<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>archiwum &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/archiwum/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "archiwum"</description>
	<pubDate>Sat, 06 Sep 2008 05:58:57 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Myślenie nie jest dżezi]]></title>
<link>http://variat.wordpress.com/?p=74</link>
<pubDate>Mon, 11 Aug 2008 22:02:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>variat1lo</dc:creator>
<guid>http://variat.wordpress.com/?p=74</guid>
<description><![CDATA[ Część polskiej młodzieży (definiująca się jako tzw. pokolenie MTV) zapatrzona jest w swoich ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><!--[if gte mso 9]&#62;  Normal 0 21         MicrosoftInternetExplorer4  &#60;![endif]--> Część polskiej młodzieży (definiująca się jako tzw. pokolenie MTV) zapatrzona jest w swoich amerykańskimi kolegów, których z kolei fascynuje głupota, małe, puchate pieski typu szczurowatego oraz szybki seks. I co gorsza, to nie tylko teoria...</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedyś do szkoły nasza koleżanka z klasy ubrała się w różowy dres i japonki. Zapytana skąd ten strój, odpowiedziała, że widziała w MTV, tak ubraną Jessice Simpson. Ciekawe, czy stwierdzenie, że w wieku szesnastu lat wstyd być dziewicą, też usłyszała w MTV, czy może wyczytała w Bravo.</p>
<p style="text-align:justify;">Głupota i pustota stały się popularne. W stacji de facto muzycznej ponad połowa programów to mętna różowa kaszka, ugotowana na zwierzęcych instynktach i polana płytkim podejściem do życia. Nastolatki chłoną tak spreparowaną rozrywkę całą powierzchnią swojego, pomarańczowego od solarium, ciała.</p>
<p style="text-align:justify;">Jeszcze kilka lat temu kontrowersje wzbudzał „Big Brother”, teraz mało kto dostrzega coś dziwnego, w programach, których jedynym celem, jest ocenienie co jest „seksy” a co nie. Starej prawdzie życiowej, która mówi, że pieniądze szczęścia nie, dają już podziękujemy, teraz jej miejsce zajmie program „The fabulous life”.</p>
<p style="text-align:justify;">Widząc i słysząc wyznawców kultury masowej, tworzących z Paris Hilton swojego guru, mam ochotę krzyczeć, płakać i tupać. Nie wstawię jednak tysięcy wykrzykników pod owym stwierdzaniem, nie pójdę się tez pociąć, z przekonaniem, ze cały świat mnie nie rozumie. Wolę powiedzieć stanowcze nie! głupocie i dalej śmiać się z małych różowych piesków.</p>
<p style="text-align:justify;">Powyższe przemyślenia podsumuję mądrością wschodu, która wyszła z ust Dody Elektrody: „No właśnie, problem w tym, że wszyscy postrzegają mnie jako atrakcyjną laskę, a ja, niestety, jestem inteligentna”.</p>
<h5 style="text-align:justify;">Magda Wieńska</h5>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wywiad z aktorem Sławomirem Maciejewskim]]></title>
<link>http://variat.wordpress.com/?p=70</link>
<pubDate>Mon, 11 Aug 2008 16:39:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>variat1lo</dc:creator>
<guid>http://variat.wordpress.com/?p=70</guid>
<description><![CDATA[  Co to za przeklęte miejsce?
Bracia rzucają się sobie do gardeł,
dziewczyny handlują bimbrem,
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><!--[if !mso]&#62; &#60;!  v\:* {behavior:url(#default#VML);} o\:* {behavior:url(#default#VML);} w\:* {behavior:url(#default#VML);} .shape {behavior:url(#default#VML);} --> <!--[endif]--><!--[if gte mso 9]&#62;  Normal 0 21         MicrosoftInternetExplorer4  &#60;![endif]--> <em>Co to za przeklęte miejsce?<br />
Bracia rzucają się sobie do gardeł,<br />
dziewczyny handlują bimbrem,<br />
a mordercy chodzą wolno.<br />
Wygląda na to, że tutaj Boża jurysdykcja nie sięga…</em></p>
<p style="text-align:justify;">Tak właśnie możnaby streścić fabułę „Samotnego Zachodu” – sztuki Martina McDonagh. Redakcja „Varia(t)a” – rządna nowych wyzwań – postanowiła porozmawiać z jednym z najbardziej znanych aktorów toruńskich, Sławomirem Maciejewskim kreującym rolę jednego z braci, Colemana Connora.</p>
<p style="text-align:justify;">Zacznijmy może od bardzo stereotypowego pytania: Jak zaczęła się Pana przygoda z aktorstwem? Czy wiedział Pan od zawsze, że takie będzie Pańskie powołanie? A może było zupełnie inaczej?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Chciałem zostać inżynierem (śmiech). Przez dwa lata studiowałem na politechnice w Łodzi i nawet byłem całkiem dobrym studentem. Ale na drugim roku było tam już tak piekielnie nudno, że zdecydowałem się to rzucić. Oczywiście  chadzałem do teatru, ale bez większego entuzjazmu. Chodziłem nawet do opery ale zwykle chichotałem widząc piętnastoletnią Butterfly, graną przez otyłą śpiewaczkę w wieku przedemerytalnym. Do pójścia na egzaminy do szkoły aktorskiej namawiała mnie dziewczyna, a decyzję podjąłem, kiedy matka koleżanki powiedziała, że nadawałbym się na aktora, bo potrafię rozśmieszać ludzi. Poszedłem na egzaminy i – pewnie dlatego – że mi w ogóle nie zależało, dostałem się .  Wszyscy moi koledzy byli „szalenie wrażliwi”, otwarci – ja nie. Po dwóch latach w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej Telewizyjnej i Teatralnej  im. L. Schillera miałem zamiar wrócić na politechnikę. Ale jeden z profesorów przekonał mnie, że powinienem zostać, że nie chodzi o żadne „bebechy”, że tego zawodu można się nauczyć bez udawania nadwrażliwca. Czytając precyzyjnie tekst można znaleźć sposób przekazu. Uwierzyłem.</p>
<p style="text-align:justify;">Jak długo jest Pan już aktorem? I czy od zawsze pracuje Pan w Toruniu?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Jestem aktorem już prawie dwadzieścia lat. Najpierw pracowałem w Łodzi, skąd pochodzę. Potem przeprowadziłem się do Torunia i póki co tu zostałem. Miałem propozycje pracy we Wrocławiu, w Warszawie. Gram tam gościnnie, ale nie widzę powodu by się przenosić? Najpierw musiałbym kursować między dwoma miastami. Mieszkać tu i tam. To nie jest tanie. Żeby było mnie na to stać, prędzej czy później, wylądowałbym w jakimś serialu. A tak mogę, ale nie muszę!</p>
<p style="text-align:justify;">Czy ma Pan możliwość dodania kreowanej przez Pana postaci czegoś od siebie, czy może to jak dana postać ma się zachowywać, każdy jej ruch i grymas, są z góry ustalone?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Teatr nie polega na demonstrowaniu wrażliwości aktora, lecz na zbudowaniu i zaprezentowaniu publiczności postaci scenicznej. Ja jako aktor daję postaci swoje ręce, nogi, głowę, wyposażam w  umiejętność reagowania na zdarzenia sceniczne. W sytuacjach kryzysowych, na przykład gdy nagle zgaśnie światło, albo zacznie padać deszcz na scenie, muszę reagować tak, jak zareagowałaby moja postać, a nie tak jak zareagowałbym ja sam. Często dopiero w trakcie prób przychodzi oświecenie i znajduje się rys postaci.</p>
<p style="text-align:justify;">A czy przeżywa Pan te same emocje, co postać przez Pana wymyślona?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Ja jestem w pracy. Nie mogę się wzruszać swoją własną postacią. Przecież gdyby na przykład moja postać miała się powiesić, a ja zbytnio bym się tym przejął i w rezultacie sam się powiesił, braw bym już nie usłyszał. (śmiech) To widz ma się wzruszyć, to widz ma przeżywać. Moim zadaniem jest sprawić, by widz przejął się postacią.</p>
<p style="text-align:justify;">Jakie role Pan preferuje: komediowe czy tragiczne; współczesne, a może klasyczne?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Wybieram różne role do dobrze skrojonych tekstów. Najważniejsza jest pełnia postaci.</p>
<p style="text-align:justify;">Mówi się, że każdy aktor ma rolę, o której wie, że czułby się w niej dobrze. Jedni chcieliby zagrać Hamleta inni wariata…Czy Pan również marzy o takiej roli?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">To prawda, każdy chce zagrać Hamleta. Tylko po co? Hamlet już został zagrany. Oczywiście, w każdej postaci można uzyskać więcej niż już zostało pokazane. Ale granie Hamleta dla Hamleta? To absurdalne. Ostatnio grałem Henryka w „Ślubie”. Postać ta jest nazywana „polskim Hamletem” i według mnie jest równie intrygująca.</p>
<p style="text-align:justify;">Czy aktor w teatrze musi zagrać każdą zaproponowaną mu rolę, czy też ma prawo wyboru?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Aktor ma oczywiście komfort odrzucenia roli, jeżeli uzna, że postać kompletnie do niego nie pasuje, albo, że nie da sobie z nią rady. W sezonie jest jednak od czterech do pięciu premier. Zwyczajowe  prawo w teatrze mówi, że jedną z nich można odrzucić. Jednak jeśli w sezonie grane jest tak mało nowych sztuk, to aktor nie narzeka raczej na nadmiar pracy. Inaczej w większych miastach, na przykład w Warszawie, gdzie obok tych sztuk nęcą również owe „seriale”.</p>
<p style="text-align:justify;">Czy zwraca Pan uwagę na reakcje publiczności podczas przedstawienia? A może sztuka pochłania Pana całkowicie?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Zwracam uwagę na publiczność, czuję ją. Teatr składa się w równej części z widza i aktora. Bez tego właściwie nie byłoby teatru. Moim zadaniem jest sterować oddechem publiczności, Państwo macie przeżywać to, co ja chcę, byście przeżywali. I tak, dla przykładu, moja postać ma się zastrzelić. Widz powinien niemal wstawać z krzesła i błagać:nie rób tego!</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Jest taka anegdota: uczeń zaprosił swego mistrza na pierwszą reżyserowaną przez niego sztukę. To były „Trzy siostry” Czechowa. Po przedstawieniu uczeń zapytał mistrza o wrażenia. Mistrz na to: „Taaak, było dobrze. Ale pierwsza siostra wychodzi: płacze. Druga wychodzi: płacze. Trzecia wychodzi: też płacze.” „Ależ mistrzu!” – stropił się uczeń – „Przecież ja specjalnie wziąłem egzemplarz Czechowa z pańskimi wskazówkami! I tam po kwestiach wszystkich trzech sióstr dopisał pan na marginesie: PŁACZE.” Mistrz, kiwając głową, odparł:„Publiczność płacze!.”</p>
<p style="text-align:justify;">A jak to jest z tremą? Jest ona za każdym razem taka sama, czy też maleje w miarę wystawiania tego samego przedstawienia raz po raz?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Trema jest dość duża przy pierwszym publicznym pokazie, kiedy wszystko jest jeszcze świeże, nie utrwalone. Pierwszy kontakt z publicznością jest najistotniejszy, jest egzaminem sprawdzającym, czy to co wymyśliliśmy działa.</p>
<p style="text-align:justify;">Zdarzało się Panu kiedyś improwizować na scenie? Czy miała miejsce sytuacja, w której sufler nie przyszedł Panu w sukurs?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Wiele razy zapominałem tekstu. Gdy ucieka mi jakieś słowo, zastępuję je innym, albo opisuję, o co mi chodzi. Gorzej, kiedy tekst sztuki jest wierszowany, ale i na to są sposoby…</p>
<p style="text-align:justify;">Kreowany przez Pana bohater „Samotnego Zachodu”, Coleman Connor miał bardzo skomplikowaną psychikę. Jak Pan go wymyślał?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Kiedy po raz pierwszy czytałem tę sztukę, nic nie wskazywało na to, że Coleman jest upośledzony. Próby trwały już półtora miesiąca i wszystko było ułożone, kiedy Pani reżyser stwierdziła, że to jest po prostu nudne. W tekście sztuki zauważyłem kilka zdań wypowiadanych przez mojego bohatera, które sugerowały, jakby mówiło to dziecko, ale zbagatelizowałem je. Teraz pomyślałem więc: może właśnie ta dziecięca natura jest prawdziwa, a te „poważne” zdania to tylko przykrywka. Zagrałem tak jedną scenę i poczułem, że to działa. On jest „inny”. Jest dużym dzieckiem!<br />
Pozostało jeszcze znaleźć zewnętrzne ślady upośledzenia. Dodałem nieporadne gesty, przykurczoną sylwetkę i autystyczny wyraz twarzy. W tekście sztuki mój  brat naśmiewa się z mojej fryzury. Więc i ona musi być dziwna. W teatrze dziwna fryzura często sprowadza się do kolorowego irokeza. Ale to nie pasowałoby do mojej postaci. Pomyślałem: więc może jego włosy są po prostu ohydne? Zdecydowałem, że najlepiej natłuścić je i przylizać. A do tego świetnie nadaje się wosk. Nie żel, bo ten by wysechł, ale właśnie wosk.</p>
<p style="text-align:justify;">Samuel Beckett powiedział kiedyś, że „nie ma nic śmieszniejszego niż nieszczęście” i w tym wypadku tak właśnie było. Na koniec prawdziwie variackie pytanie: w którejś scenie musiał Pan jest paszteciki, leżące na stole. Czy one były prawdziwe?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">(śmiech) Tak, były prawdziwe, niestety. Ja nie cierpię pasztecików, są obrzydliwe! Rozmawialiśmy o tym z reżyserką, proponowałem coś innego, ale koniec końców stanęło na pasztecikach. Ble!</p>
<p style="text-align:justify;">Dziękuję, że zgodził się nam Pan udzielić wywiadu.<br />
Proszę bardzo.</p>
<h5 style="text-align:justify;">Margot</h5>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Katyń]]></title>
<link>http://variat.wordpress.com/?p=63</link>
<pubDate>Mon, 11 Aug 2008 16:20:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>variat1lo</dc:creator>
<guid>http://variat.wordpress.com/?p=63</guid>
<description><![CDATA[Najnowsze dzieło Andrzeja Wajdy nie jest obrazem sensacyjnym, batalistycznym ani nawet historycznym]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Najnowsze dzieło Andrzeja Wajdy nie jest obrazem sensacyjnym, batalistycznym ani nawet historycznym w sensie gatunku filmowego. Jest Pamiątką. Ranga tematu, jaki podejmuje czyni z niego wydarzenie bez precedensu.</p>
<p style="text-align:justify;">"Film, jako opowieść o rodzinie rozłączonej na zawsze, o wielkich złudzeniach i brutalnej prawdzie katyńskiej zbrodni; o indywidualnym cierpieniu, które wywołuje obrazy mające znacznie większą uczuciową pojemność niż historyczne fakty. Film ukazujący do bólu okrutną prawdę, której bohaterami nie są zamordowani oficerowie, lecz kobiety, które czekają na ich powrót każdego dnia, o każdej godzinie, przeżywając nieludzką niepewność."- tak reżyser obrazu ilustruje problematykę, która zresztą emanuje z samego tytułu.</p>
<p style="text-align:justify;">Słowo "Katyń" ma w Polsce bardzo mocne konotacje. Sądzę, że pierwotny tytuł „Post Mortem", dużo lepiej oddawałby charakter filmu. Skoro Andrzej Mularczyk (autor książki będącej pierwowzorem scenariusza) na pierwszym planie stawiał ubolewanie rodzin, a nie samą zbrodnię, nie rozumiem celu w nasuwającym się tytułem uwypuklaniu poległych. Zastanawia mnie także, dlaczego na plakacie reklamowym widnieją twarze czterech mężczyzn grających, bądź co bądź, drugorzędowe, najwyżej kilkunastominutowe role. Standardowy widz trzymając w ręku ulotkę filmu automatycznie wyobraża sobie zamordowanych oficerów jako głównych bohaterów. Nic bardziej mylnego.</p>
<p style="text-align:justify;">Akcję otwierają sceny z września 39'. Bardzo wyraźne jest tu operowanie symbolem - rozerwanie polskiej flagi przez żołnierzy Armii Czerwonej, czy znalezienie figury Jezusa Ukrzyżowanego pod płaszczem jednego z oficerów. Do kwestii zdecydowanie na minus zaliczam 'zamerykanizowanie' scen mających zapewne ukazywać patriotyzm idealny- jak chociażby moment, w którym rotmistrz w bardzo niestandardowy sposób odmawia żonie ucieczki i decyduje się na pozostanie z innymi żołnierzami. Zasada 'Bóg Honor Ojczyzna' jest zresztą w filmie mocno uwidoczniona. Według mnie - zbyt mocno. Sądzę, że widz zyskuje o wiele więcej odczytując najważniejsze wartości i główne przesłania ukryte między wierszami, czując wyraźnie klimat filmu. Wydarzenia o których jest mowa same w sobie sprawiają, że obraz przesycony jest tematem patriotyzmu, nie sądzę więc, żeby potrzebne było ukazywanie w nim scen mających go jeszcze silniej zaakcentować - jest to poniekąd niedocenianiem inteligencji i wrażliwości przeciętnego widza. Być może dlatego właśnie producenci zdecydowali się na ten krok - wiedzą doskonale, że o sprzedaży filmu (a nie oszukujmy się - w końcu głównie o to tutaj chodzi - nie jest to przecież kino niezależne) decyduje oglądalność jego w kręgu standardowych odbiorców - tych, którzy wybiorą się na „Katyń" z popcornem w jednej ręce i colą w drugiej. Swoją drogą smutne jest, że najwyraźniej potrzeba takich scen, żeby poruszyć przeciętnym widzem. Jakby sama tematyka nie była dostatecznie wymowna…</p>
<p style="text-align:justify;">Wrzesień ukazany w „Katyniu" staje się swego rodzaju apokalipsą, w której mężczyźni nie mogli stać obok swoich kobiet, by je chronić. Wtedy to matki, żony i córki same musiały walczyć o życie, a później także o pamięć o swoich najbliższych i każdą informację dotyczącą ich losu. „Ukazanie tej zbrodni jedynie z perspektywy uwięzionych w obozie w Kozielsku byłoby hołdem wyłącznie wobec umarłych. A mężczyźni ci mieli przecież rodziny, które długo nie mogły pogodzić się z tak bestialskim mordem."- przeczytałam na jednym z forów internetowych. Słowa te ukazują chyba całą istotę filmu, który dla Andrzeja Wajdy jest dodatkowo dziełem niewątpliwie bardzo ważnym i bliskim prywatnie. „Katyń" opowiada także o czymś więcej- pokazuje Polskę rzuconą na kolana, zniewoloną przez dwóch najeźdźców. Chyba w  żadnym filmie nie zrównano ze sobą tak wyraźnie bestialstwa i Niemców i Sowietów. Także wśród nich scenariusz wkleił jednak charaktery dobre i sprawiedliwe. Radziecki oficer ratujący Annę i jej córkę przez wywozem narażając własne życie jest de facto jedynym bohaterem ze strony sowieckiej, którego imię dane jest poznać widzom. Mordercy pozostają bezimienni. W filmie wróg- choć jest obecny i wyczuwalny na każdym kroku- jest jedynie mgłą, symbolem zwiastującym zło. W efekcie widoczny jest bunt przeciwko systemowi, nie konkretnym osobom.</p>
<p style="text-align:justify;">Jest to obraz niewątpliwie kipiący sławami- Stenka, Żmijewski, Chyra czy Cielecka z pewnością są rozpoznawani i kojarzeni ze sztandarowymi przebojami kinowymi ostatnich lat, uważam zebranie ich wszystkich w jednym projekcie za rozpraszające. Chętniej widziałabym główne role odgrywane przez mniej znanych aktorów, co pozwoliłoby bardziej skupić uwagę na kreowanych w „Katyniu" bohaterach niż na porównywaniu gry aktorskiej gwiazd z zupełnie odrębnymi filmami.</p>
<p style="text-align:justify;">Podsumowując „Katyń" obudził we mnie mieszane uczucia. Pomijam fakt jego istotności jako dokumentu poruszającego historię Polski- bądź co bądź jedynego obrazu o takiej tematyce. Pokazał wydarzenia z 1940 r. z nieco innej perspektywy, kładąc nacisk na inne aspekty. Końcówka filmu ukazała dobitnie całą istotę zbrodni katyńskiej i sprawiła, że wszyscy wychodzili z kina w kompletnej ciszy, mając przed oczami najważniejsze zawarte w filmie prawdy dziejowe. Mimo, że jako obraz filmowy sam w sobie nie wywołał na mnie spodziewanego wrażenia, sądzę, że warto było go obejrzeć, chociażby po to, żeby wzbogacić swoją wiedzę i światopogląd, a także warto będzie wrócić do niego jeszcze raz. Kiedyś w przyszłości.</p>
<h5 style="text-align:justify;">Ika</h5>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wywiad z Dyrekcją]]></title>
<link>http://variat.wordpress.com/?p=59</link>
<pubDate>Mon, 11 Aug 2008 16:10:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>variat1lo</dc:creator>
<guid>http://variat.wordpress.com/?p=59</guid>
<description><![CDATA[Jak długo pełni Pani profesor funkcję Dyrektora I LO im. Mikołaja Kopernika w Toruniu?
W bieżą]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Jak długo pełni Pani profesor funkcję Dyrektora I LO im. Mikołaja Kopernika w Toruniu?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">W bieżącym roku szkolnym rozpoczęłam drugą kadencję, zatem Dyrektorem jestem od pięciu lat. Wcześniej przez 10 lat byłam wicedyrektorem.</p>
<p style="text-align:justify;">W jaki sposób została Pani wybrana na to zaszczytne stanowisko?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Jest to procedura, która dotyczy wyboru na stanowisko dyrektora nie tylko I LO, ale każdej szkoły. Odbywa się wtedy konkurs. Najpierw osoba, która kandyduje powinna uzyskać akceptację Rady Pedagogicznej. W konkursie biorą udział przedstawiciele rodziców, nauczycieli i władz: Prezydent Miasta, przedstawiciele Wydziału Edukacji, kuratorium. Całe to grono w tajnym głosowaniu decyduje o tym, czy kandydat spełnia określone warunki.</p>
<p style="text-align:justify;">Jakie emocje towarzyszyły Pani podczas ogłoszenia wyników wyboru?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Za pierwszym razem było dwóch chętnych na to stanowisko. Podczas drugiego konkursu byłam jedynym kandydatem, a zatem zależało mi by dobrze zaprezentować szkołę, siebie także przy okazji, ale najważniejszym celem było pokazanie sukcesów szkoły, które są zauważalne. Tylko drobna nerwowość rąk świadczyła o tym, że są to emocje, których nie da się pominąć.</p>
<p style="text-align:justify;">Czy nasza Pani Dyrektor jest sentymentalna? Chciałbym powrócić do Pani dzieciństwa i związanymi z nim marzeniami...</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Myślę, że tak. Jeśli chodzi o szkołę to jestem jej absolwentką, jestem z nią emocjonalnie związana. Moi obaj synowie także wybrali tę szkołę i w zasadzie nie było w domu dyskusji, że może być inna. Myślę, że to pokazało poziom emocjonalnego związku z moim miejscem pracy.</p>
<p style="text-align:justify;">Skąd Pani pochodzi? Gdzie Pani spędziła swoje dzieciństwo?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Urodziłam się w Łasinie, niedaleko Grudziądza. Ostatnio kilka razy tam byliśmy. Znajduje się tam jezioro, las, miejsce gdzie chodziłam na poziomki. Jest tam dom, w którym mieszkali moi dziadkowie. To są miejsca, do których się wraca, być może im człowiek starszy tym częściej...</p>
<p style="text-align:justify;">Kim chciała Pani zostać w przyszłości będąc jeszcze małą dziewczynką?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Pochodzę z rodziny nauczycielskiej. Mój dziadek był nauczycielem, kierownikiem szkoły we Wiągu niedaleko Świecia. Mój ojciec również pracował jako nauczyciel, a więc cały czas wyrastałam w atmosferze nauczycielskiej i przyzwyczaiłam się do tego.</p>
<p style="text-align:justify;">Jakiego przedmiotu nie lubiła Pani uczęszczając do szkoły średniej?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">To trudne pytanie...Wielu moich rówieśników pracowało, a ja nie musiałam. Po południu często chodziłam na spacer albo z książką na drzewo lub bawiłam się, np. w podchody. Doceniałam to, jednak rodzice wymagają od takiego dziecka dobrych wyników w nauce i posłuszeństwa. Wszystkiego więc chętnie się uczyłam i wszystko starałam się lubić.</p>
<p style="text-align:justify;">Jakie książki Pani czyta?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Wakacje są takim okresem, kiedy jest czas na dodatkowe lektury. Kiedy skończyłam szkołę i nie było takiej sytuacji, że trzeba coś przeczytać, w pełni świadomy sposób wybierałam najważniejsze pozycje literatury światowej.</p>
<p style="text-align:justify;">Jakiej muzyki Pani słucha?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">W moim domu przez długi czas było trzech mężczyzn, więc muzyka zostawała mi niejako narzucana (śmiech). Muzyka wybierana przez mojego męża i synów cały czas brzmiała w domu. Jednak muszę powiedzieć, że jest ona dosyć ambitna, w tym także jazz. Na pewno nie jest to disco polo (śmiech).</p>
<p style="text-align:justify;">Czy ma Pani jakąś pasję?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Tak. Często jest tak, że nauczyciele przedmiotów ścisłych, szukają takiej furtki, która pozwoli im zajmować się czymś innym, nie tylko swoim przedmiotem. Bardzo lubię malarstwo, gromadzę albumy. Jeżeli są organizowane wyjazdy na wystawy, to korzystam z nich o ile tylko mogę. Z takich codziennych rzeczy jest działka, rower, zimą narty. Mogę się nawet pochwalić, że po raz pierwszy pojechałam na basen za Wisłę (śmiech). Wszystkim polecam.</p>
<p style="text-align:justify;">Czemu wybrała Pani matematykę?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Lubiłam matematykę. Kiedy chodziłam do liceum, istniał szeroko rozbudowany system pomocy koleżeńskiej. Pamiętam takie własne odczucia, że rozumiałam dane zagadnienie nie w klasie, kiedy je tłumaczono, ale w momencie, kiedy ja tłumaczyłam to komuś innemu.</p>
<p style="text-align:justify;">Jaką cechę, lub może cechy charakteru najbardziej sobie Pani ceni?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Na pewno: uczciwość, życzliwość, pracowitość, otwartość. Kiedyś razem z profesorem Czapiewskim stworzyliśmy Kodeks Honorowy, w którym jest to wszystko zawarte.</p>
<p style="text-align:justify;">Czy może Pani zdradzić naszym czytelnikom, kto jest Pani autorytetem?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Nie chcę tu wymieniać pod opinię publiczną, ale z pewnością jest to Jan Paweł II. Jego odejście było ciężkim przeżyciem...</p>
<p style="text-align:justify;">Jaką, Pani zdaniem, pełni rolę nauczyciel w dzisiejszych czasach?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Podstawowym zadaniem nauczyciela jest zachęcić ucznia do tego, żeby zechciał poświęcić przedmiotowi odpowiednią ilość czasu. Trzeba wymagać, trzeba zainteresować, pokazać możliwości jak samodzielnie się uczyć. Trzeba przygotować ucznia do studiów, które zamierza wybrać.</p>
<p style="text-align:justify;">Co Pani sądzi o młodzieży naszej szkoły?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Zacznę od tego, jacy uczniowie tę szkołę wybierają. Wystarczy popatrzeć na świadectwa osób rozpoczynających tu naukę. To praktycznie bez wyjątków są świadectwa z paskiem. W związku z tym mam pełną świadomość, że jest to młodzież wybrana. Młodzież, która chciała się znaleźć w tym liceum. Bardzo jestem zadowolona, gdy młodzi ludzie są aktywni, cieszymy się ze wszystkich sukcesów. Lubię być z młodzieżą w kontaktach pozaszkolnych (obozy narciarskie, wycieczki, rajdy).</p>
<p style="text-align:justify;">Jakie są Pani najbliższe plany dotyczące szkoły?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;">Jesteśmy w dobrej sytuacji, ponieważ pod koniec ubiegłego wieku zakończyły się remonty kapitalne. Natomiast po tych prawie dziesięciu latach od ostatniego remontu potrzebne jest wykonanie remontów bieżących. Informatyzacja, która cały czas trwa (zaopatrzenie każdej pracowni w zespół multimedialny: rzutnik i laptop). Oficjalnie dowiedziałam się nie dawno, iż jest w planach budowa wielkiej sali gimnastycznej przez miasto Toruń, również dla szkół w tym także I LO. Czeka nas jeszcze dokończenie oczyszczania elewacji szkoły i stolarki okiennej, jak również przydałaby się większa ilość ławek na korytarzu.</p>
<h5 style="text-align:justify;">rozmawiał Mateusz Karbowski</h5>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Życie i jego sens]]></title>
<link>http://variat.wordpress.com/?p=47</link>
<pubDate>Mon, 11 Aug 2008 15:58:13 +0000</pubDate>
<dc:creator>variat1lo</dc:creator>
<guid>http://variat.wordpress.com/?p=47</guid>
<description><![CDATA[Czy życie ma sens?
To jedno z tych pytań, które zdarza nam się zadawać najczęściej. Jest to r]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Czy życie ma sens?</p>
<p style="text-align:justify;">To jedno z tych pytań, które zdarza nam się zadawać najczęściej. Jest to również pytanie, na które zwykle nie potrafimy znaleźć odpowiedzi. Może stanie się to prostsze, gdy upewnimy się, o co właściwie pytamy? Życie to słowo o wielu znaczeniach: stan organizmu polegający na nieprzerwanym ciągu biochemicznych procesów(...); istnienie, egzystencja, bytowanie; czas, który spędzamy na tym świecie.</p>
<p style="text-align:justify;">Powyższe definicje nie zadawalają mnie z prostego powodu. Mówią one o takim życiu, które sensu nie ma. (Życie motyla jakiś tam sens posiada na pewno, ale w porównaniu do sensu człowieka, sens życia motyla jest „malutki” i często go nie zauważamy. Ciekawe jest to, ze nad sensem życia motyla się nie zastanawiamy a nad sensem życia człowieka tak...)</p>
<p style="text-align:justify;">Żeby odpowiedzieć na pytanie, które postawiłem na początku, musze dokonać pewnego podziału. „Życie człowieka” to cos innego, to dużo więcej niż „życie”. Myślę ze tak samo jest z sensem. Sensem życia wspomnianego motylka jest odgrywanie określonej roli w przyrodzie, upiększanie świata, albo coś innego. Na tej zasadzie można znaleźć sens istnienia każdego stworzenia, każdego bytu. Życie wszystkiego, co żyje ma wiec sens, czyli każde życie ma sens.</p>
<p style="text-align:justify;">Ale tak jak człowiek jest istotą zupełnie inną, niż ten motylek, na którego się uparłem, tak ich życia są różne, a co za tym idzie sens życia każdego z nich. Uważam, ze człowiek, prócz tego przypisanego każdemu bytowi, potrzebuje jeszcze jednego, większego sensu. Życie Jana Kowalskiego polega głównie na wypełnianiu potrzeb fizjologicznych: Kowalski pracuje (by zapewnić warunki bytu), może znalazł żonę i ma z nią gromadkę dzieci, może nawet lubi to swoje życie, ale pewnego dnia może się obudzić i stwierdzić, ze jego życie jest pozbawione sensu. Sens jego życia mógł się bowiem ograniczyć do tego podstawowego, wyznaczonego przez naturę. Czym jest więc ten wyższy, człowieczy sens życia?</p>
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;">Istnieje teoria, ze gdzieś,w duszy wszechświata, w samym Bogu, albo gdzieś indziej, zapisane jest przeznaczenie każdego człowieka. Każdy ma swoją misję, która musi wypełnić. Nie wykluczam takiej opcji, nie zgadzam się jednak z myśleniem: „nie musze się niczym przejmować, mogę siedzieć z założonymi rękami, bo oto może moją misją jest w wieku 73 lat znalezienie się we właściwym miejscu i o właściwym czasie i uratowanie dziecka, które wybiegnie nagle na ulice”.</p>
<p style="text-align:justify;">Trudno jest mi uwierzyć w teorię przeznaczenia. Z drugiej strony przyjemnie jest myśleć, ze ścieżka, którą będę szedł przez życie jest zaznaczona na jakiejś mapie i póki nie wejdę na tą drogę, będę na nią naprowadzany, a i kiedy z niej zbocze mogę na czyjąś pomoc liczyć.</p>
<p style="text-align:justify;">Inna, popularniejsza teza głosi „każdy jest kowalem własnego losu”. Oznacza to, że od nas samych zależy, kim jesteśmy, kim będziemy i czego dokonamy. Przyznaje, że obecnie nie jestem przekonany ani do tej, ani do poprzedniej teorii o sensie życia człowieka.</p>
<p style="text-align:justify;">Na szczęście mam pomysł na konkluzje, która nie przekreśla żadnej z tych dwóch tez. Myślę, że każdy człowiek bardzo potrzebuje sensu. Jeżeli wiec nie znaleźliśmy go jeszcze, naszym sensem jest poszukiwanie sensu życia. Bo życie ma sens.</p>
<h5 style="text-align:justify;">Mateusz Ciechowicz</h5>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[A mnie nie zachwyca!]]></title>
<link>http://variat.wordpress.com/?p=44</link>
<pubDate>Mon, 11 Aug 2008 15:52:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>variat1lo</dc:creator>
<guid>http://variat.wordpress.com/?p=44</guid>
<description><![CDATA[Tyle się mówi - „Młodzieży brakuje autorytetów!” Wciąż i wciąż - nastolatek pobił kole]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Tyle się mówi - „Młodzieży brakuje autorytetów!” Wciąż i wciąż - nastolatek pobił kolegę: „Na pewno brakowało mu autorytetu!”, uczeń podstawówki okradł kobietę: „Nic dziwnego- nie miał na kim się wzorować”, mała Zosia dłubała dziś w nosie: „Ach, gdzie, ach gdzie są te autorytety?!”.</p>
<p style="text-align:justify;">W gimnazjum na lekcji WOS-u pisaliśmy pracę pt.: „Mój autorytet”. O nie posiadaniu takowego nawet nie było mowy. Ponad połowa klasy napisała o  Janie Pawle II, cześć wzięła pod uwagę Lecha Wałęsę, reszta pozostała wiernie przy Jurku Owsiaku. Jeśli ktoś napisał o  postaci, której nie znała nauczycielka praktycznie z miejsca dostawał 6. Wystarczyło uargumentować to zwięzłym opisem: był dobry, pomagał ludziom chcę być taki jak on, gdyż zawsze można było na niego liczyć. W gruncie rzeczy opisując osobę, która tak naprawdę nie istnieje, można było wyjść na tym najlepiej.</p>
<p style="text-align:justify;">O tym kim tak naprawdę jest autorytet słowo na tej lekcji nie padło. Wiemy, że to ktoś, kogo cenimy za  wyjątkową inteligencję, odwagę lub umiejętności. Chyba mamy już nawet pewien pakiet „wzorów do  naśladowania”. Pogrupowani na kategorię: bojownik o  prawa człowieka, naukowiec oraz  bohater narodowy, doskonale sprawdzają się na tego typu lekcjach. I  wciąż w myśl słów: „Dlaczego Słowacki wzbudza w nas zachwyt i miłość? Dlatego, panowie, że Słowacki wielkim poetą był!” powielamy schematy.</p>
<p style="text-align:justify;">Już od dawna nie mam autorytetu. Nie uznaje naśladowania. Chcę być odważna, ale to wcale nie znaczy, że taka jak Tadeusz Komorowski, chcę być słowna i  odpowiedzialna, ale nie taka jak Zawisza Czarny, chcę być inteligentna i bystra, ale nie zależy mi na autorytecie w postaci Thomasa Edisona.<br />
Bardzo cenię tych ludzi, słusznie uważani są za wybitnych i bardzo dobrze, że zostali uwiecznieni na łamach księgi dziejów ludzkości. Niejednokrotnie pokazaliśmy jednak, że nie potrafimy czerpać z historii i uczyć się na błędach, po co więc mamy udawać, że ktoś jest dla nas wzorem i próbować być takim jak on?<br />
Tak naprawdę chyba nie potrzebujemy autorytetów. Przydałby się jednak niewątpliwie ktoś inteligentny i  chromatyczny, kto potrafiłby wskazać nam jak znaleźć swój pogląd na siebie - niepowtarzalny i nie oparty na kimś innym, ale stworzony jedynie na podstawie zbioru cech, które możemy cenić u innych.<br />
Einstein powiedział, że aby ukarać go za jego pogardę dla autorytetów, los sprawił, ze on sam stał się autorytetem.  Nikomu nie życzę by został autorytetem, choć z drugiej strony „Wiara w  autorytety powoduje, ze ich błędy przyjmowane są za wzorce”.</p>
<h5 style="text-align:justify;">Magda Wieńska</h5>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[And then the past recedes]]></title>
<link>http://variat.wordpress.com/?p=40</link>
<pubDate>Mon, 11 Aug 2008 15:47:40 +0000</pubDate>
<dc:creator>variat1lo</dc:creator>
<guid>http://variat.wordpress.com/?p=40</guid>
<description><![CDATA[i wtedy przeszłość oddala się
a ja nie będę wplątany
ten wysiłek by być wolnym
zdaje się z]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><!--[if gte mso 9]&#62;  Normal 0 21         MicrosoftInternetExplorer4  &#60;![endif]-->i wtedy przeszłość oddala się<br />
a ja nie będę wplątany<br />
ten wysiłek by być wolnym<br />
zdaje się z góry przegrany</p>
<p style="text-align:justify;">Siedzę na niewygodnym, prostym krześle w swoim cichym, przytulnym pokoju. Przede mną ekran komputera. Prowadzę internetowa konwersacje z najlepszym kumplem. Jak to często bywa, wymiana zdań na temat pogody przeistacza się po chwili w poważną dyskusję na tematy typowo egzystencjalne. W tle szumi muzyka. Nagle nachodzi mnie nieodparta pokusa włączenia mojego ulubionego utworu, którego już dawno nie miałem okazji usłyszeć. Mowa o The past recedes Johna Frusciante, a te słowa na początku to moje nieudolne tłumaczenie fragmentu tej piosenki.</p>
<p style="text-align:justify;">W Past recedes zakochałem się od pierwszego usłyszenia i był to jeden z pierwszych kawałków, których nauczyłem się grac na gitarze. Od tego czasu gram to prawie codziennie i gdyby dzisiaj ktoś poprosił mnie o wybrzdąkanie kilku piosenek, zapewne zacząłbym właśnie od tej. Zabawne jest to, ze pokazał mi ja ten sam przyjaciel, o rozmowie z którym wspomniałem… ale to już inna historia.</p>
<p style="text-align:justify;">I tak, w końcu naciskam play i zamieniam się w słuch. Najpierw dociera legendarne już „one, two, three, four”, następnie ten charakterystyczny rytm szarpania strun. Cos jest jednak nie tak. Słyszę zupełnie inna piosenkę… Ale… Nie, nie to właśnie to The Past Recedes. Kawałek brzmi dokładnie tak jak powinien. Ale… Dopiero po krótkiej chwili odnajduję wyjaśnienie tego całego zamieszania. Problem tkwi w mojej wizji piosenki. Gram ja naprawdę często i choć chwyty, rytmika i słowa pozostają zawsze takie same, to jednak długo nie porównując swojej wersji z pierwowzorem, zacząłem podkreślać pewne charakterystyczne elementy, zapominając jednocześnie o wielu ważnych rzeczach. W ten sposób stworzyłem karykaturę mojej ulubionej piosenki…</p>
<p style="text-align:justify;">Coż… żadna tragedia. Muszę poćwiczyć tak, jak robiłem to na początku i postarać się grac ten piękny kawałek lepiej. Najbardziej chciałbym jednak nie zapomnieć nauki, która zdaje się wypływać z tej prostej historii. Otóż czasem tracimy sens, w pogoni za szczęściem zapominamy, co jest naszym celem. Zaczynamy wówczas biec na oślep, by w końcu upaść. Cała sztuka polega jednak na tym, żeby zauważyć swoja pomyłkę i znaleźć w sobie odwagę, by spojrzeć w przeszłość i powrócić do miejsca, w którym zgubiliśmy drogę.</p>
<p style="text-align:justify;">
Warto sobie czasem przypomnieć, dlaczego w naszym życiu coś jest tak a nie inaczej, tak jak warto czasem przesłuchać oryginalną wersję piosenki, którą się gra. Jasne, że najważniejsze jest to, co dzieje się tu i teraz, ale nie należy ignorować tego, co było kiedyś.</p>
<p style="text-align:justify;">To niedobrze, jeżeli przeszłość się oddala. Czasem warto obejrzeć się, by sprawdzić, czy ona dotrzymuje nam kroku.</p>
<h5 style="text-align:justify;">Mateusz Ciechowicz</h5>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[uliczne. teatry.]]></title>
<link>http://zbiodra.wordpress.com/?p=117</link>
<pubDate>Wed, 18 Jun 2008 05:25:12 +0000</pubDate>
<dc:creator>pajeczaki</dc:creator>
<guid>http://zbiodra.wordpress.com/?p=117</guid>
<description><![CDATA[
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3029/2588719035_c6e6ce10ee_o.jpg" alt="" width="700" height="525" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Komputer w stole]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=127</link>
<pubDate>Thu, 05 Jun 2008 11:31:24 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=127</guid>
<description><![CDATA[http://szukajwinternecie.pl/technika-komputery-sprzet/index.php
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://szukajwinternecie.pl/technika-komputery-sprzet/index.php">http://szukajwinternecie.pl/technika-komputery-sprzet/index.php</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ale kura przeżyła]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=124</link>
<pubDate>Thu, 05 Jun 2008 11:24:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=124</guid>
<description><![CDATA[Ale kura przeżyła
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://motywacyjnyblog.bloog.pl/id,1433550,title,Ale-kura-przezyla-gorzej-ze-mna,index.html?ticaid=6603d">Ale kura przeżyła</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Winda - czy musi być nudno?]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=123</link>
<pubDate>Thu, 05 Jun 2008 11:22:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=123</guid>
<description><![CDATA[Winda - czy musi być nudno?
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.pozytywnemysli.pl/winda-czy-musi-byc-nudno/">Winda - czy musi być nudno?</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nic co ludzkie nie jest mi obce]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=120</link>
<pubDate>Thu, 05 Jun 2008 11:10:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=120</guid>
<description><![CDATA[http://www.female.pl/artykul/1002/Nic-co-ludzkie-nie-jest-mi-obce.html
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.female.pl/artykul/1002/Nic-co-ludzkie-nie-jest-mi-obce.html">http://www.female.pl/artykul/1002/Nic-co-ludzkie-nie-jest-mi-obce.html</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Słowa klucze]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=116</link>
<pubDate>Thu, 05 Jun 2008 10:58:29 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=116</guid>
<description><![CDATA[Mój artykuł słowa klucze na iThink.
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Mój artykuł <a href="http://www.ithink.pl/artykuly/biznes/reklama-i-marketing/slowa-klucze/">słowa klucze</a> na iThink.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Recenzja "Kto ze mną pobiegnie"]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=110</link>
<pubDate>Tue, 03 Jun 2008 09:00:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=110</guid>
<description><![CDATA[Kto ze mną pobiegnie
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://merlin.pl/review/reviewer/27944785.html">Kto ze mną pobiegnie</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Technorati]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=109</link>
<pubDate>Tue, 03 Jun 2008 08:58:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=109</guid>
<description><![CDATA[Moje blogi na Technorati
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://technorati.com/blogs/trendexpert.wordpress.com">Moje blogi na Technorati</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Artelis]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=107</link>
<pubDate>Tue, 03 Jun 2008 08:32:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=107</guid>
<description><![CDATA[Darmowe artykuły do przedruku:
artelis.pl
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Darmowe artykuły do przedruku:<br />
<a href="http://artelis.pl/info-autor377-p0-Monika-Czaplicka.html">artelis.pl</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Niespełnione marzenia]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=82</link>
<pubDate>Tue, 13 May 2008 19:25:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=82</guid>
<description><![CDATA[
Roxie była miejską dziewczyną, mieszkającą na przedmieściach Chicago w latach 60. Jej marzeni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>[gallery]<br />
Roxie była miejską dziewczyną, mieszkającą na przedmieściach Chicago w latach 60. Jej marzeniem było zostać gwiazdą estrady. Miała głos, umiała nieźle tańczyć, ale brakowało jej odrobiny szczęścia. I tu zaczyna się łańcuch jej nieszczęść.<br />
Spotyka na swej drodze Freda- sprzedawcę mebli, który z powodu jej seksownego wyglądu, dał jej 10 % upustu i obiecał pomóc w osiągnięciu kariery. Roxi po prostu zazdrościła wielkiej gwieździe- Velmie. Po kilku udanych zbliżeniach przyszłego producenta i gwiazdki okazało się, że niestety, jak na ironię, Fred nie ma żadnych koneksji, a jedyne, na czym mu zależało, to po prostu poderwanie Roxie. Powiedział jej, że odchodzi.<br />
Na te słowa, pobita dziewczyna, chwyciła za broń i zastrzeliła drania! Wmówiła swojemu mężowi, że to był włamywacz i oczekiwali wspólnie na policję. Gdy jednak mąż- Amos- dowiedział się, kim był zabity, wyjawił całą prawdę. Biedna Roxie wylądowała w więzieniu dla morderczyń.<br />
Tam, niespodziewanie, spotyka Velmę, która nakryła swojego męża z siostrą w łóżku (po czym ich oboje zabiła)! Roxie próbuje nawiązać przyjazne stosunki z gwiazdą estrady (duety były modne w owych czasach), ale kończy się to fiaskiem. Poznaje tam też kilka innych morderczyń (ale to tekst na zupełnie inny artykuł).<br />
Cała sytuacja się zmienia w momencie, kiedy Roxie zatrudnia jako adwokata Billy’iego. Był on najsławniejszym prawnikiem tamtych czasów, który jeszcze nigdy (sic!) nie przegrał żadnej sprawy. Za jedyne 5000$ Roxie miała najlepszą przepustkę do wolności.</p>
<p>Aby przekonać ławę przysięgłych, należało lekko podkolorować życie morderczyni. Billy słownie ukatrupił jej rodziców, odmłodził ją, sprawił, że wylądowała w klasztorze zakonnym oraz że jej miłość życia- Amos, był jej wybawieniem z jazzu i whisky. Tak naprawdę była to tylko historyjka dla dziennikarzy na konferencji prasowej, ale przypadła im do gustu. Głównym kłamstwem ratującym życie było to, że to Roxie chciała odejść i że oboje chwycili za broń. W końcu ona była niewinna- chciała się tylko bronić!<br />
Zaczyna się rywalizacja między Roxie i Velmą, które obie mają tego samego adwokata. Podkradają sobie pomysły na salę sądową (omdlenie, płacz itp.), Roxie nawet posuwa się do tego, iż okłamuje wszystkich, że jest w ciąży!!!<br />
Rywalizacja przebiegała spokojnie. Roxie wygrywała wszędzie. Zaczęła się mania na wszystko, co z nią związane. Role się odwróciły. Tym razem Velma próbowała uzyskać poparcie Roxie. Chciała zaprosić ją do współpracy... odpowiedź brzmiała: NIE!<br />
Jednak po wszystkich perturbacjach i kłamstwach, Roxie zostaje uniewinniona (zresztą na ironię, dzięki pomocy Velmy, która przez to też zostaje uwolniona). Całe Chicago żyje gwiazdą, morderczynią i seksowną laską, ale tylko do momentu, kiedy sprawa sądowa nie ulega zakończeniu. „Dzisiejsze gazety wyścielą jutrzejsze kubły na śmieci” (znamienny cytat z filmu „Nothing Hill”)...<br />
Roxie, na własną rękę szuka pracy jako śpiewaczka w klubach i barach, ale los się znów od niej odwrócił. Nie potrafi nigdzie się zaaklimatyzować. Aż do momentu, kiedy spotyka Velmę. Tworzą duet.<br />
„Przed państwem nie jedna, ale dwie morderczyni z Chicago, znane gwiazdy i świetne tancerki - Roxie Hart i Velma Kelly!” Cały film kończy się wspaniałym tańcem i fajną piosenką głównych bohaterek- Renee Zellweger i Catherien Zeta- Jones (jako Billy- Richard Gere).<br />
Uważam, że naprawdę warto się wybrać do kina na film „Chicago” (bądź, co bądź, 13 nominacji do Oskara, 3 Złote Globy oraz nagrody przyznawane przez stowarzyszenie aktorów i reżyserów).<br />
Sex, przemoc, kasa, sąd, Chicago... no i ten cały jazz...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Buzi, buzi ]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=81</link>
<pubDate>Tue, 13 May 2008 19:19:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=81</guid>
<description><![CDATA[Poradnik raczej dla dziewczyn, bo faceci idą na żywioł  

Trzeba was traktować jak dorosłych, w]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em>Poradnik raczej dla dziewczyn, bo faceci idą na żywioł ;)</em><br />
[gallery]<br />
Trzeba was traktować jak dorosłych, więc temat też będzie jak dla dorosłych- z przymrużeniem oka ;)<br />
Każdy z nas chyba już się całował- a jeśli nie- don't worry. A temat się zaczął, bo okazało się, że moje qmpele nie mają pojęcia co to są pocałunki francuskie! Więc wyjaśniam:<br />
Francuskie pocałunki są wyrazem głębokich uczuć. Zaczynają się najczęściej od delikatnych muśnięć warg. A potem... przechodzimy do akcji: chwytanie ustami warg partnera, ssanie, przygryzanie, wkładanie języka.. z resztą nie będę zdradzać więcej- reszta zależy od waszej inwencji...<br />
A co z innymi pocałunkami?<br />
Mamy jeszcze pocałunki w policzek. W Polsce zazwyczaj całuje się raz lub 3 razy na powitanie (ew. dozwolone całowanie powietrza koło uszu). Całuje się w ten sposób i qmpli i znajomych i własnego chłopaka możne też. Do niczego nie zobowiązuje a pokazuje jak się cieszysz, że kogoś widzisz.<br />
Pocałunek w dłoń może wydawać się troszkę przestarzały, ale nic bardziej mylnego! Prawdziwy szarmancki facet tylko tak wita swoją drugą połówkę. A gdy dochodzi do bardziej intymnych sytuacji może zacząć całować wewnętrzną stronę dłoni. Najłatwiej, gdy twoja dłoń spoczywa na jego policzku.<br />
Usta w dzióbek, czyli podstawowy całus. Po prostu cmoknięcie warg partnera. Można spróbować nawet z przyjacielem. Oznacza już pewne spoufalenie, ale dla chłopaka to już za mało.<br />
I tzw. reszta, czyli sexy całusy. Kiedy już dogłębnie poznacie swoje jamy ustne i francuski pocałunek nie będzie wam dostarczał już tylu emocji dlaczego nie pójść dalej? Cała twarz, kark, szyja, uszy i okolice, ramiona, ręce, stopy, plecy, brzuch... Resztę zostawię wam.. MIŁEJ ZABAWY ;*</p>
<p>Kilka całuśnych faktów:<br />
1. Całując spala się ok. 16 kalorii na minutę! ('Snickers' ma 600 cal, czyli 35 min całowania)<br />
2. Ćwiczy się 34 mięśnie twarzy- to się nazywa gimnastyka buzi i języka<br />
3. Chcesz mieć białe zęby? Całusy powodują zwiększone wydzielanie śliny, a to pomaga ząbkom.<br />
4. Całowanie uszczęśliwia, rozluźnia, odstresowuje i relaksuje!<br />
5. Podczas pocałunku wydziela się serotonina, czyli hormon szczęścia!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[„I ty możesz zostać Św. Mikołajem”]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=69</link>
<pubDate>Tue, 13 May 2008 18:49:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=69</guid>
<description><![CDATA[Z okazji Mikołaja w Katowicach odbył się mega koncert charytatywny „I ty możesz zostać Św. M]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Z okazji Mikołaja w Katowicach odbył się mega koncert charytatywny „I ty możesz zostać Św. Mikołajem” (to już 12 raz), na którym wystąpiło mnóstwo gwiazd: Ryszard Rynkowski, Majka Jeżowska, Maciej Maleńczuk i Pudelsi, Ewelina Flinta, Magda Femme, Andrzej Piaseczny, Ada Biedrzyńska, Bogdan Trojanek &#38; Terne Roma, Andrzej Cierniewski, Katarzyna Bujakiewicz, zespoły Trubadurzy, Bajm, Łzy, IRA, ZPiT „Śląska”, Sukces, Słoneczni, orkiestra górnicza KWK „Murcki”. Koncert prowadzili: Agata Młynarska, Katarzyna Dowbor, Jolanta Fajkowska, Iwona Kubicz, Jarosław Kulczycki. Całość pod patronatem pana prezydenta Piotra Uszoka, współorganizatorami byli: Urząd miasta K-ce, Instytucja Kultury „Estrada Śląska i II TVP oraz Poczta Polska. Wszystkie prezenty i datki przeznaczone były dla domów dziecka. Specjalnie dla gazety „GBN” przeprowadziłam kilka wywiadów i zdobyłam multum autografów...<br />
Anonimowy Mikołaj, znaleziony wśród tłumu, z torbą cukierków, przymarzający z zimna:<br />
-Dzień dobry Mikołaju! Skąd się tu wziąłeś?<br />
-Cześć. Przyjechałem saniami na kołach z Poczty Polskiej...<br />
-A co tu robisz?<br />
-Rozdaje cukierki (tu dostajemy z koleżanką po kilka cukierków), a tak poza tym umilam dzieciakom czas.<br />
-A kim Mikołaj jest na co dzień?<br />
-Jestem listonoszem w Katowicach. Wybaczcie dzieci czekają...<br />
-Dzięki za wywiad...</p>
<p>Trębacz z orkiestry górniczej KWK „Murcki” złapany tuż po występie:<br />
-Dzień dobry. Jest pan trębaczem z orkiestry górniczej?<br />
-Dzień dobry. Zgadza się...<br />
-Kiedy panom zaproponowano udział w tym koncercie długo się panowie zastanawiali nad udziałem?<br />
-Nie to była spontaniczna decyzja... ale i tak najważniejszy głos miał dyrygent<br />
-A gdzie jeszcze można posłuchać waszej gry?<br />
-Na różnych defiladach i festynach. A tak poza tym podczas wakacji grywaliśmy co drugi piątek pod teatrem Wyspiańskiego.<br />
-Aha. Dziękuję bardzo za rozmowę...</p>
<p>Ewelina Flinta złapana tylko na chwilkę...<br />
-Cześć. Dlaczego zatytułowałaś swoją płytę "Przeznaczenie"? Skąd pomysł na taki tytuł? I dlaczego jest tak mało twoich kompozycji (można je policzyć na palcach jednej ręki)?<br />
-"Przeznaczenie" jest wynikiem mojej refleksyjnej natury. A jest tak mało moich kompozycji, bo na razie zaczynam i nie czuję się jeszcze na siłach, by sama stworzyć więcej.<br />
-Czy singiel jest skierowany do konkretnej osoby? Piszesz teksty, opierając się na własnych doświadczeniach?<br />
-Tekst "Żałuję" nie jest mój. Choć był pisany na podstawie moich opowieści. Piszę teksty, opierając się tylko i wyłącznie na swoich doświadczeniach i uczuciach.<br />
-Gdzie najczęściej bywasz w stolicy?<br />
-W BMG Poland albo w szkole.<br />
-Lubisz gotować? Co Ci najlepiej wychodzi?<br />
-Szarlotka, jeżeli chodzi o pieczenie. Gotowanie - ryba w sosie curry.<br />
-Kariera się kiedyś kończy, co potem?<br />
-Na razie studiuję w Wyższej Szkole Promocji w Warszawie. Choć chyba nie chciałabym pracować w takim zawodzie. Wolałabym związać swoją przyszłość z muzyką. A uczę się po to, żeby się dowartościować.<br />
-Rozumiem, że sesja w "Playboyu" Cię nie interesuje?<br />
-Oczywiście, że nie. Zdążyłam już odmówić.<br />
-Jaki masz rozmiar buta? =)<br />
-38. Jeszcze jakieś wymiary? :-) Uprzedzam pytanie: 80-60-80 :-) Wzrost 175 :-)))) I żadnej operacji plastycznej.<br />
-Czy twoja muzyka ma jakieś przesłanie? Co chciałabyś przekazać swoim fanom za jej pośrednictwem?<br />
-Właściwie cała płyta ma przesłanie, dla mnie i mam nadzieję dla wszystkich - żeby się nie poddawać. I że jednak - mimo że wiele osób twierdzi, że muzyka rockowa jest w odwrocie - to na szczęście tak nie jest... Sorry, ale musze kończyć...<br />
-Ok. Dzięki!</p>
<p>Artur Gadowski (z zespołu IRA) usidlony między torami koło rynku, śpieszył się do hotelu Katowice na spotkanie z fanami...<br />
-Cześć. Masz chwilkę?<br />
-Jasne, ale tylko sekundkę...<br />
-Rozumiem, że ten koncert to nie jest pierwszy raz...<br />
-Nie, gramy tu już 4 razy i w przyszłorocznym też weźmiemy udział.<br />
-A co z nową płytą?<br />
-Na razie z chłopakami siedzimy w studiu i nagrywamy.<br />
-Czy płyta ma już jakiś tytuł?<br />
-Jeszcze nie, singla też nie mamy nagranego, ale wiemy, że płyta wyjdzie w lutym. Singiel powinien pojawić się po świętach...<br />
-A koncerty? Tylko po Polsce czy ruszacie na podbój świata?<br />
-Nie, na razie planujemy tylko Polskę, ale kto wie... może w przyszłości...<br />
-Dzięki ci bardzo...</p>
<p>Ryszard Rynkowski na kilka chwil przed wstępem poszedł rozdawać autografy rozszalałemu tłumowi. Udało mi się wtedy zaczepić go:<br />
-Skąd pomysł na "Dziewczyny lubią brąz"?<br />
-Jacek Cygan miał tego typu skojarzenia.<br />
-Czy nadal będziesz współpracował z Jackiem Cyganem, czy może szukasz nowych osób do współpracy?<br />
-Tak. Stworzyliśmy właśnie nową płytę. Do kupienia od listopada.<br />
-Czy muzyka jest jedyną twoją życiową pasją, czy istnieje jeszcze coś innego?<br />
-Jest wiele rzeczy, ale to nie pasje.<br />
-Jak spędzisz święta?<br />
-Zabieram rodziców z Elbląga i jedziemy do mnie na wieś<br />
-Zagląda Pan do Internetu? Ma Pan swoją stronę internetową?<br />
-Tak, i zaglądam, forum dyskusyjne www.ryszardrynkowski.com<br />
-Jaka była największa, a zarazem najśmieszniejsza plotka, jaką o sobie usłyszałeś bądź przeczytałeś w prasie brukowej?<br />
-Że jestem zakochany i że biorę za koncert 40 tys. Bzdura.<br />
-A ile bierzesz za koncert?<br />
-10 tys.<br />
-Dlaczego rzadko sięgasz po teksty innych tekściarzy?<br />
-Spółka autorska to nie tylko sposób na życie, ale lepsze zrozumienie i przyjaźń, a to powoduje, że to, co robimy z Jackiem, jest spójne i wiarygodne.<br />
-Chyba już musisz iść na scenę. Dziękuję za wywiad.</p>
<p>Maciek Maleńczuk dosłownie na 2 pytania:<br />
-Dlaczego zgodził się pan na bycie jurorem w „Idolu”?<br />
-Dla chwały Pudelsów własnej i nowego Homo Twist i oczywiście po to żeby wybrać kogoś fajnego.<br />
-Pod koniec września do sklepów trafił twój poemat: „Chamstwo w państwie”. Parę słów o tym...<br />
-Jestem wierny zasadzie decorum. Mam nadzieję, że dzięki temu poematowi przestanę być postrzegany jako „medialna małpa”, w jaką starają się przekształcić mnie usłużne media...</p>
<p>Kilka chwil z Adą Biedrzyńską:<br />
-Co z twoimi planami: płytą ADA - DEBIUT, ze spektaklami, w których grasz?<br />
-Mam świadomość, że straciłam wiarygodność u słuchaczy, u widzów i tych, którzy mnie nie znają. Wydawca jednak wydał płytę. A ja mam nadzieje, że po tym wszystkim, co powiedziałam, ktoś da mi szansę. Może kilka osób mi uwierzy.<br />
-Już jakiś czas temu pani nowa płyta, z której mogłam usłyszeć już parę piosenek. Jaki styl muzyczny w niej dominuje? Podobno latino, pop i jazz...<br />
-„Tańczę by żyć” jest utworem w rytmach latino, ale płyta jest bardziej popowa.<br />
-Do współpracy zaprosiła pani również dwóch znakomitych aktorów: Wojciecha Malajkata i Zbigniewa Zamachowskiego. Coś więcej na ten temat?<br />
- Nad płytą „Ada Biedrzyńska- Debiut” pracowało bardzo wielu artystów, profesjonalistów: Wojciech Młynarski, Piotr Rubik, Waldemar Chyliński, Marek Napiórkowski, Mike Norman, Lindsay Martell, Ken Scardina. Co ciekawe, jeden z utworów był skomponowany przez Zbyszka Zamachowskiego!<br />
- Dotychczas gustowała pani w piosenkach aktorskich i kabaretowych. Skąd ta odmiana?<br />
- Wszystko zaczęło się od bydgoskiego zespołu „Air force one”. Byli amatorami, jeden z nich jest obecnie chirurgiem, ale ich piosenki bardzo mi się spodobały. Uznałam, że powinny ujrzeć światło dzienne. W tym czasie Chris Aiken (producent- przyp. red.) zaproponował mi współpracę i tak się zaczęło.</p>
<p>Magda Femme była bardzo chętna by przeprowadzić z nią wywiad, a poza tym dała taki ładny autograf:<br />
-Jak doszło do tego, że Lech Janerka napisał dla ciebie słowa do utworu "Verticalo"?<br />
-Leszek nagrywał płytę u mnie w studio. Robił to po południu, a ja wieczorem, więc spotykaliśmy się i zaprzyjaźniliśmy się. Kiedyś powiedział, że mój materiał bardzo mu się podoba i - choć nie słucha popu - ten krążek kupiłby sobie. Zaoferował się, że napisze mi jeden tekst. Oczywiście zgodziłam się, było mi bardzo miło. To się zrodziło po prostu z przyjaźni.<br />
-Jesteś autorką prawie wszystkich, z wyjątkiem dwóch, tekstów na "Empiryzmie". Są one - oczywiście - zupełnie inne niż teksty Ich Troje, ale też bardzo specyficzne. Takie nastrojowe...<br />
-Są kobiece. Bałaś się użyć tego słowa?<br />
-Czy zgadzasz się z opinią, że na polskiej scenie muzycznej pojawiło się za dużo śpiewających kobiet, a za mało dobrych tekstów i muzyki dla nich?<br />
-Myślę, że ta sprawa ma więcej wymiarów. Nasz przemysł muzyczny jest obecnie w bardzo złej sytuacji, więc firmy fonograficzne łapią kogokolwiek, upodabniając tych biednych ludzi do muzyków z Zachodu. Chcą szybciutko zarabiać pieniądze, nie dbając o tę biedną osóbkę, która teraz wyskoczyła na wyżyny, a za rok nikt o niej nie będzie pamiętał. U nas, tak naprawdę, zapomina się o artyzmie, o tym, co człowiek w sobie nosi. Nie kreuje się artystów, tylko produkuje się produkty. Myślę, że w tym tkwi błąd i stąd wyobrażenie, że wszystko jest takie mdłe i byle jakie. Jest moda na zachodnie MTV, na zachodnie trendy i my próbujemy do tego się dopasować. Tylko nikt nie bierze pod uwagę, że tam się wszystko rządzi innymi prawami, a przede wszystkim innymi pieniędzmi na promocję, na klipy, na gigantyczne trasy koncertowe. My nie mamy szans na coś takiego. Myślę, że nasza bronią mogłoby być stworzenie czegoś własnego, oryginalnego... Powinniśmy w końcu zwrócić uwagę na ludzi, którzy mają coś do powiedzenia jako artyści, a nie jako produkty.</p>
<p>Ania Wyszkoni, wokalistka zespołu Łzy, zdążyła odpowiedzieć na parę pytań:<br />
-Jak na 23-latkę masz już spory bagaż doświadczeń. Małżeństwo, macierzyństwo, rozwód. Blizny po nieudanym związku będą ci przeszkadzać?<br />
-Wiem, że wyjdę z tej katastrofy poobijana, ale silniejsza. Nadal wierzę w miłość. Wierzę, że gdzieś tam jest człowiek, któremu mogę zaufać, oddać całą siebie. Kiedy kocham, to idę na żywioł. Nie będę rozpamiętywać przeszłości, zastanawiać się, że skoro ktoś mnie kiedyś zranił, to wszyscy mężczyźni są źli. Nie popełnię tylko jednego błędu: zanim zwiążę się z kimś na stałe, najpierw z taką osobą pomieszkam. Życie razem to nie tylko randki, romantyczne spacery i dziki seks, ale również codzienne obowiązki. Jeśli partnerzy nie potrafią się nimi dzielić, to taki związek nie ma sensu.<br />
-Teksty waszych piosenek opowiadają często o dramatycznych historiach, jak ten o dziewczynie zgwałconej przez ojca. Czy to tematy z życia wzięte?<br />
- Bywa, że usłyszymy taką historię, ale ostatnio częściej piszemy piosenki inspirowane naszym życiem.<br />
-O czym marzyła Ania, kiedy kładła się na asfalcie i patrzyła w gwiazdy?<br />
-Od dziecka marzyłam o śpiewaniu...<br />
-To dość dziwna kompania, ich pięciu i ty jedna. Nie rywalizują o ciebie?<br />
-A gdzie! Jak przyszłam do zespołu, byłam zachwycona. Sami chłopcy, długie włosy, mój typ. Myślałam, że zwariuję - jeden ładniejszy od drugiego. Ale kiedy jakiś czas później koleżanka spytała, czy któryś z nich mi się podoba, odpowiedziałam zaskoczona: "Co, podoba mi się?! Chyba oszalałaś". Nie patrzę na nich jak na facetów, raczej jak na braci.<br />
-Jak wyglądają twoje fanki?<br />
-Zwykle ubierają się na czarno i noszą martensy. Jak my do niedawna. Ale ostatnio kupiłam buty na szpilkach!<br />
-Auuuu! Jak się noszą?<br />
- Ciężko ;-). Założyłam je podczas kręcenia teledysku do piosenki „Oczy szeroko zamknięte”. Kiedy wieczorem je zdjęłam, poczułam wielką ulgę. Teraz trochę się już przyzwyczaiłam. Lubię mieszać styl awangardowy z eleganckim. Podobają mi się bojówki i do tego właśnie szpilki. Jeżeli chodzi o perfumy, to bardzo lubię J'adore.</p>
<p>Majka Jeżowska uchwycona na moment przed wejściem na scenę (i moment po wyjściu z kawiarni):<br />
-Pani śpiewa dla wszystkich; i dla dzieci, i dla dorosłych, i dla młodzieży...<br />
- Wydaje mi się, że to jest największym moim sukcesem życiowym, jeśli tak mogę powiedzieć. Na koncertach są całe rodziny. Inni wykonawcy śpiewają dla jakiejś grupy. Jest to chyba największy sukces - umieć zgromadzić i zaprosić do zabawy taką wielopokoleniową publiczność. A moje piosenki, mimo że rzadko goszczą na listach przebojów i w programach dla dzieci, żyją swoim życiem i gdzieś tam są zakodowane w świadomości słuchaczy. Na koncertach okazuje się, że wszyscy je dobrze znają i przenosi się to jakoś z pokolenia na pokolenie, bo pierwsza piosenka „A ja wole swoją mamę” była pisana dla mojego synka - szkraba, który teraz jest studentem. Te małe dzieci, które obecnie przychodzą na koncerty nie słyszą moich piosenek w radiu i telewizji, poznają je jakoś od starszych kolegów, a mnie chyba w ogóle nie znają.<br />
-A jakie ma pani plany muzyczne na przyszłość?<br />
- W tym roku chcę wydać kasetę - składankę największych przebojów dla dzieci, bo nie ma ich na jednej płycie, ale też robię ją z myślą o najmłodszych dzieciach i dla rodziców, którzy często nie wiedzą którą kasetę kupić. Myślę, że na to już czas, po piętnastu latach śpiewania, ale będą też na nich nowe piosenki np. lubiana przez dzieci „Kochany panie Mikołaju”. </p>
<p>Dziękuję bardzo za pomoc mojej psiapsiółce Domi, która marzła ze mną długie godziny i pomagała mi w tej, jakże trudnej, pracy dziennikarza.</p>
[gallery]
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Artysta należy do dzieła]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=68</link>
<pubDate>Tue, 13 May 2008 18:41:23 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=68</guid>
<description><![CDATA[„Artysta należy do dzieła,
A nie dzieło do artysty” (Noralis)
Cóż począć? Jestem duszą a]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em>„Artysta należy do dzieła,<br />
A nie dzieło do artysty” (Noralis)</em></p>
<p>Cóż począć? Jestem duszą artysty. Romantykiem. A przez to moje życie jest bardzo ciężkie.<br />
•	Muszę mieć wokoło artystyczny „porządek”, który nie ma z nim prawie nic wspólnego. Prawie. To typowy bałagan, tyle, że poukładany. Nigdy nic nie gubię, a poza tym daje mi to poczucie bezpieczeństwa. A mamusia się czepia, że chlew.<br />
•	Nie potrafię się skupić inaczej niż w hałasie muzyki. Cisza sprawia, że nie te myśli mnie nawiedzają, a totalny harmider wokół - myśli uciekają daleko przed siebie. Warunki pracy trudne, zwłaszcza, gdy rodzinka w domu...<br />
•	Atrament i papier. Zbankrutować można! Setki, tysiące słów napisanych - i drzewa i lasy wyrąbują wciąż, a jednak piszę i tworzę, bo wierzę, że to ma sens. Tylko inni nie wierzą...<br />
•	Lekkoduch. Zawsze: łatwo, prosto, logicznie i przyjemnie. „Myślę, więc jestem”, dlatego ciągle kombinuję. Wciąż piszę i myślę, tworzę i produkuję. A co z tego mam? Kopa w miejsce, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę, od życia. Ludzie nie rozumieją artysty i vice-versa, a jednak „Artysta wspiera się na człowieku, jak statua na piedestale” (Voltaire). Ludziu! Zaakceptuj! W moim szaleństwie jest metoda!<br />
•	Wyrażanie myśli. Ciężka sprawa. Bo mówiąc jedno, co innego mam na myśli. A jak o uczuciach mowa, to dno kompletne. „Wyrazem prawdy są czyny nie słowa”. Dodajmy do tego romantyczność- mieszanka wybuchowa...<br />
•	Głowa w chmury mi odpływa. Na ziemi jestem ciałem, ale duchem zaglądam do raju, lub odwiedzam Belzebuba. Zależy od humoru. Wszystkich zainteresowanych darmowym pobytem w piekielnie gorących czeluściach na czas nieokreślony, bilet w jedną stronę, naprawdę gorąco zachęcam. Telefon 0-700-diabelnie...<br />
•	? (to tak dla picu, żeby fajnie wyglądało... =)</p>
<p>Jak widać na załączonym obrazku<br />
Artysta romantyk, to nie kosmita,<br />
nie bestia (choć dobra sugestia =),<br />
ale człowiek, tak jak... Ty?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[10 am tv]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=66</link>
<pubDate>Mon, 05 May 2008 18:59:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=66</guid>
<description><![CDATA[Czyli o mojej przygodzie z telewizją  

Tu słychać jak się drę na końcu, że Paweł ma bakła]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Czyli o mojej przygodzie z telewizją :)</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/yA-XCqBJDW4'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/yA-XCqBJDW4&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>Tu słychać jak się drę na końcu, że Paweł ma bakłażana pod okiem :D<br />
<span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/nw01Cn5NdN8'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/nw01Cn5NdN8&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>A to jest mój filmik:<br />
<span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/g9yPd5SoVKM'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/g9yPd5SoVKM&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Recenzja z filmu Matrix Rewolucje]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=61</link>
<pubDate>Mon, 28 Apr 2008 20:25:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=61</guid>
<description><![CDATA[W listopadzie zeszłego roku odbyła się premiera chyba najbardziej wyczekiwanego filmu - „Matrix]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W listopadzie zeszłego roku odbyła się premiera chyba najbardziej wyczekiwanego filmu - „Matrix Rewolucje”. To, co na pewno trzymało w napięciu, to te wszystkie tajemnice, którymi owiany był film. Do końca nikt nie wiedział, co się będzie działo w poszczególnych częściach.<br />
Jest to ostatnia część trylogii braci - Larry’ego i Andy’ego Wachowskich (są zarówno reżyserami jak i scenarzystami). Tak jak w poprzednich częściach, odtwórcami głównych ról są: Keanu Reeves (Neo), Carrie-Anne Moss (Trinity), Laurence Fishburne (Morfeusz), Hugo Weaving (Agent Smith), Jada Pinkett Smith (Niobe), Monica Bellucci (Persefona). Muzykę znów tworzył Don Davis.<br />
Pierwsza część - „Matrix”, której premiera odbyła się w 1999 roku, była częścią filozoficzną. Wiele osób wtedy zainteresowało się tym filmem i z niecierpliwością czekało na następne części. Druga część, której premiera odbyła się w maju 2003, była wypełniona efektami specjalnymi. Wszyscy zadawali sobie pytanie, jaka będzie część trzecia...<br />
Wachowscy trzymali wszystkich w niepewności tym większej, że druga część zakończyła się planszą: „ciąg dalszy nastąpi”. Aby dobrze zrozumieć wątki ostatniego ogniwa wspomnę wcześniejsze wydarzenia: Neo po wyczerpującej walce ze Strażnikami znajduje się pod czułą opieką Trinity i innych załogantów „Mjolnir’a”. Agent Smith nie dość, że potrafi się klonować w Matrix’ie, to jeszcze przedostał się do świata rzeczywistego i zmasakrował dużą część załogi Syjonu, która broniła się przed atakiem Strażników. Poznaliśmy Architekta (twórcę Matrixa) oraz bliżej jego „żonę”- Wyrocznię (którą znamy z prowadzenia Neo w pierwszej części).<br />
Jak powiedział sam Keanu Reeves: „Neo to wybraniec, twardziel gotowy skopać tyłki swoim wrogom i wrogom Syjonu”. Więc przez całą trzecią część walczy (dosłownie i w przenośni)  o uratowanie świata (Matrix’a i rzeczywistego). Okazuje się, że aby uratować wszystkich, trzeba dostać się do środka wielkiego miasta maszyn, gdzie swoimi prawami rządzi się Deus Ex Machina (szef wszelkich maszyn) i negocjować z nim pokój, aby potem zająć się prawdziwym zagrożeniem- Agentem Smith’em. Owładnięty żądzą chce zniszczyć wszystko! Okazuje się wirusem, a dokładniej stał się nim w momencie, kiedy Neo w niego wszedł w pierwszej części. Psychopatyczny wirus - gorzej być nie może!<br />
Tak naprawdę, Neo nie zapadł w śpiączkę ani nie choruje, tylko znajduje się na Stacji Kolejowej (jest to gdzieś między Matrix’em a rzeczywistością). Aby uratować go, Trinity, Morfeusz i Seraph (pomocnik wyroczni) muszą udać się do Merowinga (jeden z programów w Matrix’ie). Siedzi sobie on w sadomasochistycznym klubie wraz z całą swoją świtą i tylko czeka na jakąś akcję. Więc zapewniono mu niezłą rozróbę - bieganie po ścianach, sufitach, strzelanie po wszystkim na około...<br />
Potem Wyrocznia enigmatycznie rozmawia z Neo, tym razem po raz ostatni, bo chwilę później zostaje zamieniona w ... Smitha. Kapitan Niobe uwierzyła i pokazuje, że kobiety potrafią prowadzić rozpędzone poduszkowce („Mjolnir”, za którego sterami siedzi) - w romantycznych scenach partneruje jej Morfeusz, który ewidentnie czuje do niej miętę. Zee (żona Linka) wraz z koleżanką mężnie bronią hangarów ostatniego miasta ludzi rozwalając wrogów rozbudowaną bazooką, a Mifune (dowódca wojska z hangarów) biegając w stalowej zbroi rodem ze średniowiecza podrasowaną do nowoczesności pozwala sobie przeorać twarz maszynom (to się nazywa patriotyczne poświęcenie). Morfeusz, poza flirtowaniem, dodaje wszystkim otuchy, a Neo i Trinity oprócz walki ze Smithem (kiczowata scena walki w sztucznym deszczu z jeszcze bardziej sztucznymi elementami sztuk walki) ratują całą ludzkość - i tą w Matrix’ie, i tą w rzeczywistości. Neo zupełnie przy okazji dowiaduje się paru rzeczy o sobie i świecie, w którym żyje. Najlepsze są momenty kiedy okazuje się, że mimo wypalonych prądem gałek ocznych, widzi wszystko tylko trochę bardziej żółtawe niż zwykle - świat wydaje się piękniejszy...<br />
Niestety, co najmniej jeden z wyżej wymienionych bohaterów umiera (co do jednego nie można być pewnym). Scena śmierci również musi być owiana patosem umierania. Co tam przebite płuca, kiedy liczy się wielka miłość. Zaślepiona nią Trinity wierzy w swojego wybrańca i pomaga mu we wszystkim. Nie potrafi usiedzieć w miejscu i jest bardzo zazdrosna. On z kolei myśli tylko o niej i cały świat ratuje jakby w darze. Motyw pod tytułem: „Romeo i Julia” odhaczony.<br />
Sex - był, przemoc - cały czas, pieniądze - cały film to walka o władzę nad Matrix’em, wyścigi samochodowe - druga część dała nam popalić i poczuć smak palonej gumy, efekty specjalne - „Matrix” jest nimi przesiąknięty jak jakaś gra komputerowa albo komiks anime. „Więcej akcji, mniej gadania” - tak określił Keanu. Wszystkie podstawy pop kultury, spełnione. Co się więc nie udało, że film przyjęto negatywnie? Wszyscy, którzy oczekiwali od tego filmu bezsensownej rąbanki byli zadowoleni. Niestety zawiodła się cała reszta.<br />
Reasumując: nic odkrywczego. Wręcz przeciwnie - powtarza się wiele motywów z poprzednich części. Na szczęście Wachowscy zostawili nam jeszcze trochę pytań bez odpowiedzi. To właśnie jeden z elementów czemu saga ma tak wielu fanów.<br />
Oceniając ten film uważam, że zawiódł wielu ludzi pod względem odejścia od filozofii, która stanowiła znak rozpoznawczy „Matrix’a”. Efekty specjalne też nie przebiły tego, co oglądaliśmy w maju. Ścieżka dźwiękowa pozostawia wiele do życzenia, bo wszystkie utwory są do siebie podobne (autorem większości jest Don Davis). Nawet plakaty są beznadziejne! Oprócz chęci zobaczenia zakończenia całej historii, nic nie powinno przekonać przeciętnego widza do obejrzenia tej części. Ten film to nieporozumienie. Jest tylko kolejnym powodem do zarabiania kasy. X Muza ze wstydu powinna się zapaść pod ziemię. A jednak dla fanów stanowi ona kopalnię wspaniałych przeżyć. Wyjdźmy poza przyziemną pop kulturę i poszukajmy kilku „wyższych” wskazówek zostawionych przez Wachowskich.<br />
Kopiowanie się Smitha przywodzi na myśl regułę „brzytwy Ockhama”. Mówi ona o tym, że nie należy mnożyć bytów bez potrzeby. W drugiej części podczas wywodu Merowinga o przyczynowości zahacza on o filozofię XIV-wiecznego filozofa Williama Ockhama. Dzielił ją na efektywną (zachodzącą w oparciu o uczucia ogólne) i ostateczną (w oparciu o miłość). Neo wybiera miłość. Mówi również o tym, że działania podlegają wyjaśnieniu dopiero po zakończeniu. Po zakończeniu filmu mamy pewne poczucie niedosytu, przecież o to chodziło! Nie można mieć wszystkiego wyłożonego na tacy. Według mnie uwłaszcza to godności widza. Wachowscy natomiast pozwolili nam, widzom, roztrząsać film na dziesiątki sposobów, znajdować w nim wiele odniesień. Przez to uważam tą trylogię za prawdziwy wzór filmu, dzięki któremu uczymy się patrzeć na świat z wielu perspektyw.<br />
Plakat z filmu w oryginalnej wersji językowej brzmi: „EVERYTHInG ThAt HAS A BEGINniNG HAS aN END”. Małe litery, w innej kolejności tworzą słowo „thanin”, które jest częścią wyrazu, z którego wywodzi się słowo „Leviathan”. Pochodzi ono z biblijnej Księgo Hioba, gdzie napisane jest, że Bóg stworzył potwora, którego uczynił „królem wszystkich dzieci pychy”. Czyżby chodziło o Smitha?<br />
Neo ewidentnie jest wytworem Matrixa, co więcej, jest również jego anomalią, błędem (skądinąd już 6-tą; czyżby Merowing był pierwszą?). Jest więc programem! Jak program może się wyrwać ze swojego świata, żeby dostać się do innego? Czy to oznacza, że rzeczywistość, to kolejny program?<br />
Wielokrotnie Wachowscy powoływali się na mit Platoński o jaskini. U wielkiego filozofa ludzi siedzieli w grocie i widzieli tylko cienie realnego świata. Jeden człowiek, który się uwolnił, nie mógł innym tego wytłumaczyć, bo oni byli zapatrzeni w swoje cienie, biorąc je za rzeczywistość. U braci mamy Syjon - swoistą jaskinię i Neo, który się uwalnia. A jeśli naprawdę ich rzeczywistość, to tylko kolejna ułuda, tak jak Matrix? Jeśli oni wszyscy są maszynami?<br />
Czy muszę wspominać o odniesieniach do mitologii, Biblii, religii wschodu i cyberpunka? Morfeusz (bóg snu), Persefona (bogini podziemnego świata), Niobe (córka Tantala, symbol pychy), Merowingowie (ród królewski we Francji), Syjon (świątynia, góra świątynna, Jerozolima), Trinity (Trójca Święta), Leviathan (biblijny potwór), Wyrocznia (nazwa mówi sama za siebie), Nabuchodonozor (statek Morfeusza- Babiloński król)...<br />
Ogrom wszelkich innych znaków (czarny kot, czerwone tabletki, wszelkie możliwe numery ect.) może przytłoczyć kogoś, kto szuka. Kto nie zatrzymał się tylko na wierzchniej warstwie. Ten film można porównać do cebuli. Ma ona wiele warstw - po zdjęciu każdej kolejnej okazuje się, że niewiele przesunęliśmy się do sedna.<br />
Polecam go ze względu na to, że należy według mnie do kina ambitnego i wyjątkowego. Zmusza widza, żeby zaczął rozglądać się wokół siebie, a nie tylko podziwiał to, co w każdym filmie akcji - przemoc, sex, gonitwa i bezsensowne efekty specjalne...<br />
Pierwsza część miała być o narodzinach, kolejna o życiu, ostatnia o śmierci. I rzeczywiście. Najpierw narodził się cały mit - ikona kultury cyberpunka, potem ten film żył swoim życiem, a na koniec Wachowscy pogrzebali z kretesem wszelkie nadzieje na odrodzenie się wielkiego tworu filozofii młodzieży epoki komputerów i komiksów.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pasja]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=59</link>
<pubDate>Mon, 28 Apr 2008 20:22:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=59</guid>
<description><![CDATA[&#8220;PASJA&#8221; jest wstrząsającym opisem ostatnich 12 godzin życia Jezusa Chrystusa. To zdec]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>"PASJA" jest wstrząsającym opisem ostatnich 12 godzin życia Jezusa Chrystusa. To zdecydowanie najmocniejsze przedstawienie Pasji z jakim spotkaliśmy się do tej pory w kinie. Film jest wierny przekazom historycznym, biblijnym oraz teologicznym. Aby podkreślić autentyczność historii, aktorzy posługują się dwoma wymarłymi językami: aramejskim i łaciną.<br />
Film twórcy "Breavheart - Waleczne Serce", wywołuje wiele emocji i kontrowersji.<br />
"Pasja" to obrazowe dzieło sztuki prowokujące do poważnego myślenia i refleksji nad śmiercią Chrystusa osoby o różnych przekonaniach religijnych.<br />
Jest to film o wierze, nadziei, miłości i przebaczeniu - a więc o tym, czego bardzo potrzeba w dzisiejszych burzliwych czasach.<br />
-	To jeden z najlepszych filmów, jakie w życiu widziałem - powiedział KAI ks. prof. Waldemar Chrostowski, wybitny biblista.<br />
- Nikt nie przedstawił męki Chrystusa w podobny sposób - podkreśla Mariusz Łukomski prezes firmy Monolith Films, która jest polskim dystrybutorem filmu.<br />
"Ktokolwiek, oglądający ten film - wierzący, czy nie - będzie zmuszony stawić czoło centralnej tajemnicy męki Chrystusa i samego chrześcijaństwa. Jeśli takie jest odkupienie to, jaka musi być wina?"<br />
Augustine Di Noia - Watykańska Kongregacja Doktryny Wiary<br />
"Pasja Mela Gibsona przedstawia wydarzenia ostatnich godzin przed ukrzyżowaniem Chrystusa zgodnie z nauką Kościoła i Pismem Świętym"<br />
Kard. Dario Castrillon Hoyos<br />
"Ci, którzy nazywają Pasję filmem antyżydowskim i domagają się niewpuszczenia jej do kin, mogliby domagać się wycofania ze sprzedaży Nowego Testamentu - bo film opowiada tę samą historię"<br />
Franciszek S. Sikorski - Głos<br />
"Przez cały film nieprzerwanie czuje się siłę kosmicznego dramatu, którego my wszyscy jesteśmy jakąś częścią."<br />
Augustine Di Noia - Watykańska Kongregacja Doktryny Wiary<br />
"Film Mela Gibsona to triumf sztuki i wiary - jest tak potężny, jak orędzie, które zawiera..."<br />
Kard. Dario Castrillon Hoyos<br />
"W całym zamieszaniu wokół Pasji nikt nie zainteresował się jakością filmu. A przecież Gibson nie tylko grywał twardzieli, lecz także wyreżyserował dwa doskonale przyjęte obrazy: "Człowiek bez twarzy" i "Waleczne serce". Może więc i tym razem stworzył nie tyle dzieło świętokradcze, co po prostu dobry kawałek kina?"<br />
Tadeusz Zachurski - Newsweek<br />
"Pasja jest znakomitym wyrazem wrażliwości artystycznej i religijnej. Dla wielu Katolików, którzy obejrzą te sceny, Msza nigdy nie będzie już ta sama."<br />
Augustine Di Noia - Watykańska Kongregacja Doktryny Wiary<br />
Chcę pokazać człowieczeństwo Chrystusa i jego aspekt boski. Sposób przedstawienia jaki wybrałem jest według mnie bardzo realistyczny i tak bliski, jak tylko możliwe temu, co postrzegam jako prawdę. "Pomysł nakręcenia tematu ukrzyżowania przyszedł Gibsonowi do głowy 10 lat temu i wolno nabierał kształtu. Reżyser uważa, że historia, którą opowiada jego film jest bardzo aktualna. Szczególnie, że dzieje się w tak burzliwym miejscu na Ziemi...   	</p>
<p>"Pasja" Mela Gibsona jest tak ważnym dziełem, ponieważ podkreśla ludzkie uczucia, cierpienie i mękę ukrzyżowania Jezusa Chrystusa. Przez stulecia stworzono tak wiele obrazów i rzeźb przedstawiających ukrzyżowanie, że scena ta stała się standardowym symbolem religijnym i motywem artystycznym. W ten sposób straciła moc "rażenia". Nawet słowa "Męka Pańska" pisane, odczytywane i wymawiane miliony razy straciły swoją siłę i znaczenie. "Pasja" przywraca Męce i Ukrzyżowaniu właściwą wagę, dramatyzm i potęgę, porusza widza do głębi. Ukazuje prawdę: prawdziwą mękę poniżenia, chłosty, Drogi Krzyżowej, ukrzyżowania. Czujemy się, jak byśmy tam właśnie byli. Jesteśmy świadkami autentycznego cierpienia i autentycznej mocy.<br />
Scenariusz "Pasji" opisujący ostatnie 12 godzin z życia Jezusa z Nazaretu, został stworzony przez Mela Gibsona i Benedicta Fitzgeralda na podstawie przekazów<br />
z ewangelii św. Mateusza, Marka, Łukasza i Jana.<br />
Wszystkie postaci w filmie posługują się językami, jakimi porozumiewano się w tamtych czasach: Żydzi, w tym Jezus i apostołowie, mówią po aramejsku, Rzymianie - "uliczną łaciną". Greka, która była w powszechnym użyciu pośród ówczesnej inteligencji, nie odegrała tu szczególnej roli.<br />
"Pasja" była filmowana we Włoszech, w dwóch miejscach: w pięknym mieście Matera w południowym regionie Basilicata, nieopodal miejsca, gdzie Pier Paolo Pasolini kręcił w 1965 "Ewangelię wg św. Mateusza" oraz w wytwórni Cincecitta na przedmieściach Rzymu.<br />
W Cincecitta Studios powstała gigantyczna scenografia, której autorami byli Francesco Frigeri i Carlo Gervasi. Skonstruowano wielki kompleks składający się ze świątyni,<br />
w której kapłani sądzą Jezusa, dziedzińca przed pałacem Piłata i miejsca chłosty.<br />
Gibson zasugerował operatorowi Celebowi Deschanelowi (Patriota, Pierwszy krok w kosmos), aby wzorował się na malarstwie włoskiego mistrza baroku - Caravaggio, którego obrazy słyną z niezwykle realistycznych światłocieni i spektakularnego kontrastu między światłem a mrokiem.<br />
Gibson: "Uważam, że jego malarstwo jest piękne: gwałtowne, mroczne, uduchowione, o osobliwym, dość niesamowitym klimacie."<br />
40 procent zdjęć kręcono w nocy lub we wnętrzach, w których przesłonięte zostały źródła światła, aby stworzyć wrażenie światła z trudem przedzierającego się z ciemności<br />
Maurizio Millenotti (Hamlet, 1900-człowiek legenda, Malena) zaprojektował kostiumy zgodnie z historyczną wiedzą na temat strojów z epoki. Ręcznie szyte stroje miały również za zadanie wzmacniać wizualny efekt "Caravaggia" i utrzymane były w tonacjach czarnej, brązowej i beżowej.<br />
Choć większość ekipy stanowili Włosi (a większość obsady pochodziła z Włoch i Europy Wschodniej), to jednak zespół speców od charakteryzacji, pod wodzą Keitha Vanderlaana i Grega Cannoma (Hannibal, Piękny umysł, Piraci z Karaibów), przybył z Hollywood.<br />
Gibson zdawał sobie sprawę, że potrzebni będą najlepsi fachowcy od makijażu i charakteryzacji na świecie, którzy będą w stanie wykreować bezkompromisowy i wstrząsający autentyzm scen biczowania i ukrzyżowania. James Caviezel wcielający się w postać Jezusa, codziennie poddawany był trwającej 7 godzin charakteryzacji.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wirtualne Muzeum Fabryki Norblina]]></title>
<link>http://enorblin.wordpress.com/?p=17</link>
<pubDate>Tue, 18 Mar 2008 09:13:13 +0000</pubDate>
<dc:creator>admin</dc:creator>
<guid>http://enorblin.wordpress.com/?p=17</guid>
<description><![CDATA[Już czynne!!!
Zapraszamy na spacer po halach dawnej Fabryki Norblina przy ul. Żelaznej 51/53 w War]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:left;"><strong>Już czynne!!!</strong></p>
<p>Zapraszamy na spacer po halach dawnej Fabryki Norblina przy ul. Żelaznej 51/53 w Warszawie. Jeśli jesteś ciekaw do czego służyły lejnice, jakim samochodem jeździł Marszałek Piłsudski lub jak wyglądały platerowane łyżki do szparagów – <a href="http://www.enorblin.pl">po prostu  wejdź i zobacz.</a></p>
<p><a href="http://enorblin.wordpress.com/files/2008/03/wirtualne-muzeum.jpg"><img class="alignnone size-thumbnail wp-image-20" src="http://enorblin.wordpress.com/files/2008/03/wirtualne-muzeum.jpg?w=96" alt="" width="96" height="96" /></a></p>
<p><a href="http://enorblin.wordpress.com/files/2008/03/wirtualne-muzeum.jpg"></a></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
