<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>anegdoty &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/anegdoty/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "anegdoty"</description>
	<pubDate>Sun, 06 Jul 2008 21:00:38 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Talleyrand a sprawa polska]]></title>
<link>http://torlin.wordpress.com/?p=314</link>
<pubDate>Fri, 16 May 2008 22:07:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>torlin</dc:creator>
<guid>http://torlin.wordpress.com/?p=314</guid>
<description><![CDATA[
Kazimierz Rudzki jako Talleyrand w filmie Leonarda Buczkowskiego „Marysia i Napoleon”.
Dzisiaj,]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/05/talleyrand0002.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-315" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/05/talleyrand0002.jpg" alt="" width="500" height="319" /></a></p>
<p class="bodytext" style="margin:0 0 0.0001pt;">Kazimierz Rudzki jako Talleyrand w filmie Leonarda Buczkowskiego „Marysia i Napoleon”.</p>
<p class="bodytext" style="margin:0 0 0.0001pt;">Dzisiaj, 17 maja, mija 170 lat od śmierci największego chyba w historii świata cynika, zdrajcy, spekulanta, łapówkarza, ale jednocześnie człowieka, który zrobił bardzo dużo dla Francji i umarł w bogactwie i zaszczytach. A mowa o słynnym dyplomacie francuskim z przełomu XVIII i XIX wieku, którego imię i nazwisko brzmi: <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Talleyrand">Charles-Maurice de Talleyrand-Périgord</a>. Mistrz zdrady, intrygi i przekupstwa, człowiek, który zdradził i sprzedał z początku kościół katolicki na rzecz Rewolucji, następnie Rewolucję na rzecz Napoleona, potem Napoleona na rzecz Burbonów, wreszcie Burbonów na rzecz Orleanów – pozostawał ciągle nieodzownym doradcą, ministrem spraw zagranicznych i niemal przez całe swoje długie życie wydawał się kolejno nie do zastąpienia Konstytuancie, Napoleonowi, Burbonom, ponownie Napoleonowi w okresie Stu Dni, ponownie Burbonom i wreszcie Ludwikowi Filipowi. Zawsze wiedział, kiedy zdradzić, umiał przewidywać upadki królów i cesarzy.</p>
<p class="bodytext" style="margin:0 0 0.0001pt;"><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/05/talleyrand00011.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-317" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/05/talleyrand00011.jpg" alt="" width="500" height="573" /></a></p>
<p class="bodytext" style="margin:0 0 0.0001pt;">Michel Delaporte – litografia satyryczna pt. „Reprezentant młodej Francji po złożeniu swojej piętnastej przysięgi”.</p>
<p class="bodytext" style="margin:0 0 0.0001pt;">Ciekawa jest relacja pomiędzy Talleyrandem a sprawą polską. No cóż, z punktu widzenia naszego bohatera na początku Polska była przeszkodą, już w 1806 roku zaprotestował przeciwko przekraczaniu Odry uważając to „za naruszający równowagę europejską błąd o groźnych konsekwencjach” i starał się ograniczać „polskie szaleństwo cesarza”. Nie przeszkodziło to Talleyrandowi właśnie od Tylży zdradzać Napoleona i za łapówki donosić o wszystkim Aleksandrowi. Ale nasz bohater czuł się doskonale w swej roli. Napoleon w czasie zimy – w styczniu 1807 roku kwaterował w Warszawie i zlecił Talleyrandowi opracowanie projektu przywrócenia Polsce niepodległości, minister niezwłocznie zażądał od polskich magnatów czterech milionów złotych polskich. Ci zorganizowali składkę, zebrali śpiesznie 4 miliony i doręczyli je w terminie Talleyrandowi. Minister referując sprawę Napoleonowi mówił z głębokim przekonaniem o błędzie nie do darowania, który popełniła Francja pozwalając na rozbiory Polski, o opatrznościowej roli oraz obowiązku jego cesarskiej mości wskrzeszenia tego nieszczęsnego kraju. Jak Aleksander nie zgodził się na niepodległość Polski, ani o użycie słowa „Polska” w nazwie kraju – Talleyrand zwrócił te 4 miliony.</p>
<p class="bodytext" style="margin:0 0 0.0001pt;">Był człowiekiem nieprawdopodobnie chytrym, umiejącym „wykiwać” wszystkich. Jeden władca okazał się większym cwaniakiem niż on. Aleksander. Talleyrand z nim jednym przegrywał wszystkie spotkania, a najważniejsza porażka właśnie dotyczyła Polski – na Kongresie Wiedeńskim. 3 i 23 października 1814 roku na prośbę ministra Aleksander przyjął go na dwóch audiencjach, w obydwu Talleyrand żądał wycofania wojsk rosyjskich z Polski i przywrócenia niepodległości Polsce i za każdym razem Aleksander patrzył na niego jako na szpiega rządu rosyjskiego o pseudonimie „Anna Iwanowa”, jak na człowieka, któremu dawał łapówki od 1808 do 1814 roku. Powtarzał: „jestem w Polsce, tam są moje wojska, niech ktoś mnie spróbuje stamtąd wyrzucić”. Sytuację uspokoił Czartoryski, który przybył do Talleyranda i oświadczył, że działa ręka w rękę z Aleksandrem, który obiecał stworzyć z Księstwa Warszawskiego Królestwo Polskie, z tym, że „król Polski” będzie w Polsce królem konstytucyjnym, pozostając jednocześnie absolutnym monarchą w Rosji. Słysząc to Talleyrand stwierdził, że wobec tego Francja wycofuje swój sprzeciw. A na samym końcu to Aleksander oszukał Czartoryskiego, bo jego odsunął na boczny tor, a na jego miejsce dał Zajączka.</p>
<p class="bodytext" style="margin:0 0 0.0001pt;">Anegdota</p>
<p class="bodytext" style="margin:0 0 0.0001pt;">Na spotkanie w sprawie Belgii zaprosił w 1830 roku do Londynu swoich kolegów po fachu z innych mocarstw Henry Temple, 3, wicehrabia Palmerston, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii. Talleyrand przyjechał na spotkanie z niejakim Montrondem i pilnie przysłuchiwał się, co ważnego mówi szef brytyjskiej dyplomacji i właściwie pierwsza osoba w rządzie. Jak tylko dowiadywał się o podjętych decyzjach lub orientował się co do wydarzeń, które będą znane dopiero nazajutrz - czym prędzej dawał ukradkiem Montrondowi odpowiednie zlecenia kupna lub sprzedaży, a ten pędził na giełdę, wykonywał zlecenie, błyskawicznie powracał i znów był gotów do powtórzenia tego manewru, w razie gdyby Talleyrandowi udało się wyłowić od Palmerstona jakieś pożyteczne, nikomu nieznane wiadomości. Palmerston jak się dowiedział o wyczynach pełnomocnego posła Francji wykrzyknął; "to zdumienie pozostanie mi na całe życie", a w 4 lata później Talleyrand skarżył się Adelajdzie, siostrze Ludwika Filipa: "Coś się popsuło pomiędzy mną a lordem Palmerstonem, już się sobie wzajemnie nie podobamy".</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Spotkanie i nowa kategoria]]></title>
<link>http://torlin.wordpress.com/?p=296</link>
<pubDate>Tue, 29 Apr 2008 06:50:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>torlin</dc:creator>
<guid>http://torlin.wordpress.com/?p=296</guid>
<description><![CDATA[
Heisenberg i Bohr
Wielką frajdę zrobiła mi wczoraj Telewizja Polska, nadając w Programie I sztu]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/bohrheisenberg.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-297" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/bohrheisenberg.jpg" alt="" width="500" height="375" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><span><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Heisenberg">Heisenberg</a> i <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Niels_Bohr">Bohr</a></span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Wielką frajdę zrobiła mi wczoraj Telewizja Polska, nadając w Programie I sztukę Michela Frayna „Kopenhaga”. Tyle czytałem na ten temat. Ale dla niezorientowanych kilka słów<span> </span>wyjaśnienia. Heisenberg był studentem Bohra w Getyndze, następnie blisko współpracowali przez wiele, wiele lat. Bohr traktował Heisenberga jak syna, toczył z nim długie dysputy. Wszystko zmieniło się w momencie wybuchu wojny. Bohr jako duński Żyd został internowany we własnym domu w Kopenhadze, a tymczasem Heisenberg został dyrektorem Kaiser – Wilhelm – Instytut für Physik w Berlinie. Ku zdziwieniu wszystkich ni stąd ni zowąd Heisenberg we wrześniu 1941 roku przyjeżdża do Kopenhagi spotkać się z Bohrem. Po wymianie uprzejmości obydwaj fizycy udają się na spacer po parku „na godzinę”, nie mija jednak kilkanaście minut, a Bohr wraca wzburzony do domu, a Heisenberg natychmiast wyjeżdża. Co się stało podczas tego spaceru? Co takiego Heisenberg powiedział Bohrowi? Tego się nigdy nie dowiemy.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Chciałbym od dzisiaj stworzyć nową kategorię. Chciałem ją nazwać pierwotnie „Momenty”, ta nazwa najbardziej oddaje moją myśl, ale niestety cywilizacja zniszczyła to słowo kojarząc je jedynie z seksem. Identycznie zostało zniszczone słowo „przyjaciółka”. Tak że muszę tę kategorię nazwać „Chwile”, będę w nich pisał o miejscach, w których chciałbym się znaleźć w historii – w konkretnym momencie.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Co takiego powiedział Heisenberg Bohrowi? To jest właśnie ta „chwila”, w której chciałbym znaleźć się obok nich w parku, niewidzialny, fantastycznie znający niemiecki. Właściwie rozwiązania są trzy, wszystkie prawdopodobne:</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:14.2pt;text-indent:-14.2pt;"><!--[if !supportLists]--><span style="font-size:10pt;"><span>1.<span> </span></span></span><!--[endif]--><span>Heisenberg w młodości był strasznym pyszałkiem, mógł przyjechać do Bohra pochwalić się swoimi sukcesami,</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:14.2pt;text-indent:-14.2pt;"><!--[if !supportLists]--><span style="font-size:10pt;"><span>2.<span> </span></span></span><!--[endif]--><span>Heisenberg przy obliczeniach niezbędnych do przeprowadzenia reakcji jądrowych popełnił błąd i nie umiał go rozwiązać. Wizyta była więc małym szpiegostwem gospodarczym,</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:14.2pt;text-indent:-14.2pt;"><!--[if !supportLists]--><span style="font-size:10pt;"><span>3.<span> </span></span></span><!--[endif]--><span>Heisenberg był w ogóle przeciwny produkcji bomby atomowej i usiłował „podpisać” z Bohrem umowę, że fizycy dla obydwu stron nie będą przy tym pracować.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Obydwaj żyli dość długo po wojnie, ale ich relacje ze spotkania są całkowicie rozbieżne. Jak dotąd wszystko wskazywało na to, że to Heisenberg mówi prawdę, że on świadomie robił błędy i opóźniał prace, aby Niemcy nie mogli użyć bomby atomowej. Ostatnio ukazały się jednak niewysłane listy Bohra, w których prosi on Heisenberga, aby ten przestał kłamać. Kogo ciekawi ta tematyka – <a href="http://www.teatry.art.pl/!Recenzje/kopenhaga_bab/ostatnier.htm">tu jest link</a>. „Wielka Encyklopedia Powszechna”, dla mnie o wielkim autorytecie, pisze w haśle „Heisenberg”: „kierując pracami nad skonstruowaniem bomby jądrowej, celowo je opóźniał”. Nie przypuszczam, aby WEP w 1963 roku była proniemiecka.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Ja mam własną teorię na ten temat i wychodzę z zasady, że główną rolę w takich spotkaniach gra psychologia. Wysoki poziom adrenaliny powoduje, że adwersarze słyszą to, co chcieliby usłyszeć, a nie to, co naprawdę mówi interlokutor. Moim zdaniem Heisenberg przyjechał podpisać „umowę” z Bohrem, że fizycy jak korporacja, uniemożliwią obydwu stronom zbudowanie bomby atomowej. Tylko pewnie zaczął tak nieszczęśliwie, mówił pewnie o skutkach bomby, że Bohr to opatrznie zrozumiał i niesłuchając go więcej popędził do domu. Był tak przerażony wizją hitlerowskiej atomówki, że zaraz potem przedostał się do Szwecji, a stamtąd – via Londyn - do Stanów Zjednoczonych. Ale sam miał w dalszym ciągu wątpliwości i w Projekcie Manhattan brał skromny udział.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Jak ja bym chciał być świadkiem tej rozmowy!</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Anegdota</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>W swojej książce "Teoria wszystkiego" Jeremi Bernstein opisuje, jak Pauli* tuż przed śmiercią puścił w obieg własnoręcznie narysowaną karykaturę, na której widniało czyste płótno i podpis, będący wypowiedzią Heisenberga: "Potrafię malować jak Tycjan, brakuje mi jeszcze tylko kilku szczegółów".</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>* Wolfgang Pauli, szwajcarski teoretyk fizyki (1900 - 1958), nagroda Nobla w 1945 roku. Inna wersja tej samej anegdoty - <a href="http://pl.wikiquote.org/wiki/Wolfgang_Pauli">tu</a>.<br />
</span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Anegdota archeologiczna]]></title>
<link>http://torlin.wordpress.com/?p=290</link>
<pubDate>Thu, 24 Apr 2008 22:06:31 +0000</pubDate>
<dc:creator>torlin</dc:creator>
<guid>http://torlin.wordpress.com/?p=290</guid>
<description><![CDATA[
Właściwy tytuł tej notki winien raczej brzmieć: „Nieznana rezydencja Sapiehów w Dubnie na Po]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/lis.png"><img class="aligncenter size-full wp-image-291" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/lis.png" alt="" width="350" height="369" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><span>Właściwy tytuł tej notki winien raczej brzmieć: „Nieznana rezydencja Sapiehów w Dubnie na Podlasiu”.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Podlasie w XIII i w XIV wieku było podzielone na 3 strefy wpływów: na zachodzie to było Mazowsze, na północnym wschodzie Litwa, a na południu Księstwo Włodzimiersko – Halickie, dopiero od XV wieku ukształtowała się granica polsko – litewska wzdłuż rzek: Ełk, Biebrza, Narew, Ślina i Bug. I na tym terenie Iwan Sapieha (po chrzcie Jan Sapieha) z nadania Króla Zygmunta Starego zaczął budować potęgę rodu Sapiehów linii kodeńskiej (przypominam, że jego brat Bohdan założył równie świetną linię Sapiehów linii różańskiej), otrzymał on od Króla 4 wsie z prawem lokowania miasta na prawie magdeburskim oraz budowy zamku. Miasto to istnieje do dzisiaj, jest siedzibą gminy i nazywa się Boćki, a mieści się to miasto w powiecie bielskim (Bielsk Podlaski) w województwie podlaskim. Już w 1577 r. Bohdan Sapieha (tych Bohdanów Sapieżyńskich było mnóstwo, ja mówię o synu Pawła, a wnuku ww. Iwana) miał według księgi poborów: miasto Boćki, 12 wsi (w tym Dubno) i 3 dwory (w tym dubieński).</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>I tu zaczyna się moja anegdota. Nasi historycy wiedzieli, że ten dwór istniał nawet za czasów Iwana, bo w tym to właśnie dworze zmarł. Był on wzmiankowany kilkakrotnie w XVII stuleciu, niestety brak było jakiejkolwiek wzmianki o jego lokalizacji. Ostatnią informacją była Mapa Prus Nowowschodnich w opracowaniu Textor – Sotzman z 1807 r., na którym dwór ten był zaznaczony, ale biorąc pod uwagę skalę nie było to zbyt dokładne.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>W związku ze związkiem postanowili zacząć działać archeolodzy. Najpierw wpadli na genialną w swojej prostocie myśl, że dwór „Dubno” może leżeć koło wsi „Dubno” w powiecie boćkowskim, przyjechali więc tam w listopadzie 2005 r. i zaczęli próbne wykopki (nazywało się to ładnie „sondażowe badania archeologiczne”). Prace pięknie trwały, dopóki młodzież archeologiczna nie poszła na piwo. Tam zamiast naturalnego złomotania przyjezdnych miejscowi zaczęli się dopytywać, czego kopacze tak szukają:</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>- Czego wy tak szukacie pod ziemią?</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>- Dworu dubieńskiego Iwana Sapiehy.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>- To dlaczego nas się najpierw nie spytaliście?</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>- A wy wiecie?</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>- No pewnie. Ruiny tego dworu stały jeszcze w 1915 roku, mój ojciec opowiadał mi, że furmanką gruz wywoził do Bielska Podlaskiego, bo z niego budowano ulicę Kleszczelowską. A budynki gospodarcze to rozebrano dopiero w 1950.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Nie wiem jak Was, ale mnie to śmieszy. Takich ludzi to naprawdę trzeba nazywać jajogłowymi.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>A na samym końcu zagadka – dowcip: który z tych dwóch herbów jest herbem rodu Sapiehów ("Lis"), a który aktualnym herbem miasta Boćki?</span></p>
<p><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/bocki.png"><img class="aligncenter size-full wp-image-292" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/bocki.png" alt="" width="350" height="389" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pragmatyk czy zdrajca?]]></title>
<link>http://torlin.wordpress.com/?p=270</link>
<pubDate>Wed, 16 Apr 2008 22:27:52 +0000</pubDate>
<dc:creator>torlin</dc:creator>
<guid>http://torlin.wordpress.com/?p=270</guid>
<description><![CDATA[
Julian Fałat „Polowanie w Nieświeżu”
I znowu musimy się wziąć za ciężki temat. Nie ma l]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/falat2.jpg" alt="" /></p>
<p class="MsoNormal"><span>Julian Fałat „Polowanie w Nieświeżu”</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>I znowu musimy się wziąć za ciężki temat. Nie ma lekko. Nie ma to tamto.<br />
</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Od dawna w blogach par excellence politycznych spotyka się dyskusję na temat postępowania wobec zaborców (i innych nacji gnębiących nasz naród) Wielkich Polaków. Wspaniałym przyczynkiem do tego tematu była dla mnie książka </span>„Między romantyzmem a pragmatyzmem” Tadeusza Bodio. Jest prawdą, że od ponad 200 lat polska psychohistoria zawiera dwa podstawowe, będące ze sobą w permanentnym konflikcie, sposoby myślenia o polityce, „dwa odmienne podejścia do problemów polityki, dwa różne style myślenia, przeżywania i działania politycznego: romantyczny i pozytywistyczny”. I nie chodzi mi tutaj o Romantyzm jako prąd ideowy występujący w literaturze i sztuce, ale o sposób spoglądania politycznego.</p>
<p class="MsoNormal">Dla romantyków najważniejszym było z jednej strony państwo, z jego narodem, językiem, kulturą, religią, zwyczajami; z drugiej zaś uważali, że cała polityka wobec zaborców musi opierać się na niewzruszonych zasadach etycznych, Polacy powinni działać w sposób światły, sprawiedliwy, nie idąc na żadne moralne kompromisy. Pragmatycy mieli inne zdanie na ten temat, uważali, że najważniejsza jest praca organiczna, u podstaw, aby rozwijać kraj trzeba iść na współpracę ze światłymi przedstawicielami wielkich mocarstw. Romantycy wywoływali kolejne powstania, najczęściej w najmniej korzystnym momencie, pragmatycy po kolejnej klęsce usiłowali podnieść kraj z upadku.</p>
<p class="MsoNormal">Najczęściej przywoływanymi nazwiskami pragmatyków są: Adam Jerzy Czartoryski, przyjaciel cara Aleksandra I i minister spraw zagranicznych Rosji, Franciszek Ksawery Drucki – Lubecki, Agenor Gołuchowski jako minister spraw wewnętrznych, a przedtem Alfred Józef Potocki jako premier Austro – Węgier, a także Stanisław Koźmian -<span> </span>w latach 1869-1870 poseł do Sejmu Krajowego i deputowany do wiedeńskiej Rady Państwa. Wszyscy wymienieni starali się poprawiać los Polaków idąc na współpracę z władzami zaborczymi.</p>
<p class="MsoNormal">I można powiedzieć, że dyskusja pomiędzy romantykami (choćbyśmy mieli zginąć – żadnych rozmów) a pragmatykami (trzeba się z ciemiężycielem jakoś dogadać i poczekać na dobry moment) toczy się do dnia dzisiejszego. Jedynym wyjątkiem jest właściwie okres okupacji hitlerowskiej, gdzie pragmatyków nie było. Ale w tym wyjątku znowu jest wyjątek dotyczący Powstania Warszawskiego, który romantycy chcieli koniecznie wywołać, a pragmatycy krzyczeli, że to tylko niepotrzebnie wykrwawi naród polski, a nie da żadnych efektów.</p>
<p class="MsoNormal"><span>Niemniej trzeba jeszcze raz podkreślić, że idee romantyzmu miały olbrzymi, niekwestionowany wpływ na rozbudzenie świadomości narodowej, utrzymania języka polskiego, zrozumienie sytuacji polskiego chłopa, ugruntowanie ważności norm etycznych w świadomości narodu. Osiągnięcia pragmatyków są też imponujące: rozwój przedsiębiorczości, przemysłu, handlu, instytucji finansowych, wydawnictw.</span></p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/falat1.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-273" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/falat1.jpg?w=400" alt="" width="400" height="242" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><span>Bohaterem mojej notki jest Julian Fałat, wspaniały malarz, podróżnik, profesor, otoczony wielkim szacunkiem i poważaniem. Ale…</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>W 1866 roku Julian Fałat, będąc nadwornym malarzem od polowań księcia Antoniego Radziwiłła, poznaje w Nieświeżu Księcia Pruskiego Wilhelma. Ten zachwycony malarskimi zdolnościami Polaka zabiera go do siebie i nasz bohater przez 10 lat pozostaje w świcie ostatniego niemieckiego cesarza i króla Prus, Wilhelma II Hohenzollerna. Dzięki przyjacielskiej postawie cesarza Fałat zorganizował dwie wystawy w Berlinie malarstwa polskiego, w 1891 i 1896 roku, a w</span> 1893 otrzymał nominację na członka berlińskiej Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych.</p>
<p class="MsoNormal">Przyjaźń z cesarzem Wilhelmem nie przeszkodziła Fałatowi otrzymać nominacji na Dyrektora Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie po śmierci Matejki (i śmierci Rodakowskiego, który był już zaakceptowany), a po uzyskaniu niepodległości w 1921 roku zostać dyrektorem Departamentu Sztuki, pozostałości po zlikwidowanym Ministerstwie Sztuki i Kultury, w gabinecie Antoniego Ponikowskiego.</p>
<p class="MsoNormal">To, że Fałat był pragmatykiem, a nie romantykiem, i nie wysadził w powietrze cesarza, a miał niejedną okazję, to wiemy. Ale czy był człowiekiem, z którego możemy być dumni, czy też był zdrajcą?</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/falat3.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-272" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/falat3.jpg?w=400" alt="" width="400" height="175" /></a></p>
<p class="MsoNormal">Anegdota</p>
<p class="MsoNormal">Na wyraźne życzenie cesarza Fałat zaczął malować scenę myśliwską z Schorfheide, na wstępnym szkicu widać było Wilhelma II leżącego na ziemi za wywróconym drzewem, podkradającego się do grupy jeleni. Po zwróceniu uwagi przez marszałka Linkera, „że nie wypada Jego Wysokości malować w takiej pozycji” Fałat poszedł ze skargą do cesarza. Ten natychmiast zapłacił za jeszcze nienamalowany obraz i zwrócił się do polskiego malarza: „Jeżeli pan zechce, to mogę usiąść, aby pozować, mogę się nawet położyć”. Fałat powiedział, że skończy bez pozowania. Kilka dni później, podczas rannego polowania, malarz dostaje wiadomość od cesarskiego strzelca, że ma natychmiast zameldować się u władcy. Po dojściu na miejsce Fałat zobaczył cesarza leżącego za wzgórkiem, który krył go przed jeleniem, i usłyszał ciche: „Jetzt können Sie ruhig Ihr Bild vollenden und allen Leuten sagen, dass der Kaiser<span> </span>Aller Deutschen auf der Jagd auch der Erde Liege kann” (Teraz może Pan swój obraz spokojnie wykończyć i wszystkim ludziom powiedzieć, że cesarz Wszystkich Niemców może także na polowaniu leżeć na ziemi”.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[75-lecie zakupu ważnego zeszytu]]></title>
<link>http://torlin.wordpress.com/?p=255</link>
<pubDate>Thu, 03 Apr 2008 22:07:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>torlin</dc:creator>
<guid>http://torlin.wordpress.com/?p=255</guid>
<description><![CDATA[
Lwów, lata 30, Plac Akademicki. Kawiarnia Szkocka po prawej, Cafe Roma po lewej, oddzielone od sie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/szkocka.jpg" /></p>
<p class="MsoNormal">Lwów, lata 30, Plac Akademicki. Kawiarnia Szkocka po prawej, Cafe Roma po lewej, oddzielone od siebie ulicą Freta.</p>
<p class="MsoNormal">Kocham anegdoty, zbieram ich mnóstwo, pokazują one wielkich ludzi w normalnych, banalnych sytuacjach. A dzisiaj zmobilizowała mnie <a href="http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35769,4973308.html">Nela przekazując mi link</a> o nowej książce o <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Banach">Stefanie Banachu</a>. Jaki to jest wspaniały obiekt anegdotyczny.</p>
<p class="MsoNormal">Drogi Nasz Matematyk, jako typowy profesor, prowadził „dzikie” życie, nie odżywiał się prawidłowo, ciągle nie miał pieniędzy, przesiadywał godzinami w kawiarniach, a swoje pomysły matematyczne zapisywał na skrawkach papieru, serwetkach i na … - ale to za chwilę.</p>
<p class="MsoNormal">Na początku Panowie Matematycy przesiadywali w latach 20. w położonych w pobliżu Uniwersytetu kawiarniach, najpierw w Cafe Roma przy Placu Akademickim we Lwowie, a ponieważ Nasz Rodak (i nie tylko on) miał coraz większe kłopoty z uregulowaniem zaległych rachunków w tym lokalu całe towarzystwo przeniosło się do … sąsiedniej kawiarni – „Szkockiej”. "Szkocka" była zawsze lokalem o najbardziej niejednolitej publiczności spośród wszystkich kawiarń lwowskich: profesorowie uniwersytetu i zakochane pary, stare plotkarki i samotni czytelnicy gazet, bibliofile i bilardziści, żydowska inteligencja i studenci z pobliskiego Domu Akademickiego, wszystkie stany i sfery, klasy i rasy, wyznania i upodobania żyły tu zgodnie.</p>
<p class="MsoNormal">Wielką zaletą tej kawiarni było serwowanie znakomitych ciastek, a także... marmurowe blaty stolików, na których można było szybko pisać, i co ważniejsze, szybko z nich ścierać. Stolik najważniejszy należał do Stefana Ba­nacha, Hugona Steinhausa, Stanisława Ulama, Władysława Orlicza, Antoniego Łomnickiego i Stanisława Mazura. Rezultaty dyskusji zapisywano ołówkiem chemicznym na blatach stolików i następnego dnia uczestnicy dyskusji zjawiali się z karteczkami w ręku i już na trzeźwo próbowali odcyfrować swoje wczorajsze gryzmoły i uporządkować je w logiczną całość. Trzeba stwierdzić z żalem, że wiele cennych osiągnięć Banacha i jego uczniów przepadło z wielką szkodą dla nauki polskiej, wskutek braku staranności u adeptów tej szkoły, przede wszystkim zaś samego Banacha. Zresztą, gdyby nie pomoc asystentów i przyjaciół, chyba żadna praca Banacha nie dotarłaby do drukarni, tak nieporządną szatą zewnętrzną się odznaczały. Pewnej jesieni "sesja matematyczna" w kawiarni przeciągnęła się do... wczesnych godzin przedpołudniowych, a jej rezultatem był dowód pewnego twierdzenia z teorii przestrzeni Banacha. Niestety, rozumowania nie udało się odtworzyć, szczęśliwi uczestnicy "sesji" zapisali go chemicznym ołówkiem na blacie stołu, który starannie zmyła niczego nieświadoma sprzątaczka.</p>
<p class="MsoNormal"><img src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/ksiegaszkockai.jpg" /></p>
<p class="MsoNormal">Toteż wielką zasługą żony Banacha, Łucji Banachowej, było zakupienie zeszytu w twardej okładce i powierzenie go płatniczemu "Kawiarni Szkockiej" z poleceniem wydawania go na życzenie każdemu matematykowi. I w tym roku mija 75 lat od tego wydarzenia.</p>
<p class="MsoNormal">W ciągu kilku lat powstała z tego zeszytu tak zwana dziś <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ksi%C4%99ga_Szkocka">"Księga Szkocka"</a>, zawierająca zbiór problemów, jakie matematycy przebywający we Lwowie stawiali sobie nawzajem (a zarazem i całemu światu) wraz z ich rozwiązaniami. Każdy, kto stawiał problem, fundował nagrodę dla odkrywcy rozwiązania. Nagrody były różne - mała kawa, butelka wina, podróż do Genewy na szwajcarską potrawę, lub żywa gęś. Wszystkie problemy zapisane w Księdze <a href="http://www.matematycy.interklasa.pl/ksiegaszkocka/szkocka.php">można znaleźć tu (na samym dole)</a>.</p>
<p class="MsoNormal">Mentorem, a zarazem największym przyjacielem Banacha był Hugo Steinhaus, starszy od niego o 5 lat, należący do mojej kolekcji „prawdziwych Polaków”, celny aforysta, z najpiękniejszym: „Mędrzec widzi w lustrze głupca, głupiec przeciwnie” i najsłynniejszym: „Moim największym odkryciem matematycznym jest Stefan Banach”. I to właśnie Hugo Steinhaus po wojnie przepisał ręcznie (dokładnie słowo po słowie!) księgę i w 1956 roku wysłał tę kopię do Los Alamos, do Stanisława Ulama. Ten księgę przetłumaczył, po czym skopiował w 300 egzemplarzach (na własny koszt) i te kopie rozesłał do przyjaciół oraz rozmaitych uniwersytetów w różnych krajach. Książka stała się słynną i wielu matematyków prosiło Ulama o dalsze kopie. Próśb tych było w ciągu kolejnych lat tak wiele, że w Los Alamos zdecydowano o następnym wydaniu w 1977 roku, a dwa lata później, w maju 1979 w North Texas State University odbyła się "Scottish Book Conference". <span>Przedstawiona na Międzynarodowym Kongresie Matematycznym w Edynburgu w 1958 r. wywołała zrozumiałą sensację wśród Szkotów, nie orientujących się, że jej związek ze Szkocją jest właściwie żaden.</span></p>
<p class="MsoNormal"><img src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/zeszyt-szkocki.jpg" /></p>
<p class="MsoNormal">Jak słynna była to Księga świadczy fakt, że gdy w dn. 6 listopada 1936 r. Stanisław Mazur postawił problem nr 153 i ufundował za jego rozwiązanie jako nagrodę gęś, to szwedzki matematyk Per Enflö, który to zagadnienie rozwiązał w 1972 roku, przyjechał specjalnie do Warszawy, aby odebrać nagrodę.</p>
<p class="MsoNormal">Nową Księgę Szkocką prowadził Hugo Steinhaus w latach 1946 - 1958 we Wrocławiu. I pomyśleć, że dzisiaj przedstawiciel Europejskiej Rady Badań przy Komisji Europejskiej w sprawie powołania Europejskiego Instytutu Technologicznego mówi: „Wrocław ma dużą szansę, bo ma informatykę, która wiele zawdzięcza Steinhausowi i tradycji Kawiarni Szkockiej”.<span>  </span></p>
<p class="MsoNormal">Najwspanialsze anegdoty związane z osobą Stefana Banacha</p>
<p class="MsoNormal">Banach nie znosił dostosowywać się do formalnych procedur akademickich, więc gdy zarzucono mu, że będąc znany na całym świecie ze swoich osiągnięć naukowych nie ma doktoratu, to zaproponowano mu zdawanie egzaminu –Banach jednak odmówił. Więc jego koledzy wymyślili podstęp. Na samą pracę doktorską wzięli niepublikowaną publikację Banacha, a egzamin… Banach był entuzjastą dyskusji naukowych, w związku z tym, jak usłyszał, że jest grupa osób, która chce przedyskutować z nim szereg problemów, niesłychanie się zapalił. Po przybyciu na spotkanie z tą grupą z zapałem odpowiadał na wszystkie pytania i bardzo był zdziwiony, gdy następnego dnia się dowiedział, że właśnie zdał egzamin doktorski.</p>
<p class="MsoNormal">Tuż przed wybuchem wojny do Banacha do Lwowa przyjechał John von Neumann, aby nakłonić go do emigracji do USA. Miał ze sobą czek, podpisany przez Norberta Wienera, na którym tenże postawił tylko jedną cyfrę: „1”, a Banach miał dopisać za tą „1” tyle zer, ile tylko zechce. A ten odpowiedział spokojnie, że nie zna liczby zer, które by mu zrekompensowały Polskę, Lwów i Kawiarnię Szkocką.</p>
<p class="MsoNormal">Kiedy indziej Stanisław Mazur postawił problem, a Hermann Auerbach postanowił nad nim pomyśleć i go rozwiązać. Aby uczynić to zadanie bardziej interesującym Mazur postanowił ufundować za rozwiązanie butelkę wina. Na to Auerbach: "A, w takim razie ja rezygnuję. Mnie wino szkodzi".</p>
<p class="MsoNormal">Podczas odbywającego się w 1983 roku w Warszawie Międzynarodowego Kongresu Matematyków kilku matematyków z zagranicy zobaczyło na tramwaju napis „Banacha”. Koniecznie chcieli tę ulicę zobaczyć, pojechali więc tym tramwajem, a gdy dojechali na pętlę, zobaczyli tam sporej wielkości niezabudowany teren. Stwierdzili wówczas zgodnie, że nie jest to "ulica Banacha", a raczej "przestrzeń Banacha".</p>
<p class="MsoNormal"> <img src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/diamenty.gif" /></p>
<p class="MsoNormal">Ale się rozpisałem – wybaczcie!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Władysław Bartoszewski. Wywiad rzeka]]></title>
<link>http://dobraksiazka.wordpress.com/?p=165</link>
<pubDate>Mon, 03 Mar 2008 12:05:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>Yves P.</dc:creator>
<guid>http://dobraksiazka.wordpress.com/?p=165</guid>
<description><![CDATA[Władysław Bartoszewski. Wywiad rzeka
Autor: Władysław Bartoszewski, Michał Komar
 Cudem uratowa]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Władysław Bartoszewski. Wywiad rzeka</strong><br />
<em>Autor: Władysław Bartoszewski, Michał Komar</em></p>
<p><a href="http://www.lideria.pl/sklep/opis?nr=87914&#38;idp=356" rel="nofollow"><img src='http://dobraksiazka.wordpress.com/files/2008/03/wywiad-rzeka.jpg' alt='Władysław Bartoszewski. Wywiad rzeka' style="float:left;margin-right:10px;" /></a> Cudem uratowany z Oświęcimia, uczestnik Powstania Warszawskiego, Polak ratujący Żydów, więzień PRL-u, szef dyplomacji w III RP, znakomity uczony ... Profesor Bartoszewski opowiada o całym swym długim i niezwykłym życiu, a obdarzony jest fotograficzną pamięcią. <!--more--></p>
<p>Jego historia osobista pełna zaskakujących wydarzeń, osób sławnych i bohaterów, znanym nielicznym, stapia się z ponadczasowymi refleksjami na temat naszej racji stanu, katolicyzmu, tolerancji, skomplikowanych wyborów moralnych, politycznych, ludzkich ...</p>
<p>- wywiad-rzeka, przeprowadzony z Profesorem przez Michała Komara,<br />
- swoiste podsumowanie niezwykłego życia, anegdoty, refleksje, zaskakujące wyznania,<br />
- fragmenty rozmów w audycjach rozmów na antenie I programu Polskiego Radia, publikacje fragmentów książki na łamach dodatku "Polityki" - "Poradnik Historyczny" i na łamach dziennika "Rzeczpospolita", spotkania autorskie.</p>
<p><a href="http://www.lideria.pl/sklep/opis?nr=87914&#38;idp=356" rel="nofollow">Dalej &#187;</a></p>
<p>___<br />
Poznaj także <a href="http://dobraksiazka.wordpress.com/2008/01/31/szantazowanie-zydow/">Szantażowanie Żydów w Warszawie 1939-1943</a>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Anegdota]]></title>
<link>http://entelepentele.wordpress.com/?p=331</link>
<pubDate>Tue, 05 Feb 2008 13:55:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>entelepentele</dc:creator>
<guid>http://entelepentele.wordpress.com/?p=331</guid>
<description><![CDATA[Komu anegdotę? Taką gorącą i świeżą?

Historyjka jest świeża, bo z tegorocznej sesji egzami]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Komu anegdotę? Taką gorącą i świeżą?</p>
<p><img border="0" width="330" src="http://entelepentele.wordpress.com/files/2008/02/anegdot.jpg" alt="some coffee?" height="440" /></p>
<p>Historyjka jest świeża, bo z tegorocznej sesji egzaminacyjnej*. W Filmówce piszą studenci egzamin. Profesor przechadza się po sali i czujnym okiem obserwuje swoich podopiecznych. Coś przykuwa jego uwagę - staje nad jedną ze studentek, przygląda się jej i mówi: - Jako mężczyźnie mi nie wypada, za to jako wykładowcy jak najbardziej - i sięga dłonią za dekolt studentki i wyciąga piękną, długą, starannie zrobioną ściągę. Studentka - kompletnie oszołomiona - wstaje i taksuje profesora wzrokiem, ale riposta jest szybka: - Jako studentce mi nie wypada, ale jako kobiecie jak najbardziej - i wymierza soczystego policzka... Piękne!</p>
<p>*Z anegdotami tak już jest, że uznawana za świeżą, jest jednak ubiegłoroczna. Jeśli tak, pardon! Choć ta powyżej przytoczona rozbawia mnie bardzo tegorocznie... Salut!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kawały 21-30]]></title>
<link>http://qrycha.wordpress.com/2007/12/06/kawaly-21-30/</link>
<pubDate>Thu, 06 Dec 2007 14:00:23 +0000</pubDate>
<dc:creator>qrycha</dc:creator>
<guid>http://qrycha.wordpress.com/2007/12/06/kawaly-21-30/</guid>
<description><![CDATA[Kolejna paczka dowcipów.


8.  Dentysta schyla sie właśnie nad pacjentem i ma zamiar
rozpocząć ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><b>Kolejna paczka dowcipów.</b></p>
<p STYLE="text-align: center"><img SRC="http://qrycha.wordpress.com/files/2007/12/smile.jpg" /></p>
<p><!--more--></p>
<p>8.  Dentysta schyla sie właśnie nad pacjentem i ma zamiar<br />
rozpocząć borowanie, gdy nagle zastyga w bezruchu i pyta nieufnie:<br />
- Czy mi sie to tylko wydaje, czy tez trzyma pan reke na<br />
moich jadrach?<br />
Pacjent spokojnym głosem:<br />
- To tylko taka mała asekuracja. Bo przecież nie chodzi o to,<br />
żebyśmy sobie ból zadawali... Prawda, Panie Doktorze...?</p>
<p>~~~</p>
<p>7. - Panie doktorze, mam biegunkę!<br />
- Zapiszę panu czopki.<br />
Po kilku dniach:<br />
- Panie doktorze, nic nie pomogło!<br />
- To ja zapiszę panu jeszcze jedno opakowanie!<br />
Po następnych kilku dniach:<br />
- Panie doktorze i tym razem nic nie pomogło! Proszę o jeszcze jedną receptę!<br />
- Do cholery, czy pan te czopki żre?!<br />
- A co?! Może mam je sobie do dupy wsadzać?!</p>
<p>~~~</p>
<p>6. Pani Kowalska pyta dzieci w klasie:<br />
- Jaka część człowieka idzie najpierw do nieba?<br />
Zuzia podnosi rękę i mówi:<br />
- Myślę, że dusza, bo trzeba mieć czystą duszę, żeby dostać się do nieba.<br />
- Bardzo dobrze - mówi pani Kowalska - Rysiu, a ty jak myślisz?<br />
- Serce - mówi Rysio - bo trzeba mieć dobre serce, żeby dostać się do nieba.<br />
- Naprawdę, świetnie - chwali go pani - A ty Jasiu jak sądzisz?<br />
- Stopy.<br />
- Dlaczego stopy? - dziwi się pani.<br />
- Bo kiedy nakryłem moją mamę i listonosza, jej nogi były w górze, a ona krzyczała: Boże, dochodzę!</p>
<p>~~~</p>
<p>5. Pewna para była małżeństwem od dwudziestu lat. Za każdym razem gdy się kochali, mąż domagał się zgaszenia światła. Tymczasem po tych 20 latach żona stwierdziła, że to nieco śmieszne. Umyśliła sobie, że złamie to jego dziwne przyzwyczajenie.<br />
Tak więc pewnej nocy, ... gdy byli w trakcie dzikiej, pełnej rozkoszy, romantycznej sesji, ona nagle zapaliła światło. Patrzy w dół. i widzi, że mąż trzyma napędzany bateriami... wibrator!<br />
Miękki, cudowny i większy niż prawdziwy... Kompletnie wytrącona z równowagi zaczęła na niego wrzeszczeć:<br />
- Ty dupku! Ty impotencie!!! Jak mogłeś okłamywać mnie przez te wszystkie lata! Lepiej się wytłumacz!!!<br />
Mąż spojrzał prosto w jej oczy i spokojnie powiedział:<br />
- Wytłumaczę Ci skąd ten wibrator... ale ty najpierw wytłumacz skąd mamy dzieci...</p>
<p>~~~</p>
<p>4. Pijak jedzie tramwajem i ledwo trzyma się na nogach. Obok stoi elegancka kobieta i cały czas patrzy na niego z obrzydzeniem. W pewnym momencie pijak nie wytrzymuje i wymiotuje na kobietę.<br />
- Pan jest świnia!<br />
- Ja świnia? To niech pani zobaczy, jak pani wygląda...</p>
<p>~~~</p>
<p>3. Rozmawia dwóch dresiarzy:<br />
- Znasz takich: Beethoven, Mozart?<br />
- A, co? Kroimy ich?<br />
- Nie. Spoko goście. Melodyjki do komórek piszą.</p>
<p>~~~</p>
<p>2. Dwóch gości popija sobie winko pod sklepem. Nagle podjeżdża elegancki samochód, z którego wysiada jakieś zamożne małżeństwo. Kupują w sklepie niegazowana wodę i zaczynają sobie popijać.<br />
- Popatrz - mówi jeden z pijaczków - Piją wodę!<br />
- No - mówi drugi. - Jak zwierzęta...</p>
<p>~~~</p>
<p>1. Wraca Jasio ze szkoły i pierwszym pytaniem jakim strzela w rodziców jest :<br />
- Co to znaczy "robić loda"<br />
Rodzice, którzy już dawno uzgodnili, że będą odpowiadać na każde "trudne"<br />
pytanie<br />
( bo po co ma dziecko szukać odpowiedzi na podwórku ), spojrzeli<br />
porozumiewawczo na siebie i mama mówi<br />
- Widzisz "robić loda" to brać penisa do buzi.<br />
Na to ojciec<br />
- Jakie brać, jakie brać...DAWAĆ. Syna przecież mamy!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kawały 11-20]]></title>
<link>http://qrycha.wordpress.com/2007/12/06/kawaly-11-20/</link>
<pubDate>Thu, 06 Dec 2007 13:57:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>qrycha</dc:creator>
<guid>http://qrycha.wordpress.com/2007/12/06/kawaly-11-20/</guid>
<description><![CDATA[Kolejna paczka dowcipów.


20. Początek XX wieku. Uboga wiejska rodzina miała jedyną żywicielk]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Kolejna paczka dowcipów.</strong></p>
<p STYLE="text-align: center"><img SRC="http://qrycha.wordpress.com/files/2007/12/smile.jpg" /></p>
<p><!--more--></p>
<p>20. Początek XX wieku. Uboga wiejska rodzina miała jedyną żywicielkę - krowę. Kiedy nastał kolejny ranek, mąż wstał jak zwykle przed świtem i poszedł do obory ją wydoić. Niestety krowa leżała całkiem martwa. Człowiek się załamał, przed oczami stanęła mu wizja śmierci głodowej, więc wyjął ze spodni pasek i powiesił się pod powałą. Po dłuższej chwili obudziła się żona, zaniepokojona brakiem małżonka. Od razu pomyślała, że mąż powinien być w oborze. Kiedy się tam udała i okazało się, że mąż popełnił samobójstwo, a na klepisku leży<br />
martwa krowa - jedyna żywicielka rodziny, niewiele myśląc powiesiła się koło męża, w końcu zgodnie z przysięgą małżeńską chciała dzielić jego los. Po chwili obudził się starszy syn. Kiedy zobaczył, że łoże rodziców jest puste, a na stole nie stoi kanka z mlekiem, jak zazwyczaj bywało, postanowił poszukać rodzicieli w oborze. Jakiż był jego szok, gdy odnalazł martwą krowę i rodziców równie martwych, a okoliczności wskazywały na samobójstwo. Pomyślał, że musi to sobie poukładać, postanowić coś, a najlepiej zawsze udawało mu się myśleć nad rzeką. Wziął więc wędkę i poszedł nad wodę. Zarzucił haczyk i w tej chwili z wody wyłoniła się postać pięknej syreny...<br />
- Jeśli przelecisz mnie pięćdziesiąt razy, wskrzeszę twoich rodziców, krowę i żyć będziecie w dostatku do końca waszych dni - rzekła syrena.<br />
Niestety syn dał radę syrenie tylko 25 razy i kiedy zasłabł pochłonęły go czeluście piekielne. W tejże chwili obudził się młodszy syn ubogich rolników. Kiedy zobaczył, że izba stoi pusta, postanowił, że poszuka współmieszkańców. Kiedy zobaczył martwą krowę i martwych rodziców w oborze, bardzo zafrasowany zauważył brak również wędek. Przecież miał jeszcze brata.<br />
- Pewno poszedł nad rzekę - pomyślał i poszedł go poszukać. Zastał porzuconą wędkę i pomyślał, że brat poszedł za potrzeba i zaraz wróci, jednak w tym momencie z wody wyłoniła się piękna syrena i zapytała:<br />
- Ile masz lat chłopcze?<br />
- 16...<br />
- Hm, jeśli przelecisz mnie 25 razy, wskrzeszę twoich rodziców, brata, krowę i żyć będziecie w dostatku do końca waszych dni - rzekła syrena.<br />
- A mogę 30?!<br />
- No, możesz...<br />
- A 40?<br />
- Możesz chłopcze, oczywiście, jak tylko dasz radę.<br />
- A 50 razy mogę?<br />
- Tak, tak, tak! - krzyknęła uradowana syrenka.<br />
- A nie zdechniesz jak krowa?</p>
<p>~~~</p>
<p>19. Pewna aktorka opowiada koleżance o niedawnym obiedzie ze znanym reżyserem:<br />
- Pokazał mi scenariusz. Wiesz, główna rola jakby dla mnie stworzona.<br />
Potem poszliśmy do niego, żeby omówić zamysł filmu. I w trakcie rozmowy ten bydlak mówi mi, że widzi mnie w roli pokojówki, która na ekranie nie mówi ani słowa!<br />
- No i co? - pyta koleżanka.<br />
- No wiesz, roześmiałam mu się prosto w jajca!</p>
<p>~~~</p>
<p>18. Samolot zbliża się do Tajlandii i podchodzi do lądowania. Z głośników słychać głos stewardesy:<br />
- Ostrzegamy państwa, że połowa ludności Tajlandii ma HIV, a druga połowa - gruźlicę.<br />
- Co ona powiedziała? - pyta sie wnuczka przygłuchawy dziadek.<br />
- Żeby dupczyć tylko te, które kaszlą...</p>
<p>~~~</p>
<p>17. Dlaczego na rumuńskim weselu, na stole stoi gówno na talerzu?<br />
- Żeby odciągało muchy od pary młodej.</p>
<p>~~~</p>
<p>16. Siedzi sobie baca i pilnuje wyciągu krzesełkowego. Siedzi, turyści jeżdżą, wszystko spokojnie. Nagle baca wstał i wyłączył wyciąg. Turystami bujnęło. Wiszą. Co sprytniejsi zleźli z wyciągu po słupach i lecą do bacy: - Baco, baco, co robicie? Zimno jest, tamci pozamarzają, puśćcie ten wyciąg! - Nie puszczę! - Dlaczego? - Po ktoś powiedział do mnie "Chu*u"! - Baco, niemożliwe, tu jest dużo turystów z zagranicy, pewnie powiedział "How do You do", czyli jak się macie! - A może... dobrze, puszczę wyciąg. Baca puścił wyciąg i siedzi. Mruczy pod nosem: - Chałdujudu... Może i tak... ale dlaczego "w dupę jebany"?</p>
<p>~~~</p>
<p>15. Przychodzi facet do studia tatuażu:<br />
- Chciałbym wytatuować sobie ferrari na penisie.<br />
Tatuażysta uśmiecha się pod nosem:<br />
- Dla dziewczyny?<br />
- Nie, dla chłopaka - odpowiada klient.<br />
- Hmm... to w takim wypadku dorzucę panu gratis dwa traktory na jądrach...<br />
- A po cholerę mi tatuaż z traktorami na jajach? - pyta zdziwiony klient.<br />
- Na wypadek gdyby ferrari utknęło w błocie...</p>
<p>~~~</p>
<p>14. Środek nocy, z baru wychodzi nawalony facet i chce iść do domu, jednak nogi odmawiają mu posłuszeństwa. Pod barem stoi jedna taksówka, więc facet sprawdza swój portfel i wylicza że ma 15zł. Podchodzi więc do taksówkarza i pyta:<br />
-Panie ile za kurs na Sienkiewicza?<br />
-O tej porze to 20.<br />
-A za 15 nie da rady?<br />
-Za 15 nie opłaca mi się silnika odpalać.<br />
-Panie niech Pan się zlituje, późno jest, zimno, ja jestem wcięty, do domu daleko.<br />
-Facet spadaj i nie zawracaj mi głowy.<br />
Więc nie było wyjścia, facet poszedł na pieszo do domu.<br />
Następnego dnia idzie ten sam facet ulicą i widzi długą kolejkę taksówek, a na samym końcu kolejki stoi ten niemiły taksówkarz. Facet podchodzi więc do pierwszej taksówki i mówi:<br />
-Ile za kurs na Sienkiewicza?<br />
-20zł. - mówi taksiarz.<br />
-Ja dam panu 50zł za kurs, ale w czasie jazdy zrobi mi pan loda.<br />
-Spadaj zboku, bo zaraz ci dowalę.<br />
Facet podchodzi do 2 taksówki:<br />
-Ile za kurs na Sienkiewicza?<br />
-20zł. - mówi taksiarz.<br />
-Ja dam panu 50zł za kurs, ale w czasie jazdy zrobi mi pan loda.<br />
-Spadaj zboku bo nie ręczę za siebie.<br />
Facet podchodził do każdej taksówki i sytuacja powtarzała się.<br />
Podchodzi do ostatniej taksówki - tej spod baru - i mówi do kierowcy:<br />
-Ile za kurs na Sienkiewicza?<br />
-20zł. - mówi taksówkarz.<br />
-Ja dam panu 50 zł za kurs, ale pod warunkiem że ruszy pan powoli i pomacha do wszystkich swoich kolegów taksówkarzy...</p>
<p>~~~</p>
<p>13. Na łące pasie się wielki byk. Odgania ogonem muchy i szczypie zieloną trawkę. W pewnym momencie zauważa kątem oka wychodzącego zza pagórka białego królika, który coś krzyczy. Byk wraca do jedzenia a zbliżający się królik wrzeszczy:<br />
-Z drogi bo idzie królik król zwierząt.<br />
Byk dalej zajada trawę i macha ogonem. Królik stanął za nim i mówi:<br />
-Jak zaraz nie odejdziesz to gorzko tego pożałujesz. Liczę do trzech:<br />
-Razzzzz, dwaaaaaa...<br />
W tej chwili byk walnął wielkiego placka i to tak, że trafił prosto w królika, po czym wrócił do jedzenia. Po kilku minutach z kupy wynurza się brązowy królik i pyta:<br />
-Co, zesrałeś się ze strachu cwaniaczku?</p>
<p>~~~</p>
<p>12. Stoi dwóch górali po dwóch brzegach Dunajca. Jeden krzyczy do drugiego:<br />
-Głęboka?!<br />
A że było słabo słychać, bo szum wody i w ogóle, drugi się drze:<br />
-To nie Oka, to Dunajec!<br />
Tamten wchodzi i po chwili wpada po szyje i porywa go nurt wody. Jakimś cudem się ratuje, przepływa na drugi brzeg, podchodzi do tamtego:<br />
- Ja ci kurde dam do jajec!</p>
<p>~~~</p>
<p>11. George W. Bush i Tony Blair maja lunch w Białym Domu.<br />
Jeden z ważnych gości podchodzi do nich i pyta, o czym rozmawiają.<br />
- Robimy plan Trzeciej Wojny Światowej<br />
- O, to ciekawe, a jakie są plany? - pyta gość<br />
- Zamierzamy zabić 14 milionów Muzułmanów i jednego dentystę. Gość wygląda na zdezorientowanego:<br />
- Jednego dentystę? Czemu chcecie zabić dentystę?<br />
Blair klepie Busha po plecach mówiąc:<br />
- A nie mówiłem? Nikt nie będzie pytał o Muzułmanów</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kawały 1-10]]></title>
<link>http://qrycha.wordpress.com/2007/11/25/dont-worry-be-happy/</link>
<pubDate>Sun, 25 Nov 2007 09:18:47 +0000</pubDate>
<dc:creator>qrycha</dc:creator>
<guid>http://qrycha.wordpress.com/2007/11/25/dont-worry-be-happy/</guid>
<description><![CDATA[W tym wątku, jak sama nazwa wskazuję, będą się pojawiały dowcipy. Enjoy!


10. Koleś pierze d]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>W tym wątku, jak sama nazwa wskazuję, będą się pojawiały dowcipy. Enjoy!</strong></p>
<p STYLE="text-align: center"><img SRC="http://qrycha.wordpress.com/files/2007/12/smile.jpg" /></p>
<p><!--more--></p>
<p>10. Koleś pierze dżinsy i mruczy :<br />
- Nikomu nie można ufać, nikomu ....<br />
Na moment przerywa pranie :<br />
- Nawet sobie - kontynuuje wściekły - Przecież tylko pierdnąć chciałem.</p>
<p>~~~</p>
<p>9. Lech i Jarek Kaczyńscy odwiedzili jedną z warszawskich podstawówek. Podczas dyskusji z uczniami Lech zapytał: Co to jest tragedia? -Czy ktoś mógłby podać przykład? Dziewczynka z pierwszej ławki podniosła rekę: - Gdyby mój przyjaciel, który mieszka na wsi, bawił sie na polu i został rozjechany przez traktor - to byłaby tragedia. - Nie. - odpowiada Jarek Kaczyński - to byłby wypadek. Zgłasza się kolejne dziecko: - Gdyby autobus, który odwozi 50 dzieci do szkoły, miał wypadek, w którym zginęliby wszyscy pasażerowie - to byłaby tragedia. - Też nie - odpowiada znowu Jarek Kaczyński - to byłaby wielka strata. Czy ktoś ma inne pomysły? W klasie cisza. Nikt nie chce sie zgłosić. Nagle odzywa sie Jasiu: - Gdyby samolot, w którym lecieli Pan Prezydent i Pan Premier został trafiony przez pocisk i rozpadł sie na kawałki - to byłaby tragedia. - Brawo! - woła Lech Kaczyński- Możesz nam powiedzieć dlaczego uważasz, że to byłaby tragedia? Na to Jasiu: - Dlatego, że to na pewno nie byłaby wielka strata i raczej nie byłby to wypadek.</p>
<p>~~~</p>
<p>8. Na weselu do orkiestry podchodzi podchmielony facet, rzuca stówkę i mówi:<br />
- Panowie zagrajcie mi teraz MYSZEREJ! Orkiestra zdębiała bo nigdy nie słyszeli o takim utworze. - Ale co to jest? - pytają<br />
- Płacę i wymagam! Grajcie więc a nie dyskutujcie!! - wkurzył się gość<br />
- No dobra, zagramy. Ale jak to leci? - pytają<br />
A gościu im na to-MY SZEREJ PANCERNI........</p>
<p>~~~</p>
<p>7. Maria jest bardzo pobożna. Wychodzi za mąż i ma 17 dzieci. Jej mąż umiera. Dwa tygodnie później ponownie wychodzi za mąż i ma 22 dzieci z drugim mężem. On umiera. Niedługo potem ona także umiera.<br />
Na pogrzebie ksiądz patrzy w niebo i mówi:<br />
- Wreszcie są razem.<br />
Facet siedzący w pierwszej ławce pyta:<br />
- Przepraszam ojcze, ale ma ksiądz na myśli jej pierwszego męża czy drugiego?<br />
Ksiądz na to:<br />
- Miałem na myśli jej nogi.</p>
<p>~~~</p>
<p>6. Jedzie ciężarówka załadowana bardzo wysoko. Kierowca -<br />
cwaniaczek chciał przejechać pod mostem, ale niestety zaklinował się.<br />
Przyjechała policja, gliniarz chodzi dookoła, patrzy mówi:<br />
- No i co? zaklinował się pan?<br />
Na co kierowca:<br />
- Nie kurwa, most wiozę i benzyny mi zabrakło...</p>
<p>~~~</p>
<p>5. Hipopotam leży nad rzeczką i odpoczywa po trudach dnia codziennego. Wypoczywa tak już 3 tydzień. Leży i leży... To sobie pośpi, przewróci się na jeden bok, to na drugi bok... Leży i leży... Całkowita nuda... nic się nie dzieje... i tak w kółko... Nagle przybiega jego synek i płacze: -Tatusiu, tatusiu, rowerek mi sie popsul, proszę napraw mi go! A hipopotam na to: -No weź teraz kurwa rzuć wszystko i napraw mu rowerek!</p>
<p>~~~</p>
<p>4. Jechał facet niebieską almerką N15 , a że samochód dobry, szybki to sobie nie żałował. Mimo, że mokro, ślisko to na liczniku 150 km/h... 180 km/h... 220km/h... 250 km/h..., aż tu nagle zakręt, za zakrętem furmanka. Nic się nie dało zrobić, jedno wielkie rozpierdziu, z furmanki drzazgi, konie latają w powietrzu, woźnicy urwało nogi. Zatrzymał się facet po tych kilkuset metrach i patrzy, o k...a, ale jatka. Nic to myśli, jatka nie jatka, może ktoś przeżył i trzeba mu pomoc. Podchodzi bliżej, a tam konie z bebechami na wierzchu, ledwo dychają. Jakoś trzeba by je dobić, co się ma gadzina męczyć. Złapał za siekierę, która wypadła z furmanki i do jednego konia, do drugiego... pozarąbywał na śmierć. Stoi i rozgląda się, co dalej, zauważył woźnicę. Woźnica przerażony, podciągając koc i przykrywając urwane nogi: - Panie! Nawet mnie kurwa nie drasnęło!!!</p>
<p>~~~</p>
<p>- Tato, mogę spróbować skoków bungee?<br />
- Lepiej nie synku, o ile sobie przypominam, od samiuśkiego początku<br />
prześladowały cię wypadki z gumą.</p>
<p>~~~</p>
<p>2. Na skrzyżowaniu na światłach stał konny policjant. Za nim zatrzymał się dzieciak, na nowiutkim, błyszczącym rowerku.<br />
-Ładny rower! - mówi policjant - dostałeś go od Mikołaja?<br />
-Taaaakk<br />
-To w przyszłym roku powiedz Mikołajowi, żeby Ci przyniósł lampkę - powiedział policjant i wypisał dzieciakowi mandat za brak świateł. Dzieciak wziął mandat, popatrzył i mówi:<br />
-Ładny koń, dostał go Pan od Mikołaja?<br />
-He he, tak, tak - odpowiedział rozbawiony policjant.<br />
-To w przyszłym roku niech pan powie Mikołajowi, żeby dał mu chuja między nogami, a nie na plecach!</p>
<p>~~~</p>
<p>1. Jezus zebrał apostołów i oznajmił im:<br />
- Zaprawdę powiadam wam - dzisiaj jeden z was mnie zdradzi.<br />
Apostołowie się zasmucili, a Piotr zapytał:<br />
- Czy to ja Cię zdradzę, Panie?<br />
- Nie, to nie Ty mnie zdradzisz.<br />
Następnie Jan:<br />
- Czy więc to ja Cię zdradzę, Panie?<br />
- Nie to nie będziesz Ty.<br />
Kolejno wszyscy się pytali, aż został sam Judasz. Wszyscy się na niego patrzą, łyso mu, ale owczym pędem też się pyta:<br />
- Więc to ja Cię zdradzę, Panie?<br />
- Nie kurwa, sam się zdradzę!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Śmierć i żona]]></title>
<link>http://lingwistykon.wordpress.com/2006/11/25/smierc-i-zona/</link>
<pubDate>Sat, 25 Nov 2006 13:05:40 +0000</pubDate>
<dc:creator>Henryk Duda</dc:creator>
<guid>http://lingwistykon.wordpress.com/2006/11/25/smierc-i-zona/</guid>
<description><![CDATA[W języku polskim na granicy wyrazów dwie spółgłoski tzw. właściwe upodabniają się pod wzgl]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W języku polskim na granicy wyrazów dwie spółgłoski tzw. właściwe upodabniają się pod względem dźwięczności. Połączenie wyrazów <em>kod pocztowy</em> w spontanicznej wymowie zabrzmi więc <em>ko<strong>t‿p</strong>ocztowy</em>. Wyrażenie <em>kot drapieżny</em> natomiast wymówimy <em>ko<strong>d‿d</strong>rapieżny</em>. Jest to tzw. upodobnienie wsteczne, tzn. że spółgłoska kończąca wyraz dostosowuje się do spółgłoski, która rozpoczyna nowy wyraz.</p>
<p>Gdy jednak następny wyraz zaczyna się spółgłoska półotwartą (np. <em>m, n, r, l</em>) albo samogłoską, sytuacja się komplikuje. W wymowie tzw. krakowsko-poznańskiej spółgłoska kończąca poprzedni wyraz jest dźwięczna, w wymowie tzw. warszawskiej spółgłoska kończąca poprzedni wyraz jest bezdźwięczna. Przedstawmy to w tabeli:</p>
<table style="text-align:left;background-color:rgb(204, 204, 204);width:100%;" border="1" cellpadding="2" cellspacing="0">
<tbody>
<tr>
<td style="width:33%;"></td>
<td style="width:33%;">Wymowa <strong>krakowsko-poznańska</strong></td>
<td style="width:33%;">Wymowa <strong>warszawska</strong></td>
</tr>
<tr>
<td>Spółgłoska bezdźwięczna + spółgłoska półotwarta</td>
<td align="undefined" valign="undefined">bra<strong>d‿m</strong>atki</td>
<td align="undefined" valign="undefined">bra<strong>t‿m</strong>atki</td>
</tr>
<tr>
<td align="undefined" valign="undefined">Spółgłoska bezdźwięczna + samogłoska</td>
<td align="undefined" valign="undefined">bra<strong>d‿o</strong>jca</td>
<td align="undefined" valign="undefined">bra<strong>t‿o</strong>jca</td>
</tr>
<tr>
<td align="undefined" valign="undefined">Spógłoska&#160;dźwięczna + spółgłoska półotwarta</td>
<td align="undefined" valign="undefined">wó<strong>z‿m</strong>atki</td>
<td align="undefined" valign="undefined">wó<strong>s‿m</strong>atki</td>
</tr>
<tr>
<td align="undefined" valign="undefined">Spółgłoska dźwięczna + samogłoska</td>
<td align="undefined" valign="undefined">wó<strong>z‿o</strong>jca</td>
<td align="undefined" valign="undefined">wó<strong>s‿o</strong>jca</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p>Oba typy wymowy są poprawne w polszczyźnie literackiej. W ostatnich latach obserwujemy jednak zmniejszanie się zasięgu wymowy krakowsko-poznańskiej. Jest to całkiem zrozumiałe, gdyż media o najwyższej „słyszalności” i „oglądalności” nadają ze stolicy, rozpowszechniając warszawski wzorzec wymowy.</p>
<p>Kto chciałby sprawdzić, czy zrozumiał przedstawione powyżej wyjaśnienie zjawiska, niech przeanalizuje pod tym kątem powiedzenie <em>śmierć i żona od Boga przeznaczona</em>. Jak to będzie po poznańsku i krakowsku? Miłej zabawy!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jak zostałem <em>bandytem</em>?]]></title>
<link>http://saraba.wordpress.com/2006/09/05/jak-zostalem-bandytem/</link>
<pubDate>Tue, 05 Sep 2006 16:51:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>Henryk Duda</dc:creator>
<guid>http://saraba.wordpress.com/2006/09/05/jak-zostalem-bandytem/</guid>
<description><![CDATA[Pisałem już o tym, jak zostałem dżentelmenem. Dziś o tym, jak zostałem bandytem. Bandytem to b]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pisałem już o tym, jak zostałem <a href="http://saraba.wordpress.com/2006/08/15/jestem-gentelmenem/">dżentelmenem</a>. Dziś o tym, jak zostałem </em>bandytem</em>. <em>Bandytem</em> to błędna forma narzędnika (powinno być – jak wszyscy wiemy – <em>bandytą</em>). Jeden z wielu typowych błędów gramatycznych, które popełniają cudzoziemcy. No, ale przecież nie o końcówce teraz myślę, a o zajęciach, na których Pani Tamara powiedziała do mnie w najmniej nieoczekiwanej sytuacji:</p>
<p>– Bo Pan jest <em>bandytem</em>!</p>
<p><!--more--></p>
<p>Gdyby Tamara O. nie pojechała na roczne studia do Polski, byłaby już na czwartym roku i powoli przymierzała się do pisania pracy dyplomowej, która jest czymś więcej niż nasz licencjat, ale jeszcze nie tym, czym jest nasze magisterium. Mniejsza zresztą o nazwy. Na szczęście dla niej, gdy wróci, mnie już tu nie będzie, bo raczej za mną nie przepadała, choć lubiła się ze mną poprzekomarzać (czasownik dla cudzoziemców!).</p>
<p>Z dobrego, myślę, że artystycznego, domu, raczej bogata, dostała swoje niecodzienne w Japonii imię Tamara, bo rodzice chcieli – jak mi powiedziała – by została kobieta światową. I z pewnością zachowywała się jak kobieta światowa. Mój ulubiony Lublin nie przypadł jej do gustu, bo prowincjonalny. No, ale kiedy się ze szkoły języka polskiego w Lublinie jedzie prosto do Paryża, to czemuż się dziwić.</p>
<p>Na jednych zajęciach zwróciłem studentom uwagę na słowo <em>wapniak</em>. O ile zrozumienie, kto to jest <em>wapniak</em> sprawiło im pewien kłopot, to z zapamiętaniem <em>wapniaka</em> na dłużej kłopotu już nie było. Szczególnie upodobała sobie to słowo Pani Tamara. Nazwywała mnie w ten sposób zawsze, gdy powiedziałem na zajęciach coś, co nie było akurat modne albo - jak mówią modnie - <em>na topie</em>. I tak zostałem <em>wapniakiem</em>. Zaczęły się wakacje.</p>
<p>A po wakacjach kłopoty z przypomnieniem sobie, jak powiedzieć po polsku najprostsze zdanie. I to wtedy właśnie usłyszałem owo, <em>bo pan jest wapniakiem</em>. Zgłupiałem na chwilę, bo odzywka nie pasowała do kontekstu. I olśnienie, nie <em>bandytem</em>, a <em>wapniakiem</em>.</p>
<p>U źródeł tego skojarzenia – szukam teraz naukowego wyjaśnienia – mogą leżeć kłopoty z odróżnieniem polskiego <em>w</em> (jak w wyrazie <em>woda</em>) od <em>b</em> (jak w wyrazie <em>baba</em>), które mają Japończycy uczący się języka polskiego. A pewnie jest wiele lepszych wyjaśnień.</p>
<p>Czy to nie urocze, <strong>bandyta-sensei</strong>?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jak zostałem <em>bandytem</em>?]]></title>
<link>http://saraba.wordpress.com/2006/09/05/jak-zostalem-bandytem/</link>
<pubDate>Tue, 05 Sep 2006 16:51:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>Henryk Duda</dc:creator>
<guid>http://saraba.wordpress.com/2006/09/05/jak-zostalem-bandytem/</guid>
<description><![CDATA[Pisałem już o tym, jak zostałem dżentelmenem. Dziś o tym, jak zostałem bandytem. Bandytem to b]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pisałem już o tym, jak zostałem <a href="http://saraba.wordpress.com/2006/08/15/jestem-gentelmenem/">dżentelmenem</a>. Dziś o tym, jak zostałem </em>bandytem</em>. <em>Bandytem</em> to błędna forma narzędnika (powinno być – jak wszyscy wiemy – <em>bandytą</em>). Jeden z wielu typowych błędów gramatycznych, które popełniają cudzoziemcy. No, ale przecież nie o końcówce teraz myślę, a o zajęciach, na których Pani Tamara powiedziała do mnie w najmniej nieoczekiwanej sytuacji:</p>
<p>– Bo Pan jest <em>bandytem</em>!</p>
<p><!--more--></p>
<p>Gdyby Tamara O. nie pojechała na roczne studia do Polski, byłaby już na czwartym roku i powoli przymierzała się do pisania pracy dyplomowej, która jest czymś więcej niż nasz licencjat, ale jeszcze nie tym, czym jest nasze magisterium. Mniejsza zresztą o nazwy. Na szczęście dla niej, gdy wróci, mnie już tu nie będzie, bo raczej za mną nie przepadała, choć lubiła się ze mną poprzekomarzać (czasownik dla cudzoziemców!).</p>
<p>Z dobrego, myślę, że artystycznego, domu, raczej bogata, dostała swoje niecodzienne w Japonii imię Tamara, bo rodzice chcieli – jak mi powiedziała – by została kobieta światową. I z pewnością zachowywała się jak kobieta światowa. Mój ulubiony Lublin nie przypadł jej do gustu, bo prowincjonalny. No, ale kiedy się ze szkoły języka polskiego w Lublinie jedzie prosto do Paryża, to czemuż się dziwić.</p>
<p>Na jednych zajęciach zwróciłem studentom uwagę na słowo <em>wapniak</em>. O ile zrozumienie, kto to jest <em>wapniak</em> sprawiło im pewien kłopot, to z zapamiętaniem <em>wapniaka</em> na dłużej kłopotu już nie było. Szczególnie upodobała sobie to słowo Pani Tamara. Nazwywała mnie w ten sposób zawsze, gdy powiedziałem na zajęciach coś, co nie było akurat modne albo - jak mówią modnie - <em>na topie</em>. I tak zostałem <em>wapniakiem</em>. Zaczęły się wakacje.</p>
<p>A po wakacjach kłopoty z przypomnieniem sobie, jak powiedzieć po polsku najprostsze zdanie. I to wtedy właśnie usłyszałem owo, <em>bo pan jest wapniakiem</em>. Zgłupiałem na chwilę, bo odzywka nie pasowała do kontekstu. I olśnienie, nie <em>bandytem</em>, a <em>wapniakiem</em>.</p>
<p>U źródeł tego skojarzenia – szukam teraz naukowego wyjaśnienia – mogą leżeć kłopoty z odróżnieniem polskiego <em>w</em> (jak w wyrazie <em>woda</em>) od <em>b</em> (jak w wyrazie <em>baba</em>), które mają Japończycy uczący się języka polskiego. A pewnie jest wiele lepszych wyjaśnień.</p>
<p>Czy to nie urocze, <strong>bandyta-sensei</strong>?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Grzegorz Turnau]]></title>
<link>http://saraba.wordpress.com/2006/08/10/grzegorz-turnau/</link>
<pubDate>Thu, 10 Aug 2006 11:41:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>Henryk Duda</dc:creator>
<guid>http://saraba.wordpress.com/2006/08/10/grzegorz-turnau/</guid>
<description><![CDATA[Nie mam nic wspólnego z Grzegorzem Turnauem. Czy G. T. ma coś wspólnego z Japonią, nie wiem. Ale]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nie mam nic wspólnego z Grzegorzem Turnauem. Czy G. T. ma coś wspólnego z Japonią, nie wiem. Ale miłośniczką Grzegorza Turnaua jest Meichan. Gdy w ostatnim roku M. była w Polsce, udało jej się być na jego koncercie. Opowiedziała o tym na Konkursie Krasomówczym w Ambasadzie Polskiej w Tokio (tu powinien być odsyłacz do strony www, której jeszcze nie napisałem). Z tego wystąpienia wycinam fragment, który daje wiele do myślenia o naszym stosunku do języka ojczystego.</p>
<p><!--more--></p>
<blockquote><p><i>Po koncercie czekałam z kilkunastoma fanami Grzegorza przed drzwami, za którymi odpoczywał mój idol. Po paru minutach wreszcie otwarto te drzwi i pozwolono nam wejść. Tuż przed moim nosem stał wysoki, przystojny pan – wymarzony Grzegorz Turnau! Stojąc w kolejce czułam się bezgranicznie niespokojna. „Czyż to nie jest sen, że mogę z nim porozmawiać po polsku!?” W końcu padła na mnie kolej.</i></p>
<p><i>– „Dzi...dzień dobry panu...” powiedziałam.</i></p>
<p><i>– „Hi! Nice to meet you.” on odpowiedział uprzejmie po... angielsku. „What’s your name?”</i></p>
<p><i>– „Mam na imię Meiko.”</i></p>
<p><i>– „Did you like my show?”</i></p>
<p><i>– „Ta... tak!”</i></p>
<p><i>I tak wyglądała cała nasza rozmowa; ja starałam się mówić jako tako po polsku, a on ładnie   po angielsku. Dał mi autograf, potem zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie, i niestety już był czas na pożegnanie. Opuszczając tamto miejsce, zawołałam do niego. „Kocham Pana!”. I dopiero wtedy  usłyszałam od niego język polski. Powiedział: „Aha.”</i></p>
<p><i>Mimo wszystko nadal uwielbiam go i właśnie to spotkanie zachęciło mnie do dalszej nauki języka polskiego.</i></p></blockquote>
<p>Naprawdę warto uczyć się polskiego!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Szkodliwy dla zdrowia?]]></title>
<link>http://saraba.wordpress.com/2006/08/10/szkodliwy-dla-zdrowia/</link>
<pubDate>Thu, 10 Aug 2006 08:08:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>Henryk Duda</dc:creator>
<guid>http://saraba.wordpress.com/2006/08/10/szkodliwy-dla-zdrowia/</guid>
<description><![CDATA[Pan Ken S. (czy mogę podać Pana nazwisko?) jest bogatym człowiekiem. Uczy się języka polskiego ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pan Ken S. (czy mogę podać Pana nazwisko?) jest bogatym człowiekiem. Uczy się języka polskiego dla przyjemności. Często jeździ do Polski, gdzie prowadzi interesy i uczy <i>kendo</i>. Jego żona prowadzi w Machida (czy to jeszcze Tokio, czy już osobne miasto?) uroczy sklepik z polskimi bibelotami, który nazywa się <a href="http://www.christmas-net.co.jp" title="Wisteria">Wisteria</a>. Najczęstsze zdania Pana Kena w języku polskim to <i>Nic nie rozumiem!</i> i <i>Język polski jest bardzo trudny.</i> Choć robi jeszcze sporo błędów gramatycznych, porozumiewa się w języku polskim bardzo dobrze, o czym przekonałem się niejednokrotnie w czasie zajęć i przy okazji licznych spotkań mniej oficjalnych.</p>
<p><!--more--></p>
<p>W maju poprosiłem studentów o napisanie po polsku jakiegoś japońskiego dowcipu. Było to naprawdę trudne zadanie, bo liczne dowcipy oparte są na grach słownych i niełatwo je oddać w obcym języku. Pan Ken napisał tekst bardzo odmienny od tekstów innych uczestników zajęć. Przytaczam w całości:</p>
<p align="center"><i>ŻART</i></p>
<ol>
<li><i>Miałem dużo pieniędzy w Polsce, ale zawsze byłem strasznie głodny. Dlatego, że nie mogłem zamówić potrawy po polsku. Czy ja jestem bogaty?</i></li>
<li><i>W Polsce psy dobrze rozumieją język polski. Myślę, że ja jestem poniżej piesów w Polsce.</i></li>
<li><i>Kiedy Meiko-chan jadłem czarną jagodę w Polsce, bolał jej brzuch. Kiedy ja uczyłem się języka polskiego w Polsce, bolała mnie głowa. Polskie czarne jagody i język polski są szkodliwe dla zdrowia.</i></li>
</ol>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
