<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>czy-widzicie &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/czy-widzicie/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "czy-widzicie"</description>
	<pubDate>Sun, 12 Oct 2008 01:34:02 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Pamiętnik palacza.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/?p=148</link>
<pubDate>Sun, 27 Apr 2008 19:23:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2008/04/27/pamietnik-palacza/</guid>
<description><![CDATA[Dobra, misie kolorowe, dziś się wybrałem na tak zwanego tripa lub na edwenczyr. Jak kto woli.
Opo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dobra, misie kolorowe, dziś się wybrałem na tak zwanego tripa lub na edwenczyr. Jak kto woli.</p>
<p>Opowieść z podróży.</p>
<p>Wstałem, ubrałem się, rzuciłem się po piłkę, założyłem buty i w drogę. Wziąłem kilka złotych na papierosy, które były głównym celem mojej wyprawy. A jako, że mieszkam na cholernej wsi, to musiałem się troszeczkę, kurwa, przejść. Na początku stwierdziłem, że pobiegnę, ale na śmierć zapomniałem o tym, że jestem palaczem. No i zanim dobiegłem do drogi na Bełchatów, byłem zdyszany i ledwo żywy. Trudno się mówi i kocha się dalej.</p>
<p>Znalazłem kij, obdarłem go z gałązek, wziąłem i próbowałem nadaremnie złapać okazję do Bełchatowa. Przeszedłem jakieś dwa kilometry - ni chuja nic nie jechało - a jak jechało, to nie chciało się zatrzymać. Stwierdziłem, że może w Korczewie będzie sklep. Nie było. Za to porozmawiałem z dwoma osobnikami płci żeńskiej(to poznałem po głosie, żeby nie było), które potem mnie poszczuły psem. Sklepu nie było, więc wróciłem na główną drogę i z naiwnością dziecka próbowałem złapać okazję. Nie udało się. Zbliżyłem się więc do kolejnej wsi - Dobiecina - myśląc, że tam będzie sklep otwarty. Oczywiście, kurwa, zamknięty. Idę dalej, idę dalej, zobaczyłem grupę młodzieży(16-20 lat) stojącą i przypatrującą mi się ciekawie. Znalazłem na ziemi stary, zabrudzony nóż. Zaczęli się ze mnie śmiać, no to polazłem dalej. Cały, kurwa, czas próbując złapać okazję.</p>
<p>Ale nie!</p>
<p>Te stare dziady, stare pryki nie chciały mnie zabrać. Wreszcie, gdy już prawie doszedłem do Bełchatowa, zabrał mnie jakiś długowłosy palacz. Swój znaczy! Nie dał mi fajek, ale mnie podrzucił do miasta. Znalazłem E. Leclerc. Oczywiście zamknięty, no bo jakże inaczej? Sprawdziłem. Spóźniłem się dokładnie 4 minuty.</p>
<p>No to idę dalej, szukam monopola, Bełchatów - duże w miarę miasto - monopol powinien być. A tu nagle, całkowicie zaskakująco zza rogu wyłoniła sie cudna, kochana, uwielbiana, boska Żabka. Wziąłem i kupiłem fajki (Pallmalle zielone, mentole, takie śmieszne z wizjerem na fajki, coby nie uciekały). Kupiłem, podzieliłem się tym, że drałowałem jak głupi przez 8 km, żeby kupić fajki. Zakupiłem też Nestea o smaku niby to cytrynowym, ale smakowało jak hibiskus plus jabłko. Sam nie wiem co to było. Aha, kupiłem też zapałki. Zapaliłem! Cudnie! Bosko! Idę, lansuje się po mieście, uśmiecham się do kobiet, wracam znaczy do domu - czyli znowu na okazję.</p>
<p>Idę i idę. Idę i idę. Kurwa, wciąż idę. O, jedzie coś! Macham. Pojechał. Chuj. Idę dalej, zapaliłem na przystanku, napiłem się. No i oczywiście, kurwa ich mać, zostawiłem zapałki na przystanku. Oczywiście zorientowałem się w połowie drogi do domu, gdy zachciało mi sie kolejnego papierosa. Trudno, kurde, idę. Znowu mijałem młodzież niemiastową.</p>
<p>Warto zauważyć, że mam lanserską, lustrzaną piłkę Najki, która przyciągnęła ich uwagę. Chcieli ją zobaczyć, więc im rzuciłem. Zobaczyli, odrzucili. A potem dali mi ognia. Znowu paliłem, cudownie!</p>
<p>Ale też znowu szedłem do domu, znowu kurwa niczego nie mogłem złapać, więc generalnie olałem to bezsensowne zajęcie i skręciłem na wieś zwaną Zwierzchów, przez którą przeszedłem i znalazłem się na drodze do Postękalic, czyli miejsca mojego zamieszkania. Dotarłem, po niemałych trudach, do domu. Ale dom zamknięty. Mam klucze czy nie mam? Oczywiście, nie mam. Dobra, dzwonię. Nie odbierają cholery jedne. Biorę mój sprzęt - piłkę Najki - i rzucam w okno. Cztery razy nie trafiłem w ogóle w okno(2 razy za nisko, dwa razy za wysoko). Za piątym razem trafiłem. W termometr przy oknie. Ten się rozjebał i spadł na ziemię. Pech jak chuj, jak mawiają widma.</p>
<p>Dobra, dotarłem. Jestem przed kompem, zaraz idę po piwo i kontynuuje moją walkę.</p>
<p>A teraz wnioski.</p>
<p>Wniosek numer jeden - ludzie mający samochody to chamy i psy ogrodników. Mają wolne miejsca, jest kurfa jasno, jest ciepło, ale nie zabiorą. Czemu? Najstarsi Indianie tego nie wiedzą.</p>
<p>Wniosek numer dwa - kozy wydają z siebie kozie dźwięki, tylko gdy masz wyłączony telefon. Jakbyś chciał zadzwonić do znajomej o ksywce Koza, to zapomnij. Będą patrzeć na Ciebie idiotycznie i skubać trawę.</p>
<p>Wniosek numer trzy - w mieście śmierdzi.</p>
<p>Wniosek numer cztery - muszę, kurwa, znaleźć klucze do domu.</p>
<p>Wniosek numer pięć(najważniejszy) - MAM FAJKI!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jelitowe symfonie D-up.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/?p=145</link>
<pubDate>Mon, 21 Apr 2008 20:01:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2008/04/21/jelitowe-symfonie-d-up/</guid>
<description><![CDATA[Zaprawdę powiadam Wam: Nie jest, kurwa, dobrze.
Czuję się jak przeżuty, wypluty, zdeptany pasoż]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zaprawdę powiadam Wam: Nie jest, kurwa, dobrze.</p>
<p>Czuję się jak przeżuty, wypluty, zdeptany pasożytniczy wypierdek, zdominowany przez dziwaczne, a przy tym bardzo sugestywne odgłosy żołądkowe. Są ciekawe, nie powiem, czasami mam wrażenie, że układ trawienny mój jest swoistym melomanem, który buntuje się przeciwko wyłączności uszu na słuchanie muzyki. No i kurwa, zaczął strajkować.</p>
<p>Rzygam na potęgę. Wszystko mnie boli. Gorączka. Debile na gg trują o wielkich murzyńskich pałach(taaa, niby hetero, a tylko w fjutach umie gadać...). Łeb ciężki jak po 0.7 Bolsa czy innego gówna z tytułem wódka.</p>
<p>W ogóle, to pierdolę to wszystko, idę na fajkę(zwymiotuje z okna, haha! i tak starzy wynajęli malarzy, to nic nie szkodzi, że pomalują jedną ścianę więcej), potem idę spać.</p>
<p>Aha, panie Angielski, profilaktycznie, panu chuj w dupę życzę na noc.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Włosy.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/?p=144</link>
<pubDate>Sun, 20 Apr 2008 19:38:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2008/04/20/wlosy/</guid>
<description><![CDATA[Bo najlepszy sposób na dziewczynę - zrobić sobie z włosów pelerynę.
No kurde! Coś w tym jest.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Bo najlepszy sposób na dziewczynę - zrobić sobie z włosów pelerynę.</p>
<p>No kurde! Coś w tym jest. Dobra, nie śmiać się, a brać to na poważnie. Analogicznie do tekstu piosenki Elektrycznych Gitar, do słów Kuby Sienkiewicza, powiem, że noście długie włosy! Niezależnie czy jesteście starzy, młodzi, brzydcy, grubi, ohydni, paskudni, piękni - noście długie włosy!</p>
<p>Jak to się mogło stać, że przez dobre dziesięć wieków(jeśli nie dłużej) panowała moda na długie włosiska, na opadające kurtyny włosów, a teraz większość ludzi nosi włosy krótkie, a gdyby tego było mało, to widzę coraz więcej kobiet z krótkimi włosami. Przecież to nieludzkie tak traktować swoje szczeciny, ścinać je, a co dopiero golić!</p>
<p>Sam noszę włosy długie do sutów. Zapuszczam około dwóch lat i nie żałuje ani jednej chwili. Co z tego, że przez pół roku wyglądałem jak Chopin czy Wodecki, co z tego, że wpadały do oczu, przeszkadzały, że się im groziło, że niedługo się je zetnie, że się na nie przeklinało, że za długie, że wypadają i wpadają do zupy(mniam) - długie włosy są boskie.</p>
<p>A już moje długie włosy są naprawdę boskie. A co! Mogę się pochwalić tym, co mi najlepiej w życiu wyszło.</p>
<p>Dobra, jak będę miał aparacik jakiś ciekawy, to rozczeszę moją lwią grzywę i Wam pokażę, dziś jednak zaszczycę Was tylko opisem.</p>
<p>Długość: Normalnie do sutów, gdy są wysuszone i rozczesane. Gdy nie są rozczesane, to noszę je związane, wtedy jednak się paskudnie kręcą.</p>
<p>Kolor: Z uporem śmiem twierdzić, że one nie są rude, a PŁOWE. Nikt mi nie wierzy. Zresztą, długie, falowano-kręcone rude włosiska wzbudzają taką sensację, że ho ho. Rudzi - zapuszczać włosy, ale już!</p>
<p>Dotyk: No i tu powstaje problem. Ludzie mi nie wierzą, że nic z nimi nie robię. Czy fakt, że w dotyku przypominają raczej perukę niż normalne włosy coś znaczy? Co z tego, że są sztywne i jest ich kurwa tak dużo, że pomimo wypadania średnio 100-200 dziennie, nadal mam ich całą kupę na łbie?</p>
<p>Plany ad włosów: Myślałem o dredach, ale nie uchodzi poważnemu, eleganckiemu młodemu człowiekowi nosić dredów. Poza tym, słyszałem, że w dredach lęgną się larwy czy inne paskudztwa natury robaczej, więc wolę nie ryzykować. Zapuszczę się jeszcze ze dwa lata, żeby sięgnęły bioder, a potem je zetnę i wystawię na allegro!</p>
<p>Dla łysych: Tak, tak, dam Wam znać.</p>
<p>Plusy długich włosisków: Stanowią swoisty hełm przed obrażeniami głowy. Dostawałem wielokrotnie w łeb pięściami(walka o żarcie w szkole), kamieniami(walka o... eee? poglądy?) i nic nie czułem. Absolutnie nic. Może to zasługa pierwiastków tytanu w mojej czuprynie, ale myślę, że przy odpowiednim niedbaniu o włosy uda się Wam coś takiego wyhodować.</p>
<p>Kolejnym plusem długich włosów jest niewątpliwie możliwość zabawy nimi. Przyznawać się! Kto okręca je wokół palców, kto robi z nich pętelki, kto robi z nich sznury czy stryczki?</p>
<p>No i oczywiście, wzbudzanie uwagi. Jak można nie zwrócić uwagi na kogoś, kto majestatycznie odrzuca lwią grzywę do tyłu? No jak?</p>
<p>Bogowie, kończę, zrobiłem błąd ortograficzny. Shame on me.</p>
<p>Czus :)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ścinam płatki róż.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/?p=143</link>
<pubDate>Sun, 20 Apr 2008 17:55:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2008/04/20/scinam-platki-roz/</guid>
<description><![CDATA[Dobra, nie powiem, jestem cholernie zadowolony tak samo z wyników mojego sprzątania, jak i moich d]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dobra, nie powiem, jestem cholernie zadowolony tak samo z wyników mojego sprzątania, jak i moich dzisiejszych rozmów. Rozmowy oczywiście jeszcze się nie skończyły, w końcu moje wpisy są formą rozmową z Wami, czytelnikami, ale nie chodzi o coś, co było cały czas, a o to, co powróciło po półrocznej przerwie.</p>
<p>Generalnie malujący się jutrzejszy dzień jest fatalny, do dupy, do kitu i w ogóle syf, ale nadal się cieszę. Mam wszystko, czego mógłbym chcieć. Jestem człowiekiem szczęśliwym, cieszącym się z tego, co mam i z tego co w najbliższym czasie osiągnę ( przy niedrobnej pomocy moich rodziców). Zaczęła się dla mnie prawdziwa, kwitnąca, pachnąca, wzbijająca się nad niebiosa w swych pięknych kwietnych aromatach, wiosna. A tą wiosnę muszę - z racji mojego charakteru i urodzenia - przenieść na inne osoby.</p>
<p>Ścieżka wiosennej pogody nie jest jednak łatwa, de facto zbyt mało w tej chwili o niej wiem, żebym mógł zacząć działać, jednak czas nie nagli, czasu jest aż nadto, by wszystko ustosunkować na nadchodzącą wiosnę. Siła wyobraźni, siła dzikiej jaźni, o tak! Wiadomo, że potrzebna będzie kasa.</p>
<p>A, żeby była kasa, potrzebny jest sukces, jak najszybszy, jak największy, najlepiej jak najbardziej spektakularny. I taki będzie. W końcu mam szczęście, nie? Kurwa, czuję w sobie taką siłę, że mógłbym rozpierdolić pół mojej wsi(chłopy z widłami, strzeżcie się!) i drugie pół mojego najbliższego miasta(dresy i teknotłóki, strzeżcie się!). Ale siłę moją niedawno nabytą spożytkuje na myśli i plany, czasami rzucę okiem na romantyczne ideały, dawno minięte, dawno zapomniane.</p>
<p>Chyba pójdę na spacer. Wedle "Sensu Życia wg Monty Pythona" trzeba dużo spacerować, więc się zastosuje. Pójdę w okoliczne lasy, pogonię jelenie, potańczę z wilkami, ponabijam się z krukami.</p>
<p>Naturo, właśnie posadzona, przez zimę odtrącona,</p>
<p>szczędź gorzkich słów trzech czy dwóch,</p>
<p>zamień nam zimę w jasny wiosenny nów.</p>
<p>I nie odchodź, boś niezastąpiona.</p>
<p>Och, malutka Naturko, maluteńka skierko życia,</p>
<p>zostań chwilę z nami, napij się z nami wina,</p>
<p>że zima, przecież to nie Twoja wina,</p>
<p>Tyle, że włóż w nie troszkę życia.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O ja pierdolę! Co za bałagan!]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/?p=142</link>
<pubDate>Sun, 20 Apr 2008 10:54:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2008/04/20/o-ja-pierdole-co-za-balagan/</guid>
<description><![CDATA[Tak każdy zareagowałby, gdyby zobaczył mój piękny pokój. I nie pieprzcie, że macie gorszy.
Ni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Tak każdy zareagowałby, gdyby zobaczył mój piękny pokój. I nie pieprzcie, że macie gorszy.</p>
<p>Nie macie.</p>
<p>Stan pokoju przed sprzątaniem.</p>
<p>Region łóżka: W łóżku znalazłem dwa podręczniki, do niemieckiego i do wiedzy o społeczeństwie. Co tam robiły? - nie mam pojęcia. Za łóżkiem znalazłem radio i kota(nadal żywy, tylko tam spał). Przy łóżku znalazłem jakieś 156 gazet/magazynów/czasopism zaczynając od Agory, Wyborczej, Newsweeka, Focusa, skończywszy na kilkudziesięciu SiDi-Ekszynów. Oczywiście stan gazet - fatalny. Poza tym kilka książek, od ambitnych w stylu Boskiej Komedii(zabranej bezczelnie ze szkoły), po idiotyczne, ale w sumie przypominające o dzieciństwie, Giganty(Kaczor Donald i reszta spółki. Znalazła się tam też fantastyka w postaci Achai. Aha, pod poduszką znalazłem 40 stron opisu sesji do Wampira Maskarady - stan wyjątkowo dobry. Tylko grać i prowadzić.</p>
<p>Okolice fotela: Sporo podręczników, ot tak, leżały na podłodze i kurzyły się. Kilka zeszytów do wszystkiego, kilkanaście kartek a4 z historią i angielskim i mnóstwo śmieci. Dużo ubrań walających się po fotelu, większość ( z czystego lenistwa) powędrowało do prania. Znalezione pięć złotych. I dwie płyty SiDi, które niestety nie pasowały kolorem do pozostałych, więc powędrowały do kosza.</p>
<p>Okolice barku/regału/jakkolwiek to nazwać: Dużo różności, typu rachunki, wyciągi z banku, różnego rodzaju leki, od Nospy po Zoloft, reklamówki z apteki, kilka śmiesznych kropli Visine(jednak nie działają, oczy nadal czerwone), stare, podgrzane za mocne pączki Bliklego, resztki kawy z cynamonem. Na dole kupa podręczników, leżąca w malowniczej stercie. Barku nie sprawdzałem. Wolę nie wiedzieć co się tam czai i co tam mogło ożyć.</p>
<p>Okolice biurka: Dobra, pierwsze co się rzuca w oczy, to ośmiorniczka i kupa, porozwalanych kart Magic The Gathering(przy okazji, chce ktoś kupić?), Strachy na Lachy, ileś tam SiDików z grami, które się niestety nie nadawały do przyklejenia na ścianę, papierosy, popielniczka(jestem geniuszem, zrobiłem sobie popielniczkę), ołówki ze złamanymi rysikami, wypisane długopisy, zapalniczka charakterystycznie żółta, moje dziwaczne rysunki z pogranicza szaleństwa i kątomierz(?!). Aha, korek popiołu. I oczywiście wszędzie latające moje włosy(kto zna mnie i moje włosy, to wie o czym mówię), są kurde wszędzie, dobrze, że teraz mokre, więc utraciły zdolność do latania(ciekawe, swoją drogą, na jak długo?)</p>
<p>Środek pokoju: Dobra, tam teraz leżą różnego rodzaju śmieci, zaczynając od puszek po piwie, pustych plastykowych butelkach po napojach, pustych kartonów po sokach, puste paczki fajek, zużyte chusteczki higieniczne, ręczniki papierowe, zapisane bazgrołami kartki, posmarowane ośmiorniczką karty Magic The Gathering i inne śmieciowiska. Dodajmy do tego kłaki moje i kota na dywanie, różnego rodzaju i kształtu paproszki i pierdółki.</p>
<p>Okolice wieszaków: Kurde, stwierdzam, że mam za dużo koszul i płaszczy. Albo przydałaby mi się szafa, bo na wieszaku się to zwyczajnie nie mieści. I wszystko takie nieładne, pogniecione i w ogóle syf. Muszę wymyślić jakieś remedium na ten problem. Sugestie jakieś macie, drodzy Czytelnicy(kłamię)?</p>
<p>Dobra, czas posprzątać ten burdel.</p>
<p>Napiszę jak wygląda mój pokój po sprzątaniu.</p>
<p>Tymczasem!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rysowanie po ścianie.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/?p=140</link>
<pubDate>Sat, 19 Apr 2008 21:24:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2008/04/19/rysowanie-po-scianie/</guid>
<description><![CDATA[Dobra, jest noc, mam pod ręką picie, to co najważniejsze, papierosy, ewentualnie jakąś zapalnic]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dobra, jest noc, mam pod ręką picie, to co najważniejsze, papierosy, ewentualnie jakąś zapalniczkę, klej ośmiorniczkę, ręczniki papierowe, korek, dwa długopisy(jeden nie działa), monitor, myszkę, klawiaturę(zdumiewające, ne?), głośniki, lampkę, Newsweeka, jakieś pismo z PKO, podręcznik do fizyki i inne cuda.</p>
<p>Tak sobie myślę, że mógłbym z wielu tych rzeczy zrobić całkiem inne - równie ciekawe, mam nadzieję - rzeczy, mogące mi udekorować miejsce, w którym spędzam czas wolny i czas niewolny, czyli najprościej się wyrażając - czas nauki. Płyty sidi smarowałem ośmiorniczką, potem przykładałem do ściany, by odbijały i rozpraszały światło, a więc setki wydanych złotych udekorowało jeden z trzech skosów w moim pokoju, który teraz wygląda może nie ładniej, ale na pewno oryginalnej. Na jeden skos zużyłem 147 płyt sidi, kolejne 24 zużyłem na udekorowanie kolejnego skosu, jednak smutny  fakt (bardzo mnie to gryzie...) skończenia się surowca przerwał mi jakże owocną, jakże miłą, jakże upierdalającą ręce, pracę. Zagadałem więc do przyjaciela, żeby zobaczył czy jakieś jego sidiki mógłbym dostać i szybko, bez zwlekania ni opieszałości, przykleić na ścianę czy na ten śmieszny ściano-sufit. W drodze negocjacji udało mi się dostać odpowiedź zdecydowanie pozytywną, która zakładała poszukanie zepsutych/niechcianych sidików i przekazanie mi przy najbliższym spotkaniu. Wyruszając wczorajszego wieczoru do pubu nie mogłem zabrać ze sobą sidików z powodu niebezpieczeństw, które mogły je spotkać, z powodu mojego niewydarzonego i pijanego pyska. Tak więc sidiki zostały daleko, daleko, daleko, daleko, daleko, daleko, daleko, daleko, daleko, daleko, daleko, daleko, jednak nadal czekają na moją osobę, która niezwłocznie, bo już we wtorek je odbierze i przyklei na ścianę znakomitym produktem klejącym, któremu sam Poxipol dawał gwarancję - chodzi oczywiście o ośmiorniczkę. Do końca moich dekoracyjnych prac pokojowych potrzeba mi na oko jakieś 1200 sidików, a to jest zaiste spora liczba plastykowych krążków, którą ja sam na pewno nie uzyskam. Dlatego zwracam się do Was z prośbą:</p>
<p>Przyślijcie mi SIDIKI!</p>
<p>Nawet jestem skłonny podać mój adres, chociaż istnieje prawdopodobieństwo, że mnie znajdą Ci, którym nie sprzyjam(i vice versa) i zwyczajnie pewnego nieszczęśliwego dnia nie dojdę do domu. Trudno.</p>
<p>Maciej Radomski</p>
<p>ul. Budryka 16/81</p>
<p>Bełchatów 97-400.</p>
<p>Z góry dzięki :)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Powiadam Wam, że jeszcze będzie lepiej!]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/?p=138</link>
<pubDate>Sat, 19 Apr 2008 17:40:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2008/04/19/powiadam-wam-ze-jeszcze-bedzie-lepiej/</guid>
<description><![CDATA[I choćbym czekał jeszcze sto lat, czekając zapuścił korzenie, dam się wystawić jako mięso ar]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>I choćbym czekał jeszcze sto lat, czekając zapuścił korzenie, dam się wystawić jako mięso armatnie. O swoje życie gram. Ale to chyba wysiłek ponad stan.</p>
<p>A ona z każdem chłopem się rucha.</p>
<p>Pomagamy, pomagamy sobie, dopóki w grobach nie spoczniemy.</p>
<p>I choćbym czekał jeszcze sto lat, czekając zapuścił korzenie...</p>
<p>Co z ideą? Co z programem?</p>
<p>Widowiska czeka motłoch, czem liczniejszy tem groźniejszy.</p>
<p>Do zakochania jeden krok, ja chciałbym robić kroków więcej. Wpadła bomba do piwnicy, napisała na tablicy:</p>
<p>Co się stało z naszą klasą?</p>
<p>Rozjebała ją rakieta, wystrzelona przed pościgiem. Cała klasa w strzępach leży, trafiona z helikoptera.</p>
<p>Jakie?</p>
<p>O jella, o jella, doktor Drella!</p>
<p>Coraz bardziej pewien swego, co w głowie i sercu mam. Ten dokument elekcyjny: "Taka dupa mi się marzy, co ma tysiące makijaży. Za trzy lata koniec świata, zastanów się, po co Ci armata?"</p>
<p>Na głos wodza tak mojego, wszyscy moi się zjechali. Otwierajcie swoje serca! Bo kto serca nie otworzyć raczy, i już!, gówno!, gówno a nie mnie zobaczy. Taki ktoś zero znaczy.</p>
<p>Mam pytanie, proszę pana.</p>
<p>Czy jest coś do pozamiatania?</p>
<p>Och, Mirella, och, Mirella! Ja naprawdę mam już dość!</p>
<p style="text-align:center;">*  *  *</p>
<p style="text-align:center;">
<p style="text-align:left;">Co u Ciebie nowego? Tyle lat Cię nie widziałem. Kiedy to ostatni raz - nawet nie zapamiętałem. Jakie słowa i myśli były z nami w tej chwili, o czym żeśmy gadali i w co żeśmy wierzyli?</p>
<p style="text-align:left;">Weź mi, proszę, przypomnij jak się właściwie nazywasz?</p>
<p style="text-align:left;">Coś raz miałem i nie mam - zresztą trudno to powiedzieć. Wtedy życie było mocne, każdy poszedł w swoją stronę, drogami które coraz bardziej oddalone.</p>
<p style="text-align:left;">Co u Ciebie nowego?</p>
<p style="text-align:left;">Kiedy zrozumiałem jak ważny jest każdy dzień, każdy krok, zobaczyłem się gdy, ledwie zaczął się film. Mocniej serce mi zabiło, coś się otworzyło! Świat odmienny się stał! Inny wymiar już miał...</p>
<p style="text-align:left;">Kiedy nauczyłem się, jak te torby swe nieść - zrozumiałem, że tak nie ma, żeby obie prawdy nieść. Gdybym wiedział to, co wiem.</p>
<p>Niebieskie dżinsy, codziennie plecak coraz nowych wzruszeń - Królowa Życia. I Król. Zwycięstwa pierwsze i przegranych pierwsza gorycz. Coraz mądrzejsze życia podłapują wzory. Najtrudniejszych rozmów w życiu ostre słowa, choć trochę głupio było - trudno dopasować. Na szczęście brak pamięci, jakoś to się chyba kręci. Pofartowało się zupełnie niesłychanie. Królowa Życia i Boss. Układy takie, że wprost nie do odbicia. Królowa Życia i Szef.</p>
<p>W czarnej urnie moich wszystkich czarnych lat Twoje ciało złote zwija się jak dym, drga i złotym potem płonie, a ja w nim. Ni nam samym, ni bez siebie żyć. Jak to dawno, może tydzień, może wiek...</p>
<p>Serce pękło z żalu! Dłoni zimną kiść ogrzej nad popiołem - już możemy iść.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wiosna, kurwa jej mać.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/?p=136</link>
<pubDate>Wed, 09 Apr 2008 15:04:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2008/04/09/wiosna-kurwa-jej-mac/</guid>
<description><![CDATA[
Zaczynam wpis od wulgaryzmu doprawdy ohydnego, a jednocześnie najbardziej popularnego w naszym pi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.edwardmitterrand.com/artists/Slow%20Burn/Images/Phelan_FuckYou_72dpi_20cm.jpg" alt="" width="401" height="583" /></p>
<p>Zaczynam wpis od wulgaryzmu doprawdy ohydnego, a jednocześnie najbardziej popularnego w naszym pięknym kraiku zwanym zwykle Polską. Zaczynam wpis od wulgaryzmu z jakiegoś konkretnego powodu - i choć Królestwo Karmazynowego Króla zaszczyca mnie swoimi dźwiękami - to jednak mam ochotę, wielką i przemożną, by wziąć moją wysłużoną tępą siekierę i pozabijać kilka osób. Oczywiście, wszystkie osoby były by całkowicie przypadkowe. Jakoś wszystko jednako wydają mi się ofiarami mej siekiery i mej ręki nią powodującej.</p>
<p>Wiosna, dobra, mamy wiosnę. Robi się ciepło, ptaszyny ćwirkają, wiatr jakoś mniej wieje, nawet słońce od czasu do czasu wystawią swą chytrą mordę zza chmur i przypieka tych, do których jeszcze nie dotarło, że jest ciepło. Pora roku ta, zaiste, cudownym czasem na wszelakie rozwijanie uczuć, treningi fizyczne, treningi umysłowe i psychiczne. Szkoda, że niektórym osobom przestawienie się z wrednego skurwiela na wąchającego kwiatki pajaca jest zbyt trudne, a jeśli nawet nie zbyt trudne, to zbyt czasochłonne.</p>
<p>Taaaak, wszystko jest zielone i pachnące, jak to na wiosnę, coś jednak gnije. Gniją postanowienia noworoczne. Gniją wielkie slogany,  co to ja nie będę robić, co to ja spróbuję rzucić, co to ja ograniczę, co to ja zrobię, czego się nauczę, co zjem, co wysram, kogo przelecę. Stagnacja! Ohyda gnijącego sumienia! Wreszcie, kurwa, kanibalizm!</p>
<p>Kanibalizm, o tak, to idealny środek na zapobiegnięciu największej katastrofy naszych czasów - 830 milionów ludzi głoduje na świecie. Fajnie, nie? A teraz, kurwa, zjadać obiady do końca. Ma być Wam przykro. Ale kanibalizm. Kanibalizm. Kraje III świata cierpią z powodu wielkiego przyrostu naturalnego, słabej opieki zdrowotnej, głodu, AIDS, imperialistyczno-kapitalistycznych chujów wyzyskiwaczy Zachodu. 300 lat  grzebania w kontynencie, przekopywania każdej piędzi ziemi, byleby tylko znaleźć coś cennego. A jak było czegoś cennego, to była darmowa siła robocza. A teraz się, cholera, martwią bo prawie 1/6 populacji Ziemi nie ma co do gęby włożyć.</p>
<p>(Wkładam do gęby papierosa. Umrę na raka, wiem, spieprzać.)</p>
<p>I jeszcze idiotyczne pytania, jak temu zapobiec. On się pyta co można dla nich zrobić, jak rozwiązać ten problem. Ja odpowiem: "Cofnąć się, kurwa, w czasie i nie dopuścić do niewolnictwa".</p>
<p>Nieważne, problemy III świata to nie moje problemy.</p>
<p>A o swoich problemach Wam nie opowiem.</p>
<p>Koniec spektaklu, basta, finito.</p>
<p>Spierdzielać na dwór i cieszyć się wiosną.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[C2H5OH]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/?p=133</link>
<pubDate>Sun, 06 Apr 2008 21:10:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2008/04/06/c2h5oh/</guid>
<description><![CDATA[chlecbym wym wypowidać, ze moj styn jest wijontkowo straszny.
chcalbym wym powydać, ze głowa mi s]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>chlecbym wym wypowidać, ze moj styn jest wijontkowo straszny.</p>
<p>chcalbym wym powydać, ze głowa mi się chwieje i jest ciekawie.</p>
<p>Muzykao, o tak, jest git. Dire Straits w tejshe chwili jest boskie, hehe. Zwłaszcza Sultans of Swing i Walk of life. Oraz oczywista Brotherts in Arms.</p>
<p>Kolejna dawka c2h5oh.</p>
<p>Nawet ludzie kompletnie zidiociali z chemii powinni rozróżnić ten związek. W końcu jest on na codzień w waszych życiach, heloł?</p>
<p>Idę sobie, kurde, skończę kolejne piwko i ide spąć.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Arbitralne myśli.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/?p=128</link>
<pubDate>Sun, 06 Apr 2008 15:22:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2008/04/06/arbitralne-mysli/</guid>
<description><![CDATA[
Znacie tego zwierzaka?
To jest bulterier, nie wiem jak się wabi, ale nazwałem go na potrzeby wpis]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img style="vertical-align:text-top;" src="http://republika.pl/blog_ob_3552812/4236883/tr/bulterier" alt="Kulfon" width="560" height="428" /></p>
<p>Znacie tego zwierzaka?</p>
<p>To jest bulterier, nie wiem jak się wabi, ale nazwałem go na potrzeby wpisu, Kulfonem.</p>
<p>Kulfon jest zabawnym pieskiem, sami spójrzcie, zobaczcie te jego czarne ślepka, białą sierść, szeroki rozstaw przednich łap i postawione uszy. Przyjemne stworzonko, prawda?</p>
<p>Ktoś lubiący <span class="l">Jonathana Carrolla, zapewne już wie, w jakim kierunku będą zmierzać dziś "arbitralne myśli". A kto nie lubi go, to cóż, jego pech i hańba.</span></p>
<p>Zaczyna się powolne planowanie, planowanie każdego następnego dnia, dokładne wyliczanie godzin potrzebnych na coś, co już powinno zostać zrobione(a co zostało paskudnie zaniedbane), co czeka tylko na ruch potrzebny do uruchomienia procesu, zmierzającego tylko i wyłącznie do szczęścia i słodkiego, miłego lenistwa.</p>
<p>Proces ten jest skomplikowany i niekiedy trudno sobie uzmysłowić, że niezbędny do osiągnięcia stabilizacji, tyczącej się zarówno zajęć, jak i spokojności głowy. Proces ten wymaga maksymalnej siły woli, maksymalnego wytężenia umysłu, maksymalnego opanowania emocji i braku jakiegokolwiek stymulanta, który mógł w tejże chwili zadziałać zdecydowanie niepożądanie.</p>
<p>Bulterier jest niejako nawiązaniem do czynności, wykonywanej w przyszłości, skrupulatnego opisania tego, co się wydarzy, biorąc pod uwagę wszelkie możliwości, drogi wiodące do celu, pomijając( a niekiedy nawet gubiąc) niespełnienia i sny. Gubienie owych przymiotów każdej jednostki ludzkiej nie musi być wcale konieczne, może istnieć, ale tylko w czasach spokojności jako wyraz determinacji do wprawienia w ruchu, czegoś, co już dawno stanęło w miejscu i prawie, ale tylko prawie, zaczęło gnić.</p>
<p>Wolno spływające krople potu.</p>
<p>Pomimo nieuchronności niektórych zdarzeń, istnieje wersja domniemywana przez istotkę prawie-że-ludzką, która jednak nie spełni się, choćby z powodu, że nie jest wystarczająco dobrze opisana. Biorąc pod uwagę, umiejętności jednostki ludzkiej, jej wewnętrzny potencjał, można by uznać, że jest to doskonale możliwe, by wszelkie domniemywania były słuszne, jednak wymagane jest od niej szczegółowego, bosko dokładnego planu działania. Jako, że jednostka ludzka planuje wszystko w myśli, a czasem nawet i na papierze, to musi zapełnić specyficzną przestrzeń, by wydarzenie, które nie mogłoby się stać normalnie - wedle ludzkich praw - stanie się przy pomocy dokładnego i uporządkowanego działania, poprzedzonego rzeczywistym, jak najbardziej realistycznym opisem owych działań.</p>
<p>Rozumiecie?</p>
<p>Bulterier umie mówić.</p>
<p>Dlaczego?</p>
<p>Samo rozstrzygnięcie tego problemu leży tylko i wyłącznie w naturze jednostki ludzkiej, która manipulując czynnikami, wydarzeniami i składowanymi tychże, może sprawić, że bulterier zacznie mówić.</p>
<p>Gdzie bulterier, nasz Kulfon kochany, zacznie mówić? Gdzie z jego obślinionego pyska wyrwie się głos?</p>
<p>Urzeczywistnienie mówiącego Kulfona było trafem w dziesiątkę. Urzeczywistnienie miasta i jego mieszkańców było zawadzeniem pięknej o horror. Tylko dlaczego więc sama myśl o urzeczywistnieniu czegoś tylko za swoją sprawą, wydaje się takie kuszące?</p>
<p>Natura jednostki ludzkiej jest niemiłosierna. Chce wykorzystać okazję, a bulterier - Kulfon - to im umożliwi i wskaże swoim głosem, męskim, drogę.</p>
<p>Podążysz ja?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wieje, kurwa, wieje.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/?p=122</link>
<pubDate>Sat, 01 Mar 2008 18:15:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2008/03/01/wieje-kurwa-wieje/</guid>
<description><![CDATA[    No i jak tu nie wypowiedzieć opinii o pogodzie w takich właśnie słowach?
Pogoda, drodzy r]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>    No i jak tu nie wypowiedzieć opinii o pogodzie w takich właśnie słowach?</p>
<p>Pogoda, drodzy rodacy, nam się delikatnie mówiąc, zepsuła. Słoneczko, które niedawno tryskało promieniami na nasze szczęśliwe, miłe, uśmiechnięte twarze zmieniło się w twór pieszczotliwie nazwany "Emmą". Ów twór jest tak zwanym orkanem, czyli inaczej mówiąc huraganem naszych stron, jeśli wierzyć opinii wszystkowiedzącej wikipedii. Radujmy się więc, dawno w Polsce nie było huraganu. Nawet w samym słowie "huragan" jest pochwalna część - "hura". Aż chce się wyjść na dwór, stanąć twarzą do wiatru i deszczu, pozwolić mu się chłostać po twarzy, a potem krzyknąć: "Hura, huragan!"</p>
<p>Jednak zanim rozminiemy się kompletnie w pozytywnej(mojej) i negatywnych(Waszych) opinii o pogodzie, ponoć, panującej w całej Polsce, to chciałbym wyrazić swoją dezaprobatę w stosunku do tego wiatru. Mogłoby wiać, mogłoby napierdalać jak nie wiem co, mogło by zrywać dachy i wywracać drzewa, ale kurwa mać, dlaczego ma padać?!</p>
<p>Deszcz w przypadku takiego wiatru jest katorgą dla wszystkich niespełna rozumu ludzi, którzy wyszli w ten sobotni wieczór na miasto, by się z kimś spotkać czy zabawić. Deszcz w przypadku naszej Emmy jest istnym przekleństwem dla wszystkich kierowców(ach te wiecznie spadające drzewa, zerwane linie komunikacyjne), mieszkańców wsi (te słodkie latające dachy, te zachwyty nad porwanymi przez wiatr kurami) no i oczywiście strażaków, którzy w pocie czoła, w wielkim trudzie, próbują (daremnie i nieskutecznie) te wszystkie szkody naprawić - jakoś. Wydaje mi się, że praca przy takim wietrze jest bardzo ciekawym przeżyciem, oczywiście idealnie bezpiecznym, stuprocentowo miłym i poruszającym serca, ale bardziej te śmieszne czapeczki z głów strażaków.</p>
<p>Nie umiem wyrazić swojego żalu, że nie mogę być z Wami tam, gdzie jesteście, drodzy strażacy - na ciemnych drogach, na które spadają ciężkie gałęzie, na które spadają zerwane linie telefoniczne i wysokiego napięcia - te ostatnie są szczególnie pomocne, dają iskry, które nieco oświetlają otaczający strażaków mrok nocy. Nie umiem wyrazić swojego zachwytu nad pogodą, która rozpieprza w drobny mak miejsca zamieszkania dziesiątek moich rodaków, która powoduje nierzadko śmierć czy trwałe kalectwo. No, zwyczajnie nie umiem. Wybaczcie.</p>
<p>No, ale cóż, wracam do siedzenia przy ciepłym kominku, pisania coś w moim wielkim zeszycie, pełnym zagadek i niestrawności umysłu i picia gorącej kawki. A wszystkim, co stają na drodze Emmie, życzę powodzenia. Howgh.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czas na zmiany.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/?p=118</link>
<pubDate>Thu, 28 Feb 2008 14:47:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2008/02/28/czas-na-zmiany/</guid>
<description><![CDATA[    Witam moich kochanych czytelników!
Jak zapewne widzicie, blog gwałtownie zmienił swoją na]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>    Witam moich kochanych czytelników!</p>
<p>Jak zapewne widzicie, blog gwałtownie zmienił swoją nazwę, a może nie blog sam sobie zmienił nazwę, a ja zdecydowałem, że potrzeba zmiany nazwy jest nagląca, a więc taka potrzeba została zaspokojona. Stara nazwa i stary opis bloga niezbyt wiele mówił, swoją drogą ta nazwa i ten opis też niewiele mówi, ale no cóż, jakoś to przebolejecie. Stara nazwa była dla mojej jakże skromnej osoby bardzo ważna, zawierała w sobie wiele wspomnień, głównie niemiłych, ckliwych, sentymentalnych i niekiedy pięknych(ale rzadko, bez obaw). Nowa nazwa będzie bardzo odpowiadać Wam wszystkim, bowiem z nową nazwą zmieni się styl mojego pisania, a więc zamiast ckliwości będziecie mieli tutaj narzekania, komentarze odnośnie rzeczywistości, w której żyjemy i czasami - ale TYLKO czasami - komentowanie wydarzeń politycznych.</p>
<p>Nie chcę w końcu być komercyjną świnią. No, przynajmniej nie w takim stopniu jak inni.</p>
<p>Z racji tego, że w większości moimi czytelnikami są Polacy, to wnioskuję, że nowy styl przypadnie im do gustu, bo przecież Polacy kochają narzekać na wszystkich i na wszystko, a tutaj - od tej pory - znajdziecie tylko narzekania.</p>
<p>Głęboko również się zastanawiałem nad pomysłem wrzucania tutaj niektórych zdjęć mojego autorstwa. I jeśli zaufanie moim zapewnieniom, że nie będziecie rzygać patrząc na te zdjęcia, to rzeczywiście kilkoma ciekawymi mogę się podzielić.</p>
<p>A teraz spadajcie. (miało być cynicznie i niemiło, ha!)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nocne ścieżki.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/?p=114</link>
<pubDate>Fri, 22 Feb 2008 20:17:47 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2008/02/22/nocne-sciezki/</guid>
<description><![CDATA[    Nocą ciemną, gdy już światła zapadły gdzieś po dachach szarych budynków, gdzieś dale]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>    Nocą ciemną, gdy już światła zapadły gdzieś po dachach szarych budynków, gdzieś daleko, za horyzont, niosąc dar życia innym nieszczęśnikom na drugiej półkuli. Całun ciemności i zimnej mgły opadł na wilgotne ulice po niedawnej mżawce, którą jeszcze było czuć w powietrzu. Pomarańczowe światło latarni obarczało jarzmem cieni wszelkich przechodniów, którzy zdecydowali się na ten nocny, pełen wyrzeczeń i boleści spacer.</p>
<p>Wyrzeczenie spokoju nadeszło z chwilą, gdy do pracującego umysłu dotarł sygnał, że jest pełnia, że noc na pewno będzie nieprzespana, że znowu będą myśli dziwne i wielorakie na tematy, które normalnie by nie przyszły do głowy. Spokój mógł trwać w pracy, ale Ci przechodnie odczuli niepokój, czysto romantycznie wywołany pełnią księżyca i możliwością spacerowania wśród mgieł po mokrych, pustych ulicach, ciesząc się mimowolnie spokojem całego miasta. Wyrzekli się oni ciepła domowego ogniska(czyt. kaloryferów), gorącej herbaty z rumem bądź kawy po irlandzku w przytulnym fotelu przy płonącym kominku. Beztroska również odpłynęła z chwilą wstąpienia na płyty chodnikowe, które niosły czasami nie wiadomo gdzie i nie wiadomo którędy, gdzie wszędzie można było spotkać osobniki lubujące się w nocnych polowaniach na bezbronne ofiary, ofiary losu. Bezpieczeństwo musiało być zachowane w takich chwilach, spokój i lód pokrywające wszelkie emocje, rozwaga i spokój, królujący pośród dzikich barbarzyńskich chęci wyładowania agresji. Lecz by wstąpić na ścieżkę i nie znaleźć jej kresu u stóp nocnego łowcy, trzeba wykazywać się sprytem i szybkością, atutami każdego myśliwego, które pozwolą wybrać odpowiednią drogę, odpowiedni szlak dla naszych pieszych, nocnych wędrówek we mgle.</p>
<p>Pierwsza boleść jest uderzeniem bólu, lekkim, acz dokuczliwym, wpijającym się w umysł gwałtownym sygnałem, idącym bezpośrednio od pięta obtartej przez nowe, niewychodzone buty. Buty lśniące, wypolerowane, z długimi noskami, noszące ślad elegancji i elegancji kroczą po chodnikach, nierzadko depcząc trawę, skrzącą się od zbierającej się rosy, czasami wstępują na ławki i zastygają w bezruchu, kierując swoje czubki w rozgwieżdżone niebo ze światłem księżyca w tle. Cios piękna, tak nagły i spontaniczny, jest kojącym balsamem na ciało i umysł, wypełniającym cały obszar połączonych ze sobą neuronów widokiem, jaki się przed oczami roztacza, który gdzieś maluje się w oddali. Znika też boleść i zostaje spokój.</p>
<p>Spokój człowieka, który zobaczył jeden z cudów Bożych, coś tak pięknego, tak poruszającego, że nie mogło być dziełem przypadku czy zbiegu okoliczności, coś co musiało zostać powołane przez Istotę Najwyższą, może nieokreśloną, może obojętną, może kochającą, ale w którą wierzy bez mała cały świat. Coś musi być w tym, że w ludzkich sercach króluje wiara, włada potęga mogąca, przysłowiowo, czynić cuda. Poza tym ludzie bez wiary, w cokolwiek, są w takie mgliste noce niestrawni.</p>
<p>Wreszcie buty schodzą z ławki, ich noski na powrót zwracają się w stronę ścieżki, krok zostaje dopełniony, drugi przypieczętowuje sprawę i zarządzany jest powrót do domu, bo mróz i zimno oraz wilgotność mgły nader często przyprawiają ludzi o choroby. Innymi chodnikami, stąpając na innych płytach chodnikowych nocny marek, wielbiciel księżyca w pełni, idzie w stronę swojego locusa, gdzie spędzi resztę bezsennej nocy na marzeniach sennych, koszmarach, wielkich wizjach, wspaniałych planach oraz na myśli, że one wszystkie skazane są na niepowodzenie.</p>
<p>Noce takie zaczynają się od refleksji odnoszącej się do wędrówki, a kończą refleksjami o spełnionej - lub nie - podróży, która miała wzbogacić, miała coś dać, coś powiedzieć, dorzucić kolejny kamyczek doświadczenia do kosza umysłu.</p>
<p>A czy dodała?</p>
<p>Któż to wie?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bałagan imprezowy(BI).]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/?p=112</link>
<pubDate>Fri, 22 Feb 2008 12:25:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2008/02/22/balagan-imprezowybi/</guid>
<description><![CDATA[    Bałagan.
Bałagan to stan sugerujący ogólny nieporządek danych przedmiotów w danym obsza]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>    Bałagan.</p>
<p>Bałagan to stan sugerujący ogólny nieporządek danych przedmiotów w danym obszarze, najczęściej bałagan jest uzyskiwany po imprezach i w pokojach, zamieszkanych przez nastolatki. Naszym tematem jest Bałagan Imprezowy(BI).</p>
<p>Bałagan Imprezowy (BI)</p>
<p>Geneza powstania: Impreza</p>
<p>Organizatorzy: Imprezowicze</p>
<p>Zajmujący się BI po imprezie: gospodarz i czasami, jeśli w ogóle, uczestnicy imprezy.</p>
<p>Cechy rozpoznawcze:</p>
<p>Kawałki szkła - kawałki szkła po imprezie to rzecz nieodłączna, która zawsze zaistnieje, gdzie alkohol się leje strumieniami, a stan uczestników zabawa można określić jako "najebany". Wtedy też zaczynają się wszelakie częste toasty, na których zwykle cierpią butelki i kieliszki. Nie trzeba chyba mówić, że poranne budzenie się i podziwianie rozciętej stopy przez kawałek szkła również do rytuału BI należy.</p>
<p>Klejący się stół - jeśli istnieje przedmiot,  w głównym pokoju zabawy - czyli tam gdzie rozlewa się wódkę - o sporej powierzchni, zwany potoczenie stołem, to można założyć się o każde pieniądze, że będzie on kleił się od rozlanych przez nieuwagę/nadmierne spożycie alkoholu płynów. Ponadto do stołu przyklejone będą najróżniejsze elementy jedzenie, które było na imprezie, czyli zwykle jakichś ciastek, paluszków, kanapek czy jajecznicy. Oraz oczywiście wszechobecny popiół papierosowy.</p>
<p>Niedopałki papierosów - tak zwane "kiepy" mogą leżeć wszędzie. Pomijam mentalność i wychowanie osób, które nie wahają się zgasić papierosa w szklance czy w doniczce, ale zbieranie kiepów na przykład z wanny czy też kuwety dla kota jest zdecydowaną przesadą. Kiepy można też nader często zdarzyć w miskach z rzygowinami.</p>
<p>Rzygowiny - są na każdej porządnej imprezie. Zawsze ktoś przesadzi z alkoholem i malowniczo udekoruje mieszkanie gospodarza barwnymi wymiocinami, które najczęściej opryskają ściany i meble. Czasami jednak wymiotujący mają przytomność umysłu, która każe im zwymiotować albo przez balkon, albo do toalety, czego skutkiem jest albo rzygi na kwiatkach sąsiadów z dołu lub zapchany kibel. Rzadko się zdarza by ludzie rzygali na siebie, zwykle do takich stanów się ludzie nie doprowadzają.</p>
<p>Stosy zapaskudzonych naczyń - wszystkie z nich lepią się, kleją, śmierdzą i wyglądają paskudnie, jakby to zgraja dzikich, plujących, śmierdzących zwierząt z nich się pożywiała. Mycie ich przypomina zabawę "kto dłużej powstrzyma się od bełta?", jednak satysfakcja, gdy się patrzy na stosy umytych naczyń, zaprawdę jest ogromna.</p>
<p>Wypalony dywan/podłoga - jeśli z podłogą rzecz jest łatwa, bo można to zeskrobać nożem, to sprawa z dywanem jest zdecydowanie trudniejsza. Niekiedy trzeba się uciekać do środków takich jak przycinanie dywanu. Dywan po wielu imprezach może prezentować się niezbyt dobrze i nieco śmierdzieć.</p>
<p>Ludzie skaczący z balkonów - Jeśli na imprezie jest wyjście na balkon, istnieje prawdopodobieństwo wprost proporcjonalne do liczby wypitej wódki, że ktoś będzie chciał z niego skoczyć. Osoby takie zwykle mają percepcję zmniejszoną do zera i wydaje im się, że to bardzo bezpieczna zabawa. Istnieją przypadki, które mogą skakać z balkonów po kilkanaście razy i nic im się nie stanie. Zauważono, że po skoku zwykle idą się wysikać na puszki leżące pod balkonem(tak, to jest nawiązanie do głównego tematu, po prostu czułem się w obowiązku wspomnieć o jednym z moich bardzo dobrych znajomych, pozdrowienia Koon ;) )</p>
<p>Wielkie śmierdzące worki ze śmieciami - w nich są pozostałości po aktywności alkoholowej uczestników imprezy, zwykle jest w nich wiele puszek, bardzo wiele(nieraz potłuczonych) butelek po wódce i opakowania po sokach, zwykle dobrych do przepijania(polecam Kaktusa). Kiepy, które jakimś cudem znalazły się w popielniczkach, dopełniają swoim cudownym zapachem aromatu wódki, kiepów, soku i wszelakich nieczystości, które znalazły się w workach.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ciąg dalszy życia towarzyskiego.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/?p=111</link>
<pubDate>Thu, 21 Feb 2008 14:57:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2008/02/21/ciag-dalszy-zycia-towarzyskiego/</guid>
<description><![CDATA[    Życie towarzyskie jest fajne, jest miłe, jest przyjemne, bogate we wszelkie doświadczenia,]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>    Życie towarzyskie jest fajne, jest miłe, jest przyjemne, bogate we wszelkie doświadczenia, które odbiera się tak albo inaczej, jednak czasami nadchodzi okres, dzień, który musi być przerwą, wyciszeniem się od innych ludzi, obejrzeniem filmu wieczorem, popisaniem czegoś, poczytaniem książki, poobmyślaniem planów zdobycia świata i tak dalej.</p>
<p>Bo spotykanie się ze znajomymi jest cholernie męczące. Trudno być zawsze dostępnym i chętnym do picia czy palenia, nie można też zawsze wykręcić się z domowych obowiązków, których nijak da się znieść i wtedy też nadchodzi przerwa. Nadchodzi długie spanie, niewłóczenie się po nocach po mieście, nie budzenie się spalonym, ani z kacem, nie budzeniu się nie wiadomo z kim i nie wiadomo gdzie, nie wymiotowanie do misek i nie przychodzenie na urodziny siostry upierdzielonym jak dzika świnia. Nadchodzą normalne posiłki, prawdziwe obiad, a nie tylko kawa i papierosy. No cóż, przerwa zawsze musi być. Ten wielki szał na zabawę musi zostać wyhamowany.</p>
<p>I dziś jest pierwszy dzień wyhamowywania. Jutro będzie ostre położenie nogi na gaz i do przodu.</p>
<p><i><b> Jedna flaszka, druga flaszka i tez trzecia, kurde bele, leci<br />
Dom stoi zupełnie pusty nocą kurza sie dookoła rupiecie<br />
Wracamy chwiejnym krokiem po okrążeniu nad ranem<br />
Po schodach na piechotę raczej rady nie damy</b></i></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Życie towarzyskie.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/2008/02/20/zycie-towarzyskie/</link>
<pubDate>Wed, 20 Feb 2008 09:43:13 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2008/02/20/zycie-towarzyskie/</guid>
<description><![CDATA[    Z ciekawością i niejakim przerażeniem zauważyłem ostatnio, że zmieniło mi się otoczen]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>    Z ciekawością i niejakim przerażeniem zauważyłem ostatnio, że zmieniło mi się otoczenie, w którym przebywałem. Z spokojnego, stonowanego towarzystwa, które zafascynowane było filmami, literaturą, wielkim ponadczasowym kultem sztuki w każdej postaci na towarzystwo, które traktują z taką samą czułością nie sztukę, a życie towarzyskie.</p>
<p>Ileż to wypiłem litrów wódki w czasie tych dwóch tygodni ferii zimowych? Ile razy chodziłem po mieście, nie kontaktując za bardzo o co chodzi, gdzie jestem, o czym myślę, co jest wokół? Ile razy chodziłem tropem węża, wracając po nocnej imprezie? Ile razy umawiałem się, byłem zapraszany na wódkę czy jakieś picie? No ile? Nie zliczę, cholera.</p>
<p>Ale towarzystwo, chodzi o towarzystwo. Nagle zapęczniało mi od znajomych wszelkiego rodzaju, poznałem kupę ludzi, głównie płytko, ledwie powierzchownie, jednak nie wahałem się nad pomysłem, zrobieniem jak najlepszego wrażenia. Wystarczy jedna impreza, by wkręcić się w życie towarzyskie mojego miasta, zyskać mnóstwo znajomych, umawiać się z ludźmi, do których wcześniej nie miało się dostępu.</p>
<p>Zauważyłem jednak kolejną przypadłość - źle na mnie działa spalenie się - aktywuje mi się rozmyślanie nad życiem, a więc jestem zamyślony, a więc jestem kompletnie nietowarzyski. Inaczej jest po alkoholu, nagle bawię się, nagle jestem szarmancki, nagle rozmawiam, śpiewam, tańczę, chcę pić więcej.  Co z tego, że czasami przypłacam to okazjonalnym rzygiem czy urwanym filmem? Przynajmniej moje wspomnienia są piękne i wyraziste.</p>
<p>No i cóż, dziś też zamierzam rozwijać swoją towarzyskość. Piję kawkę na śniadanie, palę tytoń na śniadanie, jadę do miasta, zakupuje to co najważniejsze i w drogę, panie i panowie, pić zacznijmy!</p>
<p><b><i> A wiec setka wódki i na zdrowie</p>
<p>Witamy w Polsce panowie</p>
<p>Wiec zbierzmy siły i na raz</p>
<p>Ubierać sie już nadszedł czas!</i></b></p>
<p>Dziękuje oficjalnie Kazikowi za nagranie piosenki "Setka Wódki". Prawdziwe jest to, co śpiewasz, stary.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Po co?]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/?p=105</link>
<pubDate>Wed, 20 Feb 2008 09:25:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2008/02/20/po-co/</guid>
<description><![CDATA[No i po co, moja droga, ukradłem słowa z Twych ust?
Zastanawiasz się?
Ja też zastanawiałem się]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>No i po co, moja droga, ukradłem słowa z Twych ust?</p>
<p>Zastanawiasz się?</p>
<p>Ja też zastanawiałem się i doszedłem do wniosku, że to był chwyt, koło ratunkowe, pewnego rodzaju sprawdzenie Twojej osoby, stanu Twojej duszy.</p>
<p>Nie. Odpowiedź mi się nie podobała.</p>
<p>Może dlatego, że była tak smutna, tak przygnębiająco pełna zaniechania, rezygnacji, że aż się płakać chciało. Nie, nie płakałem. Nie płaczę, chyba już nie umiem.</p>
<p>Nadal jednak nie rozumiem, co Ci daje odsunięcie się od wszystkich, z którymi miałaś kontakt. Nadal nie rozumiem dlaczego odsuwasz się ode mnie, choć de facto jedyną moją winą jest moje istnienie. Wiem - przyrzeczenie. Przyrzeczenia można ominąć i to nader łatwo. Ale nie próbujesz. Jesteś zrezygnowana.</p>
<p>Cóż, mogę coś więcej powiedzieć?</p>
<p>Dobra, milczę.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Do przyjaciela.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/2007/12/12/do-przyjaciela/</link>
<pubDate>Wed, 12 Dec 2007 17:32:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2007/12/12/do-przyjaciela/</guid>
<description><![CDATA[  Przyjacielu mój&#8230;
Zdajesz sobie, stary, sprawę jak to wygląda dla innych? Ta nasza chora r]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em>  Przyjacielu mój...</em></p>
<p>Zdajesz sobie, stary, sprawę jak to wygląda dla innych? Ta nasza chora relacja, która jednocześnie jest tak piękna i tak straszna dla innych? Taaak, wiem, że Ty, gdybyś usłyszał dwóch facetów obrażających się bez ustanku, stwierdziłbyś, że to są najlepsi przyjaciele. Też bym tak zrobił. Bo my się zachowujemy tak samo. Musimy wymyślać nowe obelgi, bo stare już są nudne i schematyczne. Musimy wymyślać coraz to nowsze sposoby denerwowania się i tu następuje różnica. Ja doskonale znam rzeczy, które Cię denerwują i je Ci wypominam, Ty również je znasz, ale Ty ich nie wykorzystujesz(no, przynajmniej nie w takim stopniu jak ja), Ty jesteś, stary, w gruncie rzeczy bardzo porządny. Co z tego, że zdarzają Ci się wybryki(niewinne w porównaniu z moimi)? Każdemu się to zdarza. A mi się zdarzają nieustannie, Tobie tylko czasami. Ty jesteś poważny, ja jestem wiecznie śmiejącym się trefnisiem. Ty jesteś mądry, ja jestem w gruncie rzeczy głupi. Ty umiesz znacznie więcej ode mnie, ja czuję więcej od Ciebie. I nie uważam, żeby cokolwiek z tego co wymieniłem, zmieniało to, że kocham Cię, Ty jebany w dupę katamito!</p>
<p>Tak, powiedziałem to. Autentyczne łzy mi poleciały z oczu. Tobie też to chciałem dawno powiedzieć, a też nie mogłem. Stary, nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, jak wielką dla mnie jesteś osobą, jak przez te dziewięć lat stałeś się dla mnie jedną z najważniejszych osób, jeśli nie najważniejszą. Nigdy mi nie pomogłeś. Nigdy mi nie pomogłeś radą czy wyjściem z sytuacji - ja tego zwyczajnie nie akceptowałem. Ale samo poczucie, że jesteś, cholerny dupku, po mojej stronie, było jak pieprzony orgazm, czułem się taki wypiętrzony, taki wielki, że jesteś w jakiś sposób przy mnie. Czułem się wtedy zdolny przezwyciężyć wszystko i wszystkich, każdą trudność, każdy ból, każde rozczarowanie. Chciałbym, żeby to trwało wiecznie, żebyśmy byli przyjaciółmi niezależnie od tego kto kim będzie, kto gdzie będzie mieszkać i tak dalej. Nie chcę, żeby to się zatraciło, rozumiesz? Nie chcę!</p>
<p>Ja tego potrzebuję jak tlenu do oddychania. Dziwiłeś się ostatnio, gdy pisałem, że tęsknię. No bo jak to pisać do faceta, będąc facetem, że się do niego tęskni? Ale ja autentycznie tęskniłem, autentycznie było mi smutno, że nie mogę Cię zobaczyć, posiedzieć w Twoim towarzystwie, ponarzekać, że grasz w tego pieprzonego wiedźmina, przez którego nie mogę Cię dorwać na gg. Ja tego nadal potrzebuję. Chciałbym, nie, wybacz, stary, nie będę mówił czego chciałbym już. Nie do Ciebie. Niech to zostanie gdzieś we mnie. I tak jeden drugiemu czyta myśli, więc jakoś to odgadniesz, wierzę w Ciebie. Nawet nie wiesz jak w Ciebie wierzę, Ty przemądrzały nudziarzu, nawet nie wiesz jak...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Gdy zimno jest, nadchodzi myśli moich test.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/2007/12/10/gdy-zimno-jest-nadchodzi-mysli-moich-test/</link>
<pubDate>Mon, 10 Dec 2007 21:19:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2007/12/10/gdy-zimno-jest-nadchodzi-mysli-moich-test/</guid>
<description><![CDATA[    Tym razem nie będzie wierszowanie. Organizm mój delikatnie wyraża chęć pisania czegoś niek]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>    Tym razem nie będzie wierszowanie. Organizm mój delikatnie wyraża chęć pisania czegoś niekonstruktywnego, ale pisanego prozą, nie wierszem, bowiem wierszem, żebym musiał pisać, musiałbym mieć stan refleksji, a stan refleksji, gdy jest mi zimno(a jest mi zimno), jest zdecydowanie niepożądany. Dlaczego? Ponieważ refleksja powinna rozgrzewać, nieść jakiś żar ukojenia, by potem na nowo odżyć, a temperatura w moim sanktuarium boskości potocznie zwanym pokojem jest o wiele za niska, by się nią delektować i choćby myśleć tylko o refleksji i żarze, który po refleksji zawsze następuję. Można by sądzić, że jeśli refleksja niesie żar, to refleksja rozgrzewa, a skoro rozgrzewa, a w moim sanktuarium jest zimno, to refleksja jest bardzo wskazana, a nawet powinna być wymagana, jednak tak nie jest ponieważ refleksja chyba woli ciepłe, domowe, pielesze łóżkowe niż twarde biurko, twardy fotel, ból w opuszkach palców i inne niewygody, które musi znosić największy autor tych czasów(a przynajmniej obdarzony największą nienawiścią do świata).</p>
<p>Gdzieś tam na górze, chyba to się tytuł zwie, jest napisane, że nadchodzi test moich myśli. Co przez to rozumiem, bo - jak sądzę - sam tekst jest wieloznaczny. Otóż prawdę mówiąc nie wiem o co mi chodzi. Pewnie część mojej jaźni, jakaś nie do końca sprecyzowana, kazała mi to napisać, by potem - wspólnie z Wami, czytelnikami - rozłożyć sam sens tego zdania, czy też tego wyrażenie na czynniki pierwsze, by potem je ponownie złożyć do przysłowiowej kupy, która następnie/z kolei stanie się całością, która zachwyci świat(albo i nie zachwyci, ale w moim egotystycznym mózgu będę czuł spełnienie literackie, a ono nie lubi, ot tak!, pokazywać się na mojej zakręconej we wszystkie strony drodze).</p>
<p>Jako, że samo słowo "myśli" daje dowód(przynajmniej mi, ale przecież tu o mnie chodzi) na to, że myślę, że mam świadomość pewnych rzeczy(oczywiście ukrytych przed Wami, durnymi czytelnikami), które chcą, a jednak nie mogą powołać do życia Refleksji, a jako, że nie mogą powołać jej do życia, to muszą się wyładować w inny sposób - zazwyczaj niezbyt przyjemny dla otoczenia(i wcale nie mówię tutaj o gazach). Ten niezbyt przyjemny sposób dla otoczenia, to oczywiście zdolność przelania wszelkich subtelności i ukrytych prawd na komputer, albo w innych przypadkach, na papier, ale jako, że do papieru mam ponad 1,5 metra, to sięgam po klawiaturę, muzykę i próbuję skupić myśli, by wydać ich owoc, który by Was zaskoczył, zrównał z ziemią i tak dalej, i tak dalej.</p>
<p>Co niestety mam wrażenie, że mi się nie uda, ponieważ mam wrażenie(kolejne, ciekawe jak to wytrzymuje?), że nie robię nic innego ponad pieprzenie bez ładu i składu, które nie za bardzo jest przyjemne do czytania zwłaszcza, że w owym pieprzeniu obrażam kilka ważnych osób, co jednak nie przeszkadza mi w żadnym stopniu w kontynuowaniu mojej mantry nienawiści do świata i osób w nich znajdujących się(mój świat jest światem typowo lokalnym, nie chce mi się rozciągać mojej cudnej nienawiści na większe obszary, dostarczanie rozkoszy większym tłumom, większym zbiorowiskom ludzkim jest dla mnie mierznące). Mantra ma coś na celu - cel ten musi być widziany przez mój umysł jako coś większego, by mógł zaistnieć. Wydaje mi się(subiektywne odczucie, nie wierzyć!), że aby mój umysł pracował na właściwych sobie obrotach musi mieć cel, duży, większy, wielki, większy, ogromny, większy, kolosalny cel do spełnienia, coś kompletnie nierealnego, by porwać się na niezdobyte, by w połowie drogi do niezdobytego zobaczyć, że niezdobyte jest niezdobytym, ale sama wędrówka, sama walka jest cudownym doświadczeniem, a takowe doświadczenia należy pielęgnować, doglądać ich, ciągle prowokować nowe.</p>
<p>No i więc piszę, by pisać, by zdobywać, by testować siłę moich wielkich, nabrzmiałych myśli, które powinny druzgotać światy, a druzgoczą jedynie palce moich przyjaciół, przy użyciu palców moich dłoni, czasami, wakacjami.  I palę, by palić, a w paleniu tym znajdować ukojenie, zabawiać się dymem, tworzyć wersy i wiersze, by rzucać je na pożarcie takim jak Wy - bezlitosnym krytykom. Piszę i czuję mimowolnie, że Refleksja upada, że znowu niezdobyte pozostanie niezdobytym, a ja znowu przerwę w połowie wątku i wrócę znowu do mechanicznych, systematycznych czynności życia, które tak nudzi, a tak interesuje swoimi niesamowitymi wydarzeniami, które są tak zwykłe.</p>
<p>No i uciekam, nadobne panie i nadobni panowie krytycy, uciekam, by żyć i wyrwać się z tego internetowego życia.  Refleksja opuściła mnie, jednak było odwrotnie. Gdy było zimno, trwała. Zrobiło się ciepło, uciekła. Czyli to wszystko to jest jedynie niezrozumiałe kłamstwo, oszustwo ślepych. Poezjo, wróć!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ranek z kawą, papierosami i głośną muzyką.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/2007/12/07/ranek-z-kawa-papierosami-i-glosna-muzyka/</link>
<pubDate>Fri, 07 Dec 2007 11:04:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2007/12/07/ranek-z-kawa-papierosami-i-glosna-muzyka/</guid>
<description><![CDATA[Takie ranki są jednak najlepsze.
Nie musi człowiek wstawać o nieboskiej godzinie(06.15), by jecha]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Takie ranki są jednak najlepsze.</p>
<p>Nie musi człowiek wstawać o nieboskiej godzinie(06.15), by jechać do durnej budy, gdzie uczą durnych rzeczy, ponieważ durni(pozdrawiam maturzystów) ludzie piszą durne rzeczy na durnym próbnym egzaminie(pozdrawiam, samą Maturę, oby żyła wiecznie!). Siedzi sobie człowiek, słucha muzyki, pali papierosa, odpalając od poprzedniego, pije słodko-gorzką kawę, śpiewa cudne pieśni polskich wokalistów, nurza się w tęsknocie za używkami, podejmuje ważkie decyzje, dyskutuje o kaloryferach, które piszczą i deklaruje pomoc chorym psychicznie rysownikom komiksów.</p>
<p>Potem bierze do ręki swoje przeszczepy, służące do rozmaitych czynności i wtedy umieszcza swoje wypociny, wielkie cudne wypociny, śmierdzące rzecz jasna w internecie, gdzie smrodu niestety nie da się odczuć, bo gdyby dało się, to serwisy katolickie by wionęły ohydnym fetorem zakłamania, egocentryzmu, sodomii, pedofilii. Ten blog śmierdzi tylko wielkim zakłamaniem i niechęcią do świata, aha!, jeszcze cynizmem, ale do tego się przyzwyczaliliście.</p>
<p>Co nieco powiem o pogodzie. Otóż pogoda wynika z klimatu. Klimat zależy od szerokości/długości geograficznej, więc mogę sobie jedynie rozważyć strzał w krocze(nie pytajcie z czego), gdy patrzę na ten smutny, szary krajobraz za oknem, które zroszone jest kroplami wody, która bez wątpienia jest całkowicie przesączona dwutlenkiem węgla, tlenkami siarki i innymi paskudztwami, które wytwarza nie tak pobliska elektrownia. Oczywiście nie tylko pogoda, rozmowy, papierosy, kawa, muzyka, pisanie mi zabiera czas, które powinienem o wiele lepiej spożytkować(na przykład, na samogwałt albo zwykły gwałt[tylko na kim?!]), jeszcze istnieje pewna czynność, która pochłania mi cenne sekundy zatrutego alkaloidami życia.</p>
<p>Istnieje na tym żałosnym świecie taka jak gra  jak Ogame. Kto się obraca w środowisku gier internetowych, zapewne wie o co chodzi. Wie też zapewne jak wyglądają gracze w Ogame. To tacy okularnicy, bez życia, bez znajomości, pijący ciągle piwo, klikający na różne linki tekstowe z częstotliwością 20 kliknięć na minutę, żywiący się odpadkami z McDonaldów czy z różnych lokali, gdzie sprzedają pizze, do których kucharze wrzucają stare warzywa, jeszcze starszą wędlinę, jeszcze starsze sosy, które również robią ze śmieci. Spędzają oni całe noce na tym klikaniu, gadaniu z innymi nołlajfami(neologizm - spolszczone "no life", służące jako określenie ludzi nie mających życia towarzyskiego) o statkach, flotach, surowcach, kopalnia deuteru(wtf is deuter, can you tell me?!) i tak dalej i tak dalej. Siedzą oni na Ogame po 20 godzin dziennie, budzą się w nocy, by coś tam zrobić, potem nie idą znowu spać, bo zauważą coś co można rozpieprzyć przy użyciu własnej, hiperekstra zajebistej floty, siedzą do rana, a potem jak trupy, jak zwłoki przed chwileczką wyciągnięte z grobu, wloką się do codziennych zajęć, do pracy, gdzie się z nich śmieją, do szkół, gdzie są pogardzani, do rodzin, które nie rozumieją i nie chcą rozumieć jak dorośli ludzie mogą siedzieć przed blaszanym pudłem i kineskopem, by wysyłać kurwa statki kosmiczne. Tak, tak, ja też w to grałem. Ja też w to gram. Na szczęście(jeszcze!) nie wyglądam tak jak oni.</p>
<p>Odzywa się gdzieś w zakamarkach umysłu głosik(wredny, cholernie wredny) "Do szkoły, patafianie! Do szkoły bierz!".  I następuje tutaj dylemat, przerwany nieoczekiwanie przez czynności fizjologiczne. Dylemat jest następujący - jedna godzina zajęć i czy opłaca się iść, mając i tak zagwarantowane "naganne" na koniec semestru. Dylemat został rozwiązany. Trzeba ruszyć swoje leniwe dupsko i lecieć na okazję, by się czegoś nauczyć, a potem zostać czegoś nauczonym,  a potem męczyć się ze zgrają palantów, którzy chcą ze mną przebywać.</p>
<p>Obejrzałem wczoraj film o niespełnionym scenarzyście i pisarzu, cynicznym skurwielu, który bezbłędnie zanalizował swoje życie i życie swoich kumpli. Bogowie! Gdybym posiadł taki talent do oceniania siebie cały czas, gdybym mógł coraz gorzej siebie oceniać, a jednocześnie normalnie żyć, nie mając poczucia niespełnienia. Nie, żeby on nie miał tego poczucia. On zazdrościł, on cały czas cholernie zazdrościł, a żył, a żył tak jak chciał, z rannymi śniadaniami, z truciem się fajkami, z pierdoleniem nocami( które notabene mu nie wychodziło). Film był w programie telewizyjnym zaklasyfikowany jako "Komedia", ale tu nie było nic śmiesznego, to było tragiczne, tragicznym był los tych nieudaczników, którzy niczego w życiu nie osiągnęli, nic nie mogli zrobić, bo nie mieli w sobie dość MOCY, by coś zrobić, by coś osiągnąć. I żyli w tej beznadziei. Dlatego ja piszę. Coś robię. Z czymś się dzielę. Dzięki internetowi i temu tworowi znanemu powszechnie(albo i nie powszechnie, a kameralnie) jako anomandaris.wordpress.com</p>
<p>No cóż. Trzeba kończyć, ubrać się, zapalić, wykonać zestaw niezbędnych czynności, by wyjść z domu i znowu się pieprzyć z tą żałosną egzystencją.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Cześć, gdzie uciekasz?]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/2007/12/02/czesc-gdzie-uciekasz/</link>
<pubDate>Sun, 02 Dec 2007 17:01:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2007/12/02/czesc-gdzie-uciekasz/</guid>
<description><![CDATA[    Cześć.
Powiesz mi gdzie chcesz uciec ode mnie? W którą jaźń, w które życie? Mógłbym Ci]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>    Cześć.</p>
<p>Powiesz mi gdzie chcesz uciec ode mnie? W którą jaźń, w które życie? Mógłbym Cię wtedy znaleźć, moja droga. Mógłbym znowu ukoić Cię do snu, moja droga. Na pewno nie chcesz? Jesteś pewna? No to tylko porozmawiajmy, dobrze? Dziękuję.</p>
<p>Oczywiście, że szczerze dziękowałem. Zawsze szczerze dziękuje, nawet jeśli nie uważam tego co zrobiłaś, powiedziałaś, za warte podziękowań. Ale tutaj akurat, w tej sytuacji, uważam, że Twoja chęć do rozmowy jest godna moich podziękowań. Zadowolona? No to idziemy dalej.</p>
<p>Czemu nie chcesz mi powiedzieć przed czym chcesz się ukryć, przed czym uciec? Bo mogłoby mi to sprawić ból? Ha! Mało mnie znasz, moja droga. Mi nie jest w stanie nic sprawić bólu, wyłączając kilknaście dni w roku, podczas których się załamuje i zdobywam nową determinację by działać. Jak działać? Działać w sensie mieć siłę, by żyć pełnią życia. Wtedy też zwykle przez moją głowę przebiegają setki myśli, refleksji, postanowień zmienienia swojego życia, z których i tak - oczywiście - nic nie wychodzi, bo powraca znany schemat działania i życia, a wtedy wszystko szlag trafia. Tak, wiem, jestem słaby. I silny, na przemian.</p>
<p>Ukrywam słabość pod siłą. To normalne przecież. Ty też tak robisz. Próbujesz zwodzić, mamić innych zachowaniem, które jest tylko otoczką, postawą dla innych, a głębiej myślisz co innego, czujesz się inaczej. I nic w tym dziwnego, tyle, że czasami mamy taki czas, że zwyczajnie powołanie do życia tej tarczy ochronnej, postawy, otoczki składającej się z pokazywanych ludziom emocji, zachowań, jest zbyt trudne i stajemy się nadwrażliwi na wszelkie emocjonalne ciosy, słowem krótkim załamujemy się. Ty się nie załamujesz? Kryjesz to? Ciekawi mnie, jak? Dobrze, nie wnikam.</p>
<p>Ładna noc, prawda? Lubisz noc. Jest taka cicha i ciepła, pomijając listopadowe, które niosą tylko ból, stratę i zastępowanie tego co ważne tym co przyjemne. Wtedy się boimy najbardziej? Czego się boimy, pytasz mnie? Przecież doskonale o tym wiesz. Niepewności, moja droga. Niepewności się boimy. Złudzeń, ułud, iluzji. Tego się boimy, bo jakoś tak listopad nie lubi pewności i nie chce jej dopuszczać do naszych umysłów, prawda? Kiwnięcie głową, dziękuje. Też się boisz? Wracając z zajęć, siedząc w mieszkaniu, pijąc kawę, myśląc, pisząc, wspominając, ciągle się boisz. Ja też, ja mam tak samo, moja droga. Nie przejmuj się, to nic nie znaczy, a przynajmniej nie chce, żeby to cokolwiek znaczyło. A Ty chcesz? Milczysz. Niepewność znowu. Torturujesz mnie, moja droga, nie masz litości dla mojej niepewności, nawet z niej zaczynam rymować, bogowie...</p>
<p>I znowu się musimy rozstać, prawda? Za krótko, za szybko. To jest taki nasz mały sekrecik, nasza mała tajemnica, że ciągle jesteśmy nienasyceni i nienasycenia nie możemy wyprawić w podróż międzyplanetarną. Bredzę, wiem. Wiesz, tak zawsze było, gdy wracałaś, albo ja wracałem. Cóż, to był pewien raj, to była pewna Arkadia dla naszych serc, która niestety minęła. Powrotnie czy bezpowrotnie? Odpowiesz mi? Nie odchodź... Nie tak szybko... Tylko odpowiedz...</p>
<p>Proszę, odpowiedz...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zadowolenie z własnej osoby.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/2007/11/25/zadowolenie-z-wlasnej-osoby/</link>
<pubDate>Sun, 25 Nov 2007 21:47:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2007/11/25/zadowolenie-z-wlasnej-osoby/</guid>
<description><![CDATA[    Jak wyżej napisałem, to coś, co zaraz napisze, będzie traktowało o tym, że wspaniale się ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>    Jak wyżej napisałem, to coś, co zaraz napisze, będzie traktowało o tym, że wspaniale się czułem, mogąc w niejaki sposób wyładować swoją wściekłość na internautach, do których mam szacunek pomieszany ze wzgardą.</p>
<p>Jestem całkowicie zadowolony z siebie, bowiem piszę i odwlekam cały czas naukę, które powinienem się poświęcić, by być dobrym i porządnym obywatelem. Łamanie wszelkich zasad, praw, reguł dostarcza mi przyjemności, którą mogę tylko porównać z widokiem ścierw różnych stworzeń i widokiem zapierdzielonych kompletnie łysych idiotów, którzy rozwalali szklanki w pubie, w którym pracuje. O tak!, to wspaniałe uczucie. Patrzenie na to wszystko i myślenie, że jest się cholernie od nich mądrzejszym, co sprawia, że zadowolenie wybucha gdzieś w klatce piersiowej i siedzi zawzięcie w umyśle, gotowe dać w pysk każdemu, kto chciałby je stamtąd wygonić.</p>
<p>Czuję również zadowolenie z mojego myślenia, które uzewnętrzniane w rozmowach przez popularne komunikatory internetowe bądź wpisy wordpressowe, staje się nieprzyjemne, niemiłe, godne pogardy dla mnie, ale też godne litości nad moją samochwalczą pseudointeligencją, którą wykorzystuje, by (nierzadko, ale też nieczęsto) pouczać, którzy tylko w moich oczach są maluczkimi. Tak, jestem skończonym ignorantem, który zawzięcie walczy z egoistą, siedzącym w moim mózgu. Na dodatek jestem arogancki, co w zasadzie żadnej z moich wielu osobowości nie przeszkadza, a wręcz pomaga wygłaszać im wypowiedzi, które bulwersują, gorszą, równają z ziemią - oczywiście tylko w moim mniemaniu, które tak wysokie jak jakieś Czomolugmy czy inne K2(erudycja! albo jak Mauna Kea!)</p>
<p>Czuję nieco mniejsze zadowolenie, bo nie mam możliwości komuś chamsko nawrzucać, by wyładować moją frustrację, wynikającą z nieobecności osób, którym mogę chamsko nawrzucać, co stanowi kompletny bełkot i zamykające się błędnie koło, wokół którego mógłbym spokojnie biegać, jako żem Maciej. Ostatecznie zostaje mi chwalenie się swoją zajebistą osobą, przed którą drży Wszechświat, przed internetowo-komunikatorowymi botami(GG BOT i Infobot), które oczywiście odpowiedzą mi w stylu:</p>
<p>"Anomandaris: (22:45)<br />
Jestem zajebisty!<br />
Infobot: (22:45)<br />
Nie."</p>
<p>O cholera! Tego się nie spodziewałem. Z wrażenia idę utopić biedne małe kotki, które właśnie narodziły się pod moim skromnym dachem.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wściekłość?]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/2007/11/25/wscieklosc/</link>
<pubDate>Sun, 25 Nov 2007 21:35:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2007/11/25/wscieklosc/</guid>
<description><![CDATA[    Wściekłość jest uczuciem krańcowo negatywnym, powodującym że człowiek ma ochotę pieprzn]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>    Wściekłość jest uczuciem krańcowo negatywnym, powodującym że człowiek ma ochotę pieprznąć kogoś prosto w pysk, potem go skopać(najlepiej glanami), potem na niego napluć i ubliżać jego zwłokom.<br />
Wściekłość jest uczuciem oczyszczającym duszę.</p>
<p>Wściekłość męczy, a więc pozwala szybko zasnąć i zapomnieć o samym uczuciu i wydarzeniach, które owe uczucie spowodowały.</p>
<p>Wściekłość daję nadnaturalną praktycznie siłę, którą można wykorzystać do wielu przydatnych czynności, jak na przykład rąbanie drewna, bieganie, zapasy czy też mordobicie.</p>
<p>Wściekłość jest uczuciem, które istnieje w naszym życiu od najmłodszych lat, gdy starsi, więksi, głupsi koledzy zabierają nam zabawki, po sytuacje, w których nasz pracodawca zawraca nam dupę bez powodu i łaja nas za coś, czego nigdy nie zrobiliśmy.</p>
<p>Wściekłości nie wolno w żaden sposób kondensować, próbować jej utrzymać w ryzach. Tylko wściekanie się pozwoli nam osiągnąć spokojny sen i uczucie wewnętrznego spełnienia.</p>
<p>Wściekłości nierzadko nie da się okiełznać, toteż warto nie otaczać się pięknymi drogimi przedmiotami, a przedmiotami, które łatwo czymś zastąpić i które kompletnie nie są nam do niczego potrzebne.</p>
<p>Wściekłość rodzi się zwykle w okolicach podbrzusza dając przyjemne ciepło, które następnie rozlewa się po klatce piersiowej. Gdy zaczyna sięgać ramion, wtedy jest źle i należy się uspokoić albo wyładować tony żółci i żalu do całego świata, które każdy w nas ma.</p>
<p>Wściekłość każe mi pisać te idiotyczne słowa, układające się w zdanie, układające się w pracę, układającą się w wpis, który niedługo zostanie zamieszczony na tej cholernej stronie, która będzie mogła z kolei służyć chmarom idiotów, którzy jeszcze chcą czytać, to co piszę.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[W oczach dziecka matka jest Bogiem.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/2007/11/16/w-oczach-dziecka-matka-jest-bogiem/</link>
<pubDate>Fri, 16 Nov 2007 19:01:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2007/11/16/w-oczach-dziecka-matka-jest-bogiem/</guid>
<description><![CDATA[Może wydawać się dziwne, ale zdanie powyżej usłyszałem na komercyjnym filmie, traktującym o w]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Może wydawać się dziwne, ale zdanie powyżej usłyszałem na komercyjnym filmie, traktującym o wydarzeniach tak nierealnych i idiotycznych miejscami, że aż strach, i od razu wzbudziło ono moją głęboką refleksję nad prawdą tego wypowiedzenia.</p>
<p>Z początku myślałem o nim w kwestii dzieci do wieku góra 13-15 lat, jednak po jakimś czasie zauważyłem, że w oczach każdego dziecka matka jest istotą boską. Skąd się to wzięło, nie mam zielonego pojęcia, jednak - biorąc pod uwagę moje własne odczucia - to stwierdzam, że rzeczywiście matka jest w oczach dziecka Bogiem.</p>
<p>Od najmłodszych lat matka dla dziecka jest istotą wyższą, która zajmuje się nim(zwykle, nie biorę pod uwagę mamusiowatych tatusiów), daję jeść, zmienia pieluszki, zabawia, uczy życia, jest przewodnikiem po świecie, do którego dziecko ma zaufanie zawsze i wszędzie, jest ostoją bezpieczeństwa w nieprzyjemnym świecie, jest przystanią, do której zawsze można wrócić. Potem - w wieku dojrzewania - rola matki się zmniejsza, dziecko zyskuje jakąś tam(mniejszą czy większą) samodzielność i uważa zainteresowanie matki za denerwujące, uważa troskę matki za coś wybitnie niepasującego do młodego człowieka, czyli krócej mówiąc, dziecko przeżywa falę buntu przeciwko rodzicielstwu. Wtedy boskość matki upada, młody człowiek zaczyna rozumieć, że matka to człowiek i że też może się mylić, nierzadko nie akceptuje doświadczenia rodzicielki, która chce wyłącznie pomóc. Jednak wtedy też młody człowiek przeżywa zwykle kryzys wiary, wpojonej często w dziecinnych lat, więc jego wyobrażenia o Bogu również się zmieniają.  Czy możemy jednak porównać stosunek do Boga i stosunek do matki?</p>
<p>Oprę się tutaj na własnej opinii.</p>
<p>Od najmłodszych lat miałem z moją szanowną rodzicielką znakomity kontakt, pewnie z racji tego, że była ona dla mnie JEDYNĄ osobą, oferującą mi bezpieczeństwo, miłość i plejadę innych uczuć, które zawsze wynikają z takiej relacji między dzieckiem, a matką. Wtedy też był okres, w którym byłem dzieckiem wyjątkowo wierzącym, lubiłem kościółki, śpiewy staruszek, zawodzenia organisty i rozmowy księdza z dziećmi. Potem nastał czas dojrzewania - ale jeszcze przed nim upadł wizerunek Boga, którego trzeba czcić, nastał czas, w którym Bóg zajmował jedne z dalekich miejsc na liście priorytetów życiowych - w którym stosunek do mojej szanownej rodzicielki i Boga był zadziwiająco podobny.</p>
<p>Boga nienawidziłem za jego bierność, matki nienawidziłem za jej bierność w sprawach, które były dla mnie istotne(to zawsze wychodziło, gdy jako dziecko niezbyt umiejące się podporządkować regułom, miałem konflikty z nauczycielami,a gdy matka zawsze stawała po ich stronie). Boga miałem w pogardzie za to, że wszyscy okazywali mu szacunek, matkę miałem w pogardzie, dlatego, że ona wymagała szacunku w podobny sposób jak Bóg. Szacunek ten łatwiej mi było okazać istocie z krwi i kości, więc jeszcze to funkcjonowało. Potem jednak zmieniłem całkowity stosunek do istoty boskiej, Bóg stał się moim wrogiem, który swoimi działaniami, choćby tymi, które można przypisać całkowicie Naturze, niweczył moje plany(pamiętam jak bluźniłem na niego ze znajomym, gdy złapała nas ulewa, a parasola oczywiście nie mieliśmy). Tak stało się też ze stosunkami z matką. Niby wiedziałem, że ona chce dla mnie dobrze, że chce dla mnie jak najlepiej, jednak nie mogłem pogodzić się z tym, że nie jestem panem własnego losu, że ktoś za mnie decyduje i obrazowo mówiąc, stawiałem się każdej jej decyzji, każdej jej opinii, którą wygłosiła. Wszystko, co wychodziło bezpośrednio od niej nie lubiłem, krytykowałem, starałem się robić jej na złość, tylko w imię tego, że ona jest nade mną(analogicznie jak Bóg) . Oczywiście moje zachowanie skutkowało wielokrotnymi kłótniami, które uświadamiały mnie raz po raz, że jednak jestem winien szacunku matce. Oczywiście nie chciałem tego zaakceptować, ale z wiekiem, czyli kolejnymi kłótniami i niechęcią do okazywania szacunku, przyszła refleksja, a z refleksją przyszło zrozumienie, że to co robiłem nie jest właściwe, że matka jest istotą wyższą, przed którą czuję nieziemski respekt. I tak po prawdzie zawsze go czułem, czy to zwiewając z zajęć i bojąc się jej reakcji(ośmielę się stwierdzić, że najbardziej bałem się reakcji jej i mojego ojczyma; jej reakcji bałem się ze względu na strach przed konsekwencjami, jego reakcji bałem się ze względu na wyrzuty sumienia, które zawsze czułem, gdy go zawiodłem) czy to świadomie łamiąc jej postanowienia. Chciałem być odbierany i byłem odbierany jako osoba, która opinię matki ma w gdzieś, która jest niezależna i robi co chce, jednak w praktyce wyglądało to tak, że za każdy przejaw niezależności płaciłem w pogorszeniu się relacji z matką. Aż nadszedł czas, gdy oboje staliśmy się dla siebie podporami, bez których nie moglibyśmy istnieć. Ja - jako wyznawca, ona - jako obiekt wiary, znowu jako niewzruszona ostoja bezpieczeństwa i stabilności i wtedy zdarzyło się, że ta ostoja, ten obiekt wiary, potrzebował również oparcia, a znalazł je w wyznawcy, który nagle - zupełnie nieoczekiwanie - zrozumiał, że ona zawsze przy nim była, że jednak naprawdę chce dla wyznawcy jak najlepiej, że próbuje do niego dotrzeć, ale nie wie jak. Daliśmy sobie nawzajem oparcie w trudnych momentach życia i poczułem tym razem jakąś niesamowitą życzliwość do Boga i jego wyznawców(tym razem niemetaforycznie, ale dosłownie), która zapoczątkowała fascynacją, że oni umieją to znaleźć(mówiąc "to" mam na myśli skarb wiary) i żyć z Bogiem w jedności. Poczułem również zmianę relacji między mną, a moją kochaną rodzicielką. Nie były one już czysto dziecięco-rodzicielskie, a były czymś głębszym, bowiem byłem całkowicie pewien, że zawsze jest moją ostatnią deską ratunku, że zawsze stoi po mojej stronie, że jednak ma masę doświadczeń więcej ode mnie i jest rzeczywiście mądra, czego odmawiałem jej przez bardzo długi czas. Chciałem równocześnie znaleźć taki sam stosunek z Bogiem, nie mogłem go jednak dopasować do żadnych systemów religijnych, więc wybrałem uczucia, które najbardziej cenię i przekształciłem je w swoiste prawdy wiary.</p>
<p>Miłość.</p>
<p>Przyjaźń.</p>
<p>Doskonale zdaję sobie sprawę, że moje oczy różnie postrzegały matkę, jednak wyznając całkowicie carpe diem, teraz rozumiem, że relacja, którą udało nam się osiągnąć, jest czymś naprawdę wyjątkowym. Jest w niej pełne zaufanie, jest w niej miłość, jest przyjaźń, nie ma komunikatów, są rozmowy, jest w niej przywiązanie, jest w niej lojalność i pewne zaskoczenie tym, że tak umiemy się nagle porozumieć. Czy to nie mija dojrzewanie czy jest inny powód tej refleksji?</p>
<p>Może zwyczajnie człowiek usłyszy gdzieś tekst, który całkowicie oddaje istotę pewnych rzeczy i wtedy zaczyna się zastanawiać czy to ten tekst mu to uzmysłowił czy to wcześniej już rozumiał, a zwyczajnie nie mógł tego nazwać? Wiem, że w moich oczach matka jest przyjacielem, niewzruszonym bastionem miłości, który będzie trwał nieważne jakie szturmy będą chciały go zdobyć, wiem, że tak samo zacząłem traktować istotę boską, Absolut. Nie jest już on wrogiem, którego trzeba zwalczać, któremu trzeba uwłaczać, a wielkim świetlistoniebieskim( w takiej barwie go sobie wyobrażał) gościem, który skądś na mnie patrzy i zastanawiał się życzliwie, czy uda mi się czy mi się nie uda, czy wykorzystam, co to od niego dostałem, czy nie wykorzystam i będę mógł zaliczyć się do przegranych.</p>
<p>Chciałbym ich nie zawieść. I Absolut i matkę. Chciałbym, żeby byli ze mnie dumni. Oby się udało.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wieki temu...]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/2007/11/14/wieki-temu/</link>
<pubDate>Wed, 14 Nov 2007 19:05:29 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2007/11/14/wieki-temu/</guid>
<description><![CDATA[            Wieki temu, gdzieś na odległych rubieżach, istniałaś i trwałaś w swej ni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">            Wieki temu, gdzieś na odległych rubieżach, istniałaś i trwałaś w swej nieskończoności uczuć.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, gdzieś pośród łąk emocji, pośród wodospadów kompromisów i pól głupotek, trwałaś w zaspokojeniu nędznością substytutów.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, gdzieś między czytanymi wierszami, biegałem ja i trwałem w Tobie, nie wiedząc o tym, nie będąc świadomym Twojego istnienia.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, gdzieś między cisami naszych myśli, trwałem ja, zadłużony u wszystkich i niespłacalny u każdego.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, gdzieś gdzie było nas więcej, niż gdziekolwiek indziej, pisaliśmy do siebie dymem na kartkach zakratowanego papieru.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, gdzieś w mrokach historii, która dzieliła nas i łączyła nas, szukaliśmy jej i nie znaleźć nie mogliśmy.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, gdzieś w zadymionych pokojach, gdzie miłość kwitła i rozpalała, dałaś mi namiastkę szczęścia, której nieostrożnie pozwoliłem się zgubić.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, gdy jeszcze byłaś, a nie bywałaś w myślach, modliłem się o wieczność, której dostąpić nie było mi dane.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, gdy nurzałem palce w wodzie Twych włosów, nurkowałem w jeziorach cudowności Twych oczu.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, gdy było My, a nie ja i ja, kręcił się po ulicach taki dystans do wszystkiego, co mogło nam zaszkodzić.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, gdy jeszcze trwało, gdy jeszcze milczało, choć chciało krzyczeć, emocje opadać zaczęły na dno, czekając na wydarzenia.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, gdy wieków było mało i wieki były marzeniami, rozumiałem to w istocie wszystkiego, co ze sobą niosłaś.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, gdy grałaś ze mną w tą grę, nie rozumiałem sensu pragnień o nicości we dwoje.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, gdy kąpaliśmy się w otchłani planów, patrzyłem i widziałem je realniej niż rzeczywistości sprawy.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, które pozwoliły zrozumieć i mieć pewność, bywałaś złudą i iluzją, spełniającą się tylko w snach.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, które oddzieliły i związały, oddzieliliśmy się murem okropnych pragnień bycia.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, które zmieniły tak wiele i tak wiele pozostawiły do życzenia, niedoświadczeniem zaskakiwałem, fascynację rozbudzałem.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, kiedy czas, nasz wspólny czas trwał i miał trwać, pomimo niedogodności sumienia.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, kiedy po raz pierwszy patrzyłem i widziałem, przytłoczył mnie ciężar odpowiedzialności.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, kiedy mówiłem, a nie słuchałem, miałem nadzieję, że zakończy się to inaczej.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, kiedy oszukiwałem pragnienia, nie byłem zdolny myśleć, że kres kiedykolwiek nadchodzi.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Wieki temu, kiedy Cię kochałem, minęły bezpowrotnie.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
