<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>festiwal &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/festiwal/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "festiwal"</description>
	<pubDate>Fri, 22 Aug 2008 01:16:58 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Gdynia 2008 po wrocławsku]]></title>
<link>http://nowetworzywo.wordpress.com/?p=153</link>
<pubDate>Fri, 22 Aug 2008 00:20:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>lem</dc:creator>
<guid>http://nowetworzywo.wordpress.com/?p=153</guid>
<description><![CDATA[
kadr z filmu &#8220;Teraz i zawsze&#8221;
Podana została lista filmów zakwalifikowanych do konkur]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><img class="alignnone size-full wp-image-154" src="http://nowetworzywo.wordpress.com/files/2008/08/fot-7.jpg" alt="" width="450" height="304" /></p>
<p style="text-align:center;"><strong>kadr z filmu "Teraz i zawsze"</strong></p>
<p>Podana została lista filmów zakwalifikowanych do konkursów tegorocznego festiwalu w Gdyni. do konkursu głównego trafiło 16 filmów. Są to m.in.  "33 sceny z życia" Małgorzaty Szumowskiej, "Senność" Magdaleny Piekorz i najnowszy film Krzysztofa Zanussiego "Serce na dłoni". Bardzo  żałuję,  że w stawce nie znalazł się pełnometrażowy debiut wrocławiania <strong>Artura Pilarczyka "Teraz i zawsze"</strong>, który umieszczony został w Panoramie.<!--more--></p>
<p>Trudno wskazać faworyta w tegorocznym konkursie głównym. Wreszcie nowe produkcje przygotowali Piekorz, Szumowska, Dariusz Gajewski ("Lekcje pana Kuki"), a także Michał Rosa. Jego "Rysa", z "życiową rolą Jadwigi Jankowskiej-Cieślak", jak stwierdził przedstawiciel dystrybutora filmu, z którym miałem okazję rozmawiać, nieśmiało wymieniana jest wśród kandydatów do zwycięstwa. Producenci obawiają się jedynie łatki "filmu o lustracji", którą zdążyli już przypiąć "Rysie" krytycy.  Bardzo ciekawie, choćby ze względu na udział Macieja Zakościelnego i Dody, zapowiada się "Serce na dłoni". W Gdyni swoją premierę będą też miały długo oczekiwane - kręcona we Wrocławiu i Legnicy <strong>"Mała Moskwa" Waldemara Krzystka</strong>, a także fabularny debiut cenionego dokumentalisty Jacka Bławuta "Jeszcze nie wieczór". Zwycięzcę "Złotych Lwów" wybierze jury pod przewodnictwem reżysera Roberta Glińskiego.</p>
<p>Tymczasem w Panoramie Kina Polskiego znalazły się niemal same komedie romantyczne, które w tym sezonie święciły triumfy w kasach multipleksów. Nie jestem przekonany, czy towarzystwo słabych "Małej wielkiej miłości", "Nie kłam kochanie" i znacznie bardziej udanych "Rozmów nocą" Macieja Żaka dobrze wróży debiutanckiemu filmowi <strong>Artura Pilarczyka "Teraz i zawsze"</strong>. Wrocławski reżyser poświęcił na film sporo czasu, energii, a także pieniędzy, również własnych. Szkoda, że stolica dolnego Śląska nie ma w tym roku dwóch reprezentantów w konkursie głównym. A pamiętajmy, że początkowo były szansę na trójkę filmów - w Gdyni premierę miał mieć najnowszy obraz J<strong>ana Jakuba Kolskiego "Afonia i pszczoły"</strong>. Jednak produkcja nie została wciąż ukończona.</p>
<p>Wrocław jest za to mocno reprezentowany w konkursie kina niezależnego, gdzie obok najnowszej realizacji ikony offowego kina polskiego<strong> Dominika  Matwiejczyka "Związek na odległość"</strong>, pojawiają się  naprawdę niezła ekranizacja opowiadania Buzzattiego <strong>"Klinika" Ani Maciejowskiej</strong> z gościnnym udziałem aktorskim drugiego z braci Matwiejczyków oraz nagrodzony w ostatnim konkursie Doliny Kreatywnej film <strong>"Raz, dwa, trzy" Aleksandry Ząb</strong>. W składzie jurorskim znajduje się natomiast inny wrocławski twórca offowy - <strong>Bodo Kox</strong>.</p>
<p>Z Wrocławia wywodzi się również <strong>Jakub Czekaj</strong>, student katowickiej filmówki, którego obraz <strong>"Za horyzont"</strong> - wyróżniony w ubiegłym roku Srebrną Kijanką dla autora zdjęć Tomasza Woźniczkina łódzkim festiwalu Camerimage, znalazł się w konkursie etiud. Na Dolnym Śląsku - konkretnie w Świdnicy - wychowywał się również <strong>Paweł Wysoczański</strong>, autor filmu <strong>"W drodze"</strong>. Czyli w sumie reprezentacja Wrocławia i okolic jest wcale liczna i możemy mieć nadzieję, że naszym filmowcom uda się uszczknąć kawałek tortu z nagrodami.</p>
<p><strong>Lech Moliński</strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Filmy reklamy wirusowej]]></title>
<link>http://epublicrelations.wordpress.com/?p=142</link>
<pubDate>Thu, 21 Aug 2008 18:09:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>epublicrelations</dc:creator>
<guid>http://epublicrelations.wordpress.com/?p=142</guid>
<description><![CDATA[Festiwal Filmów Wirusowych VirNick 2009
Trwają przygotowania do pierwszego w Polsce Festiwalu Film]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Festiwal Filmów Wirusowych VirNick 2009</strong></p>
<p>Trwają przygotowania do pierwszego w Polsce Festiwalu Filmów Wirusowych VirNick 2009. Organizator-krakowska agencja DATA Public Relations-chce w pełni ukazać zjawisko a także fenomen „Virali” oraz ich mechanizmy oddziaływania na współczesne społeczeństwo.</p>
<p>Film wirusowy zwany „Viralem” to klip video, który charakteryzuje się dużą dawką humoru, maksymalnym wykorzystaniem obrazu i dźwięku, często wywołuje skrajne emocje. „Virale” zyskują popularność poprzez udostępnianie i rozpowszechnianie ich w Internecie za pomocą poczty e-mail, komunikatorów, serwisów internetowych (najpopularniejszy YouTube). Są coraz częściej wykorzystywane jako skuteczne narzędzie marketingowe.</p>
<p>„Chcemy, aby festiwal był nie tylko przeglądem najlepszych filmów, ale przede wszystkim by stał się miejscem corocznych spotkań autorów „Virala”, którzy tworzą całe społeczności, a są w większości anonimowi” - mówi Magdalena Zawadzka-Wojtaszek – pomysłodawczyni festiwalu.</p>
<p>Wiadomo, że filmy oceniane będą w dwóch kategoriach: amatorskiej i profesjonalnej, w tej drugiej będą mogły brać udział m.in.: agencje reklamowe, interaktywne i PR. Już wkrótce pojawi się strona internetowa www.virnick.pl, gdzie będzie można znaleźć więcej szczegółów dotyczących festiwalu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ostróda reggae festiwal 14-17 sierpnia 2008]]></title>
<link>http://piomka.wordpress.com/?p=215</link>
<pubDate>Wed, 20 Aug 2008 00:05:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>piomka</dc:creator>
<guid>http://piomka.wordpress.com/?p=215</guid>
<description><![CDATA[Cztery dni wesołej muzyki, niestety trzy z nich w deszczu&#8230;

]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Cztery dni wesołej muzyki, niestety trzy z nich w deszczu...</p>
[gallery]
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wrażenia pofestiwalowe]]></title>
<link>http://nowebrzmienia.wordpress.com/?p=74</link>
<pubDate>Tue, 19 Aug 2008 14:17:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>kaskapaluch</dc:creator>
<guid>http://nowebrzmienia.wordpress.com/?p=74</guid>
<description><![CDATA[Zakończyłam swoje tour po letnich festiwalach w Europie. To może za dużo powiedziane, bo nie odw]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zakończyłam swoje <em>tour</em> po letnich festiwalach w Europie. To może za dużo powiedziane, bo nie odwiedziłam na przykład Roskilde czy Glastonbury, ale Open'er w Gdyni, Colours of Ostrava w czeskiej Ostravie czy Sziget Festival w Budapeszcie to też coś.</p>
<p>Nie mam długiego stażu festiwalowego - do zeszłego roku trzymałam się od nich raczej z daleka. Wolałam (i tak naprawdę - wolę do tej pory) kameralne koncerty. Tamę przełamała <a href="http://www.80bpm.net/articles.php?id=46" target="_blank">Bjork</a>, która w zeszłym roku zagrała na Open'erze. Później zaproszenie do Budapesztu z Instytutu Polskiego na Węgrzech. Kula śnieżna potoczyła się w dół i znalazłam się w swoistym nałogu festiwalowym - chyba czas na odwyk :) Sęk w tym, że jakkolwiek festiwale muzyczne to rzecz, którą warto przeżyć przynajmniej raz, tak ich im więcej, tym większe ogarnia zmęczenie.</p>
<p>Długie podróże, bieganie po nowo odwiedzonym mieście/państwie, dużo alkoholu, papierosów i <em>junk food</em> a do tego niepewna pogoda, długie oczekiwanie w deszczu i chłodzie, długie nocne powroty do domu... Byłabym niesprawiedliwa gdybym nie powiedziała, że ma to oczywiście wiele plusów - nowe miejsca, nowi ludzie, nowe zespoły, dużo muzyki, wrażeń i zabawy.</p>
<p>W tym roku najlepsze wrażenie zrobił na mnie <a href="http://80bpm.net/articles.php?id=922" target="_blank">Colours of Ostrava</a>. Z jednej strony ogromne przedsięwzięcie, międzynarodowa, duża impreza - z drugiej klimat dość kameralny. Zapewne dlatego, że festiwal rozłożony jest po całym mieście, w klubach i na kilku scenach plenerowych. Zapewne też dlatego, że odwiedza go dużo mniej ludzi niż Sziget. Ale przynajmniej słuchanie muzyki jest przyjemniejsze, bardziej intymne. Na <a href="http://80bpm.net/articles.php?id=940" target="_blank">Sziget</a> - mimo, iż jest w końcu w moim ukochanym Budapeszcie - w tym roku popatrzyłam inaczej. Bez oczu przesłoniętych bielmem ekscytacji i upojenia alkoholowego. W tym roku dystans był większy, temperatura wyższa, zmęczenie bardziej odczuwalne. Sziget to wciąż klasa, marka i prawdziwy skarb na mapie europejskich imprez tego typu, ale jednak wrażenia momentami były przytłaczające. Choć doznania artystyczne i zadowolenie z organizacyjnych rozwiązań pozostało.</p>
<p>Na temat <a href="http://80bpm.net/articles.php?id=920" target="_blank">Open'era</a> wypowiadałam się już niejednokrotnie i w paru innych miejscach. Gdyby nie fakt, że w tym roku zagrali Massive Attack, nie pojawiłabym się tam ponownie. Nie tylko dlatego, że do Budapesztu jadę 6 godzin, a do Gdyni prawie 15. Na Open'erze ludzie nie potrafią się bawić, chodzi tylko o "szybką najebkę", nagłośnienie jest fatalne, a organizacja nie dogania ani Sziget, ani Colours choćby w połowie (vide punkt gastronomiczny + toalety w jednym miejscu = ścisk, tłum, przepychanki i uszczerbki na zdrowiu). Wystarczy raz pojawić się na podobnej imprezie w innej części świata, żeby z Open'era skutecznie się wyleczyć.</p>
<p>Z takich festiwali poza nową wiedzą muzyczną, przywozi się też wiedzę o ludziach, krajach, może nawet o sobie. W przyszłym roku będę bardziej wybredna :)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[IV Letni Festiwal "W krainie Chopina" 21-24 sierpnia 2008 roku]]></title>
<link>http://madziadrzewinska.wordpress.com/?p=201</link>
<pubDate>Mon, 18 Aug 2008 18:48:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>czerwinski</dc:creator>
<guid>http://madziadrzewinska.wordpress.com/?p=201</guid>
<description><![CDATA[
czwartek 21 sierpnia – Stare Babice - Galeria &#8220;Wysokie Napięcie&#8221; ul. Kutrzeby 15
WER]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://madziadrzewinska.files.wordpress.com/2008/08/fot-rafala-camerata-30808.jpg"><img src="http://madziadrzewinska.wordpress.com/files/2008/08/fot-rafala-camerata-30808.jpg?w=128" alt="" width="128" height="85" class="alignleft size-thumbnail wp-image-202" /></a></p>
<p><strong>czwartek 21 sierpnia – Stare Babice - Galeria "Wysokie Napięcie" ul. Kutrzeby 15</strong></p>
<p>WERNISAŻ MALARSKI I KONCERT </p>
<p>wystąpi:<br />
„Esmus Quartet”<br />
Mercedes Borguńska - I skrzypce<br />
Katarzyna Pyrć - II skrzypce<br />
Aleksandra Świdzińska - altówka<br />
Dariusz Dudziński - wiolonczela </p>
<p><strong>piątek 22 sierpnia o godz. 19.30 – Łomianki - Dom Kultury, ul. Wiejska 12a (wejście od ul. Gościńcowej)</strong></p>
<p>KONCERT KAMERALNY </p>
<p>wystąpi:<br />
„Goldbrass”<br />
Katarzyna Pinkiewicz – waltornia<br />
Michał Gidziński – trąbka<br />
Krzysztof Kwiatkowski - trąbka<br />
Tomasz Dworakowski - puzon<br />
Tomasz Więdlak - tuba </p>
<p><strong>niedziela 24 sierpnia o godz. 9.45 - Leoncin - kościół p.w. Św. Małgorzaty DM </strong></p>
<p>RECITAL ORGANOWY </p>
<p>Wystąpi:<br />
Błażej Sroka - organy </p>
<p><strong>niedziela 24 sierpnia o godz. 11.00 - Młodzieszyn - kościół p.w. Kościół P.W. Narodzenia NMP<br />
</strong><br />
KONCERT KAMERALNY </p>
<p>Wystąpi:<br />
Kwintet Instrumentów Dętych Filharmonii Narodowej </p>
<p>Krzysztof Bednarczyk - trąbka<br />
Mariusz Niepiekło - trąbka<br />
Aleksander Szebesczyk – róg<br />
Andrzej Sienkiewicz- puzon<br />
Arkadiusz Więdlak - tuba </p>
<p><strong>niedziela 24 sierpnia o godz. 15.00 – Niepokalanów - Bazylika Mniejsza NMP Niepokalanej Wszechpośredniczki Łask</strong></p>
<p>RECITAL ORGANOWY </p>
<p>wystąpi:<br />
Roman Szlaużys - organy </p>
<p><strong>niedziela 24 sierpnia o godz. 19.00 – Stare Babice – Sala Koncertowa Domu Parafialnego „Arka”</strong></p>
<p>KONCERT KAMERALNY </p>
<p>Wystąpią:<br />
Marek Bracha - fortepian<br />
Maria Machowska - skrzypce </p>
<p><strong>niedziela 31 sierpnia o godz. 13.00 – Ołtarzew - kościół p. w. NMP Królowej Apostołów<br />
</strong><br />
RECITAL ORGANOWY </p>
<p>Wystąpi:<br />
Michał Sawicki- organy </p>
<p><strong>niedziela 31 sierpnia o godz. 15.00 – Teresin – pałac KRUS ul. Dureckiego - Lubeckiego<br />
</strong><br />
„Trzeba Marzyć” – piosenki Janusza Strobla </p>
<p>wystąpią:<br />
Anna Stankiewicz – śpiew<br />
Janusz Strobel – gitara klasyczna<br />
Mariusz Bogdanowicz - kontrabas </p>
<p><strong>niedziela 31 sierpnia o godz. 20.00 – Zielonki - „Pałac Lasotów”</strong></p>
<p>KONCERT KAMERALNY </p>
<p>Wystąpi:<br />
Camerata Vistula </p>
<p><strong>niedziela 31 sierpnia o godz. 19.00 – Leszno- pałac BGŻ ul. Fabryczna 1</strong></p>
<p>KONCERT pt. „ Etniczne Inspiracje” </p>
<p>wystąpią:<br />
zespół „Swoją Drogą”<br />
Maciej Cierliński - lira korbowa<br />
Jakub Borysiak - klarnet<br />
Robert Lipka - akordeon<br />
Maciej Kierzkowski - bęben huculski </p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Off Festival 2008]]></title>
<link>http://nielegalnie.wordpress.com/?p=75</link>
<pubDate>Sat, 16 Aug 2008 16:42:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>Łukasz Halicki</dc:creator>
<guid>http://nielegalnie.wordpress.com/?p=75</guid>
<description><![CDATA[Do Mysłowic zawitaliśmy w piątek, jakoś przed 14. W związku z czym, na Afro Kolektyw o godzinie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Do Mysłowic zawitaliśmy w piątek, jakoś przed 14. W związku z czym, na Afro Kolektyw o godzinie 14:15, pomimo najszczerszych chęci, nie było szans, tym bardziej, że musieliśmy jeszcze zarejestrować się na polu i rozbić nieszczęsny namiot. O dziwo, rejestracja przebiegła zadziwiająco szybko i sprawnie, gorzej było już z rozstawieniem namiotu, ale i ta operacja zakończyła się sukcesem. W dalszej kolejności, zamiast jak prawdziwi festiwalowicze ruszyć od razu na koncerty, postanowiliśmy "pozwiedzać" Mysłowice w poszukiwaniu papu. Ostatecznie padło na sprawdzoną markę co się Da Grasso zowie. Tam jeszcze nie dane było nam uświadczyć dzikich kolejek dnia następnego, dlatego spokojnie i na luzie pożywiliśmy się znośną pizzą, po której ruszyliśmy na <strong>Muchy</strong>, których w wydaniu koncertowym nie udało mi się nigdy wcześniej zobaczyć.</p>
<p><em>Terroromans</em> nie jest, wbrew temu co śmią twierdzić niektórzy, wybitnym dziełem polskiej fonografii, ot dobra płyta z paroma mocnymi szlagierami. Dlatego też większego podniecenia przed Muchami nie odczuwałem, była raczej czysta ciekawość i chęć usłyszenia paru z ich hiciorów. Koncert można powiedzieć, że był taki sobie, głównie za sprawą tragicznego nagłośnienia, ale i podziałało moje dosyć chłodne nastawienie do zespołu i ich repertuaru. Bombowo wypadło nieco odmienione "21 Dni", "Najważniejszy Dzień" też dał radę, o takich pewniakach jak "Miasto Doznań" czy "Galanteria" to już nawet nie będę wspominał. Reszta, poza zafundowanym na zakończenie coverem Bielizny, trzymała poziom bycia w porządku, czyli dokładnie tak jak mogłem oczekiwać. I generalnie to właśnie ostatni utwór był czymś co nadało temu koncertowi innego wymiaru i pozostawiło dobre wrażenie po średnim koncercie. Chwała też, że obyło się bez ponoć tragicznej konferansjerki Wiraszki, a i setlista była na tyle rozsądna, że zadowoliła chyba każdego. Warto też wspomnieć, że ludzi było sporo bo na zewnątrz akurat solidnie lało, więc czy się chciało, czy nie, na Muchy było trzeba iść. Gdyby nie fatalne nagłośnienie namiotu Offensywy, byłoby na bank lepiej niż poprawnie.</p>
<p>Zaledwie drugi koncert mojej wizyty na Offie i już ten najbardziej oczekiwany – <strong>Of Montreal</strong>. Uprzedzam więc od razu – w tym akapicie będzie dużo pochwał, coś na kształt blow joba na łączach, ochy i achy,  wszystko w pełni zasłużone. I jeszcze jedno – ci wszyscy, którzy psioczą, że nie było nic z <em>Satanic Panic In The Attic </em>niech się walą na ryj i ja was zniszczę bo jesteście cienkie Bolki, a w ogóle to się nie znacie ciecie. Prawda jest jedna i nie zna jej strefa 11, ale ja wam powiem – Kevin Barnes ze swoimi ziomalami dał nieziemski koncert, który można uznać za perfekcyjny zaczynając od aspektów wizualnych i szołmeńskich, a na doznaniach czysto muzycznych kończąc. Rządziły kawałki z dwóch ostatnich płyt, do tego znalazł się chyba z jeden utwór z zapowiadanego na bodajże wrzesień nowego krążka i muszę przyznać, że dobór materiału był naprawdę znakomity. Z powierzchni ziemi zmiotło w zasadzie wszystko, lecz największe oklaski należą się niesamowitemu "The Past Is A Grotesque Animal", tuż przed którym, przy akompaniamencie "October Is Eternal", Kevin został ogolony. Mógłbym tutaj jeszcze dużo napisać o fantastycznej naturalności zespołu, dwóch co raz przebierających się i biegających po scenie (i nie tylko) mimach, genialnych strojach, świetnych wizualizacjach i mojej radości z każdego utworu, który zagrali, ale to trochę nie ma sensu. Of Montreal walnęli pierwszorzędny show, co do którego nie ma za bardzo na co narzekać. Może mogłoby być trochę dłużej, może to, może sramto, ale w sumie czy w tamtej chwili czegoś mi brakowało? Zdecydowanie nie. Zrobiłem w majtki, a nie zdarza mi się to często.</p>
<p>Po Montrealach nastała krótka przerwa na odpoczynek i jakieś piwko, po której to udałem się <strong>Dick 4 Dick</strong>. Ci, podobnie jak Mitch &#38; Mitch funkcjonują w powszechnej opinii jako zjawisko koncertowe, którego nie można przegapić, więc jako że nadarzyła się okazja, nie omieszkałem jej wykorzystać. Pod namiotem Offensywy zastałem wylewający się z niego tłumu, lecz podjęliśmy wspólnie z Agatką decyzję o przedarciu się do środka. Daleko nie zaszliśmy, a tłum okręcał nas jak chciał, ale weszliśmy. A Dicki dały niezły koncert, trochę takie electro, ale jednak bardziej rock, a do tego taki trochę zabawny i jeszcze w takich interesujących strojach. Piosenki były oczywiście o dickach, wizualizacje też. Było ok, choć spodziewałem się czegoś więcej.</p>
<p>W tym momencie miałem iść z ciekawości na Kammerflimmer Kollektief, ale ktoś mi powiedział że w tamtej eksperymentalnej salce ścisk i duchota, a w ogóle to zespół taki sobie, więc zostałem zaciągnięty na <strong>Hey</strong>. Zespół, którego nie znam, do którego nigdy mnie nie ciągnęło, więc i na koncert poszedłem trochę od niechcenia. Były jakieś szlagiery, które nawet ja kojarzyłem, Nosowska w jednym z utworów zapomniała tekstu i generalnie to odniosłem wrażenie, że to nie jest zespół na tego typu festiwal. Wystarczy wspomnieć, że po kilku utworach zdecydowaliśmy się ewakuować bo nikogo z nas Hey nie kręcił.</p>
<p>Przyszedł czas na drugi najbardziej wyczekiwany koncert tegorocznego Offa, czyli <strong>Caribou</strong>. Znowu bez rozczarowań. Nawet jeśli uciekły gdzieś melodie z zeszłorocznej <em>Andorry</em>, to szalony szoł na dwie perki zachwycił każdego i nie słyszałem ani jednej opinii by komuś się ten występ nie podobał, bądź nawet uznał go za przeciętny. Snaith dał pierwsza klasa koncert - grał głównie materiał z dwóch ostatnich krążków (nie pamiętam za bardzo <em>Up In Flames</em> więc nie wiem co z tego było) i w wydaniu live udało mu się uniknąć sztampowego odgrywania jak pan Bóg przykazał, a bardziej porwał się w psychodeliczne odjazdy i w takiej konwencji zdecydowanie się spełnił.</p>
<p>Zwieńczeniem dnia miało być "zagraj to jeszcze raz" czyli szkocka ekipa z <strong>Mogwai</strong>, którą było mi już dane słyszeć cztery lata temu w Warszawie. Niestety grali głównie utwory nowsze, przez co zabrakło kawałków z pierwszych trzech płyt, lecz usłyszany wreszcie na godziwej jakości nagłośnieniu "Mogwai Fear Satan" sprawił, że cieszyłem się jak małe dziecko i warto było przeczekać tę całą resztę nie wiadomo jakich smętów i pierdół z ostatniej płyty. Poza tym uradowało "Haunted By A Freak" z nieco niedocenionego <em>Happy Songs For Happy People</em>, a także przyzwoite "2 Rights Make 1 Wrong". Także momenty były, aczkolwiek całościowo tak sobie, za bardzo przynudzali. W ogóle smutna sprawa bo zamiast atakować skondensowanymi ścianami gitarowego hałasu, Szkoci chyba przestawili się na mocno wtórne i nijakie pitu pitu, z którego nic nie wynika. Nie tego oczekiwałem.</p>
<p>Chciało się jeszcze iść na Dat Politics, ale nie starczyło sił, także Mogwaie zakończyły mój pierwszy, zdecydowanie udany, dzień festiwalu. W nocy solidnie lało, na szczęście namiot przetrwał. Rano, udało mi się dobić do prysznica, a do tego dodam, że miałem przyjemność cieszyć się ciepłą wodą. W każdym razie na 13:15 postanowiłem wybrać się na <strong>Rotofobię</strong> i <strong>Snowman</strong>. Z niewiadomych przyczyn nikt inny nie chciał ze mną iść.</p>
<p>Z tych dwóch, zaledwie półgodzinnych koncertów to Roto spisali się lepiej. Widziałem ich ostatnio 3 lata temu na Chłodnej i o ile wtedy była to gówniana kapelka z lansiarskim wizerunkiem, to dzisiaj pozostało tylko to drugie. Seba maluje sobie oczy, Szymon się blazuje, a siedzący za perką Arkus jakby trochę do nich nie pasował, jednak niech wam ta oprawa nie przesłoni naprawdę obiecującej muzycznej treści. W każdym razie mają coraz lepszy repertuar ("Muszę Już Iść" czy chociażby dostępne na płytce <em>Offsesje</em>, wyśmienite transowe "Nite"), a do tego Seba śmiało udaje się w stronę gitarowego szumu i hałasu, w związku z czym wybaczam mu zerowe teksty i wokal. Nie zagrali mojej ulubionej "Warszawy" i starego szlagieru "Jeden Dzień", lecz i tak 20 z tych 30 minut mogę określić jako bardzo dobre, dlatego na przekór wszystkim trzymam za nich kciuki i wyglądam ich debiutu. Z kolei Snowman, który jeszcze 2 lata temu w Stodole miło mnie zaskoczył i zdradzał spory potencjał, na Offie nie pokazał niczego ciekawego, robiąc wyraźny krok wstecz, w związku wychodzący we wrześniu ich debiutancki album nie interesuje mnie nic a nic.</p>
<p>Po drobnej przerwie, w trakcie której okazało się, że baza gastronomiczna Mysłowic zdecydowanie nie sprostała 11 tysiącom wygłodniałych "miłośników muzyki alternatywnej", udałem się na <strong>Renton</strong>. Bez znajomości płyty, jedynie z głęboko zakorzenioną miłością do "Walk Aside" wkroczyłem do namiotu Offensywy. Było świetnie - bardzo dobre przebojowe piosenki bez nadęcia, niesłychanie naturalny i odrobinę stremowany zespół, plus żywo reagująca, "uświadomiona" publika. I w zasadzie zabawne, że taki zwyczajny koncert, bez jakichkolwiek fajerwerków i efektów specjalnych, tak dał radę. Widać, zadziałała siła dobrego materiału, a i te 40 minut, które dali im organizatorzy wydaje się w tym kontekście idealnym czasem trwania. Jedno z milszych zaskoczeń festiwalu.</p>
<p>Z namiotu poleciałem szybko na główną scenę na koncert <strong>Baaby</strong>. Oj, jakże oni się spisali! Bez dwóch zdań jeden z najlepszych koncertów jakie widziałem na Offie. Rozbrykany, rozimprowizowany, pełen humoru set, w którym Macio Moretti z zespołem śmiało mieszał elektronikę z jazzem, rockiem i kto wie czym jeszcze. Przy tym cała ta wielogatunkowość nie przełożyła się na wydumane, ambitne twory dla nikogo, a raczej tworzyła niesłychaną mieszankę, niemal dla każdego. Do tego warto wspomnieć o tym, że jak w pewnym momencie stwierdził Moretti "pozwalają sobie na za wiele", przez co cały koncert przypominał bardziej zabawę dźwiękiem paru kumpli, a nie sztampowe odegranie materiału z kilku płyt, co sprawiło, że nie sposób było się źle bawić na tym koncercie. Oj, dali radę - polecam każdemu kto będzie miał kiedykolwiek okazję, można śmiało lecieć bez znajomości płyt.</p>
<p>Wrodzona ciekawość kusiła mnie na koncert <strong>Czesław Śpiewa</strong>, ale oszukali mnie bo Czesław nie tylko śpiewał, ale i grał! Do tego zapanował przy scenie leśnej iście jarmarczny nastrój, więc uciekliśmy na piwko, by w spokoju odczekać na koncert <strong>Menomeny</strong>. Choć przyznam jedno - słyszałem kątem ucha jeden utwór Czesława i nie było to takie złe, więc może kiedyś przy okazji... W każdym razie około 20 znowu znalazłem się pod sceną leśną by zobaczyć jak tam sobie Menomena radzi. <em>I Am the Fun Blame Monster</em> nie znam (wstyd!), ale już <em>Friend And Foe</em> opanowałem całkiem nieźle, więc najbardziej radowały mnie właśnie fragmenty tejże płyty ze świetnym "Wet And Rusty" na czele. Jednak generalnie setlista odznaczała się totalnym brakiem słabych punktów, wszystko miłe, niebanalne indie pioseneczki. Zespół chyba odrobinę stremowany, ale uśmiechnięty i wyraźnie zadowolony z odbioru i ilości osób pod sceną. Coś tam zresztą napomknęli, że niedawno mieli we Francji mega drętwą publikę, a tu taka miła odmiana. Wiadomo. W każdym razie bardzo poprawnie, lecz nic więcej.</p>
<p>Przyszedł wreszcie czas, żeby po czymś solidnie pojechać i tymi szczęśliwcami jest zespół <strong>British Sea Power</strong>, przez co niektórych pieszczotliwie nazywany British Ssie Pałę. Określani jako jedna z największych gwiazd festiwalu, dali bezbarwny, nudny koncert, przy którym najsłabsze momenty Mogwaia jawiły się jako arcyciekawe. Scena przyozdobiona jakimiś gałązkami (ekolodzy?!) i iście stadionowe, nijakie brzmienie. Moja lalka stwierdziła, że to trochę takie U2, tyle że ze słabym repertuarem. W sumie, teoretycznie debiut BSP był fajny, dwa następne krążki też ujdą, a jak przyszło co do czego, to z koncertu zapamiętam jedynie "Waving Flags" i jeszcze jeden kawałek niedługo po, tyle że i to były momenty mocno przeciętne. No ale na tle reszty to były wieeelkie skoki jakościowe. Sła-bia-ki.</p>
<p>James Chance mnie nie obchodził bo jestem ignorantem, więc nim się jeszcze skończyło British Ssie Pałę, poleciałem pod scenę eksperymentalną by chwilkę tam posiedzieć i odpocząć, a przy okazji zająć sobie miejsce na koncert <strong>Jacaszka</strong> o północy. Prawdą okazało się, że scena ta, umiejscowiona w małej salce, to istny koszmar i test wytrzymałościowy dla najtwardszych, ale dałem radę. Tradycyjnie, w zgodzie z programem festiwalu, równo o północy na scenie pojawił się Jacaszek wraz ze wspomagającą go dwójką muzyków - skrzypce i wiolonczela. Wszystko zostało odegrane niemal identycznie jak na <em>Trenach</em> (przy okazji, gdyby ktoś nie czytał, <a title="Treny" href="http://porcys.com/Reviews.aspx?id=1059" target="_blank">tutaj</a> moja recka) zabrakło jedynie "żywego" wokalu, musieliśmy się zadowolić takowym z lapka Michała. Zapanowała senna, melancholijna atmosfera, chociaż nóż w serce pajacom, którzy gdzieś tam z tyłu gadali. Pewne innowacje w postaci mocniejszego bitu czy lekko zmienionej aranżacji pojawiły się dopiero w dwóch ostatnich utworach - "Martwej Ciszy" i "Rytm To Nieśmiertelność II" i chwała Jacaszkowi za to. Tzn. nie żeby reszty źle się słuchało i miał jakieś zarzuty, ale nieco zabrakło, choćby delikatnych, ucieczek od albumowych pierwowzorów. Tym niemniej rispekt, jak dla mnie doskonałe zwieńczenie festiwalu.</p>
<p>W planie miałem jeszcze L.U.C.a i Rahima oraz Maxa Tundre, lecz niestety nie te lata i sił zabrakło. Trochę szkoda, choć ponoć ci pierwsi dali słaby gig, no ale Max z kolei to koncertowy pewniak. W każdym razie wypadałoby jakoś podsumować, więc powiem tak - zdecydowanie warto, widzimy się w przyszłym roku. Aha i jeszcze jedno: Off Festival &#62;&#62; Heineken Opener.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Koncerty w ramach IV Letniego Festiwalu]]></title>
<link>http://madziadrzewinska.wordpress.com/?p=193</link>
<pubDate>Mon, 11 Aug 2008 17:00:12 +0000</pubDate>
<dc:creator>czerwinski</dc:creator>
<guid>http://madziadrzewinska.wordpress.com/?p=193</guid>
<description><![CDATA[
Piątek 15 sierpnia o godz. 13.00 – Brochów - kościół p. w. Św. Rocha.
RECITAL ORGANOWY
Wyst]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://madziadrzewinska.files.wordpress.com/2008/08/festiwal-logo-jpg.jpg"><img src="http://madziadrzewinska.wordpress.com/files/2008/08/festiwal-logo-jpg.jpg?w=300" alt="" width="300" height="121" class="alignleft size-medium wp-image-198" /></a><br />
Piątek 15 sierpnia o godz. 13.00 – Brochów - kościół p. w. Św. Rocha.<br />
RECITAL ORGANOWY<br />
Wystąpi:<br />
Józef Serafin - organy </p>
<p>Niedziela 17 sierpnia o godz. 12.00 – Kampinos - kościół p. w. Wniebowzięcia NMP.<br />
KONCERT KAMERALNY<br />
Wystąpią:<br />
Anna Kaczmarek – 1 skrzypce<br />
Ewa Wacławczyk – 2 skrzypce<br />
Katarzyna Budnik – altówka<br />
Magdalena Bojanowicz – wiolonczela</p>
<p>Niedziela 17 sierpnia o godz. 17.00 – Borzęcin Duży - kościół p. w. Św. Wincentego Ferreriusza.<br />
KONCERT KAMERALNY<br />
Wystąpią:<br />
Anna Kaczmarek – 1 skrzypce<br />
Ewa Wacławczyk – 2 skrzypce<br />
Katarzyna Budnik – altówka<br />
Magdalena Bojanowicz - wiolonczela</p>
<p>Niedziela 17 sierpnia o godz. 19.00 – Sochaczew - kościół p. w. Św. Wawrzyńca.<br />
RECITAL ORGANOWY<br />
Wystąpi:<br />
Błażej Sroka – organy </p>
<p>Niedziela 17 sierpnia o godz. 20.00 – Laski - kościół p. w. Matki Bożej Królowej Meksyku.<br />
KONCERT KAMERALNY<br />
Wystąpią:<br />
Mariusz Niepiekło – trąbka<br />
Michał Sawicki – organy </p>
<p>Czwartek 21 sierpnia – Stare Babice – Galeria - ul. Kutrzeby 15.</p>
<p>Piątek 22 sierpnia o godz. 19.30 – Łomianki - Dom Kultury, ul. Wiejska 12a.</p>
<p>Niedziela 24 sierpnia o godz. 9.45- Leoncin - kościół p.w. Św. Małgorzaty DM. </p>
<p>Niedziela 24 sierpnia o godz. 11.00 - Młodzieszyn - kościół p.w. Kościół P.W. Narodzenia NMP.</p>
<p>Niedziela 24 sierpnia o godz. 15.00 – Niepokalanów - Bazylika Mniejsza NMP Niepokalanej Wszechpośredniczki Łask.</p>
<p>Niedziela 24 sierpnia o godz. 19.00 – Stare Babice – Sala Koncertowa Domu Parafialnego „Arka”.</p>
<p>Niedziela 31 sierpnia o godz. 13.00 – Ołtarzew - kościół p. w. NMP Królowej Apostołów.</p>
<p>Niedziela 31 sierpnia o godz. 15.00 – Teresin – pałac KRUS ul. Dureckiego – Lubeckiego.</p>
<p>Niedziela 31 sierpnia o godz. 20.00 – Zielonki - „Pałac Lasotów”.</p>
<p>Niedziela 31 sierpnia o godz. 19.00 – Leszno- pałac BGŻ ul. Fabryczna 1.</p>
<p>Więcej informacji : http://www.chopinfestiwal.wilkomirski.org.pl/?grp=&#38;dzial=84#art336</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zderzenie z rzeczywistością #3]]></title>
<link>http://wulgaryzm.wordpress.com/?p=87</link>
<pubDate>Mon, 11 Aug 2008 16:18:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>c y n i k</dc:creator>
<guid>http://wulgaryzm.wordpress.com/?p=87</guid>
<description><![CDATA[- A właśnie, ile osób zmarło w tym roku na Woodstock?
- Jedna osoba ponoć.
- Eee, tylko? Słabi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>- A właśnie, ile osób zmarło w tym roku na Woodstock?<br />
- Jedna osoba ponoć.<br />
- Eee, tylko? Słabiutki ten Woodstock... Od razu widać. Woodstock się kończy. Coraz mniej ludzi ginie co roku.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mój pierwszy raz]]></title>
<link>http://impactofreality.wordpress.com/?p=45</link>
<pubDate>Sun, 10 Aug 2008 19:42:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>impactofreality</dc:creator>
<guid>http://impactofreality.wordpress.com/?p=45</guid>
<description><![CDATA[Trudno mi powiedzieć jak to wygląda w przypadku innych osób, bo raczej rzadko się wypowiadają w]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Trudno mi powiedzieć jak to wygląda w przypadku innych osób, bo raczej rzadko się wypowiadają w tym temacie, jednak z powodu różnych doniesień medialnych mogę napisać, że bywa różnie. Stwierdzenie tak banalne jak i prawdziwe. Jedni przeżywają swój pierwszy raz po imprezach, drudzy po pracy, a trzeci na długich wyjazdach służbowych czy innych podróżach. Mój natomiast związany był z tegorocznym festiwalem muzycznym - co nie powinno w końcu nikogo dziwić - w Jarocinie.</p>
<p style="text-align:justify;">Wybrałem się na ów festiwal z <a href="http://chyba.wordpress.com">sis</a> i jeszcze jedną naszą znajomą. Droga jako taka była całkiem znośna, bez niespodziewanych objazdów, remontów, ciągnika torującego drogę, pieszych spacerów krów czy wyskakujących z lasu zwierząt - od których aż prosi się, by usłyszeć "Mam cię, zjem cię, mam cię, zjem cię, obedrę cię ze skóry!". Pogoda też była przyjemna i chociaż nie korzystam z BWM to głośna muza, ciemne okulary i zimny łokieć zaistniały - jak przystało na prawdziwego fana muzyki rockowej. Przyjechaliśmy na miejsce i stało się, przeżyłem swój pierwszy raz.</p>
<p style="text-align:justify;">Było dość nietypowo, jak na to, czego się spodziewałem. Po pierwsze był środek dnia, po drugie była to cała grupa, po trzecie pełna kulturka. Sformułowania w stylu "czy mogę prosić o" czy "proszę pokazać" nie były im obce, co właściwie było bardzo miłe - w końcu jakby nie patrzeć stres był. Mną zajęli się faceci, a moimi  towarzyszkami podróży dziewczyny. Najbardziej jednak zdziwił mnie brak psów, wszak jak iść na całość, to iść na całość - no ale dopraszać to ja się nie miałem zamiaru. Chociaż korciło mnie by w miarę szybko to wszystko zakończyć mówiąc "I tak nie znajdziecie" to na całe szczęście ugryzłem się w język, wszak nie wiadomo czy nie potraktowano by tego jako wyzwanie.</p>
<p style="text-align:justify;">Całość potrwała z pół godziny, dokładnie nie pamiętam, bo nie był to zbyt dobry czas na spoglądanie na zegarek. Narkotyków nie znaleziono, Urząd Celny zakończył przeszukiwanie nas i całego auta, wszyscy rozstaliśmy się w pokoju.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Union of Rock Węgorzewo za nami, niedługo urodziny Vadera]]></title>
<link>http://jazzowo.wordpress.com/?p=14</link>
<pubDate>Tue, 05 Aug 2008 19:46:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>spook</dc:creator>
<guid>http://jazzowo.wordpress.com/?p=14</guid>
<description><![CDATA[No i po festiwalu - nie miałem czasu wcześniej napisać, bo jakoś mijałem się z komputerem]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>No i po festiwalu - nie miałem czasu wcześniej napisać, bo jakoś mijałem się z komputerem... Było nieźle, z pominięciem kilku kapek, które znalazły się przez pomyłkę (Coma, Hatifnats, Strachy na lachy, Muchy, Ray WILSON &#38; STILTSKIN). Najlepsze według mnie koncerty dali Riverside, Dezerter i Buldog. Fajnie było również na Kulcie, Funeral For A Friend i Yava. Dwie kapele natomiast były obsadzone w kiepskim czasie - Indios Bravos grali na otwarcie, gdy było jeszcze mało ludzi, a Kasia Nosowska z kolei grała za późno i jej repertuar bardziej usypiał, niż nastrajał do zabawy (mimo super brzmienia i fajnych numerów).</p>
<p>Zapraszam do obejrzenia <a title="Eko Union of Rock Węgorzewo 2008" href="http://imprezuj.org/galeria/1625/eko-union-of-rock-wegorzewo-2008.html" target="_self">zdjęć z koncertu</a>, które popełniliśmy z ekipą :)</p>
<p>No, a niedługo (30 sierpnia) <a title="Vader urodziny" href="http://imprezuj.org/impreza/1703/vader-urodziny-zespolu-w-stodole.html">urodziny Vadera w warszawskiej Stodole</a>. Sam Vader będzie tylko miłym dodatkiem do doskonałego składu koncertu, wystąpią bowiem jeszcze:  Samael, Entombed, Nile, Marduk, Gorefest, Dismember, Rotting Christ, Grave, Septicflesh. Będzie więc bardzo klasycznie :) Bilety już wyprzedane, więc kto nie kupił, obejdzie się smakiem. Do zobaczenia na koncercie!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Festiwal Folklorystyczny w  opolskim skansenie]]></title>
<link>http://twojkraj.wordpress.com/?p=205</link>
<pubDate>Mon, 04 Aug 2008 18:40:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>xantypa</dc:creator>
<guid>http://twojkraj.wordpress.com/?p=205</guid>
<description><![CDATA[


 Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu zaprasza na Festiwal     Folklorystyczny: &#8220;Sąsiedzkie  spotk]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><a href="http://twojkraj.files.wordpress.com/2008/08/17092004-25.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-315" src="http://twojkraj.wordpress.com/files/2008/08/17092004-25.jpg?w=300" alt="" width="300" height="225" /></a></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:8pt;font-family:Arial;"> Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu zaprasza na <strong><span style="font-family:Arial;">Festiwal     Folklorystyczny: <span style="text-decoration:underline;"><span style="color:#ff0000;">"Sąsiedzkie  spotkania".</span></span></span></strong><strong><br />
</strong>I mpreza odbędzie się na terenie  Muzeum w dniu <span style="color:#ff0000;">10 sierpnia  w godz. 10.00-18.00<br />
</span><br />
</span>
</p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:8pt;font-family:Arial;">W programie  imprezy przewidziano:<br />
</span></p>
<p>          prezentacje  amatorskich zespołów ludowych   Opolszczyzny:     „ Dzióbki” z Biestrzynnika,<span> </span><br />
„Grodziec” z Grodźca, „Rudniczanki” z Rudnik, „Szwarne dziołchy” z  Górazdży” oraz kapeli<span> </span>ludowej „Lewiniacy z Lewina Brzeskiego a  także pieśni ludowych w wykonaniu Małgorzaty Kulińskiej z Gierszowic,
</p>
<p class="MsoNormal" style="text-indent:-35.25pt;margin:0 0 0 35.25pt;"><span style="font-size:8pt;font-family:Arial;">- prezentacje zespołu  „Hana” i „Kanafaska” z Velké Bystřici, Republika Czeska,</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-indent:-35.25pt;margin:0 0 0 35.25pt;"><span style="font-size:8pt;font-family:Arial;">-<span> </span></span><span style="font-size:8pt;font-family:Arial;">prezentacje i sprzedaż ludowej  twórczości artystycznej i rzemiosła polsko - czeskiego<span> </span>pogranicza,</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:8pt;font-family:Arial;">- prezentacje dań  kuchni czeskiej,<br />
</span>
</p>
<p class="MsoNormal" style="text-indent:-35.25pt;margin:0 0 0 35.25pt;"><span style="font-size:8pt;font-family:Arial;">-<span> </span></span><span style="font-size:8pt;font-family:Arial;">pokazy prac wykonywanych dawniej w  zagrodzie wiejskiej: wikliniarstwa, garncarstwa,<span> </span>przędzenia na  kołowrotku, tkania na krosnach, oraz rzeźby ludowej, drotarstwa, koronki  klockowej, zdobienia pierników, haftu opolskiego.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-indent:-35.25pt;margin:0 0 0 35.25pt;"><span style="font-size:8pt;font-family:Arial;">- </span><span style="font-size:8pt;font-family:Arial;">finał regionalny VIII edycji  konkursu: „Nasze Kulinarne Dziedzictwo – Smaki Regionów” organizowanego przez  Polską Izbę Produktu Regionalnego i Lokalnego oraz Urząd Marszałkowski  Województwa Opolskiego we współpracy z Opolskim Ośrodkiem Doradztwa Rolniczego w  Łosiowie. Wręczenie nagród laureatom.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:8pt;font-family:Arial;">- p</span><span style="font-size:8pt;font-family:Arial;">rzejażdżki konne wierzchem dla  najmłodszych,</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:8pt;font-family:Arial;">- bogatą ofertę  gastronomiczną.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;">
<p>WSTĘP NA IMPREZĘ JEST  BEZPŁATNY</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Era Nowe Horyzonty cz.2: Koncerty]]></title>
<link>http://nielegalnie.wordpress.com/?p=48</link>
<pubDate>Mon, 04 Aug 2008 09:57:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>Łukasz Halicki</dc:creator>
<guid>http://nielegalnie.wordpress.com/?p=48</guid>
<description><![CDATA[Koncertowo Era dała radę, chyba nawet bardziej niż filmowo. Zaliczyłem trzy, żałuję, że odpu]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Koncertowo Era dała radę, chyba nawet bardziej niż filmowo. Zaliczyłem trzy, żałuję, że odpuściłem sobie Food For Animals, bo ponoć dobre było. A relacja z tych trzech poniżej.</p>
<p><em>(wiem, że foty są tragiczne, ale nie stać mnie na super aparat, a poza tym dopiero się uczę obsługi mojego, a w ogóle to ja zdjęć nie umiem robić, a tak szczerze to na scenie ciemno było)</em></p>
<p><strong>19 lipca 2008: kIRk, Coldcut Journeys by VJ, Skalpel Sound Spectrum<br />
</strong></p>
<p>Strasznie napaliłem się na koncert <strong>Skalpela</strong>. W zasadzie mogę powiedzieć, że głównie dla nich kupiłem bilet na ten gig, gdyż <strong>Coldcut</strong> jakaś tam płytka gdzieś kiedyś wpadła mi do odtwarzacza, ale nie pamiętam i to dawno było. Z kolei o całym tym <strong>kIRk</strong> dowiedziałem się dopiero w dniu koncertu i już podskórnie czułem, że coś to będzie nie tak...</p>
<p>Żeby nie marnować mojego i waszego czasu - robiący za support wrocławski (zapewne dostali się do Arsenału po znajomości, innego powodu nie widzę) kIRk to straszliwie gówniane gówno, a na żywo funkcjonują jako wzorowa definicja zera. Nic, absolutnie nic, co przykułoby uwagę. Dziwne pozy, totalny brak ładu i składu w muzyce, plus koleś uważający się za super MC, a nawet rytmu utrzymać nie umiał. Przy nim ten rapujący kolo z Sofy to najlepszy emce w kraju. Nie wiem jak prezentują się w wydaniu studyjnym, ale na żywo radzę omijać bo boli, oj bardzo boli.</p>
[caption id="attachment_64" align="aligncenter" width="300" caption="kIRk"]<img class="size-medium wp-image-64" src="http://nielegalnie.wordpress.com/files/2008/08/kirk.jpg?w=300" alt="kIRk" width="300" height="225" />[/caption]
<p>Potem był już Coldcut i był to kosmiczny skok jakości, tym bardziej, że zagrali naprawdę niesamowity set. Nie chciałbym tutaj operować zwrotami typu "najlepszy koncert mojego życia", lecz powiedzmy, że coś w tych okolicach. Na scenie wspomagani przez MC oraz fantastycznie dograne z muzyką wizualizacje. Występ początkowo bardzo hip-hopowy, przeszedł stopniowo w jakieś pop-podobne granie, równoległe wkradały się jakieś egzotyczne wstawki, a ostatecznie przerodził się w regularny, mocno elektroniczny set, gdzie wśród sampli było można wyłapać m.in. Amon Tobina i DJ Shadowa.  Postawiono na gatunkowe bogactwo oraz brzmieniową różnorodność, co trzeba przyznać wypadło znakomicie. Stojący za mikrofonem koleś na przemian rapował, pełnił funkcję wodzireja bądź po prostu skakał sobie po scenie. W każdym razie swoją rolę spełnił wzorowo. Świetne wrażenie zepsuły jedynie bisy, na które zespół najwyraźniej nie był gotowy. Zafundowali nam "Killing In The Name Of" Rage Against The Machine oraz "Jump Around" House Of Pain, w praktycznie niezmienionych wersjach, do tego z klipami na ekranie umieszczonym za zespołem. Trochę poszli na łatwiznę, ale walnęli genialny podstawowy set, więc wybaczam im.</p>
[caption id="attachment_65" align="aligncenter" width="300" caption="Coldcut"]<img class="size-medium wp-image-65" src="http://nielegalnie.wordpress.com/files/2008/08/coldcut.jpg?w=300" alt="Coldcut" width="300" height="225" />[/caption]
<p>A z kolei Skalpel rozczarował. Przede wszystkim wystąpił jedynie Igor Pudło, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Płakać należy nad faktem, że sieknął mało ciekawy taneczny miks, w którym mało co cieszyło, a jeszcze mniej czyniło go w jakikolwiek sposób unikatowym. Może to kwestia tego, że był zmuszony występować w pojedynkę, a może po prostu w planach był taki zwyczajny, niespecjalny secik, bo i tak po pierwszej w nocy będzie się chciało ludziom tylko tańczyć i nie robi im wielkiej różnicy przy czym? Nie wiem i nie wnikam, po jakiś 30 minutach zniechęciłem się i zwiałem.</p>
<p><strong>21 lipca 2008: Matthew Herbert Big Band</strong></p>
<p>Na ten koncert chcieli iść wszyscy i to chyba właśnie on był reklamowany jako największe wydarzenie festiwalu. Bilety szybko się rozeszły, ale na szczęście w dniu koncertu magicznie pojawiło się jeszcze jakieś 60 sztuk. Nakręcony przez reklamę i zapowiedzi, byłem bardzo ciekawy jak zaprezentuje się <strong>Herbert</strong> ze swoją orkiestrą, choć muszę też przyznać, że moje oczekiwania co do tego koncertu były dosyć niesprecyzowane. Świadomość obecności kilkunastoosobowego zespołu nie pozwalała mi liczyć na zbyt dużą porcję elektroniki, a jednocześnie miałem nadzieję, że to mimo wszystko Matthew będzie tam rządził i rozdawał karty.</p>
[caption id="attachment_66" align="aligncenter" width="300" caption="Matthew Herbert Big Band"]<img class="size-medium wp-image-66" src="http://nielegalnie.wordpress.com/files/2008/08/herbert.jpg?w=300" alt="Matthew Herbert Big Band" width="300" height="225" />[/caption]
<p>Było bardzo swingowo, a elektronika Herberta czaiła się jedynie gdzieś nieśmiało w tle. Można wręcz było odnieść wrażenie, że jego rola w dużej mierze ograniczała się jedynie do manipulacji wokalizami. Zespół zaprezentował swój najnowszy, ukończony zaledwie tydzień przed koncertem materiał, co niestety mocno mnie zawiodło, gdyż co jak co, ale liczyłem na chociaż pare starych numerów. Jednak w zasadzie to nie można im niczego zarzucić, wszystko było w porządku, fajny patent z rwaniem gazety (ale to już wszyscy kojarzymy chociażby z Arcade Fire w windzie), wszyscy roześmiani i bardzo na luzie, sam Herbert żywo tańcujący od czasu do czasu do swojej muzyki, też robił miłe wrażenie, ale mimo tego wszystkiego zabrakło siły kompozycji. Te były przyzwoite i w zasadzie tyle. W kontekście tego zabawnie wypada fakt, że najlepiej wypadły dwa utwory zagrane na bis, gdzie wreszcie Matthew uraczył nas większą porcją elektroniki, przez co kawałki te zyskały na dynamice i pokazały mi czego podświadomie oczekiwałem od tego koncertu. Miało być super, a wyszło tak sobie, ale w sumie i tak warto było.</p>
<p><strong>26 lipca 2008: Digit All Love, Kode9</strong></p>
<p>Znowu wrocławski support, tym razem nieco bardziej znany i nawet z płytą na koncie. Co jednak nie zmienia faktu, że zupełnie nie miałem ochoty oglądać polskiej wersji Lamb. Niestety, <strong>Digit All Love</strong> grali przeraźliwie długo i niechcący załapałem się na jakieś 2-3 ostatnie utwory. Publika sprawiała wrażenie wniebowziętej, a do tego wygląda na to, że masa osób przyszła specjalnie na koncert tego jednego zespołu (sami znajomi z miasta?), gdyż zaraz po ich koncercie wyraźnie przerzedziło się na terenie Arsenału. Z mojej strony powiem tylko, że bolało mniej niż kIRk, co może i jest jakąś pochwałą, ale i tak gorąco nie polecam.</p>
<p>Nim jeszcze sam <strong>Kode9</strong>, jedna ważna sprawa. W zjawisko dubstepu nigdy nie wnikałem ani trochę, dlatego też moja znajomość twórczości Kode9 ograniczała się do odsłuchu jego MySpace, który to przeprowadziłem sobie jakieś 2-3 tygodnie przed koncertem. Tym niemniej zadziałała magia nazwy i niesamowicie niskiej ceny, więc zaryzykowałem. A było warto. Mocny set, który przez pierwsze 15 minut niezbyt mnie kręcił, przerodził się po tamtym czasie w kosmiczny wypierdol nie z tego świata i choć do tego poziomu wracał jedynie momentami, to przez resztę czasu i tak zdecydowanie dawał radę. Nie było prymitywnego łubu dubu, a zamiast tego inteligentna elektronika z zaskakującymi zwrotami akcji, nieco mroczną aurą i standardowymi dubstepowymi zagrywkami gdzieś tam przy okazji. Co prawda po jakiejś godzinie przerodziło się to w nieskomplikowaną i nieco wtórną w stosunku do wcześniejszych 60 minut, muzyczkę do potańczenia, ale i tak było bardzo git. Nie dotrwałem do końca, a widziałem jakieś 90 minut tego setu. Jeżeli po tym czasie wydarzyło się coś niesamowitego, to może i szkoda, ale i tak podejrzewam, że to co najlepsze udało mi się zobaczyć.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[IV Letni Festiwal trwa]]></title>
<link>http://madziadrzewinska.wordpress.com/?p=188</link>
<pubDate>Fri, 01 Aug 2008 14:50:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>czerwinski</dc:creator>
<guid>http://madziadrzewinska.wordpress.com/?p=188</guid>
<description><![CDATA[Zapraszam na koncerty 3 sierpnia 2008 roku w : Borzęcinie, Sochaczewie,    Łomiankach i w Laskach.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zapraszam na koncerty 3 sierpnia 2008 roku w : Borzęcinie, Sochaczewie,    Łomiankach i w Laskach.</p>
<p>Wyjątkowy i znany zespół wokalny z Białorusi - "CAMERATA" wystąpi w kościele parafialnym w Borzęcinie (o godz. 17.00) i na placu Kościuszki w Sochaczewie (o godz. 19.00).</p>
<p>W Łomiankach o godz. 19.00 zapraszam na prapremierowe wykonanie utworu Mikołaja Majkusiaka. Zagra duet akordeonowy "HARMONIUM DUO" z kameralną orkiestrą.</p>
<p>Cykl niedzielnych koncertów zakończy w Laskach Zuzanna Sawicka i Błażej Sroka- początek spotkania o godz. 20.00.</p>
<p>Serdecznie zapraszam!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pierwsza ofiara Przystanku Woodstock]]></title>
<link>http://nowetechnologie.wordpress.com/?p=86</link>
<pubDate>Fri, 01 Aug 2008 08:07:23 +0000</pubDate>
<dc:creator>nowetechnologie</dc:creator>
<guid>http://nowetechnologie.wordpress.com/?p=86</guid>
<description><![CDATA[Policja z Jarocina wyjaśnia okoliczności śmierci 20-letniego mieszkańca Krakowa, który w drod]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="articleLead">Policja z Jarocina wyjaśnia okoliczności śmierci 20-letniego mieszkańca Krakowa, który w drodze na Przystanek Woodstock wypadł z pociągu w powiecie jarocińskim (Wielkopolskie).</p>
<p>Chłopak zginął na miejscu - poinformowała asp. sztab. Hanna Wachowiak z zespołu prasowego wielkopolskiej policji.</p>
<p><a class="more" href="http://muzyka.interia.pl/raport/przystanek_woodstock_2008">14. PRZYSTANEK WOODSTOCK W SERWISIE MUZYKA.INTERIA.PL</a></p>
<p>Do tragedii doszło dziś około czwartej rano między Kotlinem a Witaszycami. 20-latek wypadł z jednego ze specjalnych pociągów przygotowanych przez PKP na tegoroczny festiwal w Kostrzynie nad Odrą. Skład wyjechał z Krakowa, jechało nim ok. 1,5 tys. ludzi.</p>
<p>Jak powiedziała Wachowiak, na razie nie są znane okoliczności tragedii. Ich wyjaśnieniem zajmuje się jarocińska policja pod nadzorem tamtejszej prokuratury. Trwają przesłuchania świadków.</p>
<p>To pierwszy tragiczny wypadek w drodze na 14. Przystanek Woodstock - poinformowała rzeczniczka prasowa lubuskiej policji Agata Sałatka. W ub. roku w podróży pociągami na festiwal zginęły dwie osoby.</p>
<p>14. Przystanek Woodstock rozpocznie się dziś o godzinie 15. Z szacunków policji wynika, że do Kostrzyna na trzydniowy festiwal przyjechało już ok. 70 tys., głównie młodych ludzi.(interia.pl)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Era Nowe Horyzonty cz.1: Filmy]]></title>
<link>http://nielegalnie.wordpress.com/?p=20</link>
<pubDate>Tue, 29 Jul 2008 08:49:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>Łukasz Halicki</dc:creator>
<guid>http://nielegalnie.wordpress.com/?p=20</guid>
<description><![CDATA[Najpierw trochę cyferek, w sensie jakieś wprowadzenie, a potem film po filmie pare słów (bądź ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Najpierw trochę cyferek, w sensie jakieś wprowadzenie, a potem film po filmie pare słów (bądź zdań) na temat tego co widziałem. Obejrzałem łącznie 29, bardzo chciałem dobić do 30, ale mi nie wyszło. Z tych 29 jakieś 16-18 zaliczam do takich, które nie sprawiły mi bólu, ani przykrości, czyli były po prostu mniej lub bardziej dobre. 2 filmy wyrządziły mi krzywdę i podpadają pod kategorię "najgorsze obrazy mojego życia". Filmów zjawiskowych nie stwierdziłem. Przynajmniej 2 filmów żałuję, że nie udało mi się zobaczyć - polskiego <em>Pora Umierać</em> oraz włoskiej <em>Gomory</em>, oba podobno znakomite. Poza tym nieco żałuję <em>Chaotycznej Anny</em>, tak oto opisanej przez Tomka Waśko: "oficjalnie jeden z najgorszych filmów świata. Polecam, nie wolno przegapić!". A słowo "film" powtórzyłem już tyle razy, że może przejdę do opisów. Kolejność chronologiczna, tak jak oglądałem.</p>
<p><em><strong>Meduzy</strong></em> - Ładne kino, takie ambitne i te sprawy, tylko szkoda, że o niczym.</p>
<p><em><strong>Jezus Chrystus Zbawiciel</strong></em> - Z jednej strony forma mnie zmęczyła, z drugiej jeśli chodzi o treść rewelacja i film z cyklu zmuszających do myślenia. W ogóle bardziej pasuje tutaj słowo dokument czy coś w tym stylu, gdyż mamy do czynienia z autentycznym wystąpieniem szalonego Kinskiego, a rola reżysera ograniczyła się tutaj do montażu i doboru ujęć. Generalnie dobre, lecz nie dla każdego.</p>
<p><em><strong>Rezerwat</strong></em> - Nie znoszę polskiego kina. Poszedłem z ciekawości, gdyż sporo ochów i achów się naczytałem. W rzeczywistości mamy tutaj nic nie wnoszący w historię ludzkości filmik, z typowymi obrazkami jaka to polska biedna, a ludzie zacofani. W zestawie otrzymujemy jeszcze obowiązkową romantyczną historię. W ogóle fenomen tego, że w polskim kinie ostatnich lat albo wszyscy są biedni i chlają, albo są bogaci jak mało kto. Głupie kino, trochę o niczym.</p>
<p><em><strong>Niebiańskie Istoty</strong></em> - Peter Jackson. Koleś od <em>Władcy Pierścieni</em>, ale także od <em>Martwicy Mózgu</em>. Młodziutka, debiutująca Kata Winslet. I jeszcze ta druga aktorka, która nie wiem jak się nazywa, ale respekt za wieczny wyraz złości i naburmuszenia na twarzy. A przechodząc do sedna - świetny film, jeden z najlepszych jakie dane mi było zobaczyć na festiwalu. Dosyć prosta historia dwóch licealistek, żyjących we własnym świecie, między którymi rodzi się miłość, której oczywiście nie może zaakceptować ich otoczenie. Z tej okazji mordują matkę tej naburmuszonej. Brzmi banalnie, ale takie nie jest. Do tego dodajmy, że historia oparta na faktach. To zawsze robi wrażenie.</p>
<p><strong><em>Lou Reed's Berlin</em></strong> - Oglądanie koncertu w kinie to dosyć zabawna sprawa. W każdym razie realizacyjnie bardzo w porządku, tylko te wstawki z Emmanuelle Seigner można było sobie darować. Poza tym Lou Reed wokalnie już trochę wysiada, a całemu koncertowi brakowało czegoś więcej niż rzemieślniczej precyzji. Suma summarum, i tak niezłe, dobrze się oglądało / słuchało.</p>
<p><em><strong>Deszcz</strong></em> - Niby od połowy filmu można przewidzieć zakończenie i bez wątpienia nie był to świadomy zabieg reżysera, ale tak naprawdę to był niezły film, taki bez większych powodów do zachwytu, ale do obejrzenia. Chociaż poszły tutaj w ruch określenia "tefałenowski" i "prawdziwe historie", ale to trochę zbyt brutalne, choć nie zaprzeczam, coś w tym jest.</p>
<p><em><strong>Boski</strong></em> - Jeśli myśleliście, że polska polityka jest zła i skażona, to obejrzyjcie sobie ten film. Oparty ponoć częściowo na prawdziwych faktach z historii Włoch. Powiązania z mafią, korupcja, morderstwa, a do tego tysiące nazwisk bohaterów i mnóstwo wydarzeń, w których nie sposób się połapać. Genialnie zagrana postać Androettiego. I taki mały paradoks - niby nadmiar informacji i opowiedzenie fabuły niemożliwe, a jednak się podoba. Całkiem bardzo zresztą.</p>
<p><em><strong>Wspaniałość Ambersonów</strong></em> - Nie mam zamiaru być na siłę kontrowersyjny, ale na serio nie podobał mi się <em>Obywatel Kane</em>. Welles'a lubię, ale bardziej za aktorstwo i<em> Touch Of Evil</em>, które jest jednym z moich ulubionych filmów ever. Wracając jednak do tematu, to <em>Wspaniałość Ambersonów</em> to kino klasycznie wyśmienite, szkoda jedynie że zakończenie zostało zepsute przez wytwórnie, która przemontowała i dokręciła bez wiedzy i autoryzacji Welles'a kilka scen, by uczynić film "bardziej przystępnym". Dlatego też ostatnie minuty można sobie śmiało darować. Reszta to czysta klasyka.</p>
<p><em><strong>Funny Games</strong></em> - Mocne kino. Po opisie spodziewałem się taniego thrillera z dużo ilością bólu i bezsensownej przemocy, a okazało się, że z dosyć prostego scenariusza wyszedł naprawdę znakomity film o głębszym przesłaniu. Chociaż to może zbyt podniośle powiedziane. Kurcze, ale co mam innego napisać niż to, że Haneke nakręcił film, w którym trochę tyka bezsęsu życia, a z drugiej strony uosabia gdzieś tam zakorzenione w każdym z nas obawy i strach?</p>
<p><strong><em>33</em></strong> - Nie zdążyłem na <em>Joy Division</em>, więc z braku innych opcji wpadłem na to. Brazylijski dokument o poszukiwaniu rodzonej matki. Do tego reżyser będący jednocześnie głównym bohaterem. Gdyby wyciąć nic nie wnoszące nocne obrazki miasta zostałoby z tego jakieś 20 minut. Plus zdradzę, że i tak matki nie znalazł.</p>
<p><em><strong>Jedzcie, To Jest Bowiem Ciało Moje</strong></em> - W opisie filmu wyczaiłem słowo "surrealizm", więc pomyślałem, że to będzie dobre. Błąd. Był to pierwszy film w moim życiu, z którego wyszedłem nie dotrwawszy nawet do połowy. Jedna fajna scena z murzynkami obżerającymi się ciastem przy stole, ale generalnie jedna wielka bezsensowna kupa, której nie dało się oglądać (a jakiś recenzent ze stopklatki dał temu 5/6 i ja nie wiem ile mu za to zapłacili).</p>
<p><em><strong>Funny Games U.S.</strong></em> - Trochę nie miałem na co iść, a trochę chciałem się przekonać jak bardzo różni się od oryginału. Przede wszystkim różni się dosłownie w kilku detalach. A poza tym aktorstwo amerykańskie słabiutkie i oczywiście musieli rozebrać Naomi Watts, bo tamta aktorka w oryginale za brzydka na te sprawy była, a i docelowa widownia inna. W każdym razie identyczne ujęcia, fabuła rzecz jasna ta sama, ale jednak trochę słabsze od pierwowzoru.</p>
<p><em><strong>Opętanie</strong></em> - Przed seansem jakiś pan krytyk i jakiś Francuz co nieco nam opowiedzieli, że Żuławski wielki reżyser i drugi po Wajdzie, bla bla bla, a do tego to jego najlepszy film. A ja powiem tak - jeśli myśleliście, że Lynch robi pokręcone i niezrozumiałe filmy to strzelcie sobie Żuławskiego. Scena z Isabelle Adjani (która za tę rolę dostała nagrodę w Cannes!), w której miota się po tunelu, tarzając się i wydobywając z siebie różne ciecze, doprawdy zabójcza. Plus scena seksu z dziwacznym potworem zrobionym przez gościa od E.T. (lol po stokroć), co za geniusz! Jeden z tych filmów, po obejrzeniu którego czułem się zbyt głupi by go zrozumieć i choć w najmniejszym stopniu ogarnąć. Z tego co mi wiadomo, nie ja jeden.</p>
<p><em><strong>Całkiem Obcy</strong></em> - Kolejny przyzwoity nowozelandzki film. Bez wątpienia nie jest to jakaś wybitna czy super dobra pozycja, ale muszę przyznać, że wyszło całkiem nieszablonowe i inteligentne studium samotności.</p>
<p><em><strong>Angielska Robota</strong></em> - Takie filmy sensacyjne mógłbym oglądać bez przerwy. Świetnie zrealizowany, dobrze zagrany, a przy tym intrygująca historia i brak tanich sztuczek oraz nieprawdopodobnych sytuacji (chociaż to może kwestia tego, że oparty na autentycznych wydarzeniach). Serio, oglądało się wybornie i jak dla mnie jeden z najlepszych filmów festiwalu. Warto pójść do kina, bo to chyba świeża sprawa i właśnie leci.</p>
<p><em><strong>Dr Plonk</strong></em> - Jedna z tych pozycji, na które poszedłem przez przypadek i nie żałuję. Bardzo zabawny film stylizowany na kino nieme. Masa inteligentnego humoru i dobrych dowcipów. Brak dialogów oraz czarnobiałość dodają szlachetności i czynią w pewien sposób unikatowym.</p>
<p><em><strong>Balast</strong></em> - Smutny film o smutnych czarnuchach z Alabamy, z którego nic innego poza faktem, że życie jest smutne nie wynika. Monotonny, nudny i nijaki. Do tego spodziewałem się jakiegoś hip-hopu na soundtracku, ale takowego nie było w ogóle.</p>
<p><strong><em>Czarna Owca</em></strong> - Poszedłem sobie dla rozluźnienia i nie zawiodłem się. Krwisty nowozelandzki komedio horror o genetycznie modyfikowanych owcach, które zaczynają mordować ludzi. Sceny w stylu stado owiec wyłaniające się z wielkim hukiem zza zielonego pagórka bezcenne. Jak ktoś lubi trochę idiotycznego humoru to polecam na luzaku.</p>
<p><strong><em>Dojrzewanie</em></strong> - Pierwszy film w moim życiu, na którym zasnąłem. Ponoć Ward to najważniejszy reżyser nowozelandzki, ale po tym jednym filmie, który jest uznawany za przełom w nowozelandzkiej kinematografii, śmiem powątpiewać. Nie jestem w stanie znaleźć choćby jednego pozytywnego aspektu - nawet krajobrazy były brzydkie. Czyżby definicja 0.0?</p>
<p><strong><em>PVC-1</em></strong> - Miałem sobie darować filmy konkursowe, ale zaryzykowałem. Nie było źle, aczkolwiek rewelacyjnie też nie. Historia kobiety, której na szyi zamontowano bombę i obiecano jej zdjęcie po wpłaceniu 15 milionów pesos (jeśli mnie pamięć nie myli). Trzeba przyznać, że wizja dosyć przerażająca, a gdy jeszcze na końcu ujawniono, że jest to (kolejna) historia na faktach, to stała się jeszcze bardziej przerażająca. Poza tym warto odnotować, że film zrobiony w formie jednego długiego ujęcia, dosyć kulawe aktorstwo i przerażające pikanie, które straszyło większą część sali kinowej.</p>
<p><strong><em>Głęboka Czerwień</em></strong> - Dario Argento to odkrycie tego festiwalu. Co prawda jego filmy reklamowane jako niesamowicie brutalne i krwiste, nieco rozczarowały mnie ilością juchy i przemocy, ale skutecznie rekompensowały to dialogi i niesłychany niekunszt co niektórych scen. Zacznijmy jednak od tego, że Dario to miszcz horrorów i kryminałów klasy B. Postać ponoć kultowa we Włoszech. Ta tutaj <em>Głęboka Czerwień</em> to taki głupiutki kryminał, w którym zachwyca i bawi nieporadność niektórych scen, dialogów oraz aktorstwa. Do tego wszelkie obrazy przemocy i zabójstw budzą szeroki uśmiech na twarzy, a wszystkie szczątki napięcia są doszczętnie burzone poprzez nieudolność reżysera. Także cała sala się bawi, pije i śmieje, a co niektórzy się ponoć oburzają, że jak tak można. Ujmując krótko - genialne!</p>
<p><strong><em>Trzy Małpy</em></strong> - Dobry dramat z niepospiesznie rozwijającą się akcją. Przede wszystkim ciekawa fabuła i świetna, oszczędna realizacja i aktorstwo. W zasadzie jeden z bardziej wartościowych filmów, które wiedziałem na Erze.</p>
<p><strong><em>Odgłosy</em></strong> - Znowu Argento, tym razem fundujący nam horrorek. I znowu mniej krwi niż się spodziewałem, a i nieporadność jakby nieco mniej zabawna, ale i tak super. A jeszcze rozpita, roześmiana sala i oto mamy obraz idealnego seansu kinowego o godzinie 22. Aha, i jeszcze zakończenie filmu totalnie z dupy, bomba!</p>
<p><img class="aligncenter size-medium wp-image-73" src="http://nielegalnie.wordpress.com/files/2008/08/img_0154.jpg?w=300" alt="" width="300" height="225" /></p>
<p><em><strong>Nagle</strong></em> - Film na granicy przyzwoity / dobry. Nie wiem co mam napisać, ale znowu obraz oparty na faktach. Generalnie to chodzi o psychola co mu odbiło i ukatrupił 13 osób w jakimś małym nowozelandzkim miasteczku. Film nie skupia się na przemocy, ani na tym że kolo miał pewnie zjebane dzieciństwo, lecz bardziej pokazuje nasze nieprzygotowanie na tego typu sytuacje oraz nieporadność policjantów, którzy nie są zupełnie gotowi na takie ekstremalne akcje. Największy minus należy się tutaj za pseudo poetyckie ujęcia końcowe, które reżyser już mógł sobie darować, ale i tak nie psuje ono ogólnego pozytywnego wrażenia po filmie.</p>
<p><em><strong>Persepolis</strong></em> - Ten film miałem na liście obowiązkowych do obejrzenia i udało się. Łezka mi się oku zakręciła ze dwa razy i naprawdę się wzruszyłem. Film animowany, głównie czarno biały, oparty na autentycznej historii Iranki, spisanej w postaci komiksu (haha, spisali Irankę w postaci komiksu, haha). Jej dojrzewanie i wejście w dorosłość oraz historia Iranu na przestrzeni tych lat. Oprócz tego dramat kobiet w Iranie oraz tego jak są tam traktowane. Zachwyca głównie brak tandety i sztampy, w którą bez wątpienia było łatwo tutaj popaść. Poza tym niesamowita postać głównej bohaterki i jej losów. Obowiązkowe!</p>
<p><strong><em>Joe Strummer - Nieopisana Przyszłość</em></strong> - Sporo filmów muzycznych nie obejrzałem, przede wszystkim żałuję Glassa, <em>Joy Division</em> i <em>Heimy</em>, na którą mnie nie wpuszczono z braku miejsc. Historia Strummera przyzwoita, o czym może świadczyć fakt, że pomimo 2h trwania jakoś nie ziewałem za dużo. Choć jeśli za coś zjebać to niektóre wątki (szczególnie jego losów po The Clash) można było nieco skrócić. No i jeszcze wypowiedzi Deppa to jakieś komiczne kuriozum.</p>
<p><strong><em>Do Ciebie Człowieku</em></strong> - Dobre, skandynawskie kino. Końcówka słabsza niż początek, ale i tak trzyma poziom. Forma średnio ze sobą powiązanych zabawnych sytuacji i historyjek, doskonale oddających życiową rutynę i nasze życiowe strachy i obawy. Genialna scena ze sztuczką z obrusem oraz późniejszej egzekucji. Na marginesie tylko się przyznam, że przysypiałem ze zmęczenia, czego trochę żałuje i pewnie skuszę się jeszcze na ten film gdy będę już w stanie.</p>
<p><strong><em>Kłopotliwy Człowiek</em></strong> - Tym razem Norwegia / Islandia i wydawałoby się typowy dla kina skandynawskiego temat samotności i izolacji człowieka, a jednak jest to kina na tyle błyskotliwe i pomysłowe, że oklepany temat zyskuje zupełnie nową oprawę i spojrzenie. Nieco humorystyczne, odrobinę odrealnione, lecz przede wszystkim dające do myślenia. Takie kino jakie najbardziej lubię.</p>
<p><strong><em>Milczenie Lorny</em></strong> - Dosyć podobne do <em>4 Miesiące, 3 Tygodnie i 2 Dni</em>, które to swoją drogą średnio mi się podobało. Ten akurat film znacznie bardziej przypadł mi do gustu. Znowu, stonowane, ambitne kino europejskie z dobrym scenariuszem (nagrodzonym w tym roku w Cannes), niezłym aktorstwem, odrobiną niedopowiedzeń i brakiem fajerwerków, a za to z ciekawą analizą psychologiczną bohaterów. Troszeczkę skiepszczone zakończenie, które jednak i tak nie niszczy bardzo pozytywnego całościowego wrażenia. Dobry koniec festiwalu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[„Strefa Inne Brzmienia. Lublin-Lwów” – refleksje po]]></title>
<link>http://lukaszkusmierz.wordpress.com/?p=124</link>
<pubDate>Mon, 21 Jul 2008 18:49:23 +0000</pubDate>
<dc:creator>lukaszkusmierz</dc:creator>
<guid>http://lukaszkusmierz.wordpress.com/?p=124</guid>
<description><![CDATA[
Takiego wydarzenia jeszcze w Lublinie nie było. Przez 9 dni Kozi Gród był prawdziwą stolicą eu]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://fc04.deviantart.com/fs32/f/2008/201/c/9/MARCIN_MASECKI_TRIO_8_by_grablesky.jpg" alt="" width="458" height="311" /></p>
<p>Takiego wydarzenia jeszcze w Lublinie nie było. Przez 9 dni Kozi Gród był prawdziwą stolicą europejskiej kultury - różnego rodzaju wystawy, warsztaty, panele dyskusyjne oraz przede wszystkim koncerty wpisały się w codzienny rytm Lublina. Pierwsza edycja festiwalu „Strefa Inne Brzmienia. Lublin-Lwów" przeszła do historii. Teraz czas na wnioski.</p>
<p><img class="alignright" src="http://fc06.deviantart.com/fs32/f/2008/202/b/9/HAYDAMAKY_8_by_grablesky.jpg" alt="" width="229" height="337" /></p>
<p>Po pierwsze organizacja. Billboardy, reklama w prasie, Internet itd. - tu bez zarzutu. Trzeba było naprawdę złej woli będąc na miejscu w Lublinie, by nie zauważyć festiwalu. W przyszłości warto zawalczyć o większą reklamę, ale już w skali kraju, tym bardziej, że jest się czym chwalić. Dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie karnetów na koncerty, bo po podliczeniu cen wszystkich biletów w tym roku, wychodzi jednak dość spory koszt zwłaszcza jak dla mieszkańca wschodniej części Polski. Wydaje się, że karnety zbiłyby choć w jakimś stopniu te ponad 250 zł. Lokalizacja występów jest silną stroną organizatorów, bo wyróżnia festiwal spośród innych odbywających się w naszym kraju, ale tu też pojawiają się wątpliwości, np. kwestia otwartego dla wszystkich koncertu finałowego. Zakładając, że w przyszłości „Inne Brzmienia" będą cieszyć się większym zainteresowaniem, należy się zastanowić nad ograniczeniem ilości wpuszczanych widzów albo po prostu biletowaniem wszystkich koncertów. To jednak zbyt mała przestrzeń, by pomieścić wszystkich chętnych. Inna sprawa, to „kwiatki" pokroju okoliczni mieszkańcy próbujący z okien zakłócić ludziom odbiór muzyki.</p>
<p><img class="alignleft" src="http://fc03.deviantart.com/fs32/f/2008/201/1/7/MARCIN_MASECKI_TRIO_1_by_grablesky.jpg" alt="" width="190" height="280" /></p>
<p>Po drugie koncerty. Warto się trzymać obranej formuły, tzn. zapraszać artystów reprezentujących różne, acz nie tak znowu odległe gatunki (festiwal chyba jak żaden inny w Polsce zrealizował postulat „muzyki ponad podziałami"), bo jest to rzecz wyróżniająca „Inne Brzmienia". Wykonawcy, na koncertach których byłem (Morcheeba, Maciej Maleńczuk, Wojciech Waglewski, Fisz, Emade, Haydamaky, Voo Voo) pokazali się z dobrej strony i niektórzy będą musieli poważnie zweryfikować tezę o „zaścianku Polski" w kontekście Lublina, bo nikt tu nikogo nie traktował po macoszemu. Póki co organizatorzy zapunktowali pomysłowością organizując koncert otwarcia na szczycie Wieży Trynitarskiej oraz kilka innych na dziedzińcu u Dominikanów (żałuję, że ominął mnie występ Marcina Maseckiego, Raphaela Rogińskiego oraz Macio Morettiego, wg obiegowej opinii najlepszy na festiwalu). Zapewne za rok czy dwa nie będą to już tak świeże pomysły, ale to już melodia przyszłości podobnie, jak dobór wykonawców (zastanawiam się, czy eksplorując specyficzną jednak estetykę będzie kogo zapraszać bez ryzyka powtarzania artystów).</p>
<p><img class="alignnone" src="http://fc07.deviantart.com/fs32/f/2008/199/1/d/WAGLEWSKI_FISZ_EMADE_3_by_grablesky.jpg" alt="" width="468" height="318" /></p>
<p>Po trzecie przyszłość. Taki festiwal musi być kontynuowany, to nie ulega wątpliwości. Tym bardziej, jeśli wziąć pod uwagę starania Lublina o uzyskanie tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Jak wielkie jest zapotrzebowanie na wydarzenia tego typu pokazały koncerty. Uśmiechy na twarzach artystów nie brały się wyłącznie z czystej kurtuazji - musi być przyjemnie grać dla tak entuzjastycznie reagującej publiczności, co też się nie bierze znikąd. Zwyczajnie takiego wydarzenia brakowało i ludzie są spragnieni podobnych doznań, tym samym nie są zmanierowani, co często się zdarza w większych miastach. Choćby tylko dla tego faktu „Strefa Inne Brzmienia. Lublin-Lwów" musi mieć swój ciąg dalszy.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[zJarocina]]></title>
<link>http://zbiodra.wordpress.com/?p=150</link>
<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 16:15:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>analog</dc:creator>
<guid>http://zbiodra.wordpress.com/?p=150</guid>
<description><![CDATA[ 
zBiodra
poprawione wrzucilem
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://zbiodra.wordpress.com/files/2008/07/dsc_0069a1.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-156" src="http://zbiodra.wordpress.com/files/2008/07/dsc_0069a1.jpg" alt="" width="536" height="800" /></a><a href="http://zbiodra.files.wordpress.com/2008/07/dsc_0069a.jpg"> </a></p>
<p>zBiodra</p>
<p>poprawione wrzucilem</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[OFFensywa festiwali]]></title>
<link>http://kulturanaostro.wordpress.com/?p=38</link>
<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 13:39:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>stereoboy</dc:creator>
<guid>http://kulturanaostro.wordpress.com/?p=38</guid>
<description><![CDATA[A muzycznie będzie ślicznie…

Tak się złożyło, że nie dojechałem jednak w tym roku na Open]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">A muzycznie będzie ślicznie…</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Tak się złożyło, że nie dojechałem jednak w tym roku na Opener. Wiem, wiem, wymądrzałem się, że wielki europejski festiwal, że warto itd. Wiem. Okoliczności przyrody były jednak zgoła nieblogowe, więc na szybko sobie wyjaśniłem, że nic nie straciłem, choć na chłodno myśląc, to mimo wszystko szkoda mi The Raconteurs, CocoRosie i przede wszystkim boskiej Roisin. Temat zamknięty.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Na szczęście nie jest tak, że po zakończeniu gdyńskiego weekendu zamknęły się wrota interesujących muzycznie wydarzeń w naszym kraju. Już dzisiaj zaczyna się kolejna edycja festiwalu w Jarocinie, tym razem znacznie mniej undergroundowa, a bliższa mainstreamu. Oczywiście, dla KNO nie jest to żadnym zarzutem, bo KNO bardzo lubi to, co popularne. A w ten weekend w Jarocinie spotkać można np. CKOD, Lao Che, Waglewskich czy Kryzys (to z poważanych przeze mnie gwiazd polskich), jak i również Blood Red Shoes i przede wszystkim Bretta Andersona. Więc coś by się nawet na me wysublimowane podniebienie znalazło, ale raczej na 1 dzień, a nie 3. Chyba znów nie dotrę.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Wbrew temu, co pewnie myślicie, to jednak jeszcze nie koniec. Jest bowiem jeszcze większa impreza! Może nie pod względem promocji, ilości scen, widzów czy sprzedanych plastikowych kubków z piwem. Ale muzycznie – absolutne numero uno. Off Festiwal w osobie własnej.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Od 8 do 10 sierpnia w Mysłowicach czekać będzie prawdziwa uczta. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem szczególnie zdyscyplinowanym blogerem, ale postaram się w najbliższych tygodniach krótko przedstawić najważniejsze moim zdaniem zapowiedzi z Offowej sceny. Dzisiaj tylko jeszcze krótszy przegląd.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">To już trzecia edycja festiwalu, przygotowana ponownie pod niezawodnym dowództwem Artura Rojka, tym razem z jeszcze większym rozmachem niż w ubiegłym roku. Organizatorzy przygotowali aż 4 sceny i naprawdę imponujący line-up. Największą gwiazdą wydaje się być szkocka formacja post-rockowa Mogwai (o niej dużo szerzej w następnej notce), ale dalej wcale nie jest gorzej. Na widzów czekać będzie spora dawka ożywczego indiepopu spod znaku Of Montreal (nie, nie są z Montrealu ;) i Menomeny , psychopopowej elektroniki w wydaniu Caribou (podobne występy live są iście szalone), krautrockowy liverpoolski Kling Klang, czy kolejna liverpoolska Indie-gwiazda, Clinic. Jakby komuś było jeszcze mało, to niech pamięta, że nie wymieniłem nawet wszystkich artystów zagranicznych. W kolejce są jeszcze polskie formacje, m.in. Fisz/Emade, Budyń, Bajzel, Lao Che, Czesław Śpiewa, Jacaszek itd. A nie wspomniałem jeszcze o wielkim wydarzeniu, na jakie niewątpliwie szykuje się koncert supergrupy Iron&#38;Wine w kościele ewangelickim w Mysłowicach. Uff, będzie się działo.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Obiecuję, że już od jutra postaram się napisać coś więcej o kilku z powyżej wymienionych formacji. Dziś, w ramach aperitifu, mój ulubiony utwór Mogwai (niestety, nie ma lepszej jakości na YT):</p>
<p class="MsoNormal"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/MuARP9y-1k0'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/MuARP9y-1k0&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dwa Brzegi 2008]]></title>
<link>http://gpkt.wordpress.com/?p=658</link>
<pubDate>Mon, 14 Jul 2008 22:26:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>lem</dc:creator>
<guid>http://gpkt.wordpress.com/?p=658</guid>
<description><![CDATA[
Wciąż nie znamy pełnego programu Festiwalu Filmu i Sztuki DWA BRZEGI, który w dn. 2-9 sierpnia ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><a href="http://gpkt.files.wordpress.com/2008/07/28412_1.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-659" src="http://gpkt.wordpress.com/files/2008/07/28412_1.jpg" alt="" width="351" height="317" /></a></p>
<p>Wciąż nie znamy pełnego programu <strong>Festiwalu Filmu i Sztuki DWA BRZEGI</strong>, który w dn. 2-9 sierpnia będzie odbywał się w <strong>Kazimierzu Dolnym/Janowcu n.Wisłą</strong>. Organizatorzy jednak, ze sporą regularnością, podgrzewają atmosferę, ujawniając kolejne fascynujące elementy programu. Na otwarcie imprezy przewidziany został prapremierowy pokaz filmu <strong>Łukasza Barczyka</strong> „<strong>Nieruchomy poruszyciel</strong>”, a na zamknięcie najnowszy obraz <strong>Emira Kusturicy</strong> „<strong>Obiecaj mi</strong>”.<!--more--></p>
<p class="MsoNormal">Na stronie festiwalu pojawiła się także informacja, że podczas tegorocznej - drugiej – edycji imprezy czeka nas w sumie trzynaście premier, pokazywanych dotychczas na największych europejskich festiwalach filmowych (Cannes, Berlinie, Rotterdam, San Sebastian, „Młodzi i Film” w Koszalinie). Wśród nich znajda się m.in.: „<strong>Niebo nad Paryżem</strong>” w reżyserii <strong>Cedrica Klapischa</strong> („Smak życia”, „Smak życia 2”); „Sonic mirror” Miki Kaurismaekiego; „Z przyjaciółmi takimi jak ci” Feliksa von Groeningena czy ostatni film <strong>Roberta Altmana </strong>„<strong>Ostatnia audycja</strong>” („A praire home companion”), nie pokazywany dotąd nad Wisłą.</p>
<p class="MsoNormal">Wśród innych atrakcji warto wyróżnić retrospektywę amerykańskiego reżysera kina niezależnego, z wyskokami w kierunku filmów hollywoodzkich, czyli <strong>Gusa Van Santa</strong>. W Kazimierzu Dolnym będziemy mogli zobaczyć chociażby jego „<strong>Małą Noche</strong>”, czyli film, który dotychczas nie miał w Polsce premiery kinowej. Nowy cykl „I Bóg stworzył aktora” zainauguruje sylwetka wybitnego rodzimego aktora – Janusza Gajosa. Podczas Festiwalu DWA BRZEGI dostaniemy okazję, by poznać go jako: artystę sceny, odtwórcę wielu ról filmowych, ale również jako wziętego...fotografa.</p>
<p class="MsoNormal">Kontynuacji doczeka się idea Lekcji Kina. W zeszłym roku mieliśmy szansę uczestniczyć w, ilustrowanej fragmentami filmów, spowiedzi Boba Rafelsona oraz Wiesława Saniewskiego. Tym razem swoją obecność potwierdzili Sławomir Idziak, Wojciech Marczewski i Sławomir Grunberg.</p>
<p><span style="font-size:12pt;font-family:&#34;">Przykrą informacją jest, że organizatorzy nie przewidują w tym roku – podobnie było podczas poprzedniej edycji – wprowadzenia karnetów, co spowoduje, że obejrzenie znacznej liczby filmów będzie dla kinomanów sporym wydatkiem. Jakiego rzędu? Jeszcze nie sposób to obliczyć, gdyż czekamy jeszcze na podanie na stronie festiwalu cen jednostkowych biletów.</span></p>
<p><em>Więcej informacji na oficjalnej stronie festiwalu: www.dwabrzegi.pl</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Morcheeba – Festiwal Muzyki „Strefa Inne Brzmienia. Lublin – Lwów”, Lublin, 12.07.2008]]></title>
<link>http://lukaszkusmierz.wordpress.com/?p=117</link>
<pubDate>Mon, 14 Jul 2008 14:23:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>lukaszkusmierz</dc:creator>
<guid>http://lukaszkusmierz.wordpress.com/?p=117</guid>
<description><![CDATA[
Koncert Morcheeby, zapowiadany, jako największe wydarzenie lubelsko-lwowskiego festiwalu okazał s]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="aligncenter size-full wp-image-118" src="http://lukaszkusmierz.wordpress.com/files/2008/07/dscn7948.jpg" alt="" width="450" height="337" /></p>
<p>Koncert Morcheeby, zapowiadany, jako największe wydarzenie lubelsko-lwowskiego festiwalu okazał się dowodem na to, że pierwsze wrażenie bywa czasami mylące.</p>
<p>W sobotni wieczór w Lublinie było gorąco i parno, co w kontekście pogody w pozostałej części kraju mogło zwiastować potężną burzę w trakcie koncertu lub w dalszym ciągu saunę. Tak źle i tak niedobrze. Zastanawiała lokalizacja sceny - na lubelskiej starówce, tuż obok Trybunału Koronnego wciśnięta pomiędzy zabytkowe kamienice. Cena biletów (99 zł), mała jak na występ zagranicznej gwiazdy, ale całkiem spora, jeśli brać pod uwagę region i fakt, iż w związku z wakacjami 1/3 miasta wyjechała (czyli studenci) nie nastrajała optymistycznie co do frekwencji i faktycznie - jeszcze kilka minut przed występem Morcheeby była ona przerażająco niska. Dość powiedzieć, że Ross Godfrey na teren festiwalu przemknął wśród ludności praktycznie niezauważony, nienagabywany o autograf czy rozmowę. Potem jednak na scenie pojawił się sześcioosobowy skład i zaczął się koncert.</p>
<p><img class="size-full wp-image-119 alignleft" src="http://lukaszkusmierz.wordpress.com/files/2008/07/dscn7957.jpg" alt="" width="270" height="360" /></p>
<p style="text-align:justify;">Są takie występy, które choć ściągają największe gwiazdy muzyki i tłumy odbiorców, nie elektryzują. Są też takie, które wg racjonalnych przesłanek powinny zakończyć się katastrofą, tymczasem jest zupełnie na odwrót. W sobotni wieczór między Brytyjczykami a lubelską publicznością była chemia. Pierwsi wyluzowani, z uśmiechami na twarzach, ewidentnie zadowoleni i troszeczkę oszołomieni tak gorącym przyjęciem. Drudzy - zaskoczyli z kolei mnie. Okrzyki aprobaty, rzęsiste brawa pomiędzy utworami, które ucichały w jednej sekundzie, gdy zespół zaczynał grać, taniec, nieśmiałe pląsy, uśmiechy na twarzach. Poza tym pełen przedział wiekowy, ale odbiór muzyki jednorodnie pozytywny.</p>
<p><img class="size-medium wp-image-120 alignright" src="http://lukaszkusmierz.wordpress.com/files/2008/07/dscn7951.jpg?w=225" alt="" width="225" height="300" /></p>
<p>Morcheeba sprawę hitów załatwiła na samym początku grając już jako drugie, oczywiście entuzjastycznie przyjęte przez publiczność „Otherwise". Cały set na szczęście nie okazał się promocją ostatniej tylko płyty „Dive Deep", którą reprezentowały przede wszystkim singlowe „Enjoy the Ride", „Gained the World" czy zaśpiewane przez basistę Bradleya Burgessa „Run Honey Run". Dużo było starszych numerów m.in. znane z „Big Calm" „The Sea", „Trigger Hippie", „Over and Over" z wejściem ciężkiego bitu po pierwszej zwrotce, „Blindfold", „Part of the Process" czy chyba najbardziej żywiołowo przyjęte przez publikę „The Music That We Hear (Moog Island)". W pewnym momencie w powietrze wystrzeliły parasolki, zaczął padać deszcz. Na szczęście pogoda nie zniszczyła tego wieczoru i po kilku minutach wszelką ochronę przed zmoknięciem można było schować. Z resztą sam band podtrzymywał temperaturę - tu szczególne słowa uznania dla wokalistki Mandy. Wiadomo, że nie jest łatwo zastąpić charyzmę i ciekłokrystaliczny głos Skye Edwards. Francuzka kipi energią na scenie, czaruje urokiem osobistym i ma bodaj najbardziej zbliżoną barwę głosu do Skye ze wszystkich wokalistek, które pojawiły się w Morcheebie po jej odejściu. Reszta zespołu również w formie, a Ross wycinał całkiem zgrabne solówki na gitarze. Tym samym wiadome było, że fani wyciągną skandowaniem „Mor-chee-ba" zespół na bisy, na których wybrzmiały m.in. zaśpiewane po francusku przy akompaniamencie gitary akustycznej „Au-delà" (jakiś widz nie wytrzymał i krzyknął ekstatycznie do artystów, czym wywołał uśmiech na twarzy Rossa) i oczywiście roztańczony überhit „Rome Wasn't Built in a Day". W sumie zespół zagrał mniej więcej półtorej godziny. Prywatne rozczarowania? Tylko jeden utwór z „Charango".</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-121" src="http://lukaszkusmierz.wordpress.com/files/2008/07/dscn7954.jpg" alt="" width="450" height="337" /></p>
<p>Lokalizacja koncertu okazała się udanym posunięciem. Otwarta przestrzeń, ale jednocześnie bliskość starych kamienic wywołuje wrażenie, jakbyśmy byli w jakimś zabytkowym pałacu z otwartym dachem. Mury bardzo ładnie zbierały dźwięk, a nad sceną górowała Wieża Trynitarska. Cena biletów spowodowała to, że na Morcheebę przyszli ci, którzy autentycznie chcieli tam być, co było widać po reakcji zgromadzonych na placu ludzi oraz po twarzach muzyków. Z resztą w pewnym momencie Ross Godrefy (wznoszący co jakiś czas toasty z kubeczka z wiadomym raczej płynem i z butelek Budweisera) rzucił do ludzi, iż chciałby być wśród nich i zamiast grać, bawić się tak jak oni tego wieczora.</p>
<p><em>Za pomoc przy opracowywaniu relacji i zdjęcia dziękuję Kamili.</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[nevada-parada mardi gras-the beatniks]]></title>
<link>http://trzeciwymiar.wordpress.com/?p=110</link>
<pubDate>Sat, 12 Jul 2008 22:45:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>halfie522</dc:creator>
<guid>http://trzeciwymiar.wordpress.com/?p=110</guid>
<description><![CDATA[parada uliczna w nevada city

]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>parada uliczna w nevada city<br />
<span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/E5336Rc6sus'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/E5336Rc6sus&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[teatr breakdance ]]></title>
<link>http://trzeciwymiar.wordpress.com/?p=101</link>
<pubDate>Sat, 12 Jul 2008 21:46:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>halfie522</dc:creator>
<guid>http://trzeciwymiar.wordpress.com/?p=101</guid>
<description><![CDATA[kultura hiphopu rozszerzyla formule teatru ulicznego

]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>kultura hiphopu rozszerzyla formule teatru ulicznego<br />
<span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/AAeyypC8gtU'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/AAeyypC8gtU&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[w obfitosci wody]]></title>
<link>http://trzeciwymiar.wordpress.com/?p=97</link>
<pubDate>Sat, 12 Jul 2008 21:36:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>halfie522</dc:creator>
<guid>http://trzeciwymiar.wordpress.com/?p=97</guid>
<description><![CDATA[w obfitosci wody tylko glupiec jest spragniony(bob marley-rat race)

]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>w obfitosci wody tylko glupiec jest spragniony(bob marley-rat race)<br />
<span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/QAjigeLv68E'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/QAjigeLv68E&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Heineken Opener 2008]]></title>
<link>http://nielegalnie.wordpress.com/?p=9</link>
<pubDate>Sat, 12 Jul 2008 14:03:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>Łukasz Halicki</dc:creator>
<guid>http://nielegalnie.wordpress.com/?p=9</guid>
<description><![CDATA[Czwarty rok z rzędu miałem okazję podziwiać Openera z perspektywy sprzedawcy kuponów, których ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Czwarty rok z rzędu miałem okazję podziwiać Openera z perspektywy sprzedawcy kuponów, których notabene ludzie jeszcze nie skumali. I o ile w zeszłym roku dostało mi się nocną zmianę co zaowocowało faktem, że zobaczyłem jedynie Afro Kolektyw, Roots i LCD Soundsystem, to w tym roku pracowałem do 19-20 co dało mi możliwość niemal pełnego delektowania się festiwalem. Poniżej relacja z tego co widziałem, słyszałem...</p>
<p><strong>Dzień 1</strong></p>
<p>Na <strong>Muchy</strong> ciągle mi nie po drodze. Fanem wielkim nie jestem, ale nie da się zaprzeczyć, że pare dobrych kawałków mają i chciałoby się zobaczyć Wiraszko i resztę na żywo. Póki co dane mi było jedynie posłuchać nieco zza sceny.</p>
<p>Potem było <strong>Editors</strong>, którch zupełnie nie chciało mi się słuchać, więc oddałem się spotkaniom z ziomalami i popijaniu piwa, które w tym roku było wyjątkowo smakowite, tym niemniej upić się nim nie szło. Na <strong>Raconteurs</strong> wybrałem się z czystej ciekawości bo niby Jack White i te sprawy. Załapałem się na podobno największy przebój zespołu - "Steady, As She Goes", który pomimo pewnej sztampowości wypadł całkiem w porządku, tłum szalał i wszyscy byli szczęśliwi. Posłuchałem jeszcze jakiś 3-4 bliźniaczo podobnych do siebie kawałków utrzymanych w duchu Led Zeppelin zmieszanych z White Stripes i doszedłem do wniosku, że już raczej nic ciekawego się tutaj nie wydarzy. I tak przyszedłem tego dnia tylko na jeden koncert...</p>
<p>W międzyczasie jednak skoczyłem sobie z ciekawości do namiotu na <strong>Fischerspoonera</strong>. Zespół odstawił tam futurystyczny show ze strojami i choreografią rodem z "Around The World" Daft Punk i całkiem poprawnym repertuarem, co sprawiło, że czekanie na <strong>Roisin Murphy</strong> minęło szybko i przyjemnie.</p>
<p>Właśnie, postać Roisin! W życiu nie widziałem osoby tak charyzmatycznej, a przy tym naturalnej i od której przebija taka radość wynikająca zapewne z samego faktu, że robi to co lubi. Nawet jeśli jej repertuar nie do końca porwał publiczność, to w jej show nie o to chodziło. Ona nie kokietowała, ani nie słodziła sztucznie tłumu. Tańczyła, śpiewała, szalała, biegała po całej scenie, a jej ekspresja i dynamika ruchów co raz budowały we mnie obawy, że może wydarzyć się wypadek podobny do tego w Moskwie w zeszłym roku. Co do repertuaru to wyraźnie przeważał ten z zeszłorocznego <em>Overpowered</em> z doskonałym wykonaniem utworu tytułowego na czele. Wersje koncertowe rozbudowane, roszalałe, momentami przewyższające albumowe. Plus wokal Roisin na żywo doskonały. Bez dwóch zdań jeden z najlepszych koncertów jakie dane mi było widzieć. Cytując smsa od znajomego: "Roisin zajebista.".</p>
<p><strong>Dzień 2</strong></p>
<p>Tego dnia nie było już czekania na jednego konkretnego wykonawcę, wszystko zapowiadało się ciekawie. Na początek doszło do nieoczekiwanej zmiany i <strong>Cool Kids Of Death</strong> zamiast o 1:00 musieli zamienić się z <strong>Erykah Badu</strong> na 19:00, gdyż gitara jej basisty przez pomyłkę poleciała do Lizbony i trzeba było jakoś ten problem rozwiązać. W każdym razie z CKOD skusiłem się jedynie na "Mamo, Mój Komputer Jest Zepsuty" i powiem tylko, że nieco zabrakło mi energii, którą ten utwór posiada na albumie. Resztę ich koncertu sobie darowałem, bo ile można?</p>
<p>Zamiast tego poszedłem sobie na scenę młodych talentów by sprawdzić jak sprawuje się nasza nowa post-rockowa nadzieja czyli <strong>California Stories Uncovered</strong>. I jedyne co mogę powiedzieć, to fakt że było poprawnie i dobrze się ich słuchało, jednak czy nie macie już dosyć tych post-rockowych kapel? Nie zrozumcie mnie źle, ja lubię tego typu sprawy, wszelkie Mogwaie itd. ale cały ten "gatunek" już od dobrych paru lat nic nowego i świeżego nie reprezentuje. Na niezobowiązujące słuchanie w wolnym czasie Calfornia nadaje się znakomicie, ale na nic więcej nie można liczyć.</p>
<p>Był sobie <strong>Interpol</strong> o 21:00. Zagrali poprawnie i w zasadzie tyle. Banks wchodząc na scenę zafundował mega sztuczne "Dobry wieczór", które zapewne ktoś z obsługi przetłumaczył mu tuż przed wejściem na scenę. Zespół, oczywiście w nienagannie skrojonych garniturach, zafundował publice coś na kształt greatest hits, co mnie naprawdę ucieszyło. Sporo fragmentów z <em>Turn On The Bright Lights</em> z wielce wyczekiwanym przeze mnie "NYC" na bis, a poza tym najlepsze fragmenty <em>Antics</em> oraz zaskakująco dobrze brzmiące utwory z nowej płyty (ze 3-4 jeśli się nie mylę). Publiczność była wniebowzięta, regularnie skandując nazwę zespołu, a oni pozostawali jakby niewzruszeni. Jedynie perkusista sprawiał wrażenie odrobinę poruszonego. Interakcji dużo nie było, na szczęście odegrali swoje, a repertuar i jakość wykonania zadowalające, więc koncert należy uznać za bardziej udany niż nie.</p>
<p>A potem nastał <strong>Jay-Z</strong>. To był kosmos. Wyleciało już mi z głowy co grał, ale była kupa hitów w stylu "99 Problems" czy  "Girls, Girls, Girls" (w ogóle bogata reprezentacja <em>The Blueprint</em>) plus coś tam z <em>American Gangster</em> (nieco rozczarowujące jak dla mnie "I Know") oraz pare hitów pod publikę jak "Umbrella" czy "Crazy In Love". Co nie zmienia faktu, że Hova zawładnął publiką i nieistotne czy ktoś był fanem hip-hopu czy nie. Wszyscy robiliśmy <a title="diamenciki" href="http://bp0.blogger.com/_uskW7yvUQc8/Rq-2QseVODI/AAAAAAAABfM/CHcNlE8KMKY/s1600-h/965336635_ae627b9525_o.jpg" target="_blank">diamenciki</a> i machaliśmy łapami. Wrażenia dźwiękowe i wizualne pierwszorzędne. Raz, że stałem tuż obok przejścia technicznego naprzeciw sceny, całkiem niedaleko, dwa, że zespół który przywiózł ze sobą Jay spisywał się bez zarzutu. Do tego koleś dysponował chyba najlepszymi wizualizacjami jakie dane mi było widzieć na tegorocznym Heinekenie, gdzie obraz na żywo był miksowany z wcześniej przygotowanymi klipami. I naprawdę szkoda, że Jay odbębnił jedynie 60-70 minut, które minęły doprawdy błyskawicznie, a bisów już najwyraźniej w kontrakcie nie miał. Shame on you nigga.</p>
<p>Na nic więcej tego dnia sił nie miałem. Z kronikarskiego obowiązku wspomnę jedynie, że <strong>Sex Pistols</strong> wielu się podobało i namiot omal nie został tam rozniesiony przez wygłodniałych fanów punk rocka, a mocno spóźniona Erykah ponoć dała znakomity koncert, który z początku przynudzał, a potem przemienił się w pierwszej klasy widowisko.</p>
<p><strong>Dzień 3</strong></p>
<p>Byłem już wyraźnie zmęczony małą ilością snu i sprzedażą dziesiątek tysięcy kuponów, ale obok dnia drugiego, ten oto rysował się najciekawiej. A prawda jest taka, że było tak sobie.</p>
<p>Zacząłem od <strong>Kobiet</strong>, które to bardzo, ale to bardzo, chciałem zobaczyć. Nawrocki wraz ze swoim zespołem dał znakomity występ, uciekający momentami w krainę zwariowanego rocka i odrobiny hałasu a la Sonic Youth, co sprawiło, że niektóre utwory brzmiały zaskakująco świeżo i po prostu inaczej. Nawet ich największy hicior "Marcelo" został wyraźnie rozciągnięty i przerobiony. Co do repertuaru, to dostaliśmy świetny przekrój ich twórczości, po trochę z każdego z ich krążków i trudno o wyróżnienie czegokolwiek, jednak ciężko zaprzeczyć, że to fragmenty z debiutu najbardziej wymiotły.</p>
<p>Alison  <strong>Goldfrapp</strong> wyczekiwałem ze względu na fakt, że nową płytę całkiem lubię, a debiutanckie <em>Felt Mountain</em> kocham miłością bezgraniczną. Wszystko co było między tymi dwiema płytami niezbyt trawię. Zaczęła od "Utopia" z debiutu i powininem być wniebowzięty, ale coś nie grało. Wokalnie perfekcyjnie, aranżacja koncertowa też w porządku, lecz uświadomiłem sobie że to nie jest to granie na dużo scenę, a bardziej na kameralny klub czy chociaż ten przeklęty namiot. Potem było "A&#38;E" i znowu ten sam problem. W środku gdzieś odnotowałem jeszcze przyzwoite "Happiness", bo końcówka to już były taneczne hiciory, które mi do Alison zupełnie nie pasują. Generalnie rozczarowanie, choć powinienem był to przewidzieć. Do tego koncert bardzo krótki, około 60 minut.</p>
<p>Po Goldfrapp udałem się na jakieś żarełko i wtedy dopiero ujrzałem ogrom ludzi jaki się zjechał tego dnia na <strong>Massive Attack</strong> i <strong>Chemical Brothers</strong>. Przerażający tłok i niesamowite kolejki, a w jednej z nich ogromny Biela ze Ścianki, w innej z kolei Ala z Blog 27. Same gwiazdy. W każdym razie po jakiejś tam pizzy (w czasie jedzenia której posłuchałem sobie <strong>Martiny Topley</strong> coverującej Doorsów na world stage) poleciałem szybko na Massive Attack i jako, że byłem spóźniony dobre 15 minut nie dane mi było dojść gdzieś bliżej pod scenę i musiałem zadowolić się widokiem z telebimu i dalekimi przebłyskami ze sceny. Ich koncert był chyba moim największym tegorocznym rozczarowaniem. Nie wiem z czego to wynikało, jednak nie porwało ani trochę. Może to kwestia zmęczenia, a może przeraźliwego tłoku, nie wiem. Hity głównie z mojego ulubionego <em>Mezzanine</em> przetykane nowymi utworami, zupełnie mnie nie przekonały, choć jakościowo nie można im nic zarzucić, wszystko wykonane poprawnie. Fajne wizualizacje z nagłówkami niczym z pudelka czy różnymi aforyzmami, były całkiem miłym akcentem urozmaicającymi występ zespołu, ale co z tego, skoro muzyka mnie nie ruszała? W gruncie rzeczy nie ma się do czego przyczepić, a jednak czegoś mi tam zabrakło. Choć w powszechnej opinii jest to jeden z trzech najlepszych koncertów tegorocznego Openera. Niestety, nie dla mnie.</p>
<p>Z Massive urwałem się by nie spóźnić się na <strong>Ściankę</strong>, której to w koncertowym wydaniu nie widziałem już dobre 3-4 lata. Cieślak ze swoim bandem zdrowo hałasował, stawiając na najnowsze dokonania zespołu i nieźle dawał czadu w niemal zupełnie pustym namiocie. Ja z kolei, pomimo sporego natężenia hałasu, przysypiałem na siedząco i jakieś 2-3 utwory po wyśmienitym "Boję Się Zasnąć, Boję Się Wrócić Do Domu" podjąłem decyzję o powrocie do domu. Dla mnie impreza skończyła się właśnie w tym momencie, tym bardziej że występ <strong>Chemical Brothers</strong> zupełnie mnie nie interesował.</p>
<p><strong>Podsumowanko</strong></p>
<p>Tegoroczny lineup nie zachwycał, na szczęście pare koncertów dało radę i nie ma na co narzekać (szczególnie gdy miało się bilet za darmochę). Najbardziej martwi jednak fakt, jakże ogromną imprezą staje się Opener i jakie to masy ludzi ściągają na niego do Gdyni. Tłum i kolejki, jak już wspomniałem, momentami były naprawdę przerażające. Organizacyjnie Alter Art spisał się jak co roku, czyli pare małych wpadek było (drugiego dnia podbramkowa sytuacja z kuponami, ciąge spore kolejki po opaski, bilety czy jedzenie, a także za mało pryszniców na polu namiotowym), jednak tak naprawdę nie ma za bardzo na co narzekać. Pogoda również dopisała, a deszcz zawitał do Gdyni dopiero w poniedziałek. Generalnie można powiedzieć, że impreza jak najbardziej udana, choć kierunek jej rozwoju dosyć niepokojący. Sam jedynie żałuję, że na pare koncertów najzwyczajniej w świecie zabrakło mi sił i czasu (Erykah, Mitch &#38; Mitch, Hatifnats i pare innych). Ale to chyba normalne na tego typu imprezach - nie można przecież mieć wszystkiego.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[punk w prl-u]]></title>
<link>http://trzeciwymiar.wordpress.com/?p=81</link>
<pubDate>Fri, 11 Jul 2008 16:35:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>halfie522</dc:creator>
<guid>http://trzeciwymiar.wordpress.com/?p=81</guid>
<description><![CDATA[montaz filmowy o polskim punk-rocku, pokoleniu lat 80, festiwalu w jarocinie i systemie w ogole.
do ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>montaz filmowy o polskim punk-rocku, pokoleniu lat 80, festiwalu w jarocinie i systemie w ogole.<br />
do kawalka 'pokolenie' jednego z pierwszych polskich zespolow punkwych 'brak'.<span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/6TnhEYju9Tg'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/6TnhEYju9Tg&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
