<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>filozofia-zyciowa &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/filozofia-zyciowa/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "filozofia-zyciowa"</description>
	<pubDate>Sun, 20 Jul 2008 09:53:14 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Kolejny etap mojego życia]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2006/12/18/kolejny-etap-mojego-zycia/</link>
<pubDate>Mon, 18 Dec 2006 14:12:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2006/12/18/kolejny-etap-mojego-zycia/</guid>
<description><![CDATA[Zaczynam pisać kolejnego bloga.
Powód?
Pisałam w swoim życiu cztery blogi. Nie równocześnie. L]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zaczynam pisać kolejnego bloga.<br />
Powód?<br />
Pisałam w swoim życiu cztery blogi. Nie równocześnie. Lubiłam dzielić się z innymi tym, co się u mnie dzieje.<br />
Ten blog traktuję jako pośrednika między mną- Ciałem, a mną- Duszą. Żeby Ciało lepiej poznało Duszę, bo są w konflikcie. Może, jak systematycznie zacznę wyrzucać emocje na ekran, tama we mnie pęknie, przestanę być zakompleksiona, smutna, sfrustrowana, nerwowa i będę mogłą rzucić antydepresanty? </p>
<p><strong>Bo w człowieku jest siła...</strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Katharsis II]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/?p=214</link>
<pubDate>Sat, 10 May 2008 19:47:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/?p=214</guid>
<description><![CDATA[Pora na kolejną, ważną piosenkę. 
My Immortal, Evanescence
I&#8217;m so tired of being here
Supp]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pora na kolejną, ważną piosenkę. </p>
<p><strong>My Immortal</strong>, <em>Evanescence</em></p>
<p><em>I'm so tired of being here<br />
Suppressed by all my childish fears<br />
And if you have to leave<br />
I wish that you would just leave<br />
'Cause your presence still lingers here<br />
And it won't leave me alone</p>
<p>These wounds won't seem to heal<br />
This pain is just too real<br />
There's just too much that time cannot erase</p>
<p>When you cried I'd wipe away all of your tears<br />
When you'd scream I'd fight away all of your fears<br />
And I held your hand through all of these years<br />
But you still have<br />
All of me</p>
<p>You used to captivate me<br />
By your resonating light<br />
Now I'm bound by the life you left behind<br />
Your face it haunts<br />
My once pleasant dreams<br />
Your voice it chased away<br />
All the sanity in me</p>
<p>These wounds won't seem to heal<br />
This pain is just too real<br />
There's just too much that time cannot erase</p>
<p>I've tried so hard to tell myself that you're gone<br />
But though you're still with me<br />
I've been alone all along</em></p>
<p><a href="http://izanna.files.wordpress.com/2008/05/user_2255_smutek.jpg"><img src="http://izanna.wordpress.com/files/2008/05/user_2255_smutek.jpg?w=300" alt="" width="300" height="207" class="alignnone size-medium wp-image-215" /></a></p>
<p>Ostatnimi czasy często jeżdżę nad Odrę. Łąka, most. Śpiew ptaków, rechot żab. Ja siedzę pod drzewem i czytam. W uszach album „Genes&#38;Jeans”. Wczoraj spotkałam się z Kamą. Udowodniłam Jej, że nie da się gwizdać po dwóch dużych piwach.<br />
Jeszcze pięć dni do następnego egzaminu maturalnego. Prezentacja się pisze, historia muzyki się czyta. Ciężko mi się skupić. Zastanawia mnie, dlaczego. Każdy dzień wygląda właściwie tak samo- rano półtoragodzinna joga, kąpiel, śniadanie, serial, pisanie prezentacji, jeden rozdział z historii, serial, obiad, Skype, domowa symulacja prezentacji, spacer, kąpiel, film. W międzyczasie kilka telefonów. Mimo tego czuję jakąś pustkę.<br />
Zaczęłam planować wyjazd do Warszawy. W związku z tym muszę zaoszczędzić trochę grosza, żeby nie było tak, jak ostatnim razem.<br />
Myślę, co zagrać na wernisażu w piątek. Potrzebowałabym pianisty. Wszystko wiem, mam plany, ale nie mogę zmusić się do ich zrealizowania.<br />
Jak to jest- ile razy człowiek może być zakochany? Dlaczego stara miłość nigdy nie rdzewieje? To mnie przytłacza. Nie potrafię wyzbyć się tych wszystkich uczuć. Zamiast jogi powinnam chyba kupić rękawice bokserskie i porządnie w coś przywalić. Wdech, wydech, zmiana asany…pięć minut na głowie. Świat wygląda zupełnie inaczej. Znikają te wszystkie twarze, cała nienawiść i tęsknota. </p>
<p>Wczoraj znów zaatakowało atopowe. Przypomniał mi się pierwszy atak. Wszystko tak samo. Czekają mnie nowe testy. Ręce w <em>atopowcach</em>, swędzi i szczypie. To jest chyba największa przyczyna mojego rozdrażnienia.</p>
<p>Mówi się, że pisanie oczyszcza…i coś w tym jest.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[To powiedz, czemu tak mi jest, że czasem tylko siąść i płakać...]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/?p=209</link>
<pubDate>Fri, 02 May 2008 21:38:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/?p=209</guid>
<description><![CDATA[&#8220;Cudzoziemka&#8221; przeczytana. Oczywiście przy końcówce się popłakałam, mimo bardzo p]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>"Cudzoziemka"</strong> przeczytana. Oczywiście przy końcówce się popłakałam, mimo bardzo późnej pory. Ale ja Ją nawet jestem w stanie zrozumieć. Kobieta nieszczęśliwa, uwikłana w węzeł gordyjski własnej osobowości. Żyła w świecie, który sama sobie stworzyła i on Ją zabijał. Źle ulokowawszy swe uczucia (o ironio), na kiepskim podłożu stworzyła rodzinę. Śmierć synka, narodziny Syna Idealnego, lustrzanego Jej odbicia i córka- zbyt podobna do ojca, żeby mogła zasłużyć na matczyną miłość. Na dodatek poczęta wskutek nienawiści Adama do muzyki (a może tylko do koncertu Brahmsa, nota bene bardzo wzruszającego i porażającego swoim kunsztem).</p>
<p><em>Kokietowała każdym ruchem, każdym zimnym słowem. Pobudzała do zazdrości, bo tak samo ozdobnie i drażniąco poruszała się wobec wszystkich mężczyzn.</em></p>
<p><a href="http://izanna.files.wordpress.com/2008/05/kw.jpg"><img src="http://izanna.wordpress.com/files/2008/05/kw.jpg?w=212" alt="" width="212" height="300" class="alignnone size-medium wp-image-210" /></a></p>
<p>Staram się nie myśleć o tym, co usłyszałam wczoraj o 23.35. Zastanawia mnie tylko, czy alkohol uwalnia ludzkie myśli, czy zamienia człowieka w wulgarne zwierzę, bazujące wyłącznie na instynktach ("pozbyć się", "zniszczyć", "zaatakować").<br />
Zostałam rozbita psychicznie na kilka dni przez najważniejszym dla mnie egzaminem maturalnym. Dziękuję bardzo. Masz klasę.</p>
<p>P.S.<br />
Szabat szalom!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[W Dniu Kobiet]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/?p=190</link>
<pubDate>Sat, 08 Mar 2008 18:09:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/?p=190</guid>
<description><![CDATA[Musi byc do wyboru.
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trud]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em>Musi byc do wyboru.<br />
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.<br />
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.<br />
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,<br />
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.<br />
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.<br />
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.<br />
Naiwna, ale najlepiej doradzi.<br />
Słaba, ale udźwignie.<br />
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.<br />
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.<br />
Nie wie, po co ta śrubka i zbuduje most.<br />
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.<br />
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,<br />
własne pieniądze na podróż daleką i długą,<br />
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.<br />
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.<br />
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.<br />
Albo go kocha, albo się uparła.<br />
Na dobre, na niedobre i na litość boską.  </em></p>
<p><strong>Wisława Szymborska, Portret kobiecy</strong></p>
<p><a href='http://izanna.wordpress.com/files/2008/03/kobieta.jpg' title='kobieta.jpg'><img src='http://izanna.wordpress.com/files/2008/03/kobieta.thumbnail.jpg' alt='kobieta.jpg' /></a></p>
<p>Kupiłam płytę z mantrą. Wróciłam na jogę, tym razem z Hanią. Odwiedziłam <strong>Krapula</strong>, zabalowałam na i po szabacie w Bejcie. Przeżyłam w Warszawie piękne chwile. Pożegnałam się z Tomaszem. Zaczynam porządkować swoje życie. W krótkim czasie dużo się wydarzyło. Za dużo. Przeżyłam przesilenie i sprawy nabrały innych barw. Jaśniejszych i wyraźniejszych.<br />
Kwartet ma nieformalny urlop. Szykuję się do matury. Język polski, niemiecki, historia muzyki. Co do prezentacji, nie mam jeszcze nic. Nie mogę znaleźć dobrej, chwytliwej tezy. Ale zdążę. Muszę.<br />
Do tej pory spontaniczność nie była moją domeną. A tymczasem bez żadnych planów minął mi jeden tydzień, potem drugi. Nie, żebym się nudziła. Przeciwnie. Odświeżyłam "stare" kontakty.<br />
Zaczynam dostrzegać, że życie naprawdę ma sens.<br />
I te czekoladki w kształcie serc rano na poduszce, która nie służy już wyłącznie do pochłaniania łez.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Panie i Panowie, Panowie i Panie...]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2008/01/24/panie-i-panowie-panowie-i-panie/</link>
<pubDate>Thu, 24 Jan 2008 11:32:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2008/01/24/panie-i-panowie-panowie-i-panie/</guid>
<description><![CDATA[Jutro panna Izabela ma studniówkę. Akurat dziś Matka Natura musiała o sobie przypomnieć.
Siedz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jutro panna Izabela ma studniówkę. Akurat dziś Matka Natura musiała o sobie przypomnieć.<br />
Siedzę z termoforem na brzuchu, czekam na działanie nospy i odbieram smsy.<br />
Jestem w domu. Dzisiaj szybki powrót do Zielonej Góry na koncert symfoniczny(Aula UZ, ul. Podgórna, godz. 18.00). Wszystko mnie boli i będzie ciężko zagrać porządnie. Mam jednak nadzieję, że do szóstej choć trochę się polepszy.<br />
Ostatnio za dużo marudzę. Bez powodu. Drugi trymestr zaliczony i to nienajgorzej i po feriach tylko cztery przedmioty. Może narzekam, bo mi <em>"smutno i samotno"</em>? Całkiem możliwe. Czuję się jak wodny materac na początku września. Już niepotrzebny, ale mający nadzieję, że wkrótce ktoś sobie o nim przypomni i to wokół niego skumuluje się radość.<br />
A może to <strong>pogoda</strong>?<br />
Sroda, nie pogoda. </p>
<p>A może <strong>wanilia</strong>?<br />
<img src='http://izanna.wordpress.com/files/2008/01/fe47641bcce5a4a21668d9e482f61840.thumbnail.jpg' alt='fe47641bcce5a4a21668d9e482f61840.jpg' /><br />
Na pewno, ale czy aż tak?</p>
<p>Aż tak. To co jeszcze?<br />
Co jeszcze?<br />
Wszechobecna <strong>przyjaźń</strong>, której ja nie mogę znieść. Przetrawić.<br />
Mam niestrawność i już mi niedobrze na samą myśl o przyjaciołach.<br />
Wokół mnie wspaniali ludzie. Dlaczego więc nie potrafię nazwać ich przyjaciółmi?</p>
<p>Proste. Nie wierzę w przyjaźń.<br />
To tak, jak ze Świętym Mikołajem. Kiedyś wierzyłam i mówiłam Mu o wszystkich pragnieniach. Starałam się, żeby co dzień być lepszą. A teraz? Wiem, że nie istnieje, choć ciągle wszyscy mi wmawiają, że to nieprawda, że się mylę.</p>
<p>Z jedną różnicą. Wiarę w Mikołaja odebrali mi Rodzice, a wiarę w przyjaciela- on sam.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wanilia]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2008/01/19/wanilia/</link>
<pubDate>Sat, 19 Jan 2008 20:00:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2008/01/19/wanilia/</guid>
<description><![CDATA[Najpierw liczyłam, żeby przeżyć każdy następny dzień obfitujący w sprawdziany i kartkówki. ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Najpierw liczyłam, żeby przeżyć każdy następny dzień obfitujący w sprawdziany i kartkówki. To najważniejszy finisz w LO (jak na razie). Jeszcze nie koniec. Zostało kilka przedmiotów i możliwe, że wyskoczą jakieś niespodzianki do zaliczenia. Ale i tak już z górki...</p>
<p>Za tydzień studniówka. Sukienka wisi w szafie, razem z nią rękawiczki i mała, czerwona koronka na gumce zwana podwiązką. W szkatułce leży biżuteria. W kartonie stoją buty. Tylko torebki brakuje. Zostało kilka dni.<br />
Fryzjer połowicznie "załatwiony", bo już kolor jest. Pachnie waniliową odżywką. Pozytywnie.<br />
Kosmetyczka dzisiaj męczyła mnie dwie godziny. Orała moją twarz, ale wygląda względnie dzięki cuchnącym, aczkolwiek cudotwórczym algom morskim. Do czwartku ma się zagoić, więc zostanie jeden dzień odpoczynku psychofizycznego, że wszystko jest dobrze.</p>
<p>W czwartek jest też koncert "swiąteczny", który nazwałabym raczej "karnawałowym", albo chociaż "noworocznym". W programie ambitne pozycje, m.in. <strong>Carmen</strong> <em>Bizeta</em> czy uwertura <strong>Zamek na Czorsztynie</strong> <em>Kurpińskiego</em>. Kilka miniatur i nieśmiertelny <strong>Taniec słowiański </strong><em>Dworzaka</em>. </p>
<p><em>(czuć wanilię)</em></p>
<p><strong>Buxtexude</strong> dał mi w kość. Szybko doszedł do siebie po stracie przyjacióki, którą ponoć kochał (oczywiście po przyjacielsku). Jeśli o mnie chodzi, to nawet mogę zagrać Mu na ślubie i to nawet za pół ceny, bez złośliwych potknięć intonacyjnych. Tylko niech dotrzyma obietnicy i zagra w czerwcu. Nie wymagam on Niego współczucia, głaskania po głowie, czy obietnic, że będziemy razem. Nie chcę.</p>
<p><a href='http://izanna.wordpress.com/files/2008/01/zdj_getimage.jpg' title='zdj_getimage.jpg'><img src='http://izanna.wordpress.com/files/2008/01/zdj_getimage.thumbnail.jpg' alt='zdj_getimage.jpg' /></a><br />
Pamiętasz, jak graliśmy razem? Teraz gram sama.</p>
<p>Dlaczego słuchając <strong>Adagio</strong> <em>Albinoniego</em> ryczę jak dziecko, które stłukło kolano? Dlaczego na historii muzyki, kiedy mowa o muzyce organowej, mam Go przed oczami?<br />
To nie mój zahir. Nie...</p>
<p><em>(wanilia śmierdzi)</em></p>
<p>W nadchodzący weekend czuwanie u Elżbietanek. Będzie się działo. A ja będę działać ze spuchniętymi po studniówce nogami.</p>
<p><em>(jak nie ruszam głową, nawet jej nie czuć)</em></p>
<p>Idę umyć głowę. Wanilia wywołuje u mnie niepotrzebne wspomnienia. Bolą.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Niesamowita doba]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2008/01/01/niesamowita-doba/</link>
<pubDate>Tue, 01 Jan 2008 15:21:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2008/01/01/niesamowita-doba/</guid>
<description><![CDATA[Zaczęło się o 13.00.
Wizyta u lekarza. Diagnoza- czyrak (wrzód) w uchu środkowym, umiejscowiony]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zaczęło się o 13.00.<br />
Wizyta u lekarza. <em>Diagnoza- czyrak (wrzód) w uchu środkowym</em>, umiejscowiony wyjątkowo wrednie, bo między kowadełkiem a młoteczkiem. Do tego okazało się, że mam słabo ukrwione ucho i mocny lek przeciwbólowy może nie zadziałać po przepisowych 17. minutach. Recepta- dwa antybiotyki, "wzmacniacz" i w.w. powalające każdego twardziela piguły.<br />
Przyjazd do domu, pierwsza aplikacja i...nareszcie zachciało mi się spać! Już od tygodni się z tym męczę. Zasypianie o trzeciej nad ranem wreszcie się skończy! Hurra! Ale zaraz...przecież dziś Sylwester. Jedyna noc w roku, której nie wypada po prostu przespać (nie wspominając, że najzwyczajniej w świecie nie da się usnąć, kiedy zewsząd dudnią fajerwerki i słychać krzyki wszystkich pokoleń).</p>
<p><strong>20.20</strong><br />
Zaczyna się <em>Pretty Woman</em>. Moje powieki stają się coraz cięższe, ale dzięki Coca-Coli i czipsom jakoś daję sobie radę. W planach mam jeszcze obejrzenie <em>Pretty Mana</em>, bo i tak z domu ruszyć się nie mogę ze względu na:<br />
1) nieskutkujące tabletki p.bólowe, czyli nieziemski ból lewego ucha,<br />
2) skutki uboczne w.w. pigułek (senność, senność, senność)<br />
3) brak ciekawych perspektyw zabawy (przytupywanie na krośnieńskiej "patelni" zostawiam emerytom, rencistom i dziesięciolatkom).</p>
<p><strong>23.10</strong><br />
Nie obejrzałam Pretty Mana, bo zagadałam się na Skype, urządzając sobie wirtualną imprezę. Czas wychodzić "na miasto" w celu podziwiania pokazu fajerwerków ufundowanego przez Burmistrza oraz UMiG. Wcześniej jednak krótka wizyta u Babci i Dziadka.</p>
<p><strong>00.00</strong><br />
Wybija północ a ja idę zapłakana w stronę Odry. Nie po to jednak, żeby się utopić, bo woda za zimna. Poza tym topielce wyglądają wyjątkowo odrażająco. Mam jednak ochotę zniknąć, albo chociaż być przy kimś, kto teraz o mnie myśli. Czy w ogóle jest ktoś taki? (...) Wysłałam 20 smsów z życzeniami "Szczęśliwego Nowego Roku" (zawsze byłam niekonwencjonalna, to w tym roku przez niekonwencjonalność wykorzystałam typowość) i dostałam 19 odpowiedzi. Ucieszyłam się, przetarłam łzy i złożyłam życzenia tym, którzy byli teraz przy mnie. Mama, Tata, Dziadkowie. I wiecie co? Byłam szczęśliwa. To pierwszy Sylwester w takim gronie i wcale nie był najgorszy. Ale najlepsze miało dopiero nadejść...</p>
<p><strong>00.40</strong><br />
Jesteśmy u znajomych. Przyjechali goście z Wenezueli i jest świetnie. A hiszpański jest cudowny! Wypiłam dwie lampki szampana...</p>
<p><strong>3.30</strong><br />
Skończył się jakiś bzdurny thriller. Ja wygrałam z sennością i obejrzałam nawet reklamy po. Włączyłam komputer i rozmawiając kwadrans z młodym góralem otrzymałam propozycję wspólnego mieszkania w Krakowie podczas studiów. Jak jednak niepowszechnie wiadomo, studiować zamierzam...wszędzie, byle nie w tam. Mimo wszystko będzie o czym z Nim rozmawiać, a do tego po hebrajsku :) </p>
<p><strong>3.45</strong><br />
Weszłam do swojego łóżka i błyskawicznie zasnęłam.</p>
<p><strong>Nowy Rok. Pierwszy Dzień.</strong><br />
Boli mnie ucho i wątroba. No tak... "Nie pij alkoholu, jeśli bierzesz antybiotyki". Dlaczego nie słucham się lekarzy?</p>
<p>Cóż. Szczęśliwego Nowego Roku! :)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Welcome Home (Sanitarium)]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2007/12/09/elcome-home-sanitarium/</link>
<pubDate>Sun, 09 Dec 2007 21:47:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2007/12/09/elcome-home-sanitarium/</guid>
<description><![CDATA[Welcome to where time stands still
no one leaves and no one will
Moon is full, never seems to change]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em>Welcome to where time stands still<br />
no one leaves and no one will<br />
Moon is full, never seems to change<br />
just labeled mentally deranged<br />
Dream the same thing every night<br />
I see our freedom in my sight<br />
No locked doors, No windows barred<br />
No things to make my brain seem scarred</p>
<p>Sleep my friend and you will see<br />
the dream is my reality<br />
They keep me locked up in this cage<br />
can't they see it's why my brain says Rage</p>
<p>Sanitarium, leave me be<br />
Sanitarium, just leave me alone</p>
<p>Build my fear of what's out there<br />
cannot breathe the open air<br />
Whisper things into my brain<br />
assuring me that I'm insane<br />
They think our heads are in their hands<br />
but violent use brings violent plans<br />
Keep him tied, it makes him well<br />
he's getting better, can't you tell?</p>
<p>No more can they keep us in<br />
Listen, damn it, we will win<br />
They see it right, they see it well<br />
but they think this saves us from our Hell</p>
<p>Sanitarium, leave me be<br />
Sanitarium, just leave me alone<br />
Sanitarium, just leave me alone</p>
<p>Fear of living on<br />
natives getting restless now<br />
Mutiny in the air<br />
got some death to do<br />
Mirror stares back hard<br />
Kill it's such a friendly word<br />
seems the only way<br />
for reaching out again.</em><br />
<strong>Metallica</strong></p>
<p><strong>Kolejna</strong> ważna piosenka. <strong>Kolejna</strong>, która stawia mnie na nogi. <strong>Kolejna</strong>, która wgryzła mi się w pamięć. Dostałam ją od ważnej i znaczącej osoby. <strong>Kolejnej</strong>, która mi pomaga. Dziękuję :)</p>
<p><img src="http://izanna.wordpress.com/files/2006/12/nowe5.jpg" alt="" /></p>
<p>P.S.<br />
Wcale powtórzenia to nie mój fetysz! :) to specjalność Buxtehude'a, o którym znów dziś nie napiszę, bo mi siępodwyższy ciśnienie tętnicze i będę mieć jeszcze bardziej czerwoną atopową twarz. Będę wyglądać jak zmachany święty Mikołaj. Spokój. Om. Jest pozytywnie, chociaż jutro kolejne badania i kolejny opuszczony dzień w liceum (znów powtórzenie? Ale oczywiście to celowe i ma swoją nazwę wśród środków stylistycznych).<br />
Wczoraj śpiewałam sobie "Czwarta nad ranem", bo zasnęłam mniej więcej o 3.45 i myślałam, że heroicznie wytrwam do 4.01. Niestety. Powieki były coraz cięższe, w telefonicznym Sudoku tańczyły mi cyferki, a <strong>Requiem</strong> z wieży się skończyło.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czuwanie u Sióstr Elżbietanek]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2007/11/25/czuwanie-u-siostr-elzbietanek/</link>
<pubDate>Sun, 25 Nov 2007 16:23:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2007/11/25/czuwanie-u-siostr-elzbietanek/</guid>
<description><![CDATA[Najpierw jednak sprawa ważna, aczkolwiek mało przyjemna dla mnie, jak i dla Czytelników mojego bl]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em>Najpierw jednak sprawa ważna, aczkolwiek mało przyjemna dla mnie, jak i dla Czytelników mojego bloga. Niejaki dexokazał się-zgodnie z moimi odczuciami-człowiekiem żywiącym do mnie osobistą urazę. Nie chodziło tu zupełnie o to, co i w jaki sposób piszę, tylko KIM jestem i jakie błędy w przeszłości popełniłam.<br />
Nie czuję się winna, nie płaczę po nocach i wcale nie zamierzam.</em></p>
<p>Teraz sprawy przyjemniejsze. O wiele :)<br />
Czuwanie przebiegało pod hasłem <strong>Świętość we współczesnym świecie</strong>. Pojawiło się, łącznie ze mną, pięć osób plus siostry (nie tylko elżbietanki) i ksiądz.<br />
Jeśli miałabym opisać ze szczegółami, co się tam działo, nie dałabym rady. Niewyspanie jednak jest decydujące.<br />
Zachowałam wiele wspaniałych wspomnień, poznałam przesympatyczne dziewczyny i zbliżyłam się do "moich" sióstr (kochanych swoją drogą). Niektórzy z Was jeszcze pewnie pamiętają moje zdanie nt. zakonnic sprzed kilku lat. Nie było ono zbyt pozytywne. Teraz przekonałam się, że są wśród Nich ciepłe, uczynne, sympatyczne i uśmiechnięte kobiety, które- jak my wszystkie- mają swoje ludzkie pragnienia i codzienne przeszkody.<br />
Następne czuwanie już w lutym- oczywiście się pojawię i Was- te, które mają taką możliwość- też zapraszam. A wiem, że takie są, choć nie będę wywoływać po imieniu :)<br />
A jeszcze wypadałoby Wschowę odwiedzić, takie ładne zaproszenie dostałam...</p>
<p><img src="http://izanna.wordpress.com/files/2007/11/effhdf.jpg" alt="" /></p>
<p>Teraz jakieś choróbsko się przyplątało, kicham na prawo i lewo. Ale póki sprawdzianów brak, nie męczy mnie chandra, a jedynie ból głowy. Atopowe dokucza na nogach i między palcami, ale przy infekcjach zawsze tak jest...sami zresztą wiecie co niektórzy...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jesienna zaduma]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2007/11/16/jesienna-zaduma/</link>
<pubDate>Fri, 16 Nov 2007 23:32:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2007/11/16/jesienna-zaduma/</guid>
<description><![CDATA[Jesień sprzyja myśleniu. I pisząc to zdanie wcale nie mam na myśli wytężonej pracy umysłowej,]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jesień sprzyja myśleniu. I pisząc to zdanie wcale nie mam na myśli wytężonej pracy umysłowej,  która swoją drogą by się przydała, bo niedługo koniec pierwszego trymestru, a raczej myślenie towarzyszące długim spacerom. W naszych głowach krążą dekadenckie myśli, a spod parasola obserwujemy spadające z drzew bezbronne liście i rozbijające się o ziemię skorupki kasztanów. A co z nami samymi? Co my robimy? Chodzimy bezproduktywnie po mieście. Podczas całej wędrówki nie zauważamy innych ludzi. Błąd. Czyżbyśmy byli aż tak samolubni? Czy najtrafniejszym określeniem na nas będzie egocentryzm? Odpowiadamy, że nie. Że to tylko taki okres, pragniemy zostać sam na sam z własnymi myślami. Ale czy dochodzimy do jakichś konkretnych wniosków? Nie. Dni przemijają. Gdy rano dzwoni budzik marzymy o chwili, kiedy znów położymy się do łóżka i zaśniemy. Tym bardziej, że perspektywa nadchodzącego dnia nas przygnębia. Kilka kartkówek, może jakiś sprawdzian. Życie jest piękne. Precz ze starożytnymi filozofami! Życie jest brutalne, a nie piękne. Szaro, buro i na dodatek ciągle leje. Jak tu się wziąć w garść? Tylko zakopać się pod kołdrę i przeczekać jesień, zimę…wyjść wiosną, kiedy świat zaczyna nasycać się barwami. Ale nie. Wybrało się szkołę ponadgimnazjalną, trzeba cierpieć. Bądź co bądź ma to jakieś plusy. Warto się zmobilizować i wstać, bo w szkole czekają nasi znajomi i przyjaciele. W szkole spędzamy z nimi pół dnia i jakoś to jest. Rodzice mówili ci, żeby się uczyć, bo to bardzo ważne, żeby mieć wykształcenie. Można wtedy być „kimś” i do „czegoś” dojść. Mamo, tato. Codziennie dochodzę do szkoły i to też jest mój mały sukces. Teraz, kiedy pogoda jest beznadziejna, a ciśnienie niskie każda wykonana czynność to jest coś.<br />
Ale nie. Nie możemy tak po prostu nic nie robić. Popadać melancholię. Od ciągłego obserwowania spadających liści może porządnie zakręcić się w głowie. A potem nie daj Boże jeszcze jakieś choróbsko i odleżyny po grypie. Wtedy to już na pewno obserwowanie liści gwarantowane, chyba że ktoś nie ma łóżka naprzeciw okna. Błędne koło. Jaka jest więc recepta na uchronienie się od jesiennej zadumy? Trzeba działać. Zajęcia dodatkowe, taniec, nauka języków, spotkania z przyjaciółmi i silna wola na zachowanie pozytywnej energii. Trzeba ją w sobie zakonserwować, żeby przetrwała do wiosny, ale w chwilach kryzowych korzystać z niej ile się da. Jak to mówiła Judyta: <em>„Nie wolno się poddawać. Nigdy w życiu!” </em></p>
<p><img src="http://izanna.wordpress.com/files/2007/11/1038.jpg" alt="" /></p>
<p><strong><em>Felieton ukazał się w 1. numerze eLOmentu</em></strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA["A przed nami trud niestrudzony, stosy ofiarne..."]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2007/09/08/a-przed-nami-trud-niestrudzony-stosy-ofiarne/</link>
<pubDate>Sat, 08 Sep 2007 21:09:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2007/09/08/a-przed-nami-trud-niestrudzony-stosy-ofiarne/</guid>
<description><![CDATA[Pewnie większość z Was zauważyła ten cytat u mnie na opisie. 
Okazało się, że mój strach i ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pewnie większość z Was zauważyła ten cytat u mnie na opisie. </p>
<p>Okazało się, że mój strach i wszelkie obawy były związane z nowym miejscem zamieszkania. Niepotrzebnie. Internat jest w porządku, a nawet bardziej. Porównując poprzedni i nazywając w <em>nowym</em> niektóre pomieszczenia łazienkami, to w <em>starym</em> łazienek nie było. Jedynie węzeł sanitarny, nic więcej.<br />
Tutaj jest świetnie- oczywiście nie zapeszając. jednak nie wróciłam z płaczem, nie miałam przez tydzień łez w oczach i nie błagałam o powrót o domu lub zmianę miejsca zamieszkania. Wręcz przeciwnie- żałuję, że poprzednie dwa lata spędziłam na Drzewnej. Co do ludzi- wszędzie można znaleźć kogoś, kto stanie się Twoim przyjacielem. Ze <em>starego</em> to na pewno Pysia. W <em>nowym</em> większość dziewczyn znałam wcześniej. Odpadł więc problem jako takiej aklimatyzacji. Całe te nerwy były zbyteczne...ale mądry człowiek po szkodzie...</p>
<p>Druga sprawa. Dni Kultury Żydowskiej. Odbędą się 12-14 października i oczywiście zagramy na nich razem z kwartetem (a właściwie będzie to kwintet, bo pierwsze skrzypce dubluje młody i zdolny chłopak). Zagramy sześć <em>freylachsów</em>. Ostatnio w sieci znalazłam tylko jeden i to w aranżacji na orkiestrę dętą. Zgroza. Z fragmentu, którego wysłuchałam mogę jedynie powiedzieć, że różnica interwałowa między pierwszym a ostatnim pulpitem (grającymi unisono) wynosiła jakąś sekundę wielką. Oprócz tego będzie kilka pieśni żydowskich (Avinu malkeinu, Mach ci di ejgelach i psalm Hine ma tow) i instrumentalne kombinacje (np. dwoje skrzypiec i wiolonczela) powyższych melodii. Mam nadzieję, że zdążymy wszystko przygotować. Pracy jest sporo...tym bardziej, że od września działamy jako kwartet Filharmonii Zielonogórskiej i ponoć są już pierwsze zlecenia. A przecież na akademiach nie będziemy grać programu z festiwalu. </p>
<p>Zdjęcie na dowód w końcu zrobione. Leży teraz przede mną i czeka, aż zaniosę je razem z podaniem. <em>"No to se jeszcze poczeka"</em>- jak mówił kiedyś słynny już dzisiaj ogr Szrek.<br />
NIP będzie gotowy za dziesięć dni. Oznacza to, że pod koniec miesiąca będę mogła odebrać swoją wypłatę z Gazety Lubuskiej. A przy okazji wykażę się samochwalstwem i powiem, że kontynuuję współpracę z ową gazetą, tyle że zmieniłam dział z informacyjnego na terenowy. A w wakacje (no i ferie) znów na redaktorski fotel, bardzo zresztą wygodny. Dzięki tym dwutygodniowym praktykom przekonałam się, że dziennikarstwo jest tym, co chcę robić w przyszłości.<br />
Chcę jeszcze pracować z dziećmi i pomagać ludziom w dołkach, może w jakiejś fundacji. Poza tym napisać kilka książek...znajdę na to czas, znajdę. Mam wolę życia.</p>
<p><img src="http://izanna.wordpress.com/files/2007/09/12337.jpg" alt="Życie to gra" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dziura. Pustka. Nic.]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2007/08/25/dziura-pustka-nic/</link>
<pubDate>Sat, 25 Aug 2007 20:37:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2007/08/25/dziura-pustka-nic/</guid>
<description><![CDATA[Nie pisałam przez pewien czas, bo miałam kilka ważnych spraw do przemyślenia. Coś też musiało]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nie pisałam przez pewien czas, bo miałam kilka ważnych spraw do przemyślenia. Coś też musiało po prostu się „uleżeć”. Za dużo w moim życiu sekretów i niedopowiedzeń. Przez to niektórzy z Was pomyśleli, że kłamię, kręcę i zmyślam. Przepraszam. Nic takiego nie miało miejsca i właśnie teraz chcę to wyjaśnić.<br />
Niedawno wróciłam z Bieszczad. Oczywiście było cudownie, nie biorąc pod uwagę tego, że był tylko jeden sklep w promieniu piętnastu kilometrów, które rzecz jasna pokonywałam pieszo. Jadąc do Cisnej nocowaliśmy w Krakowie, gdzie spotkałam się z Wujkiem. Otworzył mi oczy na formę tego bloga. Nie wiem, co zrobić z jego formułą. Naprawdę chciałabym otworzyć się przed wszystkimi, ale chyba sama nie mogę pogodzić się z przeszłością. Być może jeszcze nie jestem gotowa na Waszą reakcję? Być może nie dałabym sobie rady z reakcją moich Rodziców, Rodziny? Zgadzam się, że warto jest być szczerym, że prawda boli. Ale czy ja chcę ranić kogokolwiek z Was? Nie chcę. Blog przestał być anonimowy, zamieściłam swoje zdjęcie i operuję rzeczywistymi imionami. Nikt mi nie powiedział: <em>skasuj moje imię. </em>To spowodowało, że zaczęłam pisać do coraz węższego grona. Aby od tego uciec stworzyłam zupełnie neutralne <strong>Felietonowo</strong>, gdzie każdy może znaleźć coś dla siebie. Planuję rozbudowę tego taga, ale wszystko w swoim czasie.</p>
<p>Źle z moją duszą. Pozwoliłam, by do mojego życia znów wkradła się nostalgia. Dlaczego? Za dużo myślę, nawet nie potrafię zgrabnie napisać posta. Rozpraszam się. Nie wchodzi w grę podejmowanie jakichkolwiek decyzji. Myślałam, że wraz z rozpoczęciem pracy w GL to minie, bo będę ciągle zajęta. Fakty są takie, że owszem, czasu mi brakuje, ale są momenty, w których bezwiednie spadam. Wyłączony telefon nie jest już problemem. Wszystko jest mało ważne, wszystko zrobię <em>potem</em>. </p>
<p>Nie potrafię teraz pisać nic sensownego. Palce ociężale skaczą po klawiaturze. Na głowie słuchawki, a w nich Doda z nowym krążkiem. Brzmienie niezłe i intonacja nienaganna, co pozwala mi na odprężenie. Albo, jak kto woli, sprzyja myśleniu. </p>
<p>O Bieszczadzkich Aniołach nic nie napiszę. Po co? Atmosfera niezwykła, ale trzeba to po prostu przeżyć. Doświadczyć wszechobecnego deszczu, sprawdzić siebie i swoje słabości, kiedy do baru w jedną stronę idzie się cztery i pół godziny. </p>
<p>Czuć już wrzesień, więc wyprowadzam się do Wielkiego Miasta. Na kolejny rok. Jaki będzie? Na pewno trudny i bogaty w emocje.<br />
<em>„Smutno, smutno, smutno…” </em>SDM</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Koniec białej przerwy]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2007/07/31/koniec-bialej-przerwy/</link>
<pubDate>Tue, 31 Jul 2007 15:37:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2007/07/31/koniec-bialej-przerwy/</guid>
<description><![CDATA[A co to w ogóle oznacza?- od kilku dni pytaliście się przez komunikator.
To filozofia wywodząca ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em>A co to w ogóle oznacza?</em>- od kilku dni pytaliście się przez komunikator.<br />
To filozofia wywodząca się ze starożytnych Indii, którą w książce <em>Czarownica z Portobello</em> przybliża Coelho za pomocą bohaterki, Hagii Sofii. Chciałam znaleźć fragment z definicją, ale zanim go znajdę, zdążę sama opisać, o co chodzi.</p>
<p>Nasze życie można porównać do książki. Długie czy krótkie, z wieloma wątkami, przewrotnością losu. Nie zawsze z <em>happy endem</em>. W książce są litery, które tworzą wyrazy, żeby tworzyć zdania, akapity, rozdziały...w życiu analogicznie są to decyzje i ich konsekwencje, różne wydarzenia, osiągnięcia, wzloty i upadki. Ot, proza życia. Jednak zarówno w książce, jak i w życiu pojawiają się białe przerwy. W książce- między literami, wyrazami, znakami interpunkcyjnymi. W życiu są to momenty naszego <em>niebytu</em>. Chwile, kiedy zamykamy jeden rozdział, a następny jest jeszcze nieznany lub dopiero nadejdzie. Biała przerwa może trwać pół godziny, dzień, dwa lub miesiąc. Nie można tego jednak mylić z depresją czy załamaniem nerwowym. Jest to po prostu okres na to, by zajrzeć w swoją duszę i serce, oczyścić się i odpocząć.<br />
Moja biała przerwa tym razem trwała trzy dni.<br />
Na zawsze zamknęłam rozdział Małego Księcia, który nawet wpisał się w poprzednim poście. <em>Czas się z tym pogodzić. Każdy ma prawo do swojego życia. Do napisania swojej historii według własnego pomysłu.</em></p>
<p>Wczoraj przyszedł do nas nowy listonosz. Jeden list. Do mamy. Nadawca? Sąd Rejonowy, wydz. Karny. Treść? Wszyscy zbledliśmy. Wstrzymany oddech...<br />
Rozprawa za dwa tygodnie. Ale już nie o winę, ale o umorzenie postępowania karnego dla wszystkich dyrektorek! :) W końcu prawo okazało się sprawiedliwe.<br />
Jesteśmy tacy szczęśliwi!</p>
<p>Dzisiaj dołączam jeszcze czwartą już piosenkę, która-jak trzy pozostałe: <strong>Na zakręcie</strong>, <strong>Mały Książę</strong> i <strong>Mishaela</strong>-odegrała ważną rolę w moim życiu. Będzie teżądla mnie symbolem zmian w moim życiu. Siły. Nadziei. Wiary.</p>
<p><em><strong>God Of Wonders</strong></em>, <em>Caedmon's Call</em><br />
<em>Lord of Heaven and Earth<br />
(Lord of all creation)<br />
Lord of Heaven and Earth</p>
<p>Lord of all creation<br />
Of the water, earth and sky<br />
The Heavens are your Tabernacle<br />
Glory To the Lord on high</p>
<p>God of wonders<br />
Beyond our galaxy<br />
You are holy, holy<br />
The universe<br />
Declares your majesty<br />
You are holy, holy</p>
<p>Early in the morning<br />
I will celebrate the light<br />
And when I stumble into darkness<br />
I will call your name by night</p>
<p>God of wonders<br />
Beyond our galaxy<br />
You are holy, holy<br />
The universe<br />
Declares your majesty<br />
You are holy, holy</p>
<p>Hallelujah (to the lord of heaven and earth)<br />
Hallelujah (to the lord of heaven and earth)<br />
Hallelujah (to the lord of heaven and earth)</p>
<p>Holy, holy<br />
Holy, holy</p>
<p>God of wonders<br />
Beyond our galaxy<br />
You are holy, holy</p>
<p>Precious Lord,<br />
Reveal your heart to me<br />
Father hold me, hold me</p>
<p>The Universe<br />
Declares your majesty<br />
You are Holy, Holy<br />
Holy, Holy</p>
<p>Hallelujah (to the lord of heaven and earth)<br />
Hallelujah (to the lord of heaven and earth)<br />
Hallelujah (to the lord of heaven and earth)<br />
Hallelujah (to the lord of heaven and earth)<br />
Hallelujah (to the lord of heaven and earth)<br />
Hallelujah (to the lord of heaven and earth) </em></p>
<p>Na koniec jeszcze dobra wiadomość- wraz z Grzesiem od 20. sierpnia zaczynamy staż w Gazecie Lubuskiej! :)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mam cztery kolce]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2007/07/26/mam-cztery-kolce/</link>
<pubDate>Thu, 26 Jul 2007 14:53:35 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2007/07/26/mam-cztery-kolce/</guid>
<description><![CDATA[Moje życie zmienia wymiar. Czuję się zupełnie inaczej. Wolna. Szczęśliwa.
Już nie płaczę pr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Moje życie zmienia wymiar. Czuję się zupełnie inaczej. Wolna. Szczęśliwa.<br />
Już nie płaczę przez Niego do poduszki. Nie zamierzam. </p>
<p>Cały okres od grudnia chcę potraktować jako nowe doświadczenie, ale nie jak przygodę. Poznałam kogoś, kto od dawna mnie intrygował, przeżyłam z Nim wiele pięknych chwil, obejrzałam najpiękniejsze zachody słońca...<br />
Mówią, że Miłość wiele ułatwia. Nam wszystko zepsuła. Najpierw moja, teraz Jego. Nie chcę tak żyć. Pora się uwolnić.<br />
Powiedział, że <em>lekarstwiem na Miłość jest druga Miłość</em>. Zgadzam się. Ale nam nie wyjdzie. To nie ma szans przetrwania. Nigdy. A mam dość bycia "tą drugą".<br />
Szkoda tylko, że straciłam dobrego przyjaciela...</p>
<p>Czy jestem smutna? Nie. Wiem, że mam w sobie siłę. Wiem też, że mam przy sobie ludzi, którzy we mnie wierzą i nie zostawią mnie w trudnych chwilach.<br />
Jestem tylko rozczarowana tym, jaki los potrafi być przewrotny...</p>
<p>Walczę. Mam siłę. Wierzę w swój sukces. </p>
<p>Będę o Tobie pamiętać. Zachowałam w sercu wszystkie piękne chwile, spędzone razem. Kłótni nie chcę pamiętać. Kilka dni temu byłam na baszcie. Nie jest tam już tak pięknie. Przeraża mnie to miejsce.<br />
Wiem, że odwiedzasz tego bloga. Jestem przekonana, że będziesz to robił nadal. Masz hasło. Jeśli się zmieni będzie to oznaczać, że moje życie uległo zmiany. Na zawsze.<br />
<em>Na zawsze zostanę Różą. A Ty moim Małym Księciem...<br />
Żegnaj...</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rachunek sumienia]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2007/03/30/rachunek-sumienia/</link>
<pubDate>Fri, 30 Mar 2007 22:19:47 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2007/03/30/rachunek-sumienia/</guid>
<description><![CDATA[             Gdybym była psem lub wilkiem, z chęcią zawyłabym teraz do Księżyca. Po raz kolejn]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>             Gdybym była psem lub wilkiem, z chęcią zawyłabym teraz do Księżyca. Po raz kolejny jestem na zakręcie. Po raz kolejny zakręt ten jest ostry i tylko po raz pierwszy nie stoję na nim sama. Jest przy mnie przyjaciel. Tym razem wolałabym jednak, żeby, paradoksalnie, jego tu nie było. Dlaczego?<br />
Każda opowiadana historia ma sens, gdy opowiada się ją od początku. Tak też zrobię.<br />
	Poznaliśmy się trzy lata temu dzięki dobrodziejstwu XXI wieku, przez Internet. Nasza pierwsza rozmowa toczyła się na temat Małego Księcia, jak zresztą później nazwałam mojego znajomego. Obydwoje  byliśmy pod wrażeniem opowiadania Exupery’ego. Wydawało mi się, że mój rozmówca jest właśnie tytułowym chłopcem. Zaintrygowała mnie jego wielka wrażliwość, co jest rzadkością wśród mężczyzn. Emanowała z niego niesamowita radość życia. Imponował mi tym i jednocześnie był wielką podporą, bo właśnie miałam jakiś młodzieńczy kryzys, którego powodów niestety nie pamiętam i nie ubarwię tym mojej opowieści. Pamiętam jednak do dziś, że nazywał mnie swoją Różą, Izabel…<br />
<img src="http://izanna.files.wordpress.com/2007/03/zwmkirp.jpg" alt="to nie jest oryginalny rysunek z książki" /><br />
           Kontakt mieliśmy przez jakieś dwa, może trzy miesiące. Zaprzyjaźniliśmy się. Przez cały ten czas nie rozmawialiśmy na tematy osobiste, nie wiedziałam nawet, jak mój Mały Książę naprawdę ma na imię, co robi i gdzie mieszka. On również nie wiedział tego samego o mnie. Nie było nam to potrzebne. Po prostu wiedzieliśmy, że jesteśmy przyjaciółmi, mogliśmy rozmawiać na każdy temat bez obawy, że któreś z nas wyśmieje drugie czy zdradzi swoim znajomym. Nasza znajomość była oparta na dużym zaufaniu, dlatego duże było moje zdziwienie, jak zniknął z dnia na dzień…<br />
Niemal codziennie zostawiałam mu wiadomości z pytaniami, co się dzieje. Milczał. Niedługo potem musiał zmienić adres mailowy, bo wszystko, co do niego pisałam, wracało.<br />
Płakałam, płakałam, aż w końcu udało mi się o nim zapomnieć. W pamięci zachowałam tylko kilka sentencji z „naszej” książki i z takim właśnie bagażem rozpoczęłam następny rok. I dwa kolejne…<br />
W tak zwanym międzyczasie zachorowałam na atopowe zapalenie skóry, co spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Dla skrzypaczki ta choroba oznaczać może tylko jedno-koniec fizycznego kontaktu z instrumentem. Żeby serce mi nie pękło, przestałam chodzić do filharmonii, połamałam wszystkie płyty z muzyką skrzypcową i udawałam, że jest dobrze. Postanowiłam nawet sprzedać skrzypce. Po pół roku odstawiania teatrzyku  dzielnej dziewczynki coś we mnie pękło i kompletnie się załamałam. W tym mentalnym zawieszeniu trwałam kolejne kilka miesięcy. W końcu moja alergolog skierowała mnie do psychiatry. Ten orzekł jednoznacznie-depresja. Teraz, z dwoma diagnozami wcale nie czułam się lepiej. Oprócz nasmarowanego maściami i obandażowanego ciała łykałam „tabletki szczęścia” z serotoniną. Nie było jednak żadnej poprawy, bo ja sama nie dopuszczałam do siebie wiadomości, że mogę wyzdrowieć. Powiem więcej- nie widziałam siebie w dalszym życiu. Sfrustrowana, miałam dość swojego ciała i duszy. Jeden wielki wrak człowieka. Młodej dziewczyny, która jeszcze rok wcześniej gotowa była zwojować świat i śmiała się do siebie. Musiała minąć „rocznica” od pojawienia się atopowego, żebym je zaakceptowała. Żebym zaakceptowała samą siebie z plamami i ranami na ciele. Oprócz bólu fizycznego zostawał jednak cały czas ból wewnętrzny, głęboko ukryty „gdzieś” w środku. Po dwóch latach z atopią nastąpiła remisja. Choroba niemalże całkowicie się cofnęła. Może dziwnie to zabrzmi, ale zaczynało mi jej brakować. Przyzwyczaiłam się już do codziennej pielęgnacji ciała, nauczyłam się hamować świąd i tylko płakałam czasem do poduszki, gdy bardzo mnie bolało.<br />
	Zostałam z depresją. Ja, zawsze przerażona na widok krwi, zaczęłam się ciąć. Oczywiście mimo wcześniejszych zakazów lekarzy, grałam na skrzypcach, z półroczną przerwą na samym początku atopowego. Teraz doszedł problem, oczywiście nie w moich oczach, pociętych od wewnątrz przedramion (skrzypaczka z bliznami na rękach? Jak to wygląda?). Trafiłam na pogotowie, jak raz za mocno się pocięłam i wtedy dowiedzieli się o tym moi rodzice. Zaczęłam wzmożoną terapię lekami i pojawiła się lekarska kontrola mojego ciała. Czułam się jak przestępca, a zarazem jak ofiara na obdukcji. Te wizyty bardzo mnie upokarzały. Byłam zła na cały świat, że zakazują mi odreagowywać moją złość i  frustrację, ale w porę opamiętałam się, że mają rację. Aby to zrozumieć, musiałam  jednak przejść przez najgorsze bagno, jakim jest próba samobójcza. Nad tym rozwodzić się nie będę, lecz mogę powiedzieć tylko jedno: mimo, że dzisiaj uważam to za bezmyślność i tchórzostwo, do końca życia będę pamiętać wszystko, co zrodziło się wówczas w mojej głowie. Z tym żyje się jak z blizną…nawet, jak masz już to za sobą i potępiasz swoje wcześniejsze zachowanie, nie możesz się tego wyprzeć. Przeszłość wiecznie będzie nam towarzyszyć, czy tego chcemy, czy też nie.<br />
Ciąć przestałam się tak szybko, jak zaczęłam. Trwało to jakieś dwa miesiące. Potrafiłam z tym skończyć przede wszystkim dzięki wsparciu bliskich i wspaniałej lekarce, której będę wdzięczna do końca moich dni, bo to ona odmieniła moje życie…i zrobił to ktoś jeszcze…<br />
	Żyletkę kupiłam na początku grudnia zeszłego roku. Po pierwszej „randce” z nią włączyłam komputer. Tępo przeglądałam różne strony związane z tą tematyką. To, co kiedyś mnie przerażało, przestało. Przeglądając skrzynkę mailową natknęłam się na nową wiadomość o tytule: „Witaj, Izabel”. Wiedziałam, kto jest nadawcą. Tylko jedna osoba na świecie tak mnie nazywała. Wiadomość zawierała tylko przywitanie i numer komunikatora. Bez większego wahania zaczęłam rozmowę. Nie było tłumaczeń, pytań, wyrzutów. Była rozmowa. Taka, jak kiedyś. Tym razem jednak umówiliśmy się na spotkanie face to face. Nigdy wcześniej go nie widziałam, nie miałam pojęcia, jak wygląda, choć nie raz się nad tym zastanawiałam. Z racji, że jestem uważana za osobę odważną, przybyłam na miejsce spotkania. Strach? Ewentualnie lekka adrenalina. Wiedziałam, a może raczej wierzyłam, że Mały Książę mnie nie skrzywdzi. Poza tym jestem dużą dziewczynką, umówiłam się na „swoim” terenie i powiadomiłam kilka osób, gdzie będę, tak w razie czego, gdyby jednak.<br />
Spotkanie było dość krótkie, bo trwało niecałą godzinę. Pochodziliśmy sobie ulicami Miasta i pogadaliśmy już o bardziej konkretnych sprawach. Dowiedziałam się, jak ma na imię, chociaż i tak nadal jest dla mnie Małym Księciem. Dowiedziałam się, że ma chore serce i niedługo wyjeżdża na stałe za granicę. Dowiedziałam się też, dlaczego się nie odzywał i po co wrócił. Dzisiaj czasem przeklinam ten dzień ze łzami w oczach.<br />
Nasza przyjaźń powoli odżywała. Po dwóch miesiącach, gdy już w pełni rozkwitła, pielęgnowana naszymi regularnymi cotygodniowymi spotkaniami i setkami smsów, w jednym z nich przeczytałam, że Mały Książę chce ode mnie odejść. Znów mnie zostawić. Ale MOŻE wróci. Wiedziałam, czym to się skończy. Znów będę płakać i coś się stanie. Tym bardziej, że cały czas  byłam w kiepskiej kondycji psychicznej. Po trzech nieprzespanych nocach powiedziałam sobie: „dość, czas zawalczyć o przyjaźń!”. Było ciężko, bo okazało się, że Mały Książę ma silny charakter, czego wcześniej aż tak nie doświadczyłam. Jednak się udało. Oczywiście nie od razu. Bo nawet burza potrzebuje czasu, żeby zaistnieć. Umówiliśmy się na spotkanie. Były łzy obydwojga z nas, przeprosiny i obietnica: „Izabel, nie zostawię Cię, dopóki nie będzie to zależne ode mnie. Naszą przyjaźń zerwać może tylko wyjazd któregoś z nas z kraju na stałe. Poza tym odejdę, gdy poczujesz się na tyle dobrze, że będę o Ciebie spokojny. I znajdziesz sobie partnera.” . Zgodziłam się. Szczerze, to nawet nie miałam zbytniego wyjścia, bo rozpętałaby się burza naszych charakterów. Chciałam zaoszczędzić tego zarówno nam, jak i innym ludziom w herbaciarni.<br />
Od tamtego czasu minęły prawie cztery miesiące. Nasza przyjaźń nabrała barw. Niejedni mogą nam zazdrościć. Umiejętnie nauczyliśmy się rozdzielać jego rodzinę (żona i długo oczekiwany syn-jak się poznaliśmy, właśnie się urodził) od naszej przyjaźni. Nieraz mówi mi o miłości do żony, o tym, za co ją pokochał. Jednak kiedyś zdradził ją i ona nie ufa teraz żadnej jego znajomej. Nawet jej się nie dziwię. Ja posunęłabym się pewnie dalej z moim temperamentem…<br />
Dzięki jego pomocy przestałam się ciąć. Zrozumiałam, że to nie ma sensu, niczego nie zmieni. Żyletkę zastąpiłam więc mnóstwem innych zajęć- wolontariatem, założyłam nawet kwartet smyczkowy, zapisałam się na kółko dziennikarskie i dostałam angaż w gazecie. Jednym słowem oprócz dwóch szkół i tylu zajęć dodatkowych zaczęłam po długiej przerwie się uśmiechać. Nabrałam dystansu do życia…<br />
	Problem pojawił się stosunkowo niedawno. Według mojej definicji przyjaźni, przekroczyliśmy zwyczajnie jej granice. Chyba, że przyjaciele mogą się całować i czule obejmować. Czuję się winna. Nie powinnam? Przecież to wszystko dla mnie…żebym się uśmiechnęła, lepiej poczuła. Żebym choć na kilka chwil zapomniała o sprawach bieżących. To działa, ale teraz pojawiły się też, myślę że słusznie, wyrzuty sumienia. Jak ja mogę odbierać męża żonie? Nie zamierzamy razem uciec, stworzyć związku i żyć jak w filmach. Chcemy po prostu być przyjaciółmi. Dlaczego Bóg tak skonstruował świat, że nie każda przyjaźń postrzegana jest normalnie? Normalnie, czyli bez głupich uśmieszków przechodniów, że jestem pewnie jego dziewczyną czy kochanką (niektórzy widzą lśniącą obrączkę, a może odruchowo widząc nas kierują tam wzrok?). Nie. Jestem jego przyjaciółką. 	Tak dużo jemu zawdzięczam. Pojawił się w najtrudniejszym- oprócz pojawienia się choroby skóry- dla mnie okresie. Pomógł mi o tym zapomnieć. Zmniejszyła się dawka leków, od kiedy wiem, że nie jestem nikomu obojętna, że znów mam Małego Księcia-człowieka, który o mnie wie najwięcej. Bo wszystkiego o sobie nie wiem nawet ja. Czasem samą siebie zadziwiam.<br />
	Co zrobię, jak odejdzie? Jeśli ucieknie, zapewne wróci do mnie atopowe, bo alergenem, oprócz niektórych pokarmów we wszystkich przypadkach jest duża dawka stresu. A to zapewne mnie nie ominie. Być może wrócę do większej dawki leków i wszystko będzie jak dawniej, czyli swędząco i smutno. Jednego jestem pewna-ciąć się nie będę. Starczą mi blizny, na które muszę patrzeć i jestem wściekła, że doprowadziłam się do takiego stanu. Poza tym przypominają mi kiepski okres, najgłębszy ból, jakiego doświadczyłam. Jeszcze długo będę wstydziła się poprosić lekarza o maść na blizny. Jednak żaden lekarz nie wymyślił jeszcze recepty na rany duszy…<br />
	Gdy nadejdzie dzień rozstania, na pewno będę płakać. Znając Małego Księcia będzie podobnie. Nigdy nie kryje łez. Tej umiejętności mu zazdroszczę. Może zdąży mnie tego nauczyć? Dzięki niemu zrozumiałam, że warto kierować się sercem, a on, że warto być cierpliwym. Obiecał mi, że moje osiemnaste urodziny spędzimy razem rozmawiając i śmiejąc się do świata. Taki plan bardzo mi się podoba…<br />
Wyleczył mnie z uzależniania się od ludzi, czego oczywiście też padł ofiarą. Był moją obsesją, zahirem…<br />
	Mimo, iż wiem, że nasze kontakty kiedyś się skończą, nasza przyjaźń będzie trwać cały czas. Zapamiętam go na całe życie. Dlaczego? To z nim przeżyłam najpiękniejsze chwile, nie licząc wycieczek z rodzicami w różne zakątki świata. Udowodnił mi, że sami kierujemy swoim losem, możemy iść pod prąd i świetnie się bawić, jeśli tylko wierzymy w to, co robimy. Do szczęścia nie jest nam potrzebny złoty pałac i pełny portfel. Wystarczy to, co ma się w duszy…</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Słowo napisane- nieszczęście zasiane]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2007/01/22/slowo-napisane-nieszczescie-zasiane/</link>
<pubDate>Mon, 22 Jan 2007 21:32:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2007/01/22/slowo-napisane-nieszczescie-zasiane/</guid>
<description><![CDATA[Jak dobrze, że już zaczął się nowy tydzień. Zazwyczaj początek kojarzy się z nadzieją, sił]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jak dobrze, że już zaczął się nowy tydzień. Zazwyczaj początek kojarzy się z nadzieją, siłą, energią i zapałem do pracy. Zazwyczaj…<br />
Kilka ostatnich dni to był koszmar. Katorga. Wylałam kilkadziesiąt mililitrów łez i kilkanaście krwi. Jest takie powiedzenie, że jak się wali, to ze wszystkich stron. Moja babcia zwykła mawiać, że Bóg przez całe życie gra z nami w domino. Układa na przemian klocki blisko siebie. Wystarczy mały błąd, wszystko się sypie i trzeba zacząć układanie na nowo. Ile razy? Pytam się, ile? Od czego to zależy? Od doświadczenia zapewne. Ale jak mogę mieć doświadczenie w życiu, skoro każdy dzień jest inny? Nic się nie powtarza?<br />
Wczoraj, spacerując po parku natknęłam się na zmarłego człowieka. Wyglądał, jak by odpoczywał. Siedział spokojnie na ławce z głową ku niebu. Z zamkniętymi oczami. Obok stało dwóch policjantów. Podchodzę i pytam, co oni tu robią. Odpowiedzieli, że pilnują zwłok. Zupełnie, jakby bali się, że ten starszy, martwy człowiek im ucieknie z ćwiartką, której nie zdążył wypić. A kilka metrów dalej na placu zabaw bawiły się dzieci. Nie padało, wiatr był dość słaby. Dalej szarżował duży pies, rasy nie powiem, bo na psach się nie znam. Po prostu duży i brązowy. Za nim biegał zasapany młody mężczyzna, którego początkowo pomyliłam z Małym Księciem, bo akurat byliśmy umówieni tego dnia na spotkanie w parku. Niestety się nie pojawił. Do tego wszystkiego zaczęło padać. Spacerując, natknęłam się na dwóch podstarzałych natrętów i jednego sekundanta, łudząco podobnego do druha M. Ale być może mam już obsesję i widzę go w każdym mężczyźnie o wzroście 172 cm i zaroście a’la Milowicz. Zaszli mi drogę. Ochlapusy zaczęły mnie zaczepiać, przedstawiać się i mówić coś w stylu: „nadzwyczaj ta pani sympatyczna” . No tak. To od nich, a właściwie od Klona, dowiedziałam się, co zaszło w parku. Gdy wyraźnie ignorowałam ich zaczęli, stawali się bardziej agresywni. Chciałam krzyknąć, zrobić cokolwiek. Jednak mnie zamurowało. Zrobiłam krok w bok, próbując ich ominąć. Klon się odsunął. Ochlapusy nie dawały za wygraną. Nagle z odsieczą przybył stojący nieopodal policjant. Do czegoś się przydał i podczas kolacji z żoną będzie mógł się pochwalić, że oprócz pilnowania 70-paro letniego denata uratował zdrowie i być może życie siedemnastolatce. Żona na znak aprobaty w nocy nie powie, że boli ją głowa i dzielny Pan Policjant będzie mógł przypieczętować swoją męskość łóżkowymi popisami.<br />
Wybaczcie mi tę dygresję. Jeśli jednak ona się pojawiła oznacza to, że tego potrzebowałam.<br />
Nadal nie odbyła się rozmowa Ja-Mama. Moje problemy stały się w ferie tematem tabu, ale po pewnej scysji przekonałam Ją, że powiem o przyczynach złamania obietnicy „dbania o swoje ciało” z własnej inicjatywy. Na dzień dzisiejszy nie czuję na ów rozmowę najmniejszej ochoty. Muszę rozwiązać sprawę z Małym Księciem, który ostatnimi dniami dostarczył mi Dużych Wrażeń. A tak a propos, co się odwlecze, to nie uciecze [do Małego Księcia].<br />
Drugi tydzień ferii zapowiada się bardzo ekscytująco, a mianowicie: historia muzyki, policja [denat], skrzypce, dentysta, historia muzyki, skrzypce, historia muzyki, lekarz [zaświadczenie dla przeworskiego Wymiaru Sprawiedliwości o mojej niedyspozycji do składania zeznań. Chcę jedynie udostępnić im dane z mojego telefonu komórkowego. Może pojadę na ogłoszenie wyroku…], historia muzyki, skrzypce, niemiecki, historia muzyki, historia muzyki, kwartet…łez nie przewiduję, aczkolwiek czuję, że we mnie ”dygocze w środku” [jak to zwykł mawiać Julian XIII Samozwańczy z kultowego Madagaskaru], więc owych łez nie mogę wykluczyć.<br />
To wszystko zależy od tego, jak rozwiąże się sprawa z Małym Księciem, który oznajmił mi, że zmienia planetę. Być może na zawsze, być może na kilka lat, jak poprzednim razem. Nie mogę Go powstrzymać, ale chciałabym z Nim porozmawiać ostatni raz przed Jego wyjazdem…</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[***]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2007/01/12/24/</link>
<pubDate>Fri, 12 Jan 2007 19:20:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2007/01/12/24/</guid>
<description><![CDATA[Po prostu nie mogłam wymyślić tytułu. A nawet nie to, że nie mogłam, jak miałam za dużo konc]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Po prostu nie mogłam wymyślić tytułu. A nawet nie to, że nie mogłam, jak miałam za dużo koncepcji na niego i nie potrafiłam się zdecydować, czy wybrać:<br />
-Ile pomidorów mieści się w małym słoiku Pudliszki?<br />
-Dlaczego nożyczki do papieru dobrze ścinają włosy?<br />
-Siła i honor.<br />
-Czy w niedzielę będzie padać?</p>
<p>Ze względu na brak jakiegokolwiek sensu wyżej wymienionych tytułów zdecydowałam się po prostu na "***".</p>
<p>W  tygodniu sporo się działo. Szkoła, wystawienie ocen...</p>
<p>Obiecałam Ci, że się w Tobie nie zakocham. Obiecałam...a obietnic dotrzymuję. Potrafisz mnie rozweselić. Nawet po tym wszystkim, co stało się w tyym tygodniu.</p>
<p>Po raz pierwszy moje współlokatorki nie dowiedziały się o całej sprawie. Zaufałam Ci i postawiłeś mnie na nogi. Dziękuję.</p>
<p>Tydzień był pakudny. Zaczęło się zaliczeniami. We wtorek nie doszłam do szkoły. Wróciła za to Ona.<br />
Woda, chusteczki, ból, kolejne kłamstwa. "Byłam w szkole"-powtarzałam cały czas chyba z nadzieją, że sama uwierzę w to, co mówię.</p>
<p>Spotkanie. <strong>Płacz</strong>. Milczenie. Trach. <strong>Uśmiech</strong>.</p>
<p>W szkole nagonka za frekwencję. Publicznie mnie upokorzono. A co...</p>
<p>Przyznałam się, o co chodzi. Wychowawczyni już wie. Dzisiaj (tj. piątek) odbyło się spotkanie z dyrektorem K., wyżej wspomnianą wychowawczynią S., pedagogiem Ś. i moją Mamą. Nie odezwałam się słowem. Przytakiwałam. Łzy jak grochy leciały po policzkach. Przygryzłam wargi i trach- <strong>uśmiech</strong>. </p>
<p>Spotkanie. Opowiadał jakąś historię. Każde słowo chłonęłam jak gąbka. Nie potrafiłam się rozluźnić. Herbata. Spojrzenia. Rozmowa. <strong>Łzy</strong>. Rozmowa. Trach. <strong>Uśmiech</strong>.</p>
<p>Wbrew moim przypuszczeniom czuję się teraz lekko i bezpiecznie. Widocznie tak musiało być. K. ma rozmawiać z Gronem.<br />
Czyżby zbliżał się jakiś przełom? Marzenie...</p>
<p>W internacie impreza na zakończenie semestru była nietypowa. Jezioro Łabędzie, fikołki, Kamasutra, pianka do włosów (wcześniej ściętych nożyczkami biurowymi). Radość. Szaleństwo. <strong>Śmiech</strong>.</p>
<p>P.S.<br />
Jeśli się zakocham, odejdę bez słowa.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Katharsis]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2006/12/28/katharsis/</link>
<pubDate>Thu, 28 Dec 2006 11:03:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2006/12/28/katharsis/</guid>
<description><![CDATA[Oj, jak ja bym chciała, żeby ten dzień mnie oczyścił. Potrzebuję tego. W mojej głowie pełno ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Oj, jak ja bym chciała, żeby ten dzień mnie oczyścił. Potrzebuję tego. W mojej głowie pełno myśli...ale na początek mała dygresja...<br />
Pali się dom. Po akcji ratunkowej stoi koło siebie dwóch strażaków. Jeden ma twarz całą w sadzy, drugi natomiast twarz ma czystą. Który z nich pójdzie się umyć?<br />
Na pewno nie ten brudny. Pójdzie czysty. A dlaczego? Bo patrząc na drugiego pomyśli: jestem cały w sadzy, tak jak on. A ten z umorusaną twarzą pomyśli: jestem czysty tak, jak mój kolega...<br />
Gdy obcujemy z drugim człowiekiem, nasze wnętrze przejmuje trochę z wnętrza drugiego. Następuje zamiana ról. Czasem dzieje się tak, że jeden "wysysa" z kogoś pozytywną energię, chęć do życia i działania, "oddając" swoje pesymistyczne spojrzenie na świat. To niesprawiedliwe! Można by pomyśleć: przecież mogę się związać z osobą, która jest moim lustrzanym odbiciem. Ale skoro my nie umiemy sami oceniać siebie, często nawet tego unikamy, odwracamy się od swojego "lustra", nie chcemy lub boimy się w nie spojrzeć? Ocenę własnej osoby zostawiamy innym. Jeśli jest pozytywna- to dobrze. Jesteśmy cali szczęśliwi, dumni z siebie (co potem okazuje się zgubne) i wdzięczni naszym kochanym rodzicom. Jeśli opinia o nas jest negatywna- w końcu się z tym godzimy, przyjmujemy z goryczą etykietkę "Jestem beznadziejny". W głębi duszy przeklinamy sami siebie i zrzucamy winę na wspomnianych wyżej rodziców lub Bogu ducha winne geny (a przecież beznadziejność, o ile istnieje, nie jest dziedziczna).<br />
Wpatrując się w innych stajemy się podobni o nich...nawet mówi o tym stare porzekadło o wronach. </p>
<p>Być może ja taka chciałam być? Taka, jak inni? Żeby mieć przyjaciół?</p>
<p>Ostatnio w rozmowie z Pewną Osobą uświadomiłam sobie, że każdy z nas jest z natury dobry. To inni ludzie powodują, że stajemy się tacy, jacy jesteśmy. Przez życie idziemy w maskach, ukrywając swoje prawdziwe uczucia, przekonania czy nawet zainteresowania czy pasje...często zdarza się tak, że stajemy sięodzwierciedleniem własnej rodziny. To przecież z rodzicami żyjesz w najważniejszym okresie swojego życia. Dorastasz przy nich. To oni tłumaczą Ci, co to jest rząd, dlaczego komuna była zła...nie pozostawaiją nam "wolnych" pojęć, bo nie mielibyśmy z nich użytku jako dzieci. Wpaja nam się od razu: to jest dobre, a to nie.<br />
A jak byśmy mieli dzisiaj umrzeć i narodzić się na nowo? Z własną świadomością, bazując tylko na swoim doświadczeniu? Wielu z nas by się bało...strach. To właśnie on nas paraliżuje i powoduje naszą bierność, stagnację. Wolimy mieć narzucony plan dnia, niż samemu decydować o sobie. Dlaczego? Bo tak jest łatwiej. Ale w pewnym momencie życia zatrzymujesz się i myślisz: po co ja tak biegnę? Dokąd? Po co?</p>
<p>Właśnie moje życie stanęło. Spowodował to jeden Mały Książę i jedna Mała Książka...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mój Zahir...]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2006/12/26/moj-zahir/</link>
<pubDate>Tue, 26 Dec 2006 21:42:29 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2006/12/26/moj-zahir/</guid>
<description><![CDATA[Według Jorge Luisa Borgesa pojęcie Zahira wywodzi się z tradycji islamskiej i sięga XVIII wieku.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em>Według Jorge Luisa Borgesa pojęcie Zahira wywodzi się z tradycji islamskiej i sięga XVIII wieku. Zahir w języku arabskim znaczy: widoczny, obecny, niemogący ujść uwagi. Może to być istota ludzka lub przedmiot. Gdy napotkamy go na swej drodze, zajmuje stopniowo cały nasz umysł, aż do momentu kiedy nie jesteśmy już w stanie myśleć o niczym innym. Może to być postrzegane jako oznaka świętości albo szaleństwa"</em><br />
Fabourg Saint-Peres, <em>Encyklopedia Niezwykłości</em>, 1953<br />
***<br />
Nie spałam do 2:15. Mniej więcej godzinę wcześniej odebrałam od Niego ostatniego tej nocy smsa.<br />
Niestety, nie wytrzymałam napięcia, które panowało pomiędzy kolejnymi wiadomościami (czekałam całe 7-10 minut!). Pobiegłam do łazienki. Specjalnie dla Niego policzyłam, być może po to, żeby poczuł to, co ja. 38. Bolało. Ale dopiero później. Zawsze tak jest, że jak bierzesz coś ostrego, boli tylko do 4-5...dalej "idzie samo". Nie wiesz kiedy. Upływa dużo czasu, z nim lecą łzy. Ale zaciskasz zęby i "żyjesz" dalej. Zasnęłam.<br />
Rano wyjazd do Wrocławia...powrót pod wieczór...<br />
Cały dzień miałam z Nim kontakt.<br />
Wyobraziłam sobie, że nagle znika z mojego życia. Co bym zrobiła? Nie wiem. Teraz wszystko kręci się wokół telefonu. On się cieszy, ja również. Jest na mnie zły, ja jeszcze bardziej, więc wymierzam sobie karę.<br />
Później skrucha, łzy, spokój, niepokój i myśli...myśli...<br />
Co On teraz robi? Co o mnie myśli? Czasem nawet obnaża się ze swoich emocji, ale rzadko...<br />
Jeśli to czytasz, otwórz się...</p>
<p>Ja wiem, wszystko wiem. Masz żonę, dziecko. Kochasz Ich. Wiesz, że się cieszę. Jeśli Ty kochasz, ja też. Nie chcę, NIE ZAMIERZAM burzyć Ci życia. Nie jestem złośliwa. Jesteś fundamentem, na którym chcę zbudować Nowe Życie. Lepsze Życie. Nie jako Dłuto skubiące nieudolnie wielki Kamień, ale jako Róża...Twoja delikatna Róża z katarem...Ty dałeś mi klosz, Mały Książę. Przy Tobie czuję się bezpieczna.<br />
Dziękuję.<br />
Do zobaczenia wkrótce.<br />
Na Naszej Planecie...z dala od Księgowego, Latarnika czy Pijaka...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jak przetrwałam Wigilię...]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2006/12/25/jak-przetrwalam-wigilie/</link>
<pubDate>Mon, 25 Dec 2006 14:40:47 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2006/12/25/jak-przetrwalam-wigilie/</guid>
<description><![CDATA[&#8220;Przetrwałam&#8221; to dobre określenie.
Właściwie było tak, jak przewidywałam. Warto do]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>"Przetrwałam" to dobre określenie.<br />
Właściwie było tak, jak przewidywałam. Warto dodać, że kolacja wigilijna należała do bardzo nowoczesnych. Wszystko albo instant, albo 2w1, albo z mrożonki. I tak- kupny barszcz, chyba Winiary, bo wyczuwałam nutkę czosnku, uszka z mrożonki, COCA-COLA (Babciu, jestem <strong>u-czu-lo-na</strong>!...głupia uwaga zważywszy na to, co zrobiłam 23. grudnia...).<br />
Co do składania sobie wspaniałomyślnych życzeń dodam, że Dziadek obiecał mi po zdanym egzaminie na prawo jazdy samochód, a Tata (nareszcie) życzył mi chłopaka. Dziękuję za przyzwolenie...teraz całując się w parku i czując wlepiony wzrok nauczycieli nie będę miała wyrzutów sumienia...</p>
<p>Zaliczyłam wczoraj łącznie trzy Wigilie. Pierwsza "instant" u Rodziców Taty, druga "tradycyjna" (była kutia!) u Rodziców Mamy, a trzecia...cóż. We własnym domu, przed północą, oglądając "Mgłę"...w samotności.<br />
Włączyłam więc komputer i odbyłam kilka miłych rozmów...o studniówce w muzycznej, o barszczu, ptasim mleczku i innych...</p>
<p>Dzisiaj świateczny obiad, tym razem we własnym domu, ukrywanie łez i oczywiście lustracja Dziadka: "dlaczego jesteś smutna?"<br />
Ehh przed Nim nic się nie ukryje...<br />
A tak się staram.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[W przeddzień wigilijnej wieczerzy...]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2006/12/23/w-przeddzien-wigilijnej-wieczerzy/</link>
<pubDate>Sat, 23 Dec 2006 20:07:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2006/12/23/w-przeddzien-wigilijnej-wieczerzy/</guid>
<description><![CDATA[Łzy. Smutek. Nostalgia.
Przecież nie tak powinno być. Miało być idealnie, albo przynajmniej dob]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Łzy. Smutek. Nostalgia.<br />
Przecież nie tak powinno być. Miało być idealnie, albo przynajmniej dobrze. Miałam być uśmiechnięta, szczęśliwa. Miało pachnieć korzennymi ciastkami...<br />
Złamałam zasadę. Pierwszy raz od czerwca napiłam się tego, co dla mnie zakazane. Zabójczy dla mojej skóry kwas fosforowy z cukrem, dwutlenkiem węgla, karmelem i kofeiną. Trująca Coca-Cola (wybaczcie antyreklamę). Rezultat? Atopowe wróciło na dłonie. I chociaż smyczek już w futerale, mój własny, a nie lutnika, to nie mam ochoty grać. Najmniejszej. A powinnam, bo 2. stycznia mam egzamin.<br />
Jutro Wigilia. Czas, który powinno spędzić się z rodziną, w miłej atmosferze pełnej miłości i ciepła. Arkadyjski wizerunek? Zależy. Przy stole usiądę ja, moi rodzice i dziadkowie od strony taty. Kto będzie szczęśliwy? Kto o czym będzie myślał?<br />
Babcia H. - jak zawsze będzie myśleć o śmierci, że to ostatnia nasza wspólna Wigilia, że ja schudłam, bo pewnie w internacie źle mnie karmią...i będzie myśleć o swoich dwóch idealnych wnuczkach z Wielkiego Miasta K. Studentki UJ...Wybranki Losu..."a ta [ja] chce być muzykiem czy polonistką. Po co jej to? Ile z tego będzie mieć pieniędzy?"<br />
Dziadziu Cz. [najukochańsza osoba, jaką znam] - "dlaczego H. patrzy na nią [na mnie] z takim wyrzutem? Ma pasję, to najważniejsze." Będzie mi się bacznie przyglądał, uśmiechał. Ja ulepię Jemu uszka bez grzybów, bo nie lubi. On mi podziękuje. Pod stołem da mi kopertę z pieniędzmi na struny. Zobaczy moje blizny na rękach. Łamiąc się  opłatkiem mocno mnie przytuli i powie, że będzię dobrze.<br />
Mama- myślami będzie nieobecna. Składając mi życzenia będzie powtarzać, że mnie bardzo kocha i cieszy się, że jestem. Obiecam Jej, że będę żyć.<br />
Tata- przesiedzi Wigilię milcząc, błądząc wzrokiem po wszystkich. Tradycyjnie to On rozda nam prezenty...Podczas łamania się opłatkiem przeprosi mnie i Mamę za to, co nam robi. A Pierwszy Dzień Świąt zacznie awanturą...<br />
Ja- podziękuję wszystkim za życzenia...zjem Wigilijną kolację. Będę ukrywać łzy i ciągle się uśmiechać.<br />
Będę szczęśliwą Wnuczką i Córką. Raz w roku niech Najbliżsi widzą mnie uśmiechniętą. "Płacze ze wzruszenia"- mam alibi.</p>
<p>A Wam życzę spokojnych i pełnych Miłości Świąt. Bezsennym życzę wymarzonego snu, Skamieniałym dłuta...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Do INNEGO i do Reszty...]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2006/12/18/do-innego-i-do-reszty/</link>
<pubDate>Mon, 18 Dec 2006 20:54:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2006/12/18/do-innego-i-do-reszty/</guid>
<description><![CDATA[&#8220;Pieprzenie o Szopenie w tych Twoich słowach. A o co konkretnie Ci chodzi? To może ktoś odp]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>"Pieprzenie o Szopenie w tych Twoich słowach. A o co konkretnie Ci chodzi? To może ktoś odpowie?"</p>
<p>Fakt. Konkrety.<br />
Poszukuję sensu ludzkiej wędrówki. Po co ja żyję? Tylko nie mówcie, że życie jest piękne. To zbyt banalne, sztambuchowe. </p>
<p>Szukam swojej recepty na życie. Jak podjąć tą najważniejszą decyzję? Słuchać rozumu czy serca?</p>
<p>Konkretnie- być muzykiem czy humanistą?</p>
<p>P.S.<br />
Z racją to tak jak z du**. Każdy ją ma.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rozum czy uczucia?]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2006/12/18/rozum-czy-uczucia/</link>
<pubDate>Mon, 18 Dec 2006 17:17:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2006/12/18/rozum-czy-uczucia/</guid>
<description><![CDATA[Ja już sama nie wiem. Kamyczek radzi: ROZUM. Ja, cóż ja mogę. Jestem po prostu taką Pascalowsk]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Ja już sama nie wiem. Kamyczek radzi: ROZUM. Ja, cóż ja mogę. Jestem po prostu taką Pascalowską trzciną na wietrze, która ufa swojemu sercu, a nie rozumowi. I koniec końców-różnie na tym wychodzę...jeśli chodzi o życie codzienne i różne decyzje, które podejmuję, to moja ufność w stosunku do Duszy i przeczucia sprawdza się.</p>
<p>Raz tylko dostałam od Wszystkich po głowie za to, co podpowiadało mi serce...</p>
<p>I dzięki tym Wszystkim jestem tu i teraz, chociaż różnie to czasem odbieram. Raz jestem wdzięczna, raz wściekła...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Życie, życie...]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2006/12/18/zycie-zycie/</link>
<pubDate>Mon, 18 Dec 2006 15:16:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2006/12/18/zycie-zycie/</guid>
<description><![CDATA[Nie chcę moralizować i uogólniać. Ktoś w zeszłym roku ciągle powtarzał mi, że życie jest p]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nie chcę moralizować i uogólniać. Ktoś w zeszłym roku ciągle powtarzał mi, że życie jest piękne, że warto żyć...</p>
<p>Wszystko się zgadza, jeśli ma się pasję. Ja mam. "To OK"- mówił. A jeśli mam dwie i nie potrafię wybrać? Często, jak staję przed pytaniem: <em>co Ci jest?</em> , odpowiadam: <strong>obłęd człowieka o rozdartej duszy.</strong></p>
<p>Czuję się z tym źle, fatalnie, beznadziejnie. Nie jestem asertywna, to, co każą, zrobię. Tak właśnie zaczęłam grać na skrzypcach. Po sześciu latach sama zdecydowałam, że dalej chcę to robić. Poszłam do średniej. Teraz jestem już na finiszu. Lubię to, nie wyobrażam sobie zniknięcia skrzypiec z mojego życia, ale czy to kocham? Nie wiem.</p>
<p>Druga pasja, pisanie. Proza, proza...to, czemu poświęcam każdą wolną chwilę. W tym czuję się swobodnie. Dzięki skrzypcom jestem bardziej wrażliwa i pewnie dlatego mohe opowiadania, nowele i wreszcie listy są przesycone emocjami.</p>
<p>Przez to artystyczne rozdwojenie jaźni powstały moje kompleksy.</p>
<p>Czuję, że życie przecieka mi przez palce...dlaczego?</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
