<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>bieganie &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/bieganie/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "bieganie"</description>
	<pubDate>Tue, 13 May 2008 15:34:21 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Co widać w lustrze]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=158</link>
<pubDate>Sun, 11 May 2008 20:32:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=158</guid>
<description><![CDATA[
Dzisiejsze bieganie było z gatunku z tych, które maksymalnie pompują motywację i które sprawia]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/losiowe_banner_2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-156" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/losiowe_banner_2.jpg" alt="" width="500" height="225" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Dzisiejsze bieganie było z gatunku z tych, które maksymalnie pompują motywację i które sprawiają, że natychmiast po powrocie do domu myśli się o kolejnym wyjściu. Dobrze zrobiłam, że zmobilizowałam się do wyprawy na Łosiowe Błota, bo już-już kombinowałam, którędy poprowadzić dziś trasę w wersji miejskiej. Ale gdy przypomniałam sobie, jak uprażyłam się wczoraj niby popcorn biegnąc po nasłonecznionych betonowych i asfaltowych chodnikach, to natychmiast ochota na miasto odeszła precz, złapałam więc kluczyki do samochodu, środek przeciwkomarzy w łapę i w drogę do lasu.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">I dobrze zrobiłam! W lesie było wspaniale: niesamowicie rześki chłód poranka w cieniu drzew. Jak napój miętowo-jabłkowy z kostkami lodu. W sobotę wieczorem dość mocno padało, więc las był napojony deszczem, błyszczący, pachnący, orzeźwiający, a miejscami - w promieniach słońca - unosiły się delikatne opary mgły. Byłam lekko ubrana - koszulka bez rękawów - powietrze wspaniale mnie chłodziło. Tętno cały czas niskie, poniżej 150 ud/min, w drugiej części biegu lekko wzrosło do 155 ud/min, ale biegło mi się cały czas bardzo komfortowo, lekko i przyjemnie, nawet wówczas gdy podkręcałam tempo. Po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna czułam tę niesamowitą, fizyczną wręcz przyjemność z biegu, który nie męczy, nie degeneruje, a który z każdym wykonanym krokiem mocniej ładuje akumulatory. Tak biegało mi się w szczytowym okresie formy, latem 2004: wtedy bieganie nie było wysiłkiem - było ekspresją radości i dobrego samopoczucia.  </p>
<p style="text-align:justify;">Z dobrych wiadomości jest jeszcze taka, że chyba odrobinę ubyło mi w talii. Na wagę wprawdzie nie wchodziłam, w ubraniach również nie czuję oczekiwanego luzu, ale lustro pokazuje - a nie jest to zaczarowane lusterko Złej Królowej - że chyba jestem w talii nieco węższa. Zresztą: co tam centymetry, najważniejszy jest dobry nastrój i chęć do biegania. A jeśli ma to doprowadzić nas do lepszej sylwetki - tym lepiej. A zatem: chudnijmy na wiosnę!</p>
<p style="text-align:justify;">P.S. Zdjęcie na górze to dzisiejsze Łosiowe o godzinie 7:15.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zapach lata w powietrzu]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=153</link>
<pubDate>Sat, 10 May 2008 19:44:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=153</guid>
<description><![CDATA[
Zaczyna robić się gorąco. Do lata coraz bliżej. Wybiegłam dzisiaj z domu za kwadrans siódma i]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/autoportret_blog.jpg"></a><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/zboze_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-148" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/zboze_banner.jpg" alt="" width="500" height="249" /></a><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/dookola-ulrychowa-2008-05-10.jpg"></a></p>
<p style="text-align:justify;">Zaczyna robić się gorąco. Do lata coraz bliżej. Wybiegłam dzisiaj z domu za kwadrans siódma i mimo, że w cieniu było tylko około 10 stopni, to słońce stało wysoko i nieźle już przygrzewało, przez co chwilami było mi gorąco. No i odwodniłam się. Opróżniliśmy wczoraj wieczorem z Piotrem butelkę czerwonego wina, a potem już nie zdążyłam uzupełnić ubytków wody w organizmie mineralką, więc podczas biegu natychmiast poczułam, że chce mi się pić i taka wyszuszona na wiór i tęskniąca za wiadrem zimnej wody zrobiłam 12 km. Czas na zaopatrzenie się w małą, poręczną buteleczkę wody mineralnej Vittel. Czemu Vittel? Ta firma produkuje wodę w butelkach o pojemności 0.33 l, co jest wedlug mnie idealną pojemnością na bieg o długości 10-15 km. Jak się posiada taką małą zgrabną buteleczkę, to można ją uzupełniać na każdy bieg wodą mineralną dowolnej marki, niekoniecznie płacąc za każdym razem za Vittela 0.3 l ponad trzy złote :)</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Trochę dzisiaj zmodyfikowałam trasę robiąc jeden skok w bok w ulicę pod wezwaniem Jana Kazimierza, którą do tej pory znałam wyłącznie z samochodu, i zawsze intrygował mnie jej mega-industrializm i brzydota. Na tej ulicy są tylko jakieś stare zakłady i upadające fabryki, ale ostatnio kolonizowana jest przez deweloperów, ktorzy budują przy niej osiedle na kilkanaście tysięcy mieszkań. Nie mam pojęcia, jak ludzie tam będą mieszkać, bo okolica jest całkowicie pozbawiona infrastruktury typu małe sklepy, apteki, przedszkola etc. No i dojazd też nie jet rewelacyjny, więc będą się tworzyć korki przy wyjeździe na Połczyńską, Wolską i Ordona. Z perspektywy biegacza ulica nie prezentuje moim zdaniem żadnej wartości: jest mocno nasłoneczniona, zapylona, zakurzona i jeżdżą po niej wywrotki wyładowane ziemią. Mało sympatyczne towarzystwo. Dobiegłam więc do połowy jej długości i wróciłam na Wolską, na mój tradycyjny szlak. Obiegłam również cały park Szymańskiego, co było zdecydowanie bardziej przyjemne, bo park tonie w soczystej zieleni i jest w nim naprawdę pięknie. Musiałam się na chwilę zatrzymać, bo już byłam całkiem zagotowana. Mały autoportret poniżej.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/autoportret_blog.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-150" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/autoportret_blog.jpg" alt="" width="250" height="267" /></a>Z parku już prosto do domu, przez Ulrychów. Czas: 1 godz. 10 min. Całkiem przyzwoicie. Jutro pojadę chyba na Łosiowe Błota. A może nie - zobaczymy, o której wstanę.</p>
<p style="text-align:justify;"> </p>
<p style="text-align:justify;"> </p>
<p style="text-align:justify;"> </p>
<p style="text-align:justify;"> </p>
<p style="text-align:justify;"> </p>
<p style="text-align:justify;"> </p>
<p style="text-align:justify;"> </p>
<p style="text-align:justify;">No i jeszcze moja dzisiejsza trasa (proszę kliknąć - pokaże się w powiększeniu):</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/dookola-ulrychowa-2008-05-10.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-152" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/dookola-ulrychowa-2008-05-10.jpg?w=106" alt="" width="106" height="96" /></a></p>
<p style="text-align:justify;"> </p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wiosenna kolekcja Nike]]></title>
<link>http://fitness2007.wordpress.com/?p=14</link>
<pubDate>Fri, 09 May 2008 19:16:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>fitness2007</dc:creator>
<guid>http://fitness2007.wordpress.com/?p=14</guid>
<description><![CDATA[Cała kolekcja składa się z sześciu linii: Cardio, Dance, Running, Swim, Yoga i Sport Culture. Ws]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Cała <a href="http://www.stylistka.pl/moda/kolekcje"><strong>kolekcja </strong></a>składa się z sześciu linii: Cardio, Dance, Running, Swim, Yoga i Sport Culture. Wszystkie ubrania powstały z zaawansowanych technologicznie, przyjemnych w dotyku i ekologicznych materiałów.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Puchar Maratonu Warszawskiego]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=144</link>
<pubDate>Fri, 09 May 2008 08:27:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=144</guid>
<description><![CDATA[
Dostałam rano maila - newsletter - od Fundacji Maratonu Warszawskiego z informacją, że w najbli]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/05/warszawa_banner1.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-147" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/warszawa_banner1.jpg" alt="" width="500" height="141" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Dostałam rano maila - newsletter - od Fundacji Maratonu Warszawskiego z informacją, że w najbliższą sobotę, 10 maja, rusza cykl imprez biegowych pod wspólnym tytułem Puchar Maratonu Warszawskiego.</p>
<div><em>Rozpoczynamy przygotowania do jubileuszowej, trzydziestej edycji Flora Maratonu Warszawskiego. Już w najbliższą sobotę, 10 maja, pierwszy bieg o Puchar Maratonu. Dystans - 5 km, miejsce - Park Skaryszewski w Warszawie, start - godz. 11.00. Zapraszamy wszystkich, którzy chcą przygotować ooptymalną formę na wrześniowy maraton!</em></div>
<div><em><!--more--></em></div>
<p style="text-align:justify;"><em>Puchar Maratonu to cykl 5 biegów (5, 10, 15, 20 i 25 km) rozgrywanych w odstępach czterotygodniowych w sobotę. Osoby spragnione rywalizacji walczą w kategoriach wiekowych, a ci, którzy chcą wykorzystać te biegi jako element treningu - stopniowo wydłużają dystans by 28 września spotkać się na maratonie! </em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Trenuj z nami! 10 maja, godz. 11.00, Park Skaryszewski. Wpisowe wynosi 10 zł. Zawodnicy otrzymują napoje, słodycze, biorą też udział w losowaniu wielu upominków.</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Szczegółowy regulamin Pucharu Maratonu na stronie </em><a href="http://inthecat.wordpress.com/wp-admin/www.maratonwarszawski.com"><em>www.maratonwarszawski.com</em></a><em>.</em></p>
<p style="text-align:justify;">Przejrzałam na szybko kalendarz. Poszczególne biegi rozgrywane będą w następujących terminach:</p>
<ul style="text-align:justify;">
<li>10 maja - 5 km</li>
<li>7 czerwca - 10 km</li>
<li>5 lipca - 15 km</li>
<li>3 sierpnia - 20 km</li>
<li>30 sierpnia - 25 km</li>
</ul>
<p style="text-align:justify;">Wygląda to obiecująco. Nie we wszystkich biegach będę mogła wziąć udział, ale na 15 km i na 25 km mogłabym wystartować. Na pewno byłby to element treningu dodatkowo mobilizujący do utrzymania systematyczności. Poza tym taka impreza pozwala utrzymać koncentrację na celu, którym jest w moim przypadku start we wrześniowym Maratonie Warszawskim. Jeżeli uda mi się w nim pobiec (i ukonczyć!) to wobec tych wszystkich spraw, które się dzieją, będzie to naprawdę mistrzostwo świata. A biegi w ramach Pucharu MW wpisuję sobie już do kalendarza i do dziennika treningowego - żeby tam były i kłuły w oczy.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ależeś się wystroiła]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=142</link>
<pubDate>Thu, 08 May 2008 20:40:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=142</guid>
<description><![CDATA[



Co to się z nami porobiło. Dawniej wciągało się na grzbiet byle bądź bawełnianą koszuli]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/05/buty_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-143" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/buty_banner.jpg" alt="" width="500" height="229" /></a></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Co to się z nami porobiło. Dawniej wciągało się na grzbiet byle bądź bawełnianą koszulinę, kończyny dolne okrywało się tak zwanym dresem, na nogi tenisówki, klucz od domu do kieszeni, i w drogę. A teraz cuda wianki, korowody przed bieganiem takie jak przed wyruszeniem na wojenną misję. Postęp - w świecie biegowym galopujący w równie zawrotnym tempie, jak w pozostałych dziedzinach życia - dotyka nie tylko kwestii mody, ale również, a może przede wszystkim zagadnień technologicznych. Biegamy poowijani w kable i czujniki niby cyborgi. Przyznajmy się do tego głośno: jesteśmy gadżeciarzami. Samo bieganie w stanie - rzec by można - czystym, nie rajcuje nas już tak mocno jak dawniej, dlatego też staramy się ubarwić je i urozmaicić poprzez różnorakie dodatki. Te dodatki mogą być natury materialnej lub ideologicznej (<em>biegnę w imię czegoś, przeciwko czemuś, biegnę dookoła świata, przez siedem kontynentów</em> - wachlarz możliwości jest tutaj bardzo szeroki).</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><!--more--></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Skupmy się na dodatkach materialnych.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Buty. Buty biegowe to już odrębna gałąź nauki i cały wielki przemysł. Każdy producent ma kilka-naście-dziesiąt modeli w ofercie, każdy z modeli wyposażony jest w rozmaite systemy amortyzacji, stabilizacji, żele, gąbki, poduszki i co tam jeszcze. Bieganie w takich butach jest oczywiście szalenie wygodne i bezpieczne, bo przecież w toku ewolucji zatraciliśmy zdolność poruszania się biegiem na bosaka i trudno wyobrazić sobie, abyśmy trzaskali gołymi piętami o betonowe chodniki. Wmówiono nam jednak, że każdy biegowy but ma swoją wytrzymałość, więc ogólnie stosowana reguła stanowi, że po około 1200 km przebiegu buty należy wymienić. Ja sama święcie w to wierzę i dlatego skrupulatnie notuję każdy kilometr wszystkich moich par butów, a gdy przebiegi dojdą do pułapu 1200-1300 km, to stawiam wysłużone obuwie na murku w śmietniku.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Ubrania. Jeszcze niecałą dekadę temu królowała bawełna - inne opcje nie były wówczas znane. Ale już około roku 2003, kiedy raz zdarzyło mi się przyjść na trening w mojej starej, spranej, ale ukochanej koszulce na ramiączka, to towarzystwo wyśmiało mnie: <em>Ależeś się wystroiła</em>. A to była tylko moja ulubiona błękitna koszulka z dobrej gatunkowo bawełny, wprawdzie dosyć niewyględna, ale niosąca w swych bawełnianych włóknach sporo wspomnień. Wydrwiona podczas biegania, koszulka przeznaczona została na ubranie robocze do wykorzystania podczas remontu, a ja ostatecznie wbiłam się w coolmaxy i dry-fity.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Dziś każdy przyzwoity biegacz czuje się w obowiązku uzupełniania swej biegowej szafy co sezon a to o nowe gacie z lycry, a to o którąśtamdziesiątą koszulkę, a to o nowe lanserskie nakrycie głowy. Każdy chce wyglądać seksi w obcisłym ubranku, a powiewające luźno koszulki i bezkształtne dresy są uważane od dawna za mocno <em>démodé</em>.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Gadżetami z pogranicza mody i technologii są najrozmaitsze torebki biodrowe, plecaki z camelbagiem, pasy na bidony, torebki, torebusie, opaski na rękę (w podziale na te do odtwarzaczy empeczy i te na komórki), frotki, opaski odblaskowe, lampki czołowe przydatne podczas zimowego biegania po ciemku. Torebki biodrowe, niezwykle przydatne w każdego rodzaju bieganiu, pozwalają zabrać ze sobą na trening tony bagażu.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Płynnie przejdźmy do elektroniki. Postępująca miniaturyzacja sprzętu na szczęście ratuje nas przed dźwiganiem telefonów komórkowych o wielkości i ciężarze cegły klinkierowej, lub tranzystorowego radia jeżeli chcemy posłuchać muzyki, ma jednak ten zasadniczy minus, że umożliwia zabranie ze sobą na bieg kilku urządzeń jednocześnie, co wychodzi w zasadzie na to samo co dźwiganie cegieł. Jeżeli dodamy do tego ciężkie uzależnienie od słuchania muzyki w trakcie biegu (co spełnia generalnie rzecz biorąc tylko jedną funkcję: zagłuszania własnych myśli) i od monitorowania na bieżąco parametrów życiowych własnego organizmu, okaże się, że aby wyjść na zwykły kilkukilometrowy trening musimy uprzednio zająć w domu co najmniej trzy, cztery gniazdka elektryczne.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Znam osobę, która przygotowując się do biegania uzbraja się następująco:</p>
<ul>
<li>
<div class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">na klatkę piersiową nadajnik pulsometru,</div>
</li>
<li>
<div class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">na lewy nadgarstek pulsometr (zintegrowany na szczęście ze stoperem), który zaposiada również funkcję GPS,</div>
</li>
<li>
<div class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">na prawe przedramię, w specjalnej opasce, odtwarzacz empeczy, zatankowany muzyką po sam korek (bak o pojemności 30GB),</div>
</li>
<li>
<div class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">do prawego i lewego ucha słuchawki od empeczy,</div>
</li>
<li>
<div class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">na nos okulary przeciwsłoneczne, szkła powleczone specjalną powłoką antyodblaskową i polaryzacyjną (a może to to samo...? nie wiem),</div>
</li>
<li>
<div class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">do torebki biodrowej telefon komórkowy oraz cyfrowy aparat fotograficzny na wszelki wypadek, bo a nuż Coś Wielkiego Po Drodze Się Wydarzy,</div>
</li>
<li>
<div class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">butelka z napojem izotonicznym w łapę, w specjalnej obejmie.</div>
</li>
</ul>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Wszystko razem, licząc z ubraniem, waży pewnie ze dwa kilo. Ale może czasami warto by rzucić te wszystkie zabawki w kąt?</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">A propos naszych biegowo-gadżetowych uzależnień polecam przeczytanie <a href="http://bieganie.pl/index.php?show=1&#38;cat=2&#38;id=386">tego artykułu. </a></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Trochę przejaskrawiony, ale mimo wszystko sporo w  nim prawdy.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bunt satelitów]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=141</link>
<pubDate>Wed, 07 May 2008 20:06:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=141</guid>
<description><![CDATA[
Kolejny piękny poranek. Nie wiem, jak w innych rejonach kraju, ale w Warszawie nieprzyzwoity wyż ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/dzwigi_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-139" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/dzwigi_banner.jpg" alt="" width="500" height="149" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Kolejny piękny poranek. Nie wiem, jak w innych rejonach kraju, ale w Warszawie nieprzyzwoity wyż i nawet przyłapałam się dzisiaj na myśli, że dobrze byłoby, gdyby spadło troche deszczu: irytuje mnie fruwające wszędzie pierze z mleczy-dmuchawców. Słońce, słońce, słońce - wstało dzisiaj razem ze mną, bo o 4:54. Udało mi się wybiec z domu zgodnie z planem, kwadrans po piątej byłam już na pierwszym kilometrze. Głównym problemem, jaki zajmował moje myśli przez połowę dzisiejszego biegu było pytanie, dlaczego mój forerunner nie zlicza mi dystansu.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Przecież przed wyjściem z domu położyłam go jak zwykle na posadzce balkonu, żeby - poprzez widok na otwarte niebo - złapał łączność z satelitą i zaktualizował sobie dane o mojej lokalizacji. I wszystko wydawało się w porządku: forerunner połączył się z satelitą i wyświetlił ekran gotowości do pracy. Wybiegłam z domu i poleciałam na moją trasę.</p>
<p style="text-align:justify;">Biegnę sobie, biegnę, i w połowie pierwszego kilometra zauważam, że wskazanie dystansu jest nadal na wartości zero. Hm. Dziwne. No nic, nie chce mi sie zatrzymywać, pewnie to ustrojstwo zaraz się połączy. Na trzecim kilometrze nadal zero. Hmmm! W tym momencie moje myśli w sposób niekontrolowany zaczynają układać fantastyczny scenariusz o satelitach, które stadnie opuszczają polskie niebo i przenoszą się na przykład nad Czechy. Po prostu zrywają się z niewidzialnych cum, jakie łączą je z Ziemią i odpływają w sobie tylko znanym kierunku. Tymczasem wszystkie polskie GPSy, pozbawione życiodajnych danych ze zbuntowanych satelitów, wariują i odmawiają współpracy. Konsekwencje są katastrofalne. Staje cały transport samochodowy, bo wielkie ciężarówki gubią się na nieistniejących polskich autostradach. Hipermarkety pozbawione punktualnych dostaw przeżywają szturm klientów, a w sklepach, w których są jeszcze jakieś zapasy, zdesperowani klienci wykupują ostatnie zapasy cukru, mąki i kaszy gryczanej niejasno przeczuwając nadciągającą wojnę. Policja traci kontrolę nad rozsianymi po kraju patrolami, a karetki pogotowia jadąc chorym na ratunek gubią się w gąszczu ulic wielkich miast, czego skutkiem są rosnące gwałtownie statystyki nagłych zgonów. A ja tracę pewność - dotychczas niezachwianą - że po wielokroć mierzony i przebiegany dystans ma rzeczywiście tyle kilometrów, ile wydawało mi się, że ma, a mianowicie dziesięć.</p>
<p style="text-align:justify;">Na takich rozważaniach mija mi niepostrzeżenie pięć kilometrów. W okienku <em>Dystans</em> forerunner nadal pokazuje zero. Na ekranie tego wspaniałego urządzenia mam cztery okienka: czas zegarowy, stoper, dystans oraz tętno. Czas zegarowy oraz tętno wyświetla mi się bez zakłóceń. Dystans - zero. I nagle doznaję nagłej iluminacji przypatrując się moimi krótkowzrocznymi oczami uzbrojonymi tylko w soczewki kontaktowe okienku stopera. Na stoperze jest... ZERO. O żesz ty ciemna, nieprzytomna maso: nie włączyłaś stopera! Nic dziwnego, że i dystans się nie zlicza...!</p>
<p style="text-align:justify;">Na wszelkie kalkulacje za pomocą elektronicznego narzędzia na ósmym kilometrze oczywiście było już za późno, więc po dzisiejszym biegu pozostaję w błogiej niewiedzy odnośnie czasu biegu, tempa, średniego i maksymalnego tętna, spalonych kalorii oraz rzecz jasna dystansu, który jednak - wiem to na pewno - ma mniej więcej 10 km, bo tą trasą biegam na codzień. I - jak się okazuje - elektronika wcale nie jest potrzebna do szczęścia.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zdjęcia z wczoraj]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=128</link>
<pubDate>Sun, 04 May 2008 20:19:31 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=128</guid>
<description><![CDATA[
W tematach biegowych nie zadziało się dzisiaj nic. Zawdzięczam to mojemu synowi, który był ła]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/05/park_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-136" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/park_banner.jpg" alt="" width="500" height="167" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">W tematach biegowych nie zadziało się dzisiaj nic. Zawdzięczam to mojemu synowi, który był łaskaw wstawać w nocy około dziesięciu razy. Jest jak bańka-wstańka. My go go łóżka, a on z łóżka. Cichutko, beszelestnie podchodzi do schodów do naszej sypialni i tam zastyga w dziwnym stanie na pograniczu jawy i snu. No więc my znowu go do łóżka. A on za chwilę z łóżka. Oczywiście oboje nie śpimy, tylko czuwamy i nasłuchujemy. Piotr po takiej nocy ma oczy niby królik i mało przytomne spojrzenie, ja natomiast - kłopoty z pobudką. Na dzisiaj rano miałam zaplanowane bieganie na Łosiowych. Niestety - obudziłam się kompletnie rozbita, postanowiłam więc złapać jeszcze godzinkę snu, zwłaszcza że Maks od trzech godzin już nie lunatykował, więc miałam nadzieję, że też odeśpi zarwaną noc. Nie pomyliłam się: wstał dopiero przed ósmą.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Ale bieganie przepadło: było już za późno na wyprawę do lasu. Niedzielny poranek z rodziną rządzi się własnymi prawami: trzeba zrobić kluski na mleku, wydać śniadanie. Trzeba po prostu BYĆ. Dzisiaj zamiast tekstu dwie fotki z wczorajszego biegu.</p>
<p style="text-align:justify;">Pierwsza zrobiona przez Andrzeja Chomczyka, mojego dobrego znajomego z biegowych tras (odsyłam na stronę <a href="http://team.entre.pl/">Entre Team</a>). Andrzej robi znakomite zdjęcia i praktycznie każda biegowa impreza w Warszawie może poszczycić się zrealizowaną przez Andrzeja fotograficzną dokumentacją). Zdjęcie, które poniżej zamieszczam, zrobił mi wczoraj na tym legendarnym podbiegu pod Agrykolę.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/05/agrykola_entre1.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-126" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/agrykola_entre1.jpg?w=237" alt="" width="237" height="300" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Druga fotka jest autorstwa mojego męża i zrobiona została na 100 metrów przed metą. Widać walkę? :-)</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/05/meta.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-127" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/meta.jpg?w=300" alt="" width="300" height="199" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bieg Konstytucji 3 Maja]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=123</link>
<pubDate>Sat, 03 May 2008 19:47:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=123</guid>
<description><![CDATA[
W pierwszych słowach tego listu chciałabym najpierw odszczekać to, co napisałam o organizatorze]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/flagi_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-115" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/flagi_banner.jpg" alt="" width="500" height="259" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">W pierwszych słowach tego listu chciałabym najpierw odszczekać to, co napisałam o organizatorze Biegu Konstytucji. Wprawdzie przed startem, w siedzibie WOSiR, gdzie - jak pamiętamy - rozdawano biegaczom pakiety startowe, uformowała się dość potężna kolejka po odbiór pamiątkowych koszulek i agrafek (sic!), za pomocą których trzeba było przypiąć numer startowy do ubrania, ale kolejka obsługiwana była sprawnie i grzecznie, tak więc uwinęłam się z formalnościami w niespełna dwadzieścia minut. W zaistniałych warunkach organizacyjnych uważam to za duży sukces. Linia startu była zorganizowana porządnie, trasa zabezpieczona bez zarzutu, na mecie tłum, kamery i catering full wypas, tak więc sumując wszystkie plusy i minusy tego biegu stwierdzić muszę, że impreza była bardzo udana i nie ma co grymasić na organizacyjne niedociągnięcia. Ważne, że bieg się w ogóle odbył i że osiemnastoletnia tradycja nie została przerwana.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Jeżeli chodzi o mnie, to odniosłam dziś nieoczekiwany, acz - w wartościach bezwzględnych rozpatrując - umiarkowany sukces. Swoje szanse oceniałam na 35 minut, no - przy sprzyjających wiatrach na 32 minuty, tymczasem - surprise, surprise! - na mecie zameldowałam się z wynikiem 0:28:33. Biegło mi się dobrze, sporo czasu zarobiłam na długim zbiegu po ul. Myśliwieckiej na 1 km trasy, a potem byłam już rozpędzona i trzymałam raczej równe tempo. Praktycznie cały czas, aż do mety, wyprzedzałam. Podbieg pod Agrykolę pokonałam biegnąc i prawie wyzionęłam ducha, gdy w końcu osiągnęłam poziom Al. Ujazdowskich. Nawet nie wiem, jakie miałam na tym odcinku tętno, forerunner zmierzył mi dzisiaj maksymalne na poziomie 180 ud/min, ale równie dobrze mógł to być finisz, który w Biegu Konstytucji zaczyna się przecież tuż po podbiegu na Agrykoli. Tą ostatnią prostą pokonałam gnając ile fabryka dała, starając się nie myśleć o tym, że serce za chwilę wyskoczy mi przez żebra i wypadnie na chodnik. Linię mety przekroczyłam z agonalnym rzężeniem i przepraszam tych państwa, przy których zawisłam na barierce oddzielającej strefę mety od kibiców: przedstawiałam sobą dość żałosny widok. Ale w bieganiu tak już jest, że tuż przed metą umiera się w sposób bolesny i bardzo dramatyczny, a chwilę później świat jest znowu piękny. Po dwóch minutach doszłam do siebie. Moi prywatni kibice szybko mnie odnaleźli (Maksio wspaniale kibicował, a potem powiedział Piotrowi: <em>Mama uciekła od Maksia</em>) i pojechaliśmy na spacer.</p>
<p style="text-align:justify;">Podsumowując: impreza była w porządku. Jestem zadowolona, że zdecydowałam się na ten start. Poniżej, ku pamięci, dzisiejsza trasa. Fajnie widać Łazienki.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/bieg-konstytucji-3-maja-2008-05-03.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-122" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/bieg-konstytucji-3-maja-2008-05-03.jpg?w=106" alt="" width="106" height="96" /></a>Jeszcze kilka ogólnych obserwacji. Naród nareszcie zaczyna biegać. Pobity dziś został rekord frekwencji: wystartowało 400 osób, podczas gdy w poprzednich edycjach notowano liczbę uczestników o połowę mniejszą. Ponadto w dzisiejszym biegu wystartowała nowa kategoria uczestników, a mianowicie nordic walkerzy. Grupa około 30 osób, w większości panie w wieku okołoemerytalnym (ale były też młodsze), raźno wystartowała z kijkami minutę po starcie biegaczy. To jest tendencja, którą obserwuję od jakichś - czy ja wiem - czterech lat: biegaczy ewidentnie przybywa, a środowisko rozszerza się na grupy amatorów, którzy biegają okazjonalnie, wyłącznie dla zdrowia, ale biegają. Symptomatyczne było dzisiaj również to, że w całej grupie 400 osób, znajomych widywanych na innych warszawskich biegach dostrzegłam zaledwie garstkę. Cała reszta to byli nowi. Oby tak dalej. Może za dziesięć lat Maraton Warszawski osiągnie europejski poziom frekwencji?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Tapety biegowe]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=85</link>
<pubDate>Sat, 03 May 2008 14:22:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=85</guid>
<description><![CDATA[
W ostatnich dniach szukałem tapet na pulpit związanych z bieganiem, jest to jeden z czynników mo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;">
<p>W ostatnich dniach szukałem tapet na pulpit związanych z bieganiem, jest to jeden z czynników mobilizacyjnych, kiedy samopoczucie parszywe, kiedy pogoda kwaśna, kiedy wszystko idzie w łeb - wtedy warto mieć smaczek na oku, który pomoże zasznurować biegówki.</p>
<p>Wbrew pozorom sieć nie jest przepełniona takimi urozmaiceniami, można czesać witryny i prawie nic, no właśnie, bo kiedy wszystkie strony zawodzą - to duże koncerny dają radę, dzięki nim mamy nieliczne z cennych tapet, które zaprezentuję poniżej.</p>
<p>W linku zawarta jest cała galeria, moim zdaniem najlepsza i najbardziej zjawiskowa. Motywuje jak jasna bieżnia. Polecam!</p>
<p style="text-align:center;"><img class="alignnone size-full wp-image-86" src="http://marszoblog.wordpress.com/files/2008/05/nr-1.jpg" alt="" width="400" height="300" /></p>
<p><a href="http://www.nike.com/europerunning/?ref=http://www.nikerunning.com&#38;l=en_GB#extras%7Cwallpaper" target="_blank">http://www.nike.com/europerunning/?ref=http://www.nikerunning.com&#38;l=en_GB#extras%7Cwallpaper</a></p>
<p>Druga galeria skupiona jest na kadrach miejskich, ale również należy do kopalni diamentów motywacyjnych.</p>
<p style="text-align:center;"><img class="alignnone size-full wp-image-87" src="http://marszoblog.wordpress.com/files/2008/05/nr-2.jpg" alt="" width="400" height="320" /></p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://adifans.net/2006/wallpaper/Running/page_01.htm" target="_blank">http://adifans.net/2006/wallpaper/Running/page_01.htm</a></p>
<p>W trzeciej galerii znajduje się tylko jedna fotka, ale z jakim przekazem, z jaką siłą argumentów!</p>
<p style="text-align:center;"><img class="alignnone size-full wp-image-88" src="http://marszoblog.wordpress.com/files/2008/05/nr-3.jpg" alt="" width="400" height="300" /></p>
<p><a href="http://www.ashanet.org/atlanta/marathon/resources/misc/team_asha_wallpaper1.jpg" target="_blank">http://www.ashanet.org/atlanta/marathon/resources/misc/team_asha_wallpaper1.jpg</a></p>
<p>Czwarta galeria związana jest z jednym z najlepszych dwumiesięczników na rynku biegowym, jak dobrze, że ludzie piszą takie rzeczy, jak dobrze, że potrzebują do tego również zdjęć!</p>
<p style="text-align:center;"><img class="alignnone size-full wp-image-89" src="http://marszoblog.wordpress.com/files/2008/05/nr-4.jpg" alt="" width="400" height="300" /></p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://www.runnersworld.com/article/0,7120,s6-243---12572-0,00.html?cm_re=HP-_-Features_Module-_-Category:%20Rave%20Runs" target="_blank">http://www.runnersworld.com/article/0,7120,s6-243---12572-0,00.html?cm_re=HP-_-Features_Module-_-Category:%20Rave%20Runs</a></p>
<p>Przyjemnego motywowania!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Podsumowanie kwietnia]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=119</link>
<pubDate>Fri, 02 May 2008 19:50:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=119</guid>
<description><![CDATA[
No i kwiecień się skończył. Przeminął niby sen jakiś złoty. Pomyślałam sobie, że podsum]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/05/tulipany_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-131" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/tulipany_banner.jpg" alt="" width="500" height="194" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">No i kwiecień się skończył. Przeminął niby sen jakiś złoty. Pomyślałam sobie, że podsumowania kolejnych miesięcy - oczywiście w aspekcie biegowym - powinny stać się tradycją tego bloga, tak więc dzisiaj kilka liczb i porównanie do marca. Właśnie uzupełniłam dziennik treningowy, więc z danymi jestem na świeżo.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">A więc wygląda to tak:</p>
<ul style="text-align:justify;">
<li>przebiegniętych 130 km (w marcu tylko 66 km, a więc wzrost kilometrażu w stosunku do marca o prawie równe 50%)</li>
<li>z 17 zaplanowanych treningów odbyło się 13, a więc skuteczność zaledwie 76-procentowa</li>
<li>średnia tygodniowa: 30 km - słabo, słabo!!</li>
<li>średni dystans na treningu: 10 km (od maja powinnam zacząć wydłużać trasy)</li>
<li>łączny wydatek energetyczny: 8018 kcal, średnio 616 kcal na trening</li>
<li>o kilogramach nie piszę, bo ostatnio coś zaniedbałam wchodzenie na wagę (chyba przeczuwając podskórnie brak progresu w temacie odchudzania, więc co by się nie demotywować)</li>
</ul>
<p style="text-align:justify;">Nie jest źle, ale też nie ma powodów do popadania w samozachwyt. Na plus zapisuję, że udaje mi się utrzymać systematyczność. Minusów jest jednak całkiem sporo. Statystykę psują mi weekendy, które mam zajęte na IWS: nie daję rady zmobilizować się do wstania o 5. rano, aby odbębnić te moje 10 km. Ponadto nie realizuję innych, dość kluczowych w aspekcie przygotowań do maratonu, elementów treningu: przebieżek, siły biegowej (podbiegi, skipy), systematycznego wydłużania dystansu - w niedziele powinnam już biegać po 20 km. Na tym etapie perspektywa ukończenia maratonu we wrześniu wydaje mi się raczej mgławicowa. Ale nie poddajemy się. Przede mną jeszcze cztery i pół miesiąca przygotowań.</p>
<p style="text-align:justify;">Jutro moje pierwsze zawody od marca 2007, a mianowicie Bieg Konstytucji 3 Maja. Pogoda ma być optymalna do biegania, niestety nieco gorsza dla kibiców: chłodno (15 st.), przelotne opady. Nie denerwuję się: to przecież tylko 5 km, a ponadto nie mam zamiaru się ścigać, bo też nie jestem do tego przygotowana. Po prostu przebiegnę się relaksowo dla uczczenia narodowej rocznicy. Moi panowie będą na mecie, dziś uczyłam Maksia jak się kibicuje: <em>Mama, szybciej! Mama, gazu!</em> No ciekawe, jak mu jutro pójdzie i czy w ogóle załapie, co się wokół niego dzieje.</p>
<p style="text-align:justify;">Jeszcze jedna ważna sprawa! Na liczniku mam 8605 km, a zatem do złamania 10 000 km zostało mi 1395 km. Co jeżeli podzielimy przez 8 miesięcy pozostałych do końca roku, daje nam 174 km miesiecznie. Dużo.  Czy dam radę?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Spojrzenie z dystansu]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=118</link>
<pubDate>Thu, 01 May 2008 19:46:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=118</guid>
<description><![CDATA[
Pierwszy dzień maja. Święto Pracy. Od wszelkich dzienników i wiadomości jestem dzisiaj z dalek]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/2008-05-01.jpg"></a><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/pola_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-114" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/pola_banner.jpg" alt="" width="500" height="182" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Pierwszy dzień maja. Święto Pracy. Od wszelkich dzienników i wiadomości jestem dzisiaj z daleka, wiem tylko, że przez Warszawę przeszły jakieś demonstracje i że lewica jest w rozsypce - nawet podczas demonstracji. Ja z samego rana uczciłam święto niestandardowym biegiem po naszej okolicy. W nocy padało dość intensywnie, ale świt wstał czysty i błękitny: słońce obudziło mnie już przed szóstą.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Pobiegłam trasą, którą jak dotąd zrobiłam tylko raz, ale tym razem w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara, czyli ze wschodu na zachód, a potem nawrót w prawo na wschód. Pola za Szeligowską pięknie i równo jak pod linijkę zaorane, zboża gdzieniegdzie już się zielenią. Jacyś dwaj rolnicy zgięci w pół coś tam grzebali w ziemi, a ja do nich <em>Dzień dobry!</em> Odkrzyknęli <em>Dzień dobry!</em>, ale patrzyli za mną jakby zobaczyli ducha. Pewnie mniej by ich zdziwił lądujący na środku pola pojazd kosmiczny. Potem przekroczyłam ponownie Lazurową i pokręciłam się po rozległym jelonkowskim osiedlu, zahaczając o park między Powstańców a Lazurową i wdrapując się na tę górę, na której planowałam trenować podbiegi. Widok ze szczytu dosyć mnie rozczarował, podbieg również nie spełnia wymagań, bo jak się okazuje jest dość krótki, około 60-70 metrów, ale oczywiście siłę biegową można jako tako na nim ćwiczyć. Znowu za ciepło się ubrałam i znowu byłam trochę zagotowana, więc postanowiłam nie katować się ponad miarę i wróciłam do domu po ośmiu kilometrach.</p>
<p style="text-align:justify;">Później - spokój na działce z rodziną. Byłam z Maksiem na spacerze w lesie i to była zdecydowanie najprzyjemniejsza i najbardziej relaksująca chwila od wielu wielu dni. Nie myślałam dziś o niczym ważnym, ani pilnym, pozwoliłam sobie na totalne bezmyślenie w ciepłym, majowym słoneczku.</p>
<p style="text-align:justify;">Aha, i jeszcze widok z nieba na moją dzisiejszą marszrutę (można kliknąć):</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/2008-05-01.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-117" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/2008-05-01.jpg?w=106" alt="" width="106" height="96" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Paszkwil o WOSiR]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=110</link>
<pubDate>Wed, 30 Apr 2008 20:55:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=110</guid>
<description><![CDATA[
O czym to ja chciałam dzisiaj napisać&#8230;? Aha. Mam dziś urlop - wymarzony, wytęskniony dzie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/04/wat_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-109" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/04/wat_banner.jpg" alt="" width="500" height="226" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">O czym to ja chciałam dzisiaj napisać...? Aha. Mam dziś urlop - wymarzony, wytęskniony dzień wolny, początek kuriozum na skalę światową, czyli <em>Długiego Majowego Weekendu</em>. Z tej okazji pospałam do 6:45 (Boże, co za wypas!) i nie śpiesząc się, na pełnym relaksie, pojechałam na Łosiowe, aby  dostarczyć należną mojemu oganizmowi dawkę dziesięciu kilometrów biegu.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Było przyjemnie. Pogoda taka sobie, ale do biegania idealna. Po raz kolejny zaobserwowałam u siebie dość dziwny objaw, taki mianowicie, że biegnąc, co jakiś czas pogrążam się w myślach tak bardzo, że przestaję  rejestrować otoczenie - biegnę swoim tempem, ale w sposób automatyczny. Potem, gdy próbuję sobie przypomnieć te <em>transowe</em> fragmenty trasy, to okazuje się, że mój mózg ich nie zapamiętał, tak jakbym dokonała teleportacji w czasoprzestrzeni. Ciekawe, gdzie się podziewają psychosomatyczne wspomnienia z tych „zagubionych” w pamięci odcinków trasy?</p>
<p style="text-align:justify;">Z innych wydarzeń okołobiegowych pragnę odnotować, że organizatorzy Biegu Konstytycji 3 Maja zasłużą chyba na pierwsze miejsce w rankingu na najbardziej nieporadnego organizatora biegów ulicznych. Dziś był ostatni dzień zapisów. Należało się stawić w godzinach – uwaga, uwaga – 16:00-18:00, a więc w porze największych warszawskich korków, po to aby się zapisać do biegu, uiścić opłatę startową i odebrać pakiet startowy, czyli numer, koszulkę, chipa do pomiaru czasu i jeszcze jakieś drobiazgi. Zorganizowałam całą wyprawę po to, aby w wyznaczonych widełkach czasowych dotrzeć z Bemowa na Mokotów. Na miejscu zastaliśmy miłą panią, jak się okazało – na zastępstwie, która kazała mi wypełnić dość banalną fiszkę zgłoszeniową, odnotowała mnie w jakimś grubym zeszycie i… na tym się skończyło. Reszta formalności, a więc opłata i odbiór pakietu startowego ma się odbyć w sobotę, tuż przed startem, w godzinach 8:00-10:00: <a href="http://www.wosir.waw.pl/?pid=1&#38;id=112">na stronie WOSiR jest napisane</a>, że to z powodu chipów, których na razie nie dostarczono. Jest to absolutny skandal: już widzę oczami duszy tę gigantyczną kolejkę biegaczy, którzy w sobotę przed biegiem, zamiast zjeść porządne śniadanie, próbują dopełnić formalności upoważniających do udziału w imprezie.</p>
<p style="text-align:justify;">Naprawdę nie wiem, jak to skomentować, ręce opadają. Na Run Warsaw, gdzie startowało kilkanaście tysięcy biegaczy, chipy były jednorazowe, a pakiety startowe można było odbierać na półtora miesiąca przed startem. WOSiR nie jest w stanie poradzić sobie z  imprezą, w której frekwencja nie przekroczy pewnie 500 uczestników. Żenująca niekompetencja.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Basia]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=105</link>
<pubDate>Mon, 28 Apr 2008 21:23:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=105</guid>
<description><![CDATA[
Przydarzyło mi się dzisiaj coś dziwnego. Napiszę o tym w bardzo prostych słowach i bez owijani]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/04/img_6046_banner_2.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-106" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/04/img_6046_banner_2.jpg" alt="" width="114" height="200" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Przydarzyło mi się dzisiaj coś dziwnego. Napiszę o tym w bardzo prostych słowach i bez owijania w bawełnę rozbudowanej epickiej narracji. Otóż wracałam z pracy samochodem, zbliżałam się właśnie do przejścia dla pieszych. Na skraju chodnika stała kobieta, która chciała przejść przez jezdnię, więc wyhamowałam, żeby się zatrzymać i ją przepuścić. Spojrzałam na jej twarz i aż mnie przeszedł zimny dreszcz.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Na pasy wchodziła właśnie Basia Szlachetka. A raczej - osoba łudząco do niej podobna. Jej sobowtór. Pierwszy raz w życiu zobaczyłam na własne oczy sobowtóra. Nie wiem, jak o tym wszystkim pisać, bo jeżeli chodzi o zabobony i myślenie w kategoriach zjawisk paranormalnych, to jestem na drugim końcu skali i wyśmiewam zawsze wszystkie czarne koty, cudowne obrazy oraz nagłe objawienia. Bo wierzę temu, co widzę i raczej nie dorabiam do moich empirycznych obserwacji teorii o metafizycznej proweniencji. Dlatego, gdy zobaczyłam Basię, przechodzącą obojętnie przed maską mojego samochodu, kompletnie oniemiałam, bo nie potrafiłam sobie tego zracjonalizować.</p>
<p style="text-align:justify;">Cała ta sytuacja może się wydać niezrozumiała osobom, które czytają tę notkę, a które nie wiedzą, kim była Basia. Proszę wpisać jej nazwisko w Google, wyszukiwarka wyrzuci wiele linków, zarówno w polskim, jak i w zagranicznym internecie. W listopadzie miną trzy lata od Jej śmierci. Była ikoną dla polskich biegaczy, osobą pod każdym względem nietuzinkową, istotą z Kosmosu (piszę to zupełnie poważnie), zasługującą na oddzielną opowieść; przyjemność napisania długiej notki o Basi rezerwuję sobie na ostatni tydzień listopada. Miałam to szczęście, że poznałam Basię dość dobrze. Spędziłyśmy razem cudowne chwile podczas weekendu maratońskiego w Warszawie we wrześniu 2004, a potem, w październiku, pobiegłyśmy razem maraton w Budapeszcie. Wtedy też widziałyśmy się po raz ostatni.</p>
<p style="text-align:justify;">Ostatnio coś mnie naszło i przeglądałam moje fotograficzne archiwa w komputerze. Oczywiście szybko natknęłam się na foldery z Basią w roli głównej. Obiektyw kochał Basię miłością szczerą i odwzajemnioną. I może właśnie dlatego, że przejrzałam dwa tygodnie temu kilkaset zdjęć z Basią w roli głównej, doznałam dziś takiego wstrząsu, gdy zobaczyłam, jak przechodzi po pasach tuż przed moim samochodem.</p>
<p style="text-align:justify;">Oczywiście racjonalna część mojego <em>ja</em> doskonale wie, że nie była to Basia, tylko jakaś inna kobieta, niesamowicie do niej podobna i z twarzy, i z sylwetki, i nawet z fryzury. A jednak gdzieś głęboko we mnie czai się jakaś metafizyczna tęsknota, która każe mi opisać tutaj to dziwne spotkanie na przejściu dla pieszych. <em>Są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się waszym filozofom. </em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Inny Świat]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=100</link>
<pubDate>Thu, 24 Apr 2008 20:41:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=100</guid>
<description><![CDATA[
Pobudka o godzinie 4:50; po kolorze światła wpadającego do sypialni przez okno w dachu domyśl]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/04/img_0004_banner_2-copy.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-99" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/04/img_0004_banner_2-copy.jpg" alt="" width="500" height="245" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Pobudka o godzinie 4:50; po kolorze światła wpadającego do sypialni przez okno w dachu domyśliłam się pięknego poranka, nie było więc wymówek. Po wielu pochmurnych i deszczowych dniach, kiedy słońce widzieliśmy tylko w telewizji, przejaśniło się na niebie i dzień wstał zachwycający w swej urodzie. Błękit nieba ostro lśnił od samego świtu, słońce wzniosło się nad Pałac Kultury już o 5:28, kiedy byłam zaledwie na drugim kilometrze mojej miejskiej trasy, i przez kolejne trzy kilometry świeciło mi centralnie w oczy tak mocno, że zatęskniłam za ciemnymi okularami (kto bierze na wczesnoporanne bieganie okulary słoneczne?? a jednak czasami się przydają).</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Jednocześnie było dość chłodno, bo zaledwie 5 st. C. Ludzie na przystankach otuleni ciepłymi kurtkami. Ludzie na przystankach. Kim są i czym się zajmują, że o tak wczesnej porze czekają na tramwaj lub autobus? Personel hipermarketów i załogi ze wszystkich budów w okolicy? Być może. Ubrani w ciemne, szaro-bure kurtki, palący papierosy, nieobecni, zapadnięci w sobie, zmęczeni, patrzą na mnie ani obojętnie, ani z zainteresowaniem, mimo że odcinam się od nich jaskrawo kanarkową żółcienią kamizelki. Mijając ich, stojących na przystankach, biegnąca nie wiadomo po co i nie wiadomo gdzie, jestem między nimi jak z innej galaktyki, niepojęta, dziwna i obca - z innego świata. Ze świata, w którym pracuje się w godzinach biurowych, więc ma się czas na taką ekstrawagancję, jak bieganie o wpół do szóstej rano, w którym do pracy jeździ się samochodem, a nie wyziębionym tramwajem, gdzie ma się czas i pieniądze, aby zająć się sobą i własnym zdrowiem. Potem kiosk ruchu, a przed nim kolejka. Znowu: ciemne, szaro-bure kurtki, dresy z bazaru, na nogach podrabiane Air-Shoxxy, z okienka wysuwają się kolejne egzemplarze <em>Faktu</em> i pudełka tanich papierosów. Między rosłymi sylwetkami w kolejce stoi dziesięcioletni chłopiec. Co on tu robi, na ulicy, pod kioskiem, o tak wczesnej porze? Potem park. Zatrzymuję się na chwilę, aby podziwiać ogromną połać trawnika, pokrytego błyszczącą rosą. Mija mnie mężczyzna. Minutę później ruszam dalej i mijam go. Za mężczyzną ciągnie się welon alkoholowego wyziewu. Kilometr dalej budka z alkoholami, jak się okazuje czynna przez całą dobę. Małe okienko w drzwiach wejściowych otwarte, ktoś niewidzialny wysuwa rękę, która dzierży butelkę z jakimś nieokreślonym trunkiem. Odbiera ją stojący przed drzwiami mężczyna, płaci drobniakami wydłubywanymi skrupulatnie z zagłębienia dłoni. Jest kwadrans po szóstej.</p>
<p style="text-align:justify;">Tyle razy, biegając wcześnie rano, widziałam podobne obrazki. Te ciemne twarze. Nie powinno mnie to dziwić... A potem dobiegam do domu, otwieram cicho drzwi, Piotr już pod prysznicem, Maks jeszcze śpi, zdejmuję mokre od potu ciuchy, zaczynam szykować śniadanie i wszystko jest takie normalne, zwyczajne, spokojne. Za chwilę oboje rozjedziemy się do swoich zajęć, samochodami, z drugim śniadaniem w plecakach, dziecko zostanie pod dobrą opieką i zapomnimy o tym Innym Świecie, który funkcjonuje tuż obok nas. Pytanie, czy musimy się tym Innym Światem tak przejmować? Czy musimy o nim myśleć? Czy ja muszę o nim myśleć?</p>
<p style="text-align:justify;">Skończyłam dzisiaj <em>Ucieczkę od wolności</em> Ericha Fromma. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Ołówek aż furczał, gdy czytałam przedostatni rozdział. Kilka razy upewniałam się, czy dobrze pamiętam datę opublikowania tej książki. Ukazała się w 1941 r., ale nic nie straciła na aktualności - diagnoza kondycji współczesnego człowieka jest naprawdę zastanawiająca. Muszę to przemyśleć, może napiszę w najbliższych dniach kilka słów.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Przebieżki]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=92</link>
<pubDate>Wed, 23 Apr 2008 08:15:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=92</guid>
<description><![CDATA[










Wczoraj był wtorek, a więc bieganie. Popołudniowa wyprawa na Łosiowe. Ładny, w miar]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/04/img_0002_banner_2.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-94" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/04/img_0002_banner_2.jpg" alt="" width="412" height="311" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;">Wczoraj był wtorek, a więc bieganie. Popołudniowa wyprawa na Łosiowe. Ładny, w miarę ciepły dzień, 15 stopni. Doprawdy nie wiem, co mnie podkusiło, aby wystroić się w dwie koszulki dry-fit Nike i aby omotać sobie głowę buffą: taki strój byłyby optymalny na 10 st. C, ale na pewno nie na wczoraj: na piątym kilometrze chłodnica mi się zagotowała i musiałam się rozbierać. Ale nie to było najgorsze, zbędne ciuchy zawsze można upchnać po kieszeniach. Ponieważ było mi gorąco od samego początku, więc i samopoczucie miałam średnie: ruszałam się niby mucha w smole, nogi jak z ołowiu prawie nie odrywały się od podłoża. Fatalna sprawa. Jak na ironię, tętno miałam niezłe (150-160 ud/min) i spokojnie mógł to być udany bieg, gdyby nie to bezsensowne przegrzanie się na samym początku trasy.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Na domiar złego entomologiczna część fauny Łosiowych właśnie budzi się z zimowego snu: temperatura podniosła się, słoneczko przygrzewa, bajorka i bagna Łosiowych to rozległe inkubatory dla setek tysięcy (milionów?) owadzich stworzeń, z których na Łosiowych najbardziej dokuczliwe są oczywiście komary. W sezonie komarzym, który trwa od maja do mniej więcej połowy sierpnia, roje komarów w lesie i na terenach przyległych są takie, że biada śmiałkowi, który odważy się wejść do lasu nie zabezpieczywszy się uprzednio repelentami. Komarów są całe chmary, największe oczywiście w ich matecznikach, czyli w pobliżu wspomnianych wyżej bajorek. Główne bajorko jest niestety przy naszym ulubionym, kultowym pomoście. Na czas letni odpoczynkowe postoje na pomoście połączone z miłą konwersacją, przestają wchodzić w grę: dystans 10 km pokonuje się bez przerw i to w dość żwawym tempie, aby uniemożliwić wygłodniałym komarom bezpośredni atak na odsłonięte fragmenty ciała. Niestety łosiowe komary osobliwie lubią też siadać na ubraniu biegacza: latem jest to zwykle jedna cienka warstwa syntetycznej tkaniny, która ma tę właściwość, że nie nasiąka potem (tak jak na przykład bawełna), lecz wyrzuca go na zewnątrz. I na tej właśnie mokrej od potu koszulce w ciepłe dni bywa, że pasą się dziesiątki komarów. Jak czytam na <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Komar">Wikipedii</a> samice komarów szczególnie chętnie przylatują zwęszywszy zwiększone stężenie dwutlenku węgla w wydychanym przez ludzi i zwierzęta powietrzu oraz kwas mlekowy i inne składniki potu. Nic zatem dziwnego, że stado biegaczy, albo nawet jeden pojedynczy biegacz, stanowi dla komarów tak łakomy kąsek.</p>
<p style="text-align:justify;">Wczoraj miałam już przedsmak tego, co nas czeka na Łosiowych po ciepłej zimie. Latało już sporo rozmaitego paskudztwa, a na stadionie - gdy po zakończonym biegu rozciągałam swe słabe kończyny - ukąsił mnie w łydkę maleńki baby-komar. Kłujkę miał już jednak wykształconą.</p>
<p style="text-align:justify;">Mimo tych wszystkich niedogodności, odniosłam wczoraj również pewien drobny sukces, a mianowicie... zaczęłam biegać przebieżki! Tadamm! Co prawda trochę sobie ułatwiłam sprawę, bo wplotłam przebieżki w ostatnie dwa kilometry pętli, ale dla skuteczności treningu nie ma to większego znaczenia. Zrobiłam siedem około stumetrowych przyspieszeń z odpoczynkami w bardzo wolnym truchcie na odcinkach również około 100 metrów. Tętno na odcinkach szybkich rosło do 173 ud/min, w truchcie spadało do 166-167 ud/min. Jak widać elastyczność serca wciąż mierna, wielomiesięczne zaniedbania dają o sobie znać, ale za miesiąc powinno być już znacznie lepiej. W okresie, gdy przebieżki stanowiły moją normalną rutynę treningową, biegałam ze średnim tętnem 145 ud/min, a w przebieżkach wartość ta wzrastała zaledwie do 156-160 ud/min. Cóż to był za komfort! Ale wrócę do tego stanu - jeżeli chcę we wrześniu przebiec maraton, to nie ma innej opcji.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Magia maratonu]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=62</link>
<pubDate>Sun, 20 Apr 2008 21:15:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=62</guid>
<description><![CDATA[Maraton posiada swoją magię. To fontanna endorfin. To energowyciskarka. To próba dla człowieka. ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Maraton posiada swoją magię. To fontanna endorfin. To energowyciskarka. To próba dla człowieka. Próba wyjątkowa.</p>
<p>To wszystko słyszałem. Jest to jednak - dla mnie - wyłącznie wyzwanie. Nigdy nie próbowałem. Chciałbym, ale nie prędko. Chciałbym, aż...</p>
<p>Trafiłem na ciekawy film (trailer) - zachęca, mobilizuje i jeśli nie chcecie zmieniać swojego życia - to lepiej nie ogladać ;)</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/-8XSit8XyeM'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/-8XSit8XyeM&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>Kawał dobrej roboty dokumentalistycznej, napięcie rośnie, temat sprawia wrażenie priorytetowego (jest takim) i prezentuje przekrój przez ambicje.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wiosna]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=89</link>
<pubDate>Sun, 20 Apr 2008 20:52:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=89</guid>
<description><![CDATA[
Wiosna - cieplejszy wieje wiatr! Nie chce mi się dzisiaj nic pisać. Jest już późno, każda nie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/04/img_9895_baner1.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-91" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/04/img_9895_baner1.jpg" alt="" width="500" height="223" /></a></p>
<p style="text-align:left;"><em>Wiosna - cieplejszy wieje wiatr! </em>Nie chce mi się dzisiaj nic pisać. Jest już późno, każda niedziela jest ostatnio niezwykle intensywna. Z tematów biegowych i okołobiegowych to zaistniało dzisiaj tylko wczesnoporanne łosiowanie (na tradycyjnej trasie 10 km) we wspaniałych okolicznościach przyrody: chłodno, deszczowo i zielono. To moje ulubione warunki do biegania. Gdybym miała się czepiać, to zażyczyłabym sobie jedynie około 5 st. C więcej, tak do temperatury 13-16 st. C - wówczas można się ubrać w letnie ciuchy i z całkiem gołymi łydkami hasać po błocie. Dzisiaj o 7. rano było jednak tylko 7 st., więc nie zdecydowałam się na taki hardkor.</p>
<p style="text-align:left;">Przyroda korzysta z ostatnich deszczy, wszystko kwitnie i pachnie. Jest po prostu przepięknie.</p>
<p style="text-align:left;">Dopisek w poniedziałek 21 kwietnia: Może gdybym biegając nie słuchała tak namiętnie muzyki, to usłyszałabym i zobaczyła <a href="http://pl.youtube.com/watch?v=ScgWlI2HETM">to stworzenie</a>. Kręciło się wczoraj w okolicach naszej trasy; sfilmowali je koledzy, którzy biegli pół godziny przede mną.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Complete Infinitus czy kompletna porażka]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=86</link>
<pubDate>Sat, 19 Apr 2008 19:36:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=86</guid>
<description><![CDATA[Wybrałam się nareszcie do jednego ze sklepów Intersport, aby wyrobić sobie własne zdanie na tem]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Wybrałam się nareszcie do jednego ze sklepów Intersport, aby wyrobić sobie własne zdanie na temat wiosennej promocji Pumy. Na pierwszy rzut oka super atrakcyjna dla biegaczy oferta: pięć modeli butów do wyboru, trzy modele męskie, dwa damskie. Do zakupu każdej pary Puma dołącza w prezencie kompletny strój do biegania (letni), o wartości ok. 400 pln.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Bieganie.pl zamieściło już <a href="http://bieganie.pl/index.php?show=1&#38;cat=20&#38;id=612">recenzję modeli męskich</a>, nie będę więc wypowiadać się na ten temat, powiem tylko, że znowu producent butów upraszcza kwestię kobiecego gustu zakładając, że podobają nam się bez wyjątku kolorki mdłe i landrynkowe. Ileż to różu widuje się na damskich butach sportowych w takim na przykład Decathlonie! Koszmar. Tymczasem buty dla facetów są przeważnie naprawdę nieźle skomponowane kolorystycznie, Puma nie jest w tym zakresie wyjątkiem: buty na poniższym obrazku, model Complete Infinitus, podobają mi się bardzo bardzo.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/04/puma_5.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-87" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/04/puma_5.jpg" alt="" width="200" height="158" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">W sklepie podszedł do mnie pan, który przedstawił się jako ekspert Pumy i zaoferował pomoc. Od razu uprzedziłam go, że biegam i że trochę znam się na butach - tak na wszelki wypadek, żeby nie próbował mi opowiadać bajek o jakichś nieprawdodpodobnych systemach. Pan okazał się profesjonalnym biegaczem, trenerem (nie zapytałam o nazwisko), wynajętym przez Pumę do promocji nowej linii butów. Z obsługi byłam bardzo zadowolona, z samych butów mniej.</p>
<p style="text-align:justify;">Przymierzałam te:</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/04/puma_2.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-88" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/04/puma_2.jpg" alt="" width="200" height="158" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Jest to model Complete Infinitus Womens. But neutralny. To kolejny przejaw dyskryminacji: dla panów Puma zapewniła wybór - jak Pan Bóg przykazał - między modelem dla stóp neutralnych, dla stóp pronujących i dla stóp supinujących. Panie nie mają żadnego wyboru, tak jakby producent zakładał, że damskie stopy wszystkie są jak z jednej sztancy i o normalnie wykształconym łuku stopy. A wiadomo, że tak nie jest, zwłaszcza współcześnie, gdy notorycznie narażamy nasze stopy na tortury wysokich obcasów.</p>
<p style="text-align:justify;">Amortyzację na pięcie damskie Infinitusy rzeczywiście mają wypasioną. Mój ekspert ze sklepu bardzo ten element buta zachwalał. Niestety cała przednia część podeszwy wydaje się, że jest tej amortyzacji pozbawiona, but z przodu jest całkiem miękki i ma się wrażenie, że pod palcami jest tylko cienki, niby w chińskich tenisówkach, kawałek gumy. Na szerokość buty są optymalne, dużo miejsca dla palców. Oczywiście przymierzyłam oba buty, trochę w nich poskakałam, przetruchtałam po sklepie kilkanaście metrów. Z rozczarowaniem stwierdzam, że jest to inna liga niż Kayano, zdecydowanie nie warta swej ceny (369 pln), nawet jeżeli dostaje się przy zakupie kompletny strój do biegania. To co ostatecznie zdyskwalifikowało te buty w moich oczach to odpowiedź eksperta na moje pytanie, czy dużo pań kupuje buty w tej promocji: pan odpowiedział rezolutnie, że owszem dużo, ale głównie do fitnessu. Do fitnessu??! Buty, które są dobre do fitnessu, na pewno nie sprawdzą się na długiej trasie - sorki. Uśmiechnęłam się uprzejmie, podziękowałam panu ekspertowi za demonstrację obuwia i odłożyłam buty do pudełka.</p>
<p style="text-align:justify;">Podsumowując: fajne buty na spacer do Łazienek, ale na maraton nie polecam. Warto zainwestować w coś, co w sposób bardziej pewny minimalizuje ryzyko kontuzji.</p>
<p style="text-align:justify;">Dla porządku obrazek z forerunnera z trasą dzisiejszego treningu. 10 km o 7. rano. Chłodno i pochmurno. Samopoczucie dobre. Obrazek otworzy się w pełnym rozmiarze po kliknięciu nań:</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/04/ulrychow_2008-04-19.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-85" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/04/ulrychow_2008-04-19.jpg?w=128" alt="" width="128" height="115" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Jutro może pojadę na Łosiowe, chociaż odstrasza mnie ilość błota, jaką tam zastanę: pada już całą dobę.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Statystycznie rzecz ujmując]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=84</link>
<pubDate>Fri, 18 Apr 2008 18:00:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=84</guid>
<description><![CDATA[Krótki rzut oka w moją biegową buchalterię.

W ciągu siedmiu lat biegania przebiegłam 8532 km ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Krótki rzut oka w moją biegową buchalterię.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">W ciągu siedmiu lat biegania przebiegłam 8532 km – licząc włącznie z wczorajszym treningiem. Na samym początku nie liczyłam kilometrów zbyt dokładnie, ponieważ nie dysponowałam wówczas narzędziem – oprócz dość prymitywnego sposobu, jakim było użycie mapy i kawałka nitki – które w sposób precyzyjny pokazywałoby mi zrobione w terenie kilometry. Ale mam z grubsza policzone, że w 2001 przebiegłam 489 km, a w 2002 – 903 km. Począwszy od 2003 roku mam zalogowany w dzienniku treningowym każdy bieg, a ponieważ wówczas zaczęłam biegać po dobrze pomierzonych i przeważnie tych samych trasach, więc błąd pomiaru, nawet jeśli występuje, to jest dość niewielki.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Anyway, na dzień dzisiejszy licznik pokazuje mi zgrabne, acz nierówne 8532 km.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><!--more--></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Ale wypadałoby to jakoś zaokrąglić. Na przykład do 10 000 km. Od tej liczby dzieli mnie 1468 km. Dużo – mało. Zdecydowanie do zrobienia do końca tego roku. Niestety mam stracony styczeń i luty, więc wyrobić ten kilometraż muszę w ciągu 10 miesięcy. W tej chwili powoli kończy się kwiecień, więc pozostało praktycznie osiem miesięcy.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Policzmy. 1468 km podzielone przez 8 miesięcy daje 183,35 km miesięcznie – można to zaokrąglić do 184 km. Miesiąc ma 4 tygodnie, więc tygodniowy kilometraż musiałby wynieść dokładnie 46 km. To niewiele. To są raptem trzy treningi po 10 km i jeden – pewnie niedzielny - 16 km. Albo cztery treningi po 11,5 km.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Żeby jednak komfortowo przebiec wrześniowy maraton powinnam biegać co najmniej 50 km tygodniowo. Takie założenie zakłada, że raz w tygodniu będę robiła wybieganie, czyli tak zwane LSD (<em>Long Slow Distance Run</em>) 20 km. Na około półtora miesiąca przed maratonem będę też musiała zrobić dwa biegi po 30 km – to jest ciężkie do przeżycia, bo potem przez resztę dnia się śpi i się regeneruje (zakładając oczywiście, że się tę próbę generalną przed maratonem ukończy) i jest się niedostępnym dla reszty świata, co w moim przypadku może być dość trudne. Nienawidzę trzydziestek – straszliwie mnie nudzą. Maraton to co innego – tu się biegnie do mety, gdzie jest medal i kibice. Ale treningowa trzydziestka…? Masakra dla psyche.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Deszcze niespokojne]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=80</link>
<pubDate>Thu, 17 Apr 2008 19:38:52 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=80</guid>
<description><![CDATA[






Deszcz padał przez całą noc, wygrywając perkusyjną symfonię szmerów na oknie w naszej ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/04/img_7257_banner-copy.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-95" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/04/img_7257_banner-copy.jpg" alt="" width="500" height="224" /></a></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Deszcz padał przez całą noc, wygrywając perkusyjną symfonię szmerów na oknie w naszej sypialni. Zupełnie jak w wierszu Staffa:</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><em>O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny / I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny / Dżdżu krople padają i tłuką w me okno... / Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną / I światła szarego blask sączy się senny... / O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny... </em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><!--more--><em></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Deszcz nie był jesienny, tylko wiosenny - kwietniowy, ale i tak nie wróżył niczego dobrego zaplanowanemu na piątą rano treningowi. Od trzeciej w nocy spałam z przerwami, budząc się co kwadrans i kompulsywnie sprawdzając godzinę na telefonie komórkowym. Gdy w końcu nadeszła TA godzina - godzina okrutnej pobudki - byłam już do tego stopnia zmęczona oczekiwaniem, że najpierw wyłączyłam budzik, a potem zasnęłam jak kamień. Zwloklam się z łóżka parę minut po szóstej, w ślad za Piotrem i niby zjawa (jak to mówi poeta: <em>A cóż to za zjawa ponura i krwawa?</em>) zaczęłam obijać się o kuchenne sprzęty usiłując zagotować wodę na herbatę i przygotować śniadanie.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Na Łosiowe dotarłam po pracy. Pogoda jak na kwiecień barowa, temperatura tylko 7 st. C, więc w lesie nie spotkałam żywego ducha. Tylko łosie obserwowały mnie zza krzaków. Biegło mi się dzisiaj nad wyraz komfortowo - byłam tym dość mocno zdziwiona. Tętno przyzwoitsze niż ostatnio, utrzymywało się w okolicach 160 ud/min, dopiero w drugiej połowie biegu wzrosło do 165 ud/min, ale i tak czułam się całkiem nieźle. Przebiegłam dystans praktycznie jednym ciągiem, nie zatrzymując się przy pomoście i jakoś tak szybko mi dzisiaj zleciało te dziesięć kilometrów. W lesie, na niektórych odcinkach utrzymuje się śliskie błoto, ale dzisiaj przezornie założyłam buty trailowe, Asics Mojave, które mają na takim trudnym podłożu nieporównanie lepszą przyczepność niż szosowe Kayano.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Nie przepadam za tymi butami - podobnie jak wiele innych modeli butów trailowych, nie dorastają do pięt szosówkom w zakresie amortyzacji, co moje nogi natychmiast wychwytują. Mojave w dodatku mają coś skiepszczone w zakresie wsparcia śródstopia, bo mimo że stopę mam normalną z niewielką tylko skłonnością do pronacji, to w tych butach czuję się, jakbym biegała w miękkich bamboszkach. Noga wykrzywia mi się w nich do wewnątrz - zero supportu. A w ogóle to są na mnie o numer za duże, bo Mojave to jest model męski i mój rozmiar w rozmiarówce męskiej okazał się o ponad centymetr dłuższy od mojego rozmiaru w rozmiarówce damskiej (polscy dystrybutorzy nie zawracają sobie głowy takimi babskimi fanaberiami, jak damski but trailowy: alternatywa, przed jaką stoimy my - polskie biegaczki - to albo kupować zagranicą, albo w Polsce, ale modele męskie).  Najchętniej to bym się ich pozbyła i kupiła jakiś damski model trailowych butów Asicsa, ale to oznacza zakupy zagranicą, a więc znowu cło i VAT. Tak więc jeszcze trochę w nich pobiegam, bo po pierwsze mają duże zalety w zakresie wodoodporności: są dość pancerne i na takie warunki jak dziś - wymarzone, a po drugie mają niewielki przebieg, niecałe 300 km.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">Jakie by one jednak nie były, to doniosły mnie szczęśliwie do stadionu. Nogi od łydek w dół miałam upaćkane czarnym błotem - tak, tak, błoto na Łosiowych Błotach jest czarne niby smoła. Zanim wsiadłam do samochodu umyłam trochę podeszwy butów w kałuży, ale górna część buta, moje skarpetki oraz kawałek skóry widoczny między krawędziami skarpetek a nogawką legginsów, były całkowicie czarne i pokryte zaschniętą błotną skorupą. Dojechałam do domu. Ściągam ci ja windę w garażu podziemnym, otwierają się drzwi, patrzę - a w środku Młody Sąsiad, mieszkamy drzwi w drzwi, różnica wieku między nami podejrzewam jest dość spora, pewnie około 15 lat. Widocznie ściągnęłam go z parteru. Wchodzę do windy, w tych ubłoconych buciskach, cała jeszcze czerwona z wysiłku i pewnie niezbyt pięknie woniejąca, a on wytrzeszcza na mnie oczy. Bąka "dzień dobry". W sumie nie dziwię się jego zaskoczeniu, bo w takim przebraniu mnie chyba jeszcze nie widział; spotykamy się przeważnie rano, gdy jadę do pracy i kiedy jestem w biurowym kamuflażu. Winda jedzie do góry, zatrzymuje się na parterze, drzwi się otwierają. O zgrozo - cóż za niespodzianka - do windy wsiada ojciec Młodego, Sąsiad Starszy. No pięknie, teraz lustruje mnie już dwóch facetów, no i te buciska czarne, jakbym za przeproszeniem z chlewa wyszła! Dobrze, że nasz budynek ma tylko trzy piętra - niedługo trwało, a dojechaliśmy na trzecie i z ulgą wysiadłam.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[W poszukiwaniu straconego czasu]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=79</link>
<pubDate>Wed, 16 Apr 2008 19:00:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=79</guid>
<description><![CDATA[
Jestem wciąż słaba. Jestem przemęczona. Do takich wniosków - zresztą nie nowych - doszłam wc]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.files.wordpress.com/2008/05/wall_banner.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-138" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/05/wall_banner.jpg" alt="" width="500" height="246" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Jestem wciąż słaba. Jestem przemęczona. Do takich wniosków - zresztą nie nowych - doszłam wczoraj, gdy o godzinie 21:30 zasnęłam nad książką. Jak się okazuje przesunięcie pory biegania na wczesny poranek ma dla mnie tę zasadniczą wadę, że wieczorem jestem padnięta i myślę tylko o spaniu. A więc wygospodarowany na wieczorną pracę czas ulatuje do krainy, w której rządzi niepodzielnie Morfeusz.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">O tym, że z tym porannym bieganiem może być ciężko, wiedziałam już od dawna. Wielokrotnie, w poprzednich latach, próbowałam przestawić się na bieganie o świcie i za każdym razem ponosiłam spektakularną klęskę, której główną przyczyną były właśnie napady senności i zmęczenia, atakujące mnie już od wczesnych godzin wieczornych. <em>Bieganie</em> pisało kiedyś o wadach i zaletach treningów porannych: autorzy artykułu twierdzili, że jest to wszystko kwestia przyzwyczajenia i po kilku tygodniach wstawanie o 5. rano wydaje się biegaczowi najnaturalniejsze pod słońcem. Pewnie tak. Ale jak przetrwać ten najtrudniejszy okres adaptacji do nowego planu dnia?</p>
<p style="text-align:justify;">Jest to pytanie dla mnie o tyle kluczowe, że na obecnym etapie mojego życia, gdy od zajęć i obowiązków aż gęsto, muszę bardzo precyzyjnie planować wszystkie swoje działania, jeżeli chcę, aby wszystko grało. Jesienią zrezygnowałam z biegania, ponieważ nie widziałam dla sportu ani grama miejsca w moim trzeszczącym w szwach harmonogramie. Pod koniec zimy stwierdziłam jednak, że za bieganiem tęsknię jak potępiona, więc muszę tak wszystko ustawić, aby to miejsce znaleźć. To było działanie w myśl powiedzenia, że jeżeli nie masz na nic czasu, to dorzuć sobie jeszcze jakiś nowy obowiązek, a czas na pewno się znajdzie. No i właśnie tak zrobiłam miesiąc temu: stwierdziłam, że na sport czas się musi znaleźć (<em>Umiem zaginać czas!</em>), a teraz doszedł jeszcze ten blog, i jak się okazuje, wszystko w miarę dobrze się układa. Zapomniałam tylko o jednym: skoro doba ma tylko 24-godziny i z natury swojej nie jest rozciągliwa, to z czegoś trzeba zrezygnować. W pracy muszę być te 8-9 godzin, czasu na dojazdy też nie skrócę, czasu na dziecko i męża poskąpić nie mogę i nie chcę, na Inne Ważne Sprawy - też absolutnie nie. Jedynym wyjściem jest skrócić czas snu, co jak na razie wychodzi mi bokiem. Musi mi jednak wystarczyć te sześć godzin, zamiast dawnych ośmiu. I muszę się do tego przyzwyczaić.</p>
<p style="text-align:justify;">Grunt to dobra organizacja.</p>
<p style="text-align:justify;">Gdy sobie pomyślę, ile wolnego czasu miałam kilkanaście lat temu, jeszcze jako niepracująca studentka, to nie mogę wyjść z podziwu, jak bardzo ten czas marnotrawiłam wówczas na totalne głupstwa, sprawy nieistotne, czczą gadaninę i zajmowanie się rzeczami, które nie były warte, aby się nimi zajmować. Potem zaczęłam pracować i to w zasadzie był koniec swobodnego dysponowania czasem, no bo przecież weszłam w reżim wyznaczonych godzin pracy i rytmu tygodnia wyznaczanego przez dni pracujące. Ale mimo wszystko tego wolnego czasu miałam wówczas jeszcze w bród. Nie miałam własnej rodziny i po pracy mogłam robić co mi się żywnie podobało: spotykać się z ludźmi, chodzić po mieście, czytać książki w nieograniczonych ilościach, leżeć w łóżku, pisać pamiętnik, wyjeżdżać w każdy weekend, nie spać do rana... A potem wyszłam za mąż i w zasadzie nic się nie zmieniło poza tym, że nieuchronnie, wraz z zarabianiem coraz większych kwot wpadliśmy w szpony konsumpcjonizmu: już nie wystarczył serek wiejski i kawałek bułki, trzeba było zapełnić wspólną lodówkę. I tak małżeńskie gospodarowanie wymusiło na przykład robienie regularnych zakupów, na które traciliśmy mnóstwo czasu, a także wspólne gotowanie obiadków i kolacji, jak również niedzielne obiady u jednych lub drugich rodziców. Nagle okazało się, że prowadzimy drobnomieszczański tryb życia, które pozbawione jest choćby grama metafizycznego dreszczu lub ekscytacji, i które jest po prostu dość nudne w tej swojej stabilności. Inna sprawa, czy potrzebowaliśmy zmian. Ja na pewno.</p>
<p style="text-align:justify;">To był już okres, kiedy ważne miejsce w moim życiu zajęło bieganie. Uczyniłam je centralnym punktem moich zainteresowań, wokół niego kręciło się bardzo wiele spraw, a w okresie, kiedy zaczęłam biegać w maratonach - praktycznie już wszystko. Czasu miałam teraz znacznie mniej niż kilka lat wcześniej, ale nadal wystarczająco, aby pozwolić sobie na trenowanie pięć dni w tygodniu, z czego każdy trening miał dość rozbudowaną strukturę i zajmował mi od dwóch do trzech godzin. Łącznie tygodniowo na bieganie poświęcałam nawet do 15 godzin, na poziomie amatorskim to jest bardzo dużo.</p>
<p style="text-align:justify;">A potem urodziłam dziecko i doznałam - jak większość młodych matek - poważnego szoku. Szok ten wywołany był uświadomieniem sobie bolesnego faktu, że wraz z pojawieniem się na świecie małego człowieczka, mój czas już nie jest mój. Ja już nie mam czasu. Nie istnieje coś takiego jak mój czas - czas wolny, który dawniej mogłam przeznaczyć wyłącznie na własne potrzeby i przyjemności, a teraz w całości muszę je oddać jemu - dziecku. Gdy w ciągu dnia pojawiał się atom wolnego czasu, to wówczas natychmiast zapadałam w kamienny sen. Żegnajcie książki, żegnaj kino, żegnajcie kolacje w restauracjach, żegnajcie wyprawy rowerowe, żegnaj nicnierobienie. Na bieganie wymykałam się wczesnym rankiem, reglamentując sobie czas co do minuty. I tak przez pół roku.</p>
<p style="text-align:justify;">Kolejny etap to był powrót do pracy po sześciu miesiącach macierzyńskiego. Nastąpiła dość radykalna zmiana sytuacji i moich priorytetów. Czas "dla siebie" uzyskałam w pracy, natomiast po pracy gnałam pędem o domu, żeby pobyć z dzieckiem, zanim trzeba je będzie położyć spać. W związku z tym moje myślenie o upływie czasu przestało się koncentrować na tym, że ja mam mało czasu dla siebie, tylko na tym, że nie mam go dla dziecka. Albo: że mam go dla dziecka tak mało. Nieustający problem młodych matek.</p>
<p style="text-align:justify;">Dzisiaj jestem w takim punkcie, że moja latorośl ma już prawie trzy lata, więc nie wymaga noszenia na rękach i karmienia z cyca, i całkiem nieźle potrafi się sama sobą zająć. Nieobecność rodziców w dni pracujące latorośl rekompensuje sobie w weekendy, anektując nas wówczas całkowicie. Część weekendów mam zajętych ze względu na IWS (<em>Inne Ważne Sprawy</em>). Wówczas Maksia widuję tylko rano i przez chwilę wieczorem. Ułamki doby, jakie mam dla siebie, skrupulatnie dzielę na cząstki i organizuję tak, aby żadna minuta nie była stracona. Kiedy po raz ostatni zdarzyło mi się zalec na kanapie i po prostu pogapić się w sufit? Nie pamiętam.</p>
<p style="text-align:justify;">Tak więc, gdy myślę o tym oceanie wolnego czasu, który miałam kiedyś, a który dziś już jest tylko wspomnieniem, zawsze tworzę w myślach listę rzeczy, które bym zrobiła dzisiaj, gdybym ten stracony czas odzyskała i które będę robić na pewno, gdy w końcu przejdę na emeryturę. Jest tych rzeczy całe mnóstwo i nie wiem, czy starczy mi na nie życia. Może też przeczytam nareszcie Marcela Prousta <em>W poszukiwaniu straconego czasu</em>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Biegokwiatki, dlaczego warto biegać? część III]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=59</link>
<pubDate>Wed, 16 Apr 2008 15:59:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=59</guid>
<description><![CDATA[Przypadek 21: Więcej zatrzymujących się kierowców przed pasami - na widok nadciągającej lokomo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><strong>Przypadek 21</strong>: Więcej zatrzymujących się kierowców przed pasami - na widok nadciągającej lokomotywy biegacza, rzecz niecodzienna, a cenna bardzo.</p>
<p class="MsoNormal"><strong>Przypadek 22</strong>: Cieszą spotkania sportu z muzyką, kiedy biegnący mija grających (też ćwiczących) muzykantów. Z bardziej zjawiskowych przykładów spotykane są saksofony w parkach i kobzy na łąkach. Popieram inicjatywę poznańskiego maratonu i kapele na ulicach.</p>
<p class="MsoNormal"><strong>Przypadek 23</strong>: Zjawiskowe spotkania dotyczą postronnych i biegacza przypiętego linką do psa dyktującego tempo, że „tak, to każdy może biegać”, tak? Przecież te czworonożne potwory są ekspresami, nie ma mowy o 5min/km, trzeba napierać szybciej.</p>
<p class="MsoNormal"><strong>Przypadek 24</strong>: Czasami młodzi zaczepiają, że mogliby szybciej, lepiej, dalej – po czym następuje zwrot akcji i inny młody z grupy poprawia krzykacza, że po co zaczepiasz „a gdyby on stanął i ci…”. No tak, bywa różnie z tymi aktywnymi.</p>
<p class="MsoNormal"><strong>Przypadek 25</strong>: Bitwa roku: Rower vs. Biegacz. Szybkość za pierwszym, kontuzjogenność za drugim, z pozoru przegrywamy, ale to kontuzje powodowane przez rowery należą do tych najpaskudniejszych, szerokie obtarcia i stłuczenia. No i częsty błąd pedałujących, że to oni mają pierwszeństwo na dróżkach spacerowo-biegowych.</p>
<p class="MsoNormal"><strong>Przypadek 26</strong>: Mniej ankieterów zastępujących drogę biegaczom, że niby czekać nie można, teraz i już wypełnić, a czekać to nie można z innego powodu.</p>
<p class="MsoNormal"><strong>Przypadek 27</strong>: Więcej dobrze nastrojonych kibiców krzyczących z autobusów klubowych „SZACUN!”, dla nich i dla nas trening.</p>
<p class="MsoNormal"><strong>Przypadek 28</strong>: Mniej rozstawionych w lesie myśliwych w rzędzie przy drodze, takie bieganie to jak przed plutonem egzekucyjnym, jak Costner w „Tańczącym z wilkami”, run Kevin run.</p>
<p class="MsoNormal"><strong>Przypadek 29</strong>: Całusy posyłane przez przechodniów, miłe docinki o zabarwieniu wielorakim, a im więcej się biega – tym milej tego słuchać, zróżnicowanie treningów po prostu.</p>
<p class="MsoNormal"><strong>Przypadek 30</strong>: Mniej dowcipnych kierowców przyspieszających przed kałużami, jakie to śmieszne przykryć innych brudną falą deszczową, jakie śmieszne.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Well, I've walked these streets]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=78</link>
<pubDate>Tue, 15 Apr 2008 12:02:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=78</guid>
<description><![CDATA[Stoczyłam dzisiaj - bladym świtem - niezwykle zażartą walkę z moją poduszką. Zdradzę od razu]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Stoczyłam dzisiaj - bladym świtem - niezwykle zażartą walkę z moją poduszką. Zdradzę od razu, że walka zakończyła się moim heroicznym zwycięstwem i zwleczeniem się z wygrzanego łóżka o pogańskiej godzinie czwartej minut piędziesiąt sześć. Co było przyczyną bitwy? Łatwo zgadnąć: poranne bieganie.</p>
<p style="text-align:justify;">Plan dzisiejszego dnia wypełniony mam po brzegi. Popołudniowe bieganie nie wchodzi w grę ze względu na nieobecność Piotra w domu - coś tam załatwia. Wieczorne - również nie, mam za przeproszeniem kupę roboty, którą będę robić dopiero wówczas, gdy dziecko pożegluje do krainy snów. A więc jedyną alternatywą było: wstać o piątej rano. Jak ja tego porannego wstawania nie znoszę! Zwlec się z łóżka o takiej porze po to, aby przebiec się 10 km - trzeba mieć nierówno pod sufitem! Ale gdybym nie wstała, to coś by ucierpiało: albo mój humor, albo potomstwo, albo praca. Nie było wyjścia.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Rano. Coś mnie obudziło - pewnie mój wewnętrzny zegar - o 4:35. Przez chwilę siedziałam nieprzytomna na łóżku usiłując zebrać myśli i zgadnąć, jaki dzisiaj mamy dzień tygodnia. Trwało dłuższą chwilę, zanim ustaliłam, że mamy wtorek, a ja - oo niee..!! - właśnie za kwadrans muszę wstać na poranny trening. Nie ma mowy, wykluczone - pomyślałam i siup z powrotem pod kołdrę z zamiarem wyłączenia budzika, jak tylko się odezwie.</p>
<p style="text-align:justify;">Ale niestety - razem ze mną obudziło się również moje sumienie i już nie miało zamiaru zasnąć. Moje sumienie to wredny, zimny drań o mentalności terrorysty: za nic ma moje chcenia bądź niechcenia. Szybko przypomniało mi rozbudowaną agendę na wtorek, jak również to, że popołudnie mam całkowicie zajęte, co oznacza, że w przypadku podjęcia decyzji o niewstaniu z łóżka, ryzyko niezrealizowania dzisiejszego treningu osiąga poziom krytyczny. W tym momencie w głowie wyły mi już wszystkie syreny alarmowe, a ja nie mogłam znaleźć kluczyka do skrzynki, w której zamknięty był wyłącznik. Mimo tych hałasów moja głowa nadal miękko spoczywała na poduszce, było mi ciepło i błogo, i wcale nie miałam zamiaru z tego rezygnować. Zdrzemnęłam się przez kilka minut. Godzina 4:45. Nie - nie wstaję. Godzina 4:50 - zadzwonił budzik, pyk pyk pyk, wyłączony - i znowu przytuliłam się do ciepłej, wygodnej poduszki z zamiarem kontynuowania przyjemnej drzemki przez jeszcze co najmniej półtorej godziny. Moje zdesperowane sumienie sięgnęło w tym momencie po argument ostateczny i niepodważalny, argument, z którym moje pragmatyczne i uporządkowane ego nigdy nie dyskutuje, a mianowicie, że przecież bijemy się tylko o JEDNĄ godzinę: <em>Gdy ta godzina upłynie i tak będziesz musiała wstać, o ile wcześniej nie przywędruje do Twojego łóżka Maksio, a wówczas - czy wyobrażasz sobie, jak będziesz wściekła, że nie wyszłaś na trening, ale i tak sobie nie pospałaś, bo obudził cię lunatykujący trzylatek??</em> Wytrzeźwiałam w jednym momencie, wyskoczyłam spod kołdry, a po chwili byłam już w łazience szorując zęby i ubierając się w przygotowane wczoraj wieczorem ubranie. Dziesięć minut później byłam już na dworzu.</p>
<p style="text-align:justify;">10 kilometrów przeczłapane w godzinę z niewielkim hakiem, tętno - standard, czyli wysokie (nadal nie robię przebieżek!), trasa - określana w moim dzienniku treningowym kryptonimem <em>Ulrychów</em>. Jest to trasa miejska, wiodąca od mojego domu głównymi ulicami; na półmetku przebiegam przez park, potem wbijam się w osiedla i tenże Ulrychów, pod którą to nazwą kryje się kwartał niskiej, jednorodzinnej zabudowy, miejscami jeszcze z czasów przedwojennych. Przebiegam przez tory kolejowe, a kilometr dalej wypadam na kolejną dużą ulicę, która wiedzie mnie prosto do domu. Nie jest to trasa the best of ever, bo jednak - nawet o świcie - jeździ po ulicach pewna ilość samochodów, zwłaszcza po wylotówce na Poznań, ale gdy muszę biegać wcześnie rano i mam mało czasu, wybieram właśnie ten wariant, bo jest on mniej czasochłonny niż wyprawa do lasu, na Łosiowe Błota. Wszystkie niedogodności miejskiego biegu rekompensuje jednak przyroda. Weszliśmy właśnie w najpiękniejszą porę roku i najpiękniejszy miesiąc: kwiecień. Przyroda jest jakby zatrzymana w pół kroku między zimą a latem: jeszcze nie rozkwitła pełnią kolorów i woni, a jednak jest już zielono. Z dnia na dzień przybywa liści na drzewach: należy wówczas na nie patrzeć tak, jak się patrzy na obrazy pointyllistów: mrużąc lekko oczy, wówczas widzimy, że gałęzie spowite są jasno-zieloną, soczystą mgiełką. Kwiaty. W Warszawie jest naprawdę dużo kwiatów! Na żółto kwitną forsycje, na biało jabłonie, w mojej okolicy spotkać można różowiejące drzewa magnolii i wiśnie. Wszystko to wydziela odurzający zapach, wyjątkowo silny o poranku, gdy temperatura zawieszona jest między nocnym chłodem, a upałem wiosennego dnia. Lubię te przejściowe klimaty: są jak obietnica dobrej przyszłości. O godzinie piątej czterdzieści osiem, gdy przebiegałam przez alejki Parku Szymańskiego wzdłuż Elektoralnej, zza niskich budynków po wschodniej stronie parku, wysunęła się płonąca czerwono kula słońca. To była moja nagroda i moja rekompensata za rezygnację z godziny snu.</p>
<p style="text-align:justify;">Jadąc do pracy słuchałam w samochodzie Pinacolady vol. 1. Numerem ósmym na pierwszej płycie z tego albumu jest piosenka <a href="http://www.lastfm.pl/music/Natalie+Merchant/_/Carnival">Natalie Merchant <em>Carnival</em></a>. Jest to ostatnio mój numer jeden: absolutnie fascynujący utwór, wymykający się wszelkim opisom słownym - uważam zresztą, że muzyki nie należy opisywać - należy jej słuchać. Jest to ten rodzaj muzyki, przy którym opadają ze mnie nerwy i inne trudne emocje, i nie robi na mnie wrażenia żaden z palantów, którzy usiłują się wepchnąć przede mną do kolejki przy wyjeździe na Al. Prymasa Tysiąclecia. Pani Merchant to moje najnowsze odkrycie, i czuję, że skończy się to kupnem jej płyt, ale sądząc po tym jednym kawałku, nie będę żałowała.</p>
<p style="text-align:left;"><strong><em>CARNIVAL</em></strong></p>
<p style="text-align:left;"><em>Well, I've walked these streets<br />
A virtual stage<br />
It seemed to me<br />
Makeup on their faces<br />
Actors took their places next to me</em></p>
<p><em>Well, I've walked these streets<br />
In a carnival of sights to see<br />
All the cheap thrill-seekers<br />
The vendors and the dealers<br />
They crowded around me</em></p>
<p><em>Have I been blind?<br />
Have I been lost inside myself and my own mind?<br />
Hypnotized, mesmerized, by what my eyes have seen?</em></p>
<p><em>Well, I've walked these streets<br />
In a spectacle of wealth and poverty<br />
In the diamond market<br />
The scarlet welcome carpet that they just rolled out for me</em></p>
<p><em>And I've walked these streets<br />
In the madhouse asylum they can be<br />
Where a wild-eyed mystic prophet on a traffic island stopped<br />
And he raved of saving me</em></p>
<p><em>Have I been blind?<br />
Have I been lost inside myself and my own mind?<br />
Hypnotized, mesmerized, by what my eyes have seen</em></p>
<p><em>Have I been wrong?<br />
Have I been wise to shut my eyes and play along?<br />
Hypnotized, paralyzed, by what my eyes have found<br />
By what my eyes have seen<br />
What they have seen?</em></p>
<p><em>Have I been blind?<br />
Have I been lost?<br />
Have I been wrong?<br />
Have I been wise?<br />
Have I been strong?<br />
Have I been hypnotized, mesmerized<br />
By what my eyes have found?</em></p>
<p><em>In that great street carnival</em></p>
<p><em>Have I been blind?<br />
Have I been lost?<br />
Have I been wrong?<br />
Have I been wise?<br />
Have I been strong?<br />
Have I been hypnotized, mesmerized<br />
By what my eyes have found?</em></p>
<p><em>In that great street carnival, in that carnival?</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Buster Martin zdemaskowany!]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=76</link>
<pubDate>Mon, 14 Apr 2008 20:56:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=76</guid>
<description><![CDATA[Historii z Busterem Martinem ciąg dalszy. Pomijając fakt, że nieoczekiwanie podniósł statystyki]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Historii z Busterem Martinem ciąg dalszy. Pomijając fakt, że nieoczekiwanie podniósł statystyki mojego raczkującego bloga, mocno byłam dziś zaskoczona próbując od rana znaleźć w necie jakiekolwiek informacje o tym, czy pan Martin dobiegł do mety, a jeżeli tak - to z jakim czasem. Google jakby nagle nabrało wody w usta, bo wyszukiwanie kierowało mnie wyłącznie do niedzielnych serwisów. Strona <a href="http://www.london-marathon.co.uk/">Flora London Marathon</a> kompletnie zignorowała Bustera Martina nie umieszczając go na liście zawodników, którzy ukończyli dystans. Bardzo to wszystko było dziwne: przecież 101-letni maratończyk nie może być jednodniową gwiazdą mediów, w stosunku do takich ludzi nie traci się zainteresowania z dnia na dzień.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Zagadka tymczasem się wyjaśniła. <a href="http://www.timesonline.co.uk/tol/news/uk/article3740118.ece">Times Online</a> zamieszcza dość obszerny artykuł, w którym Buster Martin zostaje bezlitośnie zdemaskowany. Jak się okazuje, maraton ukończył, w dodatku z wynikiem znacznie lepszym w stosunku do pierwotnych założeń: na mecie był po około 10 godzinach. Ale jest jedno ALE. Komisja od rekordów Guinessa nie chce uznać naszego bohatera za najstarszego maratończyka na świecie, ponieważ Buster nie dostarczył dowodów świadczących o tym, że rzeczywiście ma 101 lat, bo podobno ma zaledwie 94 lata (cóż, młodzian!). Z formalnego punktu widzenia rzeczywiście wydaje się to dość kluczowe. Zrobiła się mała afera. <em>Buster is not a hero any more.</em> Szczegóły w zlinkowanym artykule.</p>
<p style="text-align:justify;">A mi jest wszystko jedno. Sto jeden lat czy dziewięćdziesiąt cztery, ten facet chodzi po tym łez padole cały wiek! I właśnie przebiegł maraton! Czy naprawdę musimy być aż tak pryncypialni? Czy urzędasy z Komisji Do Spraw Rekordów Guinessa zdają sobie sprawę, co to znaczy biec - nawet jeżeli jest to tylko trucht - przez dziesięć godzin??</p>
<p style="text-align:justify;">Może Buster rzeczywiście nie jest Najstarszym Maratończykiem na Świecie. Nawet jeśli jest to PR-owa sztuczka, albo nawet jeśli po prostu nie potrafi sobie przypomnieć, w którym dokładnie roku się urodził, to kłaniam mu się nisko i oddaję hołd, jako człowiekowi, który wykazał się niezwykłym hartem ducha i nieprzeciętną siłą woli. Kto nigdy nie posmakował maratonu, niech nie rzuca kamieniem w Bustera. To nie jest oszustwo - to jest co najwyżej nieprecyzyjne datowanie. Próbuję sobie wyobrazić, czy przypomniałabym sobie datę moich urodzin, gdybym na karku nosiła cały wiek - i kurcze, nijak mi to nie wychodzi.</p>
<p style="text-align:justify;">I jeszcze w charakterze smętnej anegdoty: dlaczego nie znamy dokładnego wyniku pana Martina? Otóż okazuje się, że bramka zliczająca na mecie czasy poszczególnych maratończyków została zdemontowana na 45 minut przed przekroczeniem mety przez Bustera. Oznacza to ni mniej ni więcej tylko to, że na Bustera nikt na mecie nie czekał. Że meta po prostu zniknęła. Może nawet nie było już nadmuchiwanej bramy? A przecież Busterowi, nawet jeżeli nie kwalifikuje się do Księgi Rekordów Guinessa, należały się kwiaty, feta, pinta ulubionego piwa, uścisk ręki włodarza Londynu. Tymczasem meta odjechała, zanim Buster ją osiągnął: nie ma chyba smutniejszej metafory bezsensowności wysiłku maratończyka.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Buster Martin]]></title>
<link>http://inthecat.wordpress.com/?p=73</link>
<pubDate>Sun, 13 Apr 2008 20:17:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>joycat</dc:creator>
<guid>http://inthecat.wordpress.com/?p=73</guid>
<description><![CDATA[

Pokazywały go dzisiaj wszystkie telewizje. Człowieka, który najprawdopodobniej zostanie najstar]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/04/buster.jpg"></a></p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/04/buster.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-75" src="http://inthecat.wordpress.com/files/2008/04/buster.jpg" alt="" width="215" height="300" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Pokazywały go dzisiaj wszystkie telewizje. Człowieka, który najprawdopodobniej zostanie najstarszym maratończykiem na świecie. Nazywa się Buster Martin i jest Brytyjczykiem. Dziś miał wystartować w Maratonie Londyńskim. Bieg został już zakończony, ale Martin pewnie jeszcze biegnie: dał sobie 14 godzin na ukończenie dystansu 42 kilometrów. Buster Martin ma 101 lat.</p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;"> W telewizji wygląda na siedemdziesięciolatka, no - na upartego można mu dać osiemdziesiątkę. Dresik, bujna marynarska broda. Komentatorzy podkreślają jego zamiłowanie do fajki i piwa. Inne fakty: wychował siedemnaścioro dzieci, walczył w II wojnie światowej. W wieku 97 lat przeszedł na emeryturę, ale znudzony bezczynnością zajął się wykonywaniem zawodu mechanika samochodowego. 2 marca ukończył Roding Valley Half Marathon w czasie 5 godzin i 13 minut.</p>
<p style="text-align:justify;">Brzmi to wszystko niewiarygodnie. W kraju, gdzie zaledwie sześćdziesięciolatkowie przeważnie są już ciężko schorowani i jedyną ich aktywnością fizyczną - oprócz wypraw do lekarza, kościoła i osiedlowego sklepu - jest uprawianie grządek na pracowniczej działce, newsy tego typu wywołują słuszne zdumienie i niedowierzanie: wszyscy oglądają Bustera Martina z oczami jak spodki i cmokają ni to z podziwu, ni to z dezaprobaty przemieszanej oczywiście z zazdrością. Nasz Ułan, czyli pan Jan Niedźwiecki, obecnie osiemdziesięciodwulatek, który ma zaliczonych około stu maratonów, również wzbudza podczas imprez biegowych ogromne zainteresowanie: niektórym imponuje, a innych śmieszy, nie-biegacze oglądają go niczym muzealny eksponat nie mogąc wyjść z podziwu, że tak można. Że w TYM WIEKU można biegać.</p>
<p style="text-align:justify;">A przecież to takie proste i naprawdę nie jest podszyte żadną skomplikowaną filozofią. Wystarczy para wygodnych butów i jakikolwiek dres. O ile nasi rodzice, dziadkowie byliby zdrowsi i szczęśliwsi, gdyby zrozumieli, że nie ma lepszego środka na długowieczność i dobre zdrowie, niż wysiłek fizyczny na świeżym powietrzu. Słowa te dedykuję również moim rodzicom, którzy są w tym wieku, kiedy za sobą ma się już wprawdzie te kilka dziesiątek lat, ale przed sobą - wspaniałą jesień życia bez obciążenia w postaci dorastających i nieprzewidywalnych dzieci. Niestety: są niereformowalni.</p>
<p style="text-align:justify;">Życzę panu Martinowi ukończenia dystansu i wpisania jego wyczynu do Księgi Rekordów Guinessa. Zobaczymy w jutrzejszych serwisach, czy mu się udało.</p>
<p style="text-align:justify;">(foto: <a href="http://www.thesun.co.uk/sol/homepage/features/article884439.ece">The Sun</a>)</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
