<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>drobiazgi &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/drobiazgi/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "drobiazgi"</description>
	<pubDate>Sun, 27 Jul 2008 06:59:36 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Właściwe działanie]]></title>
<link>http://inspirujace.wordpress.com/?p=169</link>
<pubDate>Tue, 22 Jul 2008 09:31:52 +0000</pubDate>
<dc:creator>Wojciech</dc:creator>
<guid>http://inspirujace.wordpress.com/?p=169</guid>
<description><![CDATA[Wielkość jest efektem wykonywania wszystkich małych rzeczy dobrze. Pojedyńczo nie są to jakieś]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Wielkość jest efektem wykonywania wszystkich małych rzeczy dobrze. Pojedyńczo nie są to jakieś dramatyczne wyniki. W rezultacie jednak składają się na całość.</strong></p>
<p>~Edward S. Finkelstein<br />
autor</p>
<p><em><br />
</em></p>
<div>
<hr />
<div style="text-align:center;">Zadbaj o swoich przyjaciół i zaaplikuj im e-mailem <a title="Potężna Dawka Inspiracji" href="http://inspirujace.wordpress.com">Potężną Dawkę Inspiracji</a>*.</div>
<p align="center"><a title="Subskrybuj bloga Sekret Życia w Obfitości" href="http://www.feedblitz.com/f/?Sub=248673" target="_blank">Subskrybuj bloga. Codzienna, Potężna Dawka Inspiracji do Twojej skrzynki e-mail.</a></p>
<p align="center">Pobierz za darmo e-booka: Wallace D. Wattles, <a title="Naukowa metoda wzbogacania się - pobierz e-booka za darmo" href="http://tajemnica.files.wordpress.com/2008/06/naukowa-metoda-wzbogacania-sie.pdf" target="_blank"><em>Naukowa metoda wzbogacania się</em></a></p>
<hr />
<h6>* Potężna Dawka Inspiracji zaspokaja <strong>100%</strong> dziennego zapotrzebowania na inspirację. Bez sztucznych barwników i polepszaczy. Dostępne bez recepty na <a title="Potężna Dawka Inspiracji" href="http://inspirujace.wordpress.com">www.inspirujace.wordpress.com</a>.</h6>
</div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Cv - rozesłane]]></title>
<link>http://mercyonrave.wordpress.com/?p=11</link>
<pubDate>Thu, 03 Jul 2008 18:00:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>mercyonrave</dc:creator>
<guid>http://mercyonrave.wordpress.com/?p=11</guid>
<description><![CDATA[CVki rozesłane,  pozostaje mi tylko siedzieć na tyłku i czekać na telefon.
Zmiany, zmiany, zmi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>CVki rozesłane,  pozostaje mi tylko siedzieć na tyłku i czekać na telefon.</p>
<p>Zmiany, zmiany, zmiany, dzisiejszy dzień był nudny jak flaki z olejem, ale już się kończy, a jutro zapowiada się ciekawie, eh, przydałoby mi się trochę więcej entuzjazmu jeżeli chodzi o niektóre sprawy.</p>
<p>~Rave</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[You come through]]></title>
<link>http://whisperofloneliness.wordpress.com/?p=40</link>
<pubDate>Sun, 08 Jun 2008 09:37:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>whisperofloneliness</dc:creator>
<guid>http://whisperofloneliness.wordpress.com/?p=40</guid>
<description><![CDATA[Dzień piękny i słoneczny. Doprawdy nie ma lepszej pory na siedzenie w domu, słuchanie muzyki i b]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dzień piękny i słoneczny. Doprawdy nie ma lepszej pory na siedzenie w domu, słuchanie muzyki i bezmyślne wgapianie sie w monitor czekając na... coś.</p>
<p>Tak sobie myślę, że dzisiaj zajmę się niczym. Totalnie niczym. Co najwyżej moją egzystencją i trwaniem, ot co. Posiedzę w domu, może trochę na słońcu, poczytam <em>Wywiad z wampirem </em>(doprawdy jestem pod wrażeniem tej książki), po prostu. Będę robić nic. Myślę, że mi się trochę należy.</p>
<p>Kochana P.J.</p>
<p>Hah no i nie napisałam nic konstruktywnego- trudno.</p>
<p>Byłam na zarąbiście krótkiej wycieczce szkolnej, jednakże nie zmienia to faktu iż było sympatycznie. I śmiesznie. Ale nie tak jak być powinno. Oczywiście jest to bynajmniej kwestia względna. (jak wszystko z resztą... no może prawie wszystko) Ale co najważniejsze nie żałuję, że pojechałam.</p>
<p>Jutro występ z zespołem, ciekawe jak nam pójdzie. Mam nadzieję, że błyśniemy xD ah jeden z naszych ostatnich wspólnych występów. co jak co, ale łezka się kręci w oku. w końcu to właśnie z nimi TO się zaczęło. kontakt z muzyką w innym wymiarze.</p>
<p>dziękuję.</p>
<p>Chciałabym już mieć wakacje. Nie chce mi się chodzić do szkoły na bezsensowne lekcje. Ale z drugiej strony...</p>
<p>Ileż tu jest drobiazgów... Malutkich i ważnych.</p>
<p>"Proszę Pani... życie jest za krótkie i za piękne, żeby przejmować się pierdołami i kobietami z menopauzą"</p>
<p>You come through- P.J. Harvey</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[naszyjnik]]></title>
<link>http://janinasocjalna.wordpress.com/?p=47</link>
<pubDate>Tue, 15 Apr 2008 22:02:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>janinasocjalna</dc:creator>
<guid>http://janinasocjalna.wordpress.com/?p=47</guid>
<description><![CDATA[Zdjęcia całości nie umiem zrobić jeszcze dokładnie, w każdym razie naszyjnik kupiony w Kopenha]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zdjęcia całości nie umiem zrobić jeszcze dokładnie, w każdym razie naszyjnik kupiony w Kopenhadze w Norrebro ByCenter - tak, Norrebro to ta dzielnica, gdzie odbywały się te walki, ale na szczęście to centrum handlowe mieściło się z dala od terenu zamieszek :)</p>
<p><a href="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/naszyjnik1.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-50" src="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/naszyjnik1.jpg?w=418" alt="" width="418" height="276" /></a></p>
<p><a href="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/naszyjnik2.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-51" src="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/naszyjnik2.jpg?w=418" alt="" width="418" height="275" /></a></p>
<p><a href="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/naszyjnik3.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-52" src="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/naszyjnik3.jpg?w=418" alt="" width="418" height="279" /></a></p>
<p><a href="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/naszyjnik4.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-53" src="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/naszyjnik4.jpg?w=418" alt="" width="418" height="272" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[ametysty]]></title>
<link>http://janinasocjalna.wordpress.com/?p=48</link>
<pubDate>Tue, 15 Apr 2008 21:56:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>janinasocjalna</dc:creator>
<guid>http://janinasocjalna.wordpress.com/?p=48</guid>
<description><![CDATA[Ametystowe kolczyki od mojego chłopaka na Walentynki  

]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Ametystowe kolczyki od mojego chłopaka na Walentynki :)</p>
<p><a href="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/ametysty.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-49" src="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/ametysty.jpg?w=418" alt="" width="418" height="302" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[kolczyk sąsiadki]]></title>
<link>http://janinasocjalna.wordpress.com/?p=45</link>
<pubDate>Tue, 15 Apr 2008 21:36:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>janinasocjalna</dc:creator>
<guid>http://janinasocjalna.wordpress.com/?p=45</guid>
<description><![CDATA[Kolczyk mojej sąsiadki, Eweliny

]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Kolczyk mojej sąsiadki, Eweliny</p>
<p><a href="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/kolczyk-eweliny.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-46" src="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/kolczyk-eweliny.jpg" alt="" width="233" height="300" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[spinka z różą]]></title>
<link>http://janinasocjalna.wordpress.com/?p=41</link>
<pubDate>Tue, 15 Apr 2008 19:59:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>janinasocjalna</dc:creator>
<guid>http://janinasocjalna.wordpress.com/?p=41</guid>
<description><![CDATA[Spinka z H&amp;M. Ładna do koka.


]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Spinka z H&#38;M. Ładna do koka.</p>
<p><a href="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/roza1.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-44" src="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/roza1.jpg?w=418" alt="" width="418" height="280" /></a></p>
<p><a href="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/roza2.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-43" src="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/roza2.jpg?w=418" alt="" width="418" height="196" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[pomarańczowa spinka]]></title>
<link>http://janinasocjalna.wordpress.com/?p=39</link>
<pubDate>Tue, 15 Apr 2008 12:55:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>janinasocjalna</dc:creator>
<guid>http://janinasocjalna.wordpress.com/?p=39</guid>
<description><![CDATA[Też nabytek od mojej siostry.

]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Też nabytek od mojej siostry.</p>
<p><a href="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/pomaranczowa-spinka.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-40" src="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/pomaranczowa-spinka.jpg?w=418" alt="" width="418" height="279" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[niebieska spinka]]></title>
<link>http://janinasocjalna.wordpress.com/?p=37</link>
<pubDate>Tue, 15 Apr 2008 12:45:26 +0000</pubDate>
<dc:creator>janinasocjalna</dc:creator>
<guid>http://janinasocjalna.wordpress.com/?p=37</guid>
<description><![CDATA[Ta spinka należała do mojej siostry, teraz jej ją wzięłam i czasem wpinam we włosy.
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Ta spinka należała do mojej siostry, teraz jej ją wzięłam i czasem wpinam we włosy.<a href="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/spinka-niebieska.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-38" src="http://janinasocjalna.wordpress.com/files/2008/04/spinka-niebieska.jpg?w=418" alt="" width="418" height="281" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czucie i wiara]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=70</link>
<pubDate>Tue, 11 Mar 2008 23:17:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=70</guid>
<description><![CDATA[Poruszam się w przestrzeni, która odbija moje myśli. Nasłuchuję głosów, odczytuję napisy na ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Poruszam się w przestrzeni, która odbija moje myśli. Nasłuchuję głosów, odczytuję napisy na murach i rozmyślam nad ich sensem w czasie samotnych przechadzek. Odpowiadam nagłym impulsom, mdłym gestom zastępującym przysięgi aż po grób. Śmieję się czarnym śmiechem, zabarwiam humor chłodnym wieczorem snującym się wzdłuż Marszałkowskiej i naleśnikami, które uczę akrobatycznych sztuczek i jeszcze tego.</p>
<p>Że życie ma sens. Trzeba tylko umieć to zauważyć, poprawnie odczytać znaki. Patrzeć pod nogi, bo na chodniku dzieci narysowały strzałki w celu podchodzenia się. Dobry kierunek to już coś. Wsłuchiwać się w szum ekspresu do kawy, brać do rąk książki i ostrożnie się nimi zaciągać. (Naprawdę czuję te dwadzieścia lat życia na półkach, nasiąkania kurzem, obmacywania się ze starym regałem... Czuję fascynację, z jaką przekładano delikatnie strony - znowu i znowu i jeszcze raz, aż do skończenia świata.) A potem podnoszę głowę i rzucam spojrzenie na sufit, żeby móc dostrzec tabliczkę z wymalowanym czerwno na zielonym napisem: "nie zawsze tak będzie".</p>
<p>Po miesiącu nieobecności pojawiam się w bibliotece, na krótką chwilę potrzebną do wypożyczenia jednej książki i spotykam tam kilku przyjaciół, którzy niezależnie od siebie postanowili w tym samym momencie odnaleźć się w tym samym miejscu. Czegoś takiego nie można nie uczcić chwilą spontaniczności. Ulubiona kawiarnia, która podsuwa wygodną sofę, karmi pysznym ciastem i pozwala na chwilę skupienia, w celu kontemplacji zamarłego na fotograficznym papierze piękna. Piękno nigdy nie umiera ze starości, piękno można zniszczyć poprzez zadanie mu gwałtu.</p>
<p>Otwieram książkę i patrzę na pierwsze zdanie. "Jeżeli masz zamiar to czytać, odpuść sobie." Potykam się o próg i wpadam do sklepu, rzucając w locie dzień dobry w stronę obserwujących mój popołudniowy upadek sprzedawców. Zamierzam ćwiczyć przemieszczanie się w pionie (trudniej się potknąć, można co najwyżej spaść i skręcić sobie kark - mniejszy wstyd), a do tego potrzebuję spodni. Napis w przymierzalni mówi, że wszystko co kocham jest w górach, a z głośników lecą Depesze. Kupuję.</p>
<p>Mroczną porą piszę listy do wymyślonych przyjaciół, umawiam się na spotkania, płaczę w pościel, prowadzę rozmowy o tym, czym jest "dużo roboty" i pluję kawałkami zębów do wanny. (Nawet arcydzieła sypią się z wiekiem.) Ale nie zawsze tak będzie.</p>
<p>W tramwajach patrzę w twarze wspołpasażerów i porównuję zawartość pigmentu w damskich i męskich oczach. Kobiece oczy mają go więcej, barwy są głębsze. Umysł ścisły nazwałby to dymorfizmem płciowym. A ja myślę, że gdyby czerwony kapturek o tym wiedział, to może nie nabrałby się na te wielkie oczy wilka. A potem myślę, że tęczówki mężczyzn są bardziej wyblakłe, bo są większymi marzycielami, co wyrabia im nawyk patrzenia w stronę odległch przestrzeni - tam gdzie ich oczy mogą nasiąkać błękitem nieba i bezkresem mórz. W kobiecych oczach odbijają się za to kwiaty, muskające skórę jedwabie, zmartwienia dzieci, ślady szminek na męskich kołnierzykach i inne przyziemne drobiazgi, które dodają życiu intensywności.</p>
<p>Staram się nie zasłaniać oczu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mała zmiana ścieżki]]></title>
<link>http://mercyonrave.wordpress.com/?p=8</link>
<pubDate>Mon, 18 Feb 2008 16:51:52 +0000</pubDate>
<dc:creator>mercyonrave</dc:creator>
<guid>http://mercyonrave.wordpress.com/?p=8</guid>
<description><![CDATA[    Decyzja została podjęta, kto miał o niej wiedzieć ten wie. Tak przynajmniej sądziłam jeszc]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>    Decyzja została podjęta, kto miał o niej wiedzieć ten wie. Tak przynajmniej sądziłam jeszcze jakieś pięć minut temu.</p>
<p>Otóż okazuje się, że moja babcia jeszcze nie wiedziała i wciąż nie wie, bo jakoś nie zamierzam jej oświecać. Hmm, zabawne, powiedziałam dziadkowi i sądziłam, że w takim razie ona też wie. Cóż, prędzej czy później się zorientuje, jakoś nie czuję się zobowiązana, żeby jej powiedzieć.</p>
<p>No, ale do sedna sprawy. Studia zostały przeze mnie rzucone, okazuje się, że tą małą wojnę wygrała jednak moja brutalna niechęć do fizyki, może i lepiej. Wystarczyła ta jedna mała decyzja, żeby mój humor podniósł się z podłogi i nawet jeżeli podpierając się wciąż o ścianę, stanął jako tako na nogi.  Cieszę się z tego powodu niezmiernie.</p>
<p>Co prawda nie jest to jakoś nie wiadomo jak entuzjastyczne biorąc pod uwagę kilka zarwanych nocy pod rząd i chorobę, która uczepiła się jak rzep i ani nie chce puścić, ani jakoś bardziej się rozwinąć, żeby szybciej minęła :/ Cóż, jak widać stres robi z ludźmi dziwne rzeczy.</p>
<p>~Martyna</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mili ludzie w ZKM]]></title>
<link>http://mercyonrave.wordpress.com/?p=7</link>
<pubDate>Sun, 03 Feb 2008 15:13:12 +0000</pubDate>
<dc:creator>mercyonrave</dc:creator>
<guid>http://mercyonrave.wordpress.com/?p=7</guid>
<description><![CDATA[Możliwe jest, że być może istnieje jakaś nadzieja dla ludzkości. Zwykłe doładowanie biletu w]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Możliwe jest, że być może istnieje jakaś nadzieja dla ludzkości. Zwykłe doładowanie biletu we własne urodziny może skończyć się niespodziewanymi życzeniami i darmowym kubkiem na kawę lub herbatę, zjedzenie sernika na zimno na śniadanie, ze świeczkami w stylu Bob Budowniczy, także nie jest złe.</p>
<p>:D</p>
<p>Miły akcent, na trochę dołującą okoliczność - Dwadzieścia lat, a wciąż żadnych większych osiągnięć. Cóż, może teraz będzie chociaż trudniej wymyślać wymówki na różne problemy.</p>
<p>Kolejny rok przede mną, ładna data (2 luty) to może i rok będzie lepszy, sesja w toku, mobilizacja 0,1% trzeba by nad nią podziałać. Przekonam się co z tego wyniknie.</p>
<p>~Martyna</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Smutek wielki, muszelki]]></title>
<link>http://miniu.wordpress.com/2007/09/10/smutek-wielki-muszelki/</link>
<pubDate>Mon, 10 Sep 2007 19:09:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>miniu</dc:creator>
<guid>http://miniu.wordpress.com/2007/09/10/smutek-wielki-muszelki/</guid>
<description><![CDATA[No niestety. Powiem szczerze i z dużym bólem, ale ostatnio, z powodu ogromnej ilości pracy w firm]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>No niestety. Powiem szczerze i z dużym bólem, ale ostatnio, z powodu ogromnej ilości pracy w firmie, nie jestem w stanie wyrabiać się z pisaniem bloga. Smutne to, bo jakże przyziemne, że nie mogę powiedzieć moim szefom "do widzenia, ja wolę pisać bloga". Bo może nawet i wolę, ale móc - nie mogę.</p>
<p>Chwilowo więc zawieszam moją jakże interesującą działalność epistolograficzną. Proszę, niech nikt nie płacze. Niech nikt się nie rzuca ze skarp, nie rozdziera szat, nie topi smutku w alkoholu. Bo, jak śpiewa Kazik, <em>ja tu jeszcze wrócę</em>.</p>
<p><img src="http://miniu.wordpress.com/files/2007/09/harry.jpg" height="434" width="350" /></p>
<p>Na zdjęciu: Ja tu jeszcze wrócę.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Londyńczycy są twardzi]]></title>
<link>http://miniu.wordpress.com/2007/09/04/londynczycy-sa-twardzi/</link>
<pubDate>Tue, 04 Sep 2007 20:15:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>miniu</dc:creator>
<guid>http://miniu.wordpress.com/2007/09/04/londynczycy-sa-twardzi/</guid>
<description><![CDATA[Jakby jeszcze kto nie wiedział, metro w Londynie strajkuje. To, co się dzieje, przechodzi po prost]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jakby jeszcze kto nie wiedział, metro w Londynie strajkuje. To, co się dzieje, przechodzi po prostu ludzkie pojęcie. Małżowina jechała dziś z pracy nieco ponad 1.5h, korzystając z dwóch autobusów oraz pociągu. To jednak jest i tak słaby wynik w porównaniu do koleżanki L, której podróż zajęła 4h. Na ulicach horror. Kilometrowe korki, w autobusach tłok taki, że na niektórych przystankach nawet się nie zatrzymują. Widać wyraźnie, co by było gdyby w Londynie nie było metra. Cytując klasyka, <em>nie byłoby bandyctwa, nie byłoby łachmactwa, nie byłoby niczego</em>.</p>
<p>Londyńczycy radzą sobie z tym armagedonem całkiem nieźle, wszyscy są twardzi jak kurs funta szterlinga, część nawet przerzuciła się na chodzenie. Podobno widok na głównym moście Londynu w okolicach ósmej rano jest niezapomniany. Tysiące, dosłownie, mężczyzn wyglądających niemal identycznie - czarny garnitur, jasna koszula, krawat i czarna teczka w ręku.</p>
<p><img src="http://miniu.wordpress.com/files/2007/09/matrix.jpg" height="180" width="450" /></p>
<p>Na zdjęciu: Należy to przemnożyć przez 1000, i będzie się miało wyobrażenie o sytuacji na London Bridge.</p>
<p>Bo bycie Londyńczykiem oznacza bycie twardym. Boleśnie przekonujemy się o tym codziennie z szefem A, kiedy zamiast pysznych kanapek na lunch, wypijamy po kubeczku zupy. Nie to, że jesteśmy <em>chudzi inaczej</em>, <em>szerocy</em>, <em>mamy grube kości</em>, czy <em>mało sie ruszamy</em>. Ustalmy, że lubimy tą cholerną zupę, tak będzie lepiej. Dla wszystkich.</p>
<p>Wcześniej pił z nami zupkę także szef J, ale od kiedy przez pomyłkę wlał mleka do kubków z rosołem, bo myślał że to herbata, już nie należy do naszego klubu. Co ciekawe, szef J i szef A wypili te swoje breje. Bo, cytując kolejnego klasyka, <em> twardym trzeba być, nie mientkim.</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zdjęcia z Walii]]></title>
<link>http://miniu.wordpress.com/2007/08/30/zdjecia-z-walii/</link>
<pubDate>Thu, 30 Aug 2007 21:18:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>miniu</dc:creator>
<guid>http://miniu.wordpress.com/2007/08/30/zdjecia-z-walii/</guid>
<description><![CDATA[Krótki dziś wpis, kilka zdjęć z Walii, żeby popsuć krwi czytającym. Komentarze, że jesteśmy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Krótki dziś wpis, kilka zdjęć z Walii, żeby popsuć krwi czytającym. Komentarze, że jesteśmy szczęściarzami i że to nie jest sprawiedliwe, że my tam byliśmy a inni nie, mile widziane.</p>
<p>Na początek dwa zdjęcia z tego samego miejsca (nasze pierwsze miejsce biwakowe), zrobione w odstępie 12 godzin. Choć może tego nie widać z tej odległości, to różnica w poziomie wody sięga dobrych czterech metrów, co powoduje, że morze cofa się 300m. Bo zawsze człowiekowi wiatr w oczy i morze w głąb.</p>
<p><a href="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/plaza1.jpg"><img src="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/plaza1_m.jpg" alt="plaza1.jpg" width="450" /></a><br />
<a href="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/plaza2.jpg"><img src="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/plaza2_m.jpg" alt="plaza1.jpg" width="450" /></a></p>
<p>I reszta zdjęć, zachęcam do klikania, pojawią się powiększenia.</p>
<p><a href="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/plaza3.jpg"><img src="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/plaza3_m.jpg" alt="plaza1.jpg" width="450" /></a><br />
<a href="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/plaza4.jpg"><img src="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/plaza4_m.jpg" alt="plaza1.jpg" width="450" /></a><br />
<a href="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/plaza5.jpg"><img src="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/plaza5_m.jpg" alt="plaza1.jpg" width="450" /></a><br />
<a href="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/plaza6.jpg"><img src="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/plaza6_m.jpg" alt="plaza1.jpg" width="450" /></a></p>
<p>Zdjęcia użyczył życzliwy Matti, który nie rusza się bez swojego aparatu fotograficznego, dzięki czemu mogliśmy spokojnie zająć się transportem kanapek i innych ważnych rzeczy.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Chwilę nas nie będzie]]></title>
<link>http://miniu.wordpress.com/2007/08/25/chwile-nas-nie-bedzie/</link>
<pubDate>Sat, 25 Aug 2007 12:10:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>miniu</dc:creator>
<guid>http://miniu.wordpress.com/2007/08/25/chwile-nas-nie-bedzie/</guid>
<description><![CDATA[Małżowina jest właśnie w szale pakowania plecaków, czyszczenia karimat, dywagowania, który nó]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Małżowina jest właśnie w szale pakowania plecaków, czyszczenia karimat, dywagowania, który nóż lepiej wziąć, i czy aby na pewno jest ostry, że buty to raczej takie górskie chyba by trzeba, ale na szczęście mamy, że kurtki, że może być zimno, ale może i ciepło, że kąpielówki, że ściereczka do położenia na stole, że garnek, a jak garnek to który... a ja mam 5 minut wolnego.</p>
<p>Więc siedzę i piszę, że chwilę nas nie będzie, bo jedziemy, bo wyjeżdżamy, ale nie na długo, tylko na 4 dni, ale to i tak dużo, i że ładna pogoda jest, i może tak będzie dłużej, i że zdjęcia załączam od ludzi którzy tam byli, i że Walijczyk mi najważniejsze rzeczy opowiedział, bo tam się urodził, chociaż tam nie mieszka, ale jeszcze pamięta, i że tam zawsze pada, no chyba że jest ładna pogoda, i żebyśmy uważali na siebie, i żebym pozdrowił miejsce jego dzieciństwa od niego, bo on już dawno tam nie był, ale jeszcze się kiedyś wybierze. I dzieciom swoim pokaże.</p>
<p>Uff... Teraz tylko zdjęcia, i to już koniec mojej przerwy.</p>
<p><img src="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/gower1.jpg" height="338" width="450" /></p>
<p><img src="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/gower21.jpg" height="308" width="450" /></p>
<p><img src="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/gower3.jpg" height="338" width="450" /></p>
<p><img src="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/gower41.jpg" height="338" width="450" /></p>
<p><img src="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/gower5.jpg" height="337" width="450" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[5 rzeczy, które zabierają czas]]></title>
<link>http://miniu.wordpress.com/2007/08/23/5-rzeczy-ktore-zabieraja-czas/</link>
<pubDate>Thu, 23 Aug 2007 20:33:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>miniu</dc:creator>
<guid>http://miniu.wordpress.com/2007/08/23/5-rzeczy-ktore-zabieraja-czas/</guid>
<description><![CDATA[Lista 5 rzeczy, które poza tak zwanym życiem i tak zwaną pracą zabierają mi najwięcej czasu:
1]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Lista 5 rzeczy, które poza tak zwanym życiem i tak zwaną pracą zabierają mi najwięcej czasu:</p>
<p>1. Odchudzanie. Czyli myślenie o tym, co mógłbym, ale nie mogę, a co mogę, ale nie chcę.</p>
<p>2. Sprawdzanie co 15 minut, czy na <a href="http://onet.pl">onecie</a>, <a href="http://gazeta.pl">gazecie</a>, <a href="http://wykop.pl">wykopie </a>i <a href="http://facebook.com">facebooku </a>nie pojawiło się coś nowego, godnego zainteresowania.</p>
<p>3. Stanie przed półką w Tesco wymyślając co dzisiaj na obiad. Zwykle wygrywają kulki z wołowiny + makaron. Pyszne.</p>
<p>4. Czekanie aż Małżowina skończy gadać przez telefon, żeby jej coś ciekawego opowiedzieć. Bo jak przestaję czekać, zapominam co miałem przekazać.</p>
<p>5. Wymyślanie tematów do bloga. Jak widać, wpis jest o 21.41.</p>
<p>A na zdjęciu: zegarek marzenie:</p>
<p><img src="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/zegarek.jpg" height="567" width="450" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Co ja tak słabo wyglądam]]></title>
<link>http://miniu.wordpress.com/2007/08/22/244/</link>
<pubDate>Wed, 22 Aug 2007 20:11:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>miniu</dc:creator>
<guid>http://miniu.wordpress.com/2007/08/22/244/</guid>
<description><![CDATA[A dzisiaj otwieram drzwi Małżowinie, a ona się pyta, co ja tak słabo wyglądam. Ja jej na to, ż]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>A dzisiaj otwieram drzwi Małżowinie, a ona się pyta, co ja tak słabo wyglądam. Ja jej na to, że właśnie dwie minuty temu przyjechałem na rowerze. No i że miałem ciężki dzień.</p>
<p>Zaczęło się w okolicach 11-tej, gdy nagle zgasło światło. Jest sezon urlopowy, w firmie byłem tylko ja i Walijczyk, który akurat prowadził szkolenia. Zapanowała absolutna cisza, wszyscy zamarli bojąc się ruszyć (w sali nie ma okien, więc panowała tam ciemność doskonała). Walijczyk odczekał odpowiednią chwilę i zaczął szybko powtarzać <em>Tylko nie wpadajmy w panikę! Tylko nie wpadajmy w panikę!</em> Oczywiście zrozumiałem aluzję i jak skończył, drżącym głosem powiedziałem w ciemność <em>Zawsze wyłączają światło, zanim zaatakują</em>. Paru kursantów nerwowo się zaśmiało... Lubię Walijczyka, bo z nim takie numery przechodzą.</p>
<p>Ponieważ do wizyty elektryka mieliśmy ponad godzinę, Walijczyk rozgonił kursowe towarzystwo i wybraliśmy się na kawę. Po powrocie okazało się, że prąd wysiadł na całej ulicy i że nie zapowiada się, żeby awarię usunęli zbyt szybko. W firmie mamy własną serwerownię, ale przy braku prądu nie jest ona zbyt przydatna, więc mamy także zakupiony malutki serwer w USA, który został zamówiony na takie właśnie okazje. Kłopot w tym, że dysk zapasowy z aktualnymi danymi jest w gościnnej jak ciemna przestrzeń pod łóżkiem serwerowni. Poszedłem więc poszukać latarki.</p>
<p>Na przeciwko firmy mamy pizzerię. Właściciel, uroczy człowiek, wymienił ze mną parę poglądów na temat elektryczności, jej dostawców i ekip naprawczych. Przy okazji wyszło, że nie jestem taki specjalnie do tyłu w dziedzinie przekleństw. Latarki nie miał, ale powiedział mi, gdzie mogę ją kupić.</p>
<p>Do sklepu szedłem spory kawał, więc upewniłem się zakupiwszy latarkę, że producent dodał do niej także bateryjki. W firmie okazało się, że latarka nie świeci. Wtedy właśnie zacząłem się orientować, że dzisiaj nie jest mój dzień. Poszedłem więc kupić dobre baterie, na szczęście tylko do sklepiku obok. Jak wróciłem i założyłem nowe, latarka nie raczyła zaświecić. Więc chyba chodziło tu o coś więcej. O moje fatum.</p>
<p>Dobity, zrelacjonowałem historię bateryjek i fatum Walijczykowi, który nagle przypomniał sobie o latarce, którą zawsze nosi w plecaku.</p>
<p>Serwerownię mamy zlokalizowaną przy kuchni, którą dzielimy z jeszcze jedną firmą. Szedłem sobie spokojnie, świecąc latarką pod nogi, gdy nagle usłyszałem przerażający wrzask. To babka z firmy obok szukała w kuchni soku w lodówce, świecąc sobie komórką. Odwróciła się  i nagle zobaczyła mnie, bezszelestnie poruszającą się zmorę, której w głowie na pewno tylko jedno siedzi: porwanie butelki z sokiem. Każdy by się wydarł.</p>
<p>Potem poszło już szybko. Dysk do plecaka, plecak na plecy, plecy na rower i 10min później jestem w domu. Podłączam dysk, przesyłam dane, w międzyczasie rozwiązuje miliony problemów, bo a to nie znam hasła, a to się wolno przegrywa, a to nie ma takich ustawień, co to zawsze były, a teraz się zmyły. Kończę robotę, zaczynam sprawdzać, czy wszystko na pewno ok, zanim przełączę serwisy na sprzęt w Stanach... i dzwoni Walijczyk, że już jest prąd.</p>
<p>Odłączam dysk, dysk do plecaka, plecak na plecy, plecy na rower, i 10min później jestem w firmie. Wszystko działa, oprócz jednego serwera. Oczywiście, zgodnie z prawem Murphy'ego, tego najważniejszego.</p>
<p>Wyjmujemy z Walijczykiem serwer z szafy, serwer jest duży, naprawdę duży, i do niesienia po potrzeba dwóch bardzo silnych mężczyzn. Albo Walijczyka i mnie.</p>
<p>Po krótkiej szamotaninie, stawiamy serwer na dużym stole i zaczynam operację. Czuję się jak chirurg.</p>
<p>Teraz małe wyznanie. Ja się na serwerach znam tak samo dobrze, jak na obieraniu ziemniaków. Tzn. widziałem parę razy z boku, jak ktoś ziemniaki obiera, wygląda to prosto, trochę się człowiek upaprze, ale zawsze idzie do przodu, ale ja znam życie i wiem, że nie ma rzeczy na tyle nieskomplikowanych, żebym nie dał rady ich jeszcze mocniej zapętlić.</p>
<p>Pocę się więc nad tym serwerem jak mysz, a tu wchodzi szef J (który właśnie wrócił z Grecji, ale to może na inny wpis się nadaje) z pytaniem, czy ten cały bałagan ma coś wspólnego z tym, że on nie może odebrać poczty. Widząc moją entuzjastyczną reakcję szef J wyrozumiale się wycofuje. Tutaj należy wyjaśnić, że szef J zatrzymał się  w poznawaniu komputera jakieś 10 lat temu. Tzn. umie obsługiwać swój laptop, ale np. nie używa myszy. Myszy są zwodnicze, mają przyciski, kable, a nawet, co już pachnie kryminałem, niektóre wyposażone są w kółka do przewijania, i ja rozumiem, że to może przerażać. Więc co ja mojemu szefowi będę mówił, że poczta to jest mały pikuś, bo aktualnie ŻADEN z naszych serwisów nie działa, i jak za chwilę zaczną dzwonić klienci, to jesień średniowiecza będzie miłym okresem historycznym w porównaniu do tego co nas czeka.</p>
<p>Do 15-tej moje fatum rozkręcało się radośnie, ale już nie mam siły o tym pisać.</p>
<p>A Małżowina się pyta, co ja dzisiaj tak słabo wyglądam.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dzisiaj rządzę w firmie]]></title>
<link>http://miniu.wordpress.com/2007/08/20/dzisiaj-rzadze-w-firmie/</link>
<pubDate>Mon, 20 Aug 2007 20:26:35 +0000</pubDate>
<dc:creator>miniu</dc:creator>
<guid>http://miniu.wordpress.com/2007/08/20/dzisiaj-rzadze-w-firmie/</guid>
<description><![CDATA[Dzisiaj zadzwonił rano szef A, który pojechał na dwa tygodnie na urlop do Walii. Chciał, żebym ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj zadzwonił rano szef A, który pojechał na dwa tygodnie na urlop do Walii. Chciał, żebym zlikwidował przekierowanie z telefonu firmowego na jego prywatną komórkę, bo zapomniał to zrobić jak wyjeżdżał. I dziś bardzo wcześnie rano, jak jeszcze nikogo nie było, ktoś zadzwonił do firmy. W rezultacie szef A rozpoczął swój trzeci dzień urlopu od miłej porannej pogawędki z klientem. Podkreślam, porannej.</p>
<p>Zresztą, szef A musi się w ogóle nieźle bawić, bo przez cały weekend w Walii ostro padało, więc siedzieli z żoną ze swoim trojgiem dzieci w domku. Oj, jak im zazdroszczę.</p>
<p>Powracając do telefonu, to dopiero w domu się zorientowałem, że ostatecznie przekierowałem telefon szefa A na telefon biurowy szefa J, który ma ustawione przekierowanie na swoją komórkę. Choć trudno to sobie wyobrazić, obecnie, gdy dzwoni do nas klient, telefon biurowy szefa A przekierowuje rozmowę na telefon biurowy szefa J, który to następnie przekierowuje rozmowę na komórkę szefa J. To będzie dopiero radość dla szefa J, tym bardziej że jest teraz w Grecji. Ale śpię spokojnie, bo on ma teraz na głowie inne zmartwienia. Jego wyjazd jest swego rodzaju niespodzianką dla jego żony, która poprosiła, żeby ją czymś zaskoczył, byle tylko nie były to wakacje w ciepłym kraju. Więc szef J wybrał Grecję, gdzie w sierpniu jest 18-38 stopni Celsjusza. Mój telefon to przy tym pikuś, nawet o nim nie będzie pamiętał.</p>
<p>Od szefa A dostałem tzw. <em>petty cash</em>, czyli kasę na drobne rzeczy, więc się czuję lekko wyróżniony. Nie na tyle jeszcze, żeby zmieniać politykę firmy wobec kluczowych klientów, ale pierwszą poważną decyzję mam już dziś za sobą.</p>
<p>Chodziło o nożyczki. Mamy w zespole nową dziewczynę, koleżankę L, która szukała dzisiaj w całym biurze nożyczek. Oczywiście, nie posiadamy takowych, zresztą chyba nigdy nie posiadaliśmy. Od dawien dawna, albo od zawsze, a w każdym razie od momentu, gdy zacząłem tu pracować, temat nożyczek przewijał się prawie codziennie, a już na pewno parę dobrych razy w tygodniu, i zawsze rozwiązywaliśmy go za pomocą nożyka do dywanów. Zademonstrowałem więc koleżance L jak się korzysta z nożyka. Trzeba było widzieć jej minę...</p>
<p>Przez myśl przeszło mi, że może w sumie powinniśmy kupić nożyczki do biura. W końcu zawsze się przydadzą, tyle razy już o nie ktoś prosił. Powiedziałem sobie Ł<em>ukasz, jesteś teraz głową tej firmy, wszyscy na Tobie polegają, nie zawiedź ich. Jest konkretna sytuacja, konkretna potrzeba, a Ty masz środki. Bądź mężczyzną, podejmij decyzje. </em>I podjąłem. Zostajemy przy nożyku.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Idziemy na koncert]]></title>
<link>http://miniu.wordpress.com/2007/08/18/idziemy-na-koncert/</link>
<pubDate>Sat, 18 Aug 2007 19:13:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>miniu</dc:creator>
<guid>http://miniu.wordpress.com/2007/08/18/idziemy-na-koncert/</guid>
<description><![CDATA[Tydzień temu byliśmy na polskim koncercie szantowym, ale jakoś nie było czasu o tym napisać. Ja]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Tydzień temu byliśmy na polskim koncercie szantowym, ale jakoś nie było czasu o tym napisać. Jak się ma taką siostrę-sister jak ja, to człowiek ma ręce urobione robotą od małego. Najpierw pchanie wózka, potem odprowadzanie do przedszkola, później ze szkoły, odgrzewanie obiadów, a teraz Londyn. Ale to są oczywiście tylko takie narzekania starszego brata, bo jakbym powiedział <em>No fajnie że wpadła, przynajmniej się coś działo, nie było tej zwykłej monotonii, przeszliśmy się trochę po mieście, popiliśmy piwa po pubach, było super</em>, to by się jakoś tak rodzinnie zrobiło, miło i ciepło. Brrrrr.</p>
<p>Powracając do koncertu. Koleżanka R, na wieść o tym, że mamy zamiar pójść na koncert piosenki żeglarskiej, na której zresztą będziemy śpiewać, to po polsku, z gitarami, harmonijkami, skrzypcami a nawet flażoletami, zareagowała odebraniem sobie powietrza na dobrze dziesięć sekund. Po raz pierwszy zobaczyłem Anglika, którego totalnie zatkało. Na szczęście opanowała się szybko, i przeszła do technicznych, rzeczowych pytań jak takie spotkanie wygląda, kto tam chodzi itp. Ale widziałem, że czeka tylko aż sobie pójdę, żeby podzwonić po znajomych. Typowe.</p>
<p>Koncert odbywał się na okręcie Regalia. Moi morscy towarzysze (Małżowina, siostra-sister i Carlos) przeszli przez sidła ochrony bez większych problemów, jednak mój duży plecak wzbudził ciekawość pana o wielkości wrót od stodoły. Jak się można domyślać, wybrałem opcję współpracy, i pan zaczął przeszukiwać moje królestwo. Sweterek, kurteczka nie wzbudziły większego zainteresowania, czego nie można powiedzieć o plastikowej torbie. Pan poprosił o otworzenie, więc wziąłem ją w ręce, zajrzałem i zmiękłem.</p>
<p>Otóż moja własna, rodzona siostra-sister zapragnęła mnie rozpieścić i kupiła mi odstresowywacz. Odstresowywacz to taka kulka z gumy, wielkości piłki od tenisa, którą można w chwili złości pomiętolić, rzucić na podłogę, poskakać po niej, po prostu wyładować energię. Robią je w różnych kształtach, w pracy mam na przykład Homera Simpsona. Moja siostra natomiast kupiła mi odstresowywacz w kształcie... kobiecej piersi. Piękna, duża, dorodna, elastyczna pierś. Ze sporego rozmiaru sutkiem.</p>
<p><img src="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/homer.jpg" height="250" width="147" /> <img src="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/piers.jpg" height="250" width="231" /></p>
<p>Na zdjęciach: Teraz mam już dwa odstresowywacze. Jeden z nich, jak na razie, tylko mnie stresuje.</p>
<p>Ponieważ nie było innego wyjścia, podałem panu ochroniarzowi prezent od siostry. Wyglądał na człowieka, który już sporo rzeczy w życiu widział, ale coś takiego zdarzyło mu się chyba po raz pierwszy. Kolejny Anglik tego dnia, który zaniemówił. Wykorzystując ten moment, rzuciłem w jego kierunku <em>Nie wolno panu zadawać pytań na ten temat, to jest moja prywatna sprawa.</em> Wytrzeszczył oczy jeszcze bardziej, a potem uśmiechnął się lekko, pokiwał głową i schował pierś do torebki.</p>
<p>A potem zabrał mi metalową linkę, którą zapinam rower, bo według niego mógłbym jej użyć jako aktywną broń (<em>offensive weapon</em>).</p>
<p>Ja, facet, który nosi w plecaku sztuczną gumową damską pierś...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O tym, jak zabłysnać angielskim]]></title>
<link>http://miniu.wordpress.com/2007/08/17/o-tym-jak-zablysnac-angielskim/</link>
<pubDate>Fri, 17 Aug 2007 16:06:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>miniu</dc:creator>
<guid>http://miniu.wordpress.com/2007/08/17/o-tym-jak-zablysnac-angielskim/</guid>
<description><![CDATA[Długo nie pisałem, więc dzisiaj szybka historyjka na rozgrzewkę. To będzie krótka piłka, jak ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Długo nie pisałem, więc dzisiaj szybka historyjka na rozgrzewkę. <em>To będzie krótka piłka</em>, jak mawiał nasz kolega Z ze studiów, na pytanie jak się czuje przed egzaminem.</p>
<p>Wczoraj był mój dzień Tesco (Małżowina bawiła się na imprezie firmowej, więc padło na mnie. Zawsze na mnie pada. Zawsze). Stoję sobie spokojnie w kolejce, z moją nieśmiertelną koszulką "Niezadowolony pracownik miesiąca". Koszulka w Polsce robiła dosyć spore wrażenie, pamiętam, jak także w Tesco, kasjerka spojrzała na tą koszulkę, i przeszywającym tłumy, scenicznym szeptem przekazała mi hiobową informacje: <em>A wie pan, nam też nie chcą dać podwyżki...</em></p>
<p>Powracając do angielskiego Tesco. Stoję sobie spokojnie, a tutaj zagaduje mnie kasjerka, młoda dziewczyna, pyta się, co znaczy napis na mojej koszulce. No to swoim nienagannym, wyszlifowanym na ostatni połysk angielskim odpowiadam rzeczowo: <em>The most grumpy employee of the month.</em> Luzik, swoboda, uśmiech na ustach, ogólnie rzecz biorąc mówię prozą angielską nawet o tym nie wiedząc. Nie wiedziałem wtedy, że cały mój tak mozolnie budowany świat, w którym występuję jako znakomity lingwista, postrach słowników i kaset z nagraną wymową, ekspert od akcentów, odmian i gwar, runie za chwilę w nicość.</p>
<p>Po mojej odpowiedzi panienka uśmiechnęła się tylko, i mówi: <em>No dobrze, a mógłbyś to powiedzieć po angielsku?<br />
</em></p>
<p>No to tyle na temat mojej nienagannej wymowy.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Że podobno nie piszę]]></title>
<link>http://miniu.wordpress.com/2007/08/14/ze-podobno-nie-pisze/</link>
<pubDate>Tue, 14 Aug 2007 08:52:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>miniu</dc:creator>
<guid>http://miniu.wordpress.com/2007/08/14/ze-podobno-nie-pisze/</guid>
<description><![CDATA[No to z wyjaśnieniem uderzam. Nie piszę ostatnio, bo siostra-sister z Carlosem i ich zwiedzalnośc]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>No to z wyjaśnieniem uderzam. Nie piszę ostatnio, bo siostra-sister z Carlosem i ich zwiedzalnościowo - imprezowe podejście do pobytu w Londynie powodują absolutny brak wolnego czasu. Nie to, żebym jakoś strasznie narzekał...</p>
<p>W Robaku to już nas bardzo dobrze znają...</p>
<p>Jeszcze parę dni, i zaczęlibyśmy zamawiać po polsku...</p>
<p>Obiecuję wrócić do zwykłego, codziennego trybu w ciągu dwóch dni.</p>
<p><img src="http://www.london-se1.co.uk/restaurants/images/060207_roebuck.jpg" height="400" width="300" /></p>
<p>Na zdjęciu: Robak. Tak naprawdę stoi prosto, tylko ktoś, kto robił zdjęcie po prostu wcześniej już tam był.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Siostra-sister przyjeżdża]]></title>
<link>http://miniu.wordpress.com/2007/08/10/siostra-sister-przyjezdza/</link>
<pubDate>Fri, 10 Aug 2007 14:37:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>miniu</dc:creator>
<guid>http://miniu.wordpress.com/2007/08/10/siostra-sister-przyjezdza/</guid>
<description><![CDATA[Wczoraj nie zostawiłem wpisu, bo przyjechała do nas na tydzień siostra-sister razem z Carlosem.
O]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wczoraj nie zostawiłem wpisu, bo przyjechała do nas na tydzień siostra-sister razem z Carlosem.</p>
<p>Oczywiście, przyjazd do nas to nie przelewki, i nie ma takiej możliwości, żeby walizki ważyły chociaż o gram mniej, niż pozwala limit. Jeśli ktoś był na łódzkim lotnisku Lublinek, i zauważył ludzi gorączkowo przepakowujących rzeczy z bagażu podręcznego do głównego, lub na odwrót, to wie o co chodzi. Jeżeli przy okazji dwójka młodych ludzi wykonuje to bez emocji, z zimnych opanowaniem profesjonalistów, ważąc w ręku przedmioty bez konieczności używania wagi - proszę podejść, i się przywitać. Właśnie spotkaliście Małżowinę i mnie.</p>
<p>Zgodnie z oczekiwaniami, jak tylko przyjechali, nastąpił proces rozdawania fantów. To coś jak Wigilia, tylko nie trzeba mówić wierszyków, i w dodatku mamy tak za każdym razem, jak rodzina nas odwiedza. Jak wrócimy do Polski, będzie mi tego bardzo brakowało.</p>
<p>Z rzeczy niejadalnych Małżowina otrzymała fajną bluzkę, co to takiej pięknej to się tutaj nawet ze świecą nie znajdzie, i którą dzisiaj założy na wyjście do miasta. A z rzeczy jadalnych... W zamrażalce od razu wylądowało mięsko od mamy, Monastyrka powędrowała na honorowe miejsce przy pod mikrofalą, a pasztet mamy Carlosa do lodówki. Tutaj trzeba przyznać, że mama Carlosa, oraz ukochana teściówka, są w pasztetach mistrzyniami świata i pomniejszych przyległości. Pasztet jest delikatny, aromatyczny, ma na dole plastry słoniny, i smakuje po królewsku. Moim skromnym zdaniem dla antycznych Greków ambrozja, napój bogów, na pewno smakowała pasztetem mamy Carlosa. Albo pasztetem ukochanej teściówki. Do wyboru. No to już wiem, o co poszło w wojnach peloponeskich.</p>
<p>Z tym to pasztetem zrobiłem sobie dziś kanapki do pracy, na górze położyłem ogórki, które to siostra-sister pieczołowicie ochraniała w bagażu podręcznym. Pasażerów lotu FR2468 z Lublinka do Londynu, w szczególności pewną miła panią siedzącą obok siostry-sister i zajadającą się miętówkami (serio, serio) serdecznie przepraszamy za utrudnienia w podróży.</p>
<p>W pracy miałem niezwykle chytry plan niedopuszczenia nikogo do tych moich skarbów. Koleżanka R i Walijczyk są wegetarianami, więc nie musiałem się o nich martwić. Arvindowi zawsze można powiedzieć, że to coś z Polski zawiera wołowinę, i też nie będzie mógł spróbować. Szef J jest na wakacjach. Jedyne zagrożenie to szef A, na szczęście dzisiaj też poza biurem.</p>
<p>Jak bardzo się myliłem. Nie dość, że pojawił się akurat w momencie, gdy zaczynałem je pałaszować, to jeszcze przyszedł z nim Jason. A jak im się oczka świeciły do tego pasztetu. A jak pytali, czy z Polski, czy domowy, a czy ogórki to tutejsze, a takiego chlebka to w życiu nie widzieli... A czy ogórki to chrupią, czy nie chrupią. A pasztet tak fajnie pachnie, czyż nie?.. No to im trochę dałem...</p>
<p>I teraz siedzę tutaj i pisze bloga, bo mam czas, nie mam kanapek...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jaki to jestem zaradny]]></title>
<link>http://miniu.wordpress.com/2007/08/08/jaki-to-jestem-zaradny/</link>
<pubDate>Wed, 08 Aug 2007 20:49:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>miniu</dc:creator>
<guid>http://miniu.wordpress.com/2007/08/08/jaki-to-jestem-zaradny/</guid>
<description><![CDATA[Dzisiaj miałem przygodę z telefonem. W okolicach lunchu zadzwoniło do nas pewne ohydne, bezczelne]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj miałem przygodę z telefonem. W okolicach lunchu zadzwoniło do nas pewne ohydne, bezczelne babsko, które chciało koniecznie rozmawiać z szefem A. Zgodnie z polityką firmy w tym zakresie, poprosiłem o imię i nazwisko tej osoby. Nasza rozmowa przebiegała mniej więcej tak:</p>
<p>Baba [szybko]: <em>Cześć, mogę rozmawiać z A?</em></p>
<p>Ja [spokojnie]: <em>Zaraz sprawdzę, czy jest dostępny. Czy mógłbym się dowiedzieć, kto mówi?</em></p>
<p>Baba [nadal szybko]:<em> Chcę rozmawiać z A. Jest w biurze?</em></p>
<p>Ja [spokojnie]:<em> Zaraz sprawdzę. Czy mogłaby się pani przedstawić?</em></p>
<p>Baba [wkurzona]: <em>Chodzi mi o A. Czy jest w biurze, już drugi raz się pytam!</em></p>
<p>Ja [spokojnie]: <em>Rozumiem, pewnie jest gdzieś w pobliżu, zaraz sprawdzę czy jest dostępny, prosiłbym panią o podanie swojego imienia...</em></p>
<p>Baba [już bardzo wkurzona]: <em>To do widzenia w takim razie!</em></p>
<p>Ja [ironicznie]: <em>Miłego dnia życzę... </em></p>
<p>Szef A przyszedł do biura po lunchu, więc mu relacjonuję, jak to sobie doskonale poradziłem z jakąś okropną, natrętną babą, a szef A uśmiecha się mówi: <em>Tak, wiem, to moja żona.</em></p>
<p>Z tego, co się dowiedziałem od Walijczyka, jestem jedynym w pięcioletniej historii firmy, który się postawił żonie szefa. Albo mnie zwolnią, albo dostanę podwyżkę...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Koleżanka R odróżnia Polaków]]></title>
<link>http://miniu.wordpress.com/2007/08/07/kolezanka-r-rozroznia-polakow/</link>
<pubDate>Tue, 07 Aug 2007 19:30:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>miniu</dc:creator>
<guid>http://miniu.wordpress.com/2007/08/07/kolezanka-r-rozroznia-polakow/</guid>
<description><![CDATA[Dzisiaj przeżyłem kolejny szok kulturowy. Byłem przekonany, że tylko my, rodowici Słowianie, je]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj przeżyłem kolejny szok kulturowy. Byłem przekonany, że tylko my, rodowici Słowianie, jesteśmy w stanie rozpoznać  Polaków w Londynie.  Okazuje się jednakże, że koleżanka R także nabyła tą jakże pożyteczną umiejętność.</p>
<p>Umiejętność została zademonstrowana dzisiaj w barze z kanapkami. Stoimy sobie grzeczniutko w kolejce (<em>Anglia, kraj kolejek</em> - może kiedyś napiszę taką książkę), rozmawiamy o języku polskim, i o tym, że koleżanka R zna jedno ważne słowo po polsku, którym umie wyrazić zarówno podziw, jak i dezaprobatę. To mnie nieco zaintrygowało, więc się uprzejmie pytam, o jakim słowie on myśli. A ona:<em> Nie mogę tego tutaj powiedzieć, bo ten chłopak co robi kanapki jest Polakiem. </em></p>
<p>We mnie jakby piorun trafił, bo rzeczywiście, on jest Polakiem. Jak tylko zaczął tutaj pracować, mieliśmy tę znaczącą wymianę spojrzeń pod tytułem <em>ja wiem, że ty jesteś, i ty wiesz, że ja jestem, więc obydwaj już wiemy</em>. Ale skąd u koleżanki R taki dar? Może jest Polką? Może rozumie polski? <em>Rrrrany, co ja ostatnio mówiłem po polsku przy nich? Na pewno słyszeli moje romantyczne rozmowy z Małżowiną! Po co Ty do mnie dzwonisz, Małżowina, po co?!</em></p>
<p>Okazało się jednak, że koleżanka R poznała w swoim życiu kilku Polaków, i polską płeć męską rozpoznaje po... sposobie strzyżenia tyłu głowy. Jak to tylko powiedziała, przejrzałem całą obsługę baru (czterech facetów) i rzeczywiście! Trzej mieli tyły głowy wygolone "w podkówkę", natomiast mój rodak miał takie "bokobrody" po lewej i prawej stronie, schodzące w dół.</p>
<p>Odnośnie tego tajemniczego słowa... No faktycznie, istnieje w naszym języku takie słowo. Wyobraźmy sobie majstra na budowie, który opuszcza młotek na swoją nogę... Albo reakcje młodzieży, gdy kolega na wrotkach przeskakuje budkę telefoniczną... Tak, to to słowo...</p>
<p><img src="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/latanie.jpg" height="300" width="200" /> <img src="http://miniu.wordpress.com/files/2007/08/kierownik_i_majster.jpg" height="300" width="197" /></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
