba ma także możliwość napisania kilku słów o sobie. Osoby, lubiące specyficzne poczucie humoru zapraszam do czytania tego działu. Wykluczające się nawzajem cechy charakteru to chyba jedna z podstawowych głupot, które Fotkowicz popełnia. Na przykład: cichy/głośny, nieśmiały/śmiały itd. Można także wybrać ulubione sporty. Znam przypadek, gdzie osoba wybrała chyba wszystkie możliwe. Z tego, co wiem, zupełnie się nim nie interesuje i nie ma o nich pojęcia. Po co więc taki zabieg? Nie wiem…</p>
<p><strong>Komentarze.</strong><br />
Szczyt, szczytów. Daj mi 10, ja dam tobie. Oceniają się głównie na zasadzie: Psiapsiułka-psiapsiułce, chłopak-dziewczynie. Koło wzajemnej adoracji. Gdy ktoś dla zabawy, da „jedynkę” wyzywany jest od zakompleksionych itd. Po co są inne oceny niż 10? Chyba tylko po to, aby się dowartościować. „Patrz, mam same dziesiątki, a przecież mogli mi dać 8…”</p>
<p><strong>Klany!!</strong><br />
Grupa, do której może się wpisać każdy Fotkowicz. „Zboczuszki”, „Prison Break” itd.</p>
<p>Opisałem z grubsza całą stronę.<br />
Użytkownikom strony „fotka.pl” współczuję.<br />
Twórcom strony „fotka.pl” gratuluje pomysłu i wykonania go. Dla mnie są geniuszami. Zgromadzić tylu debili w jednym miejscu i mieć z tego pieniądze…<br />
Biję pokłony.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Przebudzenie...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/?p=78</link>
<pubDate>Sat, 15 Mar 2008 12:27:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/?p=78</guid>
<description><![CDATA[Po długiej przerwie (ponad miesiąc temu ukazała się moja ostatnia notka) wracam do pisania. Nie ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Po długiej przerwie (ponad miesiąc temu ukazała się moja ostatnia notka) wracam do pisania. Nie wiem, co sprawiło tak długo zastój. Może pogoda, może brak weny, a może lenistwo...<br />
Swoją drogą nic ciekawego w moim życiu się nie wydarzyło żeby to opisać...<!--more--></p>
<p>Zientarski rozpieprzył auto, na które mój ojciec nie zarobiłby przez całe swoje życie, PZN na zbity pysk wywalił trenera polskiej kadry w skokach narciarskich. Emma, ale nie Watson przeleciała Polskę (sąsiedzi z niższych pięter w moim bloku truchleli, bo talerz satelitarny przed moim oknem o mało, co nie wyleciał...), Rozpoczyna się nowy sezon Formuły 1, który Kubica zaczyna od drugiego miejsca w kwalifikacjach…</p>
<p>Za niedługo Wielkanoc. Z dnia na dzień coraz więcej bloków w mojej dzielnicy ma popisane mury napisami GKS, albo jebać Ruch. Dzisiaj patrząc przez okno zobaczyłem nowy napis na ścianie sąsiedniego bloku – „KURWY” – chodzi rzecz jasna o te chorzowskie…Nie licząc marca zostały mi trzy miesiące uczęszczania do szkoły, potem wakacje i klasa maturalna.</p>
<p>Na mojej Konnektowej liście kontaktów zawitał kolejny EMO, którego dodałem tylko po to, aby w te szare dni móc się z czegoś pośmiać. Mój mózg nie pojmuje jak DZIEWIĘTNASTO letni mężczyzna może użalać się w opisach na wszystko, co może…Na tą chwilę tj. 13:06 owy emo ma nas wszystkich gdzieś i życzy nam porażenia piorunem. Przy okazji życzy też tego sobie…</p>
<p>„Frazy wyszukiwarek” na moim $w33t bl0gA$Q (jakby to napisała pusta blond cipka z kosmiczną próżnią w główce) wyłapały ciekawe zwroty. Jakiś człowiek chciał „wyruchać własną mamę”, inny zaś (pewno jakiś inżynier) poszukiwał „zdalnie sterowanej dupy”. Kolejny stanowczo twierdził, że „Adolf jest Polakiem”.</p>
<p>Idzie wiosna, statystyki tematu <a HREF="http://stuq.wordpress.com/2007/11/04/kocham-cie-jak-to-latwo-napisac/">„» Kocham Cię - jak to łatwo napisać...”</a> idą w górę. „Frazy wyszukwarek” z dnia na dzień wyłapują teksty typu „słodki i milutki opis dla chłopaka”, „on mnie kocha”, „miłosna prowokacja”…</p>
<p>Euro 2012 coraz bliżej… Projekty stadionów są, ale zrealizują je chyba jedynie graficy z EA SPORTS, tworząc specjalną edycję gry FIFA EURO 2012…</p>
<p>Coraz bardziej żałuję pewnych życiowych błędów, które popełniłem. Są na tyle paskudne, że nie da się ich cofnąć. Mówi się trudno, żyje się dalej…</p>
<p>Ludzie wchodzący do autobusów stosują coraz to nowsze techniki, aby wyprzedzić konkurencję w drodze do siedzenia. Niestety tak się składa, że ukradłem teamowi F1 Ferrari sekretne plany konstrukcyjne bolidów i wykorzystuje je na własne potrzeby wyprzedzając konkurencję w drodze na posadzenie swych 4 liter…Stójcie sobie chamy, za te 39 zł należy mi się wygodna podróż…</p>
<p>Ocieplenie klimatu ma negatywny wpływ na nauczycieli w mojej szkole. Odjebało im już tak bardzo, że boję się, co będzie dalej…<br />
Pierwszy przypadek łysego emo, albo jak wolicie emo bez grzywki – jest nim mój ksiądz katecheta…</p>
<p>Kończąc.</p>
<p>Z braku laku zacząłem kombinować z wyglądem tej strony. Jak Żyd pod górkę kombinuję ale chyba wrócę do zielonego szablonu.</p>
<p>Koniec i kropka.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Media-Markt – tak dla idiotów?]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/?p=73</link>
<pubDate>Wed, 13 Feb 2008 13:01:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/?p=73</guid>
<description><![CDATA[Kilka dni temu wysłałem maila do MM w sprawie pewnego produktu.
Zadałem pytanie składające się]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Kilka dni temu wysłałem maila do MM w sprawie pewnego produktu.<br />
Zadałem pytanie składające się z kilku podpunktów, ujętych w jednym, dwóch zdaniach.<br />
W szkole prawie torturują nas młodych obyśmy czytali pytania do końca, bo na maturze takie będą…<br />
Osoba, która odpowiedziała mi na moje pytania na polski chyba nie chodziła…</p>
<p>Mój mail:<br />
„Witam, zamierzam kupić produkt xxx. Jestem zainteresowany modelem, który podałem w tytule. Czy owy produkt jest w MM w Katowicach? Jeśli tak, to, jaka jest jego obecna cena? Jeśli nie, to czy istnieje jakaś możliwość sprowadzenia go i ile by kosztował wtedy?</p>
<p>Pozdrawiam,<br />
Xyz”</p>
<p>Odpowiedź powinna wyglądać następująco (tak mi się przynajmniej wydaje):</p>
<p>1.<br />
//Witam<br />
Produkt jest dostępny w MM w Katowicach. Jego cena wynosi 6,66//</p>
<p>2.<br />
//Witam<br />
Niestety obecnie nie ma produktu, o który pan pytał. W tej chwili nie możemy go dla pana sprowadzić//</p>
<p>3.<br />
//Witam<br />
Niestety obecnie nie ma produktu, o który pan pytał.. Możemy go dla pana sprowadzić. Będzie kosztować 6,66.</p>
<p>To są 3 warianty poprawnych odpowiedzi na moje pytanie. Zawierają wszystkie informacje, o które pytałem.<br />
Natomiast odpowiedź kobiety pracującej w MM wygląda następująco:</p>
<p>„Witam,<br />
Z przykrością muszę przekazać, iż nie mamy w chwili obecnej poszukiwanego przez Pana produktu”</p>
<p>Brak odpowiedzi na moje dalsze pytanie mam traktować jako: „NIE”. Czy po prostu pani nie potrafiła doczytać tak bardzo skomplikowanego pytania?</p>
<p>Tego się nie dowiem nigdy…</p>
<p>Hasło reklamowe „MM nie dla idiotów powinni trochę zmodyfikować i wpoić pracownikom:</p>
<p><strong>„Obsługa klienta? – nie dla idiotów…”</strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wywiad ze stuQiem…]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/?p=70</link>
<pubDate>Tue, 29 Jan 2008 15:04:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/?p=70</guid>
<description><![CDATA[Wtorkowe popołudnie, pogoda taka, że nic się nie chce, a jednak, dziennikarz Tomek namówił stuQ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wtorkowe popołudnie, pogoda taka, że nic się nie chce, a jednak, dziennikarz Tomek namówił stuQa na krótki wywiad.<!--more--></p>
<p>&#60;Dz&#62;iennikarz Tomek: Witaj stuQ, odpowiesz mi na kilka pytań?<br />
&#60;s&#62;tuQ: Hey, nie ma sprawy, pytaj…</p>
<p>Dz: Na początku zapytam cię o to jak postrzegasz współczesny świat – zachowanie ludzi, muzykę, film, itd.<br />
s: Temat rzeka, ale odpowiem krótko. Świat zwariował, dawne idee, wzory, porządki zostały już dawno zapomniane przez większość młodych ludzi. Nie inteligencja, nie hobby, nie praca, nie wykształcenie staje się priorytetem, czymś ważnym, czymś, w co warto inwestować, teraz liczy się to ile już lasek „zaliczyłeś” no i czy wypiłeś więcej kielonków na bibie niż twój kumpel. Muzyka? Słucham hip-hopu i reggae i nie narzekam. Ale w TV codziennie jestem katowany plastikowymi pseudo gwiazdkami, które śpiewają z playbacku o tym, jak to jest im smutno samym w pokoju hotelowym…W filmie nie jest lepiej – bywają produkcje ambitne, warte zobaczenia, ale są wypierane przez mega hity, gdzie fabuła sprowadza się do tego, że 2 strony konfliktu – powiedzmy kosmici i żołnierze napieprzają się w imię pokoju. Oprócz genialnych efektów specjalnych film nie wyróżnia się niczym ciekawym. Zero przekazu, zero wartości; to nie dla mnie…<br />
Czasami mam wrażenie, że urodziłem się w złych czasach. Przeniesienie się w czasie wstecz byłoby dla mnie dobre…</p>
<p>Dz: Wehikuł czasu mówisz? A jakie czasy by cię interesowały?<br />
s: //głośny śmiech// Starożytny Egipt byłby w sam raz</p>
<p>Dz: To ja z tobą się nie przenoszę…<br />
Czas na kolejne pytanie – zostańmy przy tym wehikule jeszcze na moment. Ty za 10-15 lat – jak się widzisz?<br />
s: W ogóle sobie tego nie wyobrażam, żyję tu i teraz i tylko to co jest teraz się dla mnie liczy. Nie lubię gdybać, kim byłbym, co bym robił, – ale dla ciebie zrobię wyjątek. Na pewno chciałbym podjąć jakąś pracę, najlepiej żeby była związana z czymś, co lubię robić – np. grafika komputerowa, no, ale pracy w tej dziedzinie po ukończeniu technikum nie znajdę, więc jakieś studia o tym kierunku też byłyby dobre… Po za tym własne mieszkanie, a najlepiej własny jednorodzinny domek, a nim żonka i dzieci – standard.</p>
<p>Dz: Faktycznie standard. Masz swój ideał kobiety?<br />
s: Ideałów nie było, nie ma i nie będzie. Każdy ma wady, każdy ma zalety. Na pewno powinna być inteligentna, przy czym nie powinna być encyklopedią PWN. Do tego powinna mieć poczucie humoru, ogromne poczucie humoru jednak z zachowaniem realizmu. Pesymistki nie są dla mnie…Do tego powinna mieć „to coś” co sprawi, że to właśnie z nią będę chciał być, a nie z jej koleżanką :P. Wymaganiem dodatkowym jest to, żeby kochała rowery, a przynajmniej żeby nie marudziła jak ją wezmę na jakąś wycieczkę…To chyba tyle.</p>
<p>Dz: Nie napisałeś nic o wyglądzie. Nie interesuje cię jej ciało?<br />
s: Skłamałbym jeśli powiedziałbym, że mnie nie interesuje…Brąz włosy, nie za piękna, nie za brzydka – plastikowe opakowania widzę codziennie na półkach w sklepach, nie chcę kolejnego do kolekcji w domu. No i musi o siebie dbać, – ale to chyba normalne. Bo nie chciałbym, podczas głaskania jej włosów przykleić się do nich //śmiech// Chyba przegiąłem…To oczywiście tylko taki zarys, żebyś był zadowolony i miał, co umieścić w tym wywiadzie. Życie jest pełne niespodzianek, więc pewnie ta „jedyna” będzie zupełnie inna niż ta tu opisana.</p>
<p>Dz: Czyli odpowiadasz tylko po to, aby zapisać później kartkę taaak?<br />
s: To zależy ile wynosi moje honorarium za to, że w ogóle z tobą rozmawiam //śmiech//.</p>
<p>Dz: Jeśli jesteśmy przy pieniądzach – czy są one w twoim życiu najważniejsze?<br />
s: Taaaak, szczególnie, że ich nie mam //śmiech//. Tylko głupiec odpowie, że pieniądze nie dają szczęścia. Pieniądze są cholernie ważne, dają niezależność, poczucie bezpieczeństwa, pozwalają podwyższać standard życia. Dzięki nim możemy spełniać swoje marzenia i nie tylko…</p>
<p>Dz: No to muszę cię zmartwić – Szef nie przewiduje jakiegokolwiek wynagrodzenia dla ciebie za ten wywiad. Pomoc międzyludzka jest najważniejsza. //śmiech//<br />
s: Sknera :P</p>
<p>Dz: Niestety czas mnie ogranicza, ostatnie pytanie. Kilka słów od ciebie dla czytelników…<br />
s: Przemyślcie to co napisałem na początku. Nie dajcie się omamić głupocie, która w dzisiejszych czasach sprzedaje się jak świeże bułeczki. Świećcie intelektem, a nie brokatem na twarzy, róbcie w życiu coś, co sprawi, że za te kilkadziesiąt lat będziecie mogli spojrzeć w lustro i z uśmiechem na twarzy powiedzieć, że Wasze życie było udane, że nie macie się, czego wstydzić, że Wasza nauka, poświęcenia nie poszły na marne.<br />
Trzymajcie się ciepło, cześć.</p>
<p>Dz:<br />
stuQ – dzięki za wywiad, mam nadzieję, że nie żałujesz tych kilku chwil, które mi musiałeś poświęcić.<br />
s: Nie żałuję, również dziękuję.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Trudny język...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2008/01/12/trudny-jezyk/</link>
<pubDate>Sat, 12 Jan 2008 09:18:12 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2008/01/12/trudny-jezyk/</guid>
<description><![CDATA[Ić stąd, idź ztąd, jóż, jusz, wżucać, kasze&#8230;
To tylko UŁAMEK z tego wszystkiego, co m]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Ić stąd, idź ztąd, jóż, jusz, wżucać, kasze...</strong></p>
<p>To tylko UŁAMEK z tego wszystkiego, co mogę zobaczyć czytając fora, rozmawiając z ludźmi na czatach, komunikatorach internetowych itd.<br />
Jestem Polakiem, mam 18 lat. Od pierwszej klasy szkoły podstawowej uczę się języka polskiego. Nigdy „orłem” z tego przedmiotu nie byłem. Nie uczyłem się słówek ze słowników na pamięć. Nikt mnie nie torturował abym nauczył się poprawnie pisać po polsku. Ale do cholery, przecież to, że „ŻE” pisze się tak, a nie inaczej, a „każdy” piszemy przez „zet z kropką”, a nie przez „er zet” powinien wiedzieć każdy człowiek, który ukończył szkołę podstawową...<!--more--></p>
<p><strong>Dysortografia, dysleksja, dyscośtam, dyscośtam...<br />
A może po prostu debilizm, kretynizm, imbecylizm, idiotyzm?</strong><br />
Dziwne, że chodząc do podstawówki nikt nie wywijał nauczycielce kartką z zaświadczeniem od lekarza, mówiącym o tym, że pacjent nie umie pisać poprawną polszczyzną. Jedni byli lepsi, drudzy gorsi. Normalka – jedni wolą matmę, inni polski. Ale nie usprawiedliwia to faktu, że ktoś robi takie błędy...<br />
Jak już wyżej wspomniałem mistrzem ortografii nie jestem. Bywa, że popełniam błędy, – ale błędy te powstają w słowach, których nie używam codziennie. Ale gdy już ten błąd zrobię i zdołam go wyłapać, albo ktoś mi zwróci uwagę to więcej go nie powtórzę. A teraz? Każdy cep może sobie załatwić zaświadczenie o swojej ułomności...</p>
<p><strong>Dysortografia, dysleksja, dyscośtam, dyscośtam...<br />
A może po prostu LENISTWO?</strong><br />
Ale koniec pisania o sobie. Zajmijmy się teraz tymi, którzy z premedytacją piszą źle, wiedząc o tym bardzo dobrze. Krew mnie zalewa, pisząc dosadniej „chuj mnie strzela” jak po raz „enty” jakiś kretyn wie, że „stąd’ pisze się właśnie tak, a nie tak – „ztąd”, a jednak pisze tą złą wersję; żeby było śmieszniej, nie, wróć...Żeby było żałośniej ci wszyscy, idioci argumentują się, że im jest wygodniej napisać to słowo źle. Kurwa mać, powinna być kara chłosty za takie coś...<br />
I piszą z premedytacją wszystkie te „trudne” słowa źle. Tak na złość, na przekór innym...<br />
Ale to tylko o nich świadczy...</p>
<p>Inną sprawą jest manifestowanie swojej UŁOMNOŚCI w szkole.<br />
Aż razi ta ich „wyższość” nad nauczycielem, który zwraca im uwagę, że piszą jak im się podoba...<br />
I wiedzą, że chuja im nauczyciel zrobi, bo maja tą jebaną „D” i chwalą się tym jakby było to coś pozytywnego. Tylko nie wiem, kto jest bardziej pojebany w tej sytuacji: Dorosły, nauczyciel, osoba, która powinna nauczyć ich, a także w jakimś stopniu wychować, czy ten powalony analfabeta.<br />
W ogóle, co za kretyn wymyślił te wszystkie pojęcia zaczynające się na „D”? Wiadome jest jedno,- był równie pojebany jak te wszystkie matoły, które nie umieją zapamiętać kilku słów, których używają codziennie. To może idźmy dalej i ułatwmy życie w innych dziedzinach:<br />
- Dyszopia – nieumiejętność zrobienia zakupów<br />
-Dysworksja – nieumiejętność znalezienia pracy – o!, To by się przydało. Już widzę te miliony cwaniaków, którzy wywijają świstkami w urzędzie, aby dostać jakiś zasiłek od choroby, którą mają...<br />
Można tak wymyślać bez końca.</p>
<p><strong>A może po prostu jebane LENISTWO?</strong><br />
Jeśli osobnik, niepotrafiący poprawnie napisać „trudnego słowa” potrafi włączyć komputer, to potrafi też to słowo napisać tak jak trzeba...Kwestia treningu...<br />
Tylko, po co? Skoro można sobie załatwić „D” i mieć więcej czasu na jakiś tam egzaminach w szkole itd. Właśnie! Egzaminy....Znam przynajmniej jeden przypadek osoby, która, kombinowała, aby dostać „D” i móc pisać dłużej maturę...Czy się mu udało czy nie – nie wiem....<br />
Ale sam fakt woła o pomstę do nieba...</p>
<p>Poza tym, co to za podejście do sprawy! A może by tak zamiast niszczenia papieru na jakieś zaświadczenia lepiej zorganizować matołom 2 godziny dodatkowo w szkole na naukę poprawnej polszczyzny? Zamiast iść na łatwiznę kazać im się tego nauczyć, co? Ale nie, bo, po co. Lepiej dać debilowi „D” i po sprawie. I „D”ebil do końca życia debilem zostanie, bo skoro ktoś mu zafundował prezent nie wolno go zmarnować. Nie żebym mu zazdrościł, – ale wkurwia mnie to podejście do sprawy okrutnie.</p>
<p><strong>Widać,- jaki kraj tacy ludzie...<br />
Jednym słowem paranoja!</strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dzień dobry, czy jest Tina?...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2008/01/03/dzien-dobry-czy-jest-tina/</link>
<pubDate>Thu, 03 Jan 2008 18:24:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2008/01/03/dzien-dobry-czy-jest-tina/</guid>
<description><![CDATA[&#8230;Tak albo podobnie zaczyna się NAJDURNIEJSZA REKLAMA JAKĄ KIEDYKOLWIEK WIDZIAŁEM.
Reklamy V]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>...Tak albo podobnie zaczyna się NAJDURNIEJSZA REKLAMA JAKĄ KIEDYKOLWIEK WIDZIAŁEM.<br />
Reklamy Vanisha przy tej to nic. Widziałem ją już kilkanaście razy, nie jest to nowa reklama, ale drażniła mnie tak długo, że już nie wytrzymałem i musiałem o tym napisać, aby sobie ulżyć.</p>
<p>Reklama wygląda następująco:</p>
<p>Do kiosku wchodzi babka, w pośpiechu pyta się czy jest Tina...<br />
Za ladą stoi głupiutka sprzedawczyni, która odopowiada, że jest i to jaka...<br />
No ok, niby normalne - ale dlaczego kurwa za ladą jest wielgachna półka, na której ślepy zobaczy, że jest ona wypełniona po brzegi ową gazetą...!!!!!!!!!!<br />
Czy baba, która wchodzi jest idiotką? Czy tekściarz, który pisał scenariusz do tej reklamy jest daunem? Czy nikt tego kurwa nie sprawdził?!!!!!!!!!!!!!<br />
To tak jakby wejść do lasu i spytać się kolegi czy są drzewa, albo wejść do rowerowego, zahaczając o tylne koło spytać się czy są rowery...</p>
<p>No kurwa mać :&#124;</p>
<p>A można było dodać jedno proste słowo: "NOWA".</p>
<p>Czy jest NOWA Tina?<br />
Albo:<br />
Czy jest nowy numer Tiny?</p>
<p>Czyż nie brzmi lepiej?<br />
Drażni dalej...ale mniej niż to co jest do tej pory...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Em A Gie I Ka – czyli stuQ kontra psychofani... ]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2008/01/03/em-a-gie-i-ka-%e2%80%93-czyli-stuq-kontra-psychofani/</link>
<pubDate>Thu, 03 Jan 2008 15:42:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2008/01/03/em-a-gie-i-ka-%e2%80%93-czyli-stuq-kontra-psychofani/</guid>
<description><![CDATA[Paktofonika – polski zespół hiphopowy ze Śląska (Katowice,Mikołów), powstał w 1998 r. Zosta]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Paktofonika</strong> – polski zespół hiphopowy ze Śląska (Katowice,Mikołów), powstał w 1998 r. Został rozwiązany wiosną 2003 r. Każdy fan polskiego HH to wie.</p>
<p><strong>Skład:</strong><br />
Piotr „Magik” Łuszcz (1978-2000), eksczłonek zespołu Kaliber 44.<br />
Wojtek „Fokus” Alszer (ur. 1980), eksczłonek Kwadrat Skład, obecnie Pokahontaz<br />
Sebastian „Rahim” Salbert (ur. 1978), eksczłonek zespołu 3xKlan, obecnie Pokahontaz</p>
<p><strong>Wydali 2 albumy:</strong><br />
- Kinematografia – 2000 rok<br />
- Archiwum kinematografii – 2002 rok<!--more--></p>
<p>Po wydaniu Kinematografii fani polskiego HH oszaleli. Pfka była „number one”.<br />
W osiem dni po wydaniu pierwszego albumu, 26 grudnia ze swojego mieszkania wyskoczył jeden z członków składu – Magik.</p>
<p>Boomom – płacz i zgrzytanie zębów, – co się stało? Jak to? To nie możliwe, on, on, on nie mógł. Ano mógł, skoczył i jeb – po chłopaku.<br />
Po jego śmierci skład koncertował, a po 2 latach wydali ostatni album z nagraniami Magika puszczanymi z taśmy...<br />
Dla swoich fanów przygotowali jeszcze koncert pożegnalny w katowickim Spodku.</p>
<p>Jednak koniec Paktofonika nie oznaczał końca tworzenia hip-hopu przez 2 pozostałych członków. Założyli nowy skład – Pokahontaz, w składzie tym wydali album „Receptura”. Poza tym Rahim stworzył wspólny projekt z Lucem – członkiem Kanału Audytywnego. Poza tym Rahim wydał „Dynamol”.</p>
<p>Ale nie o Paktofonice chcę tu pisać, a o psycho fanach, którzy są <strong>"Magikowymi onanistami"</strong>.<br />
Paktofonika, w czasach, kiedy wydała swoją pierwszą płytę, popularność odniosła między innymi także przez to, że polska scena hip-hopowa nie była tak rozwinięta jak dzisiaj. Więc proste było to, że będzie o nich głośno. Po śmierci Magika psycho fani stworzyli nową religię, nowy kult – wierzyli w boskość tego zwykłego człowieka z Bogucic. Do dzisiaj na hip-hopowych forach powstają tematy dotyczące Magika. Wszyscy go wychwalają, GDYBAJĄ, co by było gdyby żył, w rocznicę jego śmierci stawiają jakieś powalone „świeczki” na opisach, na forach, gdzie tylko się da. Jeśli już przy śmierci jesteśmy. W dniu Wszystkich Świętych te głupieją do tego stopnia, że za coś wspaniałego stawiają sobie pójść na cmentarz, odwiedzić jego grób i zapalić znicza – ambitne – iść zapalić znicza komuś, tylko, dlatego, że był popularny. Żeby nie było, że uogólniam – proszę przykład, którego doświadczyć mógł „mójstary” rozmawiając z jakąś koleżanką na GG:</p>
<p>- Beatka: wiec w czwartek na groby z rodzicami a potem z <strong>qmplem na grob Magica</strong><br />
- mójstary: czemu do magika akurat?:&#62;<br />
- Beatka: <strong>norma...poza tym qmpel czesto tam jest</strong><br />
- Beatka: a w wszystkich swietych <strong>fajnie isc tam jest..</strong><br />
- Beatka: co roku <strong>duzo ma zniczy</strong><br />
- mójstary: średnie rozumiem słowo "fajnie" ;/<br />
- mójstary: uhmm<br />
- Beatka: wiesz co ja chociazby pamietam o nim caly rok.. czy jak slucham pfk czy cos<br />
- mójstary: no to brawo ;/<br />
- Beatka: co ci nie pasi?<br />
- mójstary: bo głupoty gadasz<br />
- mójstary: nie znałąś człowieka, chodzisz na grób bo dużo zniczy i pamiętasz jak słuchasz jakiejś piosenki<br />
- Beatka: nie ze duzo zniczy<br />
- Beatka: moze to byc samotny grob<br />
- Beatka: moge nie znac<br />
- Beatka: ale chuj nikt nie zabrania..<br />
- Beatka: to ze go nie znam osobiscie.. nic nie zakazuje<br />
- Beatka: <strong>dziadka tez nie znalam a tez pale</strong></p>
<p>Pozwoliłem sobie trochę skrócić, wątki, które wg. mnie nie były na temat :P</p>
<p>Ale jest to świetny przykład, psycholali, która dziadka stawia na równi z kolesiem, który tworzył rap...W ogóle cóż za podejście – jak już jest taką fanką to mogłaby, chociaż z szacunku do niego napisać poprawnie jego ksywę...</p>
<p>Pozostawmy tą kwestę, przejdźmy do kolejnej.<br />
Analizowanie jego tekstów dzień po dniu, tydzień po tygodniu i tak przez kilka lat...Sam zaczynałem od Paktofonika, ale bez przesady...Rozkminiać to można Fisza, Ostrego, Kanał Audytywny – gdzie trzeba się wysilić, aby wyłapać wszystkie podteksty i smaczki, – ale nie Paktofonikę. Która w większości kawałków leci zwykłymi, prostymi rymami... np: wcale, korale; dowód, powód; aktach, faktach...</p>
<p>Jakby tego było mało ci kretyni do tego stopnia wkręcili się w „Magikoznastwo”, że znaleźli ukryte przekazy, które padły z jego ust, po puszczeniu jego zwrotek od tyłu...<br />
Śmiechu warte...<br />
Chcecie ukyty przekaz puszczony od tyłu? To macie, specjalnie dla was, stuQ wam przygotował – przeanalizujcie to sobie „ziooooomy”:</p>
<p><strong>.ICÓRW EIN SAW OD I EJYŻO EIN GÓB ZSAW ,INABEJOP EICŚETSEJ </strong><br />
albo:<br />
<strong>EICŚETSEJ INABEJOP, ZSAW GÓB EIN EJYŻO I OD SAW EIN ICÓRW.   </strong></p>
<p>Tak samo męczy mnie gdybanie, co, by było gdyby Paktofonika dalej tworzyła. Ano prosta odpowiedź: ze względu na swą popularność jakoś by się trzymała...</p>
<p><strong>Kończąc:</strong><br />
Bawcie się dalej w szukanie jakiś ukrytych słów, módlcie się dalej do niego, podpisujcie się na forach jako "Magic", palcie świeczki. A jak naprawdę jesteście jego fanami: to weźcie rozpęd i wyskoczcie z okna prosto na chodnik – najlepiej z dziewiątego piętra w bloku....<br />
Wtedy wasz Bóg, będzie z was dumny...i może o Was też będzie głośno. Najlepiej zróbcie to zbiorowo – wtedy na pewno zostaniecie zapamiętani...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Od zera do milionera, – czyli wyślij SMSa i zgarnij fortunę...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2007/12/11/od-zera-do-milionera-%e2%80%93-czyli-wyslij-smsa-i-zostan-milionerem/</link>
<pubDate>Tue, 11 Dec 2007 17:44:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2007/12/11/od-zera-do-milionera-%e2%80%93-czyli-wyslij-smsa-i-zostan-milionerem/</guid>
<description><![CDATA[Od kilkunastu miesięcy w telewizji modne stały się programy, w których rażąco plastikowe lale ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font COLOR="#000000">Od kilkunastu miesięcy w telewizji modne stały się programy, w których rażąco plastikowe lale i spedaleni do reszty faceci prowadzą durne kilkunastominutowe programy, w których zwykły szary człowiek posiadający telefon stacjonarny bądź też telefon komórkowy może wygrać pieniądze...</font><!--more--></p>
<p><font COLOR="#000000">Zasada tych programów jest dziecinnie prosta, opiera się na totalnie durnych „łamigłówkach” – o ile tak można nazwać takie rzeczy. Dla przykładu – z 6 przypadkowo ułożonych liter ułóż prawidłowy wyraz albo, co gorsza, wymyśl hasło zaczynające się od literki K...</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Koszt smsa bądź też wykręcenia numeru kosztuje około 4 złotych. Prowadzący program, co jakiś czas podwyższają wartość wygranej z kilkuset złotych na kilka tysięcy. Oczywiście te kilka tysięcy wygrywa tylko i wyłącznie jedna osoba, którą albo wylosuje „komputer” albo, która wysłała już do nich tyle smsów, że ulitują się nad nią i dadzą jej te pieniądze.</font></p>
<p><font COLOR="#000000">O ile rozumiem władze stacji telewizyjnych – zrobić program, wzbogacić się. Kto komu broni? Biznes jest biznes. To już durnych zwykłych ludzi zrozumieć nie mogę. Wiedzą, że te programy to tylko i wyłącznie ściema, która ma przynieść mega zyski telewizji. No, bo nie oszukujmy się, czym jest wydanie powiedzmy 2000 tysięcy złotych dla jednej osoby, skoro kilkanaście jak nie kilkaset tysięcy osób swoim durnym smsem sprawi, że ta nagroda jest jak kieszonkowe dziecka w porównaniu do tego, co zgarnie stacja.</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Ale ludzie tego nie zauważają, dzwonią, próbują i nic z tego nie mają...</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> Ktoś, kto wymyślił tego typu biznes był geniuszem...</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> W tak łatwy sposób nabić sobie kieszenie i to głupotą samych ludzi....</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> Nic dodać nic ująć.</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Ale zostawmy na chwilę prezenterów i stacje telewizyjne. Skupmy się na tych pozbawionych inteligencji ludziach, którzy omamieni słowami wypływającymi z ekranu telewizora jak w transie chwytają swoje telefony i dzwonią z nadzieją, że wygrają te 1000zł.</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> Myślą, że wydadzą te zasrane 3,66zł i będą mieć tysiączek. Jednak wielkie ich ogarnia zdziwienie, kiedy to, po wysłaniu smsa dostają wiadomość, że byli już, blisko ale niestety tym razem się nie udało. Ale oni nie poddają się, wręcz przeciwnie, dzwonią, smsują do upadłego. No, ale niestety, pech chciał, że nie wygrali...</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> Jak nie dzisiaj to jutro – z tą myślą czekają do następnego dnia i znowu to robią, znowu nieskutecznie.</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Koleją głupotą ze strony tych ludzi jest fakt, że niektórzy są do tego stopnia głupi, że jak już im się uda połączyć to nie wiedzą w ogóle, o co chodzi i albo palną jakąś głupotę albo nie dadzą poprawnej odpowiedzi – chodzi mi o przypadki, kiedy to prowadzący tak mocno podpowiada, że niewidomy i głuchy wiedziałby, o co chodzi...</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Kończąc mam tylko nadzieje, że wkońcu ludzie zobaczą, że ktoś robi ich ostro w balona ;)</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> I po prostu przestaną łudzić się, że wygrają, a zajmą się w tym czasie uczciwą pracą, dzięki której dostaną swoje upragnione pieniądze.</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> Gimnastykować palce możecie również skręcając długopisy ;) A nie wysyłając jak powaleni smsy, widząc, że i tak nie wygracie...</font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wolność słowa...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2007/11/30/wolnosc-slowa/</link>
<pubDate>Fri, 30 Nov 2007 19:17:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2007/11/30/wolnosc-slowa/</guid>
<description><![CDATA[„Wolność słowa – prawo do publicznego wyrażania własnego zdania oraz poglądów, a także j]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font COLOR="#000000">„Wolność słowa – prawo do publicznego wyrażania własnego zdania oraz poglądów, a także jego poszanowania przez innych. Współcześnie jest uznawana jako standard norm cywilizacyjnych, chociaż często nakładane są na nią pewne ograniczenia, np. w sprawach publicznego obrażania innych osób oraz tzw. kłamstwa oświęcimskiego. W Polsce została po raz pierwszy wprowadzona przez Kazimierza Wielkiego w 1347 roku na mocy tzw. Statutów Wiślickich.<br />
Brak wolności słowa charakteryzuje systemy totalitarne i autorytarne.”<!--more--></p>
<p>Tak piszą encyklopedie.<br />
A jak jest naprawdę? Każdy z nas słysząc pojęcie „wolność słowa” od razu powie, że jest to pozwolenie na wypowiadanie swoich opinii na wszelakie tematy. Ci inteligentniejsi powiedzą, że wolność słowa jest podstawą demokracji, a ingerencja w ową wolność to powrót do poprzednich epok, gdzie cenzura blokowała, co tylko się da, a za swoje zdanie często płaciło się własnym zdrowiem, a nawet życiem...</p>
<p>Jednak życie zweryfikowało wolność słowa – nakładając różne kary na tych, którzy nadużyli wolności słowa.... Jednym z przykładów jest ściganie bezdomnego, który wypowiedział kilka słów prawdy w stronę prezydenta...</p>
<p>Nasuwa się wniosek. Wolność słowa nie istnieje, jest pojęciem wymyślonym. Idąc tym tokiem myślenia można powiedzieć, że nikt z nas nie jest wolnym tylko mniej lub bardziej zniewolonym przez „system”.</p>
<p><strong>Wolność słowa, a szczerość.</strong></p>
<p>Połączmy wolność słowa ze szczerością. A teraz zestawmy te 2 rzeczy w kontekście 2 przyjaciół – w obojętnym zestawieniu – przyjaciel z przyjaciółką, przyjaciółka z przyjaciółką, przyjaciel z przyjacielem...<br />
Powiedzmy, że osoba „A” korzystając z swojej wolności słowa w połączeniu ze szczerością komentuje jakieś zjawisko, którego nie akceptuje u swojego przyjaciela. I co wtedy? Mówi się, że prawdziwej przyjaźni nic nie zwalczy. Ale czy na pewno? Owa opinia osoby „A” sprawi, że osoba „B” będzie się dąsać przez kilka dni. Bo prawda ją zaboli. Tak, więc, po co nam wolność słowa? Po co być szczerym, jeśli potem musimy cierpieć przez konsekwencje owej szczerości i wolności?</p>
<p><strong>Wolność słowa w szkole, pracy.</strong></p>
<p>Pracownikowi nie podoba się to, co dyrektor/kierownik wyprawia ze swoimi podwładnymi. Jeśli pracownik jest odważniejszy nie boi się powiedzieć szefowi, co o nim myśli. Korzysta ze swojej wolności słowa. I co z tego ma? Za kilka godzin na swoim biurku widzi wypowiedzenie umowy...<br />
Po raz kolejny wolność słowa poszła w las...<br />
Okazała się czymś, czego nie powinno być.</p>
<p>A teraz czas na wolność słowa w szkole. Nie ukrywam, że szkoła, a raczej wydarzenie, które ostatnio mnie i kolegów dotknęło spowodowało, że ową notkę piszę...</p>
<p>Nie będę tu tego opisywać. Bo nie chcę się pogrążać :P A nóż, widelec nauczyciel, który miał problem czyta to teraz :P... Ha – niby mamy wolność słowa ale boję się opisywać dokładnie o co chodziło – niby mam do tego prawo, ale jednak.... Pozdrowienia dla pana z programowania ;)</p>
<p>O właśnie. Napisałem „pana z programowania”. Przecież mogłem napisać prosto z mostu Jego nazwisko. Ale jest coś takiego jak prawo do nie ujawniania danych osobowych osób, które tego sobie nie życzą. Niby logiczne, bo dlaczego ktoś ma wypisywać me nazwisko na murach, – ale z drugiej strony, jeśli jesteśmy wolni to, dlaczego nie możemy tego robić?</p>
<p>No, ale napiszmy ogólnie.<br />
Uczniom nie podoba się pewna sytuacja w szkole. Cały czas o niej mówią. Nagle jeden z nauczycieli budzi się i wyciąga konsekwencje związane z owymi wypowiedziami...<br />
Tylko, na jakiej podstawie to robi? Jeśli statuty szkół mówią jasno, że uczeń ma prawo do wygłaszania swoich opinii na temat szkoły i nie tylko?<br />
I znowu okazuje się, że lepiej siedzieć z „mordą na kłódkę” niż wychylić się przed szereg i coś powiedzieć.<br />
Niby można, – bo prawo mi na to pozwala. Ale, po co jeśli prawo mówi swoje, a ludzie, którzy mają większą władzę niż ja robią swoje? Można iść w zaparte, w ekstremalnych przypadkach można iść do sądu....<br />
Ale czy wypowiedzenie jednego zdania warte jest kilkumiesięcznego stresowania się i wpędzania się w dalsze problemy? Chyba nie...</p>
<p>Podsumowując to wszystko można stwierdzić, że w im wyższej warstwie społecznej znajdujemy się mamy większe prawa i przywileje. Bo przecież taki bezdomny, który powie kilka słów prawdy do prezydenta jest ścigany. Ale czy prezydent byłby ścigany, jeśli obraziłby bezdomnego? Raczej nie...<br />
Wychodzi na to, że czasy, w których szlachta miała prawa i przywileje, a mieszczenie nie mogli niczego powracają – o ile w ogóle kiedyś te podziały były zniesione. Teoretycznie były. Ale czy praktycznie? Chyba nie.</p>
<p></font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[I poszedł Tomek do szkoły...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2007/11/23/i-poszedl-tomek-do-szkoly/</link>
<pubDate>Fri, 23 Nov 2007 15:01:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2007/11/23/i-poszedl-tomek-do-szkoly/</guid>
<description><![CDATA[I urodził się Tomek i przez 5 lat swojego życia nie wiedział, co go czeka jak pójdzie do szkoł]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font COLOR="#000000">I urodził się Tomek i przez 5 lat swojego życia nie wiedział, co go czeka jak pójdzie do szkoły...  </p>
<p>W wieku 6 lat musiał iść do przedszkola. I to chyba był najprzyjemniejszy moment w edukacji młodego człowieka. Po roku zabawy przyszedł czas na wielkie wydarzenie – przejście z przedszkola do szkoły. W perspektywie czasu Tomek stwierdził, że podstawówka była jedyną szkołą, które go czegoś przydatnego nauczyła. No, bo nauczył się pisać i czytać, nauczył się liczyć, po raz pierwszy miał do czynienia z lekcjami przyrody, historii, informatyki itd. Rok za rokiem świadectwo z paskiem, w czerwcu nagroda za to świadectwo.  <!--more--></p>
<p>I nadszedł czas pożegnania się z podstawówką, po sześcioletnim okresie czasu, który upływał w większości przypadków przyjemnie przyszedł czas na coś nowego. Ministerstwo Edukacji Narodowej wpadło na niedojebany pomysł zmiany w systemie szkolnictwa – wprowadzili gimnazjum.. No i nadszedł pierwszy dzień w nowej szkole. Nowe mury, nowe twarze, nowe znajomości, nowe problemy, nowe doświadczenia.   Można powiedzieć, że jest super. Nowsze znaczy lepsze – tak mówią. W tym przypadku było zupełnie inaczej. Totalna katastrofa. Po trzyletniej obecności w gimnazjum Tomek nauczył się wielu nowych rzeczy. Jakich? Nie, nie, nie, niczego z lekcji nie wyniósł, wręcz przeciwnie – każda lekcja sprawiała, że z coraz większym zniesmaczeniem podchodził do sprawy nauki. Świadectwo z paskiem już się nie pojawiło, nagród nie było. Ale jest coś, co młody człowiek z gimnazjum wyniósł: Chamstwo, przekleństwa, besztanie innych, walka o swoje racje, nieustępliwość to tylko niektóre rzeczy, które gimnazjum nauczyło Tomka. Można powiedzieć, że nauka zeszła na drugi plan. Zamiast fizyki, chemii i geografii on uczył się jak nie dać się innym, jak ściągnąć na sprawdzianie, jaką obelgą zarzucić w odpowiednim czasie...  </p>
<p>Koniec 3 klasy gimnazjum. Pierwszy poważny egzamin w życiu Tomka. Na luzie podszedł do niego, napisał jak napisał – nie najlepiej, nie najgorzej. Nadszedł czas wyboru dalszego kierunku edukacji. Padło na informatykę. Na tamten czas chłopak nie widział niczego lepszego. „No przecież nie pójdę do liceum ogólnokształcącego” – mówił.  Jak postanowił tak zrobił, wraz z paroma kolegami z gimnazjum dostał się do „wymarzonej” na tamte dni szkoły.  </p>
<p>Pierwszy rok w owej szkole był czymś w rodzaju zapoznania się ze wszystkim. Nowi koledzy, nowi nauczyciele, nowa szkoła...Powtórka z rozrywki... Pierwszy rok śmignął, nadeszła 2 klasa. Tomek wraz z kolegami myślał, że będzie informatykiem, że szkoła przygotuje go należycie do egzaminu maturalnego, egzaminu zawodowego. </p>
<p>Niestety jak się okazało ulubionym hasłem osób uczących w tej szkole było po prostu „<strong>jak się nie podoba to papiery i won!</strong>”. „<strong>Masz problem? To do dyrektora po papiery i won!</strong>”. Myślał, że będzie fajnie – no, bo przecież szkoła reklamowała się bardzo fajnie: </p>
<p>- miła atmosfera<br />
- przyjaźni ludzie,<br />
- wyrozumiali nauczyciele<br />
- nowe przygody </p>
<p>Szłoby wymieniać bez końca. No, ale fajnie nie było. Wraz z kumplami myślał, że będzie się czegoś uczyć, myślał, że odrobina jego wysiłku, nauka i uważanie na lekcji sprawią, że stanie się specem od komputerów... No to się biedaczek zdziwił. Można powiedzieć, że na przedmiotach zawodowych nie nauczył się niczego nowego – <strong>no może poza wiedzą z programowania i zagadnieniami związanymi z arkuszem kalkulacyjnym i bazami danych...</strong>To dla Tomka była nowość, z którą do tamtych chwil nie miał do czynienia.  </p>
<p>I siedzi wraz z 25 osobami, które od pierwszej klasy nie dały się i z jako takimi ocenami przechodzili do następnych klas. Dodać trzeba, że początkowo było ich 34... Dni mijają mu szybko, dzień w dzień to samo, zaryzykowałby stwierdzenie, że nawet gorzej... </p>
<p>Już nie łudzi się, że po tej szkole będzie informatykiem, już nie cieszy się, że jego specjalizacją są aplikacje internetowe, (bo tak się składa, że szkoła zrobiła psikus i nie zatrudniła kompetentnego człowieka i uczy ich debil, który przez tydzień w domu męczy jakieś gówno w javie, ciągnąc to z tutoriali i później na lekcji każe przepisywać kod do zeszytu – i tak od września...). Wraz z kumplami z klasy Tomek bluzga na siebie, szkołę i cały świat. </p>
<p>Chciał być informatykiem – jak zda egzamin zawodowy to będzie (statystyki mówią, że zdają nieliczni...). Chcieli, mieli ambicje, mierzyli wyżej niż wzrok sięga, no, ale <strong>szkoła szybko zweryfikowała ich pragnienia oblewając ich wiadrem strasznie zimnej wody</strong>. </p>
<p>I nachodzą Tomka myśli, że mógł iść do liceum, że mógł mieć szkołę bliżej siebie, na lepszym poziomie, że mógł chodzić do niej z myślą, że nauczy się czegoś. No, ale za późno na takie myśli, Tomek musi przeczekać do 4 klasy, musi zdać maturę i poważnie zastanowić się nad dalszym kierunkiem edukacji...  </p>
<p>Ktoś mądry kiedyś powiedział „<strong>jak się sam nie nauczysz to nikt cię tego nie nauczy...</strong>”.<br />
I tego trzeba się trzymać.<br />
Tylko, na jaką cholerę muszę chodzić do tej zasranej szkoły, <strong>na cholerę muszę się uczyć popieprzonych definicji</strong>?<br />
Tylko po to, aby zdać do następnej klasy, tylko po to, bo jakiś chory, pojebany człowiek z przykrym dzieciństwem został ministrem edukacji i teraz się wyżywa? Cały system polskiej edukacji jest chory – <strong>chodzimy do szkoły nie po to, aby czegoś się nauczyć, chodzimy tylko po to, aby zaliczyć kolejny sprawdzian</strong>, aby wszystko było zgodnie z założeniami tych „u góry”  </p>
<p>No to przecież mogę to olać, mam 18 lat, w świetle prawa nie mam obowiązku kończenia szkoły – no, ale co z tego? Wtedy będzie jeszcze gorzej, bo pracy nie znajdę – przecież nie mam średniego wykształcenia jeszcze (jak nie mam średniego to wyższego mieć też nie będę) – i kółko się zamyka – <strong>uczymy się dla papierków, podpisów, dyplomów, a nie dla siebie</strong> – taka prawda, ale nikt z tych rządzących tego nie dostrzega...  <strong>W życiu liczą się umiejętności praktyczne, a nie zasrane definicje</strong>. Nikt nikogo w pracy nie spyta o układ ikonek w programie, tylko będzie wymagał tego, aby wiedzieć, po co one tam są i do czego służą...   </p>
<p>Niestety szkoła twierdzi inaczej...</font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Trendi bejbi ;)]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2007/11/16/trendi-bejbi/</link>
<pubDate>Fri, 16 Nov 2007 15:58:26 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2007/11/16/trendi-bejbi/</guid>
<description><![CDATA[„Witam państwa w ometkowanym świecie
Ona czuje się w nim jak WC-Picker w toalecie,
Bo ona ma st]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>„Witam państwa w ometkowanym świecie<br />
Ona czuje się w nim jak WC-Picker w toalecie,<br />
Bo ona ma style jak TVN<br />
W jednym palcu każdy trend,<br />
Co otwiera drzwi na salony typom typu młody wilk.<br />
Chwyta metki, ogląda czy w kółku ma 'R'<br />
Nieważne czy wygodne czy ciśnie jak cierń,<br />
Ważne czy sprzedaje się jak prostytutka<br />
Czy jest to bestseller?<br />
Logotypy zbiera jak znaczki w klaserze,<br />
Logotypy ciągną jak magnes,<br />
Bo to ważne, żeby mieć logo...”</strong><!--more--></p>
<p>Witam, wstęp wyjaśnił wszystko, tematem dzisiejszego kazania będzie MODA i wszystko, co z nią związane.</p>
<p>Zaczniemy od gazet i czasopism, które powodują, że młodym damom (panom coraz częściej też) w mózgach robią się dziury...</p>
<p><strong>Avanti, Joy</strong> i inne tego typu śmiecie powodują, że większość obecnych nastolatek nie potrafi ubrać się normalnie. Wystarczy, że w jednym z owych czasopism zobaczą temat „modne lato” i już wszystkie z portfelem wypełnionym kasą od rodziców lecą do swoich modnych sklepików i butików w poszukiwaniu modnych ciuszków...</p>
<p>Żadna z tych osób nie ma własnego stylu ubierania się, nie ma własnego zdania na to, co lubi mieć na sobie – zdanie to podsuwa im kilkudziesięciu stronicowy kolorowy szmatławiec. To on dyktuje im to, w co mają się ubierać, co mają nosić, czym mają się malować itd...</p>
<p>Wyobraźmy sobie, że w jednej z tych gazet napisali „dzisiejszej jesieni modna jest sukienka w gówna” – po kilku dniach - szkoły, licea, technika będą pełne od PUSTAKÓW ubranych w te jakże modne sukienki...Gdy spytasz się takiej dziewczyny, dlaczego musi mieć akurat tą sukienkę, skoro takie same lub podobne ma reszta dziewczyn w szkole ona ci odpowie, – bo mi się to podoba. Ale czy na pewno? Nie wierzę w zbiegi okoliczności, nie wierzę, więc, że 99% dziewczyn w szkole ma podobny gust. Każda z nich powie, że ma tą sukienkę, bo się jej podoba, – ale taka odpowiedź to zwykła ucieczka, ucieczka od powiedzenia prawdy, a jaka jest prawda? Prawda jest taka, że sukienkę tą masz dziewczynko tylko, dlatego, że w gazecie napisali, że jest ona modna.</p>
<p>Ja się pytam: czy naprawdę te wszystkie młode oszołomy nie potrafią iść do sklepu i kupić tego, co im się podoba, a nie tego, co podsuwa jakaś dziana pani redaktor, która nigdy w życiu takiego gówna na siebie nie ubierze, bo wie, że jest po prostu brzydkie i „oklepane”?</p>
<p>Myślicie, że bredzę? No to popatrzcie, dookoła – dlaczego mijacie setki młodych ludzi, którzy wyglądają tak samo? Dlaczego każda z tych osób ma kurtkę taką samą lub podobną do osoby idącej obok niej? Dlaczego widzieliście tą kurtkę w reklamie jakiejś gazety, która była puszczana w TV?</p>
<p>Osobiście preferuję luźne ubrania. Najczęściej na sobie mam jeansy, jakiś t-shirt i bluzę z kapturem, skate buty, gdy trzeba założę koszulę z kołnierzykiem, garnitur...</p>
<p>Zauważyłem, że mój styl ubierania zmienił się radykalnie wtedy, kiedy zacząłem interesować się hip-hopem. Nie potrzebowałem jakiejś głupiej gazety, nie potrzebowałem nikogo, kto by mi powiedział, co mam na sobie mieć ubrane...Ubieram się tak, bo w tym jest mi najwygodniej, w takich ciuchach czuje się najlepiej...I nigdy żadna gazeta nie przekona mnie do czegoś tylko, dlatego, że to jest modne...</p>
<p><strong>„Logotypy zbiera jak znaczki w klaserze,<br />
Logotypy ciągną jak magnes,<br />
Bo to ważne, żeby mieć logo<br />
Stać dumnie wyprostowany,<br />
A nie garbić się jak Quasi Modo.<br />
Oto nowy model, co jak partytura rodzi się w bólach<br />
Dbać o niego, pieścić, karmić jak Tamagotchi<br />
Węszy, szuka tego, co trendy,<br />
A nie tego, co przeminęło jak Jarocin.<br />
I kiedy on sznuruje swe buty, ona zerka na metkę,<br />
Prześwietla ją jak roentgen,<br />
Bo najgorsze zło na świecie to tanie imitacje,<br />
Kreacje bez logo,”</strong></p>
<p>Kolejna sprawa:</p>
<p>- jeeee, masz nową bluzę, a z CZEGO??<br />
- z bawełny :/</p>
<p>Krew mnie zalewa, gdy przychodzę np. do szkoły w jakiejś nowej bluzie i pierwsze, co słyszę to nie „elo Tomek” tylko – ej gdzie kupiłeś bluzę, za ile?</p>
<p>Litości – czy to ważne czy na 2/3 powierzchni bluzy mam wielką łyżwę albo 3 paski? Nienawidzę ubrań od takich firm jak Nike, Adidas – po prostu są brzydkie, w ogóle nie w moim stylu, z cenami, które dochodzą do kosmicznie śmiesznych za to, co sobą oferują...</p>
<p>Za porównywalne pieniądze wolę iść do skate shopu i kupić sobie bluzę, która;</p>
<p>1. Podoba mi się<br />
2. Jest w moim stylu<br />
3. Jest lepsza gatunkowo niż to, co oferuje np. Adidas...<br />
To samo tyczy się t-shirtów, spodni, butów...</p>
<p>A, że nie mam tych 3 pasków, no cóż, naprawdę nie cierpię takich emblematów na swoim ubraniu mieć...</p>
<p><strong>„Ona ma złote te serce,<br />
Które ma logo na metce,<br />
Imitacji ona nie zeche,<br />
Ona ma złote te serce.<br />
Trzyma je w portmone netce,<br />
Imitacji ona nie zechce,<br />
Ona ma złote te serce,<br />
Które ma logo na metce.<br />
Imitacji ona nie zechce”</strong></p>
<p>Wiele razy argumenty, które padały za tym, aby mundurki weszły do szkół mówiły o tym, że wkońcu wszyscy będą równi...<br />
Sprawę mundurków mam gdzieś. Raz, że mnie to nie dotyczy, dwa, że nawet, jeśli miałbym je nosić to bym nosił. Nie przez to, że czuję się gorszy, bo nie mam łyżwy na bluzie tylko, dlatego, że wkońcu większość głupich pustych osób skończyłoby popisywać się tym, co na sobie ma. Taki mały sadyzm z mojej strony – nie ma firmowych ubrań, nie ma tematów do rozmów :D ...</p>
<p>To tyle z mojej strony, a tu kilka słów od Łukasza – pisał notkę na podobny temat, ale nie skończył, był tak dobry, że dał mi ją i pozwolił z niej skorzystać, lecz nie wycinałem nic z jego słów, wkleję je w całości, bo też mądrze prawi...:</p>
<p><strong>„Jak być fajnym?</strong></p>
<p>Wygląd:<br />
-Musisz nosić fryzury, które są modne w tym sezonie (pseudo irokezy, opadające na oczy grzywki, włosy postawione na żel), musisz wystrzegać się czapek i rzeczy, które mogą zaburzyć doskonały wygląd twojej fryzury.<br />
-Obowiązkiem są różowe ubrania z New Yorker'a: obcisłe polówki, longsleev'y, swetry w romby.<br />
-Buty najlepiej białe, zapinane na rzepy. 3 paski albo łyżwa z boku.<br />
-Torba zarzucana na ramie.<br />
-Skóra musi być bez względu na porę roku opalona. Nie zależnie czy na dworze jest -40 musisz być brązowy, jeśli opalenizna już nie pomaga musisz zacząć korzystać z pudru i samoopalacza.<br />
-Kolczyki: brew, nos, język, warga. Nie zastanawiaj się nad tym, że na lotnisku nie przepuszczą Cię przez bramkę.<br />
-Owłosienie: musisz golić klatkę piersiową, nogi oraz obowiązkowo co 2 dni skubać sobie brwi.<br />
-Biżuteria: srebrne, grubości palca bransolety i łańcuchy.<br />
-Spodnie muszą być podwinięte do kolan, wytarte i postrzępione, najlepiej na całej długości, tak żeby przez dziury było widać opalone i wydepilowane łydki. Spięte paskiem z ogromną klamrą.<br />
-Na łydce lub łopatce musisz mieć tatuaż- tribal.”</p>
<p><strong>Podsumowując:</strong></p>
<p>Nie chodzi nam o to, aby każdy miał na sobie coś, co go wyróżnia z tłumu, nie o to chodzi. Chodzi o to, aby każdy miał własny gust, własny rozum, a nie sugerował się tym, co sprytnie podsuwają gazety dla idiotów, telewizja itd.</p>
<p>Bo każda „Joyowa” moda mija, następuje inna, nowsza, jeszcze bardziej absurdalna. Chodzi o to, aby tej głupiej modzie się nie poddać, a wręcz przeciwnie, przeciwstawić...Bo jeśli ktoś ich oleje, to im się znudzi, bo nie będą mieli zysków – a co im po wymyślaniu czegoś głupiego skoro się nie sprzedaje? Oni nie działają charytatywnie, oni czerpią z tego ogromne zyski, a wy głupiutkie dziewczynki i chłopcy dajecie im zarobić – często za swoje ostatnie pieniądze kupujecie coś, co za 2 miesiące porzucacie, bo to już nie jest modne...</p>
<p><strong>PS:</strong><br />
Notka ta skupiła się w głównej mierze na ubraniach, nie chciało mi się już opisywać mody na głupie powiedzenia, mody na jakieś z dupy wzięte subkultury, – pozdrowienia środkowym palcem dla wszystkich Emo. I tak pewnie emo tego nie czyta, bo siedzi w kącie i płacze wtulone w poduszkę naszpikowaną żyletkami...: (</p>
<p><strong>PS 2:</strong></p>
<p>Cytaty skopiowane z:<br />
<strong>Fisz - Imitacje</strong></p>
<p>Amen.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[W autobusie...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2007/11/15/w-autobusie/</link>
<pubDate>Thu, 15 Nov 2007 19:37:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2007/11/15/w-autobusie/</guid>
<description><![CDATA[W dzieciństwie autobusami jeździłem sporadycznie&#8230;
Jednak nastał czas, kiedy to autobus jes]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font COLOR="#000000">W dzieciństwie autobusami jeździłem sporadycznie...<br />
Jednak nastał czas, kiedy to autobus jest moim głównym środkiem transportu:Dom-szkoła, szkoła-dom, dom-centrum, centrum-dom itd.Przez ponad 24 miesiące wraz z kumplami zaobserwowałem mnóstwo sytuacji, które notorycznie się w autobusach zdarzają...Postaram się je po kolei opisać.<!--more--></p>
<p><strong>1. Babcie autobusowe:</strong></p>
<p>Nie zamierzam kopiować tego co już sotało napisane w necie.<br />
Dla tych leniwych jedynie wypiszę rodzaje babć autobusowych:</p>
<p>1.	Akrobatki<br />
2.	Ankieterki<br />
3.	Biduleczki<br />
4.	Borostwory<br />
5.	Chemiczne<br />
6.	Królewska<br />
7.	"Last Minute"<br />
8.	Lodołamacze<br />
9.	Lokomotywy<br />
10.	Łowcy krzeseł<br />
11.	Poszukiwaczki<br />
12.	"Predator"<br />
13.	Prowokatorski<br />
14.	Rewolucjonistki<br />
15.	Przyjacielskie<br />
16.	Różańcowe<br />
17.	"Siatomioty"<br />
18.	Szturchające<br />
19.	Taterniczk<br />
20.	Towarzyskie<br />
21.	Widma<br />
22.	Wilki<br />
23.	Wymuszające</p>
<p>Wpiszcie sobie w „guglach” – „babcie autobusowe” – znajdziecie ich pełną charakterystykę.</p>
<p>W swojej przygodzie z autobusami poznałem wszystkie z wyżej wymienionych babć.<br />
Wiele z tych określeń pasuje także do mnie :P A chyba te najbardziej odpowiednie to: łowca siedzenia.</p>
<p><strong>2. Czy ten autobus jedzie na (i tu nazwa miejsca)...</strong></p>
<p>Nienawidzę tego, a zdarza się to bardzo często. Czy te babcie nie potrafią zapamiętać tych kilku godzin, o których autobus przyjeżdża, czy nie potrafią zapamiętać, że bus A jedzie w miejsce A, a bus B jedzie w miejsce B? Jeszcze rozumiem, gdy owa babcia pierwszy raz w życiu musi gdzieś jechać i nie ma dobrego wnuczka, który by jej powiedział, o której ma autobus, jaki ma numer i gdzie jedzie, ale tych leniwych starych bab, które gdy tylko widzą autobus instynktownie wchodzą, a potem pytają wszystkich gdzie on jedzie znieść nie potrafię.</p>
<p>a) Istnieje jeszcze podgrupa. I to nie tylko babć dotyczy. Mianowicie – jak gdyby nigdy nic dany osobnik wejdzie do busu, siądzie sobie wygodnie i po kilku, a czasem nawet kilkunastu minutach zada pytanie „czy ten autobus jedzie do centrum? Czy jesteśmy w miejscowości A”? No szlag mnie trafia – jak po powiedzmy 20 min. można się pytać czy wsiadło się w dobry autobus?</p>
<p><strong>3. Kobiety z dziećmi, a raczej rozpieszczonymi do granic możliwości okropnymi bachorami.</strong></p>
<p>Wchodzi taka jedna do autobusu i wykorzystując sytuację, że ma przy sobie dwie przeraźliwie głośne istoty wymusza na osobach siedzących, aby wstały...Gdyby te dzieci jeszcze były grzeczne, to OK, niech sobie siedzą, ale dlaczego ktoś musi schodzić tylko, dlatego, że okropny smarkacz ma foch?</p>
<p>Inna sprawa:<br />
Owe bachory, gdy już siedzą, zamiast cieszyć się, że ktoś im zszedł wydzierają się jeszcze gorzej, dodatkowo wiercą się dookoła i brudzą wszystko w koło...</p>
<p><strong>4. Mi jest ciepło, mi jest zimno, – czyli walka o okno...</strong></p>
<p>Mamy jesień, wszędzie zimno, – więc problemu nie ma – okna w busach są pozamykane. Ale gdy tylko nadejdzie wiosna i lato zacznie się problem. Większość normalnych osób, gdy czuje, że jest im gorąco robi wszystko, aby się schłodzić. W busie zimny prysznic odpada, pozostaje otwarcie okien, przeważnie tak ludzie robią. ALE, mamy tak popieprzone społeczeństwo, że czasami te okna zamykają, bo jest im ZIMNO, albo fryzura im się niszczy – to tyczy się „wypieszczonych” pań w wieku ok. 55 lat, które na swojej głowie mają coś w rodzaju żywopłotu...Nasuwa się tylko pytanie:, po co ta głupia baba siada obok okna? Jeśli wie, że będzie wiać?</p>
<p><strong>5. Tłok/pustka...</strong></p>
<p>Często bywa, że w busie nie ma wolnych miejsc siedzących, a i stać nawet nie ma gdzie. Normalna osoba (np. ja :D) próbuje przedostać się do miejsca, w którym jednak jest trochę tego miejsca. Co robią ludzie? Idą tam, gdzie stać już się nie da – jakiś instynkt stadny czy coś? Nie wiem, ale głupota, aż promieniuje.</p>
<p>W busie pusto, siedzę na siedzeniu, w busie pozostaje jeszcze kilkanaście wolnych miejsc, – co robią ludzie? Pchają się jak najbliżej mnie – po raz kolejny włącza się instynkt stadny...</p>
<p><strong>6. Opowieści...</strong></p>
<p><strong>Jeden z przyjemniejszych momentów w czasie jazdy busem...</strong></p>
<p>Nie słucham muzyki w autobusie, chociaż mógłbym, bo Mp3playera posiadam. Ale ja wolę słuchać tych historii, które ludzie opowiadają na cały głos – często zdarza się, że to są bardzo intymne rozmowy – dotyczące sexu, sekretów małżeńskich, spraw rodzinnych itd...</p>
<p>Opowieści 2 młodych osób na temat tego jak lubią to robić najbardziej, z kim, ile i jak były chyba najciekawszymi opowieściami, jakie w busie słyszałem...Wręcz nie mogłem się powstrzymać od śmiechu z kolegą, ale musiałem, bo owe osobniki siedziały za nami, a przed nami było lusterko kierowcy i było idealnie widać nasze reakcje :D</p>
<p><strong>7. Strach, wszechobecny strach...</strong></p>
<p>Zdarza się, że w trakcie jazdy natrafi się na „korek”. Stoi się i stoi, i ani metra się nie przejedzie...Ludzie w tym czasie wariują, ci inteligentniejsi wiedzą, że droga jest zablokowana i swoje odstać trzeba, ci głupsi wyobrażają sobie Bóg wie, co. A to, że jakaś podejrzana sprawa się wydarzyła, a to, że nagle UFO wylądowało na drodze, a to, że autobus się zepsuł. Czepiają się wszystkiego – ostatnio czepiali się tego, że szyby są pokryte reklamą, od wewnątrz widać „siatkę”. W chwili, gdy autobus stoi im to przeszkadza, ale gdy nadchodzi lato i słońce razi tak, że nie idzie normalnie patrzeć – to na owe reklamy nie narzekają, a wręcz przeciwnie, dziękuję Panu, że ktoś to nakleił, bo słońce tak mocno nie razi...</p>
<p><strong>8. Karuzela....</strong></p>
<p>A to druga rzecz, za którą kocham autobusy. Darmowa karuzela, wystarvczy siąść w odpowiednim miejscu i mamy zagwarantowane, że spokojnie nie będzie - wyboje, skoki, przeciążenia :D - istny rollercoaster...:)</p>
<p>To by było na tyle...</p>
<p>Ps:<br />
A tu trochę inne spojrzenie na jazdę busem, autorstwa Łukasza:</p>
<p><a href="http://mojstary.wordpress.com/2007/09/06/wkurwiajace-autobusy/">KLIK</a></p>
<p></font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kocham Cię - jak to łatwo napisać...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2007/11/04/kocham-cie-jak-to-latwo-napisac/</link>
<pubDate>Sun, 04 Nov 2007 20:26:29 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2007/11/04/kocham-cie-jak-to-latwo-napisac/</guid>
<description><![CDATA[No właśnie, jak to łatwo powiedzieć, ewentualnie napisać – i właśnie przy wersji pisanej te]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font COLOR="#000000">No właśnie, jak to łatwo powiedzieć, ewentualnie napisać – i właśnie przy wersji pisanej tego wyrażenia zostaniemy. Na pewno każdy z Was ma na swojej liście kontaktów GG osoby, które mają opis w stylu „kocham cie”.</font><!--more--></p>
<p><font COLOR="#000000">Nie będę uogólniać – są na tym świecie jeszcze ludzie normalni, którzy potrafią rozróżnić świat realny od tego wirtualnego, którym „spływa” to, co kto ma na opisie ustawione. Sprawa tych miłosnych opisów dotyczy w głównej mierze pustaków, które wraz z „moim starym” opisałem na Jego wordpressie ;) </font><a HREF="http://mojstary.wordpress.com"><font COLOR="#000000">Klik</font></a></p>
<p><font COLOR="#000000">Kiedyś miłość wyznawało się w parkach, na kolacji w restauracji, bądź też innych romantycznych miejscach – teraz wyznanie miłości przeszło na opis GG…Związek kobiety i mężczyzny w dzisiejszych czasach opiera się w głównej mierze na opisie ustawionym w GG, – jeśli jedna z kochających osób nie ma tych banalnych słów na opisie to znaczy tylko jedno – ich związek przechodzi poważny kryzys, który w większości sytuacji kończy się zerwaniem znajomości..</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Kolejną z żałosnych sytuacji związanych z GG jest dzielenie opisu – tzn. pierwsza część opisu skierowana do ukochanego/nej a druga część oddzielona „&#124;” skierowana w stronę czegokolwiek – nie raz miałem okazję widzieć opis w stylu „kocham cie &#124; cos tam robie”, „kocham cie &#124; w dupie” – naprawdę – nie ściemniam;)</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Inny przykład tego żałosnego zjawiska to robienie sobie wzajemnie opisów „prowokacyjnych”, czyli, - w związku nie najlepiej się dzieje – przeważnie, dlatego, że jedna osoba nie miała ustawionego miłosnego opisu. Prowokacja ta polega na tym, że jeden z kochanków celowo ustawia opis miłosny skierowany w stronę innego chłopaka/dziewczyny w celu wzbudzenia zazdrości u tej drugiej połówki – w 99% przypadków skuteczne.</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Ale na gg oprócz miłości idzie się również rozstać, albo przynajmniej „udać” rozstanie – coś w formie wyżej wymienionej prowokacji, – ale chodzi o zupełnie coś innego. Mianowicie chodzi o to, aby zmiękczyć drugą połówkę tak, aby ta myślała, że osoba pierwsza żyć bez niej nie może – coś w stylu szantażu emocjonalnego,…Więc w większości przypadków po „udanym” rozstaniu, następuje „udany” powrót – oczywiście skomentowany opisem w stylu „kocham cie jeszcze mocniej, jak mogliśmy być tak głupi…”.</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Na GG można oznajmić światu, że dzisiejszego wieczoru będzie się uprawiać sex, – tzn. następuje to najczęściej po udanej prowokacji, albo po fikcyjnym rozstaniu się…Osoba, która została wystawiona na próbę postanawia, że da dupy swojemu ukochanemu, w dowód wielkiej miłości – i wtedy ustawia opis „kocham cie, zapowiada się ciekawy wieczor :D :D :D”. Możecie być pewni, w 100%, że jeśli zobaczycie na swojej liście taki opis – będzie on właśnie uświadamiać Was, że dziś dani kochankowie będą uprawiać sex.</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Inną sprawą jest związek opierający się tylko i wyłącznie na „dawaniu dupy” polega to w skrócie na tym, że chłopak olewa swoją ukochaną, po czym jak najdzie go chcica, pisze kilka miłych słów do swojej „pięknej”. Ona oczywiście, jako, że poza nim świata nie widzi – zaślepiona tymi 2-3 miłymi zdaniami napisanymi na gg – zgadza się, bo przecież jak da się przeruchać będzie to znaczyło tylko jedno – „on na pewno mnie kocha”. Przed udanym bądź nie sexem – koniecznie ustawia sobie opis, który wypisałem wyżej.</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Ostatnim przykładem wyznawania miłości przez GG jest zwykły opis „kocham cie”. Jednak opisu tego nie widzi osoba, do której opis ten skierowany jest – z prostego powodu – ta osoba nie posiada dostępu do Internetu. Takie przypadki też znam…Nasuwa się pytanie:, po co ustawiać opis „kocham cie” jeśli wiemy, że druga osoba, go nie zobaczy, bo nie ma jak? No chyba, że chcemy pokazać światu, że kogoś mamy i kochamy…ale po co? Czy naprawdę jakiegoś Tomka, Edka, Fredka obchodzi to kogo Ty chłopczyku/dziewczynko kochasz??  Naprawdę tak uważasz? No to musisz iść do psychologa, bo na gg nikt Cię z tego nie wyleczy…</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Podsumowując – na GG da się załatwić wszystko – da się zapoczątkować miłość, zakończyć ją, umówić się na sex, wzbudzić zazdrość, a czasami nawet nienawiść…Pytanie tylko, po co?</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> Czy naprawdę jesteście, aż tak bardzo pozbawieni prawdziwego życia, że musicie tworzyć je sobie na gg i opisach? Czy naprawdę uważacie, że nas interesuje to, kiedy, co, z kim i po co robicie??</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Sądzę, że nie…</font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Komercjalizacja świąt, czyli kilka słów o Bożym Narodzeniu...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2007/11/04/komercjalizacja-swiat-czyli-kilka-slow-o-bozym-narodzeniu/</link>
<pubDate>Sun, 04 Nov 2007 12:12:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2007/11/04/komercjalizacja-swiat-czyli-kilka-slow-o-bozym-narodzeniu/</guid>
<description><![CDATA[Mamy początek listopada, do świąt Bożego Narodzenia zostało trochę czasu…przynajmniej teoret]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font COLOR="#000000">Mamy początek listopada, do świąt Bożego Narodzenia zostało trochę czasu…przynajmniej teoretycznie, bo w praktyce za jeden, może za dwa tygodnie w TV, marketach, na ulicach zacznie się wielki boom na akcesoria związane z Bożym Narodzeniem. W marketach będą puszczane kolędy, wszystko będzie się świecić lampkami choinkowymi, szyby będą pomalowane sprayami imitującymi śnieg, w domowych ogródkach będą stać świecące się choinki, plastikowe figurki z Mikołajami, wszystko będzie do przesady oświetlone, obładowane światełkami itd.</font><!--more--></p>
<p><font COLOR="#000000">Cofnijmy się w czasie – powiedzmy 11 lat wstecz - na dzień dzisiejszy mam 18 lat, odejmujemy te 11 lat – mam 7. Zaczyna się grudzień, wraz z nim w kościele zaczynają się roraty, jako grzeczne dziecko wraz z bratem, a czasem sam codziennie wieczorem śmigałem z lampionem na Mszę, Św., która miała być oczekiwaniem na Boże Narodzenie. Wokół żadnych lampek, żadnych pedalskich Mikołajów, żadnego sztucznego śniegu na szybach…Wszystko było normalne, toczyło się swoim naturalnym tempem. Kilka dni przed Wigilią tata z mamą przynosili choinkę, którą potem ozdabiali w bombki, światełka, gwiazdki itd. – wyglądała normalnie – ładna, estetyczna – bez udziwnień.</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> Jeszcze przed ubraniem choinki zaczynało się wielkie sprzątanie domu, wszystko lśniło, błyszczało, pachniało inaczej niż przez resztę roku – już wtedy robiło się tak jakby magicznie. Już wtedy każdy wiedział, że zbliżają się święta.</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Kilka dni przed Wigilią zaczynały się przygotowania do Wieczerzy, rodzice chodzili po sklepach, aby kupić niezbędne produkty. W dzień przed Wigilią jak i w samą Wigilię zaczynali owe potrawy przygotowywać. W całym mieszkaniu pachniało ciastami, pierogami, rybami, barszczem itd…Te zapachy w połączeniu z wyżej wspomnianym czystym i pięknym mieszkaniem dawały niesamowitą mieszankę, jak już wspomniałem było magicznie…</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Jednak nie o piękne mieszkanie, choinkę, potrawy tutaj chodzi, – bo przecież, co roku tak jest. Chodzi o klimat, dawniej jedyne oznaki zbliżających się świąt to śnieg na dworze, od czasu do czasu ktoś w telewizji puścił film o tematyce świątecznej, większe sklepy, (bo hipermarketów chyba nie było) nieśmiało umieszczały na wystawie jakieś bombki, światełka, – ale były one jedynie nieśmiałym dodatkiem, bez przepychu, bez szpanu, bez tandety…Na Boże Narodzenie czekało się z utęsknieniem – czas mijał powoli, od świąt do świąt dłużyło się, czekało się na ten KLIMAT, którego w dzisiejszych czasach nie ma.</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> Niby mamy wszystko w sklepach – ci leniwi nie musza nawet sobie gotować – mogą od razu kupić gotowe potrawy, mogą kupić gotową choinkę, mogą zamówić sprzątaczkę, która wyczyści im mieszkanie, ale nie doznają tego klimatu, który kiedyś towarzyszył Bożemu Narodzeniu. </font></p>
<p><strong><font COLOR="#000000">Dlaczego tak się dzieje?</font></strong></p>
<p><font COLOR="#000000">Odpowiedź jest prosta – klimat gubi się wraz z reklamami o tematyce świątecznej, które od połowy listopada będą emitowane w TV, obwieszonymi lampkami choinkowymi – hipermarketami, domkami jednorodzinnymi, szpanem i kiczem, który wokół aż razi – jak mamy mówić o oczekiwaniu na chyba najpiękniejsze święta w roku, jeśli półtora miesiąca przed nimi jesteśmy nimi katowani? Przez cały grudzień i połowę listopada będziemy mieć uczucie, że właśnie jest Boże Narodzenie. Jeśli przez ten okres czujemy się jak w święta to trudno, aby właśnie podczas tych „właściwych świąt” poczuć ten klimat. </font></p>
<p><font COLOR="#000000">To tak jakby jeść swoje ulubione danie – powiedzmy, że jest to pizza – (dość banalne danie, ale nie o to tu chodzi wstawcie sobie w miejsce tej pizzy, co tam chcecie) codziennie przez półtora miesiąca, poza jedzeniem owego dania, obwiesilibyśmy sobie dom plackami, w TV oglądalibyśmy tylko i wyłącznie programy dotyczące robienia, jedzenia pizzy – bardzo szybko by nam ta pizza zbrzydła,…Bo ileż można – podobnie ma się sytuacja z Bożym Narodzeniem – nie da się poczuć klimatu i magii tych świąt, jeśli obcuje się z nimi przez ponad miesiąc…A odciąć się od tego obcowania nie da, – bo o ile można wyłączyć telewizor, to już trudno jest iść np. do szkoły nie mijając tych kiczowatych wystaw, światełek itd…</font></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
