<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>a-takie-tam &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/a-takie-tam/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "a-takie-tam"</description>
	<pubDate>Sat, 11 Oct 2008 08:36:24 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[nie koniec nowości]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=184</link>
<pubDate>Sun, 05 Oct 2008 10:20:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/10/05/nie-koniec-nowosci/</guid>
<description><![CDATA[Pierwszy tydzień na uczelni. Nowy budynek. Imponująca, nowoczesna konstrukcja, z masą sal, pachni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pierwszy tydzień na uczelni. Nowy budynek. Imponująca, nowoczesna konstrukcja, z masą sal, pachnie świeżością. Skórzane sofy na każdym piętrze, nowe drewniane ławki i krzesła, duże okna, pełno świateł. Tylko pusto strasznie. Nie ma klimatu. Stary budynek na Żytniej był taki ciepły, tu jest chłodno, nowocześnie i czysto, wręcz sterylnie. A może jestem malkontentem. </p>
<p>Czekam na ładowarkę do aparatu, muszę wreszcie porobić jakieś fotki, wyszedłem z wprawy. </p>
<p>No i przeziębiłem się. Od czwartku poranki są trudne, głos inny i sporadyczne kichanie. Po raz pierwszy od dawna jednak nie próbuję wykorzystać tej sytuacji do bumelowania, tylko faszeruję się końskimi dawkami rutinoscorbinów, wygrzewam ciało w nocy połykając aspirynę (zauważyłem, że największą frajdę z łykania czy też picia - bo u mnie mówi się "wypij tabletkę", a nie "połknij" jak gdzieniegdzie -  mam w momencie obserwowania pastylki aspiryny rzuconej na łyżkę z herbatą, która pod wpływem płynu bardzo szybko się rozpada i zmienia w proszek. To naprawdę fascynujące, chciałbym to kiedyś sfilmować w trybie makro i kamerą rejestrującą 1000 klatek na sekundę) i wdycham jakieś specyfiki na katar. Muszę szybko wyzdrowieć (już zresztą jest lepiej), bo nie ma teraz czasu na chorowanie. </p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[2 etap: zadanie reportażowe]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=182</link>
<pubDate>Sun, 28 Sep 2008 18:18:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/09/28/2-etap-zadanie-reportazowe/</guid>
<description><![CDATA[Na temat egzaminów tylko tyle, że na razie zaliczyłem część praktyczną. To chyba dość dużo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Na temat egzaminów tylko tyle, że na razie zaliczyłem część praktyczną. To chyba dość dużo i cieszę się, że mam to już zapewnione, ale jeszcze mam 2 egzaminy do zaliczenia. Dlatego taka umiarkowana radość na razie. I tyle na ten temat.</p>
<p>Natomiast w piątek odebrałem moją teczkę z Wydziału Radia i TV. Wcześniej miałem syndrom odrzucenia czy coś takiego. Nie chciałem w każdym razie się tam pojawiać. Ale przypomniałem sobie, że z zadania reportażowego byłem całkiem zadowolony. </p>
<p>Szybko na temat zadania: trzeba było mieć aparat, rozdano nam filmy (36 zdjęć), wszyscy dostali temat "44" i każdy miał ok 4,5 godziny na przedstawienie dowolnej historii (zaznaczono, że ma być bardziej dokumentalna, natomiast przyzwolono na inscenizację) na minimum 3 zdjęciach. </p>
<p>Moja historia była inscenizowana (dzięki dziewczyny, kimkolwiek jesteście), trochę inspirowana życiem (obserwacją własną). Jestem z niej zadowolony przede wszystkim dlatego, że był to jeden z oryginalniejszych pomysłów na przedstawienie tego tematu. Konsultowałem z innymi egzaminowanymi co zrobili oni i najczęściej były to nawiązania do Mickiewicza, historie, które działy się w hotelu na ul. Mickiewicza 44 etc. Zaznaczam, że ich tu nie krytykuję, podkreślam tylko fakt całkowitej odrębności od powyższych mojej interpretacji. Już to bardzo mnie cieszy. Po drugie sama historia - całkowicie MOJA, tzn. prezentująca moją fascynację czasem, przypadkiem i niezależnym wpływaniem nas samych na życie innych osób. Niezależnym i często nieświadomym.<br />
Postanowiłem nie dodawać opisów do każdego zdjęcia, historia wydaje mi się dość czytelna. Nie ma też sensu, żebym pisał co chciałem opowiedzieć, jedyne co chcę powiedzieć to to, że to nie miała być historia o charytatywnej konkluzji ;) To nie miał być żaden humanistyczny przekaz. Humanistyczny lub altruistyczny. Fotki zmniejszone, żeby szybciej się ładowały, a także żeby zniwelować niedoskonałości skanera, które w dużej rozdzielczości są dosyć mocno widoczne. </p>
<p><img src="http://i22.photobucket.com/albums/b338/mintymike/nouvelle/1.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i22.photobucket.com/albums/b338/mintymike/nouvelle/2.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i22.photobucket.com/albums/b338/mintymike/nouvelle/3.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i22.photobucket.com/albums/b338/mintymike/nouvelle/4.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i22.photobucket.com/albums/b338/mintymike/nouvelle/5.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i22.photobucket.com/albums/b338/mintymike/nouvelle/6.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i22.photobucket.com/albums/b338/mintymike/nouvelle/7.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i22.photobucket.com/albums/b338/mintymike/nouvelle/8.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i22.photobucket.com/albums/b338/mintymike/nouvelle/9.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i22.photobucket.com/albums/b338/mintymike/nouvelle/10.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i22.photobucket.com/albums/b338/mintymike/nouvelle/11.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i22.photobucket.com/albums/b338/mintymike/nouvelle/12.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i22.photobucket.com/albums/b338/mintymike/nouvelle/13.jpg" alt="" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[75%]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=180</link>
<pubDate>Tue, 23 Sep 2008 23:10:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/09/24/75/</guid>
<description><![CDATA[Udało się prawie. 
Najtrudniejsze (chyba) za mną. Tuż po 17:00 zrozumiałem w pełni znaczenie w]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Udało się prawie. </p>
<p>Najtrudniejsze (chyba) za mną. Tuż po 17:00 zrozumiałem w pełni znaczenie wyrażenia sentir alivio (hiszp. czuć ulgę) - otrzymałem magiczny e-mail od Pani Doktor. Zapowiedziała, że wyniki prześle po 19, ale ja o 16:00 byłem już totalnie sparaliżowany. Roztaczałem czarne myśli, nie mogłem się skupić. Okazało się, że sprawdziłem maila dosłownie minutę po tym, jak dostałem wiadomość na skrzynkę. </p>
<p>"...uprzejmie informuję, że zaliczył Pan egzamin z gramatyki praktycznej języka hiszpańskiego na ocenę dostateczną..." </p>
<p>Kiedy to ujrzałem, wszystko uciekło, odpłynęło, a ja przez chwilę po prostu poczułem najgenialniejszy rodzaj ulgi od bardzo dawna. Coś takiego czuje się, kiedy się śnią te dziwne sny, w których się spóźnia do szkoły/pracy o godzinę lub dwie, w bardzo ważny akurat dzień (przynajmniej ja takie miewałem), wszystko jak zwykle we śnie jest totalnie wyolbrzymione i czuje się taki strach i taką beznadzieję. Zwykle wtedy zrywałem się zaspany z łóżka, przejęty i wystraszony, nie wiedząc co mam teraz zrobić, czy gdzieś zadzwonić? Coś wymyślić? Jak się, do cholery, schodzi z tego łóżka?!?<br />
A potem nagle dociera do mnie, że jest niedziela. W dodatku wcześnie rano, a ja jeszcze mogę spać spokojnie 2-3 godziny. Nigdzie się nie spóźniłem, niczego nie zawaliłem, to był tylko sen.<br />
Kładłem się z uśmiechem na ustach i najprawdziwszym uczuciem ulgi. </p>
<p>Tak właśnie czułem się dziś.</p>
<p>Ciekawa sprawa: na moim wydziale do tej pory minimalny próg zaliczeniowy wynosił 75%, ponadto jeśli w sesji w czerwcu oblało się którąkolwiek część praktyczną (głównych przedmiotów kierunku), we wrześniu poprawiało się także te przedmioty, z których dostało się mniej niż 4. Czyli nawet otrzymując 3 z danego przedmiotu spośród tych głównych (gramatyka, język pisany, praca z tekstem), trzeba było to poprawiać w przypadku oblania któregokolwiek innego z nich.<br />
Od tego roku akademickiego Rada Wydziału Neofilologii Uniwersytetu Śląskiego i Zakład Hispanistyki zatwierdziły nowe przepisy: zaliczenie to minimum 60%, a przedmioty zaliczone na 3 nie muszą być powtarzane w przypadku oblania innego przedmiotu.<br />
Czyżbym miał przestać się uczyć już w ogóle i i tak zaliczać sesję? Aż się chce studiować!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[odliczanie.]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=178</link>
<pubDate>Wed, 17 Sep 2008 16:44:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/09/17/odliczanie/</guid>
<description><![CDATA[Zegar tyka, coraz mniej czasu. Próbuję myśleć pozytywnie, ale przecież czasem ciężko. Drugie ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zegar tyka, coraz mniej czasu. Próbuję myśleć pozytywnie, ale przecież czasem ciężko. Drugie podejście do gramatyki hiszpańskiej. W czerwcu to były śmiechy, szedłem tam w nadziei na cud. Cud się nie zdarzył, a ja mam wrzesień. Ale teraz już to będzie prawdziwa walka i nawet nie tylko dlatego, że to druga i ostatnia szansa (teoretycznie), ale dlatego, że nareszcie mogę powiedzieć, że coś umiem. Walka jest, kiedy obie strony stawiają opór na wzajemny atak. Kiedy jedna ze stron atakuje, a druga nawet nie wie jak uciekać, to się nazywa rzeź. </p>
<p>Więc w czerwcu była rzeź, a teraz liczę na walkę. </p>
<p>Będzie ciężko, chociaż czuję w sobie ogromną motywację. Jeśli to zaliczę, przejdę dalej, wszystko będzie idealne. Nowy rok, nowa kobieta, nowe perspektywy. Brakuje jeszcze tych kilku podpisów w indexie. </p>
<p>Powyjeżdżali już. Wczoraj dzięki urokom szerokopasmowego internetu ujrzałem galicyjski hostel w cenie 105E za 3 dni. Ale panowie mają dwójkę z łazienką, spokój, czysto. Sporo kasy, ale skoro ich stać...<br />
Zaprezentowali mi też nowego towarzysza, którego nabyli tuż po wyjściu z samolotu. To litrowy Smirnoff. Nie wątpiłem wcale, że CI DWAJ tak właśnie zaczną swoją hiszpańską przygodę. Pozostaje mi tylko zdławić lekkie uszczypnięcie zazdrości, że nie ma mnie tam z nimi. </p>
<p>Cuando estudio no me gusta que me interrumpan. I właśnie dlatego akurat dziś musieli się zwalić na głowy wujkowie o donośnych głosach. Ale to nic, to nic. Z powrotem do ćwiczeń i do przodu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[oh yes]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=173</link>
<pubDate>Fri, 12 Sep 2008 10:38:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/09/12/oh-yes/</guid>
<description><![CDATA[Czy tracąc wzrok czułbym podobne rozgoryczenie, co bohaterka &#8220;Tańcząc w ciemnościach]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Czy tracąc wzrok czułbym podobne rozgoryczenie, co bohaterka "Tańcząc w ciemnościach" ? Wątpię. Większe czułbym, gdybym stracił słuch (odpukuję, chociaż nie jestem przesądny).<br />
Takie kawałki, jak ten niżej, sprawiają, że chyba poczytam trochę o jakichś witaminach na uszy.</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/4Qi7YGOtYwg'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/4Qi7YGOtYwg&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[sin duda, sin miedo]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=171</link>
<pubDate>Wed, 10 Sep 2008 10:16:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/09/10/sin-duda-sin-miedo/</guid>
<description><![CDATA[O moich przygotowaniach tradycyjnie nie wspominam. 
Od ostatniego wpisu dużo się zmieniło. Pojawi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>O moich przygotowaniach tradycyjnie nie wspominam. </p>
<p>Od ostatniego wpisu dużo się zmieniło. Pojawiły się nagle wspólne plany, ale nie te długodystansowe (w żadnym razie), tylko takie wypełniacze czasu. Zastanawiam się, które uda się zrealizować.<br />
Jest bardzo fajnie. Wszystko rozwija się powoli, z namaszczeniem jakby. Wzajemnie uczymy się siebie, nie ma pośpiechu. Mamy przecież mnóstwo czasu. Poznaję ją, wnikam w jej świat. Jak niemowlak, który chłonie wszystko dokoła siebie, bo to wszystko jest nowe, ja też czuję, że to jest dla mnie nowe. Inne niż do tej pory. Nie ma nadmiernego zaangażowania, jest umiarkowana fascynacja. Taka wyważona. Bardzo mi to odpowiada. Nie ma ubezwłasnowolnienia, jest równowaga. </p>
<p>Bo jeśli do tej pory wszystko zaczynało się eksplozją zainteresowania, bezwiednym rauszem, idealizacją, natychmiastową i całkowitą, a potem kończyło zbyt szybko, to może właśnie teraz tak powinno się zaczynać? Ostrożnie, choć nie chłodno. Ale stopniowo. </p>
<p>Przyjaciele wyjeżdżają na erasmusa. Większość na rok. Spotkałem się wczoraj z nimi i dotarło do mnie, jak pusto tu bez nich będzie. Ciekawe jak bardzo zmienimy się po studiach, kiedy zaczniemy po raz kolejny nowe życie. Pamiętam jak dobrze się czułem w liceum i jak wydawało mi się, że zawsze z tymi ludźmi będę utrzymywał kontakt. Potem przyszły studia, nowi ludzie, otworzyły się nowe horyzonty, pozmieniały priorytety i zainteresowania, rozwinąłem się, a ludzie z liceum przeminęli...<br />
Są wciąż, nawet w ciągu tych 3 lat od końca ogólniaka spotkaliśmy się parę razy, ale to już nie są dla mnie ci sami. Lub raczej ja nie jestem ten sam. Często zastanawiałem się, jak bardzo musiałem się zmienić, że oni teraz wydają mi się nudni. A w liceum to byli MOI ludzie. </p>
<p>Ale czy to w ogóle ma jakieś znaczenie?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[pogodno]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=169</link>
<pubDate>Mon, 01 Sep 2008 08:59:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/09/01/pogodno/</guid>
<description><![CDATA[Ostatnio w chmurach jestem. 
Jestem chyba jak ci korsykańscy druidzi w Asterixie i Obelixie - nie z]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatnio w chmurach jestem. </p>
<p>Jestem chyba jak ci korsykańscy druidzi w Asterixie i Obelixie - nie zbieram jemioły, tylko leżę pod drzewem i czekam aż spadnie. Zauważyłem już, że nawet jak się zbytnio nie staram i nie szukam, "jemioła" w końcu spada, nieoczekiwanie, niezapowiedzianie, spada i uderza mnie, ogarnia, pochłania i wysyła w chmury. Ba, wręcz kiedy ja się staram, to nie przynosi rezultatów. Kiedy się nie staram i daję losowi wolną rękę, on w końcu mnie zaskoczy. </p>
<p>Czy gdybym zdał sesję jemioła też by spadła? Czy gdyby zdjęli gips jej psu, a Ona pojechała nad morze, też by spadła? Może to wszystko było jednak zaplanowane?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[niemoc.iuśmiech]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=165</link>
<pubDate>Wed, 27 Aug 2008 10:22:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/08/27/niemociusmiech/</guid>
<description><![CDATA[KlawiaturaMiSięPopsuła.NieDziałaSpacjaIParęKlawiszy.Klawiszów.
MyślałemCzyWZwiązkuZTymNieNap]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>KlawiaturaMiSięPopsuła.NieDziałaSpacjaIParęKlawiszy.Klawiszów.<br />
MyślałemCzyWZwiązkuZTymNieNapisaćCzegośZDrugiegoKomputera,<br />
alePrzecieżDiarioMaUtrwalaćChwileZMojego<br />
Życia.NiechWięcUtrwaliSięTaNiemoc.</p>
<p>LatoSięKończy.OstatniePromienieSierpniowegoSłońca.<br />
OstatnioJużCzułemNadciągająceJesiennePowietrze.<br />
JesieńNieJestTakaDoKońcaZła.TylkoTenRozkładŻyciaJestPrzygnębiający.</p>
<p>ZostałyMi3DniPracy.OgromnieSięCieszę.BędzieCzasNaTakąSolidnąNaukę,naKonwersacje.<br />
MamNadzieję,żeSporoNauczęSięWTePierwszeDniWrześnia.<br />
Wiem,żeDostałbymPoPyskuZaTakiePorównanie,aleKiedy69LatTemu,<br />
1WrześniaAgresorWkraczałNaTerenyPolski,<br />
RozpoczynającNajkrwawszyKonfliktWhistoriiLudzkościIRozpoczynającNasząWalkę,<br />
Ja1WrześniaTakNaDobreRozpocznęMojąWłasnąWalkę.<br />
Zgramatykąhiszpańską.KażdyMaSwojąWojnę,jakSądzę.</p>
<p>BardzoFajnieNamSięToWszystkoRozwija,rzekła,AJaZasnąłemZUśmiechemNaUstach.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[fałszujące rzeczywistość wirtualne rozmowy]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=163</link>
<pubDate>Thu, 21 Aug 2008 10:35:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/08/21/falszujace-rzeczywistosc-wirtualne-rozmowy/</guid>
<description><![CDATA[Są niebezpiecznie uzależniające, miłe i przecież interaktywne, bo rozmawia się z drugą osobą]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Są niebezpiecznie uzależniające, miłe i przecież interaktywne, bo rozmawia się z drugą osobą. Ale to kłamstwo. I jakże fałszujące rzeczywiste kontakty... Przekonałem się już o tym. Na żywo jest dwa razy ciężej, mając w pamięci rewelacyjne rozmowy internetowe, które ciągną się i ciągną, i zawsze jakoś są tematy. Łatwiej flirtować, żartować, można sobie pozwolić na dużo więcej. A potem przychodzi do spotkania, człowiek się denerwuje, zapomina języka w gębie, pamięta, że przez internet było tak cudownie, a na żywo? </p>
<p>To oczywista oczywistość, wiem. </p>
<p>Zalegam z książkami.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[uśmiech się?]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=161</link>
<pubDate>Wed, 20 Aug 2008 08:32:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/08/20/usmiech-sie/</guid>
<description><![CDATA[&#8220;Rozsłonecznione falbany wijące się wokół łydek, lewodolny półuśmiech&#8221; błąkaj]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>"Rozsłonecznione falbany wijące się wokół łydek, lewodolny półuśmiech" błąkający się od czasu do czasu na ustach, których cenny czar jest dla mnie czymś więcej niż tylko gwiaździstą nocą. </p>
<p>Czar jednak ma to do siebie, że w końcu pryska. Bezwstydne zauroczenie przykrywa czasowo wszystkie niedoskonałości, ale to wciąż tylko szata, tkanina, a ona w końcu przecież schodzi. </p>
<p>Czy jestem znów gotowy?</p>
<p>---</p>
<p>Przegraliśmy obydwa mecze, siatkarze i szczypiorniści... Obydwie drużyny to obecni wicemistrzowie świata. Można powiedzieć, że to tylko sport - zabawa. Tak się mówi właśnie wtedy, kiedy się przegra. Kiedy się wygra, to nigdy nie jest tylko zabawa.<br />
Półmetek wakacji za nami. Zresztą nie dzisiaj, parę dni temu. Za miesiąc i parę dni zaczyna mi się kampania wrześniowa, którą MUSZĘ zaliczyć. Muszę kontynuować te studia, dla świętego spokoju. Bo na pewno nie dlatego, że tak bardzo chcę. Mój kolega twierdzi, że kiedy tylko oficjalnie zniosą pobór, on studia rzuca. Nie wiem właściwie czy żartował, bo nie wtórował mi śmiechem i nie rozmawialiśmy więcej na ten temat.<br />
Oglądałem w niedzielę Jarmuscha, Noc na ziemi i Truposza. Ten drugi taki westernowy, indiańskie duchy, William Blake... Nie trafił do mnie, to nie jest typowy Jarmusch, jak w Mystery Train czy Coffee and Cigarettes. Noc na ziemi świetna. Pomijam dialogi, które jak zawsze u Jarmuscha na wysokim poziomie, ale sam pomysł pokazania tego samego czasu w różnych miejscach świata genialny. </p>
<p>A poza tym wszystkim, jest zwyczajnie, bez wstrząsów. Idzie po linii prostej, równomiernie. Jeszcze jakieś 2 tygodnie pracy, potem wrzesień, nauka do upadłego, Kraków i Sacrum Profanum, poprawki (odpukuję w każde drewno, jakie znajdę) i jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, ostatni tydzień września gdzieś... W górach? Albo nad morzem? Góry kocham, mam do nich stosunkowo blisko, ale morze z racji swojej odległości chyba bardziej mnie ciągnie. Zresztą nad polskim morzem nie byłem dawno. Chyba skłaniam się ku morzu. I cudownym morskim miastom - Gdańskowi, Kołobrzegowi, Świnoujściu... Będzie co fotografować. Muszę "tylko" zdać sesję i znaleźć tą pieprzoną ładowarkę do mojego aparatu!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[deszczowo]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=159</link>
<pubDate>Sun, 17 Aug 2008 14:55:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/08/17/deszczowo/</guid>
<description><![CDATA[Ja lubię taką pogodę. Naprawdę zdecydowanie bardziej wolę burze, deszcz, zachmurzenie od słoń]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Ja lubię taką pogodę. Naprawdę zdecydowanie bardziej wolę burze, deszcz, zachmurzenie od słońca, upału. Burza jest taka ciekawa, tak oryginalna. Poza tym jest tak rześko, może czasem chłodnawo, ale przecież to sierpień, nigdy nie będzie "zbyt" chłodno. Urodziłem się i jestem mieszkańcem kraju strefy umiarkowanej, idealnie pasuję do polskiego klimatu atmosferycznego. </p>
<p>Niczego nie rozumiem i przestałem już próbować zrozumieć. Nie umiem też rozmawiać, zamykam się coraz częściej. Wszystko jest na nic, a ja im więcej chcę powiedzieć, tym bardziej nie umiem tego zrobić. </p>
<p>Ile impulsów do pisania miałem ostatnio. Ile scen, ruchów, scenografii, dialogów toczyło się w mojej głowie. Żadnego nie zacząłem. Ze strachu przed zepsuciem. Ich nie ma, to znaczy one są, ale tylko we mnie i dla mnie, poza mną ich nie ma. Ale wydają mi się ciekawe. </p>
<p>Każdy, najdrobniejszy nawet impuls może być przyczynkiem do historii. Wystarczy idea i odrobina silnej woli, a reszta dzieje się sama. I ja wiem to wszystko, ale wciąż nie umiem zacząć pisać. </p>
<p>Walka mnie ze sobą na razie na niekorzyść.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[hmmm?]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=157</link>
<pubDate>Sat, 16 Aug 2008 18:33:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/08/16/hmmm/</guid>
<description><![CDATA[Dam cały mój majątek (niewiele właściwie) temu, kto opisze i pozwoli zrozumieć kobietę. Ja ni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dam cały mój majątek (niewiele właściwie) temu, kto opisze i pozwoli zrozumieć kobietę. Ja nie zrozumiem. Nie debatuję teraz nad tym czy warto, czy nie. Niektórzy twierdzą, że nie warto, ja uważam, że po prostu się nie da. Dyskutowanie więc o tym czy warto jest z góry przegrane.<br />
Cały ten mój opisany gdzieś niżej zmysł obserwacji na nic się zdaje przy spotkaniach z tym pięknym, przyznaję, ale tajemnicznym tworem natury. A domniemana umiejętność odczytywania sygnałów to bujda na resorach. Ja tego po prostu nie potrafię. Wszystko interpretuję źle, inaczej niż naprawdę jest. </p>
<p>A obecnie? Jestem w kropce.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Otto e mezzo]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=149</link>
<pubDate>Tue, 12 Aug 2008 11:17:52 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/08/12/otto-e-mezzo/</guid>
<description><![CDATA[To będzie dzień osiem i pół. Właściwie nie znam innego filmu, który w taki sposób by mnie po]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>To będzie dzień osiem i pół. Właściwie nie znam innego filmu, który w taki sposób by mnie poruszał. Pewnie, że nie widziałem jeszcze miliona i więcej filmów, ale spośród tych, które widziałem - film Federico Felliniego z 1963 roku to absolutnie unikalne doświadczenie. To coś, czego nie potrafię opisać, to doznanie, które wywołuje we mnie dreszcze, które sprawia, że łzy napływają mi do oczu przez najdrobniejsze, najmniej znaczące wydawałoby się szczegóły.<br />
Il mondo Fellini. Ten film to kwintesencja tego określenia. Jest w nim wszystko, co w Fellinim genialne - metafizyka, oniryczność, dramat, komedia, nawet głupota i naiwność, oczywiście projektowane przez Felliniego kostiumy, wnętrza, dźwięk dobierany osobno przez Felliniego, oczywiście Saraghina - wieczna fantazja Felliniego, gruba, potężna kobieta, silna i niezależna. To dzieło sztuki, to przeżycie duchowe, to nie jest tylko film. Każda scena jest jakby planowana przez Boga, a kamera prowadzona boską ręką. To przecież powiedział Lech Majewski, kiedy rok temu na przeglądzie filmów Felliniego rozmawiał z prof. Tadeuszem Miczką, opowiedział taką historię z czasów jego studiów w łódzkiej filmówce: (nie jest to oczywiście dokładny cytat)"Mieliśmy zrobić zadanie z analizy filmowej. Ja wybrałem właśnie osiem i pół. Zamknąłem się na 40 dni w pokoju montażowym z kopią Osiem i Pół, i oglądałem ją dzień w dzień, klatka po klatce. Jest tam taka scena, kiedy Guido rozmawia z biskupem, kamera prowadzona jest w taki sposób, jaki był fizycznie niemożliwy do wykonania w roku 1963. A jednak jest, wspaniałe, niespotykane ujęcie, kiedy kamera jakby płynie i to nie po linii prostej, ale jakby po sinusoidzie, ale takiej niepełnej. Pomyślałem wtedy, że to sam Bóg ją prowadził".<br />
W istocie - Bóg kina, Federico Fellini.</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/OtDQOF_pU8A'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/OtDQOF_pU8A&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>Ps. Od dwóch dni coś dziwnego ma miejsce w moim życiu. Staram się być stoikiem, bo to nie byłby pierwszy raz, kiedy mylnie odebrałem właśnie takie komunikaty, ale coraz trudniej mi to idzie, biorąc pod uwagę rozmowę do 2 w nocy/nad ranem.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[jeszcze o pisaniu]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=144</link>
<pubDate>Sun, 10 Aug 2008 12:32:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/08/10/jeszcze-o-pisaniu/</guid>
<description><![CDATA[Fragment programu TVP &#8220;100 pytań do&#8221; z 1989 roku z udziałem Krzysztofa Kieślowskiego:]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Fragment programu TVP "100 pytań do" z 1989 roku z udziałem Krzysztofa Kieślowskiego:</p>
<p><strong>Iwona Kłysz-Ciszewska (TVP):</strong> Jeżeli film dla pana jest rodzajem rozmowy, to o czym chciałby pan jeszcze porozmawiać z widzami i jeżeli pan ma jakiś taki temat, nad którym chętnie by pan popracował, całe miesiące, to dlatego, że ten temat jest ważny dla pana, interesujący, czy może ważny dla nas wszystkich?<br />
<strong>Krzysztof Kieślowski:</strong> Proszę pani, zawsze mam nadzieję, że jeżeli temat jest ważny dla mnie, to może jest ważny i dla pani. A jeżeli nie dla pani, to może dla pana albo dla pana.<br />
<strong>Iwona Kłysz-Ciszewska:</strong> Ale czym się pan kieruje?<br />
<strong>Krzysztof Kieślowski:</strong> Tym, że żyję w tym samym kraju, w tym samym czasie czy na tym samym świecie, co pani i państwo i jeszcze ktoś za granicą - tym samym.<br />
(...)<br />
<strong>Krzysztof Kieślowski:</strong> Ponieważ już zrobiłem, skończyłem, akurat przedwczoraj, ostatnie jakieś prace związane z tymi filmami (mowa o cyklu "Dekalog" przyp. red.), więc nie może pani wymagać, żebym po dwóch latach grzebania się w tych dziesięciu tematach, w tej chwili mógł pani od razu powiedzieć, co następne. Nie wiem. Nie wiem, w tej chwili... Zawsze muszę mieć jakąś przerwę. Nie po to, żeby odpoczywać nawet, bo to nie chodzi o to, żeby odpoczywać, chodzi o to, żeby po prostu, jak mówi Hania Krall, "nażyć", coś "nażyć". Czyli pochodzić, popatrzeć, powąchać, podotykać, poznać, posłuchać. Co słychać. Co się dzieje. Muszę mieć na to czas. Tylko z tego czasu właśnie, tylko z tego "nażycia" może się urodzić coś w rodzaju następnej myśli, że warto byłoby może się zastanowić nad tym czy nad tamtym. </p>
<p>No właśnie. Coś "nażyć". Zauważyłem, że jestem plagiatorem. Podkradam wszystko, co wyda mi się w danym momencie interesujące w życiu. Wykluczmy na chwilę umiejętność obserwacji z cech pozytywnych czy też zalet, abym mógł swobodnie powiedzieć na temat mojej umiejętności obserwacji, bez obaw posądzania mnie o megalomanię. Wydaje mi się, że potrafię patrzeć. Że dostrzegam czasem rzeczy, które niekoniecznie dostrzegają inni ludzie. Nie mówimy tu oczywiście o UFO, duchach, skrzatach i innych nadprzyrodzonych bajkach. Chodzi o "dzianie się", o życie, zdarzenia, słowa ludzkie, reakcje ludzkie, zachowania, przypadki, zdarzenia losowe (-&#62; <a href="http://diariodelvago.wordpress.com/2008/06/03/bog-los-przeznaczenie/">http://diariodelvago.wordpress.com/2008/06/03/bog-los-przeznaczenie/</a> ) i inne sprawy. Rzeczy, na które nie każdy zwraca uwagę - gesty, mimika, czasem tempo oddechu. Wyłapuję je jakoś i dzieje się to samo od siebie. Wykorzystuję je potem, czasem tylko te gesty, czasem całą sytuację, pewnie trochę koloruję, ubarwiam, dodaję jakieś wątki, ale to wciąż wszystko oparte jest na życiu. I mam ideę. Mam zarys, pomysł, zalążek, impuls i jakkolwiek jeszcze to nazwać.</p>
<p>Natomiast inną sprawą jest pisanie. Nie umiem się zmusić, boję się, jestem wręcz przerażony próbą rozpoczęcia pisania tego, co wydaje mi się spisania warte. Bo w głowie to wydaje się świetne, ciekawe i ważne. Pochłania mnie i wydaje się absolutnie warte poruszenia. Jednak na papierze wychodzą braki, braki logiczne, wychodzę też moje prywatne braki pisarskie, wychodzi cały komplet niedomówień i niejasnych sytuacji, które trzeba jakoś rozwikłać, trzeba je jakoś wyprostować, czasem nawet specjalnie dorobić dany szczegół, żeby puzzle składały się w obrazek. I to jest straszne, to napawa mnie lękiem, że nie będę w stanie w pełni przelać tej idei, że nie uchwycę w pełni zalążka, impulsu, że opiszę coś słabszego i nie będę umiał tego uchwycić, co gorsza - będę miał tego całkowitą świadomość.<br />
To tchórzostwo, zdaję sobie sprawę, ale pamiętam przestoje w pisaniu scenariusza na wstępny. Pamiętam niektóre noce, kiedy nie byłem pewien co chcę napisać dalej, jak chcę pociągnąć scenę, jakie dialogi mają być. Leżałem tak, wierciłem się co chwila i gadałem do siebie na głos, rozważałem różne sytuacje. I każdą jedną odrzucałem. Pamiętam, że musiały minąć dwa dni, żebym znów kontynuował. Ciąg dalszy nastąpi.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[bez tytułu]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=140</link>
<pubDate>Sat, 09 Aug 2008 15:24:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/08/09/bez-tytulu/</guid>
<description><![CDATA[
notka biograficzna: http://www.teatrslaski.art.pl/zespol/gryzik.php
Ten pan grał u mnie rolę esbe]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://www.teatrslaski.art.pl/img/gryzik1.jpg" alt="" width="500" height="500" /></p>
<p>notka biograficzna: <a href="http://www.teatrslaski.art.pl/zespol/gryzik.php" target="_blank">http://www.teatrslaski.art.pl/zespol/gryzik.php</a></p>
<p>Ten pan grał u mnie rolę esbeka na egzaminie wstępnym. Zagrał genialnie, oczywiście na tyle na ile pozwalał ubogi i niedopracowany scenariusz oraz moje działanie w stresie i pod presją obecności obserwatora z komisji, pana Michała Rosy, który bacznie przyglądał się moim poczynaniom na scenie.</p>
<p>Myślę, że jeśli kiedyś zrobię film o SB, a może raczej o tamtych czasach, gdzie dużo będzie SB, to chciałbym właśnie jego obsadzić.</p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.tdivadlo.cz/lide/1195497540_foto_big.jpg" alt="" width="534" height="800" /></p>
<p>notka: <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Grzegorz_Widera">http://pl.wikipedia.org/wiki/Grzegorz_Widera</a></p>
<p>Ten pan zaś grał rolę przesłuchiwanego, którego esbek próbował nakłonić do podpisania lojalki.<br />
Pamiętam go z Teatru Zagłębia w Sosnowcu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[egzystencjalny lejtmotiv]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=136</link>
<pubDate>Fri, 08 Aug 2008 21:55:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/08/08/egzystencjalny-lejtmotiv/</guid>
<description><![CDATA[   Usłyszałem nagle dziwny, piskliwy dźwięk, krótki, ale wystarczająco niepokojący. Obrócił]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>   Usłyszałem nagle dziwny, piskliwy dźwięk, krótki, ale wystarczająco niepokojący. Obróciłem się w prawo, wydawało mi się, że to z tego kierunku dobiega. A tam nic - ściana. Spojrzałem potem na grupę kilkunastu kobiet w różnym wieku, które pochłonięte swoją monotonną robotą produkcyjną, nie zwróciły chyba uwagi na pisk. A jednak - jedna, blondynka, wysoka i smukła, spojrzała lekko "spode łba" w kierunku ściany, nie przerywając przy tym pracy - jej ręce nie wymagały już właściwie wizualnego naprowadzania.<br />
   Kiedy kontynuowałem moje zajęcie, zamyślony, doświadczyłem znów znanego mi potoku myśli, zalewu idei, iluminacji przymusowej, którą miewam od czasu do czasu. Są to zazwyczaj myśli potrafiące dopatrzyć się w każdej niemal sytuacji metafory życia i śmierci.<br />
   Niech Państwo sobie wyobrażą, a piszę to zgodnie z prawdą, pisk ten natychmiast skojarzył mi się ze śmiercią. Bo co, jeśli w chwili ostatniego tchnienia słyszymy taki pisk? Nikt przecież nie był nigdy w stanie go sklasyfikować, żeby potem wytłumaczyć swojemu wnukowi, co to takiego ten dziwny, niezidentyfikowany dźwięk. A ja pomyślałem, że to może śmierć przypomina o sobie, daje znać "ja tu zawsze z wami jestem, moi drodzy, wszyscy się spotkamy". Więcej - w tym pisku zawarłem streszczenie żywotu ludzkiego. Zaraz po tej myśli spojrzałem na kobiety raz jeszcze, ale trochę inaczej już. Mój osobisty egzystencjalny lejtmotiv wywrzeszczał rzecz jasna, że one wszystkie przeminą, bezczelnie dodając, że niektóre nawet szybciej, biorąc pod uwagę ich wiek. I gdy tak patrzyłem na nie, absolutnie nieobecne, automatycznie wykonujące swoją denną pracę, gdy przypomniałem sobie wzrok tej blondynki, która jako jedyna wyrwała się z otępienia (zaraz potem jednak do niego wróciła), ujrzałem jeszcze jedną przenośnię. Ta ich niezmienna i absolutnie zautomatyzowana praca to nic innego, jak nasze życie, pełne różnych wydarzeń, nie przeczę, ale w gruncie rzeczy zawsze takie samo - z narodzinami, szkołą, pracą, rodziną, emeryturą i wreszcie śmiercią. </p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[nic nie poradzę]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=124</link>
<pubDate>Tue, 05 Aug 2008 18:08:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/08/05/nic-nie-poradze/</guid>
<description><![CDATA[Moje zafascynowanie Hopperem urosło do ogromnych rozmiarów. Tytuł &#8220;nic nie poradzę&#8221;,]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Moje zafascynowanie Hopperem urosło do ogromnych rozmiarów. Tytuł "nic nie poradzę", bo ciągle myślę o tym, że każdy facet, którego zna <a href="blank" target="_blank">umiarkowana</a>, ma reprodukcję Hoppera, czyli jestem tylko jednym z wielu (zastanawiałem się nad tym czy Hopper to wybitnie "męski" artysta). Ale - nic nie poradzę. To silniejsze ode mnie. Wrzuciłem sobie dziś 8 obrazów na moje urządzenie odtwarzające mp3, które ma opcję przeglądania zdjęć i w pracy, w przerwie, jedząc bułkę z kiełbasą, wpatrywałem się przez pół godziny na każdy z wrzuconych obrazów...<br />
Spróbuję napisać co ja w nich widzę. Nie jestem historykiem sztuki, nie umiem zrobić fachowej analizy, nie znam naukowej terminologii i też nie zamierzam brnąć w próby rozkładania obrazu na czynniki pierwsze i szukania działań Hoppera w każdym najdrobniejszym detale. Nie uważam, żeby było to konieczne dla "podobania się" obrazu. Ja po prostu "czuję" czy dany obraz mi się podoba. Każdy na pewno tak ma, więc nie trzeba dłużej tego tłumaczyć.</p>
<p><a href="http://diariodelvago.files.wordpress.com/2008/08/hoppernighthawks.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-125" src="http://diariodelvago.wordpress.com/files/2008/08/hoppernighthawks.jpg?w=300" alt="" width="300" height="163" /></a><br />
1. Nighthawks, 1942.<br />
Definitywnie obraz ten zawiśnie na mojej ścianie. Przykuł moją uwagę najpierw tym, że nie pasował mi do Van Gogha (vide: notka niżej), potem po włączeniu szczerze zaintrygował i tak zacząłem się w niego wpatrywać, aż urosła we mnie ta fascynacja i "nabrałem świadomości" obrazu. Wszystko tu jest naznaczone Hopperowską samotnością. Typowy amerykański bar mleczny lat 40, typowe stroje, typowa ulica, ale ludzie sami, anonimowi, jakby obojętni.</p>
<blockquote><p>Widzimy wnętrze jaskrawo oświetlonego baru. Scena jest pospolita i banalna. Ot, trzy postacie siedzące przy kontuarze: samotny mężczyzna w kapeluszu odwrócony tyłem i para. Ona ubrana jest w modną bluzkę - bezmyślnie i apatycznie gniecie w palcach papierek. On, spod ronda nasuniętego na oczy kapelusza, tępo spogląda w okno. Krzątający się barman sprawia wrażenie zatopionego w myślach. Wszystko przepojone jest klimatem samotności i wyobcowania. (źródło: merlin.pl)</p></blockquote>
<p>Podoba mi się (słowo podoba jest chyba trochę nie na miejscu, ale póki co nie mam lepszego) tu wszystko. Od strony wizualnej jest świetnie. Ta wielka szyba, mocne światło wypadające na ulicę, sama ulica, oświetlona przez bar i same postaci, jak w opisie powyżej. To wszystko sprawia, że gdy patrzę na ten obraz, mam to platonowskie uczucie idei, cienia na ścianie jaskini - odbieram sygnały, które ten obraz przekazuje, zdaję sobie sprawę, że ma jakąś przygniatającą moc, tylko nie do końca potrafię powiedzieć co to. Czy to ta samotność? Chyba tak. Trąca mi to egzystencją, w końcu portret ludności miast amerykańskich lat 40 XX wieku. Samotność i zagubienie. Spędzę wiele godzin po prostu wpatrując się w niego, kiedy już przyjdzie i zawiśnie.</p>
<p><a href="http://diariodelvago.files.wordpress.com/2008/08/hopperhotel-room.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-127" src="http://diariodelvago.wordpress.com/files/2008/08/hopperhotel-room.jpg?w=300" alt="" width="300" height="273" /></a><br />
2. Hotel room, 1931.<br />
Doskonale ją rozumiem. Przybyła właśnie do hotelu, może na urlop. Nie zdążyła nawet się rozpakować, a może zresztą stwierdziła, że nie ma to teraz sensu. Włożyła tylko coś wygodniejszego i spróbowała poczytać. I pewnie czytała, ale nie mogła się skupić. Myślała wiecznie o czymś innym. Książka w końcu bezwiednie przechyliła się do dołu, a ona nawet nie zauważyła, kiedy przestała ją czytać. I tylko patrzyła się w nią rozmyślając.<br />
To wszystko nasunęło mi się, kiedy pierwszy raz zobaczyłem ten obraz. Miałem tak wielokrotnie. Może nie w hotelu, nie zaraz po przyjeździe gdzieś, ale przy czytaniu. Nawet znam tę pozę.<br />
Znów ta samotność, zagubienie. Do tego obraz znów wspaniale skomponowany, uwielbiam paletę barw Hoppera.</p>
<p><a href="http://diariodelvago.files.wordpress.com/2008/08/hopperny-movie.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-128" src="http://diariodelvago.wordpress.com/files/2008/08/hopperny-movie.jpg?w=300" alt="" width="300" height="242" /></a><br />
3. New York Movie, 1939</p>
<p>Bardzo lubię perspektywę w obrazach Hoppera. Często pokazane są dwa równoległe plany przedzielone (lub nie) jakąś linią i na obydwu coś się dzieje. W tym obrazie uwielbiam grę światła. Ciemna sala kinowa i rozświetlony przedsionek z panią z obsługi. Znów jest nieobecna, głęboko zamyślona, być może nawet czymś zatroskana. Niezależnie od tego czy źródłem tej troski jest głeboka refleksja nad swoim życiem, czy jakiś bardziej przyziemny aspekt zawarty w obrębie życia, scena jest niezwykle przejmująca.<br />
Erotyzm. Chyba na każdym jego obrazie, kobieta jest bardzo pociągająca (nawet nie mówimy teraz o nagości, wręcz przeciwnie). Tu też patrzę na nią z pewnym pożądaniem (przyczyna takiej popularności Hoppera u mężczyzn?)</p>
<p><a href="http://diariodelvago.files.wordpress.com/2008/08/hopperrooms-sea.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-129" src="http://diariodelvago.wordpress.com/files/2008/08/hopperrooms-sea.jpg?w=300" alt="" width="300" height="216" /></a><br />
4. Rooms by the sea, 1951.<br />
Ten obraz przywodzi mi zeszłoroczne wakacyjne wspomnienia i mój pobyt w USA. Mieszkałem i pracowałem w hotelu Sunset Beach (<a href="http://www.sunsetbeachli.com/" target="_blank">sunsetbeachli.com</a>) na Shelter Island, małej wysepce w stanie Nowy Jork, na Long Island. Cała wyspa właściwie kojarzy mi się z tym obrazem przez białość tej ściany. Wszystko na Shelter było takie białe. To bardzo ekskluzywna wyspa, z ogromnymi domami, willami właściwie, a hotel, w którym pracowałem, to miejsce wypoczynku głównie nowojorskiego upper-class. Piękne miejsce i idealne na wakacyjny chill out, jeśli nie odstraszają ceny sięgające nawet 500 dolarów amerykańskich za noc (najniżej było w maju i wrześniu - 250 bodajże za pojedyncze duże łóżko). Hotel miał właśnie takie białe ściany i położony był też by the sea (przypomina mi się jedna z miliona dziwacznych rozmów telefonicznym z amerykanami: - Hello, is this sunset? - Yes sir, how can I help you? - Do you have a pool on the premises? - No sir, we do not. However, we are literally 5 steps away from the sea. - But there's no pool? - No sir, there's no pool, but we're in a little bay, the water here is really nice and warm. - How far is the sea? - I can see it from my office, it's really very close. - Why don't you guys have a pool? - Well... - Ah, nevermind. Bye.)<br />
Mnóstwo tu linii prostych i znów pewna ciekawa perspektywa. Oczywiście pustka, morze symbolizuje zapewne bezkres i mistyczny początek/koniec wszystkiego (jak u Felliniego w La Stradzie), a my widzimy nie tylko to morze i słońce wpadające przez otwarte drzwi, ale też kawałek drugiego pokoju w tle. Piękne, zwłaszcza ten kawałek w tle jest bardzo intrygujący.</p>
<p><a href="http://diariodelvago.files.wordpress.com/2008/08/hopperearly-sunday.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-130" src="http://diariodelvago.wordpress.com/files/2008/08/hopperearly-sunday.jpg?w=300" alt="" width="300" height="176" /></a><br />
5. Early sunday morning, 1930.<br />
Jedną z moich osobistych obserwacji dotyczących USA jest to, że w stanach tak wiele rzeczy od lat jest niezmiennych. Najprostszym (i może trochę banalnym) przykładem są wyłączniki światła. U nas, na przykład, te wyłączniki zmieniały się na przestrzeni lat - mieliśmy takie stare, czarne, duże, które trzeba było przekręcić, potem takie peerelowskie, cienkie i kwadratowe, pojedyncze lub podwójne, teraz mamy takie większe płaskie. W Stanach od lat te wyłączniki są takie same - cienkie, krótkie dźwignie w ścianie. Już na starych filmach amerykańskich, z lat 50-60 widać te przełączniki, identyczne do tych, które widziałem w USA. Albo monety i banknoty. Na 25centówkach widziałem przeróżne daty, od 1958 do 2006. Wszystkie są w obiegu, od lat są dobre, nikt ich nie zmienił.<br />
Ten obraz z 1930 roku wygląda niemal jak Greenport, trochę większe miasteczko od Shelter Island, sąsiadujące z wyspą. Widziałem zresztą to miasteczko właśnie w niedziele rano, kiedy wracałem z jakiejś imprezy. Wyglądało właśnie tak. Oświetlone wschodzącym słońcem, wciąż senne z akcentami patriotyzmu czy też nacjonalizmu (tu taki subtelny, tam to nieraz flagi, maskotki etc.). Nie chcę się rozwodzić nad tym obrazem, właściwie podoba mi się on tylko ze względu na te wspomnienia. Nie wiem na ile ironiczny i samokrytyczny (wobec swojego kraju) był Hopper, z tego co czytałem, tworzył raczej poważne, przygnębiające obrazy i na wskroś amerykańskie. Ja osobiście wyczuwam jakby lekki żart? Może sarkazm czy kpinę. Właściwie ciężko mi określić, a moją niepewność i trudność w odkryciu w pełni tego, co ten obraz mówi, tłumaczy poniższe uogólnienie:</p>
<blockquote><p>Hopper frequently used a straight, horizontal motif, usually a road or railroad track, to construct the space within the picture and to emphasize the division between the picture space and the viewer's world. Indeed, the more the viewer tries to penetrate the depths of a Hopper painting, the more impenetrable it becomes. What holds the viewer is that the artist's vision seems under control and yet, on closer inspection, the viewer realizes that the visible surface is a tissue of improbabilities and unreadable shifts in space. Hopper's view that nature and the contemporary world were incoherent contributed to his artistic vision. (źródło: webmuseum, paris)</p></blockquote>
<p>Mamy tu przecież linię chodnika i podłużny cień idący przez cały obraz. Czyżby właśnie linia oddzielająca przestrzeń moją od przestrzeni obrazu? Myślę, że tak. </p>
<p>Jest w Hopperze coś niezgłębionego, tajemniczego i nieuchwytnego. Impresjonistyczna próba uchwycenia chwili, obserwacja ludzkiej samotności, światło i linie proste. Fascynujące są te jego dzieła.</p>
<p>Wszystkie obrazki pochodzą ze strony <a href="http://www.ibiblio.org/wm/paint/auth/hopper/" target="_blank">Webmuseum Paris</a>. Zachęcam do odwiedzenia, jest ich tam dużo więcej.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[niedzielne fiksacje dekoracyjne]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=116</link>
<pubDate>Sun, 03 Aug 2008 19:21:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/08/03/niedzielne-fiksacje/</guid>
<description><![CDATA[Zacząłem się zastanawiać wreszcie jak chciałbym &#8220;pomalować&#8221; sobie pokój. Nie chod]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zacząłem się zastanawiać wreszcie jak chciałbym "pomalować" sobie pokój. Nie chodzi oczywiście o malowanie w sensie dosłownym - jest już pomalowany. Chodzi teraz o nadawanie mu jakiegoś spersonalizowanego wyglądu ;)</p>
<p>Pierwszą stroną, którą dziś odwiedziłem (w tej sprawie) była vide.pl - galeria z reprodukcjami wielkich mistrzów (i nie tylko) za dość przystępną cenę. Można u nich także oprawić zamówione reprodukcje.<br />
Zacząłem więc szperać. Oczywiście najpierw trafiłem na stronę z impresjonistami, w końcu to jest "mój nurt", ukochany przeze mnie nie tylko w sztuce, ale i w muzyce (debussy, ach).<br />
Śniadanie Wioślarzy jako pierwsze. Zawsze mi się ten obraz podobał. Ale szukam dalej. Rozczarowany ich zbiorem Rembrandta, odwiedziłem jeszcze Dalego (ale spowszedniał mi, nie "kręci" mnie już tak jak kiedyś), natomiast brak Goi to absolutna granda.<br />
I w końcu, kiedy byłem wciąż bez jakiegoś konkretnego faworyta, postanowiłem odwiedzić Modiglianiego. Wiem o nim bardzo mało, nigdy jakoś specjalnie mnie nie interesował, a ostatnio przewinął się jakieś 3 lata temu, kiedy byłem na wernisażu jakiejś młodej artystki z Częstochowy (nie pamiętam jej nazwiska), której to obrazy określono w folderze jako "wybitnie Modiglianiowskie".<br />
Właśnie dlatego, że nazwisko w światku przecież bardzo znane, a ja nigdy się nim nie interesowałem, zawędrowałem na jego stronę. I oto jest! Portret jego żony, Jeanne Hebuterne. W kolekcji są jeszcze dwa inne obrazy, które specjalnie mnie nie zachwyciły, ale Jeanne... Wyobraziłem sobie miejsce, gdzie "zawisłaby" - kącik, który chcę stylizować na kawiarniany chill out, czyli jakaś sofa, fotel, drewniany stolik i lampa, taka jak we "Wnętrzach" Allena. Zresztą barwy tego obrazu jakoś wyśmienicie pasują mi do koloru ściany. (ps. nie tylko geje potrafią sobie urządzić pokój, do cholery jasnej)</p>
<p><a href="http://diariodelvago.files.wordpress.com/2008/08/modigliani.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-117" src="http://diariodelvago.wordpress.com/files/2008/08/modigliani.jpg?w=300" alt="" width="300" height="219" /></a></p>
<p>Oto i ona. Ponieważ na Vide jest taka opcja, ustawiłem kolor, który jest dość zbliżony do koloru ściany w moim pokoju. Nie jest to, rzecz jasna, ten sam kolor. Zresztą, możliwe, że w ogóle nie trafiłem i zostałbym bezlitośnie zgnieciony przez wprawne damskie oko, ale póki nie wrzucę fotek pokoju, trzeba mi zawierzyć ;)<br />
Więc mam pierwszy obraz. Podoba mi się niezmiernie, jest niezwykle piękny i przypomina mi moją ciocię z Częstochowy, która zawsze kojarzyła mi się z takim subtelnym pięknem, i właściwie jest podobna do Jeanne.</p>
<p>Potem jednak postanowiłem jeszcze przepatrzyć Van Gogha, o którym przecież swojego czasu sporo czytałem, a kadr przedstawiający konającego w słonecznikach Van Gogha, w białej płóciennej koszuli, z raną od pistoletu, który śnił mi się parę razy, kiedy o Van Goghu czytałem, wykorzystam zapewne kiedyś, może właśnie przy okazji jego biografii.<br />
Zatem Van Gogh i obraz, który zawsze podobał mi się najbardziej:<br />
<a href="http://diariodelvago.wordpress.com/files/2008/08/vangogh-cafe.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-118" src="http://diariodelvago.wordpress.com/files/2008/08/vangogh-cafe.jpg?w=300" alt="" width="300" height="244" /></a><br />
To Taras kawiarni nocą, wspaniale bliski mnie i moich gustów obraz paryskiej kawiarni, nad którym rozpływałem się parę lat temu. To już obraz numer 2.<br />
Będąc w katalogu Van Gogha, włączyłem też (z czystej ciekawości) kolejną gwiaździstą kompozycję:<br />
<a href="http://diariodelvago.wordpress.com/files/2008/08/vangogh-gwiazdzista.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-119" src="http://diariodelvago.wordpress.com/files/2008/08/vangogh-gwiazdzista.jpg?w=300" alt="" width="300" height="208" /></a><br />
Istotnie genialna, gwiaździsta noc, w dodatku z wodą w prawie centralnym punkcie (a więc znów debussy, choć Van Gogh to już przecież nie impresje).<br />
Świetnie, to już 3.</p>
<p>I na samym końcu, na stronie z "gwiaździstą nocą", trochę niżej w rubryce "inne tego samego artysty" (czy jakoś podobnie) włączyłem obraz, który za cholerę mi do Van Gogha nie pasował:<br />
<a href="http://diariodelvago.wordpress.com/files/2008/08/hopper-nighthawks.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-120" src="http://diariodelvago.wordpress.com/files/2008/08/hopper-nighthawks.jpg?w=300" alt="" width="300" height="203" /></a><br />
Bo w rzeczywistości nie jest to Van Gogh, ale Edward Hopper "Nighthawks". I muszę przyznać, że obraz ten powoli coraz bardziej mnie hipnotyzuje. Fantastyczny nocny klimat, trochę a la Chinatown, senne amerykańskie miasteczko i nieznajomi sobie ludzie (zapewne mężczyzna dopiero co poznał się z tą kobietą). Bardzo zresztą "filmowa" kompozycja, jakby żywcem wyjęta z filmów Noir z lat 40 (de facto, obraz namalowany został w 1942 roku).  Jeszcze raz - fantastyczny klimat, choć nie bije na łeb wymienionych wyżej pozycji...</p>
<p>I co ja mam zrobić? Nie zamówię przecież wszystkich, bo to by już trochę kosztowało, a poza tym (a raczej przede wszystkim) co za dużo to nie zdrowo. Widziałem mój pokój jako raczej minimalistyczny, jeden obraz byłby w sam raz, dwa to już mała przesada, trzy to zły smak.</p>
<p>Ktoś doradzi?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Takich listów ja nie chcę]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=109</link>
<pubDate>Wed, 30 Jul 2008 17:20:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/07/30/takich-listow-ja-nie-chce/</guid>
<description><![CDATA[(Jak się kliknie, to można moją klęskę obejrzeć w dużo większej rozdzielczości)

Dodam jesz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(Jak się kliknie, to można moją klęskę obejrzeć w dużo większej rozdzielczości)</p>
<p><a href="http://i22.photobucket.com/albums/b338/mintymike/nouvelle/skanuj0002small.jpg?t=1217438012" target="_blank"><img src="http://i22.photobucket.com/albums/b338/mintymike/nouvelle/skanuj0002small.jpg?t=1217438012" alt="" /></a></p>
<p>Dodam jeszcze, że z zadania, za które dostałem 2 byłem chyba najbardziej zadowolony. Była to inscenizacja w studiu TVP3 Katowice, z udziałem aktorów z Teatru Śląskiego, z operatorem kamery do dyspozycji, na profesjonalnym sprzęcie (kamera telewizyjna, dźwięk kierunkowy). Trzeba było wylosować sobie temat z podanej puli i w godzinie czasu zmieścić napisanie krótkiego scenariusza wraz z dialogami, wyreżyserowanie aktorów, zaplanowanie scenografii i omówienie z operatorem sposobu filmowania oraz ustawienia światła. Wydaje się trudne, a jednak w rzeczywistości wystarczy choć namiastka pomysłu, a potem wszystko dzieje się już samo. Z aktorami dogadałem się świetnie, widziałem zresztą kilku w sztukach, o czym nie omieszkałem ich poinformować, sprawiając im tym widoczną radość. Złapali w lot, co chciałem nagrać i dostosowali się absolutnie, nie było mowy o jakiejkolwiek dyskusji. Operator początkowo sceptycznie podszedł do moich instrukcji, kiedy jednak zrobiliśmy próbę, ewidentnie mu się spodobało (po drobnych zabiegach stylistycznych w kadrze), co zresztą widać było po jego reakcji. A zależało mi na Buñuelowskich trochę najazdach i na szczególe (też tylko trochę, bo przecież nie popadajmy w całkowite naśladownictwo) a la Bresson. I chyba (znów trochę!) mi się udało.<br />
To wszystko, w połączeniu z genialną filmową atmosferą, która panowała na planie ("akcja! cięcie! dubel, proszę dubel. Panie Grzegorzu, tam pod koniec pan trochę za długo się zastanawia, niech pan to skróci do kilku sekund, a potem pan odkłada długopis, wstaje i wychodzi tam, gdzie wcześniej Pan Antoni. Możemy? Uwaga, proszę... Akcja!") oraz ze scenką, którą napisałem (a która naprawdę mi się podobała, zarówno na papierze, jak i później w wykonaniu aktorów i samej kamery) sprawiło, że czułem się naprawdę nieźle przed ostatnią rozmową z komisją.<br />
Wydaje mi się, że scena sama w sobie była naprawdę dobra (ośmielę się być na tyle nieskromny, bo na planie były też osoby trzecie, nie biorące udziału, tylko przyglądające się i mówiły mi potem, że "całkiem fajne", nie wyczułem jakoś tylko czystej kurtuazji), ale na rozmowie nie umiałem jej obronić (w każdym razie cytuję Bajona: "nie przekonał mnie pan pańskim uzasadnieniem"). Poza tym zadali mi kilka pytań, na które nie znałem odpowiedzi, a wiedza ogólna też ma tam ogromne znaczenie. </p>
<p>Uff. No. Wróciły wspomnienia ekscytującej przygody filmowej sprzed miesiąca. Czułem, że muszę napisać jak naprawdę z tą dwóją było, bo na papierze wygląda, że po prostu było miernie, a moim zdaniem wcale tak nie było. Natomiast nie zamierzam sprzeczać się z decyzją komisji. Widocznie nie byłem idealnym kandydatem, przyjmuję to z pokorą i będę zdawał za rok bogatszy o to doświadczenie.</p>
<p>A autografy niektórych z tych państwa wolałbym otrzymać w zdecydowanie innych okolicznościach.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nastąpi śmierć]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=106</link>
<pubDate>Tue, 29 Jul 2008 20:24:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/07/29/smierc/</guid>
<description><![CDATA[Oglądałem na youtube materiały z 28 stycznia 1986 roku, z USA. Katastrofa promu Challenger (Możn]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Oglądałem na youtube materiały z 28 stycznia 1986 roku, z USA. Katastrofa promu Challenger (Można łatwo znaleźć).<br />
Nawet nie wiem jak kontynuować ten wpis. Chodzi mi o to, że zginęli. Chodzi mi o to, że być może sensem istnienia ich wszystkich było zginąć właśnie tego dnia, 73 sekundy po starcie. Być może wszystko, co każdy z nich przez całe życie robił, naznaczone było tą tragedią.<br />
Może ta nauczycielka, Christa McAuliffe, została nauczycielką właśnie po to, żeby potem, jako nauczycielka, zakwalifikować się do programu NASA. Pasowała profilem - była zwyczajnym obywatelem, "normalnym człowiekiem", nie-astronautą. Może gdyby została urzędnikiem, nie zostałaby wybrana?<br />
Co oni czuli? Co myśleli tuż przed? Albo w momencie wybuchu? Zginęli od razu, przestali istnieć. W wikipedii napisali, że załoga uległa dezintegracji. Nawet nie "załoga zginęła", "prom wybuchł", "członkowie załogi się spalili" - ulegli dezintegracji. DEZINTEGRACJI.<br />
W ułamku sekundy istota ludzka, myśląca, czująca, analizująca, rozpłynęła się. Zniknęła. I już ich nie było.<br />
A kolejna sprawa te filmy. Film, czym jest film. Jak ogromną potęgę ma film. Zapis audiowizualny. On rejestruje... Życie. Rejestruje "dzianie się". Film to taki nasz ludzki wynalazek, który podpatruje "dzianie się" (Ja wiem, że piszę oczywiste oczywistości). Kiedy oglądam te krótkie filmy pokazujące start, po prostu prawie tam jestem. Ale nie ciałem. Po pierwsze - to namacalny dowód przeszłości, namacalny dowód tego, że w 86 roku coś się wydarzyło. To było "tu i teraz" tamtych ludzi - ludzie na filmie (mówię o widzach lotu) przeżywają swoje "tu i teraz" i to "tu i teraz" jest zarejestrowane na filmie. Jakie to niezwykłe, niezwykłe, niezwykłe!! Zgodnie z tym, co sądzę o życiu, o mojej egzystencji (tej fizjologicznej), coraz częściej czuję, że wobec czasu i świata, mnie już nie ma. Już teraz, w tej nawet chwili jest rok 2050, może 2090, a może właśnie jest rok 235.546 i słońce wybucha?<br />
Bo czym dla nas jest 1986, 1415 czy 900? Ale nawet nie sięgając tak daleko, czym jest 2000? Czy nawet 2 tygodnie temu? Poza wspomnieniami, jest dla nas nieistotny. Nie dotyczy nas już, zdarzyło się i koniec, przeszło. To inny wymiar, inna rzeczywistość. I ona, wobec naszego "tu i teraz", była błyskawiczna. Zdarzyła się w ułamku sekundy, nawet nie wiemy, kiedy.<br />
A film to potrafi uchwycić.<br />
Wracając do lotu - patrząc na te filmy, niemal widzę załogę podpiętą do tych wielkich foteli. Na pewno przerażoną (nie jestem chyba w stanie wyobrazić sobie w pełni strachu, jaki się wtedy odczuwa). O czym myśleli? Czy przeczuwali coś? Czy ktokolwiek z załogi miał jakieś sny, wizje, jakiś niezrozumiały lęk np. 2 dni przed startem? I nie potrafił tego uczucia sklasyfikować? To niekoniecznie musiał być lęk, może coś dziwnego, coś, co go mogło zdziwić, ale nie na tyle, żeby potraktować to jako jakiś instynkt.<br />
73 sekundy. Start i legendarne amerykańskie "we have a lift off". I ludzie będący tam 28 stycznia 1986 roku, patrzący z oddali jak prom się wznosi. Obserwujący w podnieceniu powiększający się ogon spalin.<br />
Głównie pokazywano rodzinę i przyjaciół Christy. To przecież było głośne wydarzenie - pierwsza "zwyczajna" w kosmosie. To makabryczne, wiem. Straszne, nikt chyba nie mógł spodziewać się takiego obrotu spraw. To nie był przecież pierwszy lot w kosmos. A jednak stało się. </p>
<p>Dezintegracja. </p>
<p>Czasem, kiedy miewam powyższe rozważania (a miewam je od czasu do czasu), to wszystko wydaje mi się takie dziwne. Tak strasznie niepojęte (ale niepojęte jest zawsze), absurdalne, groteskowe, bezzasadne, bezwartościowe. Czym w ogóle jest moja jaźń? Kim ja jestem? I po co jestem? Jak miałem 10 lat, nie myślałem o tym. Świat był nieskończony, życie było wieczne. Coś się słyszało, że ktoś umarł, wiedziałem też co to znaczy śmierć, ale przecież to ktoś umarł. Ja nie umrę. Bo mam 10 lat.<br />
Teraz mam 22 lata i dostrzegam beznadziejność tego wszystkiego. I coraz częściej dociera do mnie, że mam swój kres. Że kiedyś mnie nie będzie. Nie będę już myślał, nie będę pisał, nie będę fantazjował. Nastąpi koniec. Finał. Nieodwracalnie, nieodwołalnie, rozpłynę się. Zniknę. Skończy się mój byt. I nigdy więcej już się nie pojawi. Krew przestanie płynąć, mózg przestanie działać, serce bić, przestanę chodzić, mówić, słuchać, oglądać. </p>
<p>Nastąpi śmierć. Śmierć.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[22:53]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=102</link>
<pubDate>Mon, 28 Jul 2008 20:53:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/07/28/2253/</guid>
<description><![CDATA[Pomalowałem trochę desek. A teraz idę spać.
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pomalowałem trochę desek. A teraz idę spać.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Retrospekcja z lepszych czasów]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=91</link>
<pubDate>Sat, 26 Jul 2008 22:20:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/07/27/retrospekcja-lepszych-czasow/</guid>
<description><![CDATA[Pamiętam taki wieczór.
Jest rok 2005, końcówka. Listopad albo już grudzień.
Jesteśmy tylko we]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pamiętam taki wieczór.<br />
Jest rok 2005, końcówka. Listopad albo już grudzień.<br />
Jesteśmy tylko we dwoje w jej mieszkaniu. Wtedy jeszcze to mieszkanie nie było dla mnie takim więzieniem, to Ikeowskie wnętrze nie mdliło mnie tak, jak pół roku później.<br />
Siedzieliśmy przy drewnianym stole, przy którym ona zawsze się uczyła. Pamiętam tę naukę - uczyła się do późna, skrzętnie przy tym notując. Miała na tym punkcie obsesję. Ja w końcu też.<br />
Ale tego wieczoru się nie uczyła. Ubrała się na czarno, w bardzo ładną wieczorową kreację. Założyła też czarny naszyjnik, to znaczy taką czarną opaskę, do której przytwierdzony był mały brylancik. Wyglądała cudnie, jak ten brylancik. Czułem się przy tym trochę niewygodnie w mojej sportowej, lekko za dużej marynarce i dżinsach.<br />
Siedzieliśmy w półmroku. Och, świece, czerwone wino. Na stole z Ikei. A kolacja: makaron "rurki" polany sosem myśliwskim Knorr.<br />
W ogóle nie narzekam. Wieczór skończył się wcale bezwstydnym pieprzeniem, zresztą na tym stole właśnie. I tak jak zawsze chciałem przelecieć jakąś dziewczynę. W takiej pozycji, znaczy się.<br />
Pozbyłem się czarnej kreacji, ale zostawiłem naszyjnik. Kazałem jej spiąć włosy i nie zdejmować okularów. Wyglądała w nich bardziej seksownie, niż jej się wydawało. Wspomnienie jej zgrabnych nóg, wypełniających czarne pończochy, które obejmowały mnie mocno, i jej rozkosznych piersi, które delikatnie falowały powodowane moją gimnastyką, pozostanie we mnie na zawsze.  <br />
Stół się trząsł, ale coś, co miało być tylko przygrywką, zamieniło się w główne danie i żadne z nas nie miało ochoty przerywać.<br />
W ogóle nie zwracaliśmy uwagi na ten stół, nie winię nas za to zresztą. A on telepał się i telepał - przyznaję, że maczałem w tym telepaniu palce. I w ogóle nie zwracaliśmy uwagi na to, że stół przylega do ściany, za którą mieszkali jacyś dwudziestoparoletni miłośnicy techno.<br />
To znaczy prawie przylega. Właściwie nie wiem, dlaczego, do cholery, on nie przylegał do tej ściany, tylko "prawie" przylegał. Jakieś 5 cm brakowało do pełnego przylegania. I dlatego stół, poza telepaniem (co faktycznie lekko mnie niepokoiło, choć tylko na początku), uderzał w ścianę, za naszym przykładem równie bezwstydnie.<br />
Niemniej był to jeden z piękniejszych momentów w moim życiu.<br />
I ten zwierzęcy finał nie przekreśla wcale uprzedniego romantyzmu. Pośmialiśmy się nad tym Knorrem, wypiliśmy to wino, wyrecytowałem jej "Rozmowę liryczną" Gałczyńskiego. A potem ją przeleciałem. Ale to było bardzo ładne, bardzo namiętne. Podniecające, prawda, ale też i namiętne. I dało się bez tej cholernej muzyki Michaela Nymana do filmu Piano, którą uparcie musiała włączać, kiedy robiliśmy to "zwyczajnie", w łóżku. "Dla atmosfery". Co za brak smaku. Dlaczego ja się na to zgadzałem?</p>
<p>Nazajutrz rano obudziło nas głośne dudnienie zza tej właśnie ściany. To był jakiś kawałek, utwór, chcę powiedzieć. Jestem trochę niesforny w opisie rzeczonego dźwięku, bo zawsze mam trudności z klasyfikowaniem tego wybryku, który niektórzy nazywają muzyką.<br />
Dudniło więc, i to głośno, a my, jakby sparaliżowani, leżeliśmy na łóżku, patrząc tępo w sufit. Miałem nawet wrażenie, że tynk pod naciskiem dudnienia za chwilę spadnie nam na głowy, ale to tylko efekt alergii mojego organizmu na takie odgłosy.<br />
Nie wiem, o czym ona myślała, ale ja, właśnie w tej chwili, właśnie dlatego, że to była ta ściana, uśmiechałem się do siebie, podejrzewając, że nasi sąsiedzi odpłacają się nam stukaniem za stukanie.<br />
Bo nawet tempo dudnienia było podobne.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[perwersyjna zmysłowość]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=88</link>
<pubDate>Sat, 26 Jul 2008 18:05:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/07/26/perwersyjna-zmyslowosc/</guid>
<description><![CDATA[Interesujący wycinek z filmu Romana Polańskiego &#8220;Gorzkie Gody&#8221;.
Oscar (Peter Coyote) m]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Interesujący wycinek z filmu Romana Polańskiego "Gorzkie Gody".<br />
Oscar (Peter Coyote) mówi o waginie Mimi (Emmanuelle Seigner).</p>
<p><strong>Oscar:</strong> Her pussy was a neat, discreet little cleft. But as soon as the animal within<br />
was roused by my caresses, it would stir, draw aside the silken curtain covering its lair<br />
and become a carnivorous flower, a baby's mouth greedily sucking my finger.<br />
I loved to tease her clitoris with the tip of my tongue and then abandon it,<br />
wet and glistening, like a little duck dabbling in a pool of pink flesh.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[nieznośna atrakcyjność pewnej pani]]></title>
<link>http://diariodelvago.wordpress.com/?p=78</link>
<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 16:25:23 +0000</pubDate>
<dc:creator>misza</dc:creator>
<guid>http://diariodelvago.wordpress.com/2008/07/25/nieznosna-atrakcyjnosc-pewnej-pani/</guid>
<description><![CDATA[Trwa to już jakieś 8 miesiący. Może dłużej, może krócej. Ale jeśli, to nieznacznie.
Piękna]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Trwa to już jakieś 8 miesiący. Może dłużej, może krócej. Ale jeśli, to nieznacznie.<br />
Piękna to zbyt małe słowo dla niej. Piękna może być pogoda, piękny może być film czy obraz, ale ona? Ona jest... Jest idealna, jest perfekcyjna. Bo nie tylko twarz jej tak wspaniale odpowiada moim gustom, nie tylko jej ciało jest tak cudownie szczupłe, a jej skóra tak gładka i prawie śnieżnobiała.<br />
Jest chodzącą doskonałością, zabawną i uroczą, a do tego zabójczo mądrą i inteligentą.<br />
Niektóre wiadomości tekstowe ("smsy" to znienawidzone przeze mnie słowo) od niej wciąż tkwią w moim telefonie. Od czasu do czasu do nich wracam. Czytanie ich sprawia mi prawdziwą przyjemność. Są czasem lekko naiwne (jest to jednak zabieg celowy), czasem pogardliwe i apodyktyczne (a w tym i tak nienaganne), zawsze jednak bezbłędne. To też (podkreślam też) mnie w niej fascynuje. Wiadomości od niej, słowa w nich zawarte, to takie różyczki, przycięte starannie wprawioną dłonią kwiaciarza - albo kwiaciarki.<br />
Ona mnie fascynuje. Nie, naprawdę, posłuchaj - pochyliłem się nad nim i położyłem mu dłoń na ramieniu wbijając w niego wzrok, żeby mieć pewność, że naprawdę mnie słucha - Słyszysz? Fascynuje mnie. Znów to czuję. Ostatnio dawno temu jakaś kobieta mnie fascynowała w taki sposób.<br />
Myślę o niej bardzo często. I nie są to brzydkie myśli, nie śmiałbym zbeszcześcić jej obrazu w mojej głowie. Myślę o niej zawsze bardzo czysto. Jedyne, czego bym chciał, to móc z nią rozmawiać i mieć status uprzywilejowanego. Nie wierzysz mi?<br />
- Bo trochę cię znam. - stwierdził lekko ironicznie.<br />
W takim razie wcale mnie nie znasz. Zawróciła mi w głowie. Nie potrafię nawet w tej chwili okiełznać ogromu doznań, który wywołuje samo tylko wspominanie naszej interakcji.<br />
- Więc fascynuje cię? - nie pytał złośliwie, to mój przyjaciel.<br />
Tak. To jest dziwna rzecz, bo odkąd to się dzieje... Odkąd ją znam, a to nie więcej jak 8 miesięcy, każda jedna dziewczyna, którą mógłbym się zainteresować w wiadomy sposób, jest do niej porównywana. I wypada blado, bardzo blado. Zawsze ma czegoś mniej. Albo urody, albo intelektu.<br />
Ale właśnie intelekt to jest coś, co w tym przypadku tak strasznie mnie w niej pociąga. Niezmiernie się cieszę, że przełamałem to męskie spojrzenie, które siedziało we mnie do tej pory bardzo mocno. Ona mogłaby być połowę mniej atrakcyjna, niż w rzeczywistości jest. Mogłaby mieć brzydką twarz, piegi (choć one niekiedy bywają seksowne), pryszcze, nie być tak szczupła, a gdyby tylko wciąż miała tak rozległą wiedzę i była tak genialnie świadoma siebie i świata, mógłbym wielbić ją niezmiennie.<br />
Bo ona jest bardzo świadoma. Świadomość i wrażliwość - te dwie cechy właściwie są u niej główne, cała reszta - inteligencja, wiedza są efektem tych głównych.<br />
- Nie denerwuj się, ale chyba trochę za bardzo ją idealizujesz.<br />
Ale właśnie nie! Nie znasz jej. W ogóle mało osób z mojego otoczenia ją zna. A ona jest tym wszystkim, co powiedziałem. Z żadną dziewczyną do tej pory nie prowadziłem tak fascynujących dysput filmowych, żadna dziewczyna nie wiedziała aż tyle o sztuce (pomogła mi zresztą niedawno na egzaminie).<br />
Pamiętasz Gosię? Tak, ona też mnie fascynowała na początku, ale ona była płytka. Nie boję się tego powiedzieć o studentce medycyny.<br />
- Co masz na myśli?<br />
Bo jeśli ktoś studiuje medycynę, automatycznie jakoś ma być uważany za nadczłowieka, o którym nie można mówić, że jest głupi. Gosia zresztą nie była głupia, ale była płytka. Wiedziała ogromnie dużo, ale nie miała wyobraźni, nie miała tej spontaniczności, tej klasy. Bywały dni, kiedy zdradzała bezradność i objawiała swoje kobiece słabości, a zresztą być może to nie była jej wina, tylko tego jej pragmatyzmu. To on wypłukał z niej piękno, które przecież musiałem w niej na początku widzieć.<br />
- Ale Gosia była też atrakcyjna.<br />
Nie doceniasz mnie, stary. Nienawidzę kobiet, ale kiedy je kocham, to za wszystko, a nie tylko za cycki i dupę.</p>
<p>A Ona jest inna od każdej, którą do tej pory spotkałem. Lub inaczej - takiej jeszcze nie spotkałem. Jest niepowtarzalna, oryginalna, kreatywna, spontaniczna, zresztą to nie ma sensu. Nie jestem w stanie napisać o niej nic złego.<br />
Choć wydaje mi się, że powzięła jakąś premedytację w stosunku do mnie. Wydaje mi się, że Ona doskonale zdaje sobie sprawę, być może już od jakiegoś czasu, że mi się bardzo podoba (a ja wysilam się jak mogę, żeby to ukryć) i wykorzystuje to. Rozpoczyna komunikację wysyłając mi literackie dziełko, na które ja nie potrafię pozostać obojętny, bo jest takie genialne i wysłane właśnie przez Nią. Zresztą dziełko to zawiera w sobie ostrożny flirt, taki niegroźny, ale zaczepny.<br />
Odpisuję jej w jakiejś niezrozumiałej nadziei, zawiązuje się nawet dłuższa wymiana. Próbuję wznieść się na wyżyny pisarstwa komórkowego i szukam w sobie kunsztu, żeby tylko czymś jej zaimponować. Czuję przyspieszony puls, czekając na jej odpowiedź. A potem docieramy do punktu, w którym Ona nagle wszystko ucina. Robi to oczywiście w swoim stylu, bardzo subtelnie i dyskretnie, ale ucina. A ja pozostaję z niesmakiem, rozczarowany. Sprowadzony do parteru, uprzednio unosząc się nad chmurami. A to głośny szept, który obija mi się we wnętrzu jaźni: "nie masz szans, nie łudź się, nie, nie, NIE".<br />
Nie mam szans, a ona wie o wszystkim. O tym, że nie mam szans i o tym, że chciałbym z nią rozmawiać jako uprzywilejowany. Może nawet śmieje się z tego?<br />
- Teraz ją demonizujesz. Po co miałaby być tak okrutna?<br />
A skąd ja mam wiedzieć? Próbowałeś kiedyś zrozumieć kobietę? A Ona jest jak Wenus z Milo, jak marmurowa antyczna rzeźba, piękna i chłodna, zmysłowa i nieprzenikniona.<br />
Nie, to oczywiste, że jej nie kocham, ośmieszyłbym sam siebie mówiąc tak o dziewczynie, którą znam raptem 8 miesięcy i tylko na stopie koleżeńskiej, kumpelskiej właściwie.<br />
Jestem zauroczony, to na pewno. Więcej, bo jestem zauroczony i zafascynowany.<br />
- I co z tym zrobisz? - a spojrzał na mnie bardzo badawczo.<br />
Nic.<br />
- Jak to nic?<br />
Nic. Po prostu nic. Chciałem coś zrobić, ale Ona jest dla mnie nieosiągalna.<br />
- To przykre.<br />
Bo póki Ona jest, każda inna będzie blada.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
