<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>donosicielstwo &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/donosicielstwo/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "donosicielstwo"</description>
	<pubDate>Fri, 05 Sep 2008 10:15:20 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[ZNIECZULENIE MIEJSCOWE CZYLI O KORUPCJI, DONOSICIELSTWIE I PROFESJONALIZMIE]]></title>
<link>http://rolex24.wordpress.com/?p=164</link>
<pubDate>Tue, 06 May 2008 22:59:40 +0000</pubDate>
<dc:creator>Rolex</dc:creator>
<guid>http://rolex24.wordpress.com/?p=164</guid>
<description><![CDATA[W poprzednim wpisie poruszyłem niewygodny wątek naszego narodowego dziwactwa, jakim jest nie reago]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W poprzednim wpisie poruszyłem niewygodny wątek naszego narodowego dziwactwa, jakim jest nie reagowanie na panoszącą się wkoło nas korupcję, oszustwa, cwanictwo i kolesiostwo. To jedna z najgorszych naszych narodowych wad, która sprawia, że od lat "rządzą nami bajkowe stwory, a skrzaty wyprowadzają nas w pole".</p>
<p>Zmowa milczenia trwa i zaczyna się od naszego udziału w tej zmowie, poprzez sądy, policje, zacisza gabinetów, kończy na mediach. Na szczęście minęły czasy, kiedy na tych, którzy mówili o korupcji rzucano w wysokonakładowych dziennikach anatemę, przyklejając łatki oszołomów, homofobów, antysemitów i czarnej sotni (czy co tam akurat było pod ręką).</p>
<p>Klątwy były rzucane przez świadomych swojej roli producentów szumów i - w co niewatpię - za godziwe wynagrodzenie.</p>
<p>Klimat zmienia się o tyle, że ludzie powoli przyzwyczajają się do myśli, że:</p>
<p>1 . Polska skazana jest na cywilizacyjną porażkę, jeśli tego nie zmienimy.</p>
<p>2. Da się.</p>
<p>Meandry naszej skazy narodowej w szczególny sposób uwidaczniają się w zderzeniu z "normalnością" Tak się złozyło, że od kilku lat takie zderzenia dane jest mi obserwować.</p>
<p>W jednej z brytyjskich klinik pracowali sobie ludzie. Menedżerowie, lekarze, średni i niższy personel medyczny i pomocniczy. Wśród lekarzy przeważali swójziemcy, ale po roku pamiętnym 2005 zaczęło przybywać cudzoziemców, w tym i naszych orłów medycznych. Zupełnie niespodziewanie powierzono mi zajęcie dbania o to, by ich "wejście" w nową, emigracyjną rzeczywistość odbywało się bezbolesnie. "Furda" myślałem sobie, "lekarz, było nie było, depozytariusz polskiej intelgencji problemów większych przysparzał nie będzie". I trochę miałem rację, bo klinicznie nie odstawał od zachodnich kolegów. Prawda, zdarzało się, że bywał bardziej wszechstronny.</p>
<p>Lekarz w lekarzu był więc całkiem nowoczesny, ale... obywatel żaden!</p>
<p>W pierwszych dniach pobytu pewnej pani doktor, wykonującej swoje obowiązki w ramach bycia samozatrudnioną, a więc profesjonalisty, któremu pozostawiono olbrzymią swobodę działania, przydarzyło się nieszczęście. Otóż zapragnęła "wyskoczyć na miasto" w jakiejś ważnej, prywatnej sprawie. Pacjentów nie było, wykonała więc manewr znany od Odry po Bug. Weszła do gabinetu siostry przełożonej, wykonała teatralne mrugniecie okiem i powiedziała coś, co odpowiada polskiemu "Jakby szef dzwonił, to jestem zajeta, muszę wyskoczyć do banku, za pietnaście minutek będę z powrotem, kochaniutka". I zniknęła za drzwiami wejściowymi kliniki, jak sen złoty.</p>
<p>Kolejnego dnia było zebranie i na tym zebraniu wspomniany szef poprosił naszą bohaterkę o wytłumaczenie pielęgniarkom zasad działania oprogramowania komputerowego, z którym miała się zaznajamiać właśnie dnia poprzedniego (stąd mniejsze obciążenie pracą kliniczną). Pani doktor namotała coś myszką na ekranie, dzięki czemu oprogramowanie wykrzaczyło się na wszystkie strony, stanęło dęba i odmówiło współpracy.</p>
<p>Szef wygłosił bardzo kulturalną mowę, grzeczną choć dobitną, z której wynikało, że po raz pierwszy zdarza mu się spotkać z tak zadziwającym brakiem profesjonalizmu w zawodzie, w którym nie można go nie wymagać. Chyba bolało by mniej, jakby się wściekł.</p>
<p>Potem był dalszy ciąg afery. Było jasne, że publiczna chłosta miała związek ze zniknięciem. Skąd wiedział? W celu uzyskania informacji udałem się do siostry przełożonej. "Oczywiście, że zadzwoniłam do Szefa informując, że polska doktor wyszła. Moim obowiązkiem, jest dbanie o to, by w czasie godzin pracy wszyscy specjaliści byli gotowi do obsługiwania pacjentów i każda nieobecność musi być przeze mnie odnotowana. To moja praca! Przecież chodzi o dobro pacjenta!"</p>
<p>Czy nadal uważacie, że donoszenie jest obrzydliwe? Czy też może - podobnie jak ja - uznacie, że stworzyliśmy sobie bardzo wygodną i pojemną kategorię zwalniającą nas odpowiedzialności za siebie i innych?</p>
<p>Raz w miesiący lekarze w opisanej klinice wypisują swoim pomocom (<em>nurses</em>) tak zwany <em>assessment</em>. Czyli sprawozdanie - ocenę kwalifikacji i tempa ich podnoszenia przez przyporządkowany lekarzowi średni personel medyczny.</p>
<p>Kiedyś zadzwonił do mnie właściciel (szef) i poprosił o spotkanie sygnalizując "duży problem" z polskim zespołem.</p>
<p>"Celem kliniki" zaczął "jest świadczenie jak najwyższej jakości usług medycznych. Kluczem do ich zapewnienia jest ciągłe podnoszenie kwalifikacji, zwłaszcza średniego personelu. Przyjmujemy do pracy różne osoby, w różnym wieku i różnie wykwalifikowane, również i te, które tutaj mają szansę nauczyć się zawodu".</p>
<p>"<em>Assessments</em>" służą dostarczeniu nam informacji, na które elementy szkolenia musimy zwrócić uwagę, po to, by pomóc młodym dziewczynom rozwijać się poprzez eliminowanie błędów, wytykanie braków i mobilizowanie do nauki.</p>
<p>W pierwszym rzędzie jednak, nasza kontrola ma pomóc lekarzowi, bo lepiej wyszkolony personel, to przecież jego komfort pracy"</p>
<p>"Popatrz" wyciągnął plik <em>assessments</em> z kilku miesięcy. "Kate - 17 lat. Brak doświadczenia w zawodzie. I oto ocena polskiego lekarza po miesiącu jej pracy: umiejętności kliniczne - excellent, zaangażowanie - excellent, stosunek do pacjentów - excellent, dbanie o higienę gabinetu - excellent, punktualność - excellent, pilnowanie stanu zaopatrzenia i wyposażenia - excellent.</p>
<p>To znaczy" uśmiechnął się smutno "Kate to brylant. Umie, chociaż się nigdy nie uczyła. Czy ci Polacy nie widzą, że zwyczajnie robią tej dziewczynie krzywdę?"</p>
<p>Nie widzeli. I również dlatego przy okazji jakichkolwiek problemów w podległym im gabinecie winili właśnie pielęgniarki. Że niedouczone.</p>
<p>Jaki związek , zapytacie, pomiedzy opisanymi nieporozumieniami, a dajmy na to szalejącą w Polsce korupcją? Związek bezpośredni. Ludzie, przez dziesięciolecia oduczani odpowiedzialności i umiejętności widzenia celu jaki przyświeca wszystkim działaniom zbiorowym, od państwa, przez boisko piłkarskie, po gabinet lekarski, nie myślą. A brak myslenia znieczulają miejscowo za pomocą popularnego leku "Przecież nie będę donosić". Śpijmy dalej.</p>
<p>I nie mogę niestety nie odniesć się króciutko do najlepiej prześwietlonego pod kątem korupcyjnej zgnilizny środowiska, jakim jest środowisko sportowe (precyzyjniej: piłkarskie). To środowisko zostało prześwietlone w charakterze "jelenia", co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. Stopień skorumpowania "kopaczy" w polskim sporcie nie odbiega od stopnia skorumpowania w innych środowiskach, ale widocznie "uznało", że narodowi trzeba rzucić coś na pożarcie, tym bardziej że w piłce kopanej pływały rybki średniej wielkości.</p>
<p>Zastanawiam się tylko, jak czują się ci wszystcy "wierni do grobowej deski" kibice, pasjonaci, fani i zwolennicy? Przez dziesięciolecia robieni ordynarnie w balona? Zwykli frajerzy z wygolonymi łbami uważający się za "prawdziwych mężczyzn"?</p>
<p>Kto odda pieniądze uczestnikom zakładów sportowych - milionom oszukanych jełopów?</p>
<p>Nikt, bo prawdziwi kibice nadal bezmyslnie popierają swoje ukochane kluby wznosząc modły by jak najszybciej powróciły w objęcia ekstraklasy.</p>
<p>A tak na marginesie. Druzyna narodowa składa się z kopaczy wychowanych tutaj, gdzie kupowanie i sprzedawanie było na prządku dziennym. Ile meczy sprzedali na arenie międzynarodowej? Czy sukcesy w eliminacjach do róznych prestiżowych zawodów i "niemoc" w meczach turniejowych z przeciętniakami nie wyglądają mocno podejrzanie?</p>
<p>Zostawmy jednak fanów odmiany gry w bambuko, dla niepoznaki nazywanej u nas piłką nożną. To nie jest problem. Problemem są: szkoły, sądy i gabinety.</p>
<p>I prawda, że bez zmiany w nas samych nikt nic nie zmieni. Bo zmiany nie opłacają się IM. Opłacają się NAM.</p>
<p>Pozdrawiam</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
