<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>belferskie &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/belferskie/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "belferskie"</description>
	<pubDate>Sat, 11 Oct 2008 03:35:25 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[27. kwiecień]]></title>
<link>http://mcbor.wordpress.com/?p=81</link>
<pubDate>Sun, 27 Apr 2008 18:07:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>McBor</dc:creator>
<guid>http://mcbor.wordpress.com/2008/04/27/27-kwiecien/</guid>
<description><![CDATA[Jednym z największych idiotyzmów na naszej-klasie jest zakładanie kont zrzeszających warszawiak]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jednym z największych idiotyzmów na naszej-klasie jest zakładanie kont zrzeszających warszawiaków, Walczaków, Kaczmarków, Romków, Piotrusiów itp. Wiadomo że Ryśki to fajne chłopaki, ale czy warto obciążać serwer użytkownikiem z 8 tysiącami "znajomych"? W tym momencie chciałem hiperbolicznie zaproponować założenie konta "Wszyscy Polacy", ale na wszelki wypadek sprawdziłem. I co? Oczywiście już takie JEST. Nazywa się "Polacy Pobijmy Rekord Znajomych" (!). Polacy, pobijmy idiotę, który to wymyślił.<br />
Mimo powyższego, z wrodzonej przekory i niekonsekwencji przystąpiłem na n-k do równie bezsensownego, jak wyżej wymienione, klanu wodników. Tak dochodzimy do właściwego tematu tego wpisu. Znajomi Wodnika podają mianowicie na jego stronie swoje daty urodzenia. No i czytamy: 5 luty, 9 luty, 13 luty, 12 luty, 14 luty, 25 styczeń ... LUDZIE! W roku jest jeden styczeń, jeden luty, tak? Jeżeli dziś jest dwudziesty siódmy kwiecień, to ile rok ma miesięcy? Dopiero 24. wodnik informuje, że urodził się 29 stycz<strong>nia</strong>. Gdyby stawiali po liczbie kropkę, byłoby to tylko złamanie sztucznej <a href="http://so.pwn.pl/zasady.php?id=629757">konwencji</a> a tak mamy obrazę logiki.<br />
Przy okazji:<br />
Bardzo proszę wszystkich znajomych w mojej obecności nie mówić<br />
<em>wziąść </em><br />
<em>wzięłem, zaczęłem</em> itp.<br />
<em>miło się rozczarowałem</em><br />
<em>ubrałem spodnie</em> (ciuchy to nie choinka)<br />
<em>stawić czemuś czołO </em><em><br />
</em><em>w cudzysłowiu</em> (cudzysłów to nie przysłowie)<br />
<em>wymyśleć</em><br />
<em>włanczać</em><br />
<em>tu pisze</em><br />
i <em>półtorej roku</em> (to nie porcja).</p>
<p>Dziękuję.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[ty, Ty]]></title>
<link>http://mcbor.wordpress.com/2007/08/08/ty-ty/</link>
<pubDate>Sun, 25 Mar 2007 11:57:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>McBor</dc:creator>
<guid>http://mcbor.wordpress.com/2007/03/25/ty-ty/</guid>
<description><![CDATA[Nie wiem czy to przejaw zramolenia i przewrażliwienia na własnym punkcie, ale przyznam że tak jak]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nie wiem czy to przejaw zramolenia i przewrażliwienia na własnym punkcie, ale przyznam że tak jakoś średnio mi się podoba, gdy moi korespondenci zwracają się do mnie z małej litery. Podkreślam, że chodzi o prywatną korespondencję, a nie publiczne czaty, fora dyskusyjne itp. Mimo że "znieczulica ortograficzna", o której już pisałem, się u mnie raczej pogłębia, tak akurat do tego "ty" i "pan" nie mogę się jakoś przyzwyczaić. Zresztą kwestię tę trudno uznać za li tylko ortograficzny niuans, problem będzie raczej socjologiczny (ufam, że nie psychiatryczny ;-). Wprawdzie zwracanie się do adresata z dużej litery niekoniecznie musi wypływać z jakiegoś szczególnego doń szacunku i jest najczęściej zadośćuczynieniem konwencji, to jednak wydaje się, że łamanie jej przez nadawcę, może adresatowi dać do myślenia. Pytanie tylko, czy i ewentualnie gdzie ta konwencja jeszcze obowiązuje? Wygląda na to, że w 'kontaktach elektronicznych' już nie, i to nawet w wyższych grupach wiekowych. Parę dni temu otrzymałem przyjaznego skądinąd mejla od osoby dobrze po 50-ce, która konsekwentnie pisze "ty". Nie powiem, że czuję się urażony, ale razi mnie to i dziwi zarazem, bo jest to 'człowiek pióra' i trudno mi sobie wyobrazić, że ma taki nawyk z korespondencji z ludźmi ze swego środowiska.<br />
No cóż, pewnie przyjdzie się <strong>i do tego</strong> przyzwyczaić.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[vademecum entelektualisty]]></title>
<link>http://mcbor.wordpress.com/2007/08/08/vademecum-entelektualisty/</link>
<pubDate>Sun, 25 Mar 2007 11:57:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>McBor</dc:creator>
<guid>http://mcbor.wordpress.com/2007/03/25/vademecum-entelektualisty/</guid>
<description><![CDATA[W jednej z pierwszych notek przedstawiłem sposób na olśnienie i przetestowanie naukAwców. Kontyn]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W jednej z pierwszych notek przedstawiłem sposób na olśnienie i przetestowanie naukAwców. Kontynuując temat zajmę się dziś kwestią, co robić, a właściwie czego nie robić, by uchodzić za człowieka wykształconego i „na poziomie”.<br />
Zacznijmy od pytania: Czy słuszna jest maksyma „im więcej się wie, tym lepiej”? Wielu w pierwszym odruchu odpowie "tak". Jednak gdy się chwilę zastanowić, rzecz przestaje być już taka prosta i oczywista. Bo czyż nie jest tak, że niektóre wiadomości mogą być równie kompromitujące jak luki w wykształceniu? Czy człowieka doskonale orientującego się w zasadach działania agencji towarzyskich, kobietę oczytaną w Harlekinach, miłośnika sportu potrafiącego bez zająknięcia wymienić strzelców wszystkich siedmiu bramek w meczu Polski z Haiti na mistrzostwach 1974 r. ktoś uzna za erudytę? Mało tego, czy ktoś dopuści myśl, że mogą oni jednocześnie być ekspertami od Heideggera i Jaspersa dla rozrywki czytającymi Baumana? Ważne jest zatem, by wiedzieć, które obszary wiedzy należy omijać szerokim łukiem, a jeśli się już je zna, by ten fakt skrzętnie ukrywać.<br />
Taki niebezpieczny teren to np. njusy z życia dworów królewskich. Mamy tu do czynienia z zabawnym paradoksem. Podczas gdy wiedza na temat problemów matrymonialnych Henryka VIII jest wręcz chwalebna, tak w przypadku pikantnych szczegółów dotyczących księcia Karola, ich znajomość może zaszkodzić reputacji. Jeżeli już zdecydujemy się o tych sprawach mówić, róbmy to od niechcenia, wyraźnie zaznaczając, że fakty te poznaliśmy przypadkowo, na przykład z pism wyłożonych w poczekalni u dentysty lub u fryzjera. Niewskazane jest podawanie zbyt wielu szczegółów, należy raczej demonstracyjnie ich nie pamiętać – w przeciwnym razie mogłoby powstać podejrzenie, że podchodzimy do sprawy z niejakim zaangażowaniem.<br />
Z jeszcze większą ostrożnością należy traktować wszystko, co ma jakiś związek z telewizją. Obowiązuje tu bowiem zasada: powiedz jakie audycje oglądasz, a powiem ci, kim jesteś. Jeżeli przyznacie się do oglądania popołudniowych tokszołów, oper mydlanych, comedy-shows, reality-tv itp., wyjdziecie na parweniuszy o proletariackim guście, którzy zamiast czytać „Ulissesa” w oryginale, przesiadują już od popołudnia z piwem w ręku przed telewizorem. W żadnym wypadku nie wolno się przyznawać do tego, że widziało się kiedykolwiek audycje typu „wybacz mi”, „kto widział, kto słyszał” czy „randka w ciemno”. Najbezpieczniej będzie w ogóle ich nie oglądać.<br />
Jeszcze lepszym rozwiązaniem jest całkowite zrezygnowanie z posiadania telewizora. Taki „nieposiadający” nie musi się martwić o swoją reputację. Zagadnięty na temat jakiejś audycji telewizyjnej odpowiada po prostu „niestety nie mam telewizora”. Ważne jest, by wypowiedzieć to zdanie przepraszającym tonem, najlepiej półgłosem, tak by normalni ludzie broń Boże nie doszukali się w tym stwierdzeniu nuty oskarżenia czy wyniosłości.<br />
Jeśli komuś takie rozwiązanie wydaje się zbyt radykalne, może telewizor zachować, ale publicznie wolno mu się będzie przyznawać wyłącznie do oglądania programów informacyjnych, publicystycznych, wybitnych dzieł filmowych i teatralnych, no, ewentualnie pewnej audycji kulinarnej (pozdrowienia dla June i Andiego ;-).<br />
Należy zaznaczyć, że powyższe zasady nie dotyczą uznanych autorytetów, z solidnym dorobkiem naukowym. Ci mogą bez najmniejszych oporów przyznawać się do pełnej konsumpcji telewizyjnej, bowiem w ich przypadku odczytane to będzie co najwyżej jako badawcza wycieczka w świat trywialności i dowód ich intelektualnego wigoru. Należy założyć, że na „różową landrynkę” spojrzą w świetle 'korelacji nadrzędnych' odnajdując w niej zaskakującą 'sygnifikancję' ;-).</p>
<p>Nie wiem jak Wy, ale ja, gdy w towarzystwie ktoś mnie spyta, z czym kojarzą mi się imiona Klaudiusz i Manuela, odpowiem, że z cesarzem rzymskim i pewną polską pisarką, której twórczość w następnym zdaniu podrzędnie złożonym profilaktycznie skrytykuję. Gdy po chwili padnie hasło „Big Brother”, potraktuję to jako zaproszenie do rozmowy o Orwellu ... ;-).</p>
<p>[Inspiracją do niniejszej notki była lektura „Bildung” Dietricha Schwanitza.]</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[ólrze sobie]]></title>
<link>http://mcbor.wordpress.com/2007/08/08/olrze-sobie/</link>
<pubDate>Sun, 25 Mar 2007 11:55:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>McBor</dc:creator>
<guid>http://mcbor.wordpress.com/2007/03/25/olrze-sobie/</guid>
<description><![CDATA[Z tego co widzę, najgorliwiej przestrzeganym i egzekwowanym punktem tzw. netykiety jest zakaz wytyk]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Z tego co widzę, najgorliwiej przestrzeganym i egzekwowanym punktem tzw. <em>netykiety</em> jest zakaz wytykania innym błędów ortograficznych i gramatycznych. Ludzie łamiący tę zasadę tępieni są bezlitośnie. Przekonałem się o tym kiedyś na własnej skórze, gdy na jakimś forum dyskusyjnym nie wytrzymałem i wytknąłem pewnemu osobnikowi podającemu się za studenta, nazwijmy to eufemistycznie - pewne deficyty w zakresie ortografii. Młodzieniec ów w czterech wierszach zrobił ponad 10 rażących błędów i ponad wszelką wątpliwość nie były to giboniaste żarty. Autor utyskiwał na swego dostawcę Internetu, a na dowód swego zirytowania cały tekst napisał wielkimi literami. Delikatnie mu więc zaproponowałem, żeby w czasie przerw w dostawach netu pouczył się trochę ortografii ... No i sobie narobiłem. Cała grupa solidarnie wskoczyła na mnie jak na burą sukę. Dowiedziałem się, że jestem cham, lamer i troll złamany, co netykiety nie zna i że mam spier... . Najbardziej rozczulił mnie sam zainteresowany argumentem: "To se sprawdź palancie w Wordzie, że żadnych błędów tu nie ma" (słowo honoru, tak powiedział). W pierwszym odruchu chciałem mu wyjaśnić, że kontrola ortograficzna Worda domyślnie ignoruje słowa napisane dużymi literami oraz zwrócić nieśmiało uwagę, iż pisanie dużymi literami do dobrego tonu też zdaje się nie należy, ale dałem sobie spokój.<br />
Nie mniej jednak problem jest powarzny. W karzdym razie dla mnie. W miarę upływu czasu spendzanego w polskim necie narasta we mnie coś, co morznaby nazwać znieczólicą ortograficzną. Nie tylko pszestały mnie te błendy razić, ale zaczynam ich nie doszczegać, niestety ruwniesz u siebie. <strong>Problem jednak w tym, że to co uchodzi (a może nawet staje się normą) w necie, ciągle jeszcze jest kompromitujące u mnie w pracy. </strong>Ostanio w oficjalnym piśmie o mało co napisałbym "żądanie" zamiast "rządanie".<br />
Kto wie, być morze pokolenie tych, ktuży dziś już niczego poza siecią nie czytają, usankcjonuje kiedyś sfoje nieuctwo ustawowo …</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
